Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie

Okładka książki Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie autora Keila Shaheen, 9788367996334
Okładka książki Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie
Keila Shaheen Wydawnictwo: Marginesy poradniki
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
poradniki
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Shadow Work Journal: A Guide to Integrate and Transcend your Shadows
Data wydania:
2024-01-31
Data 1. wyd. pol.:
2024-01-31
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367996334
Tłumacz:
Barbara Łukomska
Średnia ocen

8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie



książek na półce przeczytane 2063 napisanych opinii 255

Oceny książki Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie

Średnia ocen
8,4 / 10
63 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie

avatar
2700
936

Na półkach: , , ,

„Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie” Keila’y Shaheen od Wydawnictwo Marginesy to kolejny poradnik, z którym się zapoznałam. Mimo, że polska premiera była ostatniego dnia stycznia br., dziennik ujrzał światło dzienne na początku listopada 2021 roku. To nie kolejny poradnik, który trudno się czyta. Już po przekartkowaniu kilku stron zauważyłam, że książka zawiera zbiór ćwiczeń praktycznych, które ja w tym gatunku cenię najbardziej.

„Jesteście gotowi wstąpić na ścieżkę do samoświadomości, uzdrowienia i wewnętrznej przemiany?” – z opisu Wydawcy.

Ja gotowa jestem zawsze, tylko czasem efekty tej mej gotowości mi nie odpowiadają. Też tak macie jak czytacie inspirującą książkę motywacją, refleksyjną?

Książka rozdzielona jest na cztery części, tj. wstęp, ćwiczenia, wskazówki i rozdział o dojrzewaniu do źródeł swojego cienia. Tytułowy cień to nic innego, jak coś co za nami chodzi. Jak coś, co nie pozwala o sobie zapomnieć. Często cień podąża za nami każdego i jak tylko zwrócimy się w jego stronę wyziera na nas ze ścian, mebli czy podłogi. Te cienie to sprawy, o których wolimy nie rozpamiętywać, uczucia, wydarzenia, do których nie chcemy się przyznać i o których chcemy zapomnieć. I właśnie ta publikacja udowadnia, że można. Można żyć bez cienia.


Pierwsza myśl, która pojawiła się po przeczytaniu dziennika związana była z tym, że skupia się on na tym jak przeżycia z dzieciństwa i wyuczone wtedy schematy rzutują na nasze życie. Ten temat to dla mnie rzeka. Często rozmawiam o nim z moją przyjaciółką. Pokazujemy sobie wzajemnie czego świadomie i nieświadomie nauczyli nas rodzice. Co wpoiła nam grupa odniesienia, co utrudnia nam samoakceptację, nasze życie w dojrzałości emocjonalnej. Okazuje się bowiem, że nasz bagaż emocjonalny utkany z różnych wydarzeń, słów, doświadczeń z przeszłości pozostaje z nami na długo. I oby nie do końca życia – w niektórych przypadkach chciałoby się rzec.

Zachęcam Was gorąco do zapoznania się z tą publikacją. Pokazuje w sposób przystępny jak sami możemy poprawić sobie jakość naszego życia. Jednocześnie zachęcam Was do czytania z odstępami. Do kolejnych części wracajcie po przerwie. Kontemplujcie. Praktykujcie ćwiczenia. Istotne jest by każdemu poświęcić czas oraz dać sobie miejsce na zastanowienie. Moje ulubione ćwiczenie to uzupełnij luki w zdaniu, w którym brakuje wyrazów. Możemy uzupełnić je po swojemu. W wielu miejscach znajdziecie również pytania do przemyślenia, listy, uzupełnianie pól itd. W kolejnych rozdziałach czytelnik może uporać się z tytułowymi cieniami. Ja przykładowo bardzo długo zastanawiałam się nad „wewnętrzny nastolatek. Co chciałbyś, aby ktoś ci powiedział, gdy byłeś nastolatkiem?”. Wiele rzeczy przyszło mi do głowy, których nikt mi nie powiedział. Nawet najbliżsi. To ogromna wartość tej książki, która z jednej strony tłumaczy pewne nasze zachowania i braki tym, co wydarzyło się w przeszłości, a z drugiej uczy, czego mamy nie robić i jak z tym walczyć.

Serdecznie Wam polecam ćwiczenia. Serdecznie Wam polecam ten dziennik.

Z książką zapoznałam się dzięki Wydawnictwu Marginesy, za co serdecznie dziękuję.

„Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie” Keila’y Shaheen od Wydawnictwo Marginesy to kolejny poradnik, z którym się zapoznałam. Mimo, że polska premiera była ostatniego dnia stycznia br., dziennik ujrzał światło dzienne na początku listopada 2021 roku. To nie kolejny poradnik, który trudno się czyta. Już po...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
663
660

Na półkach:

Każdy z nas ma różne doświadczenia życiowe, pozytywne i negatywne. Wiele osób też pewnie chciałoby coś w swoim życiu zmienić. Ludzka psychika jest bardzo skomplikowana i jednocześnie elastyczna. Jesteśmy w stanie pracować nad różnymi jej elementami, kształtować swój sposób patrzenia na to, co teraz i co będzie, dostrzegać potencjał, który w nas drzemie i go rozwijać. Nic nie przychodzi samo, praca z cieniem nie jest prosta, wymaga zrozumienia, akceptacji i cierpliwości, ale jej efekty mogą być zaskakujące. Czy jesteście na nią gotowi?

Czasami sięgam po poradniki, ponieważ wychodzę z założenia, że niemal z każdego z nich można czerpać coś dla siebie. Z każdego pozostaje jakaś cząstka, która bazując na doświadczeniach innych osób pozwala dostrzec coś u siebie, ponieważ w codziennym zabieganiu zapominamy często o prostych sprawach, które powinny być najważniejsze. Ta książka, a właściwie dziennik motywacyjny służy do tego, by nam o tym przypomnieć. Bez zbędnych upiększeń, bez patosu, czy też wzniosłych słów. Wystarczy spojrzeć na okładkę, prostą, czarno białą, która doskonale odzwierciedla to, co znajdziecie w środku. Proste ćwiczenia, pytania, momenty skłaniające do refleksji i miejsca, w których będziecie mogli wylać je na papier. Nie ma bowiem złotego środku na to by pokonać wszelkie przeszkody piętrzące się przed nami. Każdy jest inny i mierzy się z własnymi doświadczeniami, czy też ograniczeniami. Najważniejsze jest to, by je dostrzec, pokonać i cieszyć się życiem. Ten dziennik służy właśnie do tego. Daje wskazówki a nie gotowe rozwiązanie.

