Dream Lake

Okładka książki Dream Lake
Irmina Maria Wydawnictwo: HarperYA! literatura młodzieżowa
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura młodzieżowa
Format:
papier
Data wydania:
2024-03-27
Data 1. wyd. pol.:
2024-03-27
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383420530
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dream Lake w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dream Lake



książek na półce przeczytane 621 napisanych opinii 170

Oceny książki Dream Lake

Średnia ocen
7,6 / 10
68 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
549
547

Na półkach:

"- Chyba wiem, dlaczego to jezioro nazywają Marzenie (...)
- Tak? Dlaczego? - Margo miała zamknięte oczy. Ostatnie mazurskie promienie zapisywały się na jej twarzy, przyjmując kształt złotych piegów.
- Bo spełnia marzenia."

Historia opowiedziana na kartach "Dream Lake" Irminy Marii pozwoliła mi przenieść się na wakacyjny obóz nad jeziorem Marzenie. Miła odmiana, patrząc na nasz, wciąż zimowy krajobraz. Szczerze, to przypomniały mi się chwile z młodości, momenty, kiedy sama miałam przyjemność uczestniczyć w podobnym wyjeździe. Oczywiście, nie tak prestiżowym, jak ten w książce, ale o tym już za chwilę.

Główną bohaterką powieści jest Margo. Poznajemy ją w pierwszych dniach obozu artystycznego, na którym spotykają się młode talenty. Jego celem jest wyłonienie najlepszych uczestników, którzy otrzymają złoty bilet na Broadway. Kolejno poznaną bohaterką jest Iza. Już na pierwszy rzut oka widać, że, z niezrozumiałych względów, dziewczyna nie darzy Margo sympatią.
Co kryje się za jej niechęcią? Czy dziewczyny łączy coś więcej, niż mogłoby się wydawać?
Tego dowiecie się z lektury książki.
Na szczęście, mimo braku akceptacji ze strony Izy, Margo wydaje się być zadowolona z obecności na obozie. Uczucie to ulega spotęgowaniu, gdy dziewczyna poznaje swoje współlokatorki, miłe i sympatyczne dziewczyny, chętne do pomocy.

Warto w tym miejscu nadmienić, że tuż obok znajduje się drugi obóz, którego uczestnikami są zapaleni gracze gier komputerowych.
Czy młodym ludziom uda się nawiązać nić porozumienia?
Przyznam, że początkowe fragmenty powieści nie wciągnęły mnie zbyt mocno. Owszem, sama historia mi się podobała, ale jakoś nie mogłam jej poczuć. Sama nie wiem, w którym momencie "zaiskrzyło". Pamiętam, że mocno poruszył mnie fragment nad jeziorem (nie chcę spojlerować), jednak trochę zdziwił brak konsekwencji tego zdarzenia. Trochę trudno mi uwierzyć, że w prawdziwym świecie przeszłoby ono tak bez echa.

Ogromnie spodobał mi się wątek miłosny: tak intensywny i niewinny zarazem! Czytając niektóre fragmenty książki myślami wracałam do swoich pierwszych pocałunków. Wręcz czułam emocje targające główną bohaterką!
W moim odczuciu "Dream Lake" to świetna książka dla młodych ludzi, wkraczających w świat dorosłych. Znajdziemy tu pierwsze miłości i związane z nimi intensywne doznania oraz prawdziwą przyjaźń, zdolną przenosić góry. Autorka porusza również temat zmagania się z rozwodem rodziców. Przyznam, że kwestia ta została przedstawiona w naprawdę plastyczny sposób. Dzięki opisom przeżyć jednego z bohaterów łatwiej zrozumieć emocje dzieci pochodzących z rozbitych rodzin.

"Dream Lake" to świetna powieść, którą warto podsunąć nastolatkom. Ujęte w niej treści mogą stanowić dla nich drogowskaz, pokazać, możliwe rozwiązanie niektórych problemów. Jedyne co mnie nurtuje, a co nie zostało wyjaśnione, to rozwiązanie pewnej intrygi. Chyba, że ja coś przegapiłam?

Moja ocena 8/10.

"- Chyba wiem, dlaczego to jezioro nazywają Marzenie (...)
- Tak? Dlaczego? - Margo miała zamknięte oczy. Ostatnie mazurskie promienie zapisywały się na jej twarzy, przyjmując kształt złotych piegów.
- Bo spełnia marzenia."

Historia opowiedziana na kartach "Dream Lake" Irminy Marii pozwoliła mi przenieść się na wakacyjny obóz nad jeziorem Marzenie. Miła odmiana, patrząc na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

159 użytkowników ma tytuł Dream Lake na półkach głównych
  • 79
  • 73
  • 7
22 użytkowników ma tytuł Dream Lake na półkach dodatkowych
  • 10
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Dream Lake

