Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie

Okładka książki Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie
Antoni Libera Wydawnictwo: Sic! literatura piękna
228 str. 3 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
228
Czas czytania
3 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788388807411
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie

Średnia ocen
7,1 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1441
123

Na półkach:

Nikt nie pisze tak jak Libera; nikogo nie czyta się tak jak Liberę. I pewnie, można to powiedzieć o wielu pisarzach, ba, każdy może mieć swojego własnego Pisarza, takiego, że Nikt Jak On. Ale to nie zmienia faktu, że Libera jest wyjątkowy, wyjątkowo piękny. Jest coś w jego prozie, co mnie porusza, niezależnie od tego, czy czytam wywiad o Żoliborzu, opowieść o ostatnim spotkaniu z niewątpliwym mistrzem Libery, Beckettem, o ostatecznym rozczarowaniu opus magnum Andrzejewskiego czy pożegnanie Janusza Szpotańskiego. Może to ta muzyczność literatury, o której Libera często mówi, uchwycona i zachwycająca nawet kogoś, kto — ja jak — świadomie jej nie rozpoznaje.

Błogosławieństwo Becketta to zbiór tekstów o różnorodnej tematyce i formie, czego najlepszym dowodem są trzy ostatnie Wyznania: epickie, dramatyczne i liryczne. Ale wyłania się z nich jeden, spójny obraz autora, humanisty, erudyty, literata; który, co dość oczywiste, momentami nieco irytuje wyraźnym samozadowoleniem i pewnym poczuciem wyższości, niekiedy wpędza w kompleksy i zazdrość, ale zazwyczaj chyba jednak wzbudza zaufanie — a minęły wieki, odkąd ostatnio zdarzyło mi się uwierzyć w autorytet narratora, takie mamy anarchiczne czasy. Jest Libera mądrym głosem w dyskusji o literaturze, głosem starego mistrza; choć nie sposób nie zastanowić się, na ile to rzeczywiste mistrzostwo, a na ile wykreowana poza. Bo przecież mimo wszystkich wspaniałych tłumaczeń, artykułów i krótkich utworów, wydał na świat tylko jedno dzieło, które można określić jako wielkie. Chociaż, z drugiej strony, to jedno dzieło znaczy więcej niż dziesiątki utworów w przypadku niejednego pisarza.

(Więcej: http://szwabacha.blogspot.com/2014/11/antoni-libera-bogosawienstwo-becketta-i.html)

Nikt nie pisze tak jak Libera; nikogo nie czyta się tak jak Liberę. I pewnie, można to powiedzieć o wielu pisarzach, ba, każdy może mieć swojego własnego Pisarza, takiego, że Nikt Jak On. Ale to nie zmienia faktu, że Libera jest wyjątkowy, wyjątkowo piękny. Jest coś w jego prozie, co mnie porusza, niezależnie od tego, czy czytam wywiad o Żoliborzu, opowieść o ostatnim...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

92 użytkowników ma tytuł Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie na półkach głównych
  • 52
  • 40
20 użytkowników ma tytuł Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie na półkach dodatkowych
  • 13
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Herodiada. Salome Gustave Flaubert, Antoni Libera, Richard Strauss, Oscar Wilde
Ocena 9,5
Herodiada. Salome Gustave Flaubert, Antoni Libera, Richard Strauss, Oscar Wilde
Okładka książki Mówi Warszawa Wojciech Albiński, Olga Berezyna, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Marek Kochan, Aleksander Kościów, Milena Laur-Zmarzłowska, Antoni Libera, Kaja Malanowska, Izabela Morska, Marek Nowakowski, Piotr Paziński, Tomasz Piątek, Monika Powalisz, Monika Rakusa, Sylwia Siedlecka, Bohdan Sławiński, Jerzy Sosnowski, Juliusz Strachota, Krzysztof Varga, Piotr Wojciechowski
Ocena 6,0
Mówi Warszawa Wojciech Albiński, Olga Berezyna, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Marek Kochan, Aleksander Kościów, Milena Laur-Zmarzłowska, Antoni Libera, Kaja Malanowska, Izabela Morska, Marek Nowakowski, Piotr Paziński, Tomasz Piątek, Monika Powalisz, Monika Rakusa, Sylwia Siedlecka, Bohdan Sławiński, Jerzy Sosnowski, Juliusz Strachota, Krzysztof Varga, Piotr Wojciechowski
