Fantastyka bez granic. Tom 1

Okładka książki Fantastyka bez granic. Tom 1
praca zbiorowa Wydawnictwo: Borgis Cykl: Fantastyka bez granic (tom 1) fantasy, science fiction
603 str. 10 godz. 3 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Fantastyka bez granic (tom 1)
Data wydania:
2024-12-12
Data 1. wyd. pol.:
2024-12-12
Liczba stron:
603
Czas czytania
10 godz. 3 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368322033
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Fantastyka bez granic. Tom 1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Fantastyka bez granic. Tom 1

Średnia ocen
6,4 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
14
3

Na półkach:

Najciekawsze w tej antologii jest to, że nie zamyka się w jednym gatunku. Od mrocznych, klaustrofobicznych horrorów, przez pełne magii fantasy, po futurystyczne wizje science-fiction – każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nie są to opowieści „tylko dla zabicia czasu”, ale teksty, które prowokują do myślenia o granicach ludzkiej wyobraźni.

Najciekawsze w tej antologii jest to, że nie zamyka się w jednym gatunku. Od mrocznych, klaustrofobicznych horrorów, przez pełne magii fantasy, po futurystyczne wizje science-fiction – każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nie są to opowieści „tylko dla zabicia czasu”, ale teksty, które prowokują do myślenia o granicach ludzkiej wyobraźni.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

38 użytkowników ma tytuł Fantastyka bez granic. Tom 1 na półkach głównych
  • 19
  • 18
  • 1
8 użytkowników ma tytuł Fantastyka bez granic. Tom 1 na półkach dodatkowych
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Fantastyka bez granic. Tom 1

Inne książki autora

praca zbiorowa
praca zbiorowa
Książki, które powstały w wyniku prac zbiorowych lub trudno jest przypisać im konkretnych autorów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora. Nicholas Johnson
Samotnie przeciwko falom. Samotna przygoda nad brzegiem jeziora.
Nicholas Johnson
#WspółpracaRecenzecnka #BlackMonk H. P. Lovecraft to twórca, którego nazwisko zna chyba każdy, kto choć raz sięgnął po mroczną literaturę. Jego opowieści o niepojętym, o istotach z głębin kosmosu i ludzkich umysłów, ukształtowały cały nurt horroru – ten chłodny, intelektualny, przesycony grozą, ale pozbawiony tanich strachów. Lovecraft stworzył coś więcej niż historie – zaprojektował sposób myślenia o świecie, w którym człowiek jest zaledwie drobnym pyłkiem wobec potęgi kosmicznego chaosu. I właśnie to poczucie niewielkości wobec nieznanego przeniknęło popkulturę do szpiku: od gier, przez filmy, po muzykę. Trudno dziś znaleźć twórcę, który choć raz nie inspirował się jego wizją. Nic więc dziwnego, że kiedy trafiła do mnie książka „Samotnie przeciwko falom”, wiedziałam, że to nie będzie zwykła przygoda. To Lovecraft w wersji interaktywnej – i to takiej, która wciąga od pierwszego rzutu kością. „Samotnie przeciwko falom” to historia badacza, który przybywa do sennego miasteczka Esbury w stanie Massachusetts w 1920 roku. Z pozoru idylliczne jezioro, pachnące sosnowym lasem i odbijające zachody słońca, szybko odsłania swoje drugie oblicze. Zaczynają się dziać rzeczy, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Ktoś znika, ktoś inny mówi o dziwnych rytuałach, a w wodzie czai się coś, co nigdy nie powinno było się tam znaleźć. Każdy wybór – nawet pozornie błahy – może prowadzić do zguby lub odkrycia prawdy. W tej grze-książce fabuła nie jest zamknięta w sztywnych ramach. To od nas zależy, dokąd dotrzemy, czy przeżyjemy, a może… znikniemy w głębinach razem z tajemnicą jeziora. Za publikację odpowiada wydawnictwo Black Monk, które wyspecjalizowało się w paragrafowych adaptacjach i grach osadzonych w świecie Lovecrafta. „Samotnie przeciwko falom” to forma pośrednia między klasycznym papierowym RPG a typową paragrafówką. Mechanika jest tu wyczuwalna – trzeba rzucać kośćmi, pilnować statystyk i podejmować decyzje zgodnie z zasadami – ale nie przytłacza. To nie jest lektura, przy której tylko przewracamy strony i wybieramy „co dalej”. Tutaj naprawdę gramy. I czujemy, że nasze decyzje mają znaczenie. To właśnie ten element ryzyka i przypadkowości sprawia, że każda rozgrywka smakuje inaczej. Klimat jest dokładnie taki, jakiego można by oczekiwać po świecie inspirowanym Lovecraftem – gęsty, duszny, pełen niepokoju. Miasteczko Esbury zdaje się być jednym z tych miejsc, które z zewnątrz wyglądają spokojnie, ale im dłużej się tam przebywa, tym bardziej coś w człowieku drży. Czułam się, jakbym naprawdę zanurzała się w tej rzeczywistości, niepewna, co znajdę za kolejnym rozdziałem. Tajemnica wciąga bez reszty, a świadomość, że mogę mieć wpływ na bieg wydarzeń, sprawia, że emocje są zupełnie inne niż przy zwykłej lekturze. Wizualnie książka jest małym dziełem sztuki. Okładka robi wrażenie – mroczna, subtelnie niepokojąca, doskonale wprowadzająca w klimat opowieści. W środku znajdziemy klimatyczne ilustracje, które nie tylko zdobią, ale też budują napięcie. Cała seria wydana przez Black Monka ma ten charakterystyczny, chłodny urok: estetyka, czcionki, papier – wszystko spójne i konsekwentne. Widać, że nad projektem czuwa ktoś, kto rozumie, jak ważne w immersji są detale. Przyznam, że to jedna z niewielu książek, przy których naprawdę czułam niepokój. Nie mogłam przewidzieć, co przyniesie następny rzut kością. Czasem miałam wrażenie, że los ze mnie drwi, innym razem – że daje mi szansę. Ta niepewność okazała się najlepszą częścią zabawy. Zaskoczyło mnie też, jak bardzo książka potrafi uczyć pokory. Tutaj nie da się wszystkiego kontrolować. Czasem trzeba po prostu poddać się fali – dosłownie i metaforycznie – i zobaczyć, dokąd nas poniesie. To doświadczenie innego rodzaju, bardziej angażujące niż klasyczna powieść, ale też bardziej osobiste. Podsumowując: „Samotnie przeciwko falom” to niezwykle udane połączenie gry paragrafowej i literackiej przygody w duchu Lovecrafta. Wciąga, fascynuje, momentami przeraża, ale przede wszystkim – daje poczucie sprawczości. Nie jest to pozycja, którą się po prostu „czyta”. To książka, którą się przeżywa. Więc jeśli masz ochotę na coś innego niż klasyczna lektura – zaparz herbatę, przygotuj kości i daj się porwać tej opowieści. Wejdź do Esbury, spójrz w głąb jeziora i sprawdź, czy odważysz się stawić czoła temu, co kryje się pod powierzchnią. A potem wróć i powiedz, jak poszło – bo w tej grze naprawdę każdy los może być inny.
