Michael H. Hart
Jedna z moich ulubionych książek. Już sam pomysł na taki ranking jest świetny (mimo pewnej absurdalności, bo zawsze można powiedzieć, że rodzice danej osoby mieli większy wpływ niż ona sama),bardzo pobudza wyobraźnię, dziwne, że nie powstało więcej takich list, a przynajmniej o tym nie słyszałem (poza analogiczną książką o 100 kobietach autorstwa Deborah G. Felder, która jednak niestety nie dorasta do pięt tej pozycji, oraz "kontynuacją” od tego samego autora, w której tworzy on taki ranking z perspektywy... roku 3000, a ponad połowę listy zajmują fikcyjne postaci “z przyszłości” – szkoda, że nie została ona wydana po polsku, a i po angielsku trudno ją znaleźć, pomysł jest tak szalony, że z wielką chęcią sprawdziłbym, jak to wyszło).
Wykonanie jest może dość dalekie od ideału, lecz wciąż naprawdę dobre. Książka jest przede wszystkim napisana znakomitym językiem - opisy poszczególnych postaci to nie są jakieś suche notki biograficzne, lecz są wzbogacone przez autora różnymi ciekawostkami oraz jego rozważaniami i wtrąceniami w taki sposób, że nawet o tak nieciekawych z perspektywy współczesnego Europejczyka osobach, jak Asioka albo Zaratustra chce się czytać. Niektóre fragmenty mocno zapadają w pamięć, jak choćby zakończenie tekstu o Lavoisierze: “Podczas rozprawy do sądu został przesłany apel wzywający do oszczędzenia Lavoisiera z uwagi na liczne usługi, jakie oddał on krajowi i nauce. Sędzia odrzucił prośbę z krótką uwagą: “Rewolucja nie potrzebuje geniuszy”. Nieco bliższa prawdy była uwaga kolegi Lavoisiera, wielkiego matematyka Lagrange’a: “Potrzeba jedynie chwili, by ściąć tę głowę, ale żeby pojawiła się taka druga, może nie starczyć i stu lat“.” Można nie zgadzać się z opiniami autora, ale nie można mu odmówić merytorycznego podejścia do tematu (tak przynajmniej twierdziłem, zanim trafiłem na tutejsze, pożal się Boże, recenzje...). Należy mu się również szacunek za to, że nie zrobił z tego jakiegoś rankingu popularności i nie zamieścił osobistości pokroju The Beatles czy Billa Gatesa, o których obecnie jest głośno, ale za kilka(naście) wieków zapewne mało kto będzie o nich pamiętał. Mimo wszystko, miałbym autorowi trochę do zarzucenia, jeśli chodzi o skład i kolejność rankingu:
1. Co prawda już po lekturze dowiedziałem się, że autor jest Amerykaninem, ale gdybym tego nie wiedział, to zarzuciłbym mu anglocentryzm. O ile 2. miejsce Newtona jest jak najbardziej zasłużone (chociaż autor trochę poszedł na łatwiznę, przypisując odkrycie rachunku całkowego wyłącznie Newtonowi i pomijając osobę Gottfrieda Wilhelma Leibniza, jest jedynie wspomniane, że Newton “wdał się z Leibnizem w zaciekły spór”),o tyle już 31. pozycja Szekspira wzbudza pewien sprzeciw (bardzo ciekawe są natomiast dywagacje autora nad tym, komu powinno być przypisywane autorstwo jego dzieł, przedstawiona argumentacja na korzyść osoby Edwarda de Vere’a jest dość przekonująca - mimo że jest to teoria odrzucana przez większość badaczy - ale też zachęca do zagłębienia się w temat). Jak sam autor słusznie zauważa, sztuka ma stosunkowo niewielki wpływ na nasze życie i nawet biorąc pod uwagę trwałość jego dzieł, nie sądzę, by wywarł on większy wpływ od Hitlera, Napoleona lub Aleksandra Wielkiego. Znalezienie miejsca w głównej części rankingu dla Francisa Bacona to dość kontrowersyjny wybór, biorąc pod uwagę, że spośród filozofów autor nie umieścił w pierwszej setce choćby Kanta. Najbardziej dyskusyjnym wyborem tego rodzaju jest jednak umieszczenie Johna Locke’a i Olivera Cromwella w górnej połowie listy - osobiście wątpię, czy w ogóle powinni się oni na niej znaleźć.
