Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie

Okładka książki Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie
Grzegorz Łyś Wydawnictwo: W.A.B. reportaż
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2023-07-12
Data 1. wyd. pol.:
2023-07-12
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383186429
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki  Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie i



Przeczytane 936 Opinie 341 Oficjalne recenzje 650

Opinia społeczności książki  Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie i



Książki 1117 Opinie 571

Oceny książki Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie

Średnia ocen
6,6 / 10
132 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
41
39

Na półkach:

Przyjemna lektura. Niby nic wielkiego, bo oparta na źródłach stosunkowo łatwo dostępnych, do których dotarcie i ich obróbka z pewnością nie wymagały od takiego fachowca jak red. Łyś długiej, żmudnej kwerendy. Jednak brawa za podjęcie tematu i uniesienie go. Książka, mimo że lekka i publicystyczna jest bowiem ważna z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze obnaża całą absurdalność naszych niegdysiejszych kolonialnych mrzonek, niemożliwych do zrealizowania, bo tort został już dawno podzielony, wtórnie i ostatecznie w Wersalu. A opisywane w książce próby są po prostu tragikomiczne. Przeważnie kończyły się na wzniosłym ględzeniu, z rzadka rozkręcano jakąś imprezę, która zwykle miała taki finał, że ten, czy inny cwaniak znikał z kasą zebraną na "zbożny" cel. Po drugie, ukazuje się w czasach, kiedy gombrowiczowskie spojrzenie jest w odwrocie i znowu wokół narodowa tromtadracja. Może spełni rolę małego kubełka zimnej wody na rozpalone hurrapatriotyczną gorączką głowy. Przeczytawszy, powinniśmy westchnąć z ulgą: dobrze, że nic z tego nie wyszło, przynajmniej nie musimy się dziś zmagać z postkolonialnym balastem.

Przyjemna lektura. Niby nic wielkiego, bo oparta na źródłach stosunkowo łatwo dostępnych, do których dotarcie i ich obróbka z pewnością nie wymagały od takiego fachowca jak red. Łyś długiej, żmudnej kwerendy. Jednak brawa za podjęcie tematu i uniesienie go. Książka, mimo że lekka i publicystyczna jest bowiem ważna z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze obnaża całą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

