Frieren. U kresu drogi #14

Okładka książki Frieren. U kresu drogi #14 autora Tsukasa Abe, Kanehito Yamada, 9788382578256
Okładka książki Frieren. U kresu drogi #14
Kanehito YamadaTsukasa Abe Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Frieren. U kresu drogi (tom 14) komiksy
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Frieren. U kresu drogi (tom 14)
Tytuł oryginału:
Sousou no Frieren
Data wydania:
2025-09-26
Data 1. wyd. pol.:
2025-09-26
Język:
polski
ISBN:
9788382578256
Tłumacz:
Martyna Zdonek
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Frieren. U kresu drogi #14 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Frieren. U kresu drogi #14

Średnia ocen
8,0 / 10
30 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Frieren. U kresu drogi #14

avatar
1096
820

Na półkach: , ,

Cała akcja rozgrywa się w stolicy Imperium, gdzie drużyna już na całego wkręca się w rozgrywki pomiędzy obrońcami a skrytobójcami polującymi na Lady Serie. Po której stronie stoją specjalne jednostki magiczne armii Imperium?
Czy dowiemy się tego już w tym tomie?
Na pewno będziemy mieć do czynienia z namierzaniem na odległość i ze spotkaniem z dawnym znajomym.
Moja ocena 6,5 gwiazdki.

Cała akcja rozgrywa się w stolicy Imperium, gdzie drużyna już na całego wkręca się w rozgrywki pomiędzy obrońcami a skrytobójcami polującymi na Lady Serie. Po której stronie stoją specjalne jednostki magiczne armii Imperium?
Czy dowiemy się tego już w tym tomie?
Na pewno będziemy mieć do czynienia z namierzaniem na odległość i ze spotkaniem z dawnym znajomym.
Moja ocena 6,5...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
670
670

Na półkach: ,

Poprawny tomik, który kontynuuje wydarzenia w stolicy. Jednocześnie na scenę wysuwają się główni aktorzy i powraca jeden z ważniejszych bohaterów. Całość dobrze się czytało, choć manga nie porywa w podobny sposób, co anime.

Poprawny tomik, który kontynuuje wydarzenia w stolicy. Jednocześnie na scenę wysuwają się główni aktorzy i powraca jeden z ważniejszych bohaterów. Całość dobrze się czytało, choć manga nie porywa w podobny sposób, co anime.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1315
411

Na półkach:

Podobnie jak w poprzednich tomach, bardzo dobrze opowiedziana historia. Szkoda tylko, że dogoniliśmy oryginalne wydanie i teraz trzeba będzie czekać dłużej na kolejne tomy.

Podobnie jak w poprzednich tomach, bardzo dobrze opowiedziana historia. Szkoda tylko, że dogoniliśmy oryginalne wydanie i teraz trzeba będzie czekać dłużej na kolejne tomy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

68 użytkowników ma tytuł Frieren. U kresu drogi #14 na półkach głównych
  • 48
  • 20
38 użytkowników ma tytuł Frieren. U kresu drogi #14 na półkach dodatkowych
  • 16
  • 9
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Frieren. U kresu drogi #13 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Ocena 7,7
Frieren. U kresu drogi #13 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Okładka książki Frieren. U kresu drogi #12 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Ocena 8,1
Frieren. U kresu drogi #12 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Okładka książki Frieren. U kresu drogi #11 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Ocena 8,3
Frieren. U kresu drogi #11 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Okładka książki Frieren. U kresu drogi #10 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Ocena 8,4
Frieren. U kresu drogi #10 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Okładka książki Frieren. U kresu drogi #9 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Ocena 8,2
Frieren. U kresu drogi #9 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Okładka książki Frieren. U kresu drogi #8 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Ocena 8,0
Frieren. U kresu drogi #8 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Okładka książki Frieren. U kresu drogi #7 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada
Ocena 8,1
Frieren. U kresu drogi #7 Tsukasa Abe, Kanehito Yamada

