ArtykułyWiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać11
Artykuły"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać9
ArtykułyUmrę, jeśli tego nie polubisz - weź udział w konkursie i wygraj wspomnienia influencerki
LubimyCzytać32
ArtykułyDlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska160
Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Trylogia Dartha Bane'a (tom 2)
- Seria:
- Legendy Star Wars [Amber]
- Tytuł oryginału:
- Star Wars: Darth Bane. Rule of Two
- Data wydania:
- 2010-03-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2010-03-01
- Liczba stron:
- 320
- Czas czytania
- 5 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788324136346
- Tłumacz:
- Andrzej Syrzycki
Po bitwie na Ruusanie ocalał tylko jeden Sith - Darth Bane, wyznawca Zasady Dwóch, według której w galaktyce może żyć równocześnie tylko dwóch Sithów: mistrz i jego uczeń. Dziesięcioletnia Zannah, która pokonała dwóch Jedi, wydaje się odpowiednią kandydatką i pojętną uczennicą. Może stać się kluczem do zniszczenia Jedi i przejęcia władzy w galaktyce. Bane postanawia ją wyszkolić, chociaż wie, że kiedyś Zannah go zabije...
Kup Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch w ulubionej księgarnii
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Oceny książki Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch
Poznaj innych czytelników
2744 użytkowników ma tytuł Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch na półkach głównych- Przeczytane 2 239
- Chcę przeczytać 463
- Teraz czytam 42
- Posiadam 791
- Star Wars 129
- Ulubione 113
- Star Wars 35
- Fantastyka 22
- Chcę w prezencie 14
- 2012 12
Tagi i tematy do książki Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch
Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch
Spokój to kłamstwo, jest tylko pasja.
Dzięki pasji, osiągam siłę.
Dzięki sile, osiągam potęgę.
Dzięki potędze, osiągam zwycięstwo.
Dzięki zwycięstwu zrywam łańcuchy.
Moc mnie wyzwoli.
Spokój to kłamstwo, jest tylko pasja.
Dzięki pasji, osiągam siłę.
Dzięki sile, osiągam potęgę.
Dzięki potędze, osiągam zwy...
Właśnie na tym polegała prawdziwa potęga: wykorzystywać innych do własnych celów, a zarazem kazać im wierzyć, że to oni sprawują kontrolę.
Właśnie na tym polegała prawdziwa potęga: wykorzystywać innych do własnych celów, a zarazem kazać im wierzyć, że to oni sprawują kontrolę.
Jeżeli będziesz działać w pośpiechu, oddasz przewagę w ręce wroga (...). Czasami właściwym, chociaż trudniejszym sposobem jest powstrzymanie się od działania.
Jeżeli będziesz działać w pośpiechu, oddasz przewagę w ręce wroga (...). Czasami właściwym, chociaż trudniejszym sposobem jest powstrzymanie...
Rozwiń Zwiń













































OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch
Świetnie, immersyjnie napisane. Wyobraźnia aż buzuje przy lekturze.
Mimo lepszej narracji, postaci wydawały się mieć mniej głębi niż w poprzedniej części, ale cóż, fabuła i zakończenie nie pozwala nie przeczytać kolejnej części, więc tak zrobię:D
Świetnie, immersyjnie napisane. Wyobraźnia aż buzuje przy lekturze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMimo lepszej narracji, postaci wydawały się mieć mniej głębi niż w poprzedniej części, ale cóż, fabuła i zakończenie nie pozwala nie przeczytać kolejnej części, więc tak zrobię:D
Przeczytałem ponownie po kilkunastu latach. Jest gorsza od pierwszej części ale dalej czyta się bardzo dobrze i szybko. Mniej Bane'a z początku ale potem coraz więcej no i końcówka fabularnie rozpędza się bardzo dobrze. Kolejna solidna pozycja od Drew. Warto przeczytać.
