Drugie 100 wierszy

Okładka książki Drugie 100 wierszy
Emily Dickinson Wydawnictwo: Znak Seria: Biblioteczka Poetów Języka Angielskiego pod redakcją Stanisława Barańczaka, poezja
158 str. 2 godz. 38 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Seria:
Biblioteczka Poetów Języka Angielskiego pod redakcją Stanisława Barańczaka,
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
158
Czas czytania
2 godz. 38 min.
Język:
polski
ISBN:
8370062792
Tłumacz:
Stanisław Barańczak
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Drugie 100 wierszy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Drugie 100 wierszy

Średnia ocen
8,2 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
121
93

Na półkach:

Gdyby Emily Dickinson żyła w czasach pandemii, czułaby się całkiem dobrze chodząc po ulicach skryta za maską, na swój sposób niewidzialna. Świat, który stworzyła, jest światem autystycznym, wewnętrznym, hermetycznie zamkniętym i przede wszystkim – po platońsku duchowym.

W wierszu 327 o tej niewidzialności pisze tak:
Zanim straciłam wzrok – ceniłam
Ten zmysł jak każde Stworzenie –
Które ma Oczy i nie myśli
Nawet – że mogłoby nie mieć –

Utrata wzroku z tego wiersza jest oczywiście metaforyczna – chodzi o to, że Dickinson, jak na poetkę przystało, myśli uszami, czyli postrzega świat przez pryzmat słów, w które może go ubrać (a ubiera tłumacząc zarazem sobie samej, jak i innym, choć w jej przypadku ci inni są bardzo enigmatyczni). Niewypowiedziane, a także to, co nie do powiedzenia, nie istnieje – zamykamy na to oczy. Wszak w wierszu 581 pisze:

Każdą myśl ujmowałam w słowa
Nie wyszło mi tylko z Jedną –
Jak gdyby Dłoń usiłowała
Kształt Słońca szkicować kredą

O nasłuchiwaniu zaś pisze w wierszu 526:
To raczej rzecz samego Ucha
Które to tak, to owak słucha -
Dźwięcznie, lub Głucho.

Ten ostatni wers rozumiem w ten sposób, że poetka słucha dźwięcznie, czyli słucha słów, a czasem słucha bezdźwięcznie, czyli słucha całej pozasłownej reszty, która czasem jest po prostu ciszą…

Co wynika z utraty wzroku, z zamknięcia się w świecie zbudowanym ze słów? Myślę, że jej konsekwencją jest swoista hierarchia, którą genialnie definiuje w wierszu 569:

Na czele Listy – jeśli taką
Posiadam – mam Poetów – po nich
Słońce – po Słońcu Lato – wreszcie
Niebiosa – i Spis zakończony –

Lecz widzę, patrząc wstecz – punkt Pierwszy
Następne w sobie Mieści –
Skreślam więc ich zbyteczny Popis –
Zostają sami – Poeci

Nigdy nie rozumiałam analogii, jaką krytycy literaccy dostrzegali między poezją Walta Withmana a twórczością Emily Dickinson… Whitmanna charakteryzuje wielomówstwo, przegadanie. Za dużo tam słów, dygresji, wątków. U Emily Dickinson odnajduję chirurgiczną precyzję (nie wiem, skąd Barańczak wziął tytuł swojego tomu, wielce prawdopodobne, że z tekstów Dickinson, które tłumaczył).

W wierszu 623 – mieszcząc wszechświat – pisze:
Mózg – rozleglejszy jest niż Niebo –
Bo zmierz je – co do cala –
Ujrzysz, ze w Mózgu się pomieści
I Pan – i Przestrzeń cała -

Niesamowite jest, że dziewczyna, która całe życie spędziła w jednym miasteczku, zajmując się domem, nigdy niczego nie publikując była w stanie świadomie i konsekwentnie ubierać świat, Boga, siebie, miłość i cały wszechświat w słowa, pisać list do tegoż świata nie otrzymując absolutnie żadnej informacji zwrotnej (por. Wiersz 441: To wszystko – to mój list do Świata / Co nigdy nie pisał do mnie); że sama trzymając się tego, co było w jej głowie, była w stanie tworzyć poezję i określać siebie jako poetkę.

Ta myśl utwierdza mnie w intuicji, że Emily Dickinson (1830 – 1886) jest świętą Teresą z Lisieux (1873 – 1897) poezji, a może to święta Teresa z Liseux była Emily Dickinson życia zakonnego? Świat świętej Teresy z Liseux, czyli jej relacja z Bogiem była tak samo hermetyczna, zamknięta i obca światu; czysto duchowa.

Gdyby Emily Dickinson żyła w czasach pandemii, czułaby się całkiem dobrze chodząc po ulicach skryta za maską, na swój sposób niewidzialna. Świat, który stworzyła, jest światem autystycznym, wewnętrznym, hermetycznie zamkniętym i przede wszystkim – po platońsku duchowym.

