Bleach 36. Turn back the pendulum

Okładka książki Bleach 36. Turn back the pendulum
Tite Kubo Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: Bleach (tom 36) komiksy
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Bleach (tom 36)
Tytuł oryginału:
ブリーチ
Data wydania:
2014-11-06
Data 1. wyd. pol.:
2014-11-06
Data 1. wydania:
2011-08-06
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374713764
Tłumacz:
Paweł Dybała
Średnia ocen

                8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bleach 36. Turn back the pendulum w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bleach 36. Turn back the pendulum

Średnia ocen
8,3 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2730
1422

Na półkach: , , , ,

Jeden z najlepszych tomików „Bleacha”. Cofamy się do przeszłości i obserwujemy wydarzenia, które doprowadziły m.in. do powstania Vizardów. Młody Urahara, moja miłość, w końcu dostał więcej kadrów. Młody Aizen i Byakuya! Założę się, że nie tylko ja wzdychałam na każdej stronie.

Wyjątkowo mało tutaj scen walki, jak na lekarstwo, ale to bardzo dobrze. „Bleach” potrzebuje pogłębienia fabuły i charakterów postaci, to właśnie w tej części dostaje. Oby więcej takich wycieczek!

Jeden z najlepszych tomików „Bleacha”. Cofamy się do przeszłości i obserwujemy wydarzenia, które doprowadziły m.in. do powstania Vizardów. Młody Urahara, moja miłość, w końcu dostał więcej kadrów. Młody Aizen i Byakuya! Założę się, że nie tylko ja wzdychałam na każdej stronie.

Wyjątkowo mało tutaj scen walki, jak na lekarstwo, ale to bardzo dobrze. „Bleach” potrzebuje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

251 użytkowników ma tytuł Bleach 36. Turn back the pendulum na półkach głównych
  • 204
  • 47
114 użytkowników ma tytuł Bleach 36. Turn back the pendulum na półkach dodatkowych
  • 43
  • 37
  • 9
  • 9
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Bleach 36. Turn back the pendulum

