rozwiń zwiń

Bogowie Słowian

Okładka książki Bogowie Słowian
Stanisław Jakubowski Wydawnictwo: Towarzystwo Powściągliwość i Praca albumy
58 str. 58 min.
Kategoria:
albumy
Format:
papier
Data wydania:
1933-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1933-01-01
Liczba stron:
58
Czas czytania
58 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bogowie Słowian w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bogowie Słowian

Średnia ocen
7,7 / 10
13 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
110
110

Na półkach:

Niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale zdaje się, że książka "Bogowie Słowian" Stanisława Jakubowskiego wydana w 1933 r. w nakładzie 3000 egzemplarzy nigdy później już po raz kolejny nie ukazała się w druku. Zadziwiające!!!

Przeciętny Polak, który ukończył przynajmniej szkołę średnią, doskonale zna mitologię starożytnych Greków i Rzymian, a o wierzeniach swoich przedchrześcijańskich przodków wie tyle co nic. Szkoła też jakoś ten temat traktuje po macoszemu...

Chociaż prawdą jest, że tych źródeł jest niewiele, to jednak, jak się okazuje, książki, które przedstawiają ten temat istnieją, ale są lekceważone i spychane na margines. Tym bardziej zachęcam do zapoznania się z tą niewielką książeczką, w której Autor na podstawie dawnych kronik usiłuje odtworzyć słowiański panteon i co ważne, podaje, gdzie dokładnie zlokalizowane były słowiańskie "kościoły".

"Bogów Słowian" rozpoczyna opis świątyni Światowita:

"Kątyna Światowita stała na Rugii w Arkonie, tam, gdzie dziś rozłożyła się wioska Altkirchen. Arkona wznosiła się na szczycie wyniosłego przylądka i była naturalnym grodziskiem, otoczonym z trzech stron urwiskami skalnymi staczającymi się do morza, z czwartej strony zaś chronił je wał mający około 15 metrów wysokości. (...)

Bogaty skarbiec Światowita, w którym były nagromadzone całe stosy drogocennych przedmiotów był źródłem pożądań dla wszystkich sąsiadów. Waldemar II, król duński wiedziony chciwością najechał Rugię i zdobył ją 15. czerwca 1168 r., skarbiec złupił, a posąg Światowita kazał swoim dwom rycerzom Esbernusowi i Sunie zwalić na ziemię, a żołdacy porąbany posąg użyli na opał".*

Drugim bóstwem był Swarożyc - bóg Słońca - jego świątynia swym położeniem przypominała ateński Akropol.

"Bardzo długie wieki dzierżyli kapłani Swarożyca władzę nad Odrą, Łabą i Wisłą i dopiero w r. 1069 biskup Burchhardt z Halberstadtu, na czele potężnych oddziałów rycerzy niemieckich ogniem i mieczem zniszczył cały kraj Lutyków i Redarów, zdobył Retrę, złupił skarbiec i na świętym koniu Swarożyca wrócił do Niemiec".*

Następnie Jakubowski wymienia Białoboha i Czarnoboha:

"Oba te bogi, tak Biały, jak też Czarny, miały mieć swe kątyny w Budziszynie na Łużycach, na dwóch przeciwległych górach, które dotychczas noszą nazwę Bielboh i Czarnoboh.

Nazwy tych bóstw znikły z pamięci ludu, lecz ślady ich kultu pozostały w nazwach osad ludzkich i gór, bo Słowianin poświęcał swym bóstwom miejsca wyniosłe; stąd u nas w Polsce mamy nazwy miejscowości Białoboże, Białobożnica, a w Czechach Belbozica".*

Z kolei kątyny Trigława znajdowały się w: Szczecinie, druga w Braniborze (dzisiejszy Brandenburg) - w kraju Obodrytów i tu ją zniszczono około połowy XII w., trzecia w Wolinie.

