
ArtykułyCzytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać425
ArtykułyLiteracki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1
ArtykułyNajpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3
ArtykułyPrzeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać2
Drzewo krwi

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Blutbuch
- Data wydania:
- 2024-03-06
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-03-06
- Data 1. wydania:
- 2022-01-01
- Liczba stron:
- 328
- Czas czytania
- 5 godz. 28 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788308083734
- Tłumacz:
- Elżbieta Kalinowska
Niemiecka Nagroda Książkowa i Szwajcarska Nagroda Książkowa.
Ponad 350 000 sprzedanych egzemplarzy.
Tę historię opowiada Kim, osoba niebinarna. Ma dwadzieścia sześć lat, po coming oucie i ucieczce z prowincjonalnego przedmieścia mieszka w Zurychu. Poszukując języka, którym może wyrazić to, kim był_, kim jest i kim się staje, odnajduje go w szalonej eksperymentalnej narracji, bezlitośnie intymnej, odważnej, wyzwalającej, łamiącej wszelkie reguły i chwytającej za serce.
„… pozwolić traumom naszych rodzin w końcu wytrysnąć, potokiem z wymiocin i kału, i spermy, i krwi, i łez. Przeciąć linię krwi i nie przekazywać tego gówna dalej”.
To sprowokowane demencją babci poszukiwanie własnych korzeni, rodzinna księga strachu i wstydu – najdokładniejszej siły pamięci. Opowieść o przodkiniach, które znikły nagle z domowych przekazów; czarownicach podtrzymujących tajemną więź z naturą; buntowniczkach, które nie mieściły się w strukturach społeczeństwa, religii i płci. Osobista i polityczna historia milczenia.
„Ta książka wywołała burzę”. „Gazeta Wyborcza”
„Debiut trudny do prześcignięcia. Porusza jak wielkie teksty konfesyjne Édouarda Louisa, Annie Ernaux, Daniela Schreibera czy Hanyi Yanagihary”. Jury Nagrody Literackiej Fundacji im. Jürgena Ponto
„Literackie mistrzostwo”. „Die Welt”
„Są książki, w których wystarczy przeczytać pierwsze sto stron, aby poczuć całość. W tej nieustannie zmienia się ton i tryb narracji, i to tak radykalnie, że nie pozostaje nam nic innego, jak chłonąć chciwie każde słowo od pierwszej do ostatniej strony”. „Time”
Kup Drzewo krwi w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Drzewo krwi
Bez wątpienia jest to książka pretendująca do miana odkrycia roku. Przesycona emocjami. Przesuwająca ciężar postrzegania z płci na płeć, po czym stawiająca nas w pozycji całkowicie niebinarnej. Zrównująca energetyczną, współczesną awangardę z ciągnącą się przez wieki historią matek-czarownic. Określająca polityczne i społeczne zawirowania w kontekście pochodzenia i znaczenia drzewa - buka czerwonego. Rozplatająca rodzinne sieci miedzy zimnem i wyobcowaniem oraz akceptacją i przerażającą wizją odchodzenia. Spisana prozą liryczną i opisami erotycznymi łamiącymi wszelkie tabu. Nade wszystko stanowiąca zapis strachu wyniesionego z odrębności, nieprzystawalności do sztucznie wyznaczonych norm, wstydu, który wpływa na relacje z najbliższymi i niesie niemożność pełnego zaangażowania w romantyczne związki. Niezwykła jest też konstrukcja tych, swego rodzaju wspomnień, które na całe rozdziały wypychają nas poza podstawowy wątek żegnania się z babką, znikającą w odmętach demencji. Raz bazą jest szczera rozmowa, raz agresywny konflikt postrzegania świata, raz błądzenie pomiędzy zdjęciami i zapiskami objaśniającymi przeszłość. Nagle giniemy w dendrologicznej