Dziedzictwo przemocy. Historia imperium brytyjskiego

- Kategoria:
- historia
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Legacy of Violence: A History of the British Empire
- Data wydania:
- 2025-03-26
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-03-26
- Liczba stron:
- 896
- Czas czytania
- 14 godz. 56 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788324090648
- Tłumacz:
- Marek Fedyszak
Jak daleko można się posunąć w imię wielkości własnego narodu?
Prawie 1/4 lądów i niemal 700 milionów ludzi pod jedną flagą. W XX wieku władza imperium brytyjskiego rozciąga się na kilka kontynentów i zostawia rany, które po 100 latach nadal będą krwawić. Jego ambicja jest niepohamowana, a apetyt nieposkromiony. Imperium pożera słabszych, okalecza bezbronnych i rządzi bezlitośnie – w imię Ich Królewskich Mości.
Potęga imperium brytyjskiego rośnie od XVIII wieku. Wyzysk, deportacje, kary cielesne, napaści seksualne, tortury, zabójstwa, obozy koncentracyjne, wojny. Terror. Tak wygląda „misja cywilizacyjna”, którą wyspiarze niosą w świat. Brytyjczycy – naród w swoich oczach wybrany – używają przemocy, by zbudować swój raj na piekle innych.
Zwyciężczyni Nagrody Pulitzera Caroline Elkins tworzy dzieło monumentalne. Pochłonęło 10 lat jej życia i wymagało pracy na 4 kontynentach. Przerzuciła tysiące stron dokumentów – także tych skrzętnie ukrywanych, które wiele lat czekały na odnalezienie. Z chłodną precyzją prezentuje fakty, które przedstawiają nową wersję historii świata. Jest to nieznana opowieść o potędze, ambicji i krwawym rachunku, niespłaconym do dziś.
Największe imperium w historii świata staje w obliczu wyrządzonych krzywd
Kup Dziedzictwo przemocy. Historia imperium brytyjskiego w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Dziedzictwo przemocy. Historia imperium brytyjskiego
Jak w 1500 znakach oddać 10 lat pracy #carolineelkis ? Jak w tak niewielu słowach opowiedzieć za czym podążała przez cztery kontynenty? Mówię o stworzonym przez nią dziele #dziedzictwoprzemocy Zdecydowanie nie jest to lekka lektura, tematyka ciężka jak żeliwna patelnia u babci, a jednocześnie intrygująca. W końcu mowa tu o imperium i jego chęci by posiadać więcej i więcej. Poczytywałam tę książkę na przemian z mężem i stało się to zaczątkiem kilku dyskusji, a to zaliczam na dodatkowy plus książki. Książki historyczne mają to do siebie, że można je czytać jak pasjonujące powieści, ale i jak zestaw nużących danych. Wszystko zależy od pióra autora i pomysłu na sposób narracji. Nie raz jest to nieuchwytne, ale wyczuwalne między słowami i potrafi utrzymać uwagę czytelnika. Przyznaję, że to monumentalne dzieło czasami mnie lekko nudziło i potrzebowałam małej iskierka by odpalić do przodu. Nie mniej, jestem pod ogromnym wrażeniem wszystkich faktów jakie udało się zebrać Autorce oraz ilością źródeł do jakich dotarła. Część z nich była mi znana, ale wiele było dla mnie świeżych. #imperiumbrytyjskie ma swój ogromny udział w historii świata a ta pozycja pozwala nam się w niego zagłębić. To doskonała pozycja dla tych, którzy są ciekawi tego co było, nawet jeśli mają zajrzeć w te niechlubne rejony ludzkiej działalności. Dlatego zapnij pasy i zapraszam na wycieczkę z ,,cywilizowania". Mogę dodać, że książka jest pięknie wydana i może być również doskonałym prezentem. Ode mnie solidne 7/10
Oceny książki Dziedzictwo przemocy. Historia imperium brytyjskiego
Poznaj innych czytelników
371 użytkowników ma tytuł Dziedzictwo przemocy. Historia imperium brytyjskiego na półkach głównych- Chcę przeczytać 329
- Przeczytane 33
- Teraz czytam 9
- Posiadam 26
- Historia 13
- Literatura faktu 3
- Do kupienia 3
- E-book 3
- Ebook 2
- Chcę w prezencie 2


















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Dziedzictwo przemocy. Historia imperium brytyjskiego
Dobra książka. Jako całość dobre wprowadznie dla osób chcących poznać historię izraela.
Dobra książka. Jako całość dobre wprowadznie dla osób chcących poznać historię izraela.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzarna księga kolonializmu
Rozliczenie z przeszłością uwiera, szczególnie gdy naród przestaje być zwycięzcą w wyniku implozji zbudowanego imperium. Profesor historii Caroline Elkins specjalizując się w historii afrykańskiej, angażuje się w sądowe procesy o rehabilitację (*). Bazując na dokumentach w najnowszej książce „Dziedzictwo przemocy. Historia Imperium Brytyjskiego” metodycznie relacjonuje polityczne, biurokratyczne i wojskowe uzależnienie kolonii brytyjskich od Albionu. Brak zahamowań autorki w posiłkowaniu się detalami zmusza szybko czytelnika do decyzji – czy chce w to się zanurzać? Wysiłek podjęcia wyzwania jest duży. Zysk po lekturze to zdobycie argumentów do przekonania, że kolonie brytyjskie nie były sielanką. Bliżej im było, z punktu widzenia krajowców, do regionów doświadczających zorganizowanej przemocy.
