rozwińzwiń

Ziemia obiecana

Okładka książki Ziemia obiecana autorstwa Władysław Stanisław Reymont
Okładka książki Ziemia obiecana autorstwa Władysław Stanisław Reymont
Władysław Stanisław Reymont Wydawnictwo: Hachette Polska literatura piękna
528 str. 8 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2024-08-20
Data 1. wyd. pol.:
2024-08-20
Liczba stron:
528
Czas czytania
8 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328254879
Bohaterem powieści jest miasto. Łódź u schyłku XIX wieku to narodowościowy, kulturowy i społeczny tygiel, urbanistyczna dżungla pełna dymiących fabrycznych kominów, ociekających złotem nowobogackich pałaców i nędznych robotniczych mieszkań. Nie jest niestety ziemią obiecaną – to drapieżny moloch, miejsce, w którym z dnia na dzień wyrastają i upadają potężne fortuny, jednych wynosząc na wyżyny, innych ciągnąc na dno. To arena bezwzględnej walki o fortunę, prestiż i wpływy, walki, w której dozwolone są wszelkie chwyty. W jej cieniu fabryczni robotnicy toczą rozpaczliwe zmagania, by przeżyć kolejny dzień. Przetrwają tylko najsilniejsi.
W świecie, w którym liczy się przede wszystkim zysk i pieniądz, wartości takie jak przyjaźń, lojalność i miłość przestają mieć prawo bytu, co potwierdza historia głównych bohaterów – trójki przyjaciół z czasów szkolnych. Karol Borowiecki, Moryc Welt i Maks Baum zakładają spółkę, która ma spełnić ich sny o potędze, karierze i milionach. Cena tych marzeń okazuje się bardzo wysoka.
Średnia ocen
8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ziemia obiecana w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ziemia obiecana



1169 866

Oceny książki Ziemia obiecana

Średnia ocen
8,0 / 10
256 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ziemia obiecana

avatar
927
832

Na półkach: ,

„Łódź, k#%^@!”

Rewers „Atlasu zbuntowanego” Ayn Rand, gdzie przedsiębiorcy byli świętymi geniuszami chroniącymi ludzkość od totalnej samozagłady. U Reymonta przeciwnie: nawet najmniejszy sukces finansowy wiąże się z moralnym ześwinieniem, a co najmniej z uświnieniem się. Uczciwy może być najwyżej głupi, albo biedny – ale Łódź podobnie jak śmierć, nie ma względów na nic, więc po równo zeszmaci każdego, bogatego czy biednego.

"Etyka? A co to jest za towar? Kto w tym robi?".

Podobnie jak w chłopach, Reymont posłużył się redukcją i jednostronnością. Fabryczna Łódź to bród, smród i ubóstwo, a ponad nią roztacza się opar geszefciarzy, którzy są tak zajęci gonitwą za pieniędzmi, że nawet nie umieją ich porządnie wydawać, racząc się jakimiś prymitywnymi rozrywkami w drogich, ale tandetnych lokalach. Większość treści to rozważania nad tym co kupić, co sprzedać, w co zainwestować, kto stracił, kto zyskał, od kogo można pożyczyć, a komu nie można pożyczać. Całkowicie rozumiem, że takie było zamierzenie autora, ale dobrze skomponowany wiersz oddałby to wszystko efektowniej i efektywniej. Napisanie tysiąc stronnicowego dziennika pracy księgowego byłoby równie ciekawe.
Jedyny plus to gęste i soczyste opisy zdeprawowanego miasta.

Reymont zupełnie do mnie nie przemawia. Ten jego rzekomy „realizm” jest bardzo wybiórczy – z „Ziemi obiecanej” przebija przede wszystkim pesymizm. Może powinien był zdecydować się na pisanie reportaży, bo jego fabuły są piekielnie nudne. Do tego żadnych odwołań do kultury, żadnych odwołań do innych autorów, do filozofów, żadnych polemik. Dialogi przyziemne jak w tureckich telenowelach. Po lekturach Reymonta nikt intelektualistą nie zostanie. Władysław skupia się na najniższym poziomie egzystowania społeczności. Mógłbym wymienić z tuzin polskich autorów, którzy mogliby zająć jego miejsce w kanonie lektur szkolnych ze znacznym pożytkiem dla uczniów i nauczycieli.

„Chłopi” tak mnie wymęczyli, że nie zdołałem skończyć nawet pierwszego tomu „Ziemi obiecanej”, choć niewiele już zostało. Ze streszczeń i opracowań wynika, że to i tak do niczego ciekawego nie zmierza.

„Łódź, k#%^@!”

