Drzewo krwi

Okładka książki Drzewo krwi autorstwa Kim de l'Horizont
Okładka książki Drzewo krwi autorstwa Kim de l'Horizont
Kim de l'Horizont Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
328 str. 5 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Blutbuch
Data wydania:
2024-03-06
Data 1. wyd. pol.:
2024-03-06
Data 1. wydania:
2022-01-01
Liczba stron:
328
Czas czytania
5 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308083734
Tłumacz:
Elżbieta Kalinowska
Jak ogień niszczy wszystko na swojej drodze: podziały na kobiece i męskie, przynależność klasową, ideologie, sposoby opowiadania. Drzewo krwi to wstrząs dla naszych najgłębszych przekonań i poglądów.
Niemiecka Nagroda Książkowa i Szwajcarska Nagroda Książkowa.
Ponad 350 000 sprzedanych egzemplarzy.

Tę historię opowiada Kim, osoba niebinarna. Ma dwadzieścia sześć lat, po coming oucie i ucieczce z prowincjonalnego przedmieścia mieszka w Zurychu. Poszukując języka, którym może wyrazić to, kim był_, kim jest i kim się staje, odnajduje go w szalonej eksperymentalnej narracji, bezlitośnie intymnej, odważnej, wyzwalającej, łamiącej wszelkie reguły i chwytającej za serce.

„… pozwolić traumom naszych rodzin w końcu wytrysnąć, potokiem z wymiocin i kału, i spermy, i krwi, i łez. Przeciąć linię krwi i nie przekazywać tego gówna dalej”.

To sprowokowane demencją babci poszukiwanie własnych korzeni, rodzinna księga strachu i wstydu – najdokładniejszej siły pamięci. Opowieść o przodkiniach, które znikły nagle z domowych przekazów; czarownicach podtrzymujących tajemną więź z naturą; buntowniczkach, które nie mieściły się w strukturach społeczeństwa, religii i płci. Osobista i polityczna historia milczenia.

„Ta książka wywołała burzę”. „Gazeta Wyborcza”

„Debiut trudny do prześcignięcia. Porusza jak wielkie teksty konfesyjne Édouarda Louisa, Annie Ernaux, Daniela Schreibera czy Hanyi Yanagihary”. Jury Nagrody Literackiej Fundacji im. Jürgena Ponto

„Literackie mistrzostwo”. „Die Welt”

„Są książki, w których wystarczy przeczytać pierwsze sto stron, aby poczuć całość. W tej nieustannie zmienia się ton i tryb narracji, i to tak radykalnie, że nie pozostaje nam nic innego, jak chłonąć chciwie każde słowo od pierwszej do ostatniej strony”. „Time”
Średnia ocen
7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Drzewo krwi w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Drzewo krwi



2431 1451

Oceny książki Drzewo krwi

Średnia ocen
7,0 / 10
82 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Drzewo krwi

avatar
341
343

Na półkach:

Czasami ciężko było mi przez nią przebrnąć. Uważam, że to dobra książka, ale trudna do takiego czytania do poduszki. Osoba niebinarna opisuje swoją matkę i babkę przez pryzmat historii drzewa rosnącego w ogrodzie. Spisuje swoje dzieciństwo, wychowanie. Czytałam też z ciekawości, jak zostanie przetłumaczona na język polski. Książka jest pełna dwuznaczności, dlatego to nie lada wyzwanie. Niektóre fragmenty są przepiękne, pełne wnikliwych przemyśleń o naszych bliskich.
Ogromny minus - tłumaczka napisała w ostatnim rozdziale, że duży fragment przetłumaczył ChatGPT. Nieporozumienie. Być może zabieg, by spróbować jak wykorzystać język jak najbardziej neutralny i nienacechowany binarnością.

Czasami ciężko było mi przez nią przebrnąć. Uważam, że to dobra książka, ale trudna do takiego czytania do poduszki. Osoba niebinarna opisuje swoją matkę i babkę przez pryzmat historii drzewa rosnącego w ogrodzie. Spisuje swoje dzieciństwo, wychowanie. Czytałam też z ciekawości, jak zostanie przetłumaczona na język polski. Książka jest pełna dwuznaczności, dlatego to nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1730
711

Na półkach:

Ciekawa choć trudna, dziwna i męcząca.

