Koanai. Ostatnia legenda

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2025-08-27
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-08-27
- Liczba stron:
- 476
- Czas czytania
- 7 godz. 56 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788384063118
Witajcie na Tia Nari, wyspie polożonej na grzbiecie ogromnego konia.
Mówi się, że trzeba być trochę szalonym, by tu mieszkać. Ramin jest przekonany, że właśnie tak jest – o niczym nie marzy bardziej niż o wyprowadzce i podjęciu studiów medycznych gdzieś bardzo daleko. To i tak nigdy nie był jego dom. Zanim jednak zarobi na studenckie życie, pewnie straci resztę wiary w siebie i świat, który zdaje się mieć dla niego w ofercie tylko śmieciowe prace i frustrację. Zatrudnienie w stadninie Khanów – choć Ramin nie przepada za końmi – pewnie nie zmieni jego ponurego losu, bo czemu miałoby?
Maika’i, przemierzający wyspę na mechanicznym rumaku, wyczuwający magiczne prądy i układający się dopiero z własną tożsamością, trzyma się optymizmu, jak tylko może, choć nie jest łatwo – los rzuca mu pod nogi coraz to nowe wyzwania, a każde trudniejsze od poprzedniego. Stadnina Khanów to tylko kolejny etap jego niezwykłej wędrówki.
Na wyspie tętniącej barwnym życiem i magią nie brak zwyczajnych życiowych trudności – trzeba zmierzyć się z dorosłością, czy się tego chce, czy nie. Znajdą się też jednak wyzwania zdecydowanie nadzwyczajne. Bo komuś przyjdzie ratować świat na końskim grzbiecie. Ciekawe komu?
Kup Koanai. Ostatnia legenda w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Koanai. Ostatnia legenda
Poznaj innych czytelników
230 użytkowników ma tytuł Koanai. Ostatnia legenda na półkach głównych- Przeczytane 128
- Chcę przeczytać 97
- Teraz czytam 5
- Posiadam 25
- 2025 19
- Audiobook 7
- Fantastyka 5
- 2026 4
- Fantasy 3
- Przeczytane 2025 3
Tagi i tematy do książki Koanai. Ostatnia legenda
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Koanai. Ostatnia legenda
Mówi się, że trzeba być trochę szalonym, by mieszkać na Tia Nari, wyspie niesionej na grzbiecie konia. Tak przynajmniej mówiła legenda – jed...
RozwińOdprowadziła wzrokiem pracowników, którzy wzięli rumaki za uzdy i skierowali je ku stajniom, by pozwolić im na zasłużony odpoczynek. Jutro z...
Rozwiń



































OPINIE i DYSKUSJE o książce Koanai. Ostatnia legenda
duży plus za podejście autorki do kwestii kulturowych, kupiła mnie samym wstępem opisującym sposób jej pracy nad historią. do tego miło było w końcu poczytać tekst, w którym terminologia świata jeździeckiego jest używana poprawnie!! bardzo podobał mi się pomysł osadzenia historii w kulturze inspirowanej Hawajami
duży plus za podejście autorki do kwestii kulturowych, kupiła mnie samym wstępem opisującym sposób jej pracy nad historią. do tego miło było w końcu poczytać tekst, w którym terminologia świata jeździeckiego jest używana poprawnie!! bardzo podobał mi się pomysł osadzenia historii w kulturze inspirowanej Hawajami
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako była zapalona "koniara" i osoba lubiąca “Necroveta” byłam podekscytowana na tę lekturę. Oczekiwałam komfortowej książki z końmi, magią, misją i fajnymi bohaterami... Zamiast tego dostałam książkę wręcz agresywnie dydaktyczną, w której trochę nie wiadomo o co chodzi... “Koanai” ma w sobie elementy, które w serii “Necrovet” najbardziej mnie odpychały, pomnożone razy sto - pouczenia, prywatne opinie autorki, jej skompresowana irytacja i wściekłość na traktowanie zwierząt i środowiska (tutaj koni oraz wyspy) oraz na kolonializm.
