Poranek Marii i inne opowiadania

Okładka książki Poranek Marii i inne opowiadania autora Julia Fiedorczuk, 9788362006601
Okładka książki Poranek Marii i inne opowiadania
Julia Fiedorczuk Wydawnictwo: Biuro Literackie literatura piękna
98 str. 1 godz. 38 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Poranek Marii i inne opowiadania
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-01-01
Liczba stron:
98
Czas czytania
1 godz. 38 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-62006-60-1
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poranek Marii i inne opowiadania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Poranek Marii i inne opowiadania

Średnia ocen
7,1 / 10
35 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Poranek Marii i inne opowiadania

avatar
13
15

Na półkach:

Spoko się czytalo

Spoko się czytalo

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
978
933

Na półkach: , , , , , ,

"...Czyż nie jest tak, że trzeba popłynąć, pobiec w kierunku światła i sparzyć się - a choćby i spłonąć? Czyż los tego, który płonie, nie jest po stokroć szczęśliwszy od losu tego, który zawsze jest tylko popiołem?..."

Na początku była poezja i gniew. Nadal jest poezja i gniew, ale przyszedł i czas na debiut prozatorski, trudny temat, nowe ujście dla retoryki poetki - pisarki.
Zacznijmy od okładki, czarne tło, żaluzja, która otula i chroni pozornie, i ciało kobiety w pozycji embrionalnej, mocno przytrzymująca kolana rękami. Ciało automatycznie przyjmuje tę pozycję gdy organizm doświadcza traumy psychicznej lub fizycznej. Osiem opowiadań , osiem oskarżeń, osiem krzywd wobec kobiet. Trama, zranienie, uraz, starcie, okaleczenie, obtarcie, uszkodzenie ciała, obrażenie, wstrząs, draśnięcie, otarcie, rana, szok, cięcie, zacięcie, ranka, uszkodzenie, nieszczęście...słowo, które rani i przeszywa niczym sztylet.


Zauważono również, że w ten sposób radzą sobie z napadami paniki osoby cierpiące na zaburzenia lękowe lub przeżywające silny stres.
Obcujemy z bohaterami prozy Fiedorczuk, w świecie przemocy psychicznej i fizycznej, z przyspieszonym kursem dojrzewania, złożonością natury ludzkiej i meandrów, poszukiwania własnej tożsamości i jestestwa, akceptacji i szacunku, odniesienia się do wielokulturowości i przyrody. Silna więź człowieka z naturą, uczenie się obcowania i dbania o dobro i ekologię.
Dojrzałość i empatyczność.
Polecam.


Julia Fiedorczuk urodzona w 1975 roku w Warszawie.
polska poetka, pisarka, tłumaczka i krytyczka literacka, doktor habilitowana, nauczycielka akademicka w Instytucie Anglistyki UW i współtwórczyni (wraz z Filipem Springerem) Szkoły Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu, laureatka Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej 2018.
Poetycki debiut "Listopad nad Narwią" (Legnica 2000) nagrodzony przez Polskie Towarzystwo Wydawców Książek. W 2005 została wyróżniona austriacką nagrodą Huberta Burdy za wiersze, które ukazały się w czasopiśmie „Manuskripte” w przekładzie Doreen Daume. Nominacja do Nagrody Literackiej „Nike” 2016 za powieść "Nieważkość". Laureatka Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej 2018 za tom "Psalmy" oraz nominowana za ten tom do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej „Silesius” 2018 w kategorii książka roku. W roku 2021 nominacja do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy za powieść "Pod słońcem".

"...Czyż nie jest tak, że trzeba popłynąć, pobiec w kierunku światła i sparzyć się - a choćby i spłonąć? Czyż los tego, który płonie, nie jest po stokroć szczęśliwszy od losu tego, który zawsze jest tylko popiołem?..."

Na początku była poezja i gniew. Nadal jest poezja i gniew, ale przyszedł i czas na debiut prozatorski, trudny temat, nowe ujście dla retoryki poetki -...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
161
117

Na półkach:

Nie miałam planu. Nie miałam założeń ideologicznych ani formalnych. Zachciało mi się pisać długimi zdaniami. Budować akapity. Opowiadać. (…) Wyszła mi książka o kobietach: o kobietach, którymi jestem, którymi byłam i którymi mogłabym być. A także o takich, które nie są mną, ale które znam, dobrze lub tylko z widzenia. I nawet o takich, których nie znam wcale – pisała w „Poranek Marii... Instrukcja obsługi” Julia Fiedorczuk. „Instrukcja”, której fragment zacytowałam, jest odautorskim komentarzem do wydanej nakładem Biura Literackiego, książki:„Poranek Marii i inne opowiadania”.

Oceniać książki po okładce nie należy, ale ignorować okładki również nie warto (poza wyjątkami, jak od każdej reguły). Czasem także z tego graficznego „wstępu” do treści można wiele wyczytać. Z okładki prozatorskiego debiutu Fiedorczuk ja wyczytałam: kobiecość, cielesność, ciemność i tajemnicę. Wszystkie te wątki odnalazłam dość wyraźnie wyeksponowane również we wnętrzu książki.