wiedzy, nagle sczytujemy biografie niezwykłych kobiet, innym razem brniemy przez szwajcarsość z jej nietypowym językiem czy niemieckimi korzeniami. Finał zaskakuje listami celowo pisanymi w języku angielskim - języku, który nie określa rodzajów, i za którym można się schować w strachu przez brakiem akceptacji spisanych etapów życia. Tłumaczka w fenomenalny sposób poradziła sobie z niebinarnym sposobem zapisu, tak przecież niezwykłym dla języka polskiego. Co ciekawe, tłumaczenie angielszczyzny, przez samego autora określanej jako wyuczonej z książek i seriali, pozostawiła sztucznej inteligencji. Dostajemy więc piękny język bez płci, wieloosobowe, gwałtowne zderzenie ze światem i opowieść na przemian łagodną i wypluwaną długimi zdaniami bez przerw na oddech. Literacki majstersztyk, który może się zupełnie nie spodobać, może zniesmaczyć, by zaraz zachwycić. Może wydać się przegadaniem albo płaczliwym lamentem, brzmieć chamsko lub wybierzmiewać paniką. Ale to właśnie ta trudność prostej oceny stanowi o wyjątkowości "Drzewa krwi". Jestem pod tym szczególnym wrażeniami, które zostawia w głowie zachwyt i chaos. Warto, bardzo warto zmierzyć się z takimi odczuciami. Katarzyna we współpracy z Wydawnictwem Literackim
Oceny książki Drzewo krwi
Poznaj innych czytelników
372 użytkowników ma tytuł Drzewo krwi na półkach głównych- Chcę przeczytać 264
- Przeczytane 101
- Teraz czytam 7
- Posiadam 28
- 2024 12
- Literatura piękna 3
- Przeczytane 2024 2
- Do kupienia 2
- Niemiecka 2
- 2025 2
Czytelnicy Drzewo krwi przeczytali również
Inne materiały dotyczące książki Drzewo krwi









































Opinie i dyskusje o książce Drzewo krwi
Czasami ciężko było mi przez nią przebrnąć. Uważam, że to dobra książka, ale trudna do takiego czytania do poduszki. Osoba niebinarna opisuje swoją matkę i babkę przez pryzmat historii drzewa rosnącego w ogrodzie. Spisuje swoje dzieciństwo, wychowanie. Czytałam też z ciekawości, jak zostanie przetłumaczona na język polski. Książka jest pełna dwuznaczności, dlatego to nie lada wyzwanie. Niektóre fragmenty są przepiękne, pełne wnikliwych przemyśleń o naszych bliskich.
Ogromny minus - tłumaczka napisała w ostatnim rozdziale, że duży fragment przetłumaczył ChatGPT. Nieporozumienie. Być może zabieg, by spróbować jak wykorzystać język jak najbardziej neutralny i nienacechowany binarnością.
Czasami ciężko było mi przez nią przebrnąć. Uważam, że to dobra książka, ale trudna do takiego czytania do poduszki. Osoba niebinarna opisuje swoją matkę i babkę przez pryzmat historii drzewa rosnącego w ogrodzie. Spisuje swoje dzieciństwo, wychowanie. Czytałam też z ciekawości, jak zostanie przetłumaczona na język polski. Książka jest pełna dwuznaczności, dlatego to nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa choć trudna, dziwna i męcząca.
Ciekawa choć trudna, dziwna i męcząca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to3.5/5 ⭐
3.5/5 ⭐
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSłyszałam skrajne opinie o tej książce i brałam pod uwagę fakt, że podsumowanie "książka niebinarnej osoby ze Szwajcarii" nic o niej tak naprawdę nie mówi. Choć niewątpliwie też tym jest. Dla mnie to była opowieść poruszająca. O szukaniu bliskości z tymi osobami, które "domyślnie" są naszymi najbliższymi osobami. Czasem to "fabryczne ustawienie rzeczywistości" jest traktowane tak bezrefleksyjnie, że o najbliższych nie wiemy naprawdę nic.
