Star Wars: Z pewnego punktu widzenia. 40 opowiadań na 40-lecie Nowej nadziei
Christie Golden Meg Cabot Paul S. Kemp Greg Rucka Claudia Gray John Jackson Miller Jason Fry Beth Revis Ken Liu Nnedi Okorafor Alexander Freed Tom Angleberger Rae Carson Matt Fraction Pablo Hidalgo Kieron Gillen Madeleine Roux Jeffrey Brown Elizabeth Wein Pierce Brown Kelly Sue DeConnick Paul Dini Sabaa Tahir Ian Doescher Renée Ahdieh Daniel José Older Delilah S. Dawson Charles Soule Emily Kate Johnston Cavan Scott Adam Christopher Ben Blacker Ben Acker Gary D. Schmidt Mur Lafferty Gary Whitta Zoraida Córdova Ashley Eckstein Griffin McElroy Mallory Ortberg Glen Weldon Richard William Wheaton
W dobie popkulturowych różności, nawet w obrębie uwielbianego Uniwersum czy danego gatunku, tematyki, wątków, typów ulubionych postaci, warto być otwartym na zmiany i swego rodzaju osobiste wyzwania w tym, co, jak i dlaczego ,,wyznaje się”, jakim jest się tego miłośnikiem, wokół swojej pasji książkowej, filmowej, czy chociażby serialowej.
Jednym z najbardziej ostatnio krytykowanych zarówno przez media, jak i swój wewnętrzny fandom (bo ten akurat wykazuje oznaki rozdarcia i podzielenia na ,,środowiska”, które wprost uwielbiają zjadać się nawzajem) jest Świat Gwiezdnych Wojen. Po słynnej marce, po jej Imperium, które budował przez około 35 lat George Lucas, a które dzisiaj według wielu geeków i tak zwanych specjalistów popkultury z racji przejęcia przez Disneya w 2012 roku zaczyna powoli umierać, wielu z nas ,,jeździ” jak po najgorszego sortu rozrywce, zarzucając – w szczególności ,,białym kołnierzykom” Korpo-Myszki Miki oraz tym, którzy sprawują kontrolę nad Lucasfilm Ltd., np. Kathleen Kennedy - byle jaką jakość tworzonych filmów, seriali animowanych i live-action oraz w odniesieniu do danych tytułów: brak konkretnych budujących fanów jak i markę pomysłów w nich wtłaczanych, idei na coś nowego w galaktycznym Świecie bądź na wyciągniętą z ,,wora przeszłości” klasykę, którą w sprytny i intuicyjny sposób można by odświeżyć lub dodać do niej coś nowego.
Najgorsze, co jest swego rodzaju podsumowaniem jak i rozwinięciem myśli powyższego wstępu do omówienia pewnego książkowego dzieła ze starwarsowych soczyście mocnych materii, w tym wszystkim jest to, że my galaktyczni nerdzi, którzy ,,tak niby uwielbiamy Gwiezdne Wojny!” boimy się różnorodności – jakbyśmy nie chcieli czegoś nowego i ryzykownego zarazem; to samo tyczy się stajni twórców, czy całego organizmu Lucasfilm Ltd., który nie chce ryzykować budowy swojej przyszłości w oparciu o coś nowego, skoro dotychczas produkowany ,,towar” dość dobrze się sprzedawał, nadal sprzedaje i będzie sprzedawał, mimo momentów spadku formy. I żeby by było ironicznie ,,śmieszkowo” nikt, czy to Disney, czy pojedyncze osoby z którejś z Korporacji bądź środowisko fanów, nie przyznaje się, że choćby i w najmniejszym stopniu było odpowiedzialne za ów, mówiąc krótko, ,,jakościowo-realizacyjno-ilościowy” stan rzeczy w serduchu jednej z najbardziej pożądanych franczyz tematycznych treści na całym globie, którą dekady temu zapoczątkował ,,Papa Lucas”. To specyficzna marka, która potrzebuje odbudowania nazwijmy to nici zaufania, ot jej solidnego i trwałego zawiązania na końcach każdej ze stron, dopiero wtedy będzie można mówić o stabilizacji przyszłości planów i produkcji Disneya oraz jego od 2012 roku ,,lucasowskiego przybranego dziecka”. Nikt nie chce wojny o popkulturę w tym Uniwersum, tym bardziej na ,,otwartym gruncie”, gdy w dobie rozbudowanej wymiany informacji i cholernie szybkiego dostępu do ,,Internetów” w każdej chwili może do niej dołączyć każdy.
