Star Wars: Z pewnego punktu widzenia. 40 opowiadań na 40-lecie Nowej nadziei
Christie Golden Meg Cabot Paul S. Kemp Greg Rucka Claudia Gray John Jackson Miller Jason Fry Beth Revis Ken Liu Nnedi Okorafor Alexander Freed Tom Angleberger Rae Carson Matt Fraction Pablo Hidalgo Kieron Gillen Madeleine Roux Jeffrey Brown Elizabeth Wein Pierce Brown Kelly Sue DeConnick Paul Dini Sabaa Tahir Ian Doescher Renée Ahdieh Daniel José Older Delilah S. Dawson Charles Soule Emily Kate Johnston Cavan Scott Adam Christopher Ben Blacker Ben Acker Gary D. Schmidt Mur Lafferty Gary Whitta Zoraida Córdova Ashley Eckstein Griffin McElroy Mallory Ortberg Glen Weldon Richard William Wheaton
W dobie popkulturowych różności, nawet w obrębie uwielbianego Uniwersum czy danego gatunku, tematyki, wątków, typów ulubionych postaci, warto być otwartym na zmiany i swego rodzaju osobiste wyzwania w tym, co, jak i dlaczego ,,wyznaje się”, jakim jest się tego miłośnikiem, wokół swojej pasji książkowej, filmowej, czy chociażby serialowej.
Jednym z najbardziej ostatnio krytykowanych zarówno przez media, jak i swój wewnętrzny fandom (bo ten akurat wykazuje oznaki rozdarcia i podzielenia na ,,środowiska”, które wprost uwielbiają zjadać się nawzajem) jest Świat Gwiezdnych Wojen. Po słynnej marce, po jej Imperium, które budował przez około 35 lat George Lucas, a które dzisiaj według wielu geeków i tak zwanych specjalistów popkultury z racji przejęcia przez Disneya w 2012 roku zaczyna powoli umierać, wielu z nas ,,jeździ” jak po najgorszego sortu rozrywce, zarzucając – w szczególności ,,białym kołnierzykom” Korpo-Myszki Miki oraz tym, którzy sprawują kontrolę nad Lucasfilm Ltd., np. Kathleen Kennedy - byle jaką jakość tworzonych filmów, seriali animowanych i live-action oraz w odniesieniu do danych tytułów: brak konkretnych budujących fanów jak i markę pomysłów w nich wtłaczanych, idei na coś nowego w galaktycznym Świecie bądź na wyciągniętą z ,,wora przeszłości” klasykę, którą w sprytny i intuicyjny sposób można by odświeżyć lub dodać do niej coś nowego.
Najgorsze, co jest swego rodzaju podsumowaniem jak i rozwinięciem myśli powyższego wstępu do omówienia pewnego książkowego dzieła ze starwarsowych soczyście mocnych materii, w tym wszystkim jest to, że my galaktyczni nerdzi, którzy ,,tak niby uwielbiamy Gwiezdne Wojny!” boimy się różnorodności – jakbyśmy nie chcieli czegoś nowego i ryzykownego zarazem; to samo tyczy się stajni twórców, czy całego organizmu Lucasfilm Ltd., który nie chce ryzykować budowy swojej przyszłości w oparciu o coś nowego, skoro dotychczas produkowany ,,towar” dość dobrze się sprzedawał, nadal sprzedaje i będzie sprzedawał, mimo momentów spadku formy. I żeby by było ironicznie ,,śmieszkowo” nikt, czy to Disney, czy pojedyncze osoby z którejś z Korporacji bądź środowisko fanów, nie przyznaje się, że choćby i w najmniejszym stopniu było odpowiedzialne za ów, mówiąc krótko, ,,jakościowo-realizacyjno-ilościowy” stan rzeczy w serduchu jednej z najbardziej pożądanych franczyz tematycznych treści na całym globie, którą dekady temu zapoczątkował ,,Papa Lucas”. To specyficzna marka, która potrzebuje odbudowania nazwijmy to nici zaufania, ot jej solidnego i trwałego zawiązania na końcach każdej ze stron, dopiero wtedy będzie można mówić o stabilizacji przyszłości planów i produkcji Disneya oraz jego od 2012 roku ,,lucasowskiego przybranego dziecka”. Nikt nie chce wojny o popkulturę w tym Uniwersum, tym bardziej na ,,otwartym gruncie”, gdy w dobie rozbudowanej wymiany informacji i cholernie szybkiego dostępu do ,,Internetów” w każdej chwili może do niej dołączyć każdy.