NaWidelcu - awatar NaWidelcu
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Chronosfera. Dziedzictwo czasu Tomasz Tomaszewski
Chronosfera. Dziedzictwo czasu
Tomasz Tomaszewski
Czy chcielibyście móc cofnąć czas? Bohater powieści "Chronosfera, Tomasza Tomaszewskiego potrafi robić to doskonale. Dzięki kupionemu na targu staroci zegarkowi przenosi się w czasie, by zmienić bieg historii i zapobiec najgorszym katastrofom. Żeby jednak nie było tak łatwo – Walewski musi być bardziej przebiegły, niż jego wróg, który ma pilnować, by wszystko pozostało, tak jak było. Mężczyzna, wczuwając się w rolę bohatera, wybiera coraz bardziej skomplikowane misje, nie zdając sobie sprawy, że swoim postępowaniem wywołuje prawdziwą katastrofę... Czy jednak zdoła się w porę opamiętać? Tomasz Tomaszewski przynosi nas w świat, w którym: "A gdyby tak cofnąć czas" okazuje się prawdą. Ta historia jest naprawdę wciągająca. Trzysta trzydzieści stron fantastycznej powieści o dylematach moralnych, walce dobra ze złem oraz manipulowaniem przeszłością. Muszę przyznać, że pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał i był bardzo oryginalny, w porównaniu do większości powieści science fiction, w których panuje przeważnie ten sam schemat. Podobnie jest z realiami PRL-u, które autor oddał tak realistycznie, łącznie z panującym w tamtych czasach absurdem dotyczącym tamtejszej władzy... Pokazane tu dylematy moralne, typu "Czyje życie jest ważniejsze?" są naprawdę "twardym orzechem do zgryzienia" dla głównego bohatera. Niestety, to co nam wydaje się na pierwszy rzut oka dobre, nie zawsze będzie takie dla innych... A zmiany nie zawsze są tym, co sprawia, że nasze życie staje się lepsze. Zastanawia mnie fakt, czy autor, kreując naszego "podróżnika w czasie", widział w nim starszą wersję siebie? Przyznam, że wygląd by się zgadzał, ale czy to jest prawda?🤔 Książkę czyta się szybko, przyjemnie, o emocje jej towarzyszące w związku z wyborami podejmowanymi przez postacie karzą nam zastanowić się nad naszymi decyzjami. Kto z nas jednak nie chciałby być w skórze Grzegorza Walewskiego? Trzeba jednak wiedzieć jedno: jeśli chcesz cofnąć czas, musisz zapłacić wysoką cenę... Polecam! ( I w duchu czekam, aż autor oznajmi, że planuje drugą część powieści 😉)
izka91201 - awatar izka91201
ocenił na 9 2 miesiące temu
Ku gwiazdom. Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2024 Tomasz Kołodziejczak
Ku gwiazdom. Antologia Polskiej Fantastyki Naukowej 2024
Tomasz Kołodziejczak Romuald Pawlak Marek Żelkowski Henryk Tur Istvan Vizvary Magdalena Świerczek-Gryboś Mikołaj Maria Manicki Marek Kolenda Mateusz Wyszyński Agata Francik Michał Walasek Maja Malinowska
Moi Drodzy ➡️Antologie uwielbiam, a szczególnie w domenie fantastyki, gdzie uważam je za idealny sposób publikacji dla tego gatunku. Wydawnictwo IX również tak najwyraźniej uważa, bo do rąk dostaliśmy kolejną już część antologii "Ku Gwiazdom". Pięknie wydaną, ze starannie dobranymi autorami. Czy znowu jest tak znakomicie? ➡️Wychowałem się na fantastyce, czytam ją dosłownie od dziecka, wymagania mam duże, niełatwo je spełnić. Zobaczmy zatem, czy się udało. Dosłownie po dwa, trzy zdania o każdym opowiadaniu plus ocena i cytat. ➡️"CZTERY ŚCIANY ŚWIATA. Agata Francik. Absolutnie wysoko techniczne społeczeństwo, tęsknota za dawnymi czasami, okropna, dojmująca samotność. "Zastanawiałem się, co jest poza naszymi domami." Świetnie napisane, mocne i przerażające, 9/10. Czołówka tej antologii. "Użytkownik podrywa się równie gwałtownie jak poprzednio. Chwyta komunikator, dzwoni do użytkownika o ID #8329 i statusie jego żony." ➡️W CIENIU KASZTANOWCÓW Mateusz Wyszyński Walka z kryzysem klimatycznym, badania naukowe, modyfikacje drzew. I skromne, niepozorne kasztanowce. Spokojne, lekko usypiające, obyczajowe opowiadanie, z mocną nutą ekologiczną plus siła mediów społecznościowych plus zgrabnie wpleciony konflikt międzypokoleniowy (co osobiście doceniam). Trzy ważne tematy, opisane nienachalnie i z wyczuciem. 