Świat, a właściwie jego zamysł był najlepszym elementem tej książki. Pomysł był fajny - wyspa, magiczne konie, legendy i misja, która spada na barki dość przypadkowych i obcych sobie ludzi. Mamy tu mity i historię wyspy, magiczne konie i samą magię, która przenika ziemię, i z którą niektórzy potrafią się porozumiewać. Mamy różne rodzaje koni, ich stada i charaktery... I to jest tutaj ciekawe, choć może to brzmieć nieco tandetnie - cztery końskie stada, na których czele stoją magiczne rumaki, niczym cztery podgatunki elfickie, które różnią tylko kolory włosów (tu: sierści) i pojedyncze cechy wyglądu.
Niestety akcja zostawia naprawdę wiele do życzenia. W tej książce dzieje się wszystko i nic. Mamy mnóstwo scen, które niewiele właściwie wnoszą (chociażby to przerzucanie się “słabymi wydarzeniami z życia”, czy wycieczka krajoznawcza i opowiadanie o ptakach),powtarzanie kilkukrotnie historii Pyła (jednego z wybranych koni),przywoływanie rodziców Ramina i Maika'ia (którzy w tym tomie nie grają praktycznie żadnej roli),a także wiele takich, które powinny coś zmienić... a które nie zmieniają nic i nie dają żadnych informacji, nawet samym postaciom. Dodatkowo... Tragiczna przeszłość Maika'ia jest przedstawiona w taki sposób, że nie potrafiłam poczuć nawet krztyny współczucia względem chłopaka. Można ją przedstawić jako "miałem za dzieciaka psiaka, no ale nie przypilnowałem go, coś zjadł, umarł, a ja noszę w sobie poczucie winy do dzisiaj" (tutaj nie chodzi o psiaka). I oczywiście, jest to tragiczne wydarzenie, jak najbardziej może zostawić wielką bliznę na psychice, ale tego rodzaju przedstawienie nie wzbudzi w części czytelników emocji, bo nie poznaliśmy tego zwierzaka wcześniej i nie zdołaliśmy zbudować z nim jakiejkolwiek więzi.
Coś co mnie bardzo bolało podczas lektury... Od początku do końca, “wybrańcy” nie wiedzą, o co będą walczyć, co mają robić i po co w ogóle zostali wybrani (a także w przypadku jednego z chłopaków - na co się zdecydowali, godząc się ze swoim "przeznaczeniem"). Mogę zrozumieć ten zabieg - skąd oni mają wiedzieć, czego od nich chce przeznaczenie i tak dalej, ale wtedy samo poszukiwanie odpowiedzi powinno być ciekawe. Powinniśmy chcieć odkryć ten cel razem z postaciami lub chociaż wciągnąć się w próby odkrycia go, a tutaj może do tego nie dojść, bo sprzątanie jeziorka i eskapady w nocy do lasu, które nie zmieniają nic oprócz objętości książki, nie są ekscytującymi scenami akcji, które mogłyby nas wciągnąć.
Coś, co można nazwać jakąkolwiek akcją, dzieje się dopiero na kilkunastu ostatnich stronach - wtedy bohaterowie muszą zakasać rękawy i zrobić coś, co nie będzie pójściem do baru, posprzątaniem po koniach, czy wycieczką krajoznawczą. A i tak nazwanie tego fabułą, to za wiele powiedziane - po prostu bohaterowie decydują się robić to samo, co dotychczas, ale najpierw w ruchu, a następnie (domyślnie) w innym miejscu, z innymi ludźmi.
“Koanai. Ostatnia legenda” jest trochę jak bajka, która ma na celu wbicie jakichś zasad do głowy czytelnika, lub wstęp do historii, który nie powinien być książką samą w sobie. Bo jednocześnie mamy mnóstwo informacji wepchniętych na te kilkaset stron i okruchy fabuły wplecione pomiędzy długie legendy, a opinie autorki. To nie jest high fantasy, więc nie mamy całych systemów magicznych, światów i ras do przedstawienia czytelnikowi - jest tu tylko trochę historii i legend, ale jest to przedstawione w sposób przytłaczający, jakbyśmy czytali stronę na Wikipedii na temat, o którym dotychczas nic nie wiedzieliśmy.
