Dendrologia

Okładka książki Dendrologia autorstwa Włodzimierz Seneta
Okładka książki Dendrologia autorstwa Włodzimierz Seneta
Włodzimierz Seneta Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN flora i fauna
536 str. 8 godz. 56 min.
Kategoria:
flora i fauna
Format:
papier
Data wydania:
1973-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1973-01-01
Liczba stron:
536
Czas czytania
8 godz. 56 min.
Język:
polski
Wydanie I.
Średnia ocen
0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dendrologia w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dendrologia

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Dendrologia

Sortuj:
avatar
265
62

Na półkach:

Dla osób pragnących poznać szczegółowo morfologię roślin drzewiastych idealna!

Dla osób pragnących poznać szczegółowo morfologię roślin drzewiastych idealna!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
588
278

Na półkach:

idealna dla studentów kierunków przyrodniczych

idealna dla studentów kierunków przyrodniczych

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
701
513

Na półkach: , ,

Studia :3

Ok, to może coś o książce!

Zatem "Dendrologia" jak sam tytuł wskazuje jest książką o drzewach, głównie tych, które byłyby w stanie przeżyć w naszych warunkach klimatycznych. Przedstawia wygląd - od najmniejszej cząsteczki (liści, igieł, nasion, szyszek, owoców itp) do całego wyglądu rośliny, oprócz tego opisane są uwagi odnośnie wymagań glebowych i wszelkich innych.

Miłą rzeczą, którą spotkałam w tej książce jest wytłumaczenie nazw łacińskich na "ludzki", jako że jestem istotą nie związaną dotąd z łaciną (a szkoda!).

Dobra dla ogrodników, architektów krajobrazu i tym podobnych osobników, choć jeśli ktoś lubi te klimaty, to w zasadzie mógłby sobie czytnąć.

Niestety są to opisy głównie "czystych" gatunków, a więc odmian jest mało, bo i po co, skoro co roku są tysiące nowych?

Studia :3

Ok, to może coś o książce!

Zatem "Dendrologia" jak sam tytuł wskazuje jest książką o drzewach, głównie tych, które byłyby w stanie przeżyć w naszych warunkach klimatycznych. Przedstawia wygląd - od najmniejszej cząsteczki (liści, igieł, nasion, szyszek, owoców itp) do całego wyglądu rośliny, oprócz tego opisane są uwagi odnośnie wymagań glebowych i wszelkich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

140 użytkowników ma tytuł Dendrologia na półkach głównych
  • 92
  • 43
  • 5
33 użytkowników ma tytuł Dendrologia na półkach dodatkowych
  • 20
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Włodzimierz Seneta
Włodzimierz Seneta
doc. Włodzimierz Seneta - polski dendrolog. Pochodził z Zagłębia Dąbrowskiego. Absolwent SGGW (ogrodnictwo). Po zakończeniu studiów pozostał na swej macierzystej uczelni. Specjalista z zakresu botaniki leśnej i dendrologii. Był również hodowcą kaktusów. Autor lub współautor wielu publikacji, w tym również wydanych w formie książkowej, z których najbardziej znany jest akademicki podręcznik do nauki dendrologii, wydany po raz pierwszy w 1960 roku. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Wybrane publikacje książkowe: "Drzewoznawstwo" (Wyd. Ministerstwa Gospodarki Komunalnej, 1955),"Dendrologia" (pierwsze wydanie: PWN, 1960),"Sukulenty i inne kaktusy" (Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, 1969),"Miłorzęby (Ginkgo biloba L.) w Ogrodzie Botanicznym Uniwersytetu Warszawskiego i dziwne "owocowanie" jednego z nich" (z Janiną Adrearczyk, Wyd. Uniwersytetu Warszawskiego, 1991).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Dendrologia przeczytali również

