Syrena. Powieść terapeutyczna

Okładka książki Syrena. Powieść terapeutyczna autorstwa Aga Janiszewska
Okładka książki Syrena. Powieść terapeutyczna autorstwa Aga Janiszewska
Aga Janiszewska Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece literatura piękna
512 str. 8 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2025-04-28
Data 1. wyd. pol.:
2025-04-28
Liczba stron:
512
Czas czytania
8 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383716619
Opowieść balansująca na granicy snu i rzeczywistości, która łączy terapeutyczne ukojenie z baśniową, magiczno-realistyczną stylistyką.

Życie nabiera prawdziwego sensu dopiero wtedy, gdy przestajesz przed nim uciekać.

Alicja od zawsze czuła pociąg do tajemnic, zwłaszcza tych spoczywających w morskich głębinach. Choć fascynuje ją świat przyrody, wydaje się oderwana od realiów codzienności. Nieprzepracowany żal po utracie przyjaciółki z dzieciństwa sprawa, że buduje wokół siebie emocjonalne mury, aż wreszcie dochodzi do punktu krytycznego. Czy odnajdzie w sobie siłę, by wyzwolić się z psychicznego cierpienia i odnaleźć drogę do prawdziwego życia?

„Syrena” to historia o tęsknocie za głęboką relacją i autentycznością w świecie, który coraz bardziej gubi się w płytkich wartościach i emocjonalnym chaosie.
Średnia ocen
6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Syrena. Powieść terapeutyczna w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Syrena. Powieść terapeutyczna



2096 1787

Oceny książki Syrena. Powieść terapeutyczna

Średnia ocen
6,3 / 10
33 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Syrena. Powieść terapeutyczna

avatar
627
597

Na półkach:

Niestety, nie dałam rady skończyć tej książki...
To chyba pierwsza taka sytuacja, kiedy porzucam książkę.
Częste powtórzenia.- wiele zdań, które mają dokładnie ten sam sens. Chociaż przewracałam kartki, to czułam się jakbym czytała cały czas to samo.
Dodatkowo, zdecydowanie za dużo fragmentów z Wikipedii. Czy to było głównym źródłem tej książki? Nie wiem...

A może to nie ten czas...
Może jej nie zrozumiałam...

Wy dajcie jej szanse, a nuż się Wam spodoba :)

Niestety, nie dałam rady skończyć tej książki...
To chyba pierwsza taka sytuacja, kiedy porzucam książkę.
Częste powtórzenia.- wiele zdań, które mają dokładnie ten sam sens. Chociaż przewracałam kartki, to czułam się jakbym czytała cały czas to samo.
Dodatkowo, zdecydowanie za dużo fragmentów z Wikipedii. Czy to było głównym źródłem tej książki? Nie wiem...

A może to nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1870
1085

Na półkach: ,

<Znasz określenie powieść terapeutyczna?>

Muszę przyznać, że ten dopisek z okładki najmocniej zdecydował o tym, że sięgnęłam po powieść Syrena. Miałam nadzieję na komfortową w czytaniu książkę i rzeczywiście, zwłaszcza jej pierwsza połowa to uzależniająca dawka pierwszych młodzieńczych miłości, zauroczeń i przyjaźni, ciepłych herbat wypijanych przy akompaniamencie padającego deszczu i zapachu kwitnących drzew.

To książka po brzegi wypełniona realizmem magicznym, wszystkim tym co w nas jeszcze nieodkryte i drzemiące gdzieś pod powierzchnią skóry. Baśniowa, pełna głębokiej symboliki opowieść o poszukiwaniu siebie pod pozorem szukania przyjaciółki sprzed lat. Alegoria, która zaznacza, że w pewnym momencie musimy rozbić szybę i w końcu zacząć żyć tak naprawdę i po swojemu. Alicja kocha wszystko co związane z morzem, ale nie pamięta dlaczego jej wspólne wyjazdy do Stilo z rodzicami zakończyły się tak nagle. Teraz powoli wchodzi w świat dorosłych, a pytań w jej głowie ciągle przybywa, lata temu rozstała się z przyjaciółką, zupełnie nie może odnaleźć wspólnego języka z rodzicami. Czy jej umiejętności budowania relacji z ludźmi są wybrakowane?

Tak naprawdę nie wiem co jeszcze mogłabym zdradzić wam w opisie, ponieważ ta historia jest właśnie o poszukiwaniu ludzi i relacji. Jednego zachwyci, drugiego znudzi, ale każdy będzie pod wrażeniem przepięknego, poetyckiego języka jakim została napisana. Zwłaszcza pierwsza połowa całkowite mnie zauroczyła i urzekła. Później realizmu magicznego było jeszcze więcej, w pewnym momencie już sama nie wiedziałam czy to o czym czytam to jawa czy sen. Mam wrażenie, że przez to zakończenie trochę się rozmyło i zabrakło ostatecznej klamry, która spięłaby wszystkie wnioski. Drugą połowę też znacznie gorzej mi się czytało, po kilku stronach robiłam sobie przerwy, ponieważ jednak duże natężenie magii i przedziwnych wydarzeń wymagało ode mnie sporo skupienia.

Szkoda, myślałam, że będę zachwycona całością, a tak się niestety nie stało. Jestem jednak bardzo ciekawa kolejnych książek autorki.