Strasznie się zawiodłam na tej książce... Jest ona tym, czego nie lubiłam w “Necrovecie” - opiniami i poglądami autorki, przekazanymi w bardzo ostry sposób pod płaszczykiem magii i historii, niby niezwiązanej z realnym światem (wystarczy jednak śledzić social media autorki lub ogółem aktualne informacje ze świata, żeby rozszyfrować lokalizacje i nawiązania). Ponadto, autorka zakłada, że każdy czytający jest ekspertem od koni, wyścigów i dawnych metod treningowych, bo w książce jest wiele określeń, które nie są powszechnie znane i używane, a których tłumaczeń, czy wyjaśnień na próżno tu szukać (jest jedna scena, w której dosłownie jedna z postaci mówi o "nieznajomości pojęć X, Y, Z..." po czym nie znajdziemy ich wyjaśnień w tej książce, a można to było łatwo zmienić! przecież Ramin, jeden z głównych bohaterów jest żółtodziobem w kwestii opieki nad końmi i jeździectwa).
Ta książka brzmi, jakby była przeznaczona niemalże tylko do fanów koni i doświadczonych jeźdźców, ale z drugiej strony... strasznie najeżdża na ten konkretny rodzaj potencjalnego odbiorcy.
Nie wiem, czy ta książka ma w sobie coś więcej, oprócz ciekawego pomysłu i ostrych pouczeń autorki. A poucza ona wszystkich, którzy mają cokolwiek wspólnego z końmi.
Społeczność “koniarska” bywa toksyczna i ta książka jest poniekąd tego przejawem. Autorka pisze jak starsza stażem “koniara” może odzywać się wobec kogoś świeżego w jeździectwie - z naciskiem, z wyższością, może nawet pogardą. Przywodzi mi to na myśl moje własne doświadczenia, które spotkały także wiele młodych osób, wkraczających dopiero w świat jeździectwa. Wchodzisz do tej książki jak do stajni, na swoją pierwszą jazdę tam, lub w ogóle. Każdy twój ruch jest oceniany, każdy twój błąd i każda twoja nieporadna próba. Możesz być nawet doświadczonym jeźdźcem, osobą traktującą konie jak swoich najlepszych przyjaciół, ale znajdzie się jakaś osoba, która będzie pewniejsza od ciebie - właśnie jak Joanna W. Gajzler - i na ciebie naskoczy. Może nie otwarcie, może nie wprost, ale każdy jej przytyk będzie kierowany w twoją stronę, żebyś poczuł się winny, nawet jeśli nigdy nie trenowałeś koni, ba, nawet jeśli nigdy na żadnym nie siedziałeś. I osobiście, zgadzam się w wielu kwestiach z autorką, ale jej opinie zostały tak agresywnie wręcz wyrażone, że trudno mi się to czytało. Bo nie ma znaczenia, czy twoja opinia jest jedyną prawdziwą, skoro odpycha jej przedstawienie - agresywne, krzykliwe, wręcz jadowite. I jeśli jeszcze jest to wplecione w fabułę, to może być do zniesienia, ale tutaj można zaznaczyć całe akapity, które są tylko i wyłącznie opiniami autorki, lekko przykrytymi fabułą (bo opinia jest o koniach i książka też jest o koniach),zupełnie w nią nie wplecione. To nie jest dobry zabieg w książce, która jest promowana jako książka o konikach i ratowaniu wyspy / środowiska, a nie jako poradnik, czy felieton.
Ta książka mogłaby być właśnie zwykłym felietonem o kulturze jeździectwa i kolonializmu, gdzie autorka dosadnie wyraża swoją opinię, bez próby przykrycia tego magiczną wyspą, mechanicznymi (i świecącymi) końmi i misją, która nie wiadomo na czym ma polegać. Nie podobała mi się ta książka, właśnie przez tą jadowitą wręcz dydaktyczność. Bo tutaj nawet nie trzeba się zastanowić, gdzie przerwana jest akcja przez opinie Joanny W. Gajzler, to widać na pierwszy rzut oka.
Moim zdaniem wplatanie swoich opinii w swoje dzieła jest jak najbardziej w porządku - jeśli autor uważa, że jego poglądy powinny być szerzone, to niech korzysta ze swoich możliwości i to robi, niech edukuje ludzi... Ale nie w taki sposób. Bo moim zdaniem ta książka mogłaby pozostać tym, czym była na Instagramie autorki - ładnymi rysunkami / kolorowankami i kilkoma relacjami / postami, w których Joanna W. Gajzler wyraża swoją opinię na temat jeździectwa, traktowania koni, kolonializmu i zanieczyszczaniu środowiska. Bo do tego została dorzucona szczypta pomysłu, delikatne obudowanie i to by było na tyle - mamy w swoich rękach "Koanai. Ostatnia legenda".