2. W niektórych miejscach autor nie uzasadnia wystarczająco swoich twierdzeń np. stwierdza bez podania dodatkowych argumentów, że więcej książek powstałoby przy użyciu papieru i druku blokowego niż przy użyciu papirusu i ruchomej czcionki Gutenberga, a ja bym się z tym raczej nie zgodził.
3. Pominięcie wynalazku filmu. Wiadomo, że w dużej mierze było to po prostu rozwinięcie wynalazku fotografii i tak jak w większości przypadków nie dokonała tego jedna osoba, ale wciąż było na tyle przełomowe, że powinno zostać w jakiś sposób uwzględnione.
4. Stawianie wpływu świętego Piotra niemal na równi z Jezusem. Zgadzam się, że gdyby Jezus nie pozostawił po sobie naśladowców, to chrześcijaństwo nie stałoby się z pewnością największą religią w historii, ale zasługę jego rozkrzewienia należałoby raczej przypisać wszystkim apostołom (chociaż nie po równi, oczywiście),a tymczasem autor pisze niemal tak, jakby św. Paweł był jedynym uczniem Chrystusa.
5. W paru miejscach osoby porównywane przez autora są rozdzielone o jedną pozycję, co sprawia nieco sztuczne wrażenie. Jeśli autor stwierdza (jak najbardziej słusznie),że “Cortés przyspieszył bieg historii, Pizarro, być może, zmienił jej bieg”, to różnica między nimi w rankingu powinna być zdecydowanie większa. Podobnie z Shi Huangdi i Oktawianem Augustem oraz Cai Lunem i Gutenbergiem.
6. Pominięcie osoby Nikoli Tesli. Daleko mi do popularnego obecnie punktu widzenia, według którego to „największy geniusz w historii”, ale z pewnością zasłużył na wspomnienie w tekście o Edisonie i/lub Marconim.
Jak widać, mam sporo uwag, pewnie mógłbym coś jeszcze dorzucić, ale są to głównie zarzuty dotyczące pojedynczych pozycji, wciąż jako całość oceniam tę książkę zdecydowanie pozytywnie. Zarzuty z recenzji użytkownika Piratka (i innych recenzji cytowanych w tej recenzji) są na tyle żenujące i ignoranckie, że stwierdziłem, iż muszę na nie odpowiedzieć. Dobrze, że chociaż na stronie Goodreads użytkownicy potrafili docenić tę książkę i średnia ocen wynosi tam prawie 4/5.
“„krytycy zarzucali Autorowi, że ośmielił się nie tylko rozstrzygać które osobistości wywarły największy wpływ na dzieje świata, lecz i subiektywnie je klasyfikować. Wbrew zastrzeżeniom krytyków książka odniosła ogromny sukces; sprzedano dziesiątki tysięcy egzemplarzy.”
To o wartości książki nie musi świadczyć. Po za tym książka kupiona nie musiała zostać przeczytana, a przeczytana nie musiała się spodobać.”
I nigdzie nie jest to stwierdzone, nie musisz sobie dopowiadać, zresztą wystarczy poczytać w Internecie, żeby zobaczyć, że recenzje czytelników w zdecydowanej większości są pozytywne.
“Obawiam się, że jest to wiedza z gatunku SF.”
Bez komentarza, dużo więcej wspólnego z SF ma większość twoich zarzutów. Od siebie mogę co najwyżej dodać, że wiedza pozyskana dzięki przeczytaniu tej książki pozwoliła mi kilkukrotnie zabłysnąć w różnych sytuacjach odpowiedziami na takie pytania, jak “który papież zapoczątkował krucjaty?” albo “kto wynalazł papier?”.
