Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch

Okładka książki Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch autora Drew Karpyshyn, 9788324136346
Okładka książki Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch
Drew Karpyshyn Wydawnictwo: Amber Cykl: Trylogia Dartha Bane'a (tom 2) Seria: Legendy Star Wars [Amber] fantasy, science fiction
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Trylogia Dartha Bane'a (tom 2)
Seria:
Legendy Star Wars [Amber]
Tytuł oryginału:
Star Wars: Darth Bane. Rule of Two
Data wydania:
2010-03-01
Data 1. wyd. pol.:
2010-03-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324136346
Tłumacz:
Andrzej Syrzycki
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch

Średnia ocen
7,6 / 10
1541 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch

avatar
49
39

Na półkach:

Świetnie, immersyjnie napisane. Wyobraźnia aż buzuje przy lekturze.

Mimo lepszej narracji, postaci wydawały się mieć mniej głębi niż w poprzedniej części, ale cóż, fabuła i zakończenie nie pozwala nie przeczytać kolejnej części, więc tak zrobię:D

Świetnie, immersyjnie napisane. Wyobraźnia aż buzuje przy lekturze.

Mimo lepszej narracji, postaci wydawały się mieć mniej głębi niż w poprzedniej części, ale cóż, fabuła i zakończenie nie pozwala nie przeczytać kolejnej części, więc tak zrobię:D

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
115
63

Na półkach: ,

Przeczytałem ponownie po kilkunastu latach. Jest gorsza od pierwszej części ale dalej czyta się bardzo dobrze i szybko. Mniej Bane'a z początku ale potem coraz więcej no i końcówka fabularnie rozpędza się bardzo dobrze. Kolejna solidna pozycja od Drew. Warto przeczytać.

Przeczytałem ponownie po kilkunastu latach. Jest gorsza od pierwszej części ale dalej czyta się bardzo dobrze i szybko. Mniej Bane'a z początku ale potem coraz więcej no i końcówka fabularnie rozpędza się bardzo dobrze. Kolejna solidna pozycja od Drew. Warto przeczytać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
143
138

Na półkach:

Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Ciekawe wątki, dobre postaci, książka nie z tej galaktyki.

Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Ciekawe wątki, dobre postaci, książka nie z tej galaktyki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2744 użytkowników ma tytuł Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch na półkach głównych
  • 2 239
  • 463
  • 42
1116 użytkowników ma tytuł Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch na półkach dodatkowych
  • 791
  • 129
  • 113
  • 35
  • 22
  • 14
  • 12