Ciekawa choć trudna, dziwna i męcząca.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
159
157

Na półkach: , , , , , ,

3.5/5 ⭐

3.5/5 ⭐

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

372 użytkowników ma tytuł Drzewo krwi na półkach głównych
  • 264
  • 101
  • 7
51 użytkowników ma tytuł Drzewo krwi na półkach dodatkowych
  • 28
  • 12
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Czytelnicy Drzewo krwi przeczytali również

Drabina Eugenia Kuzniecowa
Drabina
Eugenia Kuzniecowa
Drabina to książka pozornie cicha, a w istocie boleśnie głośna. Nie krzyczy, nie oskarża wprost, nie domaga się współczucia. Zamiast tego cierpliwie układa kolejne szczeble doświadczenia, po których czytelnik musi wspinać się sam, bez poręczy, bez gwarancji, że na górze czeka jakiekolwiek ocalenie. Niczym Tolik ( główny bohater )wchodzący do swojej sypialni po drabinie ... No właśnie. To proza o wojnie, ale pozbawiona wojennej retoryki, o uchodźstwie, ale bez sentymentalnych skrótów, o stracie, która nie potrzebuje wielkich słów, bo i tak wypełnia wszystko. Kuzniecowa pisze o świecie rozszczelnionym. O rzeczywistości, w której normalność przestała być stanem trwałym, a stała się chwilowym przywilejem. Drabina nie opowiada o heroizmie ani o wielkich gestach. Interesuje ją codzienność pęknięta na pół, życie „pomiędzy”: pomiędzy domem a obcym miejscem, pomiędzy językiem ojczystym a obcym, pomiędzy pamięcią a koniecznością zapomnienia, żeby w ogóle przetrwać. Tytułowa drabina nie jest tu obietnicą awansu ani drogi ku górze. To raczej konstrukcja prowizoryczna, chwiejna, zbita z doraźnych decyzji, kompromisów i strat. Niczym te pomidory w fontannie, które skradły moje serce. Każdy szczebel kosztuje tutaj: energię, godność, poczucie ciągłości własnego życia. Wspinaczka nie daje satysfakcji, nie prowadzi do triumfu, jest raczej ruchem wymuszonym, próbą utrzymania się nad przepaścią. Język autorki jest prosty, ale nie banalny. Zdania są klarowne, pozbawione ornamentów, a jednocześnie nasycone emocją, która nie potrzebuje podkreśleń. Autorka nie moralizuje, nie tłumaczy świata czytelnikowi, pokazuje go takim, jaki jest: nieuporządkowany, niesprawiedliwy, pełen drobnych okrucieństw i jeszcze drobniejszych aktów czułości. To właśnie ta powściągliwość sprawia, że Drabina działa tak silnie: dramat rozgrywa się w półtonach, w niedopowiedzeniach, w rzeczach, które „po prostu się dzieją”. Relacje międzyludzkie przedstawione w książce są kruche i niestabilne, jak wszystko, co powstaje w warunkach zagrożenia. Bliskość bywa chwilowa, pomoc niepewna, a solidarność często obciążona zmęczeniem i strachem. Kuzniecowa nie idealizuje ani ofiar, ani tych, którzy pomagają. Pokazuje ludzi zmęczonych, zagubionych, czasem egoistycznych, czasem zaskakująco dobrych, zawsze jednak prawdziwych. Szczególnie przejmujące jest to, jak Drabina opowiada o tożsamości. O tym, jak łatwo ją stracić, gdy trzeba porzucić miejsce, język, rytm życia. Bohaterowie noszą w sobie dawny świat jak ciężki bagaż: nie mogą go zostawić, ale też nie potrafią z nim iść dalej bez bólu. Pamięć nie daje ukojenia, raczej przeszkadza, potyka, ciągnie w dół. To książka pozbawiona łatwego finału. Nie oferuje katharsis, nie zamyka ran. Zostawia czytelnika w stanie zawieszenia, dokładnie tam, gdzie znajduje się jej świat. Drabina nie próbuje dawać nadziei na siłę. Jeśli jakaś nadzieja się tu pojawia, jest cicha, nieśmiała, związana z trwaniem, nie z wygraną. To jedna z tych książek, które czyta się z poczuciem, że literatura spełnia swoją najważniejszą funkcję: nie pozwala odwrócić wzroku. Bez patosu, bez oskarżeń, bez manifestu. Po prostu pokazuje, jak wygląda życie, gdy grunt usuwa się spod nóg, a człowiek mimo wszystko próbuje się wspinać. Dziękuję Wydawnictwu ZNAK za egzemplarz recenzencki z roku 2024 :)