W wierszu 327 o tej niewidzialności pisze tak:
Zanim straciłam wzrok – ceniłam
Ten zmysł jak każde...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

61 użytkowników ma tytuł Drugie 100 wierszy na półkach głównych
  • 31
  • 30
17 użytkowników ma tytuł Drugie 100 wierszy na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Drugie 100 wierszy

Inne książki autora

Okładka książki Buzz Words Elizabeth Bishop, Edward Estlin Cummings, Emily Dickinson, John Donne, Robert Frost, Ted Hughes, Victor Hugo, Issa Kobayashi, Pablo Neruda, Mary Oliver, Christina Rossetti, William Wordsworth, Chuan Xi, Kevin Young
Ocena 8,8
Buzz Words Elizabeth Bishop, Edward Estlin Cummings, Emily Dickinson, John Donne, Robert Frost, Ted Hughes, Victor Hugo, Issa Kobayashi, Pablo Neruda, Mary Oliver, Christina Rossetti, William Wordsworth, Chuan Xi, Kevin Young
Emily Dickinson
Emily Dickinson
Amerykańska poetka. Urodziła się 10 grudnia 1830 roku w Amherest (Massachusetts). Nie licząc kilku krótkich wyjazdów w młodości, mieszkała tam przez całe życie, odizolowana od świata, zajmując się rodzicami, domem i ogrodem. W 1862 roku wysłała kilka wierszy do Atlantic Monthly. Redaktor Th. W. Higginson, zaskoczony ich niezwykłą w owych czasach, nowatorską formą, odmówił druku. Pozostał jednak z autorką w stałym kontakcie. Dopiero po śmierci jej odnalezione wiersze zostały docenione i przyniosły jej zasłużoną sławę. Po stu latach uznano ją za najwybitniejszą oraz najbardziej oryginalną poetkę amerykańską.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Od Walta Whitmana do Boba Dylana. Antologia poezji amerykańskiej Edgar Allan Poe
Od Walta Whitmana do Boba Dylana. Antologia poezji amerykańskiej
Edgar Allan Poe John Updike Stanisław Barańczak Herman Melville Stephen Crane Emily Dickinson Charles Simic James Dickey Sylvia Plath Henry David Thoreau Ogden Nash Derek Walcott Mark Strand Robert Frost Allen Ginsberg Bob Dylan Walt Whitman Ralph Waldo Emerson Robert Lowell T.S. Eliot Frank O’Hara John Ashbery Anne Sexton Wystan Hugh Auden Edgar Lee Masters Edward Estlin Cummings Adrienne Rich Charles Reznikoff Ezra Pound Henry Wadsworth Longfellow Archibald MacLeish Philip Levine William Carlos Williams John Berryman Edwin Arlington Robinson Wallace Stevens Robinson Jeffers John Crowe Ransom Langston Hughes Theodore Roethke Carl Sandburg Howard Nemerov Elizabeth Bishop Donald Justice Edna St. Vincent Millay Anthony Hecht James Merrill Robert Pinsky Hart Crane Robert Creeley Kenneth Koch Anne Bradstreet Philip Freneau Phillis Wheatley Francis Scott Key William Cullen Bryant Marianne Moore Cole Porter Jean Toomer Robert Hayden Randall Jarrell William Stafford Gwendolyn Brooks Amy Clampitt Richard Wilbur Alan Dugan X. J. Kennedy James Wright A.R. Ammons Louis Simpson
Ciekawy zbiór liryki, ukazujący drobiazgowy przekrój poezji amerykańskiej. Kwestia doboru utworów charakterystycznych dla danego twórcy jest oczywiście subiektywna, ale wybrane teksty w większości pokazują najistotniejsze cechy warsztatu omawianych poetów. Ważnym uzupełnieniem wierszy są biografie ich autorów. Warto zwrócić na nie uwagę. Jedyną przeszkodą w odbiorze całości była dla mnie sama specyfika poezji zza oceanu - topornej, surowej, często niesamowicie realistycznej i "codziennej".
tiny ginsberg - awatar tiny ginsberg
ocenił na 8 9 lat temu
Księga tęsknoty Leonard Cohen
Księga tęsknoty
Leonard Cohen
Z chaosu wychodzę I zmierzam ku sztuce Depresja mym wozem Pożądanie kucem [Księga tęsknoty, s.1] Autor zdaje sobie więc z tego sprawę - być może wskutek rady przyjaciółki z młodości, która już w wieku 15 lat powiedziała mu, by "nie był bałwanem i traktował swoje pożądanie poważnie"? Każdy mężczyzna powinien to chyba usłyszeć... Największe wrażenie zrobiły na mnie rysunki - nie znałem Cohena jako rysownika. To nawet wygląda na linoryt. Akty wychodzą mu najlepiej, zaś autoportret to temat najbardziej obsesyjny. Świetny motyw stempla-medalu, którym Cohen niczym Japończycy (tzw. hanko) oznacza swe grafiki - w formie 2 nałożonych serc, które zarazem tworzą coś jakby zaokrąglony znak żydowskiej gwiazdy. Wśród wierszy - wiele erotyków, niektóre dość śmiałe, ale i w piosenkach Cohen potrafił być bardzo bezpośredni. Niektóre z tych wierszy i zapisków stały się zresztą piosenkami, jak świetna "Aleksandra odchodzi". Nieliczne daty przy wierszach i zapiskach wskazują, że materiały te powstawały od 1973 