Ramy czasowo-przestrzenne są dość nieoczywiste, jeśli przyjąć rozmiary brytyjskiego panowania. Elkins skupiła się na dostępnych od niedawna źródłach, które w dużym stopniu sama przeanalizowała. W książce wiek XVIII stanowi wstęp dla kolejnego stulecia, który samo stało się tłem dla kluczowego XX wieku (pełnowymiarowa narracja obejmuje stulecie – od powstania sipajów po wycofanie się z Kenii). W swoich badaniach najwięcej miejsca poświęciła na Indie, Malaje, Palestynę, RPA, Kenię i Irlandię. Pozostałe dominia w zasadzie nie kształtują wymowy publikacji. Fakty te jednoznacznie pokazują, że nie jest to typowa monografia obejmująca pełen sens tytułu. Jest raczej rewizją dominujących (w społeczeństwach i dotychczasowych publikacjach) przekonań o ‘ co najmniej znośnym’ kolonializmie brytyjskim na wybranych przykładach. Może cytat, który daje próbkę emocjonalnego zaangażowania Elkins w odkrywanie prawdy, a przy okazji sygnalizuje pewną zagadkę znaczeniową:
„Przemoc nie była tylko akuszerką imperium brytyjskiego, występowała powszechnie w strukturach i systemach brytyjskich rządów. Nie stanowiła jedynie okazjonalnego środka do celu liberalnego imperializmu; była środkiem i celem tak długo, jak długo imperium brytyjskie utrzymywało się przy życiu. Bez przemocy Wielka Brytania nie zachowałaby suwerennych roszczeń do swoich kolonii.”
Jeżeli do tematyki czy doboru argumentów zbudowanych na archiwaliach można mieć stosunek skrajny, szczególnie gdy jest on poparty własną wiedzą specjalistyczną, to chyba kilka obserwacji innej natury można sformułować dość jednoznacznie. Eksploatowane pojęcie ‘liberalny imperializm’ nie zostało czytelnie zdefiniowane. Cała narracja publikacji nie domyka się satysfakcjonującym wstępem i podsumowaniem. Elkins albo nie chciała albo nie potrafiła klarownie syntetyzować zjawisk, które w licznych przykładach przywołała. Są porażające detale życia obozów koncentracyjnych, celowego głodzenia, zbrodni i sadystycznych jednostek. Jednak bez wcześniej nabytej przez czytelnika szerszej kontekstowej wiedzy, moc argumentów historyczki słabnie. Sama deklaruje, że jej praca pomija chociażby różne aspekty społeczno-gospodarcze.
Praca jest obszerna. Przypisy i kwerenda imponujące. Książka stanowi zapewne dobry materiał do debat eksperckich. Jeśli jakiś minister ds. kolonii stworzył poufną brzemienną w skutki notatkę do gubernatora w Nairobi, to fakt. Trudno dyskutować. Mój stosunek do takich treści pozostawiam w neutralnym zawieszeniu. Choć zamiast relacjonowania, szczególnie o niezbyt znanych okolicznościach, wolałbym pomocy syntetycznej w uformowaniu krytycznej wizji Wielkiej Brytanii z okresu globalnej dominacji. Krótko więc opiszę elementy, które jednak wypada zapisać na plus, tak dla równowagi.
Nie poznamy z publikacji mechanizmów formalnych, które ‘oliwiły tryby kolonialne’. Jednak da się dzięki Elkins pobudzić wyobraźnię przykładami dekonstruującymi imperialne mechanizmy tuszowania przemocy, budowania publicznego obrazu wyższości mieszkańców Wysp. Specyficzny dystans i obiektywna przewaga zbudowana na rewolucji przemysłowej, w dobie pełnego kolonializmu rozwinęła się do rasistowskiej wyższości, którą pudrowano nieuchronnością implementowanego kierunku kulturowych i społecznych przemian. Niebagatelną rolę w konserwowaniu tej wizji paternalistycznej przypisała autorka pisarzom i prasie. Piewcy kolonializmu epoki wiktoriańskiej, którzy akcentowali ‘odpowiedzialność za powierzone terytoria’, oskarżeni zostają o współodpowiedzialnością z politykami i wojskowymi za okrucieństwa.
Same opisy technik kolonialnych, stanowiące podsumowania kolejnych rozdziałów dotyczących wybranych regionów, wywołują kontrolowane przez autorkę oburzenie u czytelnika. Antagonizowanie Żydów i Arabów tuż przed zakończeniem mandatu w Palestynie czy legitymizowanie post factum prawa kolonialnego by uzasadnić niegodziwości, tworzą z książki ważny głos demitologizujący. Pośród natłoku nazwisk polityków-służbistów, zdegenerowanych oficerów, kłamców bez zażenowania i karierowiczów, czułem się jak przechodzień odnajdujący ciemne strony znanych wcześniej konstrukcji psychologiczny. Niewielu, według historyczki, znalazło się decydentów brytyjskich, którzy sprzeciwiali się przemocy; szczególnie wtedy gdy taka postawa była do pewnego stopnia odwagą. Z całej przydługiej lektury zapamiętam przede wszystkim straszną masakrę z pendżabskim Armistarze w 1919 i ‘irlandzki poligon’. Okazuje się, że solidną wprawką dla pełnowymiarowych siłowych rozwiązań w koloniach była, dla brytyjskich formacji militarnych, walka z IRA.
