𝗖𝘇𝘂ł𝗼ść 𝘄𝗼𝗯𝗲𝗰 𝘀𝗶𝗲𝗯𝗶𝗲 𝘁𝗼 𝗮𝗸𝘁 𝗼𝗱𝘄𝗮𝗴𝗶.
Nie każda książka z działu „rozwój osobisty” potrafi przemówić do mnie językiem, który nie zgrzyta. Zbyt często przypominają one monologi samozwańczych mentorów – napompowane frazesami, wypolerowane hasłami, które dobrze brzmią na okładce, ale rozpadają się przy pierwszym kryzysie. Czytam: „wystarczy, że wybierzesz szczęście”, i czuję, jak coś we mnie się buntuje. Bo to nie zawsze wystarczy. Bo życie to nie równanie z jednym rozwiązaniem. A cierpienie – choć nielubiane – też jest częścią bycia człowiekiem.
Zbyt często spotykam się z książkami, które nie tyle chcą pomóc, ile podporządkować. W których autor – z pozycji eksperta – mówi mi, że moja obecna wersja to wersja „do poprawki”. I że jeśli się nie zmienię, jeśli nie wprowadzę ich magicznych zasad w życie, to właściwie… sama jestem sobie winna. Znasz ten ton? Taki chłodny coaching w przebraniu empatii? Podobno z troski, ale jednak z wyższością. To właśnie od takich książek nauczyłam się być podejrzliwa. I dlatego po Psychopozytywność sięgnęłam bez większych oczekiwań – spodziewałam się ładnie wydanego zestawu uproszczeń.
Tymczasem autorka zrobiła coś, czego nie potrafi większość autorów poradników: zamilkła wtedy, kiedy było trzeba. Dała przestrzeń. Zamiast rzucać rozwiązaniami, zaczęła zadawać pytania. Zamiast mobilizować, pozwalała odpocząć. Zamiast udawać, że zna mnie lepiej niż ja sama – po prostu towarzyszyła. Bez oceny, bez presji, bez pustych słów. Ta książka nie próbuje mnie ulepszać. Nie próbuje mnie przekonać, że moje obecne „ja” to tylko przystanek na drodze do lepszego „ja 2.0”. Wręcz przeciwnie – mówi: możesz się zatrzymać. Możesz nie być gotowa. Możesz czuć się zmęczona. I w tym zmęczeniu – nadal zasługujesz na troskę. Bo jesteś wystarczająca. Już teraz. To jest właśnie ten język, który nie zgrzyta. Delikatny, nienarzucający się, prawdziwie ludzki. Nie gloryfikuje „ciągłego rozwoju”. Nie podsyca strachu, że jeśli nie zrobisz kroku do przodu, to zostaniesz w tyle. Zamiast tego przypomina: czasem największym krokiem do przodu jest danie sobie spokoju.
I tak – bywało, że zamykałam tę książkę z wilgocią w oczach. Bo jej słowa nie wbijały się we mnie jak ostrze. One osiadały cicho – jak kropelki deszczu na suchym listku. Przynosiły ulgę. Nie krzyczały: „zmień się”. Mówiły: „możesz być przy sobie – taka, jaka jesteś”. A to, w świecie poradników, które krzyczą „więcej!”, „lepiej!”, „mocniej!”, jest rewolucyjne.
Psychologia, która nie rani
Zaskoczyło mnie, jak bardzo Psychopozytywność była inna od wszystkiego, co znałam z popularnej psychologii. Bo to nie poradnik. Nie esej. Nie tylko zbiór rysunków – choć ilustracje autorki są czułe, trafne i miejscami bardziej poruszające niż słowa. To coś bardziej osobistego. Intymnego. Książka Marii Kaczorowskiej to coś pomiędzy dziennikiem a rozmową z terapeutą, który nie chce cię naprawić, tylko usłyszeć.
Autorka pisze o akceptacji emocji. Wszystkich – nie tylko tych „ładnych”. Uczy, że wstyd, lęk, złość, smutek – to nie wrogowie, ale komunikaty. Sygnały, że coś w nas potrzebuje uwagi. Że może, zamiast je tłumić, warto się nad nimi pochylić. I nie – nie chodzi tu o pogrążanie się w ciemnościach. Chodzi o ich uznanie. O danie sobie prawa do nie perfekcyjności. To chyba największa siła Psychopozytywności: jej łagodność. Nie tylko w warstwie językowej, ale w samym podejściu do człowieka. To książka, która nie próbuje „zdiagnozować” czytelnika. Nie próbuje też wcisnąć go w psychologiczne schematy, nie szuka w nim defektów do naprawienia. To ogromna ulga, zwłaszcza dla osób zmęczonych narracją, że „wszystko jest w twojej głowie”, „wystarczy zmienić nastawienie”, „zaprogramuj się na sukces”. Kaczorowska nie próbuje niczego programować. Ona przywraca miękkość psychologii – tę pierwotną, humanistyczną, uważną. Taką, w której człowiek nie jest zadaniem do rozwiązania, tylko istotą, która czasem po prostu potrzebuje być wysłuchana. I nie w wersji kontrolowanej, wygładzonej, „do pokazania światu”, ale w tej najprawdziwszej — kiedy boli, kiedy wstyd, kiedy się nie chce. Ta książka daje prawo do emocjonalnej brzydoty. Do krzyku wewnętrznego. Do poczucia zagubienia.
To nie jest psychologia w wersji fast food. To raczej emocjonalne slow life — przystanek na poboczu, na którym można po prostu usiąść i nie udawać. I właśnie dlatego działa. Bo nie jest o tym, jak przestać się bać, tylko jak być przy sobie, nawet jeśli się boisz. Bo nie mówi: „złość szkodzi”, tylko: „złość coś ci mówi”. Bo nie wymaga od ciebie bycia „najlepszą wersją siebie”, tylko pomaga spotkać się z tą wersją, którą najczęściej chowasz przed światem. Jeśli więc psychologia miała cię kiedyś zawieść – osądzić, zranić, zmanipulować – ta książka może być formą reparacji. Takiej osobistej. Delikatnej. Czasem niemal szeptanej. Ale prawdziwej.
