Drżąca ręka fałszerza

Okładka książki Drżąca ręka fałszerza
Patricia Highsmith Wydawnictwo: Noir sur Blanc kryminał, sensacja, thriller
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The tremor of forgery
Data wydania:
2026-02-11
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788384030622
Tłumacz:
Robert Sudół
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Drżąca ręka fałszerza w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Drżąca ręka fałszerza

Średnia ocen
6,6 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
748
738

Na półkach:

Maghreb to nie tylko część Afryki, to także styl życia i sposób pojmowania świata. Swoista sztuka bytu. Każdy przybysz, snujący rojenia o wyższości kulturalnej nad autochtonami, przekonany, iż chroni go jakże cienki naskórek zachodniej cywilizacji, szybko łapie się na tym, iż powoli, lecz nieuchronnie staje się jego częścią, czy tego chce, czy nie. Jest jak wir, wciągający obcego w czeluści, których granice biegną od bezkresnych piasków Sahary, poprzez liche arabskie lepianki aż po rozgwieżdżone niebo, na którym można dostrzec każdą, nawet najmniejszą gwiazdę. Proces ten nie ominął i Twojej osoby. Namacalnie dostrzegasz, jak kropla po kropli sączy się w Ciebie tutejsza atmosfera, niezauważalnie zmieniając ogląd świata i podejście do teraźniejszości. Niemal fizycznie czujesz, jak Afryka trawi Cię w swoich bezdennych trzewiach krok po kroku, kawałek po kawałku. Wystarczyły dwa tygodnie pobytu w Tunezji, byś przejął tutejsze podejście do upływu czasu, który odmierzasz już nie godzinami i minutami, ale całymi dniami. Zmienił się nawet wygląd Twojej skóry, ogorzałej od palących promieni słońca i smaganej gorącym tchnieniem wiatru sirocco. Nie masz pojęcia czy na końcu tej drogi będziesz czystszy i bardziej wolny od złudzeń przeszłości, czy przeciwnie, ale wiesz jedno - przepełniająca Cię tęsknota pozostała taka sama. Za tym, by mieć swoje miejsce na świecie, do którego chce się wracać i osobą, dla której jesteś ważny, a może nawet najważniejszy. Niezasklepione rany bolą najbardziej, zwłaszcza, gdy zostały zadane przez kogoś, kto był całym Twoim światem. Komu niczego nie mogłeś odmówić, godząc się z radością na rolę cienia podążającego za wyśnionym bytem. Od rozwodu, który położył kres Twojemu dwuletniemu małżeństwu, minęło już półtora roku, a masz wrażenie, jakby miał miejsce przed miesiącem.

„(...) unosił się jak obca drobinka (którą był) w bezkresie Afryki, lecz zarazem czuł stuprocentową pewność, że dzięki Afryce łatwiej wszystko przetrawi.”

Banalna historia, jakich wiele: romans z pieprzonym ekstrawertykiem, który jak dworski błazen był w stanie rozbawić Lotte w każdych okolicznościach i okazywał nieustanne, cielęce zainteresowanie, co przesądziło, że nad Tobą zatrzasnęło się z hukiem wieko trumny. Uchyliłeś je do pewnego stopnia, poznając Inę, ale tak naprawdę w głębi duszy jesteś wypalony i przerażony wizją zaufania innej kobiecie. Sam nie wiesz, co do niej czujesz. Jesteście razem, ale tak naprawdę w sposób niedookreślony. Nawet to, że w końcu się pobierzecie, ustaliliście między słowami, w pełni dorozumianie. Czekasz na jakikolwiek list od niej, po kilka razy dziennie rozpytując w hotelu, czy przyszła do Ciebie depesza. Nieodmiennie jednak recepcjoniści o nieodgadnionych oczach i obojętnym wyrazie twarzy odpowiadają tym samym zwrotem: non, m'sieur. Sam ślesz wiadomość za wiadomością, jednak bez najmniejszego rezultatu. Potem włóczysz się po plaży czy wsiadasz do samochodu i jedziesz zapoznać się z tutejszymi zabytkami, by pod koniec dnia jak zwykle powrócić do swojej krzyczącej samotności. Coraz bardziej niepokoi Cię, iż nie masz także żadnej informacji od Johna Castlewooda, który zamówił u Ciebie napisanie scenariusza do filmu „Trio”, jakiego akcja ma się rozgrywać właśnie w Tunezji. To dlatego znalazłeś się w tym afrykańskim kraju - miałeś nasiąknąć jego klimatem. Mężczyzna wypłacił nawet tysiąc dolarów zaliczki, a teraz zamilkł, choć przecież umawialiście się inaczej. Potrzebujesz jego wskazówek, więc jak na razie zarzuciłeś prace nad scenariuszem. Jednak dzięki temu piszesz każdej doby po kilka stron powieści, dla której nie masz jeszcze nawet tytułu. Znasz tylko jej zarys - ma opowiadać o człowieku, który tworzy własne normy moralne, pozostając obojętnym wobec tych, jakie narzuca społeczeństwo. Z poprzednich książek - pierwsza osiągnęła sukces, druga cieszyła się dużo mniejszym powodzeniem. Do trzeciej - „Gra w jeśli” prawa wykupiła wytwórnia filmowa, więc gratyfikacje z tego tytułu zapewniły Ci dostatnie życie. Nie musisz więc martwić się o pieniądze i tylko od Ciebie zależy, kiedy wrócisz do pustego mieszkania na Manhattanie, do którego i tak nic Cię nie ciągnie. Niedawno poznałeś Francisa Adamsa - rodaka, który przebywa tu od wielu lat i mieszka w wynajmowanym bungalowie. Jak większość Amerykanów, jest wścibski, gadatliwy i przekonany o swojej moralnej wyższości nad tutejszymi, których uważa w zasadzie za koczowników. Jednym słowem - irytujący gość. Peroruje całymi godzinami o swoim wielkim narodzie, któremu przyświeca misja zbawienia świata poprzez narzucenie każdemu, kto się nawinie demokracji, jankeskiego stylu życia. A pomimo tego nie stronisz od jego towarzystwa, w końcu to Twój jedyny łącznik z tym światem, który na razie pozornie porzuciłeś.