Antoni Libera
Antoni Libera
Pisarz, tłumacz, reżyser, znawca twórczości Samuela Becketta. Ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim, doktoryzował się w Polskiej Akademii Nauk. Przełożył i wydał wszystkie dzieła dramatyczne Becketta, część jego utworów prozą oraz eseje i wiersze. Sztukami Becketta zajmuje się również jako reżyser, wystawiając je w Polsce i za granicą. Dotychczas zrealizował blisko trzydzieści spektakli. Tłumaczył również Oskara Wilde’a,Sofoklesa, Szekspira i Friedricha Hölderlina. Przekłada też libretta operowe. W 1998 jego pierwsza powieść, "Madame", wygrała konkurs ogłoszony przez Wydawnictwo Znak, po czym stała się jednym z większych bestsellerów ostatniej dekady. W ciągu 10 lat osiągnęła łączny nakład 90 tysięcy egzemplarzy i przełożona została na ponad 20 języków. W 1999 była nominowana do nagrody Nike i wyróżniona została Nagrodą im. Anrzeja Kijowskiego, a w 2002 znalazła się w ścisłym finale (7 książek spośród 123) irlandzkiej IMPAC Dublin Literary Award. W latach 1988-1993 Libera współredagował czasopismo "Puls", a w latach 1996-2001 był kierownikiem literackim w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Jest członkiem PEN Clubu i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich oraz amerykańskiego Samuel Beckett Society. Laureat wielu prestiżowych nagród.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty Marek Bieńczyk
Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty
Marek Bieńczyk
Czy wędrowaliście kiedykolwiek poprzez meandry literackiego labiryntu, zbudowanego z mglistych metafor, niekończących się powtórzeń, wyliczeń, alegorii, cytatów po to tylko, by na samym końcu zatoczyć pełne koło i odkryć nic ponad bezkresną pustkę? W taki właśnie sposób wykreowana jest “Melancholia” Bieńczyka, który w mistrzowski sposób pisze o stracie, nieobecności organizującej istnienie. Autor poruszając wszelkie możliwe figury melancholii, wyliczając każdy jej przejaw, sposób, w jaki niewidzialny czarny duch rozpaczy atakuje nas, stara się oswoić problem, wyznaczyć granice. Dla Bieńczyka melaine koina staje się nie tylko stanem (chorobowym), lecz kulturowym uwarunkowaniem stwarzającym jednostkę nowoczesną. Dojmujące, obezwładniające ducha i ciało uczucie straty buduje zatem poczucie nietrwałości istnienia, przemijalności wszelkiego piękna, kruchej delikatności stworzenia. W tej pozornie luźno skomponowanej konstrukcji tkwi siła kreatorska, chęć eksploracji i empiryczność nastawienia. Równocześnie teksty kreślą wyjątkową sieć tkaną z delikatnych, ale i kanciastych, chropowatych słów. Są to maski przywdziewane przez Bieńczyka, cierpiętnika wykorzystującego wachlarz form odpowiednich, oksymoronicznych do wyrażenia słynnego „nic, które boli”, dojmująco odczuwanego całym ciałem i duchem. Melancholia w ujęciu autora zionie brakiem nadziei, czystą, niezgłębioną rozpaczą. Podmiot piszący jest uwięziony w fantasmagorycznej wizji rzeczywistości, w której czarna żółć sączy się spomiędzy wyrazów. Ucieczka między słowa jest jednak pozorna, akt pisania jest jedynie rondem, cieniem pochwyconej idei. Ponadto jest próbą uchronienia przed bezsensownością istnienia, to stwarzanie struktur świata przez narrację. Melancholia to także osobliwy filtr, przez który podmiot spogląda na otaczające realia – zaczernione, nieprzeniknione, zimne realia, nieprzyjazne i zobojętniałe. Rzeczywistość trwająca wokół to rodzaj pokoju, metaforycznej przestrzeni, zagraconej przez stosy piętrzących się przedmiotów; to świat zawalony rupieciami, w którym każdy z nich, w mniejszym lub większym stopniu, przypomina o niemożliwej do odzyskania utracie.