<Znasz określenie powieść terapeutyczna?>

Muszę przyznać, że ten dopisek z okładki najmocniej zdecydował o tym, że sięgnęłam po powieść Syrena. Miałam nadzieję na komfortową w czytaniu książkę i rzeczywiście, zwłaszcza jej pierwsza połowa to uzależniająca dawka pierwszych młodzieńczych miłości, zauroczeń i przyjaźni, ciepłych herbat wypijanych przy akompaniamencie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1505
917

Na półkach:

„Ciało mówiło, zanim ja nauczyłam się słuchać. Ono pamiętało wszystko."
„Byłam Syreną. Głos oddałam, żeby przetrwać. Teraz muszę go odzyskać.”
„Bałam się ciszy, bo wtedy słyszałam siebie za głośno.”
„Nie wiedziałam, kim jestem, dopóki nie przestałam być tym, kim chcieli inni.”
Syrena to nietypowa powieść balansująca na granicy jawy i rzeczywistości.
Książka nie jest zapisem losów bohaterki zmagającej się z typowymi kłopotami dnia codziennego- to raczej długa droga do tego by Alicja , bo tak ma na imię kobieta odkryła swoją tożsamość i wyzwoliła się z sieci ludzkich oczekiwań stawiając się na pierwszym miejscu.
Na początku książki Ala nie potrafi znaleźć w sobie siły by stawić czoła rzeczywistości, choć Aga Janiszewska celowo nie definiuje problemów stojących na jej drodze , by osoba zanurzająca się w historii mogła się z nią łatwo utożsamić.
Jej trauma ma wielowymiarowy charakter – emocjonalny, relacyjny i cielesny. To nie tylko konkretne wydarzenia, ale też długotrwałe poczucie odłączenia od siebie samej. Cierpi z powodu braku głębokiego kontaktu z własnym ciałem, emocjami i potrzebami. Czuje, że „żyje obok siebie”.
Konfrontacja z własnymi lękami i bolesną przeszłością wymaga odwagi, lecz jest swoistym oczyszczeniem i wyznaczaniem nowego życiowego szlaku.
To nie jest opowieść pełna napięcia. To raczej studium charakteru pełne metafor i symboli niosace przesłanie o tym ,że nigdy nie jest za późno na to by zacząć być sobą.

Opowiem teraz o najważniejszych zawartych w książce symbolach.
Syrena – symbol kobiecości, mocy, głosu, ale też utraty siebie w zamian za „bycie kochaną”.

Cisza i woda – elementy oczyszczające, konfrontujące, symbolizujące wewnętrzne procesy.

Ciało – nie jako fizyczna powłoka, lecz jako dom emocji, intuicji i pamięci.
Jeśli szukacie wymagającej uważności i skupienia lektury pomagającej spojrzeć na codzienność z innej perspektywy-Syrena będzie idealnym wyborem.

„Ciało mówiło, zanim ja nauczyłam się słuchać. Ono pamiętało wszystko."
„Byłam Syreną. Głos oddałam, żeby przetrwać. Teraz muszę go odzyskać.”
„Bałam się ciszy, bo wtedy słyszałam siebie za głośno.”
„Nie wiedziałam, kim jestem, dopóki nie przestałam być tym, kim chcieli inni.”
Syrena to nietypowa powieść balansująca na granicy jawy i rzeczywistości.
Książka nie jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

111 użytkowników ma tytuł Syrena. Powieść terapeutyczna na półkach głównych
  • 71
  • 38
  • 2
13 użytkowników ma tytuł Syrena. Powieść terapeutyczna na półkach dodatkowych
  • 5
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy Syrena. Powieść terapeutyczna przeczytali również

