Hekuba

Okładka książki Hekuba
Eliza Orzeszkowa Wydawnictwo: Książka i Wiedza Seria: Koliber klasyka
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Seria:
Koliber
Data wydania:
1970-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1970-01-01
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Hekuba w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Hekuba

Średnia ocen
7,3 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
184
182

Na półkach:

Najbardziej zainteresował mnie motyw Iny i kniazia. W bardzo przemyślany sposób przedstawione zostało uwodzenie naiwnej dziewczyny w celu jej wykorzystania seksualnego i porzucenia albo i gorzej. Nie doszło do gwałtu, Ina "sama chciała" i formalnie nie można kniaziowi nic zarzucić, ale faktycznie wszystko od początku do końca jest pułapką. Eliza Orzeszkowa zapewne znała takie historie ze swojego otoczenia, a może jej samej jakiś petersburski picuś-glancuś robił niemoralne propozycje.
Kniaź i jego klika imponują Inie, która przez to nie zauważa działań manipulacyjnych robionych z delikatnością i finezją łopaty. A czerwonych flag jest tu mnóstwo. Kim w ogóle jest Helena Iwanówna i dlaczego zainteresowała się Iną? Cała jej gadka o "odrzucaniu przesądów" dotyczy tylko sytuacji, kiedy "przesądy" stają między kniaziem a tym, czego on chce. Jeśli zagrażają jemu samemu, to kniaź do "przesądów" podchodzi bardzo poważnie, przecież spotyka się z Iną wyłącznie w towarzystwie ludzi ze swojego bliskiego otoczenia zależnych od niego, nigdy nie ma w pobliżu bezstronnych świadków ani tym bardziej krewnych i przyjaciół Iny, w razie czego wszyscy świadkowie staną po stronie kniazia. Kniaź bardzo instrumentalnie traktuje sprawę braci Iny. Gdyby był chociaż w połowie tak dobry i wpływowy, jak się Inie prezentuje, to w dwa dni wyciągnąłby ich z więzienia. Wystarczyłoby kozaków uczestniczących w zajściu wysłać do innych pilnych zadań (dziecinnie proste, jest wojna i pilnych zadań faktycznie nie brakuje), pod jakimkolwiek pretekstem zostawić w mieście jednego co bardziej kumatego, żeby był jedynym świadkiem przed sądem. Wtedy dyskretnie spotkać się z nim, dać mu sakiewkę i instrukcję "W sakiewce jest równowartość twojego miesięcznego żołdu. Spraw się dobrze na przesłuchaniu, a dostaniesz jeszcze trzy razy tyle. Powiesz: >>Tam nic się nie stało. Wachmistrz był wściekły, że został odesłany do nudnej roboty i nie może wziąć udziału w bitwie z silnym oddziałem buntowników, bo liczył na medal i awans. On jest chciwy na pieniądze a jeszcze bardziej na karierę. Dlatego na siłę szukał okazji do wykazania się i padło na dwóch przypadkowych chłopców. Strzały? Tylko wachmistrz je słyszał w swoim przepalonym wódą łbie. Myśmy widzieli, jak on strzelił do bezbronnego dzieciaka.<< Nie przejmuj się wachmistrzem, jemu tym bardzo nie zaszkodzisz, bo pojechał już daleko. I załatwię ci przeniesienie do innego oddziału. Jeśli jeszcze kiedyś go spotkasz, to będziesz już oficerem i on się będzie ciebie bał." i chłopcy zostaliby uniewinnieni. Ale kniaź wcale nie jest dobrym człowiekiem, nie jest też jakimś zboczonym sadystą, jest po prostu małym szczurkiem, który na pierwszym miejscu stawia swoją karierę. Nie jest też tak ważny, jak chce być postrzegany, głównie wykonuje rozkazy i nie próbuje działać samodzielnie. Może udawać ważniaka z dala od stolicy, ale tylko udaje, a w Petersburgu jest już zupełnie płotką. Kniaź nie porzuci żony dla Iny. A nawet jeśli, to skąd Ina ma pewność, że jej nie porzuci dla kolejnej młodszej i ładniejszej kochanki? Ładnych i utalentowanych dziewcząt w stolicy jest zawsze multum. Ina zgodziła się jechać do Petersburga jako osoba w pełni zależna od kniazia, nie jest przecież jego żoną ani nie ma żadnej innej formalnej roli czy prawa, nie ma pieniędzy, majątku ani koneksji, nie zna miasta, panujących tam praw i obyczajów, stosunków w wyższych sferach, nie ma żadnego ubezpieczenia. Marnie widzę szanse na happy end.