Przeczytałem ponownie po kilkunastu latach. Jest gorsza od pierwszej części ale dalej czyta się bardzo dobrze i szybko. Mniej Bane'a z początku ale potem coraz więcej no i końcówka fabularnie rozpędza się bardzo dobrze. Kolejna solidna pozycja od Drew. Warto przeczytać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Ciekawe wątki, dobre postaci, książka nie z tej galaktyki.
Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Ciekawe wątki, dobre postaci, książka nie z tej galaktyki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSwietna, nieprzewidywalna. Kocham swiat Star Wars 😀
Swietna, nieprzewidywalna. Kocham swiat Star Wars 😀
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSkłamałbym pisząc, że książkę `Zasada Dwóch` czytało mi się źle. Jest to twór, który pochłania się bardzo szybko i akcja nie zwalnia tempa ani na moment, dzięki czemu czytelnik nie ma prawa się nudzić. Jednocześnie jest jego największym minusem i sprawia, że powieść ma początkowo podobne problemy, które opisałem odnośnie części pierwsze.
Pierwszy wobec, którego nie mogłem przejść obojętnie i przeszkadzał mi do samego końca powieści. To przemiana Zaanah w Sitha albo raczej czas kiedy to nastąpiło. Nie kłamiąc bohaterka, która notabene na początku powieści ma jakieś~10 lat, jest w szoku po utracie najbliższych, wypadku, który przeżyła, śmierci Jedi której dokonała przypadkiem będąc na skraju załamania nerwowego dzięki posiadanej mocy nagle napotyka Darth Bane. Ten mówi jej o swojej sile, kodeksie Sithow tego, że posiada ogromny potencjał i że to co zrobiła to pokaz ciemnej strony. Ona to akceptuje!? Zwyczajnie, bez niczego, jakby przełączyć przełącznik na ścianie włącz, wyłącz. To jest dalej dziecko, które nie wie nic o życiu a autor decyduje się na taki zabieg? Chyba najgorsze możliwe rozwiązanie, które mogło być.
W mojej głowie przejście na stronę zła to proces, który trwa latami, powolna, skuteczna, metodyczna indoktrynacja. Ukazanie dzięki temu, że mistrz Sithow/Jedi nie został nim przypadkowo, potrafi nie tylko dobrze władać mieczem, ale posiada również umysł na tyle sprawny by potrafić wpajać i kształtować ucznia wedle woli swojej i kodeksu, którego się trzyma. Dzięki czemu uczeń traktuje kodeks jako coś normalnego jako jedyną słuszną drogę.
Drugą moją bolączką, jest to, że sama bohaterka na przestrzeni całej powieści tak naprawdę totalnie nie ulega zmianie pod względem charakteru w żaden sposób. Taka jaka była mając lat 10, taka dalej jest kiedy ma ich 20. Kiedy nawet pojawiają się jakieś wątpliwości, wobec tego co zrobiła, zaczynają ją targać jakieś wątpliwości wystarcza, krótka wymiana zdań z darth Banem i nagle jak ręką odjął wszystkie problemy znikają. I to niezależnie czy mając 10 lat morduje ludzi czy mając lat 20 skazując ważną dla siebie postać na śmierć.
Książka rozwija pomysł z części pierwszej czyli Darth Bane dalej pozyskuje więcej siły, aby stać się niepokonanym lordem Sithow, Zaanah chce jak najwięcej od niego wyciągnąć by po czasie go prześcignąć a później zabić. Jednak zanim to się stanie musi go utrzymać przy życiu przy pomysłach jakie ma. Bo sam lord Bane jest w tym stadium jest typowym złym Sithem, pragnącym mocy, który knuje, przeprowadza ataki dywersyjne dzięki swoim agentom na republikę, jednocześnie wciąż pozostając w cieniu tak aby nikt nie wiedział o ich istnieniu.
Podsumowując mamy tutaj do czynienia z książką, która dobrze wpasowuje się w uniwersum Star Wars, mającą swoje bolączki, jednak jeśli szukasz czegoś pomiędzy innymi cięższymi seriami i chcesz sobie odpocząć, to dobra rozrywka na taki czas. Dobrze się przy niej bawiłem mimo początkowych zgrzytów.
