rozwińzwiń

Noc montera

Okładka książki Noc montera autora Arthur Miller, 9788374697651
Okładka książki Noc montera
Arthur Miller Wydawnictwo: Prószyński i S-ka literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Homely Girl, A Life and Other Stories
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7469-765-1
Tłumacz:
Krzysztof Schreyer
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Noc montera w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Noc montera

Średnia ocen
6,3 / 10
61 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Noc montera

avatar
1158
362

Na półkach:

Arthur Miller w każdym opowiadaniu prezentuje innego bohatera i inną historię. We wszystkich jednak przedstawia bohatera w taki sposob, że nie budzi on sympatii. Trudno tu o utożsamienie czytelnika z bohaterami. Doceniam taki styl, ale osobiście go nie kupuję.

Arthur Miller w każdym opowiadaniu prezentuje innego bohatera i inną historię. We wszystkich jednak przedstawia bohatera w taki sposob, że nie budzi on sympatii. Trudno tu o utożsamienie czytelnika z bohaterami. Doceniam taki styl, ale osobiście go nie kupuję.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
244
52

Na półkach: ,

* Opinia jest moją subiektywną interpretacją i może zawierać spojler fabuły.

Na pozór trzy całkowicie różne opowiadania, inne światy, inni bohaterowie. Mamy tu środowisko kawiarnianej inteligencji pochłoniętej ideologicznym fanatyzmem, spełnionego dramatopisarza i robotnika. Wszystkie trzy historie łączy kilka aspektów.

Wszyscy bohaterowie toczą grę i to zarówno z samym sobą, jak i z otoczeniem. Walka idzie o stanie się kimś innym, o wyrwanie się z tego, co jest.

Niedoceniona żona przekonana o własnej brzydocie, chcąc być piękną w oczach mężach, oddaje się w wir płomiennej ideologii, udając kogoś kim nie jest, by zaimponować. Powoli jednak zaczyna w niej coś pękać, nie umie już dłużej bronić Stalina i przestaje się tego wstydzić. Nie udaje jej się stać wyjątkową w oczach męża. Wzięty dramatopisarz stara się uciec od swojej sławy, zgrywa anonimowego nieudacznika, chcąc jeszcze raz zaznać prawdziwego życia, zwykłej rozmowy z człowiekiem, spojrzenia kobiety, która spojrzy na niego, a nie jego pieniądze i sławę, które będą przepustką do kariery. Monter, który nigdy nie zrobił niczego bezinteresownie, toczy grę z dziadkiem, by wyrwać spadek, udając kogoś kim nie jest, próbując zatuszować swoje słabości jak pijaństwo, kontakty z ladacznicami, awanturniczy tryb życia. Udaje też miłość, a żądza pieniędzy przełamuje w nim barierę i pcha do małżeństwa, w którym z trudem stara się o dzieci, bo brzydzi się swojej żony. Te się pojawiają, ale gra jest przegrana. Dziadek okazuje się bankrutem, jego włoskie liry w obliczu wojny straciły wartość.

Wszyscy grają kogoś, kim nie chcą, by osiągnąć spełnienie, korzyść osobistą. I wszyscy ponoszą klęskę. Żona nie zostaje liderką komunistów, nie imponuje mężowi, a jej małżeństwo się rozpada. Pisarz i tak w końcu zostaje rozpoznany, nie mogąc uciec od swej sławy, a monter zakłada rodzinę, której nie chce, a majątku i tak nie dostaje.

I tu pojawia się najmocniejsza strona tej książki. Wszyscy uzmysławiając sobie porażkę, porzucają swoją grę, co stanowi krok do osiągnięcia sukcesu. Żona nie chcąc już dłużej grać uwodzicielskiej i ponętnej, poznaje mężczyznę, nawiązuje z nim naturalny związek, w którym obydwoje akceptują siebie takimi, jakimi są. Nagle czuje się szczęśliwa i spełniona i odkrywa, że dla nowego męża jest piękna i tak się czuje. Pisarz odnajduje się przez chwilę w normalnej rozmowie z byłym kolegą, w której to już nie on, a kolega gra, chwaląc się swoim sukcesem. Czuje się z tego powodu wolny, a kolega przegrywa, kiedy dowiaduje się, że pisarz to ten sławny autor, czyli osoba z większym sukcesem na koncie niż on. Wreszcie monter, który niczego nie zrobił bezinteresownie, czuje się w końcu spełniony, kiedy wykonuje pracę dla kapitana, pracę, za którą nikt mu nie zapłaci dodatkowo, która nie przyniesie mu sławy, pracę, którą robi z chęci pomocy. Odczuwa szczęście, kiedy w oczach kapitana widzi wdzięczność, dumę z poświęcenia i zaradności. I to wystarcza mu za zapłatę.