J.R.R. Tolkien - Powiernik Pieśni Michał Błażejewski
J.R.R. Tolkien - Powiernik Pieśni
Michał Błażejewski
W 1993 roku pojawiła się w Polsce pierwsza biografia J.R.R. Tolkiena pt. "Powiernik pieśni" autorstwa Michała Błażejewskiego. I cóż... Jest to na pewno ciekawa, acz pozostawiająca wiele do życzenia i mocno już nieaktualna pozycja. Autor podzielił tę książeczkę na cztery główne rozdziały. W pierwszym, mocno skondensowanym - Powiernik Pieśni - przedstawia sylwetkę bohatera biografii. Drugi - Książki Tolkiena oraz czwarty - Książki o Tolkienie, to rozdziały mocno już nieaktualne, zważywszy na datę wydania. Najciekawsze treści zawierają się jednak w rozdziałach trzecim oraz piątym, tj. 'W poszukiwaniu klucza do Śródziemia' oraz niepozornie brzmiącym 'O pokarmach Śródziemia'. Jak widać kompozycja rozdziałów oraz ich zawartość jest dosyć specyficzna, dlatego czytając tę książkę ma się wrażenie mocnego oderwania od rzeczywistości. W rozdziałach, które zainteresowały mnie najbardziej, autor pochyla się nad subkreacją Śródziemia (jak w rozdziale 3.) oraz próbuje pobawić się formą i prześledzić losy... prowiantu w Śródziemiu (jak w rozdziale 5.). I jak rozdział trzeci dostarcza okrojonej wersji wiedzy rodem z innych o wiele pokaźniejszych dzieł (nad niektórymi pochylałam się ostatnimi czasy),bazując na powielanych i dość dobrze już znanych tezach, tak rozdział piąty, był - przynajmniej dla mnie - małym zaskoczeniem, bo Błażejewski pozwala sobie w nim na przemyślenia dotyczące choćby lembasów, które przyrównuje do "chleba życia", czy nawet "panis angelicus". I choć podczas czytania ma się wrażenie, że tok jego rozumowania jest zbyt daleko idący, to bardzo intrygujący wydaje się fakt, że w podobny sposób przedstawiono ten rodzaj elfickiego prowiantu w 15 rozdziale książki "The Peoples of Middle-Earth", który ukazał się w dwunastotomowym, nie wydanym w całości w Polsce, cyklu Historii Śródziemia. Co jeszcze bardziej ciekawe, data jego premiery w Wielkiej Brytanii to 1996 rok, więc 3lata po premierze "Powiernika pieśni" Błażejewskiego. Jak zatem daleko Polak posunął się w swoich rozważaniach, a na ile był z nimi zbieżny? Tego niestety nie wiem, bo nie miałam okazji czytać Historii Śródziemia. Mam jednak nadzieję, że one prędzej czy później zawitają w całości do naszego kraju i się tego dowiem. Podsumowując, "Powiernika pieśni" Wam raczej nie polecam, bo w stosunku do wszystkich publikacji, jakie dotąd wyszły, jest to bardzo uboga i niepozbawiona wad książeczka. Na pewno jest to jednak ciekawy akcent w kolekcji miłośnika Tolkiena i to chyba jedyny powód, z jakiego w ten tytuł można się świadomie zaopatrzyć.
magda_notonlyreads - awatar magda_notonlyreads
ocenił na64 lata temu
Rozpoznawanie roślin i zwierząt Ute E. Zimmer
Rozpoznawanie roślin i zwierząt
Ute E. Zimmer Alfred Handel Wilhelm Eisenreich
Książka „Rozpoznawanie roślin i zwierząt. Praktyczny przewodnik” nieodłącznie kojarzy mi się z czasem spędzonym na studiach. To właśnie wtedy potrzebowałem przewodnika do rozpoznawania roślin i zwierząt na zajęcia z zoologii i botaniki. Muszę przyznać, że ta książka naprawdę się do tego nadaje. Otrzymujemy tutaj obszerną, podręczną encyklopedię zwierząt i roślin występujących na terenie Polski. Jest to kompleksowe kompendium wiedzy, które obejmuje różnorodne grupy organizmów: grzyby, drzewa, krzewy, rośliny, owady, ryby, płazy, gady, ptaki i ssaki. To prawdziwa gratka dla każdego miłośnika przyrody, zarówno amatora, jak i profesjonalisty. Książka jest bogato ilustrowana, co w znaczący sposób ułatwia identyfikację. Dokładne