„Praca z cieniem” to niepozorna publikacja z niezwracającą uwagi czarno białą okładką, ale za to wartościową i zależną od czytelnika treścią. Gdyż to właśnie czytelnik poznając i pracując z własnym cieniem powinien współtworzyć jej treść, zawrzeć na jej kartach wszystko to, co ogranicza, po to by zaakceptować siebie i z odwagą oraz uśmiechem spojrzeć w przyszłość.

http://wyczytane-ksiazki.blogspot.com/2024/06/praca-z-cieniem-keila-shaheen.html

Każdy z nas ma różne doświadczenia życiowe, pozytywne i negatywne. Wiele osób też pewnie chciałoby coś w swoim życiu zmienić. Ludzka psychika jest bardzo skomplikowana i jednocześnie elastyczna. Jesteśmy w stanie pracować nad różnymi jej elementami, kształtować swój sposób patrzenia na to, co teraz i co będzie, dostrzegać potencjał, który w nas drzemie i go rozwijać. Nic...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1437
1437

Na półkach:

"PRACA Z CIENIEM" KEILA SHAHEEN

Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie.

Zapraszam Was do świata własnych emocji, wartości, traum, lęków, fobii, granic, przekonań.

Genialnie napisany, opracowany i wydany poradnik.
Niezwykle intuicyjny, zadaniowy i prosty w swej prostocie.
Czytelny język i styl, przemyślane i świetnie dopracowane pytania, zadania.
To swoisty dziennik, który może stać się cudownym początkiem podróży w głąb siebie.

Praca z cieniem, to nic innego jak praca z własną psychiką, która niejednokrotnie potrafi nas zaskoczyć.
Tak wiele rzeczy możemy wypierać, pomijać, celowo nie zauważać.
Nasza psychika jest niesamowita i absolutnie warto się jej przyjrzeć.
Zawarte w poradniku zadania, ćwiczenia, podpowiedzi pomogą nam dotrzeć do tego co w nas.
W każdym momencie życia warto się zatrzymać i ruszyć ścieżką samopoznania, samozdrowienia.
Przecież nikt inny, jak my sami znany siebie najlepiej.

Jest jednak jedna bardzo ważna rzecz - biorąc do ręki tę lekturę bądźmy ze sobą całkowicie szczerzy.
Przyznajmy się przed samym sobą do tego co chowamy, czego się wstydzimy, czego się boimy. Stawmy czoło swoim przekonaniom, którymi nasiąknęliśmy z dzieciństwa, swoim lękom, frustracjom.
Podnieśmy swoje poczucie wartości, dajmy sobie więcej akceptacji, zrozumienia, uwagi, czułości i miłości.
Wykorzystujmy swój potencjał, intuicję i talenty.
Możemy być niedoskonali, nie musimy być perfekcyjni i mamy prawo czegoś nie chcieć.
Zadbajmy o siebie stawiając granice ucząc się asertywności.
Tak naprawę wszystko zaczyna się w naszej głowie i tak wiele możemy zrobić dla siebie.


ABSOLUTNIE polecam tę niezwykle wartościową lekturę.

Moje 10/10 bezdyskusyjnie :)

"PRACA Z CIENIEM" KEILA SHAHEEN

Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie.

Zapraszam Was do świata własnych emocji, wartości, traum, lęków, fobii, granic, przekonań.

Genialnie napisany, opracowany i wydany poradnik.
Niezwykle intuicyjny, zadaniowy i prosty w swej prostocie.
Czytelny język i styl, przemyślane i świetnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