420 użytkowników ma tytuł Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie na półkach głównych
  • 263
  • 150
  • 7
57 użytkowników ma tytuł Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie na półkach dodatkowych
  • 20
  • 10
  • 7
  • 6
  • 6
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Grzegorz Łyś
Grzegorz Łyś
Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, wieloletni autor artykułów o tematyce historycznej i turystycznej w "Rzeczpospolitej".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rausz. Niemcy między wojnami Harald Jähner
Rausz. Niemcy między wojnami
Harald Jähner
Harald Jähner, autor znakomicie przyjętego „Czasu wilka”, w swojej kolejnej książce „Rausz. Niemcy między wojnami” ponownie zabiera nas w podróż przez kluczowy moment niemieckiej historii. Tym razem skupia się na barwnym, choć podszytym lękiem okresie Republiki Weimarskiej. To pozycja, która zasługuje na mocne 7/10 – jest błyskotliwa i erudycyjna, choć momentami traci tempo na rzecz dygresji. Jähner nie pisze klasycznej kroniki politycznej. Zamiast analizować wyłącznie protokoły dyplomatyczne, autor zagląda do kabaretów, domów towarowych, biur i na dancingi. „Rausz” to opowieść o narodzinach nowoczesności w cieniu traumy I wojny światowej. Poznajemy świat, w którym tradycyjne wartości legły w gruzach, a ich miejsce zajęła gorączkowa chęć przeżycia „tu i teraz”. Autor świetnie portretuje emancypację kobiet, rewolucję w modzie (słynne chłopczyce) oraz kult prędkości i techniki. Na plus należy zapisać niezwykły styl. Jähner pisze z polotem, sprawiając, że historia ożywa w oczach czytelnika. Potrafi połączyć analizę architektury Bauhausu z opisem nocnego życia Berlina, tworząc fascynującą mozaikę. Książka doskonale oddaje tytułowy „rausz” – stan zawieszenia między wolnością a nadchodzącą dyktaturą. Z drugiej strony, publikacja ta bywa nieco nierówna. Niektóre rozdziały, poświęcone mniej medialnym aspektom życia społecznego, wydają się przeciągnięte. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autor momentami zbyt głęboko wchodzi w detale estetyczne, tracąc z oczu szerszy kontekst społeczny, który w tamtym okresie był przecież brutalny i pełen napięć klasowych. Choć Jähner wspomina o inflacji i kryzysie, to jednak blask neonów wydaje się tu czasem zbyt mocno przesłaniać mrok biedy. „Rausz” to fascynująca lektura dla każdego, kto chce zrozumieć, jak kształtował się fundament współczesnej kultury masowej i dlaczego tak kruchy był pokój między wojnami. To książka o marzeniach o lepszym świecie, które zderzyły się z brutalną rzeczywistością. Mimo drobnych dłużyzn, to wciąż jedna z najciekawszych i najlepiej napisanych popularnonaukowych pozycji o Niemczech tamtych lat. Jähner udowadnia, że historia to nie tylko daty, ale przede wszystkim emocje, rytm muzyki i strach przed jutrem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 11 dni temu
Już nie żyjesz. Historia bombardowania Sven Lindqvist
Już nie żyjesz. Historia bombardowania
Sven Lindqvist
To dobra i ważna książka, z którą miałem ogromny problem. Zacznijmy od pozytywów, bo te dotyczą wszystkich czytelników. Lindqvist pisze o rzeczach, które musiały znaleźć się w książce o podtytule “Historia bombardowań”, ale pisze też o takich, które nigdy nie przyszłyby mi do głowy. Na przykład o tym, jak ewoluowały konflikty zbrojne w obliczu pojawienia się możliwości przeprowadzania nalotów bombowych. Kiedy można je stosować? Kiedy nie można? “Najpierw może umówmy się, że nie będziemy bombardować. A nasze kolonie w Afryce? To dzicy, tam bombardujemy do woli”. Później było tylko bardziej kuriozalnie. Można zrzucać tylko na obiekty wojskowe, czy jedynie w obrębie teatru wojny? I co to właściwie jest tym teatrem? Pytania, które wydają się dziwne, a w praktyce zaważyły na losach i życiach tysięcy (jeśli nie milionów) ludzi. Takich nieoczywistych zagadnień można znaleźć w książce więcej. Włącznie z tym, czy bombardowania zapewniają miarodajną przewagę stronie, która je przeprowadza (odpowiedź: często nie) i co w tym obrazie zmieniło pojawienie się broni jądrowej. To była dość żmudna lektura, często zmuszająca do głębokiego przemyślenia tematu. Było też ciężko ze względu na strukturę książki. Przypomina ona grę paragrafową, gdzie trzeba przenosić się na różne strony książki w zależności od instrukcji, nie zaś czytając strona po stronie. Chwila nieuwagi i można pogubić się kompletnie.