Na „Poranek Marii i inne opowiadania” składa się osiem tekstów: „Mamo, moje ciało chce tańczyć”, „Imago”, „Poranek Marii”, „Medulla”, „Zetka”, „Święto Niepodległości”, „Orgaspace” oraz „Wiersz dla Matyldy”. Choć całość objętościowo prezentuje się dość niepozornie (zaledwie 98 stron),nie daje się „połknąć” zbyt łatwo. Za wiele w niej grudek, chropowatości i dziwności, nad którymi trzeba się na chwilę zatrzymać i zastanowić…"Za wiele" nie oznacza jednak niedoskonałości, wady, czy przesady. Czasem dopiero pewien nadmiar jest w stanie zatrzymać rozpędzoną maszynerię codzienności, która tak niechętnie (z braku czasu, oczywiście) skłania się ku refleksjom i mało pragmatycznej wnikliwości.

W książce "Poranek Marii i inne opowiadania" Julii Fiedorczuk dotyka obszarów zanurzonych w opozycji pomiędzy tym, co większość z nas uznałaby za „normalne” i ludzkie, a tym, co określilibyśmy i określiłybyśmy „nienormalnym” i nieludzkim. W opozycji pomiędzy czymś ucywilizowanym, kulturowo wygładzonym i społecznie akceptowalnym a czymś „dzikim”, nieakceptowanym i, właśnie, „chropowatym”. W głębi tej opozycji, w jej najciemniejszym zakątku, daleko od rozwidlenia, gdzie wszystko wydaje się jasne, dzieją się rzeczy dziwne, przykre, trudne, ambiwalentne… Te „rzeczy” przydarzają się przede wszystkim kobietom.

Doświadczenia kobiet, opisane przez Julię Fiedorczuk są grudkami, które wyłowić możemy z pozornie idealnie gładkiej masy, jaką tworzy nasza kultura, społeczeństwo. Ich chropowatość, to efekt wspomnianej opozycji, w której usytuowane zostają kobiety. Kobiety stają w opozycji do reszty społeczeństwa. Są Innym, a innym być nie jest łatwo. Właśnie dlatego w „Poranku Marii” nie znajdziemy radosności, lekkości, kolorowości, ani miłości. Być może nieco wbrew temu, co mógłby sugerować tytuł. Poranek, zapewne większość z nas skojarzy z jasnością, zmianą, nowym dniem. Dla bohaterek książki nowy dzień rzeczywiście nastaje, ale często ten „nowy” okazuje się być takim samym, jak poprzednie. Co wtedy? Co, jeśli każdy kolejny dzień oznacza wyłącznie powtarzalność i nieuchronność czegoś złego, trudnego, nieprzyjemnego? Jeśli nie przynosi upragnionej zmiany? Ulgi? Jak żyć wtedy? Czy w ogóle warto...? To ostatnie pytanie, czy raczej jedne z możliwych na nie odpowiedzi, pojawiają się w książce. W dojrzałej, mocnej i przejmującej książce Julii Fiedorczuk.

Recenzja opublikowana na blogu Projekt: książki - projektksiazki.blogspot.com

Nie miałam planu. Nie miałam założeń ideologicznych ani formalnych. Zachciało mi się pisać długimi zdaniami. Budować akapity. Opowiadać. (…) Wyszła mi książka o kobietach: o kobietach, którymi jestem, którymi byłam i którymi mogłabym być. A także o takich, które nie są mną, ale które znam, dobrze lub tylko z widzenia. I nawet o takich, których nie znam wcale – pisała w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

91 użytkowników ma tytuł Poranek Marii i inne opowiadania na półkach głównych
  • 48
  • 43
17 użytkowników ma tytuł Poranek Marii i inne opowiadania na półkach dodatkowych
  • 10
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Poranek Marii i inne opowiadania