„Ingham uśmiechnął się lekko na myśl o rozterkach serca w wieku dojrzewania, o samotności, niemożności porozumienia z innymi. Wszyscy mamy takie doświadczenia za sobą (…) - są jak skałki w strumieniu, pomiędzy którymi należy przepłynąć, które powodują lekkie rany i zadrapania i których istnienie przeczuwamy nieświadomie, tak więc - podobnie jak ból narodzin - cierpienie tego rodzaju pozostaje w końcu tylko mglistym wspomnieniem.”

Innym Twoim interlokutorem jest Duńczyk Anders Jensen, na którego natknąłeś się w jednym z tutejszych obskurnych barów, gdy przyszedł do niego ze swoim nieodłącznym wilczurem. Okazał się być malarzem, który zresztą idealnie pasuje do bohatera Twojej nienapisanej jeszcze powieści. Wydaje się być pozbawiony jakichkolwiek skrupułów moralnych i może to właśnie Cię do niego wabi. Stanowi wymowny kontrapunkt dla Adamsa, z jego całą nieznośną świętoszkowatością. W Tunezji jest od ośmiu miesięcy, a przyjechał tu by leczyć „na słońcu” załamanie nerwowe, jak zalecił mu psychiatra. Pierwsze spotkanie zakończyło się wizytą w jego odrażającym pokoju, obok którego w „łazience” ziała dziura w podłodze pełniąca rolę ustępu. Po interesującej rozmowie, zapoznałeś się z jego obrazami, które nawet przypadły Ci do gustu. Gdy jednak zapalił dwie świeczki, jakie wstawił do butelek po alkoholu, po czym objął Cię ramieniem, zrozumiałeś, że miał także inne plany. Grzecznie uniknąłeś jego oczekiwań, a że nie był natarczywy, rozstaliście się w doskonałej komitywie. Ruszając w powrotną drogę, natknąłeś się na specyficzne tunezyjskie realia. Najpierw potknąłeś się o coś, co leżało na trotuarze. Gdy wstałeś i zapaliłeś zapałkę, w jej poświacie dostrzegłeś, że to ciało człowieka, pod jakiego brodą widniał wyraźny ślad cięcia, które prawie oddzieliło głowę od tułowia. Uznałeś szybko, że to nie Twoja sprawa, w końcu tutaj to w zasadzie chleb powszedni i na nikim nie robi wrażenia. Wszyscy kierują się jedną zasadą: Inszallah... Bóg tak chce. Ciała tego rodzaju nieszczęśników nad ranem znikają w niedalekich piaskach pustyni, tak jakby nigdy nie istnieli... Gdy dotarłeś w pobliże samochodu zaparkowanego pod szynkiem, dostrzegłeś przy nim starego znajomego - kulawego, starego Araba, który z uporem charakterystycznym dla autochtonów, za każdym razem, gdy pozostawiałeś auto, próbował dostać się do wnętrza, aby ogołocić je ze wszystkiego co wpadnie mu w ręce. Na Twój widok umknął jak zwykle z nieprawdopodobną wręcz szybkością. Tym razem jednak mu się udało, gdyż nieopatrznie pozostawiłeś okno uchylone na kilka centymetrów. Zniknęły ręcznik plażowy i marynarka. Wściekły, byłeś jedynie w stanie posłać w jego kierunku pyszną wiązankę przekleństw, okraszonych życzeniem szybkiej śmierci. Jakbyś zapomniał, że to nie zależy od Ciebie, ale od Allaha. Jakbyś nie uświadomił sobie jeszcze, że nie jesteś u siebie, ale w świecie, w którym nigdy nie będziesz swój. Wkrótce staniesz przed wyzwaniem, które po raz kolejny da Ci zakosztować tego przeszywającego poczucia wyobcowania, zwłaszcza wyzucia z norm moralności, którym hołduje się tylko w Twoim zachodnim uniwersum, pełnym lśniących przedmiotów i wielkich słów, lecz pozbawionym nawet cząstki duszy. Okażesz się wytrawnym fałszerzem, jakiemu w najważniejszej chwili - tuż przed złożeniem nieswojego podpisu pod dokumentem, niedostrzegalnie zadrży ręka, zwiastująca rozpad wszechświata tak długo pielęgnowanych wyobrażeń co do samego siebie, jak i otaczającej rzeczywistości.

„(...) doświadczał czegoś w rodzaju przebłysków nieuświadomionych pytań: „Kim ja w ogóle jestem?” „Czy my istniejemy albo w jakim stopniu istniejemy jako jednostki, bez znajomych, rodziny, bez ludzi, z którymi nas cokolwiek łączy, dla których nasz istnienie ma choćby najmniejszą wagę?”. To było osobliwe jak przeżycie religijne.”

„Drżąca ręka fałszerza” to powieść z dziedziny literatury pięknej, którą napisała Patricia Highsmith, uznana amerykańska mistrzyni psychologicznego thrillera. Jej bohaterem jest Howard Ingham, twórca, który w poszukiwaniu weny do stworzenia zleconego mu scenariusza filmowego przyjeżdża do północnoafrykańskiej Tunezji. Pomimo upływu kilkunastu dni nie ma żadnego kontaktu ani ze swoją dziewczyna, ani ze zleceniodawcą. Ogarnięty nudą, zaczyna kreować nową książkę, której główna postać, kierująca się wyłącznie stworzonymi przez siebie moralnymi kanonami, staje się jego swoistym alter ego. Wkrótce zaczyna doznawać niepokojących sytuacji, jakie rzucą się cieniem na jego przyszłość i zmuszą do dokonania rozrachunku z przeszłością. Od pierwszych stron powieści czytelnika otacza świetnie wykreowana przez Pisarkę duszna atmosfera, w której nawet najdrobniejsze wydarzenia przepojone są nieustannie narastającą złowieszczą nutą, pieczętowaną atmosferą kraju, w jakim zderzają się dwie całkowicie obce sobie cywilizacje - europejska (francuska) i arabska. Choć istnieją obok siebie od ponad stu lat, nigdy nie uległy zespoleniu, kierując się całkowicie odmiennymi zasadami. Dla człowieka zachodu, jakim jest główny bohater, nieprzenikniona fasada Maghrebu staje się katalizatorem wyzwalającym głęboko uśpione pod kulturową powłoką namiętności i obawy. Nie unika on przy tym ważkich pytań o istotę człowieczeństwa, a także podstawy etyczne, które powodują ludzkością. Czy są jedynie cienką błoną, łatwo pękającą pod wpływem wyzwań, czy też tkwią tak mocno w każdej osobie, że stanowią niewzruszone latarnie, nieodmiennie wytyczające jasno określony sposób postępowania? Klimat tej propozycji literackiej przypomina mi „Kwartet aleksandryjski” Lawrence’a Durrella, „Pod osłoną nieba” Paula Bowlesa czy zwłaszcza „Obcego” Alberta Camusa z ich niepowtarzalną północnoafrykańską aurą, przeszywającą bohaterów na wskroś i wyznaczającą kręte ścieżki ich losów i nieoczywistych, często amoralnych wyborów. Warstwa językowa tej propozycji literackiej jest klasą samą w sobie. Oszczędna w wyrazie, z „ubogimi” dialogami, doskonale koresponduje z klimatem narracji. Na najwyższe uznanie zasługuje także świetnie nakreślona sylwetka psychologiczna Inghama - o wyjątkowo bogatym i obrazowo przedstawionym życiu wewnętrznym. W kierunku dziewiątki - solidne 8/10. Po tak złożone, inteligentne i świetnie zaserwowane opowieści chciałoby się sięgać jak najczęściej.