Odwaga czułości
Odwaga czułości — samo to zestawienie słów brzmi dziś niemal prowokacyjnie. Bo żyjemy w świecie, który premiuje siłę w rozumieniu twardości. „Ogarnij się”, „nie bądź miękka”, „rób swoje i nie przepraszaj”. Zbyt często zapominamy, że prawdziwa siła nie leży w dominacji nad sobą, lecz w czułości wobec siebie. I właśnie tę perspektywę przywraca Maria Kaczorowska.
Nie przez coachingowe frazesy, nie przez nachalne afirmacje. Ale przez prosty akt obecności — bycia przy sobie także wtedy, gdy nie ma się ochoty na bycie „dobrą wersją siebie”. To odwrócenie perspektywy. Bo nie chodzi o to, by siebie „zrobić na nowo”, ale by siebie wreszcie usłyszeć i zobaczyć — nawet w wersji popękanej, drażliwej, zawstydzonej. W Psychopozytywności samoakceptacja nie jest kolejnym punktem do odhaczenia w notesie. Nie jest efektem kursu, terapii, pięciu nawyków. Jest relacją, która zmienia się w czasie. Czasem jest łatwa, czasem bolesna. Czasem mamy ochotę uciec od siebie tak daleko, jak się da. I właśnie wtedy ta książka przypomina — nie musisz siebie lubić w każdej chwili, by być po swojej stronie.
To coś rzadkiego. Książka, która nie mówi „bądź lepszy”, tylko pyta: co by było, gdybyś dziś pozwolił sobie być taki, jaki jesteś? Bez presji. Bez poprawiania. Bez „muszę coś ze sobą zrobić”. Tylko Ty i Twoje uczucia – nawet te, które na co dzień próbujesz zakopać pod działaniem, ambicją, kontrolą.
W świecie, który mówi „bądź silny”, Psychopozytywność mówi: „bądź łagodny — nawet jeśli dziś ledwo się trzymasz”.
Forma, która oddycha
Są książki, które chcą być „ważne” przez to, jak wiele mówią. Które rozpisują się, tłumaczą, analizują, nie zostawiając miejsca na oddech. Psychopozytywność idzie zupełnie inną drogą. To książka, która zna wartość ciszy. Wie, że między słowami też toczy się rozmowa. Że czytelnik nie zawsze potrzebuje odpowiedzi — czasem potrzebuje tylko towarzystwa. Nie jest to publikacja, którą czyta się od deski do deski w jedno popołudnie. I dobrze. Bo Psychopozytywność nie została napisana, by ją „zaliczyć”, tylko by do niej wracać. Jak do pamiętnika. Jak do ulubionego kubka, po który sięgasz wtedy, kiedy nic innego nie działa. Każda jej strona to moment zatrzymania. Refleksja. Czasem jedno zdanie, które zostaje z tobą na cały dzień.
Autorka świadomie rezygnuje z nadmiaru. Z teoretyzowania. Z rozpisywania się ponad miarę. Oddaje przestrzeń czytelnikowi — jakby mówiła: „ja swoje już powiedziałam, teraz ty powiedz sobie swoje”. To rzadkie. Bo większość książek z kategorii psychologii czy rozwoju osobistego chce nas czymś zapełnić: radą, metodą, analizą. A Kaczorowska… zostawia miejsce. Na Twój smutek. Na Twój opór. Na Twoje własne skojarzenia. I przez to — paradoksalnie — mówi więcej niż setki poradników. Ilustracje, obecne niemal na każdej stronie, nie są dodatkiem. Są częścią tej formy. Intuicyjne, pełne czułości, bardziej odczuwane niż analizowane. To one tworzą rytm tej książki – rytm przypominający oddech. Czytasz krótką myśl, patrzysz na obrazek, zatrzymujesz się. Nie musisz „przyswajać treści”. Możesz po prostu być.
Forma Psychopozytywności przypomina, że nie musimy zasługiwać na spokój, na zatrzymanie, na czułość. Możemy je sobie podarować — bez powodu. A ta książka, z całym swoim minimalistycznym pięknem, jest jak liścik zostawiony przy poduszce przez kogoś, kto naprawdę cię rozumie.
Ilustracje jak szept
Niektóre książki próbują przyciągnąć wzrok ilustracjami pełnymi detalu, koloru, efektu. Psychopozytywność robi coś zupełnie odwrotnego. Maria Kaczorowska ilustruje sama – i robi to tak, jak pisze: z czułością, ostrożnie, bez nachalności. Jej rysunki nie krzyczą. Nie zabiegają o uwagę. One są… jak oddech. Jak cisza, która mówi.
Czasem to tylko jedna linia, postać bez twarzy, kontur dłoni. A jednak w tej prostocie kryje się więcej emocji niż w wielu rozbudowanych grafikach. Widać, że te ilustracje nie powstały „dla ozdoby”. One są częścią narracji – organicznie splecione z tekstem, uzupełniające go, czasem wręcz wyprzedzające. Potrafią zatrzymać, poruszyć, powiedzieć coś, czego słowa nie są w stanie unieść. Coś, co bardzo mnie ujęło: te obrazy nie próbują udawać, że wszystko będzie dobrze. Nie są też „motywacyjne” w sposób, który zamienia sztukę w dekoracyjny banał. Nie zobaczysz tu rozpostartych skrzydeł i haseł w stylu „uwierz w siebie”. Zamiast tego dostajesz coś dużo bardziej intymnego: rysunkową obecność. Postać skuloną w rogu kartki. Kroplę spływającą po liniach dłoni. Pustkę, która ma kształt.