Tagi i tematy do książki Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch

Inne książki autora

Drew Karpyshyn
Drew Karpyshyn
Kanadyjski pisarz. Autor wielu pozycji ze świata Gwiezdnych Wojen.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Darth Maul. Łowca z mroku Michael Reaves
Darth Maul. Łowca z mroku
Michael Reaves
„Darth Maul. Łowca z mroku” autorstwa Michaela Reavesa to prequel do „Mrocznego widma,” który oferuje głębsze zrozumienie postaci Dartha Maula oraz wydarzeń poprzedzających blokadę planety Naboo. Fabuła koncentruje się na poszukiwaniu Hath Monchara, neimoidiańskiego przywódcy, który próbuje sprzedać cenne informacje dotyczące planowanego ataku. Ucieczka Monchara wywołuje reakcję ze strony Dartha Sidiousa, który wysyła swojego ucznia, Dartha Maula, aby bezwzględnie odzyskał informacje i zlikwidował zdrajcę. Sytuacja komplikuje się, gdy Neimoidianie wynajmują łowcę nagród, a na scenie pojawia się Lorn Pavan, handlarz informacji, wraz ze swoim protokolarnym droidem I-5 oraz dwójką Jedi – Darszą Assant i jej mistrzem, Anoonem Bondarą. Książka doskonale oddaje mroczny, nieustępliwy charakter Dartha Maula, który jest w pełni poświęcony woli swojego mistrza i gotów do podjęcia wszelkich działań, aby osiągnąć cel. Reaves z dużą precyzją pokazuje, jak starannie Sithowie planują swoje działania, nie pozostawiając niczego przypadkowi. Jednym z największych atutów książki jest sposób, w jaki przedstawiona została postać Dartha Maula. Jego pościg za Moncharem jest przedstawiony jako pełen napięcia i nieubłagany, a jego zdolności bojowe oraz inteligencja są nieustannie demonstrowane. Pomimo dużej liczby bohaterów, Reaves zręcznie splata ich wątki w jedną, spójną historię. Każda postać wnosi coś unikalnego do fabuły, a ich interakcje są dobrze przemyślane i realistyczne. Dynamika między Lornem Pavanem a jego lojalnym droidem I-5, jak również między młodą Jedi Darszą Assant a jej mistrzem, dodaje historii głębi i emocji, tworząc postacie, którym można kibicować. Niestety, jak w prawdziwej historii Gwiezdnych Wojen, nie wszystkim udaje się przetrwać. „Darth Maul. Łowca z mroku” to książka pełna akcji, napięcia i złożonych intryg politycznych. Styl Reavesa sprawia, że czyta się ją szybko i z zapartym tchem, a miłośnicy Gwiezdnych Wojen z pewnością docenią ukazanie tajemniczej postaci Maula w nowym świetle. To opowieść, która umiejętnie buduje tło przed wydarzeniami znanymi z „Mrocznego widma” i daje czytelnikom możliwość zanurzenia się głębiej w świat Sithów. Gorąco polecam ją zarówno długoletnim fanom Gwiezdnych Wojen, jak i tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z tym uniwersum – z pewnością nie będziecie zawiedzeni.
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na61 rok temu
Maska kłamstw James Luceno
Maska kłamstw
James Luceno
Federacja Handlowa, nękana przez ataki grupy terrorystycznej znanej jako Front Mgławicy, zwraca się do Senatu Galaktycznego o udzielenie zgody na poszerzenie ich arsenału obronnego o kolejne myśliwce i droidy bojowe. Kontrowersyjna prośba spotyka się z mieszanym odbiorem wśród senatorów. Zadaniem Najwyższego Kanclerza Valoruma jest łagodzenie niespokojnych nastrojów i deeskalacja konfliktu za wszelką cenę. W tym samym czasie Qui-Gon Jinn wraz ze swoim młodym padawanem są na tropie kapitana Cohla, odpowiedzialnego za liczne ataki na frachtowce Federacji. Żaden z nich nie zdaje sobie jednak sprawy, że cała sytuacja stanowi jedynie część większego planu Mrocznego Lorda Sithów. Obok powieści Darth Maul: Łowca z mroku, książka Jamesa Luceno stanowi jedną z dwóch części wprowadzających do Mrocznego Widma i skupia się na polityczno-gospodarczych niepokojach w galaktyce, które finalnie doprowadziły do blokady handlowej na Naboo, a w konsekwencji do wybuchu Wojen Klonów. Autor w ciekawy sposób przedstawia grę interesów między różnymi frakcjami politycznymi, które prowadzą do destabilizacji Galaktyki. Jedną z najmocniejszych stron tej książki jest świetnie wykreowany klimat polityczny, który sprawia, że czytelnik z łatwością wczuwa się w atmosferę intryg i niepewności. Luceno ukazuje różnorodne postaci polityków oraz przedstawicieli Zakonu Jedi w sposób przekonujący i fascynujący. Na pochwałę zasługuje również kreacja bohaterów. Autor umiejętnie ukazuje dualizm postaci Palpatine'a, który jako skromny senator z Naboo manipuluje Najwyższym Kanclerzem Valorumem i innymi senatorami, a jako bezwzględny Lord Sithów zaczyna powoli ustawiać Neimoidian