„Odnosił wrażenie, że niewidzialna siła podnosi go do góry, coraz wyżej i wyżej. Nie ma, pomyślał, nie ma nic rozkoszniejszego na świecie niż porwać w objęcia kobietę, która jest… zapowiedzią kłopotów.”
instagram.com/thrillerly

Maghreb to nie tylko część Afryki, to także styl życia i sposób pojmowania świata. Swoista sztuka bytu. Każdy przybysz, snujący rojenia o wyższości kulturalnej nad autochtonami, przekonany, iż chroni go jakże cienki naskórek zachodniej cywilizacji, szybko łapie się na tym, iż powoli, lecz nieuchronnie staje się jego częścią, czy tego chce, czy nie. Jest jak wir, wciągający...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

119 użytkowników ma tytuł Drżąca ręka fałszerza na półkach głównych
  • 66
  • 53
15 użytkowników ma tytuł Drżąca ręka fałszerza na półkach dodatkowych
  • 5
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Patricia Highsmith
Patricia Highsmith
Amerykańska pisarka, autorka kryminałów. Ukończyła Barnard College, gdzie oprócz filologii angielskiej studiowała języki klasyczne. Większość swego dorosłego życia spędziła w Europie, mieszkając głównie we Francji i Szwajcarii. Napisała ponad dwadzieścia powieści i kilkadziesiąt opowiadań, z zamiłowaniem uprawiała również rysunek i rzeźbę. Autorka, której twórczość przeżywa dziś prawdziwy renesans, uchodzi za mistrzynię powieści psychologicznej z wątkiem kryminalnym. Interesuje ją nie sama zbrodnia, lecz jej psychologiczne podłoże i mechanizmy, a zwłaszcza zmiany, jakie następują wówczas w osobowościach bohaterów. Jak stwierdził wybitny pisarz angielski Graham Greene, w swoich książkach „stworzyła specyficzny świat – klaustrofobiczny i irracjonalny – w którym nieodmiennie towarzyszy nam uczucie osobistego zagrożenia”. Krytycy z wielkim uznaniem wyrażali się o jej talencie, podziwiając psychologiczną przenikliwość jej utworów, jak również elegancki i klarowny styl. Za swoją twórczość otrzymała wiele nagród: O. Henry Memorial Award, The Edgar Allan Poe Award, Le Grand Prix de Littérature Policière i Award of the Crime Writer's Association of Great Britain.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Karawele António Lobo Antunes
Karawele
António Lobo Antunes
Tuż przed śmiercią pisarza Antonio Lobo Antunesa otrzymałam jego powieść „Karawele”. Jest to wznowienie w nowym tłumaczeniu i wydaje mi się, że wielce trafione. Kto jeszcze do tej pory nie spotkał się z twórczością autora to gorąco do tego zachęcam. Co może się stać? Albo się Go pokocha, albo odłoży jego książki w najciemniejszy zakątek domowej biblioteczki a półki w księgarni z jego książkami będą omijane z daleka. Ja należę do tej pierwszej grupy zatem jedyne co mogę to zachęcić Was do sięgnięcia po „Karawele”, które są nieszablonowe. Portugalscy przeszli bohaterowie są obdarci z chwały. Żyją współcześnie a wspominają czasy wypraw pierwszych odkryć geograficznych. Ich życie już nie jest pełne wzniosłych czynów i dokonań Sami muszą się tym chwalić bo nikt nawet nie pyta o ich osiągnięcia, które są zrównane do dokonań zwykłego człowieka ze zwykłej pracującej warstwy społecznej. A cała akcja zaczyna się w 1975 roku, kiedy to portugalska zamorska potęga upada i do macierzystego kraju powracają koloniści. Karawelami, które zmuszone są zawijać do portu w Lizbonie i stawać obok wycieczkowców. Wspomnę jeszcze, że „Karawele” są dla ludzi o otwartym umyśle i gotowych zmierzyć się z chaosem, bo tylko osoby lubiące nieznane i zaskakujące historie i niekonwencjonalne myślenie będą w stanie w pełni zrozumieć geniusz lektury. Polecam. Współpraca barterowa z Oficyna Literacka Noir sur Blanc.
mag-tur - awatar mag-tur
ocenił na 7 7 dni temu
Wymieranie Ireny Rey Jennifer Croft
Wymieranie Ireny Rey
Jennifer Croft
Wymieranie Ireny Rey” jest bez dwóch zdań bardzo oryginalną książką (nie tylko ze względu na tematykę). Powieść Croft nie jest klasycznym kryminałem ani prostą historiączyjegoś zaginięcia. To raczej wielowarstwowa opowieść o relacjach między „guru” a jego „wyznawcami”. Tłumacze traktują Irenę niemal jak wyrocznię – ich życie i poczucie sensu w dużej mierze zależą od niej. Kiedy znika, zaczyna się rozpad ich świata: bohaterowie muszą zmierzyć się z własnymi słabościami, ambicjami i wielu innymi „trudnościami”. Croft – sama będąca tłumaczką – pokazuje, że tłumaczenie to nie tylko techniczna praca z tekstem, ale w ogromnej mierze proces twórczy, który zmienia znaczenie i rzeczywistość. A przez to, książka nabiera iście filozoficznego wymiaru i skłania do refleksji nad tym, czym właściwie jest autorstwo i czyje są słowa. Puszcza Białowieska nie jest jedynie tłem, lecz niemal osobnym bohaterem. Dzikość, tajemniczość i pierwotność lasu wzmacniają atmosferę niepokoju i surrealizmu. W połączeniu z czarnym humorem i momentami groteskowymi sytuacjami tworzy to specyficzny, niejednoznaczny klimat, który może zarówno fascynować, jak i dezorientować czytelnika . Styl powieści jest eksperymentalny i momentami chaotyczny – celowo wymyka się schematom, bo tu fabuła nie zawsze jest najważniejsza. Sporo nacisku położono na różne idee, język czy relacje między bohaterami. Na pewno można ją określić jako powieść „ekscentryczną” Dla jednych będzie to ogromna zaleta i dowód literackiej odwagi, dla innych może po prostu przeszkadzać. Tak czy siak jest to książka wymagająca, ale też intrygująca, która nie daje prostych odpowiedzi, lecz zmusza do myślenia.