274 użytkowników ma tytuł Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie na półkach głównych
  • 193
  • 70
  • 11
44 użytkowników ma tytuł Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie na półkach dodatkowych
  • 25
  • 7
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Domek z kart Katy Hays
Domek z kart
Katy Hays
Ann za wszelką cenę chce wyrwać się z rodzinnego domu w Walla Walla – niewielkiego miasteczka w stanie Waszyngton. Okazja do wyjazdu nadarza się, gdy zostaje przyjęta na letni staż w Nowym Jorku. Na miejscu okazuje się jednak, że jej opiekun wyjechał do nowej pracy, a Ann nie jest już tam nikomu potrzebna.... Opis z okładki sugeruje mroczny, pełny okultyzmu kryminał, to co znajdziemy w środku nieco od teo odbiega. Jasne, opisy samego kompleksu i ogródu pełnego trujących roślin można uznać za 'dark akademie', ale nie czułam wcale mroku. Wydobywały piękno renesansowej sztuki, ale nic poza tym. Co nie znaczy, że mi się to nie podobało, po prostu zabrakło grozy czającej się w cieniach antyków. Opisy były niezwykle obrazowe, pozwalające się przenieść czytelnikowi do danego miejsca. Podobało mi się to jak autorka otaczała nas sztuką. Akcja rozwija się tu bardzo powoli. Głównie skupiamy się na przemianie wewnętrznej głównej bohaterki spowodowanej różnymi doznaniami z jej nowego życia. Jak początkowo ten powolny styl mi nie przeszkadzał, tak w okolicach dwusetnej strony powoli zaczynał mnie drażnić. Chociaż, to może za mocne słowo. Zgrzytać? Po prostu zabrakło tego obiecanego mroku. Mimo licznych napomknięć o badaniach jakie prowadziła Ann – tłumaczeniu zapomnianych tekstów, pracy z antykami, stopniowym zagłębianiem się w świat magii, okultyzmu i tarota – my, czytelnicy nic na ten temat nie wiemy. Rozumiem, że przez większą część książki starania bohaterów spełzały na niczym, ale moim zdaniem fajnie byłoby dopuścić czytelnika do tego świata. Pokazać chociaż część wyników ich ciągłej pracy. Pozwolić nam poczuć ten zawód i presję. Bo co z tego, że wiemy że Ann, Patrick i Rachel zgłębiają tajemnice tarota, jeśli my sami na ten temat nic nie wiemy? To mogłoby wprowadzić mrok do fabuły😒 Niewątpliwym atutem Kart są bohaterowie. Niezwykle ciekawi, szarzy, przyciągający...Zaczynając od Patricka, który w pierwszej chwili jawi się jako pewny swego optymista, przez innych uważany za dżentelmena, później objawia swoje fanatyczne zapędy. Rachel, która jest powszechnie uważana za niebywale uprzejmą i intligentną młodą dziewczynę, okazuje się mieć swoją mroczną stronę. Nasza główna bohaterka Ann, początkowo zagubiona i skrzywdzona dziewczyna, która powoli odkrywa prawdziwą siebie. I Leo punkowy buntownik ogrodnik, który ma jednak jasne zasady, których się trzyma. Możecie mi wierzyć, że na ich temat chciałam napisać o wiele więcej, bo to jak została poprowadzona ich kreacja, to jak bohaterowie widzą siebie nawzajem, jak powoli odkrywają kolejne karty, jak skomplikowane relację ich łączą...jest tu CZYSTYM ZŁOTEM, nie chce wam jednak psuć zabawy😉 Dodatkowym plusem jest wątek romantyczny. Jest tak niewielki, że mogłam go w całości pominąć🖤😎 Akcja rozkręca się dopiero pod koniec i nie pozwala nam na odłożenie książki na później. Zakończenie jest spójne i logiczne, przez co jednak przewidywalne i powoduje niedosyt... Nie zostaje też wyjaśniona pewna kwestia na temat mamy Ann, mam co prawda swoją teorię, ale w żaden sposób nie jestem w stanie jej poprzeć😒😑 Ostatecznie 4,3/5☆ co mnie samą dziwi bo raz, że brakowało mi grozy, dwa te zakończenie..., ale naprawdę nie jestem w stanie ocenić tego niżej😩🖤
Nabój - awatar Nabój
ocenił na71 miesiąc temu
Psychopozytywność Maria Kaczorowska
Psychopozytywność
Maria Kaczorowska
𝗖𝘇𝘂ł𝗼ść 𝘄𝗼𝗯𝗲𝗰 𝘀𝗶𝗲𝗯𝗶𝗲 𝘁𝗼 𝗮𝗸𝘁 𝗼𝗱𝘄𝗮𝗴𝗶. Nie każda książka z działu „rozwój osobisty” potrafi przemówić do mnie językiem, który nie zgrzyta. Zbyt często przypominają one monologi samozwańczych mentorów – napompowane frazesami, wypolerowane hasłami, które dobrze brzmią na okładce, ale rozpadają się przy pierwszym kryzysie. Czytam: „wystarczy, że wybierzesz szczęście”, i czuję, jak coś we mnie się buntuje. Bo to nie zawsze wystarczy. Bo życie to nie równanie z jednym rozwiązaniem. A cierpienie – choć nielubiane – też jest częścią bycia człowiekiem. Zbyt często spotykam się z książkami, które nie tyle chcą pomóc, ile podporządkować. W których autor – z pozycji eksperta – mówi mi, że moja obecna wersja to wersja „do poprawki”. I że jeśli się nie zmienię, jeśli nie wprowadzę ich magicznych zasad w życie, to właściwie… sama jestem sobie winna. Znasz ten ton? Taki chłodny coaching w przebraniu empatii? Podobno z troski, ale jednak z wyższością. To właśnie od takich książek nauczyłam się być podejrzliwa. I dlatego po Psychopozytywność sięgnęłam bez większych oczekiwań – spodziewałam się ładnie wydanego zestawu uproszczeń. Tymczasem autorka zrobiła coś, czego nie potrafi większość autorów poradników: zamilkła wtedy, kiedy było trzeba. Dała przestrzeń. Zamiast rzucać rozwiązaniami, zaczęła zadawać pytania. Zamiast mobilizować, pozwalała odpocząć. Zamiast udawać, że zna mnie lepiej niż ja sama – po prostu towarzyszyła. Bez oceny, bez presji, bez pustych słów. Ta książka nie próbuje mnie ulepszać. Nie próbuje mnie przekonać, że moje obecne „ja” to tylko przystanek na drodze do lepszego „ja 2.0”. Wręcz przeciwnie – mówi: możesz się zatrzymać. Możesz nie być gotowa. Możesz czuć się zmęczona. I w tym zmęczeniu – nadal zasługujesz na troskę. Bo jesteś wystarczająca. Już teraz. To jest właśnie ten język, który nie zgrzyta. Delikatny, nienarzucający się, prawdziwie ludzki. Nie gloryfikuje „ciągłego rozwoju”. Nie podsyca strachu, że jeśli nie zrobisz kroku do przodu, to zostaniesz w tyle. Zamiast tego przypomina: czasem największym krokiem do przodu jest danie sobie spokoju. I tak – bywało, że zamykałam tę książkę z wilgocią w