„Dziedzictwo przemocy” zasługuje na uwagę polskiego czytelnika, bo ponownie pokazuje jak pycha kroczy przed upadkiem. Ponadto przepracowuje obserwację, że przemoc może kwitnąć zawoalowana i w demokratycznym ustroju. W tym wypadku stanowi element dwójmyślenia polityków i społeczeństwa, którzy własną geograficzną odrębność ekstrapolowali do konstrukcji wyłączonej z możliwości formułowania nieprzychylnych im moralnie ocen własnych postaw. Dumę z wielowiekowych przepisów prawa uzupełniano o zaprzeczanie niegodziwościom kolonialnym. Książka Elkins jest dość hermetyczna pod względem konstrukcji. W zupełności wystarczyłoby mi opracowanie wniosków w publikacji 4x mniejszej. W takiej wersji to zapewne potrzebne Brytyjczykom swoiste lustro rewizyjne dla Kiplingowskich uproszczeń.
DOSTATECZNE z małym plusem – 6.5/10
=======
* Przez lata badała archiwa o brytyjskiej bytności w Kenii. Brała udział w procesie przed sądem londyńskim wspierając ofiary przemocy kolonialnej w kenijskich obozach.
Czarna księga kolonializmu
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozliczenie z przeszłością uwiera, szczególnie gdy naród przestaje być zwycięzcą w wyniku implozji zbudowanego imperium. Profesor historii Caroline Elkins specjalizując się w historii afrykańskiej, angażuje się w sądowe procesy o rehabilitację (*). Bazując na dokumentach w najnowszej książce „Dziedzictwo przemocy. Historia Imperium Brytyjskiego”...
Patrząc na Wielką Brytanię po Brexicie można dojść do wniosku, że oto resztki wielkości przechodzą do historii. Okres dekolonizacji pozbawił imperium zdecydowanej większości terytoriów, kolejne państwa będące niegdyś całkiem zależne od Londynu (jest takie miasto) teraz co najwyżej pro forma zachowają pewne pojedyncze zachowania lub znaki. Gospodarka brytyjska jeszcze nie tak dawno mocna teraz ledwo zipie. Spory odsetek mieszkańców wysp zastanawia się nad sensem utrzymywania monarchii, nie tylko w jej obecnym kształcie, ale instytucji w ogóle. Niegdyś imperium, nad którym nie zachodziło słońce, dzisiaj cień (mówiąc grzecznie) lub popłuczyny (mówiąc mniej grzecznie). Ale nie można powiedzieć, że imperium brytyjskie nie odcisnęło swojego śladu w historii. Oczywiście, możemy dywagować i szukać różnych elementów czy aspektów, na jakie Anglia, a potem Wielka Brytania wpłynęły. Możemy też skupić się na procesie budowy lub upadku imperium. Caroline Elkins postawiła na jeden motyw i ten postanowiła opisać – przemoc. Imperium brytyjskie nie zostało zbudowane drogą pokojową, kolejne tereny nie były przyłączane na mocy wynegocjowanych traktatów z poszanowaniem lokalnych tradycji i kultur. To była brutalna walka, która dla wielu skończyła się tragicznie. To nie jest laurka, to jest podróż przez ciemną stronę. Apologeci i piewcy wszystkiego co brytyjskie (z charakterystycznym akcentem i filiżanką herbaty o 17 na czele) dostaną gorzką pigułkę. Bardzo gorzką.
Patrząc na Wielką Brytanię po Brexicie można dojść do wniosku, że oto resztki wielkości przechodzą do historii. Okres dekolonizacji pozbawił imperium zdecydowanej większości terytoriów, kolejne państwa będące niegdyś całkiem zależne od Londynu (jest takie miasto) teraz co najwyżej pro forma zachowają pewne pojedyncze zachowania lub znaki. Gospodarka brytyjska jeszcze nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toImperium brytyjskie stosowało przemoc, choć kreowało się na dobrego wujka, który wszystko robi dla dobra swoich poddanych. Ludzie innych ras/ludność rdzenna krajów kolonialnych była traktowana jak nie do końca ludzie, dzicy, albo dzieci - zapóźniona w rozwoju i którą trzeba cywilizować, czy tego chce, czy nie. Tyle się dowiedziałam ze 150 stron tej książki - i dla tej wiedzy nie musiałam tej książki czytać, bo to wiedziałam już dawno. Miałam poczucie, że autorka ciągle pisze to samo, używając wielu bardzo mądrych słów i zdań wielokrotnie złożonych, przez co niestety tekst jest ciężkostrawny. Naprawdę nie dało się tego napisać ciekawiej? Do tego pozycja wcale nie omawia całości historii Imperium Brytyjskiego, a tylko XX wiek, a autorka skacze sobie zupełnie dowolnie między różnymi miejscami i wydarzeniami. Te dwa rozdziały, przez które przebrnęłam setnie mnie wynudziły, a ponieważ książka jest gruba i ciężka, stwierdziłam, że że opisy brytyjskich wyskoków w koloniach (o których wiem z innych książek),aż tak mnie nie interesują, żebym chciała się dalej męczyć z tym tomiszczem.
