rozwiń zwiń

Daredevil - Tom 1

Okładka książki Daredevil - Tom 1
Chip ZdarskyMarco Checchetto Wydawnictwo: Story House Egmont Cykl: Daredevil by Chip Zdarsky (tom 1) Seria: MARVEL FRESH komiksy
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Daredevil by Chip Zdarsky (tom 1)
Seria:
MARVEL FRESH
Data wydania:
2025-03-26
Data 1. wyd. pol.:
2025-03-26
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328175082
Tłumacz:
Dariusz Stańczyk
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Daredevil - Tom 1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Daredevil - Tom 1

Średnia ocen
8,2 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
191
38

Na półkach:

Jak ktoś chce zacząć przygodę z Daredevilem, to jest to absolutnie obowiązkowa pozycja - zestawia Murdocka z wszystkimi najważniejszymi dylematami, ale też postaciami, które nie przytłaczają tej historii i nie dominują - wszystko kręci się wokół Diabła, wiary, istoty prawa, a jednocześnie pozwala być tej postaci ludzką, co w odniesieniu do geniuszy jak Reed Richards czy gości z mocami jak nawet Spider-Man, działa kapitalnie

Jak ktoś chce zacząć przygodę z Daredevilem, to jest to absolutnie obowiązkowa pozycja - zestawia Murdocka z wszystkimi najważniejszymi dylematami, ale też postaciami, które nie przytłaczają tej historii i nie dominują - wszystko kręci się wokół Diabła, wiary, istoty prawa, a jednocześnie pozwala być tej postaci ludzką, co w odniesieniu do geniuszy jak Reed Richards czy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

68 użytkowników ma tytuł Daredevil - Tom 1 na półkach głównych
  • 45
  • 21
  • 2
34 użytkowników ma tytuł Daredevil - Tom 1 na półkach dodatkowych
  • 16
  • 6
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Diabelskie rządy Marco Checchetto, Chip Zdarsky
Ocena 7,4
Diabelskie rządy Marco Checchetto, Chip Zdarsky
Okładka książki Daredevil - Tom 3 Marco Checchetto, Chip Zdarsky
Ocena 8,0
Daredevil - Tom 3 Marco Checchetto, Chip Zdarsky
Okładka książki Daredevil - Tom 2 Marco Checchetto, Chip Zdarsky
Ocena 8,0
Daredevil - Tom 2 Marco Checchetto, Chip Zdarsky
Okładka książki Daredevil & Elektra by Chip Zdarsky Vol. 1: The Red Fist Saga Part One Marco Checchetto, Chip Zdarsky, Rafael de Latorre
Ocena 7,0
Daredevil & Elektra by Chip Zdarsky Vol. 1: The Red Fist Saga Part One Marco Checchetto, Chip Zdarsky, Rafael de Latorre
Okładka książki Venom Modern Era Epic Collection. The Savage Six Reilly Brown, Cullen Bunn, Marco Checchetto, Lan Medina, Khoi Pham, Rick Remender, Declan Shalvey, Thony Silas, Kev Walker, Christopher Yost
Ocena 0,0
Venom Modern Era Epic Collection. The Savage Six Reilly Brown, Cullen Bunn, Marco Checchetto, Lan Medina, Khoi Pham, Rick Remender, Declan Shalvey, Thony Silas, Kev Walker, Christopher Yost
Okładka książki Daredevil. Mark Waid. Tom 2 Mike Allred, Marco Checchetto, Khoi Pham, Greg Rucka, Chris Samnee, Mark Waid
Ocena 7,5
Daredevil. Mark Waid. Tom 2 Mike Allred, Marco Checchetto, Khoi Pham, Greg Rucka, Chris Samnee, Mark Waid
Okładka książki Amazing Fantasy #1000 Ho Che Anderson, Kurt Busiek, Marco Checchetto, Jim Cheung, Olivier Coipel, Terry Dodson, Anthony Falcone, Neil Gaiman, Jonathan Hickman, Armando Iannucci, Steve McNiven, Todd Nauck, Mike Pasciullo, Rainbow Rowell, Dan Slott, Ryan Stegman
Ocena 6,5