Pojawia się u Millera podobnie jak w "Śmierci komiwojażera" motyw dążenia do osiągnięcia sukcesu materialnego narzuconego sztucznie, niekiedy przez otoczenie (presja społeczna by być ładnym i pożądanym, by być kimś),niekiedy przez siebie (dążenie do bogactwa lub sławy),jako niszczycielskiej siły. To kolejne potępienie skrajnego hedonizmu i kultu pieniędzy, a jednocześnie swego rodzaju apoteoza czystych relacji międzyludzkich jako panaceum na rozpadający się świat, w którym materializm wyznacza kierunek. Pisarz całe życie dążąc do bogactwa, kiedy odbiera czek i zdaje sobie sprawę, że ma tyle pieniędzy, że mógłby wykupić całą knajpę, w której siedzi, nagle zdaje sobie sprawę, że przestały go one cieszyć. Narzucony przez społeczeństwo pęd dążenia do nich daje pozorny cel w życiu, kiedy jednak się go osiągnie, szybko przychodzi refleksja, że pieniądze szczęścia nie dają.

Zdaje się, chce nam Miller powiedzieć, że prawdziwe szczęście jest w ludziach, można je znaleźć w czystych relacjach, czy to miłosnych, czy przyjacielskich. Pięknym jest się wtedy, kiedy jest się pięknym dla osoby bliskiej, a bogatym wtedy, gdy można sukces materialny dzielić z drugą osobą. Granie kogoś, kim się nie jest, by osiągnąć coś, co jest narzucone społecznie, nie przyniesie szczęścia. Niestety, wciąż o tym zapominamy w codziennym życiu. A powinniśmy częściej szukać nie kolejnego tysiąca na koncie, a ciepłego spojrzenia w oczach kogoś, komu np. pomogliśmy.

* Opinia jest moją subiektywną interpretacją i może zawierać spojler fabuły.

Na pozór trzy całkowicie różne opowiadania, inne światy, inni bohaterowie. Mamy tu środowisko kawiarnianej inteligencji pochłoniętej ideologicznym fanatyzmem, spełnionego dramatopisarza i robotnika. Wszystkie trzy historie łączy kilka aspektów.

Wszyscy bohaterowie toczą grę i to zarówno z samym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
153
108

Na półkach:

Różne są opinie na temat tego wydawnictwa i chyba trudno je jednoznacznie ocenić.Wrażenie na mnie zrobiło tylko tytułowe opowiadanie pokazujące noc pracy montera , którego zadaniem jest naprawianie uszkodzonych w walkach wojennych statków.Autor w bardzo umiejętny sposób kreśli portret psychologiczny głównego bohatera, który tak naprawdę niewiele myśli o wojnie tylko o tym by przetrwać noc w lodowatej stoczni i rankiem spotkać się z ukochaną, zastanawia się nad swoim nieudanym życiem , którym jest rozczarowany.Jego postawa może budzić niezrozumienie, ale z każdym kolejnym napisanym zdaniem przez Millera zdaniem coraz bardziej rozumiemy tego zmęczonego życiem montera i może stać się nam bliski.Opisana noc przynosi wydarzenie, które być może budzi go z letargu i przywraca człowieczeństwo.Polecam

Różne są opinie na temat tego wydawnictwa i chyba trudno je jednoznacznie ocenić.Wrażenie na mnie zrobiło tylko tytułowe opowiadanie pokazujące noc pracy montera , którego zadaniem jest naprawianie uszkodzonych w walkach wojennych statków.Autor w bardzo umiejętny sposób kreśli portret psychologiczny głównego bohatera, który tak naprawdę niewiele myśli o wojnie tylko o tym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

148 użytkowników ma tytuł Noc montera na półkach głównych
  • 78
  • 68
  • 2
31 użytkowników ma tytuł Noc montera na półkach dodatkowych
  • 20
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Noc montera