i Federację Handlową w pozycji umożliwiającej im przeprowadzenie blokady planety Naboo. Uwydatnione zostały również najistotniejsze cechy pozostałych bohaterów. Podkreślona została charakterystyczna indywidualność i nonkonformizm Qui-Gon Jinna oraz przybliżono jak wyglądała jego relacja z Obi-Wanem. Swoje pięć minut otrzymali również mistrzowie Jedi, którzy w filmach pełnią rolę co najwyżej drugoplanową, tacy jak Adi Gallia, Depa Billaba, Yaddle czy Saesee Tiin. Styl narracji autora jest płynny i przemyślany, co sprawia, że czytelnik z łatwością podąża za wydarzeniami, chłonąc każdy szczegół z zainteresowaniem. Dynamika akcji oraz napięcie fabularne utrzymują czytelnika w stałym napięciu, zachęcając do kontynuowania lektury aż do ostatniej strony. Opowiadana historia wypełnia wiele luk fabularnych i odpowiada na pytania, które w obecnym kanonie wciąż pozostają bez odpowiedzi. Mimo licznych zalet, książka może nie spełnić oczekiwań czytelników poszukujących głębokiej charakterystyki postaci czy bardziej rozbudowanej fabuły. Niektóre momenty mogą również wydawać się przewidywalne dla tych, którzy są dobrze zaznajomieni z historią przedstawioną w filmach. Opowiadana historia naturalnie posiada bardzo otwarte zakończenie, ponieważ znaczna większość wątków jest rozwijana dalej w Mrocznym Widmie, a część także w powieści Darth Maul: Łowca z Mroku. Może to wywołać u czytelnika lekkie poczucie niedosytu, ponieważ niewiele pozycji w uniwersum Gwiezdnych Wojen w tak dużym stopniu kładzie nacisk na polityczny charakter Republiki i przyczyn jej upadku. Podsumowując, Maska Kłamstw to solidna pozycja dla fanów Gwiezdnych Wojen, którzy cenią sobie głębię politycznych intryg i spisków. James Luceno zręcznie wplata elementy polityki, mocy i moralności, tworząc wciągającą opowieść, która wciąga czytelnika od pierwszych stron.
Miłosz - awatar Miłosz
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Darth Bane. Dynastia zła Drew Karpyshyn
Star Wars: Darth Bane. Dynastia zła
Drew Karpyshyn
Nadszedł czas na ostatnią część tej przygody, tak samo jak nadszedł moment kiedy zasada dwóch zaczyna mieć zastosowanie między Lordem Banem a jego uczennicą Zannah. Niestety zwieńczenie trylogii posiada wręcz identyczne bolączki co dwie pierwsze części, tempo. Jest to jego zarazem największy atut jak i największa zguba. Akcja ostatniej części przenosi nas o 10 lat w przód w porównaniu do poprzedniej części. Duet z ukrycia dalej poszerza swoje możliwości i wiedzę odnośnie ciemnej strony, jednak lord Bane jest zaniepokojony swoją uczennicą oraz brakiem ruchów z jej strony. Widzi również upływający czas na sobie więc chcąc temu przeciwdziałać rozpoczyna kolejną wędrówkę w celu odnalezienia rozwiązania na jego obecne problemy, jednocześnie wysyłając Zannah z zadaniem mającym odwrócić uwagę od tego co robi. Mimo, że jako czytelnik zostajemy ponownie wrzuceni w sam środek fabuły, która gna na złamanie karku, to pomimo mijających lat bohaterowie w żadnym stopniu nie ulegli zmianie. Bane jest taki sam jaki był od momentu wstąpienia do zakonu Sithow, Zannah również jest tą samą osobą, którą była na początku kiedy to lord zaczął ją szkolić . Miałem wrażenie, że mijający czas między kolejnymi częściami jest tylko i wyłącznie dlatego, żeby usprawiedliwić, że są zwyczajnie silniejsi jako Sithowie, a to też uważam za mocno naciągane. Znowu miałem wyobrażenie, że sam Bane pod wpływem czasu i funkcji jaką przyjął będzie się zmieniał, jego charakter ulegnie jakieś minimalnej zmianie ale nic takiego nie miało miejsca. Konstrukcja powieści to też kalka tego co już było wcześniej. Krótki wstęp przedstawiający obecną sytuację głównych bohaterów, następnie szybkie wprowadzenie istotnych postaci pobocznych i główny wątek. Chyba miałem zbyt wygórowane oczekiwania wobec tej trylogii oglądając czy słuchając rankingów czy opinii odnośnie książek ze świata SW , albo jestem przyzwyczajony do tego, że określone powieści fantasy/scifi są znacznie dłuższe przez co wątki czy bohaterów można bardziej rozwinąć. Liczyłem, że wywali mnie z butów, a było zwyczajnie OK. To jak jedzenie dobrego schaboszczaka w domu. Znasz go, smakuje ci ale nie ma tego efektu wow. Ostatnia część to dla mnie dobra pozycja, jednak tak jak szybko ją przeczytałem, tak szybko o niej zapomnę 6/10 i taką ocenę wystawiam całej trylogii o Lordzie Bane i jego uczennicy.
Grimek - awatar Grimek
ocenił na62 miesiące temu
Star Wars: Zaginione plemię Sithów John Jackson Miller