Inne książki autora

Tite Kubo
Tite Kubo
Nazywa się Noriaki Kubo, pisze pod pseudonimem Tite Kubo.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dogs: Bullets & Carnage tom 9 Shirow Miwa
Dogs: Bullets & Carnage tom 9
Shirow Miwa
Chaos! Chyba tak najłatwiej podsumować dziewiąty tom z serii "Dogs" Shirow Miwa. Autor w tym tomiku przeskakuje między poszczególnymi wątkami dość często i swobodnie. Co prawda nie jest tak, że Czytelnik się w tym wszystkim pogubi, ale jednak jak na mój gust było to zbyt chaotyczne. Poza tym gdzieś uciekł mi humor, i charakterystyczna dla tej mangi "lekkość". W ogóle w tym tomie autor nastawił się raczej na popchnięcie fabuły do przodu, i walkę, przez co uleciało wiele humoru, nawet w wykonaniu Badou. Fabularnie jest generalnie bardzo dobrze. Historia opowiadana przez Shirow mknie jak szalona, skacząc po wątkach w różnych momentach. Żeby nie spojlerować, napiszę tylko, że jest kilka zaskakujących momentów. Dużo dobrego robi tu ciągnąca się przez cały tomik walka między Naoto i Magnato, ale to już należy odkryć samemu, A skoro już przy tej walce jesteśmy - Shorow Miwa nie byłby sobą gdyby tego odpowiednio nie zilustrował. Sam pojedynek jest wręcz mistrzowski. Kadry są niesamowicie dynamiczne, można wręcz odnieść wrażenie, że pojedynkujące się postacie zaraz wyskoczą z kart komiksu i zdemolują mieszkanie ;). Mimika twarzy jest bardzo przekonująca. Ale poza wspomnianym wyżej pojedynkiem też nie jest źle. Tak jak w poprzednich tomach "Piesków" Shirow Miwa jest raczej oszczędny w detale, ale jak już nimi przywali, to nie za zmiłuj ;). Poza tym jest tu kilka tak lubianych przeze mnie mrocznych kadrów. Kolejny niezły tomik. Co prawda mam wrażenie, że w porównaniu z niektórymi poprzednikami jest to lekki krok w tył, ale.... ...ale ten autor już udowodnił, że jak się cofa to tylko po to, by zrobić rozpęd.
Zielony - awatar Zielony
ocenił na 7 10 lat temu
Dogs: Bullets & Carnage tom 8 Shirow Miwa
Dogs: Bullets & Carnage tom 8
Shirow Miwa
RECENZJA TOMÓW 3-9 http://miedzysklejonymikartkami.blogspot.com/2015/07/150-dogs-bullets-carnage-3-9-wszystko.html W Dogs zakochałam się rok temu i teraz, po lekturze kolejnych tomów, moje uczucie w ogóle nie zmalało. Przyszłość, Europa. Miasto gigant podzielone jest na część nadziemną i podziemną. W Podziemiu królują gangi, przemoc oraz nielegalne modyfikacje genetyczne. Giną dzieci, by zasilić armię potworną armię szalonej Matki, która hoduje coraz to nowsze generacje posłusznych sobie psów. Części jednak udaje się uciec i to oni stają się ostatnią linią obrony przed własną Rodziną. Pierwszą, największą i niezaprzeczalną zaletą Dogsów jest atmosfera i to, co się na nią składa. A więc przede wszystkim kreska. Jest obłędna. Na pierwszy rzut oka cienka i minimalistyczna, ale chwila, chwila. Odniosłam wrażenie, że pod względem warsztatu mangi przyjęło się traktować jako niższy podgatunek komiksu - bo to to się prawie tylko na postacie składa. Shirow Miwa potrafi kilkoma "machnięciami" świetnie oddać ogólny zarys i detale otoczenia. Ale nie o tym chciałam pisać. Tylko o scenach walki, których w Dogs nie brakuje. Taki na przykład tom 2, to prawie sama nawalanka była. W dalszych tomach na szczęście otrzymaliśmy nieco więcej treści. Rysunek jest niesamowicie dynamiczny i ekspresyjny. Żałuję, że nie mogę wam pokazać najlepszych przykładów, ale ktoś koniecznie musiał dostać swoje mangi z powrotem, a Internety widać na czym innym się skupiają. Czasami trzeba dłużej się przyjrzeć, by wyłapać wszystkie niuanse albo, wręcz przeciwnie, ogarnąć co się dzieje - bohaterowie poruszają się naprawdę szybko :) Atmosferę świetnie budują też puste kadry, a sama manga sprawia wrażenie gotowego szkicu ujęć do filmu. Właśnie to lubię we wszelkiego rodzaju komiksach. Czy mam jakiś zarzut? Maleńki. Czcionka szeryfowa w "okienkach" narracyjnych. Zadziwiająco mocno mi przeszkadzała i psuła efekt. Shirow Miwa stworzyła ciekawy, pełen szczegółów świat. Współczesny schemat półświatka świetnie odnalazł się w przyszłości. Ciekawie pokazano ewolucję psów i różnice między pokoleniami, a mutanci są wspaniale narysowani. Chociaż z niesamowitą kreską autorki, aż prosiłoby się o kilka kadrów miasta... *.