Inne książki autora

Okładka książki Anatomia niewinności. Świadectwa niesłusznie skazanych Jan Burke, Laura Caldwell, Lee Child, Jamie Freveletti, Michael Harvey, Laurie R. King, Leslie S. Klinger, Gayle Lynds, John Mankiewicz, Phillip M. Margolin, Arthur Miller, Sara Paretsky, Brad Parks, Gary Phillips, S. J. Rozan, Barry Scheck, John Sheldon, Scott Turow, Sarah Weinman
Ocena 6,3
Anatomia niewinności. Świadectwa niesłusznie skazanych Jan Burke, Laura Caldwell, Lee Child, Jamie Freveletti, Michael Harvey, Laurie R. King, Leslie S. Klinger, Gayle Lynds, John Mankiewicz, Phillip M. Margolin, Arthur Miller, Sara Paretsky, Brad Parks, Gary Phillips, S. J. Rozan, Barry Scheck, John Sheldon, Scott Turow, Sarah Weinman
Arthur Miller
Arthur Miller
Arthur Miller (1915–2005) - dramaturg i prozaik amerykański. Uznawany za jednego z najwybitniejszych i najbardziej wpływowych twórców amerykańskich XX wieku. Zdobywca nagrody Pulitzera. Urodzony na Manhattanie w polsko-żydowskiej rodzinie imigrantów. Ukończył Abraham Lincoln High School w Nowym Yorku i anglistykę na University of Michigan. Światowy rozgłos i pozycję jednej z czołowych postaci w literaturze naszego stulecia zawdzięcza dwóm, klasycznym już sztukom: Śmierć komiwojażera i Czarownice z Salem. W swoich sztukach opisywał niestabilną sytuację społeczną przeciętnego człowieka, zwracał uwagę na wszechobecną korupcję i wyzysk. Opisywał kompromitację "amerykańskiego snu". W latach 1955-61 był mężem Marilyn Monroe.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Betonowy ogród Ian McEwan
Betonowy ogród
Ian McEwan
Historia od początku intryguje i trzyma w napięciu. Już po przeczytaniu pierwszego rozdziału, gdzie wszystkie elementy istotne fabularnie zostają rozstawione jak pionki na szachownicy, wiemy, czego możemy się spodziewać i przypuszczamy, co się stanie. I ta świadomość jest niepokojąca, nie pozwala się oderwać od opowiadania, bo obiecuje coś niespotykanego i niecodziennego. Miejsce wydarzeń jest oderwane od rzeczywistości, odizolowane, jakby nie istniało naprawdę; widać tu nawiązanie do biblijnego Edenu, miejsca uznawanego za alegorię dzieciństwa, z którego wygnanie byłoby inicjacją wejścia w dorosłość. Z tą różnicą, że pierwsi ludzie w Edenie - dzieci w Cementowym Ogrodzie, musiały pochować swojego Boga - swoją matkę i teraz pozostawione same sobie, bez nadzoru, nie wiedzą, co mają robić, nie mają kierunku, celu poza utrzymaniem stanu obecnego. Do wygnania nigdy nie dochodzi. Mamy wgląd jedynie w myśli Jacka, 15-latka, który poddaje się swoim potrzebom i kaprysom, coraz bardziej odczuwając zobojętnienie i tęsknotę za matką, siłą wyznaczającą kierunek, dającą zrozumienie i ciepło. Naturalnie pojawia się w nim poszukiwanie wzoru postępowania, jakim jest postać z książki przygodowej i poddanie się woli kogoś, kto daje poczucie celowości spełniające się w zaimponowaniu starszej siostrze. Dzieci ani razu nie wspominają w opowieści o abstrakcyjnych pojęciach, takich jak bóg czy dobro i zło. Nie znają ich, jedyne do czego się odwołują to wstyd, który pojawia się w momencie, gdy najmłodszy chłopiec z rodzeństwa chce włożyć sukienkę. Jednak odrzucają go na rzecz tego, co uważają za zabawne. To jak dzieci radzą sobie z nową sytuacją, rozwija się naturalnie, nie jest zakłócane przez nikogo z zewnątrz. Autor chce, abyśmy zadali sobie pytanie: Co się dzieje, gdy w życiu dziecka zabraknie rodzica, opiekuna, mentora, który narzuca zasady? Czy to jak sobie będzie z tym radzić jest złe? A jeżeli jest to w jakim kontekście? Jeżeli w tym onirycznym świecie istnieje tylko to rodzeństwo i nikt więcej, to dlaczego mieliby żyć inaczej? Kto mówi, że mają żyć inaczej? Element z obcym pojawiającym się w połowie opowiadania, wchodzącym do ich domu, Derekiem jest przypomnieniem, że jednak nie żyją oni w próżni, że społeczne normy wciąż istnieją wokół nich i tylko w kontekście „społecznym” cała sytuacja uważana jest za niemoralną. To, co działo się w ich domu, było tylko ich sprawą, dopóki nie dowiedział się o tym ktoś z zewnątrz. Czy zatem o czynie niemoralnym mówimy tylko wtedy kiedy społeczeństwo tak osądzi? Zakończenie jest otwarte, ale płynie z niego odpowiedź: tak. Autor nie stawia tezy o istnieniu obiektywnej moralności, nie podejmuje kwestii trudniejszych dylematów moralnych, jak