Najbardziej zainteresował mnie motyw Iny i kniazia. W bardzo przemyślany sposób przedstawione zostało uwodzenie naiwnej dziewczyny w celu jej wykorzystania seksualnego i porzucenia albo i gorzej. Nie doszło do gwałtu, Ina "sama chciała" i formalnie nie można kniaziowi nic zarzucić, ale faktycznie wszystko od początku do końca jest pułapką. Eliza Orzeszkowa zapewne znała...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

99 użytkowników ma tytuł Hekuba na półkach głównych
  • 66
  • 32
  • 1
15 użytkowników ma tytuł Hekuba na półkach dodatkowych
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Światło w ruinach Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Ocena 0,0
Światło w ruinach Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Okładka książki Dobra pani. Bracia Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Ocena 7,0
Dobra pani. Bracia Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Okładka książki Bracia Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Ocena 0,0
Bracia Eliza Orzeszkowa, Agnieszka E. Woszczyńska
Eliza Orzeszkowa
Eliza Orzeszkowa
olska pisarka epoki pozytywizmu, autorka powieści Nad Niemnem (1888), nominowana do Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 1905. Jedna z najwybitniejszych powieściopisarek w okresie polskiego pozytywizmu. Urodziła się jako Elżbieta Pawłowska, młodsza córka adwokata Benedykta Pawłowskiego i jego drugiej żony – Franciszki z Kamieńskich. Ojciec, o zainteresowaniach intelektualnych i wysokiej kulturze, zgromadził w domu rodzinnym cenną galerię obrazów oraz bibliotekę liczącą kilka tysięcy tomów. Zmarł jednak, gdy Elżbieta miała 3 lata. Majątek wydzierżawiono, a mieszkańcy przenieśli się do Grodna i zamieszkali w parterowym domu przy ulicy Brygidzkiej (obecnie: Karla Marksa). Odtąd wychowywały ją same kobiety: matka, która zwała ją Lisą (stąd Eliza), babka Kamieńska, nazywająca ją Ziunią, jej starsza o trzy lata siostra Klementyna oraz opiekunka (mamka) Michalina Kobylińska. Dziewczynka szybko zaczęła przejawiać talent literacki, dużo czytała i pisała opowiadania. W 1852 roku jedenastoletnia Eliza w towarzystwie babki pojechała po nauki do Warszawy. W latach 1852–1857 kształciła się na pensji sakramentek. W 1855 r. poznała pensjonarkę Marię Wasiłowską, późniejszą Marię Konopnicką. Wspólne zainteresowania literackie scementowały ich przyjaźń na całe życie. Obydwie bardzo lubiły czytać i deklamować poezje, w szczególności zakazane utwory Adama Mickiewicza. Talent Elizy i Marii bardzo cenił sobie ich nauczyciel Ignacy Kowalewski. W maju 1857 roku Eliza wróciła do Milkowszczyzny. Chętnie uczestnicząc w sąsiedzkich balach, na jednym z nich poznała Piotra Orzeszkę, starszego od niej o szesnaście lat dalekiego kuzyna jej ojczyma. Jako kawaler stracił on większość swego majątku na rozrywki i małżeństwo z jedyną spadkobierczynią Milkowszczyzny było okazją poprawienia sytuacji finansowej. Kilka dni po balu do domu państwa Widackich przybył swat prosić o rękę młodej panny Elizy. Za namową despotycznej matki oświadczyny zostały przyjęte. 