ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać10
ArtykułyUmrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać35
ArtykułyDlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska170
O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę

- Kategoria:
- filozofia, etyka
- Format:
- papier
- Seria:
- Nowy Sympozjon
- Tytuł oryginału:
- Über Das Altern: Revolte Und Resignation. Hand an Sich Legen.
- Data wydania:
- 2007-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2007-01-01
- Liczba stron:
- 260
- Czas czytania
- 4 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788307031378
- Tłumacz:
- Bogdan Baran
W opisie kondycji człowieka Amery wyróżnia dwa przeciwstawne czynniki: uwarunkowanie cielesne i absolutną wolność. Pierwszy z nich jest przedmiotem analizy w tekście O starzeniu się, drugi - tematem książki Targnąć się na życie. W zamyśle autora obydwie książki miały się uzupełniać.
Kup O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę w ulubionej księgarnii
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Oceny książki O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę
Poznaj innych czytelników
179 użytkowników ma tytuł O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę na półkach głównych- Chcę przeczytać 138
- Przeczytane 39
- Teraz czytam 2
- Posiadam 8
- Filozofia 4
- Ulubione 2
- Chcę w prezencie 2
- Śmierć 2
- Esej 1
- Idee 1
Tagi i tematy do książki O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę
Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę
Możemy usunąć lustro. Nie unikniemy jednak widoku własnych dłoni, na które występują żyły, własnego brzucha, który wiotczeje i przybywa na nim fałd, własnych stóp, których paznokcie mimo całego kunsztu pedicurzystki stwardniały i popękały. Nawet będąc niewidomymi, nie uciekniemy przed swoim ciałem, nie wyskoczymy ze skóry, nawet gdybyśmy bardzo chcieli, gdy dotykamy łuszczącego się naskórka. Ciało (...) odgradza nas od świata i przestrzeni ciężkim oddechem, bólami w nogach, ruchami artretycznych kończyn. Staje się naszym więzieniem, ale też naszym ostatnim schronieniem.
Możemy usunąć lustro. Nie unikniemy jednak widoku własnych dłoni, na które występują żyły, własnego brzucha, który wiotczeje i przybywa na n...
Rozwiń ZwińOgólnie biorąc, położenie daje się odczuć tylko w złym położeniu. Kto mówi "czuję się dobrze", temu oczywiście nie jest już dobrze w swojej skórze, a podobnie mężczyzna, który mówi, że czuje się młodo, nie jest już młody. Z kimś, kto się "czuje", dobrze lub źle, nie jest tak znakomicie, gdyż dopóki faktycznie pozostaje on w pełni sił, żyje pewien zdrowej cielesności, dopóty się nie "czuje".
Ogólnie biorąc, położenie daje się odczuć tylko w złym położeniu. Kto mówi "czuję się dobrze", temu oczywiście nie jest już dobrze w swojej ...
Rozwiń ZwińPrzed samobójstwem jesteśmy rozdzierająco dla uszu i serca kwiczącymi prosiętami wleczonymi do rzeźni. Chlupocząca woda, w której toniemy. Uchwycenie gardła lewą ręką, gdy prawa przykłada brzytwę. Roztrzaskiwanie się głowy na asfalcie. Zacisk sznura na naszej szyi. Żar i huk wystrzału u naszej skroni.(...) Nie z Bogiem mam do czynienia, lecz z bronią, pętlą, szarozielonymi falami, w których zatapiam wzrok, lub z asfaltem, w który sie wpatruję z szesnastego piętra. Powaga decyzji i następujących po niej skutków jest śmiertelna- i śmiertelne będzie wyzwolenie, a wolność zniknie wraz z wyrwaniem się przemocą z przymusu.
Przed samobójstwem jesteśmy rozdzierająco dla uszu i serca kwiczącymi prosiętami wleczonymi do rzeźni. Chlupocząca woda, w której toniemy. U...
Rozwiń Zwiń





































OPINIE i DYSKUSJE o książce O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę
Jestem świeżo po lekturze pierwszej części i swą opinię piszę jeszcze przed właściwym zaczęciem drugiej, względem której pozwoliłem sobie jedynie na przedmowę i jakieś losowe otwarcie tu i ówdzie.
