Dni naszego życia

Okładka książki Dni naszego życia
Mikita Franko Wydawnictwo: dziwny pomysł Seria: Tęczowa Seria literatura młodzieżowa
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura młodzieżowa
Format:
papier
Seria:
Tęczowa Seria
Data wydania:
2022-04-22
Data 1. wyd. pol.:
2022-04-22
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Joanna Krystyna Radosz
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dni naszego życia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dni naszego życia



książek na półce przeczytane 1129 napisanych opinii 382

Oceny książki Dni naszego życia

Średnia ocen
8,2 / 10
91 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1113
382

Na półkach:

Do połowy książka bardzo mi się podobała. Szczególnie perspektywa dziecka, które musi stawiać czoła coraz to nowym dylematom i problemom. Było to rozczulające. Bardzo też podobała mi się postać Sławy. Niezbyt jednak wierzę, że ktoś taki jak on, mógłby się związać z takim Lwem...

Od połowy książka niestety mnie bardzo rozczarowała. Miałam wrażenie jakby autor nagle zmienił koncepcję na całość i wszystko nagle przekoziołkowało, a bohaterowie bardzo się zmienili. Książka w moim odczuciu też bardzo odbiegła od tego, co prawdopodobne.

Do połowy książka bardzo mi się podobała. Szczególnie perspektywa dziecka, które musi stawiać czoła coraz to nowym dylematom i problemom. Było to rozczulające. Bardzo też podobała mi się postać Sławy. Niezbyt jednak wierzę, że ktoś taki jak on, mógłby się związać z takim Lwem...

Od połowy książka niestety mnie bardzo rozczarowała. Miałam wrażenie jakby autor nagle zmienił...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

194 użytkowników ma tytuł Dni naszego życia na półkach głównych
  • 99
  • 95
55 użytkowników ma tytuł Dni naszego życia na półkach dodatkowych
  • 16
  • 11
  • 7
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4
  • 2

