Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności

Okładka książki Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności autorstwa Grace Blakeley
Okładka książki Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności autorstwa Grace Blakeley
Grace Blakeley Wydawnictwo: Post Factum reportaż
544 str. 9 godz. 4 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Vulture Capitalism. Corporate Crimes, Backdoor Bailouts, and the Death of Freedom
Data wydania:
2024-09-18
Data 1. wyd. pol.:
2024-09-18
Liczba stron:
544
Czas czytania
9 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382307788
Tłumacz:
Urszula Ruzik-Kulińska
WSZYSTKO, CO WIESZ O KAPITALIZMIE, TO KŁAMSTWA

Wolne rynki nie mają nic wspólnego z wolnością.

Rekordowe zyski korporacji nie przekładają się na zyski zwykłych ludzi.

A my wcale nie mamy prawa wyboru – to ktoś inny codziennie dokonuje wyborów za nas.

Grace Blakeley zabiera czytelnika na szczegółowo rozpisaną wycieczkę przez ponad wiek neoliberalnego planowania i subwencji przyznawanych spod stołu. Pokazuje, dlaczego współczesne kryzysy są zamierzone i prowokowane przez system kapitalistyczny. Wiedzie przez zbrodnie korporacji, polityczne uniki oraz ekonomiczne manipulacje, dzięki którym elity wyniosły na ołtarze globalny system „drapieżnego kapitalizmu” – planowe gospodarki kapitalistyczne przynoszące zyski korporacjom i skrajnym bogaczom kosztem pozostałych. Blakeley pokazuje jak demokratyzować gospodarkę, a nie tylko politykę, aby zapewnić wszystkim prawdziwą wolność.

Wnikliwa, powalająca i niezwykle aktualna. Drapieżny kapitalizm to książka, której potrzebujesz, aby zrozumieć, co dzieje się na świecie i dookoła ciebie, a także co możesz zrobić, aby to zmienić.
Średnia ocen
6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności

Średnia ocen
6,9 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności

avatar
81
14

Na półkach:

Grace Blakeley trafnie i bezlitośnie punktuje wszystko to co jest zepsute, skorumpowane i dwulicowe w kapitalizmie - czyli praktycznie wszystko.

Opisuje zarówno pod kątem teorii ekonomicznej jak i przykładów w prawdziwym świecie wiele mechanizmów budowania niesprawiedliwości, będących istotą kapitalizmu oraz neoliberalizmu.

Bawi, że niektórych bolą cytaty z Marksa, który był de facto EKONOMISTĄ i to ekstremalnie wpływowym na przestrzeni wieków. Niektórzy są zbyt przeżarci sloganami i od razu słysząc Marks widzą leninizm/maoizm/stalinizm, które z samym Marksem niewiele miały wspólnego.

Świetna książka, brutalna, prawdziwa, rzeczowa. Potrzebna, aby ukazywać niesprawiedliwości złego systemu, który nam wmówiono, że jest konieczny.

Grace Blakeley trafnie i bezlitośnie punktuje wszystko to co jest zepsute, skorumpowane i dwulicowe w kapitalizmie - czyli praktycznie wszystko.

Opisuje zarówno pod kątem teorii ekonomicznej jak i przykładów w prawdziwym świecie wiele mechanizmów budowania niesprawiedliwości, będących istotą kapitalizmu oraz neoliberalizmu.

Bawi, że niektórych bolą cytaty z Marksa, który...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
50
6

Na półkach:

Początkowa część książki dobra, sprawnie opisuje patologie kapitalizmu. Ale im dalej w las tym bardziej autorce pociąg odjeżdża, pisze zbyt tendencyjnie, o cytowaniu Lenina nie wspominając. Gdyby darowała sobie część z dziurawymi i naiwnymi postulatami to byłoby lepiej

Początkowa część książki dobra, sprawnie opisuje patologie kapitalizmu. Ale im dalej w las tym bardziej autorce pociąg odjeżdża, pisze zbyt tendencyjnie, o cytowaniu Lenina nie wspominając. Gdyby darowała sobie część z dziurawymi i naiwnymi postulatami to byłoby lepiej

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1526
156

Na półkach: , , ,

Od liceum uczy się nas, że gospodarka neoliberalna i kapitalizm to gwarancja dobrobytu, szans, wolności. Nie uczy się nas natomiast zadawać pytania, komu ta gospodarka służy i kto na niej korzysta? Książka zadaje za nas pytanie i udziela jakże smutnej odpowiedzi, bo oto okazuje się, że tzw. "wolny rynek" jest wolny tylko dla najbogatszych, którzy zdążyli skorzystać już na interwencjonizmie państwowym i drakońskich cłach dla konkurencji, aby uzyskać sobie prawo monopolisty, a teraz krzyczą, że Państwo nie powinno angażować się w rynek, bo to zagrażało by ich pozycji.
Książka rozprawia się z neoliberalizmem, kapitalizmem i wolnym rynkiem ukazując, że tak naprawdę tzw. "wolnym rynkiem" sterują najbogatsi, aby zyski płynęły do krajów rozwiniętych, kosztem tych wciąż rozwijających się, a wolny rynek jest dokładnie zaplanowanym mitem, na którym bogaci wygrywają.

Od liceum uczy się nas, że gospodarka neoliberalna i kapitalizm to gwarancja dobrobytu, szans, wolności. Nie uczy się nas natomiast zadawać pytania, komu ta gospodarka służy i kto na niej korzysta? Książka zadaje za nas pytanie i udziela jakże smutnej odpowiedzi, bo oto okazuje się, że tzw. "wolny rynek" jest wolny tylko dla najbogatszych, którzy zdążyli skorzystać już na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

102 użytkowników ma tytuł Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności na półkach głównych
  • 84
  • 18
20 użytkowników ma tytuł Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności na półkach dodatkowych
  • 7
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności

Czytelnicy Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności przeczytali również