Co nam zostawił Morgan Dick
Co nam zostawił
Morgan Dick
Dwie kobiety, Arlo terapeutka i Mickey przedszkolanka. Obie spotykają się w obliczu straty. Nie zdając sobie sprawy z łączących je więzów krwi zostają wmieszanie w plan, gdzie jest ukryty haczyk. Mickey dziewczyna traci ojca z którym nie była blisko, a ... uwzględnił ją w testamencie. Prywatnie mocno pogubiona, ukrywa bycie w szponach nałogu. Arlo kobieta pogrążona w żałobie i pretensji do ojca, który ... wykreślił ją z testamentu. Czy staną w gotowości do przełamania własnych słabości i zaakceptują rzeczywistość? Powieść pokazuje proces odbicia się od dna, przeformatowania tego co już nam nie służy. Daje wgląd w osobowości, które walczą o uwagę, uczucia rodzicielskie, mierzą się ze stratą nie tylko ojca, ale z własnymi niespełnionymi pragnieniami. A jednocześnie są sprawcze, nie stoją w miejscu, w bezruchu i szukają rozwiązań. Powieść poruszyła mnie. Autorka celnie opisała wątki żałoby, oczekiwań społecznych, chęci bycia dostrzeżoną. Ujęła wylewnością emocji: żalu, konfliktów, złości, bezradności, aż po próbę dojścia do akceptacji zastanego stanu rzeczy bez upiększeń. To książka, która nie tyle opowiada historię, co otwiera furtkę do rozmowy z samym sobą. Pod pierzyną fabuły kryje się refleksja nad tym co zwykle jest spychane na margines codzienności. Powieść polecam, może być ścieżką dostrzeżenia autodestrukcyjnych impulsów i oporu przed głębokimi więzami z drugim człowiekiem.
Beata - awatar Beata
oceniła na77 miesięcy temu
Pogłos Helga Flatland
Pogłos
Helga Flatland
„ (…) sytuacją kryzysową jest nie móc żyć.” Sytuacją kryzysową jest nie móc być sobą pośród ludzi, którzy oceniają i szufladkują i którzy nagle cię wykreślają... W ich oczach przestajesz w ogóle być, nie ma cię, choć jesteś i choć wszystko wewnątrz ciebie pęka z bólu. Jesteś jednym, wielkim, kobiecym bólem, który próbuje się uśmiechać i żyć i myśleć i który odważa się być nadal tu, w tej małej mieścinie, bo gdzie indziej masz być? Mathilde podczas pandemii wiąże się z Jacobem, z uczniem, który sam inicjuje bliskość między nimi. To od niego wszystko się zaczyna, by potem na Mathilde się skończyło. Bliskość z Jacobem wiąże się z ogromnym ryzykiem, dlatego, gdy prawda wychodzi na jaw, Mathilde ponosi tego konsekwencje. Zostaje bez pracy, posądzona o lubieżność i o wykorzystanie młodszego. Nie ma prawa głosu, bo nikt nie ma ochoty słuchać jej wyjaśnień. Stygmatyzowana zostaje wyrzucona poza nawias i człowieczeństwa i normalności. Bronić się? Próbować dialogu? Godzić się na postawione warunki? Chyba nie warto, nie tu i nie w takim natłoku myśli innych ludzi, skrzywionych myśli nie mających nic wspólnego z prawdą. Wiele pytań się pojawia, wiele słonych łez i bólu odczuwanego aż w duszy. Tyle myśli bez odpowiedzi... Aż Mathilde wyjeżdża z Oslo. Zmienia adres, zmienia otoczenie i wymazuje swoją przeszłość. Ląduje w Telemarku i wynajmuje dom od John`sa i Andreasa. Zjawia się tu, bo musi mieć nowy start, musi zacząć życie od czystej karty siebie. Ale ten okrutny czas pokazuje, że i tu są ludzie, którzy wszystko widzą. Że są miejsca pozornie ciche, które mają oczy i uszy. Że wszystko wychodzi na światło dzienne, nawet jeśli długo stanowi tajemnicę. Bo „(...) Czasem człowiek nie wie, dlaczego robi to, co robi” choć „czasem błąd jest szczęśliwym trafem, punktem zwrotnym, a nawet objawieniem”. Jest łóżko, jest jego bliskość i jej nagość, są jego dłonie i oddech. Jego ciało, jej ciało, ruch, zmięta pościel i pustka po jakimś czasie. Jest pożegnanie, które jak pożegnanie w ogóle nie wygląda. Są wspomnienia. I jest gorzki smak trucizny, która rozlewa się po całym ciele. On krzyczy, ona milczy. On choruje, potem. Ona musi być zdrowa i pokazać siłę, na przekór ludziom i na przekór samej sobie. I są słowa. Że im dalej jest, tym bardziej on ją kocha. Że im bardziej się oddala, tym bardziej on czuje miłość do niej. Lecz gdy już jest, gdy wraca i gdy patrzy na niego, gdy czeka na słowo, czy jego gest, nawet ten drobny, to on milczy. Milczy albo mówi nie to, co chciał powiedzieć. Nie potrafi w sobie znaleźć odpowiednich słów, by wyrazić co czuje. Rani ją. Biczuje słowami. Upokarza swoją osobą... Choć potem tego żałuje i czeka znowu, na nią. Zerka w okna wieczorem i pragnie jej w tym swoim niemym ciele. Nie potrafisz oderwać się od tych stron, których treść tak głęboko w ciebie wrasta. Ponownie odtwarzasz wyczytane sceny i wyświetlasz je sobie pod powiekami oczu. Czujesz w sobie tę historię i tą bezradność ludzi z „Pogłosu” lecz jakoś nie umiesz znaleźć wyjaśnienia ich zachowań. Każdy skrywa traumy, których nie wyjawia, a które zakopuje w sobie coraz głębiej i głębiej. Udają kogoś, kim naprawdę nie są i ranią ludzi, którzy na ich gniew nie zasłużyli. Flatland nakreśliła powieść, po której skończeniu słyszysz ciszę. Wyczytane słowa układają się w tobie, a domysły snują się niczym potok. Stajesz się świadkiem tragedii, którą trudno opisać. Milczysz w tej pustce, która echem