Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #4

Okładka książki Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #4
Inio Asano Wydawnictwo: Kotori Cykl: Dead Dead Demon's Dededede Destruction (tom 4) komiksy
331 str. 5 godz. 31 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Dead Dead Demon's Dededede Destruction (tom 4)
Tytuł oryginału:
デッドデッドデーモンズデデデデデストラクション
Data wydania:
2023-07-01
Data 1. wyd. pol.:
2023-07-01
Liczba stron:
331
Czas czytania
5 godz. 31 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367386562
Tłumacz:
Tomasz Molski
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #4 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #4

Średnia ocen
7,9 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
594
230

Na półkach: ,

Dead Dead Demon's Dededede Destruction 4ᄒ

𝘈𝘭𝘢𝘳𝘮 𝘙𝘊𝘉 19/06 11:26
𝘜𝘸𝘢𝘨𝘢! 𝘡𝘦 𝘴𝘵𝘢𝘵𝘬𝘶 𝘮𝘢𝘵𝘬𝘪 𝘸𝘺𝘴𝘵𝘢𝘳𝘵𝘰𝘸𝘢ł 𝘯𝘰𝘸𝘺 𝘵𝘺𝘱 𝘭𝘢𝘵𝘢𝘫ą𝘤𝘦𝘨𝘰 𝘴𝘱𝘰𝘥𝘬𝘢 𝘬𝘭𝘢𝘴𝘺 ś𝘳𝘦𝘥𝘯𝘪𝘦𝘫.
𝘜𝘬𝘳𝘺𝘫 𝘴𝘪ę 𝘸 𝘴𝘤𝘩𝘳𝘰𝘯𝘪𝘦 𝘭𝘶𝘣 𝘱𝘰𝘻𝘰𝘴𝘵𝘢ń 𝘸 𝘣𝘶𝘥𝘺𝘯𝘬𝘶. 𝘑𝘦ś𝘭𝘪 𝘻𝘢𝘶𝘸𝘢ż𝘺𝘴𝘻 𝘤𝘰ś 𝘱𝘰𝘥𝘦𝘫𝘳𝘻𝘢𝘯𝘦𝘨𝘰, 𝘻𝘢𝘤𝘩𝘰𝘸𝘢𝘫 𝘣𝘦𝘻𝘱𝘪𝘦𝘤𝘻𝘯𝘺 𝘰𝘥𝘴𝘵ę𝘱 í 𝘯𝘪𝘦𝘻𝘸ł𝘰𝘤𝘻𝘯𝘪𝘦 𝘱𝘰𝘸𝘪𝘢𝘥𝘰𝘮 𝘱𝘰𝘭𝘪𝘤𝘫ę 𝘭𝘶𝘣 𝘴𝘵𝘳𝘢ż 𝘱𝘰ż𝘢𝘳𝘯ą.

„Nadszedł czas, abyśmy pokazali złoczyńcom, co znaczy prawdziwa sprawiedliwość!
To wojna o słuszną sprawę! Zapamiętajcie moje słowa, nadchodzi dzień X!”.

Tego dnia wszystko się zmieniło, a jednocześnie nie zmieniło się nic....

W stosunkach międzynarodowych dochodzi do krytycznej sytuacji, gdy niepohamowany prezydent Stanów Zjednoczonych żąda od Japonii podzielenia się ze światem swoimi odkryciami dotyczącymi niesamowitej technologii przybyszy z daleka.
Dawne przymierze zawarte pomiędzy oboma państwami przestaje mieć tutaj jakiekolwiek znaczenie, a wybuch globalnego konfliktu zbrojnego jest coraz bardziej realny.
Tymczasem kółko okultystyczne, w którego skład wchodzi Kadode oraz reszta jej ekstrawaganckich przyjaciółek wybiera się nad morze, aby odpocząć od ciężkiego studenckiego życia.
Złoty piasek, przejrzyście czysta woda, polowanie na obcych oraz odkrycie niezwykłej tajemnicy z przeszłości Onci – trzeba przyznać, że zapowiadają się naprawdę zwariowane wakacje!

„Pokażę Ci...prawdę”.

Coraz większymi krokami zbliżam się do punktu kulminacyjnego w „DDDD”.
Zostały mi niespełna do przeczytania dwa ostatnie tomy, aby móc oficjalnie przyznać, że skończyłam całą serię.
Jednak wczoraj wieczorem po dokończeniu czwartej części pojawiły się u mnie nagle dziwnego rodzaju obawy oraz też pewne zastrzeżenia związane z tym, czy Inio Asano rzeczywiście da radę wszystkiemu podołać i udźwignie ciężar, który spoczywa na jego barkach wobec oczekiwań swoich najwierniejszych czytelników.
W tym minimalnie nawet moich oczekiwań...
No bo nie oszukujmy się, że ja jako osoba polecająca Wam ten tytuł też muszę być wobec niego jakoś wymagająca.
I w tym przypadku zaczęłam się mocno zastanawiać nad tym, czy jest to seria wciąż godna dalszego śledzenia.
Odpowiedź jest prosta: TAK.
Mangi spod rąk Inio Asano zdecydowanie zwracają uwagę swoją innością - ciężko je odstawić na później, a gdy już się to zrobi, to niefortunnie tkwią w twojej głowie, dopóki nie dowiesz się, co stało się dalej.
Jego surowy punkt widzenia, od którego reszta japońskich artystów w swoich dziełach zazwyczaj woli trzymać się z daleka jest czymś unikalnym, fascynującym, ale również w znacznym stopniu dosadnie kontrowersyjnym.
Ten tom od chwili ujawnienia tajemnicy jednej z głównych bohaterek popchnął całą akcję niesamowicie do przodu.
Takiego szalonego obrotu spraw jak tutaj, to nawet ja się nie spodziewałam i uważam, że wy bylibyście tym tak samo bardzo zaskoczeni.

De facto ciężko jeszcze stwierdzić, czy podjęte w tej części przez mangakę decyzje były właściwe, ale staram się być ku temu dobrej myśli.
Znam styl pisania autora i jego mangi niejednokrotnie wywierały na mnie ogromne wrażenie pod względem właśnie świetnie przemyślanej fabuły, więc raczej tu nie trzeba się niczego obawiać.
Inio Asano ma po prostu to do siebie, że nie lubi pozostawiać swoich czytelników w niewiedzy i zamiast tego woli nas psychicznie "pomęczyć".
To taki typ człowieka, starający się bardziej nakłonić swoich czytelników do porządnych refleksji aniżeli zostawiać im duży niedosyt i mocne rozczarowanie.