Inne książki autora

Irmina Maria
Irmina Maria
Ukończyła studia pedagogiczne i dziennikarskie oraz liczne kursy kreatywnego pisania. Mówi o sobie, że pisanie jest dla niej tlenem, terapią i spełnieniem marzeń. W pisaniu upatruje misji pomagania ludziom i zmieniania świata na lepszy. Od dnia, w którym zaczęła to robić, poczuła że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Autorka pięciu powieści młodzieżowych: Broken Wings, Dream Lake, What’s Wrong With Me, Broken Wings. American Dream oraz What’s Wrong With You?. Kocha koty i rozmowy z ludźmi. Miewa kolorowe włosy. Aktualnie są różowe.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bądź moją gwiazdą Anna Szafrańska
Bądź moją gwiazdą
Anna Szafrańska
Czasami potrzeba lżejszych książek, bo życie nas przytłacza. I mnie dopadł taki okres, więc zaczęłam przeglądać Legimi i wybrałam serię „Besties forverer” i pierwszy tom „Bądź moją gwiazdą”. I cóż mogę powiedzieć? No siadło. Antonina ma lat siedemnaście i oprócz książek nie zna innego życia. Rodzice oczekują od niej idealnych ocen i tego, że w przyszłości obejmie po nich ich klinikę medyczną. Tylko, że Antośka nie chce. Chce zająć się rysunkiem, do którego ma talent. Boi się jednak, że rozczaruje rodziców. Dziewczyna nie ma w szkole znajomych. Wszyscy uważają ją za kujonkę. Ma tak naprawdę dwie przyjaciółki: Lenę i Majkę, które poznała dzięki młodzieżowemu serialowi. Pewnego dnia zakłada profil na portalu randkowym, gdzie poznaje Patryka. Jednak nie może być za łatwo w życiu, bo jej zeszyt znajduje gwiazda jej ulubionego serialu Wiktor Markos. Chłopak proponuje jej spotkanie, ale pod warunkiem, że dziewczyna nikomu nic nie powie. W kim zakocha się Tosia? Dobra może nie jestem targetem wiekowym dla tej książki, bo lat siedemnaście miałam bardzo dawno temu, ale nie zmieniło faktu, że bawiłam się przednio przy tej powieści. Rodzice nie zauważają córki. Interesuje ich tylko praca i to, aby latorośl osiągała jak najlepsze oceny. Chcą, aby w przyszłości miała dobry zawód. Zatraceni w pędzie dnia codziennego nie zauważają, że ich córka jest nieszczęśliwa, a przede wszystkim bardzo samotna. Myślę, że to bardzo aktualna sytuacja. Żyjemy w czasach, gdzie teoretycznie rodzice skaczą nad dziećmi, a w praktyce kończy się to na załatwianiu korepetycji oraz zajęć dodatkowych. Młode osoby często są zmuszane do spełniania aspiracji swoich rodziców (nawet wtedy, gdy ci tak jak rodzice Tosi odnieśli sukces). Ważne jest poruszanie tematu presji, jaką rodzice nakładają na dzieci myśląc, że to dziecko nie ma żadnych problemów. Kto choć raz w dzieciństwie nie usłyszał od swoich rodziców:, „Jakie Ty możesz mieć problemy?” niech pierwszy rzuci kamieniem. Otóż dla nas – dorosłych – te problemy są teraz niczym, ale dobrze pamiętam pierwsze zawody miłosne, brak przyjaciół. Myślę, że książki młodzieżowe powinni czytać też dorośli, aby przypomnieć sobie jak wół cielęciem był. Antonina miała szczęście do przyjaciółek i to, że je spotkała. Dzięki temu nie czuła się samotna. Uważam, że przyjaźń zawarta w wieku nastoletnim ma ogromną szansę na przetrwanie. Sama tego doświadczam i to jest wspaniałe. Oczywiście, że jest to powieść mało realna, ale to nie zmienia faktu, że bawiłam się świetnie i nie czułam znudzenia. Było to, co taka książka powinna mieć, aby dobrze spędzić przy niej czas. "Życie składa się z wyborów i ich konsekwencji. I czasami zdarzają się sytuacje, w których nie ma możliwości podjęcia jednej słusznej decyzji. Nie da się wybrać mniejszego zła, bo zawsze kogoś się zrani, komuś sprawi się ból. Ale najważniejsze jest podjęcie decyzji w zgodzie z samym sobą. Z tym, co czujemy." ~ Anna Szafrańska, Badź moją gwiazdą, Bielsko-Biała 2024, s.137-138.
Adrianna__ - awatar Adrianna__
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Better than you Ann Holly
Better than you
Ann Holly
𝙱𝚎𝚝𝚝𝚎𝚛 𝚝𝚑𝚊𝚗 𝚢𝚘𝚞 ★★★★★★★☆☆☆ Q: Chcielibyście chodzić do elitarnej szkoły? [recenzja] Angela, dziewczyna, która wychowywała się w sierocińcu. Otrzymuje szanse jedną na milion, rozpoczynając naukę w elitarnej szkole Drumfort. Początki nie należą do tych najłatwiejszych, jednak dziewczyna szybko odnajduje się w nowej rzeczywistości, dając z siebie 100%. Choć wydawać by się mogło, że sierociniec i elitarną placówkę różni wiele, jedno pozostaje takie same. Nieprzyjemni ludzie. "Mówią, że skoro się weszło między wrony, trzeba krakać tak jak one. A więc zrobi ten krok. Nawet, jeśli oznaczałoby to, że zapomni, jak to jest być słowikiem." Matt to kapitan szkolnej drużyny koszykówki. Obiekt westchnień wielu dziewczyn w szkole i poza nią. Ze względu na swoją popularność i znanych rodziców, od których ma przejąć firmę jest na świeczniku wielu osób. Musi się zachowywać jak przystało na przyszłego szefa i pomóc ma mu w tym związek z przewodniczącą szkoły. Tylko oczy na pewno, wyjdzie mu to na dobre? ... Byłam mega ciekawa tej trylogii odkąd ukazał się pierwszy tom i dowiedziałam się, że jest vibem podobna do "Plotkary" i "Szkoły dla elity". Oba seriale oglądałam i je uwielbiam, więc nie było opcji, żebym przeszła obok tej pozycji obojętnie. Elitarna szkoła, prestiż, uczniowie, którzy co jeden to z większym majątkiem i statusem i w tym wszystkim ona. 'Sierota', która dostała szanse jedną na milion. Schemat znajomy, jednak nie łatwo się oderwać. Styl pisania autorki jest przyjemny, a fabuła, intrygi, nagłe zwroty akcji oraz dynamiczna relacja sprawiają, że książka wciąga od samego początku i trzyma w napięciu, aż do końca. Jakbym miała się do czegoś przyczepić to jedynie do dwóch nadmiernie irytujących mnie postaci, czyli Jess i Kiary. Czasami sama miałam ochotę chwycić je mocno za barki i porządnie potrząsnąć, żeby się trochę ogarnęły - liczę, że w kolejnych częściach będzie lepiej pod tym względem. Choć książka jest ma wiele perspektyw bohaterów, wszystko jest utrzymane w narracji trzecioosobowej dzięki czemu nie jest tak łatwo się zgubić między odczuciami poszczególnych osób. I może nie każdemu przypadnie do gustu mnogość perspektyw i naiwny sposób, w jaki nieprzewidywalność jest ukazywana, ale to zdecydowanie pozycja dla młodych dorosłych, lubiących mocne emocje, szkołę i zakazane uczucia
bookishwor1d - awatar bookishwor1d
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Never Say Never Agnieszka Karecka
Never Say Never
Agnieszka Karecka
