Dramaty

Okładka książki Dramaty autora Leon Kruczkowski, 8306005899
Okładka książki Dramaty
Leon Kruczkowski Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
239 str. 3 godz. 59 min.
Kategoria:
utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Format:
papier
Data wydania:
1977-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-01-01
Liczba stron:
239
Czas czytania
3 godz. 59 min.
Język:
polski
ISBN:
83-06-00589-9
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dramaty w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dramaty

Średnia ocen
6,6 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dramaty

Sortuj:
avatar
174
59

Na półkach: ,

Ponieważ wszystkie książki związane z tematyką drugiej wojny światowej są mi bliskie to i dramaty Kruczkowskiego przeczytałam z zainteresowaniem,chociaż czytanie sztuk,które powinny być raczej oglądane w teatrze nie jest tym co lubię najbardziej.Jednak z racji wymowy polecam.

Ponieważ wszystkie książki związane z tematyką drugiej wojny światowej są mi bliskie to i dramaty Kruczkowskiego przeczytałam z zainteresowaniem,chociaż czytanie sztuk,które powinny być raczej oglądane w teatrze nie jest tym co lubię najbardziej.Jednak z racji wymowy polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

70 użytkowników ma tytuł Dramaty na półkach głównych
  • 42
  • 26
  • 2
33 użytkowników ma tytuł Dramaty na półkach dodatkowych
  • 25
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Najazd. Antologia dramatu Johannes R. Becher, Imre Dobozy, Aleksander Korniejczuk, Leon Kruczkowski, Leonid Leonow, Iwan Pejczew, Jan Solovic, Miloslav Stehlik
Ocena 0,0
Najazd. Antologia dramatu Johannes R. Becher, Imre Dobozy, Aleksander Korniejczuk, Leon Kruczkowski, Leonid Leonow, Iwan Pejczew, Jan Solovic, Miloslav Stehlik
Okładka książki Antologia dramatu. Tom 1 Miron Białoszewski, Jerzy Broszkiewicz, Bohdan Drozdowski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Zbigniew Herbert, Leon Kruczkowski, Jerzy Lutowski, Tadeusz Różewicz, Jerzy Szaniawski
Ocena 7,8
Antologia dramatu. Tom 1 Miron Białoszewski, Jerzy Broszkiewicz, Bohdan Drozdowski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Zbigniew Herbert, Leon Kruczkowski, Jerzy Lutowski, Tadeusz Różewicz, Jerzy Szaniawski
Leon Kruczkowski
Leon Kruczkowski
Polski pisarz i publicysta, a także poseł do Krajowej Rady Narodowej, na Sejm Ustawodawczy (1947–1952) oraz na Sejm PRL I, II i III kadencji (1952–1962),działacz komunistyczny, w latach 1949–1956 prezes Związku Literatów Polskich. Od 1957 do śmierci członek Rady Państwa. Urodził się 28 czerwca 1900 roku w Krakowie, jako jedno z siedmiorga dzieci w rodzinie introligatora Łukasza Kruczkowskiego, który prowadził własną pracownię przy Małym Rynku 6. Był z wykształcenia chemikiem, absolwentem Wyższej Szkoły Przemysłowej w Krakowie. Od roku 1920 do 1924 pełnił służbę wojskową. Został awansowany do stopnia podporucznika piechoty Wojska Polskiego ze starszeństwem z dniem 1 lutego 1922 (w 1934 został zweryfikowany z lokatą 1.). W 1925 roku ożenił się z Jadwigą Janowską. Po studiach pracował początkowo w przemyśle i szkolnictwie zawodowym, następnie od początku lat 30. zajmował się działalnością literacką i publicystyczną; był związany z lewicą. Debiutował w Krakowie na przełomie lat 1918/1919, publikując wiersze w czasopiśmie „Maski”. Po ukończeniu studiów z zakresu technologii chemii pracował w przemyśle w Zagłębiu Dąbrowskim. W latach 1926–1933 mieszkał w dzielnicy Sosnowca – Kazimierzu Górniczym. Mieszkając w Kazimierzu Górniczym zatrudnił się jako nauczyciel chemii, matematyki i fizyki w Szkole Rzemieślniczo-Przemysłowej w Maczkach. Jego żona również zaczęła pracować jako nauczycielka. W tym czasie wydał tom wierszy Młoty nad światem (1928) oraz powieść Kordian i cham (1932),która stała się rewelacją literacką. Kordian i cham, pierwsza polska powieść o tendencjach rewolucyjnych, rewidująca narodowe mity i trafiająca