Mariola Sternahl - awatar Mariola Sternahl
ocenił na73 miesiące temu
Duchy Nowego Jorku Jim Lewis
Duchy Nowego Jorku
Jim Lewis
Zapomnijcie o Nowym Jorku z głośnych filmów akcji, o klaksonach żółtych taksówek i neonach Times Square. Nowy Jork Lewisa to miasto cieni, szeptów i powidoków. Autor zabiera nas w podróż przez trzy z pozoru odrębne historie, które łączy niewidzialna nić przeznaczenia, przypadku i... samotności. Tytułowe „duchy”, to nie zjawy z horrorów. To wspomnienia, utracone miłości, zaprzepaszczone szanse i te wersje nas samych, którymi nigdy się nie staliśmy. To ludzie, których mijamy w metrze, nie wiedząc, że za chwilę odmienią nasze życie, albo co bardziej bolesne, miniemy się z nimi o ułamek sekundy, tracąc szansę na coś ważnego. Książka skonstruowana jest jak misterny tryptyk. Poznajemy fotografa, który wraca do miasta po latach, by skonfrontować się z przeszłością; kobietę próbującą odnaleźć swoje miejsce w nowej rzeczywistości; i wreszcie historię, która spina wszystko klamrą, pokazując, jak cienka granica dzieli bycie obcym od bycia bliskim. Lewis pisze prozą gęstą, niemal fotograficzną. Każde zdanie wydaje się tu przemyślane, jakby autor malował słowem obrazy, na których najważniejsze jest to, co ukryte w cieniu. To opowieść o tym, jak miejsca pamiętają nas lepiej, niż my je pamiętamy. To nie jest lektura na szybki, chaotyczny dzień. „Duchy Nowego Jorku” wymagają zatrzymania się, zanurzenia się w niej. To książka idealna na długi, zimowy wieczór, kiedy za oknem panuje mrok, a my mamy ochotę na odrobinę bezpiecznej melancholii. Jest w niej bowiem coś kojącego. Mimo że bohaterowie borykają się ze stratą i tęsknotą, z kart bije ciepło i zrozumienie dla ludzkiej ułomności. Lewis przypomina nam, że wszyscy jesteśmy w pewnym sensie duchami w życiach innych ludzi ,pojawiamy się i znikamy, zostawiając po sobie ślad, o którego trwałości nie mamy pojęcia. „Duchy Nowego Jorku” to piękna, subtelna i niezwykle nastrojowa opowieść o pamięci i przypadku. Jeśli lubicie prozę Paula Austera czy filmy w klimacie " Między Słowami", ta książka Was zachwyci.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na73 miesiące temu
Furia i inne opowiadania Silvina Ocampo
Furia i inne opowiadania
Silvina Ocampo
O Silvinie Ocampo dowiedziałem się dzięki "Dziennikowi" Gombrowicza. Don Witoldo na pewno wspominał o jej mężu (Bioy Cesaresie, również znanym autorze) oraz siostrze Victorii (wydawczyni). Twórczości Silviny nie komentował, ale kiedy zobaczyłem w księgarni piękne wydanie opowiadań (seria "Inne konstelacje" urzeka estetyką),nie wahałem się zakupić egzemplarza. W zbiorze znajdziemy trochę latynoskiego kolorytu i jak to określa Olga Tokarczuk: bizarności. Te miniatury czyta się z zaciekawieniem, mając poczucie obcowania z jakościową prozą – po kobiecemu intymną i niepokojącą. Czytamy o przedmiotach, które objawiają swe straszne oblicze, gdy się na nie za długo patrzy ("Przedmioty"),o bliźniakach oszukujących żonę jednego z nich: sypiają z nią naprzemiennie, czego ona się nie domyśla ("My"),o chłopcu z bębenkiem zaduszonym poduszką przez towarzysza jego opiekunki ("Furia") czy wreszcie o kacie-techniku, z którego magicznej skrzynki wydobywają się krzyki torturowanych ofiar ("Kat"). Groza chwilami przeraża, a chwilami bawi. Gdy złośliwa dziewczynka wpuszcza jadowitego pająka w misternie ułożony kok panny młodej, a ta niczego nieświadoma pada martwa na swoim wymarzonym ślubie ("Ślub") lub kiedy ciekawski chłopczyk podgląda mamę i jej koleżanki, jak w samej bieliźnie mierzą swoje talie, sprawdzając, która jest najcieńsza, po czym cieszą się, że malec zamknął drzwi na klucz, bo przynajmniej nikt im nie będzie przeszkadzał. Tymczasem chłopiec zaintrygowany ozdobnymi zapałkami (wykradzionymi z salonu) rozpala ogień pod drzwiami, doprowadzając roznegliżowane panie do efektownej śmierci w płomieniach ("Głos w telefonie"). Ból i śmierć powracają "jak paciorki niekończącego się różańca" ("Zeszyt"). Miłość bywa namiętna, lecz zarazem okrutna i zdradliwa. Świat luster, lalek, wstążek odbija się w oczach dziecka: wielkich i nieruchomych. Jeśli ktoś pamięta film "Nakarmić kruki" Carlosa Saury, to może odnaleźć tu podobny klimat. Ocampo miejscami hipnotyzuje – jej małe opowieści są jak sny, z których wybudzamy się z lękiem i fascynacją jednocześnie. Zresztą moje ulubione opowiadanie traktuje o snach expressis verbis. 120-letnia Leopoldyna ("była tak stara, że wyglądała jakby niestarannie ją naszkicowano") mimowolnie materializuje przedmioty, które jej się śnią. Są to jednak zawsze rzeczy bezwartościowe: kamyki, gałęzie, piórka. Jej dwie potomkinie: Ludovica i Leonor ("od urodzenia Leopoldyny wszystkim kobietom w rodzinie Yapurra nadawano imiona zaczynające się na L") co wieczór nad strumykiem wypatrują objawienia się Matki Boskiej. Zawiedzione brakiem efektów ponaglają Leopoldynę, żeby w końcu wyśniła coś cennego. Ta niejako w proteście przestaje w ogóle spać. W końcu pod groźbą zastrzyku zasypia, po czym budzi się odmieniona. Wstaje z wiklinowego krzesła, na którym przesiedziała ostatnie 30 lat i zwracając się do narratora, Malucha wychodzi z nim na zewnątrz. Tam pochłania ją i unosi w powietrze (a wraz z nią wszystko dookoła) potężny wicher zonda. Maluch okazuje się psem, który "spisał tę historię w przedostatnim śnie swej pani". To bardzo w stylu Borgesa, do którego Ocampo często porównywano. Na zakończenie cytat z "Listu zagubionego w szufladzie", tekstu może najbardziej reprezentatywnego dla całości: „Twoje szczęście się skończy wraz z moim życiem i tym listem. Wtedy zagłębisz się w ogród podobny do tego z naszej szkoły, będącej jak więzienie, w ogród zwodniczy, strzeżony przez dwa posągi z dwiema świecącymi kulami w rękach, które rozświetlają twoją niemożliwą do ugaszenia samotność”.
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na79 miesięcy temu
Fuga Lauren Groff
Fuga
Lauren Groff
Kocham książki Lauren Groff. W "Fudze" Groff pokazuje, że w opowiadaniach radzi sobie równie dobrze, jak w powieściach. Powiedziałabym, że jej wszystkie dzieła charakteryzuje absolutne zadedykowanie do opowiedzenia konkretnej historii - nie ma tu zbędnych elementów, wszystko do pewnego stopnia ma znaczenie. Groff ani nie przedłuża, ani nie ucina historii za szybko, zamiast tego potrafi idealnie wymierzyć ich długość. "Lucky Chow Fun" - solidne rozpoczęcie zbioru, podobało mi się zgłębienie takiej małomiasteczkowej wspólnoty i jej grzechów. Biorąc pod uwagę