Uwielbiam książkę "You are my hope" i samą Agnieszkę Karecką jako osobę. Po kolejną jej książkę, czyli właśnie "Never Say Never" sięgnęłam właśnie w tym momencie, gdyż we wrześniu premierę ma jej drugi tom, więc uznałam, że to najlepsza okazja. To, co przeczytałam... To było coś NIESAMOWITEGO! Już od pierwszych stron byłam zachwycona klimatem tej historii. Koncerty, podróże - to zdecydowanie coś dla mnie. Pomysł na fabułę jest również genialny. Dziewczyna, która wyrusza w trasę koncertową ze swoim ulubionym zespołem... Czy to nie brzmi jak coś wyjątkowego? Chyba wszyscy fani Agi przyznają, że ma ona cudowny styl pisania. Jej książki czyta się bardzo przyjemnie, a na dodatek mają one w sobie coś, co wyróżnia je na tle innych młodzieżówek ❤️. Niektórzy mogą uważać, że zachowanie głównej bohaterki - Lisy, było dziecinne albo żenujące. Ja się jednak do tych osób nie zaliczam, według mnie Lisa jest świetnie wykreowaną, nieidealną i jednocześnie autentyczną postacią. To samo tyczy się reszty bohaterów. Cieszę się, że mogłam ich poznać, to była naprawdę niezapomniana przygoda! Jeśli chodzi o relację Lisy i Jasona... Jeny! Jakie to było urocze 😍. Kocham, kocham i jeszcze raz kocham <333. #teamjasonforever Ta historia jest absolutnie wyjątkowa. To coś więcej, niż lekka książka dla młodzieży. Sprawia, że czytelnik się uśmiecha i przeżywa wszystko razem z bohaterami, a kładzie się spać, rozmyślając o tym, co będzie dalej. Zasługuję na zdecydowanie więcej uwagi! PS. Polecam przesłuchać playlistę do tej książki. Jest naprawdę świetna i idealnie oddaje klimat książki 🤭!
book-in-the-clouds - awatar book-in-the-clouds
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Czterech Ojców River Conway Milena Grabowska
Czterech Ojców River Conway
Milena Grabowska
"Czterech Ojców River Conway" Kiedy jeden ojciec to za mało. IG: @podroze.z.bocianem Książka opowiada o losach tytułowej bohaterki - River Conway. Matka ją porzuciła i oddała do domu dziecka, gdzie później adoptował ją jej biologiczny ojciec - Logan. Czeka go niemałe wyzwanie, ale w wychowaniu córki pomagą mu Ray, Vincent oraz Isaak - trójka jego przyjaciół. "Tata, Papa, Ojciec i Ej." Każdy z nich jest inny. Autorka świetnie ich wykreowała i każdemu poświęciła +/- tyle samo czasu, co bardzo doceniam, ponieważ nie było faworyzacji. Nie będę opisywał każdego z nich po kolei, bo nie chcę psuć niespodzianki dla nowych, potencjalnych czytelników tej książki. Jedyne, co mogę powiedzieć to fakt, że Isaak najbardziej przypadł mi do gustu. Byli niczym jedna całość, która zmieniała maska od pory dnia. Oczywiście w domu panują zasady, a jedną z nich jest mówienie prawdy. River jest taką bohaterką, z którą część osób na pewno się utożsami! Sprawia wrażenie idealnej kumpeli, której można wszystko powiedzieć i w każdej sytuacji na nią liczyć. Oczywiście, jak każdy z nas ma wady. Oprócz River i ich ojców pojawia się m.in. Sally oraz Russell, z którym coś było na rzeczy hihi. "Russell Bennett. Brzmi jak rasa psa." Dorastanie, szkolne, nastoletnie życie brzmi jak oklepany temat, ale nie w tym przypadku! Emocje, które mi towarzyszą są ciężkie do napisania. "Na zranione serce nie istniało lekarstwa." Podobał mi się również fakt, że po zakończeniu pierwszej części dostaliśmy bonusowy fragment. Bardzo przyjemna książka z ciekawą historią i charakterystycznymi bohaterami ❤️. "W końcu byli rodziną." Nasza książkowa rzeka ❤️.
Szymon - awatar Szymon
ocenił na 8 9 miesięcy temu
Nie będzie z tego love story. Tom 2 Agnieszka Karecka
Nie będzie z tego love story. Tom 2
Agnieszka Karecka
Czy korzystałaś/eś kiedyś z aplikacji randkowej? 🤔 Nie wiem, czy ktoś to jeszcze pamięta, ale kiedyś była taka strona jak „sympatia” i miałam tam konto. 🤭 ** ** ** „Prawdziwa miłość to coś więcej niż motyle w brzuchu. To umiejętność milczenia razem i rozmowy bez słów. To poczucie bezpieczeństwa, ciepła, zrozumienia i szacunku. To przyjaźń z dodatkowym bonusem.” Drogi czytelniku. Dziś zabieram cię do Świdnicy. Tam poznamy główną bohaterkę, która ma pecha w miłości oraz bohatera, który chce odpocząć od wielkomiejskiego pędu, więc wraca w rodzinne strony. Co, jeśli miłość czeka na tych dwoje tuż za rogiem? A dokładniej za drzwiami naprzeciwko… idziemy sprawdzić, czy się zaskoczą? Jeśli tak to chwyć moją dłoń i ruszamy. 🫴🏼🤗 „Nie będzie z tego love story. Tom 2” to kolejna część serii „Nie będzie z tego happy endu” napisana przez Agnieszkę Karecką. Według mnie to bardzo dobra lektura, z barwnymi bohaterami, uświadamiająca nas jak trzeba być ostrożnym w zawieraniu znajomości, chociażby przez aplikacje randkowe. A wszelakie plotki mogą bardzo, ale to bardzo ranić osoby, na których nam zależy. 🙂 Fajnie spędziłam czas z bohaterami, trochę się pośmiałam, trochę wyluzowałam, trochę mnie denerwowali słabą komunikacją i domysłami, jednakże włożyłam ich buty i przeszłam się ich ścieżkami. Na koniec zastanawiałam się nawet czy w ebooku nie zabrakło jakichś stron, bo koniec potoczył się dość szybko. 🤭 Powieść taka jak ta idealnie sprawdzi się podczas wakacji, gdyż lekki i przyjemny styl pisania autorki fajnie wprowadza nas w świat zupełnie innych emocji niż te, które przeżywamy na co dzień. Niemniej jednak podczas czytania może Wam się zrobić chłodniej, gdyż akcja toczy się zimą. 🤭 Trochę u mnie na półce poleżała, ale jak już się w końcu za nią zabrałam, to nie żałuję, chociaż nie mogę powiedzieć, żeby jakoś mocno mnie zachwyciła. Aczkolwiek była to bardzo dobra, odprężająca lektura. :) Jestem ciekawa, jakie przeżycia pisarka zafundowała bohaterom w ostatnim tomie z serii. Może kiedyś się przekonam. 🤗
caly_swiat_patrzy - awatar caly_swiat_patrzy
ocenił na 7 9 miesięcy temu
Odkryj mnie Weronika Szalewicz-Karda
Odkryj mnie
Weronika Szalewicz-Karda
Klara to nieśmiała wrażliwa dziewczyna. Nie ma czasu i chęci prowadzić życia towarzyskiego. Jej energię pochłaniają zajęcia na uczelni, prowadzenie domu i opieka nad mamą. Klara jest jedną z nielicznych osób, które na wykładach siadają w pierwszym rzędzie. Jedną z dwóch, dokładnie. Towarzyszy jej Eryk, ale „towarzyszy” to słowo nad wyraz. Chłopak jest dziwny. Spięty, zamyślony, zamknięty w sobie. Okoliczności sprawią, że Klara będzie mogła go lepiej poznać. Pozna problemy osoby żyjącej w spektrum autyzmu. Czy to odstraszy dziewczynę? Czy książka Young Adult z wątkiem romantycznym o autyzmie ma rację bytu? Okazuje się, że tak. W „Odkryj mnie” Weronika Szalewicz-Karda sprawnie wplata problemy z jakimi mierzą się takie osoby. Nie jest to szczegółowe opracowanie, a jedynie zarys, bo jak autorka wspomina ustami swoich bohaterów każdy przypadek jest inny, ci ludzie różnie funkcjonują i po prostu trzeba się drugiego człowieka nauczyć, zdobyć jego zaufanie. Natomiast pisarka podkreśla jedną bezcenną rzecz. Nie ma nic gorszego niż niewiedza. Oczywiście nikt sobie na czole nie wytatuuje, że jest w spektrum, ale warto wspomnieć o tym w środowisku, w jakim się najwięcej przebywa np. szkoła, praca. Zasygnalizować, co może się wydarzyć i jak można pomóc. To uspokaja innych, nie powoduje zbędnych plotek, przygotowuje na ewentualne ataki. „Odkryj mnie” to debiut. Debiut, który czyta się całkiem dobrze – być może ze względu na temat – ale też debiut, który trochę kuleje językowo i kompozycyjnie. Co do języka to nie wyróżnia on się na tle literatury YA i przypomina mi powieści, które były hitami Wattpada. Prosto, przystępnie, poprawnie, ale czasami trochę sztucznie. Weronika Szalewicz-Karda odpuszcza nam opisy ubrań, ale uwielbia pisać, co