Rewers „Atlasu zbuntowanego” Ayn Rand, gdzie przedsiębiorcy byli świętymi geniuszami chroniącymi ludzkość od totalnej samozagłady. U Reymonta przeciwnie: nawet najmniejszy sukces finansowy wiąże się z moralnym ześwinieniem, a co najmniej z uświnieniem się. Uczciwy może być najwyżej głupi, albo biedny – ale Łódź podobnie jak śmierć, nie ma względów na nic,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
390
137

Na półkach:

Zaczyna się jak wciągający film, a później rozpada na milion szczegółów. Ale tkwi jakaś prawda w tym pozornym chaosie. Jak dla mnie książka powinna przeżyć renesans, bo mechanizmy bezwzględnego kapitalizmu są na tym samym poziomie co w Łodzi z czasów Prusa. Napisana pięknie i mocno - nie ma żadnych wątpliwości, że czytamy arcydzieło.

Zaczyna się jak wciągający film, a później rozpada na milion szczegółów. Ale tkwi jakaś prawda w tym pozornym chaosie. Jak dla mnie książka powinna przeżyć renesans, bo mechanizmy bezwzględnego kapitalizmu są na tym samym poziomie co w Łodzi z czasów Prusa. Napisana pięknie i mocno - nie ma żadnych wątpliwości, że czytamy arcydzieło.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
456
452

Na półkach:

Szczyt polskiej literatury.

Szczyt polskiej literatury.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tovideo - opinia

Poznaj innych czytelników

7990 użytkowników ma tytuł Ziemia obiecana na półkach głównych
  • 4 572
  • 3 247
  • 171
1507 użytkowników ma tytuł Ziemia obiecana na półkach dodatkowych
  • 1 055
  • 181
  • 87
  • 65
  • 44
  • 41
  • 34