Czy to za 5 czy 10 lub 16 lat, nieważne, co by nie było, Uniwersum, które lubię określać ,,galaktycznymi wojażami z mieczami świetlnymi, Jedi, Sithami, wszechobecną wypełniającą wszystko Mocą, baśniowym dualizmem z Imperium oraz Rebelią czy Najwyższym Porządkiem i Ruchem Oporu, jako tymi przedłużeniami idei walki dobra ze złem w rolach głównych”, będzie wciąż i wciąż istnieć. Owszem ,,starwarsy” są globalnym mitem, który wciąż jest żywy i istnieje, bo wierzy w niego cały świat, jednak na najbardziej podstawowym poziomie lucasowska marka to ekonomiczne Imperium, które wciąż musi produkować, aby chociażby trwać i utrzymywać określony dochód, który dalej i dalej będzie pchał rozwój firmy w określonym kierunku. I tak, nowego kontynentu tym stwierdzeniem nie odkryję, ale warto to podkreślić: czy to książka, komiks, czy to film, Gwiezdne Wojny nieustannie ,,wypluwają” kolejny ,,content” do doświadczenia przez fanów, kolejną pozycję do obejrzenia, do dyskutowania o niej, do kupowania związanych z nią mnóstwa gadżetów. Tylko ci, którzy stoją za sterami Lucasfilm Ltd. i Disneya wiedzą (albo im się wydaje, że wiedzą – zależy to od punktu widzenia na ów problem, czy to z osoby fana, grupy fanów, czy tych, co ,,starwarsy” realizują),co według nich marce tej jest potrzeba, aby zarabiała, rozwijała się i była czymś dużo, dużo większym niż tylko ,,zapychającą wolny czas jak spora sterta kupska i papieru w muszli klozetowej, taką tam sobie rozrywką”. I tylko ci ludzie, którzy albo rozumieją fanów, albo i nie, albo dają wolną rękę twórcom w obrębie marki albo i nie w ostateczności powinni być odpowiedzialni za to, co w danym momencie wypuszcza na popkulturowy rynek dóbr gwiezdnowojenna franczyza. Jak do tej pory, uśredniając, Świat nie zawodzi się na Galaktyce ex-Georga Lucasa: typowy kanapowy i ten niedzielny miłośnik Star Wars szanuje to Uniwersum, wciągnięty w to od wielu, wielu lat nerd... nie do końca. Dlatego przez ostatnie 5 lat, a może i troszkę więcej, zaczyna powstawać wiele eksperymentalnych, pojedynczych albo krótkich serii, filmów, czy ,,jednostrzałowych” książek i komiksów, które owszem tworzone są dla wszystkich entuzjastów Galaktyki, ale ,,uderzyć!” pod względem pozytywnym mają przede wszystkim w gusta tych oddanych franczyzie geeków, nerdów, nawet ortodoksyjnych i konserwatywnym zwolenników, tak zwanych ,,specjalistów od Klasycznej Trylogii”. Dostaliśmy mini-serial o Kenobim, dodający sporo treści i nowych wątków do Kanonu, także kinowe Spin-Offy z Hanem Solo i ekipą ,,Łotra 1” w roli głównej, dość ciekawe komiksy, choćby i ten o początkach Kylo Rena w Ciemnej Stronie Mocy i zakonie Ren, a także pewną, wydaną w Polsce dopiero niedawno, będącą zbiorem opowiadań książkę, przygotowaną dla nas, geeków, na pewną wielką gwiezdnowojenną rocznicę – książkę, której postanowiłem z niekłamaną wręcz przyjemnością poświęcić swój hobbystyczny czas na tyle na ile będzie trzeba, i którą to niniejszym z taką samą radością omawiam i recenzuję.
Star Wars to nie tylko firma, ale i marka, Świat rozrywki, symbol popkultury; to po prostu Organizm Twórczy lubiący zaskakiwać swoich miłośników. Owym zaskoczeniem okazała się wspominana powyżej powieść, a tak właściwie to zbiór mini-powieści, pisanych przez ,,starwarsowych” czy ogólnie gatunkowo fantastyczno-naukowych i temu podobnych weteranów, mistrzów w swojej profesji. Na ową pozycję, mającą mimo wszystko prosty, ale i sprytny i ciekawy tytuł ,,Star Wars. Z pewnego punktu widzenia. 40 opowieści na 40-lecie Nowej Nadziei” zapracowali swój wkład pisarski, wtłoczyli w całość około 550 stron ,,mięska” galaktycznych treści m.in. Meg Cabot, Pablo Hidalgo, Nnedi Okorafor, Wil Wheaton czy Gary Whitta. Co istotne pierwotnie publikacja pojawiła się w 2018 roku, a pisana była nieco wcześniej, w Polsce zagościła na naszym rynku dopiero w 2024 roku, a jak wiemy od premiery filmu ,,The Star Wars”, ot ,,Nowej Nadziei", minęło 47 lat; nieistotne, że Polska nieco spóźniła się z tłumaczeniem i wydaniem tych opowiadań, ale ważne że w końcu one tu są, że mają tą konkretną ilość w zbiorze, w oparciu na konkretną rocznicę konkretnego filmu.