Imperium brytyjskie stosowało przemoc, choć kreowało się na dobrego wujka, który wszystko robi dla dobra swoich poddanych. Ludzie innych ras/ludność rdzenna krajów kolonialnych była traktowana jak nie do końca ludzie, dzicy, albo dzieci - zapóźniona w rozwoju i którą trzeba cywilizować, czy tego chce, czy nie. Tyle się dowiedziałam ze 150 stron tej książki - i dla tej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toImperium pychy, zła i przemocy.
Książka nie jest łatwa dla laika, ale jestem pełna podziwu dla autorki, bo to dzieło jest jak mała cząstka sprawiedliwości dla tych wszystkich, którzy zostali pokrzywdzeni. Nie zamykajmy oczu na to co robili Anglicy, bo oni nadal niosą i będą nieśli przemoc i idee imperialistyczne jeśli tylko społeczeństwo na to pozwoli. Skala przemocy, tortur, gwałtów i mordów jest porażająca. Przemoc była usystematyzowana i zorganizowana — stanowiła świadome działanie. Była wspierana „misją cywilizacyjną” i przekonaniem Anglosasów o wyjątkowości własnej rasy oraz o obowiązku niesienia postępu ludom, które określali jako gorsze rasowo i niezdolne do samodzielności (w wielu kręgach to przekonanie nadal jest żywe). Społeczeństwo angielskie akceptowało kolonializm i przemoc, bo wyzysk był kluczem do ich komfortowego i bogatego życia.
Dla świata anglosaskiego przemoc była moralnie usprawiedliwiona, natomiast bunty lokalnej ludności uznawano za barbarzyństwo.
Ważny jest też ostatni rozdział, bo jasno pokazuje, że imperializm nadal ma się dobrze i wciąż wykorzystuje te same techniki propagandowe co kiedyś.
Imperium pychy, zła i przemocy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka nie jest łatwa dla laika, ale jestem pełna podziwu dla autorki, bo to dzieło jest jak mała cząstka sprawiedliwości dla tych wszystkich, którzy zostali pokrzywdzeni. Nie zamykajmy oczu na to co robili Anglicy, bo oni nadal niosą i będą nieśli przemoc i idee imperialistyczne jeśli tylko społeczeństwo na to pozwoli. Skala przemocy,...
Nie jest to proste dzieło, autorka jest osobą spinająca pracę dziesiątek ludzi. Dzieło dla mnie monumentalne, olbrzymi zakres badań, a i tak uważam, że jest tylko ułamkiem historii Wielkiej Brytanii, państwa rasistowskiego i narodu mającego się za najlepszy sort ludzkości. Zbrodnie nazistowskich Niemiec zostały lepiej udokumentowane, ale pierwowzorem metod eksterminacji narodów w imię niesienia cywilizacji jest bez wątpienia Wielka Brytania ze swoim "brzemieniem białego człowieka". Obozy koncentracyjne to w końcu wynalazek Anglików. Niestety prawo pięści nadal obowiązuje a od tego są prawnicy, by ładnie to usprawiedliwić i nadać pozory sprawiedliwości. Imperium pychy i chciwości jest ponadczasowe i bez granic.
Nie jest to proste dzieło, autorka jest osobą spinająca pracę dziesiątek ludzi. Dzieło dla mnie monumentalne, olbrzymi zakres badań, a i tak uważam, że jest tylko ułamkiem historii Wielkiej Brytanii, państwa rasistowskiego i narodu mającego się za najlepszy sort ludzkości. Zbrodnie nazistowskich Niemiec zostały lepiej udokumentowane, ale pierwowzorem metod eksterminacji...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTemat rozliczeń z kolonializmem w byłych europejskich mocarstwach omija nasz kraj raczej szerokim łukiem – co jest oczywiste ze względu na naszą historię i geografię – a echa powiązanych z tą kwestią protestów, procesów i dyskusji naukowców oraz polityków w takich krajach jak Wielka Brytania, Francja czy Belgia, jeśli jakimś cudem dotrą do Polski, to są marginalizowane i wyrwane z kontekstu. Siłą rzeczy nie mamy takich doświadczeń, bo w czasie, gdy światowe potęgi dzieliły między siebie niczym tort ziemie Afryki, Azji czy Oceanii, Polacy walczyli o odzyskanie niepodległości, będąc w położeniu czasami bliższym – oczywiście nie stawiając tutaj znaku równości – podbijanej rdzennej ludności gdzieś w afrykańskim interiorze. Owszem, u nas też zdarzają się dyskusje sprowadzające się do wniosków o konieczności wystawienia moralnego rachunku za politykę „polskich panów” na wschodnich terenach I Rzeczpospolitej, jak i w okresie międzywojennym, ale czy możemy mówić o typowo kolonialnej polityce ówczesnych elit? Rzecz dyskusyjna.