główna bohaterka je na obiad. Po co? Nie wiem. Natomiast kompozycja, niektóre słabo rozbudowane wątki to już zdecydowany minus. Dobrym przykładem będzie postać Wiktora. To jest popularny na uczelni chłopak, który zafascynował Klarę. Nawiązali relację, ale on zdradził jej zaufanie i rzekomo próbuje je odbudować. O charakterze tej relacji wiemy tyle co nic. Weronika Szalewicz-Karda opisuje co prawda, jak doszło do jej zawiązania, ale uczucia bohaterów to wielka niewiadoma. Wiktor nie odgrywa też wielkiej roli w późniejszych wydarzeniach. Co prawda ma z Erykiem konfrontację, ale jej skutki można było wywołać w inny, ciekawszy, nie wymagający szerokiej rozbudowy sposób. Spróbuję podsumować moje wrażenia na temat powieści „Odkryj mnie”. Temat i fabuła na plus. Jestem ciekawa, dlaczego autorka wybrała akurat autyzm, bo w posłowiu i podziękowaniach nie podzieliła się tym czytelnikami. Trochę czuję, że „bo tak”. Ale to nie ma być przytyk, bo dzięki temu ta książka się wyróżnia. Język użyty w powieści jest przeciętny, ale poprawny. Natomiast autorka powinna przemyśleć szczegóły treści. Po co wplata dany wątek, co chce przez to uzyskać i czy napisała go wystarczająco.
Asia_czytasia - awatar Asia_czytasia
oceniła na 7 1 rok temu
Reality Fame. Walka o sławę Maria Karnas
Reality Fame. Walka o sławę
Maria Karnas
𝗢 𝘇ł𝗼𝘁𝗲𝗷 𝗸𝗹𝗮𝘁𝗰𝗲 𝘀ł𝗮𝘄𝘆 𝗶 𝗰𝗶𝗲𝗻𝗸𝗶𝗲𝗷 𝗴𝗿𝗮𝗻𝗶𝗰𝘆 𝗺𝗶ę𝗱𝘇𝘆 𝗿𝗼𝗹ą 𝗮 𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱ą. Nieczęsto sięgam po książki, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak czysta rozrywka. Reality show, świat fleszy, walka o rozpoznawalność – to nie są tematy, które od razu kojarzą mi się z literaturą, która może mnie dotknąć głębiej. A jednak, kiedy otworzyłam „Reality Fame. Walka o sławę” Marii Karnas, dość szybko poczułam, że za tą pozornie błyszczącą fasadą kryje się coś więcej niż historia o uczestnikach programu telewizyjnego. To nie była lektura „na luzie”, taka do poczytania wieczorem dla relaksu. Przeciwnie – od pierwszych stron towarzyszyło mi dziwne poczucie niepokoju, jakbym wraz z bohaterką Lisy Kane wchodziła do miejsca, w którym nic nie jest prawdziwe, a jednak wszystko zostaje nagrywane. Kiedy czytałam, miałam wrażenie, że ktoś również mnie obserwuje – że uczestniczę w eksperymencie, w którym nie ma neutralnych ról. Maria Karnas wciąga czytelnika w świat pełen świateł, kamer i pozorów, ale nie po to, by nas zachwycić przepychem. Wręcz przeciwnie: książka działa jak krzywe zwierciadło, w którym odbija się nie tylko sztucznie wykreowana rzeczywistość, ale także nasze własne pytania o to, czym jest autentyczność. I co jesteśmy w stanie poświęcić, żeby osiągnąć sukces. Już sama konstrukcja reality show w powieści buduje pewne napięcie. Willa, w której zamknięci są bohaterowie, przypomina złotą klatkę – pełną wygód, luksusu, a jednocześnie ograniczającą, odcinającą od prawdziwego życia. Nie da się stamtąd wyjść. Nie da się uciec od spojrzeń kamer. To trochę jak metafora współczesnych mediów społecznościowych: im bardziej próbujemy coś udowodnić światu, tym mniej mamy przestrzeni dla siebie. Lisa Kane – główna bohaterka – wchodzi do programu z jasno określonym celem. Nie chodzi jej o sławę, o lajki czy chwilową popularność. Ona potrzebuje pieniędzy, żeby spłacić długi ojca. Jej motywacja wydaje się prosta, wręcz banalna – a jednak właśnie ta prostota budziła we mnie najwięcej emocji. Bo czy nie tak wygląda życie wielu z nas? Podejmujemy decyzje, które z zewnątrz mogą wyglądać jak pogoń za błyskotkami, a w rzeczywistości są desperacką próbą ratowania tego, co naprawdę ważne. I tutaj pojawia się to, co dla mnie w tej książce kluczowe: zderzenie między fasadą a wnętrzem, między tym, co widzi widz reality show, a tym, co naprawdę przeżywa człowiek w środku. „Reality Fame” pokazuje, jak cienka jest granica między rolą a prawdą – i jak łatwo tę granicę przekroczyć, kiedy zaczynamy grać we własnym życiu. Na początku czytało mi się tę książkę z pewnym dystansem. Myślałam: „OK, historia jak historia, może będzie dramat, może romans, pewnie trochę intryg”. Ale im dalej brnęłam, tym bardziej łapałam się na tym, że emocjonalnie uczestniczę w tej rozgrywce. Że czuję napięcie, kiedy Lisa podejmuje kolejne ryzykowne decyzje. Że mam ochotę ją ostrzec, potrząsnąć nią, a jednocześnie wiem, że na moich oczach rodzi się coś większego niż tylko romans telewizyjny. To właśnie wprowadzenie było dla mnie momentem przełomowym. Zrozumiałam, że Maria Karnas nie pisze o reality show dla samego efektu. Ona używa tego formatu jako soczewki, przez którą przygląda się człowiekowi – jego pragnieniom, słabościom i moralnym kompromisom. I choć styl powieści jest lekki, fabuła dynamiczna, a dialogi wciągające, to pod spodem kryje się pytanie znacznie cięższego kalibru: ile warte jest nasze „ja”, kiedy świat patrzy i ocenia? Dlatego ta książka już od pierwszych rozdziałów zaczęła we mnie rezonować w sposób, którego się nie spodziewałam. Z pozoru banalna historia o telewizyjnym show przerodziła się w refleksję o współczesności, o kulturze pozorów i o tym, że każdy z nas w jakimś sensie gra swoją rolę – czy to w pracy, w sieci, czy w relacjach z innymi. I tak, jak napisałam na początku: to nie jest książka, która zaprasza cię z filiżanką herbaty. To raczej powieść, która sadza cię pod reflektorami, każe poczuć dyskomfort i zmusza do zadania sobie pytań, na które nie zawsze mamy gotowe odpowiedzi. Willa jak złota klatka Jednym z najbardziej sugestywnych elementów powieści Marii Karnas jest przestrzeń, w której zamyka bohaterów. Willa – luksusowa, pełna blasku, przeszklonych ścian i basenów – staje się niemal osobnym bohaterem tej historii. To miejsce, które z jednej strony kusi i obiecuje spełnienie marzeń, a z drugiej odbiera wolność i odsłania każdy, nawet najmniejszy szczegół życia uczestników. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to doskonała metafora współczesności. Wszyscy jesteśmy trochę w takiej willi – pięknej, błyszczącej, lecz ciasnej od spojrzeń innych. Każdy post na Instagramie, każdy filmik wrzucony na TikToka, każdy komentarz na Facebooku to jak kolejne oko kamery, które rejestruje nasze życie. „Reality Fame” pokazuje tę pułapkę bez upiększeń – za każdym razem, kiedy bohaterowie próbują być sobą, uderzają w ścianę oczekiwań widzów i producentów. Ta willa nie daje ucieczki – można się w niej bawić, można się w niej zakochać, można w niej cierpieć, ale nigdy nie można naprawdę być samemu. To, co mnie najbardziej zaskoczyło, to sposób, w jaki autorka wykorzystała samą strukturę reality show. Zamiast traktować ją jako tło, uczyniła z niej narzędzie do budowania napięcia. Tu nie ma klasycznego thrillera ani kryminału – napięcie rodzi się z czegoś bardziej subtelnego: z poczucia, że każdy gest, każde spojrzenie, każdy dotyk ma konsekwencje, bo wszystko jest rejestrowane i oceniane. Czytając, czułam się, jakbym sama siedziała przed ekranem i obserwowała