Paula Kulig - awatar Paula Kulig
ocenił na 8 1 rok temu
Tonio Kröger i inne opowiadania Thomas Mann
Tonio Kröger i inne opowiadania
Thomas Mann
W nowelach Manna niewiele się dzieje, akcja toczy sie niespiesznie, brak w nich dramatycznych zwrotów akcji - a jednak są piękne. Ich bohaterami są ludzie odrębni, inni od wszystkich, nadwrażliwi. Nieco zapomniany obecnie (u nas) pisarz wywarł swego czasu duży wpływ na polską literaturę, a jego wizyta w latach międzywojennych była dla rodzimych twórców ważnym wydarzeniem. Pięć noweli z tego zbiorku idealnie pokazuje rozwój talentu Manna na przestrzeni 30 lat. Pierwsza powstała jeszcze w XIX wieku, ostatnia tuż przed narodzinami III Rzeszy. Najbardziej znana, tytułowa, opowiada o samotności artysty który, kochając ludzi "blondwłosych i zwyczajnych", jest od nich diametralnie różny i pół życia minie nim się z tym pogodzi i zrozumie, że ceną jego talentu i wyjątkowości jest samotność i niedopasowanie. Tonio Kröger to alter ego pisarza, który również był mieszanką wybuchową temperamentnej latynoskiej matki i przyziemnego solidnego ojca-Niemca. I tak samo jak Tonio był biseksualny (jednak w przeciwieństwie do swojego bohatera założył rodzinę i spłodził sześcioro dzieci). Kończący książkę "Mario i czarodziej" napisany w czasie kiedy we Włoszech triumfował już faszyzm, a w Niemczech za trzy lata mieli przejąc władzę hitlerowcy, pokazuje jak łatwo charyzmatyczna jednostka może narzucić tłumowi swoją wolę, zmanipulować go i zmusić do niechcianych nawet działań. Narrator jest jednym z obezwładnionych przez "czarodzieja" - jedyna iskierka nadziei to ludzie tacy jak Mario, który potrafił wyrwać się spod jego wpływu. "Mario i czarodziej" dobitnie ukazuje poglądy pisarza, który odważnie wypowiedział się przeciw nazizmowi, przez co w 1933 musiał na zawsze opuścić ojczyznę. A mnie, tym razem, najbardziej spodobała się krótka i niepozorna "Katastrofa kolejowa", świetna jest. Tonio i opowiadanie o psie mocno mnie znużyły. Wybór opowiadań niemieckiego noblisty: 6/10
Agata - awatar Agata
oceniła na 6 17 dni temu
Opowiadania na czas przeprowadzki Paweł Huelle
Opowiadania na czas przeprowadzki
Paweł Huelle
Paweł Huelle, polski pisarz i prozaik, nauczyciel języka polskiego, wykładowca na kierunku reżysersko-operatorskim i wykładowca filozofii. To nazwisko, które co jakiś czas przewijało się mi przed oczami, zanim w moje ręce trafiły „Opowiadania na czas przeprowadzki”. Pierwsze z nich prowadzą czytelnika do okresu powojennego, nad Mołtawę, gdzie jeszcze dobrze tam przez lata zakorzeniony duch niemieckości ciągle unosi się nad Gdańskiem, a traumatyczny koszmar wojny nadal jest obecny w niełatwych polsko-niemieckich relacjach. Polacy, którzy po zasiedleniu tych terenów nie od razu poczuli się tam jak w swojej ojczyźnie i Niemcy, którzy pomimo świadomości nowych granic ciągle odczuwali, że są u siebie. Wszechobecne ślady niemieckości, jednym tak