Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna

Okładka książki Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna autora Erich von Däniken, 9788371292606
Okładka książki Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna
Erich von Däniken Wydawnictwo: Świat Książki popularnonaukowa
284 str. 4 godz. 44 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Der Jüngste Tag hat längst begonenn
Data wydania:
1997-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1997-01-01
Liczba stron:
284
Czas czytania
4 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788371292606
Tłumacz:
Ryszard Turczyn
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna

Średnia ocen
6,4 / 10
100 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna

avatar
148
66

Na półkach: ,

Jak dla mnie mało przekonywujące to wszystko - ni to nauka ni fantastyka. Tylko dla wielbicieli gatunku.

Jak dla mnie mało przekonywujące to wszystko - ni to nauka ni fantastyka. Tylko dla wielbicieli gatunku.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
204
111

Na półkach: ,

Nie rozumiem fenomenu książek von Dänikena. "Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna" to pseudonaukowy utwór. Rozważania autora mają charakter spiskowej teorii dziejów. Wszystko napisane jest trudnym, zawiłym językiem, co ma nadać pozorowanej powagi temu, co ma do przekazania. Autor wprawdzie odwołuje się do pozycji bibliograficznych, nierzadko cytuje słowa innych, lecz dokonuje przy tym nadinterpretacji i wyciąga z kontekstu, próbując usnuć sensacyjną wizję świata, sugeruje przyjąć to jako nową prawdę objawioną. Nie polecam tego rodzaju literatury, a już na pewno nie można brać jej na serio.

Nie rozumiem fenomenu książek von Dänikena. "Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna" to pseudonaukowy utwór. Rozważania autora mają charakter spiskowej teorii dziejów. Wszystko napisane jest trudnym, zawiłym językiem, co ma nadać pozorowanej powagi temu, co ma do przekazania. Autor wprawdzie odwołuje się do pozycji bibliograficznych, nierzadko cytuje słowa innych, lecz...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
5771
941

Na półkach: , , , , , , , , ,

No to co, odpalamy wrotki, zakładamy foliowe czapeczki i ruszamy na podbój kolejnych teorii spiskowych? Ej, ty tam, tak, ty! Już nie rób takiej miny, gdyby cię to nie interesowało, to byś tu nie patrzył! No właśnie, dziękuję. A skoro już ustaliliśmy, że wszyscy jesteśmy nosicielami foliowych czapeczek (bo jedni wierzą w chemitrails, drudzy w AI, a trzeci w siebie),to czas pochylić się nad kolejnymi teoriami, które miejscami są nader fascynujące, ale miejscami nawet te biedne wrotki nam zwiewają spod nóżek... Ale hej, w końcu to Erich von Däniken i nie ma co narzekać! Króciutko.

https://jesiennaczyta.blogspot.com/2026/01/62026-erich-von-daniken-dzien-sadu.html
_______________________

POPRZEDNIA OPINIA:
http://jesiennaczyta.blogspot.com/2017/07/133-dzien-sadu-ostatecznego-trwa-od.html

Ci, co mnie znają, doskonale wiedzą, że na punkcie zjawisk paranormalnych, niewytłumaczonych zagadek przeszłości i sekretów antycznych cywilizacji od dawien dawna mam jobla. Nazywam rzecz po imieniu - i dobrze mi z tym. Od lat... chyba dziecięcych zresztą, a przynajmniej okołopodsawówkowych, kiedy już gówniarzem byłam na tyle dużym, że w bibliotece sobie sama wybierałam pozycje do czytania, w moje łapki wpadła pozycja Ericha von Dänikena. I... przepadłam! Jak kamień w wodę. I nie ma sił, jak widzę tylko jakieś jego książki, dostaję drgawek i rozpaczliwie ich potrzebuję na swojej półce... ;)
[...]
Opinia w całości do przeczytania tutaj: http://kaginbooks.blogspot.com/2017/07/133-dzien-sadu-ostatecznego-trwa-od.html

No to co, odpalamy wrotki, zakładamy foliowe czapeczki i ruszamy na podbój kolejnych teorii spiskowych? Ej, ty tam, tak, ty! Już nie rób takiej miny, gdyby cię to nie interesowało, to byś tu nie patrzył! No właśnie, dziękuję. A skoro już ustaliliśmy, że wszyscy jesteśmy nosicielami foliowych czapeczek (bo jedni wierzą w chemitrails, drudzy w AI, a trzeci w siebie),to czas...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

