rozwińzwiń

Utwory wybrane

Okładka książki Utwory wybrane autora Krzysztof Kamil Baczyński, 8308014836
Okładka książki Utwory wybrane
Krzysztof Kamil Baczyński Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie poezja
270 str. 4 godz. 30 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Data wydania:
1970-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1970-01-01
Liczba stron:
270
Czas czytania
4 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
8308014836
Średnia ocen

8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Utwory wybrane w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Utwory wybrane

Średnia ocen
8,1 / 10
205 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Utwory wybrane

avatar
586
292

Na półkach: ,

Nie umiem ocenić tej książki. Trzy wiersze złapały mnie za serce, kilka podobało mi się w częściach, reszta jest do zapomnienia. Nic szczególnego, owszem, doceniam wkład Baczyńskiego w polską literaturę, pewnie dla osób o wrażliwej duszy jest ona czymś znacznie ważniejszym. Dla mnie to dość przeciętne wiersze, niestety...

Nie umiem ocenić tej książki. Trzy wiersze złapały mnie za serce, kilka podobało mi się w częściach, reszta jest do zapomnienia. Nic szczególnego, owszem, doceniam wkład Baczyńskiego w polską literaturę, pewnie dla osób o wrażliwej duszy jest ona czymś znacznie ważniejszym. Dla mnie to dość przeciętne wiersze, niestety...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
201
24

Na półkach: ,

W jaki sposób można ocenić poezję, która z natury jest pełna wrażliwości i wymaga specyficznego podejścia do odbioru i specyficznego, wrażliwego odbiorcy? Opiszę ją zatem swoimi słowami tak, jak opisuję wszystkie zbiory wierszy: "Poezja, to czyjeś wyznanie i chociaż czasem trudno ją zrozumieć, trzeba ją czytać, a przynajmniej mieć na półce, jak obrazy wiszące na ścianie." Wiersze Baczyńskiego są czasem trudne lecz wyprzedają epokę, w której tworzył. Powinny znaleźć się na półce w każdym domu. I jeszcze jedno: czytając wiersze należy je odbierać na własny sposób, własnym sercem, duszą, rozumem... Nie starać się zrozumieć, co autor miał na myśli, tak, jak nas kiedyś tego uczono.

W jaki sposób można ocenić poezję, która z natury jest pełna wrażliwości i wymaga specyficznego podejścia do odbioru i specyficznego, wrażliwego odbiorcy? Opiszę ją zatem swoimi słowami tak, jak opisuję wszystkie zbiory wierszy: "Poezja, to czyjeś wyznanie i chociaż czasem trudno ją zrozumieć, trzeba ją czytać, a przynajmniej mieć na półce, jak obrazy wiszące na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3395
2787

Na półkach: , ,

184/2019 (A)