Amazing Fantasy #1000 Ho Che Anderson, Kurt Busiek, Marco Checchetto, Jim Cheung, Olivier Coipel, Terry Dodson, Anthony Falcone, Neil Gaiman, Jonathan Hickman, Armando Iannucci, Steve McNiven, Todd Nauck, Mike Pasciullo, Rainbow Rowell, Dan Slott, Ryan Stegman

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pingwin: Długa droga do domu Tom King
Pingwin: Długa droga do domu
Tom King Rafael de Latorre Marcelo Maiolo
Pingwin oficjalnie „odszedł z tego świata” i wiedzie spokojne życie w Metropolis. Spokojne do czasu, gdy rząd USA werbuje go jako agenta. Zadanie jest proste - odzyskać swoje dawne imperium. Cobblepot poszukuje osób, by wrócić z hukiem. Tom King to dla mnie wyznacznik jakości. Po świetnym „Mister Miracle” historia właściciela Iceberg Lounge wciąga równie mocno i nawet przez chwilę nie nuży. Fabularnie to solidny materiał. Kilka przeskoków czasowych, plejada postaci, klimat i serialu, i filmu. Postacie mają głębię. Widać, że Oswald to naprawdę ktoś, kto dał się we znaki Batmanowi. Jest chłodny, bezczelny, nieprzewidywalny, ale do tego piekielnie inteligentny. Jest też narracja każdej z postaci… mega opcja na spojrzenie na sytuację z kilku perspektyw. Do tego świetne rysunki, które pomimo zmieniających się autorów utrzymują wysoki i spójnie mroczny poziom. Cienie, gra świateł, szczegółowość (w tym piękne pokazanie deszczu w Gotham) sprawiły, że komiks wskoczył na listę największych pozytywnych zaskoczeń. Nienawiść Oswalda do świata przedstawiona fenomenalnie. Czasami sama mimika zdradzała więcej niż tekst w dymku. Komiksy superbohaterskie często mielą i mielą wciąż te same pomysły. „Pingwin” pewnie też nie jest wyjątkiem, ale oprócz tego, że uczy, by nie rozmawiać z pingwinem z parasolem, to przede wszystkim zaciekawia i nakręca na kolejne wydarzenia. Zaskoczenie i przebicie oczekiwań. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Jednoręki i Sześć palców Laurence Campbell
Jednoręki i Sześć palców
Laurence Campbell Dan Watters Sumit Kumar Ram Venkatesan
Scenarzysta Ram V (Ramnarayan Venkatesan) może być obecnie najbardziej znany w Polsce z pisania komiksów o Batmanie; a Dan Watters jako autorka komiksów z uniwersum Sandmana. Jednakże w 2025 r. zbiorcze wydanie ich niezależnego komiksu „Jednoręki i sześć palców” dostało nagrodę Eisnera. Czy rzeczywiście jest tak dobrze? Wydanie to zabiera dwie miniserie – „The One Hand” oraz „The Six Fingers”. Obie opowiadają tę samą historię, ale z dwóch perspektyw. Akcja rozgrywa się w 2873 r. Detektyw Ari Nassara postanawia odłożyć emeryturę, żeby rozwiązać zagadkę serii morderstw przypominających podobne zbrodnie sprzed lat. W tym samym czasie student archeologii Johannes Vale zaczyna mieć luki w pamięci i może być powiązany z morderstwami. Zagadka jest naprawdę wciągająca. Bohaterowie krok po kroku odkrywają kolejne fragmenty łamigłówki, która daje jasno do zrozumienia, że coś jest nie tak z samą rzeczywistością. Rozwiązanie zagadki było bardzo podobne do pewnego cenionego filmu science-fiction, ale podanie jego tytułu byłoby moim zdaniem zdradzeniem fabuły. Niestety wyjaśnienie takiej a nie innej sytuacji wydaje mi się bardzo naciągane, osobiście wolałbym jednak wykorzystanie pewnego innego ogranego motywu, który miałby więcej sensu. Warto też wspomnieć o dobrze napisanych bohaterach. Detektyw Ari Nassara ma dużo wątpliwości co do swoich dotychczasowych