Odraza

Okładka książki Odraza autora László Németh, 8306002512
Okładka książki Odraza
László Németh Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Kolekcja Literatury Węgierskiej literatura piękna
426 str. 7 godz. 6 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Kolekcja Literatury Węgierskiej
Data wydania:
1981-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1975-01-01
Liczba stron:
426
Czas czytania
7 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
8306002512
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Odraza w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Odraza

Średnia ocen
7,4 / 10
91 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Odraza

avatar
251
71

Na półkach:

Opowieść o młodej kobiecie z zubożałej rodziny, do której zaczyna zalecać się bogaty ziemianin. Ona nie żywi do niego uczucia, jednak wszyscy wokół są bardzo przychylni temu związkowi. Nelli czuje się coraz bardziej osaczona, nie chce tych zalotów, jednak wskutek nieszczęśliwej śmierci ojca, pod naciskiem matki zgadza się na ślub. To historia nieszczęśliwego małżeństwa, żony uwięzionej i osaczonej miłością i męża który ja pies oczekuje chociaż najmniejszy oznak ciepła z jej strony.

Historia którą da się zmieścić w jednym zdaniu, jednak Laszlo Nemeth robi z niej powolne arcydzieło, nawarstwia, zagęszcza, trzyma w napięciu, mistrzowsko maluje pełny obraz tej sytuacji z wszelkimi niuansami i kipiącymi emocjami.

Wszystko poznajemy z perspektywy głównej bohaterki, jesteśmy w jej głowie, niemal namacalnie doświadczamy pączkującej w niej odrazy do męża, która wzrasta jak spiętrzona fala by zalać i opanować ją całą.
„Czy ciocia wie co to jest miłość? To ze strony wulgarniejszej istoty pragnienie połknięcia drugiej, po dokładnym oślinieniu jej” to zdanie doskonale obrazuje jej odczucia.
Szkoda mi jej było i rozumiałam jej miotanie się w tym małżeństwie na siłę, które było jedynym wyjściem dla kobiety bez majątku w tych czasach ,a jedocześnie jej zachowanie -pogarda dla człowieka który chce ją uszczęśliwić, kapryśność, nieumiejętność pokochania własnego dziecka - budziły niechęć. Autor mistrzowsko balansował te odczucia.

Węgierski pisanie w najlepszym wydaniu- powoli, z uwagą na każdy szczegół, z głębią psychologiczną.

Opowieść o młodej kobiecie z zubożałej rodziny, do której zaczyna zalecać się bogaty ziemianin. Ona nie żywi do niego uczucia, jednak wszyscy wokół są bardzo przychylni temu związkowi. Nelli czuje się coraz bardziej osaczona, nie chce tych zalotów, jednak wskutek nieszczęśliwej śmierci ojca, pod naciskiem matki zgadza się na ślub. To historia nieszczęśliwego małżeństwa,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1269
554

Na półkach: , ,

„Gdyby brzmienie głosu i wyraz twarzy naprawdę modły odzwierciedlać stan duszy, to owa pokojówka, ostatnia kobieta, której się jeszcze mogłam uchwycić, wyczytałaby z moich rysów błagalny krzyk, portier nie wyszedłby z taką znudzoną miną, a Sanyi wzdrygnąłby się z przerażenia zamiast rozglądać się po dawno oczekiwanym miejscu spełnienia swych pragnień jak po sympatycznej restauracji. Nic takiego się jednak nie stało. Człowiek nosi na twarzy własną przeszłość, przyzwyczajenie i wewnętrzną dyscyplinę. Z tego co się we mnie rozgrywało, ci ludzie spostrzegli najwyżej niezręczny ruch albo spłoszone spojrzenie i albo nie zwrócili na to uwagi.”

Jak opisać arcydzieło? Słowa bledną i truchleją, gdy próbuję się ich uchwycić, by ukazać Wam złożoność, język i piękno kolejnej próbki literatury węgierskiej.