“Do tego Hart wyliczył postacie nie alfabetycznie, chronologicznie czy rzeczowo, lecz tak, jak sobie uważa.”
I bardzo dobrze, gdyby nie to, to książka byłaby tylko nudną stertą biografii, bo przynajmniej połowa osób jest dość oczywistym wyborem. Dzięki uszeregowaniu postaci i wzbogaceniu całości o uzasadnienie dokonanych wyborów jest ona zdecydowanie ciekawsza.
„Mimo swojej obszerności traktuje tematykę bardzo powierzchownie. Merytorycznie słabo, brak źródeł, autorów ilustracji, zawiera wiele błędów gramatycznych.”
Wręcz przeciwnie, analizuje skrupulatnie życiorysy i dokonania poszczególnych osób, rozważa ich wpływ nie tylko do dnia dzisiejszego, ale stara się też spojrzeć w przyszłość. Co do źródeł, to chciałbym tylko zauważyć, że to literatura popularnonaukowa, a nie praca naukowa. Błędów gramatycznych nie dostrzegłem, nawet jeśli jakieś występują, to nie uważam, żeby znacząco wpływały na przyjemność z czytania.
“We wstępie autor napomina, że stara się pomijać osoby, co do których nie ma pewności, że kiedykolwiek żyły, po czym czytamy o wielu wątpliwych "osobistościach".”
Przy każdej takiej osobie, autor tłumaczy swój punkt widzenia oraz podaje niezbędne argumenty. No, może zabrakło mi tego trochę przy kilku postaciach religijnych (na czele z wiadomymi postaciami z miejsc pierwszego i trzeciego),ale mogłoby to wywołać zbędne kontrowersje, więc może i dobrze, że zostały one dołączone “z automatu”.
“Najczęściej pojawia się słowo "prawdopodobnie".“
Trudno, żeby się nie pojawiało, skoro są rozważane hipotetyczne skutki. Autor miał przenieść się do alternatywnego wszechświata, żeby sprawdzić, co by się wydarzyło, gdyby nie narodziły się dane osoby? Naprawdę wyssane z palca te zarzuty.
“Jest wiele ciekawszych i poważniej traktujących czytelnika cegiełek.”
Szkoda, że nie podałaś żadnych przykładów, chętnie poczytam, mam nadzieję, że nie masz na myśli wspomnianej książki o 100 kobietach, której rzeczywiście można zarzucić powierzchowność i kiepski poziom merytoryczny.
“Najważniejszą postacią jest tu Mahomet, drugą Newton.”
I słusznie, można z tym polemizować, ale główne argumenty o wyższości Mahometa nad Chrystusem (po pierwsze Mahomet odegrał dużo większą rolę w rozwoju islamu niż Jezus w rozwoju chrześcijaństwa, a po drugie Mahomet był także przywódcą wojskowym, a nie tylko religijnym) są jak najbardziej przekonujące. Dodatkowo można stwierdzić, że wpływ Mahometa będzie prawdopodobnie trwalszy od wpływu twórców pozostałych religii: https://www.pewresearch.org/religion/2015/04/02/religious-projections-2010-2050/
A co do Newtona, to już w ogóle nie wiem, co masz przeciwko, jest bezkonkurencyjnie najbardziej wpływową postacią w historii nauki, popchnął ją swymi dokonaniami do przodu o co najmniej kilka wieków.
“znaczenie tego dzieła dla rozwoju ludzkości przewyższa rolę wszystkich innych - może z wyjątkiem Biblii”
Czyli niby kodeks Justyniana jest najbardziej znaczącym dziełem w historii? Bardziej niż wszystkie księgi religijne, wszystkie przełomowe prace naukowe i wszystkie traktaty filozoficzne? Mocno powątpiewam w to, raczej dużo bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że mediewista może przeceniać znaczenie dzieł wydanych w okresie, w którym się specjalizuje.