Skłamałbym pisząc, że książkę `Zasada Dwóch` czytało mi się źle. Jest to twór, który pochłania się bardzo szybko i akcja nie zwalnia tempa ani na moment, dzięki czemu czytelnik nie ma prawa się nudzić. Jednocześnie jest jego największym minusem i sprawia, że powieść ma początkowo podobne problemy, które opisałem odnośnie części pierwsze.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwszy wobec, którego nie mogłem...
Jedną z najważniejszych zmian, czy też ciągu procesu adaptacji w Nowym Kanonie galaktycznych lucasowskich wojaży na blastery, moc i miecze świetlne, którą po 2014 roku jako fan i geek ,,Star Wars” wciąż oczekuję, aby została rzetelnie wprowadzana i realizowana – krok po kroku! - co zapewne przejawia w swych ,,fanowskich troskach” nie tylko Ja, czy skromne kilka osób, ale i aż całe zbiorowisko szanujących to Uniwersum nerdów, to ,,uwalnianie” w sercu tego Świata stopniowych zmian w spójności i jakości prezentowanych treści – zmian, w których ostatecznie ,,realia GW" wyjdą na lepsze, dzięki czemu staną się przestrzenią, którą owe ewolucje i rewolucje ,,zaleją” w dobrym znaczeniu tego słowa popkulturowymi treściami: takim ,,contentem”, który zadowoli zarówno dzieci, młodzież, dorosłych, krytyków i zwykłych zjadaczy chleba chcących od czasu do czasu ,,cosik tam z tych Starwarsów doświadczyć. Bo przecież dekady temu to się na tym w kinie było, bo to było takie super i takie modne…”. I z tymi zmianami przez prawie 10 lat od premiery wielkiego hitu kinowego J. J. Abramsa oficjalnie otwierającego Nowy Kanon: Epizodu VII SW, ,,Przebudzenia Mocy”, cóż, bywa różnie.
Niektórzy z nas wierzyli, że będziemy żyć w naszych ,,starwarsowych" czasach jak w jakiejś idylli: genialne, otwierające klapki na oczach na spojrzenie autorów na ,,nowe starwarsy” filmy, co dwa lata w kinie, rozszerzanie Uniwersum o niebywale mocne pozycje książkowe, ciekawe zyskujące rozgłos poza fandomem komiksy, immersyjne gry na wszystkie platformy, mangi i nowe seriale animowane oraz aktorskie, do których to scenariusze będą pisali dobrze opłacani i płodni w swej twórczej wyobraźni scenarzyści, znający wręcz Uniwersum lepiej niż jego jedyny Bóg: George Lucas. Jednakże, fani teoretycznie dostali to ,,na co zasłużyli”. Za bezsensowne skłócanie się o to czy ,,Klasyczna Trylogia” to jedyne słuszne Gwiezdne Wojny, albo o rzekomy fakt, że najbardziej marka ta zarabia obecnie niżeli w latach 70-tych aż do roku 1999, czy nawet o takie bzdety, że Trylogia Sequeli zapoczątkowana przez Abramsa w 2015 roku jest co najwyżej familijnie-poprawna, zbyt kolorowa, baśniowa i do bólu naiwna, sami sobie sprezentowaliśmy tak zwane ,,jebitnie rakotwórcze dla obrazu uwielbienia galaktyki SW rozdarcie fandomu”. Niejawnie podzieliśmy się na dwa główne obozy: zwolenników starej szkoły SW sprzed przejęcia dziecka papy Lucasa przez molocha, jakim jest Disney, czyli z okresu produkcyjnego od 1977 do 2014 i szanujących klasyczne nostalgiczne, naznaczone zębem czasu ,,starłorsy”, ale ubóstwiające nową generację produktu gwiezdnowojennego, wliczając w nią filmowe prequle Lucasa oraz całość ,,lore” w Galaktyce po 2014 roku. I to rozdarcie, ten brak równowagi w Mocy Uniwersum powoli zatruwa je od środka, czego konsekwencją, co nie bójmy