Opinia moja dotyczyć musi więc na razie tylko pierwszej połowy.
I na razie, do przerwy, chyba jest 1:0 dla mnie, ale okupione zostało to kontuzjami, bo to mocna książka...
Nie zwykłem pisać o słabych książkach i nie musiałem robić dla tej wyjątku — jest ona koncepcyjnie i warsztatowo bardzo dobra.
Nie musiałem, ale zrobiłbym, gdyż jest ona niebezpieczna, a przez swą sławę i dostępność w bibliotekach, i jednak przez swe niekwestionowane walory literackie, jest ta książka (pewnie obie połówki) niebezpieczna nawet bardzo.
Jest ona bowiem wizją (i zapewne jest pisana w takiej perspektywie) ślepnięcia na odczuwanie mistyczne, jest zamykaniem się na trans- na meta-, na wszystko...w tym na teraźniejszość i w tym teraz na innego.
Jest to książka diaboliczna, w znaczeniu pierwotnym: rozdzielająca, rozdzierająca, odsłaniająca i analizująca.
Uważam, że na taką dawkę silnie skoncentrowanego cierpienia, cierpienia zamkniętego w ciasnocie doczesności, psychofizyczności, w jednak wygodnej i coraz szybszej galarze cywilizacji, ale mare nostrum jest małe i jest to może i drugie żeglowanie, ale w kółko po akweniku immanentnej eschatologii — że na to potrzebna jest silna odtrutka.
Jedyną, i niewysławialną, zaletą tej książki jest otwarcie oczu na inne kierunki, i jest to otwarcie, siłę do którego znaleźć można nie w narracji książki bynajmniej, ale w sobie tylko, pod wpływem książkowych bohaterów, może dla takich jak oni, ale tylko w prześwicie między wierszami.
I w zapominanych zbyt łatwo naukach, których wiele musiałem więc przypomnieć sobie ostatnio, i jeszcze mi nie dość przypominania, nawet wyrywkowo, bo mówią one o tym samym:
Śmierć, jak mówi platoński Sokrates w swej ,,Obroníe'' i jak powtarza to ,,Gorgíaszu'', nie jest największym złem.
,,A jeśli ktoś W tym, co jest od ciała cenniejsze, w duszy liczne choroby nosi i nieuleczalne, takiemu niby to warto żyć by się przysłużył, gdyby go z morza czy z sądu, czy skąd tam inąd wyratował? On przecież wie, źe podłemu człowiekowi lepiej nie żyć. Bo złe musi być jego życie''
Dążenie człowieka, by żyć jak najdłużej (i w zdrowiu),tak naturalne i niewinne — takie dążenie może być źródłem największego nieszczęścia!
,,A gdybym umierał przez brak wymowy, która schlebia, to dobrze wiem, że byś zobaczył, jak spokojnie znoszę śmierć. Bo samego umierania nikt się nie boi, kto nie jest doszczętnie obrany z rozumu i z odwagi, ale się krzywdy drugich boi.
Bo Zanieść do Hadesu duszę pełną ludzkiej krzywdy, to nieszczęście najgorsze ze wszystkich''
Więcej Platona i Parmenidesa i wszelakich mistyków w Karla Alberta ,,Wprowadzeniu do filozoficznej mistyki'', a nie od rzeczy to lektura, bo w części I mamy rozdział o śmierci!
Z innej flanki: Castaneda? Czemu nie! Choćby te fragmenty:
,,– Ludzie są istotami, które muszą umrzeć – odrzekł. – Czarownicy stoją na twardym stanowisku, że jedyny sposób na to, by kontrolować nasz świat i to, co my na nim robimy, to całkowite pogodzenie się z faktem, iż jesteśmy istotami, które zdążają ku śmierci. Bez tej podstawowej świadomości zapanowanie nad naszym życiem, naszymi działaniami i nad światem, w którym żyjemy, staje się niemożliwe.