wypełnia ci umysł. Wszystko umiera bezpowrotnie. Podobnie zrobiła Sara Mesa w „Takiej miłości” gdzie między ludźmi zabrakło słów, których chciało się coraz więcej i więcej. Był on i ona i ich namiętność. Lecz zegar tykał, mijały dni, po nich tygodnie. Weszła inność i słowa, które zburzyły wszystko. Było ich nagle tak wiele, że robiło się duszno. A przecież, myślisz, było między nimi tak dobrze i trak pięknie. Potrzebowali się wzajemnie, tak zwyczajnie. Chcieli siebie, więc dlaczego tak się ta ich historia potoczyła. Nie inaczej jest w „Pogłosie” Flatland. Jest ona, jest on i jest dziś, a co jutro? Co z innymi osobami? Kto weźmie na swe barki konsekwencje tego co było między nimi? Czyja to wina, pada pytanie, które zawisa w powietrzu szukając odpowiedzi, no, czyja? Czyja to wina? Kto zaczął to wszystko?... A czy to ważne?, myślisz jako czytelnik. „Pogłos” paraliżuje i odbiera zmysły. Zawłaszcza człowieka dla siebie i przemiela go, by na końcu wypluć. Wrzucić w spienione wody wodospadu. Zniszczenie wszystko uśmierca, a zagubienie przygniata duszę, jak ciężki głaz, co odpadł ze stromego zbocza. Czytasz w ciszy, a gdy kończysz, zaczynasz czytać od nowa. Wyczytujesz tą powieść i łapiesz się na tym, że wówczas ta historia nabiera innego znaczenia. Że ta powieść ma wielorakie zakończenie. Ale, co wiesz, każde z nich gorzko smakuje i tak samo boli. Flatland wykreowała literacki, precyzyjny wręcz obraz dusznego uczucia, które puchnie do chwili, aż pęka i wszystko zmienia. Rodzi się zawiść, zazdrość i kłamstwa. Rodzą się czyny, padają niepotrzebne słowa, a obrzydzenie zalewa umysły mieszkańców, tych postronnych „domyślicieli”, którzy już wydali wyrok. … winna... Niesamowita powieść. Wyjątkowa i szczególna. Jedna z najlepszych, jakie mi się ostatnio trafiają. #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na915 dni temu
Martwa natura Sarah Winman
Martwa natura
Sarah Winman
„Martwa natura” rozpisana jest na ponad dwadzieścia lat. Zaczyna się pod koniec wojny, we Włoszech, gdzie poznajemy dwoje bohaterów: próbującą ocalić dzieła sztuki Evelyn oraz młodego żołnierza Ulysessa. Początkowo to historyczka sztuki wydała mi się postacią ciekawszą — inteligentną, błyskotliwą, mówiącą zdaniami, z których każde mogłoby stać się cytatem. Z czasem jednak Ulysses odsłania swoją złożoność, szczególnie gdy po wojnie wraca do Londynu, a później otrzymuje szansę powrotu do Florencji i rozpoczęcia tam nowego, pozornie sielankowego życia. To życie okazuje się bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać, nie szczędzi mu trudnych doświadczeń, a jednak w ostatecznym rozrachunku pozostaje pełne sensu i ciepła. Florencja staje się także miejscem ponownego spotkania bohaterów. Od połowy książki znów czyta się ją z przyjemnością — spokojnie, urokliwie, w nieco staroświeckim stylu, ale w najlepszym znaczeniu tego słowa. To opowieść o przyjaźni, sztuce i miłości. Historia ciepła i refleksyjna, pokazująca, że niemal wszystko można przetrwać, jeśli obok są ludzie życzliwi, oddani i kochający. Początkowo sądziłem, że to powieść obyczajowa, jednak z czasem zmieniłem zdanie. Język, włoskie krajobrazy i obecność sztuki przez duże „S” sprawiają, że mamy do czynienia z literaturą piękną. Serdecznie polecam. Za egzemplarz dziękuję @wydawnictwo_arkady
jackspear217 - awatar jackspear217
ocenił na715 dni temu
Ogród nad brzegiem morza Mercè Rodoreda
Ogród nad brzegiem morza
Mercè Rodoreda
"Ogród nad brzegiem morza" zrobił na mnie wrażenie przede wszystkim swoim spokojnym, eleganckim klimatem i subtelnością. To książka, w której pozornie niewiele się dzieje – obserwujemy życie zamożnych mieszkańców letniej posiadłości nad morzem oczami ogrodnika. Jednak właśnie ta perspektywa sprawia, że powieść staje się czymś znacznie ciekawszym niż zwykłą historią obyczajową. Najbardziej podobało mi się napięcie między powierzchnią a tym, co ukryte. Z jednej strony mamy piękny ogród, letnie przyjęcia, eleganckie stroje i atmosferę wakacyjnego spokoju. Z drugiej – pod tą estetyczną fasadą kryją się samotność, niespełnienie, emocjonalne pęknięcia i napięcia między bohaterami. Autorka świetnie pokazuje, że to, co najważniejsze, często nie jest wypowiedziane wprost. Narracja ogrodnika bardzo mi odpowiadała. To narrator zdystansowany, uważny i skromny, który obserwuje innych z boku, nie narzucając interpretacji. Dzięki temu czytelnik sam musi wychwytywać niuanse relacji i emocji. Podobało mi się, że ta perspektywa nadaje książce pewną cichość i melancholię. Dużą rolę odgrywa tu również sama natura. Ogród nie jest tylko dekoracją, ale odbiciem emocjonalnego świata bohaterów. To książka bardziej do kontemplacji niż do szybkiego czytania. Nie ma tu dramatycznych zwrotów akcji, ale jest dużo niedopowiedzeń i subtelnych emocji. Dla mnie była to lektura bardzo nastrojowa i elegancka – trochę melancholijna, trochę ironiczna, a jednocześnie niezwykle piękna językowo. Poleciłabym ją osobom, które lubią literaturę kameralną, psychologiczną i opartą bardziej na atmosferze niż fabule.