Star Wars: Zaginione plemię Sithów
John Jackson Miller
„Zaginione Plemię Sithów” to książka będąca zbiorem kilku opowieści publikowanych pierwotnie oddzielnie. W Polsce chyba jest możliwe, zapoznanie się we wspomnianymi historiami tylko w formie zbiorczej, ale może jest inaczej. Mimo że omawiana pozycja jest zbiorem opowieści, ja ocenię ją całościowo. Nie będę się skupiał na poszczególnych, opowieściach, bo gdybym to zrobił to prawdopodobnie bym wyczerpał limit dostępnych znaków, a mimo to nie opisałbym wszystkiego w należyty sposób. Przechodząc już do samej książki, ze względu na jej charakter, trudno wyodrębnić w niej jednego, czy dwóch głównych bohaterów. Oczywiście są postacie ważniejsze i mniej ważne, ja jednak bym się skłaniał do tego, by mówić o tym, że w omawianej pozycji mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym, którym jest tytułowe „plemię”. Ma ono pewien charakter, strukturę i pewnych przywódców. Dodatkowo wszystkie wspomniane cechy (tak to określmy) zmieniają się wraz z biegiem wydarzenie. Ewolucja przedstawionego świata wraz z biegiem historii to bez wątpienia największa zaleta omawianej pozycji. Na pewno każdy, kto czytał książki z dawnego kanonu zauważył, że galaktyka nie za wiele się zmienia między różnymi wydarzeniami… Postęp technologiczny jest niewielki lub bardzo zniuansowany, a jakieś większe zmiany społeczne w galaktyce są raczej słabo zauważalne. W omawianej pozycji jest inaczej. Widzimy dość wyraźnie jak zmienia się plemię i jego otoczenie. Omawiana książka dodatkowo „czyni wiele dobrego dla Sithów”. Osoby znające tylko filmy i ewentualnie seriale Disneya utożsamiają wspomnianą wcześniej grupę z tymi złymi. Jednak, jak możemy się dowiedzieć z dzieł książkowych, Sithowie to po prostu cywilizacja o bardzo specyficznej kulturze i moralności. Książka „Zaginione Plemię Sithów” czyni wspomnianą grupę jeszcze ciekawszą. Muszę się przyznać, że Sithowie z ery przed Zasadą Dwóch są społecznością zdecydowanie dla mnie ciekawszą. Dodatkowo każda pojedyncza opowieści ma moim skromnym zadaniem, coś ciekawego do zaoferowania. W każdej historii spoglądamy na „Zapomniane Plemię” z nieco innej perspektywy. To mamy historie o zdobyciu władzy, to o etnicznej przemianie Sithów, a w następnym przypadku o tym, co jest elementem spajającym społeczności wyznawców ciemnej strony mocy. Omawiana pozycja, jest dla mnie dziełem bardzo ciekawym zarówno pod względem światotwórczym, jak i poszczególnych pojedynczych opowieści. Chodzi przyznam, że zakończenie książki lekko rozczarowuje. Jednak z tego, co wyczytałem historia plemienia jest kontynuowana jeszcze w innych książkach. W sumie, to nie wiem, czy to dobrze. Podsumowując oceniam omawianą pozycje na 8/10 i polecam ją każdemu miłośnikowi Sithów oraz każdemu fanowi Gwiezdnych Wojen, który, lubi ciekawe projekty.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na82 lata temu
Star Wars: Stara Republika: Fatalny Sojusz Sean Williams
Star Wars: Stara Republika: Fatalny Sojusz
Sean Williams
Ciężko mi jednoznacznie ocenić tę książkę. Jest zdecydowanie lepsza niż Revan i zdecydowanie gorsza niż Oszukani. Spróbuję rozebrać ją na części i zobaczyć co gra a co nie działa. Treść jest... Specyficzna. Przez pierwsze pół książki bohaterowie gonią za mcguffinem, którym jest cała planeta. I nawet jeżeli pomysł brzmi dziwnie, to wykonanie jest dobre. Podchody pod siebie różnych stron, kłótnie, negocjacje. Działa znośnie. Natomiast druga połowa to tytułowy fatalny sojusz. I tu sytuacja jest odwrotna. Pomysł, choć oklepany, jest dobry. A wykonanie szwankuje. Poza krzyżówkami jedi-sith i kłótnią dwóch dowódców nie czuje się, że zaistniała sytuacja jest napięta. A mimo wszystko powinna być. Jest tu całkiem dużo pojedynków i walk, które czasem są pomysłowe, czasem nie, z reguły dobrze napisane, czasem zbyt wolne. Stylistycznie jest ok, dialogi najczęściej brzmią dobrze. Co do bohaterów, to tu zaczyna się pod górkę. Generalnie uważam, że zdecydowana większość jest dobrze napisana, dopóki nie musi wchodzić w relacje z innymi bohaterami. Nie dotyczy to mistrzyni Shan, która dla mnie jest tak płaska, że nie potrafię o niej nic powiedzieć, i nie wiem, dlaczego wszyscy inni bohaterowie się nią zachwycają. Podobnie z mrocznym lordem, jest tak sztampowy, że boli. Shigar i Ax są ładnie napisani jako młodzi adepci swoich sztuk, którzy nie do końca zgadzają się ze wszystkimi prawidłami kanonu. Gotowi zboczyć ze ścieżek, którymi powinni podążać w imię swoich celów. Tylko