Na obecną chwilę otrzymaliśmy ciekawe wprowadzenie do finału, który bądź co bądź nie wiadomo nawet, czym będzie dokładnie.
Żaden z bohaterów nie chce wspominać o upadku ludzkości i tym bardziej o samym końcu świata, więc na razie możemy się tutaj wszystkiego spodziewać, ale miejmy nadzieję, by przynajmniej zmierzało to w dobrym kierunku...

„To i tak tylko zabawa w rewolucję”.

•INFORMACJA O PIERWSZYM ANIME ASANO•
Od niedawna można obejrzeć na internecie pierwszą ekranizację mangi Pana Inio Asano.
Chwilowo anime „Dead Dead Demon's Dededede Destruction” składa się z 18 odcinków, każdy po 25 minut.
Oprócz niego dołączona jest również OVA (0), którą z własnego doświadczenia polecam obejrzeć dopiero po pierwszym odcinku -wtedy bardziej zrozumiecie sens "tajemniczego" zniknięcia ojca pewnej bohaterki.

„Trzydziesty drugi sierpnia był niekończącym się latem...a jednocześnie końcem świata”.
Ograniczenie wiekowe: 16+
TW! Wojna, polityka, psychologiczne, przemoc
Wydanie 2 w 1

Dead Dead Demon's Dededede Destruction 4ᄒ

𝘈𝘭𝘢𝘳𝘮 𝘙𝘊𝘉 19/06 11:26
𝘜𝘸𝘢𝘨𝘢! 𝘡𝘦 𝘴𝘵𝘢𝘵𝘬𝘶 𝘮𝘢𝘵𝘬𝘪 𝘸𝘺𝘴𝘵𝘢𝘳𝘵𝘰𝘸𝘢ł 𝘯𝘰𝘸𝘺 𝘵𝘺𝘱 𝘭𝘢𝘵𝘢𝘫ą𝘤𝘦𝘨𝘰 𝘴𝘱𝘰𝘥𝘬𝘢 𝘬𝘭𝘢𝘴𝘺 ś𝘳𝘦𝘥𝘯𝘪𝘦𝘫.
𝘜𝘬𝘳𝘺𝘫 𝘴𝘪ę 𝘸 𝘴𝘤𝘩𝘳𝘰𝘯𝘪𝘦 𝘭𝘶𝘣 𝘱𝘰𝘻𝘰𝘴𝘵𝘢ń 𝘸 𝘣𝘶𝘥𝘺𝘯𝘬𝘶. 𝘑𝘦ś𝘭𝘪 𝘻𝘢𝘶𝘸𝘢ż𝘺𝘴𝘻 𝘤𝘰ś 𝘱𝘰𝘥𝘦𝘫𝘳𝘻𝘢𝘯𝘦𝘨𝘰, 𝘻𝘢𝘤𝘩𝘰𝘸𝘢𝘫 𝘣𝘦𝘻𝘱𝘪𝘦𝘤𝘻𝘯𝘺 𝘰𝘥𝘴𝘵ę𝘱 í 𝘯𝘪𝘦𝘻𝘸ł𝘰𝘤𝘻𝘯𝘪𝘦 𝘱𝘰𝘸𝘪𝘢𝘥𝘰𝘮 𝘱𝘰𝘭𝘪𝘤𝘫ę 𝘭𝘶𝘣 𝘴𝘵𝘳𝘢ż 𝘱𝘰ż𝘢𝘳𝘯ą.

„Nadszedł czas, abyśmy pokazali złoczyńcom, co znaczy prawdziwa...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