się przyznać, jest… ta dziwna anty-moc twórcza, ten zalew bardzo różnych, paradoksalnie okropnie zróżnicowanych jakościowo i pod względem tego kto ma być ich odbiorcą (dorosły, nerd, ,,kanapowiec”, rodzinka idąca od niedzieli w wolny weekend do kina na nowe Gwiezdne Wojny, czy dzieciak oglądający na tablecie jakieś animacje z Uniwersum, które mama pozwoliła mu oglądać) treści. Disney i Lucasfilm Ltd. robią zbyt dużo, a raz zbyt mało; raz mamy za mało seriali live-action, raz za dużo, a z kolei za jakiś czas przypomnimy sobie, że od ostatniego filmu kinowego mija 6 lat: ,,no i po co oni tyle tych animacji i produkcji na platformę streamingową Disneya robili, po co komu projekt Wielkiej Republiki, który rozszerza Galaktykę o ciekawe dane, wątki i masęęęęęęę! świetnego lore, skoro z pieniędzy na to wydanych nasi twórcy i białe kołnierzyki Korpo mogliby przeznaczyć ja na nowe kinowe dzieła?!”.
Kto ponosi odpowiedzialność, tą ,,większościową”, no bo przecież każdy zrzuca winę na innego!, destabilizację realizacyjno-wydźwiękowo-jakościowo-odbiorczą planu ,,niby idealnych Gwiezdnych Wojen”, które nie dość, że zarobią to i zadowolą każdego nerda tego Świata i znawców jego tematów? To nie jest możliwe, aby ,,osądzić” kogokolwiek, że to on, czy ta grupa, Organizacja, Korporacja ponosiła tylko i aż za to winę, i to ze swojej cholernej strony. Paradoksalnie wszystko to, co tworzy się w ,,starłorsach” jest wtłaczane do tygla popkultorwych treści, dla fanów. To oni mają ,,kupić” produkt Star Wars, więc wszystko i tak zależy od ich opinii fanów. To oni, przykładowo, muszą chcieć akceptować to czy chcą uwielbiać czy nienawidzić Galaktyki za to, że jest ,,fizycznie” w swoim organizmie treści podzielona na ,,Legendy” oraz ,,Nowy Kanon”. Najdziwniejsze jest to, że wśród ogólnych danych, licznych dzieł filmowych, komiksowych czy serialowych z serducha konstrukcyjnego Gwiezdnych Wojen, to właśnie Legendy mają większy szacunek i poważanie niżeli rozwijany i adaptowany do popkulturowych potrzeb Świata obecny Kanon. Siła ,,Starego Kanonu” tkwi w tym, że nie byłby on tym w oczach wszystkich geeków tym czym jest obecnie, gdyby nie określenie ich treści i istotnego zbioru informacji, które stanowiły do 2014 roku... Legendami. I w ten o to sposób, podążając za powyższym rozmyślaniem, co do tego, mówiąc łopatologicznie, ,,dlaczego Gwiezdne Wojny w oczach fandomu i z perspektywy twórcą są takie jakie są, dlaczego chcemy na nie narzekać niż akceptować to, że po prostu są, że mimo wszystko wychodzą kolejne seriale, filmy, czy jakieś powieści, które kontynuują pętle cyklu produkcyjnego marki w Nowym Kanonie”, także kontynuując w duch tego rodzaju refleksję, postanowiłem tym razem, przy tej specyficznej ,,rozminie”, zaufać intuicji i zmysłom i na kolejną lekturę z ramienia ukochanych Gwiezdnych Wojen… wybrać pozycję autorstwa Drew Karpyshyna, jednego z najbardziej szanowanych i doświadczonych pisarzy w obrębie Lucasfilm Ltd. i Disneya, drugi już tom z tak zwanej ,,Trylogii Bane’a”: Star Wars – Darth Bane: Zasada Dwóch, książkę stanowiącą wyraz perfekcji w kreowaniu cholernie istotnych informacji dla rozwoju całego jestestwa Star Wars, o których ,,nauczenie się na pamięć!” dałby się pociąć każdy geek Galaktyki.