moim zdaniem oboje powinna za to spotkać kara, a nie nagroda. Larin jest ciekawa jako zbuntowana komandos z misją. I jej relacja z Shigarem o dziwo działa, podobnie jej interakcje z żołnieżami. Natomiast z Ulą jest po prostu źle. Ula jest napisany dziwnie, niby jako zdrajca i szpieg, ale w praktyce jako wielki tchórz, który z jakieś przyczyny buja się w Larin (bo jak została opisana, jest najładniejszą buźką, którą widział, co jest bardzo słabą motywacją). Mimo że jest potrzebny w całej historii, to jest w nią wciśnięty mocno na siłę. Bardzo go nie polubiłem. Jet i Dao są równie dziwni, ale wiele nadrabiają tym, że są tajemniczy i mogą kryć swoje intencje. Ale wieczne udawanie Jeta, że wie mniej, niż w rzeczywistości, jest po jakimś czasie irytujące. Epilog jest tak zły, zbędny i nieskładny, że szkoda mi słów na jego opisanie. Podsumowując, nieźli bohaterowie, którzy mają problem z budowaniem relacji, całkiem znośna historia i jej wykonanie, fatalne zakończenie. Czytało się powoli i opornie. Nie polecam, tylko dla osób, którym bardzo zależy na przeczytaniu pełnej chronologii, choć i do niej nie wiele wnosi.
Karol Wesołowski - awatar Karol Wesołowski
ocenił na62 lata temu
Star Wars: Stara Republika: Oszukani Paul S. Kemp
Star Wars: Stara Republika: Oszukani
Paul S. Kemp
To była bardzo dobra książka. Kropka. W porównaniu z innymi powieściami świata Star Wars, ośmielę się nawet powiedzieć, że była wybitna. Powieść, którą serwuje nam Kemp jest kompetentna, spójna, nie wymagająca zewnętrznej wiedzy (jak chociażby niedawno opisywany przeze mnie Revan),wciągająca i zasadniczo dobrze napisana. Historia przedstawia się dość prosto. Mamy trzech głównych bohaterów, którzy zostali jakoś oszukani. Malgusa, sitha, który przybył zniszczyć Republikę, ale dostaje rozkaz zatrzymania ataku i podjęcia okupacji. Aryn, jedi, która traci mistrza i zaczyna wątpić, czy ścieżka, którą podążała, jest słuszna oraz czy negocjacje z wrogiem, który zabił najbliższą jej osobę, są w ogóle wykonalne. I Zereed, przemytnik, który w wyniku zasadzki traci ładunek i musi podjąć się sprzecznego z własnym sumieniem zlecenia, by wyrwać się z łap kartelu, dla którego pracuje i zapewnić godne życie córce. Każdy z tych bohaterów jest bardzo dobrze zrozumiany przez autora, jego historia i zachowania są spójne, drogi, które przechodzą mają sens. Autor pokazał, że rozumie wiele aspektów gwiezdnowojennego świata, a nie tylko jeden (jak Kapryshyn, któremu wychodzi tylko pisanie sithów). I choć tutaj wszyscy krążą niebezpiecznie blisko granic, które stawiają im ramy postaci, to czyni to ich dynamikę jeszcze ciekawszą. Pozostali bohaterowie też są całkiem ciekawi, choć często zlewają się z tłem. Xizor i Eleena są ładnie napisani, całkiem ciekawi, ich historia, choć krótka, dobrze pasuje do powieści. Jest tu kilku jedi, którzy po prostu są, nie na nich skupia się powieść, więc nie dostają ani charakteru, ani czasu, stają się bardziej bohaterem zbiorowym, pozbawionym twarzy. Do czego mam problem, to zdecydowanie pozostali sithowie. Angral i ten drugi, którego imię brzmi prawie tak samo, są zupełnie nierozróżnialni, mimo że powinni być. Ta dwójka różni się pozycją, jeden jest podwładnym drugiego. Ale Malgus nienawidzi obu (choć jednego bardziej),więc w jego przemyśleniach praktycznie stają się jednym złem. A zbieżność imion absolutnie tu nie pomaga (Marudziłem już na to przy okazji Elfów Londynu, nie można mieć dwóch bohaterów, których imiona brzmią podobnie i którzy pełnią podobną funkcję. To jest przepis na zagmatwanie sytuacji). Językowo książka jest dobra, choć ma słabsze momenty, szczególnie gdy próbuje być zbyt opisowa w trakcie walk. Dynamika języka i akcji powinna być zbieżna, natomiast tutaj autor stosuje równie rozwlekłe opisy do wszystkiego. Poza tym jest dobrze. Polecam. Jest to dobry start w świat gwiezdnych wojen i bardzo dobra rozrywka dla tych, którzy w świecie są już zanurzeni.
Karol Wesołowski - awatar Karol Wesołowski
ocenił na72 lata temu
Star Wars: Czerwone Żniwa Joe Schreiber
Star Wars: Czerwone Żniwa
Joe Schreiber