na przykład, w przytaczanym przez wielu badaczy literatury nawiązaniu, motywie Kompleksu Edypa; Edyp zabija własnego ojca, w Cementowym ogrodzie z kolei ojciec umiera z powodu choroby. Autor wybrał łagodniejszą wersję, szokującą, jednak nie tak skrajną. Gdyby Jack zabił ojca, nawet przypadkowo, a reszta opowieści pozostałby podobna, nadal zawieszona w próżni braku społecznego osądu i normowania, wszystko potoczyłoby się tak samo, rodzeństwo dostosowałoby się do zaistniałej sytuacji naturalnie i płynnie, po jakimś czasie wykształcając nowe zasady, nie osądzając, tylko akceptując to, co uznałoby za słuszne we własnym kręgu. Przez łagodniejsze przedstawienie sytuacji, wywarcie większego nacisku na opisy czułości i niewinności dzieci dostajemy obraz bardziej przystępny. Pomimo tego, że przez wielu opowiadanie uważane jest za kontrowersyjne, to mając świadomość tego do czego zdolny jest człowiek, wypada na bardzo ostrożne, niemal łagodne jak broszura edukacyjna dla purytan, aby swoją treścią nikogo za bardzo nie gorszyć, ani nie urazić. To debiut zapowiadający pisarza o wnikliwym spojrzeniu na ludzką naturę, napisany językiem wykształconego białego człowieka dla wykształconych białych ludzi z głęboko zakorzenionym chrześcijańskim poczuciem moralności, mający na celu delikatnie zmusić ich do refleksji nad własnymi osądami. Polecam dla tych, którzy nie lubią niczego dosadnie, ale szukają ładnie podanej prawdy ponad kulturowej.
AnnaSiberian - awatar AnnaSiberian
ocenił na68 dni temu
Wyznania Maksa Tivolego Andrew Sean Greer
Wyznania Maksa Tivolego
Andrew Sean Greer
Kilka dni temu obejrzałam po raz kolejny film pt. Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" z rewelacyjnymi kreacjami aktorskimi Brada Pitta i Cate Blanchett, który skojarzył mi się z czytaną wtedy jeszcze książką "Wyznania Maksa Tivolego". Oczywiście sprawdziłam, film jest adaptacją opowiadania F. Scotta Fitzgeralda pod tym samym tytułem, aczkolwiek dla mnie jest tu wiele cech wspólnych. Nieszczęśliwa i niespełniona miłość, brak akceptacji i zrozumienia dla odmienności, strach przed prawdą, walka o siebie. Rodzimy się i każdego dnia umieramy, niestety taka jest kolej rzeczy. Staramy się o tym nie myśleć, czy nie brać pod uwagę tej oczywistej prawdy życiowej, bo po co się dodatkowo obciążać smutnymi myślami o przemijaniu. To dobrze, że rządzi nami optymizm, chęć życia, spełnienia swoich marzeń, korzystania z tego co przyniesie nam los. Jeżeli chcemy, to staramy się wpłynąć na to co nas spotyka, choć czasami nie jest to takie proste. Jestem 45-letnią kobietą i widzę jak przemija czas i co robi ze mną, czy z osobami starszymi. Ja osobiście nie mam z tym żadnego problemu, że pojawiają się siwe włosy, jakieś zmarszczki, skóra tam czy siam już nie jest taka gładka. Mam świadomość przemijania i starzeję się z godnością (choć za starą jeszcze się nie uważam:)),bo jestem przekonana, że akceptacja siebie (w moim przypadku wyniesiona z rodzinnego domu) i tego co dzieje się z moim ciałem jest naturalnym procesem, z którym nie ma potrzeby walczyć, bo i tak jest to nieuniknione. Żal mi osób, które nie potrafią sobie z tym faktem poradzić i na siłę się w taki czy inny sposób odmładzają, ale to już nie mój problem. Czy chciałabym cofnąć czas? Czy życzyłabym sobie mieć rozum 40-latki w wieku 20-paru lat? Nie wiem, czasami nachodzą mnie takie myśli, że zrobiłabym coś inaczej mając dzisiejszą wiedzę, ale tego tak naprawdę nie wiem, jakbym postąpiła, mogę tylko gdybać. Nabieranie doświadczenia, życiowej mądrości i popełnianie mniejszych bądź większych uchybień jest całkowicie normalne, jak powiedział Seneka Starszy Errare humanum est (Błądzić jest rzeczą ludzką) i tego się trzymajmy!!! Uczmy się na własnych potknięciach i nie powtarzajmy ich w nieskończoność, bo i tak czasem bywa:))) Ale od tego mamy dobrych ludzi wokół siebie, żeby nam wybaczali i wspierali nas w trudnych momentach!!! Trudno przychodzi nam akceptowanie inności, czegoś czego nie znamy. Ktokolwiek nie próbowałby nas przekonywać, jakiekolwiek argumenty nie byłyby przytaczane, czasem po prostu, tak zwyczajnie po ludzku jest nam trudno przyjąć, zrozumieć. To przynajmniej próbujmy, nie zamykajmy się i nie krytykujmy czegoś, o czym nie mamy zielonego pojęcia, bo możemy wyrządzić swoim osądem wielką krzywdę, czasem zupełnie nieświadomie, ale jednak. I jeszcze taki cytacik dla panów: "Wiemy, ze czasem trudno podtrzymać miłość kobiety. Trzeba stworzyć jej życie, którego nie będzie mogła opuścić. Zbyt dobre, by je porzucić." Te luźne dygresje pokrywają się z treścią książki Andrew Seana Greera lub nie, jak kto woli, ale każdy ma prawo do swojej interpretacji, a ja akurat tak widzę przekaz autora. Bądź sobą, kochaj siebie i innych, nie bądź mściwy i zawistny, a szczęście i dobro na pewno cię nie ominie. Polecam lekturę, bo warto przekonać się, jak to jest być odmieńcem.