grę, a jednocześnie… byłam jej częścią. To doświadczenie było dziwnie niekomfortowe, bo choć wiedziałam, że jestem tylko czytelnikiem, autorka wciągała mnie w świat, w którym nie da się być obojętnym. Każdy konflikt między uczestnikami, każde półsłówko czy przypadkowy gest rezonowały mocniej właśnie dlatego, że wiedziałam – ktoś to ogląda, ktoś to montuje, ktoś decyduje, jak zostanie to odebrane. I to właśnie działa najmocniej: świadomość, że nie da się w tym świecie pozostać neutralnym. Nawet jeśli udajemy widza, prędzej czy później zaczynamy się angażować, wybierać strony, osądzać. A wtedy różnica między uczestnikiem a odbiorcą zaciera się całkowicie. Bardzo ciekawym zabiegiem jest pokazanie, jak reżyseria programu wpływa na narrację bohaterów. Niektórzy uczestnicy od razu zaczynają „grać pod kamery”, inni walczą o to, by zachować autentyczność – ale i tak prędzej czy później każdy wchodzi w jakąś rolę. To nieuniknione, bo kamera działa jak katalizator: zmienia spontaniczny uśmiech w gest, spojrzenie w komunikat, ciszę w dramatyczną pauzę. Czytając, nie mogłam nie zastanawiać się, jak wyglądałaby moja własna rola w takim show. Czy próbowałabym być sobą? Czy raczej szybko dostosowałabym się do tego, czego „chce publika”? A może, zupełnie nieświadomie, zaczęłabym odgrywać tę wersję siebie, która najłatwiej zdobywa sympatię i lajki? I tu tkwi sedno pytania, które autorka podrzuca nam między wierszami: na ile nasze życie prywatne jest już spektaklem? Kiedy wstawiamy zdjęcie uśmiechu na media społecznościowe, czy naprawdę się uśmiechamy, czy już tylko odgrywamy wersję siebie, która ma się sprzedać? Czy nasze codzienne rozmowy nie są już fragmentem większego scenariusza, który reżyserujemy sami – świadomie lub nie? „Reality Fame” nie daje na te pytania prostych odpowiedzi. Ale zostawia w nas niepokój – taki, który nie pozwala przestać się zastanawiać, gdzie kończy się prawda, a zaczyna rola. Kamera jako metafora prawdy i fałszu Kamery w powieści to coś więcej niż rekwizyty. To symbole. Symbol spojrzenia innych, nieustannej oceny, ale też autocenzury, którą narzucamy sami sobie. Z jednej strony bohaterowie chcą być widziani – bo tylko widoczność daje im szansę na sukces i popularność. Z drugiej – świadomość ciągłej obserwacji sprawia, że zaczynają się dusić, zamykać, tracić spontaniczność. Każdy gest, każde słowo, każdy uśmiech musi być przemyślany, bo kamera nigdy nie jest neutralna. I właśnie ten rozdźwięk buduje dramaturgię książki. Nie potrzeba tu krwawych scen ani wybuchowych zwrotów akcji – wystarczy świadomość, że każdy ruch może być przeanalizowany, przekręcony, wykorzystany przeciwko bohaterom. To poczucie permanentnej presji czytelnik odczuwa niemal fizycznie. To trochę tak, jakby samemu wchodziło się do studia, siadało w świetle reflektorów i wiedziało, że od tej chwili nie ma już miejsca na pomyłkę. Autorka świetnie pokazuje też paradoks tej sytuacji: bohaterowie wiedzą, że kamery ich ograniczają, a jednak to właśnie one nadają sens ich obecności w willi. Bez nich nie byłoby show, nie byłoby szansy na wygraną, nie byłoby publiczności. Kamera jest więc jednocześnie katem i wybawicielem, strażnikiem i przepustką do spełnienia marzeń. Przyznam, że sama miałam momenty, kiedy łapałam się na kibicowaniu Lisie i Brianowi jakby byli prawdziwymi uczestnikami show. To nie była już książka – to był spektakl, którego częścią byłam ja sama. Śledziłam ich rozmowy, napięcia, układy, jakbym obserwowała odcinek programu na żywo. I właśnie w tym tkwi siła „Reality Fame”. Autorka świetnie uchwyciła mechanizm, w jaki wciąga nas popkultura: oglądamy z dystansem, ale po chwili emocjonalnie w to wchodzimy. Najpierw patrzymy chłodno, oceniamy, kalkulujemy – a potem nagle orientujemy się, że trzymamy kciuki, że złościmy się, że przeżywamy. I to przeżywanie jest realne, choć przecież dotyczy fikcyjnych bohaterów. „Reality Fame” odsłania więc jeszcze jedną, może najciekawszą warstwę – nie tylko mówi o manipulacji, ale też manipuluje nami jako czytelnikami. I robi to skutecznie, bo trudno odłożyć tę powieść bez uczucia, że wciąż jesteśmy obserwowani. Jakby gdzieś obok nadal migotało czerwone światełko kamery. Lisa Kane – bohaterka pełna sprzeczności Lisa to postać, wobec której nie sposób pozostać obojętnym. Od pierwszych stron wiedziałam, że nie będę mogła jej zaszufladkować jako „sympatycznej dziewczyny, której kibicujemy”. Maria Karnas z premedytacją stworzyła bohaterkę złożoną, pełną kontrastów – kogoś, kto potrafi budzić jednocześnie współczucie, irytację, a czasem nawet podziw. Jej motywacja – zdobycie pieniędzy, by spłacić długi ojca – jest zrozumiała, ludzka, wiarygodna. Łatwo w niej dostrzec dramatyczną sytuację, w jakiej mogłaby znaleźć się każda z nas: desperacja, poczucie obowiązku wobec bliskich, determinacja, by nie pozwolić rodzinie utonąć. A jednak sposób, w jaki decyduje się ten cel realizować, budzi kontrowersje. Lisa od początku kalkuluje, wchodzi w układy, manipuluje obrazem siebie. To nie jest bierna uczestniczka, którą przypadkowo wrzucono do programu. To ktoś, kto świadomie rozgrywa show – jakby chciała udowodnić, że skoro świat jest grą, to ona będzie grać najlepiej. Czytając, miałam z nią dziwną relację. Z jednej strony chciałam, by jej się udało – bo cel był szlachetny i łatwy do utożsamienia się. Z drugiej – widziałam, jak bardzo potrafi się zatracić w tej grze. Jak balansuje na granicy, po której zostaje już tylko pusta rola. Czasem łapałam się na tym, że jej wybory budziły we mnie gniew, czasem – że czułam dla niej szacunek za odwagę i konsekwencję. To nie jest bohaterka, którą się „lubi”. To bohaterka, którą się przeżywa. I może właśnie dlatego Lisa jest tak przekonująca. Jej sprzeczności – siła i słabość, determinacja i kruchość, autentyczność i kalkulacja – sprawiają, że staje się lustrzanym odbiciem nas samych. Bo czy nie każdy z nas w pewnym momencie życia grał rolę, której nie chciał, tylko po to, by osiągnąć coś ważnego? W Lisie najmocniej widać pytanie, które przewija się przez całą powieść: ile jesteśmy w stanie poświęcić z siebie, by wygrać? I czy cel naprawdę uświęca środki, jeśli po drodze gubimy kawałki własnej tożsamości? Brian Ryder – mentor, rywal, lustro Brian, zwycięzca poprzedniej edycji, wprowadza do historii element doświadczenia i pewnej mrocznej mądrości. On już wie, jak działa ta machina. Zna jej mechanizmy od podszewki, wie, jak produkcja manipuluje obrazem uczestników, wie też, że każdy „naturalny gest” w programie jest starannie zaplanowany albo przynajmniej później odpowiednio zmontowany. A mimo to wraca. Decyduje się na udział w kolejnej edycji – trochę jak hazardzista, który raz spróbował adrenaliny i nie potrafi już przestać. I w tym tkwi jego tragizm. Brian nie jest naiwny. W przeciwieństwie do wielu uczestników, nie wierzy już w bajkę o sławie, która wszystko rozwiązuje. A jednak nie potrafi się od niej odciąć. Dla