Czy to za 5 czy 10 lub 16 lat, nieważne, co by nie było, Uniwersum, które lubię określać ,,galaktycznymi wojażami z mieczami świetlnymi, Jedi, Sithami, wszechobecną wypełniającą wszystko Mocą, baśniowym dualizmem z Imperium oraz Rebelią czy Najwyższym Porządkiem i Ruchem Oporu, jako tymi przedłużeniami idei walki dobra ze złem w rolach głównych”, będzie wciąż i wciąż istnieć. Owszem ,,starwarsy” są globalnym mitem, który wciąż jest żywy i istnieje, bo wierzy w niego cały świat, jednak na najbardziej podstawowym poziomie lucasowska marka to ekonomiczne Imperium, które wciąż musi produkować, aby chociażby trwać i utrzymywać określony dochód, który dalej i dalej będzie pchał rozwój firmy w określonym kierunku. I tak, nowego kontynentu tym stwierdzeniem nie odkryję, ale warto to podkreślić: czy to książka, komiks, czy to film, Gwiezdne Wojny nieustannie ,,wypluwają” kolejny ,,content” do doświadczenia przez fanów, kolejną pozycję do obejrzenia, do dyskutowania o niej, do kupowania związanych z nią mnóstwa gadżetów. Tylko ci, którzy stoją za sterami Lucasfilm Ltd. i Disneya wiedzą (albo im się wydaje, że wiedzą – zależy to od punktu widzenia na ów problem, czy to z osoby fana, grupy fanów, czy tych, co ,,starwarsy” realizują),co według nich marce tej jest potrzeba, aby zarabiała, rozwijała się i była czymś dużo, dużo większym niż tylko ,,zapychającą wolny czas jak spora sterta kupska i papieru w muszli klozetowej, taką tam sobie rozrywką”. I tylko ci ludzie, którzy albo rozumieją fanów, albo i nie, albo dają wolną rękę twórcom w obrębie marki albo i nie w ostateczności powinni być odpowiedzialni za to, co w danym momencie wypuszcza na popkulturowy rynek dóbr gwiezdnowojenna franczyza. Jak do tej pory, uśredniając, Świat nie zawodzi się na Galaktyce ex-Georga Lucasa: typowy kanapowy i ten niedzielny miłośnik Star Wars szanuje to Uniwersum, wciągnięty w to od wielu, wielu lat nerd... nie do końca. Dlatego przez ostatnie 5 lat, a może i troszkę więcej, zaczyna powstawać wiele eksperymentalnych, pojedynczych albo krótkich serii, filmów, czy ,,jednostrzałowych” książek i komiksów, które owszem tworzone są dla wszystkich entuzjastów Galaktyki, ale ,,uderzyć!” pod względem pozytywnym mają przede wszystkim w gusta tych oddanych franczyzie geeków, nerdów, nawet ortodoksyjnych i konserwatywnym zwolenników, tak zwanych ,,specjalistów od Klasycznej Trylogii”. Dostaliśmy mini-serial o Kenobim, dodający sporo treści i nowych wątków do Kanonu, także kinowe Spin-Offy z Hanem Solo i ekipą ,,Łotra 1” w roli głównej, dość ciekawe komiksy, choćby i ten o początkach Kylo Rena w Ciemnej Stronie Mocy i zakonie Ren, a także pewną, wydaną w Polsce dopiero niedawno, będącą zbiorem opowiadań książkę, przygotowaną dla nas, geeków, na pewną wielką gwiezdnowojenną rocznicę – książkę, której postanowiłem z niekłamaną wręcz przyjemnością poświęcić swój hobbystyczny czas na tyle na ile będzie trzeba, i którą to niniejszym z taką samą radością omawiam i recenzuję.
Star Wars to nie tylko firma, ale i marka, Świat rozrywki, symbol popkultury; to po prostu Organizm Twórczy lubiący zaskakiwać swoich miłośników. Owym zaskoczeniem okazała się wspominana powyżej powieść, a tak właściwie to zbiór mini-powieści, pisanych przez ,,starwarsowych” czy ogólnie gatunkowo fantastyczno-naukowych i temu podobnych weteranów, mistrzów w swojej profesji. Na ową pozycję, mającą mimo wszystko prosty, ale i sprytny i ciekawy tytuł ,,Star Wars. Z pewnego punktu widzenia. 40 opowieści na 40-lecie Nowej Nadziei” zapracowali swój wkład pisarski, wtłoczyli w całość około 550 stron ,,mięska” galaktycznych treści m.in. Meg Cabot, Pablo Hidalgo, Nnedi Okorafor, Wil Wheaton czy Gary Whitta. Co istotne pierwotnie publikacja pojawiła się w 2018 roku, a pisana była nieco wcześniej, w Polsce zagościła na naszym rynku dopiero w 2024 roku, a jak wiemy od premiery filmu ,,The Star Wars”, ot ,,Nowej Nadziei", minęło 47 lat; nieistotne, że Polska nieco spóźniła się z tłumaczeniem i wydaniem tych opowiadań, ale ważne że w końcu one tu są, że mają tą konkretną ilość w zbiorze, w oparciu na konkretną rocznicę konkretnego filmu.