Pierwszym zaskoczeniem był fakt, że Nemeth urodził się w 1901 jako wnuk zamożnych chłopów i przede wszystkim uważał siebie za lekarza, a nie pisarza. Czytając każdą stronę „Odrazy” trudno wyobrazić sobie, że Nemeth był kimkolwiek innym niż pisarzem. Drugi zaskakujący mnie fakt dotyczył tego, że zazwyczaj, gdy czytam dzieła powstałe w I połowie XX wieku pisane przez mężczyzn, to rzadko widzę głęboki, psychologiczny portret kobiety, a tutaj Nemeth wszedł w psychikę kobiety i ukazał jej tak liczne aspekty oraz skomplikowane emocje, że aż trudno uwierzyć w trakcie lektury, że nie napisała jej kobieta.

Choć główną tematyką powieści Nemetha są problemy wsi węgierskiej, to „Odraza” plasuje się w jego twórczości jako jego najbardziej znana powieść psychologiczna. Główna bohaterka to córka zubożałych ziemian, która z powodu śmierci jednego z członków rodziny musi poprzez zamążpójście uratować swój dobytek. Autor przenosi nas w piekło niedopasowania, ukazuje od najgłębszej podszewki pogardę, jaką można żywić wobec mężczyzny, którego się nie kocha, ale toleruje ze względu na dobro ogółu. Odważnie ukazuje też matkę, której trudno pokochać nawet własne dzieło. Być może będą fragmenty, które wywołają w czytelniku antypatię wobec głównej bohaterki, ale to tym bardziej dowodzi talentu literackiego autora, który z ogromnym rozmachem opisuje psychologiczne zmagania bohaterki z rzeczywistością, do której ją przymuszono.

„Odraza” to dojrzała językowo powieść, która nieustannie skrywa katastrofę. To opowieść o tym, że każdy z nas ma prawo do życia na własnych warunkach i do własnej przestrzeni, to silny głos o samostanowieniu i granicach, jakie powinna stawiać kobieta, kiedy nie chce być dotykana, rozpieszczana i manipulowana emocjonalnie przez pozornie wiernego męża. „Odraza” to też powieść o tym, jak system i sytuacja finansowa potrafią uwięzić w klatce. Obcowanie z tą książką to niebywałe przeżycie, pełne emocji, westchnień, która wybrzmiewają niczym hymn o sile kobiet.

Chyba nie dziwi fakt, że zamówiłam już wszystkie inne książki autora? :) Razem z „Odrazą” powinno się czytać też „Grzech” i „Litość”, które już czekają w kolejce. Literatura węgierska jest ostatnio najbliższa memu sercu i trudno ją przebić. Co jeszcze mi polecicie z tej strony literackiego uniwersum?

„Gdyby brzmienie głosu i wyraz twarzy naprawdę modły odzwierciedlać stan duszy, to owa pokojówka, ostatnia kobieta, której się jeszcze mogłam uchwycić, wyczytałaby z moich rysów błagalny krzyk, portier nie wyszedłby z taką znudzoną miną, a Sanyi wzdrygnąłby się z przerażenia zamiast rozglądać się po dawno oczekiwanym miejscu spełnienia swych pragnień jak po sympatycznej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
36
32

Na półkach:

Zejście do piekła niedobranego związku. Poruszające, głębokie, prawdziwe. Świetne literacko, nieznany mi wcześniej autor barwnie jak Balzac czy Flaubert opisuje potrzask wiejskiego domostwa, w jakim znalazła się inteligentna i wrażliwa kobieta z temperamentem. No i jej niby fajny mąż, który kocha ją tak bardzo, że ma się ochotę go udusić... Wspaniałe, polecam!

Zejście do piekła niedobranego związku. Poruszające, głębokie, prawdziwe. Świetne literacko, nieznany mi wcześniej autor barwnie jak Balzac czy Flaubert opisuje potrzask wiejskiego domostwa, w jakim znalazła się inteligentna i wrażliwa kobieta z temperamentem. No i jej niby fajny mąż, który kocha ją tak bardzo, że ma się ochotę go udusić... Wspaniałe, polecam!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

264 użytkowników ma tytuł Odraza na półkach głównych
  • 152
  • 109
  • 3
54 użytkowników ma tytuł Odraza na półkach dodatkowych
  • 31
  • 13
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Odraza