– Ale czy samo pogodzenie się z tym faktem może mieć aż tak dalekosiężne skutki? – spytałem tonem udawanego protestu.
– Tego możesz być pewien! – odrzekł don Juan z uśmiechem. – Sztuka nie polega jednak na samym pogodzeniu się z nieodwołalnym. Musimy ucieleśnić tę postawę i żyć nią aż do samego końca. Czarownicy przez wszystkie wieki mawiali, że ujrzenie własnej śmierci jest najbardziej otrzeźwiającym widokiem, jaki tylko można sobie wyobrazić. Co jest nie tak z nami ludźmi – i było nie tak zawsze, od niepamiętnych czasów – to to, że choć nigdy sobie tego nie powiedzieliśmy wprost, jesteśmy niejako przekonani, iż wkroczyliśmy w krainę nieśmiertelności. Zachowujemy się tak, jakbyśmy nigdy nie mieli umrzeć – cóż za infantylna arogancja! Ale bardziej jeszcze szkodliwe od samego poczucia nieśmiertelności jest coś, co pojawia się wraz z nim: poczucie, że potrafimy objąć naszym umysłem cały ten niewyobrażalny wszechświat.''
,,Nagual Julian często mi wspominał – ciągnął – o generałach z czasów starożytnego Rzymu. Kiedy wracali do domu opromienieni chwałą zwycięzców, na ich cześć organizowano gigantyczne parady. Zwycięzcy generałowie jeździli w swych wojennych rydwanach, demonstrując skarby, które zdobyli, i pokonanych przeciwników, których zamienili w swych niewolników. Obok nich zawsze siedział niewolnik, którego zadaniem było szeptanie im do ucha, że sława i chwała nie trwają długo. Jeśli odnosimy na jakimś polu zwycięstwa – kontynuował don Juan – nie mamy nikogo, kto szeptałby nam do ucha, że nasze zwycięstwa są ulotne. I tu właśnie czarownicy są górą; jako istoty zdążające ku śmierci mają kogoś, kto szepta im do ucha, że wszystko jest efemerydą. Tym kimś jest śmierć, doradca, który cię nigdy nie zawiedzie, jedyny, który nigdy cię nie okłamie.''
Myśli moje wracały też do Hessego i np. ,,W słońcu dawnych dni'' (do Siddharthy też, przede wszystkim! Od tego krok do tekstów Ireneusza Kani, niedaleko do Krzysztofa Maurina — to samo Słońce!)
Nawet Cioran jest wybawieniem, a jeszcze w odwodzie mam Simone Weil, Miłosza (którego eseje z pewnego zbioru szczęśliwie czytałem, bez wyraźnie widzianego powodu, na zmianę z rozdziałami ,,The denial of death'' - polecam),no i Rilkego, Hölderlina...
Ci dwaj ostatni mignęli mi nawet, choć tylko nazwiskiem, w drugiej części, tej o ,,wolnej śmierci''.
Jeszcze nie wiem w jakim celu, ale penie dla kontrastu, bo przesłaniem w dalszym ciągu jest zwątpienie i rezygnacja w pewności, że ,,umrę, więc mnie nie będzie'', że nie będzie dalszego ciągu, nic dalej.
Coś czuję, że dalej to może nie być tego mojego próbowania się z tym dyptykiem — i wiem, w jakim celu ;)
Człowiek jest jedynym bytem posiadającym świat, bo i jedynym władającym swymi przeżyciami za pomocą języka. I posiadając swiat trworzy się jego nieuchronną utratą. Tylko człowiek.
Dobrze się Autorze przysłużyłeś sprawie utrwalania tej trwogi, rozrysowywując ją pieczołowicie i mozolnie wykuwając w sercach, by do niej zniewolić. (Byłby Stary Diabeł zadowolony.)
Lecz, tak jak jest cierpienie po prostu i — co ukazuje Simone Weil — cierpienie wyższe, u tych, co cierpią, a jednocześnie wierzą Bogu, tak jest powszechna trwoga utraty i trwoga wyższa, u tych, co trwożą się tym, że strach przed utratą zagrozi ich dążeniom, ku Bogu.