Inne książki autora

Okładka książki Świąteczne opowieści Louisa May Alcott, Hans Christian Andersen, Jane Austen, Charles Dickens, E.T.A. Hoffmann, Selma Legerlöf, Lucy Maud Montgomery, Władysław Stanisław Reymont
Ocena 8,2
Świąteczne opowieści Louisa May Alcott, Hans Christian Andersen, Jane Austen, Charles Dickens, E.T.A. Hoffmann, Selma Legerlöf, Lucy Maud Montgomery, Władysław Stanisław Reymont
Władysław Stanisław Reymont
Władysław Stanisław Reymont
Reymont urodził się w rodzinie organisty. Jego ojciec, Józef Rejment, człowiek oczytany, miał wykształcenie muzyczne i w tuszyńskiej parafii pełnił obowiązki organisty, a także prowadził księgi stanu cywilnego i korespondencję proboszcza z władzami rosyjskimi. Matka, Antonina z Kupczyńskich, miała talent do opowiadania. Wywodziła się ze zubożałej szlachty krakowskiej; w latach dojrzałych pisarz fakt ten często podkreślał. Rodzice chcieli, aby został organistą. Odmówił uczęszczania do szkół, często zmieniał zawody, miejsca zamieszkania, dużo podróżował po Polsce i Europie. Ukończył Warszawską Szkołę Niedzielno-Rzemieślniczą. W latach 1880–1884 uczył się zawodu krawieckiego w Warszawie, po czym został czeladnikiem. W okresie 1884–1888 był aktorem w wędrownych grupach teatralnych, następnie w latach 1888–1893 dzięki protekcji ojca znalazł zatrudnienie jako niskiej rangi funkcjonariusz Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, pracując m.in. w Rogowie i Lipcach. W 1890 zmarła matka pisarza. Z twórczości literackiej utrzymywał się od 1894, kiedy przeniósł się do Warszawy, jednak swoje pierwsze wiersze pisał już w 1882. 13 lipca 1900 Reymont uległ wypadkowi kolejowemu. Trafił do szpitala z dwoma złamanymi żebrami, jednak w raporcie lekarskim napisano, że pisarz ma 12 złamanych żeber oraz inne kontuzje ciała i nie wiadomo, czy będzie nadal zdolny do pracy umysłowej. Notatkę szpitalną sfałszował dr Jan Roch Raum. Wysokie odszkodowanie w wysokości 38 500 rubli pomogło mu zdobyć niezależność finansową. 15 lipca 1902 w Krakowie ożenił się z Aurelią Szabłowską z domu Schatzschnejder, ślub odbył się w kościele Karmelitów na Piasku. W tym samym roku umarł jego brat Franciszek. Władysław Reymont był świadkiem wydarzeń rewolucji 1905 roku. Swoje obserwacje ze strajku powszechnego i demonstracji w Warszawie, po ogłoszeniu manifestu konstytucyjnego przez cara Mikołaja II, opisał m.in. w tekście Kartki z notatnika w nr 45 Tygodnika Ilustrowanego. Zbiór jego wspomnień z okresu, nazwanych Z konstytucyjnych dni. Notatki, przedrukowano następnie w 1956 r. w III tomie Dzieł wybranych, pt. Nowele. Był członkiem Ligi Narodowej przed 1914. W odpowiedzi na deklarację wodza naczelnego wojsk rosyjskich wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza Romanowa z 14 sierpnia 1914 podpisał telegram dziękczynny, głoszący m.in., że krew synów Polski, przelana łącznie z krwią synów Rosyi w walce ze wspólnym wrogiem, stanie się największą rękojmią nowego życia w pokoju i przyjaźni dwóch narodów słowiańskich. W 1920 zakupił majątek w Kołaczkowie k. Wrześni. Po otrzymaniu nagrody Nobla do końca życia zasiadał w składzie Kapituły Orderu Odrodzenia Polski. 1 maja 1925 przystąpił do Polskiego Stronnictwa Ludowego „Piast”. Zmarł 5 grudnia 1925 w swoim mieszkaniu przy Górnośląskiej 16 w Warszawie. 6 grudnia jego zwłoki uroczyście przeniesiono z ul. Górnośląskiej do katedry św. Jana, gdzie trumna została wystawiona na widok publiczny. 9 grudnia został pochowany w Alei Zasłużonych (rząd 1 miejsce 1,2,3,4,5) na Cmentarzu Stare Powązki], a jego serce wmurowano w filarze kościoła św. Krzyża. Twórczość Reymonta jest zróżnicowana pod względem tematyki, formy literackiej oraz nierówna pod względem swej wartości. W powieściach obyczajowych zawarł elementy krytyki społecznej. Do jego najważniejszych powieści należą "Ziemia obiecana" oraz "Chłopi".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dzieje grzechu Stefan Żeromski
Dzieje grzechu
Stefan Żeromski
Dzieje grzechu | Stefan Żeromski | Wydawnictwo Hachette Polska W “Dziejach grzechu” Żeromskiego dzieje się… dużo. Już na wstępie pokuszę się nawet o stwierdzenie, że ZA dużo. Trochę taki vibe telenoweli, a nie sądziłam, że kiedykolwiek użyję takiego porównania w stosunku do polskiej klasyki. Oczywiście Żeromski pisze pięknie, tak jak już się nie pisze. Ma wiele momentów językowo wybitych i przede wszystkim myślę, że pokazuje bogactwo polskiego języka, jego plastyczność. Miejscami jednak ciężko było przebrnąć mi przez rozbudowane opisy otoczenia i momenty przesadnej egzaltacji. Żeromski umie w prowadzenie ciekawych dialogów, świetne zwłaszcza te, gdzie dochodzi do flirtu między bohaterami. Potrafił mnie też rozbawić (patrz: moja ulubiona scena, gdy Ewa każe studentowi skakać z łódki do wody i odpłynąć, bo ona w tym momencie musi zostać sama). Krótko mówiąc - Żeromski to wielki literat był i nikt mu tego nigdy nie zabierze. Scena dzieciobójstwa jest zdecydowanie jedną z najlepszych rzeczy, jakie przeczytałam w literaturze kiedykolwiek i gdziekolwiek. Sęk w tym, że “Dzieje grzechu” są książką do bólu nierówną i podczas, gdy ma momenty świetne, to ma też i słabe. Brakowało mi w niej rytmu - początek za długi, końcówka zbyt prędka. Miałam wrażenie, że autor wrzucił do środka absolutnie wszystko, co mu kiedykolwiek