Tymczasem, jak już wspomniałem, na Zachodzie to już stały nurt historiografii, a jednym z głośniejszych nazwisk zajmujących się tą tematyką jest amerykańska historyczka, profesorka afrykanistyki i studiów afroamerykańskich na Uniwersytecie Harvarda, Caroline Elkins. Szerzej dała się poznać po opublikowaniu książki „Rozliczenie z imperium. Przemilczana historia brytyjskich obozów w Kenii”, za którą w 2006 roku otrzymała Nagrodę Pulitzera za literaturę faktu. Książka opowiadająca o powstaniu Mau Mau z lat 1952 – 1955, czyli walkach kenijskiego ludu Kikuju z brytyjską administracją, oraz obozach koncentracyjnych, w których zamykano rebeliantów, ich rodziny oraz wszystkich podejrzewanych o sprzyjanie powstaniu. Wielka Brytania przez dziesięciolecia ukrywała ich istnienie na tyle skutecznie, że trudno oszacować liczbę osób uwięzionych, torturowanych, gwałconych, głodzonych i zamordowanych. Książka zebrała świetne recenzje, a jej autorka była jednym ze świadków zeznających przed brytyjskim sądem, podczas procesu wytoczonego monarchii przez wciąż żyjących powstańców. Dopiero w 2013 roku rząd brytyjski zadecydował o wypłacie weteranom odszkodowań. Takich historii, jak tragiczne losy kenijskich rebeliantów, jest w najnowszej książce Elkins znacznie więcej. „Dziedzictwo przemocy” to nie jest jednak, jak sugeruje podtytuł, historia imperium brytyjskiego, ale historia tego, jak Brytyjczycy starali się przemocą właśnie utrzymać swoje imperium, i jak je po II wojnie światowej stracili.
Wydawnictwo Znak podeszło do polskiego wydania książki z pełnym profesjonalizmem. Twarda okładka, spora liczba zdjęć i map, przejrzysty układ części i rozdziałów – nie ma się do czego przyczepić. Blisko sto pięćdziesiąt stron zajmują przypisy i bibliografia, co świadczy o mrówczej pracy autorki, która, jak sama przyznaje, poświęciła jej dziesięć lat życia. Badania były prowadzone w kilkunastu krajach, na czterech kontynentach, w ponad dwudziestu archiwach oraz podczas setek wywiadów z osobami z obu stron kolonialnego podziału.
„Imperium brytyjskie zrodziło się z konfliktu” – takie były jego korzenie oraz początki kolonialnych instytucji oraz praktyk mających wpływ na życie setek milionów ludzi zwłaszcza w XIX i XX wieku. Ten imperialny liberalizm, którego idee Elkins w przejrzystym wywodzie rozkłada na czynniki pierwsze, źródło potężnej dumy angielskich elit politycznych, wojskowych, naukowych i kulturalnych, w rzeczywistości aż kipiał od przemocy, która ukształtowała duże obszary współczesnego świata i bez której tego imperium nie dałoby się tak długo utrzymać. Tak właściwie to dopiero po utracie kolonii w Ameryce Północnej i powstaniu Stanów Zjednoczonych Brytyjczycy swoją energię skierowali na Azję i Afrykę, rozciągając kontrolę gospodarczą i polityczną na kolejne ziemie. Głównym celem było szukanie rynków dla swoich towarów i kapitału. Jeśli traktaty lub sama dominacja gospodarcza przestawały służyć interesom Londynu, to wówczas dochodziło do aneksji danego terytorium i rozciągnięcia nad nim kontroli politycznej, „uzyskując przewagę gospodarczą poprzez politykę protekcjonizmu, która obejmowała cła, monopole i gromadzenie rezerw w funtach dzięki dodatniemu bilansowi handlowemu. Wielka Brytania realizowała inwestycje w odległych zakątkach globu, eksportowała tam wytwarzane towary, ludzi, język i kulturę, importując surowce dla swoich fabryk, żywność dla Brytyjczyków, i zyski dla dystyngowanych kapitalistów.” Gdy upokarzane narody podnosiły głowę, aparat imperium przystępował do ochrony interesów z całą stanowczością. Wojny burskie, irlandzka wojna o niepodległość, powstanie Arabów i syjonistów na palestyńskim terytorium mandatowym, powstanie sipajów w Indiach, rebelia niewolników w jamajskim Morant Bay i inne strajki na Karaibach, czy stany wyjątkowe na Malajach, Cyprze i w Kenii – wszystkie te konflikty zdaniem autorki co do zasady łączy to, że najlepiej uwidaczniają i obrazują opresyjne rządy Wielkiej Brytanii w koloniach, hierarchie władzy i odmienności o charakterze rasowym, systemy stosowania zalegalizowanego bezprawia oraz uzasadnienia prawne, które im towarzyszyły. „W tych epizodach codzienny przymus, w który obfitowały brytyjskie rządy, ustępował miejsca niewyobrażalnym skrajnościom, które Brytyjczycy musieli dezawuować, eliminować lub jakoś pomieścić w imperialistycznej narracji o reformie i postępie.” Przemoc była wręcz nierozerwalnie związana z „misją cywilizacyjną” Wielkiej Brytanii, niezależnie, czy rządzili liberałowie, konserwatyści (Winston Churchill nie jest z pewnością jednoznacznie pozytywną postacią tej książki),czy nawet laburzyści. Powojenne problemy gospodarcze sprawiły, że nowy rząd Partii Pracy pod kierunkiem Clementa Attlee bardziej niż kiedykolwiek musiał uciekać się do przemocy, jeśli miał uczynić z idei imperium lekarstwo na gospodarcze kłopoty państwa i zapewnić mu miejsce w nowym światowym porządku.