Elwira - awatar Elwira
oceniła na 7 9 dni temu
Rodzina Delaneyów Daphne du Maurier
Rodzina Delaneyów
Daphne du Maurier
Nowa powieść niesamowitej Daphne du Maurier ma w sobie coś niepowtarzalnego, osobliwego, może nawet przewrotnego, wręcz ekscentrycznego. Bo przecież Rodzina Delaneyów nie żyje zwyczajnie i przeciętnie - w tym domu każdy dzień to sztuka swoiście dobieranych słów i teatralna wyjątkowość każdej twarzy. W powietrzu unosi się mieniący sekretami pył sceniczny, do ucha dociera echo przenikających duszę braw, w zdaniach czuć tu melancholię, nutę egoizmu i uderzający powiew złośliwości, przede wszystkim jednak można dostrzec hermetyczność wzajemnych więzi. Autorka nieprzypadkowo, a przy tym nieco zadziornie używa tu kontrowersyjnego odniesienia do słowa pasożyt. Nawet dla czytelnika to niełatwe kreacje. Z jednej strony każda z nich ociera się o fascynację, zaintrygowanie i ciekawość, z drugiej to ekspozycja przywar, szykowności, szaleństwa i powierzchowności, które niosą w sobie coś na wzór niemej, aczkolwiek ekscytującej irytacji. Ale to właśnie te skrajne emocje budują niecodzienny, wręcz duszny nastrój tej unikalnej i niewątpliwie znakomitej podróży. Dojrzewanie w cieniu sław, w tym wybitnego śpiewaka operowego, a także utalentowanej tancerki, do tego artystyczne pomysły i marzenia, dorosłość wdzierająca się do serc oraz przeszłość spowita mroczną tajemnicą - to dar, schronienie, przekleństwo i niewola w jednym. Dla odbiorcy to literacka degustacja zjawiskowej elegancji, z której wyczuwalnie sączy się gorycz artystycznej prawdy.
mozaikaliteracka - awatar mozaikaliteracka
oceniła na 7 11 godzin temu
Matki Carmen Mola
Matki
Carmen Mola
„Matki” autorstwa Carmen Mola to thriller, który od pierwszych stron uderza swoją intensywnością i nie pozwala złapać oddechu aż do samego finału. To jedna z tych książek, które czyta się z rosnącym napięciem, momentami wręcz z niedowierzaniem, jak daleko może posunąć się przedstawiona historia. Ogromnym atutem powieści jest jej gęsty, mroczny klimat. Autorzy z niezwykłą precyzją budują atmosferę zagrożenia i niepokoju, stopniowo odsłaniając kolejne elementy przerażającej układanki. Fabuła jest dynamiczna, pełna zwrotów akcji i konsekwentnie prowadzi do mocnego, zapadającego w pamięć zakończenia. Bohaterowie są wyraziści i psychologicznie wiarygodni. Szczególnie postać śledczej wyróżnia się swoją złożonością, to ktoś, kto nie tylko prowadzi trudne dochodzenie, ale też zmaga się z własnymi ograniczeniami i emocjami. Dzięki temu historia zyskuje dodatkową głębię i nie jest jedynie sensacyjną opowieścią, lecz także studium ludzkiej psychiki. „Matki” poruszają niezwykle ciężki i niewygodny temat handlu ludźmi a konkretnie dziećmi rodzącymi się z kobiet więzionych i zmuszanych do rodzenia wbrew swojej woli. To brutalny obraz świata, w którym kobiety zostają całkowicie pozbawione podmiotowości i sprowadzone do roli przedmiotów. Książka mocno akcentuje również temat traumy jej niszczącej siły oraz tego, jak często człowiek nie jest w stanie sobie z nią poradzić. Na szczególną uwagę zasługuje obrazowość i brutalizm tej powieści. Opisy są niezwykle sugestywne, momentami wręcz szokujące i trudne do zniesienia. To nie jest przemoc „dla efektu” ma ona wyraźny cel. Autorzy świadomie przekraczają granice komfortu czytelnika, aby pokazać skalę okrucieństwa i zmusić do konfrontacji z rzeczywistością, którą łatwo byłoby zignorować. Ten brutalizm budzi dyskomfort, ale jednocześnie nadaje historii autentyczność i siłę oddziaływania. To książka, która nie tylko trzyma w napięciu, ale też zostawia po sobie ciężar emocjonalny i zmusza do refleksji. „Matki” to zdecydowanie propozycja dla czytelników o mocnych nerwach, którzy szukają czegoś więcej niż zwykłego thrillera, historii, która porusza, szokuje i zostaje w głowie na długo.
Aguuula - awatar Aguuula
oceniła na 10 8 dni temu
Upadek Matt Brolly
Upadek
Matt Brolly