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Solo Leveling (Tom 7) Chugong
Solo Leveling (Tom 7)
Chugong Sung-rak Jang
„Solo Leveling”, tom 7 – Chugong, Sung-rak Jang Streszczenie i podsumowanie: Siódmy tom Solo Leveling ponownie zaskakuje czytelnika i udowadnia, że historia Sung Jin-Woo wciąż potrafi trzymać w napięciu. Największym punktem tomu jest starcie z niespodziewanie potężnym bossem, z którym nie potrafi poradzić sobie nawet piątka doświadczonych i uznanych łowców. Na tym tle Jin-Woo prezentuje zupełnie nowy poziom swojej mocy. Jego siła nie tylko przewyższa pozostałych, ale wręcz zmienia układ sił w walce. Jednocześnie bohater staje przed wewnętrznym konfliktem — z jednej strony pragnie żyć własnym życiem, blisko swojej rodziny, z drugiej jednak czuje potrzebę niesienia pomocy innym. To rozdarcie sprawia, że jego decyzje stają się coraz bardziej niejednoznaczne. Szczególnie interesujące jest to, że Jin-Woo nie wkracza do walki od razu. Przez długi moment obserwuje sytuację, jakby celowo czekał na odpowiedni moment, by ujawnić swoją prawdziwą potęgę. To buduje napięcie i sprawia, że czytelnik zaczyna zadawać sobie pytanie, czy jego pomoc wynika jeszcze z empatii, czy już z chłodnej kalkulacji. W tym tomie granica między bohaterem a kimś stojącym ponad innymi zaczyna się coraz bardziej zacierać. Także tutaj mamy jednocześnie zakończenie sezonu w anime oraz rozpoczęcie nowego, który – według zapowiedzi – ma ukazać się dopiero w 2028 roku. Dlatego cieszę się, że mogę szybciej poznać dalsze wydarzenia, czytając manhwę. Ocena: 10/10 Zapraszam na IG @brokenlibrarian
BrokenLilbrarian - awatar BrokenLilbrarian
ocenił na103 miesiące temu
Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 4 Ryoko Kui
Dungeon Meshi - Lochy i smakołyki tom 4
Ryoko Kui
Dungeon Meshi. Lisioły i smakołyki. Tom 4. . Drużyna Laoisa w końcu dotarła do miasta w lochu, z którego orkowie uciekli w popłochu. Ten fakt nie napawa optymizmem, dlatego Lisioł od razu zgłodniał i zażądał posiłku godnego podniebienia jego Wielkiej Lisiołkowatości. Podano kotlety zagrzewające do walki - ewidentnie coś się szykuje!. . Jako mistrz taktycznych odwrotów, Lisioł prowadził w ucieczce przed wielkim czerwonym smokiem. Wielki to zbyt mało piśnięte, gargantuiczny pasuje znacznie lepiej. Dobrze, że miasto ma normalne uliczki, to bydle nieco ma problemy z braniem zakrętów na ręcznym. Z drugiej strony zianie ogniem w ciasnej przestrzeni nie wróży nic dobrego drużynie. Zwłaszcza jeśli Laois ma plan, a Marcille się z nim zgadza! Czy uda się wyjść w jednym nieprzypieczonym kawałku z tej kabały? Nie ma wyjścia. Smoka trzeba zabić, żeby w jego trzewiach poszukać Falin, o ile jeszcze jej nie strawił! . W tym tomie jest energicznie i dramatycznie, niczym na rollercosterze. Nawet Marcille pokazuje się nam z zupełnie innej strony, niż normalnie *mroczne szepty*. Lisioł Wam radzi od serca, że lepiej jej teraz nie wkurzać... . Dzięki fragmentom z Namari i jej nową drużyną, można się sporo dowiedzieć o funkcjonowaniu miejscowej gospodarki opartej o loch. W końcu poszukiwacze przygód to niezły biznes, ale czy chodzi tylko o kasę? Oczywiście, że nie! Loch ma unikatową właściwość wiązania duszy z ciałem, tak, że po śmierci da się kogoś wskrzesić, a to oznacza..... nieśmiertelność! Oczywiście, że tego wszyscy poszukują, zwłaszcza władca, nieduży doradca i szurnięte elfy. Witamy w serii „Delicious in Dungeon” autorstwa Ryoko Kui.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na72 miesiące temu