przyszło do głowy. Sporo wyjaśnia fakt, że “Dzieje grzechu” były wydawane w formie odcinkowej w gazecie. Przy kilku scenach naprawdę miałam wrażenie, jakby Żeromski dopisywał to w biegu, na bieżąco, bez większego przemyślenia, bo akurat zostało im trochę miejsca w numerze i trzeba było czymś zapełnić. Sądzę, że gdyby miało to zostać wydane współcześnie, redaktor miałby tam serio spore używanie. Mam wiele wątpliwości co do postaci głównej bohaterki Ewy. Trochę uważam, że jest to jednak men writing women, że jest ona zlepkiem wyobrażeń, jakie Żeromski hodował w swojej głowie na temat psychiki młodej kobiety oraz jej seksualności. Ewa jest oczywiście ofiarą swoich czasów, nie może uciec od uzależnienia od mężczyzn i ich woli, od swojej pozycji jako kobieta w społeczeństwie, jej życie wręcz kręci się wokół mężczyzn. Dla mnie brak jej głębi i jednak pewnej wiarygodności, bo chociaż Żeromski moim zdaniem stara się ją stworzyć jako kobietę wyrachowaną, to jednocześnie obdarował ją ogromną naiwnością i zwyczajną głupotą. Ewa moim zdaniem nie rozwija się w ogóle jako postać, nie przechodzi żadnej przemiany, tylko wciąż stacza się w dół. Ale właściwie dlaczego? To pytanie nurtowało mnie przez cały czas trwania książki. Zastanawiałam się nad tym, co takiego Żeromski chciał przekazać czytelnikowi. Akurat w przypadku tej powieści odnosiłam wrażenie, że jakieś przesłanie w tym miał. Nie chodzi o to, że Żeromski moralizuje, bo tego nie robi, ale jednak też moim zdaniem wcale nie dokonuje tutaj krytyki społecznej. A nie da się ukryć, że w “Dziejach grzechu” dobro i czystość człowieka (w tym wypadku kobiety) jest bezsprzecznie powiązana z dziewictwem i trochę śmieszy mnie cały ten ciąg przyczynowo-skutkowy, na jaki postawił Żeromski - tzn. tracisz dziewictwo bez ślubu z żonatym mężczyzną i od tego już tylko równia pochyła do dzieciobójstwa i prostytucji. Może Żeromski chciał pokazać, że pewne normy społeczne (często idiotyczne) potrafią zniszczyć życie zwykłych ludzi? Przez całą książkę czułam jednak, jakby Ewę dotykała karma za utratę czystości, podczas gdy mężczyźni, którzy sprowadzili ją na tę drogę nie ponoszą praktycznie żadnej odpowiedzialności.
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na66 miesięcy temu
Kariera Nikodema Dyzmy Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Kariera Nikodema Dyzmy
Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Genialna. Przeczytałem tę książkę za sprawą wyzwania czytelniczego, czyli książka, która doczekała się ekranizacji. Długo też chodziła za mną ta historia i tak wielu mi ją polecało. Przyszła pora przeczytać. ,,Kariera Nikodema Dyzmy" to jest nic innego, jak historia drobnego cwaniaczka, który myśli sobie: co by tu zrobić, aby się nie narobić i zarobić? Odnoszę wrażenie, jakbym znalazł się w świecie Gombrowicza. Ludzie głupieją, ulegają urokowi człowieka, który ciągle kłamie. Nikoś przez przypadek zwraca na siebie uwagę elity społeczeństwa. Staje się gwiazdą. Dzięki znajomości zyskuje stanowisko. Jestem pod wrażeniem, jak cwaniactwem, sprytem i swoimi sztuczkami manipulacyjnymi oszukuje wszystkich wokół. Kunika, jego żonę Ninę, która jest beznadziejną romantyczką. Pułkownika Waredę i wielu innych. Śmiem twierdzić, że pan Dyzma to współczesny autorytet naszych polityków, ponieważ są do niego bardzo podobni. Polityka to bagno, wszyscy w sejmie kłamią i to sprawia, że śmiało mogę twierdzić: Polska jest kierowana przez grupę Dyzmy. Opinia nieco polityczna, gdyż jestem zdania, że pan Tadeusz skutecznie przewidywał przyszłość. Podoba mi się jego pogląd odnośnie do industrializacji przemysłu i rolnictwa. Świat opanowują maszyny, maszyny wypierają człowieka. Automatyzacja stanowisk to jest niepokojące. To wszystko idzie w złym kierunku. ,,Istne szaleństwo: maszyny nie tylko wulgaryzyją nasze życie, odbierają mu piękno, lecz i samego człowieka wypierają". Sama historia jest mistrzowsko opowiedziana. Najlepsze, że niektórzy zdołali rozgryźć Nikodema, a i tak świat naiwnie wierzy, że Dyzma jest geniuszem. Najsmutniejsze, że takich cwaniaków jest mnóstwo w życiu, nie cierpię takich ludzi, gardzę nimi... A za sprawą tej książki, można jeszcze ciut się poduczyć, jak takich rozpoznawać. Jeszcze powiem, że mądrze było powiedziane: gdzie diabeł nie może, to tam kobietę pośle! Tego Nikodema kobiety zamęczą. Są też komiczne epizody. Nikodem zostaje mistrzem, lecz nie będę zdradzał szczegółów. Jednak przyznaje, że gdyby nie te diabły, to z pewnością nie jeden mężczyzna mógłby mu tej sytuacji pozazdrościć. Ja nie! Bo mnie wyłącznie interesuje monogamia. ,,Baby to mogą świat do góry nogami przewrócić, bo trzymają z diabłami...". Pan Nikodem to zdolna i cwana bestia, nie można z nim zadzierać. Pan prezes Górą. Pan Dyzma na premiera... Myślę sobie w tej książce, jak i w życiu znajdzie się taki cwaniak, co porwie tłum, ale prędzej czy później popełni błąd i spadnie na dno. Tego im życzę. Jeśli ktoś nie czytał ,,Kariery Nikodema Dyzmy" to nalegam, by prędko nadrobić. Rewelacyjna. Muszę jeszcze obejrzeć serial. Roman Wilhelmi to był znakomity aktor.
bARTosz - awatar bARTosz
ocenił na91 miesiąc temu
Emancypantki Bolesław Prus
Emancypantki
Bolesław Prus
