
Podróż wokół mojej czaszki

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Proza Światowa
- Tytuł oryginału:
- Utazas a koponyam körül
- Data wydania:
- 2024-02-28
- Data 1. wyd. pol.:
- 2008-01-01
- Liczba stron:
- 300
- Czas czytania
- 5 godz. 0 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788381967327
- Tłumacz:
- Anna Górecka
Frigyes Karinthy to znany na Węgrzech, a mało jak dotąd w Polsce, prozaik, poeta, satyryk. Publicysta legendarnego pisma „Nyugat", tłumacz Kubusia Puchatka, autor parodii literackich, humorystycznych opowiadań, nowych przygód Guliwera. Podróż wokół mojej czaszki to fascynujące studium powolnego odkrywania choroby, bolesny, precyzyjny opis pierwszych symptomów guza mózgu, pierwszych, a potem kolejnych. Pełen dystansu, przez co wolny od ckliwości, opis życia w chorobie i z chorobą. Autor-narrator amatorsko zafascynowany medycyną wchodzi w rzeczywistość, której się dotąd z uwagą
przyglądał.
Patrzył jednak głęboko przekonany, że „mnie to nigdy nie spotka". W 1936 roku przeszedł operację guza mózgu, co stało się kanwą prezentowanej powieści, dwa lata później zmarł.
Kup Podróż wokół mojej czaszki w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Podróż wokół mojej czaszki
Poznaj innych czytelników
382 użytkowników ma tytuł Podróż wokół mojej czaszki na półkach głównych- Chcę przeczytać 241
- Przeczytane 136
- Teraz czytam 5
- Posiadam 47
- Literatura węgierska 5
- Węgierskie 3
- Ulubione 3
- Własne 3
- Beletrystyka 2
- Chcę w prezencie 2
Tagi i tematy do książki Podróż wokół mojej czaszki
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Podróż wokół mojej czaszki
Pewnego przedpołudnia jadę na cmentarz Kerepesi. W rozmowie z dyrektorem wyznaję, że jestem wielkim przeciwnikiem kremacji (gazety znów pisz...
RozwińJako że moja książka to powieść fantastyczna (ponieważ rzeczywistość Europy dwudziestego wieku uważam za awanturę przekraczającą granice wsz...
Rozwiń


































OPINIE i DYSKUSJE o książce Podróż wokół mojej czaszki
Rewelacyjna książka przedstawiająca perspektywę człowieka, który musi zmierzyć się z chorobą. Z każdej strony książki wyłania się obraz artysty, człowieka, który nawet na chwilę nie zadręcza się swoim stanem w typowy sposób.
Przykra, a jednocześnie do bólu szczera pozycja. Dużo w niej rozmyślań, dziwnego stoicyzmu, skrzętnie ukrywanej rozpaczy. Autor, jako znana osoba w swoim państwie, zmaga się z tym, jak jego choroba była odbierana publicznie, a jednocześnie musi zrozumieć słabość własnego ciała i niemoc, jakiej doświadcza.
Bardzo wartościowa książka, ważna perspektywa szczególnie dlatego, że opisuje coś, na co wielu chorym brakuje słów.
Rewelacyjna książka przedstawiająca perspektywę człowieka, który musi zmierzyć się z chorobą. Z każdej strony książki wyłania się obraz artysty, człowieka, który nawet na chwilę nie zadręcza się swoim stanem w typowy sposób.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzykra, a jednocześnie do bólu szczera pozycja. Dużo w niej rozmyślań, dziwnego stoicyzmu, skrzętnie ukrywanej rozpaczy. Autor, jako znana osoba w...
Razem z Węgrem,przemierzamy zaułki jego choroby. Od pierwszych symptomów choroby po ostatnie dni. Cieszę się,że mogłam zapoznać się z tą książką. Polecam :)
Razem z Węgrem,przemierzamy zaułki jego choroby. Od pierwszych symptomów choroby po ostatnie dni. Cieszę się,że mogłam zapoznać się z tą książką. Polecam :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna „Podróż wokół mojej czaszki” odczytywać na wiele sposobów – jako zapis stanu zaawansowania medycyny w latach trzydziestych zeszłego wieku, opowieść o bogactwie przyjaźni i współczuciu, a także – co wydaje się zupełnie najprostsze – jako pamiętnik z odchodzenia i subiektywna, choć pozbawiona egzaltacji, pamiątka po niekiedy bolesnych figlach, jakie płata bohaterowi to, co siedzi w jego głowie.