Nausicaä z Doliny Wiatru #1 Hayao Miyazaki
Nausicaä z Doliny Wiatru #1
Hayao Miyazaki
"Nausicaa z Doliny Wiatru" w kwestii budowy Uniwersum/MetaVersum Ghibli, to pierwsze pełnometrażowe anime tego japońskiego Studia Animacji. Premiera obrazu miała miejsce w 1984 roku, i jak na standardy techniczne kreowania rzeczywistości animacji tamtego okresu, film anime Hayao Miyazakiego - jeśli ktoś z Was śledzi kreskówki czy bajkowe pełnometrażówki produkowane przeszło 30 lat temu na pewno pochwycił pewne aspekty kreślenia grafik tamtego okresu - spełnia oczekiwania, wręcz wychodzi poza ich obręb, nadając animowanym przygodom Nausicii tę specyfikę w barwie, linii i konturach, wypełnieniach: coś bardzo znaczącego i kunsztownego. "Ghibli" to już Studio legenda. Tworzenie animacji z motywem pro-ekologicznym, i wydźwiękiem dramatyczno-emocjonalnym w tej naturze, to specjalność wytwórni. Życie w zgodzie z naturą, jako motyw fabularny dzieł Hayao Miyazakiego, przejawia się w każdej z jego animacji - przynajmniej w Kanonie tych najbardziej znanych i poważanych. Możliwe, że jego animacje zyskują przez to bardziej baśniowo-familijny rozdźwięk, odbiór, poważanie. Czymś takim jest, właśnie "Nausicaa z Doliny Wiatru" sprzed ponad 40 lat; mówiąc łopatologicznie, jest to opowieść do obejrzenia raz na ileś lat, i to w gronie rodzinnym, w odpowiedniej atmosferze, w cieple relacji, przy kominku, kawce i dobrym pierniku do tego. Nie dość że ,,Nausica... " jest pierwszym filmem z dorobku Miyazakiego (ale tak naprawdę nie pierwszym w historii działalności Studia Ghibli, z którego słynie ,,Pan M”),to z mojej opinii wyrasta do rangi jednego z najlepszych od tego artysty. A dlaczego? Łopatologia stosowana, moje doświadczenie z animacją i czysta szczerość geeka każą mi odpowiedzieć: kapitalna miękka i plastyczna, ale i bogata ,,kreska". Pro-ekologiczna wymowa? No a czemu by nie! Ale co istotne: w tej wymowie znalazło się trochę emocji, dramatycznej narracji, no i coś z potężnego zewu przygód. No a jakże, dobra moja, dobra nasza, to nader piękny tytuł, którego pierwsze ,,oglądnięcie” w odpowiednim klimacie i w towarzystwie zaliczyłem przeszło 3 lata temu. Nie ukrywam więc: szykuje się chyba drugi seans z mojej strony; serducho i topka dla ,,Nausicii” wciąż biją, wciąż stare dobre Ghibli do mnie przemawia, no i o to chodzi! Nie inaczej, Studio Ghibli i Miyazaki mają ten swój styl i sposób na tworzenie zapadających w pamięć animacji. Ta zgodna z naturą, proekologiczna, sentymentalna wymowa produkcji z tego Uniwersum, faktycznie, może wydawać się, że ,,gdzieś ja już to widziałem, kruci, tylko gdzie?", że Hayao Miyazaki i jego ekipa mają tendencję do robienia swoich produkcji pod określony ,,klucz", pod określony ,,wydźwięk" i odbiór dzieła. Ale to jest jednak Ghibli; to Studio ma to coś, tą oryginalność, tą zjawiskowość w każdy możliwy do ujęcia sposób, że jak widzisz kadr z jakiejkolwiek animacji ich ręki, wiesz