działań – mogło się okazać, że wcześniej aresztował niewinnego człowieka. Poza tym dobrze pokazana jest jego samotność, podkreślona przez jałowe uczucia do zaginionej androidki. Z kolei Johannes Vale za wszelką cenę chce rozwikłać zagadkę tajemniczego artefaktu pozostawionego mu przez jego ojca. Czuje się wyraźnie przytłoczony otaczającą go rzeczywistością i nie może znaleźć w niej miejsca dla siebie. Świat przedstawiony jest dosyć typowy dla science-fiction. Widać tutaj wyraźne echa „Łowcy androidów” czy „Ghost in the Shell”. Za oprawę graficzną odpowiadają tutaj Laurence Campbell („Jednoręki”) oraz Sumit Kumar („Sześć palców”). Brudna pozornie niestaranna kreska Campbella doskonale pasuje do mrocznego śledztwa przywodzącego na myśl film „Siedem”. Zdecydowane przeciwieństwo stanowią bardzo przejrzyste rysunki Kumara, które zdecydowanie rzadziej bawią się w eksperymenty. Ogólnie jest to bardzo porządna historia, która wykorzystuje znane już motywy. Dobrze udało się wykorzystać potencjał opowiedzenia tej samej historii z dwóch punktów widzenia. Nie jestem jednak pewien czy to na pewno jest aż warte Eisnera.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 8 13 dni temu
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin Tom Waltz
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin
Tom Waltz Kevin Eastman Peter Laird Esau Escorza Isaac Escorza Ben Bishop Luis Antonio Delgado
W popkulturze przywykliśmy do konkretnej interpretacji określenia ronin. Tym bowiem mianem, określało się samurajów, którzy utracili pana. Jednak dosłowne znaczenie jest zupełnie inne, a brzmi ono „człowiek-fala” który uda się tam gdzie poniesie go wiatr. Do ostatniego z Żółwi ten przydomek pasuje jak ulał. Jeśli kierowani nostalgią oczekujecie od Wojowniczych Żółwi Ninja relatywnie przystępnej rozrywki z pewną dozą humoru, to w tył zwrot, bo to zdecydowanie nie ten adres. Fabuła „Ostatniego Ronina” jest lepka i brudna niczym najpodlejszy ściek. Ostatni z synów Splintera ma jeden cel: rozprawić się z klanem Stopy, lub zginąć próbując. Zemsta jest tym, co go motywuje, napędza i wyniszcza jednocześnie. Jednak wie, że warto, bo gdy odebrano Ci wszystko, nic poza celem nie ma znaczenia. Oczywiście są jeszcze wątki poboczne. Choćby związany z oddolną rewolucją wymierzoną w klan Stopy, czy dotyczący trenowania pewnej młodej adeptki sztuk walki. Chociaż generalnie są one całkiem ciekawe, to dla mnie stanowią jedynie dodatek. Ten komiks to przede wszystkim znakomite studium straty, cierpienia i brzemienia, które z niej wynikają. O bohaterach będzie ogólnie, bo niemal każde poznane przed lekturą imię byłoby niepowetowaną stratą dla czytelnika. W komiksie spotkamy sporo znanych postaci, będą też zupełnie nowe, bo fabuła jest osadzona wiele lat po tym jak Shredder przewodził klanem Stopy. Można się więc domyślić, że ostatni z braci zdecydowanie wiek nastoletni ma daleko za sobą (dla niewtajemniczonych angielski nazwa tego uniwersum to Teenage Mutant Ninja Turtles). Sposób w jaki skonstruowano jego postać jest niesamowity i zaskakujący. Przyznam też, że gdy dowiedziałem się kim jest Ronin, nie mogłem wyjść z szoku, bo nigdy bym się nie spodziewał akurat jego. W temacie tej postaci warto również wspomnieć o jego relacjach z braćmi. Ich rozmowy czy kłótnie… może to nostalgia, ale za każdym razem miałem kluchę