Ta specyficzna liczba ,,wiekowa” swych popkulturowych wiosen, które marka Star Wars ma na koncie, także wszystko to o czym wspomniałem wyżej... ma znaczenie. ,,40 Opowieści na 40-lecie…" ,tak, na pewno nie wprowadza czytającego w błąd, ma określone ramy tematyczne i pierwowzór fabularny, a różnorodność opowiadań, cóż, nie sposób będzie zaliczyć ich do Kanonu, chociaż… z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak uczynić – wskazują na to niektóre, nie zdradzając spoilerów z ich treści, opowiadania. Ostatecznie na najbardziej podstawowym poziomie nie ma to znaczenia: czy te dziesiątki, ba!, okrągłe ,,cztery dyszki starwarsowych nowelek” zaliczy się w poczet rozwijanego ,,lore”, czy nie. Najistotniejsze jest to, że one po prostu są, że… można doświadczać ich jedno po drugim, albo wybierać dane opowiadanie ze spisu treści, wracać do niego; że można być świadkiem tego, jak cenne dla artystów pióra światowego formatu w gatunku fantastyki naukowej nadal moi drodzy są Gwiezdne Wojny. Dlatego też te ,,40-latkowe” nowelki z galaktycznych realiów, gdzie króluje Moc i walka na miecze świetlne oraz cała, cała masa ,,dawno, dawne temu w Galaktyce… „ przygód, powinno się traktować jako okazję, prezent, jako alternatywę tego ,,jak mogą wyglądać inne Gwiezdne Wojny”.
To, jak potężny jest to wciąż plastyczny materiał, w którym można rzeźbić setki kolejnych tworów: od opowiadań przez powieści a na komiksach i w końcu medium filmowo-serialowym” skończywszy – świadczą o tym napisane tu historie. I co ważne, z racji tego z jakiej okazji zostały one stworzone, jak są długie, jak każde z listy rozbudowane w samej przestrzeni Galaktyki i połączone z tym, co przedstawił Kanon czy nawet Legendy – z tego powodu nie ma nawet okazji, no bo po co, do zagłębiania się nad ,,ewaluacją!” ich calutkiej, jakby uśrednionej jakości. Wiadomo, że będą słabsze i mocniejsze momenty w zawartości tegoż to ,,morza opowiadań” z zakresu Star Wars – to jest zrozumiałe. Powinno wybrać się najlepsze i najsłabsze z nich, ocenić, stworzyć swoją własną średnią ocen z takiego duetu i tak na mniej więcej ocenić ten cykl. ,,Normalne” wyciągnięcie jakieś zdroworozsądkowej z niego noty jest praktycznie… mało co możliwe: dzieje się zbyt dużo, zbyt dobrze, ale i zbyt nachalnie, mamy masę wątków i relacji między bohaterami, czy miejscami etc., gdzie ciężko jest to ,,zebrać razem w kupę” i powiązać np. z Kanonem (choć teoretycznie jest to możliwe.). Dlatego też z tego powodu i Ja na zakończenie niniejszych recenzenckich deliberacji dodam: najlepsze, najbardziej twórcze, najbardziej nietuzinkowe okazało się opowiadanie pt. ,,Historie zapisane w piasku”; to z zupełnie tej ,,nieco gorszej” strony bieguna jakości tych treści opowiadanie, to: ,,Laina”.
A samo wydanie, fizycznie, z ,,barwionymi brzegami”, nad którym miałem przyjemność skupić się stopniowo (czytając przy tym inne tytuły z tym Uniwersum nie związane) przez ostatnie naście dni, z tą pięknie wykończoną częścią zewnętrza… dodaje +1 do ogólnej oceny. Czytajcie, doświadczajcie, smakujcie takich ,,alternatywnych” (a może i nie?) starwarsów.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Leia. Księżniczka Alderaana
"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka. Ciekawe wątki, dobre postaci.