7,5/10 "Natura wciąż była tu obecna. Uśpiona, słaba, chora. Ale obecna." ➡️PRZEBIERALNIA Marek Kolenda Mars. Tajemniczy obiekt. Moje ulubione klimaty. A przy tym stale rosnące zagrożenie i strach pełzający po kręgosłupie. Groza. Właśnie tak to powinno wyglądać! Ocena 9/10 i moje wyróżnienie. " Naraz obaj zsuwają chusty i unoszą głowy, jakby węszyli. Wyglądają upiornie." ➡️FILTR Michał Walasek Odwieczne problemy manipulacji rzeczywistością, przekłamania otaczającego świata i wątpliwości co niektórych jednostek co do autentyczności tego, co widzimy, co pokazują nam rządy (cenzura) i co generuje najnowsza technologia. Co jest lepsze - złota fikcja czy brudna prawda (Incepcja)? Jak najbardziej na czasie. I mocne! 8,5/10 "Na ile to, co widzę, istnieje?" ➡️ECHO Z AMALTEI Maja Malinowska Planeta LT-003, człowiek po katastrofie w nieprzyjaznym środowisku, zniszczonym wulkaniczną zimą. Tajemnicze zniknięcie mieszkańców (uaa, jak Roanoke). Bardzo mistyczne opowiadanie. 7/10 "Kiedy ich świat umierał w ciemności i chłodzie, przeszli do historii razem z nim." ➡️JESZCZE NIE DZIŚ Tomasz Kołodziejczak Pisarz twardej fantastyki plus tajemniczy nieznajomy i ludzkość, która już nie ma czasu. To opowiadanie coś w sobie ma, jakiś błysk, techniczno-proroczy, jakiś niepokój, strach, mimo że wydaje się całkiem proste. Zawsze wiedziałem, że ta ekologia jest podejrzana. 7,5/10 "Takie życie autora twardej fantastyki naukowej." ➡️NAPIĘCIE POWIERZCHNIOWE Romuald Pawlak Odkrywanie kolejnych planet, konflikty, tarcia między ludźmi (to lubię), nowe światy, obce gatunki. Klasyka. Ocena 7/10 "Cwer był sprzecznością, dychotomią zamkniętą w jednym ciele." ➡️OMG Magdalena Świerczek-Gryboś Chyba najbardziej niepokojące i mroczne z tych opowiadań. Bardzo, bardzo emocjonalne i bardzo niełatwe pod każdym względem, pulsujące nerwowością i strachem, weird fantastyka? Głos Boga? 8,5/10 Wyróżnienie. "Ciało będzie dygotać, bo nad gadzim mózgiem nie sposób panować." ➡️SITO ERLENMACHERA Istvan Vizvary Bardzo symboliczne i poetyckie opowiadanie, o czym? O końcu ludzkości? O nadziei na nowy początek czy o schyłku wieków? Musicie się przekonać sami. Czym jest Sito? Kto je stworzył? Czym jest wieczność? Czy Bóg nas widzi? I co autor w ogóle miał na myśli? Chyba tego nie zrozumiałem, rozłożyło mnie na łopatki, tak składniowo jak i pod względem słownictwa, mimo tego rytm i możliwość interpretacji własnej podobały mi się. 7/10 "Wszechświat jest ironicznym komentarzem do samego siebie." ➡️TRÓJKĄT PYRRUSA Marek Żelkowski Nowe planety, statki kosmiczne, bramy przestrzenne, obce rasy, okrucieństwo podbojów i nieskończony kosmos, stojący przed człowiekiem otworem. I główny bohater - facet, który traktuje kobiety przedmiotowo, "zwyczajna świnia pozbawiona uczuć wyższych" 🤭 To opowiadanie od początku mi się podobało i wcale się nie rozczarowałem. 8,5/10 "Człowieku, zdaje się, że właśnie odkryłeś kolejną obcą rasę, a tobie jak zwykle tylko dupy w głowie." ➡️"HERETYCY NIE PŁACĄ" Mikołaj Maria Manicki Kosmiczne piractwo? Kosmiczne egzorcyzmy? Czachogniot? Zapachniało mi surrealistycznym abordażem, a astronautyczny Jolly Roger wypłynął na maszt. Jednak boża technologia jest jeszcze lepsza 🙈 Świetne, z genialnym humorem (poległem ze śmiechu) opowiadanie, zwieńczone znakomitym, horrorowym finałem. 10/10 Zdecydowanie mój faworyt. Absolutnie. No i w końcu się dowiedziałem, czym jest czarna dziura 🤭 "— Szczęść Boże — przywitał się jeden z papieskich astronautów bardzo spokojnie, drugi pokropił Har Puna wodą święconą." ➡️KONGLOMERAT Henryk Tur Jednoosobowa stacja orbitalna. Tajemniczy obiekt. Nieunikniona kolizja. "Jak, skąd, dlaczego?" Świetny klimat zagrożenia i oczekiwania na coś niezwykłego, atmosfera kosmicznego horroru przeradzającego się w rasowe s-f. 8/10 "Poczuł się jak człowiek w trumnie, do której dobierają się dyszący żądzą mordu… No właśnie, kto? Inni ludzie? Obcy – choć homo sapiens nigdy dotąd ich nie napotkał?" ➡️To już koniec. Jednak nie omijajcie dwóch felietonów na końcu. ➡️Moi Drodzy, kolejna część" Ku gwiazdom" okazała się absolutną perłą fantastyki, spełniając swoje założenia (niesienie dobrej nowiny s-f) i tworzenie kolejnych fascynatów literatury fantastycznej. Cieszę się ogromnie, że IX-tka wchodzi w takie przymierza i wydaje tak wartościowe pozycje. Osobiście jestem zachwycony tą antologią i ogromnie, z całego serca Wam polecam, dając UZJ (Uncelkowy Znak Jakości). Brawo!