oczach. Bo jej słowa nie wbijały się we mnie jak ostrze. One osiadały cicho – jak kropelki deszczu na suchym listku. Przynosiły ulgę. Nie krzyczały: „zmień się”. Mówiły: „możesz być przy sobie – taka, jaka jesteś”. A to, w świecie poradników, które krzyczą „więcej!”, „lepiej!”, „mocniej!”, jest rewolucyjne. Psychologia, która nie rani Zaskoczyło mnie, jak bardzo Psychopozytywność była inna od wszystkiego, co znałam z popularnej psychologii. Bo to nie poradnik. Nie esej. Nie tylko zbiór rysunków – choć ilustracje autorki są czułe, trafne i miejscami bardziej poruszające niż słowa. To coś bardziej osobistego. Intymnego. Książka Marii Kaczorowskiej to coś pomiędzy dziennikiem a rozmową z terapeutą, który nie chce cię naprawić, tylko usłyszeć. Autorka pisze o akceptacji emocji. Wszystkich – nie tylko tych „ładnych”. Uczy, że wstyd, lęk, złość, smutek – to nie wrogowie, ale komunikaty. Sygnały, że coś w nas potrzebuje uwagi. Że może, zamiast je tłumić, warto się nad nimi pochylić. I nie – nie chodzi tu o pogrążanie się w ciemnościach. Chodzi o ich uznanie. O danie sobie prawa do nie perfekcyjności. To chyba największa siła Psychopozytywności: jej łagodność. Nie tylko w warstwie językowej, ale w samym podejściu do człowieka. To książka, która nie próbuje „zdiagnozować” czytelnika. Nie próbuje też wcisnąć go w psychologiczne schematy, nie szuka w nim defektów do naprawienia. To ogromna ulga, zwłaszcza dla osób zmęczonych narracją, że „wszystko jest w twojej głowie”, „wystarczy zmienić nastawienie”, „zaprogramuj się na sukces”. Kaczorowska nie próbuje niczego programować. Ona przywraca miękkość psychologii – tę pierwotną, humanistyczną, uważną. Taką, w której człowiek nie jest zadaniem do rozwiązania, tylko istotą, która czasem po prostu potrzebuje być wysłuchana. I nie w wersji kontrolowanej, wygładzonej, „do pokazania światu”, ale w tej najprawdziwszej — kiedy boli, kiedy wstyd, kiedy się nie chce. Ta książka daje prawo do emocjonalnej brzydoty. Do krzyku wewnętrznego. Do poczucia zagubienia. To nie jest psychologia w wersji fast food. To raczej emocjonalne slow life — przystanek na poboczu, na którym można po prostu usiąść i nie udawać. I właśnie dlatego działa. Bo nie jest o tym, jak przestać się bać, tylko jak być przy sobie, nawet jeśli się boisz. Bo nie mówi: „złość szkodzi”, tylko: „złość coś ci mówi”. Bo nie wymaga od ciebie bycia „najlepszą wersją siebie”, tylko pomaga spotkać się z tą wersją, którą najczęściej chowasz przed światem. Jeśli więc psychologia miała cię kiedyś zawieść – osądzić, zranić, zmanipulować – ta książka może być formą reparacji. Takiej osobistej. Delikatnej. Czasem niemal szeptanej. Ale prawdziwej. Odwaga czułości Odwaga czułości — samo to zestawienie słów brzmi dziś niemal prowokacyjnie. Bo żyjemy w świecie, który premiuje siłę w rozumieniu twardości. „Ogarnij się”, „nie bądź miękka”, „rób swoje i nie przepraszaj”. Zbyt często zapominamy, że prawdziwa siła nie leży w dominacji nad sobą, lecz w czułości wobec siebie. I właśnie tę perspektywę przywraca Maria Kaczorowska. Nie przez coachingowe frazesy, nie przez nachalne afirmacje. Ale przez prosty akt obecności — bycia przy sobie także wtedy, gdy nie ma się ochoty na bycie „dobrą wersją siebie”. To odwrócenie perspektywy. Bo nie chodzi o to, by siebie „zrobić na nowo”, ale by siebie wreszcie usłyszeć i zobaczyć — nawet w wersji popękanej, drażliwej, zawstydzonej. W Psychopozytywności samoakceptacja nie jest kolejnym punktem do odhaczenia w notesie. Nie jest efektem kursu, terapii, pięciu nawyków. Jest relacją, która zmienia się w czasie. Czasem jest łatwa, czasem bolesna. Czasem mamy ochotę uciec od siebie tak daleko, jak się da. I właśnie wtedy ta książka przypomina — nie musisz siebie lubić w każdej chwili, by być po swojej stronie. To coś rzadkiego. Książka, która nie mówi „bądź lepszy”, tylko pyta: co by było, gdybyś dziś pozwolił sobie być taki, jaki jesteś? Bez presji. Bez poprawiania. Bez „muszę coś ze sobą zrobić”. Tylko Ty i Twoje uczucia – nawet te, które na co dzień próbujesz zakopać pod działaniem, ambicją, kontrolą. W świecie, który mówi „bądź silny”, Psychopozytywność mówi: „bądź łagodny — nawet jeśli dziś ledwo się trzymasz”. Forma, która oddycha Są książki, które chcą być „ważne” przez to, jak wiele mówią. Które rozpisują się, tłumaczą, analizują, nie zostawiając miejsca na oddech. Psychopozytywność idzie zupełnie inną drogą. To książka, która zna wartość ciszy. Wie, że między słowami też toczy się rozmowa. Że czytelnik nie zawsze potrzebuje odpowiedzi — czasem potrzebuje tylko towarzystwa. Nie jest to publikacja, którą czyta się od deski do deski w jedno popołudnie. I dobrze. Bo Psychopozytywność nie została napisana, by ją „zaliczyć”, tylko by do niej wracać. Jak do pamiętnika. Jak do ulubionego kubka, po który sięgasz wtedy, kiedy nic innego nie działa. Każda jej strona to moment zatrzymania. Refleksja. Czasem jedno zdanie, które zostaje z tobą na cały dzień. Autorka świadomie rezygnuje z nadmiaru. Z teoretyzowania. Z rozpisywania się ponad miarę. Oddaje przestrzeń czytelnikowi — jakby mówiła: „ja swoje już powiedziałam, teraz ty powiedz sobie swoje”. To rzadkie. Bo większość książek z kategorii psychologii czy rozwoju osobistego chce nas czymś zapełnić: radą, metodą, analizą. A Kaczorowska… zostawia miejsce. Na Twój smutek. Na Twój opór. Na Twoje własne skojarzenia. I przez to — paradoksalnie — mówi więcej niż setki poradników. Ilustracje, obecne niemal na każdej stronie, nie są dodatkiem. Są częścią tej formy. Intuicyjne, pełne czułości, bardziej odczuwane niż analizowane. To one tworzą rytm tej książki – rytm przypominający oddech. Czytasz krótką myśl, patrzysz na obrazek, zatrzymujesz się. Nie musisz „przyswajać treści”. Możesz po prostu być. Forma Psychopozytywności przypomina, że nie musimy zasługiwać na spokój, na