do ok, 2006 roku. Mimo wszechobecnej erotyki i wyznania, że wiele kobiet, także mężatek, powierzało mu swoje tajemnice i dzieliło z nim intymność, autor zwierza się: Moja reputacja Bawidamka to żart Gorzko się z niego śmiałem przez dziesięć tysięcy samotnie spędzonych nocy [Tytuły, s.159] Wydaje się być jednak pogodzony pod koniec życia ze sobą, także z procesem własnego starzenia się. W Leonardzie Cohenie jest wiele niekonsekwencji, lecz zarazem jakaś bezpośrednia szczerość: przyznaje otwarcie, że sympatyzując w młodości z marksizmem błądził, że zbyt mocno zachwycały go buddyjskie mniszki, by zostać oświeconym... Wobec siebie i poszukiwaczy absolutu ma wiele ciepłej ironii: "Chociaż owady cenią swoje życie i chociaż ich nie słabnąca pracowitość jest wzorem dla nas wszystkich, nieczęsto myślą o śmierci, a kiedy im się to zdarza, refleksjom owym nie towarzyszą silne emocje, jak w przypadku ciebie lub mnie. One ledwie odróżniają życie od śmierci. W tym sensie przypominają mistyków i podobnie jak mistycy, wiele z nich ma właściwości trujące."(s.24). Cohen zdecydowanie wybiera życie i jego uroki. Tylko przez chwilę słabości (10 lat...) oddał się promieniom "Obrzydliwego Oświecenia", by wrócić do swej "religii Poezji".(s.31) Bo zawsze chce się "znaleźć w środku jedynego miejsca, w którym nie ma podziału na wewnątrz i zewnątrz" (Niepokój o poranku, s.39). Trudno uwierzyć, że jego buddyjskie imię, którym się w książce podpisuje - Jikan (Cichy) - ma jakiś związek z jego osobą. I choć z piosenek może czasem wynikać, że autor jest romantykiem, ja wolę uwierzyć jego własnym słowom: "Marny ze mnie miłośnik księżyca. Od razu widzę go w całości i to wszystko, jeśli chodzi o mnie i o księżyc". [Księżyc, s.46] Mimo wszystko wierzę także, że może chodzić tylko o 2 rodzaje kreski z 3, gdy Cohen pisze: the truth of the line overhelms all other considerations (prawda kreski góruje nad innymi względami). Kreska rysunku i nulla dies sine linea, ale nie kreska kokainy. Do najlepszych wierszy tego tomu zaliczam: Gdybym mógł ci pomóc, Najlepsze, Niewierna żona, Tytuły, Troski ludzi starszych, Zmrok napływa, Teraz jeszcze, Obietnica, Za sprawą kilku piosenek, Twój niepohamowany głód nowych perspektyw, Wchodzimy w okres (to ostatnie brzmi jak jakieś proroctwo). Cała reszta jest na: leonardcohenfiles.com leonardcohen.com sonymsic.pl/cohen
tsantsara - awatar tsantsara
oceniła na 7 6 lat temu
Śpiewak cygańskich romansów Federico García Lorca
Śpiewak cygańskich romansów
Federico García Lorca
Poeta, którego tomik mamy przed sobą to wg mnie jeden z czołowych wieszczy hiszpańskich. Jego poezje rozkwitały w pełnej rozmachu epoce surrealizmu, chociaż sama atmosfera wierszy przywodziła na myśl romantyzm, co zresztą sugeruje sam tytuł. Lorca przytaczany w kulturze andaluzyjskiej właściwie znany jest całej hiszpańskiej braci, a najbardziej kojarzony jest poza surrealizmem z flamenco i corridą. Romantyzm o którym wspominam jest charakterystyczny u Lorki także w konwencji gotyckiej, gdzie pojawia się upodobanie do turpizmu i możemy to zauważyć w wierszu "Męczeństwo Świętej Olalli". Duże przywiązanie do opisów natury sprawia, że mamy unaoczniony rzeczony surrealizm, w którym często odnoszono się do natury i jej owoców. Podobnie oniryzm i śmierć mają zrozumiałe miejsce w twórczości Lorki. Śmierć szczególnie przypisana Ignacio Sanchez Mejiasowi, który był przyjacielem poety i zginął nabawiwszy się gangreny po ugodzeniu w udo w potyczce z bykiem. Lorca pomijany w polskiej edukacji jest podstawowym poetą, któremu warto się przyjrzeć w samotnej wędrówce po poezji. "Śpiewak Cygańskich Romansów" to lekka lekturka, przy której będziemy mogli wzdychać i wyobrażać sobie wersy pisane przez autora. Jego malownicze teksty w naszej głowie złożą się jak w obraz malowany przez jego przyjaciela Salvadora Dalego. Natomiast romans płynący z treści odniesie nas do nieokreślonej nostalgii za czymś co przeżyliśmy lecz tylko w urojeniu. Tym cechuje się surrealizm w twórczości Lorki. Tomik podzielony jest na kilka części - krótkich podtomików - partów poświęconych konkretnym tematom składającym się z kilku dosłownie wierszy i komponujących się w andaluzyjski koncept cygańskich romansów. A w skład wchodzą: - Pierwszy zbiór romansów cygańskich (Primer Romancero), czyli główny zamysł skupiający się na romansach zawartych już w tytułach utworów. - Poeta w Nowym Jorku - 5 wierszy z okresu