To dno rozpaczy, w jakie spychać mogą takie książki, trwoży, owszem, lecz upadłszy w nie, zapomina się, jak trwożył strach przed samym upadkiem, przed zboczeniem z ostrej grani ku Bogu.
Książka ta, będąc geografią rozpadliny trwogi, z konieczności sytuuje czytelnika niejako ponad nią, na poziomie gdzie już inaczej się oddycha, na poziomie, z którego nieco łatwiej można sobie przypomnieć prenatalną (w sensie nauk Platona) trwogę przed upadkiem.
Płacz nad bliźnimi, lecz swe kroki zawsze stawiaj na wąskiej ścieżce pewnie — tak, zupełnie niechcący, mówi Autor (i Stary Diabeł tu też płacze).
Jestem świeżo po lekturze pierwszej części i swą opinię piszę jeszcze przed właściwym zaczęciem drugiej, względem której pozwoliłem sobie jedynie na przedmowę i jakieś losowe otwarcie tu i ówdzie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpinia moja dotyczyć musi więc na razie tylko pierwszej połowy.
I na razie, do przerwy, chyba jest 1:0 dla mnie, ale okupione zostało to kontuzjami, bo to mocna książka...
Nie...
Kiedy zaczęło się to wszystko, co w przyszłości zakończy się moim samobójstwem? Przebrzmiał już głupi przygotowawczy etap egzystencji i musze wreszcie spotkać się twarzą w twarz z tym wykoślawionym światem, który jest mi tak wrogi i obcy. Wkraczam w stadium decydujące. Améry pisze najpierw o tym, jak z wiekiem życie staje się trudem ponad siły i coraz trudniej zachować przytomność umysłu, a później o tym, jak – gdy zgubimy swoje zakotwiczenie w rzeczywistości – jedną z możliwości staje się podnieść na siebie rękę. Améry zarzeka się, że usiłuje zachować bezstronność, że nie opowiada się po stronie samobójstwa tam, gdzie mogłoby się tak wydawać, atoli nawet wyłączając biografię, autorowi nie udaje się wytrwać w tym postanowieniu. Spogląda on na przypuszczalnych samobójców jak na mniejszość, zupełnie taką jak mniejszości seksualne, z czego wnioskuje, że należy uznać prawa wszystkich mniejszości. Niby zauważa, że skłonności suicydalne – w przeciwieństwie do takiego homoseksualizmu – są szkodliwe, ale jednocześnie oburza się, że kontroli lekarskiej poddano kobietę, która „ledwie" wspomina o zamiarze skończenia ze sobą. Bo co złego może tkwić w hipotezie zimnej skóry? Jego świat jest jeszcze plugawszy od naszego. To świat, w którym każdy jest zdany na siebie, w którym nikt nie potrzebuje pomocy, bo przecież ktoś, kto siebie zabił, musiał tego chcieć, a więc przed czym mielibyśmy go powstrzymywać? Przeraża mnie ta narracja i w pełni ją odrzucam. Co za okropne myślenie.
Kiedy zaczęło się to wszystko, co w przyszłości zakończy się moim samobójstwem? Przebrzmiał już głupi przygotowawczy etap egzystencji i musze wreszcie spotkać się twarzą w twarz z tym wykoślawionym światem, który jest mi tak wrogi i obcy. Wkraczam w stadium decydujące. Améry pisze najpierw o tym, jak z wiekiem życie staje się trudem ponad siły i coraz trudniej zachować...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa, na pewno odbiór tej książeczki zależeć będzie od wieku czytelnika. Z pewnością zostanie na mojej półce z książkami by do niej powrócić za kilka lato zaciekawił mnie m.in. wiek uzależniony od ekonomii..