Oddział chorych na Rosję. Opowieść o Rosjanach czasów putinizmu Jakub Benedyczak
Oddział chorych na Rosję. Opowieść o Rosjanach czasów putinizmu
Jakub Benedyczak
O książce jak i jej autorze dowiedziałem się z ciekawego artykułu pt. „Woda na młyn Putina” [nr 7/2026 r.] w tygodniku „Wprost”. Wynika z niego, że większość materiałów o sytuacji w Rosji, np. vlogerów kręcących filmiki na potrzeby internetu, szczególnie „Kanału Zero” jest kontrolowane m.in. przez rosyjskie służby jak FSB. Tekst nie jest długi i zawiera wypowiedzi autora „Oddziału chorych na Rosję”. Maria Wiernikowska dla „Kanału Zero” zrealizowała serię reportaży z Rosji. Na razie wyemitowano odcinek z Kaliningradu, który w mediach rozpętał burzę. Pełne półki w sklepach, nowoczesna Mo­skwa, olśniewające zabytki Sankt Pe­tersburga. Rozmowy ze „zwykłymi” Rosjanami o sytuacji w kraju, a nawet wojnie. To widzimy w relacjach polskich vlogerów i dziennikarzy, któ­rzy pojechali do Rosji. O tym, jak powstają ta­kie materiały, opowiada w podcaście „Rozmowa Wprost” DR KUBA BENEDYCZAK, analityk PISM. - To jest kontrolowane – zaznacza. Nie tylko Maria Wiernikowska z „Kanału Zero”, ale też kilku popularnych polskich vlogerów odwiedziło w ostatnich miesiącach Rosję. W ich materiałach widzimy pełne półki w sklepach, drogie samochody, nowoczesną Moskwę, słyszmy zachwyt nad zabytkami Sankt Petersburga. Za każdym razem twórcy tłumaczyli, że chcą obalić mity i stereotypy, po­kazać prawdziwe oblicze tego kraju, zwyczajnych Rosjan i ich codzienność. Pytanie jednak, gdzie postawić granicę między obiektywnym, podróżniczym lub dziennikarskim materiałem a takim, który jest wodą na młyn rosyjskiej propagandy. Odpowiedzi szuka w podcaście „Rozmowa Wprost” doktor Kuba Benedyczak, analityk PISM i autor książki „Oddział chorych na Rosję”. - Wiem, na jakie ustępstwa musieli pójść. Jak bardzo to, co pokazują, jest trochę jak wycieczka po Korei Północnej. Pokazują tylko to, na co dostali pozwolenie od smutnych pań i panów z FSB, od władz regionalnych, od pograniczników, którzy ich sprawdzają - zauważa Benedyczak. - Po części robią dobrą robotę w tym sensie, żebyśmy nie trak­towali Rosjan już kompletnie jako orków ludojadów, bo jednak tam żyją normalni ludzie, którzy płaczą, chorują, śmieją się. Ale w ten sposób normalizujemy też kraj, który w zeszłym roku dwu­krotnie nas zaatakował, stanowi dla nas zagrożenie - mówi dalej nasz gość. I podkreśla, że materiału, który pokazywałby praw­dziwą rosyjską rzeczywistość, nie da się zrealizować „w realiach półtotalitarnej Rosji”. Czego więc twórcy materiałów z Rosją nie pokazują? - Nikt nie pokazuje tego, że połowa ludności wiejskiej nie po­siada dostępu do normalnej toalety, że szkoły wyglądają jak z lat 60., sale się rozpadają, a w wielu miastach 50-tysięcznych nie ma karetek i szpitali. Jest mnóstwo wyludnionych wsi, na Syberii jest ogromny problem z alkoholizmem, a poziom HIV jest równy krajom afrykańskim, gdzie toczą się wojny - wymienia doktor Benedyczak. - Myślę, że (vlogerzy - przyp. red.) mogą udawać, że nie wie­dzieli o „ogonie” albo go nie zauważyli, ale nie wierzę w to, że nie byli tego świadomi - mówi dalej doktor Benedyczak. Stwierdza też, że wielu ujęć, które widzimy w materiałach, nie dałoby się zrealizować bez wiedzy służb. - Rosjanin DOSKONALE WIE, w jakim kraju żyje, nawet jeśli tego głośno nie powie. On tak po prostu Polakowi z kamerą, obywatelowi jednego z najbardziej wrogich państw NATO, bo to słyszy Rosjanin co­dziennie w telewizji, nie pozwoli wsiąść do swojej ciężarówki, pojeździć po mieście i porozmawiać. To jest kontrolowane. „Gorzej niż za Stalina" Nasz gość tłumaczy również, że poruszanie się po Rosji nie jest tak proste, jak wynika to z niektórych materiałów. Podobnie pro­blematyczne może być zdobycie pozwolenia na wjazd. O tym, jak trudno jest pracować w Rosji przedstawicielom mediów, świadczy jego zdaniem choćby to, ilu zostało w Moskwie korespondentów. Zauważał, że w tej kwestii jest dzisiaj „gorzej niż w czasach sta­linowskich” a w Moskwie pracuje jedynie korespondent BBC. - To nie są błahe rzeczy, że ktoś po prostu pojedzie i powiemy, że będzie pokazywał inny obraz Rosji. Bo Krzysztof Stanowski sobie wymyśli, że to jest nisza, którą wyeksploatuje tak samo jak reklamę podpasek - ocenia doktor Benedyczak. - Prawdopo­dobnie Rosja nie cofnie się przed atakami wobec Polski, jesteśmy doskonałym przykładem, żeby pokazywać krajom europejskim, że jak będą nadal pomagać Ukrainie, to takie hale jak przy Mary- wilskiej będą płonąć, być może będą ginąć ludzie. Ekspert przestrzega również tych, którzy mogą chcieć pójść w ślady podróżników jeżdżących do Rosji. - Dwa, trzy razy może się udać, a za piątym razem już nie - ostrzega. - Trafi się na zbyt nadgorliwego pracownika służb albo ktoś we władzach uzna, że warto mieć kolejnych pięciu Polaków w więzieniach, którzy będą przetrzymywani. To jest ryzyko. [Tekst: PIOTR BAREJKA] zapraszam na blog: tesinblog.wordpress.com
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na82 miesiące temu
Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem Anne Applebaum
Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem
Anne Applebaum
Tłumaczenie książki ukazało się we wrześniu 2024 roku, czyli niespełna dwa lata temu, a w międzyczasie status trzech opisywanych w książce krajów uległ zmianie: Syria- zakończyła się wojna domowa, w Wenezeuli Maduro został porwany, a w Iranie umocnił się nowy przywódca, a Iran w zasadzie wygrał wojnę, którą USA kilkukrotnie już ogłaszało za wygraną. Na przestrzeni niecałego roku dwukrotnie USA na wiele lat miało zatrzymać rozwój irańskich mocy militarnych. Ameryka osunęła się w wewnętrzny chaos, a Ukraina z kraju w mocnej defensywie stopniowo przechodzi do ofensywy nie tylko w wojnie, ale również w eksporcie swojej technologii. Niemniej jednak analizy autorki są bardzo cenne, obraz świata i wizja przemian po 89 roku była mocno niepełna i nazbyt optymistyczna, gdyż pomijano aspekt militarny i wyścig zbrojeń, który oba bloki po dwóch stronach żelaznej kurtyny trzymał w szachu. Wraz ze zniknięciem dychotomicznego podziału świata zmieniła się znacząco dynamika, układ sił i podczas gdy Zachód żywił się uproszczoną ideologią końca historii, pozostałe kraje budowały swoje alternatywne systemy polityczne, gospodarcze, często na brudnym styku biznesu i polityki. Autorka mówi wprost, nie mamy do czynienia z jakimś przełomem, ale bardziej z końcem ślepoty i przymykania oczu na patologie systemu. Bardzo przydatna, potrzebna i otwierająca oczy lektura. Polecam.
Jacek Kafel - awatar Jacek Kafel
ocenił na629 dni temu
Doskonałe państwo policyjne. Wyprawa w głąb chińskiej inwigilacyjnej dystopii Geoffrey Cain
Doskonałe państwo policyjne. Wyprawa w głąb chińskiej inwigilacyjnej dystopii
Geoffrey Cain