"Istnieją inne światy niż ten. Śmierć to nie koniec." Surowy, mroczny, przeszywający niczym zimny wiatr, groźny jak morze rozbijające się o kamieniste klify, taki jest kryminał, którego fabuła osadzona jest w nadmorskim miasteczku w południowo zachodniej Anglii. Ciało roztrzaskane na skałach, kobieta, której życie skończyło się nagle i z pewnością zbyt wcześnie. Skok z klifu czy upadek? Świadoma decyzja czy utrata kontroli? Detektyw Louise Blackwell nie wierzy w zbiegi okoliczności. Jedna tragiczna śmierć może być wynikiem sam0bójstwa, lecz dwie w takich samych okolicznościach i w krótkim odstępie czasu sprawiają, że Louise pod skórnie czuje niepokój, czuje, że to początek serii. Nic nie wskazuje na to, że kobiety się znały, nic je nie łączy, prócz jednego - listu pożegnalnego, którego treść kończy sie słowami "śmierć to nie koniec". Autor kolejny raz udowadnia, że mrok, żal, tęsknota i strach potrafią stać się idealnym narzędziem do manipulacji. Gdy ból istnienia jest tak nieznośny wystarczy wskazać drogę do celu jakim jest spokój, ulga, obietnica lepszego miejsca. Miejsca, z którego nie ma powrotu. Matt Brolly stworzył historię, która niepokoi, która pokazuje jak bardzo manipulacja może wpłynąć na decyzje i postrzeganie rzeczywistości. Dodatkowy czynnik jakim są substancje psychotyczne, może być narzędziem do zachęty, to przedstawienia zakłamanego obrazu rzeczywistości, czy złapana w pułapkę obietnicy szczęścia ofiara, ma jeszcze szansę no trzeźwy osąd? Luise staje przed trudnym zadaniem, musi powstrzymać to szaleństwo, zanim kolejna kobieta straci życie. Świetny, rasowy kryminał z ciekawym wątkiem manipulacji, który pewnie nie tylko mnie skojarzył się z sektą lub samozwańczym guru. Warto sięgnąć po tę książkę! Współpraca recenzencka @harpercollinspolska #zbrodnia #kryminał #harpercollinspolska #upadek #mattbrolly
Ksiazkiuwielbiam - awatar Ksiazkiuwielbiam
ocenił na 8 29 dni temu
Antropolodzy Ayşegül Savaş
Antropolodzy
Ayşegül Savaş
„Antropolodzy” autorstwa Ayşegül Savaş - najgłośniejsza powieść 2024 roku, podbija obecnie polski rynek czytelniczy. Książka wydana nakładem Wydawnictwa Filtry, w przekładzie Agnieszki Walulik przyciąga wzrok i zdumiewa swoją skondensowaną formą. Ale na czym polega jej fenomen? Asya i Manu to para migrantów, którzy przybyli do Europy Zachodniej, by zdobyć wykształcenie, a potem tu zostali i stopniowo wrastają w miejscową kulturę. Nie chcą wracać tam, skąd przybyli, dlatego wybierają miasto. Tylko, czy tak naprawdę można poczuć się jak u siebie w miejscu, w którym nie do końca jesteśmy sobą? „Antropolodzy” to proza, która działa ciszą. Nie znajdziemy tu dramatycznych zwrotów akcji ani spektakularnych wydarzeń - zamiast tego dostajemy uważną (jak na dokumentalistkę przystało) obserwację codzienności, drobnych gestów i napięć, które narastają gdzieś pod powierzchnią. To literatura, która wymaga skupienia, ale odwdzięcza się subtelną głębią. Asya i Manu funkcjonują trochę jak tytułowi antropolodzy: analizują otaczającą ich rzeczywistość, próbując ją zrozumieć i jednocześnie dopasować się do niej. Problem w tym, że im bardziej się starają, tym bardziej oddalają się od samych siebie. Ich poszukiwania własnego mieszkania, które w istocie poszukiwaniami nie są, to kwintesencja współczesnego podejścia młodych dorosłych do życia, do świata i do otaczających ich ludzi. Miasto, w którym żyją, nie ma konkretnej nazwy, co tylko potęguje uniwersalność tej historii. To może być Paryż, Berlin, Amsterdam - każde miejsce, które obiecuje nowy początek, ale nie daje pełnego zakorzenienia. Autorka świetnie pokazuje ten stan zawieszenia: między językami, kulturami i różnymi wersjami samych siebie. „Antropolodzy” to opowieść o poszukiwaniu tożsamości, o ciągłym negocjowaniu tego, kim jesteśmy i gdzie jest Nasze miejsce na ziemi. Subtelna proza, a jednak trafia w samo sedno. 👌
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na 10 7 dni temu
Złoty spadochron Katarzyna Gołda
Złoty spadochron
Katarzyna Gołda
55/2026 (audiobook 46/2026) To jedno z tych wydawnictw, o których zwykło się kolokwialnie mówić: „mam z tą książka problem”. Za określeniem tym kryje się cała paleta ambiwalentnych uczuć i odczuć. Bo z jednej strony – kilka rzeczy mnie tu uwiera, z drugiej zaś – mam sporo wyrozumiałości dla debiutantów. Choć znalazłoby się i… z trzeciej strony: Autorka literacką debiutantką nie jest, co najwyżej - debiutuje powieściowo pod własnym nazwiskiem. Powieść trudno zaliczyć do kryminałów, to raczej historia obyczajowo-sensacyjna, w której zawodowe perypetie funkcjonariuszy z ABWery splatają się z ich życiem prywatnym, często równie skomplikowanym. Fabularnie opowieść skonstruowana jest wedle często spotykanej konwencji: wydarzenia sprzed wielu lat nagle „wyłażą na wierzch” i komplikują życie grupie bohaterów. Akcja sunie swoim torem, jednak narracja jest dość chaotyczna, wymaga skupienia, by nie pogubić się w rachubach kto jest kim i jaką rolę pełni aktualnie na danym etapie opowieści. Brak jakiegoś wyrazistego punktu kulminacyjnego też nie ułatwia odbioru. Kolejni bohaterowie portretowani są raz głębiej, raz płycej, można się zagubić w ich działaniach i motywacjach. Gdybym miał obrazowo zilustrować próby konstruowania fabuły „Złotego spadochronu” porównałbym je do wprawek w budowaniu misternych mukarnasów z Alhambry za pomocą siekiery drwala i młota kowalskiego. Mimo iż Autorka wywodzi się z kadry oficerskiej ABWery i Służby Kontrwywiadu Wojskowego „Złotemu spadochronowi” - pod względem literackim – daleeeeko do książek kolegi po szpiegowskim fachu, czyli Vincenta V. Severskiego. Ale życzę Autorce, by ten dystans się zmienił. Lektor: Andrzej Konopka
Simon Undervin - awatar Simon Undervin
ocenił na 6 1 dzień temu
Zwierzę ofiarne Henrik Fexeus