i charakterystyczne zdjęcia pozwalają szybko zidentyfikować gatunek, co jest szczególnie ważne podczas zajęć terenowych. Oprócz tego, znajdziemy w niej wiele informacji takich jak systematyka wybranego organizmu oraz oznaczenia symbolami geograficznymi, co czyni ją nieocenionym narzędziem w pracy naukowej. Z własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że książka jest świetna w użyciu. Przydała mi się podczas zaliczeń zajęć terenowych. Wszystko jest przedstawione w sposób klarowny i przystępny, co sprawia, że jest łatwa w obsłudze nawet dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z botaniką czy zoologią. Szkoda, że w dobie cyfryzacji podobne egzemplarze będą powoli znikać. Mimo rosnącej popularności aplikacji i przewodników online, drukowane przewodniki mają swoje niezaprzeczalne zalety – brak konieczności dostępu do Internetu, możliwość bezpośredniego zaznaczania notatek oraz pewność co do autorytatywności zamieszczonych informacji. „Rozpoznawanie roślin i zwierząt. Praktyczny przewodnik” to doskonała książka, która powinna znaleźć się w bibliotece każdego pasjonata przyrody. Dzięki niej identyfikacja gatunków staje się prostsza i bardziej efektywna. Polecam ją każdemu, kto pragnie zgłębiać tajniki flory i fauny naszego kraju.
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na61 rok temu
My czyli jak być razem Tadeusz Niwiński
My czyli jak być razem
Tadeusz Niwiński
Najlepsza książka jaką w życiu przeczytałam na temat związków i późniejszych relacji w małżeństwie. Na jej podstawie zdiagnozowałam swoje błędy względem siebie samej i osób które zraniłam. Zmieniła moje spojrzenie na drugą osobę. Sama okładka jest zniechęcająca, ale treść naprawdę warto przeczytać. Najważniejsza jest szczera rozmowa w związku, o wszystkim, na tematy intymne, trudne i bolesne. Tylko dzięki zaufaniu zbudujemy coś wartościowego razem. Bez dialogu niczego nie będzie, a skupienie się wyłącznie na swoich popędach (czytaj. zaspokojenie seksualne) to droga donikąd. Seks to nie wszystko. Jeżeli będzie dla Was najważniejszy to znaczy że traktujecie drugą osobę jako przedmiot do zaspokojenia samego siebie. Nie warto kierować się emocjami (tymi negatywnymi) bo to one powodują niszczenie naszych relacji. "Emocje są wynikiem (najczęściej nieświadomego) przetwarzania informacji dot. sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Są rezultatem pracy naszego "zwierzęcego" (bez negatywnych konotacji) umysłu, genetycznie zapisanych w nim algorytmów". Tak więc w odróżnieniu od zwierząt mamy rozum i jesteśmy w stanie zapanować nad własnymi egoistycznymi popędami. Małżeństwo jest jak opoka, na której wiele można zbudować. To struktura na której możemy się wesprzeć, również jeśli chodzi o pokonywanie najrozmaitszych trudności życia. Małżeństwo jest olbrzymią szansą; wielkim potencjałem, który możemy świadomie budować, rozwijać i wykorzystywać przez całe życie. Małżeństwo to fundament, który buduje się całe życie i warto o niego walczyć. Wiele osób żyje w wolnych związkach, twierdzi że musi się wypróbować. Seks przed ślubem nie prowadzi do niczego dobrego, bo ludzie skupiają się nie na budowaniu relacji, poznawaniu siebie a zaspokajaniu popędów co jest chwilowe, ulotne. Dlaczego warto wyjść za mąż, przypieczętować to przysięgą formalnie? Sama przysięga małżeńska może w trudnych chwilach pomóc włożyć więcej wysiłku w reperowanie tego, co się zepsuło. Małżeństwo by było szczęśliwe musi być budowane i naprawiane wspólnie, obie strony muszą się starać. Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa - ona jest gwarancją sukcesu. Masz wątpliwości rozmawiaj z dziewczyną/chłopakiem, narzeczoną/narzeczonym, żoną/mężem i nie unoś się emocjami tylko myśl racjonalnie i próbuj wczuć się w sytuację drugiej osoby, postaw się na jej miejscu! Miłość to nie słowa a czyny. To książka nie tylko o związkach ale o motywacji, jak poczuć się wartościowym człowiekiem i jak pracować nad sobą. Polecam przeczytać, warto naprawdę!