podróży autora do NY w tym Nokturn i Pejzaże - Lament na Śmierć Ignacio Sanchez Mejiasa - wspomniane dedykacje dla przyjaciela torreadora, po jego nieodżałowanej śmierci - Dywan z Huerta del Tamarit - tzw Gazele i Kasydy, czyli poezje arabskie, celowe z podziałem na strofy, tu po prostu na modłę miłości, ulubione kawałki w kulturze flamenco - w końcu kalendarium, w którym poznajemy krótki życiorys poety spuentowany zaginionym grobem autora i krótka nota od tłumacza. Lektura tomiku nie zajmie nam dużo czasu, gdyż można ją pochłonąć na raz, lecz poezja pisana jest po to by się nią delektować jak wiekowo odłożonym winem. Hiszpański aromat wlewany nam przez Lorke to degustacja każdą strofą, każdą metaforą i każdą wizją autora, a następnie ad libitum czytelnika w sięganiu po następny łyk poezji. Dlatego nie śpieszmy się z czytaniem.
RatownikLektur - awatar RatownikLektur
ocenił na 9 3 lata temu
Dramaty wybrane. Tom 2 Henrik Ibsen
Dramaty wybrane. Tom 2
Henrik Ibsen
W jednej chwili zostałem oskarżycielem i obrońcą dusz, których najskrytsze zakamarki stanęły przede mną otworem. Jednocześnie dostałem możliwość obserwacji pociągających i przerażających ludzkich wyborów. Mogłem nawet stanąć niczym sędzia, przed cieniami stworzonymi rękoma Henrika Ibsena i bezkarnie się im przyglądać. Dystyngowanymi oczami pisarza widzieć ich miotanie się pośród wątpliwości. Z chłodną elegancją przechodzić wokół niezliczonych "węzłów gordyjskich", nawet nie domyślając się, ile siły trzeba aby je rozwiązać. Wyrafinowanym i zdystansowanym trzymaniem się na uboczu, zaznaczać swoją daleką obecność pośród rodzinnych dramatów. Mając tak wielką czytelniczą władzę nad marionetkami Ibsena, nie mogłem im jednak dać tego najważniejszego. Nie potrafiłem podać im klucza do przeżywania życia. Wytrychu, dzięki któremu dostaliby szczęście, od którego braku aż dusi podczas lektury. Odniosłem wrażenie, że większość bohaterów Ibsena jest martwa. Podczas długiej, emocjonalnej zimy w jaką mnie wpędził norweski dramaturg, widziałem jedynie umarłe serca, nieżywe na długo przedtem, zanim się o nich dowiedziałem. Bo gdy zacząłem lekturę poszczególnych dramatów, to wszystko zostało dokładnie ułożone na długo przed moim przyjściem. Figury szachowe rozstawione, główne ruchy uczynione, wszyscy gotowi do wykonania szacha. Bohaterowie czekają tylko na mnie, aby przy dźwiękach "Danse macabre", dać mata każdemu w zasięgu ibsenowskiego pióra. To dla mnie zostaje przeznaczony finał, podczas którego następuje przemiana a rachunki zostają wyrównane. Nadchodzi zadośćuczynienie a towarzysząca mu gorycz rozlewa się na wszystkie strony utworu. Niby wszystko zostaje zażegnane, jednak ból starych i krwawiących ran przechodzi w przewlekłe ćmienie. Pomimo tego, ten problem dotyczy już tylko tych, którzy muszą się zmierzyć z zakończeniem każdego dramatu. Henrik Ibsen obdarzył się niepojętą władzą nad ludzkimi uczuciami. Z każdego norweskiego, bajkowego miejsca, widać dręczące myśli i potajemne cierpienia. Czasami jest za późno na naprawianie pomyłek nad brzegami fiordów. Podziwiając polarne lato, można co najwyżej wkroczyć na jeszcze bardziej błędną drogę. Tymczasem ukryte pożądanie nie daje się spętać a tęsknota odżywa ze zdwojoną mocą. Bohaterowie Ibsena są wolni. Swoją wolnością wyznaczają kierunek każdego dramatu. Ich wybór nie zawsze jednak pozostaje zgodny z fascynującymi siłami, odmierzającymi rytm moralnych tragedii w których są uwikłane te wspaniałe postacie. Po przeczytaniu wszystkich dziesięciu dramatów, wydanych przez wydawnictwo "Czuły Barbarzyńca", chciałbym napisać: "niech żyje prawda". Ponieważ prawda jest ukrytą intencją Henrika Ibsena i przyświeca każdemu jego dziełu. W moich oczach, wszystkie ibsenowskie dramaty jawią się jako wytworne i szlachetne nośniki przenikliwego spojrzenia. Być może to spojrzenie zbyt często zapuszcza się w krainę marzeń, nie mając realiów na ich urzeczywistnienie. Jednak Ibsen jest jednym z nielicznych twórców, mogących tak ciekawie podrzeć życie swoich bohaterów na kawałki a potem każących im zbierać to, co z tego zostało. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci jasny osąd pisarza, potrafiącego zapanować nad przekleństwem osób dźwigających swoje wątpliwości. Henrik Ibsen umie budzić drzemiące duchy, ale potrafi je również okiełznać.
czytający - awatar czytający
ocenił na 10 8 lat temu
Wybór poezji T.S. Eliot
Wybór poezji
T.S. Eliot