wypuszczone niedawno akta Epsteina, to opowiadanie nabiera całkowicie nowego znaczenia. "L. DeBard i Aliette" - przeczytałam gdzieś, że to opowiadanie jest retellingiem historii Abelarda i Heloizy, które nie czytałam, ale mogę powiedzieć, że samo opowiadanie mi się podobało. Doceniam jego melancholijność, spokój i okazjonalną makabryczność. "Mażoretka" - jedno z moich ulubionych opowiadań ze zbioru. Sama koncepcja mażoretki i nastawienia bohaterki do jej roli dobrze oddaje idee trzeciej fali feminizmu - choć początkowo protagonistka przyjmuje swoją rolę, by zadowolić mężczyzn w jej życiu, później odkrywa, że może być mażoretką przede wszystkim dla siebie, ponieważ podoba jej się ta rola, a nie dlatego, że chce się w ten sposób przypodobać innym. Jest to przy tym opowiadanie nie o tragedii, a raczej o wyjściu z niej i metaforycznym odrodzeniu się. "Blythe" - kolejne świetne opowiadanie, aktualne zwłaszcza obecnie. Można tę historię interpretować jako komentarz na temat sztuki i jej natury - swoboda kontra cierpienie - ale sądzę, że jest to jednak opowiadanie o tym, jak społeczeństwo wykorzystuje nasze momenty słabości i zmusza nas do myślenia, że nasze problemy czynią nas specjalnymi w dobrym tego słowa znaczeniu, i że w momencie, w którym się z nimi uporamy, przestaniemy być wartościowi w oczach innych. Bo tak naprawdę problemem tutaj nie jest choroba afektywna dwubiegonowa Blythe czy jej sztuka performance'owa - problemem jest to, że krytycy uznają jej własne problemy za to, co czyni jej sztukę tak dobrą, przez co spada coraz głębiej i głębiej na dno, a jej stan psychiczny się pogarsza - tylko po to, by zachwycić krytyków. "Żona dyktatora" - dość słabe opowiadanie, właściwie nie wiem, co miało na celu przekazać. "Przełom" - znakomite opowiadanie, można powiedzieć, że dekonstrukcja historii z rodzaju "Kobieta sukcesu wraca do swojego małego miasteczka, w którym odkrywa starą miłość". Tyle że to nie jest miłość, to jest nostalgia i romantyzowanie małomiasteczkowej prostoty. Kochankowie są od siebie zbyt różni, by mogli się wzajemnie porozumieć i żyć razem, i żadne z nich tego nie dostrzega. "Pan Przelotny" - to zdecydowanie jedno z bardziej poetyckich opowiadań Groff, które jednak pozostaje dość niejednoznaczne w kwestii przekazu. Sądzę, że jest to historia o tym, jak zbytnio gonimy za wyidealizowanymi postaciami, zamiast docenić to, co mamy, i w efekcie dajemy sobą manipulować. Z powodu rozpoczęcia skojarzyło mi się trochę z "Rebeką" Daphne du Maurier, choć tematycznie o wiele lepiej pasuje tu "Prowincjonalny fotograf" tej samej autorki. Bardzo podobała mi się scena z motylami, dość dobrze ukazuje obrazowy, ale nie przesadzony, styl pisania Groff. "Fuga" - to opowiadanie mnie skołowało, ale też zachwyciło. Mamy tu do czynienia z trzema/czterema różnymi historiami, z pozoru niepowiązanymi, które jednak szybko zaczynają się ze sobą splatać - a mimo to autorka i tak oszukuje nas do końca. Lubię Jaime, jest chyba najciekawszą bohaterką w tej antologii, za to nienawidzę Jasona. Myślałam, że po Cholliem i Antoinette z "Fatum i furii" nie spotka już u Groff tak paskudnych postaci, a jednak się pomyliłam. Chciałabym tylko, żeby postać Lily została lepiej rozwinięta, zwłaszcza w kontekście jej stanu psychicznego. "Delikatne ptaki jadalne" - wobec tego opowiadania mam mieszane uczucia. Było zdecydowanie odpychające, i choć doceniam przekaz odnośnie slut-shamingu i