(2021) [The Perfect Police State: An Undercover Odyssey into China’s Terryfying Surveillance Dystopia of the Future] „Niniejsza książka opowiada o tym [co dzieje się w Sinciangu], jak region ten stał się najbardziej zaawansowaną technologicznie inwigilacyjną dystopią na świecie – o tym, jak doszło do »Sytuacji«* i jaki może mieć ona wpływ na naszą przyszłość w epoce szybkiego rozwoju SI, algorytmów rozpoznawania twarzy, monitoringu i innych nowoczesnych technologii [służących analizom ogromnych zbiorów danych (Big Data),śledzeniu kontaktów, transakcji, wyborów konsumenckich, cenzurze]” (str. 17). „W latach 2014-2016 działania antyterrorystyczne w Chinach drastycznie się wzmogły. Rząd sięgnął po stare, sprawdzone metody – policyjną brutalność i »sąsiedzką czujność« […]. W odczuciu władz wciąż było to jednak za mało, aby w pełni rozprawić się z groźbą terroryzmu. W 2016 roku na czele regionalnych władz stanął autorytarny polityk Chen Quanguo, który został sekretarzem partii komunistycznej w Sinciangu [a przedtem piastował to samo stanowisko w Tybetańskim Regionie Autonomicznym]. To on zadecydował o zastosowaniu nowoczesnych technologii do monitorowania i kontroli ludności. Wykorzystując wielkie bazy danych, wprowadził program prewencji policyjnej umożliwiający zatrzymanie podejrzanego, który według SI dopiero miał popełnić przestępstwo [!]. Utworzył też setki obozów koncentracyjnych, w oficjalnej nomenklaturze nazywanych »zakładami przetrzymywania tymczasowego«, »zakładami szkolenia zawodowego« albo »zakładami reedukacji«. Do końca roku 2017 znalazło się w nich półtora z 11 milionów zamieszkujących Chiny Ujgurów. Celem chińskich władz było wymazanie tożsamości, kultury i historii narodu ujgurskiego i całkowita asymilacja liczonej w milionach mniejszości etnicznej. […] I tak właśnie Chiny stworzyły doskonałe państwo policyjne” (str. 18-19)**. „[…] założenie, […] że metody inwigilacji wypróbowane w Sinciangu nigdy się nie rozpowszechnią w większej części globu – trąci naiwnym optymizmem” (str. 364). __________________________ * „W regionie Sinciang w zachodnich Chinach ludzie nazywają swoją dystopijną rzeczywistość »Sytuacją«” (str. 13). ** „Chiny nie zamierzały tolerować buntowniczej i niespokojnej natury mieszkańców regionu. Dlatego stał się on oczywistym wyborem, gdy władze zaczęły szukać poligonu doświadczalnego dla państwowego systemu inwigilacji” (str. 117-118). Dziedzictwo dzikich ludów stepu, spotęgowane naukami islamu oraz obcość etniczna – to kombinacja nad wyraz niepożądana przez gremium KPCh. • Skrupulatne dziennikarskie śledztwo i trafna analiza sytuacji. Przeczytamy tu o represjach, jakie spotykają Ujgurów, oraz nowych technologiach, które w połączeniu z praktykami XX-wiecznych totalitaryzmów stopniowo prowadzą do realizacji marzenia o monoetnicznych Chinach i wszechwładzy reżimu, posiadającego pełną kontrolę nad swoimi obywatelami. Czyta się dobrze, bez większych zgrzytów. Niestety, jako Amerykanin Geoffrey Cain (1986) ma bardzo szczątkowe pojęcie o geografii i historii – mimo zaangażowania w zgłębiany temat, umykają mu zupełnie podstawowe informacje i niuanse, przez co prowadzi czytelnika na niewłaściwe tory. Być może swoje dołożył miejscami tłumacz (Grzegorz Gajek) – fakt, że nie zdecydował się na żadną uwagę, sugeruje podobny stan wiedzy. W kilkunastu miejscach przydałyby się merytoryczne poprawki lub przypisy. Nie ma to wielkiego wpływu na wymowę książki, ale obniża jej walor edukacyjny. Przymykając oko na wtopy kojarzące się z pośpiesznie kleconym wypracowaniem, można dać książce Caina 7/10. Zabrakło wątku dyskryminacji językowej i wpływu chińskiej popkultury. • Póki co tzw. System Zaufania Społecznego (Social Credit System) jest rozproszony na poziomie prowincji, miast i konkretnych branż (np. finansowej),ale nie jest wykluczone, że bazując na już istniejącej infrastrukturze i technologii doprowadzi do iście dystopicznego monitoringu obejmującego większość chińskiej populacji. Fakt, że można zostać osadzonym bez procesu, trafić przymusowo do fabryki Nike i kleić buty, które trafią na eksport, albo pracować niewolniczo na polach bawełny – jest absurdalną powtórką rodem z poprzednich stuleci (XIX i XX). Predykcja (odpowiednik prewencji) – system zapobiega protozbrodniom (jeszcze niedokonanym, ale spodziewanym – nie zawsze słusznie). Od razu staje przed oczami ekranizacja Raportu mniejszości [Minority Report] (2002) Dicka, przywoływana zresztą przez Caina, który wprawdzie nie ma zbyt szerokiej wiedzy na zagadnienia etnograficzne, ale filmy hollywoodzkie zna*. Poza tym cyfrowa cenzura, analiza tendencji społecznych oparta na danych gromadzonych przez prywatne przedsiębiorstwa, monitorowanie mobilności i brak prywatności, zerowa anonimowość, śledzenie każdego kroku, każdego połączenia, postu i wiadomości tekstowej. __________________________ * Masę też ma typowo amerykańską. Książka pisana z myślą o odbiorcy rodzimym (odwołanie do anglofońskiego kręgu językowego bez zrozumienia dla sytuacji na Wyspach Brytyjskich; porównanie do powierzchni Teksasu; do piłki do futbolu amerykańskiego; odwołania polityczne – czytelne z uwagi na światowy wpływ USA, omawiany w codziennych programach informacyjnych). • Losy zaradnego Ujgura „Polata” (pseudonim) możemy prześledzić w Kamieniach wróżebnych Petera Hesslera (2006),a informacje wstępne o kolonizacji Ujgurystanu polski czytelnik znajdzie w dwóch rozdziałach Zakazanych wrót Tiziano Terzaniego (1984). Nieco świeższe spojrzenie oferuje doktor Michał Lubina w Chińskim obwarzanku (2023),a trzy lata przed publikacją Caina ukazała się książka Kaia Strittmattera Chiny 5.0, opowiadająca o budowie nowoczesnego systemu inwigilacji w ChRL. Chiny 5.0. Jak powstaje cyfrowa dyktatura (Die Neuerfindung der Diktatur – Wie China den digitalen Überwachungsstaat aufbaut und uns damit herausfordert, 2018, wyd. pol. 2020) wyszła na rynku polskim tuż przed książka Amerykanina, operuje tymi samymi danymi i przykładami. Dziś, kiedy rozwój AI ruszył z kopyta, problemy sygnalizowane przez niemieckiego dziennikarza (1965) stają się coraz pilniejsze. Mimo ośmiu lat jakie minęły od publikacji, nie zdezaktualizowała się – wręcz przeciwnie, autor prawidłowo wypunktował założenia reżimu i kierunek jaki obrała ChRL pod sterami Xi Jinpinga. Szybkie tempo narracji, duża dawka danych liczbowych, obserwacji i przemyśleń – tworzą wartościową publicystykę polityczną, obnażającą zamordystyczne praktyki chińskiej monopartii, która w oparciu o nowe technologie, zaczyna tworzyć system zaskakująco podobny do rozwiązań z realiów Paradyzji (1984) czy Limes Inferior (1982) Janusza A. Zajdla*. Strittmatter, krok po kroku zwraca naszą uwagę na rozwiązania, które sygnalizują, jak w niedalekiej przyszłości i my możemy stracić prywatność, dotychczasową swobodę i anonimowość**. Po prostu: cyberpunk po chińsku. _________________________ * Których Cain oczywiście nie zna, podobnie jak książki Zamiatina (Мы, 1920-21). Stale odwołuje się do Orwella, rzadziej pisze o Nowym wspaniałym świecie Huxleya (1932). W kontekście cyfrowego charakteru inwigilacji i systemu zaufania społecznego, literatura oferuje ciekawsze prognozy niż Orwell, odwołujący się do swoich czasów. Orwell jest XX-wieczny, zmarły przedwcześnie Janusz A. Zajdel (1938-1985),inspirujący się jego twórczością, wybiegał myślami nieco dalej. ** Właściwie już tracimy. A to co wydarzyło w ostatnim czasie w pracach nad AI, zmienia reguły gry. W zasadzie wszystkie rozwiązania z filmów science fiction, takie jak rozpoznawanie głosu (i odtwarzanie jego brzmienia),przekształcanie na tekst, automatyczne tłumaczenie na dowolny język, czy płynna rozmowa z komputerem, który jak Hal 9000 imituje logiczne myślenie – weszły do użytku za mojego życia (rocznik ’87). Grafiki i filmy AI kreujące realistyczne postacie – to Matrix w czystej postaci. „Jesteśmy bardzo do tyłu. Jeśli chodzi o opracowanie odpowiedzialnych sposobów na zarządzanie technologią, która stała się w naszym życiu tak wszechobecna, że często nie zwracamy już na nią uwagi” (str. 364). Cain i Strittmatter skłaniają do identycznych pytań: kiedy, i w jakim stopniu podzielimy los