47 użytkowników ma tytuł Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #4 na półkach głównych
  • 31
  • 16
38 użytkowników ma tytuł Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #4 na półkach dodatkowych
  • 14
  • 11
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Inio Asano
Inio Asano
Karierę komiksową rozpoczął w 1997 roku, a w 2001 zdobył nagrodę GX dla nowych talentów. Cechą charakterystyczną jego twórczości są szczegółowo zagospodarowane tła, na drugim planie można odnaleźć żarty czy ukryte przesłania. Asano w nienachalny sposób wplata w rysunki komiksowe elementy fotografii. Jeden ze stworzonych przez niego bohaterów, surrealistyczny ptaszek Punpun, już stał się swoistą ikoną popkultury – w Japonii sprzedawane są gadżety z jego podobizną.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Home far away Teki Yatsuda
Home far away
Teki Yatsuda
Home far away ➜ Gubię się w tym świecie. Chodzenie każdego dnia na poranne msze i ciągłe modlitwy...kiedy to się w końcu skończy? Czy jest ktoś, kto wyrwie mnie z tej codziennej monotonni? Mam serdecznie dość tego wszystkiego... Dość, dość, DOŚĆ! Czy jest ktoś w stanie dać mi, chociaż na moment odrobinę szczęścia? Czy znajdzie się ktoś, kto uchroni mnie przed Bogiem? „Ciągle na nowo przenosiłem się dalej i dalej, zupełnie jakbym uciekał. Aż któregoś ranka...w pewnym mieście...spotkałem chłopaka...o takim samym spojrzeniu jak moje”. Alain Saverio pochodzi z bardzo pobożnej rodziny, która stawia Boga na pierwszym miejscu. Chłopak czuję się przez to niedoceniany, bezwartościowy i obarcza się winą. Każdego dnia musi pokutować za swoje nawet najbardziej błahe czyny, przez co nie ma poczucia, że naprawdę istnieje. Pewnego zimowego wieczoru przypadkowo spotyka Haydena Stewarta - mężczyznę, który nie ma stałego miejsca zamieszkania i podróżuje po świecie, chcąc zaznać podobnie jak on sam świętego spokoju. W trakcie rozmowy postanowili zostać dobrymi przyjaciółmi, dopóki ten drugi nie wyjedzie z miasta, ale wtedy jeszcze nie zdawali sobie sprawę z tego, że to spotkanie odmieni resztę ich życia. Hayden podejmuje się spontanicznej decyzji i zabiera Alaina w podróż. Podróż do tego jedynego miejsca na ziemii, które można byłoby nareszcie uznać za prawdziwy dom... „Chciałem zatonąć w uczuciu, które wypełniało moje serce, ale nie pozwalała mi na to świadomość własnego grzechu” USA, lata dziewięćdziesiąte - to były zaledwie trzy zwykłe słowa, które natychmiastowo skłoniły mnie, aby przeczytać ten tytuł. Bądź co bądź raczej nie często się zdarza, aby w jakiejkolwiek mandze ukazywano dawne czasy, a otoczka lat 90 nadała tej historii niepowtarzalnego klimatu. Fabuła została dobrze poprowadzona, a narracja niejednokrotnie skłaniała mnie do wielu przemyśleń. „Jestem skupiony wyłącznie na tym...by uciec jak najdalej”. Historia Alaina i Haidena nie należy do tych łatwych - to ciężka opowieść o ucieczce i walce z demonami przeszłości, które nachodzą ich każdego dnia, każdej nocy. Nie dają im spokoju i gdy myślimy, że już wszystko będzie w porządku, to nagle otrzymujemy kolejny cios w sam środek serca. Obaj cały czas ciągną za sobą pewien niewidzialny łańcuch bólu i cierpienia, który uniemożliwia im bycie szczęśliwym. Starają się wspólnie uciec od grzechu i odnaleźć ukojenie. „To musi być koniec świata. Miejsce...w którym nie ma nic poza nami” Kreska jest dopracowana, a sam styl rysowania autorki podciągnęłabym trochę pod taki realistyczny. Kadry z wielką łatwością mogą wzbudzić w nas masę niepożądanych emocji i faktycznie dla osób przewrażliwionych może być to jeszcze cięższe w odbiorze. „Nie potrafię patrzeć na świat tak jak ty” „Home far away” to tytuł skierowany do starszych czytelników. Znajdziemy w nim nie tylko trudną w odbiorze historię, ale również pojawią się tam nieco ostrzejsze sceny, które niekoniecznie powinny widzieć osoby poniżej 18 roku życia, więc nałożone ograniczenie wiekowe jest adekwatne i warto mieć je na uwadze przy zakupie tejże mangi. „Czuję, że nieuchronnie zbliża się koniec” Samo zakończenie można stwierdzić, że jest czymś w formie wybawienia, ale też nakłonienia nas jako czytelników do potencjalnej refleksji. Osobiście warto po ten tytuł sięgnąć, bo nie jest to typowe yaoi, gdzie główny nacisk kładzie się na romantyczną relacje pomiędzy pierwszoplanowymi bohaterami. Mnie manga Pani Teki Yatsudy w pewien sposób urzekła i z pewnością zapamiętam ją na długo, więc też mogę Wam ją z czystym sumieniem polecić. „Moje miejsca...jest w jego oczach” Ograniczenie wiekowe: 18+ TW! Maltretowanie, napaść, gw@łt, narkotyki, zaburzenia psychiczne, z@bójstwo
liv_melodi - awatar liv_melodi
ocenił na 9 1 rok temu
Cześć Michael! - Wydanie Ekskluzywne - tom 1 Makoto Kobayashi
Cześć Michael! - Wydanie Ekskluzywne - tom 1
Makoto Kobayashi