“Bez urazy, jakiż wywarł on wpływ na dzieje świata ?”
Gdybyś przeczytała uważnie tekst o Mahawirze, to wiedziałabyś. Dżinizm wyróżnia się spośród innych religii tym, że “jest doskonałym przykładem tego, w jak drastyczny sposób doktryny religijne mogą oddziaływać na sposób życia całej społeczności”. Jako przykład podano stosunek wierzących do zwierząt: “Bardzo ważną cechą dżinizmu jest przywiązywanie wagi do zasady ahimsy, czyli niestosowania przemocy, niewyrządzania krzywdy. Dżiniści uważają, że zasada ahimsy dotyczy nie tylko ludzi, lecz obowiązuje również w stosunku do zwierząt. Jednym z następstw tej zasady jest zakaz spożywania mięsa. Głęboko wierzący dżinista rozciąga zasadę ahimsy znacznie dalej; na przykłada nie zabija much i nie je po ciemku, bo mógłby przypadkowo połknąć jakiegoś owada, a więc spowodować jego śmierć. Zdarza się, że naprawdę pobożny, a przy tym wystarczająco zamożny dżinista wynajmuje kogoś do zamiatania przed nim ulicy, ponieważ idąc mógłby przypadkowo nastąpić na jakiegoś owada czy robaka i go zabić”. Poza tym autor wspomina też, że “dżiniści stanowią zamożną grupę społeczną, a w proporcji do liczebności ich udział w życiu intelektualnym i artystycznym Indii jest bardzo duży”. Do tego dochodzi wpływ filozofii Mahawiry na praktyki religijne hinduizmu: “Obowiązujący w dżinizmie zakaz składania ofiar ze zwierząt i spożywania mięsa w znaczący sposób wpłynął na praktyki religijne hinduizmu. Zasada niekrzywdzenia i niestosowania przemocy wywiera stały wpływ na filozofię hinduską, nawet obecnie.” Moim zdaniem Mahawira powinien nawet być w rankingu wyżej od Justyniana. Ten drugi nie ma już od wieków żadnego realnego wpływu na obecne prawodawstwo, a Mahawira wciąż wywiera znaczący wpływ na życie około 5 milionów ludzi.
“Lord D’Abernon uznał pokonanie Czerwonej Armii nad Wisłą w 1920 r. za 18 decydującą bitwę świata”
Żaden z wodzów z tej listy nie znalazł się na liście (nie licząc ludzi pokroju Napoleona, których wpływ sięga dużo dalej niż tej jednej potyczki),bo jedna bitwa to po prostu za mało. Zresztą nawet gdyby Polacy ją przegrali, to prawdopodobnie zaważyłoby to jedynie na niepodległości Polski (określanie tego wydarzenia mianem “bitwy, która odmieniła losy świata” na podstawie książki jednej osoby, która też nie była jakimś wielkim autorytetem i mogła mieć swój interes w wyolbrzymieniu jej znaczenia, jest strasznie naciągane, Armia Czerwona była zbyt słabo zaopatrzona, żeby kontynuować ofensywę na zachód, poleciłbym ci przeczytanie książki “Polska bez cudów. Historia dla dorosłych”, jednak widzę, że już to zrobiłaś i niestety nie wyciągnęłaś z tego żadnej refleksji, twoja recenzja tej książki to taki bezsensowny słowotok, że trudno to nawet sensownie skomentować),no, ale widzę, że u niektórych zaślepienie patriotyzmem wywołuje dość skrajny polonocentryzm. Stalin i Lenin “załapali się” dopiero na 66. i 84. miejsce, a Piłsudski miałby zmieścić się w setce? Już prędzej przyczepiłbym się o pominięcie Karola Młota, który mógłby znaleźć się chociażby na liście honorowej za powstrzymanie podboju Europy przez Arabów, choć to też można łatwo uzasadnić - tym, że obrona Konstantynopola miała zapewne większe znaczenie w tej kwestii od bitwy pod Poitiers.