Inne książki autora

Okładka książki Ziarno granatu. Mitologia według kobiet Katarzyna Boni, Elżbieta Cherezińska, Julia Fiedorczuk, Agnieszka Jelonek, Renata Lis, Weronika Murek, Grażyna Plebanek, Joanna Rudniańska, Barbara Sadurska, Dominika Słowik, Aleksandra Zbroja, Aleksandra Zielińska
Ocena 5,9
Ziarno granatu. Mitologia według kobiet Katarzyna Boni, Elżbieta Cherezińska, Julia Fiedorczuk, Agnieszka Jelonek, Renata Lis, Weronika Murek, Grażyna Plebanek, Joanna Rudniańska, Barbara Sadurska, Dominika Słowik, Aleksandra Zbroja, Aleksandra Zielińska
Okładka książki Poetki na czasy zarazy Anna Adamowicz, Sara Akram, Bárbary Elizabeth Alí, Lauren K. Alleyne, Zofia Bałdyga, Justyna Bargielska, Sanja Bavić, Kristin Berget, Anna Błasiak, Malika Booker, Julia Cimafiejewa, Anna Dwojnych, Dominika Dymińska, Marta Eloy Cichocka, Julia Fiedorczuk, Salena Godden, Wioletta Grzegorzewska, Noor Hindi, Urszula Honek, Agata Jabłońska, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Lubow Jakymczuk, Kamila Janiak, Maria Jastrzębska, Aneta Kamińska, Joanna Kessler, Barbara Klicka, Emilia Konwerska, Aldona Kopkiewicz, Justyna Kulikowska, Małgorzata Lebda, Joanna Lech, Zoe Leonard, Ida Linde, Natalia Malek, Nina Manel, Krystyna Miłobędzka, Joanna Mueller, Kira Pietrek, Jolanta Prochowicz, Bianka Rolando, Marta Ewa Romaneczko, Olive Senior, Renata Senktas, Patrycja Sikora, Maja Staśko, Julie Stn-Knudsen, Sara Szamot, Yvonne Weekes, Iryna Wikyrczak, Bartosz Wójcik, Rudka Zydel
Ocena 6,2
Poetki na czasy zarazy Anna Adamowicz, Sara Akram, Bárbary Elizabeth Alí, Lauren K. Alleyne, Zofia Bałdyga, Justyna Bargielska, Sanja Bavić, Kristin Berget, Anna Błasiak, Malika Booker, Julia Cimafiejewa, Anna Dwojnych, Dominika Dymińska, Marta Eloy Cichocka, Julia Fiedorczuk, Salena Godden, Wioletta Grzegorzewska, Noor Hindi, Urszula Honek, Agata Jabłońska, Genowefa Jakubowska-Fijałkowska, Lubow Jakymczuk, Kamila Janiak, Maria Jastrzębska, Aneta Kamińska, Joanna Kessler, Barbara Klicka, Emilia Konwerska, Aldona Kopkiewicz, Justyna Kulikowska, Małgorzata Lebda, Joanna Lech, Zoe Leonard, Ida Linde, Natalia Malek, Nina Manel, Krystyna Miłobędzka, Joanna Mueller, Kira Pietrek, Jolanta Prochowicz, Bianka Rolando, Marta Ewa Romaneczko, Olive Senior, Renata Senktas, Patrycja Sikora, Maja Staśko, Julie Stn-Knudsen, Sara Szamot, Yvonne Weekes, Iryna Wikyrczak, Bartosz Wójcik, Rudka Zydel
Okładka książki Prognoza niepogody. Literatura polska w XXI wieku Olga Drenda, Julia Fiedorczuk, Magdalena Heydel, Eliza Kącka, Anna Kałuża, Marta Koronkiewicz, Ryszard Koziołek, Zofia Król, Paweł Mościcki, Aleksander Nawarecki, Monika Ochędowska, Magdalena Pytlak, Piotr Śliwiński, Tomasz Swoboda
Ocena 6,5
Prognoza niepogody. Literatura polska w XXI wieku Olga Drenda, Julia Fiedorczuk, Magdalena Heydel, Eliza Kącka, Anna Kałuża, Marta Koronkiewicz, Ryszard Koziołek, Zofia Król, Paweł Mościcki, Aleksander Nawarecki, Monika Ochędowska, Magdalena Pytlak, Piotr Śliwiński, Tomasz Swoboda
Okładka książki Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,8
Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Julia Fiedorczuk
Julia Fiedorczuk
Poetka, tłumaczka. Debiutowała w roku 2000 tomem poetyckim "Listopad nad Narwią", za który otrzymała nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Autorka kilku zbiorów wierszy: "Bio" (2004),"Planeta rzeczy zagubionych" (2006),"Tlen" (2009) i "tuż-tuż" (2012),a także zbioru opowiadań "Poranek Marii" (2010) oraz powieści "Biała Ofelia" (2012). Laureatka wielu nagród, w tym austriackiej nagrody Huberta Burdy (2005). Adiunkt w Instytucie Anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Jej utwory zostały przełożone na 17 języków, w tym walijski, japoński i islandzki. Mieszka w Warszawie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Trafieni. Siedem opowiadań o AIDS Michał Witkowski
Trafieni. Siedem opowiadań o AIDS
Michał Witkowski Marek Kochan Agnieszka Drotkiewicz Mariusz Sieniewicz Sławomir Shuty Izabela Morska Natasza Goerke