inwigilowanych obywateli ChRL?; jak możemy się przed tym ustrzec, jakie regulacje cywilno-prawne powinny zostać uchwalone przed upowszechnieniem nowych rozwiązań?; czy nie przespaliśmy przełomowego momentu, czy nie jest już za późno? • „– Kochaj kraj swój, kochaj Partię […]” (str. 27). „Kochajmy naszego przewodniczącego Xi Jinpinga! Kochamy Komunistyczną Partię Chin!” (str. 239). Wymuszona deklaracja, która padła podczas procesu Gulbahar Haitiwaji, Ujgurki osadzonej w obozie reedukacji – „[…] zawsze będę kochała Chiny”* – brzmi podobnie jak podtytuł książki Piotra Bernardyna z 2022: Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny. Opresyjna miłość pragmatycznej Partii, egzekwująca uczucia gwałtem i represjami, konsekwentnie umacniająca przestarzały reżim, ma do tego teraz nowe narzędzia oraz sztuczną inteligencję rodem z futurystycznych dystopii. Ta polityka ma również drugą stronę medalu, wpisaną w fałszywość i dwulicowość reżimu, który poprzez działania subtelniejsze niż makabryczne ludobójstwo, stara się obniżyć dzietność i wchłonąć Ujgurów, tak aby maksymalnie pomniejszyć ich liczbę. Chiny marzeń Xi Jinpinga to kraj monoetniczny i jednorodny kulturowo. Europejczykowi kojarzy się to jak najgorzej z nazistowskimi planami III Rzeszy i inżynierią społeczną Związku Sowieckiego**. __________________________ * Rozenn Morgat, Gulbahar Haitiwaji, Ocalała z chińskiego gułagu, Warszawa 2022. (Historia Haitiwaji jest przykładem tego, że do obozów trafiają także osoby bierne politycznie, w przepadku których obciążającym jest sam fakt życia poza granicami kraju). ** The Uyghurs Tragedy: Inside China's quiet Genocide | Investigate Asia [2025] https://www.youtube.com/watch?v=dPvfORR_qSQ • UWAGI MERYTORYCZNE (2024, tłum. Grzegorz Gajek): Str. 24 – „[…] region zamieszkały głównie przez muzułmanów […]” – już nie, skoro w chwili pisania książki Chińczyków było tyle samo co Ujgurów*, nawet wliczając w to muzułmańską mniejszość Hui. Str. 31 – „W latach po zamachu z 11 września [2001] obserwowałem, jak Chiny, […] zaczynają powoli sięgać na zachód poprzez region zwany Sinciangiem” – można by rzec, że Chiny robią to od stuleci… Str. 32 – „Ujgurzy należą do grupy ludów turkijskich i mają wspólne korzenie z założycielami Kazachstanu, Kirgistanu, Azerbejdżanu i trzech innych państw” – założycielami trzech wymienionych byli Sowieci. Przy takiej narracji lepiej byłoby mówić o tworach sprzed ekspansji carskiej Rosji, np. Chanatach Buchary, Kokandu i Chiwy. Poza tym, ciężko oddalić myśl, że jako Amerykanin autor nie ma bladego pojęcia o historii i geografii. O tym, że większość Azerów mieszka w Iranie, na terenie Azerbejdżanu Południowego (vel Irańskiego, od 15 do 30 milionów; w niepodległym Azerbejdżanie żyje 9,5 miliona) i że ogromna część rosyjskiego Powołża oraz Syberii zamieszkana jest przez ludy tureckie, takie jak Tatarzy, Baszkirzy, Jakuci, Ałtajczycy czy Tuwińcy... Str. 33 – „[…] ludy te wywędrowały ze stepów Syberii i Azji Centralnej i zeszły do Eurazji” – może „rozpierzchły się po Eurazji”? Rozeszły na wszystkie strony świata, opuszczając mityczny Turan, kolebkę ludów turkijskich? Tak Syberia jak i Azja Centralna znajdują się w Eurazji… Str. 57 – „Miłuj prezydenta Xi Jinpinga” (przewodniczącego). W jednym z przypisów znajdziemy informację, że ChRL używa w angielskich komunikatach terminu „prezydent”, i najwyraźniej niektórym się to fałszowanie rzeczywistości udziela. Str. 230 – „Mao ogłosił rewolucję kulturalną […] – narodził się kult jednostki” – rewolucja kulturalna stanowi apogeum kultu jednostki w ChRL, a nie jej początek. Ten wystartował jeszcze przed ustanowieniem komunistycznych Chin, a zyskał na sile szczególnie podczas Wielkiego Skoku Naprzód (1958–1962). Str. 136 – „W zamożnej niegdyś Eurazji również rozgorzały wojny, fanatyzm religijny, a region popadł w ruinę” – Eurazja to ogromny kontynent, a nie jakiś konkretny region (jak np. Azja Centralna, Bliski bądź Daleki Wschód itd.). Na terenie Eurazji, na przestrzeni tysiącleci, powstało kilka kręgów cywilizacyjnych, którym powodziło się z różnym szczęściem, gorsza sytuacja w jednym z nich nie musiała odbijać się na innych… Co autor miał na myśli? Str. 230 – Tybet „[…] zwany czasem »dachem świata« ze względu na masyw Himalajów […]” – bardziej z uwagi na fakt, że Płaskowyż Tybetański jest najwyższym terenem na Ziemi (przejął to miano po Pamirze). Str. 238 – „[…] do celi o powierzchni 30 metrów kwadratowych, czyli rozmiarów nie za dużego salonu” – ciekawe czy Geoffrey zdaje sobie sprawę, że mieszkania wielu ludzi liczą mniej, lub mają niewiele więcej… Amerykański punkt widzenia, oderwany od europejskich standardów. Str. 317 – „Ludzie pochodzenia turkijskiego nazywają go Atatürk, co znaczy »ojciec Turków«” – zdanie brzmi tak, jakby Atatürk był tytułem honorowym, przydomkiem, istotnym dla całej panturkijskiej społeczności. Fakty są takie, że jest to nazwisko, które Mustafa Kemal wybrał sobie sam, po części kierowany pychą, po trosze dlatego, że jak można domniemywać, chciał zapisać się w historii jako mąż narodu, symbol – co z resztą mu się udało, i choć Turcja odeszła w pewnym stopniu od jego ideałów, wciąż funkcjonuje jako tamtejszy Piłsudski. Autor nie rozumie, że jego bohaterka, marząc o niepodległym Turkiestanie Wschodnim, odwołuje się myślami do Republiki Tureckiej jako nowoczesnego, sprawnego państwa wymodelowanego na wzorzec zachodni. Postrzega Atatürka nie tyle jako jakiegoś lidera Wielkiego Turanu, ale światłego człowieka, który trzeźwo zerwał z przeszłością, budując nową Turcję na miarę swoich czasów, zdolną współistnieć z sąsiadami i prowadzić z nimi dyplomatyczny dialog. Tego, który uleczył „chorego człowieka Europy” i skierował jego oczy na Zachód. „Kemal jako pierwszy przywódca w świecie islamu dokonał oddzielenia prawa islamskiego od świeckiego, co uczynił 4 października 1926 roku wprowadzając wzorowany na szwajcarskim kodeks cywilny, w którym prawa kobiet i mężczyzn w sprawach takich jak dziedziczenie i rozwód zostały zrównane. Okres jego rządów był też okresem rozwoju kultury tureckiej. Sam Kemal uważał, że »kultura jest podstawą Republiki Tureckiej«. W 1927 roku otworzył Muzeum Sztuki i Rzeźby, w którym znalazł się szereg rzeźb, które dotychczas w islamskiej Turcji były wykonywane bardzo rzadko (w islamie były one uważane za bałwochwalstwo). W połowie lat 20. przeprowadził dalszą reformę edukacyjną, która zakładała upaństwowienie szkół. W ramach dalszej europeizacji wprowadził kalendarz gregoriański, alfabet łaciński, przeprowadził reformę języka tureckiego, usuwającą z niego słowa pochodzenia arabskiego i wprowadził nazwiska. Sam wybrał dla siebie nazwisko: »Atatürk«, czyli »Ojciec Turków«, którego nie wolno było nosić żadnemu innemu Turkowi” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mustafa_Kemal_Atat%C3%Bcrk). Współczesna Turcja rości sobie prawo do roli lidera państw turkijskich, i stawia się jako wzorzec. Stąd też jej zażyłość z bratnim Azerbejdżanem i wsparcie w likwidacji ormiańskiej republiki Górskiego Karabachu. Str. 363-364 – na liście dystopii (a właściwie antyutopii) zabrakło klasycznej powieści My Zamiatina (1920-21),napisanej przez Rokiem 1984 (1949) i Nowym wspaniałym światem (1932). Str. 384 – „[…] prodemokratyczne powstanie na placu Tiananmen w czerwcu 1989” – nie powstanie, a pokojowy protest, brutalnie stłumiony przez reżim. Str. 387 – „[…] »turkijskiego świata«, którego oazy, step i góry ciągną się od zachodnich Chin