Jestem mile zaskoczony powieścią Karinthy’ego – sądziłem, że „Podróż…” będzie pesymistyczną, zostawiającą czytelników sam na sam ze strachem i nadciagającym jak tsunami kresem dni, okrutnie przygnębiającą opowieścią o końcu. Lamentem człowieka sparaliżowanego fizycznym i dotkliwym cierpieniem, obezwładnionego strachem, pławiącego się w opisach wyłączającego się, zaskakującego go swoją bezsilnością organizmu. Bałem się orgii kasandrycznych wizji i filozoficznych rozważań nad tym co było, jest, a co nastąpi za chwilę. Tymczasem to opowieść niemal sucha w emocjach, zaś jej bohater (autor) albo doskonale maskował trwogę albo wierzył w to, że zostanie uleczony, co stawiało go „do pionu” i pozwalało przyglądać się sobie. Czyta się zatem „Podróż” niczym kryminał – wyczekujemy objawów choroby jak zagadek, które tajemnicze „coś” zsyła na coraz bardziej umęczonego w świecie pochłanianym przez ciemność i wizje na jawie bohatera. Później szukamy rozwiązania, następuje moment kulminacyjny i…
Tymczasem cały urok książki Karinthy’ego tkwi w ludziach. To w opisach zaskoczeń, reakcji jego przyjaciół i osób mu zupełnie bliskich znajdujemy szczere ciepło i nieudawaną troskę. To właśnie nadzieja (wiem, jak górnolotnie to brzmi) jest prawdziwą siłą. Więc co z tego, że świat powoli skłania się ku mrokowi. We Włoszech szaleją faszyści, coraz częściej mówi się o fanatyzmie Niemiec – historia niczym apokaliptyczni jeźdźcy-upiory przewala się jak burzliwe chmury, a naprawdę liczy się „tu i teraz”. W obliczu ostatecznej rozgrywki najważniejsze jest otwarte serce, szczera rozmowa przy napitku i list z daleka pisany.
Świetna!
Przekład Anny Góreckiej, okładka Frycz i Wicha.
Można „Podróż wokół mojej czaszki” odczytywać na wiele sposobów – jako zapis stanu zaawansowania medycyny w latach trzydziestych zeszłego wieku, opowieść o bogactwie przyjaźni i współczuciu, a także – co wydaje się zupełnie najprostsze – jako pamiętnik z odchodzenia i subiektywna, choć pozbawiona egzaltacji, pamiątka po niekiedy bolesnych figlach, jakie płata bohaterowi to,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„(…) pisarz opowiada o czymś, co może przydarzyć się każdemu, a tak się składa – okoliczność godna uwagi – że jemu właśnie się przydarzyło.”
Czy zatem powinien dzielić się tym z czytelnikiem, czy w obręb misji pisarskiej, celu, jaki przyświeca twórcy, możemy zaliczyć i taką okoliczność? Trzeba wziąć też pod uwagę swoisty przymus pisania, jaki zwykle towarzyszy pisarzowi, konieczność przelania na papier i posłania w świat rozważań na tematy najważniejsze, te, które poruszają i zajmują umysł bez reszty, w dodatku tyczące ogółu nas, ludzi. Myślę tutaj o rozliczeniu w obliczu ostateczności, jaką jest śmierć, o podsumowaniu, na które później nie wystarczy już czasu.
W takiej sytuacji znalazł się w 1936 roku znany węgierski autor, uważany do tej pory za klasyka prozy zabawnej, skrzącej się dowcipem i aluzyjnością. Nieoczekiwanie musiał przyjąć do wiadomości, że „Między ścianami mojej czaszki coś się dzieje. Nie wiem co, inni też mają o tym mgliste pojęcie.” Halucynacje, utrata równowagi przy coraz częstszych i gwałtowniejszych zawrotach głowy, nagła słabość i dezorientacja, ból w czaszce, wymioty i postępująca ślepota – trudne do wytłumaczenia. I w końcu diagnoza, długo potwierdzana u wielu specjalistów, nie pozostawiająca jednak żadnych wątpliwości, którymi można by jeszcze odegnać lęk – guz mózgu. „Tak musi czuć się człowiek, którego wypychają za reling i widzi, że zaraz spadnie.” Fridgyes Karinthy chwyta się więc tego, co mu najbliższe, bierze do ręki pióro, by pisać, stawiając znaki na bieli kartki poczuć, że jeszcze istnieje.