* Drugim ogroomnym plusem są postacie. Bardzo ciekawe i bardzo niezapomniane. Moim ulubionym jest przedstawiony poniżej Badou. Dziwaczny humor i zamiłowanie do fajków [tak, w tej odmianie, i to naprawdę najlepsza akcja marketingowa przeciwko paleniu :]]. Uwielbiam też Michaiłowa [na okładce], Bishopa [niestety, jeszcze nie było nam dane zobaczyć walki z jego udziałem] oraz Piekielne Bliźniaczki. Wysuwający się na pierwszy plan Heine i Naoto za to mnie niemiłosiernie irytują, ale wynagradzają mi ich świetni bohaterowie drugoplanowi. Niemal każda postać posiada historię z przeszłości, która w znaczący sposób wpływa na teraźniejsze wydarzenia. Tu warto zwrócić uwagę na retrospekcje, które znajdziemy chyba w każdym tomie. Autorka zauważyła, że najmocniej zapamiętujemy te drastyczniejsze, dlatego fragmenty wydają się nieco poszarpane logicznie i przez to bardziej realistyczne. Dogs przypominają najlepszy film akcji sf, którego nigdy nie obejrzałeś. Dialogów nie ma za dużo, więc czyta się szybko, ale jednocześnie samemu chce się zatrzymać na dłużej i przyjrzeć szczegółom. Shirow Miwa powoli wydziela na fragmenty układanki, mocno podkręcając napięcie. A co najlepsze sama manga niesamowicie stymuluje moją wyobraźnię tak, że po zakończeniu każdego tomiku mogłabym usiąść do komputera i pisać przez następne kilka godzin. Ale nie mam takiej cierpliwości, więc połykam na raz :D Ukazał się jeszcze tom 10., ale lojalnie poinformowano mnie, że kończy się w środku akcji, a kolejnych jeszcze nie wydano, więc... wytrzymam. Wytrzymam, bo muszę.
Między sklejonymi - awatar Między sklejonymi
ocenił na 8 10 lat temu
Naruto: Siódmy Hokage i Księżyc Szkarłatnego Kwiatu. Masashi Kishimoto
Naruto: Siódmy Hokage i Księżyc Szkarłatnego Kwiatu.
Masashi Kishimoto
NARUTO I SPÓŁKA Kiedy nad Wisłą przestał pojawiać się „Dragon Ball” – i w wersji mangowej, i anime – długo szukałem aż w końcu znalazłem – „Naruto”. I przez lata cieszyłem się nią, pochłaniając kolejne tomy, aż do stycznia 2012, kiedy to kupiłem 52 część serii i… kolejne przestały pojawiać się w punktach prasowych mojej mieściny. Zamiast zamawiać kolejne tomiki, zdecydowałem się odpuścić sobie serię – i tak miałem na głowie sporo czytelniczych wydatków – i lata trwały, zanim obejrzałem najpierw filmy kinowe, a potem poznałem resztę porzuconej przeze mnie opowieści, za sprawą serii anime. Ale i tak wciąż ciągnęło mnie by jednak poznać wersję Kishimoto i w końcu, w styczniu 2022 roku, równo dziesięć lat po kupnie ostatniego tomiku, spiąłem się, uzupełniłem kolekcję o 21 brakujących części, zasiadłem do ponownego przeczytania całej, liczącej siedemdziesiąt trzy tomy serii i… Właśnie, jak „Naruto” wypadł po latach? I jak się bawiłem? Zanim odpowiem na te pytania, kilka słów o fabule, by sprawiedliwości stało się zadość. A zatem, Naruto Uzumaki to dzieciak, który marzy by zostać shinobi (ninja), a potem Hokage (przywódcą wioski), ale póki co niezbyt sobie radzi, ciągle się wygłupia, a co gorsza wszyscy go unikają. Wszystko przez sekret, jaki kryje. Przed laty wioskę zaatakował lisi demon, by ją ocalić, zapieczętowano go w Naruto właśnie, a chłopca zepchnięto na margines. Ale on się nie poddaje, pnie się powoli po szczeblach drabiny swoich marzeń i stara się pokazać, na co go stać. A okazji do tego będzie miał wiele. Tym bardziej, że w końcu czeka na niego wielka wojna, jaka ogarnie kraj… http://ksiazkarniablog.blogspot.com/2022/03/naruto-1-73-masashi-kishimoto.html