Oto kolejna w tym roku przeczytana cegłówka polskiej klasyki. Byłam bardzo ciekawa tej powieści - co też pan Prus miał do powiedzenia na temat emancypacji kobiet pod koniec XIX wieku? Jeśli miałabym określić tę powieść jednym wyrazem, to brzmiałby on: eklektyczna. Bo w tej książce jest wszystko naraz - trochę komedii, trochę dramatu, trochę filozoficznych rozważań, trochę moralizatorstwa, postacie bardziej realistyczne jak i nieco karykaturalne, ogólnie to taki trochę miszmasz. Co trzeba przyznać - jak na powieść swoich czasów, napisaną przez mężczyznę, to faktycznie jej cechą wręcz wyjątkową jest mnogość i rozmaitość postaci kobiecych. Myślę, że ta powieść zdaje test Bechdel, choć teraz zastanawiam się trochę nad ostatnim jego pytaniem - czy postacie żeńskie rozmawiają ze sobą o czymś innym niż mężczyźni? Kurczę, nie pomyślałam w trakcie czytania, żeby zwrócić na to specjalną uwagę, ale jak teraz się nad tym zastanawiam, to owszem, chociażby rozmowy Madzi z matką przełożoną klasztoru na temat życia zakonnego - jest to przykład rozmowy nie o mężczyznach, więc tak, potwierdzam stanowczo - "Emancypantki" to chlubny wyjątkowy przypadek książki napisanej przed XX wiekiem przez mężczyznę, która naprawdę zdaje test Bechdel. Główną bohaterką jest oczywiście również kobieta - panna Madzia Brzeska. Nie mogę powstrzymać się przed zwróceniem uwagi na to, że jest moją imienniczką, co jest dosyć miłe, ponieważ bardzo rzadko mi się zdarza natrafić na swoje imię wśród pierwszoplanowych bohaterek książek (w zasadzie jedyna, jaką w ogóle teraz kojarzę, to "McDusia" Musierowiczowej). No i znów zupełnym przypadkiem przeczytałam jedną po drugiej książki, które ze sobą korespondują, ja nie wiem, jak to się dzieje - wcześniej "Agnes Grey" o perypetiach XIX-wiecznej guwernantki, a tu okazało się, że również zahaczamy o te klimaty - w 2 tomie Madzia zostaje na pewien czas guwernantką u niejakich państwa Korkowiczów. Nie miałam w ogóle pojęcia wcześniej, o czym dokładnie będą "Emancypantki", więc znowu miałam takie "wow". No ale dobra, do brzegu: więc co ten Prus właściwie chciał powiedzieć o emancypacji? Chyba nie do końca w ogóle rozumiał, o co w niej chodzi i po co ona jest 😃 Choć można powiedzieć, że zaprezentował nam tutaj galerię przeróżnych kobiet, o których na różne sposoby można powiedzieć, że są "kobietami samodzielnymi", które to określenie chyba funkcjonowało w ówczesnym "feministycznym żargonie". Szczególną postacią jest panna Howard, najbardziej jaskrawa emancypantka powieści, która jak żadna inna podnosi w górę sztandar walki o samodzielność kobiet - osoba mocno przerysowana, karykaturalna i zabawna, uważana za dziwaczkę wśród chyba wszystkich pozostałych bohaterów, będąca chyba takim uosobieniem stereotypu "stukniętej feministki" (jak widać, podobne stereotypy istniały już w XIX wieku). Mimo tej zabawnej przesady, jest to jednak postać pozytywna, w gruncie rzeczy dobra dusza, no i cóż - na koniec i ona, wbrew wszelkim swoim deklaracjom, odnajduje szczęście swojego życia w miłości i małżeństwie, co chyba jest pewnym odzwierciedleniem poglądów autora. Innym typem "kobiety samodzielnej" jest pani Latter, wielce szanowana właścicielka renomowanej warszawskiej pensji, której finansowe tarapaty coraz mocniej zaciskają pętlę na szyi. Jeszcze innym - panna Ada Solska, choć bardzo bogata, jednak miła i skromna osoba, której pasją jest nauka (z zapałem obserwuje grzyby i porosty). Wreszcie sama główna bohaterka, Madzia, również jest jakiegoś rodzaju emancypantką i kobietą dążącą do samodzielności. Nie marzy o zamążpójściu i źle się czuje żyjąc na cudzy koszt, jej ambicją jest uczciwa praca na swoje utrzymanie, ale nade wszystko niesienie pomocy. Madzia jest bohaterką, która może wręcz irytować swoją naiwnością i dobrocią, choć w miarę nabywania doświadczeń życiowych nieco tej naiwności traci, ale do końca pozostaje osobą o anielskim charakterze. Powieść oferuje nam całą plejadę bardzo wyrazistych i barwnych postaci, zarówno żeńskich jak i męskich, praktycznie o każdej i każdym można by tu w zasadzie powiedzieć to i owo. Niektóre postacie mają wyraźny rys komediowy - oprócz wspomnianej panny Howard, jest to np. pani podsędkowa, której charakterystyczny sposób wypowiedzi autor mistrzowsko podkreślił poprzez dodanie dodatkowej literki "e" w niektórych wyrazach, i tym prostym zabiegiem uzyskał piorunujący efekt - człowiek od razu słyszy w głowie ten głos wraz z intonacją, po prostu cudowny zabieg literacki! Komediową postacią jest też pewien starszy pan major, który jest jakby odwrotnością panny Howard - jego wypowiedzi i zachowania bywają wręcz seksistowskie i bezpardonowe, ale też trudno nie pośmiać się przy niektórych dialogach z jego udziałem. Pod koniec książki pojawiają się nagle dość rozległe filozoficzne wywody i dysputy, w których niejaki pan Dębicki przekonuje śmiertelnie chorego brata Madzi, iż z pewnością musi istnieć nieśmiertelna dusza. Choć jestem bezkompromisową ateistką, przyznam, że czytałam tę część z dużym zaciekawieniem i przyjemnością, bo naprawdę podobało mi się to, jak autor starał się uzasadnić poglądy teistyczne argumentami opartymi na logice i nauce swoich czasów. Choć oczywiście mylił się całkowicie, ale to była mimo wszystko "niezła próba" 🙂 Co ciekawe, swoje dowodzenie Dębicki (czyli autor) oparł m.in. na uznawanej jeszcze w XIX wieku w fizyce teorii eteru, która niedługo później jednak została całkowicie obalona. Ogólnie jest to powieść, o której można by wiele opowiadać i opowiadać, choć na początku w pierwszych rozdziałach może wydaje się trochę niepozorna. Już po przeczytaniu dowiedziałam się skądś, że Prus początkowo wydawał "Emancypantki" w odcinkach w prasie, a dopiero potem jako całą książkę. Ale faktycznie, konstrukcja i sposób prowadzenia fabuły rzeczywiście pasują wręcz do takiej odcinkowej formy. W ogóle uświadomiłam sobie, że szał na powieści w odcinkach, które stały się popularne w tym okresie, gdy istniały już gazety, ale jeszcze przed powstaniem telewizji, czyli takie seriale tamtych czasów - to właśnie TO jest powodem, dlaczego literatura z tego okresu obfituje w takie opasłe, kolubryniaste powieści!