w gardle. Nie mówię tu o retrospekcjach, tylko czasie rzeczywistym. Do samego końca nie wiemy, czy są duchami czy wytworami jego pokiereszowanej przez okrutny los psychiki. To nieważne. Są, mówią i jak zawsze wkurzają, choć doskonale wie, że tak naprawdę ich nie ma. A on został i nie może sobie wybaczyć, że to akurat jemu z wojowniczej czwórki się udało. Styl graficzny jest cholernym majstersztykiem. W zasadzie dwa style. Jeden, stosowany przez większość czasu: niezwykle dopracowany, o mrocznym charakterze, idealnie dobranej kolorystyce i pięknej kresce. Drugi, gdy autorzy wspominają o tym, co się z Roninem działo w przeszłości, jest zupełnie inny. Niezwykle oszczędny, lekko zamazany, wręcz pozornie niedbały. Czarno-biała kolorystyka w stylu kreskowania krzyżowego. Te kadry pokazują największą tragedię w życiu głównego bohatera, więc człowiek ma poczucie, że kolor byłby tu wręcz nie na miejscu. Absolutnie genialny zabieg! Zostaje mi podsumować to następująco: brałem do ręki komiks z myślą, że to będzie fajny powrót do bohaterów z dzieciństwa. A odkładałem dzieło, które obróciło w pył wspomnienia i zredefiniowało postrzeganie tego klasycznego uniwersum. Jeśli kiedykolwiek było Ci z Wojowniczymi Żółwiami Ninja po drodze, musisz to przeczytać. Ostrzegam jednak, będzie bolało. BARDZO. P.S. Ten komiks absolutnie nie jest przeznaczony dla młodego czytelnika.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na 10 19 dni temu
Deadpool zabija Uniwersum Marvela Dalibor Talajic
Deadpool zabija Uniwersum Marvela
Dalibor Talajic Cullen Bunn
Cullen Bunn to scenarzysta, którego fani Marvela mogą kojarzyć m.in. z serii Venom, X-Men czy Magneto. Z kolei Dalibor Talajić, chorwacki rysownik, pracował wcześniej przy Punisherze czy Hit-Monkey. Obaj panowie postanowili połączyć siły i przygotować coś, co idealnie wpisuje się w absurdalną, a zarazem krwawą konwencję – Deadpool zabija uniwersum Marvela. Komiks od samego początku nie udaje dzieła głębokiego. Choć pojawiają się tu momenty, w których Deadpool stara się filozofować nad swoim miejscem w świecie i sensem istnienia, to jednak fundamentem pozostaje czysta jatka. I faktycznie – dostajemy ją w ilościach hurtowych. Deadpool wkracza do akcji i zaczyna systematycznie eliminować ikony Marvela, od Fantastycznej Czwórki przez Avengersów po X-Menów, a całość nabiera klimatu horroru gore. Niektóre kadry – zbliżenia na twarze w agonii – przywodzą na myśl niepokojące obrazy znane z kultowych animacji Pink Floyd: The Wall. Na plus można zaliczyć dynamikę fabuły – akcja pędzi na złamanie karku. Z drugiej strony, bywa to też minusem, bo przeskoki między kolejnymi wątkami są tak szybkie, że momentami czytelnik ma wrażenie, jakby próbował nadążyć za szaleńcem uciekającym w chaosie. Ciekawym zaskoczeniem jest to, że mamy tu mniej typowego deadpoolowego „śmieszkowania”. Humor oczywiście się pojawia, ale ton całości jest bardziej mroczny, a przez to inny niż w standardowych seriach o Wade’zie Wilsonie. Podsumowując: Deadpool zabija uniwersum Marvela to niezłe, mile czytadło – brutalne, dynamiczne, z pomysłem, ale bez większych ambicji literackich. Komiks spełnia obietnicę zawartą w tytule i daje satysfakcję fanom krwawych, szalonych historii. Do tego genialnie bawi się konwencją, zwłaszcza w ostatnim zeszycie! :)
CzytamDymki - awatar CzytamDymki