Wkp - awatar Wkp
ocenił na 7 4 lata temu
Mushishi #3 Yuki Urushibara
Mushishi #3
Yuki Urushibara
Mushishi #3 to kolejna porcja tajemniczości, melancholii i poetyckości w wykonaniu autorki Yuki Urushibary. Jej dzieło o niewidzialnych bytach, egzystujących wokół nieświadomych tego ludzi, to prawdziwa mangowa perełka. Pozycja zdecydowanie warta uwagi, jednak na tyle specyficzna, że nie każdy będzie nią zachwycony. W albumie znajduje się pięć opowiadań, których motywem wspólnym są wspomniane „mushi” oraz ludzie, którzy zmuszeni są do podjęcia ważnych decyzji, mających wymierny wpływ na całe ich dotychczasowe życie. W opowieści „Głos wyjący rodzą” poznajmy losy dziewczynki, która od lat zmusza się do całkowitego milczenia, w trosce o dobre mieszkańców wioski. Jej głos powoduje bowiem przyciąganie tajemniczej „choroby”, która okazuje się jedną z odmian „mushi”. W historii „Z brzegu morza” autorka prezentuje postać mężczyzny, który w tajemniczych okolicznościach stracił żonę i od lat cierpi on z powodu wyrzutów sumienia. Jeśli tylko będzie chciał, będzie miał on jednak szanse ponownego rozpoczęcia życia. Trzecia opowieść „Czarne ziarna” to z kolei losy mężczyzny, który zmuszony jest do podjęcia decyzji, która zaważy na życiu mieszkańców jego wioski. Każda z podjętych decyzji będzie prowadzić do nieuchronnej śmierci, pytaniem otwartym jest co jest tutaj mniejszym złem. W czwartej opowieści „Biel mieszkająca w kamieniu pisarskim” autorka stara się przedstawić, że nieświadomość ludzi o istnieniu „mushi” niekiedy powoduje bardzo poważne konsekwencje dla otoczenia. Ostatnia zamieszczona w albumie historia „Jednooka ryba” to element odkrywający przed nami część przeszłości głównego bohatera. Z krótkiego opowiadania można się dowiedzieć, co przyczyniło się do tego, że Ginko stał się tytułowym Mushishi i zaczął pomagać innym ludziom. Wszystkie opisane historie ukazują w przeróżny sposób ludzkie tragedie i konieczność podejmowania, często niełatwych decyzji. Bohaterowie poszczególnych rozdziałów, zmagają się zarówno z traumami przeszłości, jak i problemami wynikłymi z działania „mushi”. Można więc początkowo sądzić, że cała wina leży po stronie niewidzialnych bytów. Ich nierozerwalna koegzystencja z ludźmi sprawia jednak, że nic nie jest tutaj tak oczywiste, a piętrzące się problemy zawsze są mocno wielowarstwowe. Brzmi to mocno skomplikowanie, jednak oddając się lekturze, szybko można się przekonać, że treść jest dosyć łatwa i przyjemna w odbiorze. Autorka stara się jednak wyjść poza schemat typowego dramatu i w iście fantazyjny sposób ukazać złożoność życia. Po stronie czytelnika pozostaje czy będzie chciał doszukiwać się w historiach o „mushi” duchowego przesłania i ukrytych znaczeń. Czy może potraktuje tytuł jako mocno baśniowo-poetycki produkt czysto rozrywkowy, który ma za zadanie zapewnienie odbiorcy chwili relaksu i zapomnienia o troskach dnia codziennego. Nad fabułą i klimatem mangi Mushishi #3, można rozpisywać się w nieskończoność. Należy jednak wspomnieć również o tym, że tytuł jest mocno schematyczny. Poszczególne epizody przedstawione w kolejnych tomach serii, opierają się cały czas na tym samym schemacie. Fantazyjność, tajemniczość i poetycka melancholia sprawia, że kolejne opowieści mogą mocno zlać się w jedną „monochromatyczną” całość. Na pewno nie jest to pozycja dla kogoś, kto liczy na wartką i głęboką fabułę. Opowieść o Ginko jest tutaj podawana w malutkich strzępach, które mozolnie trzeba samodzielnie układać, żeby