Jedna z najtrudniejszych lektur w moim czytelniczym życiu. Bardzo wymagająca, ale na szczęście dzięki Krzysztofowi Boczkowskiemu, autorowi wstępu, przypisów i części przekładów możliwa. Wracałem do tej książki co parę tygodni, czasem miesięcy, czytałem znane mi już teksty ponownie, i wciąż zerkałem do egzegezy Boczkowskiego, i w końcu zaczęła się dla mnie ta poezja otwierać. Oczywiste, że w pewnym stopniu, oczywiste, że dobrze byłoby ponawiać lekturę, przed czym, mam nadzieję, nie stchórzę. Boczkowski, sam poeta, ale i naukowiec, ścisłowiec, do tematu ma podejście ścisłe, metodyczne, drobiazgowe i logiczne. Sam Eliot chyba też taki był, więc się obaj panowie dogadują nieźle. Przekłady Boczkowskiego także wydają mi się najbliższe oryginału, jako że tłumacz dołożył wysiłków, by przekazać warstwę filozoficzną tych tekstów, a jednocześnie nie zgubić śpiewności, czyli znowu szedł za poglądami samego Eliota. Udało mu się. A poezja? Nie mnie oceniać postać pomnikową, półboga w świecie poetyckim, do którego, wszakże, współcześni autorzy nie odwołują się zbyt często. Chwali się go jako klasyka, lecz z niego nie korzysta (wprost, bo jego wpływ na całą współczesną poezję zdaje się niewątpliwy). Może po temu trzeba mieć podobną umysłowość, logiczno-artystyczną, nie wiem... W Indiach za to, a przynajmniej w poezji tamilskiej, odwołania do Eliota pojawiają się stosunkowo często, może ze względu na bliskie orientalnemu widzenie świata. No właśnie - dzieckiem będąc trafiłem na buddyzm i, zachwycony, doszedłem do przekonania, że my, moje pokolenie i poprzednie, odkryliśmy filozofię wschodu dla Europy (zaczęło się od podróży Beatlesów do Indii), że nikt przedtem się nią nie fascynował. A teraz widzę, że Eliot, o ileż wcześniej, widział rzeczywistość bardzo podobnie jak Azjaci. W światopoglądzie Eliota znajdujemy chrześcijański mistycyzm, azjatycką, nie tylko buddyjską naukę o pustce, także hinduską Bhagavadgitę, i wszystko to traktowane jest jako droga do tego, co w Azji nazywa się oświeceniem. Czytanie późnej poezji Eliota musi być rodzajem medytacji, jeśli chcemy się w nim zagłębić, tak jak przy studiowaniu filozofii buddyjskiej, hinduskiej lub taoistycznej. "W Margate na plaży Nic niczym nie uwieńczę, Z niczym nie połączę Nic." I jeszcze o Miłości, w najszerszym możliwym znaczeniu tego słowa: "Kto więc udrękę stworzył? Miłość. Miłość Nieznanym jest Imieniem Poza dłoniami, co uwiły Koszulę z ognia, w niej cierpimy, Zdjąć jej moc ludzka nie ma siły."
Mario - awatar Mario
ocenił na 10 9 miesięcy temu
Liryki najpiękniejsze Anna Achmatowa
Liryki najpiękniejsze
Anna Achmatowa
Niniejszy tomik zawiera wybór najpiękniejszych i najpopularniejszych liryków oraz wierszy miłosnych rosyjskiej poetki, w której żyłach płynie krew tatarskich przodków. Anna Achmatowa uznawana jest obecnie za jedną z najwybitniejszych poetek rosyjskich. Jej poezja wyrosła na gruncie modernizmu. Tworzyła wiersze rytmiczne, na ogół stroficzne, charakteryzujące się epickim monologiem podmiotu lirycznego. Tym co wyróżnia jej poetycką twórczość jest lakoniczność w wyznawaniu uczuć. Są to wyznania często podszyte subtelną ironią, operujące skąpymi i powściągliwymi metaforami także we fragmentach opisujących emocje i miłosne doznania. 🔰"Pierwsza piosenka Tajnego niespotkania Odświętność tak jałowa. Słowa nie powiedziane, nie wymówione słowa. Spojrzenia nie skrzyżowane Co z sobą począć mają? Łzy są tylko wygrane, Że tak długo spływają. Podmoskiewskiej tarniny Jakieś w tym zawiłości... Wszystko to nazwą inni Nieśmiertelną miłością." 🔰"Jak przez słomkę pijesz moją duszę. Wiem smakuje gorzko i upojnie. Lecz błaganiem nie zmącę katuszy, O, konanie to potrwa tygodnie. Skończysz - powiedz. Nie zmartwi nikogo, Że mej duszy nie ma już na świecie. Pójdę sobie niedaleką droga, Będę patrzeć, jak bawią się dzieci." Życie Anny Achmatowej naznaczone było burzliwą historią końca XIX i pierwszej połowy XX wieku: Wielką Wojną, upadkiem Imperium Rosyjskiego, rewolucją lutową i bolszewicką, drugą wojną światową, totalitaryzmem stalinowskiej Rosji. W latach 1923- 34 inwigilowana przez NKWD, objęta całkowitym zakazem publikacji, który jedynie na pewien czas zawieszono, gdy poetka, aby wybłagać zwolnienie swego jedynego syna z łagru, zgodziła się napisać tomik socrealistycznych wierszyków ku czci Stalina. Czym ta niepozorna kobieta zasłużyła na taki ostracyzm wąsatego władcy Rosji? Czy nawoływała do buntu? A może pisała antysowieckie utwory lub działała w opozycji? Nic z tych rzeczy. Anna Achmatowa pisała wiersze nieodpowiednie, także wiersze miłosne, nieprzystające do wzorca poezji socrealistycznej. "Homo sowieticus", nie mógł takich liryków czytać, gdyż podobno nawiązywały one do minionej "burżuazyjnej i mieszczańskiej" epoki. Po śmierci Stalina poezję Achmatowej zaczęto powoli przywracać czytelnikom. O swoim życiu poetka pisała w utworze "Toast pożegnalny" (1934 r.), chociaż jeszcze wtedy nie wszystko, co złe przeżyła. Wiele jeszcze było przed nią. 