264 użytkowników ma tytuł Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna na półkach głównych
  • 184
  • 76
  • 4
76 użytkowników ma tytuł Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna na półkach dodatkowych
  • 68
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna

Inne książki autora

Erich von Däniken
Erich von Däniken
Däniken uczył się w Kolegium św. Michała we Fryburgu, gdzie jako student poznawał starożytne źródła pisane. Następnie pracował jako dyrektor hotelu, w wolnych chwilach poświęcając się swojej pasji. Od 1968 roku wydawał książki (ogółem ponad 30 pozycji),w których sugerował, że Ziemia była wcześniej odwiedzana przez kosmitów, po których ciągle pozostały ślady. Autor sugerował, że wiele budowli i znalezisk, pochodzących z dawnych epok, nie mogło być wykonanych przy znanej ówcześnie technice, co sugeruje, że wykonała je cywilizacja pozaziemska. Przykładami, wg Dänikena, są Stonehenge, piramidy w Egipcie itp.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

100 postaci, które miały największy wpływ na dzieje ludzkości Michael H. Hart
100 postaci, które miały największy wpływ na dzieje ludzkości
Michael H. Hart
Jedna z moich ulubionych książek. Już sam pomysł na taki ranking jest świetny (mimo pewnej absurdalności, bo zawsze można powiedzieć, że rodzice danej osoby mieli większy wpływ niż ona sama),bardzo pobudza wyobraźnię, dziwne, że nie powstało więcej takich list, a przynajmniej o tym nie słyszałem (poza analogiczną książką o 100 kobietach autorstwa Deborah G. Felder, która jednak niestety nie dorasta do pięt tej pozycji, oraz "kontynuacją” od tego samego autora, w której tworzy on taki ranking z perspektywy... roku 3000, a ponad połowę listy zajmują fikcyjne postaci “z przyszłości” – szkoda, że nie została ona wydana po polsku, a i po angielsku trudno ją znaleźć, pomysł jest tak szalony, że z wielką chęcią sprawdziłbym, jak to wyszło). Wykonanie jest może dość dalekie od ideału, lecz wciąż naprawdę dobre. Książka jest przede wszystkim napisana znakomitym językiem - opisy poszczególnych postaci to nie są jakieś suche notki biograficzne, lecz są wzbogacone przez autora różnymi ciekawostkami oraz jego rozważaniami i wtrąceniami w taki sposób, że nawet o tak nieciekawych z perspektywy współczesnego Europejczyka osobach, jak Asioka albo Zaratustra chce się czytać. Niektóre fragmenty mocno zapadają w pamięć, jak choćby zakończenie tekstu o Lavoisierze: “Podczas rozprawy do sądu został przesłany apel wzywający do oszczędzenia Lavoisiera z uwagi na liczne usługi, jakie oddał on krajowi i nauce. Sędzia odrzucił prośbę z krótką uwagą: “Rewolucja nie potrzebuje geniuszy”. Nieco bliższa prawdy była uwaga kolegi Lavoisiera, wielkiego matematyka Lagrange’a: “Potrzeba jedynie chwili, by ściąć tę głowę, ale żeby pojawiła się taka druga, może nie starczyć i stu lat“.” Można nie zgadzać się z opiniami autora, ale nie można mu odmówić merytorycznego podejścia do tematu (tak przynajmniej twierdziłem, zanim trafiłem na tutejsze, pożal się Boże, recenzje...). Należy mu się również szacunek za to, że nie zrobił z tego jakiegoś rankingu popularności i nie zamieścił osobistości pokroju The Beatles czy Billa Gatesa, o których obecnie jest głośno, ale za kilka(naście) wieków zapewne mało kto będzie o nich pamiętał. Mimo wszystko, miałbym autorowi trochę do zarzucenia, jeśli chodzi o skład i kolejność rankingu: 1. Co prawda już po lekturze dowiedziałem się, że autor jest Amerykaninem, ale gdybym tego nie wiedział, to zarzuciłbym mu anglocentryzm. O ile 2. miejsce Newtona jest jak najbardziej zasłużone (chociaż autor trochę poszedł na łatwiznę, przypisując odkrycie rachunku całkowego wyłącznie Newtonowi