"Rówieśnik X, który od dwudziestego trzeciego do czterdziestego roku życia wylicza kursy wymiany, kalkuluje czas pracy dla pracy akordowej, projektuje rysunki reklamowe lub pisze artykuły na zamówienie, będzie robił to samo jeszcze przez dwie, dwie i pół dekady. Niekiedy, odrywając się od pracy, zadaje sobie pytanie: czy tak ma być wiecznie? I czuje strach. Tak będzie, choć nie wiecznie, lecz jeszcze całą wieczność jego życia , dopóki pozwolą mu na to zapominalski mózg, ociężałe członki i obowiązujące przepisy. Potem nastąpi tak zwany przez społeczeństwo zasłużony odpoczynek i dla jednego przyzwoita państwowa emerytura urzędnicza, dla drugiego marna renta, dla obu wszakże wypędzenie z historycznej, kształtującej się rzeczywistości i bardzo nie miłe pytanie: kiedy ja właściwie żyłem?" - to Autor napisał w 1968 roku...mamy 2018 r.. a wciąż aktualne
Ciekawa, na pewno odbiór tej książeczki zależeć będzie od wieku czytelnika. Z pewnością zostanie na mojej półce z książkami by do niej powrócić za kilka lato zaciekawił mnie m.in. wiek uzależniony od ekonomii..
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Rówieśnik X, który od dwudziestego trzeciego do czterdziestego roku życia wylicza kursy wymiany, kalkuluje czas pracy dla pracy akordowej, projektuje rysunki...
Posępne arcydzieło, jedna z najważniejszych książek mojego życia. KAŻDY powinien je przeczytać, passusy z niego winno się studiować po przebudzeniu, w trakcie dnia, przed snem, należałoby nosić ten wstrząsający traktat zawsze przy sobie, co chwilę do niego wracać, należałoby go czytać niemowlakom od ich pierwszych dni na tym zboczonym, spartaczonym świecie.
I nigdy nie zapominać o treści tragicznego poematu Jeana Amery'ego.
Moja strona:
https://meditatiomortis.wordpress.com/
Posępne arcydzieło, jedna z najważniejszych książek mojego życia. KAŻDY powinien je przeczytać, passusy z niego winno się studiować po przebudzeniu, w trakcie dnia, przed snem, należałoby nosić ten wstrząsający traktat zawsze przy sobie, co chwilę do niego wracać, należałoby go czytać niemowlakom od ich pierwszych dni na tym zboczonym, spartaczonym świecie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI nigdy nie...
O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę. Jean Amery - czyli wszystko czego nie wiecie o swoim życiu, bo boicie się zapytać. I słusznie.
PROSIMY USIĄŚĆ WYGODNIE I ODPRĘŻYĆ SIĘ
„Co to jest „niebieskie”? Trudno to wyjaśnić; jednak mógł, spytany o kolor niebieski, wskazać na swoja teczkę i powiedzieć: tu teraz niebieskie. Jak jednak miałby udostępnić komuś innemu swoje poczucie czasu? Nie było tu żadnego palca wskazującego, który można by wyciągnąć w stronę czegoś intersubiektywnie postrzegalnego.” (Amery, s.29)
Czym jest czas? Niektórzy myśliciele w sprytny sposób wymigiwali się od odpowiedzi. Sam św. Augustyn uczynił to z erudycyjną zwinnością godną egzaminowanego studenta: "Jeśli nikt mnie o to, nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem". Inni w prawdzie jej udzielali, lecz przyznajmy z pokorą - przeciętnemu zjadaczowi chleba niewiele rozjaśniała ona w głowie - przykładem Kant i jego ujęcie czasu jako apriorycznej formy zmysłowości. (że hę, co?) W jeszcze inny sposób do kwestii czasu podeszli pisarze tacy jak Proust, próbujący zamrozić i unieśmiertelnić strumień upływających chwil w lodowych odpryskach słów, czy też naukowcy wtłaczający go z kolei w abstrakcyjne szeregi cyfr teorii matematyczno-fizycznych.