🔰 Piję za życie niedobre moje, Za ten rozbity dom, Za samotność naszą we dwoje I za pomyślność twą - Piję za kłamstwa zdradliwych warg, Za oczu martwych chłód, Za to, że świat to okrutny targ, Za to, że nas nie zbawił Bóg. Prześladowana, lżona, pozbawiana prawa do druku swoich wierszy, żegnająca na zawsze przyjaciół, Anna Achmatowa stała się prawdziwą "Muzą Płaczu". Przez całe życie poetka odprowadzała w ostatnią drogę swoich przyjaciół i bliskich. Grzebała ich w ziemi i sprawiała godny pochówek w wierszach. 🔰"Za tobą bliskim tęskni serce moje I zawiść czuję do tego, kto płacze. [Kto może płakać w tych okrutnych czasach,] Za tymi - tam - co na dnie jaru leżą... Lecz wyschła wilgoć, nim do oczu naszła, Nie dała ulgi łez zbawienna świeżość (1938r.) (P-48) (4) Wyzwanie czytelnicze LC maj 2025: "Przeczytam książkę o miłości."
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Poezje wybrane William Blake
Poezje wybrane
William Blake
Podczas swojego życia jesteśmy zajęci ziemskimi sprawami zaledwie krótką chwilę. Doczesność jest dla naszej duszy schronieniem tylko przez przebłysk wieczności. William Blake da nam wtedy dobrą radę: radujmy się i korzystajmy z danego nam czasu. Gdy pod najczulszym dotknięciem dłoni uświadamiamy sobie szczęście jakie nam sprzyja, to angielski poeta odpowie: cieszmy się, bo to miłość nas trzyma przy życiu. Kiedy w dzieciństwie słyszymy głos nawołujący nas do powrotu przed zmrokiem, Blake nam przypomni: to niewinność wami kieruje i czerpcie z niej do granic możliwości. Takimi przykładami mógłbym zdefiniować angielskiego prekursora romantyzmu, z którego poezji czerpałem ostatnio nowe doświadczenia. Nie będę ukrywać, że sięgnięcie po jego wiersze było dobrym krokiem ku poznaniu kolejnych silnych uczuć, umieszczonych w mojej wyimaginowanej encyklopedii emocji. Nadnaturalne i nadzmysłowe wizje angielskiego poety ogarnęły moją wyobraźnię. Przyjąłem za pewnik, że właśnie taki punkt widzenia stał się centralnym punktem odniesienia dla romantyzmu, tak wielce ceniącego duchowość i intuicję. Również Blake wpisał się wyśmienicie w emocjonalny klimat zmysłowej epoki. Jego refleksja nad życiem oraz wrażliwość, kształtowały czar czasów w których przyszło mu żyć. Za pomocą trafnego osądu, posiadł on umiejętność przemieniania drobnych przypadków, mających niebagatelny wpływ na kształtowanie ludzkich aspiracji do bycia lepszym człowiekiem. W moich oczach widzę Williama Blake'a jako poetę proroczo zapatrzonego w błogie życie pasterza. To twórca chodzący po samotnych ścieżkach melancholii. Kiedy poznałem jego twórczość, to dostrzegłem niezliczone barwy emocji, spiętrzające się nad każdym poruszanym tematem. Groźne i wspaniałe wizje Albionu w uosobieniu potężnego Londynu. Mroczne pustynie Urizena, kroczącego w pełnym bólu smutku. Krwawe proporce z poematu dramatycznego "Król Edward III". Wycinek palety emocjonalnych barw nie odda w pełni tego, co sami możecie zobaczyć biorąc do ręki "Poezje wybrane", przetłumaczone przez Zygmunta Kubiaka. Moją wielką sympatię zdobył słonecznik liczący kroki słońca. Ten słoneczny kwiat stał się wyznawcą tęsknoty do złocistych krain opanowanych spokojem. Tego typu poetyckie motywy będą zawsze przeze mnie mile widziane. Bije od nich jasnością i pewnością beztroski, tak bardzo oczekiwanej w mych progach. Nawet wyhodowana przez Blake'a kłująca róża nie przeszkodzi mi w kontemplacji bo wiem, że za chwilę jej kolce odpadną a ten piękny kwiat zmieni się w równie piękną lilię. Ludzkie możliwości abstrahowania bardzo często stanowią dla mnie temat do rozmyślań. Tym razem w procesie tworzenia bardziej ogólnych pojęć, znacząco pomógł mi William Blake. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że czas spędzony w gęstej i romantycznej mgle tego, co przyciąga mnie swoją niematerialnością, nie uznam za stracony.
czytający - awatar czytający