i pomijając osobę Gottfrieda Wilhelma Leibniza, jest jedynie wspomniane, że Newton “wdał się z Leibnizem w zaciekły spór”),o tyle już 31. pozycja Szekspira wzbudza pewien sprzeciw (bardzo ciekawe są natomiast dywagacje autora nad tym, komu powinno być przypisywane autorstwo jego dzieł, przedstawiona argumentacja na korzyść osoby Edwarda de Vere’a jest dość przekonująca - mimo że jest to teoria odrzucana przez większość badaczy - ale też zachęca do zagłębienia się w temat). Jak sam autor słusznie zauważa, sztuka ma stosunkowo niewielki wpływ na nasze życie i nawet biorąc pod uwagę trwałość jego dzieł, nie sądzę, by wywarł on większy wpływ od Hitlera, Napoleona lub Aleksandra Wielkiego. Znalezienie miejsca w głównej części rankingu dla Francisa Bacona to dość kontrowersyjny wybór, biorąc pod uwagę, że spośród filozofów autor nie umieścił w pierwszej setce choćby Kanta. Najbardziej dyskusyjnym wyborem tego rodzaju jest jednak umieszczenie Johna Locke’a i Olivera Cromwella w górnej połowie listy - osobiście wątpię, czy w ogóle powinni się oni na niej znaleźć. 2. W niektórych miejscach autor nie uzasadnia wystarczająco swoich twierdzeń np. stwierdza bez podania dodatkowych argumentów, że więcej książek powstałoby przy użyciu papieru i druku blokowego niż przy użyciu papirusu i ruchomej czcionki Gutenberga, a ja bym się z tym raczej nie zgodził. 3. Pominięcie wynalazku filmu. Wiadomo, że w dużej mierze było to po prostu rozwinięcie wynalazku fotografii i tak jak w większości przypadków nie dokonała tego jedna osoba, ale wciąż było na tyle przełomowe, że powinno zostać w jakiś sposób uwzględnione. 4. Stawianie wpływu świętego Piotra niemal na równi z Jezusem. Zgadzam się, że gdyby Jezus nie pozostawił po sobie naśladowców, to chrześcijaństwo nie stałoby się z pewnością największą religią w historii, ale zasługę jego rozkrzewienia należałoby raczej przypisać wszystkim apostołom (chociaż nie po równi, oczywiście),a tymczasem autor pisze niemal tak, jakby św. Paweł był jedynym uczniem Chrystusa. 5. W paru miejscach osoby porównywane przez autora są rozdzielone o jedną pozycję, co sprawia nieco sztuczne wrażenie. Jeśli autor stwierdza (jak najbardziej słusznie),że “Cortés przyspieszył bieg historii, Pizarro, być może, zmienił jej bieg”, to różnica między nimi w rankingu powinna być zdecydowanie większa. Podobnie z Shi Huangdi i Oktawianem Augustem oraz Cai Lunem i Gutenbergiem. 6. Pominięcie osoby Nikoli Tesli. Daleko mi do popularnego obecnie punktu widzenia, według którego to „największy geniusz w historii”, ale z pewnością zasłużył na wspomnienie w tekście o Edisonie i/lub Marconim. Jak widać, mam sporo uwag, pewnie mógłbym coś jeszcze dorzucić, ale są to głównie zarzuty dotyczące pojedynczych pozycji, wciąż jako całość oceniam tę książkę zdecydowanie pozytywnie. Zarzuty z recenzji użytkownika Piratka (i innych recenzji cytowanych w tej recenzji) są na tyle żenujące i ignoranckie, że stwierdziłem, iż muszę na nie odpowiedzieć. Dobrze, że chociaż na stronie Goodreads użytkownicy potrafili docenić tę książkę i średnia ocen wynosi tam prawie 4/5. “„krytycy zarzucali Autorowi, że ośmielił się nie tylko rozstrzygać które osobistości wywarły największy wpływ na dzieje świata, lecz i subiektywnie je klasyfikować. Wbrew zastrzeżeniom krytyków książka odniosła ogromny sukces; sprzedano dziesiątki tysięcy egzemplarzy.” To o wartości książki nie musi świadczyć. Po za tym książka kupiona nie musiała zostać przeczytana, a przeczytana nie musiała się spodobać.” I nigdzie nie jest to stwierdzone, nie musisz sobie dopowiadać, zresztą wystarczy poczytać w Internecie, żeby zobaczyć, że recenzje czytelników w zdecydowanej większości są pozytywne. “Obawiam się, że jest to wiedza z gatunku SF.” Bez komentarza, dużo więcej wspólnego z SF ma większość twoich zarzutów. Od siebie mogę co najwyżej dodać, że wiedza pozyskana dzięki przeczytaniu tej książki pozwoliła mi kilkukrotnie zabłysnąć w różnych sytuacjach odpowiedziami na takie pytania, jak “który papież zapoczątkował krucjaty?” albo “kto wynalazł papier?”