wijas - awatar wijas
ocenił na 7 13 dni temu
Woda. Historia pewnego porwania Szymon Opryszek
Woda. Historia pewnego porwania
Szymon Opryszek
Tytuł książki nawiązuje do kwestii, wokół której autor skupia się w sposób szczególny - wody.  Opracowanie skupia się na terytorium Ameryki Południowej. Przedstawione są problemy związane z brakiem dostępu ludności do wody zdatnej do użytkowania, skrajnym wykorzystywaniem wody w celu nawadniania upraw wymagających potężnych jej zasobów (w książce jest to awokado), działania farm "chmur danych" dla globalnych platform, wydobywania surowców - co związane jest dodatkowo z zanieczyszczaniem wód, które wplywają zarówno na ubożenie bioróżnorodności, jak i jakość życia miejscowej ludności. Uprawy oraz wydobywanie surowców prowadzone są przez potężne koncerny z kapitałem zagranicznym, które w większości są eksportowane m.in. do Europy oraz Ameryki Północnej. O ich bezwzględności świadczy przedstawiony w książce, aby jako remedium na brak wody w pewnych regionach przywozić całe góry lodowe z Antarktyki... Aby bezrefleksyjnie, w imię zysku rozpuścić zapasy zamrożonej wody ważne dla całej planety...  W odniesieniu do prowadzonej w ostatnich latach polityki Unii Europejskiej odnośnie umów z tymi też krajami jest to temat bardzo "na czasie". Przedstawia problemy związane z łamaniem praw człowieka (" Karnej chciała z tym walczyć, ale Kolumbia to nie jest dobry kraj dla aktywistów. Według raportów Global Witness tylko w 2020 roku zamordowano ich tu sześciesięciu pięciu. Karmen i jej rodzina otrzymywali wiele gróźb na długo przed tym, zanim zdecydowano się na ich liczenie", wymuszenie na jednym z bohaterów rezygnacji z kandydowania do mandatu w wyborach),  ignorowaniem opinii autorytetów że środowiska naukowego w imię zysku (cytat jednego z naukowców: "Serce już nie to, mówił, trzeba się schować na uczelnianych korytarzach, za analizami, które nikogo nie obchodzą, jakoś dotrwać do emerytury"). Co więcej, odnieść można wrażenie, iż w imię haseł odnoszących się do "ochrony środowiska", "wspólnej polityki rolnej" oraz "praw człowieka" w UE ofiarami są właśnie zwykli ludzie oraz ekosystemy krajów Ameryki Południowej, gdzie w imię zysku kraje te są gotowe poświęcać własne ekosystemy oraz zdrowie ludności.  Autor daje czytelnikowi możliwość wyciągania własnych wniosku z opracowania, które nie narzuca własnych opinii autora. Są przedstawione dane statystyczne, opisy świadków wydarzeń oraz wypowiedzi aktywistów, naukowców, polityków oraz przedstawicieli koncernów.  Jednak w przypadku wątku odnoszącego się do migrantów na granicy polsko-białoruskiej oraz amerykańsko-meksykańskiej podawane dane oraz wypowiedzi nakierowują dość jednostronnie w kierunkach politycznych, w moim odczuciu w sposób dość... Naciągany nawiązujący do głównego tematu - jakim jest woda. Pojęcia "granicy" i "zapory" nie są wystarczająco zbliżone znaczeniem, aby przekonały mnie do przekonującego włączenia wątków migracyjnych... Problem nielegalnej migracji jest znacznie bardziej złożony, zaś przedstawienie go w tej książce jest zbyt płytkie i jednostronne jak na powagę i złożoność problemu. Mimo fo... Jest to lektura w sposób właściwy  poszerzająca sposób myślenia na sprawy związane z eksploatacją krajów uboższych na rzecz krajów wyżej rozwiniętych.  Moje pytanie brzmi po lekturze brzmi:  czy robienie interesów z władzami, które są gotowe szkodzić własnemu środowisku naturalnemu, ignorować krzywdę trutych dzieci, uciskanej ludności oraz bezwzględne rozprawianie się z ludźmi walczącymi o dobro swojego kraju jest słuszne?  W książce tej znajdziemy również wątek powiązany z wodą, konflikt między Palestyńczykami a Izraelitami oraz wpływ kulturowych zwyczajów religijnych na dodatkowe marnowanie wody, związane z rolą kobiet w życiu codziennym oraz chęcią rozwoju zawodowego. 