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Somna Becky Cloonan
Somna
Becky Cloonan Tula Lotay
Chciałem “Somnę” pokochać. Folk horror inspirowany m.in. The Witch? Połączony z gustowną erotyką? Zachwalany przez Chelsea “Shih-Tzu” Wolfe? No bardzo chciałem pokochać. Nie pokochałem. Ale uprzejmie się zakolegowałem, żeby nie było. Byłem dobrze wychowanym dżentelmenem. Mamy XVI wiek, małe miasteczko, polowania na czarownice. Mamy sfrustrowaną seksualnie Ingrid, mamy jej męża - zaniedbującego jej potrzeby łowcę czarownic. Sytuacja to mało komfortowa dla bohaterki, gdyż każda próba sprowokowania bliskości prowadzi wręcz do agresji ze strony pruderyjnego małżonka, a z tyłu głowy permanentnie rezyduje strach i poczucie winy, biczowanie się za własne potrzeby, pragnienia, grzeszne myśli. A nocami, cóż, nocami do kobiety przychodzą sny. Demoniczne, erotyczne sny, z którymi dziewczę próbuje walczyć. No ekstremalnie wdzięczny to temat. Dychotomia tłumionych pragnień i poczucia winy, seksualne przebudzenie i emancypacja konfrontujące się z patriarchatem i ślepym religijnym radykalizmem, to potencjalnie świetne podwaliny pod naprawdę fascynującą, mroczną historię. Do tego ładnie wkomponowane dwa różne style wizualne. Codzienność ostra jak brzytwa, wyraźna, komiksowa, bardzo estetyczna. Nocne majaki rozmyte, szalone, skryte w cieniu. Niestety sam scenariusz dla mnie nie wykorzystał w satysfakcjonujący sposób tych elementów. Narracja jest dosyć wąska i popada w pierwszej połowie w mocną powtarzalność. Symbolika jest mało odkrywcza, historia naprawdę dość prosta i przewidywalna. Liczyłem że komiks pójdzie krok dalej, zagłębi się w intensywny mrok, zaskoczy w jakiś przewrotny sposób, ale tu jak po sznurku dzieją się rzeczy, które wiadomo było że muszą się wydarzyć, i niewiele więcej. To śliczny komiks, nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że można było zrobić to ciekawiej i, cóż, bardziej. Zapraszam na IG: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 6 1 rok temu
Władca much William Golding
Władca much
William Golding Aimée de Jongh
Cholera jasna, nie mogę się otrząsnąć! Ja, który jako student historii zajmowałem się naprawdę trudną tematyką, nie mogę się pozbyć sprzed oczu tych obrazów. Nie wiem jakie demony muszą nękać ludzką psychikę by stworzyć takie dzieło. Jednego jestem jednak pewien, tytuł tej powieści zdecydowanie nie jest na wyrost… Mowa o graficznej adaptacji powieści autorstwa Williama Goldinga, pt. „Władca Much”. Książka traktuje o grupie chłopców, w różnym wieku, którzy na skutek katastrofy trafiają na bezludną wyspę. Początkowo są w panice, zdani sami na siebie, bo żaden dorosły nie przeżył. Szybko jednak zaczynają się organizować. W drodze głosowania wybierają wodza, w tej roli 12 letni Ralph, a on rozdziela wszystkim zadania, w tym to najważniejsze: podtrzymywać ogień sygnalizacyjny. Nie wszystkim jednak podoba się postępowanie wodza, a niektórzy z nich chętnie sięgnęli by po władzę. Czy cokolwiek zmienia sposób opowiedzenia tej historii? Nie, ponieważ autorka adaptacji nie ingerowała w tekst źródłowy, więc dialogi, itd. są tożsame z dziełem Goldinga. Jedyne co zrobiła to zilustrowała używając w tym celu medium jakim jest komiks. Można rozłożyć na czynniki pierwsze każdy element fabuły i analizować go niczym traktat filozoficzny, którym niewątpliwie