Nie nazwałabym "Drzewa krwi" powieścią. Jest to raczej esej autobiograficzny, czerpiący wprost z Annie Earnaux i Didera Eribona, dokładający kontekst szwajcarskiej prowincji.
Książka mnie wzruszyła i zaangażowała. Brakowało mi w niej rozwinięcia wątków: niebinarności i coming outu jako osoba niebinarna, uzależnienia (lub nie?) od seksu osoby narratorskiej i prawdziwej historii jego rodziny, czyli tych wątków na których zbudowana miała być ta opowieść. Mimo to uważam że to ważny i ciekawy głos, kolejny, w dyskusji o tym jak stwarza nas język i co to znaczy oddzielić się od rodziny, kiedy dokonuje się awansu klasowego.
Słyszałam skrajne opinie o tej książce i brałam pod uwagę fakt, że podsumowanie "książka niebinarnej osoby ze Szwajcarii" nic o niej tak naprawdę nie mówi. Choć niewątpliwie też tym jest. Dla mnie to była opowieść poruszająca. O szukaniu bliskości z tymi osobami, które "domyślnie" są naszymi najbliższymi osobami. Czasem to "fabryczne ustawienie rzeczywistości" jest...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNaprawdę dobrze to jest napisane.
Naprawdę dobrze to jest napisane.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodziały bywają problematyczne. Widzimy to wyraźnie poprzez coraz bardziej widoczną i głośniejszą reprezentację osób niebinarnych. Ludzi, którzy nie pasują do standardowego postrzegania świata. Niektórzy się śmieją, inni próbują zrozumieć. Faktem natomiast jest, że natura stworzyła żywe istoty, ale nie stworzyła kategorii. Kategorii stworzyli sami ludzie. Czy nadszedł czas, aby je zrewidować?
Kim de l'Horizon, osoba niebinarna, napisało autofikcyjną powieść zatytułowaną „Drzewo krwi”. Narracja jest prowadzona właśnie przez osobę, która – pozwolę sobie ją zacytować: „(…) nie czuję mojego ciała w pełni (…)”[1]. Kiedyś mówiło o sobie po prostu dziecko. A teraz, kiedy przekroczyło tę neutralną językowo granicę? Osoba prowadząca narrację odtwarza „linię życia” ze strony swojej matki, która rozrasta się w tytułowe drzewo krwi. Rozprawia się ze swoim dzieciństwem, ale też prababkami wytykając pętającą moc języka i stereotypów.
Nie wiem ilu z was dotyczy bezpośrednio kwestia niebinarności, kto z was ma na co dzień do czynienia z takimi osobami. Pewnie części z was temat powieści wyda się bardzo odległy. Nic bardziej mylnego. Wychodząc od kwestii tożsamości płciowej Kim de l'Horizon opowiada o tożsamości w ogóle. Prowokuje nas, abyśmy przemyśleli sobie, co nas ukształtowało. Czy staliśmy się kimś, kim pragnęliśmy być? Czy rola, jaką przypisało nam społeczeństwo, nas nie uwiera? Ponieważ osoba narratorska odtwarza kobiecą linię krwi, a w książce znajdziemy wiele stereotypów dotyczących kobiet, ja przekornie podam przykład związany z mężczyznami. Czy nie czujecie ciągłej presji na to, iż musicie być silni, że to wy jesteście głową rodziny i musicie się o nią troszczyć (głównie materialnie)? Ilu z was miało odwagę zrezygnować z pracy zawodowej, żeby opiekować się dzieckiem? Nie przystoi, prawda? Nawet kiedy to partnerka zarabia więcej, albo ma dużo do stracenia pozostając na macierzyńskim?