Magdalena Sawicka - awatar Magdalena Sawicka
oceniła na83 dni temu
Sami dobrzy ludzie Ashley Flowers
Sami dobrzy ludzie
Ashley Flowers
„Sami dobrzy ludzie” to powieść, która w niespiesznym tempie odsłania historię rodziny — z pozoru prawidłowo funkcjonującej — na tle specyficznego, dusznego miasteczka, w którym każdy zna każdego, a jednak nikt nie mówi całej prawdy. Fabuła rozwija się powoli, niemal leniwie, pozwalając czytelnikowi wsiąknąć w atmosferę miejsca i relacje między bohaterami. Ten spokój zostaje jednak brutalnie przerwany przez nieszczęśliwe zdarzenie, które uruchamia lawinę pytań i wątpliwości. Autorka sprawnie przeplata przeszłość z teraźniejszością, stopniowo odkrywając kolejne elementy układanki. Wielowątkowość historii sprawia, że nic nie jest tu jednoznaczne — mamy tajemnice, plotki, niedomówienia i nieszczerość. To właśnie te ludzkie słabości budują napięcie i nadają powieści autentyczności. Bo przecież w małych społecznościach najgłośniej krzyczą sekrety, o których oficjalnie nikt nie chce mówić. Sięgając po tę książkę, znając zainteresowania i dotychczasową działalność autorki, można oczekiwać dynamicznego thrillera o wyraźnym tempie i mocnym akcencie true crime. Tymczasem Flowers proponuje historię bardziej psychologiczną, opartą na klimacie i emocjach, a nie wyłącznie na sensacyjnych zwrotach akcji. To może zaskoczyć — i niekoniecznie od razu pozytywnie. Początkowo rzeczywiście można odnieść wrażenie, że akcja stoi w miejscu, jednak z czasem narracja nabiera wyrazu, a atmosfera gęstnieje. Zakończenie jest szokujące i zaskakujące, choć wątek reporterki wydaje się nieco zbyt szybko ucięty. Pozostawia to pewien niedosyt, ale jednocześnie daje przestrzeń do własnych interpretacji. I być może właśnie w tym tkwi siła tej historii — nie wszystko zostaje podane wprost. Od siebie dodam, że „Sami dobrzy ludzie” to opowieść bardziej o mechanizmach milczenia niż o samej zbrodni. To historia o tym, jak łatwo społeczność potrafi zbudować fasadę „dobrych ludzi”, pod którą kryją się lęk, egoizm i wygoda. To nie jest thriller, który pędzi — to taki, który powoli zaciska pętlę. I choć nie jest wolny od niedociągnięć, zostawia po sobie niepokój, który zostaje z czytelnikiem na dłużej. Jeśli oczekujemy wartkiej akcji od pierwszej strony, możemy poczuć rozczarowanie. Jeśli jednak damy tej historii czas — odwdzięczy się klimatem i refleksją nad tym, jak cienka bywa granica między „dobrym człowiekiem” a kimś, kto po prostu milczy.
Judyta Kowal - awatar Judyta Kowal
ocenił na82 miesiące temu
Echo dawnych ksiąg Barbara Davis
Echo dawnych ksiąg
Barbara Davis
Podejmując się lektury powieści „Echo dawnych ksiąg", czytelnik musi uzbroić się w nie lada cierpliwość, gdyż początek tej historii to niemal definicja nużącego wprowadzenia. Akcja rozkręca się z prędkością żółwia, tonąc w morzu rozwlekłych dialogów, które częściej spowalniają narrację, niż wnoszą do niej istotne treści. Głównym motywem, wokół którego krąży fabuła, jest misterna, choć dla wielu męcząca, konstrukcja literackiej zagadki. Poznajemy Ashlyn, pracownicę antykwariatu, która pewnego dnia natrafia na dwa tajemnicze woluminy pozbawione nazwiska autora. Co ciekawe, obie książki przedstawiają tę samą historię, lecz z dwóch różnych punktów widzenia – kobiecego i męskiego. To odkrycie staje się dla bohaterki obsesją, a my jesteśmy zmuszeni towarzyszyć jej w mozolnym procesie ustalania, w jaki sposób losy Belle i Hemiego – pary kochanków z kart odnalezionych rękopisów – wiążą się z jej własnym życiem i przeszłością jej rodziny. Niestety, to właśnie tutaj pojawia się największy zgrzyt tej powieści. Historia Belle i Hemiego, którą czytamy wraz z Ashlyn, okazuje się w istocie na maksa tandetnym romansem, napisanym językiem tak pretensjonalnym, że trudno w nim znaleźć autentyczne emocje. Zamiast zaangażowania, czytelnik częściej odczuwa pokusę przewracania oczami nad nadmiarem patosu i melodramatycznych zwrotów akcji. Najbardziej irytującym elementem jest jednak swoisty dysonans poznawczy, jaki serwuje nam autorka: podczas gdy my przedzieramy się przez kolejne warstwy literackiego kiczu, Ashlyn oraz inne postaci drugoplanowe co chwilę wpadają w zachwyt, powtarzając z namaszczeniem, z jak niezwykle głęboką i poruszającą literaturą mają do czynienia. Ta nachalna sugestia, że obcujemy z arcydziełem, wywołuje opór, bo tekst broni się słabo, a jego „głębia” wydaje się jedynie pozorna, skrojona pod dyktando najbardziej wyświechtanych schematów gatunkowych. Wątek romantyczny między Belle i Hemim, osadzony w przeszłości, ma w zamierzeniu stanowić tragiczne i mistyczne jądro książki, jednak brak mu psychologicznej wiarygodności. Ich relacja, pełna wielkich słów i jeszcze większych cierpień, sprawia wrażenie sztucznej i odrealnionej. Ashlyn, starając się rozwikłać tajemnicę ich tożsamości, brnie przez kolejne poszlaki, co z kolei zmusza nas do śledzenia jej własnych miłosnych