21 stycznia 1858, w wieku niespełna 17 lat, Eliza wyszła za mąż za Piotra Orzeszkę, ziemianina z powiatu kobryńskiego i zamieszkała w Ludwinowie, majątku męża. Pierwsze lata małżeństwa Eliza potem określała czasem „beztroskiego karnawałowania”, a także swoim „uniwersytetem”, gdyż znużona błahością życia towarzyskiego często sięgała do książek z ojcowskiej biblioteki. Powróciły wówczas pensjonarskie marzenia o uszczęśliwianiu wsi. Wraz z młodszym bratem męża, Florentym, założyła w Ludwinowie szkółkę wiejską. Tymczasem narastał konflikt z mężem, niepodzielającym ich fascynacji wsią i wiejskim ludem. W 1862 Orzeszkowa przebywała dłuższy czas w Warszawie, gdzie pod wpływem patriotycznych kazań rabina Markusa Jastrowa podjęła hasło asymilacji polskich Żydów. Po powrocie do Ludwinowa przebywała tam przez czas powstania styczniowego, wspierając powstańców w służbach pomocniczych. Od połowy czerwca 1863, przez około dwa tygodnie, w Ludwinowie przebywał wyczerpany i chory Romuald Traugutt, którego później (w lipcu) Orzeszkowa własnym powozem odwiozła do granicy Królestwa Polskiego. W napisanych wiele lat później nowelach, takich jak Gloria victis, próbowała opisać swój udział w powstaniu w formie zbeletryzowanej. Najprawdopodobniej mąż Orzeszkowej w samym powstaniu nie brał czynnego udziału, ale tylko za jego zgodą (i na jego odpowiedzialność) Romuald Traugutt mógł przebywać w Ludwinowie. Wskutek tego, zadenuncjowany przez służbę, Piotr Orzeszko został jesienią 1863 aresztowany, a w marcu 1865 zesłany na Sybir do guberni permskiej; jego majątek skonfiskowano. Eliza Orzeszkowa wbrew pierwotnym postanowieniom nie pojechała za nim, lecz na początku 1864 przeniosła się do Milkowszczyzny i wszczęła proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Dzięki pośrednictwu kanoników murawiewowskich uzyskała je w 1869. Nie radząc sobie z zarządzaniem majątkiem ziemskim, po naradach z jednym z jej przyjaciół – prawnikiem Stanisławem Nahorskim, zdecydowała się na sprzedaż Milkowszczyzny. Ponieważ Polacy nie mogli nabywać ziemi w guberniach zachodnich, w 1870 r. nabywcą został rosyjski pułkownik Doury. Od roku 1869 Eliza Orzeszkowa zamieszkała w Grodnie i wykazując się dużą pracowitością, zajęła się pisaniem. Z lat wczesnej twórczości na uwagę zasługują Marta, Pan Graba oraz Meir Ezofowicz. Charakter krytycznoliteracki miały rozprawy Kilka uwag nad powieścią (1866), Listy o literaturze (1873) oraz znacznie późniejsza O powieściach T.T. Jeża z rzutem oka na powieść w ogóle (1879). W twórczości dominuje realizm. Powstaje najważniejsza powieść Nad Niemnem oraz pokrewna tematycznie – Cham (1888). Po tym okresie niewiele już dzieł literackich Orzeszkowej osiąga takie wyżyny talentu. Korzystnie wyróżnia się nowelistyka: Dobra pani, A...B...C... oraz Tadeusz. Ciekawa jest także powieść Dwa bieguny (1893), wydana w Petersburgu nakładem księgarni BR.Rymowicz, oraz Bene nati (1891). W roku 1894 Eliza Orzeszkowa wyszła za mąż za wieloletniego przyjaciela – Stanisława Nahorskiego. Poświęcała wiele czasu na akcje filantropijne i społeczne. Korespondowała z wieloma wybitnymi osobistościami ówczesnego życia społecznego i literackiego, takimi jak Leopold Méyet oraz Zygmunt Miłkowski. Współpracowała z tygodnikiem „Bluszcz”. 