Myślę, że Kim de l'Horizon uchwyciło istotę rewolucji seksualnej. Tu nie chodzi o krzykliwe barwy, rozpasanie, używki, rozwiązłość. „(…) od dłuższego czasu próbuję zarządzać moim ciałem, jak chcę: mówić o nim, jak chcę, poruszać nim, jak chcę i cieszyć się nim, jak chcę”[2]. Nie chcę, żeby ktoś mi narzucał, co wypada, a co nie. Chcę być sobą w każdym aspekcie, w każdej najmniejszej cząstce i nikomu nic do tego.
Powieść jest wyzwaniem czytelniczym nie tylko przez niebinarny język, z którym Polacy dopiero się osłuchują, ale też przez brak jakiejkolwiek fabuły czy chronologii. Kim de l'Horizon zmienia formę i klimat monologu. Raz mówi czule, z miłością, aby wybuchnąć gniewem i żalem. Bywa liryczn_, ale również wulgarn_. Przytacza chaotyczne wspomnienia z dzieciństwa, aby za chwilę zajrzeć do biografii przodkiń osoby narratorskiej. Mówi o rzeczach wielkich, a za chwilę rozkłada na części pierwsze jakiś pozornie nieistotny drobiazg, a czytelnicy muszą się zastanowić, dlaczego właśnie ten drobiazg był dla onego tak ważny.
Wbrew pierwszemu wrażeniu „Drzewo krwi” okazało się uniwersalna powieścią poruszającą szeroko pojęte kwestie tożsamości. Kim de l'Horizon śmiało bawi się językiem, formą wyrazu, a przy tym bardzo wnikliwie analizuje często krzywdzące – nie tylko osoby niebinarne – przekonania. Tworzy dzieło trudne w odbiorze, ale wyraziste i wnikliwe. Każe nam wyjść z budowanej latami bańki i zacząć być szczerymi z samym sobą.
[1] Kim de l'Horizon, „Drzewo krwi”, przeł. Elżbieta Kalinowska, wyd Literackie, Kraków 2024, s. 30.
[2] Tamże, s. 31.
Podziały bywają problematyczne. Widzimy to wyraźnie poprzez coraz bardziej widoczną i głośniejszą reprezentację osób niebinarnych. Ludzi, którzy nie pasują do standardowego postrzegania świata. Niektórzy się śmieją, inni próbują zrozumieć. Faktem natomiast jest, że natura stworzyła żywe istoty, ale nie stworzyła kategorii. Kategorii stworzyli sami ludzie. Czy nadszedł czas,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChaos. Ta książka to chaos. I to na wszystkich poziomach: stylu, języka, historii, myśli, nastrojów i emocji.
„Drzewo krwi” to autofikcja, czyli fikcja literacka oparta na doświadczeniach osoby autorskiej, co oznacza, że łączy w sobie powieść z (auto)biografią. W tym przypadku jest to biografia kilku podmiotów: przede wszystkim osoby autorskiej-głównej postaci-osoby narratorskiej, ale również matki, babki i całej żeńskiej linii rodziny. Oprócz tego znajdziemy w niej elementy pamiętnika, powieści epistolarnej, a nawet pracy (popularno)naukowej.
W książce pojawiają się języki niemiecki, berneński, angielski i niebinarny. Każdy z nich to informacja o statusie, pochodzeniu i wykształceniu, to inny ładunek emocjonalny, inne konotacje.
Główna historia w „Drzewie krwi” to historia Kima de l’Horizon, osoby niebinarnej, która prowadzi poszukiwania: szuka siebie, swojej tożsamości, swojego miejsca. A jako że nie jesteśmy znikąd, mamy całą historię rodzinną za sobą, postanawia zrekonstruować własne drzewo genealogiczne, skupiając się przy tym głównie na linii kobiet. Oczywiście wiąże się to z poruszaniem niewygodnych tematów, wyciąganiem na światło dzienne rodzinnych traum i tajemnic. Osoba autorska prowadzi także dendrologiczne śledztwo – odtwarza historię drzewa, czerwonego buka, który rośnie tuż obok rodzinnego domu (przy okazji dostajemy krótką lekcję historii europejskiej kultury parkowej).