Imperium było jak doktor Jekyll i pan Hyde, chowając w aksamitnej rękawiczce żelazną pięść. Przenosząc środki i praktyki służące tłamszeniu rebelii i utrzymywaniu władzy, z jednego punktu zapalnego w drugi, przy okazji udoskonalano je. Wojskowi z urzędnikami niższego szczebla, policjantami, funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa i tajnymi agentami wywiadu jeździli tam, gdzie akurat ich wyuczone strategie i praktyki represji były mocarstwu niezbędne. Te same metody, co w Palestynie i Bengalu, wykorzystywano na Malajach i w Kenii (to działało też w drugą stronę, bo na partyzanckich pomysłach Irlandczyków wzorowali się chociażby Bengalczycy). W kraju patrzono na nich jak na bohaterów. Ci, którzy zachowali dość skrupułów, pisali do rodzin, że przemierzając ulice Kalkuty czują się tak, jak niemiecki oficer musiał się czuć podczas spaceru po paryskim bulwarze. W ojczyźnie chroniło ich prawo. Ich ofiary, nawet gdy po II wojnie światowej prawa człowieka na dobre pojawiły się w prawie międzynarodowym, były spod tego prawa wyjęte, bo wspomniany liberalny imperializm był „ukryty pod listkiem figowym rządów prawa, które usprawiedliwiały ciągłe przetrzymywanie więźniów politycznych, surowe represje oraz minimalną odpowiedzialność”. Po II wojnie światowej długo nie zmieniało się nic, mimo iż bez wsparcia żołnierzy z kolonii i wysiłku tamtejszego przemysłu Wielkiej Brytanii trudno byłoby skutecznie walczyć z państwami Osi. Po wojnie zdemobilizowani żołnierze wracali do swoich krajów ze świadomością, że Brytyjczyków da się pokonać. Nauczeni czytania i pisania z czasem włączali się w dyskusję o samostanowieniu narodów, wiedząc o istnieniu Karty Atlantyckiej, komunizmu i nacjonalizmów. Wyrastał z tego antykolonialny etos, krzyżujący się z konfliktami społecznymi i lokalnymi koncepcjami wolności i zwierzchnictwa.
Zadane wówczas przez Wielką Brytanię rany nadal otwierają się i krwawią do dzisiaj. Do dzisiaj też, jak zaznacza autorka, Anglikom z trudem przychodzi spłacać rachunki – mniej lub bardziej dosłownie – za budowanie swojego raju na ziemi kosztem podbitych ludów. Wśród argumentów przeciwników kajania się dawnego mocarstwa są i takie, że gdyby nie „stabilne” rządy w koloniach, te wiecznie spływałyby krwią ofiar chociażby konfliktów na tle religijnym czy rasowym, podając za przykład pogromy muzułmanów i hinduistów po podziale Indii Brytyjskich na Indie i Pakistan w 1947 roku. Emocje towarzyszące rozliczeniom po koloniach nadal są więc spore, tym bardziej należy się szacunek autorce za profesjonalne podejście do tematu i odważne nazywanie zła tam, gdzie do zła dochodziło. Jest w tym pewien chichot historii, że tak mocną punktującą brytyjski imperializm książkę napisała Amerykanka. Dla osób interesujących się historią Wysp z całą pewnością jest to pozycja obowiązkowa.
Temat rozliczeń z kolonializmem w byłych europejskich mocarstwach omija nasz kraj raczej szerokim łukiem – co jest oczywiste ze względu na naszą historię i geografię – a echa powiązanych z tą kwestią protestów, procesów i dyskusji naukowców oraz polityków w takich krajach jak Wielka Brytania, Francja czy Belgia, jeśli jakimś cudem dotrą do Polski, to są marginalizowane i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW dzisiejszych czasach, rozliczeń i rozłamów, ta książka po prostu musiała powstać. Imperialna przeszłość to dziedzictwo Brytyjczyków, do którego spora część mieszkańców Wysp pragnęłaby powrócić. To także kontrowersyjny temat, budzący wiele emocji, skrajnie silnych, które skutkują obalaniem pomników i marszami protestacyjnymi, ale też choćby brexitem. Warto więc prześledzić ten długi czas brytyjskiej potęgi i poddać go dogłębnej analizie. To właśnie czyni Caroline Elkins w „Dziedzictwie przemocy”. Wnioski z niej wyciągnięte mogą okazać się pomocne w przyszłości.
Jak się miała rzeczywistość do rozkwitających, nowych teorii filozoficznych, a idea liberalnego państwa do traktowania skolonizowanych społeczności. Autorka bierze pod uwagę głównie te rejony, które były połączone bezpośrednio z Londynem, a więc Irlandię i dwie afrykańskie republiki Południowej Afryki. Na czym polegała misja cywilizacyjna imperium, którą Rudyard Kipling określił mianem „brzemienia białego człowieka” i w jaki sposób ją realizowano – to jedne z ważniejszych zagadnień tej monumentalnej publikacji. „Imperium nie stanowiło jedynie kilku nici w narodowym suknie Wielkiej Brytanii. Było tkaniną, z której powstał nowoczesny naród brytyjski, monarchia zaś tworzyła wątek dla jej osnowy, odkąd królowa Wiktoria stała się w 1877 roku Cesarzową Indii”.