Recenzja z pisma „Przekrój” nr 1 / 2006 r. TRAFIENI ZATOPIENI Chałtura bez wdzięku na poważny temat Przyzwyczailiśmy się już, że składanki opowia­dań różnych autorów po­jawiają się w okolicach Wigilii jako gadżety, ot, rodzaj literackiej konfek­cji. „Trafieni" są jednak projektem cięższego kali­bru. Ten zbiór opowiadań poświęcony został AIDS, chorobie wciąż jeszcze straszącej u nas niczym „czarny lud", o którym nie za wiele wiadomo. Problem AIDS zdecydo­wali się przybliżyć czytel­nikom prozaicy: Drotkiewicz, Filipiak, Goerke, Kochan, Shuty, Sieniewicz i Witkowski. Z ja­kim skutkiem? Mizernym. „Trafieni" potwierdzają, że wcale nie jest łatwo napisać tekst na zadany temat. Część autorów obeszła temat AIDS bo­kiem. Dwa opowiadania z tomu są tak rozpaczli­we, że nie warto ich ko­mentować. Obronił się jedynie Witkowski. Autor „Lubiewa" swobodnie, autoironicznie, z lekką domieszką campu kreśli dosyć typową historię polskiego homoseksu­alisty rozgrywającą się w latach 80. i 90. Suge­stywnie ukazuje atmos­ferę lęku i bezradności wywołaną przez choro­bę. Dlaczego jemu się udało, a innym nie? Cho­dzi chyba o to, że Wit­kowski, mając pełną świa­domość pisania na za­mówienie, akceptuje to i z wdziękiem bawi się ro­lą chałturzącego pisarza. [Robert Ostaszewski] ocena: • • / 6
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na61 rok temu
Fractale Natasza Goerke
Fractale
Natasza Goerke
Soliści i pary. Bohaterowie na rozdrożu – kultur, związków, przyzwyczajeń. Intelektualiści, artyści i ci, którym się wydaje, że artystami są, bądź artystami być usiłują. Ludzie uwikłani i rozdarci. Poszukujący spokoju, a jednocześnie marzący o przygodzie – czy to intelektualnej, czy to jak najbardziej fizycznej, w stylu Indiany Jonesa, która od tego wymarzonego spokoju by uwolniła. Kurdupelki w różnych kurdupelstwa stanach. Miny, grymasy, gesty. Mrzonki o poszukiwaniach i nieruchome tkwienie w swoim własnym grajdole. Scenki, krótkie opowiadanka i historyjki z gatunku tych, które rzuca się przy piwie czy kieliszku wina. Śmieszno-smutne humoreski o codziennych zapasach z życiem oraz naszymi – o nim i o sobie – wyobrażeniami. „Fractale” Nataszy Goerke to układanka. Puzzle z naszych niemocy. Opowieści o nieszczęśnikach, zwanych ludźmi. Nieszczęśnikach i nieudacznikach próbujących odnaleźć się w bezsensie zwanym życiem. Goerke bawi się tą nieudacznością. Bawi, ale nie ma w tym zgryźliwości. Są za to oceany empatii, i to nie dlatego, że w części jej historyjek – zwłaszcza tych emigracyjnych i „nepalskich” – bohaterki i bohaterowie są zapewne jej porte-parolami. Goerke po prostu lubi ludzi w ich małościach. To się od razu wyczuwa. Zapewne człowieczeństwo jest dla niej sumą małości, a nie powodem do wstydu, zaś zagubienie i wątpliwości – a wszyscy są tu pogubieni lub wątpliwości pełni – czymś immanentnym, naszą naturą. Przynajmniej tych, wartych uwagi. Absolutnie pewni i prosto kroczący są tylko idioci. „Fractale” to bardzo specyficzna literatura. Realizm w nawiasie tak wielkim, że wielu może uznać tę prozę za artystowskie dziwactwo. Rzecz bardzo oryginalna, chwilami na granicy eksperymentu lub zwykłej stylistycznej zgrywy. Wielbiciele prowadzonych konsekwentnie historii z jednoznacznymi puentami mogą tej książeczki nie zdzierżyć. To rzecz dla ludzi zdystansowanych – do siebie i od życia. Ceniących inteligentną zabawę i językową maestrię. Ma się ochotę napisać, że mamy tu do czynienia z wyrafinowaną, wybitną proza, ale to zapewne wyśmiałaby sama autorka. Goerke nie ma wielkich pretensji. Po prostu kocha słowo i jego melodię. Lubi ludzi i bawią ją mieszczańskie schematy, w których większość z nas tkwi bajając o byciu artystami i/lub poszukiwaczami sensu.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na84 lata temu
Skaza Magdalena Tulli
Skaza
Magdalena Tulli
Cóż za wyrafinowana proza! Wspaniałe zdania, paradoksalne przeciwieństwa, alternatywne wersje zdarzeń i ludzi - zachwyty nad “Skazą” można ciągnąć długo, choć nie jest to lektura lekka. Od początku czujemy się bowiem nieco zdezorientowani, nie wiedząc nie tylko, o co chodzi, ale i gdzie jesteśmy. Ani kiedy. Chcąc nie chcąc, musimy zawierzyć Autorce, kiedy pisze: “Z pewnego punktu widzenia nie ma zmyślonych opowieści. Każda na koniec, wbrew wszelkim pozorom, okazuje się prawdziwa i nieunikniona”. A druga niezbędna rzecz przy lekturze: sami musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, cóż to za świat przedstawiony? Czy jesteśmy wśród byle jakiej scenografii i aktorów, czy też precyzyjniej - statystów, odtwarzających role przypisane im przez nieznanego demiurga? Według mnie ta programowa zagadkowość to wielka zaleta, jedna z wielu tej niejednoznacznej, nierealistycznej (czy na pewno?) przypowieści, wręcz zmuszającej czytelnika do własnej interpretacji, a pole