w najczulszy nerw polskiej tradycji literackiej, stała się trwałym dorobkiem literatury polskiej. Po sukcesie Kordiana i chama Kruczkowski poświęcił się wyłącznie pracy literackiej i publicystycznej. W 1935 powstał przeznaczony na scenę utwór satyryczny, wymierzony przeciw nacjonalizmowi i rasizmowi, Bohater naszych czasów, wystawiony w warszawskim Teatrze Comoedia, oraz powieść historyczna Pawie pióra, zaś w 1937 powieść o tematyce współczesnej Sidła. Jednocześnie pisarz systematycznie współpracował z prasą lewicową: „Sygnałami”, „Lewym Torem”, „Po prostu”, „Nową Wsią”, „Epoką” i innymi. Efektem politycznej i publicystycznej działalności Kruczkowskiego były publikacje: „Człowiek i powszedniość”, „Dlaczego jestem socjalistą”, „W klimacie dyktatury” (zbiór artykułów),ukazujące się w latach 1936–1938. Pod koniec dwudziestolecia pisarz pracował nad powieścią z czasów Stanisława Augusta oraz utworem poświęconym polskiej emigracji robotniczej w Belgii (obie powieści, nie ukończone, zaginęły). Uczestnik wojny obronnej 1939. Okres II wojny światowej spędził w obozie niemieckim dla jeńców wojennych w Arnswalde II B (Choszczno) i Gross-Born (Borne Sulinowo). Po powrocie do Polski wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej, założył w Krakowie miesięcznik literacki „Twórczość”. W latach 1945–1948 był podsekretarzem stanu (wiceminister) w Ministerstwie Kultury i Sztuki, a od 1949 do 1956 roku prezesem Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich. W latach 1951–1956 przewodniczył Komitetowi Współpracy Kulturalnej z Zagranicą. Od lutego 1957 był członkiem Rady Państwa. Oo 1946 roku był posłem – kolejno: do Krajowej Rady Narodowej, na Sejm Ustawodawczy oraz na Sejm PRL I, II i III kadencji. W latach 1952–1956 przewodniczył sejmowej Komisji Oświaty, Nauki i Kultury. Od 1952 do 1956 roku był członkiem Prezydium Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Narodowego, a od 1958 członkiem Prezydium Ogólnopolskiego Komitetu Frontu Jedności Narodu. W listopadzie 1949 został członkiem Ogólnokrajowego Komitetu Obchodu 70-lecia urodzin Józefa Stalina. Był działaczem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, członkiem egzekutywy podstawowej organizacji partyjnej przy ZG Związku Literatów Polskich w 1950 oraz członkiem Komitetu Centralnego PZPR. Po wojnie był jednym z najczynniejszych organizatorów życia kulturalnego, pełniąc kolejno szereg funkcji państwowych i społecznych. Jego praca literacka nie uległa przy tym zahamowaniu. Powieściopisarz stał się dramatopisarzem. W 1948 roku Teatr Polski w Warszawie wystawił jego Odwety, dramat o problematyce współczesnej, gorąco przyjęty zarówno przez publiczność, jak i krytykę, a w dwa lata potem na scenie Starego Teatru w Krakowie, odbyła się premiera Niemców – najgłośniejszej sztuki Kruczkowskiego. Niemcy, grani na blisko dwudziestu scenach Polski, doczekały się 14 przekładów na języki obce, 8 wydań w językach obcych, oraz premier w: Berlinie i innych miastach niemieckich, Wiedniu, Paryżu, Brukseli, Pradze, Bratysławie, Rzymie, Sofii, Londynie, Helsinkach i Tokio. 22 listopada 1950 roku w Warszawie, na II Kongresie Obrońców Pokoju, został wybrany w skład Światowej Rady Pokoju. W tym samym roku był sygnatariuszem apelu sztokholmskiego. W 1950 roku pisarz wydał tom publicystyki Spotkania i konfrontacje oraz rekonstrukcję nieznanej i nieukończonej sztuki Stefana Żeromskiego Grzech, którą adaptował na scenę Teatru Kameralnego w Warszawie. W roku 1954 ukazał się wybór artykułów z okresu powojennego Wśród swoich i obcych oraz powstał dramat o tragedii Rosenbergów Juliusz i Ethel, natomiast w rok później – podobnie jak Juliusza i Ethel – Teatr Kameralny wystawił napisaną w roku 1952 sztukę o problematyce współczesnej Odwiedziny. Był członkiem korespondentem Akademie der Künste (Niemieckiej Akademii Sztuki). Uchwałą Rady Państwa z 8 maja 1958 został powołany na przewodniczącego Komitetu Roku Chopinowskiego 1960. Zmarł 1 sierpnia 1962 roku w Warszawie. Został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach (kwatera A26-tuje-10/11). Jego nagrobek został zaprojektowany przez Mariana Wnuka. Przedstawia trzy leżące jedna na drugiej księgi, z których dwie są zamknięte, a trzecia, górna – otwarta.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Grube ryby. Dom otwarty Michał Bałucki