Jako była zapalona "koniara" i osoba lubiąca “Necroveta” byłam podekscytowana na tę lekturę. Oczekiwałam komfortowej książki z końmi, magią, misją i fajnymi bohaterami... Zamiast tego dostałam książkę wręcz agresywnie dydaktyczną, w której trochę nie wiadomo o co chodzi... “Koanai” ma w sobie elementy, które w serii “Necrovet” najbardziej mnie odpychały, pomnożone razy sto...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałam poprzednią serię "Necrovet", od tej autorki i byłam szczerze nimi zachwycona. Widząc całkiem nową książkę, miałam nadzieję, że i tym razem będzie to coś wartego uwagi... Niestety mam wrażenie, że ta książka nie całkiem wyszła tak jak powinna...
Cały zamysł świata, oparcie o legendy i mistyczne dodatki był całkiem dobry, niestety mam wrażenie, że autorka za mocno chciała zwrócić naszą uwagę na "pierwotne metody obchodzenia się z końmi". I naprawdę rozumiem, że próbowała w pewien sposób przekazać, historię o kolonizacji, udomowieniu zwierząt itd... ALE moim zdaniem powinna dodać adnotacje, z wyjaśnieniem czego dotyczą dane przypisy; zwłaszcza w jednym rozdziale, na którego początku wymienia tzw. "słowniczek pojęć okrucieństwa wobec koni" - laik może pomyśleć, że takie praktyki wciąż są stosowane i upowszechnianie na zawodach czy wystawach koni, gdzie w większości (jeśli nie we wszystkich) cywilizowanych krajów te metody są zwyczajnie nielegalne i jeśli ktoś zostałby przyłapany na ich stosowaniu, to zostałby zwyczajnie zdyskwalifikowany😮💨
Jeśli chodzi o fabułę, porusza bardzo dużo ważnych wątków, mam wrażenie że aż trochę za dużo. Z jednej strony mamy historię niczym z "Mustanga z dzikiej doliny", o lokalnej ludności, rezerwatach, hodowlach zachowawczych itp, a z drugiej mamy wprowadzanie bardzo współczesnych form typu mechaniczne konie, czy skupianie się również na problemach osób LGBTQ oraz wprowadzanie wątku miłosnego... Momentami było to przytłaczające, można było to rozbić na kilka tomów. Tutaj skupić się wyłącznie na wprowadzeniu nas w świat i poznanie dokładnie bohaterów i ich misji, która w sumie trochę zginęła w trakcie. A wątki miłosne można było przełożyć do kolejnego tomu...
W skrócie: miałam duże oczekiwania, niestety się nieco rozczarowałam, książka sama w sobie ok, polubiłam bohaterów, uwielbiam konie i mam nadzieję, że dostaniemy kontynuację, która nam wynagrodzi te potknięcia z pierwszego tomu ☺️🐎
Przeczytałam poprzednią serię "Necrovet", od tej autorki i byłam szczerze nimi zachwycona. Widząc całkiem nową książkę, miałam nadzieję, że i tym razem będzie to coś wartego uwagi... Niestety mam wrażenie, że ta książka nie całkiem wyszła tak jak powinna...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCały zamysł świata, oparcie o legendy i mistyczne dodatki był całkiem dobry, niestety mam wrażenie, że autorka za...
Hmmm, sam pomysł podobał mi się bardzo. Polubiłam bohaterów. Podoba mi sie otoczka, mity i historie do tego autorka ma wiedzę o koniach i dobrze to przedstawia. Niestety brakuje książce dynamizmu i akcji. Niespieszne tempo mi nie przeszkadza, ale tutaj czasem jest za wolno i niektóre wątki zbyt są rozwleczone. Chcialabym, aby w kolejnym tomie akcja bardziej ruszyła z kopyta :P
Mimo to chętnie przeczytam jeśli będzie dalsza część. Bardziej podobał mi się Necrovet. Jeszcze tylko Bóg Maszyna przede mną.