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na 9 1 rok temu
Latarnia 23 Hugh Howey
Latarnia 23
Hugh Howey
Historia opowiedziana z perspektywy pierwszej osoby, samotnego operatora jednej z placówek odpowiedzialnych za bezpieczną nawigację w przestrzeni kosmicznej, byłego żołnierza z ciężkim bagażem doświadczeń na polu walki. Powieść jest początkowo teatrem jednego aktora, w którym bohater jest świadkiem kolejnych awarii, które bezskutecznie próbuje usunąć, jak również świadkiem wydarzeń w pobliżu swojego posterunku, które może co najwyżej obserwować ale nie ma najmniejszego wpływu na ich przebieg, wobec których czuje się bezsilny. Monotonia jego obowiązków zostaje skutecznie zakłócona dodatkową, niespodziewaną serią wydarzeń, które bardzo mocno odbiją się na jego uczuciach i wspomnieniach. W książce dowiadujemy się z jakimi własnymi lękami musi walczyć człowiek, jaki wpływ na niego mają codzienne, zawodowe obowiązki, jak dręczą go moralne rozterki, walka z własnymi demonami i wynikająca z nich ciągła niemoc wobec nieubłaganego kosmosu i postępowań innych ludzi. Powieść opowiada o walce z własną psychiką osoby z własnego wyboru niemal całkowicie odciętej od cywilizacji ludzkiej. Narracja odbywa się w czasie teraźniejszym co nadaje całości wyraźnie szybszego biegu i dramatyzmu ale także chwilami komizmu wydarzeń. Język powieści jest bardzo lekki, przejrzysty, obfitujący niekiedy w zabawne dialogi. Mimo tak małej przestrzeni, w której dzieje się akcja, fabuła poprowadzona jest bardzo zgrabnie.
station - awatar station
ocenił na 6 2 miesiące temu
Żelazny sen Norman Spinrad
Żelazny sen
Norman Spinrad
“Od czasu Ognia upłynęło już więcej niż tysiąc lat, a mimo to mutanci nadal pełzają po tej ziemi, zatruwając prawdziwą ludzkość swoimi nieczystymi, wypaczonymi genami. Kto może zaprzeczyć, że Heldon jest bastionem rasowej czystości na oceanie tej zarazy?” “Feric popierał to działanie z całego serca – jaki jest sens w marnowaniu cennego czasu genetyka na tak ewidentnych podludzi. Nawet zwykły strażnik wiedział, co robić w takich przypadkach, i odsyłał ich z kwitkiem bez badania.” „Jeśli zamierzasz rządzić żelazną ręką, robisz to od samego początku.” Przed lekturą prezentowanej powieści, moja żona ostrzegała mnie, że będę miał problem z przelaniem wrażeń na papier, ale cholera! W życiu bym nie spodziewał, że w taki sposób. Po książce Normana Spinrada słowa same układają się w zdania, sęk w tym, że to akapity pełne zakazanych słów, które media społecznościowe tak bardzo nie lubią. Za przytaczanie pewnego znanego akwarelisty z wąsem, tudzież wariacji hinduskiego znaku szczęścia można pożegnać się z mediami, dlatego dzisiejszy tekst może być niezrozumiałą próbą przekazania czegoś dotąd niespotykanego. Słowo niespotykane idealnie oddaje zawartość „Żelaznego snu” autorstwa wspomnianego wcześniej Normana Spinrada i naprawdę nie ma w tym grama przesady. Zrozumiałem już, że seria z Rebisu rządzi się swoimi prawami i sięgając po nią powinienem zachowywać bardzo otwartą głowę a jednocześnie nigdy bym się nie spodziewał, że ktoś podejmie się sportretowania historii alternatywnej, w której akwarelista nie stał się najbardziej znienawidzoną postacią na świecie, lecz uznanym autorem fantastyki, piszącym powieść nominowaną do nagrody Hugo. „Żelazny sen” to jedna wielka literacka incepcja, gdzie autor opowiada o autorze, który snuje swoją opowieść. W kreacji i wizji szanownego Spinrada najbardziej znany wąs nigdy nie zdobył władzy w Niemczech, a zamiast tego wyemigrował do Stanów, gdzie po czasie napisał coś, co stanowi fantastyczne i krzywe odbicie historii, która wydarzyła się jego oryginalnej wersji. „Żelazny sen” to zatem odpowiedź na to, co mogłoby się wydarzyć gdyby A. nie wyrażał ekspresywnie swoich przekonań, lecz uwięził je na kartach fikcyjnej historii, osadzonej w post-apokaliptycznej przyszłości ziemi, ponad tysiąc lat po wielkim ogniu. Snując swoje rozważania o „Żelaznym śnie” uważam, że autor był wyjątkowo odważny decydując się na napisanie takiej historii. W 1972 roku pamięć o minionych zbrodniach nadal była żywa, a ogrom skrzywdzonych zbierało swoje psychiki w całość, toteż premiera powieści mogła spotkać się z bardzo mieszanym odbiorem. Co raczej nie powinno nikogo dziwić biorąc pod uwagę ogrom zła. No, ale dobra, jak zwykle leję wodę. „Żelazny sen” to opowieść o charyzmatycznym Fericu Jaggarze, we własnej ocenie oddanym sługą ludzkości, chcącym uleczyć Wielką Republikę Heldonu, toczoną przez zmutowaną część ludzkości. Ogień z nieba, tak często zresztą wspomniany, przed tysiącem lat skutecznie podzielił ludzkość na zdrowych i zmutowanych, toteż oddany syn ludzkości, postanowił zrobić z tym porządek. Na zawsze i ostatecznie. Na początku opowieści byłem zbulwersowany i zgorszony faktem oddania głosu akwareliście (nawet jego karykaturalnej wersji), jednak po dokończeniu opowieści i posłowia dodanego do kolejnego wydania inaczej spojrzałem na intencje autora i to, co próbował przekazać. Opowieść chociaż kontrowersyjna i ciężka w polecaniu innym czytelnikom (spróbuj o niej bezinwazyjnie opowiedzieć) w dalszym ciągu jest pokazem talentu i wzorowym przykładem fantastycznej lektury. Chociaż zakończenie jest niesamowicie komiczne. Polecam.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na 8 18 dni temu