POPKulturowy Kociołek: Cześć Michael! tom 1 to zbiór ponad osiemdziesięciu krótkich historyjek, których częścią wspólną jest tytułowy kot. Czworonożny puchaty milusiński, którego życie pełne jest różnorakich wrażeń. Pod pewnymi względami przypomina on swojego zachodniego dalekiego krewnego (Garfielda), zachowując jednak przy tym swoją Japońską niezwykłość. Największym atutem mangi jest jej humorystyczny charakter. Makoto Kobayashi z dużą dozą ironii i sarkazmu przedstawia codzienne życie kota, bawiąc się stereotypami i ukazując zabawne strony kocich zachowań. Historie są krótkie, lekkie i przyjemne w odbiorze, dzięki czemu potrafią rozbawić do łez, mają jednocześnie w sobie pewną nie zawsze oczywistą głębię. Bezkonkurencyjną gwiazdą jest tu oczywiście Michael, którego trudno nazwać zwykłym kotem. W kolejnych opowiadaniach przeżywa on bowiem najróżniejszego rodzaju przygody, które mocno powiązane są z jego właścicielami. Michael jest czasem kotem pary młodych ludzi, czasem kotem samotnego mężczyzny, czasem kotem młodej pracującej dziewczyny, czasem zaś kotem yakuzy. Takie podejście do scenariusza sprawia również, że manga jest naprawdę niezwykła. Może się wydawać, że cały czas mamy do czynienia z tym samym bohaterem, ale w rzeczywistości jest tak, jakby kot miał kilka żyć. Ponieważ konteksty, środowisko i postacie zmieniają się wielokrotnie z każdym kolejnym rozdziałem. Nawet jeśli bohaterowie się powtarzają, to tak naprawdę nigdy nie wie się, z jaką sytuacją będzie się mieć tu do czynienia. Sprawia to, że przy tytule nie można się nudzić, a całość czyta się w iście błyskawicznym tempie.... https://popkulturowykociolek.pl/czesc-michael-tom-1-recenzja-mangi/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 9 2 lata temu
Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #3 Inio Asano
Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #3
Inio Asano
Dead Dead Demon's Dededede Destruction 3 ᄒ ᗪᖇᗝᗪ乙Ƴ ᗝᗷƳᗯᗩ丅ᗴᒪᗴ ᒎᗩᑭᗝᑎᎥᎥ! Od dnia dzisiejszego macie pełne prawo do samoobrony przed najeźdźcami. Rząd ogłosił nowe zasady walki przeciwko kosmitom. Czas najwyższy sprzeciwić się inwazji i pokazać wszystkim, kto tutaj rządzi! „Życie polega na nieprzerwanym radzeniu sobie z tym, co zgotuje nam los”. Nowe zaawansowane technologicznie roboty zaczynają patrolować ulice Tokio i stają się dla obywateli symbolami chwilowego bezpieczeństwa, spokoju i porządku. Gdy rząd ogłasza informacje pozwalającą cywilom zabijać obcych, prywatne korporacje chętnie dołączają do walki z przybyszami. Tymczasem urokliwa Oncia niespodziewanie spotyka na swej drodze dość osobliwego kosmitę podającego się za człowieka, którego bez zastanowienia sprowadza do mieszkania swojej przyjaciółki, Kadode. A podobno tego dnia wszystko się zmieniło, a jednocześnie nie zmieniło się nic... „Nie wiem, co Onci chodzi po głowie”. Nietuzinkowy, nieco pokręcony, ale zarazem przerażający świat, w który wciąga nas Inio Asano jest czymś niebywale zachwycającym, ale również dosyć kontrowersyjnym. Wojna z kosmitami nadal trwa, nie widać jej końca i co gorsza - zbiera za sobą spore żniwa. Od tego tomu pojawia się więcej rozlanej krwi, a tematy polityczne zostają częściej przytaczane niż dotychczas, przez co w niektórych momentach można już odczuć ich ciężar. Nie jest on jednak tak przytłaczający, jak w innych dziełach tego autora i raczej stawiana jest tutaj pomiędzy tym odpowiednia równowaga. Ponadto nareszcie możemy poznać też bliżej naszych przybyszy z kosmosu. Fakt faktem nie łatwo ich na początku jakkolwiek zrozumieć, bo porozumiewają się w dziwnym języku, ale nie stanowi to żadnej przeszkody komunikacyjnej między czytelnikami, ponieważ ich emocje można łatwo odczytać z samych ilustracji. Ilustracji, które nadal zachwycają swoją innością oraz wyjątkowością i tak, jest to tytuł dosyć specyficzny, ale jak najbardziej godny mojego polecenia. Akcji tutaj co niemiara, a bohaterowie są świetnie napisani, więc serio pytam się, czego chcieć więcej? „Jak myślisz, czemu najeźdźcy tu przybyli?”. W dalszym ciągu jestem podekscytowana faktem, że doczekamy się dwóch długometrażowych filmów twórczości tego mangaki i mam wielką nadzieję, że pojawią się u nas one w kinach. Ten tytuł jest nie tyle dobry, co wręcz zaskakującą przebojowy, dlatego powtórzę się znowu - koniecznie szybko po niego sięgnijcie. „Kocham cię, Isobeyanie!”. Ograniczenie wiekowe: 16+ TW! Wojna, polityka, psychologiczne, przemoc Wydanie 2 w 1
liv_melodi - awatar liv_melodi
ocenił na 7 1 rok temu
Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #5 Inio Asano
Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #5
Inio Asano
Dead Dead Demon's Dededede Destruction 5ᄒ Witaj człowieku, Czekaj, stój! Nie skrzywdzę Cię! Wiem, że w tych czasach powinniśmy być niesamowicie ostrożni, ale mi możesz zaufać. Nazywam się Oba Keita i jestem taki sam, jak ty...znaczy niezupełnie, ale już Ci wszystko na spokojnie wyjaśnię. Nie musisz się mnie bać pomimo tego, że jestem kosmitą. Zaraz, czemu się śmiejesz? Ja naprawdę nie żartuję. Przyleciałem tutaj z daleka, aby przeprowadzić z moim gatunkiem inwazję na waszą planetę, ale sprawy się nieco pokomplikowały i niestety już od dłuższego czasu błądzę po Ziemi. Na całe szczęście wszystko się zmieniło od chwili, gdy napotkałem na swojej drodze Ouran Nakagawe i Kadode Koyame, które się mną zaopiekowały, nie zwracając uwagi na to, kim tak naprawdę jestem. Stopniowo zacząłem się do nich przyzwyczajać i ostatnio nawet wspólnie pojechaliśmy nad morze poszukać statku kosmicznego, ale tam niefortunnie pojawił się pewien poważny problem, któremu musiałem natychmiast zaradzić. I niestety najgorsze w tym wszystkim jest to, że to dopiero początek katastrofy. Nadal mi nie wierzysz? Hej! Przestań się śmiać! To nie jest wcale zabawne! Jednak moi bliscy mieli w jedynym aspekcie o Was rację - jesteście naprawdę dziwnymi istotami... „Odważysz się...zmienić losy całego świata?”