Literonomia - awatar Literonomia
oceniła na819 dni temu
Listy z podróży do Ameryki Henryk Sienkiewicz
Listy z podróży do Ameryki
Henryk Sienkiewicz
Sienkiewicza lubiłam za Krzyżaków. Gdy zobaczyłam, że Wolne Lektury wrzuciły jego Listy z podróży do Ameryki, pomyślałam, że w sumie ciekawi mnie, co tam napisał. Raz, że Ameryka z przełomu XIX i XX wieku to nie to samo co teraz. Dwa, że lubię publicystykę podróżniczą. Nic mnie jednak nie przygotowało na to, co w tych listach dostałam. Ameryka w 1876 roku to zdecydowanie nie to samo co teraz. Właściwie to kompletnie inny świat, a Sienkiewicz to opisuje dość dokładnie, choć wybiórczo, za to plastycznie. Przy pierwszych listach myślałam, że będzie ciężko przebrnąć, bo tchnęło grafomanią. Autor próbował stylizować je na powieść awanturniczą, z rozmachem i autokreacją na trefnisia, gdzie więcej było jego samego niż okoliczności wyjazdu. Później jednak styl się uspokaja i dostajemy bardzo interesujące, wręcz fascynujące opisy przeróżnych przygód podróżnika, późniejszego noblisty. Mamy opisy miast portowych, Nowego Jorku i tego, jak wyglądały miasta w tamtych czasach. Później opisuje podróże przez różne stany, miejsce Polaków (i Chińczyków) w amerykańskiej rzeczywistości. Dogłębnie omawia amerykański system edukacji, podejście do pracy, społeczeństwo i jego brak hierarchiczności. Prawdziwa demokracja różniła się od tej europejskiej. Relacje międzyludzkie także się różniły. 🗽 Polowanie na bizony Dwa najciekawsze epizody dotyczą jego pobytu w dzikiej części Kalifornii oraz wyjazdu na polowanie na bizony z grupą bogaczy, którzy go zaprosili. Ta wyprawa na bizony triggeruje, uprzejmie ostrzegam wrażliwych na krzywdę zwierząt. Dzieje się tam dużo, sporo strzelają, ale nie tylko. Np. łapią małego niedźwiadka, który niefortunnie ze swoją matką napotyka polujących mężczyzn. Jednak jest to dokument epoki. Tak kiedyś traktowało się zwierzęta, nie jak podmioty, a jak przedmioty. Ten epizod jest o tyle ciekawy, że wprost dotyczy tego, jak biali osadnicy odnosili się do przyrody oraz rdzennych Amerykanów. Potocznie nazywani wtedy “Indianie” nadal jeszcze wtedy toczyli krwawe wojny o swoje terytoria z przybyszami nielegalnie zajmującymi ich ziemie. Przy okazji tej wyprawy, ale też innych, ma okazję z bliska poznać ich sytuację. Nie są to opisy przyjemne. Sienkiewicz opisuje ich jako zabiedzonych, zagłodzonych i zniszczonych systemowo, brudnych, śmierdzących… Sporo w tych opisach współczucia. Rdzennym Amerykanom przypadł smutny los. 🗽Dziki las w Kalifornii O wiele ciekawsza, bo mniej triggerująca, jest przygoda w kalifornijskim lesie. Autor listów przez parę miesięcy pomagał przy budowie domu pewnemu samotnemu traperowi. Mieszkali w dzikiej puszczy, spali wśród skorpionów i węży, w otoczeniu dzikich i drapieżnych zwierząt. Do najbliższej cywilizacji trzeba było iść dwa dni, a i to nie była to cywilizacja w znaczeniu dzisiejszym, czyli doskonale zaopatrzone sklepy. W ówczesnych sklepach można było dostać np. suchary. Oraz oczywiście broń i amunicję, bo to była konieczność wśród drapieżnych zwierząt. Widać z tonu listów, że takie życie mu się podobało. To prawie niewyobrażalne, że tak było niecałe 150 lat temu. Dwa pokolenia wystarczyły, żeby Stany Zjednoczone stały się w pełni rozwiniętym państwem, potęgą światową. W 1876 roku były to w większości puste połacie ziemi, czekające na osadników, którzy mogli je kupować od państwa za przysłowiowego dolara. Społeczeństwo było otwarte na imigrantów. Każdy mógł coś wnieść, jeśli tylko chciał pracować i działać na rzecz wspólnego dobra. Wiele rzeczy od tamtej pory się zmieniło, choć nie wszystko. Listy z podróży do Ameryki Sienkiewicza są bardzo dobrym dokumentem przechowującym to, jak wyglądał wtedy ten kraj.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na81 miesiąc temu
Katedra Marii Panny w Paryżu (edycja kolekcjonerska) Victor Hugo
Katedra Marii Panny w Paryżu (edycja kolekcjonerska)
Victor Hugo