przez Azję Środkową i obszar pomiędzy Morzem Kaspijskim a Morzem Czarnym aż po Turcję” – ludy tureckie zamieszkują również Syberię i Powołże. Autor nie ma o tym najwyraźniej pojęcia, nie wie, że na terenie FR, w jej europejskiej części, znajduje się Tatarstan i Baszkiria, a za Uralem Tuwa (dawny Urianchaj) i Jakucja (Republika Sacha, największa na świecie jednostka terytorialna obejmująca 3 083 523 km² – co odpowiada prawie dziesięciokrotnej powierzchni Polski),oraz szereg innych terenów zamieszkałych przez ludy turkijskie. UWAGI TECHNICZNE I WARSZTATOWE: W cytacie z Kirkus, po wewnętrznej stronie okładki, po opuszczonym fragmencie tekstu, oznaczonym wielokropkiem w nawiasie kwadratowym – powinna być kropka; str. 84 – stu procentową (stuprocentową); str. 102 – proroka (tu: guru, mistyka); str. 178 – tracie (trakcie); str. 203 – 2 x informacja o tworzeniu profili genetycznych Ujgurów i Kazachów; str. 206 – czytamy o „[…] najważniejszych mniejszościach etnicznych w Chinach: Ujgurach, Kazachach i Kirgizach” – co stanowi o ich kluczowości?, wedle jakiego kryterium dokonano tego wartościowania?; str. 213 – doświadczeniu (doświadczenie); str. 267 – „star-” i „tup” – niewłaściwe rozbicie przy przeniesieniu do kolejnego wersu (błąd zecerski); str. 305 – „Cały ten rok, od końca 2016 do 2017 roku […]” – no to nie rok, tylko kilka miesięcy (cały ten czas?); str. 320 – „Krążyły plotki, że Huawei – firma nie tylko […]” (Krążyły plotki, że firma Huawei – nie tylko…); str. 340 – „łamanie i nadużywanie praw człowieka” – nadużywanie!?; str. 342 – „spół-” i „ek” (błąd zecerski); str. 349 – władzy (władze); __________________________ * Wedle danych z roku 2000, na osiem milionów Ujgurów przypadało osiem milionów Chińczyków: Stanley Toops, Demographics and Development in Xinjiang after 1949. East-West Center, 2004 (https://web.archive.org/web/20070716193518/http://www.eastwestcenter.org/fileadmin/stored/pdfs/EWCWwp001.pdf).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na78 dni temu
Bratobójczy ogień. Jak Izrael stał się swoim własnym wrogiem i czy jest nadzieja na przyszłość Ami Ayalon
Bratobójczy ogień. Jak Izrael stał się swoim własnym wrogiem i czy jest nadzieja na przyszłość
Ami Ayalon
„Bratobójczy ogień” to książka kontrowersyjna i wymagająca. Jest zasadniczo pro-izraelska w sensie troski o przyszłość Izraela, ale jednocześnie wyraźnie krytyczna wobec polityki tego państwa i opowiadająca się za rozwiązaniem dwupaństwowym. Autor pokazuje, jak – w jego opinii – niektóre decyzje izraelskich polityków okazały się szkodliwe dla bezpieczeństwa kraju. Argumentuje przy tym, że Izrael nie może osiągnąć trwałego bezpieczeństwa bez politycznego rozwiązania konfliktu z Palestyńczykami. Książka jest o tyle interesująca, że prezentuje punkt widzenia insidera izraelskiego systemu bezpieczeństwa. Połączenie autobiografii, reportażu i analizy politycznej sprawia, że całość czyta się szybko i z dużym zainteresowaniem. Szczególnie podobały mi się wspomnienia autora z czasów, gdy był komandosem – szkoda, że było ich tak niewiele, choć rozumiem, że nie to było głównym zamysłem książki. Te fragmenty pełnią raczej funkcję tła, tzn. pokazują doświadczenia, które ukształtowały autora i doprowadziły go do momentu, w którym formułuje dziś (książka wydana w 2020, u nas w 2024) swoje poglądy. Jest to na pewno ciekawa próba zrozumienia obu stron konfliktu izraelsko-palestyńskiego – zarówno z perspektywy Izraelczyków, jak i Palestyńczyków. Mimo tych zalet nie obyło się bez zgrzytów. Należy zastanowić się, czy autor – były komandos, admirał marynarki, szef służby bezpieczeństwa i polityk – nie próbuje manipulować czytelnikiem, by w pewnym sensie rozliczyć się ze swoją przeszłością i częściowo ją wybielić. Jego kariera była związana z bardzo trudnymi decyzjami i działaniami, które z definicji nie są „niewinne”. Zaskoczyło mnie również jedno ze stwierdzeń z pierwszego rozdziału dotyczące historii jego rodziny. Autor pisze tam, że „w Rumunii antysemityzm był słabszy niż w innych krajach Europy Wschodniej”. Ten fragment wzbudził u mnie spory sceptycyzm. Zarówno Polacy, jak i Żydzi doświadczyli ogromnych krzywd przede wszystkim ze strony hitlerowskich Niemiec, a przed wojną Polska była jednym z krajów Europy z największą społecznością żydowską i długą tradycją współistnienia obu narodów. Dlatego zdanie autora wydało mi się co najmniej dyskusyjne – zwłaszcza że wypowiada je człowiek, po którym z racji pełnionych funkcji można by oczekiwać dużej świadomości historycznej. Ze wskazanych powyżej powodów nie można więc przyjąć tej książki całkowicie bezkrytycznie. Mimo tych zastrzeżeń jest to ksiązka skłaniająca do refleksji, pokazująca konflikt izraelsko-palestyński z perspektywy człowieka, który przez lata znajdował się w samym centrum izraelskiego systemu bezpieczeństwa.
pochłaniacz - awatar pochłaniacz
ocenił na61 miesiąc temu
Wojna o minerały. Jak surowce strategiczne decydują o naszej przyszłości energetycznej Ernest Scheyder
Wojna o minerały. Jak surowce strategiczne decydują o naszej przyszłości energetycznej
Ernest Scheyder
Amerykański dziennikarz zastanawia się nad dylematem: co zrobić kiedy potrzebujemy zasobów do transformacji energetycznej, ale ich wydobycie stanowi zagrożenie dla przyrody oraz lokalnych społeczności. Na czoło wysuwają się lit i miedź, jako te metale, które są najbardziej potrzebne w transformacji. Co ciekawe, Scheyder rozpatruje głównie kwestię zakładania zakładów przemysłowych na terenie USA, aby te ostatnie mogły się w kwestii dostaw uniezależnić od innych krajów. Oznacza to jednak walkę - często długofalową - z legislacją i protestami ekologów oraz ludności rdzennej, sprzeciwiającymi się wydawaniu ich terenów na pożarcie przemysłowi. Wybór jak między dżumą a cholerą, zwłaszcza jeśli posłużymy się argumentem, że tak naprawdę niszczymy przyrodę w niektórych miejscach po to, żeby “powstrzymać zmiany klimatyczne”. Tylko czy faktycznie tak jest? Długo omawiany jest tu rozwój jakichś przedsiębiorstw i technologii, włącznie z życiorysami ich właścicieli, co średnio mnie interesowało. Niby znalazło się miejsce dla przedstawienia punktu widzenia tych, którzy są przeciwni kopalniom, ale Scheyder poświęca im mało uwagi, a gros książki zajmuje pokazanie jak to wygląda z perspektywy przemysłu, pełnego “dobrych chęci”, ale któremu ciągle rzucane są kłody pod nogi. Tymczasem aktywiści jakoś dziwnym trafem pokazywani są w pejoratywnym świetle - a to klasycznie wypomina się im hipokryzję, bo jeżdżą samochodami i korzystają z komórek, a to sugeruje, że za odpowiednią ilość kasy sprzedaliby swoją ziemię, albo przedstawia ich jako radykałów i oszołomów. Nie jest to napisane wprost, ale można wyczytać to między wierszami, w jakichś kąśliwych komentarzach, typu “(...) przekonywał X, co brzmiało jakby chciał nagiąć prawdę”. W odniesieniu natomiast do dwulicowych polityków lub przedsiębiorstw, które obiecują złote góry, a potem te obietnice łamią - jakoś nie ma wymogów bycia krystalicznie czystymi. Wręcz przeciwnie - tu zawsze rozprawia się o “niezbędnych kompromisach” i leje krokodyle łzy nad dziećmi w Kongo. W moim odczuciu "Wojna o minerały" to reportaż o ludziach, którzy przede wszystkim chcą zbić kapitał na zmianach klimatycznych, a w drugim rzędzie o ludziach, którzy chcą zjeść ciastko i mieć ciastko. Ci drudzy to politycy, obiecujący Bogu świeczkę, a diabłu ogarek - z jednej strony obietnice transformacji energetycznej, do której potrzeba inwestycji