Grube ryby. Dom otwarty
Michał Bałucki
𝐙 𝐂𝐘𝐊𝐋𝐔 "𝐎𝐂𝐀𝐋𝐈Ć 𝐎𝐃 𝐙𝐀𝐏𝐎𝐌𝐍𝐈𝐄𝐍𝐈𝐀". 𝗞𝗟𝗔𝗦𝗬𝗞𝗔 𝗪𝗖𝗜ĄŻ Ż𝗬𝗪𝗔 ! Dwa słuchowiska "𝗚𝗥𝗨𝗕𝗘 𝗥𝗬𝗕𝗬" oraz "𝗗𝗢𝗠 𝗢𝗧𝗪𝗔𝗥𝗧𝗬". Pierwsze zatytułowane GRUBE RYBY, to komedia w trzech aktach, której premiera odbyła się w warszawskim teatrzyku ogródkowym „Belle Vue” 27 sierpnia 1881r. Dwie młode panny, Wandzia i Helenka, kokietują dwóch podstarzałych kawalerów. Pana Wistowskiego i Pagatowicza, chcąc wykorzystać ich do realizacji własnych celów. Afera na 100 fajerek, kiedy okazuje się, że Wanda chce poślubić bratanka Wistowskiego, Henryka. Za to Helena chce, aby Pagatowicz kupił jej w Wiedniu materiał na suknię. Wistowski i Pagatowicz opacznie to rozumieją: myśląc, że panienki dążą do małżeństwa z „grubymi rybami”, za które siebie samych uważają. Reżyseria: Jerzy Leszczyński Emisja: 1951 𝐖𝐘𝐒𝐓Ą𝐏𝐈𝐋𝐈 : Konstanty Pągowski - Onufry "Lufcio" Ciaputkiewicz; Janina Manclingrowa - Dorota "Dorcia", żona Ciaputkiewicza; Elżbieta Barszczewska - Wanda "Wandzia", wnuczka; Franciszek Dominiak - Burczyński, obywatel ziemski; Alicja Ursyn Szantyrówna - Helenka, córka Burczyńskiego; Jerzy Leszczyński - Wistowski; Wieńczysław Gliński - Henryk, syn Wistowskiego; Aleksander Dzwonkowski - Pagatowicz; Ludwik Tatarski - Filip, służący Ciapatkiewiczów. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Drugie Słuchowisko zatytułowane "𝗗𝗢𝗠 𝗢𝗧𝗪𝗔𝗥𝗧𝗬", miała swoją premierę w Krakowie 31 marca 1883. To kolejna komedia w 3 aktach, której fabuła rozgrywa się w czasie karnawału w mieszkaniu urzędnika bankowego, Władysława Żelskiego. Podczas nudnej gry w szachu, żona gospodarza, Janina Żelska wpada na cudowny pomysł urządzenia "Tańczącego wieczoru". Pomysł zostaje przyjęty i następuje szereg zabawnych i zaskakujących wypadków. W finale całe towarzystwo dochodzi do wniosku, że jednak ich dotychczasowy, nudny tryb życia był prawdziwą przyjemnością w porównaniu do "domu otwartego", a Janina wypowiada z radością słowa: No, teraz dom nasz znowu zamknięty. Taki oto epizod z życia poczciwej, choć nie pozbawionej śmieszności rodziny mieszczańskiej. Reżyseria: Zbigniew Kopalko Emisja: 2002-12-31 𝐖𝐘𝐒𝐓Ą𝐏𝐈𝐋𝐈 : Aleksander Dzwonkowski - Władysław Żelski - urzędnik banku; Karolina Lubieńska - Janina Żelska - żona Władysława; Janina Anusiakówna - Kamila, siostra Janiny; Aleksander Zelwerowicz - Telesfor, wuj Janiny i Kamili; Jerzy Tkaczyk - Adolf, narzeczony Kamili; Andrzej Bogucki - Alfons Fikalski; Jan Kurnakowicz - Wicherkowski; Maria Żabczyńska - Pulcheria Wicherkowska; Ludwik Tatarski - Ciuciumkiewicz - archiwista; Helena Buczyńska - Katarzyna Ciuciumkiewiczowa - żona; Urszula Hałacińska - Tecia Ciuciumkiewiczowa - córka; Maria Pawluśkiewicz - Miecia Ciuciumkiewiczowa - córka; Aniela Rolandowa - Munia Ciuciumkiewiczowa - córka; Hanna Zielińska - Lola Ciuciumkiewiczowa; Wieńczysław Gliński - Wróbelkowski; Edmund Fidler - Fujarkiewicz; Mikołaj Wołyńczyk - Malinowski; Władysław Grabowski - Franciszek, służący; Mieczysław Wojnicki - Bagatelka; Ludwik Jabłoński - Lokaj; oraz Goście. Autor Michał Bałucki wspaniale potrafił zaprezentować różne osobowości ludzi, wyśmiać prowincjonalne ambicje, zakłamania obyczajowe, przywary właściwych nie tylko małomieszczańskiemu środowisku XIX-wiecznego Krakowa. Wyborna odsada, wspaniale się tego słuchało. Można się poczuć jak w Starym Kinie. Choć bez wizji to moja wyobraźnia dawała radę 😊 Oba utwory miały swoje Spektakle Teatralne oraz Telewizyjna. Teraz już takich aktorów nie ma. 𝐁𝐀𝐑𝐃𝐙𝐎 𝐏𝐎𝐋𝐄𝐂𝐀𝐌 - 𝗖𝗭𝗬𝗧𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗦Ł𝗨𝗖𝗛𝗔𝗝𝗖𝗜𝗘 - 𝗪𝗔𝗥𝗧𝗢 !