„Podróż wokół mojej czaszki” jest szczerym zapisem choroby i wszystkich etapów reakcji na nią, co wielu z nas doskonale zrozumie. W tych momentach wszyscy jesteśmy równi, boimy się tak samo i podobnie trudno nam uwierzyć, że „ciało nie jest mi posłuszne, a właściwie to jest posłuszne, ale nie mnie. Komuś innemu, kto się we mnie ukrył. Ciało ma osobną duszę, niezależną od mojego „ja”, która zwróciła się przeciwko mnie i podburza przeciwko mnie ciało.” Nie jest łatwo przyznać się do słabości, jeszcze trudniej do bezradności wobec niej. Autor, osoba znana i ceniona na Węgrzech, zderza się z ludzką ciekawością, z faktem, że informacja zatacza szerokie koło, a przecież to świat sprzed ery mediów społecznościowych, i teraz spotykając ludzi przygląda im się nieufnie, zadając sobie pytanie: już wie, czy jakimś cudem jeszcze nie? To ważna kwestia, zarazem też sprawdzian przyjaźni, relacji towarzyskich i zawodowych. Ile może być rodzajów współczucia… okazuje się, że całkiem sporo i nie jest wcale trudno odróżnić jeden od drugiego. Świat, co również niemile zaskakuje, istnieje wszak nadal, jakby nigdy nic, tyle że teraz bez naszego w nim udziału, znajomi i nieznajomi spotykają się, jak dotąd, by rozmawiać, ale już nie z nami, a o nas. To zasadnicza różnica, przyznacie? Przed odwiedzinami trenują przed lustrem „dobrą minę do złej gry”, tyle razy, ile trzeba, by się nie zawahać, nie zapłakać. Niektórzy może już obmyślają nekrolog lub wiersz na pierwszą kolumnę.
Na nic chowanie głowy w piasek, uciekanie w sen, ignorowanie badań i próba życia po staremu, choć „chętnie nadal gnuśniałbym w mroku, gdzie jest mi dobrze i nie muszę o niczym myśleć.” Głośne wyliczanie zalet „nie bycia” nie powstrzyma złego inkuba, który zalągł się w czaszce i wzrasta w potędze bezkarności.
Autor robi wiwisekcję własnej duszy, gdy niczego nie jest pewien, gdy liczy się tylko tu i teraz, ponieważ jutra może po prostu nie być. „Rzeczywistość jest zawsze teraźniejszością, to chwila, jedna wieczotrwała chwila. Ani krótka, ani długa, po prostu chwila, która jest – to jedyny sposób istnienia i nie ma ucieczki z tego zaklętego kręgu, z więzienia chwili.” Cóż więc może więzień? Uwieczniać ją, rozmyślać nad nią i opisywać swoje odczucia, obserwując świat naokoło, ten świat, z którego tak bardzo nie chce zostać wypisany.
Zastanawia się też nad zależnością nazwania jakiegoś zjawiska, a jego zaistnieniem. Czyżby pośpiesznym stwierdzeniem: „mam guza mózgu” przywołał go i zaimplementował bezwiednie w swój organizm, czy zadziałało to jak samospełniająca się przepowiednia? „Rzeczy stają się, gdy nadajemy im nazwy i tym samym zaczynamy uważać je za możliwe, a wszystko, co uważamy za możliwe, staje się. To ludzka wyobraźnia stwarza rzeczywistość.” Przemyślenia, z jakimi się tutaj spotykamy nie są nam obce, być może nawet formułowaliśmy podobne. Sam fakt choroby spada zwykle jak grom z jasnego nieba. Kim więc jesteśmy teraz, gdy rozrasta się w nas ciało obce, wrogie i niszczące tkanki, które „wspólnie tworzą to, co nazywam swoim „ja”: jedna myśli i mówi, druga liczy, trzecia wyobraża sobie, czwarta pragnie, piąta pamięta i marzy, szósta przyjmuje rozkosz i sprowadza ból.” Czy to jeszcze jestem ja? Słowo „więzień” odmieniane jest tutaj na wiele sposobów, wszak trudno zaprzeczyć, że zamknięty w czterech ścianach szpitalnego pokoju pacjent do złudzenia go przypomina, siedzi niczym „w areszcie śledczym, w którym sąd umieszcza podejrzanego: nieważne, czy mowa o zwykłym więzieniu, czy wytwornym, wygodnym areszcie politycznym – przecież podejrzanego interesują tylko orzeczenie winy i oczekiwany wyrok (…)”
Jestem też przekonana, że opis operacji na otwartym mózgu wywrze na każdym piorunujące wrażenie. Autor, choć nie czuł bólu, był zupełnie przytomny, gdy usuwano mu guz, słyszał zgrzyt piłki i hałas wiertła, chlupot wypływającego płynu i krwi, nie wiedząc przy tym, czy będzie miał jeszcze szansę komukolwiek o tym opowiedzieć.