Mort_um - awatar Mort_um
ocenił na 7 9 dni temu
Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji Elin Anna Labba
Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji
Elin Anna Labba
Wyrzut sumienia Skandynawii: przymusowe przesiedlenia Saamów, jakie miały miejsce na początku XX wieku, gdyż Szwecja i Norwegia doszły do wniosku, że przydałoby się ograniczyć pogłowie reniferów i przeznaczyć tereny na północy dla rolnictwa (serio, tundra to dobre tereny uprawne?). Temat jest chyba mało znany. Skutkiem było rozdzielanie rodzin, a także całych zżytych ze sobą społeczności, utrata tożsamości narodowej, pognębienie tych ludzi, traktowanych jako "gorsza rasa", która nie wie co dla niej dobre, więc trzeba im pomóc i ją ucywilizować, tj. zmusić, żeby żyli jak wszyscy inni. Dla mnie to też jest opowieść o tym, jak współczesny człowiek traktuje naturę: sztuczne wytyczanie granic, których przecież nie znają zwierzęta (ani ludzie swobodnie żyjący na tych terenach), przemieszczanie zwierząt zgodnie z kaprysem człowieka, a bez uznania ich naturalnych habitatów, zabieranie terenu przyrodzie. Autorka tego reportażu bazuje na opowieściach nielicznych już świadków, starając się "ocalić je od zapomnienia". Niestety średnio się udaje zebrać to w spójną opowieść - dla czytelnika nie pochodzącego ze Skandynawii będzie tu zbyt wiele zupełnie nic nie mówiących mu nazw geograficznych i nazwisk nie do zapamiętania, wskutek czego trudno wyobrazić sobie te wydarzenia. Mało tu było dla mnie takiej treści natury "ogólnej", objaśniających cytowane wspomnienia. Natomiast wartości dodają liczne fotografie i ilustracje.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 6 2 miesiące temu
Ptak Dodo, czyli co mówią do nas politycy Michał Rusinek
Ptak Dodo, czyli co mówią do nas politycy
Michał Rusinek
Michał Rusinek po raz trzeci bierze na tapet język polityków (wcześniej zajmował się nim w "Mrocznym Erosie" oraz w "Dobrej zmianie", którą napisał z profesor Katarzyną Kłosińską). Tym razem nie ogranicza się wyłącznie do polskich aferek politycznych, choć nadal są one głównym tematem jego zainteresowania. Rusinek ma dość złośliwe poczucie humoru, ale mimo to nie pozbawione smaku. Nie można mu też odmówić erudycji i błyskotliwości. Jego analiza wypowiedzi Barbary Nowak jakby to była szkolna rozprawka rozbawiła mnie do łez! Wyjątkowo rozbawiły mnie też retoryczne rozważania nad wypowiedziami Mejzy oraz dosłowna interpretacja metafor Glapińskiego. Spośród innych reportaży, które szczególnie zwróciły moją uwagę, był też ten poświęcony świątecznym życzeniom prezydenta Dudy, metanoje i poezje Morawieckiego (Zenku Martyniuku, dołączam się do prośby autora - wykorzystaj jego tekst i nagraj do tego piosenkę!), przedstawienie afery z Pegazusem w formie greckiego mitu (Zeusem, jak można się spodziewać, został Kaczyński), a także rozłożenie na czynniki pierwsze wypowiedzi Czarnka na pogrzebie księdza-egzorcysty i na jej podstawie powołanie do życia nowej dziedziny nauki - sakrogeografii. Wyjątkowo zaintrygowała mnie też analiza haseł na plakatach podczas czarnych protestów i osadzenie ich w szerszym kontekście historycznoliterackim. To, w czym najbardziej doceniłam wiedzę Rusinka, to felieton o rosyjskich zapożyczeniach w polszczyźnie wraz z propozycjami zamienników. Bardzo ciekawe było też porównanie: propaganda Putina - PR Zelensky'ego. Cieszę się, że autor podjął się przeanalizowania wypowiedzi tych polityków. Uważam też, że ostatni z felietonów - w którym przytacza się historię kremówki w kontekście Jana Pawła II - to idealne domknięcie tego zbioru felietonów. Ironiczne, ale schodzące nieco z tonu, który narzuciły tematy dotyczące polityki amerykańskiej i rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego zakończenia książki, tej książki.
miserycardia - awatar miserycardia
oceniła na 8 10 miesięcy temu
Sopoty Tomasz Słomczyński
Sopoty
Tomasz Słomczyński