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na81 rok temu
Igraszki z diabłem. Komedia w 10 obrazach Jan Drda
Igraszki z diabłem. Komedia w 10 obrazach
Jan Drda
O koranawirusie cóżeś uczynił...zostań w domu...i sięgaj po dobrą literaturę podpartą spektaklami, filmami... Jan Drda (1915-1970)czeski dziennikarz, prozaik, dramaturg 4 kwietnia była 105 rocznica urodzin oraz 50 rocznica śmierci. W 1990 roku W 1990 roku biblioteka w Příbram, jego rodzinnym mieście, została nazwana jego imieniem. "Hrátky s čertem" napisana została w czasie okupacji niemieckiej (I wyd. czeskie w 1946, polskie w 1949),a prapremiera odbyła się w Stavovskim divadle w Pradze w roku 1945. Dla każdego coś innego ma wartość...więc może zagramy o duszyczkę?,a książę piekieł Belzebub jak mówi, spragniony snu i „dziewicych dusycek”? Doskonała ironia na naszą rzeczywistość, uniwersalność XIX wiecznych elementów podań ludowych z oniryzmem, surrealizmem, sacrum z profanum, realne postaci z fikcyjnymi współgrają ze sobą, bezlitosne obnażenie przywar natury ludzkiej / nieludzkiej, której ulegają jednostki święte, światłe i proste, uleganie konsumpcyjno - komercjalizmowi nie omija czasów i ludzi. Fabuła niezwykle "niebiańsko -piekielnej" sztuki dowcipnie została osadzona w surrealistycznym świecie księżniczki Disperandy i służki Kasi, z której marzą o szybkim zamążpójściu, ojcu Scholastyku, który trzydzieści lat żyje modlitwą i korzonkami, okrutnym zbóju Sarka- Farka i uroczym diable Lucjuszu „magister nauk tajemnych”, który próbuje na złą drogę wszystkich skierować i duszyczki pozyskać...I na to wszystko pojawia się Marcin Kabat, wojak z fajeczką, który chętnie w marjaszka zagra ido piekieł wstąpi i współpracę z aniołem Teofilem rozpocznie... By na koniec jak w bajce z morałem, zwycięstwo dobra nad złem nastąpiło. Najbardziej znana sztuka i wciąż uznawana za majstersztyk (było kilka adaptacji) Teatru Telewizji z 1979 w reżyserii Tadeusza Lisa miała premierę 14 stycznia 1980 roku. Doskonała obsada Marcin Kociniak w roli Marcina Kabata, Jan Kociniak wcielił się w niezwykłego anioła Teofila, Ojca Scholastyka walczącego z pokusami i trzydzieści lat żyjącego modlitwą i korzonkami wszedł dosłownie Wojciech Pokora, uroczy diabeł Lucjusz w czarującym wykonaniu Marka Kondrata, dziewczątka płoche i żadne małżeńskich więzów bawiły za sprawą Magdaleny Zawadzkiej i Barbary Wrzesińskiej, sennego Belzebuba zagrał Tadeusz Kondrat i olśniewającego diabła Solfernusa Jerzy Kamas. Minimalizm w scenografii, niemalże statyczność scen z niebiańsko-piekielną muzyką Tomasza Kiesewettera czynią tę sztukę szatańsko zabawną z całym zestawem ludzkich przywar i meandrów ludzkiej natury, z dygresją, z przymrużeniem oka nadającą lekkie przerysowanie postaci. Po 40 latach dnia 13 stycznia 2020 roku Teatr Telewizji w reżyserii Artura Więcka "Barona", odważył się naruszyć pierwowzór, piedestałem zatrząść, odświeżyć kultową czeską sztukę. Niebiańsko - piekielna sztuka zachowuje tradycyjną formę ale zostaje skrojona na XXI wiek z niekonwencjonalnymi rozwiązaniami m.i: z gadżetem typu smartfon a i element rewiowy tańcem i utworem o kani, ubiór dziewczątek zblazowanych lekko w gwiazdorskich cekinkach, tiulach wprost na ściankę i selfi, by dosłownie zabłysnąć. Urzeka frywolność i ufność w ludzkość anioła Teofila w cudownej kreacji Anny Dymny i rola jej kolegi z Teatru Starego w Krakowie Jerzego Treli w roli pustelnika. Sepleniący, zapuszczony i senny Marian Dziędziel doskonale odnajduje się w piekielnych czeluściach Belzebuba. Pierwszy raz widzę Macieja Musiała