Błękitny Mars Kim Stanley Robinson
Błękitny Mars
Kim Stanley Robinson
Zamykająca trylogię marsjańską powieść, która ma ostatecznie przedstawić czytelnikowi obraz "ukształtowanego" przede wszystkim społecznie i ekonomicznie Marsa. Planeta już w niczym nie przypomina typowo surowego krajobrazu jaki zastali jej pierwsi koloniści. Powierzchnia geograficznie a właściwie - areograficznie jest mocno zmieniona, proces terraformacji przebiega w coraz większym tempie. Pozostają jednak niezmienione problemy kolejnej generacji kolonistów, chcących w dużej mierze całkowicie uniezależnić się od Ziemi (nota bene ciągle pogrążonej w olbrzymim kryzysie niemal na każdej płaszczyźnie egzystencji planety). Mimo drastycznej zmiany politycznej ludzie nadal są podatni na kłótnie, na wieczne różnice zdań. Nadal gdzieniegdzie tli się zarzewie chęci dalszej walki pomiędzy frakcjami chcącymi całkowitej niezależności - niepodległości Marsa a ziemskimi wojskami ONZ, które desperacko chcą utrzymać swoje przyczółki na (nie do końca już) Czerwonej Planecie. Ponadto mimo tylu zmian, które w międzyczasie zaszły na Marsie, jedna wydaje się nie mieć końca - proces polityczny, proces, w którym nadal trwa napięcie pomiędzy "Czerwonymi i "Zielonymi" - zwolennikami dwóch skrajnych frakcji i tym samym metod zarządzania planetą. Porozumienie zawarte niedanego czasu pomiędzy frakcjami marsjańskimi a metanarodowcami jest ciągle naginane i jednocześnie jest jedynym, które jeszcze stanowi cienką nić porozumienia, a sytuacji nie poprawia nawet sformowana treść Konstytucji Marsjańskiej. Wreszcie zostaje przybliżona również sytuacja na Ziemi, pokłosie katastrof klimatycznych będących wynikiem nieprzemyślanej działalności człowieka. Jest to przeciwwaga do rozkwitającego cywilizacyjnie Marsa i jednocześnie przestroga przed złymi decyzjami. Autor wybiega zresztą dalej, zaznacza wyraźnie coraz szerszą obecność człowieka w Układzie Słonecznym, wraz z upływem lat kolonizacja zahacza o ciała niebieskie położone w systemach Jowisza, Saturna a nawet Urana. Robinson nie zmienia w tej książce stylu narracji oraz konstrukcji powieści. Kartki nadal obfitują w bardzo dokładne opisy marsjańskiej topografii terenu czy miast kolonizatorów. Obrazy te są często przywoływane pomiędzy scenami opisującymi pokłosie dramatycznych wydarzeń w przeszłości, również tych związanych z katastrofalną sytuacją na Ziemi. Rozbudowana jest polemika nad przyszłością Marsa. Autor w dalszym ciągu porusza szereg różnych kwestii związanych z przyszłością miast i społeczeństwa marsjańskiego. Na kartach powieści autor równie często (co w poprzednich odsłonach) sięga po wiedzę z różnych dziedzin nauki. Wszelkie zjawiska czy to pogodowe, czy obejmujące florę czy wreszcie społeczne a także filozoficzne przemyślenia oparte są na szerokich wywodach w oparciu o niemal encyklopedyczną bazę danych. Robinson stara się również przybliżyć i wyjaśniać zasadę funkcjonowania wszelkiego typu urządzeń, tłumaczy zagadnienia stricte fizyczne, objaśnia rozwiązania techniczne, które pozwalają człowiekowi w coraz większym stopniu zmieniać klimatycznie Marsa na podobieństwo Ziemi. W dalszym ciągu, powieść jest opasłym omnibusem tłumaczącym niezwykły poziom skomplikowania całego procesu przemian z wyraźnym focusem na problem egzystencjalny człowieka. Tej części sagi z pewnością można zarzucić pewną powtarzalność, wreszcie mocne wyhamowanie akcji i stosunkowo niedużą liczbę często bardzo krótkich dialogów i wymian zdań nie wnoszących nic do bardzo wolno, chociaż równolegle na paru frontach, toczącej się fabuły. Spowolnienie tempa wydarzeń tłumaczyć można faktem, że terraformacja Czerwonej Planety mocno zmieniła jej wygląd i osiągnęła pewien stopień stabilności i dojrzałości, a większość interplanetarnego społeczeństwa chce coraz większej niezależności mieszkańców tego globu. Powieść niestety również mocno się rozmywa, zwłaszcza gdy autor więcej uwagi zaczyna poświęcać sytuacji pozamarsjańskiej, na innych ciałach Układu Słonecznego. "Niebieski Mars" w zasadzie podsumowuje miejsce człowieka nie tylko na bardzo już przekształconym na podobieństwo Ziemi - Marsie, ale również w Układzie Słonecznym, a nawet poza nim. Pokazuje wpływ nowej rzeczywistości na postawę i zachowanie ludzi i odwrotnie - wpływ tych ostatnich na nieubłagane zmiany środowiska kosmicznego. "Błękitny Mars" spaja trylogię nie tyle o Marsie ile o człowieku stale wędrującym w kosmosie i o bezwzględnym czasie, który rządzi losem wszystkich ludzi.