"Po zburzeniu świątyni w Szczecinie w r. 1125 św. Otto zabrał posążek Trigława jako trofea, tułów zniszczył, a te trzy głowy posłał do Rzymu papieżowi Kalikstowi, jako świadectwo nawrócenia Pomorzan".*

Oprócz tego Autor wymienia jeszcze takich słowiańskich bogów i boginie jak: Rugiewit, Jarowit, Prowie, Żywie, Porenut, Perun, Łada, Marzana, Dażboh, Kupało, Stryboh, Wełes, Chors, Mokosz, Perepłut, Jesse, Nija, Lelum, Polelum, Dziewana, Pogada.

Zachęcam do przeczytania książki, bo oprócz przybliżenia wierzeń naszych przedchrześcijańskich przodków, pozwala ona również lepiej zrozumieć niektóre nasze zwyczaje (np.: topienie marzanny, Noc Kupały, itp.). Polecam.

* Źródła cytatów: Stanisław Jakubowski - Bogowie Słowian, Drukarnia "Powściągliwość i Praca", Kraków 1933 r.

Niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę, ale zdaje się, że książka "Bogowie Słowian" Stanisława Jakubowskiego wydana w 1933 r. w nakładzie 3000 egzemplarzy nigdy później już po raz kolejny nie ukazała się w druku. Zadziwiające!!!

Przeciętny Polak, który ukończył przynajmniej szkołę średnią, doskonale zna mitologię starożytnych Greków i Rzymian, a o wierzeniach swoich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