Historia Sopotu to opowieść o nieustannym wymyślaniu się na nowo, o kurorcie, który niczym kameleon dostosowywał się do politycznych wiatrów wiejących nad Bałtykiem. Tomasz Słomczyński w swojej książce Sopoty zabiera nas w podróż przez te zmienne losy – od luksusowych początków, przez traumę wojenną, aż po znaczenie kurortu w siermiężnych czasach PRL. To właśnie w okresie Polski Ludowej Sopot stał się „oknem na świat”, enklawą kolorów w szarej rzeczywistości. Był miejscem, gdzie festiwalowa piosenka mieszała się z zapachem smażonej flądry i luksusem Grand Hotelu, który jako jeden z niewielu punktów na mapie pozwalał przeciętnemu obywatelowi otrzeć się o wielki świat. Moja ocena tej pozycji to mocne 7/10 – to reportaż rzetelny, choć momentami zbyt melancholijny. Słomczyński słusznie używa liczby mnogiej w tytule. Jego Sopoty to nie jedno miasto, lecz zbiór nakładających się na siebie warstw czasowych i społecznych. Autor z ogromną czułością pochyla się nad historią Zoppot – niemieckiego kąpieliska, którego ślady wciąż widać w architekturze werand i wieżyczek. Jednocześnie nie ucieka od trudnych tematów: powojennego szabru, wysiedleń i brutalnego procesu „oswajania” obcej przestrzeni przez nowych osadników. Najciekawszy jest jednak Sopot „pomiędzy”. Autor dociera do ludzi, którzy pamiętają miasto jako tygiel artystycznej bohemy, cinkciarzy i partyjnych dygnitarzy. To tutaj odbywały się legendarne dancingi, a na molo krzyżowały się ścieżki intelektualistów i robotników na wczasach pracowniczych. Słomczyński świetnie oddaje ten swoisty dualizm – luksusu na pokaz i biedy ukrytej w suterenach pięknych willi. Styl Tomasza Słomczyńskiego jest niezwykle plastyczny, momentami niemal poetycki. Autor nie tylko opisuje fakty, ale stara się oddać „ducha miejsca” (genius loci). Jego rozmowy z mieszkańcami – zarówno tymi rdzennymi, jak i przyjezdnymi – są pełne autentyzmu i niespiesznego rytmu. To nie jest reportaż goniący za sensacją, lecz raczej próba uchwycenia przemijania. Słomczyński idzie pod prąd turystycznych folderów, zaglądając w podwórka, o których zapomnieli deweloperzy. Przyznałam 7/10 doceniając ogrom pracy dokumentacyjnej, jaką wykonał autor. Sopoty to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć fenomen tego miasta. Dlaczego zatem zabrakło punktów do ideału? Momentami książka wpada w zbyt jednostajny, nostalgiczny ton, który może być nużący przy dłuższej lekturze. Niektóre wątki rodzinne bohaterów wydają się zbyt rozbudowane w stosunku do głównego tematu, co sprawia, że narracja nieco traci dynamikę. Sopoty to książka o tęsknocie za światem, który już nie istnieje, a który wciąż próbuje przetrwać w pamięci mieszkańców. To rzetelny portret miasta, które było i jest symbolem aspiracji Polaków. Słomczyński udowadnia, że za fasadą Monciaka kryje się historia znacznie mroczniejsza, ciekawsza i bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać z perspektywy leżaka na plaży.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Chłopcy. Idą po Polskę Marcin Kącki
Chłopcy. Idą po Polskę
Marcin Kącki
Marcin Kącki, znany z bezkompromisowych reportaży o mrocznych stronach polskich miast i instytucji, w książce „Chłopcy. Idą po Polskę” bierze na warsztat środowisko Konfederacji oraz szeroko pojęty ruch libertariańsko-narodowy. Przyznając tej publikacji ocenę 6/10, doceniam sprawność warsztatową autora i próbę zrozumienia fenomenu popularności skrajnej prawicy, jednak dostrzegam w niej wyraźny brak obiektywizmu, który osłabia siłę reportażu. Książka jest efektem wielomiesięcznego przenikania Kąckiego do środowiska „młodych gniewnych” polskiej polityki. Autor nie skupia się wyłącznie na liderach, takich jak Janusz Korwin-Mikke czy Sławomir Mentzen, ale przede wszystkim na ich zapleczu – młodych mężczyznach, którzy w postulatach niskich podatków i „wolności totalnej” odnajdują receptę na swoje życiowe frustracje. Kącki świetnie oddaje duszny klimat męskich biesiad, przesiąkniętych alkoholem i mizoginią, pokazując, że za politycznymi hasłami często kryją się głębokie kompleksy i lęk przed zmieniającym się światem. Reportaż uczestniczący czy śledczy? Największym problemem „Chłopców” jest postawa samego autora. Kącki stosuje metodę reportażu wcieleniowego, stając się niemal częścią opisywanej grupy. Z jednej strony pozwala to na zdobycie unikalnych materiałów i szczerych