Katedra Marii Panny w Paryżu góruje nad miastem. Przebywający w niej, jednooki dzwonnik Quasimodo zostaje wybrany na króla głupców w trakcie corocznego świętowania. Młoda cyganka i sierota, Esmeralda, daje wówczas swój pokaz. Quasimodo zauracza się w niej wraz ze swoim opiekunem i duchownym, Frollem oraz Febusem, kapitanem królewskich łuczników. „Katedra Marii Panny w Paryżu” Victora Hugo to książka, którą chciałam przeczytać od czasów szkoły podstawowej. Pamiętam, że już wtedy rozmawiałam z koleżanką na temat tej powieści, głównie w kontekście bardzo znanego musicalu, który na jej bazie powstał, rozmawiając o różnicach pomiędzy oryginałem, animacją Disney’a oraz właśnie sceniczną adaptacją. Jednak musiało minąć wiele lat, nim w końcu się do niej doczłapałam. Efekt tego doczłapania okazał się jednak trochę niespełniający moich oczekiwań. Po pierwsze, książka, za którą się zabrałam to XIX-wieczne tłumaczenie z domeny publicznej, z których Świat Książki z wielką chęcią korzysta. Dlatego też po pierwsze, nie jestem pewna, czy jest wierne oryginałowi i w jakim stopniu. Po drugie: starsza książka, stylizowana na język jeszcze starszy, tłumaczona w XIX wieku… cóż, to może nie proszenie się o katastrofę, ale na pewno tego typu lektura będzie trudniejsza, niż sięgnięcie po bardziej współczesne tłumaczenie. Z racji powyższego trudno jest mi powiedzieć, czy to, co sądzę, dotyczy w pełni oryginalnej powieści Hugo, czy jednak jest to spowodowane tłumaczeniem. Zwłaszcza że w moim wydaniu (co jest również typowe dla klasyków wydawnych przez Świat Książki) nie ma ani przypisów, ani informacji o tłumaczu, ani właściwie nic, żadnego posłowia czy wytłumaczenia. W każdym razie, mniej więcej pierwsze 100 stron powieści to w ogóle wstęp do niej, opisujący kim są bohaterowie, jak wygląda Paryż, jak wygląda katedra itd. itp. To jak najbardziej ma sens w kontekście czasów, w których została napisana, jednak dzisiaj jest to po prostu toporne pisanie. Ponadto, zwłaszcza właśnie na początku powieści, jeśli pojawiaja się jakieś sceny z postaciami to często są one niezbyt klarowne. Gdybym nie wiedziała, że Esmeralda ma zakochać się w Febusie, nie miałabym pojęcia, że to włascie wydarzyło sie w trakcie ich pierwszego spotkania. Może dla XIX-wiecznego czytelnika to takie było, ale jednak ja już nim nie jestem. Sama psychologia bohaterów i te wielkie uczucia, jakie wzbudza Esmeralda w mężczyznach wydaje mi się też raczej uproszczona. To oczywiście ma sens, biorąc pod uwagę, że tak starsze powieści często po prostu wyglądają, jednak ponownie: widać przez to, że „Katedra Marii Panny w Paryżu” nie jest książką nową. Gdy już przejdzie się przez te pierwsze sto stron, książka zmienia się w zaskakująco płynną i „normalną”, zważając na to, jak się zaczynała. Wówczas pojawiają się normalne sceny z bohaterami, normalne dialogi i normalna akcja. W dalszym ciągu wydają mi się one uproszczone w porównaniu do powieści bardziej współczesnych, ale ponownie, zdaje sobie sprawę z tego, że taki jest urok tego typu starszych historii. Jeśli chodzi o sam trójkąt miłosny, przyznaję, że w mojej głowie Quasimodo był bohaterem dużo bardziej sympatycznym. Fakt, on jako jedyny nie chce Esmeraldy skrzywdzić, przynajmniej w późniejszym etapie powieści, jednak tak naprawdę żaden z tych bohaterów nie jest względem tej młodej (nastoletniej!) dziewczyny fair. Przecież poznaje ona Fabusa właśnie dlatego, że Quasimodo próbuje ją porwać… Przyznam, że bardzo chętnie przeczytałabym retelling tej książki, ale opowiedziany jednak z perspektywy bardziej współczesnej, być może opowiedzianej bardziej przez pryzmat samej bohaterki i kogoś jej bliskiemu. Przez lata ta klasyka urosła w mojej głowie do czegoś wielkiego, pięknie napisanego, ze świetnie rozpisanymi bohatermi. Spotkanie trochę zniszczyło mi te wyobrażenia. To oczywiście bez wątpienia pięknie napisana powieść, której wpływ na literaturę jest niezaprzeczalny, jednak osobiście miałam nadzieję (może złudną) na coś bardziej współczesnego w odbiorze. A jeśli miałabym komuś polecać, czy po tę książkę sięgnąć, to na pewno polecałabym szukania jej w nowszym tłumaczeniu bądź też szukania wersji z objaśnieniami i przypisami, chyba że czytelnik jest już wprawiony w czytaniu XIX-wiecznych tłumaczeń i świadomie chce sięgnąć po tego typu wersje.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na62 dni temu
Sława i chwała. Tom 1 Jarosław Iwaszkiewicz
Sława i chwała. Tom 1
Jarosław Iwaszkiewicz
To było moje pierwsze zetknięcie się z Iwaszkiewiczem i choć Sława i Chwała miała dla mnie momenty słabsze, przez które proces czytania się wydłużał, to ostatecznie sprawiła mi ogrom frajdy. W powieści pojawia się masa bohaterów i to ich uważam za najwiekszą siłę tej pozycji. Choć musiałam się z nimi zapoznać przez parę stron by móc z łatwością rozróżniać i poznawać osoby przewijające się na kartkach to szybko zauważyłam doskonałość Iwaszkiewicza w operowaniu nimi. Przedstanawia nam wachlarz bohaterów i wachlarz obecnych w tamtych czasach klas społecznych, zachowań, przyzwyczajeń. Robi to bardzo detalicznie, bo w dialogach namacalne są nawet charakterystyczne tony głosu - to wszystko jest wytworzone niesamowicie. A co najważniejsze, zżyłam się z nimi. Jednych polubiłam, do innych się przekonałam z czasem, albo przestałam pałać sympatią, cieszyłam się z sukcesów, przeżyłam smutki i cierpienia, widziałam relacje, emocje, to wszystko Iwaszkiewicz stworzył z ogromnym realizmem. Do tego piękne opisy, piękne zdania, miejsca, które ukazują się wręcz same. Taka lektura to tylko przyjemność! Dla bycia lekko przyczepliwym: zdziwiona byłam jedynie dosyć sporym i poważnym przeskokiem między 4 i 5 rozdziałem. Tam brakowało mi trochę bardziej płynnego przejścia, bo ten fragment odebrałam jakby w edycji zgubiło się parę kartek książki..
Alishia - awatar Alishia
oceniła na87 miesięcy temu