Zapiski z wnętrza czaszki, osobiste, bolesne, w których wyczuwalne jest zmaganie się lęku i niedowierzania z nadzieją, choć autor pilnuje się, by utrzymywać należyty dystans, a nawet okrasić je odrobiną humoru, to lektura niełatwa pod względem emocji. Jednak ważna, podejmująca kwestie naszej ludzkiej wrażliwości i kruchości. W tle zaś jeszcze przedwojenna rzeczywistość, nad którą już jednak powiewa z Berlina widmo hitlerowskiej flagi i zbierają się dziejowe cumulonimbusy.
Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
„(…) pisarz opowiada o czymś, co może przydarzyć się każdemu, a tak się składa – okoliczność godna uwagi – że jemu właśnie się przydarzyło.”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzy zatem powinien dzielić się tym z czytelnikiem, czy w obręb misji pisarskiej, celu, jaki przyświeca twórcy, możemy zaliczyć i taką okoliczność? Trzeba wziąć też pod uwagę swoisty przymus pisania, jaki zwykle towarzyszy...
„Uświadomiłem sobie, że mam tylko jedno zadanie: czekać i obserwować, bez emocjonalnych komentarzy o tym, co dzieje się wokół mnie i ze mną, tym razem, pierwszy raz w życiu, nie w interesie prawdy, która wypowiedziana przestaje istnieć wraz z mózgiem, lecz w interesie rzeczywistości, która pozostaje rzeczywistością, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zakomunikować jej przekazu.” ~ „Podróż wokół mojej czaszki”, Frigyes Karinthy, tł. Anna Górecka, Państwowy Instytut Wydawniczy, 2024, s. 187.
Zaczyna się niewinnie. Frigyes Karinthy siedzi w restauracji, gdy dochodzą do niego dźwięki przejeżdżającego pociągu. Niby nie ma w tym nic specjalnego – hałas jak każdy inny. Mało to jeździ pociągów po świecie? Szkopuł jednak w tym – co Karinthy zauważa po chwili – że w pobliżu nie ma torów. Co jest źródłem tego omamu słuchowego?
Jak się dość szybko okazuje – nowotwór. Jednak Karinthy nie traci siły do walki z chorobą i zachowuje optymizm. Przy tym wszystkim, pozostaje zdystansowany: zarówno do wyroku [guz mózgu], jak i samego siebie. Dystans ten jest tak wielki, że pozwala Karinthyemu opisać swoje doświadczenia z operacji, którą przeszedł zachowując pełną świadomość[❗️]. Choćby tylko z tego powodu – zabiegu trepanacji czaszki i usunięcia guza mózgu przedstawionego z punktu widzenia pacjenta – warto zapoznać się z „Podróżą wokół mojej czaszki” [operacja została opisana w rozdziale zatytułowanym „Avdelning 13”]. Jest to zdecydowanie wyjątkowa relacja.
„Podróż wokół mojej czaszki” pozwala spojrzeć na nowotwór z unikalnego punktu widzenia. Autor, opisując swoje zmagania, nie sprowadza ich do surowego komentarza: Karinthy pozwala sobie na głębokie refleksje, które służą nie tylko rozważaniom, ale mogą stanowić także przewartościowanie życia: tego, które w obliczu spotkania ze złośliwym nowotworem wisi na włosku.
Warto przeczytać 👍
Egzemplarz książki do recenzji otrzymałem od Wydawcy w ramach współpracy barterowej.