Diana - awatar Diana
oceniła na1012 lat temu
Źródło twojej siły Prentice Mulford
Źródło twojej siły
Prentice Mulford
Po pierwszych stronach nieubłaganie towarzyszyła mi myśl: "Co za banał! Że niby afirmacje i pozytywne myślenie mają zapewnić nam wszechstronne powodzenie?!” Gdyby nie fakt, że myśli Mulforda nie są już pierwszej świeżości, stwierdziłabym, że jest to filozofia XXI wieku w najpłytszej postaci. Jednak jakże musiałam wstydzić się za siebie po konfrontacji ze stronami kolejnymi… Jak bardzo kajałam się z powodu przedwczesnego wywyższenia się ponad myśl Mulforda. Okazało się bowiem, że nobilituje on nie tylko afirmacje, ale i dziesiątki innych metod, form i dróg nie tylko do osiągnięcia celu (bo to to tylko przypieczętowałoby moje wrażenie czytania kapitalistycznego manifestu),ale do doświadczenia życia całkowitego, harmonijnego, pełnowartościowego. Z dzisiejszego punktu widzenia rozważania te mogą się wydać nieco naiwne tudzież zabawne – zwłaszcza w miejscach, gdzie autor próbuje przekonać wszystkich, że jedynym przeznaczeniem kobiety wcale nie musi być zmywanie garów; a zaznaczyć trzeba, że czyni to takim tonem, jakby odkrywał Amerykę i jakby nikt nie miał mu uwierzyć. Jednak cóż – wówczas rzeczywiście ją odkrywał, gdyż pisał to w czasach, gdy emancypacja kobiet dopiero pączkowała. W żaden sposób więc nie umniejsza to wartości jego rozmyślań. Na tym kończą się wytknięcia ewentualnych uchybień w trafianiu w gust współczesnego czytelnika. Chciałam być uczciwa i zacząć od złych wiadomości, by potem móc skupić się już tylko na wychwalaniu i ostatecznie zostawić wrażenie pozytywne. O ile afirmowanie wszystkiego mogło wydać się banalne i „zbyt współczesne”, o tyle idea skupienia wszystkich myśli i mięśni, całego umysłu i ciała na każdej wykonywanej czynności wcale nie jest już taka oczywista. Dajmy na to – buddyści dążą przecież właśnie do oddzielenia ducha od ciała, do zdystansowania jednego od drugiego. Metody inne, jednak cel jest ten sam – w buddyzmie odizolowanie umysłu/ducha od ciała ma wykształcić świadomość ich odrębności, aby ostatecznie mogły się wzajemnie dopełniać jako harmonizujące się przeciwwagi. U Mulforda również do harmonii mamy dążyć. Jednak nie poprzez skupienie na oddaleniu ducha od ciała (na medytacji),lecz wprost przeciwnie – poprzez koncentrację wszystkich cząstek siebie na tym samym; w jednym miejscu i w jednym czasie. Poprzez wysiłek każdej myśli i każdego mięśnia, włożony w aktualnie wykonywaną czynność. Myśliciel jest przekonany, że to właśnie oddzielanie ducha od ciała jest główną przyczyną nadmiernej eksploatacji życiowych sił, nadużywaniem ich źródła, a ostatecznie – niezrozumiałego przemęczenia i wygasania… Gdy robimy jedno, a myślimy o drugim, tracimy naszą główną siłę napędową. Umysł nie przekazuje swojemu ciału energii potrzebnej do efektywnego wykorzystania siły mięśni, natomiast ciału nie wystarcza sił do realizacji potrzeb umysłu, gdyż nie nadąża za jego intensywnym oddalaniem się. Oto główna myśl, którą wyniosłam z dzieła Mulforda. Jest ich więcej. Można ustosunkowywać się do nich różnorako. Jednak prowokują one do tego, by się do nich ustosunkowywać – już sam ten fakt neguje pierwotne wrażenie obcowania z banałem i (mam nadzieję) rekomenduje lekturę. Ja na pewno jeszcze do niej wrócę. Tymczasem idę pielęgnować źródło swojej siły... ;) Dziękuję za uwagę.