obce, drugim tak bliskie, potwierdzały paradoks tej sytuacji. W pierwszych opowiadaniach jawi się przed czytelnikiem powojenna Polska, naznaczona trudnościami i problemami rozkwitającego PRL-u. To zwyczajne historie o codziennym życiu, w których szczególnie widoczna jest dbałość o wychowanie dziecka w klimacie rodzinnych wartości. Opowiadania budzą sentyment do dawno minionych czasów, kiedy relacje sąsiedzkie były niezwykle bliskie, dzieci swobodnie i bez nadzoru dorosłych penetrowały okoliczne zakamarki, mężczyźni byli szarmanccy, a kobiety kojarzono z ciepłem ogniska domowego. Te pierwsze historie widziane i opisane są z poziomu kilkulatka. Bohater pierwszego opowiadania, tytułowy stół, to zdobycz powojenna. Zwyczajny, wysłużony mebel, wokół którego toczą się rozważania na temat życia, egzystencji i ludzkich priorytetów. Stół jawi się tu jako symbol. Symbol spajania rodziny, przemijania ale też pojmowania etyki. Opowiadania rosną i dojrzewają wraz z bohaterem, zmieniając dziecięce widzenie świata w dorosłe postrzeganie rzeczywistości. Wrażenie robi opowiadanie „Wuj Henryk”, nie tylko z powodu doskonałego szkicu głównego bohatera czy pojawiających się tu elementów baśniowych, ale również z powodu zaskakująco trafnej wizji przyszłości Polski i jej miejsca w Europie. W zbiorze poruszony został też problem traumy dziecięcej, rzutującej na resztę życia i stanowiącej nieuleczalne źródło emocjonalnego chłodu. To plon braku miłości ojcowskiej, pomimo jego fizycznej obecności. Nigdy nie uleczony ból, który ostatecznie kończy się w szpitalu psychiatrycznym. Każde z opowiadań ma własny, wyjątkowy klimat, odrębną historię, odmienne emocje i przesłanie. Wszystkie mają własną, niepowtarzalną interpretacją rzeczywistości. Potrafią rozbawić, wzruszyć, zasmucić, otulić melancholią. Pierwsze historie, widziane i opisane oczami kilkulatka rysują jego świat budowany na ufności, ciekawości i poznawaniu rzeczywistości Z każdym kolejnym wzrasta dojrzałość narratora. Jednocześnie pojawia się tu coraz śmielej wprowadzany duch mistycyzmu, gdzie splatające się różnorakie linie czasowe nadają narracji metafizyczny wydźwięk. Wysoko należy ocenić styl, w jakim Paweł Huelle napisał swoje opowiadania. Udało mu się oczarować czytelnika stworzonym przez siebie światem, w którym wyobraźnia z lekkością maluje przed oczami wypełnione czereśniami, gruszami i renklodami sady, a aromat czarnych, dojrzałych w słońcu porzeczek, kurz upalnego lata czy woń kadzidła w świątyni odbiera się wszystkimi zmysłami. Paweł Huelle okazuje się być finezyjnym obserwatorem i doskonałym analitykiem relacji międzyludzkich. Jego bohaterowie to intrygujące, bogate wewnętrznie postaci, a język opowiadań pod względem literackim znakomity. „Opowiadania na czas przeprowadzki” to jedna z tych książek, po których zamknięciu czuje się niedosyt. Bo chciałoby się więcej i więcej……I choć przede mną do odkrycia jeszcze cały dorobek literacki Pawła Huelle, to jednocześnie żal, że już nic nie wyjdzie spod jego pióra.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na 7 10 miesięcy temu