Inne książki autora

László Németh
László Németh
Z wykształcenia lekarz, z zamiłowania pisarz - łączył przez szereg lat oba te zawody, zyskując sobie ogromną popularność w społeczeństwie węgierskim. Silna indywidualność tego pisarza nie pozwalała mu na związanie się z żadnym pismem czy kierunkiem literackim.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Niecierpliwość serca Stefan Zweig
Niecierpliwość serca
Stefan Zweig
"Litością piekło jest wybrukowane" Zdumiało mnie, że tej powieści nie było w Bibliotece, brak takiej klasyki?Ale dzięki temu zakupiłem sobie, bo to zdecydowanie pozycja, którą trzeba mieć na półce. Poznałem już Zweiga, zwłaszcza "Dziewczyna z poczty" była doskonała, ale "Niecierpliwość serca" to jego opus magnum i perła w koronie. Była tu tak zaawansowana psychologia, tak prosta, a zarazem złożona fabuła i napięcie, które można ciąć nożem. Fabuła jest opowiadaniem oficera, który snuje swoją historię z czasów przed 1 wojny światowej, o tym jak mimo upływu lat, sumienie nie pozwala mu zapomnieć tamtych zdarzeń. To opowieść o tym jak źle pojmowane współczucie i litość może prowadzić do tragedii. Jak brak asertywności, fałsz, chęć przypodobania się i uniknięcie plotek może być priorytetem nad losem drugiego człowieka. Czytając "Świat wczorajszy" pamiętam jak Zweig wyjaśniał swoją metodę pisania, gdzie nie ma dłużyzn, zbędnych opisań, wszystko jest odtłuszczone i zostaje czysta, psychologiczna treść. Tutaj to doskonale widać, powieść nie miała ani jednego przestoju i słabszego momentu. Postać kalekiej dziewczyny Edyty była niesłychanie poruszająca, jej postawa mogła wzruszyć nawet taką zimną i analityczną rybę jak moja skromna osoba. Końcówka była czystą jazdą bez trzymanki, emocje sięgały zenitu, byłem dosłownie jak zahipnotyzowany i nie mogłem się doczekać rozwiązania. Wielka, wybitna, ponadczasowa literatura, która umieszcza ostatecznie Zweiga na literackim Olimpie. Arcydzieło.
Bitel - awatar Bitel
ocenił na103 miesiące temu
Sekretne drzwi Marlen Haushofer
Sekretne drzwi
Marlen Haushofer
4 września „Ponieważ czytanie jest moim zawodem, rzadko tylko wzrusza mnie jeszcze jakaś książka.” s.11. 30 stycznia „Tak często opisywane uczucie szczęścia przyszłej matki nie chce się jakoś pojawić”. s.73. 29 marca „Wznowienie filmu Złodzieje rowerów”.* (s. 108) Marlen Haushofer, Sekretne drzwi, Przekł. Barbara Tarnas, PIW, Warszawa 1978. * Do zdania o filmie „Złodzieje rowerów” dodajmy: „Bardzo dobrze zrobiony, a jednak pozostawia niedosyt. Właściwie dlaczego? Mam wrażenie, że nie chodzi tu o prawdziwą tragedię? Stracić rower, który jest biedakowi potrzebny do pracy, to na pewno smutne, ale nie tragiczne. Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia”.(s. 108) Powtórzymy: „Dopiero poza nędzą materialną może się rozwijać prawdziwa tragedia.” Słowa mają swoją moc, podobnie jak ilustracje (idealnie wpisują się w treść powieści Haushofer),wybitnej austriackiej autorki znanej w Polsce z dwóch powieści wydanych w latach 70-tych, czyli „Sekretnych drzwi” i „Mansardy”. Z kolei w serii Cymelia niedawno ukazała się jej powieść ŚCIANA (tekst wyjątkowego formatu). „Sekretne drzwi” najkrócej rzecz ujmując, to studium kobiecej samotności, napisane ręką profesjonalistki. Lektura niewielkich rozmiarów, ograniczona do stu kilkudziesięciu stron, jednakże pokazuje życie we wszystkich jego przejawach. Warto po nią sięgnąć. Haushofer nie zawodzi. 8/10
zoe - awatar zoe
ocenił na84 miesiące temu
Ogród rodziny Finzi-Continich Giorgio Bassani
Ogród rodziny Finzi-Continich
Giorgio Bassani