W ilustracjach Kaczorowskiej czuję echo emocji, których nie potrafię czasem nazwać. To trochę jakby ktoś – zanim coś powiedział – najpierw cię przytulił. I właśnie dzięki temu ta książka działa jak notatnik uczuć. Miękki. Szczery. Delikatny. Ilustracje nie prowadzą za rękę. Ale zostają w niej na dłużej.
Między psychologią a poezją
To, co naprawdę wyróżnia Psychopozytywność spośród innych książek o zdrowiu psychicznym, to niezwykła lekkość, z jaką Maria Kaczorowska porusza się między językiem neuronauk a językiem codziennej, poranionej wrażliwości. Mówi o funkcjonowaniu mózgu, o reakcjach stresowych, o tym, co robi z nami kortyzol – ale robi to tak, że ani przez chwilę nie czułam się jak na wykładzie z psychologii. Raczej jak w bezpiecznej rozmowie z kimś, kto nie tylko przeczytał książki, ale też przeszedł swoje. I nie udaje, że wszystko już wie.
To ma ogromną wartość. W świecie, gdzie wielu autorów rozwoju osobistego przemawia z piedestału – mówiąc, co masz robić, by być „lepszym człowiekiem” – Kaczorowska schodzi z tej sceny i siada obok. Jej „ja też się czasem gubię” ma większą siłę niż niejedna akademicka mądrość. Bo to nie jest opowieść o idealnej wersji siebie. To zaproszenie do uznania siebie takim, jakim jesteśmy – z całym bałaganem, niepewnością, zmęczeniem. Właśnie dlatego książka balansuje gdzieś pomiędzy psychologią a poezją. Bo obok rzeczowych wyjaśnień o funkcjonowaniu układu limbicznego, znajdziemy zdania, które brzmią jak wersy wiersza. Zamiast instrukcji: pytania. Zamiast zaleceń: obecność. A między słowami – cicha zgoda na to, że nie wszystko musimy wiedzieć. Że możemy się zatrzymać. I że spokój nie przychodzi wtedy, gdy już jesteśmy „naprawieni”. On przychodzi wtedy, gdy wreszcie przestajemy się naprawiać na siłę.
Nie musisz być „ogarnięta”, żeby zasługiwać na spokój
Psychopozytywność to książka, która nie próbuje sprzedawać obrazka idealnego życia. Nie jest dla tych, którzy mają porządek w kalendarzu, rytuały poranne niczym z reklamy, ani dla tych, którzy codziennie witają dzień z uśmiechem i afirmacją w ręku. To lektura dla nas – tych, którzy czasem po prostu nie mają siły. Którzy zapominają, że wolno się zatrzymać. Którzy noszą w sobie ciężar emocji niewidzialny dla świata.
To książka dla zmęczonych byciem „dzielnymi”. I to nie jest tani frazes, ale najgłębszy sens tej opowieści. Bo ile razy czułaś, że musisz trwać, mimo że wszystko w Tobie krzyczy „odpuść”? Ile razy udawałaś, że wszystko jest pod kontrolą, gdy serce było ciężkie? Kaczorowska nie bagatelizuje tych momentów. Wręcz przeciwnie — ona je zna, rozumie i pozwala im być. Pisze tak, jakby trzymała Cię za rękę w chwilach, gdy masz ochotę rzucić wszystko i odejść — od siebie samej, od oczekiwań, od presji. I mówi: „Zostań. Zostań z sobą, nawet jeśli nie wiesz, jak to zrobić. Nawet jeśli się boisz. Nawet jeśli nie wierzysz, że cokolwiek się zmieni.” Ta delikatna, a jednocześnie mocna obecność jest najcenniejszym darem tej książki.
To przypomnienie, że spokój nie jest nagrodą za „ogarnięcie” czy perfekcję. Nie trzeba być „naprawioną”, żeby na niego zasługiwać. Spokój jest prawem każdego z nas — nawet, a może zwłaszcza, wtedy, gdy czujemy się zagubieni i niedoskonali. Największą siłą Psychopozytywności jest jej prostota — i zarazem trudność. Uczy czegoś, co na pozór wydaje się banalne, ale w praktyce jest niebywale wymagające: bycia przy sobie. Nie chodzi tu o od razu wielką miłość do siebie, ani o bezustanną wyrozumiałość wobec własnych słabości. Nie jest to też wołanie o sztuczne pozytywne nastawienie czy nieustanne napinanie się na bycie „dobrym”.
To przede wszystkim zaproszenie do obecności. Do tego, by nie uciekać przed sobą w momentach zwątpienia, złości, smutku czy lęku. By być z tym, co jest — z ciekawością, z uważnością, z czułością, ale bez żadnej presji. Kaczorowska pokazuje, że czasem po prostu nie da się siebie pokochać. Że bywają dni, kiedy brak nam cierpliwości wobec własnych słabości, kiedy chcemy uciec od tego, co w nas trudne. I wtedy zamiast miłości, możemy dać sobie coś równie ważnego: wysłuchanie. Nie opuszczanie siebie w najgorszych momentach. Być przy sobie to pozwolić sobie na nieidealność. To dać sobie prawo do bycia zmęczonym, nieogarniętym, zagubionym — bez poczucia winy. To może właśnie jest sedno psychopozytywności: nie „myśl pozytywnie”, ale bądź pozytywnie obecny wobec tego, co w Tobie trudne. Cicha, łagodna, pełna szacunku obecność, która nie wymaga zmiany, tylko akceptacji.