Hmmm, sam pomysł podobał mi się bardzo. Polubiłam bohaterów. Podoba mi sie otoczka, mity i historie do tego autorka ma wiedzę o koniach i dobrze to przedstawia. Niestety brakuje książce dynamizmu i akcji. Niespieszne tempo mi nie przeszkadza, ale tutaj czasem jest za wolno i niektóre wątki zbyt są rozwleczone. Chcialabym, aby w kolejnym tomie akcja bardziej ruszyła z kopyta...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFeels bad book. Książka nachalnie dydaktyczna, która istnieje po to, żeby nauczyć czytelnika o dekolonizacji i zasadach traktowania transów. Świat przedstawiony jest nakreślony umownie i istnieje tylko w odniesieniu do naszego świata, fabuły nie ma. Wydaniu książki towarzyszy nader przyjemna kolorowanka i jeżeli podoba się wam obiecana estetyka, konie, Hawaje, to zdecydowanie kolorowanka jest lepszym wyborem. Wszystkie zalety wizji artystycznej „Koanai”, zero wad wykonania.
Podstawowe założenie settingu jest oparte na rule of cool niczym filmy klasy B o samurajach/ninjach w Miami. W gatunkowym kinie klasy B osadzenie akcji w Miami jest nienegocjowalne i bezkompromisowe, mimo że japoński etos wojownika i sztuki walki nie przystają do czasu, miejsca, kultury, warunków technologicznych i nie mogły wykształcić się w Miami. Tu obligatoryjnie muszą być Hawaje, wyspy, na których historycznie nie było koni aż do 1803 i geograficznie niekompatybilne z konceptem wielkich dzikich stad koni – chociaż społeczeństwa animistyczne głęboko związane z końmi żyją w Mongolii i prowadzą koczowniczy tryb życia na tamtejszych bezkresnych stepach, idealnych dla koni.
„Koanai” to od każdym względem straszny regres w stosunku do „Boga maszyny”, debiutu. Nawet legendy nie są tak dobrze zintegrowane z resztą historii jak w „Bogu maszynie”. Tak samo jak „Bóg maszyna” książka kończy się bez zakończenia (zakończenia w każdym sensie, emocjonalnego lub fabularnego) i znaczna obszerność stron nie wystarcza do opowiedzenia historii, ale jest gorzej, bo „Koanai” nawet nie zaczyna opowiadać swojej historii, jakieś 300 stron książki to wypełniacze bez treści.
Książka ma raptem jeden fajny i oryginalny koncept ***SPOILER***, okazuje się, że przyczyną upadku magii i nadejścia zagrożeń cywilizacyjnych jest dysgeniczna hodowla koni, istot odpowiedzialnych za magię.
Feels bad book. Książka nachalnie dydaktyczna, która istnieje po to, żeby nauczyć czytelnika o dekolonizacji i zasadach traktowania transów. Świat przedstawiony jest nakreślony umownie i istnieje tylko w odniesieniu do naszego świata, fabuły nie ma. Wydaniu książki towarzyszy nader przyjemna kolorowanka i jeżeli podoba się wam obiecana estetyka, konie, Hawaje, to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMówi się, że trzeba być odrobinę szalonym by mieszkać na Tia Nari.
Ja bardzo chętnie bym tam zamieszkała 😁 W takim razie jak bardzo jestem szalona❓️😂
"Koanai. Ostatnia legenda" to opowieść osadzona w zmienionej rzeczywistości, gdzie na pewnej wyspie słynącej ze swoich wierzchowców nadal występuje magia, w którą wierzą rdzenni mieszkańcy.
Bardzo mi się podobały wyjaśnienia samej autorki na początku książki dlaczego nie jest to historia umiejscowiona w tej kulturze Hawajów. Jeśli czegoś nie możemy w pełni wykorzystać to lepiej tego nie robić. Dzięki temu nie obrazimy czyjejś kultury oraz wierzeń.
W "Koanai", głównym bohaterem jest Ramin- młody mężczyzna, który za wszelką cenę chce się wyrwać z wyspy, gdzie nie ma żadnych perspektyw. Niestety jego plany są cały czas odkładane przez problemy finansowe. Jednak dzięki propozycji przyjaciółki ma szansę odbić się od dna i wyjechać. Lecz jego plany będą musiały się zmienić kiedy na swej drodze spotka Maika'iego. Nie tylko tajemniczy chłopak będzie miał na to wpływ, ale również magia wyspy...
"Koanai. Ostatnia legenda" to nie tylko fantastyczna opowieść o koniach, ale również o akceptacji i wierze we własne możliwości.