Ferrara lat 1929 – 1939 widziana oczyma młodego, wrażliwego chłopaka z rodziny żydowskiego pochodzenia i jednocześnie intelektualisty. To ważne, bowiem wiedza i lektury oraz posiadłość tytułowej rodziny pozwoliły mu na życie w bańce, izolując – aczkolwiek nie do końca całkowicie – od coraz bardziej rasistowskiego reżimu faszystowskiego. Co ciekawe, w opisie kulis fabuły, książka odbiega od znanych z literatury i filmów schematów. Początkowo większość elity ferraryjskich Żydów (sefardyjskich) była znakomicie zintegrowana z włoską społecznością, językiem i krajem, a nawet … partią faszystowską. Jak ojciec bohatera, patriota Italii, ochotnik z I wojny światowej i członek „czarnych koszul” od 1919 roku. Rzecz jasna nie dotyczyło to wszystkich a z czasem sytuacja się zmieniła. W okresie 1938-39 antysemityzm stał się częścią oficjalnej ideologii faszystowskiej i praktyki funkcjonowania i instytucji publicznych, nawet bibliotek i klubów sportowych. Tym niemniej to tylko kulisy. Akcja powieści jest bardzo prywatna, miejscami wręcz intymna, w szerokim tego słowa rozumieniu. To wręcz klasyczna,generacyjna powieść o dojrzewaniu, emocjonalnym i intelektualnym. O miłości i strachu przed nią, o marzeniach i świadomości ich nierealności. O pokoleniu, które chciało być jak inne, ale mu tego nie dano i młodych ludziach, którzy to czuli, ale nie chcieli przyjąć tego do wiadomości. Bo mieli do tego prawo. Postacie z książki prezentują różne postawy i wywodzą się z kilku środowisk, ale łączy je jedno – wykształcenie i umiłowanie kultury. Wszyscy znają literaturę włoską i klasyczną europejską, szczególnie poezję. Interesują się historią i sztuką, o której potrafią rozmawiać i zażarcie dyskutować. Sfera ta usuwa w cień nawet politykę, z jednym wyjątkiem – inżyniera z Mediolanu, goja i jedynego komunisty, przebywającego z jednej strony w tytułowym ogrodzie, a raczej wspaniałej posiadłości bogatej rodziny patrycjuszowskiej, a z drugiej znakomicie radzącego sobie w klimatach prostych i plebejskich, nawet z półświatka i chętnie tam widzianego. Historię losów Finzi-Continich autor zdradza już we wstępie – prologu. Ten zabieg powoduje, że lekturze towarzyszy nieustannie smutek i nostalgia, a jednocześnie sympatia dla bohaterów, którym utwór jest poświęcony oraz nostalgia i świadomość końca opisywanego świata. Piękna, smutna, zapewne autobiograficzna i bardzo prawdziwa powieść.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na89 miesięcy temu
Włóczęgi Knut Hamsun
Włóczęgi
Knut Hamsun
Audiobook Jedna z powieści Hamsuna, rodzaj sagi, którą można wrzucić do worka z napisem ,,fiordowe życie”. Pierwsza część trylogii o losach wagabungów, którzy robią sobie krótsze, czy dłuższe przerwy na osiadłe życie. Fabuła rozwija się powoli, wręcz monotonnie. Bohaterzy żyją w rytm pór roku, co miesza się czasem z elementami powieści drogi wzdłuż wybrzeża Norwegii, w 2-giej połowie XIX wieku. Są w tym wszystkim jednak 2 elementy, które, moim zdaniem, podnoszą poziom. Po pierwsze, jest to ,,słomiana wdowa” z dziećmi, Lovisa i jej relacja z jednym z tytułowych włóczęgów, Edevartem. Ta interakcja, to typowy przykład oczekiwań zderzających się z rzeczywistością. Cokolwiek napiszę o tej próbie uczuć, to zaspoileruję. Kilkukrotnie miałem ochotę ,,wejść w akcję” i wykrzyczeć do Lovisy ,,Czego ty w końcu chcesz!?”. Można to było trochę pogłębić psychologicznie, rozwinąć. Cóż, Hamsun nie był Tołstojem ani Zweigiem. Liczę, że Lovisa powróci w drugiej części. Po drugie, Hamsun rozprawia się w tej książce z amerykańskim mitem. Pytanie, dlaczego to robi, wydaje się oczywiste jeśli prześledzi się jego biografię. Emigracyjny wirus zatruł norweskie, tradycyjne życie, przetrzebił wsie, rozbił rodziny. Występuje pod postacią rzekomego bogactwa, tylko czekającego na przybyszy zza morza, konfrontowanego przez realne losy osób, których żywot się tam nic a nic nie polepszył. Książka nie wychodzi poza Norwegię, ale historii imigrantów, czytania listów zza Atlantyku jest niemało. Słabe 7, bo postać drugiego wędrowca Augusta mnie nie porwała.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na73 miesiące temu