57 użytkowników ma tytuł Bogowie Słowian na półkach głównych
  • 38
  • 19
9 użytkowników ma tytuł Bogowie Słowian na półkach dodatkowych
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Beksiński 2 Zdzisław Beksiński
Beksiński 2
Zdzisław Beksiński Wiesław Banach
Zdzisław Beksiński: artysta, wizjoner, ktoś niezwykły i wyjątkowy. Osobowość tego malarza była nietuzinkowa, a tragiczna historia jego rodziny wciąż mnie zasmuca. W latach 90-tych byłam absolutnie zafascynowana muzyką prezentowaną w radiowej Trójce, przez syna Zdzisława Beksińskiego Tomasza i innych dziennikarzy muzycznych radiowej Trójki. Słuchałam ostatniej audycji Tomasza Beksińskiego, w której wybrzmiała sugestia/zapowiedź tego, co zamierzał zrobić ze swoim życiem. Początek nowego stulecia okazał się dla nas, jego słuchaczy, smutny i tragiczny. A potem jeszcze ta bezsensowna śmierć jego ojca, Zdzisława Beksińskiego, zamordowanego przez zdegenerowanego nastolatka. Życie napisało dla rodziny Beksińskich wyjątkowo okrutny scenariusz. Zdzisław Beksiński był bardzo skromnym człowiekiem, nie zabiegał o sławę, nie promował swej twórczości, nie przyjmował zaproszeń do udziału w wernisażach i wystawach swoich prac. Nie lubił opuszczać pracowni malarskiej, ponieważ tam był jego bezpieczny świat. Rzadko decydował się na dłuższe wyjazdy poza dom i znaną okolicę. Jeśli już tak się stało to, na ogół, był tak zestresowany sytuacją, że od razu dopadały go dolegliwości żołądkowo-jelitowe. Chętnie za to udzielał wywiadów. Dla znawców sztuki malarskiej był trudnym "przypadkiem", ponieważ jego twórczości nie dało się zaszufladkować do określonego trendu w malarstwie. Nie nadawał tytułów swoim pracom, w związku z tym, ich odbiór uzależniony jest od wyobraźni tego, kto na nie spogląda. Malarz konsekwentnie twierdził, że jego dzieła nie są ilustracjami do jakichś historii, które mogłyby być opowiedziane. Mówił, że gdy zaczyna tworzyć, nie wie co ostatecznie powstanie. Obrazy i rysunki, tego nieprzeciętnego artysty, mają niesamowity klimat, często mroczny, niepokojący, wiele z nich ukazuje śmierć, destrukcję, zagładę, zniszczenie. Mogę patrzeć na nie tysiące razy i zawsze dostrzegam coś, czego wcześniej nie zauważyłam. Zawsze jakiś szczegół mnie zaskakuje lub niespodziewanie pojawia się nowa interpretacja, o której wcześniej nie pomyślałam. Podobne oddziałuje na moją wyobraźnię tylko malarstwo Hieronima Boscha.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 10 2 lata temu
Atlas naturalnych kamieni szlachetnych i ozdobnych Jerzy Żaba
Atlas naturalnych kamieni szlachetnych i ozdobnych
Jerzy Żaba Irena Żaba
Natura dostarcza nam nieskończenie wiele pięknych skarbów w różnych kształtach i kolorach. Minerały doceniane były już w starożytnych kulturach. Przypisywano im niesamowite właściwości, przez co wykorzystywano w rytuałach, wyrabiano z nich biżuterię, dekoracje a nawet kosmetyki. Jeżeli chcielibyście dokształcić się w bardziej fizycznych właściwościach, oraz poznać mnogość barw pięknych minerałów, to będzie książka dla Was. We wstępie przeczytamy o ogólnym spojrzeniu na minerały, które rozbudowało się na przestrzeni wieków. Znajdziemy odpowiedzi na nurtujące pytania związane z właściwościami czy identyfikacją! Czym są kamienie szlachetnie i półszlachetne. Określanie stopnia twardości, przejrzystości, barwy. Jak powstają minerały i jak je klasyfikować. A nawet słowniczek z pojęciami np. aby dowiedzieć się czym jest brylancja, asteryzm czy dichroizm. Z tak posegregowaną najważniejszą wiedzą, śmiało można stawiać swoje pierwsze kroki w mineralogii, geologii czy amatorskim zbieraniu kamieni. Atlas ten jest zbiorem 120 najczęściej spotykanych kamieni szlachetnych i ozdobnych. Nie uwzględniono w nim syntetyków, czyli sztucznie wytwarzanych w warunkach laboratoryjnych imitacji. Każdy minerał posiada bogate, kolorowe i przejrzyste zdjęcia pomagające w identyfikacji. A jako ciekawostkę dodano