No tak ale co MNIE to obchodzi? - mógłby wykrzyknąć ktoś z wnętrza mniej teoretycznie zorientowanego umysłu. I miałby rację. Częściowo. Czas jako taki, ten abstrakcyjny, zamknięty w definicyjne określniki faktycznie może nas mało obchodzić. Lecz poza tym rodzajem czasu istnieje jeszcze inny, ten (za)dany każdemu z nas, mnie i Tobie - czas wewnętrzny, subiektywny, niepowtarzalny, czas który jest zagadką, domagającą się od nas indywidualnej odpowiedzi. O takim właśnie czasie, o tym który pulsuje odmiennym u każdego z nas rytmem upływu dni, chwil przeżytych, i tych „których jeszcze nie znamy”- pisze Amery. Pisze bezkompromisowo i boleśnie. Swoim eseistycznym, lekkim, tryskającym erudycją skojarzeniową stylem obrysowuje ciemne oblicze czasu, czasu który nas z(a)wodzi. Czasu starości. Nie jest on już tożsamy z radosnym oczekiwaniem młodego człowieka, na świat, na życie, na przyszłość, lecz jest czasem (u)traconym - zaciągniętym długiem nadziei bez szans na spłatę. Amery pisze o nim mocno, prawdziwie, z wnętrza siebie, bez owijania w miękki woal mądrych rad i teoretyzacji.
WCHODZIMY W TURBULENCJE, PROSIMY ZAPIĄĆ PASY
Żyję - zdaje się stwierdzać Amery - i wydaje mi się że mam czas. Ale to czas ma mnie. Istnieję w jego wnętrzu i poprzez niego, nie mogę egzystować poza jego ramami. Został mi dany tylko w pewnym zakresie, który złudzenia młodości zdają się wydłużać w nieskończoność. Lecz dany mi czas jest skończony. Tak jak i ja. Jestem skończony. Z czasem (nomen omen) moje ciało staje się obce. Pojawiają się żółte plamy na twarzy. Skóra wiotczeje. Mięśnie nie wykonują już w pokornym milczeniu swojej codziennej posługi. Starzejąc się czuję oddech śmierci, który jest moim oddechem. Śmierć „ze starości” nie przychodzi bowiem z zewnątrz w postaci wypadku, czy inwazji choroby lecz z wnętrza mnie samego, zadaje mi ją moje własne ciało. I to jest nie do zniesienia.
Starzejąc się dzień po dniu tracę siebie. Przegrywam walkę z własnym życiem, które wycieka ze mnie przez szczeliny czasu, wobec którego jestem bezbronny jak dziecko. Chyba że…
NIESTETY TO COŚ WIĘCEJ NIŻ TURBULENCJE - PROSIMY WŁOŻYĆ MASKI TLENOWE
No właśnie chyba, że… Druga część książki „Podnieść na siebie rękę” prezentuje poglądy Amery’ego na temat dobrowolnej śmierci. Wciąga nas swym silnym, sugestywnym tokiem osobistej argumentacji, głęboko w problematykę wolności względem życia i jego absurdu. Chwilami może zabraknąć nam powietrza jak i argumentów wobec jego tak osobistego „Nie” rzuconego przez autora życiu. „Nie”, które przybrało ostatecznie kształt dobrowolnego aktu autodestrukcji (Amery w 1978 roku odebrał sobie życie w salzburskim hotelu).
..........BUM!!!..........
Książka jest piękna, lecz przerażającym pięknem, jakie nabiera niekiedy aksamitna czerń najczarniejszej nocy ducha. Jeśli nie musisz zapuszczać się w jej obszary - zastanów się czy to naprawdę konieczne. Wszystkich z nas czeka śmierć, większość starość - i choć w sposobie ich przeżywania prezentowanym przez Amery’ego nie można odmówić swoistej dumy i godności - to są one jednocześnie ciężkie, ciężarem którego nie da się już potem ot tak usunąć z barków. Każda minuta waży potem inaczej i dzień, i rok. Może istotnie prawdziwej, ale znacznie trudniej jest po tej książce (u)nieść życie.
No chyba, że…
O starzeniu się. Podnieść na siebie rękę. Jean Amery - czyli wszystko czego nie wiecie o swoim życiu, bo boicie się zapytać. I słusznie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPROSIMY USIĄŚĆ WYGODNIE I ODPRĘŻYĆ SIĘ
„Co to jest „niebieskie”? Trudno to wyjaśnić; jednak mógł, spytany o kolor niebieski, wskazać na swoja teczkę i powiedzieć: tu teraz niebieskie. Jak jednak miałby udostępnić komuś innemu swoje...