ocenił na 7 8 lat temu
Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty Tennessee Williams
Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty
Tennessee Williams
Dramaty, które znajdujemy w powyższym zbiorze pomimo upływu lat, nie straciły swojego ponadczasowego przesłania i czyta się je z ogromną przyjemnością. Zarówno doskonała, niemalże wybitna kreacja postaci, jak i bajeczny oraz błyskotliwy artyzm języka sprawia, że czytelnik doznaje niezwykłego oszołomienia emocjonalnego. Wszystkie opowiedziane historie mierzą się z ogromem pasjonujących i mocno obciążających zarazem, ludzkich tragedii, związanych z postępującą degradacją więzi rodzinnych, konfrontując bezduszną rzeczywistość z fantazyjnym wyobrażeniem o sobie samym. Szklana menażeria, sztuka będąca najbliżej biografii Tennesseego Williamsa ukazuje nam obraz niepełnej, zaburzonej rodziny, w której niestabilna i toksyczna matka próbuje przejąć władzę nad swoimi dorosłymi dziećmi, używając do tego starego jak świat argumentu w postaci bezpardonowego szantażu emocjonalnego. Niemalże namacalnie czujemy rozpacz i brak zrozumienia Toma i Laury. Tramwaj zwany pożądaniem to rzeczywiście istniejący pojazd szynowy, przedstawia historię małżeństwa Stanleya i Stelli, u których pojawia się ekscentryczna Blanche, której powolny rozpad osobowości staje się przewodnim motywem dramatu. Poznając koleje losu obu kobiet, silnie angażujemy się w ich groteskowe relacje. Kotka na gorącym blaszanym dachu to chyba najbardziej przejmująca opowieść o dewastacji więzi rodzinnych, gdzie mamy do czynienia z chorą nienawiścią, nagminnym kołtuństwem, bezgraniczną perfidią i obłudą najbliższych sobie osób. Autor sięga głęboko w nagromadzone i latami skrywane tajemnice, porusza bolesną tematykę uzależnienia i traum oraz braku akceptacji dla odmienności. Słodki ptak młodości to trochę taka opowieść o przebrzmiałej sławie, braku docenienia, usilnych próbach dowartościowania, mafijnych układach, złudnych marzeniach, okrucieństwie. I ostatni dramat "Noc iguany", w którym występuje tytułowy zwierzak, ale też Shannon, którego możemy z tą nieszczęsną iguaną powiązać metaforycznie. Były duchowny, który będąc niezrozumianym i bardzo samotnym człowiekiem stara się pozorować wolę walki o swoje "ja". Bardzo wyczerpująca emocjonalnie przygoda czytelnicza dostarczająca wielu nieoczekiwanych wrażeń. Serdecznie polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na 7 14 dni temu
Cocktail party T.S. Eliot
Cocktail party
T.S. Eliot
http://magiel-kulturalny.blogspot.com/2016/08/mistrz-kreowania-ludzkich-charakterow.html Jak wiecie albo i nie - lubię sobie od czasu do czasu przeczytać jakiś utwór dramatyczny. Na stronie pojawiły się już moje opinie na temat twórczości Mrożka, a także Tennessee Williamsa, teraz przyszła kolej na innego znanego twórcę - T. S. Eliota. Thomas Stearns Eliot urodził się w 1888 roku, a zmarł 76 lat później w Londynie. Po dziś dzień kojarzony jest przede wszystkim z poezją. W 1948 roku otrzymał nagrodę Nobla za jego ogromny wkład we współczesną poezję. Cocktail Party był najbardziej popularnym dramatem napisanym przez Eliota. Oparty został na jednej ze sztuk Eurypidesa. Książka wpadła mi w ręce w bibliotece i po przeczytaniu dopisku "komedia" nie wahałam się ani chwili dłużej. Początek sztuki kojarzył mi się jeszcze z angielską komedią, gdzie żart tkwi w ciekawych, zabawnych postaciach (jak plotkarska Julia czy światowiec-znawca-wszystkiego Alex). Jednak już po kilku stronach czytelnik dochodzi do wniosku, że ten śmiech ma tylko zamydlić oczy czytelnikowi. Szybko Eliot porzuca lekki ton przyjęcia, żeby zastanowić się nad samotnością, sensem naszego życia. Przyznam, że jako nie byłam na takie coś przygotowana zostałam miło zaskoczona. Spodziewałam się lekkiej historii, z zabawnymi sytuacjami, a dostałam trzy akty rozmów międzyludzkich, które poruszały wiele interesujących, ważnych tematów, na które często boimy się dyskutować. Tutaj było widać doświadczenie autora z poezją, ponieważ wiele kwestii można było zapisać na boku do ulubionych cytatów. Kolejną sprawą, która mnie zaskoczyła było pojawienie się postaci... nie z tego świata (żeby Wam za dużo nie zdradzić). Przyjemnie było się domyślać kto się za nimi kryje i autor pozwolił nam na próbę zgadywania tożsamości niektórych z bohaterów. W ogóle Eliot po mistrzowsku wykreował wszystkie postaci dramatu. Zawsze jestem