perypetii, które wcale nie ustępują tym z odnalezionych książek pod względem przewidywalności. Rozwlekłość tej opowieści potęguje fakt, że autorka poświęca mnóstwo miejsca na opisywanie emocjonalnych stanów bohaterek, które nieustannie analizują każdy gest i spojrzenie, co po pewnym czasie staje się po prostu nużące. Zamiast dynamicznej zagadki historycznej, otrzymujemy statyczny portret kobiet rozpamiętujących dawne żale. Mimo tych ewidentnych wad, „Echo dawnych ksiąg” stara się grać na emocjach miłośników literatury o książkach i antykwariatach, wykorzystując sprawdzony motyw „opowieści w opowieści”. Atmosfera zakurzonych półek i starych manuskryptów mogłaby być atutem, gdyby nie została przytłoczona przez miałkość samej historii Belle i Hemiego. Parafraza losów Ashlyn, która buduje swoją tożsamość na odkrywaniu prawdy o nieznanych autorach, pokazuje, jak łatwo popaść w literacki narcyzm – bohaterka tak bardzo chce wierzyć w wyjątkowość znaleziska, że przestaje dostrzegać jego stylistyczne mankamenty. Dla czytelnika poszukującego solidnego thrillera historycznego lub mięsistej prozy obyczajowej, ta podróż może okazać się rozczarowaniem. Całość sprawia wrażenie utworu, który bardzo chce być ważny i poetycki, ale ostatecznie grzęźnie w nadmiarze przymiotników i zbyt wolnym tempie, które sprawia, że echo tych dawnych ksiąg wybrzmiewa po prostu zbyt cicho i monotonnie. To książka, która wymaga od odbiorcy dużego kredytu zaufania i przymknięcia oka na literackie uproszczenia, co przy tak dużej objętości tekstu bywa zadaniem karkołomnym.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na64 miesiące temu
Zraniony stół Laura Martínez-Belli
Zraniony stół
Laura Martínez-Belli
Tworzenie obrazu "Zraniony stół" sprawiło Fridzie Khalo fizyczny ból. Ból, który czuła, musiał zostać przelany "na płótno" - a właściwie to na deskę, na której go namalowała. To obraz, który pokazuje jej cierpienie, po nakryciu swojego męża na zdradzie z jej ukochaną siostrą. I właśnie wokół tego obrazu, który w rzeczywistości zaginął i dalej nie wiadomo, co się z nim dzieje, zbudowana jest fabuła książki "Zraniony stół". Niestety, jak jak Frida cierpiała podczas tworzenia, tak i ja niejako cierpiałam podczas czytania tej książki. Przez 2/3 zastanawiałam się, do czego ona zmierza i rozważałam porzucenie jej. Dopiero ostatnia część, po śmierci Fridy, delikatnie mi zrekompensowała wcześniejsze katusze. *** Autorka prowadzi akcję dwutorowo. Skaczemy między Meksykiem, w którym żyje Frida i Moskwą, w której to poznajemy drugą bohaterkę Olgę. Czytając opis książki byłam przekonana, że zawiąże się między nimi przyjaźń. No cóż, trudno było o takiej mówić, gdyż się nigdy nie poznały. Ich punktem wspólnym był obraz "Zraniony stół", który trafił do Moskwy i oczarował Olgę. A może nawet zahipnotyzował, gdyż była w stanie poświęcić dla niego nawet własne życie. I wydawać by się mogło, że to ciekawa historia, bo sam pomysł fabularny na pewno taki był. Ja jednak nie mogłam przebrnąć przez rozmowy Fridy i Diega. Ich relacja była dla mnie po prostu chora. A Brzuchacz najzwyczajniej w świecie mnie obrzydzał. Sama Frida też jakoś w tej książce nie zdobyła mojej sympatii. Nie wiem, na ile wiernie autorka oddała jej charakter w tej książce. Na pewno jednak choroby fizyczne i cierpienie, którego doświadczała od lat, wywarły na nią ogromny wpływ. Co do drugiej bohaterki, uważam, że została nieco ciekawiej przedstawiona. Jednak znowu, część rzeczy mnie w tej książce nużyło. I chyba też nie do końca miałam ochotę na czytanie o Rosji i stalinizmie... Najbardziej podobała mi się część, w której Olga znajdowała się w NRD. Według mnie to była najlepsza część książki, najprawdziwsza i najbardziej emocjonująca. Pierwszy raz czytałam książkę, w której mogłam popatrzeć od środka na powstawanie muru berlińskiego. No cóż, tym razem książka nie trafiła w moje gusta i pewnie szybko o niej zapomnę.
Libroviator - awatar Libroviator
ocenił na64 miesiące temu
Mężowie Holly Gramazio
Mężowie
Holly Gramazio
Pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał, a historia naprawdę mnie wciągnęła. Bardzo dobrze, lekko mi się to czytało, jednak tylko do czasu. Bohaterka, singielka Lauren, nagle zastaje w domu Michaela, który twierdzi, że jest jej mężem. Okazuje się że zszedł ze strychu, a kiedy tam znów po coś poszedł, zniknął, a na jego miejsce pojawił się kolejny mąż. Od tego momentu Lauren toleruje kolejnych mężów raz dłużej raz krócej, w zależności od tego na ile odpowiadają jej oczekiwaniom. Jak jest coś nie tak, wysyła ich na strych. Cały czas próbuje jednocześnie dociec o co w tym wszystkim chodzi. Przez grubo ponad sto stron lektura jest zabawna, lekka, a jednocześnie skłaniająca do refleksji nad tym jak nasze pozornie błahe decyzje wpływają na nasze życie. Bo co by było gdybym poszła do innej szkoły, na inne studia, pojechałabym na inne wczasy? Może teraz byłabym zupełnie inną osobą, w innym mieście z innym mężem? Z czasem jednak historia robi się trochę nużąca. Lauren wpada w taki ciąg zmiany mężów, że robi się to już zwyczajnie płytkie, nudne, absurdalne a nawet niesmaczne. Dziewczyna przebiera, grymasi, wybrzydza, marudzi i zmienia gości częściej niż rękawiczki. W końcu zaczyna się zachowywać jak kompletna idiotka, ja się wkurzam na nią i na książkę, aż przychodzi olśnienie - przecież każdy na jej miejscu byłby bliski obłędu! Ponad dwustu chłopów w ciągu roku? I końca nie widać. Nic dziwnego, że dziewczę czuje się zmęczone, wyczerpane i podejmuje jakieś desperackie i nieracjonalne kroki, aby zakończyć to błędne koło... Muszę przyznać, że końcówka całkiem mi się podobała i ogólnie książkę oceniam pozytywnie.