zatrzymanie, na czułość. Możemy je sobie podarować — bez powodu. A ta książka, z całym swoim minimalistycznym pięknem, jest jak liścik zostawiony przy poduszce przez kogoś, kto naprawdę cię rozumie. Ilustracje jak szept Niektóre książki próbują przyciągnąć wzrok ilustracjami pełnymi detalu, koloru, efektu. Psychopozytywność robi coś zupełnie odwrotnego. Maria Kaczorowska ilustruje sama – i robi to tak, jak pisze: z czułością, ostrożnie, bez nachalności. Jej rysunki nie krzyczą. Nie zabiegają o uwagę. One są… jak oddech. Jak cisza, która mówi. Czasem to tylko jedna linia, postać bez twarzy, kontur dłoni. A jednak w tej prostocie kryje się więcej emocji niż w wielu rozbudowanych grafikach. Widać, że te ilustracje nie powstały „dla ozdoby”. One są częścią narracji – organicznie splecione z tekstem, uzupełniające go, czasem wręcz wyprzedzające. Potrafią zatrzymać, poruszyć, powiedzieć coś, czego słowa nie są w stanie unieść. Coś, co bardzo mnie ujęło: te obrazy nie próbują udawać, że wszystko będzie dobrze. Nie są też „motywacyjne” w sposób, który zamienia sztukę w dekoracyjny banał. Nie zobaczysz tu rozpostartych skrzydeł i haseł w stylu „uwierz w siebie”. Zamiast tego dostajesz coś dużo bardziej intymnego: rysunkową obecność. Postać skuloną w rogu kartki. Kroplę spływającą po liniach dłoni. Pustkę, która ma kształt. W ilustracjach Kaczorowskiej czuję echo emocji, których nie potrafię czasem nazwać. To trochę jakby ktoś – zanim coś powiedział – najpierw cię przytulił. I właśnie dzięki temu ta książka działa jak notatnik uczuć. Miękki. Szczery. Delikatny. Ilustracje nie prowadzą za rękę. Ale zostają w niej na dłużej. Między psychologią a poezją To, co naprawdę wyróżnia Psychopozytywność spośród innych książek o zdrowiu psychicznym, to niezwykła lekkość, z jaką Maria Kaczorowska porusza się między językiem neuronauk a językiem codziennej, poranionej wrażliwości. Mówi o funkcjonowaniu mózgu, o reakcjach stresowych, o tym, co robi z nami kortyzol – ale robi to tak, że ani przez chwilę nie czułam się jak na wykładzie z psychologii. Raczej jak w bezpiecznej rozmowie z kimś, kto nie tylko przeczytał książki, ale też przeszedł swoje. I nie udaje, że wszystko już wie. To ma ogromną wartość. W świecie, gdzie wielu autorów rozwoju osobistego przemawia z piedestału – mówiąc, co masz robić, by być „lepszym człowiekiem” – Kaczorowska schodzi z tej sceny i siada obok. Jej „ja też się czasem gubię” ma większą siłę niż niejedna akademicka mądrość. Bo to nie jest opowieść o idealnej wersji siebie. To zaproszenie do uznania siebie takim, jakim jesteśmy – z całym bałaganem, niepewnością, zmęczeniem. Właśnie dlatego książka balansuje gdzieś pomiędzy psychologią a poezją. Bo obok rzeczowych wyjaśnień o funkcjonowaniu układu limbicznego, znajdziemy zdania, które brzmią jak wersy wiersza. Zamiast instrukcji: pytania. Zamiast zaleceń: obecność. A między słowami – cicha zgoda na to, że nie wszystko musimy wiedzieć. Że możemy się zatrzymać. I że spokój nie przychodzi wtedy, gdy już jesteśmy „naprawieni”. On przychodzi wtedy, gdy wreszcie przestajemy się naprawiać na siłę. Nie musisz być „ogarnięta”, żeby zasługiwać na spokój Psychopozytywność to książka, która nie próbuje sprzedawać obrazka idealnego życia. Nie jest dla tych, którzy mają porządek w kalendarzu, rytuały poranne niczym z reklamy, ani dla tych, którzy codziennie witają dzień z uśmiechem i afirmacją w ręku. To lektura dla nas – tych, którzy czasem po prostu nie mają siły. Którzy zapominają, że wolno się zatrzymać. Którzy noszą w sobie ciężar emocji niewidzialny dla świata. To książka dla zmęczonych byciem „dzielnymi”. I to nie jest tani frazes, ale najgłębszy sens tej opowieści. Bo ile razy czułaś, że musisz trwać, mimo że wszystko w Tobie krzyczy „odpuść”? Ile razy udawałaś, że wszystko jest pod kontrolą, gdy serce było ciężkie? Kaczorowska nie bagatelizuje tych momentów. Wręcz przeciwnie — ona je zna, rozumie i pozwala im być. Pisze tak, jakby trzymała Cię za rękę w chwilach, gdy masz ochotę rzucić wszystko i odejść — od siebie samej, od oczekiwań, od presji. I mówi: „Zostań. Zostań z sobą, nawet jeśli nie wiesz, jak to zrobić. Nawet jeśli się boisz. Nawet jeśli nie wierzysz, że cokolwiek się zmieni.” Ta delikatna, a jednocześnie mocna obecność jest najcenniejszym darem tej książki. To przypomnienie, że spokój nie jest nagrodą za „ogarnięcie” czy perfekcję. Nie trzeba być „naprawioną”, żeby na niego zasługiwać. Spokój jest prawem każdego z nas — nawet, a może zwłaszcza, wtedy, gdy czujemy się zagubieni i niedoskonali. Największą siłą Psychopozytywności jest jej prostota — i zarazem trudność. Uczy czegoś, co na pozór wydaje się banalne, ale w praktyce jest niebywale wymagające: bycia przy sobie. Nie chodzi tu o od razu wielką miłość do siebie, ani o bezustanną wyrozumiałość wobec własnych słabości. Nie jest to też wołanie o sztuczne pozytywne nastawienie czy nieustanne napinanie się na bycie „dobrym”. To przede wszystkim zaproszenie do obecności. Do tego, by nie uciekać przed sobą w momentach zwątpienia, złości, smutku czy lęku. By być z tym, co jest — z ciekawością, z uważnością, z czułością, ale bez żadnej presji. Kaczorowska pokazuje, że czasem po prostu nie da się siebie pokochać. Że bywają dni, kiedy brak nam cierpliwości wobec własnych słabości, kiedy chcemy uciec od tego, co w nas trudne. I wtedy zamiast miłości, możemy dać sobie coś równie ważnego: wysłuchanie. Nie opuszczanie siebie w najgorszych momentach. Być przy sobie to pozwolić sobie na nieidealność. To dać sobie prawo do bycia zmęczonym, nieogarniętym, zagubionym — bez poczucia winy. To może właśnie jest sedno psychopozytywności: nie „myśl pozytywnie”, ale bądź pozytywnie obecny wobec tego, co w Tobie trudne. Cicha, łagodna, pełna szacunku obecność, która nie wymaga zmiany, tylko akceptacji. Nie będę udawać, że