"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka. Ciekawe wątki, dobre postaci.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiężniczka Alderaanu pokazuje Leię jeszcze zanim stała się ikoną Rebelii. To historia dojrzewania, ale nie w szkolnym sensie tylko politycznym, moralnym i emocjonalnym. Leia nie jest tu od razu nieustraszoną liderką, lecz dziewczyną rozdwojoną między obowiązkiem wobec rodziny a wewnętrzną potrzebą działania.
Najciekawsze jest to, jak książka buduje Alderaan: planetę pokoju, dyplomacji i ideałów, które powoli zderzają się z brutalną rzeczywistością Imperium. Leia uczy się, że dobre intencje nie zawsze wystarczą, a neutralność bywa formą przyzwolenia na zło.
To nie jest opowieść pełna bitew jej siłą są rozmowy, decyzje i konsekwencje. Dzięki temu Leia jawi się jako postać ludzka: uparta, inteligentna, czasem niecierpliwa, ale zawsze wierna temu, co uważa za słuszne. Książka dobrze tłumaczy, skąd wzięła się jej odwaga i dlaczego później była gotowa poświęcić wszystko dla Rebelii.
Księżniczka Alderaanu pokazuje Leię jeszcze zanim stała się ikoną Rebelii. To historia dojrzewania, ale nie w szkolnym sensie tylko politycznym, moralnym i emocjonalnym. Leia nie jest tu od razu nieustraszoną liderką, lecz dziewczyną rozdwojoną między obowiązkiem wobec rodziny a wewnętrzną potrzebą działania.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajciekawsze jest to, jak książka buduje Alderaan: planetę...
Przyjemna książka rozszerzająca młodość Lei - idealna dla jej fanów (takich jak ja). Ale nie każdemu może podpasować bo rzeczywiście jest bardziej trafiająca do kobiecego grona czytelników. Definitywnie razem z tą książką i serialem Obi-Wan można stwierdzić, że Leia nie miała tak prostego dzieciństwa i młodości jakby się mogło wydawać ze względu na adoptowanie przez rodzinę królewską. Mi osobiście się podobała, chociaż były momenty gdzie książka trochę przynudzała dlatego taka ocena.
Przyjemna książka rozszerzająca młodość Lei - idealna dla jej fanów (takich jak ja). Ale nie każdemu może podpasować bo rzeczywiście jest bardziej trafiająca do kobiecego grona czytelników. Definitywnie razem z tą książką i serialem Obi-Wan można stwierdzić, że Leia nie miała tak prostego dzieciństwa i młodości jakby się mogło wydawać ze względu na adoptowanie przez rodzinę...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła jest warta przeczytania.
Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła jest warta przeczytania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW trakcie tego jak myślałem nad napisaniem tej recenzji zastanawiałem się jak to w sumie określić to co czuję do tej książki?
Odpowiedź jest prosta, mianowicie to jest 4 tom serii o Padmé tylko że z inną Autorką, Bohaterką i Planetą. Książka nie trafi do każdego, jest to tak jak w przypadku Padmé książka skierowana bardziej do dziewczyn ponieważ jednak jest tutaj pokazany okres dojrzewania i przedstawiona „pierwsza miłość”. Nie chce pisać negatywnej recenzji dlatego że książka do mnie nie trafiła dla tego że nie była skierowana dla mnie bo to by nie miało sensu, dlatego określiłem ją jako specyficzną.
Książka napewno fajnie pokazuje to jak to jednak było z Leią przed tym jak została księżniczka, książkę mogę polecić każdemu kto chciałby poznać jej historię ponieważ dowiadujemy się tutaj dużo. W książce jest smaczek dla tych co czytali trylogię Padmé, co potwierdza moje stwierdzenie.
Podsumowując:
Jeżeli ktoś chce się zaznajomić z postacią albo nie ma aktualnie co czytać z uniwersum Star Wars to polecam, jeżeli jednak macie co czytać i postać was nie interesuje to radzę odpuścić ponieważ książka tak jak większość książek nowego kanonu, nic nie wnosi do niego poza informacjami o postaci
W trakcie tego jak myślałem nad napisaniem tej recenzji zastanawiałem się jak to w sumie określić to co czuję do tej książki?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOdpowiedź jest prosta, mianowicie to jest 4 tom serii o Padmé tylko że z inną Autorką, Bohaterką i Planetą. Książka nie trafi do każdego, jest to tak jak w przypadku Padmé książka skierowana bardziej do dziewczyn ponieważ jednak jest tutaj pokazany...