. “Do tego Hart wyliczył postacie nie alfabetycznie, chronologicznie czy rzeczowo, lecz tak, jak sobie uważa.” I bardzo dobrze, gdyby nie to, to książka byłaby tylko nudną stertą biografii, bo przynajmniej połowa osób jest dość oczywistym wyborem. Dzięki uszeregowaniu postaci i wzbogaceniu całości o uzasadnienie dokonanych wyborów jest ona zdecydowanie ciekawsza. „Mimo swojej obszerności traktuje tematykę bardzo powierzchownie. Merytorycznie słabo, brak źródeł, autorów ilustracji, zawiera wiele błędów gramatycznych.” Wręcz przeciwnie, analizuje skrupulatnie życiorysy i dokonania poszczególnych osób, rozważa ich wpływ nie tylko do dnia dzisiejszego, ale stara się też spojrzeć w przyszłość. Co do źródeł, to chciałbym tylko zauważyć, że to literatura popularnonaukowa, a nie praca naukowa. Błędów gramatycznych nie dostrzegłem, nawet jeśli jakieś występują, to nie uważam, żeby znacząco wpływały na przyjemność z czytania. “We wstępie autor napomina, że stara się pomijać osoby, co do których nie ma pewności, że kiedykolwiek żyły, po czym czytamy o wielu wątpliwych "osobistościach".” Przy każdej takiej osobie, autor tłumaczy swój punkt widzenia oraz podaje niezbędne argumenty. No, może zabrakło mi tego trochę przy kilku postaciach religijnych (na czele z wiadomymi postaciami z miejsc pierwszego i trzeciego),ale mogłoby to wywołać zbędne kontrowersje, więc może i dobrze, że zostały one dołączone “z automatu”. “Najczęściej pojawia się słowo "prawdopodobnie".“ Trudno, żeby się nie pojawiało, skoro są rozważane hipotetyczne skutki. Autor miał przenieść się do alternatywnego wszechświata, żeby sprawdzić, co by się wydarzyło, gdyby nie narodziły się dane osoby? Naprawdę wyssane z palca te zarzuty. “Jest wiele ciekawszych i poważniej traktujących czytelnika cegiełek.” Szkoda, że nie podałaś żadnych przykładów, chętnie poczytam, mam nadzieję, że nie masz na myśli wspomnianej książki o 100 kobietach, której rzeczywiście można zarzucić powierzchowność i kiepski poziom merytoryczny. “Najważniejszą postacią jest tu Mahomet, drugą Newton.” I słusznie, można z tym polemizować, ale główne argumenty o wyższości Mahometa nad Chrystusem (po pierwsze Mahomet odegrał dużo większą rolę w rozwoju islamu niż Jezus w rozwoju chrześcijaństwa, a po drugie Mahomet był także przywódcą wojskowym, a nie tylko religijnym) są jak najbardziej przekonujące. Dodatkowo można stwierdzić, że wpływ Mahometa będzie prawdopodobnie trwalszy od wpływu twórców pozostałych religii: https://www.pewresearch.org/religion/2015/04/02/religious-projections-2010-2050/ A co do Newtona, to już w ogóle nie wiem, co masz przeciwko, jest bezkonkurencyjnie najbardziej wpływową postacią w historii nauki, popchnął ją swymi dokonaniami do przodu o co najmniej kilka wieków. “znaczenie tego dzieła dla rozwoju ludzkości przewyższa rolę wszystkich innych - może z wyjątkiem Biblii” Czyli niby kodeks Justyniana jest najbardziej znaczącym dziełem w historii? Bardziej niż wszystkie księgi religijne, wszystkie przełomowe prace naukowe i wszystkie traktaty filozoficzne? Mocno powątpiewam w to, raczej dużo bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że mediewista może przeceniać znaczenie dzieł wydanych w okresie, w którym się specjalizuje. “Bez urazy, jakiż wywarł on wpływ na dzieje świata ?” Gdybyś przeczytała uważnie tekst