Tagi i tematy do książki Dni naszego życia

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bruno Whatever Leo Gramski
Bruno Whatever
Leo Gramski
Bruno to bardzo specyficzna postać. Nie idąc za tłumem, próbująca iść przez świat swoimi ścieżkami i niczym się nie przejmować. Jako jedyny w szkole nie posiada social mediów i czuje się z tym bardzo dobrze. Mimo wszystko jest otoczony grupką najbliższych znajomych i przyjaciół. Wszystko jednak zaczyna się zmieniać pod koniec ostatniej klasy, gdy pojawia się w niej nowo przybyły uczeń. Książka jak na młodzieżówkę to wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Nie zanudziła, nie była tylko jedną z tych co ich wiele, ale potrafiła mieć coś w sobie. Dodatkowo rozbawiła i dała do myślenia w pewnych kwestiach. Jako lekka książka idealnie się sprawdza. Choć nie brakuje w niej też trudnych tematów dotyczącej młodzieży we współczesnym świecie. Bruno został bardzo fajnie wykreowany i zaprezentowany. Prezentował swoją charyzmę i obycie, które może czasem irytowało, a czasem rozśmieszyło. Próbujący odnaleźć swoją tożsamość starał się do końca z nią się zapoznać i zmienić. Nie zawsze i do końca może mu to wychodziło, ale sam fakt, że się starał, sprawia, iż czytelnik go nie przekreśli. „Mój przyjaciel Oli mówi na mnie whatever. Nie jest to ksywa, raczej drobna złośliwość. Bruno Whatever zrosło się ze mną głównie dlatego, że mam obojętny stosunek do świata. Po prostu mało co mnie w nim obchodzi”. Nie można także tu przy tej książce też nie wspomnieć o ciekawej osobowości i kolegi Bruna Olka. Ta bardzo specyficzna, otwarta, inspirująca, bogata postać bardzo dużo wnosi w tę historię. Z początku nie była ona jakoś kolorowa. A Olek też musiał dużo przeżyć by znaleźć się w tym miejscu, którym się znalazł.
Pablolukasfuks - awatar Pablolukasfuks
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Autoboyography Christina Lauren
Autoboyography
Christina Lauren
"Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i nieobliczalne" (Jer. 17:9). To właśnie sercem kieruje się Tanner od pierwszej chwili, gdy poznaje Sebastiana. Choć sprawa od początku wydaje się być przegrana Tanner ignoruje własne obawy oraz ostrzeżenia innych i totalnie daje się ponieść swoim uczuciom. Bo czy zakazana miłość do gorliwego Mormona ma w ogóle szanse na szczęśliwe zakończenie? Akcja powieści dzieje się w Provo w stanie Utah. Miasto to faktycznie (sprawdziłem na Wiki) zamieszkane jest praktycznie przez samych Mormonów (prawie 90% populacji). Członkowie tej społeczności bardzo poważnie podchodzą do swojej religii, a łamanie zasad wiąże się z konkretnymi konsekwencjami. Nie są to więc sprzyjające okoliczności dla zakazanego romansu. Zgodnie z opisem z okładki autorki rzeczywiście starają się nie demonizować wspólnot religijnych i w miarę obiektywnie podchodzić do tematu. Nie unikają jednak ukazania w jaki sposób religia może odbijać się na życiu ludzi, zwłaszcza tych młodych, którzy szukają swojej tożsamości jednocześnie starając się żyć w zgodzie z wpajanymi zasadami. Łatwo nie jest, kto przeżył ten wie. Mimo dość trudnego tematu w powieści nie brakuje też lekkości i humoru, przede wszystkim za sprawą głównego bohatera, Tannera, który jest zarówno zabawny i błyskotliwy jak i inteligentny i dojrzały. Bardzo przypadł mi on do gustu i zdecydowanie jest jedną z najmocniejszych stron powieści. Relacja między nim a Sebastianem rozwija się w sposób ciekawy i wypada bardzo realistycznie, bo mimo dzielących ich różnic uroczo pasują do siebie i są przekonujący. Powieść w sumie jest dosyć przewidywalna, ale i tak czytało mi się ją bardzo przyjemnie i z nieukrywanym entuzjazmem. Po raz kolejny miałem uczucie, że za szybko przeczytałem książkę, bo aż chciało się spędzić więcej czasu z bohaterami i ich historią. Po zakończeniu powieść zostawia z refleksją i mimo wszystko z takim miłym uczuciem na serduszku. Ze względu na bliską mi tematykę, może trochę nad wyrost, ale ode mnie 9/10 gwiazdek. Na pewno jeszcze kiedyś wrócę do tej książki.
Rocannon - awatar Rocannon