jest. Ja jednak skupię się na wrażeniach i wydźwięku jaki ów komiks zrodził we mnie. Przede wszystkim perfekcyjne zobrazowanie ludzkiej natury. Ukazanie, że nie ma czegoś takiego jak niewinność, bo każdy będzie miał coś na sumieniu. Nie ma dobra, gdy w grę wchodzi przetrwanie. Nie ma moralność, gdy jedyne co nas ogranicza to my sami. To potworne wnioski, zwłaszcza gdy mamy na myśli dzieci. Szczerze NIC, absolutnie nic, nie przygotowało mnie na taki scenariusz. Na fakt, iż zło zakorzenione jest w każdym i to niezależnie od wieku. Na tempo w jakim demokracja, może przerodzić się w dyktaturę. Na łatwość i lekkość z jakimi można usprawiedliwić lub wymazać najpodlejszy czyn. Golding walczył na wojnie, a „Władca Much”, jego pierwsza książka, stała się nie tylko sposobem na krytykę społeczeństwa. Stała się rozliczeniem z jego wojenną traumą. Autorka we wspaniały sposób zobrazowała to dzieło. Niewątpliwie kreska ma w sobie to coś i jest przyjemna dla oka. Jednak to jeszcze bardziej miażdży czytelnika. Bo czy mogła być w obrazowaniu brutalniejsza i bardziej turpistyczna? Oczywiście. Jednak doskonale rozumiała, że „Władca Much” tego nie potrzebuje. Zło wszak jest ohydne same z siebie, nie trzeba go więc dodatkowo „upiększać”, zwłaszcza gdy w swej surowej formie i tak jest już niemal nie do zniesienia. A co z postaciami zapytacie? Nic. Nie ocenie ich. Po prostu. Próba ustosunkowania się do nich, zbyt głęboko weszła by w fabułę. Jedyne co mogę stwierdzić to fakt, że nie ma tu postaci na siłę, bo wszyscy dopełniają całość zamysłu. Do myślenia niech da wam fakt, że ani razu nie użyłem słowa bohaterowie… Podsumowując, ten komiks to fenomenalne zobrazowanie arcydzieła literatury brytyjskiej. Dzięki takiej formie wydaje się ono być nieco przystępniejsze niż oryginał, więc z pewnością powinien po to sięgnąć zasadniczo każdy, kto będzie na nie gotów. Wydaje mi się, że jest to oczywiste, jednak wspomnę, że mimo iż jest to komiks i to o dzieciach, do dzieci skierowany nie jest. P.S. Dla jasności tytuł „Władca Much” odnosi się do jednego z imion Belzebuba i jest jego dosłownym tłumaczenie z hebrajskiego. Ten demon przez niektórych utożsamiany jest z szatanem, a jedną z jego domen jest wojna.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na 10 28 dni temu
Leviathan Shiro Kuroi
Leviathan
Shiro Kuroi
"Leviathan" autorstwa Shiro Kuroi to opowieść o naszym człowieczeństwie. O tym, jak byśmy się zachowali, gdy zostalibyśmy postawieni w ekstremalnej sytuacji i zmuszeni do walki o przeżycie. Zapewne każdy z nas chciałby zachować się szlachetnie, ale niestety historia w większości przypadków przytacza dokładnie odwrotne przykłady. To jedna z tych historii, gdzie na pokładzie kosmicznego statku pasażerskiego, gdzieś pomiędzy Proximą Centauri, a Ziemią mamy okazję przejrzeć się w reprezentacyjnej próbce społeczeństwa. W momencie trudnej sytuacji bardzo szybko dochodzi do przemocy, podziałów klasowych, a grupki chłopaków zaczynają polować na dziewczyny w wiadomym celu. Jest tutaj kilka jednostek, które pomimo wszystko odmawiają udziału w tym wszystkich i do końca starają się pozostać neutralne lub po prostu dobre. Chociaż oczywiście domyślacie się jak niezwykle trudne to było w świecie rządzonym prawem silniejszego. Bardzo udanym zabiegiem jest przedstawienie fabuły przez autora dwutorowo. Z jednej strony