do tego szerokie… Taki to nieczęsty rodzaj literatury, który w zasadzie nie daje żadnych odpowiedzi na fundamentalne pytania. Wręcz przeciwnie, na koniec pozostawia człowieka w zadumie. Za to “pracuje” jeszcze długo po przeczytaniu, zwłaszcza w kontekście współczesnym, chociaż ma już swoje lata - 2006. Notabene właśnie o to chodzi w książkach, tych dobrych: kazać nam o sobie jeszcze długo długo myśleć, a może i nie zapominać. Co tu dużo gadać: bardzo wymagająca to stylistyka. Każde zdanie trzeba czytać “pojedynczo”, a do wielu i wracać. Niektóre wątki znikają, by pojawić się dopiero za jakiś czas w nowej, albo oczywistej, lub wręcz przeciwnej odsłonie. I jeszcze coś, co szczególnie lubię: ani jednego dialogu! Misterna tu bardzo konstrukcja całości. Na początku nie ma napięcia, które jednak narasta z każdą stronicą. Szybko nastaje atmosfera niepewności, potem już jawnego strachu, któremu towarzyszy jego nieodłączna siostra: pewność i buta władzy, także samozwańczej. Jesteśmy w jakimś mieście, a konkretnie w jego centrum na placu, dokąd przybywają nieokreśleni uchodźcy, gdzie dokonuje się jakiś niejasny przewrót społeczno-polityczny. Atmosfera gęstnieje gdy do miasta przybywają bliżej nieokreśleni uchodźcy. “W tle tłum, zawsze ten sam, ​dźwigający walizki i uginający się pod ich ciężarem, odpoczywający na walizkach, nie pozwalający się łatwo od swoich walizek odpędzić. (...) Bez kanapy, bez fotela, bez sypialni i jadalni każdy z uchodźców zajmował tak mało przestrzeni, że mniej już nie można, ale i tego było za wiele”. “Nie ma komu zastanowić się, co począć teraz z tym tłumem, który z wolna zawłaszczył całą przestrzeń placu, by pośród upartego zapachu naftaliny siedzieć na walizkach i czekać nie wiadomo na jakie zakończenie”. “Życie toczyło się ze spokojem tuż obok jakiejś szczególnie groźnej ewentualności, jak to zwykle bywa. Na bolesne pytanie, dlaczego to właśnie pod ich oknami koczują uchodźcy, nie będzie żadnej odpowiedzi”. Odczytuję tę fabułę jako odnoszącą się do III Rzeszy, choć skojarzenia wyglądają na wymieszane i nieoczywiste. “Bez potwierdzenia w postaci potłuczonego szkła chrzęszczącego pod obcasem, bez witryn zabitych deskami dla ochrony przed rabunkiem, fakty dokonane nie były wiele warte. Żeby stać się rzeczywistością, potrzebowały należycie wyrazistych opisów i odpowiednio podniosłego tonu”. Albo i inaczej: może chodzi tu o jakiś historyczny “bezczas” lub też wszystkie możliwe czasy równolegle - coś takiego, jak w znakomitej a gruntownie zapomnianej książce Piotra Wojciechowskiego “Czaszka w czaszce”. Nagle w “Skazie” pojawiają się bowiem pogłoski o zbliżających się ostatecznych rozstrzygnięciach: a to o rychłym alianckim desancie, a to armii Kołczaka, która przywróci prawowite rządy, a to uzbrojonych partyzantach, obiecujących ratunek przed katastrofą anarchii, a to o międzynarodowych siłach pokojowych, a to o nadciągających Hunach; nadlatuje też helikopter. Czy to tylko odwieczna historia wygrano-przegranych w skrócie? U mieszkańców domów przy placu początkowe współczucie wobec uchodźców w miarę szybko przemienia się w złość i rozgoryczenie (brzmi znajomo….?). Oddane jest to w mistrzowski sposób: “Około południa w witrynie zakładu fotograficznego nie było już ani jednego ślubnego zdjęcia. Zniknął także portret aktorki filmowej w białym lub futrze, a zamiast niego pojawiła się zupełnie nowe ekspozycja: mocno powiększony i przez to marnej jakości zdjęcie mężczyzny z rzędem orderów na marszałkowskim mundurze, białym jak śnieg. Zamiast powłóczystego spojrzenia spod długich rzęs – ostry, arogancki wzrok, przeszywający na wylot niczym wystrzał z dubeltówki”. Domyślamy się, czego to zapowiedź. “Uchodźcy są uchodźcami, ich los jest przesądzony i oczywisty dla każdego oprócz nich samych: nigdzie nie ma dla nich miejsca, ani tu, ani tam. W tej kwestii warto liczyć przede wszystkim nad cud. Czyż nie lepiej więc, żeby to wszystko, co jest im jeszcze pisane, nastąpiło niezwłocznie?”