Zwierzę ofiarne
Henrik Fexeus
"Zwierzę ofiarne" to dowód na to, że Henrik Fexeus świetnie radzi sobie nie tylko w duecie z Camilla Läckberg, ale także solo. To thriller psychologiczny, który wciąga od pierwszych stron i nie pozwala o sobie zapomnieć jeszcze długo po zakończeniu lektury. Fabuła skupia się na Davidzie - mężczyźnie, który nie pamięta pierwszych dwunastu lat swojego życia. Jego uporządkowaną codzienność burzy tajemnicza wiadomość od nieznajomej kobiety. To właśnie ten moment staje się początkiem historii pełnej napięcia, manipulacji i stopniowo odkrywanych sekretów, które rzucają nowe światło na jego dzieciństwo. Największą siłą tej książki jest sposób, w jaki Fexeus buduje napięcie. Nie znajdziemy tu tanich zwrotów akcji. Zamiast tego autor stawia na psychologiczną precyzję, subtelne gry między bohaterami i atmosferę narastającego niepokoju. Czytelnik przez cały czas zmuszony jest do kwestionowania motywów postaci i własnych ocen, co sprawia, że lektura angażuje nie tylko emocjonalnie, ale i intelektualnie. Bohaterowie są niejednoznaczni, pełni rys i wewnętrznych sprzeczności. Fexeus doskonale pokazuje, jak cienka granica dzieli manipulatora od ofiary i jak łatwo ją przekroczyć, często nawet nieświadomie. Szczególnie mocno wybrzmiewa tu temat dzieciństwa i jego wpływu na dorosłe życie oraz tego, jak bardzo nasze losy kształtuje środowisko, w którym dorastamy, oraz ludzie, którzy powinni dawać nam bezpieczeństwo. Na uwagę zasługuje również konstrukcja powieści. Krótkie, dynamiczne rozdziały, częste zmiany perspektywy i umiejętne „zawieszanie” scen sprawiają, że trudno oderwać się od książki. Ponad 500 stron mija zaskakująco szybko, a historia ani przez moment nie traci tempa. „Zwierzę ofiarne” to nie tylko wciągający thriller, ale też opowieść niewygodna i momentami duszna. Poruszająca tematy trudnych relacji rodzinnych, nierówności społecznych i mechanizmów władzy. To książka, która zostaje w głowie i prowokuje do refleksji. Jeśli to dopiero początek serii, można śmiało powiedzieć jedno - apetyt na więcej jest ogromny.
Mariola - awatar Mariola
oceniła na 8 2 dni temu
Absolucja Jeff VanderMeer
Absolucja
Jeff VanderMeer
To zdecydowanie jedna z najbardziej pokręconych serii, jakie książkowy świat widział. I mam wrażenie, że z każdym kolejnym tomem robi się… jeszcze bardziej ekstremalnie. To już nie jest zwykła jazda bez trzymanki — to jazda w totalnym chaosie, niezrozumieniu i ciągłym poczuciu, że zaraz coś się wyjaśni… tylko że się nie wyjaśnia. Wręcz przeciwnie — każdy kolejny tom zamiast dawać odpowiedzi, dokłada tylko kolejne pytania. Ten tom jest pod tym względem jeszcze bardziej wymagający niż poprzednie. I niestety — również bardziej męczący. Mamy tutaj ogromną ilość bardzo długich, szczegółowych opisów, które momentami skutecznie utrudniają czytanie i odbiór całej historii. Szczerze? Nie mam pojęcia, co autor miał w głowie, pisząc tę część 😅 Bo jeśli poprzednie tomy były już pokręcone, to tutaj wchodzimy na zupełnie inny poziom absurdu i… antylogicznego hardcore’u. Jednocześnie — i to jest w tym wszystkim najdziwniejsze — ta seria ma w sobie coś takiego, co nie pozwala jej porzucić. Mimo chaosu, mimo braku odpowiedzi, mimo momentów totalnego zagubienia… chce się czytać dalej. To są książki, które potrafią w jednej chwili sprawiać wrażenie spójnych i logicznych, a za moment wrzucają czytelnika w sceny, które wyglądają, jakby zostały wyjęte z zupełnie innego uniwersum. To jest jednocześnie fascynujące i potwornie frustrujące. Największym problemem jest jednak to, że jesteśmy już przy czwartym tomie, a fabuła… praktycznie stoi w miejscu. Nie dostajemy odpowiedzi na pytania, które pojawiły się już na początku serii. Nic się nie wyjaśnia, a mętlik w głowie tylko się pogłębia. Ale może właśnie w tym tkwi fenomen Strefy X? Tego nie da się łatwo wytłumaczyć — to trzeba po prostu przeczytać i samemu tego doświadczyć. To historia, po której zostaje w głowie chaos, setki pytań i poczucie, że nic tutaj nie jest oczywiste. Mimo wszystkich wad, ta seria wyróżnia się na tle innych jak mało która. Jest specyficzna, wymagająca i zdecydowanie nie dla każdego. To książki dla czytelników, którzy lubią eksperymenty, dziwność i historie „inne niż wszystkie”. Ja zdecydowanie należę do tego grona… więc zostaję w Strefie X dalej 😄
z-ksiazkoholiczka - awatar z-ksiazkoholiczka
oceniła na 7 8 dni temu
Revolterium Bernard Gromek
Revolterium
Bernard Gromek