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na74 lata temu
Dom z papieru Carlos María Domínguez
Dom z papieru
Carlos María Domínguez
Ta urocza książeczka trafi przede wszystkim do zawołanych bibliofilów, takich, którzy mają - skromnie mówiąc: niczym ja - całe ściany w książkach, a ich treści w sercu. Analogie do Borgesa - jak najbardziej zasadne. Ktoś tu przyjechał do Urugwaju, żeby zwrócić książkę komuś, kto wysłał ją do koleżanki z Cambridge, ale ta umarła, zanim ją otrzymała. Nie bez znaczenia jest, że zginęła ona pod kołami samochodu, zaczytana w poezjach Emily Dickinson… A sprawa wiąże się z pewnym, dość oryginalnym, miłośnikiem książek z Ameryki Płd. i - krótko - samej wykładowczyni. Ten przelotny romans miał nie byle jakie skutki - książkowe. Potem ten ktoś uciekł od życia w ustronne miejsce, gdzie warunki życia kompletnie prymitywne a swój dom… Ale nie, to trzeba doczytać, wraz z buzującymi emocjami. Fabuła jest nieco banalna - ukazana tu miłość do książek z pewnością taką nie jest. Rzadko można spotkać się z tak oryginalnym podejściem do zadrukowanych stronic, razem sklejonych bądź zszytych - tych przedmiotów fascynacji nas wszystkich na LC. Niemniej jednak z bólem, jakiego tu zaznają książki - a my razem z nimi - trzeba się pogodzić, bo on niejako egzystencjalny… Idealna lektura na lato; lekka a inteligentna, kulturowo głęboka. Książkożercy - do lektury! Nieco cytatów - a wszystkie o książkach..! “Odkąd sięgam pamięcią, kupowałem książkę za książką. Założyć bibliotekę to jak stworzyć życie. Nigdy nie jest to suma poszczególnych książek”. “Nie potrafię zasiąść do czytania książki, nie mając jednocześnie 20 innych, aby uzupełnić na przykład interpretację jednego rozdziału. Nie znam większego szczęścia niż pogrążyć się na kilka godzin dziennie w ludzkim czasie, który inaczej byłby dla mnie obcy”. “Książka, której nie można znaleźć, to książka, która nie istnieje”. “Wyjaśnił mi, ile pracy wkłada w to, żeby nie zestawiać na tej samej półce dwóch autorów skłóconych ze sobą. Na przykład nie ośmielał się umieścić książki Borgesa obok książki Garcii Lorki”. “Zobaczył na łóżku około 20 książek skrupulatnie ułożonych w taki sposób, że odtwarzały wraz z wypukłościami ludzką sylwetkę. Zapewnia, że można było wyróżnić głowę otoczoną małymi książeczkami w czerwonych okładkach, tors, kształt rąk i nóg. Kobieta? Mężczyzna? Sobowtór?”. “Zadawałem sobie wielokrotnie pytanie, po co trzymam książki, które tylko w jakiejś dalekiej przyszłości mogą mi się przydać, tytuły odległe od moich zwykłych zainteresowań, takie, które kiedyś przeczytałem i które przez wiele lat nie otworzą ponownie swoich stron może nawet nigdy! Ale jak pozbyć się na przykład +Zewu krwi+, nie niszcząc jednocześnie jednej z cegieł dzieciństwa czy +Greka Zorby+, który pieczęcią płaczu położył kres mojej młodości”. “Myślę, że nie weźmie mi za złe, jeżeli powtórzę jedno z jego wyrażeń, nieco wulgarnych: +Ja się pieprzę z każdą książką, a jeżeli nie zostawiam na niej śladu, to znaczy że nie mam orgazmu+. Mnie natomiast gryzmolenie zawsze wydawało się barbarzyństwem”. “Zła proza, gdy towarzyszy jej dobry koncert, może wydawać się znacznie lepsza, niż jest. (...) Lubię, jak podczas lektury Goethego rozbrzmiewa w tle któraś z oper Wagnera lub powiedzmy kiedy Baudelaire'owi towarzyszy Debussy. To część podróży i mogę pana zapewnić, że przyjemność jest wówczas większa, pod każdym względem. Może pan wie, że kiedy czytamy po cichu, emitujemy dźwięk liter na nieuchwytnej częstotliwości”. “Żartowaliśmy, mówiąc, żeby dodawać świece tylko do dzieł poprzedzających wynalazek światła elektrycznego. (...) Nigdy w odniesieniu do autorów z 20. wieku, bo w takim wypadku zapalał światło