niego reality show staje się nałogiem – źródłem podziwu i ekscytacji, ale też autodestrukcją. To postać, w której czytelnik odnajdzie zarówno chłodny cynizm, jak i desperacką potrzebę bycia kochanym. Jego relacja z Lisą jest fascynująca, bo z jednej strony przypomina klasyczny romans telewizyjny, a z drugiej staje się czymś znacznie głębszym: pojedynkiem o autentyczność. Brian jest lustrem, w którym Lisa widzi własne wybory – odbicie tego, czym sama może się stać, jeśli całkowicie zatraci się w grze. Każdy ich dialog, każdy gest nabiera dodatkowego ciężaru, bo dotyczy nie tylko uczucia, ale też tożsamości i moralności. Co więcej, Brian sam staje przed dylematem: czy powtórzy schemat z poprzedniej edycji, odgrywając tę samą rolę dla widzów, czy wreszcie spróbuje wyrwać się z narzuconego scenariusza? To właśnie czyni go bohaterem pełnym napięcia – takim, który nie daje się łatwo zaszufladkować ani jako mentor, ani jako przeciwnik. Jest kimś na granicy: nauczycielem, rywalem, sprzymierzeńcem, a czasem wręcz wrogiem samego siebie. Ich „układ” – początkowo czysto strategiczny – stopniowo zmienia się w coś, co nie mieści się już w ramach gry. I tu rodzi się pytanie, które długo nie daje spokoju: czy prawdziwe uczucie może wyrosnąć na gruncie fałszu? Czy miłość zawarta w kontrakcie ma szansę przeżyć, kiedy kamery zgasną? A może show tak mocno przenika do ich życia, że nawet intymność staje się spektaklem? Brian, choć z pozoru pewny siebie i doświadczony, jest jednym z najbardziej kruchych elementów tej opowieści. Jego siła polega na świadomości, a słabość – na tym, że nie potrafi się od tej świadomości uwolnić. I właśnie dlatego jego obecność w książce jest tak ważna. To on nadaje historii głębię i pokazuje, że nawet w świecie iluzji najtrudniej uciec od samego siebie. Reszta uczestników – kalejdoskop masek Choć Lisa i Brian stanowią oś fabuły, nie można zapominać o pozostałych uczestnikach. To oni tworzą tło, które w rzeczywistości wcale nie jest tłem – raczej wielobarwną mozaiką, bez której show straciłoby cały sens. Maria Karnas umiejętnie buduje ten świat drugiego planu, przedstawiając różne typy osobowości i strategie przetrwania w willi. Od pierwszych stron czuć, że każdy z nich wchodzi do programu z innym bagażem i inną motywacją. Jeden uczestnik marzy tylko o tym, by zostać celebrytą – wierzy, że popularność sama w sobie jest walutą, a lajki i obserwacje przełożą się na wszystko, czego pragnie. Inny traktuje show jako trampolinę do „prawdziwej” kariery: myśli o kontrakcie muzycznym, filmowej propozycji, intratnej współpracy z markami. Jeszcze inny zdaje się mieć nastawienie badacza – jakby wchodził do programu nie po sławę, lecz po doświadczenie, by sprawdzić, jak człowiek funkcjonuje pod nieustanną presją spojrzeń. Razem tworzą mieszankę wybuchową, w której każdy gest i każda decyzja mogą zmienić dynamikę opowieści. Niektórzy są jak ogień – wybuchowi, impulsywni, karmiący się konfliktem. Inni jak lód – chłodni, zdystansowani, pozornie niewzruszeni, ale ukrywający własne strategie. Jeszcze inni są jak powietrze – ulotni, nieuchwytni, a jednak niezbędni, bo to oni wypełniają przestrzeń i nadają jej lekkość. Dzięki nim reality show w książce nie jest tylko dekoracją, ale prawdziwym laboratorium społecznych ról i masek. Każdy uczestnik reprezentuje inne podejście do sławy, inne marzenie, inną iluzję. Widzimy w nich nasze własne współczesne obsesje: pragnienie bycia zauważonym, potrzebę sukcesu, strach przed byciem „nikim”. I to sprawia, że czytając, trudno zachować dystans – bo w którymś z bohaterów znajdziemy cząstkę siebie. To właśnie ta różnorodność daje powieści napięcie i sprawia, że nie da się jej czytać obojętnie. Karnas nie kreśli płaskich postaci drugoplanowych – przeciwnie, każda z nich wnosi coś ważnego do układanki. Razem tworzą kalejdoskop masek, w którym prawda i fałsz przenikają się tak mocno, że momentami trudno odróżnić jedno od drugiego. Emocje zamiast akcji Największą siłą tej książki są emocje bohaterów – i to, co te emocje robią z czytelnikiem. Karnas nie stawia na wielkie zwroty akcji czy dramatyczne rozwiązania fabularne. Zamiast tego koncentruje się na tym, jak uczestnicy reagują na presję. Jak radzą sobie z samotnością w tłumie. Jak zmieniają się pod wpływem ciągłej obserwacji. Czytając, miałam wrażenie, że oglądam psychologiczny eksperyment. Że każdy z bohaterów jest królikiem doświadczalnym, wrzuconym w świat, który z jednej strony kusi, a z drugiej niszczy. I właśnie to poczucie eksperymentu – a jednocześnie ogromnej bliskości emocjonalnej – sprawia, że trudno przejść obok tej historii obojętnie. Najciekawsze pytania rodzą się na styku moralności i pragmatyzmu. Lisa manipuluje, bo chce ratować ojca. Brian gra, bo nie potrafi inaczej. Inni uczestnicy sprzedają swoją prywatność, bo wierzą, że to droga do sukcesu. I każdy z nich w jakiś sposób tłumaczy sobie własne decyzje. Podczas lektury ciągle zadawałam sobie pytanie: czy ja zrobiłabym to samo? Czy poszłabym na taki kompromis w imię wyższego celu? Czy dałabym się złapać w sidła gry, jeśli nagrodą miałoby być spełnienie marzeń lub uratowanie kogoś bliskiego? Książka nie daje prostych odpowiedzi. Ale zmusza do refleksji – a to zawsze jest dla mnie znak dobrej literatury. „Reality Fame. Walka o sławę” Marii Karnas to nie tylko opowieść o grupie ludzi zamkniętych w willi pełnej kamer. To także komentarz do rzeczywistości, w której żyjemy – świata, gdzie rozpoznawalność staje się walutą, czasem cenniejszą niż pieniądze czy prawdziwe więzi. Autorka pokazuje, że sława to nie tylko błysk fleszy i przywileje. To przede wszystkim presja. Ciągłe oczekiwania widzów, rosnące wymagania sponsorów, lęk przed utratą pozycji. Bohaterowie programu muszą się zmagać z pytaniem, jak długo uda im się utrzymać zainteresowanie publiczności. A przecież to pytanie rezonuje także poza kartami książki – bo czy nie każdy z nas, publikując cokolwiek w internecie, zastanawia się, czy ktoś to polubi, udostępni, zapamięta? Cena popularności i złudzenie autentyczności Maria Karnas obnaża mechanizm, w którym popularność jest zawsze okupiona stratą. Lisa traci część swojej prywatności, część autentyczności. Brian traci wolność wyboru – jego każde działanie porównywane jest z tym, co zrobił wcześniej. Inni uczestnicy tracą spokój ducha, granice, które dotąd chroniły ich intymność. W pewnym momencie zrozumiałam, że cała książka jest o tym, co jesteśmy gotowi poświęcić, by zostać zauważonym. Czy można pozostać sobą w świecie, który domaga się ciągłej obecności, nieustannej aktywności i gotowości do bycia „na świeczniku”? To pytanie nie opuszczało mnie przez całą lekturę – i trudno się przed nim uchronić, bo dotyczy nie tylko bohaterów powieści, lecz także każdego z nas. Najmocniejszym wątkiem staje się problem autentyczności. Lisa, Brian i pozostali uczestnicy balansują na cienkiej granicy między „byciem sobą” a „byciem kimś, kogo