Fajna książka. Myślałem że to będzie koszmar skoro chodzi tu głównie o nastoletnie życie Lei ale pozytywnie się zaskoczyłem.
Fajna książka. Myślałem że to będzie koszmar skoro chodzi tu głównie o nastoletnie życie Lei ale pozytywnie się zaskoczyłem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Leia. Księżniczka Alderaana" autorstwa Claudii Gray była pozycją wyczekiwaną w Polsce przez fanów od lat. No i w końcu się doczekaliśmy. Dla mnie osobiście ta pozycja była rereadem - kiedy dowiedziałam się, że poprzedni wydawca gwiezdnowojenny kończy wydawanie w naszym kraju, jedną z pierwszych pozycji, po które sięgnęłam w oryginale, była właśnie Leia. Po raz drugi z historią częściowo zapoznałam się, sięgając po adaptacje mangową. A mimo to, czytając po raz trzeci, bawiłam się tak samo dobrze, jak przy dwóch pierwszych razach.
Książka opiera się na kilku głównych wątkach - śledztwie Lei, w sprawie tego, co rodzice przed nią ukrywają, wątkach dziejących się w młodzieżowym Senacie, nastoletnich przyjaźniach i pierwszych zauroczeniach oraz pozostałych wyzwaniach, których podjęła się Leia, żeby udowodnić, że jest godna nazwania następczynią tronu.
Najmniej interesowały mnie wątki senackie i związane z kursem orientacji w terenie, bo opierały się przede wszystkim na "nastolatkowości". Leia przeżywa swoje małe dramaty związane z pierwszym zauroczeniem, dziwnymi przyjaciółmi, brakiem uwagi rodziców. Mimo wszystko jest to wykonana bardzo dobrze i przeplata się w równej proporcji, a więc nie męczy. Poznajemy Leię z bardziej ludzkiej strony.
Bardzo dobrze śledziło się też wchodzenie Lei do struktur Rebelii i uczenie się przez nią, co to oznacza, zdobywanie zaufania rodziców. Tutaj też podobał mi się wątek buntu, nie tylko przeciw Imperium, ale też przeciwko, w mniemaniu księżniczki, traktowania jej jako dziecko. Widać tutaj, że chociaż Leia jest mądra i dojrzała, to nadal tylko nastolatka. W tym wątku zdecydowanie moją ulubioną sceną była właśnie "scena" na kolacji.
Niby taki drobiazg, ale zawsze cieszy mnie oglądanie Alderaana za czasów świetności. Dobrze się więc czytało trochę więcej o ich tradycjach, zwiedzało pałac i planetę.
Dość dużą rolę w tej książce dostaje też przybrana matka Lei - Breha Organa. Przy pierwszym czytaniu trochę mnie to zaskoczyło, ale jednocześnie uświadomiło, jak mało do tej pory o niej wiedzieliśmy. To też zdecydowanie oceniam na plus.
Mimo że teoretycznie książkę już czytałam, to praktycznie całkiem wyparłam z pamięci zakończenie i ruszyło mnie ponownie. Moim zdaniem idealnie puentuje wszystkie wątki i popycha Leię w kierunku tej księżniczki, którą już znamy z filmów.
Do wydania, za które odpowiada wydawnictwo Olesiejuk, nie mam uwag. Podobnie do tłumaczenia Marty Dudy-Gryc. Stoi na takim samym wysokim poziomie jak poprzednie pozycje.
Podsumowując, "Leia. Księżniczka Alderaana" zdecydowanie jest jedną z moich ulubionych pozycji w uniwersum. Trzeba brać jednak pod uwagę, że jest to w pewnym stopniu "nastolatkowa" książka i nie każdemu zapewne się spodoba. Ja polecam.
"Leia. Księżniczka Alderaana" autorstwa Claudii Gray była pozycją wyczekiwaną w Polsce przez fanów od lat. No i w końcu się doczekaliśmy. Dla mnie osobiście ta pozycja była rereadem - kiedy dowiedziałam się, że poprzedni wydawca gwiezdnowojenny kończy wydawanie w naszym kraju, jedną z pierwszych pozycji, po które sięgnęłam w oryginale, była właśnie Leia. Po raz drugi z...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTragiczna książka, nie dzieje się kompletnie nic, akcji jak na lekarstwo. Jedyny plus za moffa Tarkina, dzięki któremu było chociaż przez chwilę jakieś napięcie. Poziom obecnego pseudo serialu "Akolity".