wypowiedzi, z drugiej – zaciera granicę między obserwatorem a uczestnikiem. Czytelnik odnosi wrażenie, że autor z góry założył tezę, a zebrany materiał ma jedynie potwierdzić obraz „chłopców”, którzy nigdy nie dorośli do odpowiedzialności za państwo. Choć opisywane sceny bywają groteskowe i przerażające, brakuje w nich głębszej analizy ekonomicznej czy społecznej, która wyjaśniłaby sukces tego ruchu poza sferą obyczajową. Szóstka to nota dla książki, którą czyta się błyskawicznie, ale która pozostawia pewien niesmak. Warsztat Kąckiego jest bez zarzutu – dialogi są żywe, a opisy sugestywne. Jednak jednostronność przekazu sprawia, że „Chłopcy” stają się raczej manifestem niechęci autora do opisywanego środowiska niż rzetelną próbą zrozumienia połowy młodego pokolenia Polaków. Dodatkowo, w kontekście późniejszych kontrowersji wokół osoby samego autora, niektóre fragmenty książki dotyczące relacji damsko-męskich nabierają dwuznacznego, niemal ironicznego charakteru. „Chłopcy. Idą po Polskę” to reportaż ważny, bo dotykający realnego problemu radykalizacji nastrojów, ale jednocześnie bardzo subiektywny. To lektura, która z pewnością usatysfakcjonuje przeciwników Konfederacji, utwierdzając ich w przekonaniach, ale raczej nie przekona nikogo, kto szuka wyważonej analizy polskiej sceny politycznej. To solidne 6/10 – mocny, mięsisty reportaż, któremu zabrakło chłodnego dystansu i próby wyjścia poza bańkę światopoglądową autora.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 20 dni temu
Rozkład. O niedemokracji w Ameryce Piotr Tarczyński
Rozkład. O niedemokracji w Ameryce
Piotr Tarczyński
Drobiazgowa analiza współczesnego stanu systemu politycznego w USA. Dla mnie, całkowitego laika, miejscami było zbyt szczegółowo - nie byłam w stanie spamiętać wszystkich nazwisk, nazw aktów prawnych itp. Z drugiej strony ta szczegółowość jest siłą książki, której autor stawia sobie za cel ukazanie korzeni współczesnego kryzysu. A korzenie, na ile rozumiem, sięgają schyłku XVIII wieku. Tarczyński koncentruje się na różnych mechanizmach funkcjonowania władzy w Stanach, a także na systemie wyborczym w tym kraju. Próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie o to, jak doszło do wyboru Trumpa na prezydenta. Jest przy tym wyraźnie krytyczny wobec zmian zaszłych w ostatnich latach w partii republikańskiej. Ta stronniczość trochę mi przeszkadzała. Wiem, że da się napisać dobry reportaż, nie ujawniając swoich poglądów, czego dowodem jest czytane przeze mnie w ubiegłym roku "Cokolwiek powiesz, nic nie mów". Takie książki budzą u mnie większe zaufanie do opinii formułowanych przez autora. Jednocześnie wydaje się, że pewne diagnozy Tarczyńskiego trochę się zdezaktualizowały - na plan pierwszy w amerykańskiej konserwatywnej polityce wysunęły się inne nazwiska niż przytaczane w książce sprzed trzech lat. Trudno tu winić autora, boć to wróżenie z fusów, niemniej jednak trzy lata, to dość krótki termin przydatności do spożycia jak na książkę. Mimo wszystko "Rozkład..." pozwala zrozumieć wiele skomplikowanych mechanizmów wpływających na kształt amerykańskiej sceny politycznej, takich jak sposób wyznaczania okręgów wyborczych, amerykańskie liberum veto, czyli filibuster, system legislacyjny i osobliwa rola, jaką odgrywa w nim... Sąd Najwyższy. Za to cenię tę książkę, a kolejnej: "Oślizgłe macki, wiadome siły" jestem jeszcze ciekawsza. Interesującym odkryciem był dla mnie fakt, że kraj o nie do końca demokratycznych zasadach wyborczych boryka się z podobnymi problemami jak Polska: kulejący system sądownictwa podległy bardzo silnym politycznym wpływom, próby kwestionowania wyników wyborów prezydenckich, postępująca polaryzacja światopoglądowa i polityczna. Wszystko to przerabialiśmy i przerabiamy nadal na naszym podwórku. Czyli to chyba nie kwestia szczegółowych zasad panującego systemu, a jakaś ogólna tendencja współczesnej kultury?
anodder_chapter - awatar anodder_chapter
ocenił na 6 25 dni temu

Cytaty z książki Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie

Więcej
Grzegorz Łyś Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie Zobacz więcej
Więcej