Psychopozytywność to książka, która „odmieniła moje życie”. Nie znajdziemy tu spektakularnych obietnic ani wielkich rewolucji. Ta książka robi coś innego — coś, co w moim odczuciu jest znacznie ważniejsze i trudniejsze: pomaga rozpoznać to, co już jest. Uczy patrzeć na siebie z czułością i zrozumieniem, na to życie, które często jest zamazane, niewyraźne, jak uczucie pod żebrami, którego nie potrafimy nazwać. W świecie pełnym presji na „bycie lepszym”, „bycie bardziej produktywnym”, „bycie szczęśliwym” Psychopozytywność mówi: nie musisz być produktem końcowym swojego rozwoju. Możesz po prostu być. Wystarczy, że pozwolisz sobie na obecność, na odczuwanie, na niedoskonałość. To jest coś, co daje ulgę, bo nie wymaga od nas heroicznych zmian ani nieustannego dążenia do idealnego „ja”. Ta książka nie proponuje złotych recept ani uniwersalnych rozwiązań — ona rozpoznaje i potwierdza to, co u każdego z nas jest prawdziwe: że czasem wystarczy zatrzymać się i po prostu być. Zamknęłam tę książkę nie z euforią, ale z poczuciem ulgi. Jak po rozmowie z kimś, kto nie próbuje mnie przekonać, że „wszystko będzie dobrze”. Kto nie udaje, że zna wszystkie odpowiedzi, ale mówi mi: „Nie musisz być sama z tym, co czujesz. Jesteś ważna, dokładnie taka, jaka jesteś”. To doświadczenie intymnej obecności, które trudno przecenić. Dla kogo jest „Psychopozytywność”? Dla każdego, kto kiedyś miał dość bycia silnym. Dla tych, którzy czują, że nie mieszczą się w idealnych wzorcach „zdrowia psychicznego” serwowanych na Instagramie i mediach społecznościowych. Dla ludzi wrażliwych, którzy noszą w sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Dla tych, którzy zagubili się w pędzie życia i nie wiedzą, jak się zatrzymać, by posłuchać własnego oddechu. I przede wszystkim — dla tych, którzy czują, że potrzebują nauczyć się słuchać siebie, zanim znów zaczną siebie wymagać. Psychopozytywność to książka dla tych, którzy nie chcą więcej przymusu pozytywności i nie wierzą w magiczne recepty. To opowieść o łagodnej obecności i cierpliwym byciu, które — choć tak proste — są dla nas prawdziwym ratunkiem. Podsumowanie? Nie będzie. Będzie cisza Zamiast typowego „polecam / nie polecam”, chcę zakończyć tę recenzję czymś innym. Ciszą. Tą samą, którą poczułam, gdy przewróciłam ostatnią stronę. Ciszą, w której nie trzeba mówić niczego więcej. Bo wszystko zostało powiedziane. Cicho. Mądrze. Czułe. Z troską. I w tej ciszy postanowiłam zostać trochę dłużej. Przy sobie.
Anna Szymczak - awatar Anna Szymczak
ocenił na89 miesięcy temu
Dziedziczone blizny. Jak uwolnić się od traumy pokoleniowej i żyć swoim życiem? Sabine Lück
Dziedziczone blizny. Jak uwolnić się od traumy pokoleniowej i żyć swoim życiem?
Sabine Lück
"Taki mój los" - czasami stosujemy takie określenie wobec próby usprawiedliwienia trajektorii naszego życia, nie znając, powiedzmy, z  góry określonych jego kulis, że nic nie dzieje się z przypadku, a nasza konkretna historia zbudowana jest na solidnych fundamentach określonych przez przeszłość naszych rodzimych przodków. "Traumą międzypokoleniową nazywa się przeniesienie i wpływ bolesnych, nieprzepracowanych doświadczeń przodków na późniejsze pokolenia", dlatego tym bardziej warte i wskazane jest w wyruszenie w podróż ku przodkiniom i przodkom, bo to właśnie w ich losach, historiach można znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania Czytelnika o sobie samym, o jego osobie, zachowaniach i mechanizmach postępowania, gdyż "nie żyjemy tylko własnym życiem,  które otrzymaliśmy od rodziców — przodkowie przekazali nam w spadku dobre i bolesne doświadczenia, a wraz z nimi zaopatrzyli nas we wzorce radzenia sobie z życiem. Żyjemy więc także ich życiem, a nierzadko powtarzamy ich losy." Dla mnie osobiście najbardziej wartościową treścią tej lektury jest przedstawienie koncepcji międzypokoleniowego przekazywania traumy, a dalej pięć dziecięcych dróg uzdrowienia (przyjęcie roli wewnętrznego (nie)otoczonego opieką dziecka matki lub ojca; przyjęcie roli własnych rodziców, by ich nie absorbować; bycie rodzicami dla rodziców; bycie przykładem dla rodziców oraz strażniczka zła — introjektowany introjekt). Zaś najmniej przekonującą mnie częścią jest zbiór licznych ćwiczeń związanych z tematem przetwarzania i przerabiania traumy na różnych polach psychoemocjonalnych. Uważam, że jak na poważne zagadnienie, jakim jest trauma międzypokoleniowa, te ćwiczenia wydają mi się kuriozalnie, śmiesznawe i niepoważne jak na rangę osobistego, że tak ujmę, problemu. Aby móc w pełni zrozumieć swoje koleje losy i predyktory dokonywanych wybór, warto wybrać się w tę trudną, emocjonującą, ale niezwykle ważną i potrzebną podróż w przeszłość na spotkanie swoich przodów. Pełne zrozumienie i uszanowanie historii rodzinnej może nie odmieni nas samych z dnia na dzień, ale umożliwi pracę nad rozwojem i podążanie drogą życia przez siebie utorowaną, zbudowaną na solidnych filarach, na własnych warunkach, z uszanowaniem nie zawsze zrozumiałych i dobrych doświadczeń przodków. To od nas zależy, jaki obierzemy kierunek, w którą stronę podążymy znając i mając niemały bagaż doświadczeń swojej rodziny uwikłanej w traumę międzypokoleniową. Ale dla nas samych ważne i potrzebne jest poznanie i rozwiązanie tego kodu międzypokoleniowego; a to wszystko dla własnego dobra i lepszej jakości życia.
Kinga Ortyl - awatar Kinga Ortyl
ocenił na78 miesięcy temu
Gdyby dzisiaj było wczoraj Julia Maj
Gdyby dzisiaj było wczoraj
Julia Maj