,,Zasada Dwóch” to Legendy, Legendy to ,,Zasada Dwóch”. Nie inaczej, książka pana Drew, o której niniejszym mowa to przykład tego, co powinni robić obecni twórcy literaccy i ci od scenariuszy dla filmów i seriali, działający pod szyldem ,,Korpo Disney Myszka Miki”, aby w oczach fanów Star Wars zyskać dozgonne uznanie. Ów tom, z którego aż wylewa się wspaniały aromat nazywający się ,,Darth Bane” oraz ,,Epizod III, Zemsta Sithów” jest znakiem rozpoznawczym Legend, tak jakby wszystko co powstało w Uniwersum w medium książek i komiksów skompensować i wtłoczyć do ram jednego tytułu, do formy tej ponad 300-stronicowej beletrystyki. Nie-geek czytający ,,Zasadę Dwóch” może odebrać książkę jako ,,jednostrzałowiec” – zwyczajna, może i ciekawa oraz dynamiczna publikacja z motywami sci-fi i fantasy w tle, i nic poza tym. Jednak miłośnik marki, wiedzący ,,co to do diaska jest Zasada Dwóch, no bo jak można tego w tejże Galaktyce nie kojarzyć?!”, będzie jej ,,jedynym i najbardziej oddanym ze wszystkich geeków fanem… aż po grób!”. W ogóle całą Trylogię Bane’a trzeba koniecznie doświadczyć, jeśli chce się przybić sztamę i pogodzić z tym, że ,,starłorsy” są zarówno ,,Legendami” jak i ,,Nowym Kanonem”.
Pierwszy tom niegdyś czytanej i recenzowanej przeze mnie Trylogii Karpyshyna, co miało miejsce dobre 4 lata temu, sądzę jest odpowiedzią na to, jak potężna, wpływowa, charyzmatyczna dla całego serducha marki SW, może być jedna konkretna ostać, która to swoją historią potrafi przekonać, że Ciemna Strona Mocy może kusić czytelnika, i jest ona tak samo intrygująca, jak typowe, czy to z Legend, czy z Nowego Kanonu przykłady noweli, w których wszystko ma zakończyć się dobrze, czyli jak dla zwolennika ,,słitaśnych Jedi przystało”. Drugi tom natomiast, wydany, (co ciekawe: jako forma wznowienia ,,Legend”, za co dziękować tej firmie, oj za to dziękować!) przez ,,Olesiejuka” to esencja Legend oraz kondensacja najpiękniejszych momentów z wszystkich filmowych prequeli Lucasa w jednym książkowym tymże dziele – bo inaczej tego określić nie mogę. Fizycznie to około 350 stron sytych, mięsistych treści, owiniętych wokół dalszych losów Bane’a i jego ,,drogi” oraz osób, które spotyka, z którymi nawiązuje daną mu, specyficzną dla siebie więź. To taka forma biografii twórcy ,,Zasady Dwóch”, jakby dziennik pisany przez skrybę towarzyszącego Baneowi dzień w dzień, wchodzącycm w jego umysł, pragnienia, cele, emocje.