zobaczyć szerszy kontekst tej postaci. Jednych taka forma ukazywania treści zachwyci, inni zaś poczują się nią mocno znużeni (nawet już po lekturze pierwszego tomu). Jeśli chodzi o kwestie graficzne, to manga prezentuje się równie nietuzinkowo, jak jej scenariusz. Autorka stawia na miękką kreskę współgrającą z emocjonalnym klimatem poszczególnych historii. Tła są tutaj przeróżną formą mniej lub bardziej wyrazistego kreskowania, co kontrastuje z projektami postaci, które utrzymane są już w bardziej klasycznej i wyrazistej formie. Nie można o nich napisać „wybitne”, jednak są na tyle interesujące, że mocno wpadają w oko. Miłym dodatkiem są również kolorowe strony wykonane akwarelami, które prezentują się naprawdę bardzo dobrze i ukazują zdolności mangaczki. Cała recenzja na: https://popkulturowykociolek.pl/poetycki-wymiar-duchowosci-recenzja-mangi-mushishi-3/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 8 5 lat temu
Rewolucja według Ludwika #1 Kaori Yuki
Rewolucja według Ludwika #1
Kaori Yuki
Recenzja mangi „Rewolucja według Ludwika” 1 z 4 tomów, seria zakończona. Oto książę, którego powinny omijać wszystkie księżniczki szerokim łukiem. Ludwik jest inteligentny, błyskotliwy, piękny i zdecydowanie odbiegający od ideału rycerskiego bohatera. Jednak znany wszystkim kobieciarz jest zmuszony wyruszyć w podróż w poszukiwaniu idealnej żony. Towarzyszy mu jego wierny, choć równie nietuzinkowy, sługa Wilhelm. Nie jest to jednak klasyczna historia miłosna. Kandydatki na żonę są inspirowane postaciami z baśni Braci Grimm. Pojawiają się tu znane motywy i bohaterki, takie jak Czerwony Kapturek czy Królewna Śnieżka. Ale jeśli spodziewacie się bajkowej opowieści w stylu Disneya, to... czeka was spore zaskoczenie. Manga „Rewolucja według Ludwika” autorstwa Kaori Yuki to mroczna, przewrotna i często ironiczna reinterpretacja klasycznych baśni. Autorka bawi się znanymi schematami, wywracając je do góry nogami, często w szokujący lub groteskowy sposób. Historia łączy w sobie czarny humor, dramat i prawdziwą naturę człowieka, co nadaje jej unikalnego klimatu. Styl graficzny, charakterystyczny dla Yuki. Pełen detali, momentami jest niemal bajkowy, ale częściej mroczny i wzbudzający niepokój. „Rewolucja według Ludwika” to manga dla tych, którzy lubią baśnie w nietypowej odsłonie, nie boją się kontrowersji i cenią sobie nieoczywiste podejście do znanych motywów. To historia, która z pewnością nie pozostawi czytelnika obojętnym.
czytartystka Arlekin - awatar czytartystka Arlekin
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Another t. 3 Yukito Ayatsuji
Another t. 3
Yukito Ayatsuji Hiro Kiyohara
W klasie 3C zaczyna działać klątwa. Kouichi Sakakibara stara się znaleźć jakieś wskazówki, które pozwolą zatrzymać tragiczny bieg wydarzeń. Po części mu się to udaje. Jeden z byłych nauczycieli wie coś więcej na temat wydarzeń z przeszłości. Związany z tym jest też pewien kaseta. Czas ucieka szybko, a klasa zostaje zaproszona na wycieczkę. 3 tom mangi kontynuuje wątki z poprzednich części, wprowadzając jeszcze gęstszą atmosferę i poczucie niepokoju. Nie ma tu tyle krwawych momentów jak wcześniej, gdyż postawiono bardziej na szukaniu odpowiedzi w przeszłości. Sama dynamika wydarzeń trochę ucierpiała, ale jednocześnie jest to zrozumiałe - ilość wątków poruszonych w tym tomie jest dość spora. Autor specjalnie przeciąga niektóre z historii, żeby przygotować wszystko przed wielkim finałem. Z najbardziej istotnych spraw - w końcu wychodzi na jaw, jak działa klątwa i że istnieje sposób na jej zakończenie. Rysunki są bardzo dobre. Oddają mroczny klimat historii. Kompozycja kadrów, cienie czy mimika idealnie podkreślają napięcie, które jest wszechobecne. Mimo tego, że rysunki nie są ekstra, ultra, hiper, wypas, mega szczegółowe, to moim skromnym zdaniem mają swój charakter i pasują idealnie do tego typu historii. Ten tom, gdyby nie fakt kilku kluczowych informacji, można byłoby nazwać „przejściowym”. Myślę, że manga spodoba się szczególnie tym osobom, które nie lubią, gdy historia zaczyna i kończy się w tym samym tomie. „Another” to opowieść dla tych, którzy nie boją się wejść w mroczne zakątki ludzkiej psychiki i wszechobecnej grozy. ig: multiverse_hunter