na deskach teatru, świetnie wszedł w buty bawidamka Lucjusza względem Kasi i księżniczki Disperandy (choć panienki nudziły się wybitnie na scenie),by duszyczki na złą drogę sprowadzić. Pozostali aktorsko nie powalają. "Igraszki z diabłem" z roku 1980 nie zostały naruszone, pozostają najlepszą wersją i nic ideałowi nie dorównuje. Przy okazji chciałabym polecić dla koneserów film z 1956 roku "Hrátky s čertem" w reżyserii Josefa Macha i scenariuszem Jana Drdy. Niezwykła scenografia plastyczno - makietowa z elementami nieożywionej natury i ptaszkami latającymi, pastelowość barw rekwizytów i kostiumów w baśniowej stylistyce. Wersja filmowa jest bogatsza o kilka scen m.in: życie dworskie, śluby, piekielne czeluści, polowanie. Świetna obsada, komizm sytuacyjny, dialogi, pierwszorzędna zabawa. Polecam tekst, dwa spektakle i film. Miłego :)
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na85 lat temu
Wizyta starszej pani Friedrich Dürrenmatt
Wizyta starszej pani
Friedrich Dürrenmatt
chodzi tylko o sprawiedliwość, sprawiedliwość za miliard... satyra na drobnomieszczańskie społeczeństwo europejskie, głupie, chciwe, amoralne, dla zysku zdolne zracjonalizować każdą podłość i zło a nawet posunąć się do jego normalizacji... Do biednego, podupadłego miasteczka Güllen przyjeżdża Claire Zachanassian, miliarderka, która wychowała się w tym miejscu. Mieszkańcy liczą, że uratuje ich od katastrofy finansowej. Mieszkańcy Güllen najpierw potępiają propozycję Claire, potem zaczynają ją usprawiedliwiać, w końcu tworzą wspólną narrację, która sankcjonuje morderstwo. Klasyczny mechanizm przemocy zbiorowej. Claire Zachanassian to ikoniczna figura, groteskowej, okrutnej, ironicznej postaci, traktującej sprawiedliwość jak transakcję. Jest jednocześnie biedną ofiarą i bogatym katem. *** Friedrich Dürrenmatt o sztuce Wizyta starszej pani jest historią rozgrywającą się gdzieś w Europie środkowej, w jakimś małym mieście, a spisał ją ktoś, kto bynajmniej nie dystansuje się od ukazanych w niej ludzi i wcale nie czuje się taki pewny, czy postąpiłby inaczej. Tego zaś, co ta historia poza tym zawiera, nie ma potrzeby tutaj wyjaśniać ani inscenizować w teatrze. Odnosi się to również do zakończenia. Wprawdzie ludzie przemawiają w nim uroczyściej, niż faktycznie przemawialiby w rzeczywistości, nieco potrącają o to, co nazywamy poezją, piękną mową, ale dzieje się tak wyłącznie dlatego, że gülleńczycy wzbogacili się i jako dorobkiewicze używają języka bardziej wyszukanego. Przedstawiam ludzi, a nie marionetki, akcję, a nie alegorie, tworze odrębny świat, a nie system moralny, jak to mi niekiedy przypisują, ba, nie usiłuję nawet konfrontować mojej sztuki z rzeczywistością, bo do takiej konfrontacji naturalnym biegiem rzeczy będzie dochodzić samo przez się, dopóki w teatrze nie zabraknie publiczności. Dla mnie osobiście sztuka teatralna rozgrywa się zgodnie z możliwościami scenicznymi, nie zaś według konwencji jakiegoś stylu. Kiedy każę gülleńczykom występować w roli drzew, to nie płynie to z surrealistycznych założeń, lecz z dążenia, żeby trochę żenującą sytuację miłosną w lesie, a mianowicie próbę zbliżenia się starego mężczyzny do starej kobiety — umieścić w poetyckiej scenerii i w ten sposób uczynić bardziej znośną. Piszę w oparciu o właściwe mi zaufanie do teatru, do aktora. To główny motor mego pisarstwa! Neci mnie tworzywo. Aktorowi nie trzeba wiele, żeby przedstawić człowieka, wystarczy mu zewnętrzna skóra w postaci tekstu, który oczywiście musi być odpowiednio dostosowany. Mam na myśli, że tak jak organizm zamyka się w