. Pierwszym krokiem jest, jak zawsze, segregacja: “To, co tutejsze, zostało na powrót oderwane od tego, co napłynęło skądinąd, i był to pierwszy krok do uporania się z nieporządkiem”. “Naraz zaczynają się obawiać czegoś nieokreślonego, choć już przywykli, że to ich się obawiano”. “Ogłoszono tłumowi zarządzenie o konfiskacie lasek i rzeczywiście laski zostały złożone we wskazanym miejscu, wszystkie, nie wyłączając tej białej, po czym w rękach gwardzistów stały się narzędziem utrzymania porządku. Podwładni widzą, że teraz porządek opiera się już tylko na ich skrupulatności, inaczej mówiąc, na ciosach ich pałek, i tak będzie, powiedzmy, przez najbliższe pół godziny”. Nienazwana groza narasta: “Nawet gdyby najwyższym nakładem starań pozbawić uchodźców tej właściwości tak dla ogółu kłopotliwej, jaką było życie - niewiele dobrego udałoby się przez to osiągnąć, cóż bowiem począć wtedy z przyprawiającą o ból głowy liczbą niepotrzebnych ciał?”. “Uchodźcy to sprawa osobna. Umrą i o wszystkim zapomną. Razem z nimi znikną ich cierpienia. (...) Jakaż to ulga dla mieszkańców kamienic. Po co przyzwalać na istnienie, które nie służy żadnemu godnemu celowi, a tylko hołduje nieładowi przemiany materii, nieustannemu krążeniu nadziei i rozpaczy, i pod żadnym względem, przenośnym ani dosłownym, nie spełnia wymogów schludności”. Nie wiemy, jak t o się stało. Zrozumieniu mechanizmu może służyć zdanie o solidnych drzwiach zamykających s z c z e l n i e schron w piwnicy budynku, do którego wtłoczono tłum uchodźców. Pozostały po nich artefakty: “I dopiero tamte, wcześniejsze zdjęcia, gdzie widać ich jeszcze w pełni urody, zdrowia i pomyślności, byłyby właściwą po nich pamiątką. (...) Oczy patrzące w przyszłość bez śladu przerażenia, ubrania z prosto spod igły, jeszcze nie zszargane przez los. Oto, co powinno pozostać ich wizytówką w tej historyjce, gdy sami już ją opuścili”. “Zdania uchodźców od początku nie wzięto pod uwagę w żadnej kwestii, więc tym mniej liczono się z nim teraz, kiedy ich już nie było”. “Stan pierwotny, trwający szczęśliwie, zanim się pojawili uchodźcy, został przywrócony. Wdarłszy się tak natarczywie w sam środek swojskiej przestrzeni, nie dość obszernej i nie dość zasobnej dla wszystkich, zostali z niej jednak ostatecznie wykluczeni, raz na zawsze usunięci z pola widzenia”. W tej nierealistycznej, słusznie nie przywiązującej wagi do niezbitych (?) faktów, jest też możliwość że “uchodźcy” wydostają się z pułapki i jadą do Ameryki, gdyż schron okazuje się pusty (jak Grób po 3 dniach?). “Jest pusto, zupełnie pusto we wszystkich kątach, nie ma tam nikogo. Tylko powietrze stoi ciężkie od oddechów i naftaliny”. “A za oknem czyste niebo, zimne jak lód”. Inne cytaty: “Jeśli ta historyjka należy do mnie, już tylko zaciskam powieki, żeby nic nie widzieć”. “W magazynku znajduje się jeden nabój (...),jeden nabój to mało, ale też o wiele za dużo, skoro każdy z osobna mógł nim zostać trafiony. Nabity rewolwer w zasadzie powinien prędzej czy później wystrzelić, choć liczono właśnie na niedoskonałość reguł, na to, że się od czasu do czasu zacinają”. “Generał od samego początku nie rozumiał nic: w jego historyjce, tej, z której się wziął i do której zamierzał powrócić, panowały najlepsze wojskowe porządki, do niczego innego nie był przyzwyczajony. Chętnie mu udzielono wyczerpujących wyjaśnień, z których zrozumiał jeszcze mniej”. “Cokolwiek by zrobić, zawsze wychodzi się albo na tchórzliwego asekuranta, albo na nieodpowiedzialnego hazardzistę, i trudno utrzymać się pomiędzy skrajnościami”. “Jedyna szansa na szczęśliwe zakończenia tkwi w skracaniu opowieści. W urywaniu wątków w samą porę, zanim zszargają się, poplączą i zasupłają. A przede wszystkim w unikaniu puent jak ognia, który raz zaprószony, wypali wszelką nadzieję”. Truizmem byłoby dodać, że Tulli jest wyznawczynią pesymistycznej wersji dziejów. “Każdą historię pustoszą napięcia, każdą niszczy skaza pogardy (...). Szczęśliwe zakończenia nigdy nie bywają szczęśliwsze niż to możliwe”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na91 miesiąc temu
Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty Marek Bieńczyk
Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty
Marek Bieńczyk