Nie będę udawać, że Psychopozytywność to książka, która „odmieniła moje życie”. Nie znajdziemy tu spektakularnych obietnic ani wielkich rewolucji. Ta książka robi coś innego — coś, co w moim odczuciu jest znacznie ważniejsze i trudniejsze: pomaga rozpoznać to, co już jest. Uczy patrzeć na siebie z czułością i zrozumieniem, na to życie, które często jest zamazane, niewyraźne, jak uczucie pod żebrami, którego nie potrafimy nazwać. W świecie pełnym presji na „bycie lepszym”, „bycie bardziej produktywnym”, „bycie szczęśliwym” Psychopozytywność mówi: nie musisz być produktem końcowym swojego rozwoju. Możesz po prostu być. Wystarczy, że pozwolisz sobie na obecność, na odczuwanie, na niedoskonałość. To jest coś, co daje ulgę, bo nie wymaga od nas heroicznych zmian ani nieustannego dążenia do idealnego „ja”. Ta książka nie proponuje złotych recept ani uniwersalnych rozwiązań — ona rozpoznaje i potwierdza to, co u każdego z nas jest prawdziwe: że czasem wystarczy zatrzymać się i po prostu być. Zamknęłam tę książkę nie z euforią, ale z poczuciem ulgi. Jak po rozmowie z kimś, kto nie próbuje mnie przekonać, że „wszystko będzie dobrze”. Kto nie udaje, że zna wszystkie odpowiedzi, ale mówi mi: „Nie musisz być sama z tym, co czujesz. Jesteś ważna, dokładnie taka, jaka jesteś”. To doświadczenie intymnej obecności, które trudno przecenić.
Dla kogo jest „Psychopozytywność”?
Dla każdego, kto kiedyś miał dość bycia silnym.
Dla tych, którzy czują, że nie mieszczą się w idealnych wzorcach „zdrowia psychicznego” serwowanych na Instagramie i mediach społecznościowych.
Dla ludzi wrażliwych, którzy noszą w sobie więcej pytań niż odpowiedzi.
Dla tych, którzy zagubili się w pędzie życia i nie wiedzą, jak się zatrzymać, by posłuchać własnego oddechu.
I przede wszystkim — dla tych, którzy czują, że potrzebują nauczyć się słuchać siebie, zanim znów zaczną siebie wymagać.
Psychopozytywność to książka dla tych, którzy nie chcą więcej przymusu pozytywności i nie wierzą w magiczne recepty. To opowieść o łagodnej obecności i cierpliwym byciu, które — choć tak proste — są dla nas prawdziwym ratunkiem.
Podsumowanie? Nie będzie. Będzie cisza
Zamiast typowego „polecam / nie polecam”, chcę zakończyć tę recenzję czymś innym. Ciszą. Tą samą, którą poczułam, gdy przewróciłam ostatnią stronę. Ciszą, w której nie trzeba mówić niczego więcej. Bo wszystko zostało powiedziane. Cicho. Mądrze. Czułe. Z troską.
I w tej ciszy postanowiłam zostać trochę dłużej. Przy sobie.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie
„Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie” Keila’y Shaheen od Wydawnictwo Marginesy to kolejny poradnik, z którym się zapoznałam. Mimo, że polska premiera była ostatniego dnia stycznia br., dziennik ujrzał światło dzienne na początku listopada 2021 roku. To nie kolejny poradnik, który trudno się czyta. Już po przekartkowaniu kilku stron zauważyłam, że książka zawiera zbiór ćwiczeń praktycznych, które ja w tym gatunku cenię najbardziej.
„Jesteście gotowi wstąpić na ścieżkę do samoświadomości, uzdrowienia i wewnętrznej przemiany?” – z opisu Wydawcy.
Ja gotowa jestem zawsze, tylko czasem efekty tej mej gotowości mi nie odpowiadają. Też tak macie jak czytacie inspirującą książkę motywacją, refleksyjną?
Książka rozdzielona jest na cztery części, tj. wstęp, ćwiczenia, wskazówki i rozdział o dojrzewaniu do źródeł swojego cienia. Tytułowy cień to nic innego, jak coś co za nami chodzi. Jak coś, co nie pozwala o sobie zapomnieć. Często cień podąża za nami każdego i jak tylko zwrócimy się w jego stronę wyziera na nas ze ścian, mebli czy podłogi. Te cienie to sprawy, o których wolimy nie rozpamiętywać, uczucia, wydarzenia, do których nie chcemy się przyznać i o których chcemy zapomnieć. I właśnie ta publikacja udowadnia, że można. Można żyć bez cienia.
Pierwsza myśl, która pojawiła się po przeczytaniu dziennika związana była z tym, że skupia się on na tym jak przeżycia z dzieciństwa i wyuczone wtedy schematy rzutują na nasze życie. Ten temat to dla mnie rzeka. Często rozmawiam o nim z moją przyjaciółką. Pokazujemy sobie wzajemnie czego świadomie i nieświadomie nauczyli nas rodzice. Co wpoiła nam grupa odniesienia, co utrudnia nam samoakceptację, nasze życie w dojrzałości emocjonalnej. Okazuje się bowiem, że nasz bagaż emocjonalny utkany z różnych wydarzeń, słów, doświadczeń z przeszłości pozostaje z nami na długo. I oby nie do końca życia – w niektórych przypadkach chciałoby się rzec.
Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z tą publikacją. Pokazuje w sposób przystępny jak sami możemy poprawić sobie jakość naszego życia. Jednocześnie zachęcam Was do czytania z odstępami. Do kolejnych części wracajcie po przerwie. Kontemplujcie. Praktykujcie ćwiczenia. Istotne jest by każdemu poświęcić czas oraz dać sobie miejsce na zastanowienie. Moje ulubione ćwiczenie to uzupełnij luki w zdaniu, w którym brakuje wyrazów. Możemy uzupełnić je po swojemu. W wielu miejscach znajdziecie również pytania do przemyślenia, listy, uzupełnianie pól itd. W kolejnych rozdziałach czytelnik może uporać się z tytułowymi cieniami. Ja przykładowo bardzo długo zastanawiałam się nad „wewnętrzny nastolatek. Co chciałbyś, aby ktoś ci powiedział, gdy byłeś nastolatkiem?”. Wiele rzeczy przyszło mi do głowy, których nikt mi nie powiedział. Nawet najbliżsi. To ogromna wartość tej książki, która z jednej strony tłumaczy pewne nasze zachowania i braki tym, co wydarzyło się w przeszłości, a z drugiej uczy, czego mamy nie robić i jak z tym walczyć.