EwaWu - awatar EwaWu
ocenił na710 lat temu
Konsiliencja. Jedność wiedzy Edward O. Wilson
Konsiliencja. Jedność wiedzy
Edward O. Wilson
Nie za często mam aż tak skrajne przemyślenia po lekturze. Za niektóre fragmenty dałbym autorowi nagrodę za promowanie wiedzy i jej wyjątkowej skuteczności w opisie świata, za inne mógłbym się z nim pokłócić o zaprezentowane fundamentalne tezy. Z jednej strony pięknie opisał metodę nauk przyrodniczych i siłę redukcjonizmu, z drugiej naiwnie zapostulował, że neurobiologia i epigenetyka definitywnie odpowiedzą kiedyś na każde problemy nauk społecznych i humanistyki. Stąd "Konsiliencję. Jedność wiedzy" Edwarda O. Wilsona trudno jednoznacznie i spójnie ocenić. Ostatecznie za mylący uważam tytuł, bo książka poszukuje naturalistycznego (biologicznego) wytłumaczenia dla ludzkich aktywności kulturowych, co jest dalece czymś węższym, niż budowanie wiedzy metodami naukowymi. Jeśli chciałbym się odnieść do każdego świetnego i dyskusyjnego fragmentu książki, to powstałoby opowiadanie. Postaram się jedynie pozbierać kilka kluczowych tropów, by oddać całość złożoności wrażeń z lektury, głównie by pomóc innym czytelnikom w podjęciu decyzji, czy ostatecznie przeczytać książkę. "Konsiliencja" jest pewnym autorskim projektem Wilsona. Trudno więc nazwać ją książką popularnonaukową. Jest to raczej popularny w formie traktat o idei łączenia wszystkich dociekań w jeden biologiczny namysł. Autor dość odważnie (chyba nawet wbrew części własnego środowiska) wyjmuje redukcjonizm nauk ścisłych z chemii i fizyki, zakłada jego taką sama skuteczność w biologii, by ostatecznie rozkładać na prostsze złożone elementy bogactwa przedmiotu zainteresowań socjologów, antropologów, filozofów, teoretyków sztuki czy ekonomistów (czym zapewne nie zjednuje sobie sympatyków w tych grupach, o czym wielokrotnie wspomina). I tu jest mój pierwszy poważy zarzut do autora - PO CO TO ROBIĆ? Wilsonowi wystarczy świadomość, że sukces poszukiwania relacji przyczyna-skutek w naukach podstawowych da się zaszczepić w sferę aktywności społeczno-kulturowej ludzi. Według mnie, tak dla ustalenia uwagi, złożoność procesu odbioru sztuki potrzebuje do pewnego stopnia innego języka i analizy, niż złożoność termodynamiczna gazu o tyle, że nie da się zbudować powtarzalnego (laboratoryjnego) modelu, który prowadziłby do spójnych przewidywań. Przykład. Człowiek obserwuje obraz Petera Bruegela i mu się on podoba. Czemu? Może lubi Holandię, a może kolorystyka przemawia do niego, może nie przeszkadza mu hałas za oknem i akurat nie ma problemów gastrycznych. Co jest w tym jest przyczyną, co okolicznością? Mimo, że składowych tego artystycznego zjawiska jest bardzo dużo, to zdecydowanie większy konglomerat cząstek gazu w opisie fizycznym złożoności łatwiej poddaje się ścisłej operacyjności, bo w modelu termodynamicznym mamy dobrze opisaną jednostkę- konkretny atom. W odbiorze sztuki nie da się takich 'atomów kultury' zdefiniować. W naukach społecznych zapewnienie kontrolowanych warunków pozostawia wiele do życzenia (po części to nieredukowalny efekt natury tych badań). Mój powyższy zarzut nabiera mocy w miarę przechodzenia przez kolejne nauki - od fizyki po sztukę. Pytania o fundamenty świata fizycznego są z definicji 'odhumanizowane' i unikają jak ognia antropocentryzmu. Z kolei pytania społeczne mają zarówno jako podmiot i przedmiot