ocenił na 9 3 miesiące temu
Skok do gwiazd Bartosz Brzeziński
Skok do gwiazd
Bartosz Brzeziński
Panie Bartoszu co pan mi uczynił? Zostałam pobłogosławiona, a do tego otrzymałam diamentowy pałac. Ranyyy jakie to było dobre! Potrzebowałam czegoś takiego lekkiego po “Zniewolonym księciu” i to był strzał w dziesiątkę. Świetnie się bawiłam słuchając tej książki. Już od samego początku historia mnie wciągnęła i to na tyle, że chciałam ją poczuć w swoich żyłach, bo to było niewystarczające uczucie. Chciałam na już i na teraz widzieć wszystko. Ta historia uderzyła we mnie bardzo mocno na płaszczyźnie emocjonalnej. Oprócz tego, że jest ona o siatkówce i widać tutaj ogromny reaserch autora to podczas czytania sama chciałam wskoczyć na boisko i zagrać. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Historia jest świetnie napisana, ponieważ emocje czy entuzjazm jaki odczuwa bohater podczas gry wręcz się wylewa z książki, aż sam czytelnik może to poczuć. Coś genialnego. Jednakże, najważniejszym elementem tej historii jest własna tożsamość. Obserwujemy losy Kamila, który jest zagubiony i powoli uczy się o własnej seksualności. Po tej książce dopiero zauważyłam jak trudne jest określenie swojej orientacji. To naprawdę się czuło, jakbyśmy my sami byli głównym bohaterem tej książki. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, że coming out nie jest taki prostym, jak pokazują w serialach czy filmach. Też ciężej mi to zrozumieć, bo jako osoba hetero nie musiałam nigdy z niczym się ukrywać i żyć w ciągłym strachu, że ktoś mnie wyśmieje za to jaka jestem. W Skoku do gwiazd jest bardzo dobrze pokazany hejt na osoby innej orientacji i to jest naprawdę przykre, że żyjemy w społeczeństwie, gdzie takie rzeczy mają miejsce. Brak tolerancji i przemoc w stosunku do nich nie usprawiedliwia tych osoby do tego typu zachowania. To są normalni ludzie i to, że wolą dziewczynę/chłopaka jest okej. Orientacja nie definiuje ciebie tylko charakter. Wywoływało to we mnie smutek, gdy słuchałam, bo takie działania mają ogromny wpływ na drugiego człowieka przez co takiego osoby zaczyna twierdzić, że są dziwadłem lub próbują się na siłę zmienić przekonując samych siebie, że są chore i to minie 🙁. Oprócz tego każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Strach przed niepewną przyszłością, trud w wchodzeniu w dorosłość, strata przyjaciół czy nawet wiara w podążaniu za marzeniami, nadzieję na lepsze jutro. Jeden zły czyn nie oznacza, że cała reszta będzie taka sama. To tylko mały procent tego, że cała reszta życia może być szczęśliwa. Jeden czyn nie definiuje wieczności. Moja ulubiona postacią jest Kornel, absolutnie uwielbiam jego odpowiedzi i inteligencję. A Sergiusz dawał mi vibe tego Matthew z Big mouth Polecam ogromnie każdemu z całego serca te książkę. Cozy, śmieszna i momentami smutna. Może dzięki temu pomoże osobą, które się boją i uświadomi im, że nie są same. A tym samym więcej osób zobaczy, jakie cudowne książki pisze Pan Bartosz. To na pewno nie jest moja ostatnia przygoda z nim i koniecznie muszę kupić te książkę w fizycznej wersji. Chciałabym wesprzeć jego twórczość. Pod koniec chciałam dodać, że życzę każdej osobie zmagającej się ze swoją tożsamością dużo szczęścia i osoby, która was szczerze pokocha. Życzę wam kogoś takiego kto dostrzeże wasza wartość. Mam nadzieję, że ta książka otuli was jak ciepły kocyk i pozwoli sięgnąć do gwiazd 🏳️‍🌈❤️
Gerayrixa - awatar Gerayrixa
oceniła na 9 15 dni temu
A jak to się wyda Cale Dietrich
A jak to się wyda
Cale Dietrich Sophie Gonzales