Imponujący jest zakres terytorialny oraz etniczny obszarów jurysdykcji brytyjskiej od XVIII do XX wieku. „Kikuju zbierający herbatę, Chińczycy wydobywający cynę, indyjscy zbieracze kauczuku, Zulusi zatrudnieni w kopalniach złota, libańscy sklepikarze i malajscy rybacy byli wśród milionów, które miały doświadczyć wpływu brytyjskich rządów”. Jest więc „Dziedzictwo przemocy” uważną i pouczającą podróżą przez czas i kontynenty w pogoni za określonymi cechami i kierunkami przeobrażającej się bardzo powoli polityki imperialnej Wielkiej Brytanii. Lektura nie jest łatwa. Nie ze względu na styl. Ten jest doskonały i przyjazny w odbiorze. To tematyka nas nieco dławi. I też nie jej rozległość i różnorodność, a świadomość brutalności stosowanych przez brytyjską administrację metod, nazwijmy je po imieniu – tortur, wobec miejscowej ludności, otwarcie uznawanej za gorszą, niedojrzałą do samodzielności i samostanowienia, prymitywną, wręcz dziką. Zaskakuje jawne usprawiedliwianie tych okrucieństw, stosowanych w imię dobra rządzonych twardą ręką społeczności, wybielanie winnych, uwalnianie ich w procesach sądowych od kary i napiętnowania, niszczenie dokumentów, ich fałszowanie. Widać też jaki wpływ taka strategia informacyjno-propagandowa brytyjskiej wyższości i siły miała na Brytyjczyków.
Autorka za monografię „Dziedzictwo przemocy” otrzymała nagrodę Pulitzera, w pełni zasłużoną. W powstanie tego dokumentu włożyła 10 lat życia i mnóstwo żmudnej pracy. Samo poszukiwanie i docieranie do dokumentów, źródeł, osób mogących skomentować określone fakty i wydarzenia, wymagało podróży po całym świecie. W efekcie powstało dzieło popularnonaukowe pełne wiarygodnych, szczegółowo udokumentowanych w bibliografii treści, posiłkujące się cytatami, z dołączoną dokumentacją fotograficzną, mapami, przy tym zaś wciągające i wstrząsające czytelniczymi emocjami.
Caroline Elkins stawia własne tezy, bardzo śmiałe i zdecydowane, obala dotychczasowe mity, podpierając się za każdym razem rzeczową argumentacją i wyszperanymi z niesamowitą cierpliwością i zaangażowaniem dokumentami, z których część do dzisiaj pozostawała zamknięta w ciemnościach archiwów lub też z jakichś względów została pominięta.
Zastanówmy się więc: liberalny imperializm, ojcowski despotyzm… co tak naprawdę znaczyły dla ludów podbitych, bo że dla kolonizatorów nowe bogactwa, tanią siłę roboczą i poczucie wielkości, to już wiemy. Autorka przygląda się potknięciom i dźwiganiu się z potknięć imperialnego wizerunku Wielkiej Brytanii od czasów królowej Wiktorii. Wiąże je ze zmianą struktury społecznej, przeobrażeniami polityczno-społecznymi na świecie, bieżącymi trendami, wojnami i kryzysami polityczno-ekonomicznymi. Tworzy w ten sposób barwny, ciekawy historyczny fresk, brytyjskie królestwo przegląda się tutaj w lustrze międzynarodowych, globalnych interesów, starając się z wszystkich sił utrzymać dotychczasową pozycję pierwszoligowego gracza.
Swoją rolę w kształtowaniu społecznych poglądów i nadawaniu im określonego kierunku, i to rolę niemałą, odegrali także pisarze, potrafiący porównywać z emfazą Wielką Brytanię do legendarnych, starożytnych potęg. Same za siebie przemawiają tutaj fakty: zabici i ranni powstańcy afrykanerscy w Afryce Południowej, mieszkańcy Indii, Sipajowie, irlandzcy bojownicy. Tworzone masowo obozy koncentracyjne i tajne ośrodki przetrzymujące zakładników, w których głód i tortury miały zmusić więźniów do ciężkiej pracy, przymusowe przesiedlanie do odległych kolonii, stosowanie metody „spalonej ziemi”… Trzeba przyznać, że zamieszczone w książce fotografie są szokujące, a więźniowie obozów brytyjskich dla Afrykanerów nie różnią się od więźniów Auschwitz stanem wyniszczenia. Jeśli zaś myślicie, że naginanie prawa i pokrętne tłumaczenia typu: to nie wojna, tylko specjalna operacja wojskowa, są wymysłem naszych czasów, to Caroline Elkins udowadnia, że Wielka Brytania wpadła na to już dobrze ponad 100 lat temu.
Książkę należy czytać uważnie, ogrom zawartej w niej wiedzy to mnóstwo szczegółów, detalików, z których każdy ma jednak swój znaczący ciężar. Pisana z prawdziwą erudycją, ze znajomością tematu, ale zarazem umiejętnością jego opowiedzenia, jest prawdziwym czytelniczym rarytasem.
Wszyscy wiemy, że Wielka Brytania to nie tylko przemoc i nadużycia władzy. Ma ona w swojej historii momenty wielkie, długotrwały wysiłek włożony w budowanie państwowości, walkę na frontach II wojny światowej. Caroline Elkins skoncentrowała się na temacie przemocy państwowej wobec kolonii, na jej ewoluowaniu, próbach, trudnych i najczęściej skazanych na porażkę, jej piętnowania i ukrócenia. Nie ulega wątpliwości, iż skala okrucieństwa zebrana w tym 700 stronicowym tomie poraża i przytłacza. Czytajmy więc, szukajmy też na własną rękę innych źródeł, z którymi można się skonfrontować, polemizujmy, dyskutujmy, kłóćmy się nawet… w tym właśnie celu pisane są bowiem tego rodzaju opracowania.