„Oficjalnie jestem emisariuszem Towarzystwa Demokratycznego, lecz chcę złożyć to wszystko na powrót do kupy na własną rękę i potrzebuję do tego ludzi”. Książki z historią powstańczą w tle? Ja jestem na tak, dlatego kiedy dostałam propozycję zrecenzowania debiutu Bernarda Gromka od razu się zgodziłam. „Revolterium” opowie nam o XIX- wiecznym Krakowie krótko po powstaniu, które miało miejsce w tym mieście. Dwaj główni bohaterowie, Maksymilian Krom i hrabia Hipolit Zdański, pokażą nam jak wygląda Kraków po i przed rewolucją, kto i jak krzyczy o wolność. Zobaczymy różnice w wyborach państwa i biedoty, usłyszymy krzyk uciśnionych i śmiech tych, którym na pozór dobrze się żyje. Jestem ciekawa czy ta łatwość odnajdywania się przez naszych bohaterów w tłumie, odnajdywanie miejsc pobytu było takie w rzeczywistości czy to tylko nasze współczesne wyobrażenia. Bernard Gromek w swej debiutanckiej książce bardzo dobrze oddał realia tamtych czasów, czułam wręcz oblepiające błoto na stopach, zaduch podrzędnych spelun i perfuma hrabiego Zdańskiego. Język też sprawił, że z łatwością przenosiłam się do opisywanych czasów, widać, że autor poświęcił dużo czasu i energii na oddanie atmosfery Krakowa pod zaborem austriackim. Dość dużo czasu upłynęło zanim książka zdołała mnie zaciekawić to bardzo się cieszę, że się nie poddałam, bo teraz odczuwam tęsknotę za bohaterami. Uważam, że jest to bardzo udany debiut, ponieważ w ogóle nie czuć, że „Revolterium” nim jest. Doskonałe przygotowanie, idealne oddanie realów XIX-wiecznego Krakowa, dobrze wykreowani bohaterowie, historia spójna, może z początku wydająca się długa, jednak po lekturze nagle stała się za krótka. Bardzo cenię takie pracę i cieszę się, że ten talent nie zostanie zmarnowany. Gratulacje dla autora i wielka polecajka dla czytelników. P.S. Przed lekturą polecam odświeżyć sobie trochę historii, bo choć to mój ulubiony przedmiot ze szkolnych czasów, to bardzo wiele pozapominałam, szczególnie z czasów zaborów.  
aska_taka_ja - awatar aska_taka_ja
oceniła na 7 14 godzin temu
Carol Patricia Highsmith
Carol
Patricia Highsmith
"Carol" Patricii Highsmith to dziejąca się w latach 40. XX wieku historia o młodej Therese, o wzajemnej fascynacji dwóch kobiet, o przeszkodach stojących na drodze ich rodzącej się relacji. To opowieść o niepewności pomieszanej z impulsami, o barierach, nawykach, rutynie, a także o wypatrywaniu Oriona na gwieździstym niebie i o zapachu papierosów Philipa Morrisa pomieszanych z perfumami i wonią gałązek choinek. Słyszycie "Easy Living" Billie Holiday na gramofonie? "Wokół niej narodził się świat, niczym świetlisty las z milionem migoczących liści." Najbardziej w tej książce podobał mi się klimat tamtych czasów, zabiegany dom towarowy Frankenberga przed Świętami Bożego Narodzenia, dział z lalkami i zabawkami, liczne iluminacje świetlne, artystyczne środowisko malarzy, ludzi związanych z teatrem. Przypominało mi to film "Cud na 34. ulicy". "Kiedy ponownie spojrzała na ulicę, wielkiego samochodu w kolorze kremowym już nie było, jakby go sobie wyobraziła, jak jednego z ptaków z jej snu." Od początku widać, że Therese jest zafascynowana kobietami, zwłaszcza jak analizuje ręce, sylwetkę ciała Richarda, swojego partnera, ich wzajemne niedopasowanie ciał. Czasem miałam wrażenie, że się gubię w jeździe samochodem, czynnościach, że są przeskoki czasowe, że to tak przepływa, przenika, jakby czytelnik uciekał myślami z główną bohaterką od realnego świata. Nie wiem czy to taki styl pisania czy kwestia tłumaczenia. "Chciałaby, żeby tunel się zapadł i zabił je obie, by potem ich ciała wyciągano razem." Nie jest to mój ulubiony typ literatury, ale cieszę się, że mogłam poszerzyć swoje horyzonty. Na uwagę zasługuje czytelny druk, nietypowe, wyższe wydanie. Z jednej strony chciałabym słodko-gorzkiego zakończenie, ale wiem, że takie pozytywne są potrzebne. Ciekawy był bardzo aspekt biograficzny historii - przytłaczające emocje bezsilności, zastoju, smutku nabierają wtedy głębi, a ulice Nowego Jorku raz są ciemne, pobawione wyrazu, żeby w następnej chwili zachwycać światłem, pięknem. "Kiedy swobodnie wyciągnęła ramię do góry, poczuła, że latawiec ciągnie ją trochę za sobą, rozkosznie i beztrosko, jakby naprawdę mógł ją unieść, gdyby zebrał wszystkie siły." [Współpraca recenzencka z Wydawnictwo Noir sur Blanc]
Mada_Rita - awatar Mada_Rita
oceniła na 7 11 dni temu
Stosy kości J.D. Kirk
Stosy kości
J.D. Kirk
"Stosy kości" autorstwa J.D. Kirk to dokładnie taki thriller, jaki lubię najbardziej mroczny, klimatyczny i wciągający do tego stopnia, że naprawdę trudno go odłożyć. To książka, która od pierwszych stron daje poczucie, że nic nie będzie tu proste ani oczywiste, a każda odpowiedź może tylko pogłębić niepokój. Głównym bohaterem jest inspektor Jack Logan postać, która od razu przyciąga uwagę. Sarkastyczny, zmęczony życiem, naznaczony przeszłością, a jednocześnie wciąż zdeterminowany, by robić swoje. Dziesięć lat wcześniej schwytał seryjnego zabójcę dzieci, znanego jako „Szeptacz”. Teoretycznie zamknął sprawę, dostał awans i uznanie. W praktyce został z traumą, demonami i pytaniami, które nigdy do końca nie zniknęły. I właśnie te pytania wracają ze zdwojoną siłą, kiedy znika siedmioletni Connor. To, co najbardziej mnie wciągnęło, to poczucie déjà vu, które towarzyszy całemu śledztwu. Wszystko wydaje się zbyt znajome. Za bardzo przypomina sprawę sprzed lat. I wtedy pojawia się ta najgorsza możliwa myśl a co, jeśli wtedy złapano nie tego człowieka? Od tego momentu napięcie rośnie praktycznie z każdą stroną. Mamy tykający zegar, zaginione dziecko i detektywa, który