Czterech chłopaków w boysbandzie. Kojarzy się coś? Co??? One Direction? A gdzie tam! To Saturday. Chłopaki właśnie jadą z trasą koncertową, wpadają do Europy, nagrywają drugi album – świat leży u ich stóp. Brzmi jak bajka, nie? Tylko że nie. Bo to nie artyści, a produkty. Mają śpiewać, co wytwórnia każe, tańczyć, jak im zagrają, kochać tych, których wybierze prezes i nosić to, co uzna producent. Tak wygląda showbiznes, proszę państwa. (Wiem, bo sam śpiewam… pod prysznicem. I powiem wam – tam też mam swoją trasę koncertową 🤣). Na pierwszy plan wychodzą Ruben i Zach. Jeden jest otwarcie gejem, ale dla dobra zespołu musi udawać hetero (serio, ktoś powinien im wytłumaczyć, że gej w boysbandzie to plus dla sprzedaży, a nie minus…). Między chłopakami powoli rodzi się uczucie, a szefowie każą im to ukrywać. Im bardziej im tego zabraniają, tym mocniej oni się buntują. Punkt kulminacyjny? Jeden z członków zespołu odpływa w narkotyki i wtedy wszystko wybucha. A co dzieje się na scenie? Tego wam nie powiem – sami przeczytajcie. Czyta się to błyskawicznie – ja połknąłem w jeden dzień. Historia daje frajdę, ale też porusza ważne tematy: że nie każda gwiazda z plakatu jest szczęśliwa, że narkotyki naprawdę rujnują, a miłość… no cóż, jak zawsze wygrywa. Amen. Ps. Może to fanfik One Direction, ale jest spoko, więc to się liczy. Co nie? 🤣
Miłosz Ławniczak - awatar Miłosz Ławniczak
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Strażnicy dusz  Aiden Thomas
Strażnicy dusz
Aiden Thomas
Nie przepadam za literaturą young adult – rzadko sięgam po ten gatunek, bo często razi mnie jego przewidywalność i zbyt prosty sposób przedstawiania emocji. Dlatego Strażnicy Dusz Aidena Thomasa były dla mnie prawdziwym zaskoczeniem – światełkiem w tunelu wśród powieści młodzieżowych, które zazwyczaj nie trafiają w mój gust. To historia dojrzała, emocjonalna i poprawnie napisana, łącząca magię, tożsamość i duchowość z realizmem życia młodego człowieka. Już od pierwszych stron czuć, że książkę pisała osoba o wyraźnie lewicowych poglądach – w duchu amerykańskiego liberalizmu. Thomas wspomina o kwestiach społecznych, takich jak wysiedlenia latynoskich imigrantów, ale nie rozwija ich w głąb. Traktuje je raczej jako bolesne tło, które rozdziela rodziny i kształtuje ich pamięć. Autor skupia się nie na polityce, lecz na jednostce – na emocjach, codziennych zmaganiach i potrzebie przynależności. Sercem tej opowieści jest motyw rodziny, który przewija się przez całą książkę. W społeczności brujos i brujas magia przekazywana jest z pokolenia na pokolenie – stanowi spoiwo, ale też źródło konfliktu. To właśnie rodzinna tradycja, która powinna łączyć, zaczyna dzielić. Starsze pokolenia nie potrafią zrozumieć młodych, którzy myślą i czują inaczej. Ten wątek przypomina nieco „Nasze magiczne Encanto” Disneya – tam również rodzina, obdarzona niezwykłymi mocami, musi zmierzyć się z własnymi oczekiwaniami i lękiem przed utratą więzi. W centrum tej dynamiki stoi Yadriel, chłopak transpłciowy, którego dwoista natura stanowi oś emocjonalną książki. Z jednej strony odczuwa żal i poczucie odrzucenia – rodzina nie uznaje w pełni jego tożsamości, przez co nie może brać udziału w obchodach Día de Muertos jako mężczyzna. Z drugiej – Yadriel pragnie akceptacji i miłości bardziej niż czegokolwiek innego. Czuje się rozdarty między potrzebą bycia sobą a lękiem przed samotnością. Nie chce żyć w kłamstwie, ale wie, że prawda może go jeszcze bardziej oddalić od bliskich. Thomas doskonale wyważył emocje – nie ucieka w przesadny patos, nie rozciąga dramatyzmu. Wprowadza za to subtelny humor i ciepło, przede wszystkim dzięki postaci Juliana – ducha chłopaka, którego Yadriel przypadkiem przyzywa. Julian jest bezpośredni, zabawny i autentyczny, a jego obecność wielokrotnie mnie rozśmieszyła. Stanowi przeciwwagę dla delikatnej, nieco melancholijnej natury Yadriela i wprowadza do powieści energię oraz optymizm. Wszystko to zanurzone jest w magiczno-realistycznej atmosferze Meksyku – pełnej barw, duchów i wierzeń zakorzenionych w kulcie La Santa Muerte oraz w obchodach Día de Muertos. Thomas łączy te elementy z amerykańską codziennością w sposób naturalny i poetycki, tworząc świat, w którym granica między życiem a śmiercią staje się płynna, a przeszłość, wiara i emocje wzajemnie się przenikają. Minusikiem, ale chyba polskiego wydania jest niekompletny słowniczek. Jako, że uczyłam się hiszpańskiego, podstawy pomogły mi zrozumieć kontekst niektórych słów/zdań, bez konieczności sięgnięcia po telefon, ale po co w takim razie tworzyć tłumaczenia, skoro zawarte jest kilka słów na krzyż? Zwłaszcza, że w języku hiszpańskim istotne są końcówki, które określają zaimki w zwrotach stosowanych względem głównego bohatera. Fajnie, jakby znalazło się dodatkowe objaśnienie na ten temat.