całość wytwarzając sobie skórę, powłokę, tak sztuka teatralna zamyka się w powłoce słów. I tylko ją daje dramatopisarz. Ona jest rezultatem jego pracy. Dlatego nie należy pracować nad samym językiem, lecz nad tym, co język tworzy, na przykład nad myślą, nad akcją; nad słowem czy stylem, pojętym jako wartość samoistna, pracują tylko dyletanci. Sądzę, że zadanie aktora polega na tym, żeby na nowo osiągnać ten rezultat; to, co jest sztuką, powinno ukazać się jako natura. Jeżeli tekst, który daje, zagra się w sposób właściwy, podtekst znajdzie się sam. Nie zaliczam siebie do dzisiejszej awangardy. I ja mam oczywiście własną teorie sztuki — jakież to przedziwne rzeczy człowieka bawią — ale ponieważ wyraża ona mój prywatny pogląd, zachowuję ją dla siebie (inaczej musiałbym się jej trzymać) i wolę uchodzić za pisarza trochę rozwichrzonego i prymitywnego, któremu brak poczucia formy. Moją sztukę należy inscenizować poniekąd na wzór sztuk ludowych, traktując mnie jako pewnego rodzaju świadomego Nestroya, tą drogą zajdzie się najdalej. Należy trzymać się moich pomysłów, nie troszcząc się o głębsze znaczenie, zmieniać dekoracje przy podniesionej kurtynie, bez robienia przerw, a scenę z samochodem również trzeba ująć możliwie prosto, najlepiej posługując się zwykłym wózkiem teatralnym, na którym zamontuje się tylko to, co konieczne do gry: siedzenia, kierownicę, zderzak. Wóz powinien być widoczny od przodu, tylne siedzenia należy podwyższyć, wszystko to razem zaś musi być oczywiście nowe, równie nowe, jak żółte buty itd. (Scena ta nie ma nic wspólnego z Wilderem — dlaczego? Dialektyczne ćwiczenie dla krytyków). Klara Zachanassian nie personifikuje ani sprawiedliwości, ani planu Marshalla, ani tym bardziej Apokalipsy, niech będzie wyłącznie tym, czym jest: najbogatszą kobietą świata, która dzięki swemu majątkowi może działać jak bohaterka greckiej tragedii, powiedzmy jak Medea — bezwzględnie i okrutnie. Stać ją na to. Starsza pani ma poczucie humoru, nie wolno tego przeoczyć, z dystansu patrzy na ludzi, jak na towar do nabycia, i z dystansu patrzy też na siebie samą, odznacza się osobliwym wdziękiem, groźnym urokiem. Ale ponieważ obraca się poza obrębem ludzkiego porządku, przestała się rozwijać, skostniała, straciła zdolność do jakiejkolwiek przemiany, wyjąwszy przemianę w kamienne bóstwo. Klara Zachanassian jest zjawiskiem poetyckim, podobnie jej świta, a nawet eunuchowie, których nie należy przedstawiać w sposób realistyczny, odrażający, z głosami kastratów, lecz trzeba ukazać ich jako nierzeczywiste, baśniowe widma, zamknięte w swej roślinnej, błogiej egzystencji, ciche ofiary totalnej zemsty, tak logicznej jak nieubłagane prawa pierwotnych czasów. (Dla ułatwienia tych ról eunuchowie mogą mówić na przemian, ale wtedy bez powtarzania kwestii). W przeciwieństwie do Klary Zachanassian, która od pierwszej chwili jest niezmienna, bohaterska, jej dawny kochanek dopiero staje się bohaterem. Nędzny sklepikarz początkowo jest jedynie nieświadomą ofiarą starszej pani, będąc winnym sądzi, że życie samo zmazało wszelkie jego winy. Potem jednak bezmyślny, prosty człowiek, któremu pod wpływem strachu, pod wpływem przerażenia zaczyna coś świtać, coś jak najbardziej osobistego, w sobie samym przeżywa działanie sprawiedliwości, uznaje własną winę i staje się wielki przez swoją śmierć, której nie brak pewnych znamion monumentalności. Śmierć ta jest sensowna i bezsensowna zarazem. Rzeczywisty sens miałaby jedynie w mitycznym świecie antycznej polis, ale rzecz dzieje się w Güllen, w naszych czasach. Obok bohaterów występują