Książki ulokowane w świecie „Gwiezdnych Wojen” rzadko kiedy potrafią zaskoczyć. Najczęściej poruszają się w ramach dobrze ogranych motywów i schematów, nie wykraczając poza strefę komfortu milionów fanów. Czasem trafia się jednak pozycja, która próbuje ten stan rzeczy zmienić. Jedną z nich są „Czerwone żniwa”, które najprościej rzecz ujmując, są zombie-horrorem, czyli czymś bardzo dla „Star Wars” niecodziennym. Na mroźnej planecie Odacer-Faustin funkcjonuje Akademia Sithów. Prowadzący ją Darth Scabrous ma ambicję znalezienia sposobu na osiągnięcie nieśmiertelności. W tym właśnie celu sprowadza do swojej siedziby pewną roślinę, która w połączeniu z innymi składnikami, ma stać się katalizatorem niecodziennych zmian. Niestety nie wszystko idzie tak, jak powinno, właściwości kwiatu stają się zaś powodem przerażających wydarzeń. Swego czasu prawie w każdej powieści Expanded Universe musiała znaleźć się postać dobrze znana czytelnikowi. Decydenci wierzyli najwyraźniej, że taki ruch jest konieczny do tego, by utrzymać zainteresowanie odbiorcy. Od tego mankamentu nie była wolna pierwsza Star Warsowa zombie-powieść Schreibera („Szturmowcy śmierci”),gdzie ni z tego ni z owego pojawiał się Han Solo. Na szczęście tym razem jest inaczej, bo fabuła została osadzona daleko w przeszłości, w czasach Starej Republiki, a co za tym idzie, nie ma tu żadnej znajomej twarzy. Jest to w mojej opinii bardzo dobry krok, bo w „Czerwonych żniwach” nic nie generuje porównań do filmów oryginalnej trylogii, dzięki czemu nie ma tu tak charakterystycznej dla wielu produktów tej franczyzy wtórności. Jeśli chodzi o sedno „Czerwonych żniw”, to można powiedzieć, że chodzi tu przede wszystkim o akcję i rozwałkę. Powieść nie oferuje absolutnie żadnej głębszej refleksji, ale nie ukrywa też tego, czym jest. I to się chwali, bo dzięki temu mamy do czynienia z pozycją świadomą – to horror, dla którego istotne są przede wszystkim flaki. I w tej rozrywkowej materii prezentuje się całkiem dobrze. Tak, dla czytelnika lepiej zaznajomionego z tego rodzaju grozą, będzie to książka za mało bezkompromisowa, jednak szeregowy miłośnik marki, a to chyba do kogoś takiego są „Czerwone żniwa” kierowane, może być zaskoczony skalą zaprezentowanej na kolejnych stronach jatki. Akcja gna do przodu w bardzo szybkim tempie, co sprawia, że jest to powieść, którą czyta się błyskawicznie. Problemem jest jednak to, że bohaterowie to w znacznej mierze bezimienni statyści. Uczniowie Akademii Sithów są w zasadzie mięsem armatnim, pożywką dla krwiożerczych potworów zaludniających (zazombiejących?) tę książkę. Bohaterka, której najbliżej do miana głównej, jest z kolei na tyle nijaka, że było mi w zasadzie obojętne czy przeżyje, czy nie. Ostatecznie jednak to nie sami bohaterowie są tu najważniejsi, istotniejsze jest to jak giną. Myślę, że najlepszym określeniem istoty tej książki będzie stwierdzenie, że „Czerwone żniwa” są w zasadzie horrorowym fast foodem. Jest to pożywienie całkiem smaczne, ale pozbawione większej wartości odżywczej. To guilty pleasure w czystej postaci, które podczas lektury angażuje, ale po jej skończeniu nie pozostawia w głowie niczego do przemyślenia. Nie ma w tym niczego złego, trzeba być jednak tego faktu świadomym. Dla mnie nie był to stracony czas, bo lubię się od czasu do czasu odmóżdżyć w takim stylu, jaki zaproponował tu Joe Schreiber. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/01/joe-schreiber-star-wars-czerwone-zniwa.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na61 rok temu
Punkt przełomu Matthew Woodring Stover
Punkt przełomu
Matthew Woodring Stover
Punkt Przełomu Książka ze starego kanonu opowiada o przygodach jednego z najpotężniejszych Jedi ery Republiki (Mace Windu). Wyrusza on na swoją ojczystą planetę Harrum Kal w celu odszukania dawnej padawanki Deppy Billaby, która miała w sektorze Separatystów organizować ruch oporu. Na miejscu okazuje się, że konflikt rozgrywający się na planecie jest bardziej skomplikowany i brutalny, niż może się wydawać. Egzystujący w dużych metropoliach przedsiębiorczy przyjezdni zwani Balawai wspierani sprzętem Federacji Handlowej walczą przeciwko ukrywającym się w gęstej toksycznej dżungli Kurunai, czyli rdzennymi mieszkańcami planety. Mistrz Jedi staje w samym środku pozbawionej zasad wojny domowej, której ofiarami pada ludność cywilna, a nawet dzieci co w pewnym momencie doprowadza go do moralnego dylematu czy skupić się na walce i szybkim unieszkodliwieniu przeciwnika, a ratunkiem niewinnych osób. Trudy obcowania w dżungli dzieli on z kilkuosobową grupą Kurunai, w której skład wchodzi Nick, Chalk, Besh i Lesh, ich relacje nie należą do łatwych głównie za sprawą odimiennej koncepcji prowadzenia wojny, czy zasad moralnych, jednak z czasem wszyscy nabierają do siebie większego szacunku. Ostatecznie dżungla i konflikt pochłoną większość osób, których Jedi zdążył poznać i postawi na