Juanita - awatar Juanita
oceniła na723 dni temu
Czas zatrzymany Maja Lunde
Czas zatrzymany
Maja Lunde
Maja Lunde, autorka tetralogii klimatycznej, która bardzo mi się podobała, pozostaje w problematyce ekologicznej i konfrontuje czytelników z odwiecznym marzeniem ludzkości- zatrzymaniem upływającego czasu. Bo czyż nie wzdychamy czasami: Ależ ten czas leci? Czyż nie robimy wszystkiego, co się da, aby go oszukać? Konsekwencją tykających zegarów i zmieniających się kartek kalendarza jest przecież starzenie się i w efekcie śmierć, a tej się boimy. „Czas zatrzymany”to opowieść o świecie, w którym nagle przestał płynąć czas człowieka. W naturze wszystkie procesy przebiegają normalnie, ale ludzie przestali się rodzić i umierać. Choroby nie postępują, dzieci w łonach matek nie rozwijają się, nie rosną nawet włosy i paznokcie. Nie trzeba jeść, pić, ani spać, bo ludzkie organizmy nie potrzebują energii. Po początkowej euforii (szczególnie wśród tych, którzy czuli śmierć na karku),świat pogrąża się w chaosie. Giełdy pikują, zakłady pogrzebowe świecą pustkami, a w szpitalach obserwuje się trwanie tych, którzy powinni być martwi. Na tym tle Lunde przedstawia kilkoro bohaterów, mierzących się z zastojem świata: terminalnie chorą fotografkę Jenny, pasjonata ogrodnictwa Ottona, uzależnioną od sportów ekstremalnych Ellen, Jacoba i Lisę oczekujących narodzin pierwszego dziecka i innych. Okazuje się, że zatrzymany czas dla każdego z nich jest koszmarem, a marzenie o powrocie do czasów, gdy ludzie umierali jest bardzo silne. Do tego stopnia, że lansuje się modę na siwiznę, a młodzi chłopcy marzą o stosunkach ze staruszkami. Autorka formułuje tu tezę, że anomalie czasu są karą dla ludzi za brak szacunku dla świata natury, za ludzką pychę, która każe nam konsumować, nie oglądając się na szkody, jakie czynimy na ziemi. Natura wyrzuca więc człowieka poza nawias, odbiera mu linearnie biegnący czas. Surowa to kara, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się inaczej. Ludzkość zawieszona w czasie miota się między udręką a nadzieją, a śmierć, choć do tej pory przerażająca, okazuje się być nieosiągalnym marzeniem. Podobała mi się ta powieść ze względu na jej nietuzinkowość i świeżość. Fabuła prowokuje do rozmyślań o charakterze filozoficznym, a historie bohaterów zaskakują.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na81 miesiąc temu
Jedyna córka Guadalupe Nettel
Jedyna córka
Guadalupe Nettel
https://klubczulejczytelniczki.pl/jedyna-corka-guadalupe-nettel/ "Próbując być szczęśliwi, ludzie skaczą w dół ku własnemu cierpieniu." --- Meksyk. Laura, Alina i Doris - trzy różne kobiety, które łączy jedno: rozterki dotyczące macierzyństwa. I... To chyba tyle, co chciałabym Wam powiedzieć na temat fabuły tej książki, mając nadzieję, że przekonam Was do sięgnięcia po nią tylko na bazie moich emocji. --- A emocje miałam ogromne. "Jedyna córka" (10/10) to książka, która trafiła w takie zakamarki mojego serca, o których chyba zapomniałam, że istnieją. Nie ma wielu stron, ale ma ogrom treści. Dla mnie to historia o miłości. Do dziecka, do przyjaciółki, do siebie. Ale to właśnie wątek dziecka tak mną wstrząsnął. Nie powiem, dlaczego, bo to byłby ogromny spojler, ale uwierzcie mi - to wątek, który porusza. Mnie poruszył z bardzo osobistych względów: widziałam w nim część (nie dosłownie) swojego życia, zobaczyłam, jakie emocje mogły towarzyszyć moim rodzicom. Ostatnie 1/3 książki przepłakałam tak, że nie mogłam długo dojść do siebie. A dla mnie to najlepszy wyznacznik, czy książka jest moja, czy nie. Czy będzie Wasza? Nie wiem. Bardzo bym chciała. Bo oprócz tych emocji, mamy tu wyraziste postaci (bardzo podoba mi się narracja Laury, z którą dość mocno utożsamiałam się pod niektórymi względami),opowieść o depresji, o meksykańskim społeczeństwie. Nie twierdzę, że to idealna książka. Nie do końca wiem, po co był końcowy wątek między głównymi bohaterkami, ale wiecie co? Książka nie musi być idealna, żeby trafiła prosto w serce ❤️ "Jedyną córkę" poznałam dzięki @klubczulejczytelniczki , za co będę klubowi i @aleksmakulska wdzięczna do końca życia 🥹❤️ A Was zachęcam do przeczytania. Może akurat to będzie TA książka ❤️ https://klubczulejczytelniczki.pl/
OstatniaKropka - awatar OstatniaKropka
oceniła na102 miesiące temu