Dłuższa recenzja na mojej stronie - link: https://karols.pl/podroz-wokol-mojej-czaszki-frigyes-karinthy-recenzja/
„Uświadomiłem sobie, że mam tylko jedno zadanie: czekać i obserwować, bez emocjonalnych komentarzy o tym, co dzieje się wokół mnie i ze mną, tym razem, pierwszy raz w życiu, nie w interesie prawdy, która wypowiedziana przestaje istnieć wraz z mózgiem, lecz w interesie rzeczywistości, która pozostaje rzeczywistością, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zakomunikować jej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOsobiste zmagania z guzem mózgu zainspirowały węgierskiego autora do napisania „Podróży wokół mojej czaszki”, która stanowi opis zderzenia z poważną chorobą. Współczucie, jakim na początku obdarzyłem narratora, szybko ustąpiło niedowierzaniu, zmieszaniu, a niekiedy drobnym uśmieszkom, gdyż Frigyes Karinthy sięga po elementy czarnego humoru, aby sportretować i zdyskredytować środowisko lekarskie. Nie szczędzi kąśliwych uwag pod adresem najbliższego otoczenia oraz fałszu, jakimi podszyte miałoby być współczucie osób zawiadomionych o postępującym guzie mózgu. Choroba jest zdradliwa, objawia się na wiele sposobów, a każdy z nich zostaje dokładnie przeanalizowany przez narratora, który coraz bardziej wsiąka w świat medycyny, zwłaszcza inwazyjnych, lecz nieodłącznych w procesie leczenia metod ingerencji w ludzkie ciało. Punktem kulminacyjnym „Podróży wokół mojej czaszki” staje się wnikliwy i nakreślony z chirurgiczną precyzją opis operacji usunięcia guza mózgu. Wbrew przypuszczeniom o uśpieniu pacjenta, zachowuje pełną świadomość, a co udowadnia poprzez szczegółową relację z poszczególnych etapów zabiegu. Szokująca, czy raczej mrożąca krew w żyłach ingerencja medyczna nie odwraca uwagi od samego narratora, który w swoim zachowaniu wymyka się schematowi Elisabeth Kübler - Ross. Jego stosunek do guza mózgu jest niejednoznaczny, skoro popada w skrajności, a co jasno dowodzi, że podobnie jak choroba, dotknięty nią człowiek również bywa nieprzewidywalny.
Osobiste zmagania z guzem mózgu zainspirowały węgierskiego autora do napisania „Podróży wokół mojej czaszki”, która stanowi opis zderzenia z poważną chorobą. Współczucie, jakim na początku obdarzyłem narratora, szybko ustąpiło niedowierzaniu, zmieszaniu, a niekiedy drobnym uśmieszkom, gdyż Frigyes Karinthy sięga po elementy czarnego humoru, aby sportretować i zdyskredytować...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Moje ciało, ten żałosny stosik szmat, jako materia przyjdzie do siebie, ale co będzie ze mną, władcą pozbawionym swojego imperium? To straszne. Gorsze od inkwizycyjnej ławy tortur. Ta myśl przeszywa mnie, kiedy drżąc, powoli zaczynam przypomnieć. Tak, tak, nie ma wątpliwości, tym razem uniknąłem udaru, ale stałem się uboższy o jedną iluzję - już nie chcę nagłej śmierci. Okropne doświadczenie. Czy to możliwe, że po prostu brakuje mi wiary? I stąd uczucie niepewności, ten straszny lęk, że potrafię się czegoś uchwycić tylko tutaj, tylko na tym brzegu, ale kiedy zaczyna się osuwać, nie jestem w stanie przerzucić się na drugi brzeg liny z hakiem - niczego tam nie widzę.”
Węgierska twórczość jest bliska memu czytelniczemu sercu, a Karinthy po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że tamtejsi pisarze należą do niesamowicie wnikliwych. Humorysta, krytyk, prozaik, któremu najlepiej wychodziło pisanie krótkich form do gazet, marzył o napisaniu wielkiej powieści i encyklopedii, ale ponieważ nie udało mu się to, to autobiograficzna „Podróż wokół mojej czaszki” uważana jest za jedno z jego najważniejszych dzieł.
Jest to niespotykane studium śledzenia rozlewających się symptomów guza mózgu po organizmie autora. Zaczyna się to, gdy nagle słyszy pociągi przesiadując w kawiarni, obok której nie ma w pobliżu dworca. Te omamy słuchowe stają się punktem wyjściowym jednego z najbardziej fascynujących opisów życia z chorobą. Karinthy staje się od tej chwili amatorem medycznych diagnoz. Jak na humorystę przystało, posługuje się językiem lekkim aż rzeczowym. Wlewa do swojego granicznego przeżycia krople groteski, by uspokoić czytelnika, ale myślę, że i też siebie. Autor, na własną prośbę, poprosił o brak narkozy podczas trepanacji czaski i usuwania guza mózgu, co później barwnie opisuje. Uczynienie z siebie obiektu wnikliwej obserwacji w literackiej formie jest zabiegiem, który na długo pozostanie w mojej pamięci.