“Abraham Lincoln trzeci od końca w liście dodatkowej”
Nie żeby to miało jakieś wielkie znaczenie, ale jeśli ktoś nawet nie zauważył, że wymienione na końcu osoby są podane w kolejności alfabetycznej (zresztą autor wprost pisze, że “nie oznacza to, że gdyby wydłużyć listę zasadniczą, to te dziesięć osób (w nieokreślonej jeszcze kolejności) zajmowałoby pozycje 101-110, ani też, że wymienione niżej osoby znalazłyby się na liście z numerami 101-200"),to chyba sporo mówi to o jego skupieniu podczas czytania tudzież inteligencji.
“Jak napisał ktoś na forum historycy.org”
Po pierwsze, fajne źródło xD
Nie wiem, gdzie tu dostrzegasz lekceważący ton, zresztą trzeba być zaiste bezczelnym, żeby zarzucać lekceważący ton autorowi na koniec recenzji, którą samemu napisało się bardzo lekceważącym tonem. Autor wyraźnie pisze, że to przecież wybór Lincolna na prezydenta wywołał secesję Południa, więc trudno mu przypisać dodatkowy wpływ za powstrzymanie czegoś, co w gruncie rzeczy sam spowodował. Poza tym Południe nie miało praktycznie szans wygrać wojny secesyjnej i utrzymać niezależności, bo zdecydowanie ustępowało Północy pod względem przemysłowym i demograficznym. Pewności oczywiście nie ma, ale trudno mi sobie wyobrazić, żeby Stany Zjednoczone pozostały rozbite na dłuższą metę, kiedy Północ i Południe były ze sobą tak mocno związane językowo, kulturowo, religijnie i handlowo.
Może jedynie z zarzutami dotyczącymi części o Konstantynie Wielkim bym się zgodził. Swoją drogą, jestem ciekaw, jak wyglądałby twój ranking.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna
Jak dla mnie mało przekonywujące to wszystko - ni to nauka ni fantastyka. Tylko dla wielbicieli gatunku.
Jak dla mnie mało przekonywujące to wszystko - ni to nauka ni fantastyka. Tylko dla wielbicieli gatunku.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie rozumiem fenomenu książek von Dänikena. "Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna" to pseudonaukowy utwór. Rozważania autora mają charakter spiskowej teorii dziejów. Wszystko napisane jest trudnym, zawiłym językiem, co ma nadać pozorowanej powagi temu, co ma do przekazania. Autor wprawdzie odwołuje się do pozycji bibliograficznych, nierzadko cytuje słowa innych, lecz dokonuje przy tym nadinterpretacji i wyciąga z kontekstu, próbując usnuć sensacyjną wizję świata, sugeruje przyjąć to jako nową prawdę objawioną. Nie polecam tego rodzaju literatury, a już na pewno nie można brać jej na serio.
Nie rozumiem fenomenu książek von Dänikena. "Dzień Sądu Ostatecznego trwa od dawna" to pseudonaukowy utwór. Rozważania autora mają charakter spiskowej teorii dziejów. Wszystko napisane jest trudnym, zawiłym językiem, co ma nadać pozorowanej powagi temu, co ma do przekazania. Autor wprawdzie odwołuje się do pozycji bibliograficznych, nierzadko cytuje słowa innych, lecz...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo to co, odpalamy wrotki, zakładamy foliowe czapeczki i ruszamy na podbój kolejnych teorii spiskowych? Ej, ty tam, tak, ty! Już nie rób takiej miny, gdyby cię to nie interesowało, to byś tu nie patrzył! No właśnie, dziękuję. A skoro już ustaliliśmy, że wszyscy jesteśmy nosicielami foliowych czapeczek (bo jedni wierzą w chemitrails, drudzy w AI, a trzeci w siebie),to czas pochylić się nad kolejnymi teoriami, które miejscami są nader fascynujące, ale miejscami nawet te biedne wrotki nam zwiewają spod nóżek... Ale hej, w końcu to Erich von Däniken i nie ma co narzekać! Króciutko.