station - awatar station
ocenił na 7 2 miesiące temu
Pyłek w Oku Boga Larry Niven
Pyłek w Oku Boga
Larry Niven Jerry Eugene Pournelle
Powieść z 1974 roku, a bohaterowie korzystają z "komputerów kieszonkowych", którymi nagrywają przeróżne sytuacje, a następnie zapisują ją w sieciach komputerowych - sieci komputerowej statku kosmicznego, budynku na planecie, wreszcie w publicznej sieci całego państwa... Zresztą jedna z bohaterek (a właściwie: jedyna bohaterka) łapie się na tym, że za dużo czasu spędza z komputerem kieszonkowym w ręku. Ot, wizjonerstwo. Natomiast pod wieloma względami ta monumentalna powieść science fiction o pierwszym kontakcie stoi w sprzeczności z dzisiejszymi czasami. Jest celowo retrofuturystyczna - o ile opisywana technologia względnie poszła do przodu, o tyle warstwa socjologiczna się cofnęła. I tak miejsce kobiet w społeczeństwie przypomina konserwatywną Ameryką lat 50., a Imperium Ludzkości rządzi arystokracja, z oczywistą megalomanią tytułów. Czułem, jakbym czytał "Honor Harrington", ale nieco bardziej na poważnie. Taką konwencję trzeba kupić, co nie jest łatwe. Choć rzeczywiście podejście autorów do jedynej kobiety na statku jest mocno problematyczne, postać Sally trudno jest jakkolwiek obronić nie tylko z dzisiejszej, ale i jakiejkolwiek perspektywy. Jeśli chodzi o główną warstwę, czyli powieść o pierwszym kontakcie, to jest ona bardzo dobra. Oczywiście obcy okazują się być dość bliscy ludziom, ale jednak na tyle obcy, aby ciekawie się o nich czytało. Autorzy ciekawie grają relatywizmem moralnym. Dużą zaletą powieści jest spokojne tempo, dzięki któremu wszystkiemu udaje się wybrzmieć. Największa wada to natomiast wspomniane już postacie, na czele z Sally, ale też Roderickiem Blainem, który może i jest zajebisty, ale tylko w warstwie deklaracji autorów. Zdecydowanie nie żałuję, że przeczytałem. To bardzo dobre SF, które zostanie w mojej pamięci na dłużej. Są dużo lepsze powieści o pierwszym kontakcie, ale nie ma ich znowuż aż tak wiele. Serdecznie polecam, choć podczas lektury trzeba wziąć poprawkę na rok napisania - od 1974 r. minęło już wiele dekad, a w świecie literatury SF były to wręcz eony. Stąd dla wielu czytelników "Pyłkowi w oku Boga" może być bliżej do ramotki.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na 8 4 dni temu
Kukułcze jaja z Midwich John Wyndham
Kukułcze jaja z Midwich
John Wyndham
Kiedy sięgnęłam po „Kukułcze jaja z Midwich”, nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie ta książka zaniepokoi – i to w tak subtelny, niemal cichy sposób. John Wyndham zaczyna tę historię spokojnie, wręcz leniwie, ale z każdą stroną odczuwa się coraz większy niepokój. Kto oglądał film "Wioska przeklętych", nie będzie zdziwiony fabułą. Książka jest jednak znacznie ciekawsza w odbiorze. Historia zaczyna się od tajemniczego zdarzenia – cała wioska Midwich nagle zasypia. Gdy wszystko wraca do normy, okazuje się, że kobiety zaszły w ciążę w niewyjaśnionych okolicznościach. Dzieci, które się rodzą, od początku wydają się dziwne – nie tylko przez swój wygląd, ale przede wszystkim przez sposób, w jaki funkcjonują. Nie jest to jednak typowa historia o obcych. Podczas czytania miałam wrażenie, że to raczej opowieść o czymś znacznie bliższym – o lęku, kontroli i granicach człowieczeństwa. Najbardziej uderzył mnie klimat tej książki. Nie ma tu gwałtownych zwrotów akcji ani taniego straszenia. Zamiast tego dostajemy powoli narastające napięcie, potęgowane przez chłodną, wręcz czasami, beznamiętną narrację. Podczas lektury na pierwszy plan wychodzą dwa pytania. Czym właściwie jest „inność” i  gdzie kończy się człowieczeństwo. Dzieci z Midwich nie wydają się jednoznacznie złe – i to właśnie było dla mnie najbardziej niepokojące. Nie wiedziałam, czy powinnam się ich bać, czy raczej próbować je zrozumieć. Książka zmusza mnie do myślenia. Dla niektórych tempo może być zbyt wolne, a styl zbyt „suchy”. To nie jest dynamiczne sci-fi. Jeśli ktoś szuka wartkiej akcji to będzie rozczarowany. Dla mnie to był powrót do klasyki. Zamiast spektakularnych efektów ksiażka oferuje  inteligentną, niepokojącą refleksję. Jeśli lubisz historie, które zostają w głowie na długo i zmuszają do myślenia – to zdecydowanie książka dla ciebie.
KotkaPsotka - awatar KotkaPsotka
oceniła na 7 20 dni temu
Księga Nieśmiertelności Monika Stachniuk
Księga Nieśmiertelności
Monika Stachniuk
🥑: Kocham motyw podróży, ale tu.. coś poszło nie tak :( 📖: Guruba niewątpliwie jest już stara. W ostatnich latach swojego życia postanawia zebrać drużynę i wyruszy w podróż, aby odnaleźć Księgę nieśmiertelności, jej jedyna szansę na powrót do młodości. W skład ekscentrycznej drużyny wchodzą: sprytny złodziejaszek, utalentowana czarodziejka, podstarzały wojownik, rządny przygód krasnolut i gburowaty elf. Razem wyruszają w niebezpieczną drogę, aby odnaleźć tajemniczy artefakt. 🧙‍♀️: Nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam, bo to nie prawda, ale po prostu czegoś mi zabrakło. Tyn czymś chyba będzie 50 stron książki, gdyż niemal cały czas miałam poczucie jakby brakowało w niej scen przez co wszystko momentami było bardzo chaotyczne. Nie zawsze wiedziałam co, gdzie i dlaczego. Tak samo sprawa się miała z dialogami, gdzie nie zawsze było wiadomo kto mówi. O ile początek według mnie był absolutnie cudowny. Postaci zostały w mim świetnie rozwinięte i przedstawione tak później.. eh już niekoniecznie😮‍💨 W dodatku to zakończenie, które podobało mi się, ale miało potencjał, żeby być jeszcze lepsze został zmarnowany. Pewnie przez to, że sam napad na Zakon trwał około 20 może 30 stron co zdecydowanie było za krótko i zasługiwało na lepsze rozwinięcie. 