W tej książce każdy bohater jest po przejściach oraz zmagał się z jakimiś problemami. Nie mamy wyidealizowanej rzeczywistości, choć to świat, w którym występuje magia.
Powieść Joanny W. Gajzler spodobała mi się już na samym początku podczas tłumaczenia powodów, przez które książka nie nawiązuje bezpośrednio do kultury hawajskiej. Poza tym połączenie koni i magii nie mogło się nie udać. Jako technik hodowca koni oraz osoba, która jeździła konno od 12. roku życia jestem zachwycona tą książką ❤️
Wisienką na torcie jest to, że książkę czyta Jacek Rozenek- aktor użyczający głos Geraltowi 😍
Mówi się, że trzeba być odrobinę szalonym by mieszkać na Tia Nari.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJa bardzo chętnie bym tam zamieszkała 😁 W takim razie jak bardzo jestem szalona❓️😂
"Koanai. Ostatnia legenda" to opowieść osadzona w zmienionej rzeczywistości, gdzie na pewnej wyspie słynącej ze swoich wierzchowców nadal występuje magia, w którą wierzą rdzenni mieszkańcy.
Bardzo mi się podobały wyjaśnienia...
Zamysł? Fantastyczny!
Postacie? Kocham je całym sercem
Ale tempo w książce pozostawia wiele do życzenia. Mam szczerą nadzieję, że pani Gajzler wróci do tego pomysłu, bo to byłby bardzo dobry tom wprowadzający do jakieś serii. Jako solowa książka niestety nie działa tak dobrze.
Zamysł? Fantastyczny!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPostacie? Kocham je całym sercem
Ale tempo w książce pozostawia wiele do życzenia. Mam szczerą nadzieję, że pani Gajzler wróci do tego pomysłu, bo to byłby bardzo dobry tom wprowadzający do jakieś serii. Jako solowa książka niestety nie działa tak dobrze.
Zapoznałem się z tą książką, a zarazem z osobą autorską Joanny Gajzler, za pośrednictwem kółka dyskusyjnego, działającego prężnie przy Śląskim Klubie Fantastyki. Zważywszy na mój odbiór "Koanai. Ostatniej legendy" nie jest to zarzut. Po prostu gdyby nie nasze kółko nigdy nie sięgnąłbym po tą książkę. Kto wie, ile wybitnych dzieł literatury ominęłoby mnie, gdyby nie propozycje innych ludzi. Z tego powodu zawsze pozostaję otwarty na nowe horyzonty. Sam nigdy nie sięgnąłbym więc po "Koanai". Niestety, dobrze bym zrobił.
Zacznijmy od tego, że nie jestem osobą koniarską. Nie fascynują mnie konie. Moja jedyna bezpośrednia styczność z koniem nastąpiła, gdy miałem może siedem albo osiem lat i przy okazji szkolnej wycieczki posadzono mnie w siodle wyjątkowo spokojnego konia. Nie zmieniało to faktu, że i tak byłem przerażony. Od tego czasu nie wsiadłem na konia nigdy więcej. Nie żałuję. Nie czuję, że moje życie coś przez to straciło. Nie jestem więc zdecydowanie targetem, nigdy - zgodnie z dedykacją Autorki - nie marzyłem o swoim magicznym rumaku. Cóż, ktoś mógłby powiedzieć, to po prostu książka nie dla mnie. Problem w tym, że prawdziwym koniarom ta książka też się nie podobała. Po raz pierwszy w naszym kółku osiągnęliśmy konsensus. Ta książka nikomu się nie podobała. Okazuje się, że same konie nie wystarczą.
Naszym głównym bohaterem jest Ramin. To potomek uchodźców, którzy schronili się przed wojną na wyspie Tia Nari - znajdującej się w fikcyjnym archipelagu Hawajów nie-Hawajów (Autorka utrzymuje, że odstąpiła od opierania akcji na realnym świecie z powodu szacunku dla kultury rdzennych mieszkańców - ale moim zdaniem zrobiła to przede wszystkim, bo przed przybyciem złych kolonizatorów na Hawajach nie było koni). Ramin ma marzenie, by wyjechać na kontynent (w domyśle: do USA) i zostać lekarzem. Na przeszkodzie stają mu jednak jego własne kiepskie wyniki w nauce i brak pieniędzy. Kiedy go spotykamy, odchodzi z domu pokłócony z matką, która ukradła jego oszczędności, by przepuścić je w hazardzie. Na szczęście jego szkolna koleżanka, pochodząca z bogatej rodziny Lydia proponuje mu pracę w stadninie jej ojca.