Opowiadania Thomas Mann
Opowiadania
Thomas Mann
135/130/2025 Bardzo zróżnicowany zbiór opowiadań, nawet według najprostszego kryterium, czyli długości :-) Ale po kolei. "Upadła" to opowiadanie o nieszczęśliwej miłości, wspominanej po latach. Bardzo dobre. Dwa kolejne, "Mały pan Friedemann" oraz "Pajac" zaczynają się trochę w klimacie "Buddenbrooków": mieszczańska rodzina, trzy siostry (dwie chude i jedna gruba), pokój z krajobrazami, teatr lalek, śmierć na udar... jednak z czasem przechodzą w kolejne opowieści o nieszczęśliwej miłości. "Friedemann" podobał mi się bardzo, "Pajac" trochę mniej, ale oba opowiadania są świetne. "Luizka" też opiera się na tym uczuciu, a kończy się chyba najbardziej dramatycznie ze wszystkich w tym zbiorze. "Szafa. Historia pełna zagadek" jest opowiadaniem z innej bajki, pasowałaby do zbiorku opowieści niesamowitych. Niezbyt moja bajka, chociaż lubię takie klimaty z dreszczykiem. "Tristan" - to z kolei prototyp "Czarodziejskiej góry", tylko uzdrowisko dla tych z chorobami piersiowymi nie jest w górach szwajcarskich jeno nad morzem niemieckim (oraz między innymi polskim). A główny bohater, pan Kloeterjahn, to jakby Peeperkorn, nie tylko z powodu podobieństwa w nazwisku. Tak samo dziwacznym. I znowu miłość się pęta w tym opowiadaniu. Bardzo dobre. Mniej rozmemłane niż "Czarodziejska góra", co jest zaletą. "Tonio Kroeger" mniej mi przypadł do gustu, zdaje się, że właśnie przez rozmemłanie tytułowego bohatera. "Z rodu Waelsungów" to opowieść o miłości wynaturzonej, ale bardzo dobra. "Anegdota" jest chyba najkrótszą opowiastką w tym zbiorze, ale ma kopa, podobnie jak "Katastrofa kolejowa", chociaż ich tematyka jest zupełnie różna. I kolejne opowiadanie o miłości - "Śmierć w Wenecji". Do tego z polskim wątkiem oraz opisem zębów jak w "Buddenbrookach". Świetne. Przez kolejne, "Pan i pies", nie przebrnęłam. Prawie sto stron o psie??? Nie mam nic przeciwko zwierzętom, ani absolutnie nie zaliczam się do tych, którzy uważają, że dla psa to najlepsza jest buda, krótki łańcuch i żarcie dwa razy na tydzień, żeby zły był. Broń Boże. Ale tak długiego opowiadania o psiaku (także o jakimkolwiek innym zwierzu) nie jestem w stanie czytać. Tym bardziej, że nasze wyobrażenia o wyobrażeniach i przeżyciach psa są tylko wyobrażeniami... Przeskoczyłam więc do "Nieładu i wczesnej udręki" - przepięknego opowiadania o miłości do dziecka w scenerii mieszczańskiej, którą bardzo u Manna lubię. A ostatnie, "Mario i czarodziej", znowu niebzyt w moim guście. Może przez to, że opisuje hochsztaplerskie hipnotyzerskie sztuczki? Podsumowując, bardzo dobry zbiór, przede wszystkim z miłością w tle lub na pierwszym planie. A realia to XIX-wieczne Niemcy: przyjęcia, tańce, wywczasy i wyszkolona służba. Bardzo dobra literatura.