. Tego dnia wszystko się zmieniło, a jednocześnie nie zmieniło się nic. Keita Oba oraz Makoto Tainuma przenoszą się do zawiłych wspomnień Oran Nakagawy z alternatywnej rzeczywistości, kiedy ta wraz z jej przyjaciółką, Kadode Koyamą uratowała świat, rujnując jednocześnie niefortunnie swoje życie. W tym samym czasie prawdziwa Nakagawa niestety decyduje się na desperacki krok i wykorzystuje technologię najeźdźców, chcąc jak najszybciej zapobiec zbliżającej się tragedii. Co może z tego wszystkiego wyniknąć? „Jeśli będziemy przypinać ludziom etykietkę złoczyńców, stworzymy spirale nienawiści, w której sami się uwięzimy”. Osobiście uważam, że „Dead Dead Demon's Dededede Destruction” jest bardziej interesującym tytułem od „Dobranoc, Punpunie”. Oczywiście w żadnym wypadku nie mam tutaj teraz w planach porównywać do siebie obu tych serii, ponieważ nie będzie miało to kompletnie żadnego sensu, ale bez zbędnego owijania w bawełnę sądzę, że od pierwszych rozdziałów historia w „DDDD” zdecydowanie bardziej mnie zaangażowała. Jest to prawdopodobnie też najlżejsza w odbiorze manga Asano wydana u nas, jaką do tej pory miałam przyjemność przeczytać, więc pewnie też dlatego bardziej trafiła ona w mój gust czytelniczy. Chociaż w sumie nie twierdzę tutaj, że ta historia mogłaby się w całość zaliczać do tych lekkich, bo od dokładnie czwartego tomu zostaliśmy wypchnięci za cienką czerwoną linię, po której przekroczeniu zaczęły dziać się rzeczy coraz bardziej nieprzewidywalne. Autor nie ma wobec swoich czytelników grama skruchy i śmiem nawet stwierdzić, że posiada mocno mizantropiczne spojrzenie na świat. Trzeba tym samym jednogłośnie stwierdzić, że jest on jednym z najbardziej problematycznych autorów, których naprawdę trudno rozgryźć. No dobra, koniec tej gadaniny o Asano, bo nie jest on przecież tutaj na pierwszym planie. Nadeszła chwila powrócić do tego, co dzieje się w mandze, a od teraz rozpoczynamy konkretną jazdę bez trzymanki. W piątej części wracamy jeszcze na moment do tajemnic z alternatywnej rzeczywistości Onci i tam w końcu wszystko zaczyna się nam układać w logiczną całość. Brakuje tylko niespełna jednego elementu do zakończenia całej układanki i dowiedzenia się, czy świat zostanie faktycznie uratowany. Dodatkowo dochodzimy do kulminacyjnego punktu zwrotnego, podczas którego statek matka budzi się do życia. I akurat ten moment jest niesamowicie fascynujący, bo po dokładnie czterech latach obecności tego obiektu w życiu Japończyków, którzy wcześniej nim się w żadnym stopniu nie przyjmowali i uznawali go tylko za zwykłą atrakcję turystyczną - nagle dzieje się coś szalenie przerażającego. Coś, na co pewnie nikt nie był przygotowany. Co więcej, to nie jedyna rzecz, która w tym wszystkim jest straszna, bo pośród tego całego zamieszania, życie poszczególnych postaci toczy się wciąż normalnym tokiem, tak jakby koniec świata nie miał dla nich żadnego znaczenia. Jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że te mile spędzone ze sobą chwile w każdej sekundzie mogą zamienić się w istny koszmar. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że są tak bardzo wyluzowani i trochę to niepokojące, co nie? Nie będę zdradzała Wam wszystkiego i wyjaśniała, czemu tak się dzieje, ale właśnie dzieła tego mangaki mają to do siebie, że trzeba przy nich trochę pogłówkować, aby otrzymać rzetelne odpowiedzi ^^' „Jeśli sama nie potrafisz podjąć decyzji, to nie masz też prawa oceniać innych”. Powyższe zdanie wypowiedział ktoś, kogo tak właściwie jeszcze nie miałam okazji Wam tutaj przedstawić, a zdecydowanie powinnam, ponieważ jest jednym z moich ulubionych bohaterów w tej serii. Mowa tu o Hiroshi Nakagawie - bracie Onci, który pomimo marnowania czasu na różnych bzdetach - uwierzycie mi, że jest naprawdę fantastyczną osobą. Niejednokrotnie byłam pod wrażeniem jego cennych rad, które udzielał swoim bliskim. To naprawdę dobry człowiek o złotym sercu i bez wyjątków stawiam go obok Hikaru Sumaru oraz Ouran Nakagawa w topce moich ulubionych postaci ★ „Czy znajdzie się śmiałek, który zapobiegnie katastrofie?”. Sądzę, że dla osób, które jeszcze nigdy wcześniej nie miały okazji sięgnąć po twórczość Inio Asano, a chcą to za niedługo zrobić - będzie to tytuł idealny na dobry początek. Tylko jeszcze na wstępie zaznaczam, że nie warto zrażać się po pierwszym tomiku, bo im dalej, tym jest znacznie ciekawiej ;) Ograniczenie wiekowe: 16+ TW! Wojna, polityka, psychologiczne, przemoc Wydanie 2 w 1 „Świat, w którym teraz żyjemy, przepełniony jest niepewnością, strachem i cierpieniem”.
liv_melodi - awatar liv_melodi
ocenił na 8 1 rok temu
Koyoharu Gotouge - Zbiór opowiadań - Koyoharu Gotouge
Koyoharu Gotouge - Zbiór opowiadań -
Koyoharu Gotouge
POPKulturowy Kociołek: https://popkulturowykociolek.pl/koyoharu-goutouge-zbior-opowiadan-recenzja-mangi/ Całą treść tomiku w bardzo dużym uproszczeniu można byłoby określić mianem mrocznej fantastyki, w której czytelnik może się doszukiwać jakieś głębi fabularnej. Na planszach mangi pojawiają się demony (i inne potwory), różnorakie emocje, wyrazista akcja i wieloznaczne cierpienie człowieka. Treść do nazbyt rozrywkowych więc nie należy, ale klimat ten powinien spodobać się fanom autora. Dodatkowym powodem, dla którego warto sięgnąć po tę jednotomówkę, jest otwierająca ją historia (Zabójca łapczywych drapieżców). Jest to bowiem nic innego jak pierwowzór serii Kimetsu no Yaiba. To właśnie to krótkie opowiadanie przerodziło się później w bardziej złożoną serię, którą pokochały miliony czytelników na całym świecie. Na dalszych stronach odbiorca znajdzie jeszcze trzy dość specyficzne opowiadania. Każde z nich podąża własną drogą, jednocześnie łączą je niektóre elementy charakterystyczne dla twórcy, chociażby mocno wyrazisty mrok. Wszystkie zebrane tu historie mają więc w sobie to „coś”, co sprawia, że mogą one zaciekawić czytelnika (zdecydowanie jednak nie każdego). Należy jednak pamiętać o tym, że jest to zbiór krótkich one-shotów. Nie ma więc tu mowy o nadmiernym rozwijaniu fabuły, poruszaniu wielu wątków czy głębszej prezentacji bohaterów. Całość opowieści najczęściej zamyka się w kilkunastu stronach, pozostawiając wiele niedopowiedzeń....