że to... jest autorstwa artystów tej marki, tego cholernie dobrego Studia. Bez bicia się przyznam, w czystej szczerości: produkcje tej marki mają ten nostalgiczny, ciepły wydźwięk ,,powrotu człowieka z wielkich miast do natury!", tą koegzystencję człowieka jako gatunku w sposób pierwotnie mu przeznaczony, czyli tak, jak mówi to matka natura. I w ten właśnie sposób tego rodzaju ,,rozkminy” fana zaprowadziły mnie do sięgnięcia po lekturę (czego nie wiedziałem, że istnieje w ogóle komiks, który dla ,,Nauscii…” w wersji filmu był pierwowzorem) tego Uniwersum w wersji mangi. I żeby było jeszcze dziwniej: autorem i artystą opracowującym tom 1, który to niniejszym omawiam i recenzuję jest sam wielki Hayao Miyazaki. I czy może być jeszcze piękniej: akurat tego rodzaju komiks kupiony, przeczytany i omawiany, i to przed drugim już seansem jego adaptacji?! No raczej nie: geekowska kraina mlekiem i miodem płynąca, skąpana w szczerym złocie i w ogóle samym oddaniu autora do swojej wizji i do tego, co chce przekazać fanom. Subiektywnie to ujmując: miałem szczęście, że natrafiłem na tak oryginalną, tak nietypową mangę jak ów pilot z serii komiksowej o ,,Nausice…”. W ,,stworzeniach lasu i natury", w tej swojej ,,pro-ekologii” i intymnej relacji istoty ludzkiej z ekosystem Ziemi, które tak śmiało i odważnie zaprezentował nam Hayao Miyazaki, zarówno w filmie o Nausice jak i mandze, od której chyba wszystko co z Ghiblii jest związane się zaczęło… sądzę, może nie aż tak wyraźnie, bo zależy to od intymnego, osobistego odbioru wydźwięku filmowej wersji tworu i jego mangi, przebija się obraz każdego z nas, każdego z tych ,,maluczkich i pysznych" ludków, korporacyjnych szczurów, bezdusznych humanoidów, pędzących ku posiadaniu więcej i więcej w tej współczesnej konsumpcyjnej Cywilizacji, i to pędzących na złamanie karku, jakby ,,każdy miał się zesrać, i każdemu było wszystkiego mało!". Z drugiej strony w samym obrazie natury, cóż, nasz Mistrz wtłoczył też trochę kontrastu, ukazując to jak powinna wyglądać jej zrównoważona strona, na zasadzie zdrowej relacji natury: jej symbiozy z człowiekiem. Mówi się, że "Księżniczka Mononoke" z 1997 roku to największe dzieło z całego dorobku artystycznego pana Miyazakiego, jednak… po przeczytaniu tej nietypowo zbudowanej (co jest delikatnie z mojej prywatnej perspektywy na minus – opasła objętość tej mangi zaburza odpowiedni odbiór całości) narracji graficznej Pana M, doszedłem do nieco innego wniosku: to ,,Twór przez wielkie T”, jakim jest ,,Nausica z Dolony Wiatru” w dwóch formach medium stanowi to największe coś tego artysty, to jego ,,wręcz wyśnione” Opus Magnum. I żadne, podkreślam, żadne słowa nie opiszą tego, jak wspaniały, baśniowy, wręcz tą baśnią eksplodujący, jawi się nam świat wykreowany w tomie pierwszym ,,Nausici”. Mimo iż jest to klasyczny przykład czarno-biało-szarawej treści komiksowej dla mangi, to czapki z głów dla twórcy za to: jak ta przestrzeń, ten Świat, ta Natura – jak wszystko to jest ekspresyjne i romantyczne, jak pięknie nakreślone samą szatą rysunkową. A w tej naturze ,,pióra i ołówka maestro Studia Ghibli" cudownie odnajdują się główne postacie mangi: księżniczka i pozostałe sylwetki, co między innymi sprzyja tematyce ,,proekologicznej" i tego rodzaju wydźwiękowi swych prac, które Miyazaki zaczął od tego momentu (wraz ze swoim Studiem i innym twórcami/kreatorami Światów Studia),przez kolejne 40 lat, przy czym on wciąż to robi i robi!, tworzyć. Nausicaä z Doliny Wiatru" jest ponadczasowym, poruszającym pełnometrażowym anime, ale taka też jest startująca z tomem pierwszym manga – przynajmniej tak to wygląda przy tych około 130 stronach, skromnie nakreślonych fizycznie, ale w sposób w miarę dobrze zorganizowanych i przez ,,Pana M” wykorzystanych. Znalazło się tu wszystko to co powinno się znaleźć w kwestii przekazu/wizji mangaki: w rodzaju ,,konieczności współodczuwania z naturą, którą, gdy my ludzie nic nie zrobimy… prędko możemy utracić”. Wartościowe treści, wartościowe anime oraz sama manga. Osobiście jestem zdania, że warto pamiętać takie tytuły, takie komiksy jak ten i taki film… na całe swoje życie. Jak widać, Ghibli i Miyazaki są niezwykli. Opowiadają się sami; ta firma, ten wybitny człowiek mają dar, który wykorzystywany jest kapitalnie przez ponad 40 lat. Czy mógłbym wymienić choć troszku z wad owej recenzowanej mangi? No bo przecież – o czym lekko napomknąłem wyżej – ta historia, a zwłaszcza to wydanie i jego fizyczność, cóż, mają swoje ,,ujmy” dla wartości i przekazu ,,Nausicii…” . Ghbili i Hayao są specyficzni – i chyba przez tą jakby bardziej kwadratową, podręcznikową, klockowatą budowę komiksu ,,Pan M” chciał przekazać jak bardzo jest wyjątkowy, jak ceni sobie autentyczność i oryginalność. Po prostu jest to ktoś kto uwielbia przekraczać progi własny granic, ale i czerpać z tworów popkultury, jak w dziele o Nausice, gdzie mamy nawiązania do Władcy Pierścieni, Gwiezdnych Wojen i innych Uniwersów. Z mojej perspektywy chyba dobrze się stało, że urodziłem się w tym a tym roku, w tym a tym okresie, że dzięki temu tak a nie inaczej mogę spojrzeć na to, co daje nam Ghibli czy mangi Miyazakiego i późniejsze ich adaptacje. ,,Nausica z Doliny Wiatru” równa się baśń i ponadczasowość, równa się pociąg do przeszłości, do bajecznej nostalgii. Nausica jako manga jest nawet magiczna, ba!, nawet (podsumowując to co nieco nakreśliłem wcześniej) jako fizyczne wydanie… mimo swych ,,objętościowych” wad. To przykład niezwykłej płodności artystycznej Miyazakiego, co jak sami wiemy przekłada się na to, co spotkało nas przez 40 lat pracy Ghibli, dla nas przez multum chwil tej przygody i doświadczania dzieł marki. Damn it! A sam rysunek jest kreślony nietypowo kolorystycznie, co jeszcze bardziej utożsamia nas z nostalgią do natury, z perspektywy wizji artysty. Posłowie i omówienie częściowo mangi, ale głównie samego filmu na końcu wydania, także ta mapka Uniwersum Nausici – również jest to kapitalnie przemyślany element fizyczny, bez względu na to, czy to mangaka dodawał tą mapkę czy nie. I tak, tom 1 daje czytającemu takiego potężnego sierpowego, i to łopatą przez łeb, poprawiając dodatkowo potężnym obuchem, żeby ktoś kto z tym obcuje mógł się otrząsnąć z tego jakie to było dobre. No, a było!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na91 miesiąc temu

Cytaty z książki Frieren. U kresu drogi #14

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Frieren. U kresu drogi #14