Aleksander März Heinar Kipphardt
Aleksander März
Heinar Kipphardt
Na pełną recenzję, z cytatami i zdjęciami, zapraszam na bloga. https://bit.ly/4mB1dvA *** Pewnego niedzielnego popołudnia naszła mnie ochota, by przeczytać książkę, o której nic nie wiem. Bez żadnych uprzedzeń, nadziei, oczekiwań. Pogrzebałem na nieco już zakurzonej półce i wyciągnąłem wciśniętą w kąt książkę ze słynnej czarnej serii PIW-u. Od razu zaatakowała mnie armia germańsko brzmiących imion i nazwisk. Heinar Kipphardt. Aleksander März. Brzmi tak topornie i kanciasto, że bardziej się już nie da. Wchodzę w to! Autor kompletnie mi nieznany, tytuł nie mówił nic, okładka za to intrygująca. Nada się idealnie. Zadowolony z siebie (chociaż nie do końca – zakurzona półka, skandal!) zatopiłem się w lekturze. Heinar Kipphardt opowiada historię pacjenta szpitala psychiatrycznego w Lohbergu, tytułowego Märza. Wychowywany w dysfunkcyjnej rodzinie, która wstydzi się go, nie pokazuje światu, a na imprezach rodzinnych zabrania się odzywać. Wszystkiemu winna zajęcza warga, szpecąca twarz naszego bohatera. Matka wyręcza go we wszystkim, zaś ojciec w nieporadny sposób próbuje wyrobić w nim odruchy „prawdziwego mężczyzny”. März przekracza próg dorosłości będąc kompletnie nieprzygotowanym do życia w społeczeństwie. W wieku 24 lat trafia do zakładu w Lohbergu, gdzie przebywać będzie przez kolejnych kilkanaście lat. Przez trzy lata nie odzywał się do nikogo. Pisze wiersze, listy, a pewnego dnia ucieka ze szpitala. Znajduje nawet miłość. Książka zbudowana jest w nietypowy sposób. Narratorów jest wielu, a fabuła (sama w sobie szczątkowa) rozdrobniona i pomieszana; jak okruszki po kilku posiłkach, pozostawione na stole przez jakiegoś flejtucha. Zgodnie z zasadą „od szczegółu do ogółu”, dostajemy do ręki lupę i ślęcząc na kolanach podążamy tropem tych drobinek. Z nich, powoli lecz systematycznie, ukazywać się będzie całościowy obraz. Puzzle Kipphardta są ułożone chaotycznie, niechronologicznie, pochodzą z różnych źródeł, mają odmienny styl, cel i długość. Część z nich to zapiski samego Märza, ale pomiędzy nimi znajdziemy też opinie innych lekarzy, relacje dra Koflera – zarządzającego szpitalem w Lohbergu, zeznania pielęgniarzy, listy Märza, jego wiersze, fragmenty dziennika Koflera, a okazjonalnie jeszcze inne źródła jak np. wypis z bawarskiego planu krajowego dla upośledzonych z roku 1974. Punkt widzenia zmienia się nieustannie. Oglądamy życie w zakładzie oczami schizofrenika, by za chwilę spojrzeć na tę samą scenę z perspektywy lekarza. Daje to niesamowite wręcz wrażenie autentyczności. Nieraz zapominałem, że to w ogóle książka; czułem się jakbym czytał materiały zebrane w jakieś grubej tece, stanowiącej fragment autentycznej historii szpitala psychiatrycznego w Lohbergu. Dostrzegam w tym pewną wartość terapeutyczną i uświadamiającą, mimo kilkudziesięciu lat, jakie upłynęły od czasu premiery tej książki (1976 rok, polski przekład - 1980). Mimo tego pozornego chaosu, namiastkę porządku wprowadzają kolejne rozdziały: „Odtworzenie przedklinicznej kariery”, „Opis klinicznej