zainteresowania człowieka. Oznacza to dużą zmianę jakościową. Wszelkie badania statystyczne na ludziach (jak ludzie widzą świat) nigdy nie osiągną poziomu przewidywalności przyszłości fizyczno-chemicznych badań statystycznych, bo te pierwsze mają u 'zarania zaszyte skażenie ludzkiej natury'. Zresztą Wilson naturę ludzką używa intensywnie, wręcz nadużywa, do swoich celów, choć nie definiuje tego pojęcia wystarczająco dobrze. W tych zagadnieniach akurat socjobiolog jest po prostu nadzwyczaj mętny. Ostatnio nagłośnione braki w powtarzalności kluczowych publikacji socjologii i psychologii pokazują opisany problem dość jaskrawie. Sama matematyka, nawet dobrze zaimplementowana, zdecydowanie częściej powinna w tych wynikach sugerować wniosek 'nie udało się wykryć', choć patologie 'punktozo-grantozy' sprawiają, że raczej postuluje się, że 'udało się wykazać'. Wraz z przechodzeniem: 'nauki ścisłe-nauki przyrodnicze-nauki społeczne-kultura i sztuka' rośnie liczba współwystępujących okoliczności wpływających na zjawisko, a nie tylko mnogość relacji przyczyna-skutek, co utrudnia dodatkowo opis. Tego rozróżnienia Wilson również chyba nie dostrzega. W bardziej detalicznej analizie tekstu mógłbym się odnieść zarówno bardziej szczegółowo do wspomnianych ogólnych negatywnych uwag, jak i mógłbym podać więcej detalicznych komentarzy do postawionych przez Wilsona tez. Z rzeczy, których autor nie poruszył, zabrakło mi skomentowanie języka, który inną rolę pełni chociażby w fizyce i historii sztuki. W humanistyce słowa często konstytuują byt, czego jak ognia unikają nauki ścisłe. W tych ostatnich najważniejszy jest operacyjny opis zjawiska wymodelowany poprzez jednoznaczne odniesienia, czego nie potrafi często (w sensie obiektywnym) język historii malarstwa. To wydaje mi się bardzo ważne, szczególnie że Wilson skandalicznie pominął matematyczność języka opisu redukcjonizmu (a redukcjonizm jest u niego synonimem konsiliencji). O zdumiewającej skuteczności języka matematyki nie ma niemal nic, choć na przykład o samym zjawisku kazirodztwa w kontekście relacji zwrotnych gen-kultura jest cały esej (str. 216-225). Kazirodztwo to bardzo poważne zjawisko i nie chodzi o jego umniejszanie. Problem jest w tym, że przy ogólnej dyskusji nad jednością wiedzy nie można nie pochylić się nad pytaniami o potrzebny stopień matematyczności języka. W ogólności, zabrakło mi pełniejszego przeanalizowania napięć redukcjonizm-holizm (i w konsekwencji, synteza-analiza). Zapewne w związku z zainteresowaniami, Wilson zaczyna 'intelektualną podróż' od biologii w kierunku kultury. Nauki ścisłe zaistniały u niego jedynie we wstępie jako wzorcowy opis metody naukowej, którą on rozszerzył w kierunku humanistyki. W konsekwencji ujął zaledwie jeden nieciągły we współczesnej nauce styk blokujący jedność wiedzy, skupiając się na dwoistości 'ciało-dusza'. Takich kłopotliwych miejsc jest jednak więcej. Równie istotne są chociażby 'materia nieożywiona-życie' czy 'matematyczna idea-realizacja ilościowa w rzeczywistym świecie'. Obie ‘powołują do życia’ poważne przeskoki nieciągłe w złożoności i zmuszają ludzi do używania nieco innych technik dochodzenia do prawdy naukowej. Co odnotowałem 'na plus'? Zapewne sama ogólna idea poszukiwania wspólnego języka - to bardzo ważna dyskusja, której brak w codziennym życiu naukowym doskwiera zwolennikom unifikacji. Wilson wielokrotnie podaje przykłady sporych niedoróbek nauk społecznych. Okopywanie się różnych grup badaczy w znanym sobie otoczeniu intelektualnym, gdzie wszyscy myślą podobnie, to grzech nauki. Zachowawczość i dominacja 