Multiverse_Hunter - awatar Multiverse_Hunter
ocenił na 7 5 miesięcy temu
All You Need Is Kill 1 Takeshi Obata
All You Need Is Kill 1
Takeshi Obata Hiroshi Sakurazaka
Hollywoodzka superprodukcja „Na skraju jutro” z wiecznie młodym Tomem Cruisem w rolach głównych, powinna być znana każdemu miłośnikowi dobrego kina sci-fi. Należy jednak przypomnieć o tym, że zanim tłumy zaczęły szturmować kinowe kasy, na rynku pojawiła się stosowna manga, a jeszcze wcześniej light novelka będąca oryginalnym materiałem źródłowym danej historii. Poniższa recenzja skupi się jednak tylko na komiksowej wersji dzieła, która nie tylko nie dobiega od filmowej adaptacji, co nawet w niektórych momentach jest odrobinę lepsza. Akcja mangi przenosi czytelnika w niedaleką przyszłość, kiedy to ludzkość uwikłana w morderczą wojnę z tajemniczym najeźdźcą, stoi na krawędzi całkowitej zagłady. Mimicy spychają ziemskie siły wojskowe do całkowitej defensywy, pochłaniając dla siebie kolejne nieliczone ziemie. Decydująca walka coraz szybciej zbliża się do rejonów Japonii, których utrzymanie może być kluczowym elementem w całej wojnie. Do obrony Kraju Kwitnącej Wiśni zostaje oddelegowany specjalny zespół sił amerykańskich pod dowództwem legendarnej pośród żołnierzy Rity Vratsky. Do boju obok doświadczonych jednostek, rusza również młody i niedoświadczony Keiji Kiriya. Los nie będzie dla niego nazbyt łaskawy i w wyniku kilku nieprzewidzianych sytuacji wpada on w nieskończoną pętlę czasową, która za każdym razem kończy się tak samo – jego śmiercią. Nieustające przekleństwo może stać się również niebywałą szansą dla ludzkości, którą chłopak musi za wszelką cenę wykorzystać. Przypuszczalnie spore grono czytelników, którzy przebrną przez zaledwie kilka początkowych rozdziałów mangi, będzie miało mocne uczucie déjà vu. Nie mówię tutaj już o dość oczywistej wariacji pomysłu z filmu Dzień świstaka. Twórca oryginalnej historii (książka) czerpie z dość wielu różnych dzieł popkulturowych, dodając do nich coś od siebie i tworząc plastyczną masę, z której tworzy naprawdę udany koncept scenariuszowy. Ryousuke Takeuchi (scenarzysta mangi) biorąc pod uwagę wysoką jakość pierwotnej historii, nie może pozwolić sobie na nadmierną twórczą ingerencję w treść, dość sztywno trzymając się jasno określonych schematów. Nie oznacza to jednak, że twórca nie dodał tutaj coś od siebie, ale będzie to mały smaczek, tylko dla kogoś kto wcześniej miał okazję czytać light novelkę. Zaserwowana tutaj historia jest bardzo prosta w swoich złożeniach: wyniszczająca wojna z obcymi i jednostka, która może przechylić szalę zwycięstwa na stronę ziemian. Twórca (w tym aspekcie cały czas mowa o autorze książki) od początku do samego końca miał jasno określony plan scenariuszowy, nastawiony głównie na widowiskową akcję, bez niepotrzebnego zagłębiania się w nadmiernie skomplikowane wątki (to właśnie dzięki temu mangę tak dobrze się „pochłania”). Cała recenzja na ; https://www.popkulturowykociolek.pl/2020/03/recenzja-mangi-all-you-need-is-kill.html
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na 7 6 lat temu

Cytaty z książki Bleach 36. Turn back the pendulum

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bleach 36. Turn back the pendulum