oczekuje widownia”. I choć każdy z nich próbuje zachować swoją indywidualność, z czasem role przejmują kontrolę. Karnas nie daje prostych odpowiedzi. Nie mówi: „to źle” albo „to dobrze”. Zamiast tego prowokuje pytanie: czy w ogóle istnieje jeszcze coś takiego jak czysta autentyczność? Czy nasze „ja” nie jest zawsze w jakimś stopniu performatywne – zależne od tego, kto patrzy, kto ocenia, kto słucha? Czytając, miałam wrażenie, że autorka rozebrała na czynniki pierwsze coś, co od dawna intuicyjnie czułam – że każdy z nas żyje trochę jak w reality show. Może nie transmitowanym w telewizji, ale jednak nieustannie oglądanym przez innych. „Reality Fame” można więc czytać jako metaforę kultury, w której funkcjonujemy – kultury lajków, followersów i transmisji na żywo. Karnas pokazuje, że w świecie, w którym każdy gest może być zarejestrowany, a każda emocja szybko staje się towarem, autentyczność zamienia się w iluzję. I właśnie dlatego ta powieść działa tak mocno. Bo nie opowiada tylko o fikcyjnej Lisie, o Brianie, o uczestnikach pewnego programu. Opowiada o nas – o czytelnikach, którzy w mniej lub bardziej świadomy sposób również grają swoje role, próbując odnaleźć siebie w świecie, gdzie cena popularności bywa wyższa, niż jesteśmy w stanie zapłacić. Refleksje i rezonans po lekturze Najbardziej poruszające w „Reality Fame. Walka o sławę” było dla mnie to, że książka nie moralizuje. Maria Karnas nie podaje łatwych odpowiedzi, nie ustawia czytelnika w wygodnej pozycji sędziego, który mógłby bezpiecznie potępić „złe media” i przyklasnąć „biednym uczestnikom”. Zamiast tego pokazuje, że wszyscy jesteśmy wplątani w tę grę – i że trudno się z niej wycofać, kiedy raz się wejdzie. Po skończonej lekturze zostało we mnie poczucie, że żyję w świecie, który nieustannie wymaga obecności, widoczności, ciągłego „bycia na scenie”. A jednocześnie książka przypomniała mi, jak ważne jest czasem wyłączenie kamery, odłożenie roli, powrót do siebie. To banał – a jednak właśnie w tej powieści banał nabiera ciężaru egzystencjalnego. „Reality Fame” nie była dla mnie typową powieścią obyczajową, którą odkłada się na półkę i szybko zapomina. To raczej doświadczenie – takie, które wraca w najmniej spodziewanych momentach. Podczas przeglądania mediów społecznościowych. Podczas rozmowy, gdy zamiast autentycznej odpowiedzi pojawia się myśl: „jak to zabrzmi?”. Podczas chwil, kiedy łapię się na tym, że bardziej dbam o wrażenie niż o prawdę. Maria Karnas napisała książkę, która pozornie bawi się konwencją romansu i reality show, ale w rzeczywistości dotyka spraw fundamentalnych: wolności, autentyczności, potrzeby bycia widzianym. Zmusza do spojrzenia na siebie nie jako na czytelnika, lecz uczestnika – kogoś, kto sam gra w grę, której reguły ustalił ktoś inny. Najmocniej jednak zapamiętam emocje. Te chwile, kiedy Lisa podejmowała decyzje balansujące na granicy moralności. Te sceny, w których Brian zmagał się z samym sobą – czy pozostać graczem, czy wreszcie się wyłamać. Te momenty, gdy uczestnicy show próbowali być sobą, choć świat oczekiwał od nich czegoś zupełnie innego. To właśnie emocjonalny ciężar tej historii sprawia, że nie sposób o niej zapomnieć. Bo przecież każdy z nas musiał kiedyś stanąć przed pytaniem: czy pokazać światu prawdę o sobie, czy wybrać bezpieczną maskę? Czy warto sięgnąć po tę książkę? Zdecydowanie tak – choć nie z powodu wartkiej akcji czy klasycznego romansu (choć i tego elementu nie brakuje). Warto dlatego, że „Reality Fame” odbija nasze własne dylematy jak w lustrze. To powieść, która uświadamia, jak bardzo współczesny świat przypomina wielką scenę, a my – mniej lub bardziej świadomie – odgrywamy swoje role. To literatura, która nie tyle „umila czas”, ile konfrontuje nas z pytaniami, które wolelibyśmy odsunąć. Nie jest to książka łatwa emocjonalnie. Może budzić frustrację, irytację wobec wyborów bohaterów. Może zmuszać do niewygodnych refleksji. Ale właśnie w tym tkwi jej siła – w wytrąceniu z równowagi, w zadrapaniu tam, gdzie zwykle wolimy nie zaglądać. Kilka dni po zakończeniu czytania wciąż łapałam się na tym, że myślę o Lisie – o jej kompromisach, o determinacji, o słabościach. Zastanawiałam się, czy naprawdę udało jej się ocalić siebie, czy raczej sprzedała część swojej duszy w imię większego celu. I myślę, że to najlepsze świadectwo wartości tej książki: że nie zostawia czytelnika obojętnym. Że nie daje prostego katharsis, tylko pozostawia z pytaniami, które długo rezonują pod skórą. Podsumowując: „Reality Fame. Walka o sławę” to powieść o świecie, który z pozoru wydaje się odległy – błyszczące reality show, telewizyjne intrygi, walka o uwagę milionów. A jednak im dłużej o niej myślę, tym bardziej widzę, że to opowieść o nas wszystkich. O naszej codziennej walce o bycie zauważonym, wysłuchanym, docenionym. O balansowaniu między autentycznością a rolą. O cenie, jaką płacimy za popularność – nawet jeśli ogranicza się ona tylko do kilku serduszek pod zdjęciem. Dlatego dla mnie ta książka nie jest tylko rozrywką. To lustro, w którym odbija się współczesność – z jej blaskami i cieniami. I właśnie dlatego zostaje w pamięci na długo.
Anna Szymczak - awatar Anna Szymczak
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Śpiew stali Łukasz Konopczak
Śpiew stali
Łukasz Konopczak
„Śpiew stali” to debiutancka powieść, której autorem jest Łukasz Konopczak. Została ona opublikowana przez Wydawnictwo Novae Res. Książka ta zwróciła moją uwagę już jakiś czas temu ze względu na świetną kolorystykę okładki. Jakież było zatem moje zdziwienie, gdy dostałem wiadomość z propozycją zrecenzowania jej. Po zapoznaniu się z szerszym opisem i objętością uznałem, że działamy. Tom dotarł, a ja z doskoku popychałem lekturę do przodu. I oto jest garść wniosków. Fabuła rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, które w pewnym momencie zaczynają na siebie oddziaływać. Pierwsza to oczywiście realia ziemskie i ród Yamamoto, który wplątuje się w nie lada problemy wiodące go na skraj upadku. Druga płaszczyzna to świat mistyczny, realia, w których istnieją bogowie. Tam obserwujemy dramat boga Susanoo i konsekwencje jego, jakże przyziemnej, emocjonalności. Jako całość jest to opowieść pełna intryg na wielu poziomach. Elementy mitologiczne są świetnie poprowadzone i przyjemnie było je poznawać. Przyziemne japońskie realia mogą być nieco obce, jednak autor starał się, żeby wszystko było maksymalnie uproszczone i wyjaśnione. Tylko, czy aby nie za bardzo? Już po kilkudziesięciu stronach czułem duże zaskoczenie, czytając scenę rozmowy cesarza ze swoim dowódcą. Coś mi tam mocno nie grało… Potem nie było wcale mniej zadziwiająco. Wiele wyjaśniło się na sam koniec tomu, w specjalnej notce od autora. Jest tam wyszczególnione co ma umocowanie historyczne, co przekształcono, a co zostało zmyślone zupełnie. Jest to ważny element książki, bo tam czytelnik dowiaduje się jak Japonia stała się tak mało