wykonywaną z okazów biżuterię, posążki i inne niesamowitości. Ale nie samymi ilustracjami czytelnik żyje. W opisach nie zabrakło ważnych z geologicznego punktu widzenia informacji pomagających w systematyce. Gdzie występują z uwzględnieniem Polski, jakie mają cechy charakterystyczne, znaczenie i zastosowanie. Minerały uporządkowano według klasyfikacji chemiczno- strukturalnej. Wszystko jest przejrzyste, przystępnie i pięknie wykonane. Twarda okładka skrywa wnętrze z naprawdę dobrej jakości papieru. Dla rządnych przygód polecam zajrzeć w bibliografię. Uwzględniono tam naprawdę fajne książki warte przeczytania i obejrzenia, by dobrze podszlifować nie tylko minerały ale i wiedzę. Jest to naprawdę fajny kawałek książki dla początkujących lub osób lubiących zbierać literaturę geologiczną.
LeoMech - awatar LeoMech
ocenił na 10 2 lata temu
Boży ludzie. Podróż po kres Europy Monika Bułaj
Boży ludzie. Podróż po kres Europy
Monika Bułaj
Być w mniejszości jest trudno. Jednak wtedy to "bycie" nabiera innego wymiaru. Staje się "bardziej". Intensywne, soczyste, odczuwalne. Żeby zachować jak najwięcej skrawków tej inności. Złapać w dłonie okruchy, które pozostają po zderzeniu ze współczesnością. Niczego nie uronić. I ta lektura przygarnia cenne odłamki. Skleja. Zachowuje. Nie odrzuca, bo nawet jeśli często ich nie rozumiemy to stanowią integralną część historii człowieka. Nie znikną po zamknięciu oczu. To książka, która sama w sobie jest drogą, bo przemierzyła dwadzieścia lat zanim dotarła do światła dziennego. Monika Bułaj wyrusza poza marginesy, do mniejszości. Są tu zwyczaje, tradycje, przesądy, wierzenia. Taniec, śpiew, lament. Cisza, w której można usłyszeć więcej, ale i niepokój, tęsknota, odchodzenie. Duchowe obrzeża, ale i etniczne przywiązania. To wyprawa na kresy - Azji, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Europy Wschodniej. Skraje inności, granice zrozumienia. Po części jest to reportaż, po części opowieść. Retrospekcja niemal minionego. Sedna nie stanowi tu studium antropologiczne, czy socjologiczne aspekty. Chodzi o człowieka. Spojrzenie w oczy, pomarszczone dłonie i historie zapisane w bliznach. Okładka to drzwi do przytulnej chaty, w której znalazło się miejsce dla Tatarów, Romów, Łemków, Hucułów, Bojków, Mołokanów i Prygunów, Karaimów i Chasydów. Pali się ogień. Wyczuwa się pewien mistycyzm. Malownicza treść, miękki i żywy język oraz przenikliwe, momentami mgliste fotografie niosą ze sobą nostalgię. Są jak powiew przemijania, a jednocześnie chcą tę przemijalność zatrzymać. Piękny poetycki dokument. Wzruszają mnie takie powroty do korzeni. Czasem trzeba się przedrzeć przez zarośnięte ścieżki, zapomniane zaułki i zagajniki porośnięte niepamięcią, ale każde słowo, zdjęcie, myśl ożywiają je na nowo i za to dziękuję autorce, która tak wzruszająco dotknęła przeszłości, że na moment stała się teraźniejszością. A Wy lubicie wracać?
ZyjBardziej - awatar ZyjBardziej
ocenił na 9 4 lata temu
Saké napój samurajów Henryk Socha
Saké napój samurajów
Henryk Socha
Sake. Napój Lisiołów – czyli sake runda druga. W zeszłym tygodniu Lisioł zgłębiał tajniki sake, co skończyło się dlań dość poważnym stanem upojenia procentami. Pomimo bólu głowy, futrzak postanowił ten wyczyn powtórzyć, zagłębiając się w książkę "Sake, napój samurajów" autorstwa Henryka Sochy. Jak wszystkie książki tego autora, ta również jest pięknie ilustrowaną pozycją, przybliżającą tematykę napoju bogów – od produkcji, przez rodzaje sake, aż po rozdziały poświęcona sake na świecie i w Polsce. Tak sobie więc Lisioł wędrował. Najpierw po polach ryżowych, kręcąc się oczywiście pod nogami pracujących, co nieodmiennie skutkowało potokiem przekleństw. Potem zanurzył się w kadzi, nie mogąc się doczekać, aż sake w końcu będzie gotowe. O mały włos, a wyszłoby z tego sake z Lisioła! Na szczęście jeden z pracowników wyciągnął naszego bohatera za ogon i kazał mu iść do sklepu – że