tłum. A. Górecka
„Moje ciało, ten żałosny stosik szmat, jako materia przyjdzie do siebie, ale co będzie ze mną, władcą pozbawionym swojego imperium? To straszne. Gorsze od inkwizycyjnej ławy tortur. Ta myśl przeszywa mnie, kiedy drżąc, powoli zaczynam przypomnieć. Tak, tak, nie ma wątpliwości, tym razem uniknąłem udaru, ale stałem się uboższy o jedną iluzję - już nie chcę nagłej śmierci....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWęgier opisuje rozwój choroby na własnym przykładzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chodzi o... guza mózgu. Jeśli nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jak ciężkie i absurdalne zarazem mogą być dolegliwości z tym związane, autor wyjaśnia to w sposób wręcz namacalny. Kiedy operowano guza, był w pełni świadomy! Dwa lata po napisaniu tej książki, zmarł...
Węgier opisuje rozwój choroby na własnym przykładzie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że chodzi o... guza mózgu. Jeśli nie jesteśmy w stanie zrozumieć, jak ciężkie i absurdalne zarazem mogą być dolegliwości z tym związane, autor wyjaśnia to w sposób wręcz namacalny. Kiedy operowano guza, był w pełni świadomy! Dwa lata po napisaniu tej książki, zmarł...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPełna dowcipu,wciągająca opowieść o zmaganiach autora z chorobą,nieco marginalnie w tle Węgry w latach 30-tych,w ostatnich ,,dobrych"XX wieku,polecam.
Pełna dowcipu,wciągająca opowieść o zmaganiach autora z chorobą,nieco marginalnie w tle Węgry w latach 30-tych,w ostatnich ,,dobrych"XX wieku,polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawy to przypadek, gdy literat o uznanej renomie postanawia ująć w fabularne ramy własne doświadczenia związane z wykryciem, a następnie operacyjnym usunięciem guza mózgu. To właśnie zrobił Frigyes Karinthy, a jego relacja budzi podziw swoim rzeczowym tonem oraz obiektywizmem. Choć bowiem autor określa siebie, również na kartach tej książki, jako przede wszystkim poetę, próżno szukać w „Podróży” dowodów jego artystycznej maestrii. Nacisk położony jest na jak najdokładniejsze oddanie przeżyć i uczuć pacjenta, nawet jeśli nie zawsze wystawiają mu one pochlebną opinię. Innymi słowy, rzecz traktuje o człowieku, nie o pomniku.
Przez tę hybrydę powieści, reportażu i autobiografii przewija się cała ówczesna węgierska śmietanka towarzysko-intelektualna i choć większość jej osobistości ciężko zidentyfikować współczesnemu polskiemu czytelnikowi, w kilku przypadkach jest to możliwe. Swoje pięć minut dostał na przykład Márai, z jednej strony jako ”jeden z najlepszych stylistów”, z drugiej jednak jako „Sándorek”, ofiara okrutnego żartu autora. Pojawia się również zaprzyjaźniony z autorem Kosztolányi, a także, co oczywiste, syn pisarza, czyli czternastoletni Cini.
Uczynienie samego siebie obiektem drobiazgowej, laboratoryjnej wręcz obserwacji to bez wątpienia ciekawy zabieg. Karinthy jest szczery, nie koloryzuje i nietrudno dać mu wiarę. Niespodziewanie jednak rezultat nie oszałamia. Przyjęta formuła sprawia, że wyznaniom autora nieco brakuje polotu. Sytuacji nie ratuje nawet symptomatyczna i wyraźna zamiana przedoperacyjnej trzeźwości w pooperacyjny, podszyty stoicyzmem dowcip.
Karinthy przeżył po operacji jeszcze dwa lata. I mimo że pierwsza połowa XX wieku generalnie była w Europie bardzo niespokojna, trudno mi się oprzeć przekonaniu, iż lepiej było jednak umrzeć w roku 1938 niż w 1940.
Ciekawy to przypadek, gdy literat o uznanej renomie postanawia ująć w fabularne ramy własne doświadczenia związane z wykryciem, a następnie operacyjnym usunięciem guza mózgu. To właśnie zrobił Frigyes Karinthy, a jego relacja budzi podziw swoim rzeczowym tonem oraz obiektywizmem. Choć bowiem autor określa siebie, również na kartach tej książki, jako przede wszystkim poetę,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to