19 listopada 1896 roku, podczas hucznie obchodzonych jej imienin, jej mąż doznał paraliżu serca i zmarł. Był to dla pisarki ogromny cios. W 1904 roku pośród kandydatów do Literackiej Nagrody Nobla pojawiło się nazwisko Elizy Orzeszkowej. W wewnętrznych dokumentach komitetu nagrody występowała często jako Elise Orzeszko. Jej kandydaturę zgłosił Aleksander Brückner, ówczesny profesor uniwersytetu berlińskiego. Kandydatura uzyskała poparcie Alfreda Jensena, który w opracowaniach na temat jej twórczości stawiał ją pod niektórymi względami nawet wyżej od Henryka Sienkiewicza. Większość członków komitetu wysunęła wniosek o przyznaniu nagrody Henrykowi Sienkiewiczowi, mniejsza grupa zaproponowała podział nagrody. Argumentowano m.in., że Sienkiewicz jest i tak w Polsce bardziej znany i popularny, natomiast wyróżnienie wraz z nim równej mu poziomem pisarki spowoduje zasłużony wzrost jej popularności. Argumentacja mniejszości nie przekonała przeciwników, którzy wspólnie twierdzili, że podziały nagród są niezgodne z intencją fundatora. „Za cztery, pięć lat będzie można przyznać to wyróżnienie Elise Orzeszko” – napisał przewodniczący Komitetu i sekretarz Akademii Carl Wirsen. Nagrodę przyznano więc wyłącznie Sienkiewiczowi. Orzeszkowa zmarła 18 maja 1910 w Grodnie po ciężkiej chorobie serca. Ponieważ była niepraktykująca, ks. proboszcz Juliusz Ellert odmówił jej pogrzebu. Dopiero po interwencji biskupa pochowano ją w Grodnie 23 maja 1910 r. na cmentarzu farnym. Podczas nabożeństwa żałobnego przyjaciel i spowiednik Orzeszkowej – ks. Stanisław Miłkowski, wygłosił w farze grodzieńskiej okolicznościowe przemówienie. Jeden z żałobnych mówców, Józef Kotarbiński, podsumowując życie, działalność społeczną i literacką pisarki, użył nad trumną znamiennych słów: „Ona była żywą mądrością i czującym sercem całej epoki...”
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Chawa Rubin Aleksander Świętochowski
Chawa Rubin
Aleksander Świętochowski
Świętochowski Aleksander urodzony w połowie XIX wieku znany był jako pisarz tzw. nurtu pozytywizmu warszawskiego, krytyk, publicysta polityczny, działacz społeczny. W tym kontekście nie dziwi, że ta krótka opowieść o losach biednej żydowskiej rodziny, porusza tak ważki temat trudnej egzystencji i pozycji społecznej Żydów w Polsce. Rzecz dzieje się w Kazimierzu, a bohaterką tej powiastki jest tytułowa Chawa - żona Symcha i matka czwórki małych dzieci. Symcha "jako „husyt” przesiadywał ciągle w bóżnicy; przekonany, że pochodzi z „bardzo dobrej familii”, uznawał się za znakomitość, którą świat wspierać powinien i której umrzeć nie da; wreszcie od lat kilku chory na piersi był niezdolnym do żadnej ręcznej pracy." Cała odpowiedzialność za utrzymanie rodziny spadało na jego piękną i pracowitą żonę, która zajmowała się drobnym handlem. Pewnego dnia dzięki przypadkowi otrzymuje pracę jako doręczyciel poczty, ale Franek - jej poprzednik na tym stanowisku jest przekonany, iż to właśnie Chawa przyczyniła się do utraty przez niego pracy. Postanawia więc się na niej zemścić ... To krótkie opowiadanie w realistyczny sposób oddaje zarówno fatalną nędzę w jakiej przyszło żyć społeczności żydowskiej, jak też nieprzyjazne, a niekiedy wręcz wrogie jej w większości środowisko polskie. Krótki, ale bardzo wymowny tekst.