elektryczne i, oczywiście, zmieniał też muzykę”. “Dla bibliofila każda myśl o ogniu jest jak marzenie, który obraca się w popiół. To coś, o czym wiemy, że się czai, jest realne i może nas na zawsze zniszczyć. Unikamy nawet wzmianki o nim, mając nadzieję, że w ten sposób nie wywołamy wilka z lasu”. “Pozostawiamy kolegę siedzącego w salonie, a kiedy wracamy, znajdujemy go niezmiennie stojącego i węszącego wśród naszych książek”. “Ale nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką im się wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem. – Ile ma pan tu książek? – spytałem. –Prawdę mówiąc, straciłem rachubę. Ale przypuszczam, że około 18 tysięcy”. “Widziałem książki podłożone pod zbyt krótką nogę stołu, przekształcone w stolik nocny, spiętrzone w kształcie wieży i przykryte serwetką; wiele słowników prasowało i przyciskało przedmioty znacznie częściej, niż były otwierane, i niemało książek przechowywało listy, pieniądze i sekrety ukryte na regałach. Ludzie też mogą zmieniać przeznaczenie książek”. “Tłucze się wazon, psuje ekspres do kawy czy telewizor. Tymczasem książka nie niszczy się tak szybko, chyba że przyczynia się do tego właściciel, wyrywając z niej kartki czy ją paląc”. “Za czasów ostatniej argentyńskiej dyktatury wojskowej ludzie nierzadko palili swoje książki w toaletach i wannach czy zakopywali je w ogródkach. Mając do wyboru książki lub własne życie, stawali się katami”. “Książki (...) szły do nieba zamienione w popiół, który rozwiewał się w powietrzu. Stosunki ludzkości z tymi trwałymi przedmiotami, zdolnymi przekroczyć jeden wiek, dwa, dwadzieścia, pokonać, że tak powiem, piasek czasu, nigdy nie były niewinne”. “Kiedy babcia widziała jak czytam w łóżku, za każdym razem powtarzała mi: +Zostaw to, książki są niebezpieczne+. Przez wiele lat uważałem ją za ignorantkę, ale czas dowiódł rozsądku mojej niemieckiej babki”. “Książka zaczynała rozmiękać w deszczu, rozpłaszczać się na płycie z czarnego marmuru, zsuwać ku powolnej, lecz pogodnej śmierci, jak statek cicho zawijający do portu”. “Często jest mi trudniej pozbyć się jakiejś książki niż zdobyć nową. Nikt nie chce stracić książki. Wolimy zgubić pierścionek, zegarek czy parasol niż książkę, której już nie będziemy czytali, ale która zachowuje, w samym brzmieniu tytułu, jakąś dawną i być może utraconą emocję”. “Nadchodzi chwila, w której tomy przekraczają niewidzialną granicę, jaką się im wyznacza, i dawna duma przeradza się w uciążliwe brzemię, gdyż odtąd przestrzeń zawsze będzie stanowiła problem”. “Nie będzie mógł znów powiedzieć jakiemuś zachwyconemu gościowi: +Nie, nie przeczytałem ich wszystkich. Towarzyszą mi od wielu lat. Mam coś, co na pewno się panu spodoba+. Ale może powiedzieć: +Są nadal moimi przyjaciółmi. Dają mi schronienie. Cień latem. Osłaniają mnie od wiatrów. Książki są moim domem+”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na87 miesięcy temu
Obecność Arthur Miller
Obecność
Arthur Miller
O czym jest książka "Obecność" to zbiór ostatnich opowiadań Arthura Miller'a, publikowanych m. in. w The New Yorker, Harper’s oraz w Esquire. "Obecność" to sześć opowiadań o rzeczach ważnych i tych mniej ważnych, widzianych z różnych perspektyw. Są to opowieści o zmysłowości, władzy, uduchowieniu i człowieczeństwie. O potrzebie życia i doświadczania. O potrzebie chwili. Teksty napisane zostały w formie krótkich opowieści, wspomnień z przeszłości. Charakteryzują się unikalnym stylem, głębią, a każde słowo użyte do stworzenia konkretnej historii jest idealnie dobrane, a tekst dopracowany pod każdym względem. To właśnie z tego powodu teksty napisane przez Arthura Miller'a są po prostu ponadczasowe, unikalne i uniwersalne. Dlaczego warto to przeczytać Opowiadania stworzone przez Arthura Miller'a należą dla klasyki gatunku. Opowiadania tworzące ten zbiór są proste, ale posiadają głębię, która działa na czytelnika oraz na jego wyobraźnię i emocje. Teksty niby opowiadają o tak zwyczajnych rzeczach jak pożądanie, samotność, chęć władzy, a jednak mają w sobie pewnego rodzaju wyjątkowość. Wyjątkowość, która tak skutecznie przykuwa uwagę czytelnika. Bawi się z nim, prowadzi od słowa do słowa, od jednego obrazu do kolejnego. Lektura tekstów Arthura Miller'a to gra, gra twórca - czytelnik, w którą czytelnik nieświadomie zaczyna grać, brnąc przez kolejne strony zbioru. Ostatnie słowo o książce Arthura Miller'a albo się kocha, albo nienawidzi. Niestety. Do dzisiaj pozostaje on w czołówce mistrzów niełatwego gatunku, jakim jest krótka forma. "Obecność" to pewnego rodzaju podsumowanie - ukazanie twórczości pisarza w ostatnich latach jego życia. Opowiadania zawarte w tym zbiorze nie należą do łatwych, to fakt, ale są warte uwagi, poświęcenia im paru dłuższych chwil. Zwłaszcza ze względu na warsztat pisarski Miller'a. Polecam tę pozycję wszystkim miłośnikom twórczości Arthura Miller'a oraz tego gatunku literackiego.