hipokryzji, to jednak sądzę, że postać Bern jest po prostu kiepsko napisana. Jej życie seksualne ma ukazać jej niezależność, ale jest tak przesadzone, że wydaje się być wręcz karykaturalne. Nie wspominając już o tym, że seks traktuje tylko jako narzędzie do zaspokojenia własnej potrzeby uwagi, a nie jako oznakę zaufania; żaden z jej partnerów jej nie obchodzi, i w wielu przypadkach traktuje ich nie w porządku, jako że z żadnym z nim nie ustala, że ma to być relacja czysto seksualna, i w dodatku nie kryje się w ogóle z faktem, że sypia z Parnellem, mimo że Wiktor o tym nie wie, a ona wie, że on jest w niej zakochany. Opowiadanie nie jest złe, ale postać Bern powinna zostać napisana lepiej i w sposób bardziej realistyczny. Opowiadania od najlepszego do najgorszego: "Blythe", "Mażoretka", "Przełom", "Fuga", "L. DeBard i Aliette", "Lucky Chow Fun", "Pan Przelotny", "Delikatne ptaki jadalne" i "Żona dyktatora"
Fox - awatar Fox
ocenił na82 miesiące temu
Wszyscy mieli w dupie, co stało się z Carlottą James Hannaham
Wszyscy mieli w dupie, co stało się z Carlottą
James Hannaham
Carlotta, niegdyś znana wszystkim jako Dustin, opuszcza więzienne mury po dwudziestu latach odsiadki za udział w napadzie z bronią, w który wplątała się całkowicie przypadkowo. Teraz okazuje się, że jej pech (również ten polegający na pojawianiu się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie) wcale się nie skończył. Ale czy jest to powód, by całkowicie się załamywać? Carlotta nie po to przeszła przez więzienne piekło, w którym narodziła się na nowo jako kobieta, by następnie tak łatwo się poddać i zrezygnować z życia, które dopiero zaczyna do niej należeć. ,,Wszyscy mieli w dupie, co stało się z Carlottą” stanowi nietypową, pokręconą i nieprzewidywalną powieść drogi, w której główna bohaterka wędrując przez Nowy Jork i własną pamięć, przy okazji spotykając różne osoby, próbuje odnaleźć siebie w nowej rzeczywistości i powrócić do normalnego życia po latach izolacji. Czy sięgając po tę książkę spodziewałam się, że będzie ona aż tak dobra? Zdecydowanie nie. A jednak! Bawiłam się znakomicie, chociaż „bawiłam się” może nie jest najtrafniejszym określeniem, bo pomimo że powieść potrafi naprawdę rozśmieszyć, porusza też tematy, które do śmiechu raczej nie skłaniają. Autor nie unika w niej kwestii rasizmu, transfobii i mizoginii, a jednocześnie komentuje traumatyzujący system penitencjarny, który nie przestaje karać nawet po odbyciu wyroku. Co jest pewne, powieść całkowicie wymyka się prostym schematom dzięki eksperymentalnej formie, która w żaden sposób nie przeszkadza, a tylko dodaje autentyzmu i głębi emocjonalnej. Pozwala zajrzeć do głowy głównej bohaterki, a zarazem obserwować ją z zewnątrz i zachować dystans. Dzięki temu poznajemy dokładniej jednostkę, która ma w sobie wiele sprzeczności, ale też ogromną potrzebę bycia sobą. Postać odważną, ale wrażliwą i poraniona, chaotyczną, lecz świadomą siebie; przede wszystkim zaś taką, która pod płaszczem ironii kryje w sobie dużo ciepła i nadziei. Widziałam różne opinie o tej książce i nie mogę zapewnić, że Wam też się spodoba, ale ja całość przeczytałam z niegasnącym zainteresowaniem, mimo wszystkich stresów i rozproszeń, które mi ostatnio towarzyszyły. A to już znaczy wiele. Tak więc polecam, bardzo!
booksmore - awatar booksmore
ocenił na91 dzień temu

Cytaty z książki Drzewo krwi

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Drzewo krwi