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na 6 5 lat temu
Wysadzony z siodła Antoni Sygietyński
Wysadzony z siodła
Antoni Sygietyński
Szlachcic przekazał opiekę nad majątkiem i rodziną w ręce nieuczciwego prawnika. Wszystko stracił. Historia jest o tyle ciekawa, że ów szlachcic jest zagorzałym tradycjonalistą z wysokim poczuciem honoru, więc pokazuje jego rozmaite wzloty i upadki w większości spowodowane tylko i wyłącznie przez jego 𝘮𝘪𝘯𝘥𝘴𝘦𝘵. 𝙺𝚞𝚙𝚒ę 𝚝ę 𝚍𝚘𝚛𝚘ż𝚔ę, 𝚗𝚊𝚓𝚍𝚛𝚘ż𝚜𝚣𝚊 𝚓𝚊𝚔𝚊 𝚓𝚎𝚜𝚝, 𝚋𝚢𝚕𝚎 𝚜𝚒ę 𝚙𝚛𝚎𝚣𝚎𝚗𝚝𝚘𝚠𝚊ł𝚊 𝚜𝚣𝚕𝚊𝚌𝚑𝚎𝚌𝚔𝚘, 𝚌𝚘 𝚣 𝚝𝚎𝚐𝚘 ż𝚎 𝚖𝚊𝚖 𝚖𝚊ł𝚘 𝚙𝚒𝚎𝚗𝚒ę𝚍𝚣𝚢 𝚒 𝚙𝚘𝚠𝚒𝚗𝚒𝚎𝚗𝚎𝚖 𝚘𝚜𝚣𝚌𝚣ę𝚍𝚣𝚊ć. Ma córkę Zofię i nawet się do niej nie chce przyznawać, 𝚗𝚒𝚎𝚌𝚑 ż𝚢𝚓𝚎 𝚜𝚊𝚖𝚊 𝚗𝚊 𝚙𝚊𝚜𝚝ę 𝚕𝚘𝚜𝚞, 𝚝𝚊𝚔𝚒 𝚣 𝚗𝚒𝚎𝚐𝚘 𝚔𝚘𝚌𝚑𝚊𝚗𝚢 𝚝𝚊𝚝𝚞𝚜𝚒𝚎𝚔, 𝚋𝚘 𝚘𝚗 𝚓𝚎𝚜𝚝 𝚜𝚣𝚕𝚊𝚌𝚑𝚌𝚒𝚌 𝚒 𝚘𝚗 𝚜𝚒ę 𝚗𝚒𝚎 𝚋ę𝚍𝚣𝚒𝚎 𝚙𝚛𝚣𝚢𝚣𝚗𝚊𝚠𝚊ć 𝚍𝚘 𝚌ó𝚛𝚔𝚒 𝚊𝚔𝚝𝚘𝚛𝚔𝚒. 𝙷𝚊 𝚝𝚏𝚞! Zdecydowanie Zofia jest moją ulubioną postacią z tej książki. Ogólnie czytało się ją całkiem dobrze. Miała wyraźnie więcej lepszych niż gorszych momentów. Cieszę się, że między rozdziałami były dość spore odstępny czasowe w fabule. Usprawniało to lekturę. Ukazuje, jak ludzie są w stanie się upodlić dla pieniędzy i złudnych wartości. 7,5/10
MagicznyKokietek - awatar MagicznyKokietek
ocenił na 7 4 miesiące temu
Humoreski z teki Worszyłły Henryk Sienkiewicz
Humoreski z teki Worszyłły
Henryk Sienkiewicz
Zawsze bardzo podobały mi się książki wydawane przez Ossolineum (Zakład Narodowy imienia Ossolińskich) ze względu na dużą ilość przypisów oraz przeważnie obszerny wstęp pomagający lepiej zrozumieć treść, autora, genezę napisanego dzieła i inne elementy składowe utworu literackiego. Ciągle były to atuty tego wydawnictwa. "Humoreski z teki Worszyłły" składały się z dwóch części – początkowo były to odrębne utwory, pierwszy "Nikt nie jest prorokiem między swymi" (przysłowie oparło się na fragmencie biblijnej Ewangelii według świętego Mateusza 13,57), a drugi "Dwie drogi". Te dziełka udały się Henrykowi Sienkiewiczowi bardzo dobrze (według mnie ukazał się jego talent), chociaż autor uważał je za kiepskie; spodobał mi się jego styl pisania, między innymi w sposób dowcipny pozostawiał czytelnikowi niektóre kwestie do domysłu. Narratorem był tytułowy Worszyłło – pisarz, początkujący literat. Sytuacje powodowały uśmiech na mojej twarzy. Ciekawie ujmował uczucia, przykładowo Lucy myślała "że Wilk jest pięknym mężczyzną, a czuła, że wzburzone nerwy dobrze koją się pocałunkami". Gra słów i barwne opisy wydarzeń stworzyły inteligentną kompozycję dającą powód do zastanowienia się nad nimi. Żartobliwy charakter treści podwyższał walor artystyczny "Humoresek z teki Worszyłły". Bohater pierwszej humoreski pt. "Nikt nie jest prorokiem między swymi" Wilk Garbowiecki opuścił miasto, by zamieszkać na wsi. Tam uprawiał rolę, uczył chłopów głównie czytania