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 6 2 lata temu
Szczyt bogów #2 Jirō Taniguchi
Szczyt bogów #2
Jirō Taniguchi Baku Yumemakura
Zapewne też tak czasem macie w trakcie obcowania z dziełem kultury. Ten moment, gdy chcecie już w czasie czytania (na przykład) podzielić się wrażeniami, szybko zarazić euforią, opowiedzieć o tym niesamowitym emocjonującym fragmencie. W drugim tomie "Szczytu bogów" miałem tak dwukrotnie, to całkiem sporo mając na uwadze, że rzecz idzie o jeden tom (cała historia złoży się na pięć). Budowanie legendy. Budowanie legendy, to właśnie robi Jirō Taniguchi w drugim tomie. W pierwszym wchodziliśmy w temat na trochę innej płaszczyźnie. Tam za główny wątek odpowiadał dziennikarz Makoto Fukamachi, którego perypetie dały początek opowieści o aparacie fotograficznym. Historia weszła wówczas na grunt śledztwa, bo ten sam aparat był być może na wyposażeniu pierwszej wyprawy na Mount Everest. Dość napisać, że odkrycie mogło przyczynić się do napisania historii himalaizmu na nowo. Pierwszy tom to także wstęp do historii o niezwykłym człowieku, postaci fikcyjnej. Mowa tu o Habu Jojim. To, że Habu został wymyślony, to fakt. Ale ja, po lekturze drugiego tomu, już nie byłem tego taki pewny. Czułem, że to postać jak najbardziej realna. To niesamowita zasługa tworzenia kompozycji literackiej. Sam Habu lub raczej pierwiastki jego cech znajdują się zapewne u większości himalaistów, desperatów, którzy stawiają niekiedy wszystko na jedną kartę. Ryzykanci, samotnicy, z maniakalną obsesją i jednym celem, wejść na szczyt. Habu to archetyp takiego człowieka, ale sposób w jaki Jiro Taniguchi konstruuje postać zasługuje tylko na słowa uznania. Innymi słowy, poznałem go dobrze. Poznałem już mężczyznę na tyle dobrze, że mógłbym o nim opowiedzieć komuś, rozpoznałbym go, a gdybym znalazł jakąś szczególną podobną cechę w kimś innym, stwierdziłbym teraz - zachowujesz się jak Habu (pewnie bym o tym pomyślał, to wystarczy). Zatem drugi tom to budowanie legendy i opowieść o kilku kluczowych wydarzeniach, wątkach, które konsekwentnie budują legendę herosa, ale są też tą skrupulatnie przedstawianą ilustracją motywów obsesyjnych wśród kilku postaci ze "Szczytu bogów". W drugim tomie kluczowe wydarzenia to ten dramatyczny wypadek na Grandes Jorasses, gdy Habu ocalał tylko przez niewiarygodne szczęście. Dwie noce w zimie na wysokości ponad trzech tysięcy metrów rozpisanych na kilkadziesiąt stron - musicie to przeczytać. Później Mount Everest i próba zdobycia północno - zachodniej ściany zimą. To te momenty, które dobitnie przedstawiają skomplikowaną jednostkę. Nie wystarczy napisać, że ktoś jest uparty, dumny, czy jest po prostu egoistą. To też, ale psychologia postaci w "Szczycie bogów" analizuje więcej wątków, punktem kulminacyjnym może być Everest. A później jest pomysł na K2 solo bez wspomagania tlenowego... Tylko Habu Joji? Nie, bo drugi tom mangi "Szczyt bogów" jest jak opis starcia tytanów. Drugim himalaistą jest Hase - ale bycie drugim go nie interesuje, chociaż sam wydaje się być tym spokojniejszym typem. Nie raz pada tu kwestia, że Habu i Hase to jak zderzenie ciemności i światła. Nie chciałbym wchodzić w dalsze roztrząsanie wątków i opisywanie fabuły - ścieżek jest dużo więcej. Co jest znamienne? Jiro Taniguchi znalazł złoty środek - wykorzystał rysunek jako narzędzie analizy psychologicznej i dokumentacji alpinistycznej. Twarz Habu jest rysowana z surową precyzją. Zmarszczki, cienie i ostre kontury podkreślają jego wewnętrzne rozdarcie. Taniguchi stosuje bliskie kadry, aby wydobyć emocje, które bohater tłumi. W tym tłumieniu emocji, podobnie jak we wspinaczce, jest jednym z najlepszych. Sceny górskie są przeciwieństwem portretów. Kadry otwierają się szeroko. Linie skał są chłodne i geometryczne, czasem bardzo delikatne. Śnieg jest przedstawiony jako masa niemal abstrakcyjna. I niby mamy tu powtarzalność motywów wizualnych. Linie lin, ślady raków, układ dłoni na skale. Te elementy tworzą wizualny słownik alpinizmu. To wciąż jest jednak fascynujące, albo raczej niesamowite jest to, że ta powtarzalność jest właśnie fascynująca. Ilustracje Taniguchiego traktuję jako formę filozoficznej refleksji nad stanem ludzkiej kondycji. Góry są tu nie tylko miejscem akcji - to metafora ludzkich możliwości, ale też dosłowne miejsce do "uciekania". Wspaniała manga.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Pożegnanie pierwszej miłości tom 9  Aruko
Pożegnanie pierwszej miłości tom 9
Aruko Wataru Hinekure
Nie spodziewałam się, że „trochę głupia historia o miłości licealistów dających z siebie wszystko”, dostarczy mi tak wielu emocji. Sprawiając że będę płakać, śmiać się na głos i przeżywać losy bohaterów „aż za bardzo”. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu, bo dostajemy angażującą historie, z wymiarowymi bohaterami, którzy na przestrzeni tych 9 tomów stałe się rozwijają. Nic nie jest nad wyrost, a komediowe wstawki pomimo swojego absurdu nie gryzą się z całością. Dlatego wszystko tworzy piękną spójną całość. Tak samo jak Ida i Aoki, którzy są absolutnie uroczą parą, która stopniowo dojrzewa do bycia razem, wyciągając przy tym wioski ze wszystkich nieporozumień i sprzeczek 👏🏻 I nawet nie zdajecie sobie sprawy jak miło obserwowało mi się to jak bohaterowie stawiali nieśmiałe kroki w związku zdobywając się na coraz więcej. A trzymanie się za ręce czy pierwszy uścisk sprawiły ze wyrosły mi skrzydła, a moje serce zaczęło bić jak szalone. Przez co autorka udowodniła, że nawet takie małe gesty mogą być czymś dużym i przepełnionym tak wieloma emocjami, a przede wszystkim miłością. Dlatego uwierzyłam w to co połączyło chłopaków i kibicowałam im do samego końca. Bo ich relacja po ludzku była szczera, pełna zrozumienia i wsparcia. Nie zapominajmy też o tym, że historia nie skupia się tylko na jednej parze. Bo mamy jeszcze Aide i Hashimoto! Mimo tego żadna z nich nie jest poszkodowana i dostaje tyle czasu ile trzeba. A ich perypetie płynnie się ze sobą przeplatają. Dlatego mogę powiedzieć, że pożegnanie pierwszej miłości to wymiarowa manga, która nie skupia się tylko na miłości. Bo da się tutaj znaleźć znacznie więcej. W końcu pokazuje jak ważna jest przyjaźń i to jak druga osoba może nas zmienić - na lepsze. Nie zabraknie jest pokazania tego ile wątpliwości towarzyszy parom jednopłciowym. W końcu pojawi się osoba, której z początku będzie ciężko zaakceptować związek chłopaków i tym samym utwierdzi Aokiego, że ukrywanie związku jest najlepszą opcją. Ja już kończę swoją przygodę z tą mangą, ale Wy możecie ją zacząć! Chociaż czuję, że sama będę jeszcze do niej wracać 🥹
_asyl_ - awatar _asyl_
ocenił na 10 1 rok temu
Krew na szlaku #1 Shuzo Oshimi
Krew na szlaku #1
Shuzo Oshimi
Manga z polecenia. Została określona jako "siadająca na psychę". I jest to całkiem dobre określenie. Od pierwszych stron, widząc kobiecy uśmiech zaczyna towarzyszyć niepokój, narastający z każdym kolejnym jego pojawieniem się, by potem dać częściowy upust i na nowo wystrzelić w końcowych zaskakujących scenach, zamierając słowa w ustach. Kreska dążąca w stronę realizmu, nie specjalnie detaliczna przy postaciach, chyba że przy znaczących zbliżeniach, za to dopracowana przy tłach, pogłębiając efekt realizmu -- sceny leśne są po prostu prześliczne. Urok historii zdecydowanie oparty na grafice, nadając dzięki niej efekt sielanki i spokoju, przeraźliwie pogłębiając niepokojące uśmiechy matki głównego bohatera. Dzięki tej linii niej historia staje się prawdziwa. Ciekawy zabieg z imionami na koszulkach. Czy faktycznie jest taki zwyczaj w Japonii, tego nie wiem, ale pomaga połapać się czytelnikowi w gładziutko wprowadzanych postaciach. Jedynie w oczy rażące są przechodzące na dwie strony panele. Te w porównaniu z innymi, chociażby z One Punch Mana albo One Piece nie są najgorsze, ale to zgięcie nadal koli w oczy. Manga pod względem 'vibu' podobna do "Lato, kiedy umarł Hikaru", kreską podobnie, chociaż odbiega już w stronę tej znanej z Makabrycznych Opowieści Junji Ito. Pozycja powinna się spodobać fanom obu serii. Ogólnie pierwszy tom zachęcający, szybko i przyjemnie się go czytało, całkiem rozpoczęcie serii.
Little_Crocell - awatar Little_Crocell
ocenił na 9 2 dni temu
Paladyn z ziem dalekich tom 1 Kanata Yanagino
Paladyn z ziem dalekich tom 1
Kanata Yanagino
Trochę się fantastyki naczytałem i naoglądałem w 2023 r. Jak zwykle towarzyszyły temu zmienne odczucia. W przypadku tego gatunku coraz trudniej bowiem o oryginalność, a autorzy powielają wiele znanych motywów. Nie spotkałem się jednak z ciekawszym i lepiej napisanym wstępem do historii z innego świata niż w pierwszym tomie mangi Paladyn z ziem dalekich. Tytuł, ukazujący się w Polsce od marca 2023 r. nakładem wydawnictwa Kotori, to adaptacja serii powieści tzw. light novel autorstwa Kanaty Yanagino. Póki co, doczekała się ona 12 tomów, z których w naszym kraju wydano już pięć. Jeśli jesteście miłośnikami fantasy, to naprawdę warto przyjrzeć się temu tytułowi, a oto dlaczego tak jest. Choć Paladyn z ziem dalekich nie zaczyna się w najbardziej oryginalny sposób, to z czasem robi się naprawdę ciekawe. Co najważniejsze, doceniamy kunszt scenariusza, a także kreskę i styl autora mangowej adaptacji, którym jest Mutsumi Okubashi. Już na wstępie dowiadujemy się, że nasz główny bohater wiódł kiepskie, przeciętne życie, ale traf chciał, że odrodził się w fantastycznej, pełnej tajemnic krainie. Wraz z Williamem, bo tak mu na imię, poznamy ten świat. Nim jednak do tego dojdzie, chłopak musi dorosnąć i przygotować się na to co go czeka. Nie kojarzę podobnego wstępu do historii jak ten, z którym miałem do czynienia właśnie w tej mandze. Dlatego już na starcie byłem zaintrygowany tym, co przyniesie mi ta opowieść. Szybko okazało się, że wraz z kolejnymi rozdziałami tego pierwszego tomu było tylko ciekawiej. Zacznijmy może od tego, że Williama poznajemy jako siedmiolatka. Co jednak ważniejsze i ciekawsze, wychowuje go trójka bardzo nietypowych rodziców zastępczych. Owymi rodzicami jest specjalizujący się w walce szkielet Blood, duch obdarzonego niezwykłym intelektem i mocą maga Gusa oraz dbająca o zdrowie, porządek i pełne brzuchy bohaterów mumia Mary. Trzy bardzo charakterystyczne postaci, pod niemal każdym względem różniące się od siebie. Niemal, gdyż łączy ich niezwykle ciepłe uczucie wobec Williama, którego wychowują jak własne dziecko. Na tym jednak nie koniec. Skąd William wziął się pod opieką takiej trójki? Dlaczego te z pozoru potwory zajmują się dzieckiem? I jakie skrywają przed nimi sekrety? To tylko część pytań jakie autor stawia przed czytelnikiem, by następnie powoli udzielać nam na nie odpowiedzi. Z tego co mamy okazję wywnioskować po pierwszym tomie mangi, nie są to nigdy odpowiedzi proste i przewidywalne, co tylko działa na plus tej historii. Paladyn z ziem dalekich naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo spodobał mi się fakt, że historia nie gna do przodu, tylko podąża swoim tempem. William się uczy, trenuje, ale także jak każdy dzieciak ma wiele pytań. Tym więcej, gdyż bardzo długo nie dostaje na nich