Serdecznie Wam polecam ćwiczenia. Serdecznie Wam polecam ten dziennik.
Z książką zapoznałam się dzięki Wydawnictwu Marginesy, za co serdecznie dziękuję.
„Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie” Keila’y Shaheen od Wydawnictwo Marginesy to kolejny poradnik, z którym się zapoznałam. Mimo, że polska premiera była ostatniego dnia stycznia br., dziennik ujrzał światło dzienne na początku listopada 2021 roku. To nie kolejny poradnik, który trudno się czyta. Już po...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażdy z nas ma różne doświadczenia życiowe, pozytywne i negatywne. Wiele osób też pewnie chciałoby coś w swoim życiu zmienić. Ludzka psychika jest bardzo skomplikowana i jednocześnie elastyczna. Jesteśmy w stanie pracować nad różnymi jej elementami, kształtować swój sposób patrzenia na to, co teraz i co będzie, dostrzegać potencjał, który w nas drzemie i go rozwijać. Nic nie przychodzi samo, praca z cieniem nie jest prosta, wymaga zrozumienia, akceptacji i cierpliwości, ale jej efekty mogą być zaskakujące. Czy jesteście na nią gotowi?
Czasami sięgam po poradniki, ponieważ wychodzę z założenia, że niemal z każdego z nich można czerpać coś dla siebie. Z każdego pozostaje jakaś cząstka, która bazując na doświadczeniach innych osób pozwala dostrzec coś u siebie, ponieważ w codziennym zabieganiu zapominamy często o prostych sprawach, które powinny być najważniejsze. Ta książka, a właściwie dziennik motywacyjny służy do tego, by nam o tym przypomnieć. Bez zbędnych upiększeń, bez patosu, czy też wzniosłych słów. Wystarczy spojrzeć na okładkę, prostą, czarno białą, która doskonale odzwierciedla to, co znajdziecie w środku. Proste ćwiczenia, pytania, momenty skłaniające do refleksji i miejsca, w których będziecie mogli wylać je na papier. Nie ma bowiem złotego środku na to by pokonać wszelkie przeszkody piętrzące się przed nami. Każdy jest inny i mierzy się z własnymi doświadczeniami, czy też ograniczeniami. Najważniejsze jest to, by je dostrzec, pokonać i cieszyć się życiem. Ten dziennik służy właśnie do tego. Daje wskazówki a nie gotowe rozwiązanie.
„Praca z cieniem” to niepozorna publikacja z niezwracającą uwagi czarno białą okładką, ale za to wartościową i zależną od czytelnika treścią. Gdyż to właśnie czytelnik poznając i pracując z własnym cieniem powinien współtworzyć jej treść, zawrzeć na jej kartach wszystko to, co ogranicza, po to by zaakceptować siebie i z odwagą oraz uśmiechem spojrzeć w przyszłość.
http://wyczytane-ksiazki.blogspot.com/2024/06/praca-z-cieniem-keila-shaheen.html
Każdy z nas ma różne doświadczenia życiowe, pozytywne i negatywne. Wiele osób też pewnie chciałoby coś w swoim życiu zmienić. Ludzka psychika jest bardzo skomplikowana i jednocześnie elastyczna. Jesteśmy w stanie pracować nad różnymi jej elementami, kształtować swój sposób patrzenia na to, co teraz i co będzie, dostrzegać potencjał, który w nas drzemie i go rozwijać. Nic...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"PRACA Z CIENIEM" KEILA SHAHEEN
Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie.
Zapraszam Was do świata własnych emocji, wartości, traum, lęków, fobii, granic, przekonań.
Genialnie napisany, opracowany i wydany poradnik.
Niezwykle intuicyjny, zadaniowy i prosty w swej prostocie.
Czytelny język i styl, przemyślane i świetnie dopracowane pytania, zadania.
To swoisty dziennik, który może stać się cudownym początkiem podróży w głąb siebie.
Praca z cieniem, to nic innego jak praca z własną psychiką, która niejednokrotnie potrafi nas zaskoczyć.
Tak wiele rzeczy możemy wypierać, pomijać, celowo nie zauważać.
Nasza psychika jest niesamowita i absolutnie warto się jej przyjrzeć.
Zawarte w poradniku zadania, ćwiczenia, podpowiedzi pomogą nam dotrzeć do tego co w nas.
W każdym momencie życia warto się zatrzymać i ruszyć ścieżką samopoznania, samozdrowienia.
Przecież nikt inny, jak my sami znany siebie najlepiej.
Jest jednak jedna bardzo ważna rzecz - biorąc do ręki tę lekturę bądźmy ze sobą całkowicie szczerzy.
Przyznajmy się przed samym sobą do tego co chowamy, czego się wstydzimy, czego się boimy. Stawmy czoło swoim przekonaniom, którymi nasiąknęliśmy z dzieciństwa, swoim lękom, frustracjom.
Podnieśmy swoje poczucie wartości, dajmy sobie więcej akceptacji, zrozumienia, uwagi, czułości i miłości.
Wykorzystujmy swój potencjał, intuicję i talenty.
Możemy być niedoskonali, nie musimy być perfekcyjni i mamy prawo czegoś nie chcieć.