śledzimy losy trzech kosmicznych łowców skarbów, którzy udają się na zniszczony statek wycieczkowy w nadziei odnalezienia czegoś wartościowego. Zamiast tego trafiają na pamiętnik jednego z uczestników feralnego rejsu i właśnie przez jego wspomnienia poznajemy wydarzenia zaraz po katastrofie. Tworzy to wspaniałe uczucie u czytelnika, jakby sam odkrywał całą historię i pozwala na większe wczucie się w całą historię. Dodatkowo autor samej opowieści, właśnie w tej dwutorowości ukrył kilka niespodzianek dzięki czemu lektura sprawia wiele przyjemności. Całość została wydana w jednym tomie. W twardej oprawie, z pięknie pomalowanymi z zewnątrz stronami. Jak często zdarza się w przypadku mangi. Kilkanaście stron jest kolorowych, ale ogólnie jest to pozycja czarno biała i bardzo dobrze. Te rozpadające się ściany statku kosmicznego i wszelkie sceny przemocy wspaniale wyglądają w takiej palecie kolorów. Niestety tutaj mam największy zarzut do całej pozycji i jest to właśnie sposób jej wydania. Może pięknie wygląda i dobrze prezentuje się na półce. Niestety okładkowa cena prawie 150 zł powoduje, że pewnie znacznie mniej osób sięgnie po ten tytuł. Ja sam odpuściłem pomimo wielu dobrych recenzji. Przeczytałem dopiero jak przypadkiem udało mi się znaleźć ten tytuł we wspaniałym punkcie bibliotecznym filii nr 31 w Krakowie. Komiks przeczytany dzięki uprzejmości biblioteki oraz Budżetu Obywatelskiego Miasta Krakowa. W takich chwilach czuję jak moje podatki idą na dobre cele. Bardzo dawno nic nie napisałem i autentycznie czułem jak mój mózg oduczył się takiej pracy. Tekst powstawał w bólu więc proszę bądźcie wyrozumiali. Życzę, aby sprawił wam tyle przyjemności jak mi czytanie tej mangi.
zawsze_spozniony - awatar zawsze_spozniony
ocenił na 7 4 miesiące temu
Old Boy. Tom 2 Garon Tsuchiya
Old Boy. Tom 2
Garon Tsuchiya Nobuaki Minegishi
Czy można w ogóle pisać o wyższości mangi nad wybitną filmową adaptacją? Nie można. W tym przypadku to dzieła, które funkcjonują równolegle. Każdy z tych utworów daje coś unikalnego, coś od siebie. W mandze doceniam teraz, przy drugim tomie, znaczenie cliffhangerów na zakończenie każdego epizodu. Jak w najlepszym serialu otwierane są drzwi, ale nie możemy przekroczyć progu. To ten moment zawieszenia, Nobuaki Minegishi robi to doskonale rysunkiem. W pół słowa, w pół spojrzenia. Kiedy Gotō już się domyśla, ale jeszcze nie wie. W zasadzie wciąż nie wie za dużo, ale ma już tropy, trzyma coś ulotnego w garści, jak kostkę lodu która za chwilę się rozpuści. Właśnie takie prywatne śledztwo przyszło mu prowadzić - na razie wciąż oparte na iluzorycznych przeświadczeniach o docieraniu do sedna. Czy jesteśmy dalej z tą tajemnicą? Czy Gotō już wie, kto go tak nienawidzi? Ten ktoś wykorzystał spore środki i zamknął go na dziesięć lat w celi! Niby coś wie, ale... wciąż ale. W drugim tomie mężczyzna pozna twarz swojego wroga. Cóż z tego, skoro ten (wróg) poddał się wcześniej operacji plastycznej i Gotō go nie rozpoznaje. Wie, że wątki prowadzą do jego lat szkolnych. Ale i to nie pomaga, bo Gotō nie ma pojęcia komu mógł wówczas zajść za skórę. Wszystko jest za mgłą, mężczyzna porusza się po omacku. Przecież zawsze był tym cichym i spokojnym chłopakiem. Nie ma tu zaciskania pętli na szyi, ale ja, mając z tyłu głowy arcydzieło Chan-wook Parka, wiem że Gotō dostał już do ręki sznur. Old