Paradoksalnie ten wielopoziomowy chaos jest spójny, ponieważ idealnie współgra z zagubieniem Kima, z jego rozedrganiem emocjonalnym, chwiejnością. Wszystko razem tworzy atmosferę niepokoju i niestabilności, przez co główna postać nie może pójść naprzód.
Gdybyśmy tutaj się zatrzymali, uznałabym tę książkę za bardzo dobrą, uniwersalną opowieść o człowieku, który poszukuje swojej tożsamości poprzez przepracowanie relacji rodzinnych, społecznych i kulturowych. (Wbrew reklamie niebinarność w „Drzewie krwi” jest kwestią marginalną).
ALE!
Coś mi w tej książce zgrzyta. Wyczuwam fałsz. Trudno jest uwierzyć, że ktoś poszukuje siebie, kiedy jego zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Osoba autorska zmyśla część historii o babci, a potem w dziwny sposób się usprawiedliwia. We mnie od razu wzbudziło to nieufność i zadałam sobie pytanie, co jeszcze jest zmyślone. Tym bardziej, że Kim wyraża się o swojej matce i babce w sposób negatywny, antyfeministyczny, budzący obrzydzenie i strach, choć, według mnie, nie ma podstaw do takiej złej oceny.
Trudna była też dla mnie kwestia s_ksu. Nie mam nic przeciwko odkrywaniu swojej s_ksualności, ale to nie do tego dążyła osoba narratorska. Mamy za to z jej strony uzależnienie od s_ksu, szantaż emocjonalny, zmuszanie do s_ksu, traktowanie innych jak obiekty s_ksualne, agresję. Ten fizyczny kontakt zawsze jest zwierzęcy, pełen pożądliwości, wulgarny. Opisy licznych przygód s_eksualnych są wręcz pornograficzne, natomiast sama s_ksualnośc prezentowana jako zwykłe zaspokojenie potrzeb, a nie budowanie relacji na płaszczyźnie fizycznej.
Ostatecznie według mnie jest to bardzo dobra książka, jeśli tylko usunie się z niej zmyślenia i opisy s_eksu.
(Nie rozumiem, dlaczego ostatni rozdział, napisany po angielsku, został przetłumaczony przez Chat GPT).
Chaos. Ta książka to chaos. I to na wszystkich poziomach: stylu, języka, historii, myśli, nastrojów i emocji.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Drzewo krwi” to autofikcja, czyli fikcja literacka oparta na doświadczeniach osoby autorskiej, co oznacza, że łączy w sobie powieść z (auto)biografią. W tym przypadku jest to biografia kilku podmiotów: przede wszystkim osoby autorskiej-głównej postaci-osoby...
Doskonała!
Doskonała!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to📖🐲
Chyba spodziewałam się mimo wszystko czegoś głębszego, a w części pierwszej i drugiej jest to po prostu kolejna fabularyzowana biografia osoby, która nie do końca potrafi dogadać się z bliskimi i czuje się samotna w swoim prowincjonalnym otoczeniu i w rodzinie z klasy robotniczej i ma za złe matce brak czułości (chociaż mnie się zdaje, że ta kobieta jest po prostu śmiertelnie zmęczona harówką i sfrustrowana brakiem perspektyw). Do pustych miejsc w końcówkach można przywyknąć, ale sama treść też taka trochę pustawa według mnie. I absolutnie nie neguję tego, że konkretne osoby cierpią z powodu narzucanych ról płciowych, choć niekoniecznie od razu muszą identyfikować się jako osoby niebinarne (patrz epizod opisujący niespełnione aspiracje matki narratora). Ja po prostu niestety nie znajduję w tych przemyśleniach oryginalności, której się spodziewałam i nie mam poczucia, że jakoś ta pozycja zmieniła mój światopogląd. Zwłaszcza, że w tej prozie nie ma czułości wobec kobiet albo zrozumienia dla nich. Obie istotne postacie kobiece w życiu osoby narratorskiej są opisane jako budzące obrzydzenie lub strach potwory, lodowe wiedźmy, pająki. Rzekłabym jest to dość antyfeministyczne jak na osobę niebinarną, ale trzeba przyznać, że w części czwartej pojawia się więcej zrozumienia dla matki, bo być może ich relacja jest po prostu dojrzalsza.