Zadbajmy o siebie stawiając granice ucząc się asertywności.
Tak naprawę wszystko zaczyna się w naszej głowie i tak wiele możemy zrobić dla siebie.
ABSOLUTNIE polecam tę niezwykle wartościową lekturę.
Moje 10/10 bezdyskusyjnie :)
"PRACA Z CIENIEM" KEILA SHAHEEN
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie.
Zapraszam Was do świata własnych emocji, wartości, traum, lęków, fobii, granic, przekonań.
Genialnie napisany, opracowany i wydany poradnik.
Niezwykle intuicyjny, zadaniowy i prosty w swej prostocie.
Czytelny język i styl, przemyślane i świetnie...
Praca z cieniem, to nie zwykła książka. To nasz osobisty przewodnik po nas samych. Psychologiczna podróż przez swoją świadomość.
Praca z cieniem ma pomóc nam poradzić sobie z traumami i przykro i doświadczeniami. Pomóc nam samym, a w szczególności naszemu wewnętrznemu dziecku.
Napisany jest prostym językiem, z wieloma ćwiczeniami i radami jak sobie radzić.
Wypełnianie go było dla mnie bardzo trudne, to była walka z samym sobą. Początkowo czułam się źle wypełniając go, łzy płynęły po moich policzkach gdy przywoływała wspomnienia najgorszych chwil mojego życia.
W pewien sposób dziennik mi pomógł, wyzwolił że mnie to co najgorsze. Dał możliwość wyłania z siebie tej goryczy, chociaż nie obeszło się bez zawachań, załamań i lęku.
Po jego wypełnieniu jestem w jakiś sposób spokojniejsza i myślę, że zaglądając do niego powrotnie by wypełnić pominięte przeze mnie (zbyt trudne na dany moment rzeczy) ćwiczenia, uda mi się lepiej zapanować nad sobą.
Praca z cieniem, to nie zwykła książka. To nasz osobisty przewodnik po nas samych. Psychologiczna podróż przez swoją świadomość.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPraca z cieniem ma pomóc nam poradzić sobie z traumami i przykro i doświadczeniami. Pomóc nam samym, a w szczególności naszemu wewnętrznemu dziecku.
Napisany jest prostym językiem, z wieloma ćwiczeniami i radami jak sobie radzić.
Wypełnianie...
Zaintrygował mnie opis dziennika i ciekawa szata graficzna. Nie krzyczy "kup mnie", jest minimalistyczna. Dawno nie zajmowałam się sama sobą, bo od września praca pochłania mnie za mocno. Postanowiłam zrobić coś dla siebie, dlatego posiadam ten dziennik.
Czym on jest? Na pewno drogowskazem do zajrzenia w siebie, zatrzymania się w zbyt szybkim życiu.
Dziennik podzielony jest na cztery części:
1. Wstęp. Opis czym jest praca z cieniem, jak go odnaleźć i jak z nim pracować.
2. Ćwiczenia. To bardzo ważny rozdział tej książki. Dostajemy kody QR do medytacji. Ćwiczenia pomagają nam poznać siebie. Ciekawy jest list do siebie z przeszłości, który piszemy.
3. Wskazówki pomagają nam w prowadzeniu dziennika.
4. Dotrzyj do źródeł swojego cienia. Ostatni rozdział dla mnie bardzo ważny, odszukujemy w przeszłości źródeł naszego cienia.
Świetny podział, nienachalny, nikt nas tu nie próbuje wyprostować, do wszystkiego musimy dojść sami. Nie jest prosto pracować z tym dziennikiem, musimy odkryć przed sobą, co jest naszym cieniem i zamienić go w coś dobrego. Musimy być otwarci i szczerzy sami ze sobą, a to nie jest wcale takie proste. Na pewno będę wracać do tego dziennika. Warto zainwestować w taki samorozwój.
Polecam
Zaintrygował mnie opis dziennika i ciekawa szata graficzna. Nie krzyczy "kup mnie", jest minimalistyczna. Dawno nie zajmowałam się sama sobą, bo od września praca pochłania mnie za mocno. Postanowiłam zrobić coś dla siebie, dlatego posiadam ten dziennik.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzym on jest? Na pewno drogowskazem do zajrzenia w siebie, zatrzymania się w zbyt szybkim życiu.
Dziennik podzielony...
"Praca z cieniem" naprawdę mnie zaciekawiła. Dziennik, który ma nas nauczyć rozwijać samoświadomość, kochać i akceptować siebie, wykorzystać swój pełny potencjał. Brzmi bajecznie, może nawet zbyt prosto. Do tego lekko zastanawiał mnie fakt "hitu tiktoka", gdyż nie mam do nich zaufania. Ale mimo to ciekawość wzięła górę. I jak się dziennik sprawił? Cóż... zaskakująco dobrze.
Oczywistym jest, że żadna książka, żaden dziennik czy podręcznik nie zastąpi terapii, czasem jednak zdarzają się takie, które okazują się naprawdę pomocne - tak też jest, moim zdaniem, i w tym przypadku. "Praca z cieniem" wydaje się przydatna zwłaszcza na początku tej przygody z self-help, dzięki temu dziennikowi można faktycznie zacząć drogę do uzdrawiania siebie. Jeśli otworzymy się na siebie, pozwolimy sobie na szczerość względem samego siebie, może pomóc nam uświadomić sobie pewne sprawy, dokopać się do rzeczy, o których nie mieliśmy pojęcia, odkryć pewne prawdy o sobie samym - i zamienić to wszystko w coś rozwijającego.