Cytaty z książki Ziemia obiecana

Więcej

Dla mądrych jest zawsze dobry czas.
A kiedyż będzie dla uczciwych?
Sza, panie Trawiński, oni mają niebo, po co im dobre czasy.

Dla mądrych jest zawsze dobry czas.
A kiedyż będzie dla uczciwych?
Sza, panie Trawiński, oni mają niebo, po co im dobre czasy.

Władysław Stanisław Reymont Ziemia obiecana Zobacz więcej

Ja nie będę robił, robił, robił! bo ja chcę żyć, żyć, żyć! Nie jestem bydlęciem pociągowym ani maszyną, jestem człowiekiem. Tylko głupiec chce pieniędzy i dla zrobienia milionów poświęca wszystko, życie i miłość, i prawdę, i filozofię, i wszystkie skarby człowieczeństwa, a gdy się już tak nasyci, że może pluć milionami, cóż wtedy?

Ja nie będę robił, robił, robił! bo ja chcę żyć, żyć, żyć! Nie jestem bydlęciem pociągowym ani maszyną, jestem człowiekiem. Tylko głupiec ch...

Rozwiń
Władysław Stanisław Reymont Ziemia obiecana Zobacz więcej

Człowiek nie może żyć tylko dla siebie - nie wolno mu tego pod grozą własnego nieszczęścia.

Człowiek nie może żyć tylko dla siebie - nie wolno mu tego pod grozą własnego nieszczęścia.

Władysław Stanisław Reymont Ziemia obiecana Zobacz więcej
Więcej