'bezpiecznych tematów' w konsekwencji utrudniają debatę o globalnych problemach świata. W ostatnim rozdziale bardzo szeroko Wilson opisuje zbliżające się kłopoty demograficzne i klimatyczne (co dziś, po niemal ćwierćwieczu od wydania książki, jest nareszcie oczywiste dla większości) by pokazać, jak trudno w tych warunkach globalnych zagrożeń o jeden przekaz, po części z powodu przedmiotowych atomizacji nauki i naukowców. Bardzo dobrze przyjąłem analizę niepokojących zjawisk, które utrudniają postęp w naukach społecznych. W telegraficznym skrócie dodam tylko kilka bardzo wartościowych perełek. Koncepcja marzeń sennych (str. 95-97),wielopoziomowe badania nad percepcją barw (str. 200-204),syntetyczny i w punkt opis podstawowych problemów nauka społecznych (str. 227-231),bardzo trafna diagnoza religijnych potrzeb człowieka, które wbrew naukowym racjom nie przemijają str. 323-328). Już te kilka fragmentów wystarczają na rekomendację książki. Wilson rozprawia się z postmodernizmem i jego chorobliwym relatywizowaniem wszystkiego, oraz z hermeneutyką. W tym duchu zbudował swoisty manifest odrzucenia wątpliwych czy niewystarczających technik do uprawiania nauki (polecam syntezę na stronie 237). Sam lepiej bym tego nie ujął, choć oceniam to jako naszą naiwność i niepoprawną tęsknotę do jedności. Zgadzając się z jego pięknymi słowami (str. 332): "Większość ludzi sadzi - błędnie, jestem o tym głęboko przekonany - że nauki przyrodnicze mają niewiele wspólnego z ich dążeniami. Uważają, że humanistyka i nauki społeczne są niezależne od nauk przyrodniczych i mają o wiele większe znaczenie dla ludzkiego życia. W końcu, jeśli nie liczyć prawdziwych amatorów wiedzy naukowej, czy ktoś naprawdę chce znać definicję chromosomu albo rozumieć teorię chaosu?" wątpię w możliwość ich pełnego zmaterializowania się w umysłach wszystkich ludzi uprawiających naukę. Przyczyn jest wiele, a nie o wszystkich wspomniał Wilson. Najbanalniejsza, to ilość dostępnej wiedzy w funkcji czasu. Podobno John Milton przeczytał wszystkie książki, które były dostępne światu Zachodniemu w poł. XVII wieku, pod koniec XIX wieku Henri Poincaré był chyba ostatnim człowiekiem, który był w stanie śledzić postęp matematyki i fizyki, zaś Enrico Fermi pół wieku później miał być ostatnim, którzy ‘ogarniał’ fizykę teoretyczną i doświadczalną. Niewątpliwie taki opis szukający wspólnego języka nauk jest potrzebny, ale kto miałby się tym zająć? Perspektywa socjobiologiczna Wilsona skupia się na grożeniu palcem naukom społecznym, które niezbyt chętnie sięgają redukcyjnie do biologii. Ale, jak wspomniałem wcześniej, problem jest zdecydowanie szerszy. Nasza gatunkowa ograniczoność poznawcza, o której we wstępie autor ciekawie pisze, kładzie się rozlicznymi cieniami na każdym poziomie naukowej pracy. Przy takich okazjach bardzo wartościowe jest (mi przynajmniej daje kontekst odpowiedni) przypominanie sobie bardzo mocnej maksymy przypisywanej Einsteinowi (*): „Boga nie obchodzą nasze problemy matematyczne. On całkuje empirycznie.” (jeśli miałby to być Einstein, to na pewno nie chodziło o osobowego Boga, ale o przyrodę per se). Takiego brakującego kontekstu (zwrócenia się ku stronie bardziej ścisłej od biologii) daje jedna z nowszych książek Seana Carrolla (**),w której podobne tęsknoty zaprezentował autor z punktu widzenia fizyki. Wydaje mi się, że obie te pozycje świetnie się uzupełnią. „Konsiliencja” nie jest napisana lekkim językiem. Zapewne jej lektura powinna być jakoś studiowana na kierunkach humanistycznych. Treścią zaciekawi każdego, kto poszukuje