w coraz to nowe sektory gospodarki, a z drugiej obiecywanie ludziom, że przyroda nie ucierpi. A ci pierwsi to, cóż, wszyscy ci, którzy szermują frazesami o ratowaniu planety, jakich jest pełno w tej książce, tyle tylko że to, co robią generuje nowe problemy. Kluczowy jest w tej książce brak zrozumienia tego, że nic nie “uratuje planety” jeśli nie zaczniemy ograniczać konsumpcji i wydatkowania energii. (Nie, wypuszczanie na rynek większej ilości samochodów NIE JEST sposobem na kryzys klimatyczny. Nieważne, czy spalinowych, czy elektrycznych. ). Poza tym walka ze zmianami klimatycznymi wymaga o wiele więcej, niż tylko zmniejszenia emisji, w tym ochrony bioróżnorodności. Co oczywiście jest pomijane w tej książce. To są klasyczne błędy popełniane w debacie o katastrofie klimatycznej. Wreszcie, nikt w tym reportażu nie potrafi przyznać, że nie chodzi tak naprawdę o “ratowanie planety” - bo planeta sobie poradzi - tylko o ratowanie naszego gatunku, którego przyszłość jest zagrożona. Myślę, że gdyby tak sformułować ten problem, wyglądałoby to inaczej, prawda? Ale ludzie wolą wycierać sobie usta “ratowaniem planety”, tak jakbyśmy nie byli jej częścią i jakby człowiek robił tym planecie jakąś przysługę… Zresztą jeśli narrację konstruuje się na zasadzie przeciwstawienia arcyważnych potrzeb człowieka, inwestycji za miliony monet, mającej “ratować klimat” - jakiejś roślince albo krajobrazowi, to odpowiedź jest oczywista, prawda? “Wojna o minerały” stanowi zbiór różnych historii i życiorysów, a nie kompleksowe omówienie kontrowersji wokół pozyskiwania litu i miedzi. Konstrukcja książki jest chaotyczna, autor przeskakuje między różnymi lokacjami i historiami nie wiadomo jakim kluczem, np. wiele razy przewija się tu Tesla, jako firma, której powinno zależeć na pozyskaniu litu, ale w końcu nie wiadomo czy się z kimś ugadali w tej sprawie. Brak tu jakiegoś pomysłu na jakieś uporządkowanie podejmowanych wątków. W epilogu spodziewałabym się jednak jakiegoś podsumowania, konkluzji wynikających z tych wszystkich historii przedstawionych w tym reportażu, ale niestety tego nie ma. Jak zwykle - dobrej odpowiedzi brak, co może jest najbardziej wymowną odpowiedzią właśnie. Pewnie to dobrze (dla reportażu),że autor unika zajęcia jasnego stanowiska, ale gorzej dla dylematu, jaki ludzkość musi rozstrzygnąć. Nie ma także odpowiedzi co wyniknęło z tych spraw opisanych w książce. Ochrona środowiska traktowana jest przez rządy jak gorący kartofel, nietrudno zauważyć, że decyzje w tych sprawach są zmienne jak chorągiewka na wietrze, bo mówiąc wprost, zależą od kaprysów tego, kto aktualnie zasiada w Białym Domu. Ogólnie za dużo w tej książce jest szczegółowego omawiania bieżących politycznych wątków i biznesowych gierek, głównie jakie miały miejsce za prezydentury Bidena i Trumpa (pierwszej). Naraża to tę pozycję na bardzo krótki żywot i dezaktualizację - czytając zastanawiałam się, jak teraz wyglądają sprawy opisywane przez Scheydera.
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na61 miesiąc temu
Przepyszne trucizny. Od przypraw do narkotyków Noah Whiteman
Przepyszne trucizny. Od przypraw do narkotyków
Noah Whiteman
Czy sięgając beztrosko po poranną kawkę ☕️ lub doprawiając potrawę ostrą papryczką chili 🌶 zastanawialiście się kiedyś nad prawdziwą naturą substancji, które niemalże na co dzień wykorzystujecie w swojej kuchni bądź apteczce❓️🤔 Czy przeszło Wam przez myśl, że te pozornie niewinne składniki nie powstały po to, aby ułatwiać i urozmaicać nam życie? 🙅‍♀️ Na prawdziwe przeznaczenie naturalnych tøksyn, w swojej książce "Przepyszne třucïzny. Od przypraw do n@rkøtyków", baczną uwagę zwraca Noah Whiteman. 📚 Ta lektura to intrygująca opowieść o odwiecznej walce między gatunkami i o tym, jak człowiek nauczył się wykorzystywać brøń chemiczną natury dla własnych celów. 😯 Autor w swojej publikacji w ciekawy sposób odsłania przed nami ukrytą prawdę o świecie roślin, 🌱 grzybów 🍄 i mikroorganizmów 🦠 przedstawiając, jak przez miliony lat ewolucji rozwinęły one złożone systemy chemicznej samoobrony. To, co my traktujemy jako przyprawę czy użƴwkę, w rzeczywistości powstało jako brøń w odwiecznej walce o przetrwanie. 💪 Bo przecież kapsaicyna, odpowiedzialna za pikantny smak papryczek chili, 🌶 czy pobudzająca kofeina, zawarta w ziarnach kawy, 🫘 to nie kulinarne dodatki stworzone dla naszej przyjemności. Wielu z nas, używając tych produktów, nie zdaje sobie sprawy, że są to wyrafinowane substancje obronne, śmiɛrciønośne dla potencjalnych wrogów. ☠️ Istotną rzeczą w tej książce jest spojrzenie na rolę człowieka w całym tym skomplikowanym układzie. 👌 Whiteman analizuje, w jaki sposób nasza cywilizacja nauczyła się wykorzystywać naturalne tøksyny w medycynie 🩺 czy kulinariach, 🥗 ale też, co najbardziej ciekawe, jako źródło przyjemności a nawet uz@leżniɛń❗️😲 "Przepyszne třucïzny" to rzetelne kompendium wiedzy naukowej, 🧐 ale też fascynująca podróż do świata substancji, które, pomimo iż wykorzystywane są przez nas na co dzień, to prawdziwość ich natury dla wielu z nas pozostaje tajemnicą. Po tej lekturze już na zawsze zmienicie postrzeganie zawartości Waszych kuchennych szafek czy domowych apteczek. Gorąco polecam❗️☺️
books_and_candles - awatar books_and_candles
ocenił na81 rok temu
Deus sex machina. Czy roboty nas pokochają? Ewa Stusińska
Deus sex machina. Czy roboty nas pokochają?
Ewa Stusińska
Książka od początku wydała mi się trochę dziwna, ale może to tylko to, że ja czegoś innego się spodziewałem - czyli jak zwykle :D choć tu szczególnie nie wiem dlaczego, bo opis właściwie oddaje treść bardzo dobrze, ale może ja po prostu jestem myślami już gdzieś tam dalej w przyszłości i trochę inaczej wyobrażam sobie "związki" z robotami itp. ;) no ale nic, mamy co mamy na tą chwilę i po odsłuchaniu całości uważam, że książka jest w porządku. Może bez "wow" ale w miarę czytania się rozkręca, koniec jest ciekawszy niż początek i w ogóle. Książka stawia między wierszami, między opowiadaniu o Krzysztofie i jego Agacie pytania, jak np.: "Czy robot czuje, czy można wobec niego stosować przemoc (...)" - mój komputer nie czuje, ale jak go uderzę, to mi potem przykro. Innymi słowy: a jak nie czuje, to można? No w sumie lepiej stosować przemoc na robocie niż na człowieku, co nie? ALE moim zdaniem to pytanie jest bardziej o nas, o mnie, o Tobie, a nie o robocie. Czy Ty jesteś takim człowiekiem, który chciałby stosować przemoc, choćby i na robocie? Odpowiedz sobie sam/sama. "McMullen tłumaczył: Mnie to bardziej przypomina posiadanie zwierzaka, którego bardzo kochasz. Wiesz, że twój pies nie jest tak zaawansowany umysłowo jak istota ludzka, ale jest towarzyszem, który cię kocha. Wiesz, że to nie człowiek, ale przecież postać, która coś dla ciebie znaczy i dla której ty coś znaczysz. Taka była wizja." - zgadzam się z tym. Ok, w przypadku lalek/robotów może nie ma tego "on(a) cię kocha", za to jest trochę bardziej zaawansowana interakcja niż ze zwierzakiem, więc się wyrównuje :D "Widzimy uderzającą różnicę między tym, jak ci mężczyźni na forach internetowych przedstawiają się jako faceci, którzy grają na gitarze, słuchają klasycznego rocka i piją piwo, a jednocześnie przyswajają sobie kobiece praktyki, takie jak makijaż, fryzura czy wybór sukienek. Wydaje się, że lalki są może nie wymówką, ale narzędziem, dzięki któremu heteroseksualni mężczyźni czują się bardziej komfortowo, angażując się w kobiece zachowania, nawet hiper kobiece, pisze doktor Kenneth R. Hanson." - chodzi