AgaGaga - awatar AgaGaga
oceniła na 8 7 miesięcy temu
Męka kartoflana Janusz Rudnicki
Męka kartoflana
Janusz Rudnicki
MĘKA KARTOFLANA. ...czyli z każdej granicy strony. Czego w tej książce nie ma? Elektryzujące sytuacje spotkania Polaków z Niemcami, rozwijające się siłą rozpędu pamięci o wojnie – są. Portret staczającej się alkoholiczki – jest. Wieśniaccy Polacy, którzy wyrwali się poza granice „matecznika” - są. Wulgaryzmy – całe kopy. Absurd i groteska – im dalej, tym więcej, aż do zbrojenia ziemi krzyżami przeciwko szatanowi. No i Bruno Schulz. „Męka kartoflana” jest zbiorem opowiadań Janusza Rudnickiego, które jako takie muszą reprezentować różny poziom. Poniżej kilka słów o wybranych. Szczególnie dla mnie interesujące są utwory koncentrujące się na przemyśleniach Rudnickiego dotyczących twórczości Schulza oraz zapisków Nałkowskiej i Dąbrowskiej. Autor „Męki kartoflanej” nie uznaje w tym przypadku kompromisów i uderza wszystkim co ma w pisarzy, można powiedzieć, pierwszej wielkości wśród gwiazd naszej literatury. Nie obawia się krytykować autorów, co chwilę rzuca cytatami i sprawnie porusza się po niemałym przecież dorobku pisarzy. Jego impresje są zupełnie inne od powszechnie znanej praktyki interpretacyjnej. Rudnicki śmiało sobie poczyna z sylwetkami pisarzy i bezlitośnie czepia się szczegółów, wytyka usterki, powtarzalność i nieautentyczność. Czyta się to wszystko jednym tchem, momentami aż trudno nadążyć za porywającym stylem autora. Jest to doświadczenie odświeżające w stosunku do prac krytyków piejących z zachwytu nad twórczością „klasyków”. A jednak nie odnosi się wrażenia, że Rudnicki kopie leżącego. Nie znęca się on nad opisywanymi sylwetkami, lecz jego krytyka jest rozmyślnie rozdmuchana i jednak podszyta szacunkiem do wziętych na warsztat, czy też pod ostrze pióra, pisarzy. Opowiadania portretujące alkoholiczkę Uschi aż kipią od fizjologii. Ociekają potem, brudem i wymiocinami. Ciężko powiedzieć, jak w wielu miejscach książki, gdzie kończy się inspiracja prywatnymi doświadczeniami Autora, a zaczyna wyobraźnia. Pisarz stworzył tutaj bardzo plastyczny obraz fiksacji i nienawiści maskującej fascynację. Co do reszty utworów, skwitować je można terminem „groteska”. Sytuacje z życia codziennego nagle nabierają innego znaczenia i zdarzyć się może dosłownie wszystko. Ulubionym chwytem Rudnickiego jest przepis następujący: wrzucić do jednego worka grupę wybraną z zestawu Polacy/Niemcy w scenerii Polski/Niemiec, zamieszać, potrząsnąć i spróbować, co z tego wyszło. A wychodzi zazwyczaj napędzająca bohaterów tajona nienawiść, skrywana uraza i maskowane kompleksy. Polacy przedstawiani przez Rudnickiego, to ci, których znamy, choć znać byśmy nie chcieli. Reprezentują sobą szerokie spektrum negatywnych stereotypów. Każdego można określić etykietą złodzieja, degenerata, idioty. Obrywa się od Rudnickiego Polakom, obrywa przy każdej okazji. „Taś, taś, Polaczki!”, pisze Rudnicki i przywabione stadko stawia w coraz dziwniejszych sytuacjach. Groteska króluje, absurd goni absurd, pojawia się romantyczna symbolika wraz z zestawem wszelkich rekwizytów od rozdętej martyrologii, wielkiej sprawy narodowej i patriotyzmu. Rudnicki całą tę graciarnię polskiej literatury wsmarowuje w błoto, dając chyba wyraz swoim przekonaniom na temat poruszania tych kwestii w książkach. „Męka kartoflana” zaczyna zalatywać Gombrowiczem i wszystkim, co z tego wynika. Warto przeczytać, ze względu na dystans Autora do świata, ludzi, siebie samego, a szczególnie wobec pisarstwa. Dla kogo? Dla spragnionych komentarzy do twórczości Schulza, nieoklepanych i świeżych. Dla zafascynowanych relacjami polsko-niemieckimi. Dla Polaków z dystansem do siebie. Nie dla tych, którzy: mają alergię na potoczysty styl strumienia świadomości; nie trawią romantyzmu nawet obśmiewanego; nie przepadają za groteską; bulwersują się dostrzeganiem śmieszności w mitach narodowych; obrażają się za krytykowanie Schulza; wieszczów.
jaccobus - awatar jaccobus
ocenił na 7 9 lat temu

Cytaty z książki Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Błogosławieństwo Becketta i inne wyznania literackie