Czy wędrowaliście kiedykolwiek poprzez meandry literackiego labiryntu, zbudowanego z mglistych metafor, niekończących się powtórzeń, wyliczeń, alegorii, cytatów po to tylko, by na samym końcu zatoczyć pełne koło i odkryć nic ponad bezkresną pustkę? W taki właśnie sposób wykreowana jest “Melancholia” Bieńczyka, który w mistrzowski sposób pisze o stracie, nieobecności organizującej istnienie. Autor poruszając wszelkie możliwe figury melancholii, wyliczając każdy jej przejaw, sposób, w jaki niewidzialny czarny duch rozpaczy atakuje nas, stara się oswoić problem, wyznaczyć granice. Dla Bieńczyka melaine koina staje się nie tylko stanem (chorobowym),lecz kulturowym uwarunkowaniem stwarzającym jednostkę nowoczesną. Dojmujące, obezwładniające ducha i ciało uczucie straty buduje zatem poczucie nietrwałości istnienia, przemijalności wszelkiego piękna, kruchej delikatności stworzenia. W tej pozornie luźno skomponowanej konstrukcji tkwi siła kreatorska, chęć eksploracji i empiryczność nastawienia. Równocześnie teksty kreślą wyjątkową sieć tkaną z delikatnych, ale i kanciastych, chropowatych słów. Są to maski przywdziewane przez Bieńczyka, cierpiętnika wykorzystującego wachlarz form odpowiednich, oksymoronicznych do wyrażenia słynnego „nic, które boli”, dojmująco odczuwanego całym ciałem i duchem. Melancholia w ujęciu autora zionie brakiem nadziei, czystą, niezgłębioną rozpaczą. Podmiot piszący jest uwięziony w fantasmagorycznej wizji rzeczywistości, w której czarna żółć sączy się spomiędzy wyrazów. Ucieczka między słowa jest jednak pozorna, akt pisania jest jedynie rondem, cieniem pochwyconej idei. Ponadto jest próbą uchronienia przed bezsensownością istnienia, to stwarzanie struktur świata przez narrację. Melancholia to także osobliwy filtr, przez który podmiot spogląda na otaczające realia – zaczernione, nieprzeniknione, zimne realia, nieprzyjazne i zobojętniałe. Rzeczywistość trwająca wokół to rodzaj pokoju, metaforycznej przestrzeni, zagraconej przez stosy piętrzących się przedmiotów; to świat zawalony rupieciami, w którym każdy z nich, w mniejszym lub większym stopniu, przypomina o niemożliwej do odzyskania utracie.
Paula Kulig - awatar Paula Kulig
ocenił na81 rok temu
Biało-czerwony Dawid Bieńkowski
Biało-czerwony
Dawid Bieńkowski
Na początku nic nie rozumiem. Przecież miało być o nowoczesnym mężczyźnie! A tu szable błyszczą, ostrogi brzęczą, szturmy jakieś… Czytam jednak nadal. I nadal nie rozumiem. Nie rozumiem! Pojawiają się łzy. Łzy! Łzy, łez, łzami wypływa niezrozumienie moje. Z odsieczą przybywa mi Paweł, bohater książki, który z erudycją właściwą prawnikowi - prawnikowi z kancelarii - Kancelarii - własnej Kancelarii! - wyjaśnia mi, że niezrozumienie owo wynika z braku odpowiedniego zbioru w moim mózgu płci żeńskiej. Płci! Płci żeńskiej! To jest książka napisana przez mężczyznę, o mężczyźnie, dla mężczyzny. Dla mnie, dla mojej kobiecej miękkości, to zbyt skomplikowane - to dla mego mózgu płci żeńskiej zbyt duży wysiłek, aby takie zawiłe treści, treści prawdziwie męskie ogarnąć. Do tego trzeba twardości, twardości iście męskiej. Z twardością i przez twardość jedynie te treści można przyswajać. Ja mogę sobie co najwyżej książkę kucharską poczytać i jajecznicę usmażyć, przyprawiając solą z łez moich żeńskich. Ps. A tak na serio - jak już się człowiek przyzwyczai do specyficznego stylu pisania autora oraz przełknie zniewagi pod adresem płci żeńskiej, to jest to całkiem spoko książka. A teraz kończę te głupoty i lecę podgrzewać bigos dla mojego mężczyzny, który lada chwila powinien powrócić ze szturmu na bar. Przy odrobinie szczęścia powróci martwy, bo „mężczyźnie Polakowi najbardziej do twarzy ze śmiercią. A kobiecie Polce we Łzach i w czerni jest najlepiej’’. No.
LaDzika - awatar LaDzika
oceniła na63 lata temu
Paris London Dachau Agnieszka Drotkiewicz
Paris London Dachau
Agnieszka Drotkiewicz
Daję tej książce 6 gwiazdek, więc oceniam ją jako dobrą. Językowo ma zadatki na rzecz wybitną, ale jak dla mnie jest trochę zbyt nahalnie intertekstualna i pod tym względem mocno przekombinowana. Wiem, że ludzie żyją cytatami z seriali, piosenek, wierszy, powieści i wszystkich tekstów PAPKAltury - gazet, reklam, ulotek i całej masy efemerycznego śmiecia, ale jednak nieustanne przebijanie się przez różnego typu odniesienia jest troszkę męczace, bo nie należę do ludzi, którzy odczuwają wielką satysfakcję z właściwego przyporządkowywania znanych i mniej znanych cytatów, choć idzie mi to całkiem sprawnie. W książkę jako ilustracje wplecione są kolaże i sam sposób pisania tej powieści kolaż przypomina. Polepiona jest z różnych, często nieprzystawalnych elementów, ale jest polepiona z pomysłem, wyczuciem i bardzo umiejętnie. Na pewno świetnie pokazuje desperację osoby porzuconej, jej nieprzystawalność do wszystkiego, co ją otacza, dziwactwa, wariactwa, fanaberie i fiksacje. Może w trochę przesadzony, egzaltowany sposób, a może i nie. Gdyby jeszcze z tej całej historii wynikało coś więcej niż antykonsumpcjonistyczne, anarchistyczne zakończenie w pewien sposób kojarzące się z filmem "Fight Club" naprawdę byłbym w stanie dać coś więcej niż 6, nawet w porywach do 9. Ale nie dam. Jednak po następne książki pani Agnieszki Drotkiewicz sięgnę chętnie, bo językowo jest naprawdę rewelacyjna.