Strapiony Marzyciel - awatar Strapiony Marzyciel
ocenił na 7 5 miesięcy temu
You got me Sandra Lupin
You got me
Sandra Lupin
Książkę "You got me" Sandry Lupin próbowałem dorwać od dłuższego czasu i wreszcie mi się to udało. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że to klasyczne Young Adult – co prawda polskie, ale w stylu amerykańskim (czyli powieść młodzieżowa wręcz ociekająca mało realną tolerancją i brakiem większych problemów dotykających bohaterów), ale tym razem – o dziwo – nie zraziło mnie to. Może miały na to wpływ recenzje, które w międzyczasie przeczytałem? Nie wiem. Dość powiedzieć, że czytając... naprawdę dobrze się bawiłem! A to jest jednak dziwne, zwłaszcza że znacie przecież moje podejście do YA. Akcja książki rozgrywa się w Wielkiej Brytanii (czyli już inne podwórko niż nasze polskie piekiełko). A jak przedstawia się fabuła? Ot, mamy tu Elliota, czyli osiemnastolatka (oczywiście geja), który ma powyżej uszu nieustannych prób przyjaciół swatania go z różnymi przypadkowymi chłopakami. W związku z tym postanawia im naściemniać i prosi ich, by dali mu spokój, bo już ma chłopaka. Problem w tym, że... tak naprawdę nikt taki nie istnieje. A tymczasem przyjaciele chcą go poznać! Co robić, by kłamstwo nie wyszło na jaw? Otóż Elliot postanawia zagadać do pierwszego lepszego kolesia i poprosić go, by ten przez jakiś czas poudawał jego faceta. Wybór pada na szesnastoletniego Nicholasa, który akurat siedzi w kawiarni, w której pracuje Elliot. Ku zdziwieniu tego drugiego, chłopak zgadza się i... No właśnie... Oczywiście nietrudno się domyślić, co będzie dalej i jak to wszystko się skończy, bo też fabuła jest prosta jak budowa cepa. Ale w tym przypadku mam wrażenie, że tak właśnie miało być. Autorka dość zgrabnie prowadzi nas przez kolejne perypetie "pary", wprowadzając od czasu do czasu nieco zamieszania (aczkolwiek, bądźmy szczerzy, tylko tak kosmetycznie). No i nie powiem – czyta się to naprawdę dobrze, szybko oraz z zainteresowaniem. A jednocześnie... niezobowiązująco. I jeśli miałbym już na siłę się czepiać, to właśnie tego. Po prostu dla mnie znowu jest zbyt łatwo, zbyt bezproblemowo i zbyt (sorry, ale muszę to powiedzieć) infantylnie. Oczywiście znajdzie się wiele osób, którym nie będzie to przeszkadzało, jednak wiecie, że ja nie tego oczekuję od książek. Nie wierzę też, że w takim UK nie ma już homofobii, a wszyscy są tolerancyjni i bez grymasu patrzą na parę obściskujących się kolesi. No nie, trochę mi tu za słodko i za milutko... Jeśli chodzi o bohaterów książki (nie tylko tych głównych), to zostali dość dobrze poprowadzeni i wyraźnie każdy (lub każda) ma swoją osobowość. Niektórzy nawet nieco irytującą (i tu akurat muszę to odnieść do Nicholasa, którego zachowanie faktycznie chwilami mnie wkurzało, ale nie na tyle, by nie polubić tej postaci). Mamy tu środowisko nastolatków, licealistów, aczkolwiek nie jestem w stanie ocenić, na ile dobrze odwzorowane – zwłaszcza że mówimy o dzieciakach z UK, a nie z Polski. Nie wiem jednak, czy akurat w przypadku tej konkretnej książki ma to aż tak duże znaczenie. Podsumowując, "You got me" to przyjemna, niewymagająca większego kombinowania młodzieżówka (choć ze względu na pewne sceny raczej dla młodzieży 16+), którą spokojnie mogę Wam polecić na zimowe wieczory lub po prostu po to, by pozbyć się chandry. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że przydałby się drugi tom (zwłaszcza że obaj bohaterowie idą na studia, a to jest świetne tło do kolejnych perypetii i może nawet do wprowadzenia poważniejszych problemów niż miało to miejsce tutaj). PS.: Drażni mnie tylko jedna rzecz... To polska książka, więc po co ten angielski tytuł?
Dorian - awatar Dorian
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Dni naszego życia

Więcej
Mikita Franko Dni naszego życia Zobacz więcej
Więcej