odpowiedzi, co ma być uzasadnione troską Gusa, Blooda i Mary o chłopaka. Ten klimat tajemnic również przypadł zresztą mi do gustu. Pierwszy tom mangi nakreśla przed nami pewne prawidła rządzące tym tajemniczym światem. Dowiadujemy się, że grasują w nim nieumarli, słowa mają bardzo istotne znaczenie w przypadku magii, a nad wszystkim pieczę sprawują przeróżni bogowie. Niby nie jest to nic nowego jeśli chodzi o gatunek fantasy, a jednak sposób w jaki te elementy autor scenariusza wykorzystuje i jak odsłania przed nami tę rzeczywistość jest naprawdę wciągający. Co zaś tyczy się strony wizualnej komiksu, to prezentuje się on bardzo solidnie. Przez większość czasu przyglądamy się czwórce bohaterów, więc autor musiał postarać się by ich wizerunki były dla nas odpowiednio atrakcyjne i ciekawe, i ta sztuka mu się udała. Dodatkowo, pierwszy tom został wzbogacony o kolorowe strony, ale te musicie już odkryć sami.
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na 7 2 lata temu
100 rzeczy do zrobienia, zanim zostanę zombie #2 Haro Asou
100 rzeczy do zrobienia, zanim zostanę zombie #2
Haro Asou Koutarou Takata
Ocena zbiorcza dla tomów #2-#4: Z niesłabnącym entuzjazmem towarzyszę Akirze w jego podróży przez ogarniętą epidemią zombie Japonię. Ostatnio miałam okazję przeczytać trzy kolejne tomy „100 rzeczy do zrobienia, zanim zostanę zombie” autorstwa Haro Asō i Kotaro Takaty. Jak wypada jego wyprawa do domu rodzinnego położonego w odludnych górach? Spełnianie marzeń w postapokaliptycznym świecie trwa w najlepsze. Odnalezienie przyjaciela było wyłącznie początkiem szalonej przygody. Tendo pragnie zostać bohaterem, Kencho szkoli się na komika, a to wszystko przerywane kolejnymi falami zombiaków. W Tokio robi się przy tym coraz tłoczniej. Potrzeba ucieczki z miasta stanowi kanwę dla niezwykłych perypetii, które doprowadzą do stworzenia nietypowej drużyny goniącej za tym, czego od dawna pragnęli w życiu, a nigdy nie mogli zrealizować. Czego nie ma w tej opowieści?! Rekiny-zombie, wystrzałowe pojazdy, starcia z przeszłością i ubogacające poznawanie japońskiej kultury. Trudno nie kibicować bohaterom, którzy w równie oklepanej konwencji decydują się na nieszablonowe przygody. Mają przy tym niesamowicie wiele szczęścia do natrafiania na nieprawdopodobne okoliczności umożliwiające kolejne cele z listy. Fantastyczne wojaże pełne radości nie przeszkadzają przy tym w uderzaniu w poważniejsze tony. Nie każde przedsięwzięcie kończy się dobrze, a czasem porażka stąpa tuż za sukcesem. Wyłącznie potęguje to rollercoasterowy charakter całej fabuły. Pomimo komediowego podejścia do horrorowej tematyki, dostrzegam tu sporo mądrych spostrzeżeń, które mogą wyłącznie pomóc w równie zabieganym współczesnym świecie. Czasem, zamiast walczyć o sukces, prestiż czy pieniądze, warto się poobijać, by przynajmniej odsapnąć od zgiełku hiperproduktywności, który nie daje szczęścia. Niesłychanie wciągnęłam się w tę zombiastyczną opowieść. Z wielką chęcią sięgnę po pozostałe tomy i wręcz nie mogę się doczekać, aż dotrę do tych, które nie ukazały się w wersji animowanej. Tymczasem moja ocena zbiorcza dla tomów #2-#4 to uczciwe 8/10. Polecam.
KrukNagrobny - awatar KrukNagrobny
ocenił na 8 6 miesięcy temu
TEKKON KINKREET: All in One Taiyō Matsumoto
TEKKON KINKREET: All in One
Taiyō Matsumoto
POPKULTUROWY KOCIOŁEK:  Historia skupia się tu na dwóch sierotach nazywających się Czarny i Biały, którzy żyją na ulicach Miasta Skarbów. Ich życie to nieustanna walka o przetrwanie w miejscu rządzonym przez gangi, korupcję i przemoc. Każdy z nich ma trochę inne podejście do otaczającego ich świata, ale starają się oni za wszelką cenę się wspierać. Kontrast między nimi jest jednym z ważnych wątków tytułu, pogłębiając symbolikę całej historii. W tle przewijają się konflikty między gangami i tajemniczymi postaciami, które pragną kontrolować miasto. Miasto Skarbów jest niemal oddzielnym bohaterem mangi – pełnym kontrastów, brutalnym, ale jednocześnie z nutą magii, w której dziecięca wyobraźnia splata się z uliczną rzeczywistością. Narracja mangi jest dosyć nielinearna i fragmentaryczna, co może być wyzwaniem dla niektórych czytelników. Matsumoto nie boi się skakać między scenami i perspektywami, tworząc wrażenie chaosu i dezorientacji. To jednak zamierzony efekt, który odzwierciedla wewnętrzny świat bohaterów i atmosferę Miasta Skarbów. Nadaje to także tytułowi niezwykłości, która jednego czytelnika momentalnie przyciągnie, drugiego zaś może jednak odrzucić. Trzeba jednak autorowi przyznać, że takie podejście do opowiadania historii nie jest czymś codziennym w świecie komiksu/mangi, a więc tytuł mocno wyróżnia się na tym tle. Manga porusza wiele trudnych tematów – od samotności i przemocy po utratę niewinności i próbę odnalezienia własnego miejsca w świecie. Kontrast między Czarnym a Białym można interpretować jako starcie cynizmu z niewinnością, mroku z nadzieją. To też opowieść o dorastaniu i o tym, jak różne strategie radzenia sobie z rzeczywistością mogą prowadzić do całkowicie odmiennych konsekwencji. Miasto Skarbów pełni funkcję nie tylko tła, ale też metafory samego życia – surowego, wymagającego, ale jednocześnie pełnego niespodzianek i możliwości. Matsumoto udowadnia, że jego dzieło to coś więcej niż tylko historia dwóch chłopców – to komentarz na temat współczesnego świata i kondycji ludzkiej.... https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-mangi-tekkon-kinkreet/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #4

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dead Dead Demon’s Dededede Destruction #4