kariery”, czy „Społeczność terapeutyczna”. W tych suchych wycinkach tkwi ogromny ładunek emocjonalny. Gdy tylko zdamy sobie sprawę, jak tragiczna jest historia człowieka, który próbuje po prostu żyć, a społeczeństwo notorycznie go odrzuca; który nie ponosi żadnej winy za swój fizyczny defekt i sposób, w jaki wychowywali go rodzice, a jednak to właśnie on zbiera cierpkie owoce tych wydarzeń. Kipphardt uderza też w cały system. Nie byłem przygotowany na rozdział pt. „Dygresja”, w którym autor bez żadnej zapowiedzi podrzuca garść danych statystycznych. W RFN ponad 600 tysięcy osób cierpi na choroby mieszczące się w obrębie schizofrenii. Za każdego z nich kasa chorych zwraca tylko połowę stawki przeznaczonej dla innych chorych. Konkluzja jest porażająca: "dziecko urodzone dziś w Republice Federalnej (Niemiec) ma o wiele większą szansę znaleźć się w zakładzie leczniczym niż na uniwersytecie". Kilkanaście stron później, wśród zwyczajowych fragmentów różnych zapisków i opinii brutalnie uderzył mnie jeden: w latach 1942-1945 zamordowano 270 tysięcy psychicznie chorych i sterylizowano przymusowo nieznana bliżej liczbę ludzi. Osobny akapit należy się zapiskom Märza. Część z nich jest oczywiście niezrozumiała. Niektóre uderzają celnością spostrzeżeń i przenikliwością umysłu Märza. "W odniesieniu do szkoły powiedział März: - Wyrobiłem sobie zdanie, iż w lukach pomiędzy słowami kryje się rzeczywistość. - Czy według pana to, czego uczy szkoła, jest błędne? - Celem pedagogiki jest zatajenie przed uczniem, iż rzeczywistość kryje się przed nim za formułą dwa plus dwa równa się cztery". No i są jeszcze wiersze Märza. Koślawe i nieporadne, ale zakończone celną puentą, która kryje w sobie zaskakująco wiele głębi. Kipphardt zainspirował się publikacjami psychiatry Leo Navratila, które zawierały wiersze pewnego chorego psychicznie poety. Nie wiem ile w tym prawdy, ale März w swoich notatkach wspomina o kilku ciekawych postaciach świętych (święty Markariusz, który spał sześć miesięcy w bagnie, czy święty Sabeniusz, który jadł wyłączenie zgniłe zboże, nigdy nie zmieniał odzieży i nigdy się nie mył). Wspomina także o pewnym mordercy kobiet, który miał rzekomo przebywać w Piławie. Jakby tego było mało, mamy tu kilka wątków polskich. März, mimo parszywego umlauta w nazwisku, był Polakiem i za takiego też się uważał. Urodził się w Piławie Górnej. Sam Kipphardt z kolei, urodził się w Łagiewnikach w 1922 roku, a przez kilka lat mieszkał w… Piławie Górnej. Trudno oprzeć się wrażeniu, że niezwykły portret Aleksandra Märza, namalowany barwami terapeutycznych doświadczeń Kipphardta, posiada wyraźny odcień autobiograficzny… Pierwsza połowa książki jest bardzo dobra, druga słabsza – rozmywa się trochę w architektonicznych szczegółach dotyczących budynku szpitala i opisach odwiedzających go gości. I – aż do momentu ucieczki Märza – traci swą moc. Ciekaw jestem, jak "Aleksandra Märza" oceniłyby osoby, które mają na co dzień do czynienia ze schizofrenią i zaburzeniami psychicznymi. Ale Kipphardt zdaje się wiedzieć, o czym pisze. Pracował w jednym z berlińskich szpitali, a z wykształcenia jest psychiatrą. "März" to jego prozatorski debiut – w moim odczuciu wielce udany. Niecodzienna tematyka oraz sieć powiązań między przedmiotem powieści, jej bohaterami, a samym autorem, mozaikowy sposób prowadzenia akcji czynią z "Aleksandra Märza" zaskakująco dojrzałą, satysfakcjonującą lekturę. Nie ma tutaj żadnych zwrotów akcji ani wciągającej fabuły, to bardziej zbiór obserwacji i zapisków poświęconych schizofrenii i próbach jej leczenia, z czego wyłania się bardziej ogólny – i niewesoły – krajobraz leczenia psychiatrycznego w powojennych Niemczech. Bo wetknięte tu i ówdzie fragmenty prawodawstwa niemieckiego wyraźnie sugerują, iż Kipphardt przedstawiając historię jednego pacjenta, ma tak naprawdę inny cel, o wyraźnie szerszym horyzoncie.