Boy, tom 2 to kontynuacja, która nie posuwa fabuły naprzód w klasycznym sensie, lecz pogłębia jej strukturę. Tsuchiya odsłania mechanizmy gry, ale nie jej cel. Natomiast Minegishi wizualizuje ten stan zawieszenia z brutalną konsekwencją. Tutaj fabuła działa wciąż jak labirynt, w którym bohater porusza się intuicyjnie, a ja śledziłem jego ruchy z rosnącą świadomością, że każdy krok został wcześniej zaplanowany przez niewidzialnego antagonistę. Miałem też wrażenie, że Minegishi wzmacnia klaustrofobię narracji. Kadry są ciasne, często oparte na zbliżeniach twarzy, w których drobne zmiany mimiki stają się nośnikami napięcia. Podobają mi się te spojrzenia na granicy, napięcie jest niesamowite, emocje takie że wychylasz się na krześle i niedużo brakuje byś z tego krzesła spadł. Jak Gotō, który siedzi w barze tuż obok swojego wroga. Wszystko zdaje się przenikać w mikroświecie mężczyzny, który jest pionkiem. Dokładane są tylko figury, ale on wciąż nie zna zasad, nie wie czego się chwycić, jakich reguł, pojawia się tylko więcej wież, hetmanów, gońców. Pięknie i strasznie się to rozwija.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Gotham: Rok pierwszy Phil Hester
Gotham: Rok pierwszy
Phil Hester Tom King Eric Gapstur Jordie Bellaire
W końcu musi nadejść moment, gdy Tom King mnie rozczaruje. Ale to jeszcze nie ten dzień. Acz trzeba mu przyznać, że w „Gotham: rok pierwszy” gra mniej swoimi typowymi mocnymi stronami niż w „Vision” czy „Mister Miracle”, które zaskakiwały emocjonalną, obyczajową stroną i wymykały się ciut klasyfikacji. Opisywany dziś komiks jest komiksem bezlitośnie gatunkowym, to zimny i ponury kryminał noir. Coby nie zdradzać zbyt wiele, komiks opowiada o przełomowym momencie w historii Gotham. Mamy rok 1961, a miasto jest dalekie od bycia brudną stolicą przestępczości. Jest to miejsce, gdzie z uśmiechem witasz się z każdym sąsiadem i puszczasz dzieci same do szkoły. Przynajmniej w niektórych, bardziej… białych dzielnicach. Miasto nie było pozbawione cieni, niepokojów na tle rasowym, policyjnej brutalności. Umówmy się, to kryminał noir. Główny (anty?) bohater to brutalny detektyw pomagający rodzinie Wayne’ów odzyskać porwaną córkę, ciągle pada deszcz, wszyscy palą szlugi i są dla siebie zimni jak lód. No i jest bardzo porządnie. Ja fanem kryminałów nie jestem, scenariuszowo dla mnie było to zbyt naiwne, przerysowane, jak zawsze z rozdziału na rozdział kto inny był głównym podejrzanym, przez co nawet nie chciało mi się bawić w domysły. Natomiast klimat działał tu w punkt. Pierwszoosobowa narracja doskonale zagrała, poczucie miasta pogrążającego się w chaosie zrobiło wrażenie, plus przewija się tu kilka naprawdę przewrotnych i zaskakujących relacji. Tom King narracyjnie błyszczy jak zawsze. Wypada pewnie porównać „Gotham” do „Długiego Halloween”; moim zdaniem „Gotham” było bardziej ludzkie i namacalne, ale scenariuszowo „Halloween” mocniej intrygowało. Fanom noirowej estetyki zdecydowanie polecam, bardziej niż fanom typowego superbohaterstwa. Moje obyczajowe serce nie zabiło mocniej, ale klimat opowieści zostanie ze mną na dłużej. Za egzemplarz ślicznie dziękuję Wydawnictwu. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 6 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Daredevil - Tom 1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Daredevil - Tom 1