Małgorzata Mikos - awatar Małgorzata Mikos
ocenił na76 lat temu
Dojrzewanie Błazna Jonas Gardell
Dojrzewanie Błazna
Jonas Gardell
Autorowi nie udało powiedzieć niczego nowego o trudnym czasie dojrzewania i patologicznych rodzinach - czy to w ogóle możliwe, skoro dla wielu upokarzanie innych jawi się odwieczną potrzebą... Niemniej jednak to gorzki, wręcz brutalistyczny, rozrachunek z niższą klasą średnią, pozornie dobrze wyglądającą, gdy się patrzy z zewnątrz jej grodzonych osiedli. Chore relacje między członkami rodzin (wertykalne i horyzontalne) przekładają się w na odnoszenie się chłopców i dziewcząt do siebie, zgodnie z odwiecznymi mechanizmami hierarchii i wykluczania w ramach grupy. W równie przerażającym stopniu, jak mocno są tu ukazane postacie rodziców, tak samo, może i jeszcze dramatyczniej, zarysowane są, raczej nieprzerysowane, sylwetki dzieci. To po prostu mali dorośli z tymi samymi wadami, które czas przejścia z dzieciństwa do dojrzałości jeszcze potęguje. Zwłaszcza, że rodzice nie przepuszczą żadnej okazji, żeby swe dzieci upokarzać, obniżać wartość a raczej jej ich pozbawiać. A nikt nie może dać innemu tego, czego sam nie posiada…. Nie wiadomo tylko, komu bardziej współczuć: dziewczynom czy chłopakom. W każdym razie i tu, i tam są tacy którzy prześladując innych, wywyższają siebie - jako było na początku, teraz i na wieki wieków… Najgorzej mają nieszczęśni inni, brzydsi, słabsi, gorsi - Tomas, Jenny, także główny bohater Juha (ma matkę Finkę, co dla Szweda oznacza oczywistą niższość). To lata 70. - wszyscy dopingują Bjoerna Borga i Ingemara Stenmarka i słuchają “Sweet” i Donny Summer. Można i należy odczytywać tę książkę jako dość uniwersalną niezależnie od miejsca, czasu, wieku czy charakteru relacji. Ot, takie “zwyczajne” rodzinne, szkolne, środowiskowe piekiełko. W sumie niemal nic tu oryginalnego, acz takie postawy zawsze przerażają swą uporczywą powtarzalnością. I trochę to inna Szwecja niż ten kraj który pamiętamy jako jeden najbogatszych i progresywnych krajów świata. Cytaty tylko najmocniejsze: “Bengt krzyczy, że jedyne, czego pragnie, to w spokoju poczytać gazetę. Ritva krzyczy, że jeśli chodzi o nią, to może robić co mu się podoba, byleby tylko schował w kalesonach swoje ohydne owłosione jaja”. “Awantura przy śniadaniu - to najzupełniej zwyczajny ranek w rodzinie Lindströmów. (...) Rodzinę Lindström najlepiej opisać, opowiadając o jej drzwiach. W rodzinie Lindström panuje zwyczaj trzaskania drzwiami, kiedy się jest zdenerwowanym. Drzwi są dobre. Trzaskają z dystynkcją. Jedyną wadą jest to, że drzwi nie są w stanie długo znosić takiego obchodzenia się z nimi. Wcześniej czy później rozpadną się”. “W rodzinie Lindströmów drzwi padały jedne po drugich – jak drzewo pada pod naporem topora. A kiedy drzwi się rozpadną, znosi się je do garażu i zastępuje kwiecistymi kotarami. Niestety kotary nie trzaskają”. "W korytarzu są szklane drzwi, a mówiąc dokładniej, były”. “Bycie zabawnym to jego jedyny sposób na znalezienie sobie przyjaciół, na niczym innym się nie zna”. “Wszyscy śmieją się, że Tomas się jeszcze nie pieprzył.(...) Tomas nie odpowiada Próbuję być pusty żeby nic nie czuć. Chce być niemy i głuchy”.. “Tomas jest chłopcem, który się boi, który ma powody, żeby się bać, który setki razy Przekonał się, że ma powody żeby się bać”.. “Nareszcie się odważyła. Odważyła się i straciła. I upewniła się, że nikt nie może jej kochać. Nie dziwnego, jest przecież taka brzydka i okropna. (...) Jest lalką z mrugającymi oczami i zawsze tym samym uśmiechem, niewzruszoną i obojętną”.. “Próbuje być kimś, kim nie jest. Kimś, kogo zaprasza się na prywatki”. “Z dezaprobatą spogląda na córkę. – Wystroiłaś się jak jak czupiradło! A ona stoi z wymalowanymi na niebiesko rzęsami i w długiej do ziemi i spódniczce, ze swoją wystawioną na widok publiczny tęsknotą, a wstyd, który czuje, przytłacza ją”. “Musi być teraz sama, żeby nikt jej nie widział, bo jest brzydka, brzydsza niż kiedykolwiek przedtem”. “Ojciec woła ją: – Jeśli ci się wydaje, że jak się wystroisz, będziesz ładniejsza, to się mylisz! Jego głos rozbrzmiewa echem jak głos księdza w kościele: nie myśl sobie, że jesteś kimś nadzwyczajnym!”