184/2019 (A)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

623 użytkowników ma tytuł Utwory wybrane na półkach głównych
  • 448
  • 161
  • 14
302 użytkowników ma tytuł Utwory wybrane na półkach dodatkowych
  • 197
  • 47
  • 44
  • 5
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Krzysztof Kamil Baczyński
Krzysztof Kamil Baczyński
ps. Jan Bugaj, Emil, Jan Krzyski, Krzysztof, Piotr Smugosz, Krzysztof Zieliński, Krzyś; ur. 22 stycznia 1921 w Warszawie, zm. 4 sierpnia 1944 w Warszawie) – polski poeta czasu wojny, podchorąży, żołnierz Armii Krajowej, podharcmistrz Szarych Szeregów, jeden z przedstawicieli pokolenia kolumbów. Zginął w czasie powstania warszawskiego jako żołnierz batalionu "Parasol" Armii Krajowej. Krzysztof Kamil Baczyński urodził się i mieszkał początkowo w kamienicy przy ul. Bagateli 10. Jego chrzest święty odbył się 7 września 1922 w kościele na placu Zbawiciela. W dzieciństwie chorował na astmę, miał słabe serce, był stale zagrożony gruźlicą. Od 1931 uczył się w Państwowym Gimnazjum im. Stefana Batorego i w maju 1939 otrzymał świadectwo dojrzałości. Już w czasie gimnazjalnym Baczyński odznaczał się wielkim znawstwem także współczesnej mu literatury. Wiadomo, że fascynował się "Ferdydurke" Gombrowicza i napisał własny wariant ("Gimnazjum imienia Boobalka I"). Znał też ponadprzeciętnie literaturę francuską, a w późniejszych latach pisał także wiersze po francusku. W jego klasie uczyli się późniejsi żołnierze warszawskich Grup Szturmowych Szarych Szeregów: Tadeusz Zawadzki „Zośka", Jan Bytnar „Rudy" i Maciej Aleksy Dawidowski "Alek". Był harcerzem działającej przy szkole 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej "Pomarańczarnia". W czasie nauki w gimnazjum należał do Organizacji Młodzieży Socjalistycznej „Spartakus", półlegalnej organizacji uczniów szkół średnich pod patronatem PPS. Używał wówczas pseudonimu „Emil”. Nie lubił chodzić do szkoły, bywał tam rzadko i z tego też powodu miał słabe oceny. Od 1937 członek Komitetu Wykonawczego „Spartakusa", był także współredaktorem pisma „Strzały” – wydawanego od lutego 1938 organu tej organizacji, na łamach którego zadebiutował jako poeta. Wybuch wojny uniemożliwił mu podjęcie studiów w Akademii Sztuk Pięknych. Marzył o karierze grafika lub ilustratora. W okresie okupacji niemieckiej mieszkał przy ul. Hołówki 3. Po utworzeniu w 1940 r. getta w Warszawie, pozostał z matką po aryjskiej stronie ryzykując, w razie wykrycia żydowskiego pochodzenia, rozstrzelanie na miejscu. Od jesieni 1942 do lata 1943 studiował polonistykę na tajnym Uniwersytecie Warszawskim. Zajmował się pracą dorywczą: szklił okna, malował szyldy, pracował u węglarza na Czerniakowie, przyjmował telefonicznie zlecenia w Zakładach Sanitarnych. Uczył się także w Szkole Sztuk Zdobniczych i Malarstwa. Od lipca 1943 sekcyjny w II plutonie „Alek” 2. kompanii „Rudy” batalionu Zośka AK w stopniu starszego strzelca pod ps. „Krzysztof”, „Zieliński”. Porzucił studia polonistyczne, aby poświęcić się konspiracji i poezji. Twierdził, że jeśli będzie mu to dane do nauki powróci. W mieszkaniu miał skrytkę na broń, w której trzymał thompsona, 2 steny, MP 40 (schmeissera),granaty, materiały minerskie, a także podręczniki, mapy i prasę konspiracyjną. Uczestniczył w akcji wykolejenia pociągu niemieckiego (jadącego z frontu wschodniego do Berlina) na odcinku Tłuszcz-Urle (kryptonim „TU") 27 kwietnia 1944. Akcja ta spowodowała 26-godzinną przerwę w ruchu. Po ukończeniu turnusu Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty „Agricola" rozkazem jej komendanta, por. „Gustawa" z 25 maja 1944, otrzymał stopień starszego strzelca podchorążego rezerwy piechoty. Jednocześnie był kierownikiem działu poezji miesięcznika społeczno-literackiego „Droga", wydawanego od grudnia 1943 do kwietnia 1944. Rozkazem dowódcy 2. kompanii batalionu „Zośka" pchor. Andrzeja Romockiego „Morro", z 1 lipca 1944 zwolniony z funkcji z powodu małej przydatności w warunkach polowych z jednoczesną prośbą o objęcie nieoficjalnego stanowiska szefa prasowego kompanii. Kilka dni później przeszedł do harcerskiego batalionu "Parasol" na stanowisko zastępcy dowódcy III plutonu 3. kompanii. W "Parasolu" przyjął pseudonim „Krzyś". Wybuch powstania warszawskiego zaskoczył go w rejonie pl. Teatralnego – został tam wysłany po odbiór butów dla oddziału. Nie mogąc przedostać się na miejsce koncentracji macierzystej jednostki (Wola – Dom Starców