o Mahawirze, to wiedziałabyś. Dżinizm wyróżnia się spośród innych religii tym, że “jest doskonałym przykładem tego, w jak drastyczny sposób doktryny religijne mogą oddziaływać na sposób życia całej społeczności”. Jako przykład podano stosunek wierzących do zwierząt: “Bardzo ważną cechą dżinizmu jest przywiązywanie wagi do zasady ahimsy, czyli niestosowania przemocy, niewyrządzania krzywdy. Dżiniści uważają, że zasada ahimsy dotyczy nie tylko ludzi, lecz obowiązuje również w stosunku do zwierząt. Jednym z następstw tej zasady jest zakaz spożywania mięsa. Głęboko wierzący dżinista rozciąga zasadę ahimsy znacznie dalej; na przykłada nie zabija much i nie je po ciemku, bo mógłby przypadkowo połknąć jakiegoś owada, a więc spowodować jego śmierć. Zdarza się, że naprawdę pobożny, a przy tym wystarczająco zamożny dżinista wynajmuje kogoś do zamiatania przed nim ulicy, ponieważ idąc mógłby przypadkowo nastąpić na jakiegoś owada czy robaka i go zabić”. Poza tym autor wspomina też, że “dżiniści stanowią zamożną grupę społeczną, a w proporcji do liczebności ich udział w życiu intelektualnym i artystycznym Indii jest bardzo duży”. Do tego dochodzi wpływ filozofii Mahawiry na praktyki religijne hinduizmu: “Obowiązujący w dżinizmie zakaz składania ofiar ze zwierząt i spożywania mięsa w znaczący sposób wpłynął na praktyki religijne hinduizmu. Zasada niekrzywdzenia i niestosowania przemocy wywiera stały wpływ na filozofię hinduską, nawet obecnie.” Moim zdaniem Mahawira powinien nawet być w rankingu wyżej od Justyniana. Ten drugi nie ma już od wieków żadnego realnego wpływu na obecne prawodawstwo, a Mahawira wciąż wywiera znaczący wpływ na życie około 5 milionów ludzi. “Lord D’Abernon uznał pokonanie Czerwonej Armii nad Wisłą w 1920 r. za 18 decydującą bitwę świata” Żaden z wodzów z tej listy nie znalazł się na liście (nie licząc ludzi pokroju Napoleona, których wpływ sięga dużo dalej niż tej jednej potyczki),bo jedna bitwa to po prostu za mało. Zresztą nawet gdyby Polacy ją przegrali, to prawdopodobnie zaważyłoby to jedynie na niepodległości Polski (określanie tego wydarzenia mianem “bitwy, która odmieniła losy świata” na podstawie książki jednej osoby, która też nie była jakimś wielkim autorytetem i mogła mieć swój interes w wyolbrzymieniu jej znaczenia, jest strasznie naciągane, Armia Czerwona była zbyt słabo zaopatrzona, żeby kontynuować ofensywę na zachód, poleciłbym ci przeczytanie książki “Polska bez cudów. Historia dla dorosłych”, jednak widzę, że już to zrobiłaś i niestety nie wyciągnęłaś z tego żadnej refleksji, twoja recenzja tej książki to taki bezsensowny słowotok, że trudno to nawet sensownie skomentować),no, ale widzę, że u niektórych zaślepienie patriotyzmem wywołuje dość skrajny polonocentryzm. Stalin i Lenin “załapali się” dopiero na 66. i 84. miejsce, a Piłsudski miałby zmieścić się w setce? Już prędzej przyczepiłbym się o pominięcie Karola Młota, który mógłby znaleźć się chociażby na liście honorowej za powstrzymanie podboju Europy przez Arabów, choć to też można łatwo uzasadnić - tym, że obrona Konstantynopola miała zapewne większe znaczenie w tej kwestii od bitwy pod Poitiers. “Abraham Lincoln trzeci od końca w liście dodatkowej” Nie żeby to miało jakieś wielkie znaczenie, ale jeśli ktoś nawet nie zauważył, że wymienione na końcu osoby są podane w kolejności alfabetycznej (zresztą autor wprost pisze, że “nie oznacza to, że gdyby wydłużyć listę zasadniczą, to te dziesięć osób (w nieokreślonej jeszcze kolejności) zajmowałoby pozycje 101-110, ani też, że wymienione niżej osoby znalazłyby się na liście z numerami 101-200"),to chyba sporo mówi to o jego skupieniu podczas czytania tudzież inteligencji. “Jak napisał ktoś