jego drodze potężnego użytkownika ciemnej strony mocy. Antagonista znany pod imieniem Kar Wastor lub Lor Pelek korzysta z mocy w odmienny sposób niż robią to Sithowie, czy Jedi. Jego połączenie z ciemną stroną mocy jest bardziej pierwotne i wypływa z siły samej Dżungli (coś jak siostry nocy z Dathomiry). Ta moc pozwala jemu oraz innym plemionom kurunai, komunikować się z dzikimi bestiami zamieszkującymi tropikalne lasy, tropić i polować a nawet leczyć rany. Kulminacyjnym momentem okazuje się odszukanie Depy Billaby, którą zdążyła zostać spaczona przez tutejszy mrok, do tego stopnia że niemal zapomniała o swoim poprzednim życiu, niosąc pomoc poszczególnym klanom walczących partyzantów. Mace Windu uświadamia sobie, że jeśli chcę zabrać Deppę na Couruscant musi nie tylko pokonać Kara Wastora, z którym jego była padawanka współpracuje, ale i zakończyć wojnę co całkowicie zmienia jego strategię działania. Książka dostarcza nam dokładnie 360 stron dobrej rozrywki, nie ma tu nudnych rozdziałów, ponieważ autor konsekwentnie buduje napięcie i nigdzie się nie spieszy co pozwala nam w pełni zrozumieć historię i panujące w niej zasady. Niestety, jako że książka została wydana dawno widać w niej liczne błędy korektorskie, stylistyczne, a niektóre zdania wogóle się nie kleją co sprawia, że Punkt Przełomu trudno się czyta. Pozycja ta wprowadza nam zupełnie nową koncepcję wykorzystywania mocy, w której mrok nie jest przypisany automatycznie do Sithów co urozmaica uniwersum poza tym buduje wewnętrzny charakter lubianego bohatera. Książkę polecam doświadczonym fanom Gwiezdnej sagi, którzy mają za sobą przynajmniej kilka przeczytanych tomów. Moim skromnym zdaniem w porównaniu do innych książek Obi Wan Kenobi wypadł lepiej, mimo to oceniam 6/5 na 10.
Rhayon - awatar Rhayon
ocenił na64 miesiące temu
Potrójne zero Karen Traviss
Potrójne zero
Karen Traviss
"Przypuśćmy, że chcesz mieć nóż, porządny, ostry nóż. Ostrzysz go do granic możliwości... aż wreszcie, kiedy zechcesz, przetniesz nim nawet kamień. Ten nóż ocali ci życie. A później, kiedy przypadkiem się nim skaleczysz, jesteś oburzony. Widzisz, noże się nie wyłączają, podobnie jak nie wyłączają się ludzie, kiedy wyszkolisz ich do granic możliwości." sierżant Kal Skirata W porównaniu do I tomu, więcej tu detektywistycznych działań, chyba w universum Star Wars nie przeczytałem takiej pozycji. Akcja: Bohaterowie mają anty-terrorystyczne zadanie, które będą musieli wykonać na Coruscant. Poszlaka - wywiad - łączenie punkcików - planowanie - akcja. Będą tu wybuchy, akcje komandosów i badass'i przeplatane z taktycznym węszeniem. Bardzo ciekawie i trzymające w napięciu opisy walki i eliminacje celów. Morały: - dwójka młodych Jedi zaczyna dojrzewać i widzi, że pod ostoją zimnego treningu i hartu, każdy z tych wojowników-klonów ma swój charakter i historię, - wątek miłosny - ciąg dalszy, - gorzko- smutne, Republika zabrała wolność klonów, ponieważ są stworzeni tylko do wojny, nikt nie przejmie się ich śmiercią, nie mają matki ani ojca, który ich przytuli, - 2 postawy treningu żołnierza - jedna Skiraty (trudne treningi, dyscyplina, ale też okazywanie miłości i dbanie o swoich chłopców),druga Vau'a (bezlistosny trening, ciągłe zwiększanie poprzeczki, przemoc) - lojalność wobec braci w drużynie Ciekawostki: - Skirata jako Mandalorianin, szkoli swoich podwładnych w duchu galaktycznych nomadów, dlatego też w książce dużo słów wypowiadanych przez klony. Znajdziemy tu także pokaz tańca oraz wyjaśnień słów do relacji i opisów
Marcin - awatar Marcin
ocenił na84 lata temu
Spisek na Cestusie Steven Barnes
Spisek na Cestusie
Steven Barnes
Książkę jest raczej średniakiem w legendach, niewiele wnosi i na pewno nie jest obowiązkowa lektura dla kogoś kto chce poznać Legendy star wars, da się czytać jednak raczej brnie się przez nią niż chce się ja czytać… Ksiazka ma wiele ciekawych postaci, Sam Cestus dawna planeta więzienie która w końcu staje się fabryka. Strasznie piorunujące jest jak lokalna rasa X`tingow została zdominowana przez przybyszów, musieli dzielić planetę a marionetkowa regentka była tylko pionkiem w rękach 5 rojów Mnie urzekła jednak postać nie Kita Fisto czy Obi-wan Kenobiego, nie była to snującą intrygi Asajj Ventress, był to klon. CT-96/298 był doskonale wprowadzoną i rozwijana postacią, najpierw był przytłoczony innymi ciekawszymi postaciami jak choćby Kit fisto czy Obi-wan i pertraktacje z G`mar Duris. W pewnym momencie za sprawa Sheeki Tull, ten zwykły klon (o