Cytaty z książki Syrena. Powieść terapeutyczna

Więcej

Była naprawdę stęskniona, może więc to nie przypadek, że usiadły koło siebie. Świat nie mógł przecież być przypadkowo – czyli głupio – urządzony. Może spotkały się, bo tęsknota w oczach Alicji, tęsknota za nie wiadomo czym ani kim, wyczuła obecność tęsknoty w oczach kobiety.

Pomachała do niej i zaprosiła, aby tamta się przysiadła. Aby mogły tęsknić sobie razem – za nie wiadomo kim ani czym.

Była naprawdę stęskniona, może więc to nie przypadek, że usiadły koło siebie. Świat nie mógł przecież być przypadkowo – czyli głupio – urząd...

Rozwiń
Aga Janiszewska Syrena. Powieść terapeutyczna Zobacz więcej

Czasem obojętność jest najbardziej pożądanym i pozytywnym stanem, na jaki człowieka stać.

– Myślisz, że coś mogłoby ci na to pomóc? Może jednak dobrze by było, jakbyś porobiła jakieś badania, pochodziła po lekarzach? – zapytała zatroskana Dagna. Bardzo by chciała rozwiązać ten problem – wyjść z szarej kałuży i móc dalej planować jutrzejszą imprezę.

– Na pewno by mi pomogło, gdybym pojechała nad morze. – Ala się uśmiechnęła. Bo ono pomagało na wszystko.

– Przecież ciągle tam jeździsz, Alka! – zaśmiała się lekko Dagna.

– No co ty, dawno nie byłam! Już parę tygodni. Muszę pojechać jeszcze tego lata, choć na chwilę.

W sumie mogłaby zrobić to natychmiast – wrócić na Centralną, wsiąść w pociąg do Gdańska i za kilka godzin być u siebie. Znów zacząć oddychać.

Czasem obojętność jest najbardziej pożądanym i pozytywnym stanem, na jaki człowieka stać.

– Myślisz, że coś mogłoby ci na to ...

Rozwiń
Aga Janiszewska Syrena. Powieść terapeutyczna Zobacz więcej

Wujek Antoni siedział naprzeciwko Ali i jak zwykle milczał. Milczał tak już od bardzo dawna, a nuta pretensji w głosie cioci dotyczyła właśnie tego. Teraz też jedynie skinął głową.

Bo ogólnie to był całkiem uprzejmy – tylko nie był niczego ciekawy. Już nie był albo nigdy nie był – nie dało się stwierdzić.

A uprzejmość pozbawiona ciekawości jest bardzo chłodna i ciężka. To ten rodzaj uprzejmości, którym można doprowadzić kogoś na sam skraj tłumionego szaleństwa – co ewidentnie działo się z ciocią Izą, która coraz zamaszyściej mieszała teraz łyżką w swojej porcji zupy, niszcząc tym samym wszystkie kwieciste esy-floresy.

Wujek Antoni siedział naprzeciwko Ali i jak zwykle milczał. Milczał tak już od bardzo dawna, a nuta pretensji w głosie cioci dotyczyła właśn...

Rozwiń
Aga Janiszewska Syrena. Powieść terapeutyczna Zobacz więcej
Więcej