pełna podziwu kiedy potrafimy sobie wyobrazić całą scenę, gdzie nie ma dodatkowych didaskaliów i wyjaśnień. Dzięki samym dialogom układamy w głowie rysopis poszczególnych bohaterów, a autor wciąż dokłada kolejne cegiełki, z których powstaje pełny obraz. Prawda jest taka, że całość zostawia po sobie dość melancholijny posmak. Czytając ostatnie strony wcale nie miałam ochoty na uśmiechy, na które wskazywałby ten dopisek "komedia" na początku dramatu. I tak to już chyba jest z tego typu literaturą, że lepiej ją przeczytać bez przymusu, dla własnej przyjemności. Może gdybym musiała ją poznać na zajęcia szkolne to nie przyjęłabym jej tak do siebie. Chociaż przyznam, że miło byłoby usłyszeć wyjaśnienie polonistki niektórych sytuacji. Sam autor ostrzegał, że "Whatever you find in it depends on what you bring to it." Dlatego ja zamierzam jeszcze w przyszłości wrócić do tego dramatu. Czuję, że na innym etapie życia znajdę w nim jeszcze więcej prawdy o ludzkich zachowaniach.
Mirya - awatar Mirya
oceniła na 8 9 lat temu
Wybór poezji Stéphane Mallarmé
Wybór poezji
Stéphane Mallarmé
Również mnie dopadła chęć studiowania idei przypadkowości, wyrażonej tak lirycznie przez Stéphane Mallarmégo. Widocznie nie tylko jemu spodobały się spotkania z teorią prawdopodobieństwa, mgliście rozpływającą się w "Rzucie kości". Dzieła z przypadku. Czy mógłbym tak nazwać poezję jednego z najwybitniejszych francuskich poetów? Wyrafinowany w swym operowaniu zamętem przedstawiciel symbolizmu, z pewnością nie zasłużył na tak obskurne określenie jego twórczości. Spontaniczna rozkosz z wykładania czytelnikom swoich poetyckich chimer. Tak właśnie bym określił działania autora, zmierzające ku pozostawieniu mnie w samotnym koncercie niezliczonych pomysłów, które na przemian wędrują w moim umyśle po odłożeniu jego poezji. To dla mnie zaszczyt i jednocześnie wielkie wyzwanie, móc zmierzyć się z wierszami uwalniającymi z tak wielką ekspresją każde słowo. Wydaje mi się, że Mallarmé kochał złudzenia. Senne marzenia w których najady zaplątują swoje warkocze w rogach fauna, to nic innego jak gra namiętności i pozdrowienie szaleństwa, wygrywającego swoje rytmy na oczach patrzącego. Być może upał panujący w "Popołudniu Fauna" struł moje zmysły. Jednak ja również widziałem fatamorgany w których dostrzegłem rajski zachwyt przy natłoku antycznych fal. Iluzję niewinności potęgowała muzyka Claude Debussy'ego, szumiąca mi w uszach podczas tańca nimf i faunów. Miał rację impresjonistyczny kompozytor, tworząc swoją muzykę pod wpływem natchnienia literackim satyrem Mallarmégo. Warto porównywać się do najlepszych twórców dźwigających marzenia. Bez wątpienia francuskiego poetę można zaliczyć do ścisłego grona ludzi sztuki, operujących wyśmienicie tęsknotą. Mallarmé stworzył Herodiadę "o wzroku diamentami lśniącym". Ta doskonała piękność odbita w zwierciadle jest ponurym demonem od którego bije chłód morderstwa. W tym samym momencie bogini piękna potrafi być gorąca od wonnych aromatów i zimna z okrucieństwa. Mallarmé stał się w moich oczach mistrzem porównań, ponieważ jego poezja stanowiąca niepokojący ale piękny sen, staje się tłem odniesień do wszystkich wrażeń jakie mogą odczuwać zmysły. U niego znalazłem błogość, opatuloną w specyficzną mgłę ulotnego nastroju. On pokazał mi charakterystyczną ciszę, zanurzoną w bezkresnej toni naturalnego blasku. Te bardzo nieporadnie sformułowane przeze mnie pochwały jego twórczości nie oddadzą klimatu, który musicie sami odkryć. Francuski poeta zachorował na chorobę zwaną idealizmem. Przeszedłszy przez szkołę Charlesa Baudelaire'a stał się geniuszem składniowej ekwilibrystyki. Być może pod wpływem "Kwiatów zła" chciał wyczarować równie piękne natchnienia. Udało mu się to zdecydowanie a stworzony przez niego styl nie odbiega jakościowo od tego, którego twórcą był Baudelaire. Chciałbym Wam życzyć, abyście podczas zanurzania się w oceanie uniesień nie przestraszyli się wysokiego stopnia trudności, którym niewątpliwie cechuje się poezja Stéphane Mallarmégo. Czasem warto poświęcić więcej czasu i stanąć oko w oko z bardziej wyrafinowanym dziełem, zmuszającym do dłuższych i przenikliwszych przemyśleń.
czytający - awatar czytający
ocenił na 8 8 lat temu

Cytaty z książki Drugie 100 wierszy

Więcej
Emily Dickinson Drugie 100 wierszy Zobacz więcej
Emily Dickinson Drugie 100 wierszy Zobacz więcej
Emily Dickinson Drugie 100 wierszy Zobacz więcej
Więcej