Herbi - awatar Herbi
ocenił na612 lat temu
Między nami dobrze jest Dorota Masłowska
Między nami dobrze jest
Dorota Masłowska
Warszawa. „Wielokondygacyjny budynek ludzki”, a w nim dwa światy, dwie odmienne rzeczywistości. W jednym miejscu, które mogłoby być ulokowane w jakimkolwiek innym zakątku Polski, przeplatają się losy dwu grup ludzi. Ludzi, mających odmienne spojrzenie na świat, żyjących w odmiennej rzeczywistości, żyjących zupełnie inaczej… Pierwszy ze światów reprezentują przedstawicielki trzech pokoleń kobiet, mieszkające w szarym, jednopokojowym mieszkaniu, gdzieś w odrapanej kamienicy: Mała Metalowa Dziewczynka, jej mama – Halina oraz babcia, nazwana Osowiałą Staruszką Na Wózku Inwalidzkim. Ich życie usiane jest ciągłymi kłótniami i niesnaskami. Staruszka nieustannie wspomina czasy wojny, jej córka chodzi na „zakupy” do śmietnika, a arogancka wnuczka kpi ze wszystkiego i wszystkich. Można by pomyśleć, że ich świat jest całkowicie oderwany od rzeczywistości, jednakże lektura dramatu udowadnia nam, iż każda z przedstawionych bohaterek nosi w sobie cechy typowe dla większości Polaków. Jest też drugi świat, ukazany na kartach Między nami dobrze jest. Poznajemy w nim aktora, scenarzystę i prezenterkę telewizyjną – postaci, dla których priorytety stanowią: sława, splendor i kariera. Gardzą oni przeciętnością i biedotą, bywają na salonach i za wszelką cenę pragną „być kimś”, aby wyróżnić się spośród tzw. „szarej masy”. Masłowska zderza i konfrontuje ze sobą te dwa światy – jeden szary, przygnębiający, zmarginalizowany, drugi piękny, kolorowy i bogaty. Sytuacja w jakiej znajdują się przedstawicielki pierwszego, sprowadza się do zepchnięcia ich do niby-rzeczywistości, opierającej się na nie byciu, nie istnieniu, nie zauważaniu. Z kolei istnienie przedstawicieli drugiego świata wiąże się z medialnością, konsumpcją i „bywaniem”. Kontrast ten uzmysławia czytelnikowi, jakie podziały funkcjonują w naszym społeczeństwie i jak bezwartościowi potrafią być ci, których uznaje się za wzory do naśladowania. Jednocześnie uwydatnia się przy tym głupota tych, którzy z takich postaci czerpią przykład… To, co czyni dramat Masłowskiej wyjątkowym, to ujawniające się w nim: kpina, groteskowość i przerysowanie. To właśnie zestawianie i wykpiwanie obu światów napędza całą akcję i pozwala jej się rozwijać. Warto jednak zaznaczyć, że w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, „akcja” w Między nami dobrze jest nie istnieje – zostaje ona zastąpiona przez nieskładny dialog – „motor napędowy” dramatu. Postaci stają się tu pewnego rodzaju symbolami, a dialogi obnażają kunszt pisarski młodziutkiej autorki. Autorki, która jawi się nam jako czujna obserwatorka i znakomita innowatorka. I choć zarzucić jej można odejście od klasycznego modelu dramatu, nie przeszkadza to w uznaniu Między nami dobrze jest za dzieło naprawdę wyjątkowe. I wyjątkowo dobre. Dorota Masłowska, pisząc swój drugi dramat, wykazała się niezwykłą dojrzałością. Nie można już mówić o niej, jako o „hańbie polskiej literatury” czy „krzyczącej, wulgarnej nastolatce”. Z pełną odpowiedzialnością uznać ją można za niezwykle ukształtowaną, świadomą kobietę, która w znakomity sposób potrafi przedstawić rzeczywistość za pomocą słów. Dzięki temu tekstowi młoda pisarka kolejny raz udowadnia, jak niezwykle zręcznie posługuje się słowem. Potrafi wymieszać ze sobą języki różnych pokoleń, grup społecznych i środowisk, tworząc innowacyjne sformułowania i zwroty. Mowa każdego z jej bohaterów jest inna i stanowi połączenie różnych języków i dyskursów. Pojawia się tu zatem mowa internetowa, język wywiadów, teksty sloganów reklamowych, fragmenty horoskopów i ulotek, język celebrytów, biedoty i polityków oraz mowa przedwojenna. Kalki i klisze z mowy ulicznej, sklepowej i „salonowej” kumulują się i stają się groteskowe, prześmiewcze, przerysowane. Bardzo polecam, jeżeli lubicie literaturę, która ma w sobie coś niezwykłego.
Klaudyna Maciąg - awatar Klaudyna Maciąg
ocenił na84 miesiące temu

Cytaty z książki Poranek Marii i inne opowiadania

Więcej
Julia Fiedorczuk Poranek Marii i inne opowiadania Zobacz więcej
Więcej