przy Karolkowej) przyłączył się do oddziału złożonego z ochotników, którymi dowodził ppor. "Leszek". Poległ na posterunku w Pałacu Blanka 4 sierpnia 1944 w godzinach popołudniowych (ok. 16),śmiertelnie raniony przez strzelca wyborowego ulokowanego prawdopodobnie w gmachu Teatru Wielkiego. W powstaniu warszawskim, 1 września 1944 zginęła także żona Baczyńskiego – Barbara Stanisława Drapczyńska, urodzona 13 listopada 1922 w Warszawie, studentka polonistyki tajnego UW. Odznaczony pośmiertnie Medalem za Warszawę 1947 i Krzyżem Armii Krajowej. Pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wiersze Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Wiersze
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Zrobiła wystarczająco dużo dla nieśmiertelności swojej poezji, ocierając się przy tym o krok od nieskończoności. Tak się składa, że w tej ciężkiej lirycznej pracy wszystko jest możliwe, pod warunkiem wybudowania przez poetę w swym twórczym warsztacie czegoś na kształt cieplarni, w której pielęgnowane słowa niczym wiecznie kwitnące kwiaty będą przyciągać oczy czytelników. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska wiedziała, kiedy jej wiersz ma cieszyć wrażliwość śpiewem słowika. Ze słowa pisanego umiała wydobyć głos Enrica Caruso. Posiadła ten niezwykle cenny dar dopasowania swojej uczuciowości do tonacji, w której poruszają się nasze czytelnicze zmysły, potrzebujące rzeczy namiętnych ale jednocześnie ciągle poszukujące nowych i godnych uwagi wzorców. Dlatego już wiem, skąd u mnie ten orzeźwiający podmuch, idący od prawie stuletniej ale nieobcej mi poezji. Nietrwałość człowieka, promieniowanie wszechobejmującej harmonii, skąd ja to znam? Treści stare ale wiecznie żywe. Wydaje mi się, że właśnie odkryłem przepis na wieczność. Omiatająca wszystko swym lekkim a jednocześnie wytwornym spojrzeniem. Można się zadziwić nad wykwintnością wzroku, ale gdyby nie to jego dostojeństwo, to nic nie byłoby tak elegancko dopasowane, jak to zrobiła polska poetka. Z brokatu i perłowej masy wyczarowała księżyc. Pozbawiona kompleksów, wprowadziła nową jakość erotyków. W księgach słodyczy pisała pocałunkami a jej słowa zaszeptały nie tylko do ludzkiej miłości, ale też do tej skierowanej ku przyrodzie. Słowa Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej pachną uczuciem a swoje przesiąknięcie ideą bytu potwierdzają pogodzoną ze sprzecznościami życia poezją. Zatapiając się w tej "jasnej stronie życia" czułem się jak świadek nowych form, praktycznie w każdej dziedzinie istnienia. Wydało mi się to, jak na człowieka XXI wieku pouczające i bardzo praktyczne, bo czegóż jeszcze można chcieć od poezji szanowanej i obsypanej złotem a niepokrytej patyną zestarzałej sławy. W poezji Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej można odmieniać miłość przez wszystkie przypadki. Nie tylko jako radość z przeżywania uczucia, ale też będąc przekonanym o często jej towarzyszącej gorzkiej ironii. Rozpiąć nad życiem czar składający się z samych dobrych emocji to zapewne duże wyzwanie, jednak przygotować odbiorców poezji na zranienie wierszami, to zadanie wybitnie trudne. Polska poetka umie przedstawić młodość strzelistą jak gotyk, ale też zdaje sobie sprawę z płochliwości spraw przyjemnych ludzkiemu sercu. Zazwyczaj jest tak, że bolące zadry zostają z nami na dłużej. Jednak warto odurzyć się tym snem. Wyjść naprzeciw wiosennym sonetom i otulić wypełnioną miłością przestrzenią. Włócząc się po leśnych bezdrożach, chwytać śródleśne mgły, oby tylko nie zawadzić o nić Ariadny i jej samotność. Jednak jesień w końcu nadejdzie a jeźdźcy apokalipsy przegalopują przez świat. Doprowadzili do tego, że wolność Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zaczynała się dopiero za granicami Polski a z czasem skurczyła się jeszcze bardziej. Marzyła wtedy o tym, żeby słowo "bliźni" stało się czymś znanym i częstym. W wojennym szaleństwie szalonych ludzi, obraz namalowanego przez nią przed laty życia pokrył się krwią. Wystarczy spojrzeć na przerażenie drzew podczas burzy i odczytać notatki o koszmarnym kwiecie, żeby poczuć tę woń spalonych marzeń. Cóż pozostaje? Niegłaskanie polskiej narodowej dumy, nieużywanie biało-czerwonego sztandaru do bandażowania ran. Lepsza będzie modlitwa do starożytnej Safony i tworzenie w poetyckim szkicowniku konstrukcji utkanych ze wzruszeń. Taką też ją zapamiętam. Jako poezję skromną i wykraczającą poza rodzime ramy.