na forum historycy.org” Po pierwsze, fajne źródło xD Nie wiem, gdzie tu dostrzegasz lekceważący ton, zresztą trzeba być zaiste bezczelnym, żeby zarzucać lekceważący ton autorowi na koniec recenzji, którą samemu napisało się bardzo lekceważącym tonem. Autor wyraźnie pisze, że to przecież wybór Lincolna na prezydenta wywołał secesję Południa, więc trudno mu przypisać dodatkowy wpływ za powstrzymanie czegoś, co w gruncie rzeczy sam spowodował. Poza tym Południe nie miało praktycznie szans wygrać wojny secesyjnej i utrzymać niezależności, bo zdecydowanie ustępowało Północy pod względem przemysłowym i demograficznym. Pewności oczywiście nie ma, ale trudno mi sobie wyobrazić, żeby Stany Zjednoczone pozostały rozbite na dłuższą metę, kiedy Północ i Południe były ze sobą tak mocno związane językowo, kulturowo, religijnie i handlowo. Może jedynie z zarzutami dotyczącymi części o Konstantynie Wielkim bym się zgodził. Swoją drogą, jestem ciekaw, jak wyglądałby twój ranking.
Janusz Luczak - awatar Janusz Luczak
ocenił na89 miesięcy temu
Prywatne życie Alberta Einsteina Roger Highfield
Prywatne życie Alberta Einsteina
Roger Highfield Paul Carter
"Prywatne życie Alberta Eisteina" - fakty i mity... Co prawda przed wymienioną tutaj biografią powstały jeszcze inne, ale wydaje się, że autorzy tej mieli szerszy wgląd w materiał badawczy i dotarli do większej ilości źródeł. O ile we wcześniejszych biografiach Einstein przedstawiany był tak, jak on sam siebie kreował, czyli jako ekscentryczny geniusz, niemal żydowski święty walczący o prawa człowieka i działający na rzecz utrzymania pokoju na świecie, o tyle tutaj, autorzy tę wyidealizowaną kreację burzą i dodają również pewne tajemnicze i niewygodne fakty z życia uczonego. Rozprawiają się jednocześnie z szeregiem mitów, które krążą o Einsteinie. Mnie właśnie interesował najbardziej ten ostatni aspekt i spróbuję go tutaj przedstawić. Mit nr 1. Einstein był słabym uczniem i kiepskim studentem? Einstein urodził się z nieproporcjonalnie dużą głową i bardzo późno nauczył się mówić. Czynność ta sprawiała mu trudność i aż do 7. roku życia mamrotał najpierw każde zdanie po cichu, a dopiero później wypowiadał je głośno. Oprócz tego był bardzo spokojnym  i apatycznym dzieckiem. Na początku rodzice właśnie z tych w/w powodów niepokoili się, że jest on niedorozwinięty umysłowo. W szkole podstawowej był jedynym Żydem w klasie i koledzy dokuczali mu trochę, poza tym z powodu jego prostolinijności przezywali go naiwniaczkiem. Na lekcjach przed udzieleniem odpowiedzi długo się zastanawiał. Nie przepadał za greką i nienawidził dyscypliny narzucanej przez szkołę, natomiast jedyną jego piętą achillesową było wychowanie fizyczne, gdyż szybko się męczył i miewał zawroty głowy. Ogólnie jednak uczył się dobrze. Nie dostał się za pierwszym razem na politechnikę w Zurichu, ale podszedł wtedy do egzaminów jako 16-latek bez matury. Zdał bardzo dobrze matematykę, fizykę i nauki przyrodnicze, nie zaliczył przedmiotów humanistycznych, które go po prostu nie interesowały. Na profesorze fizyki wywarł wówczas tak duże wrażenie, że ten zaproponował mu, aby uczęszczał do niego na wykłady jako wolny słuchacz. W następnym  roku, już po zdanej maturze, dostał się również na wspomnianą politechnikę. Był dość dobrym studentem. Mit nr 2. Einstein był wierzący? Oto co pisał na ten temat: "W kwestii istnienia Boga zajmuję stanowisko agnostyka. Jestem przekonany, że aby uświadomić sobie zasadnicze znaczenie zasad moralnych w czynieniu naszego życia lepszym i szlachetniejszym, nie musimy odwoływać się do idei osobowego prawodawcy, zwłaszcza takiego, który karze i nagradza. Moralność człowieka zależy od zdolności współodczuwania z innymi ludźmi, wykształcenia oraz więzi i potrzeb społecznych; żadna religia nie jest do tego potrzebna. Człowiek byłby zaiste żałosną istotą, gdyby kierował się w życiu wyłącznie strachem przed karą i nadzieją na nagrodę po śmierci?"