Za egzemplarz dziękuję: https://sztukater.pl/
W dzisiejszych czasach, rozliczeń i rozłamów, ta książka po prostu musiała powstać. Imperialna przeszłość to dziedzictwo Brytyjczyków, do którego spora część mieszkańców Wysp pragnęłaby powrócić. To także kontrowersyjny temat, budzący wiele emocji, skrajnie silnych, które skutkują obalaniem pomników i marszami protestacyjnymi, ale też choćby brexitem. Warto więc prześledzić...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak w 1500 znakach oddać 10 lat pracy #carolineelkis ? Jak w tak niewielu słowach opowiedzieć za czym podążała przez cztery kontynenty?
Mówię o stworzonym przez nią dziele #dziedzictwoprzemocy
Zdecydowanie nie jest to lekka lektura, tematyka ciężka jak żeliwna patelnia u babci, a jednocześnie intrygująca. W końcu mowa tu o imperium i jego chęci by posiadać więcej i więcej. Poczytywałam tę książkę na przemian z mężem i stało się to zaczątkiem kilku dyskusji, a to zaliczam na dodatkowy plus książki.
Książki historyczne mają to do siebie, że można je czytać jak pasjonujące powieści, ale i jak zestaw nużących danych. Wszystko zależy od pióra autora i pomysłu na sposób narracji. Nie raz jest to nieuchwytne, ale wyczuwalne między słowami i potrafi utrzymać uwagę czytelnika. Przyznaję, że to monumentalne dzieło czasami mnie lekko nudziło i potrzebowałam małej iskierka by odpalić do przodu.
Nie mniej, jestem pod ogromnym wrażeniem wszystkich faktów jakie udało się zebrać Autorce oraz ilością źródeł do jakich dotarła. Część z nich była mi znana, ale wiele było dla mnie świeżych. #imperiumbrytyjskie ma swój ogromny udział w historii świata a ta pozycja pozwala nam się w niego zagłębić.
To doskonała pozycja dla tych, którzy są ciekawi tego co było, nawet jeśli mają zajrzeć w te niechlubne rejony ludzkiej działalności. Dlatego zapnij pasy i zapraszam na wycieczkę z ,,cywilizowania".
Mogę dodać, że książka jest pięknie wydana i może być również doskonałym prezentem.
Ode mnie solidne 7/10
Jak w 1500 znakach oddać 10 lat pracy #carolineelkis ? Jak w tak niewielu słowach opowiedzieć za czym podążała przez cztery kontynenty?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMówię o stworzonym przez nią dziele #dziedzictwoprzemocy
Zdecydowanie nie jest to lekka lektura, tematyka ciężka jak żeliwna patelnia u babci, a jednocześnie intrygująca. W końcu mowa tu o imperium i jego chęci by posiadać więcej i więcej....
"Dziedzictwo przemocy” to wstrząsająca i ważna oraz doskonale udokumentowana pozycja, ukazująca brutalne realia brytyjskiego imperium, o których współczesna Wielka Brytania prawdopodobnie wolałaby zapomnieć…
Trudno napisać recenzję tak rozległej i niełatwej książki. Skupię się na przedstawieniu tematyki, szczegóły poznajcie sami...
Jeszcze w połowie XX wieku prawie jedna czwarta powierzchni Ziemi i około 700 milionów ludzi znajdowało się pod panowaniem jednego państwa – Wielkiej Brytanii. Mimo upadku imperium, skutki jego rządów i działań odczuwalne są po dziś dzień.
Caroline Elkins, sięgając do licznych źródeł, szczegółowo przedstawiła fundamenty potęgi brytyjskiego królestwa, sięgające XVIII wieku. Rasizm, poniżanie, wyzysk, kary cielesne, tortury, masowe zabójstwa, deportacje, a wreszcie wojny, terror i obozy koncentracyjne – to wszystko było dziełem białych Brytyjczyków. Określali oni te działania jako „misję cywilizacyjną”, będącą zakamuflowaną strategią tworzenia „raju” dla nielicznych i „piekła” dla milionów.
Autorka ukazuje historię kolonizacji państw i ich rdzennych mieszkańców, którym została odebrana możliwość samostanowienia o swoich prawach oraz o bogactwach naturalnych ziem przez nich zamieszkiwanych. Skupia się na losach Kenii, Palestyny, Indii Malezi i Irlandii. Pokazuje stosowane na tych terenach podobne mechanizmy przemocy i represji oraz ewolucję systemu terroru.
Ta monumentalna lektura jest wymagająca i niełatwa w odbiorze ale otwiera oczy i wbijaja w fotel na wiele dni (ponad 700 stron). Stanowi dogłębną refleksję nad kolonialną przeszłością i jej długotrwałym wpływem na współczesność. To wnikliwa analiza cierpienia ofiar, siły pamięci oraz konieczności rozliczenia się z historią, nawet tą najciemniejszą.
Polecam każdemu, kto interesuje się historią, polityką i prawami człowieka.
Czytaliście? Podzielcie się opiniami w komentarzach.
[Współpraca]
IG: strona.insta
"Dziedzictwo przemocy” to wstrząsająca i ważna oraz doskonale udokumentowana pozycja, ukazująca brutalne realia brytyjskiego imperium, o których współczesna Wielka Brytania prawdopodobnie wolałaby zapomnieć…
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudno napisać recenzję tak rozległej i niełatwej książki. Skupię się na przedstawieniu tematyki, szczegóły poznajcie sami...
Jeszcze w połowie XX wieku prawie jedna...