gülleńczycy, tacy sami ludzie jak my wszyscy. Nie powinno się ich przedstawiać jako złych ludzi, bynajmniej; początkowo są zdecydowani odrzucić propozycję, później zaś zaciągają wprawdzie długi, ale nie w zamiarze zabicia Illa, a jedynie z lekkomyślności, w złudnej nadziei, że sprawa jakoś da się załatwić. Tak należy inscenizować drugi akt. Również scenę na dworcu. Boi się w niej tylko Ill, który rozumie swoje położenie, choć jeszcze nie pada żadne niebezpieczne słowo; dopiero scena w Piotrowej Stodole przynosi zwrot. Katastrofa jest już nieunikniona. Od tej chwili gülleńczycy stopniowo przygotowują się do mordu, dają wyraz swemu oburzeniu z powodu dawnego przewinienia Illa itd. Jedynie rodzina do końca wmawia sobie, że wszystko weźmie jeszcze pomyślny obrót; ona także nie jest zła, tylko słaba, jak wszyscy. I tak gmina powoli ulega pokusie, podobnie jak nauczyciel, ale proces ten musi być dla widzów całkowicie zrozumiały. Pokusa jest zbyt wielka, bieda zbyt dokuczliwa. Wizyta starszej pani to sztuka okrutna, właśnie dlatego trzeba ją grać nie w sposób okrutny, lecz jak najbardziej ludzki, ze smutkiem, nie z gniewem, a także z humorem, bo nic nie może bardziej zaszkodzić tej tragicznie kończącej się komedii niż zwierzęca powaga.
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na926 dni temu
Lato w Nohant Jarosław Iwaszkiewicz
Lato w Nohant
Jarosław Iwaszkiewicz
Krótkie, ale treściwe. Podobnie jak niektórzy czytelnicy, nie rozumiem, czemu ten dramat jest otagowany jako "komedia". Bardziej pasowałaby kategoria "tragifarsa kołtuńska", bo to jest taaak arcyzabawne jak "Moralność pani Dulskiej" - gorzki śmiech przez łzy, a potem litość i trwoga... Najpierw jest seks pozamałżeński w różnych konfiguracjach, potem co najmniej jedna osoba zostaje zraniona, a całemu procesowi towarzyszy drobnomieszczańska obłuda. Bohaterowie, choć historycznie umieszczeni w epoce Romantyzmu, są stylizowani na młodopolską bohemę - podejrzewam nieumyślny anachronizm autora. W kreacjach postaci widać zapożyczenia z Zapolskiej, Prusa i innych pisarzy. Większość postaci jest niemożebnie zakłamana, chyba tylko Chopin jest autentyczny. Jest wprawdzie egocentrycznym i rozgrymaszonym artychą z deficytami społecznymi, ale przynajmniej nie udaje lepszego niż jest, a jego szczerość jest wręcz bolesna (ciekawe, czy miał Aspergera?)... I nie, nie obraził się o jakieś tam kurze udko, tylko o kroplę przepełniającą czarę, bo była to tylko jedna z wielu mikroagresji ze strony Maurycego. I tak Chopin dość długo wytrzymywał z tym antypatycznym gówniarzem. Pani Sand - udaje wyzwoloną i nowoczesną, ale później wychodzi z niej Pani Młodziakowa gorsząca się postępowaniem Zuty ("Ferdydurke" powstała również w 1937, ciekawe, kto zrzynał z kogo?)... Traktuje dorosłego faceta jak dzidziusia, a potem jest baaardzo zdziwiona, że on nie widzi w niej kobiety. I nie, nie chodzi o wiek - różnica pomiędzy nimi wynosi zaledwie 6 lat - tylko o potworne błędy w relacji. Sand chce "namaścić balsamem jego serce", tylko jakoś dziwnie zapomina, że chwilę wcześniej przeciorała tym jego sercem po drucie kolczastym, z lubością biorąc na tapetę jego najgłębsze męskie kompleksy. Kurka!!! Nawet ja, pomimo Aspergera, wiem jedno: ptaki wabi się chlebem, a nie kamieniem. Kocham - nie krzywdzę! Maurycy - zasadniczo klon Zbyszka Dulskiego, choć pozbawiony jego głębi, bo nawet Zbyszko miał jakieś wahania kompasu moralnego, a nie tylko czuł w sobie chuci wiatr... Scena z Maurycym, Augustyną i Madeleine przypomina jako żywo konfrontację Zbyszka, Hanki i