ile wyspecjalizowanego zwiadowcę można nazwać zwykłym) zaczyna nabierać „ludzkich” cech. W końcu „Nate” staje się moja ulubiona postacią w książce, rozmowa z dawna kochanka Jango Fetta zmienia go, budzi w nim się indywidualizm, pozostaje wprawdzie wpojona mu lojalność do republiki, z początku pojawia się zainteresowanie potem miłość, by w końcu stał się Jangotatem. Ostatni szturm i ostrzelanie swojej pozycji złamanie rozkazów by ocalić planetę, fantastyczna śmierć bohatera. (pomijając ze udało mu się rozwiązać sprawę zabójczych robotów, przyznam ze fragment gdy śmieje się z „wariującego robota” była doskonały) Tak wiec polecam tę książkę tylko zatwardziałym fanom sagi star wars, podejrzewam ze i w czasach kiedy nie było jeszcze nowego kanonu była ona raczej tytułem mało ważnym
Piotr D - awatar Piotr D
ocenił na68 lat temu
Gwiezdne wojny. Część II: Atak Klonów Robert Anthony Salvatore
Gwiezdne wojny. Część II: Atak Klonów
Robert Anthony Salvatore
‘Atak Klonów’ to książkowa odsłona filmu o tym samym tytule; jej autor – R.A. Salvatore bazował na scenariuszu stworzonym przez twórcę Gwiezdnych Wojen, G. Lucasa. Nie można się zatem spodziewać, że powieść będzie odkrywała jakiekolwiek nieujawnione do tej pory wydarzenia, czy bazowała na perspektywie bohatera, który w filmie nie występował. Owszem, autor opisuje sytuacje, których czytelnik nie zobaczy na ekranie, jednak w większości są to usunięte sceny, ni jeżeli własna fantazja pisarza. Oczywiście, co nie co od siebie dodać musiał – nie sposób 1:1 przenieść scenariusz na prozę. Nie sposób również, mówić o tej książce bez odniesień do filmu. Ogromnym plusem powieści jest całkiem zgrabne ukazanie wszelkich relacji między bohaterami. Owszem, postacie nie są zbyt skomplikowane, jednak daleko im od bycia płaskimi, czy jednowymiarowymi. Niemal każdy bohater dostaje swoje pięć minut, dzięki czemu nie jest tylko małym ‘punktem’ fabularnym, tylko istotą z krwi i kości, która w mniejszy, bądź większy sposób wpływa na akcję. Choć G. Lucas wykreował fascynujący świat Galaktyki, to jednak zupełnie nie poradził sobie z ukazaniem uczuć, emocji, czy relacji. I właśnie, przede wszystkim, to naprawił Salvatore w swojej powieści. Co prawda, sam przeskoczył kilka stopni i zbyt szybko pozwolił pewnym bohaterom na zbyt duże zaangażowanie, to i tak, o co najmniej niebo lepiej, przedstawił większość relacji. Nareszcie, Anakin nie został przedstawiony jako podlotek, który podrywa ‘na piasek’, a jego relacja z Padme została pogłębiona na tyle, że przestała przypominać historyjki rodem z nastoletnich gazet. Sama Padme dostała swoje pięć minut – za sam fakt poznania jej perspektywy, jej uczuć oraz pragnień, ‘Atak Klonów’ zasługuje na oczko wyżej. Każda z postaci dostała więcej – i to jak najbardziej należy docenić. Kolejnym plusem jest lepsze przedstawienie świata polityki. W filmie nie było czasu na ukazanie zawirowań politycznych, niewiele dowiadujemy się o przyczynach – polityka popycha akcję do przodu, lecz staje się jedynie źródłem problemów, niekoniecznie wyjaśniając dlaczego. Salvatore umiejętnie opisał wewnętrzne problemy Republiki, jej animozje z Separatystami, a co najważniejsze – zrozumiale przedstawił sytuację polityczną (związaną z osobą Padme),dzięki której zrodziła się akcja ‘Ataku Klonów’. Uważam jednak, że autor niewiele czasu poświęcił samemu Anakinowi – choć dostajemy więcej niż w filmie, to jednak zbyt mało, by poczuć się usatysfakcjonowanym i by móc się w pełni utożsamić z tym bohaterem. Dodatkowo, ucierpiał na tym opis relacji między padawanem a Obi-Wanem, która zasługiwała na większe rozwinięcie, niż to co dostaliśmy na ekranie. Na sam koniec dodam, że choć historia opisana w tej powieści jest zgodna z kanonem Star Wars, to sama książka kanoniczna już nie jest (utraciła ten status z przejęciem marki przez Disneya),zatem nie uświadczy się jej obecności w żadnym oficjalnym spisie. Podsumowując: warto przeczytać. Choć ‘Atak Klonów’ nie wnosi niczego nowego do znajomości franczyzy, to jednak pełen jest różnych smaczków, które powinny zadowolić fanów Gwiezdnych Wojen. Nie fanów w sumie też.
Aghatius - awatar Aghatius
ocenił na82 lata temu

Cytaty z książki Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch

Więcej
Drew Karpyshyn Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch Zobacz więcej
Drew Karpyshyn Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch Zobacz więcej
Drew Karpyshyn Star Wars: Darth Bane. Zasada Dwóch Zobacz więcej
Więcej