japońska. Z jednej strony rozumiem i doceniam troskę, z drugiej nie wiem czy nie wolałbym pewnych elementów kultury jednak przemycić w tekście, chociażby, po to by zwiększyć stan wiedzy i nadać powieści więcej autentyzmu. Autor rzucił się na głęboką wodę, wybierając obcą kulturowo tematykę i w dodatku, wchodząc w buty powieści w bardzo charakterystycznej epoce historycznej, mało eksplorowanej z naszej perspektywy kulturowej. Patrząc przez pryzmat tych dwóch kryteriów wyszło średnio. Wycięcie z tekstu wielu podstawowych elementów kultury japońskiej nie poczytuję jako uproszczenie, a za błąd. Nawet zwiększenie liczby form grzecznościowych dałoby książce więcej wartości, wbijając czytającemu do głowy, że akcja rozgrywa się w obcych realiach. Tymczasem naprawdę dobrą fabułę „Śpiewu stali” można było wrzucić w dowolny setting fantasy i zagrałaby dużo lepiej, bo bez obciążenia przeinaczeniem faktów. Wspomniane wyżej zmiany sprawiły, że powieść straciła sporo darmowego klimatu. Było też trochę przewidywalnych kwestii, które napędzały fabułę. Szczególnie na początku. Potem robi się bardziej zaskakująco. Oczekiwałem tej twardej japońskiej specyfiki i skomplikowanych, formalnych relacji pomiędzy bohaterami, które stereotypowo z marszu odpalają obraz Japończyków w mojej wyobraźni. Tego nie było, ale dostałem trochę motywów i scen z klasycznych japońskich filmów. Akira Kurosawa wciąż inspiruje. Co ciekawe, miałem także skojarzenia z popularną mangą „Naruto”. Szczególnie przy imionach i nazwach własnych. Zestawienie tych dwóch rzeczy zrobiło mi straszną sieczkę w głowie, ale ostatecznie nie odmówię tej książce ciekawego pomysłu na żonglowanie akcją. W kwestii stylu autora to jest przystępnie. Ani nie zmuszał mnie do wielkich wygibasów intelektualnych, ani nie dawał na tacy przekazu płynącego z każdej jednej sceny. W dialogach czasami brakowało mi przerywników, które rozdzielałyby dwa niepowiązane ze sobą zdania wypowiadane przez jedną postać. Odniosłem też wrażenie, że miejscami redaktor usilnie walczył ze zdaniami złożonymi przez co wychodziły takie urywki szarpiące rytm czytania. Na szczęście nie było ich wiele. W znacznej większości da się książkę przeczytać bez literackiego kaca. Jeśli chodzi o formę wydania, to książka jest przygotowana solidnie. Jest ładnie sklejona, a kremowy papier nie męczy oczu. Duży plus to podział na części oraz rozdziały. Są one na tyle niewielkie, że lektura przebiega dość dynamicznie. Szczególnie jeśli czyta się w schemacie „od do” i czas na to jest ograniczony. Ciekawym zabiegiem było też wrzucenie informacji o częściach i rozdziałach w języku japońskim. Taki smaczek. Mnie czytanie zajęło trochę czasu, bo przywaliło mnie dużo różnych obowiązków. Warto przy tym zaznaczyć, że zastosowany podział pozwolił mi do maksimum wykorzystać każdą chwilę, jaką miałem na lekturę. Jak już wspomniałem na początku, moją uwagę przykuła już okładka Krystiana Żelazko. Kolorystyka ilustracji urzekła mnie od pierwszego spojrzenia. Zresztą, biorąc pod uwagę, jakie emocje dominują w fabule, to ta kolorystyka jest nader znacząca. A przynajmniej ja tak to odczytuję. Chętnie widziałbym też w książce mapę, z punktami orientacyjnymi, tak dla podbicia klimatu. Podsumowując to „Śpiew stali” jest książką ciekawą, w której miesza się japońskie średniowiecze z tamtejszą mitologią. Motywy napędzające fabułę są zgrane do granic – miłość i zemsta. Są one tu wystarczające do zbudowania dobrej historii. Uczucia mam ogólnie mieszane, bo z jednej strony opowieść wciąga, a bohaterowie żyją (lub nie), krwawią, płaczą, odczuwają wiele plastycznie opisanych emocji i biorą udział w morderczych walkach. Cieniem na to kładzie się decyzja autora o swoistym wycięciu z książki wielu aspektów niemal podstawowych dla japońskiej kultury. Dla jej oryginalności, nad którą często się zachwycam nawet omawiając specyfikę różnych państw na lekcjach Wiedzy o społeczeństwie. Chciałbym tę książkę zobaczyć w nowej, przeredagowanej wersji, gdzie oddane zostaną realia średniowiecznej Japonii, bez uproszczeń i zbędnej europeizacji. Na pewno nie polecę tej powieści tak wszem i wobec, bo jest zbyt specyficzna. To raczej pozycja dla lubiących fantasy i akcję z mieczem w dłoni. Klimatów dalekowschodnich w książkach nie ma u nas wiele, a przynajmniej takich osadzonych w epoce średniowiecza, czy wczesnej nowożytności. Jeśli ktoś ma taką fiksację, to można sięgnąć po to, co zaserwował Łukasz Konopczak gdzieś pomiędzy Adamem Przechrztą, Arkadym Saulskim, a Mają Lidią Kossakowską, bo właśnie ich kojarzę z takim klimatem w dodatku, z więcej, niż jednym tytułem. „Śpiew stali” ma potencjał i oby pozwolił autorowi rozwinąć się literacko. Recenzja pierwotnie opublikowana na stronie: https://www.facebook.com/SoFiK.DamianPodoba/
SoFiK - awatar SoFiK
ocenił na 7 1 rok temu
Złodziej mojego serca Meagan Brandy
Złodziej mojego serca
Meagan Brandy
"Nie wnoś ognia do piekła. Spłoniesz, zanim jeszcze dotrzesz do bram." Greyson Elite to prywatna prestiżowa szkoła dla młodych uczonych, elita z elit, oferująca bardzo pożądane wykształcenie. Ale aby się tam dostać trzeba należeć do rodziny, która ma coś do zaoferowania. Więc uczniami szkoły są córki gangsterów i synowie karteli, przyszli królowie i sekretne księżniczki, te królewskie jak i mafijne, lecz także nieliczne osoby które aspirują wyżej niż ich rodzice. Na czele szkoły stoi Rocklin Ravenaw razem ze swoją świtą - Bronx i Deltą. Rocklin jest inteligentną piękną blondynką którą niektórzy mogą uważać za słodką idiotkę. Jednak w jej świecie jest doskonale wyszkoloną następczynią ojca, którego rozkazy musi wypełniać bez mrugniecia okiem i bez sprzeciwu. Aby czasem oddetnąć od tego rygoru wyrywa się ze złotej klatki na nocne przejażdżki. Podczas jednej z ucieczek napotyka mężczyznę, który właśnie udziela komuś dotkliwej lekcji. Kradnie nieznajomemu telefon a ten aby go odzyskać zakrada się do jednego z jej strzeżonego miejsca. Bastian jest cieniem, który zaczyna wnikać w jej świat. Szorstki, surowy i nieprzewidywalny. Coraz częściej mała zlodziejka zajmuje jego myśli a to dlatego że właśnie zaczęła należeć do niego - tylko do niego. Po pierwsze okładka jest bardzo myląca. W środku nie znajduje się romantyczna historia dwóch skrajnych światów a krwawa walka o władzę i rozszczenie sobie praw o kobietę. Po drugie mnóstwo opisów szkoły i miejsc sprawiało że czasem gubiłam się w fabule i nie wiedziałam co z czym łączyć. Ogólny zarys historii był w porządku a samo dążenie do wyjaśnienia zagadki wciągające. Niestety chorobliwa zazdrość i "prawo własności" w tej książce przekraczało skalę wypowiedzi bohaterow wprowadzały chaos. Przeczytałam tą książkę ze względu na skrajne opinie - ja jestem pośrodku z moją.
ania_czyta_i_pstryka - awatar ania_czyta_i_pstryka
oceniła na 6 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Dream Lake

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dream Lake