i pisania. Taką nałożył sobie misję. Według opowiadania wieśniacy byli bardzo pobożni – to miało bardzo dobry wpływ na ich moralność. Henryk Sienkiewicz odzwierciedlił pozytywistyczne inicjatywy (poprzez zaznaczenie nierówności stanowych; skierowanie uwagi na lud, uważając że był bardziej cnotliwy niż szlachta; obnażenie przywar obyczajowych; w drugiej humoresce pt. "Dwie drogi" Jan Złotopolski chociaż biedny, ale szlachcic!). Opowiadanie "Dwie drogi" za wcześnie się skończyło. Zapewne Henryk Sienkiewicz uznał, że najważniejsze sprawy zostały poruszone i może pozostawić czytelnika w zadumie.
Miłośnik-Książek - awatar Miłośnik-Książek
ocenił na 9 3 lata temu
Wielki świat Capowic Jan Lam
Wielki świat Capowic
Jan Lam
7,5/10 Początki były bardzo trudne i po pierwszym rozdziale zastanawiałem się czy nie zrezygnować z lektury. Język jest już trochę przestarzały a i styl Jana Lama- choć jak się później okazało świetny - jest dość skomplikowany. Dodatkowo, książka jest satyrą polityczną, dlatego też, aby w pełni zrozumieć przekaz autora, trzeba orientować się w ówczesnej sytuacji politycznej zaboru austriackiego. Pomagają w tym odesłania wyjaśniające kontekst zawartych w "Wielkim świecie Capowic" aluzji do kontekstu politycznego. Jeśli przezwycięży się wyżej opisane niedogodności- a naprawdę warto, okazuje się, że "Wielki świat Capowic" to świetna, zabawna, wciągająca i wciąż aktualna lektura. Niesamowicie zręcznie autor manewruje opowiadaną historią pana starosty capowickiego Precliczka i jego rodziny, wplatając w nią drugą płaszczyznę pełną odniesień, ironicznych uwag i przytyków w stronę swoich oponentów, zachowując przy tym dobry smak, prezentując poziom dyskusji politycznej, o którym dziś można by tylko pomarzyć. Przy okazji możemy także lepiej uzmysłowić sobie realia kulturowe i społeczne ówczesnej Galicji, dowiedzieć się skąd wzięła pochodzenie nazwa Królestwa Galicji i Lodomerii, czy wreszcie poznać pogląd autora na to, dlaczego u Niemców nie występuje odpowiednik naszego powiedzenia "Gdy Polak głodny, to zły". Może sama fabuła "Wielkiego świata Capowic" nie jest oryginalna, ale bystrość umysłu i ciętość języka Jana Lama sprawiają, że jest to wyjątkowa pozycja w polskiej literaturze, którą warto znać. A o aktualności powieści Lama niech świadczy ten fragment: "Chrześcijańska miłość bliźniego daje się zresztą napotykać w większych nierównie miastach niż Capowice i jest zawsze bardzo chwalebną, bo świadczy o gorliwym troszczeniu się o cudze dobro. Ma to jednak tą niedogodność, że zacni i kochani sąsiedzi z obawy, ażebyśmy nie zbłądzili, tak dokładnie śledzą każdą nastręczającą nam się sposobność do robienia złego, że najczęściej zła sława wyprzedza każdy nasz błąd, zamiast następować po nim".