📖: Bohaterowie byli na prawdę dobrze napisani i tu nie mam się do czego przyczepić. Absolutnie uwielbiam Matilde i Tablina. Chociaż żałuję, że relacja Tablina i Rosalii nie została bardziej rozpisana. Pomimo tego, że faktycznie mamy klika scen z Filipem Okrutnikiem mam wrażenie (znowu), że jest ich za mało. Filip jest po prostu za mało okrutny. Bohaterem za którym zdecydowanie nie przepadam jest Vallis, który myślał tylko o jednyn i z tego był zrobiony cały jego charakter przezco momentami był na prawdę obrzydliwy. Szczegolnie, gdy chciał poderwać dhżo młodszą Matildę. Co do reszty bohaterów polubiłam ich, ale w niektórych momentach zachowywali się bardzo nielogiczne. Plus no nie jestem wstanie uwierzyć, że z bycia dla siebie całkowicie obcymi istatotami stali się drużyną, która nie potrafu się rozstać. Ponownie za mało się działo pomiędzy tym przeskokiem. ⚔️: Historia miała też bardzo dużo dziur fabularnych, których w większości można było uniknąć (po raz kolejny) przez obszerniejsze rozpisanie. Nie które sytuację po prostu nie zawsze miały sens i z niczego nie wynikały. Brakowało mi też oznaczeń z czyjej perspektywy jest teraz rozdział. I mapka. O Bosze jak mi brakowało mapki. Chyba jeszcze nigdy aż tak bardzo mi jej nie brakowało. Ale żeby nie było, że tylko narzekam. Sam pomysł na fabułę był bardzo ciekawy i pomysł Księgi nieśmiertelności i wmieszania w to Bogów, i różnych niesnacek między gatunkami. Chociaż z tymi niesnackami to bywało różnie, bo raz było, że się nie lubią, a raz już niekoniecznie. Podobały mi się też zasady Milczącego Zakonu, ale ja bym go jeszcze bardziej rozpisała, żeby jeszcze lepiej przedstawić realia. 🏰: Momentami nie mogłam się oderwać, a w innych nie mogłam się zmóc, żeby zacząć, bo niemożliwe się nudziłam. Jeszcze z plusów to zdecydowanie czuć od tej ksiązki takie stare fantasy pisane z 15-20 lat temu co zdecydowanie nadaje niesamowitego klimatu i przywołuje wspomnienia. Cóż więc teraz podstawowe pytanie, czy polecam? I tak i nie. Zdecydowanie polecam początek, który był 5/5, ale niestety przy końcówce to już było tylko 3/5 :( Liczę, że jeżeli autorką kiedyś zdecyduje się dopisać te sceny będę mogła dać 5/5, ale narazie czuje się odrobinę rozczarowana :(
book_adoo - awatar book_adoo
ocenił na 6 1 rok temu
…i ujrzeli człowieka Michael Moorcock
…i ujrzeli człowieka
Michael Moorcock
„I oto jest to miejsce i boję się. Boję się śmierci i bluźnierstwa. Ale nie można inaczej. Nie ma innego sposobu.” „Srebrne krzyże to kobiety. Drewniane krzyże to mężczyźni. Często myślał o sobie jako o drewnianym krzyżu. W zawieszonych między snem a jawą porannych majakach widział się czasem jako ciężki drewniany krzyż ścigający przez pola ciemności delikatny srebrny krzyżyk.” Chciałem się tylko dobrze bawić przy kolejnej książce z Rebisu, a czuję się jakbym spadł z wysokiej wieży na ostre skały, które rozszarpały moje ciało i duszę na drobne kawałeczki. „... i ujrzeli człowieka” autorstwa Michaela Moorcocka. Tylko tyle i aż tyle. Książka tak samo wspaniała jak bluźniercza. Jednocześnie odważna, niezapomniana, wspaniała i paskudna. Czuję, że potrzebuję kilku dni, żeby ją przetrawić i ugasić wewnętrzny pożar, który wywołała w głowie. Myślę, że istotę „... i ujrzeli człowieka” doskonale ubrał w słowa Brian Aldiss, pisząc, że jest to „Wehikuł czasu, jaki Wellsowi nigdy by nie przyszedł na myśl.” Moorcock nie opisał jedynie jakiejś tam wyprawy w czasie wprost do nieokreślonej przeszłości czy przeszłości, lecz dał nam to, co siedziało w głowie myślicieli przez prawie 2000 lat. Mianowicie, czy życie Jezusa było mitem? Czy istniał naprawdę? Czy faktycznie był fundamentem naszej wiary, synem Bożym, prorokiem który uleczał? To szalona opowieść, którą jednocześnie kocham i nienawidzę. Jest chaosem. Wchodzi do głowy bez pozwolenia, zdzierając całą fasadę wiary, wychowania, wartości, które kształtują nie tylko mnie, lecz poprzednie pokolenia. Michael snuje fantastyczno naukową opowieść o początkach chrześcijaństwa, ubierając w słowa niezwykle pesymistyczną wizję, która intryguje, wywołuje mieszanie opinie ale i na pewien sposób fascynuje. Jest to jedna z powieści, która wymagała niewątpliwej odwagi przy tworzeniu i odporności na krytykę. W końcu według niektórych są rzeczy święte, których się nie rusza. Z pewnych względów pomijam postać „bohaterskiego” podróżnika w czasie Karla Glogauera, który zaryzykował podróż w nieznane, jednak wierzcie mi mam swoje powody. Raz, jest to postać niesamowicie skomplikowana, skonfliktowana z samym sobą, przejawiająca tragizm, dwa jego losy zostaną ściśle związane z Jezusem, którego tak szuka. Początkowo jego opowieść przypomina ekstrawagancką fatnastykę naukową, jednak szybko zmienia się w anatomię rozpaczy, która dosięga nawet i czytelnika. Po prostu było mi ciężko na duszy podczas lektury. Polecam. Chociaż Bóg mi świadkiem, że moja dusza teraz krwawi.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na 9 24 dni temu
Rękopis Hopkinsa R. C. Sherriff
Rękopis Hopkinsa
R. C. Sherriff