MilczenieLiter - awatar MilczenieLiter
ocenił na78 miesięcy temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Hiob Joseph Roth
Hiob
Joseph Roth
Którzy z przyjaciół biblijnego Hioba mają rację? W książce śledzimy losy sześcioosobowej rodziny z Galicji. Jednego syna, którego serce rwie się do przygód, drugiego — do interesów, córki, która nie może oprzeć się namiętności, i niepełnosprawnego syna Menuchima. Rodzina kręci się wokół własnej osi — nie ma przyjaciół, oszczędności ani nadrzędnego celu. Na swój sposób rutyna dnia daje im pewną formę szczęścia. „O chorego syna nikt go nigdy nie pytał, za to wszyscy dowiadywali się o losy zdrowych”. Za rogiem czeka długa droga w dół. Momentem cezury jest porzucenie niepełnosprawnego syna. Oczywiście pierwszy odruch zdrowego człowieka to: jak tak można? Ojciec Mendel przez wiele dekad cierpi, wspomina, śni na jawie, wyrywa włosy, zaniedbuje się i złorzeczy Bogu. „Menuchim, syn Mendla, wyzdrowieje. Takich jak on nie będzie wielu w Izraelu. Bóg go uczyni mądrym, brzydotę dobrotliwą, gorycz łagodną, a chorobę mocną.” Jedna z tych nielicznych książek, w których losy bohatera splatają się z moimi losami. Chociaż nie wierzę, że celem życia jest szczęście, to chciałbym zdrowia i pomyślności dla moich dzieci, dla mojego syna. „Za co zostałem tak ukarany?” — myślał Mendel i przetrząsał mózg w poszukiwaniu jakiegoś grzechu, lecz nic ciężkiego nie znalazł. Podczas tej lektury udało mi się pojąć, że w życiu cierpieć — w tym cierpieć długotrwale — oznacza, że człowiek napełnia się życiem po same brzegi i jest gotów. Na ten moment, mimo ogromnego pragnienia serca, nie wierzę, że na końcu przychodzi taki cud, jak na łamach tej książki.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na61 miesiąc temu
Poznawanie cierpienia Carlo Emilio Gadda
Poznawanie cierpienia
Carlo Emilio Gadda
Ja piórkuję, co tu się dzieje, hmm zupełne oszołomienie, awangarda, nowa planeta, nie polecam, to dla piszącego te słowa misia literatura, co dostraja się szybko do stylu Gaddy jak w złocistym piecu jesieni gruszka butirro dojrzewa. Antycypacja chyba Pynchona, słowa szaleją, obrazy podlatują i czmychają, jak te cudne zimorodki nad mazurską rzeką. A tak w zarysie; Gonzalo zubożały markiz, inżynier, chyba pisarz także, cierpi i matkę bodaj dręczy, ma humory, w zrujnowanej willi - belki w stylu hiszpańskim ubrane w pajęczyny jak w zapasowe żagle, rozpięte na podróż po Morzu Ciemności - a bo się ponoć martwi, wszędzie same świnie i nudziarze, ple-ple przy giczy cielęcej z risottem, cały kielich tej masy głupoty oddal jednak Panie. Zaabonować synka chcą, by strzec niby willi i matki nocą przed szabrownikami po wojnie z Parapagalem, a taki zły duch przeskoczy przez murowane ogrodzenie upstrzone odłamkami butelek, zawadzi przyrodzeniem i gotowy tężec i też mu płać odszkodowanie, a wolność gdzie? Nad listowiem krzaków, gromadą drzew, pełnych snu i mroku, a może pradawnego spokoju, niesiony wdziękiem anioł przelatuje, o niemych powiekach, cienistych skrzydłach, którego kształty uformowała noc, a ten śmierdziel peon Jose obija kijem okrutnie migdałowce, a rankiem twierdzi, że to grad i wiatr tak hulał, no strącał. I jajek w kurniku nie uświadczysz prawie, a markiz wściekły oskarżał koguta o opieszałość genetyczną i perwersję, a kury o to, że są