też Lisioł wcześniej na to nie wpadł! Zadowolony z siebie i swojej mądrości, Lisioł wyruszył więc do sklepu. Tam też się dowiedział, że słowo sake oznacza dosłownie alkohol wytwarzany z ryżu, jednak w Japonii ten termin oznacza KAŻDY alkohol, w tym whisky, piwo i wino. Zaniepokojony Lisioł spojrzał na niekończące się rzędy butelek – to za dużo, nawet jak na lisiołową wątrobę. Szybko więc Lisioł nauczył się korzystać z takich nazw jak: Nihonshu, Shochu, Seishu, Futsushu i Jizake. Wyposażony we wszystkie określenia na sake, od ogólnego terminu, po słowo oznaczające lokalny browar, powrócił do sklepu. Pani pokiwała głową i spytała jaki rodzaj sake Lisioł sobie życzy, bo jest ich w sumie tylko 8 odmian, ale w grę wchodzą również niuanse smakowe i procentowe. Z racji faktu, że Lisioł nie wiedział, które sake będzie uważał za najlepsze, spróbował każdego po trochu *dźwięk opróżnianych butelek do ostatniej kropli*. Eksperyment ten zakończył się tylko połowicznym sukcesem, ponieważ owszem, Lisioł poznał wszystkie rodzaj sake, ale dalej nie wie, które woli najbardziej, gdyż nie pamięta, w jakiej kolejności je spożywał, miał robić notatki, ale jakoś wyleciało mu to z pamięci…
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na 6 5 lat temu
Beksiński 4 Zdzisław Beksiński
Beksiński 4
Zdzisław Beksiński Wiesław Banach
Czwarty i zarazem ostatni z albumów ukazujących twórczość Zdzisława Beksińskiego. Jak w poprzednich, tak i tu mamy wstęp Wiesława Banacha. Tym razem możemy przeczytać garść interesujących informacji na temat poszukiwań formy podczas realizowania swoich malarskich koncepcji. Poza tym mamy też parę ciekawych słów od wydawcy albumów (Bogdana Szymanika) dotyczących osoby Beksińskiego. Zbiór zawiera same obrazy malowane techniką olejną. Otwierają go obrazy o tematyce fantastycznej, następnie mamy przykłady obrazów przedstawiające kolejne formy dziwnych postaci i ludzkich głów. Większość czwartego tomu to obrazy przedstawiające właśnie ludzkie ułomności i deformacje ciała. Z tego tomu najbardziej wyróżniam m.in.: BE78 (1978 rok, str. 35), XXX (1980 rok, str. 37), WS (1986 rok, str. 83) i WŚ (2002 rok, str. 123). PODSUMOWUJĄC CAŁĄ SERIĘ: O twórczości Zdzisława Beksińskiego można powiedzieć (i już powiedziano) wiele. W moim odczuciu od pierwszego mojego zetknięcia się z jego twórczością [wiele lat temu] był on, jest i zapewne długo jeszcze pozostanie najbardziej utalentowanym rodzimym malarzem, a jego obrazy (zdecydowana ich większość) z pewnością nigdy nie przestaną mnie fascynować. Zamieszczone przeze mnie "tytuły", które w poszczególnych albumach wyróżniam, to jedynie te dzieła, które wymieniam jako najbardziej zapadające w pamięci. Nie oznacza to, że resztę uważam za gorsze, bo każdy z obrazów z osobna ma w sobie coś, czym mnie fascynuje i zachwyca - mrok, tę dziwność sytuacyjną, bądź dziwną przybraną formę. Serię albumów jak najbardziej polecam każdemu fanowi sztuki Beksińskiego. Przedstawione w nich reprodukcje są dobrej jakości, tak samo jak papier, na którym je wydano. Sama na pewno będę do nich niejednokrotnie wracać (najczęściej do obrazów, najrzadziej do - według mnie - nieszczególnych fotomontaży). Aczkolwiek, moim zdaniem, żadne (nawet najlepszej jakości) zdjęcie, reprodukcja nie jest w stanie oddać tego wrażenia, jakie wywiera obcowanie ze sztuką Beksińskiego na żywo, czego niedawno miałam okazję doświadczyć. Widzieć obraz w książce to jedno, ale widzieć ten sam obraz w galerii (czy - jak w tym przypadku - w Sanockim Muzeum Historycznym), to drugie. Dlatego polecając albumy stwierdzam, iż są one bardzo dobrym uzupełnieniem dla tego, czego oko może doświadczyć z obrazem widzianym na żywo, dusza natomiast w sali, w Muzeum, będącej namiastką pracowni Artysty. C'est magnifique!
Booka - awatar Booka
oceniła na 7 7 lat temu

Cytaty z książki Bogowie Słowian

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bogowie Słowian