Tak, Darth Bane niejedno ma imię! To tylko początek, jeśli chodzi o to, ile da się coś szczerego i prostego powiedzieć po tak zjawiskowo poprowadzonej lekturze. Dzięki Karpyshynowi, tom drugi nabiera pełnej, totalnie ,,sztosowej” klasy, swego rodzaju dystynkcji i potęgi w Świecie Star Wars. To taka lektura zarówno dla wytrwałych czytelników, jak i fanów lucasowskich wojaży na miecze świetlne i Moc spajającą Galaktykę, kochających solidne mięsko treści i mega rozbudowane ,,lore". Fabuła nie zamierza tu pędzić. Nawet nie koncentruje się ,,z buta!” od razu na Bane’ie. To taka idąca własnym rytmem konkretnie kierowana w swym rozwoju opowieść, i to mocno wielowymiarowa, traktująca ,,Starwarsy” poważnie. Nawiązuje się tu nawet do Wielkiej Wojny Jedi z Sithami, do ,,Bomby Myśli”, do samej struktury Ciemnej Strony i jej głębi, której żaden wcześniejszy lub późniejszy film, książka i seriali nie ukazali, i chyba nigdy, nie ukażą. Cóż, na pewno ,,Zasada Dwóch" to co najmniej fantastyczna rzecz, z fantastyczną dozą ról wielu pobocznych postaci: Dorovit, Zannah, Tarsus Valorum, i wielu, wielu innych sylwetek. Było nieziemsko: niespodziewanie płynne i dobre odświeżenie dla geeka GW, i to w dobie nowokanonicznych ,,zalewów” starwarsowych danych.
Jedną z najważniejszych zmian, czy też ciągu procesu adaptacji w Nowym Kanonie galaktycznych lucasowskich wojaży na blastery, moc i miecze świetlne, którą po 2014 roku jako fan i geek ,,Star Wars” wciąż oczekuję, aby została rzetelnie wprowadzana i realizowana – krok po kroku! - co zapewne przejawia w swych ,,fanowskich troskach” nie tylko Ja, czy skromne kilka osób, ale i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ jednej strony czyta się to całkiem nieźle i nawet wciąga, z drugiej intryga i jej końcowe wytłumaczenie jest bardzo słabe.
Szaleniec, którego posiekaliśmy w trzydzieści sekund zabił wcześniej 5 Jedi, w tym dwójkę mistrzów miecza? Normalne.
Nawet Jedi nie mogli być tak głupi.
Z jednej strony czyta się to całkiem nieźle i nawet wciąga, z drugiej intryga i jej końcowe wytłumaczenie jest bardzo słabe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzaleniec, którego posiekaliśmy w trzydzieści sekund zabił wcześniej 5 Jedi, w tym dwójkę mistrzów miecza? Normalne.
Nawet Jedi nie mogli być tak głupi.
Genialna książka, uzupełniająca bardzo wiedze z uniwersum star wars. Darth bane to postać wielowymiarowa i wielowątkowa. Klimat fantastyczny, wszystkie opisy genialne, język bardzo lekki.
Genialna książka, uzupełniająca bardzo wiedze z uniwersum star wars. Darth bane to postać wielowymiarowa i wielowątkowa. Klimat fantastyczny, wszystkie opisy genialne, język bardzo lekki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIleż się tu działo, Darth Bane walczący z przeszłością w postaci członków Mrocznego Bractwa, z których pozostały tylko duchy, epicka cześć w samym serce jasnej strony mocy, a na końcu ponownie otarcie się o śmierci głównego bohatera, czy przepis na dobra powieść w świecie gwoezdnych wojen powinien miec coś więcej? Największą wadą był powolne zawiazywanie sie i rozwoj fabuły na poczatku powieści, później.. Polecam przeczytać :D
Ileż się tu działo, Darth Bane walczący z przeszłością w postaci członków Mrocznego Bractwa, z których pozostały tylko duchy, epicka cześć w samym serce jasnej strony mocy, a na końcu ponownie otarcie się o śmierci głównego bohatera, czy przepis na dobra powieść w świecie gwoezdnych wojen powinien miec coś więcej? Największą wadą był powolne zawiazywanie sie i rozwoj...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątek trochę się ciągnął, ale od połowy książka nabiera takiego tempa, że ciężko się oderwać. Druga część trylogii ocieka klimatem, Ciemna Strona jest silna w tym czytadle. Polecam
Początek trochę się ciągnął, ale od połowy książka nabiera takiego tempa, że ciężko się oderwać. Druga część trylogii ocieka klimatem, Ciemna Strona jest silna w tym czytadle. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to