Można faktycznie tę książkę postrzegać jako profetyczną, ale pamiętajmy, że została ona opublikowana w 1939 roku. Ludzkość zresztą doświadczała w swojej historii wielości wszelkiego rodzaju katastrof, więc kolejna nie powinna dziwić, choć rzecz jasna nie były to raczej katastrofy kalibru "końca świata". Choć zawsze nas nimi straszono, ale czy faktycznie w nie wierzono? Przecież nawet Noemu ludzie nie uwierzyli, kiedy ostrzegał przed potopem... Zatem "Rękopis Hopkinsa" przedstawia faktycznie ludzką naturę, taką jaką ona jest, bo raczej w tej naturze nie leży bohaterskie stawianie czoła nieszczęściom i ratowanie ludzkości. Takie rzeczy tylko w filmach. Bardziej normalne reakcje to niedowierzanie, wypieranie, negowanie, wyśmiewanie, lekceważenie, chowanie głowy w piasek, egoizm, także negocjowanie z losem. W tym katalogu ludzkich postaw, jakie pokazał Sheriff brakowało mi tylko ewidentnych panikarzy biegających po ulicach oraz proroków apokalipsy, namawiających do pokuty za grzechy w obliczu gniewu bożego... Także reakcja władz jest typowa - rząd, jak to rząd robi wszystko, by "nie siać paniki" i by społeczeństwo nie poddało się chaosowi. Poza tym opowieść Hopkinsa cechują też typowo brytyjskie cechy, czyli stoickie, tudzież humorystyczne podejście do wyroków losu oraz umiłowanie swoich małych ojczyzn (my home is my Castle) i tradycyjnego wiejskiego stylu życia. Hopkins jest może trochę zadufany w sobie, ale z wszystkich powyższych względów postawy głównego bohatera wcale nie odbierałam jako wyraz głupoty czy zaściankowości (gość martwi się o swoje kury, kiedy nadchodzi koniec świata) ale jako naturalną postawę w obliczu czegoś przerażającego i trudnego do zrozumienia. Próbę chronienia swojego małego kawałka świata i szybką umiejętność przystosowania się tak naprawdę. Zresztą, zastanówmy się szczerze: jak sami byśmy zareagowali na wiadomość, że rychło nas świat zostanie unicestwiony (jak reagujemy??)? Poddalibyśmy się rozpaczy czy optymizmowi, że jednak "nic się nie stanie"? Co byśmy zrobili, jak byśmy wykorzystali pozostały nam czas? Czy chciałoby się nam pracować? Czy schowalibyśmy się w ciemnym kącie i zamartwiali (i co by to zmieniło?). Warto zadać sobie takie pytania, zamiast oceniać bohaterów z perspektywy kogoś, komu wydaje się, że nigdy takiej sytuacji nie doświadczy (a w dzisiejszych czasach wydaje się to coraz mniej pewne). Czy sam/a nie okazał(a)bym się małostkowym ignorantem? Prowadzenie życia "jak zwykle", ale z pełną świadomością tego, co ma się wydarzyć i pomimo tego, wydaje mi się w takich okolicznościach właśnie świadczyć o sile charakteru. I paralela z katastrofą klimatyczną nie jest tu do końca właściwa, ponieważ ta ostatnia jest zbyt odłożona w czasie, trudna do wyobrażenia i nie nastąpi w wyniku jednego nagłego wydarzenia. Mamy też więcej możliwości działania i zapobieżenia jej. Z drugiej strony taki charakter tej katastrofy powoduje tylko wzmocnienie takich postaw, jak negacja, bierność, no i prowadzenie szkodliwego "business as usual". Podobieństwo widzę także w zjawisku "antycypacji żałoby" doświadczanej przez Hopkinsa, czyli żalu za tym, że ten świat, który znamy i kochamy się kończy... Wreszcie genialny zwrot akcji na koniec, ukazujący, że największą katastrofę to sprowadzamy na siebie my sami. Ciekawe co autor myślał (w kontekście tego, co napisał) po tym, jak rozpętała się II wojna światowa...
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Neom Lavie Tidhar
Neom
Lavie Tidhar
Tytułowy „Neom” z powieści Laviego Tidhara to dziwne miejsce. Zaawansowany technologicznie „raj”, ale jego mieszkańcy okazują pewien sentymentem, cześć dla starych artefaktów. W tym miejscu splatają się losy chłopaka, który marzy o podróży w kosmos, pracującej bez wytchnienia Miriam, policjanta Nasira i tajemniczego robota. Istot szukających szczęścia, sensu życia - każda z nich na swój sposób. Zapytacie się dlaczego słowo raj ubrałam w cudzysłów. Miałam wrażenie, że mieszkańcy Neom nie wybrali tego miejsca, a się do niego przyzwyczaili. To jest jedyne życie, jakie znają i taką kolej rzeczy zaakceptowali. Neom jest pełen kontrastów. Już megamiasto na jałowej pustyni brzmi tajemniczo, a nawet jak coś nie na miejscu. A kiedy przyjrzymy się temu miejscu zobaczymy miasto pełne nierówności, a rozwój, który jest jego przymiotem, wyda nam przygnębiający, ograniczający. Na pewno na odbiór tej historii wpływa jej tempo, które jest wyjątkowo spokojne. Lavie Tidhar pisze wyraziście, zrozumiale, a przy tym jest w tym jakaś poezja, głębia, refleksja. Nazwijcie to tak, jak wam najbardziej odpowiada, istotne natomiast jest, że autor osiąga wręcz melancholijny efekt. Co – muszę przyznać z pełnym szacunkiem – jest niepowtarzalne. Zachwyca też jak szczegółowy świat udało się mu opisać w tak krótkiej – około 200 stronicowej książce. Właściwie rozciąga się ona na cały wszechświat, bo bohaterowie wspominają o podróżach na odległe planety. Poszczególne sceny są tak dobrane, aby nie tylko pokazać pewne moralne problemy, czy też tragedie związane z rozwojem technologii, ale też aby zaprezentować to uniwersum z jego różnymi obliczami. „Neom” to powieść niezwykle esencjonalna, a ja to bardzo cenię. Jest to też książka wyjątkowo efektowna. Pamiętam, że kiedy oglądałam film „Diuna” nie mogłam przestać zachwycać się ścieżką dźwiękową, tym jak zbudowała ona klimat tego filmu i jak korespondowała z obrazem. W przypadku „Neom” nie mogłam oprzeć się atmosferze, jaką Lavie Tidhar zbudował słowem. To była bardzo sensualna lektura. Narzucająca własny rytm, wręcz zniewalająca czytelnika.
Asia_czytasia - awatar Asia_czytasia
oceniła na 7 9 miesięcy temu

Cytaty z książki Fantastyka bez granic. Tom 1

Więcej
praca zbiorowa Fantastyka bez granic. Tom 1 Zobacz więcej
praca zbiorowa Fantastyka bez granic. Tom 1 Zobacz więcej
praca zbiorowa Fantastyka bez granic. Tom 1 Zobacz więcej
Więcej