lesbijkami i k...... jeszcze. I tak od dziecka, ohyda tłumów na karuzelach, wata cukrowa kręcona w brudnych łapach. Co za cierpienie, właściwe ziemi, po której błądzą światła i cienie. Ale, ale, piękna przecież okolica. Nad światem, nosicielem pszenicy i śpiewu, nieruchoma iluminacja tego prawie jeszcze lata. Wokół mgliste zębate Kordyliery. Kogut stanowczy świt przywołuje jak zwykle. Przy dróżce biegnącej w górę kwitną nie kończące się robinie. Dzwony oznajmiające południe poniosły na wzgórza, poza dachówki i dymienie kominów, boski łoskot glorii. Cykada na wiązie grając pełną parą rozprzestrzenia jasną nieskończoność sierpnia. Nieustanny szmer ziemi wydaje się stanowić jedno ze światłem. Tam opada zbocze, bardzo zielone, a za nim po krótkiej przerwie jezior kolejne dalej. Oślepione oko chce ścigać po nich jakąś nową bajkę, delikatną kruchą, na dalekich scenach, w mirażu uciekających perspektyw, okrążając niby w miłosnym rozboju, niebieskość owych gładkich sadzawek. Szum pinii i lip. Wszędzie świerszcze, mieszkańcy nieskończonej przestrzeni, dawczyni światła. I ta rezygnacja; cóż się stanie po niepotrzebnym trudzie, wojnie, pokoju i przeraźliwym cierpieniu? Po płomienistych zachodach dni i lat, zmęczonych elips? Rację miał czas. Och prowadzi on tam, gdzie się zapomina i jest się zapomnianym, poza domy i mury, wzdłuż upragnionej alejki cyprysów pod przeczystymi kroplami księżyca.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na106 miesięcy temu
Przepaska z liści Patrick White
Przepaska z liści
Patrick White
Pierwsze moje zetknięcie się z prozą White'a. Ten utwór czyta się powoli i to jest jego zaleta, a nie wada. Dlaczego? Z prostego powodu, to jest pastisz powieści dziewiętnastowiecznej. Klasyczna fabula, z zakończeniem sugerującym czytelnikowi dalsze losy Pani Roxburgh. Powieść White'a , z narratorem wszechwiedzącym ( znowu tradycyjny jej model znany z powieści angielskiej) to opowieść o człowieku i granicy jaką może przejść, by stracić swoje człowieczeństwo na rzecz przystosowania do warunków życia, żeby przetrwać. Natura człowieka jest nieodgadniona, co siedzi w nas dowiadujemy się dopiero w ekstremalnych warunkach. Nie trzeba wojny, wystarczy katastrofa morska. Fabuła tej książki jest jej atutem. Poznajmy wiele szczegółów, obrazów, myśli bohaterów. W innej fabule, gdzie zdarzenia da opisywane tylko w zarysie ( powieść i film współczesny) nie ma miejsce na "oddech czytelniczy", szybko się toczy akcja i tylko ona jest głównym bohaterem nie postaci czy charaktery ludzkie. Dobra literatura to taka , która potrafi czytelnika trzymać za słowo i emocje. Taka jest, przynajmniej w tej powieści. To gotowy scenariusz na film. Miałem wrażenie, że jako odbiorca jestem okiem kamery. Jest też to proza, która pokazuje jak życie różni się od fikcji. Jak sami tworzymy fikcję. Pan Roxburgh maniak - czytelnik ma kłopoty w normalnym świecie ( trochę przypomina romantycznego bohatera),nie odróżnia fikcji od życia. Natomiast jego żona stąpa po ziemi twardo. Pan Roxburgh przypomina męski odpowiednik pani Bovary. White wykorzystuje w tej książce wiele elementów gatunków literackich, np.: powieśći psychologicznej powieśći przygodowej czy powieśći o dojrzewaniu. To książka do wielokrotnego czytania, do odkrywania zamierzeń literackich autora. Do odkrywania nowych szczegółów. Nie jest to "potrawa literacka" rodem z McDonalda., którą można szybko skonsumować i nie poczuć nic. Warto po nią sięgnąć.
Grzegorz Piskorz - awatar Grzegorz Piskorz
ocenił na722 dni temu

Cytaty z książki Odraza

Więcej
László Németh Odraza Zobacz więcej
Więcej