o to, że przecież to ci mężczyźni muszą swoje lalki-roboty przebierać, malować, dbać o nie, a naprawdę - higiena intymna prawie jak w przypadku człowieka! (albo właściwie nie "prawie", tylko wręcz jeszcze bardziej (trzeba ją umyć, dokładnie, bo przecież sama się nie oczyści). Więc jest to bardzo ciekawe spostrzeżenie! "Ludzie z mojego świata w większości wiedzą, że biorą udział w tej samej bajce i bawią się razem z nami, opowiada mężczyzna. Tak samo jak ja akceptuję to, że ktoś rozmawia ze swoim psem, żółwiem, papugą czy motocyklem. Skoro to czyni go szczęśliwszym, to wspaniale. Powinien rozmawiać nawet z tłumikiem od tego motocykla. Dlaczego nie? Jeśli spojrzymy na ludzkość globalnie, to w zasadzie nie znajdziemy żadnej trzeźwej jednostki, która żyje wyłącznie faktami i rzeczywistością. Każdy żyje jakimś kłamstwem i wie o tym, że to kłamstwo, a mimo wszystko w nim tkwi." - no i fajnie. Dokładnie tak samo uważam. Dokładnie tak samo żyję XD "Do Leviego dotarło z całą mocą, że komputery, jak pisał, będą bardziej kreatywne niż najbardziej kreatywni ludzie. Będą mogły z nami rozmawiać na każdy temat na dowolnym poziomie intelektu i wiedzy, w dowolnym języku i dowolnym głosem męskim, żeńskim, młodym, starym, nudnym, seksownym. Roboty połowy dwudziestego pierwszego wieku będą również mieć ludzką lub nadludzką świadomość i emocje. Skoro pokonały go na jego własnym polu, wszystko było możliwe. Levi nie ulegał jednak apokaliptycznym wizjom, wprost przeciwnie, bardziej prawdopodobne wydawało mu się, że kolejnym krokiem będzie nie pojedynek człowieka z komputerem, jak przewidywało wielu głosicieli apokalipsy ale nieunikniony związek. W 2007 roku, w wieku 62 lat obronił na Uniwersytecie w Maastricht w Holandii doktorat poświęcony tematyce seksu i miłości, ludzi i robotów, w którym korzystając z najnowszych badań z zakresu psychologi, nauk społecznych czy neurobiologii, przekonywał, że bliskie relacje z robotami są tylko kwestią czasu. - To, co wydaje mi się całkowicie rozsądne i niezwykle prawdopodobne, ba, nieuniknione to, że wielu ludzi poszerzy swoje horyzonty w zakresie miłości i seksu, ucząc się, eksperymentując i ciesząc się nowymi formami relacji, które staną się możliwe, przyjemne i satysfakcjonujące dzięki rozwojowi wysoce wyrafinowanych robotów humanoidalnych. Ludzie tworzyli głębokie więzi ze zwierzętami czy znaczącymi przedmiotami. Druga osoba nie była wcale konieczna - argumentował Lewi. Zakochiwali się w osobach poznanych w internecie, z którym nigdy nie widzieli się na żywo, a mimo to odczuwali satysfakcję z tej relacji. Płacili za seks i czerpali przyjemność z intymności, nawet jeśli przez jedną ze stron uczucia były jedynie odgrywane. Druga osoba, realny kontakt czy wzajemność nie były koniecznymi warunkami satysfakcjonujących relacji." - i z tym się też zgadzam, bo znowu: nasza relacja jest bardziej o nas, niż o tej drugiej stronie... "Omijając potrzebę uzyskania zgody, roboty seksualne eliminują potrzebę komunikacji, wzajemnego szacunku i kompromisu w stosunkach seksualnych. Korzystanie z robotów seksualnych powoduje dehumanizację seksu i intymności, umożliwiając użytkownikom fizyczne odgrywanie fantazji na temat gwałtu i potwierdzanie związanych z nim mitów. Chociaż nie ma żadnych dowodów empirycznych na to, że posiadanie lalek czy robotów seksualnych przekłada się na podwyższony poziom uprzedmiotowienia seksualnego czy to wobec lalek, czy wobec prawdziwych kobiet, przeciwnicy tej technologii powołują się na anegdotyczne historie." - no właśnie. Tu moim zdaniem jest to zbyt daleko idąca ostrożność... Tak jak ludzie wiedzą, że żyją w bajce, tak, moim zdaniem, jednak wiedzą też kiedy to jest fantazja seksualna, a kiedy już przegięcie. "Czy robotem nie jest wreszcie sam człowiek? Ja ty, nasza rodzina, przyjaciele i psy, wszyscy jesteśmy maszynami, twierdzi Rodney Blooks, wieloletni dyrektor MIT Computer Science and Artificial Intelligence Laboratory. Jesteśmy naprawdę wyrafinowanymi maszynami złożonymi z miliardów biomolekuł, które oddziałują na siebie według dobrze zdefiniowanych, choć nie do końca poznanych zasad wywodzących się z fizyki i chemii. Interakcje biomolekularne zachodzące w naszych głowach dają początek naszemu intelektowi, naszym uczuciom, naszemu poczuciu siebie. Niektórzy twierdzą, że emocje robotów nie mogą być prawdziwe, ponieważ zostały one zaprojektowane i zaprogramowane, pisze David Levy, ale czy to naprawdę tak bardzo różni się od tego, jak działają emocje u ludzi? Mamy hormony, mamy neurony i jesteśmy podłączeni w sposób, który tworzy nasze emocje. Roboty będą po prostu inaczej okablowane, ich elektronika i oprogramowanie zastąpią nasze ludzkie hormony i neurony, ale rezultaty będą podobne, jeśli w ogóle możliwe do rozróżnienia. A może robotem będzie dopiero w pełni autonomiczny i świadomy byt, osobliwość, na którą czeka w Ray Kurzweil wierząc, że pozwoli ona udoskonalić człowieka, zniwelować granicę między robotem a nie robotem, człowiekiem, a maszyną, ludzkim i nieludzkim." - bardzo ciekawe! I też moim zdaniem wcale nie dalekie od prawdy. Spotkałem się jednak z komentarzami na temat "par" takich jak Krzysztof i Agata w stylu: "To chore", i hmm, tak sobie myślę... Ktoś, kto żyje z lalką, bo uważa się za takiego nieudacznika, że żadna kobieta go nie zechce, chyba nie potrzebuje takich opinii? A ktoś, kto żyje z lalką, ponieważ on nie chce żadnej kobiety, ponieważ tak woli, ponieważ jest mu tak dobrze, to chyba też nie potrzebuje takich opinii :D Więc nie wiem, kto potrzebuje takich opinii, chyba tylko wygłaszający :D Ale tak, komentarz świadczy też więcej o komentującym niż komentowanym... (słuchana: 20-21.01.2026) 4/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na73 miesiące temu
Na bulwarach czyhają potwory. Filmowa historia Ameryki Maciej Jarkowiec
Na bulwarach czyhają potwory. Filmowa historia Ameryki
Maciej Jarkowiec
Wciągająca od pierwszych zdań. Bardzo ciekawe, nieszablonowe połączenie historii, filmoznawstwa, socjologii a nawet filozofii. Mnóstwo smaczków i nieznanych detali, z kolei znane historie przedstawione są z innej strony niż zwykle. Podejście do każdego tematu jest naprawdę oryginalne. Niech Cię nie zwiodą tytuły rozdziałów, odpowiadające słynnym filmom – każdy z nich jest przede wszystkim pretekstem do poruszenia dylematu moralnego, który był aktualny w momencie kręcenia filmu i najczęściej pozostał taki do dziś. Z pewnym niedowierzaniem a może nawet przerażeniem czytelnik odkrywa, że lata lecą a społeczeństwo w zasadzie stoi w miejscu. Rasizm, ksenofobia, mizoginia, bezkarność bogatych i potężnych – może i przebrały się w nowe szaty, ale w swoim jądrze pozostały niezmienione. Ciężko czuć się bezpiecznie w świecie, w którym wystarczy iskra, żeby na nowo rozpalić nigdy niewygasłą nienawiść. Może kiedyś ktoś nakręci o tym film – o kolejnym dzieciaku z getta, który przecież nie jest niewolnikiem ale nie jest też wolny. O kolejnej kobiecie, która nie powiedziała „nie” wystarczająco głośno. O kolejnym koncernie kupującym sobie przychylność polityków i mediów, dla których zera na koncie są ważniejsze od cierpienia jakichśtam obcych, biednych ludzi. Póki co napisał o tym Maciej Jarkowiec – i zrobił to z pomysłem, z polotem, z wizją, z wrażliwością. Odważnie, mądrze, miejscami nawet dowcipnie, często ironicznie. Wspaniale spędzony czas. Słuchałam audiobooka – lektor również spisał się świetnie.
SagittariusA - awatar SagittariusA
oceniła na83 miesiące temu