Co jeszcze zachęca do pracy z tym dziennikiem to ciekawe i zróżnicowane zadania, a brak wyniosłych przemów i lania wody. Cel dziennika i torie, jakie porusza, opisane są po krótce, w przystępny dla każdego sposób. Nie zagłębia się w nie za mocno, nie odstrasza (czy to objętością czy samą kontrowersyjną teorią - tu wzięte jest z niej to co najsensowniejsze, a co lepsze, nie upiera się, jakoby miała być to prawda objawiona),widzę w tym dzienniku naprawdę wiele potencjalu. Na pewno nie jest to pozycja dla każdego, ale jeśli zastanawiacie się nad nią, myślę, że warto dać "Pracy z cieniem" szansę.
Ze strony czysto technicznej dziennik też jest bardzo dobrze wydany; wygodny, estetyczny, na porządnym papierze - np. zakreślacze czy cienkopisy nie przebijają się na drugą stronę, co doceniam.
Współpraca z wydawnictwem Marginesy.
"Praca z cieniem" naprawdę mnie zaciekawiła. Dziennik, który ma nas nauczyć rozwijać samoświadomość, kochać i akceptować siebie, wykorzystać swój pełny potencjał. Brzmi bajecznie, może nawet zbyt prosto. Do tego lekko zastanawiał mnie fakt "hitu tiktoka", gdyż nie mam do nich zaufania. Ale mimo to ciekawość wzięła górę. I jak się dziennik sprawił? Cóż... zaskakująco dobrze....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPraca z cieniem" to dziennik motywacyjny, który pokochały miliony. Ale żądacie sobie pytanie czym tak naprawdę jest praca z cieniem i co ten cień oznacza? Otóż będzie ona polegała na odkrywaniu tego co nieznane w nas samych. A cień to właśnie ta nieznana, nieświadoma część twojej osobowości, która może ujawniać się dopiero pod wpływem silnych emocji.
.
Autorka całość podzieliła na cztery rozdziały. Wstęp - krótka teoria poprzedzająca dalszą część, w której znajdziemy rozmaite ćwiczenia, pozwalające na zagłębienie się w samego siebie. Na dotarcie do najbardziej ukrytych zakamarków naszej świadomości, aby wreszcie ujrzały one światło dzienne.
Jedna z najciekawszych części dziennika zdecydowanie jest rozdział trzeci - prowadzenie dziennika. I to dosłownie. To rozdział, który zmusi nas do prawdziwej refleksji nad samym sobą. Kella Shaheen nie pozostawia czytelnikowi taryfy ulgowej. Wiele pytań czy zadań zawartych w książce może być w 90% "trudnych" lub niewygodnych, jednak są konieczne aby dojść do celu.
.
"Praca z cieniem" nie jest w żadnym wypadku kolejnym nudnym poradnikiem, który mówi "zrób tak, a będzie ok". Nie, dziennik motywuje i zachęca do działania. A cała praca z nim, choć czasochłonna będzie absorbująca, ciekawa i co najważniejsze przynosząca efekty.
P.S. plusem jest również "nie krzykliwa" szata graficzna, która jest bardzo przyjemna w odbiorze.
Praca z cieniem" to dziennik motywacyjny, który pokochały miliony. Ale żądacie sobie pytanie czym tak naprawdę jest praca z cieniem i co ten cień oznacza? Otóż będzie ona polegała na odkrywaniu tego co nieznane w nas samych. A cień to właśnie ta nieznana, nieświadoma część twojej osobowości, która może ujawniać się dopiero pod wpływem silnych emocji.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to.
Autorka całość...
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo wydawnictwu.
W książce znajdziemy kod QR, który pozwoli nam pobrać aplikacje na telefon, niestety przekierowuje do sklepu Apple i nie udało mi się znaleźć tej aplikacji na androida. Pomysł na pewno fajny lecz jak wygląda Wam nie opowiem ani jak się sprawuje. Jednak jej brak nie przeszkadzał mi by w pełni korzystać z dziennika.
Dziennik podzielony jest na cztery części:
Wstęp - pomaga lepiej zrozumieć nam na czym polega praca z cieniem, jak go dostrzec i dlaczego praca z nim jest taka ważna;
Ćwiczenia - pomogą nam w pracy nad sobą; znajdziemy tu również kody QR do medytacji przydatnych do ćwiczeń. Mamy tu nie tylko afirmacje, ale również i listę wdzięczności oraz miejsce na list do siebie z przeszłości;
Wskazówki - pomagaja nam w prowadzeniu dziennika i w pracy z nim, mamy tu dużo miejsca do zapisów więc możemy korzystać z niego długo jak tego potrzebujemy;
Dotrzyj do źródeł swojego cienia - w tej części możemy skupić się na przeżyciach z przeszłości i dotrzeć do źródła swoich cieni.
Taki podział dziennika mi bardzo przypadł do gustu. Mogłam przeskakiwać między ćwiczeniami i robić notatki dotyczące moich odczuć i szukać generatorów moich licznych cieni. Mimo, że już dużo czasu spędziłam z dziennikiem czuję, że przede mną jeszcze długa droga, ale ta którą już przeszłam jest dla mnie bardzo zadowalająca dlatego postanowiłam już na tym etapie podzielić się swoimi odczuciami i polecić Wam ten dziennik. Podoba mi się to jak wiele tematów jest tutaj wziętych pod uwagę i jak pytania zadawane w tej książce pozwalają przemyśleć dogłębnie gdzie tak na prawdę tkwi nasz problem.
Osobiście jestem bardzo zadowolona z pracy z tym dziennikiem i bardzo Wam go polecam.
Za egzemplarz książki do recenzji w ramach współpracy barterowej dziękuję bardzo wydawnictwu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW książce znajdziemy kod QR, który pozwoli nam pobrać aplikacje na telefon, niestety przekierowuje do sklepu Apple i nie udało mi się znaleźć tej aplikacji na androida. Pomysł na pewno fajny lecz jak wygląda Wam nie opowiem ani jak się sprawuje. Jednak jej brak nie przeszkadzał mi...