czytający - awatar czytający
ocenił na104 lata temu
Poezje Leopold Staff
Poezje
Leopold Staff
Leopold Staff to poeta, który jako jeden z nielicznych zwrócił moją uwagę podczas omawiania jego utworów na języku polskim w liceum. Ten wybór wierszy z roku 1986 jest drugim, jaki miałem przyjemność przeczytać. Jeśli chodzi o to konkretne wydanie opatrzone wstępem Bohdana Zadury, za wielki plus uważam przyjęcie zasady chronologii. Lekkim minusem jest brak przypisów wyjaśniających trudne nawiązania, słowa czy makaronizmy. Ciekawie czyta się utwory Staffa od tych najstarszych do najnowszych. Można zauważyć przede wszystkim ewolucję, jaka zachodziła w jego twórczości. Im wiersz młodszy, tym zazwyczaj prostszy i krótszy. Interesująca jest także ewolucja tematyki. Staff to poeta, który był (i pewnie dalej jest) wzorem dla wierszopisarzy z różnych epok - począwszy od Młodej Polski, po międzywojnie, literaturę okresu wojny i okupacji aż po współczesność. Potrafił odnaleźć się w każdych ramach i konwencjach. Chociaż może wypada napisać, że to on sam je tworzył? Jak to zazwyczaj bywa ze zbiorami poezji, niektóre wiersze podobały mi się bardziej, inne mniej. W kilku tomikach raziła mnie dominacja tematyki religijnej. O ile na początku było to całkiem interesujące, o tyle w pewnym momencie Staff stał się po prostu powtarzalny i nudny. Nie zmienia to faktu, że doceniam inspiracje franciszkanizmem oraz najprostszą, a co za tym idzie tą najpiękniejszą, formą religii (chrześcijaństwa) rozumianą jako miłość do przyrody, "braci najmniejszych" i szacunek do drugiego człowieka. Nie zważając na motywacje Staffa, ta tematyka jest raczej bliska każdemu człowiekowi, bez względu na jego osobiste przekonania i wiarę (lub jej brak). Po przeczytaniu "Poezji" od początku do końca z czystej ciekawości wróciłem do pierwszego wiersza w zbiorze. Następnie przeczytałem ostatni. Zachęcam Was, żebyście też tak zrobili, jeśli jakiś zbiorek utworów Staffa trafi w Wasze ręce. To tworzy niezwykły paradoks - jak jeden człowiek mógł napisać dwa tak różne wiersze!? To chyba jest najpiękniejsze u Staffa. To poeta będący świetnym przykładem nabywania nowych doświadczeń przez człowieka, a w wyniku tego ewolucji jego poglądów, przekonań czy wierzeń.
snaky_reads - awatar snaky_reads
ocenił na62 lata temu
Poezje Jan Lechoń
Poezje
Jan Lechoń
Spotkanie „Dzisiaj nocą samotną, spędzoną bezsennie, Po promieniach księżyca, jakimś dziwnym tchnieniem, Sam nie wiem, jak się nagle ocknąłem w Rawennie I z dawno utęsknionym spotkałem widzenie. (,,,) „Tyżeś to, ty. mój mistrzu! Dlaczegoś tak blady I czemu tak dziwny niepokój cię żarzy? Przychodzę cię ubłagać o sekret twej twarzy. Nic nie wiem. Zbłądziłem. I proszę twej rady”. (…) (s. 51) Jan Lechoń, Poezje, Wybrała i wstępem opatrzyła M. Wełna, Wyd. Lubelskie, Lublin1989. Spotkanie – to jeden z najciekawszych wierszy Lechonia, niezwykle tajemniczy w treści i mieszczący w sobie niezwykłe bogactwo interpretacyjne. Jak napisze Matylda Wełna we Wstępie: „Lechoń, dziecko wielkiego miasta, był gorącym miłośnikiem ojczystego krajobrazu i piękna przyrody.(…). Drzewa, krzewy, niebo, ziemia, Wisła, mazowieckie wierzby i piaski - tam jest trącone leciutko piórem jakby po drodze, jakby od niechcenia, a jednak niezwykle ostro i trafnie ujęte w słowa”. (s.163.) „ (…) Ach! dzień dobry wam kasztany, Wodo pełna srebrnych lśnień! Jeszcze jeden darowany Cudownego życia dzień! Warto pochylić się nad całym wyborem wierszy z różnych okresów życia i twórczości poety, łącznie z przekładami (z Aleksandra Błoka, z Pani de Noailles, z Pawła Valery). Z Pani de Noailles *** „Dom, pokój, łoże już niczyje Nie zmienia mego osłupienia, Że Ty umarłaś, a ja żyję. W ziemi, gdzie zimno, ciasno, ciemno. Będzie spotkanie Twoje ze mną”. (s. 237.) (1935) Wiele wierszy poświęca poeta postaciom historycznym, postaciom z literatury i sztuki. Przykładowo jest: Herostrates, Jacek Malczewski, Chełmoński, Szekspir, Jan Kazimierz, Święty Antoni, Jan Potocki, Plato, Norwid… Nie zawahał się sięgnąć po temat siedmiu grzechów głównych, stąd: Gniew i Lenistwo, a także… Poezja Lechonia – to prawdziwa uczta dla ducha nie tylko dla tych, którzy kochają poetyckie słowo. Tomik warto mieć pod ręką. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu

Cytaty z książki Utwory wybrane

Więcej
Krzysztof Kamil Baczyński Utwory wybrane Zobacz więcej
Krzysztof Kamil Baczyński Utwory wybrane Zobacz więcej
Więcej