Cytaty z książki Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności

Więcej

Z jednej strony prywatyzacja emerytur rodziłaby klasę "inwestorów kapitalistów", którzy utożsamialiby swój interes z interesem całego sektora finansowego. Z drugiej strony zniesienie kontroli nad udzielaniem kredytów stworzyłoby klasę zadłużonych poddanych, z których wielu żyłoby w ciągłym strachu przed niewypłacalnością, przez co byliby znacznie mniej skłonni do przeciwstawienia się wyzyskowi. Zarazem nastawione na ochronę interesów największych podmiotów państwo strzegłoby wielkich korporacji oraz instytucji finansowych przed konsekwencjami ich własnej lekkomyślności.

Z jednej strony prywatyzacja emerytur rodziłaby klasę "inwestorów kapitalistów", którzy utożsamialiby swój interes z interesem całego sektora finansowego. Z drugiej strony zniesienie kontroli nad udzielaniem kredytów stworzyłoby klasę zadłużonych poddanych, z których wielu żyłoby w ciągłym strachu przed niewypłacalnością, przez co byliby znacznie mniej skłonni do przeciwstawien...

Rozwiń
Grace Blakeley Drapieżny kapitalizm. Zbrodnie korporacji, subwencje spod stołu i kres wolności Zobacz więcej
Więcej