. “Dzieciństwo jest bez dna, a ona nieustannie traci grunt pod nogami”. “Wychowawczyni Juhy i Jenny zawsze jest zadowolona. Nawet wtedy, gdy próbuje wyglądać na zadowoloną. Ich wychowawczyni to osoba, która głównie czeka, aż minie czas. Tak jakby była nie na swoim miejscu i czekała, aż zostanie przemieszczona”. “Uśmiechać się, według niej, to z trudem zmuszać kąciki ust, aby podniosły się w górę”. “Najbardziej wspaniałomyślna rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziała w życiu o drugim człowieku, to: nie robi z siebie nikogo szczególnego!”. “Każda rodzina siedzi przed telewizorem, każda w swoim własnym domu na ulicy żywej duszy ani jednego samochodu. W każdym domu w Sävbyholm jest telewizor, a w bladym snopie tego światła siedzą mama i tata razem ze swoimi dziećmi”. W supermarkecie. “Ritva próbuje wyminąć umierającą kobietę. – Przepraszam – mówi tak miło, jak tylko potrafi – przepraszam, chciałabym przejść ale pani ręka przeszkadza. Kiedy kobieta się nie rusza, Ritva mamrocze, że to bezwstydne i przechodzi, odpychając rękę kobiety swoją lewą stopą. Po chwili pyta, jakby nigdy nic: - Słuchajcie, kto chce serek cytrynowy na deser?”. Katastrofalne przyjęcie u Tomasa. “- Ale O co chodzi? Dlaczego nie tańczycie? - krzyczy mama Tomasa. Wtedy goście odwracają się do niej plecami. A jej Tomas siedzi sam w kącie. Nikt z nim nie rozmawia”. “Żeby nie oberwać, zamknął się w toalecie. Robi tak teraz na każdej przerwie”. “Tomas nie miał siły dłużej czekać. Nie chciał dłużej tęsknić. Już teraz nigdy nie będzie się bał”. PS Kolejna tu odsłona zasady, że błazen jest postacią tragiczną....
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na73 miesiące temu
Nim zapadnie noc Michael Cunningham
Nim zapadnie noc
Michael Cunningham
To jest książka, którą ratowałabym z płonącego domu. Raz zdarzyło mi się ją komuś pożyczyć i dopóki do mnie nie wróciła czułam niepokój, chciałam, by już wróciła na półkę. Cunningham po swojej nagrodzonej Pulitzerem powieści „Godziny”, w której ukazał życie trzech kobiet, w różnych epokach, na przestrzeni jednego dnia, zyskał miano specjalisty od powieści o krótkim horyzoncie czasowym. Tworzone przez niego historie mają jednak znacznie większy ciężar gatunkowy niż lot muszki jednodniówki. Książkę otwiera cytat z Rilkego – „Albowiem piękno jest tylko przerażenia początkiem”. I to nas bardzo ładnie usadza w pierwszym rzędzie kameralnego, rodzinnego dramatu ludzi wiodących ustabilizowane życie w przestronnym lofcie nowojorskiego Soho. Peter jest marszandem sztuki, jego małżeństwo z Rebeccą działa jak dobrze naoliwiony mechanizm, dni płyną im w jednostajnym rytmie, bez gwałtownych szarpnięć i hamowań. Do czasu, gdy młodszy brat Rebekki wprowadza się do nich, by zerwać z narkotykową przeszłością. Głębia analizy życia wewnętrznego bohaterów zabiera nas w rejestry najwyższego piękna i totalnego rozpadu. Symboliczny jest tu wątek słynnej instalacji Damiena Hirsta przedstawiającej żarłacza białego w ogromnym akwarium wypełnionym formaliną, pod wiele mówiącym tytułem: „Fizyczna niemożliwość śmierci w umyśle istoty żyjącej.” To, co myśli Peter patrząc w akwarium w MET dostarczyłoby materiału do analizy zastępom specjalistów od terapii psychodynamicznej. Ten rodzinny dramat oszczędza nam okołorozwodowych didaskaliów, bo rozgrywa się w warstwie głębokiej autoanalizy głównego bohatera, w sferze możliwości i pytań, które stawia sobie większość z nas wchodząc w smugę cienia. Co by było, gdyby…? Nocny spacer Petera po Nowym Jorku, jest dla mnie najpiękniejszą, bo nie pozbawioną autentyczności i brzydoty, wielozmysłową wycieczką nie tyle w trzewia miasta, co w głąb samego siebie.
Magda Maskiewicz - awatar Magda Maskiewicz
ocenił na93 miesiące temu

Cytaty z książki Noc montera

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Noc montera