* W jednym ze swoich listów do filozofa Erica Gutkinda z 1954 roku (czyli zaledwie na rok przed swoją śmiercią) napisał tak: "Słowo »Bóg« nie jest dla mnie niczym więcej niż wytworem ludzkiej słabości, a Biblia – zbiorem wspaniałych, pierwotnych legend, które są jednak dość dziecinne (...). Dla mnie osobiście religia żydowska, jak wszystkie inne, jest wcieleniem najbardziej dziecinnych przesądów".* Mit nr 3.  Sławę zyskał jako sędziwy uczony? Najbardziej znane i rozpowszechnione są zdjęcia Einsteina w podeszłym wieku ukazujące go z siwą rozwichrzoną czupryną, jednak jego pierwsze przełomowe dla fizyki publikacje ukazały się już w 1905 r. gdy miał zaledwie 26 lat (m.in. tzw. szczególna teoria względności). Einstein otrzymał Nagrodę Nobla dopiero w 1921 r. za zasługi dla fizyki teoretycznej, szczególnie za odkrycie praw rządzących efektem fotoelektrycznym. Większość naukowców zgłaszających Einsteina do nagrody, jako uzasadnienie podawało właśnie teorię względności. Natomiast komitet noblowski uważał, że teoria ta nie została wystarczająco dobrze potwierdzona doświadczalnie. W chwili przyznawania Nagrody Nobla Einstein był 42-letnim człowiekiem. Mit nr 4. Był roztargniony, oderwany od rzeczywistości i pozbawiony wszelkiego zmysłu praktycznego? I tutaj już nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Gdyż o ile rzeczywiście zdarzało mu się gubić klucze, parasole, mylić miejsca umówionych spotkań, to jednak jeśli chodzi o zmysł praktyczny, sprawy się nieco komplikują. Einstein miał raczej tendencje do instrumentalnego traktowania ludzi, kalkulowania i wykorzystywania ich, a zwłaszcza zaś kobiet. Kreował siebie na kogoś w rodzaju nietzscheańskiego nadczłowieka, samotnego intelektualistę wyobcowanego z pospolitej szarej masy. Chyba wydawało mu się, że jest stworzony do wyższych celów, a w sprawach przyziemnych wolał wysługiwać się innymi. Na studiach prosił przyjaciół o wykonywanie skomplikowanych wyliczeń matematycznych. Pożyczał też od nich notatki z wykładów, bo sam, jak mówił, wolał skupiać się na ważniejszych sprawach. Niektórzy uważają, że autorką teorii względności była jego koleżanka ze studiów Mileva Marić, jego późniejsza pierwsza żona. Wiadomo, że razem pracowali i Mileva pomagała mu w pracy, sama jednak po zajściu w ciążę i poślubieniu Einsteina wycofała się ze świata nauki. Einstein nigdy nie wyjaśnił też jak doszło do powstania owej teorii. Natomiast rosyjski fizyk Abraham F. Joffe, twierdził, że wszystkie trzy prace z 1905 w rękopisie podpisane były Einstein-Marić. Na uwagę zasługuje fakt, że rękopisu teorii względności nie można było odszukać, a kiedy w 1919 roku doszło do rozwodu Einsteina z Marić, uczony w warunkach postanowienia sądowego zgodził się przekazać całą sumę uzyskaną z przyszłej ewentualnej Nagrody Nobla swojej byłej żonie Marić. Oprócz tego z kart tej książki wyłania nam się obraz człowieka wewnętrznie rozdartego i pełnego sprzeczności: ceniącego oryginalność i niezależność, a z drugiej strony emocjonalnie uzależnionego przez całe życie od władczej matki, notorycznie romansującego i flirtującego z kobietami i jednocześnie pogardzającego ich osobowością i intelektem. Zresztą jego wypowiedzi o płci przeciwnej ocierają się często wręcz o mizoginizm. Uważał też, że małżeństwo to niewolnictwo w kulturalnym przebraniu i jest sprzeczne z ludzką naturą. Ten bunt przeciwko ograniczaniu jego wolności, przeciw wszelkim autorytetom jest widoczny na każdym etapie jego