Tragiczna książka, nie dzieje się kompletnie nic, akcji jak na lekarstwo. Jedyny plus za moffa Tarkina, dzięki któremu było chociaż przez chwilę jakieś napięcie. Poziom obecnego pseudo serialu "Akolity".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWstęp
“Leia Księżniczka Alderaana” od Claudii Gray to jedna z tych książek, na które polscy fani “Star Wars” musieli sobie trochę poczekać. Czyli długie 7 lat (szybciej od głównej książki dostaliśmy mangi na jej podstawie) - tutaj ciekawostka w oryginale na górze okładki jest napis “Wprowadzenia do filmu Ostatni Jedi”, a w Polsce: “Autorka bestsellerów New York Times”. Trochę odbiegłem od tematu, ale 4 maja to według mnie idealny moment, aby podzielić się tym, czy warto było czekać tyle lat na polską wersję tej książki w przekładzie Marty Dudy-Gryc i wydanej przez Wydawnictwo Olesiejuk. Dodatkowo po podsumowaniu będzie dodatek w postaci mini recenzji dwóch tomów mangi: “Leia 3 Wyzwania Księżniczki” - dlaczego tylko 2? Bo trzecia będzie miała polską premierę w 2025 roku. Także... Zapraszam do lektury.
Fabuła
Leia skończyła 16 lat co według historii i tradycji Alderaana znaczy, że w tym momencie (jako córka królowej planety) musi odbyć swój Dzień Żądania, podczas którego odpowie przed królową jakie wyzwania stawia samej sobie, aby być godną korony swojej planety. Leia wybiera: wdrapanie się na jedną z gór na Alderaanie, reprezentowanie swojej planety w Imperialnym Senacie dla Młodzieży oraz pomoc humanitarną dla uchodźców czy ciężko pracujących na różnych planetach (m.in. znanej z “Łotra 1” Wobani oraz Naboo). Podczas swojej “podróży” do uzyskania tytułu następczyni tronu Leia pozna m.in. Kiera (przyjaciel z tej samej planety i jej obiekt westchnień),Amilyn Holdo, czy samego Wielkiego Moffa Tarkina. Na nieszczęście księżniczki pozna też ona dosyć zaskakującą prawdę o rodzącej się Rebelii oraz roli jej rodziców (Baila i Brehy) w przygotowaniach się do wojny.
Leia Księżniczka Alderaana
Na pierwszy ogień muszę niestety się przywalić do jednej rzeczy w tej książce, ale naprawdę tylko do jednej, bo chcę to mieć za sobą. Mam mały problem z tym, że w dużej mierze przygody Lei w tej książce się po prostu dzieją. Chodzi mi o to, że rozdział się kończy w jednym miejscu, a w kolejnym mamy przeskok czasowy o kilka dni i nagle Leia znajduje się w innym miejscu. Strasznie mnie to irytowało na początku, gdy poznajemy wyzwania Lei w 1 rozdziale, a w 2 Leia jest już w drodze na Wobani. Albo trochę później Leia wraca z Wobani, Breha wyjaśnia jej co zrobiła źle. Rozdział się kończy, a kolejny zaczynamy na kursie orientacji w terenie i zamykamy sprawę Wobani. Znaczy niby autorka nam wyjaśnia w trakcie rozdziału, dlaczego Leia znajduje się w tym miejscu o tym czasie i można się do tego przyzwyczaić, ale potrafi to zirytować. Co ciekawe czytając mangę nie miałem tego uczucia, bo myślałem, że to duże streszczenie książki, a jednak jest to bardzo wierna adaptacja.
Skoro największą wadę mam już za sobą to muszę pochwalić samą historię. Mimo, że jest ona pełna przeskoków czasowych to Claudia Gray potrafiła stworzyć na tyle ciekawą fabułę, że nie odczuwa się “retconowania” historii Lei albo czegoś podobnego. Widać, że autorka podeszła z szacunkiem do postaci, którą dobrze znamy z oryginalnej trylogii. Dodatkowo dostajemy tutaj całkiem sporo wątków, pośród których każdy powinien znaleźć coś dla siebie: wątek polityczny przy rozmowach o Rebelii albo w Senacie Imperialnym, poznanie Holdo i jej dosyć dziwnych nawyków oraz zachowań. Znalazło się nawet miejsce dla wątku miłosnego (ale jest on wprowadzony dosyć późno, bo w drugiej połowie książki). Spokojnie zanim ktoś powie: “Jak to Leia kochała się w kimś przed Hanem?” Uspokajam, że nie dzieje się to nagle jak pstryknięcie palcem, ale raczej małymi krokami, a jak wspomniałem Leia później zakochuje się w Hanie, także książka nie opowiada tego na nowo. Jeszcze z ważniejszych i według mnie najlepszym wątkiem tej książki są rozmowy Lei z Bailem i Brehą. Leia przez większość książki ma lekki żal do rodziców, że nie chcą jej wciągnąć w Rebelię albo nie mówią jej o swoich planach i dlatego księżniczka często je krzyżuje (oczywiście przypadkowo). Z drugiej strony mamy rodziców troszczących się o swoją córkę i którzy zrobiliby dla niej wszystko. Naprawdę trochę brakuje mi takich przyziemnych wątków takich jak ten w “Star Wars”, bo ostatnio wszystko ma stawkę: ratowania galaktyki przed złem. Chyba ostatnia książka z Star Wars o relacji rodzice – dziecko to “Koniec i Początek”. Także...