https://jesiennaczyta.blogspot.com/2026/01/62026-erich-von-daniken-dzien-sadu.html
_______________________
POPRZEDNIA OPINIA:
http://jesiennaczyta.blogspot.com/2017/07/133-dzien-sadu-ostatecznego-trwa-od.html
Ci, co mnie znają, doskonale wiedzą, że na punkcie zjawisk paranormalnych, niewytłumaczonych zagadek przeszłości i sekretów antycznych cywilizacji od dawien dawna mam jobla. Nazywam rzecz po imieniu - i dobrze mi z tym. Od lat... chyba dziecięcych zresztą, a przynajmniej okołopodsawówkowych, kiedy już gówniarzem byłam na tyle dużym, że w bibliotece sobie sama wybierałam pozycje do czytania, w moje łapki wpadła pozycja Ericha von Dänikena. I... przepadłam! Jak kamień w wodę. I nie ma sił, jak widzę tylko jakieś jego książki, dostaję drgawek i rozpaczliwie ich potrzebuję na swojej półce... ;)
[...]
Opinia w całości do przeczytania tutaj: http://kaginbooks.blogspot.com/2017/07/133-dzien-sadu-ostatecznego-trwa-od.html
No to co, odpalamy wrotki, zakładamy foliowe czapeczki i ruszamy na podbój kolejnych teorii spiskowych? Ej, ty tam, tak, ty! Już nie rób takiej miny, gdyby cię to nie interesowało, to byś tu nie patrzył! No właśnie, dziękuję. A skoro już ustaliliśmy, że wszyscy jesteśmy nosicielami foliowych czapeczek (bo jedni wierzą w chemitrails, drudzy w AI, a trzeci w siebie),to czas...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSpojrzenie świerzym i obiektywnym okiem na przekazy religijne ze spotkań z "aniołami" i innymi bytami z poza naszego świata. Realna i obiektywna ich interpretacja, która daje jeszcze możliwość własnej interpretacji.
Spojrzenie świerzym i obiektywnym okiem na przekazy religijne ze spotkań z "aniołami" i innymi bytami z poza naszego świata. Realna i obiektywna ich interpretacja, która daje jeszcze możliwość własnej interpretacji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDaje wysoką ocenę z jednego powodu. Dużo źródeł i jak na Danikena dość rzeczowe podejście do tematu. Oczywiście jest mocne grono osób które będą opluwać twórczość tego Pana. On sam jednak wiele razy powtarzał że uruchamianie swojej wyobraźni do napisania tych i innych rzeczy nie jest niczym złym a co więcej, każdy może to robić. Chęć kreacji, otwartości jest sprawą bardzo indywidualną. Wystarczy chcieć. A co do tekstów biblijnych które bardzo często są tu cytowane - jest to kwestia interpretacji na którego każdego przecież stać. Przeczytać w każdym razie warto. Choćby z tego względu aby poznać inną opinię.
Daje wysoką ocenę z jednego powodu. Dużo źródeł i jak na Danikena dość rzeczowe podejście do tematu. Oczywiście jest mocne grono osób które będą opluwać twórczość tego Pana. On sam jednak wiele razy powtarzał że uruchamianie swojej wyobraźni do napisania tych i innych rzeczy nie jest niczym złym a co więcej, każdy może to robić. Chęć kreacji, otwartości jest sprawą bardzo...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak do wszystkich pozycji autora, polecam podchodzić z dużą dozą sceptycyzmu. Choć wciągająca i miejscami pasjonująca, nie oznacza to, że nie pozbawiona błędnego rozumowania i fantazjowania.
Jak do wszystkich pozycji autora, polecam podchodzić z dużą dozą sceptycyzmu. Choć wciągająca i miejscami pasjonująca, nie oznacza to, że nie pozbawiona błędnego rozumowania i fantazjowania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to