Nie jestem fanką książek prowadzących do samodoskonalenia i dzienników, które w teorii mają nam pomóc stać się lepszym. Z drugiej jednak strony świat idzie do przodu i trzeba być otwartym na różne możliwości, więc bez uprzedzenia sięgnęłam po "Praca z cieniem", był na własnej skórze przekonać się czy to naprawdę działa.
Byłam sceptyczna i przez to wstęp nie do końca przypadł mi do gustu. Na początku nie polubiłam się z książką i byłam przekonana, że nic z naszej wspólnej relacje nie wyjdzie. A jednak z czasem zaczęłam otwierać się na to co proponuje mi Keila Shaheen i zaczęłam dostrzegać powiązania między życiem przed i po rozpoczęciu współpracy z książką. Nie była to jakaś kolosalna zmiana, ale zmiana – a to już oznacza mały sukces.
Autorka stworzyła książkę dla każdego, ale tylko otwarty czytelnik, gotowy na nowe doświadczenia będzie mógł w pełni wyciągnąć z niej proces zmian. To lektura wchodząca w interakcję z czytelnikiem, zmuszająca go do głębokiej analizy własnych zachowań, marzeń i podejmowanych decyzji a także pozwalające nam przełożyć to co siedzi w naszej głowie w konfrontacji z tym czego oczekujemy wobec świata. To nie jest łatwy dziennik, ponieważ wyciągnie z nas także złą stronę, ale takie jest jego zadanie – odrzucić cień który w nas siedzi i zmienić go w coś znacznie lepszego. Czy zatem jestem zadowolona z pracy z tym dziennikiem? Tak! Nawet bardzo, ponieważ coś nietypowego, innego niż wszystkie pozwoliło mi wejrzeć w głąb siebie i w końcu zrozumieć niektóre niejasne aspekty. Owszem, wciąż uważam, że to nie jest książka która zmienia człowieka, ale na pewno pozwala mu wyjść na konkretną drogę ku nadchodzącym zmianą.
Przygotujcie się na to, że książka zostanie zapisana i nie nada się już do oddania komukolwiek. Tak naprawdę to nie jest lektura a właśnie indywidualny, prywatny dziennik, w którym zapisywać będziemy to co siedzi w naszej głowie i sercu. Strony otwarte są na to co chce im podarować czytelnik, na nasze słowa, zapisane uczucia i nadchodzące cele. Nie od dziś wiadomo, że gdy ktoś głośno powie to co go trapi, zaczyna czuć się lepiej. W tym przypadku działanie jest podobne, ponieważ zauważyłam, że po pracy z tą książką zaczęłam czuć się naprawdę dobrze i byłam pełna pozytywnej energii. Przygotujcie się więc na długofalową współpracę, ponieważ trzeba będzie się otworzyć i na perspektywie dłuższego czasu współpracować z metodami jakie proponuje nam Keila Shaheen.
Sądzę, że najlepiej wyposażyć się w dwa egzemplarze tej publikacji. Jedną musimy wykorzystać aktualnie, do drugiej wrócić po pewnym czasie, by zobaczyć czy faktycznie przyniosła efekty i to co zapisane było kiedyś – być może dziś ma zupełnie inne znaczenie. "Praca z cieniem" to intensywna praca włożona ze strony autorki i chęć propozycji zmian do tego, by stać się lepszym człowiekiem, ale musicie również pamiętać, że trudno przegonić z własnego wnętrza negatywne emocje. Nie zrażajcie się zatem do tej książki i bądźcie otwarci na nowe a być może dzięki Shaheen Wasze życie stanie się inne. Dla mnie była to ciekawa przygoda i na pewno szybko jej nie zapomnę, a być może tak jak wspomniałam powyżej – sprezentuję sobie jeszcze jedną publikację, by przekonać się czy faktycznie zadziałało.
Nie jestem fanką książek prowadzących do samodoskonalenia i dzienników, które w teorii mają nam pomóc stać się lepszym. Z drugiej jednak strony świat idzie do przodu i trzeba być otwartym na różne możliwości, więc bez uprzedzenia sięgnęłam po "Praca z cieniem", był na własnej skórze przekonać się czy to naprawdę działa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByłam sceptyczna i przez to wstęp nie do końca...
Sama nie wiedziałam, że potrzebuję togo dziennika, do momentu gdy zaczęłam go uzupełniać. Ten tytuł od pierwszych stron, jest pełny interesujących informacji, wiedzy naukowej z zakresu psychologi, wyjaśnień istoty cienia. Znalazłam też w nim pełno wskazówek oraz ćwiczeń, które pomogły mi zrozumieć moje emocje, smutki, dzięki niemu rozpracowałam odległą przeszłość. Dziennik pomógł mi zrozumieć siebie, to co mnie trapi i czego potrzebuje do szczęścia.
Zrozumienie siebie, swoich słabych stron jest potrzebne nie tylko, by pokochać siebie, ale również, by lepiej zrozumieć innych. Ważne jest samowspółczucie, gdy poznamy siebie, pogodzimy się ze sobą samą, lepiej będziemy czuli się przy innych ludziach, będziemy umieć ich zrozumieć, wykażemy empatię.
To bardzo przydatna, potrzebna książka, dla tych, którzy są gotowi popracować nad sobą, nad własnymi lękami.
Współpraca barterowa- Wydawnictwo Marginesy
Sama nie wiedziałam, że potrzebuję togo dziennika, do momentu gdy zaczęłam go uzupełniać. Ten tytuł od pierwszych stron, jest pełny interesujących informacji, wiedzy naukowej z zakresu psychologi, wyjaśnień istoty cienia. Znalazłam też w nim pełno wskazówek oraz ćwiczeń, które pomogły mi zrozumieć moje emocje, smutki, dzięki niemu rozpracowałam odległą przeszłość. Dziennik...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to