interdyscyplinarności poznania. Środkowa część momentami nużyła, a pewne partie powtarzały istotę argumentacji, chyba niepotrzebnie. Mimo moich krytycznych uwag, uważam, że warto przeczytać, bo lektura aktywuje do stawiania pytań. Zasygnalizowany przez Wilsona program jest z jednej strony potrzebny, z drugiej wydaje się idyllicznie nierealny. Zapewne zmiana myślenia musi być inicjowana w cyklu szkolnym, bo przecież nie da się ‘zreformować’ uczonego z dorobkiem i to w wieku 50+. Poza tym takie nowe programy szkolne układają właśnie ludzie będący specjalistami (który nauczyciel muzyki chciałby prezentować uczniom na swoich lekcjach prawo Webera-Fechnera – fundamentalne dla rozumienia percepcji bodźców?) – i tak koło się zamyka. DOBRE – 7/10 ======== * W książce - „Einstein w cytatach. Pełne wydanie”, Wydawnictwo Poltex 2016, red. Alice Calaprice – tego nie znalazłem. ** „Nowa perspektywa. Pochodzenie życia, świadomości i wszechświata”, Sean Carroll, Prószyński i S-ka 2016
Carmel - awatar Carmel
ocenił na75 lat temu
Niebo. Poradnik użytkownika David Levy
Niebo. Poradnik użytkownika
David Levy
Przeczytana wiele, wiele razy, choć niekoniecznie od deski do deski, raczej fragmentami... Od dnia, w którym ją dostałam (a miałam wówczas około siedmiu lat) spędziłam nad nią wiele godzin, pochłaniając zawarte tam treści z wypiekami na twarzy... Z samym egzemplarzem związana jest zresztą ciekawa historia z mojego dzieciństwa :) Otóż kiedy rodzice kupili mi tę książkę, spędzała u nas wakacje moja kuzynka. Gdy dorwałam pachnący wolumin w swoje małe łapki, zapomniałam o Bożym świecie, z Gośką włącznie. To był błąd, bo siostrzyczka postanowiła dobitnie przypomnieć mi o swojej obecności... Wyrwała mi zdobycz z rąk, pobiegła na piętro i zrzuciła ją ze schodów ;) Po części do dziś mam ochotę jej za to przyłożyć (książka wygląda jak dziecko wojny),jednak wspominam ten epizod z uśmiechem :) Och, ależ się rozpisałam nie na temat. A więc: książka jest cudowna. Uwielbiam styl prowadzenia narracji przez pana Levy'ego. Ma tak lekkie pióro, tak wspaniałe poczucie humoru i tak niesamowitą pamięć! W treść wplótł szereg anegdotek z życia tych bardziej sławnych, tych mniej sławnych i tych zupełnie nieznanych, którzy dołożyli cegiełkę od siebie w dziedzinie astronomii, wspomina też wiele wydarzeń ze swojego życia. Przekrojowo opowiada o wszystkim, co może zainteresować miłośnika astronomii (i nie tylko): gwiazdach (tych 'zwyczajnych', tych zmiennych, tych podwójnych, tych spadających...),planetach i planetoidach, odkryciach i przełomach, zjawiskach, rekordach, kometach, księżycach... A to zaledwie wycinek tego, o czym David pisze. Oczywiście, trzeba wziąć poprawkę, że książka została wydana w Polsce przed kilkunastu laty (a napisana początkiem lat 90-tych),więc wiele informacji jest już nieaktualnych. Zwłaszcza że astronomia, jak każda nauka, wciąż dynamicznie się rozwija. Nieszczególnie interesujące były dla mnie kwestie techniczne, np. doboru sprzętu lub samodzielnej budowy teleskopu, niemniej jednak dla innych czytelników mogą one okazać się istotne. Oprócz suchego tekstu znajdziemy tam czarno-białe fotografie, rysunki, mapki nieba, wzory różnego rodzaju kwestionariuszy obserwacji i nie tylko, a także szereg książkowych i internetowych źródeł, do których możemy sięgnąć, żeby poszerzyć swoją wiedzę. Książka dla każdego, kto choć trochę interesuje się astronomią. Całym sercem kocham i polecam :)
isabelle142 - awatar isabelle142
ocenił na911 lat temu

Cytaty z książki Dendrologia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dendrologia