piotrek24tfx - awatar piotrek24tfx
ocenił na 8 6 lat temu
Fermenty Władysław Stanisław Reymont
Fermenty
Władysław Stanisław Reymont
Janina Orłowska to postać fikcyjna, która w moich oczach całą "Komediantkę" miała na celu potwierdzić jedną tylko tezę: kobieta nie da sobie rady bez opieki mężczyzny. On lepiej od niej wie, co ją uszczęśliwi. Kobieta nie powinna sama myśleć i decydować. Powinna bezgranicznie poddać się męskiej woli. Nie ma innego wyjścia. Nawet gdy ta konkretna podjęła próbę, to trafiła w miejsce, gdzie jedynym celem kobiet było znalezienie męskiego opiekuna. Janina nie miała szczęścia i załamana postanowiła zakończyć... książkę. W przypadku, jeśli ten przekaz nie jest wystarczająco dobitny, to Reymont postanowił wygrzebać ją z grobu i umieścić w "Fermentach". Tom pierwszy to dowód na to, że życie Janiny mogło być tylko i wyłącznie sielanką. Jedyne co wystarczyło zrobić, to być posłuszną. Tytułowe fermenty zaczęły się dopiero w tomie drugim. Do tego momentu postrzegałem Jankę jako osobę bardzo doświadczoną przez życie. Kibicowałem jej, aby wreszcie zaznała spokoju i znalazła ukojenie. Mój stosunek do niej zaczął się wyraźnie zmieniać. Czytałem o tym, jak cały świat, wszyscy ludzie zabiegali o uszczęśliwienie głównej bohaterki. Tylko ona sama miała odwrotny cel. Krzyczałem na książkę: "Janka, ty już przestań! Nic nie rób! Nawet nie myśl już więcej!" Niestety ta nie odpuszczała i nieustannie plątała nogi wszystkim dążącym do szczęśliwego zakończenia powieści. Zaczynałem każdy kolejny rozdział od sztandarowego zdania Rene z Allo, Allo! W kulminacyjnym momencie Janka postanowiła zaprzepaścić wszystko nieodwracalnie. Czuwał nad nią mąż. Poddała się jego sugestii. Ocaliła tym życie. Wreszcie poczuła się prawdziwie szczęśliwa. Nawet nie zdawała sobie sprawy, czego tak na prawdę potrzebowała do pełni szczęścia. Mężczyźni w jej życiu wiedzieli: C.B.D.U. Zaczynam być powoli koneserem dzieł autora "Chłopów". Reymont zdumiewa mnie nieustannie. Zaskoczył mnie już in-minus. Poznałem też utwory in-plus. "Fermenty" jawią mi się jako książka dużo wyrazistsza od "Komediantki". Pierwszą książkę o Janinie Orłowskiej skwitowałem jedynie szyderczym: czytadło. Druga sprawiła, że główna bohaterka przestała mi być obojętna. Zaczęła mnie irytować. Jednocześnie wspominam treść utworu bardzo pozytywnie. Reymont to jednak artysta. Pomimo śmieszkowania, że "Fermenty" to jedynie opis triumfu patriarchatu nad emancypacją, to wyciągam z nich inne, tym razem wciąż współczesne przesłanie. Oddam tu głos wielkiemu Nobliście: "Szczęście nie jest tam, gdzieś, w marzeniach o sławie, w sławie samej, nie jest poza nami, nie szukajmy go poza sobą, bo ono jest w nas (...) bo szczęście jest w trwaniu, w istnieniu i w spokoju!".
Mazaki - awatar Mazaki
ocenił na 7 9 miesięcy temu

Cytaty z książki Hekuba

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Hekuba