Chciałbym napisać, że tak zaczynają się przygody Ramina, ale byłaby to nieprawda. Tak naprawdę w tym miejscu kończy się zasadnicza akcja. Jakieś jej szczątki (dosłownie!) zostają odnalezione w samym finale, ale jest tego tyle, że nie ma nawet za bardzo co spojlerować. Od czasu, gdy Ramin przybywa do stadniny, zaczyna się - z pewnością życiowy ale niekoniecznie powieściowy - opis codziennej rutyny pracy z końmi. Czy można się było spodziewać, że monotonna codzienność, będzie... no właśnie - monotonna? Ale przecież są tam konie! To powinno wystarczyć, prawda? Prawda?
Ktoś mógłby powiedzieć: nie potrzeba pościgów i wybuchów dla ciekawej fabuły. Owszem. Z pewnością ktoś utalentowany mógłby skonstruować wciągającą opowieść osadzoną w jednym miejscu. Wystarczyłby angażujący konflikt między bohaterami, postacie o ciekawych osobowościach ścierające się w jakiejś sprawie. Jakaś intryga. Angażujący emocjonalnie wątek miłosny. A, właśnie. Jest też wątek miłosny.
Ramin jest gejem. Sam to stwierdza w pewnym momencie: "jestem gejem". Inaczej być może czytelnik mógłby się nie domyślić. A tak? Bohater wyznaje to w odpowiedniej chwili. I wszystko jasne! Obiektem jego uczuć jest Maika'i - wym: Majk - ai, nie: Majkaj! - tajemniczy przybysz, który w zgodzie z mangową estetyką (tak mi mówili ludzie znający się na mandze) przyjeżdża do stadniny rodziny Lydii na mechanicznym koniu. Maika'i ma wiele sekretów. Jego najgłębiej skrywana, wstydliwa trauma ma związek z awokado. Ale to wcale nie tak, jak (może) myślicie.
Autorka swobodnie przeskakuje między perspektywami obu bohaterów, czasami nawet w obrębie tego samego wydzielonego fragmentu rozdziału, nie zważając na poczucie zorientowania się czytelnika. Kolejną kotwicą, za którą Joanna Gajzler ciągnie za sobą odbiorcę "Koanai", są wybitnie drętwe dialogi. Wśród nich można znaleźć rozliczne przykłady zapadającej w pamięć literatury. Kiedy na przykład bohaterowie dyskutują kwestię, czy podjąć wspólnie misję, od której zależą losy świata, pada ta wiekopomna kwestia: "Taa, to zawsze brzmi melodramatycznie [...]. Ale, no, to prawda. Muszę to zrobić... i chciałbym to zrobić z tobą".
Cóż, nie każdy musi umieć pisać porywające dialogi. Ale może chociaż zawisłe nad światem przedstawionym, nie dające o sobie zapomnieć, złowrogie zagrożenie podtrzymuje poczucie napięcia? W tej sprawie... Aż do końca nie dowiadujemy się nawet, co w zasadzie zagraża wyspie. Utrata bioróżnorodności? Śmierć mitycznych koni-duchów? Bezrobocie? Utrata głosu u magicznych gęsi? Sami bohaterowie wydają się miotać w rękach Autorki, wręcz błagając o jakiekolwiek uzasadnienie swego istnienia w jej opowieści. Padają kwestie w stylu: "Jeśli mam walczyć, to chcę wiedzieć w jakiej sprawie". Czytelnik też przez całą powieść zadaje sobie to pytanie.
Aha, są jeszcze legendy. W sumie nie wiadomo po co. Po prawdzie, część z nich to najciekawsze fragmenty powieści. Ale nie wiadomo za bardzo, jak to się odnosi do wszystkiego innego. Słyszałem, że ma to być pierwszy tom. Zapewne w kolejnych więcej się wyjaśni i więcej będzie się działo. Problem w tym, że po pierwszym zdecydowanie nie sięgnę po drugi. Nie polecam. Być może zapoznałem się z twórczością Joanny Gajzler od złej strony. Powiedziano mi, że jej poprzednie książki były lepsze. Kto wie. Ta na pewno mnie nie oczarowała.