Poczucie bezsilności to chyba najbardziej depresyjne uczucie, jakie może człowieka dopaść.* Są tytuły, które czasami wręcz nam „wyskakują z lodówki”, dla mnie w pewnym momencie właśnie były to książki Julii Maj. W końcu po nie sięgnęłam, tylko czy były one dla mnie? Hania jest mężatką i matka dwójki dzieci. Kiedyś zakochana w meczu, spełniającą się jako pani domu i pracująca na pół etatu. Teraz mocno nieszczęśliwa, bo miłość odeszła przez codzienne problemy, ale i brak szczerych rozmów, zrozumienia oraz postawę męża. By zrobić coś dla siebie, zapisuje się na kurs prawa jazdy na motocykle. Tam poznaje Tomka, który początkowo pomaga jej tylko w zdaniu prawka, ale z czasem pojawia się uczucie. Czy na tyle silne, by porzucić męża i zrobić rewolucję w życiu dzieci? Nie da się ukryć, że obie książki są opisane bardzo dobrze. Pod względem językowym nie było się do czego przyczepić, autorka potrafi pisać stylem lekkim i - pomimo tematów - przyjemnym w odbiorze. To głównie dlatego (oraz przez objętość) obie części czyta się wręcz ekspresowo. Warto też wspomnieć, że to opowieść bardzo życiowa, porusza tematy małżeństwa, zdrady, poszukiwania szczęścia, ale i samego siebie. Autorka przybliża też relacje międzyludzkie i ukazuje, jak skomplikowane mogą być. Przede wszystkim jednak losy Hani skłaniają do przemyśleń na temat podejmowanych przez nas decyzji oraz ich konsekwencji. Jak widać, to tytuły dobre i zmuszające do myślenia, ale muszę być szczera i przyznać, że ja od tej historii się odbiłam. Nie mówię, że była mi obojętna, bo często się irytowałam, denerwowałam i byłam sfrustrowana, ale to chyba jedna z tych opowieści, którą każdy inaczej oceni, bo jest na innym etapie życia. Obecnie nie rozumiałam, czemu robi teraz tyle złego sobie, dzieciom, mężowi i nawet Tomkowi. Wystarczyłyby szczere rozmowy, a jeszcze prędzej zatrzymanie się przed podjęciem decyzji i pomyślenie czy faktycznie tego chcemy, czy naprawdę czujemy to, co czujemy. No ale to życie i przeżywamy je raz. Czy polecam? Trudno powiedzieć, wiem za to, że jedni będą losy Hani przeżywać, a inni - jak ja - nie do końca je pojmą, bo wiele rzeczy można by było zrobić inaczej. #booktour #btzzarecenzowani @zarecenzowani @julia_maj_autorka_wamp
Zapatrzona_W_Książki - awatar Zapatrzona_W_Książki
ocenił na68 miesięcy temu
Kochanka pana Brontë Finola Austin
Kochanka pana Brontë
Finola Austin
"Zabawne, że mężczyźni i kobiety walczą, gdy zbliża się śmierć, ale niewiele z nas broni się, krzyczy, gdy za życia składa się nas do grobu." Anglia, Yorkshire, rok 1843. Lydii Robinson przyszło żyć w czasach kiedy kobiety miały niewiele do powiedzenia i były tylko dodatkiem do mężczyzny. Nie wolno im było mówić własnym głosem, a ich potrzeby i ambicje były mało ważne. Lydia jest w żałobie po śmierci najmłodszej córeczki i mamy, poszukuje szczęścia i spełnienia, którego nie odnajduje u boku męża Edwarda. Jej życie jest smutne i monotonne. Mąż wydaje się nie być nią zbytnio zainteresowany, raczej traktuje ją z obojętnością. Jej dzieci dorastają i nie potrzebują już jej opieki, zaczynają się buntować. Do tego dochodzi też teściowa, która obserwuje każdy jej krok i postępowanie. Lydia niby ma wszystko, dostatnie życie, męża, dzieci, ale tak naprawdę brakuje jej tego co najważniejsze .... miłości i zrozumienia. Pewnego dnia do Thorp Green Hall przyjeżdża Branwell Bronte, przystojny guwerner jej syna, niespełniony romantyczny poeta, brat sióstr Bronte ..... Charlotte i Emily. Jedna z jego sióstr zajmuje się córkami Państwa Robinsonów. Pomimo różnicy wieku Lydia i Branwell zbliżają się do siebie i oboje poddają się namiętności. Życie kobiety zaczyna nabierać kolorów. Jak potoczy się ta znajomość i dalsze życie Lidii? Historia słynnego romansu pana Bronte z Lydią Robinson, jego pracodawczynią to debiut Finoli Austin. Książka jest fikcją literacką, ale w dużej mierze oparta jest na faktach. Co prawda romansu jest tu niewiele, raczej jest to opowieść o braku zrozumienia w małżeństwie i potrzebie miłości. Trochę się rozczarowałam, czegoś mi w tej książce zabrakło, troszkę mnie nudziła i w żaden sposób nie potrafiłam polubić głównej bohaterki. Chyba miałam zbyt duże wymagania względem tej lektury. A może też dlatego, że znałam już historię tego romansu? Ale przeczytajcie i przekonajcie się sami. Na uwagę zasługuje piękne wydanie, okładka w pastelowym kolorze ze złoceniami.
Maria Manterys-Storma - awatar Maria Manterys-Storma
oceniła na610 miesięcy temu
Słowa wdzięczności Anna H. Niemczynow
Słowa wdzięczności
Anna H. Niemczynow
Jestem po prostu zachwycona serią tych książek! Tę pozycję udało mi się wypożyczyć w bibliotece, chociaż nie ukrywam, że musiałam odrobinę poczekać w kolejce, aż trafiła do mnie. Czytałam ją chyba w odpowiednim momencie życia, co sprawiło, że zapewne łatwiej było mi zaakceptować pewne zmiany, które los postawił na mojej drodze. Autorka na kartach książki udowadnia, że można być wdzięcznym mimo wszystko. Sugeruje, że ważne i pomocne jest przede wszystkim koncentrowanie się na rzeczach z pozoru małych, np. jak wypicie dobrej filiżanki kawy. Jeśli nie radują nas rzeczy drobne, to nie zdołamy zachwycić się wielkimi rzeczami. A jeśli będziemy zrzucać odpowiedzialność za swoje upadki na innych, to nigdy się nie zmienimy. Gdy zaczynamy praktykować wdzięczność, to zmienia się sposób postrzegania świata zewnętrznego. Kiedy pozbywamy się oczekiwań, że ktoś musi coś dla nas zrobić, to czujemy się uwolnieni od stresu. Autorka przez całą książkę zachęca nas do próby praktykowania wdzięczności, bo nic nie zrobi się samo. Nie mamy nic do stracenia, a możemy tylko zyskać. Każda strona tej książki wprost emanuje pozytywną energią i zachęca do codziennego doceniania małych rzeczy i czasem z pozoru nic nie znaczących momentów. Lektura jest prawdziwą przyjemnością, a słowa pani Niemczynow zostają z nami jeszcze na długo po ich przeczytaniu. Autorka przypomina, że ważne jest to, żeby dostrzegać piękno w prostocie życia i okazywać wdzięczność za to, co mamy. Książka pobudza nas do refleksji nad sobą i zachęca do stawania się lepszą wersją nas samych. Oczywiście pełna jest osobistych przeżyć i historii Autorki, co sprawia, że nauka wdzięczności staje się bardziej przyziemna, bo ktoś ją na sobie sprawdził. Pani Anna wielokrotnie podkreśla, że samo przeczytanie książki nic nie da! Tę wiedzę trzeba jeszcze wprowadzić w życie i codziennie praktykować. Zdecydowanie polecam tę książkę wszystkim, którzy szukają spokoju, ukojenia czy inspiracji w codziennym życiu!