Trochę się rozpisałem o historii, ale nie czuję żebym napisał jakieś większe spoilery. Mniejsza z tym książka podbudowuje nam również postać tytułowej bohaterki. Nie zmienia w drastyczny sposób jej historii, ale gdy czytamy tę książkę lepiej uświadamiamy sobie, dlaczego Leia w filmach zachowuje się tak, a nie inaczej. Chociażby scena “Nowej Nadziei”, w której rozmawia z Vaderem jak równa z równym, a nie próbuje walczyć albo czemu Leia odrzuca z początku Hana Solo. Mamy też tutaj “wyjaśnienie” skąd w księżniczce wzięła się całkiem spora niechęć wobec Imperium. Pewnie nie było to zbyt potrzebne postaci Lei, ale fajnie, że w końcu (w kanonie) ktoś wziął się za jej historie.
W samej “Księżniczce Alderaana” jest bardzo mało akcji. Tak naprawdę to nie ma jej w ogóle. Co bardzo pasuje do postaci Lei Organy. Wszystko tutaj opiera się na rozmowach z jej rówieśnikami, rodzicami oraz senatorami nie lubiącymi Imperium. Dodatkowo dużo rzeczy wynika tutaj z tego co Leia robi, a nie powinna robić. W książce są to np. “misje szpiegowskie” albo sprawdzanie dokumentów rodziców i Imperium przez tytułową bohaterkę, misje humanitarne, podczas których w Lei rodzi się empatią wobec pokrzywdzonych przez Imperium oraz szukanie luk w imperialnych przepisach. Dla lubiących akcję jest kilka scen, w których Leia razem z innymi wspina się po górach, lasach albo treningi stzreleckie z Kierem. Ktoś może też mi napisać, że marudziłem na mało akcji w trylogii o Padme, ale tam błagałem, aby coś się działo (oprócz przebierania ubrań kilkanaście razy na książkę). Tutaj przebierania nie ma tak dużo, a jeśli już to autorka poświęca na ubranie Lei kilka linijek tekstu. Więc jeśli ktoś liczy na jakieś bitwy Rebelii z Imperium to trochę się zawiedzie.
Muszę przyznać, że Claudia Gray ma jeden z tych stylów pisania, który powinien pasować wszystkich. Nie ma tutaj długich dialogów albo opisów, wspomniane wcześniej relacje między postaciami są dosyć “przyziemne”, postacie można polubić, czuć napięcie wtedy, gdy jest to potrzebne, a finał jest zazwyczaj satysfakcjonujący albo pasujący do całej opowieści (chociaż przy zakończeniu Leoxa w “Gasnącej Gwieździe” śmiechłem). Książkę przez to czyta się naprawdę szybko i tutaj się przyznam, że czytam 50 stron dziennie i jakoś nie czytam za szybko, ale lektura “Księżniczki Alderaana” zajmowała mi godzinę czasu. Zazwyczaj też miałem ochotę przeczytać więcej. Więc pewnie inni też powinni być zadowoleni z tej książki i stylu pisania Gray. W sumie nie trafiłem jeszcze na jej książkę, którą mógłbym nazwać w 100% słabą.