musi zmierzyć się nie tylko z bieżącą sprawą, ale też z własną przeszłością. I to właśnie ten drugi element zrobił na mnie największe wrażenie. Bo to nie jest tylko śledztwo to konfrontacja z czymś, co miało już zostać zamknięte. Ogromnym atutem tej książki jest klimat. Północna Szkocja została przedstawiona w sposób bardzo sugestywny surowa, chłodna, momentami wręcz przytłaczająca. Idealne tło dla historii, która sama w sobie jest ciężka i niepokojąca. Miałam wrażenie, że to miejsce żyje razem z fabułą że pogoda, przestrzeń i cisza potęgują napięcie. Bardzo podobało mi się też tempo narracji. Z jednej strony akcja rozwija się dynamicznie, z drugiej autor daje przestrzeń na budowanie emocji i pogłębianie postaci. Dzięki temu historia nie jest tylko „pościgiem za sprawcą”, ale czymś znacznie bardziej złożonym. Postać Logana to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów tej książki. Jego sarkazm często przełamuje ciężar sytuacji, ale jednocześnie czuć, że to tylko maska. Pod nią kryje się ktoś, kto naprawdę nosi w sobie ogromny ciężar. I to sprawia, że bardzo łatwo się z nim zżyć jako czytelnik. To, co szczególnie zapadło mi w pamięć, to pytanie, które przewija się przez całą książkę: czy naprawdę znamy prawdę o przeszłości? I czy jesteśmy gotowi ją odkryć, jeśli okaże się zupełnie inna, niż myśleliśmy? Autor świetnie gra na emocjach nie tylko poprzez samą historię, ale też przez niepewność. Nie ma tu prostych odpowiedzi. Każdy trop może prowadzić w złym kierunku, każda decyzja może mieć poważne konsekwencje. Nie można też pominąć faktu, że to książka bardzo intensywna emocjonalnie. Temat zaginionego dziecka sam w sobie jest trudny, a sposób, w jaki został tu przedstawiony, sprawia, że momentami naprawdę czuć ciężar tej historii. Dla mnie "Stosy kości" to nie tylko kryminał. To opowieść o błędach, które mogą ciągnąć się za nami latami. O tym, że nie wszystkie sprawy da się zamknąć nawet jeśli bardzo tego chcemy. Po przeczytaniu miałam ochotę od razu sięgnąć po kolejny tom, bo czuję, że historia Logana jeszcze się nie skończyła. I to chyba najlepsza rekomendacja kiedy książka zostawia niedosyt, ale w tym dobrym znaczeniu. Jeśli ktoś lubi klimatyczne, mroczne kryminały z wyrazistym bohaterem i historią, która trzyma w napięciu do samego końca zdecydowanie warto po nią sięgnąć. A potem… przygotować się na więcej.
Notatnik_Recenzentki - awatar Notatnik_Recenzentki
ocenił na 10 14 godzin temu
Parasolki Dominika Buczak
Parasolki
Dominika Buczak
Czasem trafiamy na książkę, która nie pozwala o sobie zapomnieć, bo każda jej strona parzy aktualnością. Dominika Buczak w „Parasolkach” zabiera nas do lat 1908–1920 – epoki, w której polskie kobiety przestały czekać na zaproszenie do stołu i same zaczęły go budować. To czas wielkiej wojny, odzyskiwania kraju, ale przede wszystkim narodzin nowej kobiecej świadomości. To, co w tej powieści najcenniejsze, to tchnięcie życia w postacie, które znamy jedynie z czarno-białych fotografii. Autorka zdejmuje z piedestału takie postacie jak Maria Dulębianka czy Zofia Nałkowska, pokazując je w wirze walki o prawo do samostanowienia. Niesamowite wrażenie robi historia Wandy Gertz – dziewczyny, która skróciła włosy i pod męskim imieniem ruszyła na front, bo jej pragnienie wolności nie mieściło się w gorsecie epoki. Obok historycznych gigantek mamy losy fikcyjne, które są jak klamra spinająca tamte czasy z dzisiejszymi. Relacja Ireny i Stasi to dla mnie majstersztyk – pełna tarć, a jednak niezwykle lojalna więź między kobietami różnych pokoleń, które mimo różnic zawsze skoczą za sobą w ogień. Dominika Buczak pisze z ogromną odwagą. Czuć, że ta książka to jej osobisty manifest. Nie ucieka od tematów bolesnych – biedy, niesprawiedliwości czy trudnych decyzji o aborcji. To opowieść o buncie, który był koniecznością, a nie kaprysem. Autorka umiejętnie pokazuje, że dawne „parasolki” to te same symbole, które znów kilka lat temu widzieliśmy na naszych ulicach. Przyznam jednak, że moja czytelnicza natura czuła pewien niedosyt. Ta historia jest tak gęsta od faktów, że momentami forma powieściowa wydaje się dla niej zbyt ciasna. Szybkie zmiany perspektywy sprawiały, że czasem brakowało mi czasu, by w pełni zżyć się z bohaterkami i poczuć ich prywatne dążenia. Paradoksalnie, jako reportaż o pionierkach emancypacji, ta książka mogłaby być jeszcze mocniejsza. Mimo moich uwag co do konstrukcji, „Parasolki” to lektura obowiązkowa. Przypominają nam, że żadne prawo nie jest dane na zawsze, a nasza obecna wolność została wywalczona uporem, krzykiem i solidarnością. To książka o każdej z nas, która dziś chce z dumą powiedzieć: „Jestem!”. Jeśli szukacie lektury, która zostawi Was z głową pełną pytań o to, jak my dziś dbamy o to dziedzictwo – koniecznie po nią sięgnijcie. To hołd dla odwagi, której echa słyszymy do dziś.
Czytadła_Czekadełka - awatar Czytadła_Czekadełka
oceniła na 7 18 dni temu

Cytaty z książki Drżąca ręka fałszerza

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Drżąca ręka fałszerza