czytambylepiejżyć - awatar czytambylepiejżyć
ocenił na81 rok temu
Serca ze śniegu i płomieni Monika Magoska-Suchar
Serca ze śniegu i płomieni
Monika Magoska-Suchar
Opowieść o miłości, zdradzie i próbie odnalezienia siebie na nowo. Główna bohaterka, Bianca, po odkryciu romansu męża postanawia wyjechać na Alaskę, by z dystansu poukładać swoje życie i podjąć ważne decyzje. Bianca trafia do tajemniczego, nieco odrealnionego świata, w którym rzeczywistość miesza się z czymś mroczniejszym i trudnym do wyjaśnienia. To właśnie tam zaczynają się dziać rzeczy, które stopniowo odkrywają przed nią nowe prawdy, nie tylko o otaczającym ją świecie, ale też o niej samej. To książka, która może nie aspiruje do miana literatury wysokich lotów, ale ma w sobie coś, co przyciąga. Przede wszystkim bardzo podobał mi się pomysł na fabułę, połączenie wątku obyczajowego z nutą tajemnicy i lekkiego mroku. Autorka stworzyła klimat, który momentami potrafi zaintrygować i wciągnąć. Niestety, największym minusem okazało się dla mnie zakończenie. Kierunek, w jakim potoczyła się historia, i sposób przedstawienia pewnych wydarzeń, szczególnie motywu zemsty i śmierci w imię miłości, zupełnie do mnie nie przemówił. Wręcz przeciwnie, był sprzeczny z moimi odczuciami i trochę zepsuł ogólny odbiór książki. Bardzo doceniam pomysł na fabułę i ten lekko mroczny klimat, który gdzieś w tle się przewijał. To właśnie te elementy sprawiły, że chciałam czytać dalej. Niestety zakończenie mocno mnie zawiodło i pozostawiło pewien niesmak. Nie do końca zgadzam się z przesłaniem, jakie z niego wynikało.
VViolla - awatar VViolla
oceniła na614 dni temu
Kontratak Sohn Won-Pyung
Kontratak
Sohn Won-Pyung
Temat powieści „Kontratak” wydawał się bardzo interesujący. Problemy pokolenia trzydziestolatków w Korei ze słabymi szansami na zrobienie kariery czy choćby zdobycie satysfakcjonującej pracy. Rekrutacje do firm, w których wydaje się, że wszystko poszło świetnie, a jednak pracy się nie dostaje z niejasnych powodów. Odpowiedź typu „oddzwonimy” i nie oddzwaniają. Zołzowaci przełożeni, którzy już zapomnieli, jak to jest być młodym i niedoświadczonym. Powszechny mobbing, powszechne wykorzystywanie pozycji przełożonego, by obarczać stażystów pracą znacznie wykraczającą poza zakres obowiązków. Brak perspektyw. Chamstwo przełożonych wyższych rangą. Oceny pracownicze, kiedy to łatwo można wykończyć kogoś przy pomocy ukartowanych intryg. Podlizywanie się dyrekcji i zgoda na zachowanie nieetyczne, ale dobrze widziane przez „górę”. No i na końcu podłe koleżanki, które wykorzystując swoją przewagę psychiczną w jakimś sensie zmuszają te słabsze do nadstawiania głowy w trudnych sytuacjach. „Kontratak” opowiada o trzydziestolatkach koreańskich, ale problemy występują w wielu miejscach, także w Polsce. Lektura mediów społecznościowych czy reportaży socjologicznych, filmy i seriale, a nawet doświadczenia własne, własnych dzieci, kolegów czy znajomych dostarczają wielu przykładów na to, że zdobycie i utrzymanie pracy, szczególnie w korporacji, to niemal jak walka na froncie. Trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia, a najlepiej dobre „plecy”. Twarde reguły świata kapitalistycznego w XXI wieku to nie jest sielanka. Powieść Sohn Won-Pyung wpisuje się w bardzo aktualny problem, a autorka po znakomitym „Almond” wydawała się predystynowana do zajęcia się tematem. Niestety, wyszło tak sobie. Głównie dlatego, że bohaterka powieści Ji-hye i jej przyjaciele, Gyu-ok, Sam Nam i Mu-in wydają się naprawdę jacyś amorficzni, nieogarnięci i niezdolni do walki o swoje. Szczególnie Ji-hye pozwala się wykorzystywać właściwie od zawsze, na każdym polu. Tymczasem w dzikim świecie stosunków kapitalistycznych są wygrani i są przegrani; nie podejmujesz walki, nie wykazujesz się twardością, odpornością, wystarczającą dawką egoizmu – to nie masz szans. W każdym razie nie masz szans na karierę. Bardzo dobitnie pokazuje to przykład utalentowanego scenarzysty Mu-in, który nie potrafi obronić prawa własności do swoich scenariuszy, notorycznie podkradanych przez wytwórnie filmowe i bardziej bezwzględnych kolegów. Tytułowy kontratak, który przyjaciele podejmują, by walczyć z niesprawiedliwością na rynku pracy, też jest jakiś nijaki, bez ikry, a przede wszystkim bez szans na osiągnięcie celu. Toteż ich próby kończą się bez sukcesu, nieciekawie. Myślę, że jak już kontratakować, to trzeba akcję dobrze przemyśleć i przede wszystkim mieć pomysł na skuteczny suspens i medialny rozgłos. Inaczej szkoda wysiłku. Ciekawe było umieszczenie po tekście wyjaśnień historycznej sytuacji w Korei Południowej, która była przecież państwem rządzonym przez dyktaturę wojskową, a jej sukces gospodarczy opierał się w dużej mierze na monopolizacji gospodarki przez słynne czebole, takie jak Samsung, LG czy Hyundai. Rzecz jasna, wiązało się to z wyzyskiem tysięcy zwykłych Koreańczyków, eksploatowanych ponad miarę. Tu jako dygresja: Koreańczycy są bardzo dobrze wykształconym i pracowitym narodem. Typowy gorzki dowcip mówi, że studenci koreańscy, którzy śpią codziennie aż 6 godzin, to straszne leniuchy, bo marnują na sen czas, który mogliby przeznaczyć na naukę czy pracę; porządny Koreańczyk nie sypia dłużej ni 5 godzin. Jednak rys historyczny wydał mi się dosyć zagmatwany i trudny do przyswojenia przez czytelników nie zorientowanych w temacie. W każdym razie polecam.
Ewa Szulc - awatar Ewa Szulc
ocenił na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Praca z cieniem. Dziennik motywacyjny, dzięki któremu poznasz, przekroczysz i zintegrujesz swoje cienie