Juliasiewiczowej. Choć wyczuwam też vibe Norskiego z "Emancypantek", równie okropnego typa, także rozpuszczonego przez nadmiernie permisywną matkę. Solange - głupia nastolatka, która idzie do łóżka z pierwszym lepszym, żeby zranić tego, którego kocha. "Nawet nie zareagował!" Owszem, werbalnie nie, ale jego mowa ciała mówiła całe tomy. Poza tym z artystą (autystą?) tak się nie pogrywa. My jesteśmy prości ludzie, oporni na sygnały między wierszami. Nam trzeba powiedzieć wprost: "kocham cię", a nie ranić, bo w ten sposób osiągacie skutek odwrotny. Ech, wy normalsi, komplikujecie proste sprawy. Clesinger - śliski typ, trochę przypominający Porzyckiego z "Sezonowej miłości", startuje najpierw do matki, potem do córki... Tylko jakby większy oblech i brutal. Fernand - niby "porządny chłopak", niby zakochany na zabój w Solange, ale zdradzający ją po krzakach ze służącą. Madeleine - mała karierowiczka, która przyjmuje awanse kolejno od Chopina, Maurycego i Fernanda, ale tak naprawdę jest chytra na kasę, żeby wyjechać do Paryża i tam się urządzić. Niech to gęś kopnie, w tej sztuce każdy z każdym! Rozumiem, że cały ten seks miał być (jedynym) elementem komicznym, bo poza tym nie widzę kompletnie nic - nawet potencjalnie - śmiesznego. Tylko że pisać komedie o sprawach damsko-męskich też trzeba umieć! Tymczasem tu nie ma ani radosnej lekkości Szekspira, ani frywolnego dowcipu Moliera, ani prześmiewczej rubaszności Fredry. To nie jest ani romantyczna komedia omyłek, ani nawet koszarowy humor. Tu wszystko dzieje się na smutno i na serio. Więc gdzie tu komedia, pytam ja się? Sztuka sama w sobie jest jednak zdecydowanie dobra. Ostre, zimne i precyzyjne niczym skalpel patologa, odkrywające warstwa po warstwie kłamstw, studium rozpadu rodziny, w której od dawna liczyły się tylko pozory.
Nick - awatar Nick
ocenił na85 miesięcy temu
Baal. Opera za trzy grosze Bertolt Brecht
Baal. Opera za trzy grosze
Bertolt Brecht
Stwierdziłam, że zanim sięgnę po "Japońską operę za trzy grosze", wypadałoby przypomnieć sobie dzieło, do którego Takeshi Kaikō odwołuje się w tytule swojej powieści. "Przypomnieć", to jednak dużo za dużo powiedziane. Kiedy byłam małą dziewczynką, musical Bertolta Brechta i Kurta Weilla pokazywano w telewizji, a najpopularniejsze songi z lubością emitowało radio. Akcja "Opery za trzy grosze" rozgrywa się w Londynie. Miasto przygotowuje się do wielkiej uroczystości, jaką jest koronacja królowej. Gorączka przygotowań nie omija też londyńskiego półświatka. To środowisko wyjątkowe, tam nie obowiązują żadne zasady. Każdy może zdradzić i być zdradzonym. Ale autor ma dla tych ludzi wiele zrozumienia i współczucia, prawdziwe zło widzi bowiem gdzie indziej. Bertolt Brecht był marksistą i to wyraźnie przebija z kart jego dzieła. Po dojściu Hitlera do władzy, trafił do USA, skąd po wojnie wrócił do NRD. Kiedy 17 czerwca 1953 w Berlinie wybuchło powstanie, pisarzom polecono rozdawać ulotki z tekstem, że rząd stracił zaufanie do narodu i aby je odzyskać, naród musi jeszcze więcej i jeszcze ofiarniej pracować. Na co Bertold Brecht powiedział, żeby rząd rozwiązał naród i wybrał sobie inny. Jak twierdzi mój internetowy przyjaciel: "Dlatego został srodze ukarany przez komunistów zza grobu, bo jego dom w Berlinie przypomina melinę patologicznej rodziny. Doczekał się jedynie ławeczki przed swoim teatrem".
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na62 lata temu

Cytaty z książki Dramaty

Więcej
Leon Kruczkowski Dramaty Zobacz więcej
Leon Kruczkowski Dramaty Zobacz więcej
Leon Kruczkowski Dramaty Zobacz więcej
Więcej