Wszystko co wcześniej napisałem składa się na to, że na ten moment jest to jedna z najlepszych opcji do wyboru, jeśli ktoś chce zacząć czytać książki z odległej galaktyki. Przede wszystkim znamy już główną bohaterkę i mniej więcej wiemy, jak potoczą się jej losy, styl pisania Gray jest naprawdę świetny oraz wątki, spośród których każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Nie mogę zapomnieć też tego, że do jej zrozumienia nie trzeba czytać innych książek z tego uniwersum. Co ciekawe, gdy sam zaczynałem czytać książki “Star Wars” to przy pytaniu “od czego zacząć?” dostawałem odpowiedzi, że od “Utraconych Gwiazd” od Claudii Gray (była to moja druga książka),czyli historia niejako zatoczyła koło. Gdybym miał napisać jakie książki na ten moment są najlepsze do rozpoczęcia czytania “Star Wars” to tak: “Leia Księżniczka Alderaan”, “Thrawn” (kilka dni temu premierę miał dodruk),“Światło Jedi” oraz “Dooku Stracony Dla Jedi”. To jednak taka mała dygresja i sugestia, bo te książki są najbardziej dostępne i mają najniższy próg wejścia (nie trzeba czytać innych książek, aby je zrozumieć).
Podsumowanie
“Leia Księżniczka Alderaana” to idealna książka na sam początek przygody z powieściami “Star Wars”, podbudowuje nam postać Lei oraz przybliża jej historię sprzed oryginalnej trylogii, sama historia oraz wątki są ciekawe i naprawdę warte poznania samemu (szczególnie relacje Lei z rodzicami i to do czego zdolne jest Imperium). Jednak z początku wydarzenia się po prostu dzieją bez większego ładu oraz jest dosyć mało akcji (nie wszystkim może się to podobać, ale warto mieć to na uwadze).
Cena okładkowa książki: 44,99 PLN, ale spokojnie można ją pewnie kupić o 20 złotych taniej.
Trzy Wyzwania Księżniczki
Jak wspominałem w tekście mangi to dosyć wierna adaptacja książki. Właściwie to odwzorowanie scen z książki jeden do jeden. Warto jednak zaznaczyć, że historia z mang urywa się razem z 16 rozdziałem książki, więc czytając książkę do tego rozdziału historia nie była dla mnie zaskoczeniem. Mimo wszystko znając te rozdziały książkę czytało mi się przyjemnie. Tutaj postawię najważniejsze pytanie: Czy warto przeczytać mangę, jeśli wcześniej przeczytałem/łam książkę? I na odwrót. Według mnie na te odwrotne pytanie znam odpowiedź, bo sam najpierw czytałem mangę i w tym wypadku warto sięgnąć po książkę, aby poznać zakończenie historii (a nie urwanej w połowie). Na pierwsze pytanie też odpowiem twierdząco. Dlaczego? Ponieważ możemy zobaczyć, jak wyglądają “komiksy” z Kraju Kwitnącej Wiśni, większość tekstu jest przetłumaczona podobnie (żeby nie napisać tak samo). Najważniejsze: warto dla samych rysunków, które (mimo skromnej palety barw - całych dwóch) potrafią wyglądać naprawdę świetnie, a dodatkowo widzimy jakie emocje w danej chwili odczuwały postacie (często nie opisywane albo pomijane w książce),jednak w mangach brakuje przemyśleń Lei na dany temat (albo treści z opisów w książce). Cena też nie jest jakaś wysoka (okładkowe): 32,99 PLN za mangę, a w sklepach internetowych o 10 złotych taniej. Naprawdę warto, przynajmniej pierwszy tom (mangi należy czytać od prawej do lewej).
Wstęp
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Leia Księżniczka Alderaana” od Claudii Gray to jedna z tych książek, na które polscy fani “Star Wars” musieli sobie trochę poczekać. Czyli długie 7 lat (szybciej od głównej książki dostaliśmy mangi na jej podstawie) - tutaj ciekawostka w oryginale na górze okładki jest napis “Wprowadzenia do filmu Ostatni Jedi”, a w Polsce: “Autorka bestsellerów New York Times”....
W tej książce poznajemy Leię z czasów przed wstąpieniem do Rebelii i dowiadujemy się, jak do niego doszło. Widzimy ją młodszą, bardziej naiwną, nieutwardzoną jeszcze przez wojnę, ale Claudia Gray daje jasno do zrozumienia, że potencjał robienia wielkich rzeczy był w Lei od zawsze, tak jak jej humor i bezczelna postawa wobec Imperium. Znamy jej dalsze losy, więc ostatnie zdanie książki boleśnie łapie za serce
W tej książce poznajemy Leię z czasów przed wstąpieniem do Rebelii i dowiadujemy się, jak do niego doszło. Widzimy ją młodszą, bardziej naiwną, nieutwardzoną jeszcze przez wojnę, ale Claudia Gray daje jasno do zrozumienia, że potencjał robienia wielkich rzeczy był w Lei od zawsze, tak jak jej humor i bezczelna postawa wobec Imperium. Znamy jej dalsze losy, więc ostatnie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to