życia. Wydaje się też, że o ile w życiu zawodowym wspiął się na wyżyny ludzkich osiągnięć, to w życiu prywatnym poniósł sromotną porażkę. Swoje pierwsze nieślubne dziecko kazał oddać do adopcji (są podejrzenia, że córka Lieserl była upośledzona umysłowo),nigdy też nie udało się ustalić, co się z nią później działo. Jego najmłodszy syn Eduard wiele lat spędził w klinice psychiatrycznej, Einstein ani razu go tam nie odwiedził. Najstarszy syn Hans Albert do końca życia toczył spory ze zwolennikami ojca. Na uwagę zasługuje fakt, że większą część swojego majątku, łącznie z prawami autorskimi Albert Einstein zapisał swojej sekretarce Helen Dukas. Po jej śmierci zaś dokumenty zgodnie z jego wolą zostały przekazane do Żydowskiej Biblioteki Narodowej i Uniwersytetu w Jerozolimie. W książce jest również wzmianka o tym, że Einstein mógł mieć jeszcze jedno nieślubne dziecko z tancerką. Pominięty jest natomiast zupełnie wątek 10-letniego romansu z Margaritą Konenkową, rosyjskim szpiegiem. Ostatnim paradoksem z życia uczonego, który deklarował się pacyfistą, było poparcie w 1939 r. projektu Manhattan. W liście do Roosevelta prosił o przyśpieszenie prac nad bronią jądrową. Jak się okazuje, jak zwykle wszystko ma drugie, trzecie, czwarte dno...** * źródła cytatów inne niż w/w książka ** Opracowanie powyższe po raz pierwszy opublikowane zostało 01.10.2016 r. na stronie: www.bookfreak.pl
Viki - awatar Viki
ocenił na98 lat temu
Templariusze. Tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa Lynn Picknett
Templariusze. Tajemni strażnicy tożsamości Chrystusa
Lynn Picknett Clive Prince
Idąc za ciosem postanowiłem przeczytać kolejną książkę związaną z kościołem katolickim i jego tajemnicami. Na "Templariuszy..." Natrafiłem dość przypadkowo na tą książkę, jednak nie mogłem się jej oprzeć po przeczytaniu opisu. Niezwykle mnie zaintrygował, a sam fakt, iż książka ta była bezpośrednią inspiracją dla Dana Browna tylko dopomogła. Uwielbiam film "Kod da Vinci". Więc zasiadłem do lektury. Początek był niezwykle ciekawy, gdy badacze analizują dzieła Leonarda da Vinci i ujawniają coraz to więcej wniosków, które pokazują nam, że z pewnością artysta nie jest osobą, za którą ją braliśmy. Byłem zaskoczony na całej linii gdy nowe fakty wychodziły na jaw. Ja jestem dość osobiście zainteresowany sztuką renesansową, zarówno malarstwem, literaturą i architekturą, więc stanowiło to dla mnie dodatkową przyjemność. Nudziły mnie natomiast wiadomości o templariuszach i kolejne rozdziały, czego nie będzie można powiedzieć o następnych. Ale o tym za chwilę. Ta część, która bezpośrednio dotyczyła zakonu wydała mi się niezwykle... sucha. Brakowało atrakcyjnych faktów oraz czegoś, co mogłoby mnie zaciekawić. Mimo, że interesuje się trochę tamtejszymi czasami, tytułowi templariusze nie wywarli na mnie olbrzymiego wrażenia. No i ostatnia część książki niezwykle szokująca. Dotycząca mianowicie Marii Magdaleny, Jezusa oraz Jana Chrzciciela. Tu byłem dogłębnie zaskoczony. Nie jestem katolikiem, więc faktu te nie bolały mnie zbytnio, ale dla katolika byłoby to coś niewiarygodnego. Cały ciąg kontrowersyjnych faktów, popartych oczywiście długimi badaniami jest fascynujący, ale i zarazem zaskakujący. Czasami ciężko mi było uwierzyć w to, co jest napisane. Książka jak najbardziej godna uwagi i dająca do myślenia. Pamiętam, jak rozmyślałem, jakie konsekwencje by wynikły, gdyby sam kościół potwierdził badania naukowców. Czy rzeczywiście dzieje kościoła opierają się na skandalicznym kłamstwie? Gorąco polecam! Piotr Drwiega
Piotr Drwięga - awatar Piotr Drwięga
oceniła na74 lata temu

Cytaty z książki Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna


Ciekawostki historyczne