Zapoznałem się z tą książką, a zarazem z osobą autorską Joanny Gajzler, za pośrednictwem kółka dyskusyjnego, działającego prężnie przy Śląskim Klubie Fantastyki. Zważywszy na mój odbiór "Koanai. Ostatniej legendy" nie jest to zarzut. Po prostu gdyby nie nasze kółko nigdy nie sięgnąłbym po tą książkę. Kto wie, ile wybitnych dzieł literatury ominęłoby mnie, gdyby nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziękuję ślicznie Wydawnictwu za egzemplarz do recenzji w ramach #współpracareklamowa 💜
Choć nie raz i nie dwa czytałam o poprzednim cyklu autorki, i nawet czeka on na mnie na półce, to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością padło właśnie na “Koanai”. Co mnie skusiło? Konie, egzotyczna wyspa, magia i legendy 😊 Szczerze mówiąc legendy od zawsze działają na mnie jak magnes. Po prostu czuję, że muszę je poznać. W tym wypadku nie było inaczej.
Pani Joanna @maszynadoopowiadania zabiera nas w podróż po wyspie Tia Nari.
“Mówi się, że trzeba być trochę szalonym, żeby mieszkać na Tia Nari.”
Tymi słowami rozpoczyna się praktycznie każdy rozdział, jednak czy na pewno trzeba być szalonym? Na kartach powieści poznajemy losy dwóch, a może raczej trzech osób oraz dwóch wyjątkowych koni. Z każdą przeczytaną stroną zagłębiamy się coraz bardziej w historię Ramina i Maika’i oraz Lidii, a także dwóch niezwykłych koni Pyła i Ka’eny. Wraz z rozwojem fabuły przemijamy do magicznego świata stworzonego przez dwa boskie konie, Kanoka i jego partnerkę Arie. Poznajemy również znaczenie tytułowego słowa - Koanai.
Jednak nie jest to tylko zwykła opowieść o przygodach trójki/piątki bohaterów. To historia o tym jak ważna jest nasza tożsamość (również historyczna),poczucie celu i własnej wartości, wytrwałość oraz akceptacja i tolerancja, którą możemy otrzymać od naszego otoczenia. “Koanai. Ostatnia legenda” to również książka o mierzeniu się z własnymi demonami, przezwyciężaniu trudności i walce z traumami, jakie potrafią nad gnębić przez lata.
Nie lubię robić spoilerów, więc powiem tylko, że jestem naprawdę zachwycona tą opowieścią i szczerze polecam, aby po nią sięgnąć. Książka ma naprawdę cudowny klimat. Do tego znajdziecie w niej piękne ilustracje, które wręcz kuszą, by sięgnąć po kredki i je pokolorować 😅 Póki co oparłam się tej pokusie, ale nie było to łatwe. Dla miłośników słowniczków też się coś znajdzie na końcu książki 😉
A tak na marginesie to czekam na kolejna część… to kiedy będzie? Może na wczoraj?
Dziękuję ślicznie Wydawnictwu za egzemplarz do recenzji w ramach #współpracareklamowa 💜
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChoć nie raz i nie dwa czytałam o poprzednim cyklu autorki, i nawet czeka on na mnie na półce, to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością padło właśnie na “Koanai”. Co mnie skusiło? Konie, egzotyczna wyspa, magia i legendy 😊 Szczerze mówiąc legendy od zawsze działają na mnie jak...
Zacznę od tego, że po lekturze cyklu Necrovet byłam nastawiona na podobny rodzaj pisania, a tu psikus....Autorka tak jakby ta sama, ale jednak inna. Niestety w opowieści tej nie przypadł mi do gustu styl, a także fabuła ciut kulała. Nadmierne skupienie na wątku miłosnym i rozterkach bohaterów przytłoczyły całą opowieść. A świat przedstawiony w niej mógł być naprawdę dobry i ciekawy. No cóż jest potencjał, więc może kolejna część wciągnie bardziej.
Zacznę od tego, że po lekturze cyklu Necrovet byłam nastawiona na podobny rodzaj pisania, a tu psikus....Autorka tak jakby ta sama, ale jednak inna. Niestety w opowieści tej nie przypadł mi do gustu styl, a także fabuła ciut kulała. Nadmierne skupienie na wątku miłosnym i rozterkach bohaterów przytłoczyły całą opowieść. A świat przedstawiony w niej mógł być naprawdę dobry i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to