W części trzeciej przypominającej osobny esej między innymi na temat buka jest już może odrobinę ciekawiej, aczkolwiek znacznie bardziej pretensjonalnie, więc niestety odbiór psuło mi to silenie się na oryginalność niepoparte jakąś rzeczywistą substancją. Mam wrażenie, że pisanie tej książki jest trochę jak poszukiwanie tej nowej knajpki z Diną, która jest odpowiednio cool, bo jeszcze można się pochwalić, że już się tam było, zanim wszyscy się o niej dowiedzą, ale koniec końców to po prostu cukiernia z ciastkami. No i tutaj właśnie, kiedy pojawia się ślimak cynamonowy z dostawą poczułam ogromną złość na osobę narratorską za przemocowe zachowanie, bo ta akcja jest po prostu koszmarna i znowu mamy romantyzowanie przemocy. Katalog kochanków był dla mnie nużący i znów mam wrażenie dodany tylko po to, żeby zaszokować co bardziej pruderyjnych czytelników i niewiele wnoszący do całej opowieści. A jeżeli choć jedna z tych opowieści jest prawdziwa, to serdecznie współczuję mężczyźnie, którego intymność została w ten sposób sprzedana.
Część czwarta podobała mi się najbardziej, bo wreszcie nie ma skupienia osoby narratorskiej tylko i wyłącznie na sobie. A w opowieści pojawia się również jakaś szersza reprezentacja kobiet i mamy też wreszcie jakieś bardziej zamknięte historie, które dokądś zmierzają. Niestety potem nastąpił odlot w postaci części piątej, która moim zdaniem jest kompletnie niepotrzebna i psuje fajnie spinającą klamrą to wszystko część czwartą.
Podsumowując, mam wrażenie, że część tego tekstu powstała pod wpływem substancji psychoaktywnych albo na siłę i nie przekłada się to na jakość, więc u mnie niestety nie wywołał efektu wow. Ale mogę dać 5/10, choć raczej przebrnęłam, niż przeczytałam.
📖🐲
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba spodziewałam się mimo wszystko czegoś głębszego, a w części pierwszej i drugiej jest to po prostu kolejna fabularyzowana biografia osoby, która nie do końca potrafi dogadać się z bliskimi i czuje się samotna w swoim prowincjonalnym otoczeniu i w rodzinie z klasy robotniczej i ma za złe matce brak czułości (chociaż mnie się zdaje, że ta kobieta jest po prostu...
Mam mieszane uczucia wobec tej książki, ponieważ część historii w ogóle mnie nie wciągnęła, przeszłam niejako obok niej. Z kolei inne fragmenty były wręcz doskonałe, pod względem językowym - olśniewające i genialne oddawały emocjonalne rozdarcie bohaterki oraz stopień skomplikowania ludzkich relacji. Osobiście czytałoby mi się dużo lepiej, gdyby podkreślnik zastąpiła choćby litera x, natomiast rozumiem punkt widzenia tłumaczki i jej decyzję w tej kwestii.
Mam mieszane uczucia wobec tej książki, ponieważ część historii w ogóle mnie nie wciągnęła, przeszłam niejako obok niej. Z kolei inne fragmenty były wręcz doskonałe, pod względem językowym - olśniewające i genialne oddawały emocjonalne rozdarcie bohaterki oraz stopień skomplikowania ludzkich relacji. Osobiście czytałoby mi się dużo lepiej, gdyby podkreślnik zastąpiła choćby...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to