Ta specyficzna liczba ,,wiekowa” swych popkulturowych wiosen, które marka Star Wars ma na koncie, także wszystko to o czym wspomniałem wyżej... ma znaczenie. ,,40 Opowieści na 40-lecie…" ,tak, na pewno nie wprowadza czytającego w błąd, ma określone ramy tematyczne i pierwowzór fabularny, a różnorodność opowiadań, cóż, nie sposób będzie zaliczyć ich do Kanonu, chociaż… z drugiej strony nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak uczynić – wskazują na to niektóre, nie zdradzając spoilerów z ich treści, opowiadania. Ostatecznie na najbardziej podstawowym poziomie nie ma to znaczenia: czy te dziesiątki, ba!, okrągłe ,,cztery dyszki starwarsowych nowelek” zaliczy się w poczet rozwijanego ,,lore”, czy nie. Najistotniejsze jest to, że one po prostu są, że… można doświadczać ich jedno po drugim, albo wybierać dane opowiadanie ze spisu treści, wracać do niego; że można być świadkiem tego, jak cenne dla artystów pióra światowego formatu w gatunku fantastyki naukowej nadal moi drodzy są Gwiezdne Wojny. Dlatego też te ,,40-latkowe” nowelki z galaktycznych realiów, gdzie króluje Moc i walka na miecze świetlne oraz cała, cała masa ,,dawno, dawne temu w Galaktyce… „ przygód, powinno się traktować jako okazję, prezent, jako alternatywę tego ,,jak mogą wyglądać inne Gwiezdne Wojny”.
To, jak potężny jest to wciąż plastyczny materiał, w którym można rzeźbić setki kolejnych tworów: od opowiadań przez powieści a na komiksach i w końcu medium filmowo-serialowym” skończywszy – świadczą o tym napisane tu historie. I co ważne, z racji tego z jakiej okazji zostały one stworzone, jak są długie, jak każde z listy rozbudowane w samej przestrzeni Galaktyki i połączone z tym, co przedstawił Kanon czy nawet Legendy – z tego powodu nie ma nawet okazji, no bo po co, do zagłębiania się nad ,,ewaluacją!” ich calutkiej, jakby uśrednionej jakości. Wiadomo, że będą słabsze i mocniejsze momenty w zawartości tegoż to ,,morza opowiadań” z zakresu Star Wars – to jest zrozumiałe. Powinno wybrać się najlepsze i najsłabsze z nich, ocenić, stworzyć swoją własną średnią ocen z takiego duetu i tak na mniej więcej ocenić ten cykl. ,,Normalne” wyciągnięcie jakieś zdroworozsądkowej z niego noty jest praktycznie… mało co możliwe: dzieje się zbyt dużo, zbyt dobrze, ale i zbyt nachalnie, mamy masę wątków i relacji między bohaterami, czy miejscami etc., gdzie ciężko jest to ,,zebrać razem w kupę” i powiązać np. z Kanonem (choć teoretycznie jest to możliwe.). Dlatego też z tego powodu i Ja na zakończenie niniejszych recenzenckich deliberacji dodam: najlepsze, najbardziej twórcze, najbardziej nietuzinkowe okazało się opowiadanie pt. ,,Historie zapisane w piasku”; to z zupełnie tej ,,nieco gorszej” strony bieguna jakości tych treści opowiadanie, to: ,,Laina”.
A samo wydanie, fizycznie, z ,,barwionymi brzegami”, nad którym miałem przyjemność skupić się stopniowo (czytając przy tym inne tytuły z tym Uniwersum nie związane) przez ostatnie naście dni, z tą pięknie wykończoną częścią zewnętrza… dodaje +1 do ogólnej oceny. Czytajcie, doświadczajcie, smakujcie takich ,,alternatywnych” (a może i nie?) starwarsów.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Cień Sithów
"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka. Ciekawe wątki, dobre postaci.
"Dawno temu, w odległej galaktyce..." Przygody z Uniwersum Star Wars dla prawdziwego fana. Dla mnie bardzo dobra książka. Ciekawe wątki, dobre postaci.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka, która w zamyśle miała opowiedzieć o wielu rzeczach, po pierwszych słabych rozdziałach wydawać się zaczęło że może chociaż opowiedzieć o czymś... a finalnie okazało się, że jest ona o NICZYM.
500 str tudzież 19h audiobooka - i wszystko to "jak krew w piach", chciałoby się rzec za klasykiem.
Czy dowiedzieliśmy się czegoś więcej o kluczowych elementach wprowadzonych w trzeciej części nowej trylogii filmowej?
* o planecie Exegol - nie,
* o rodzinie Rey - nie,
* o losach Sithów i im podobnych - nie,
* o losie Nowej Republiki, Imperium, Najwyższego Porządku - nie,
* o losie Luke'a i Jedi - nie.
Jeżeli ta książka miała stanowić jakieś tło do filmu "Ostatni Jedi" - to równie dobrze mogło by go nie być. Albo Autor nie miał kompletnie pomysłów na książkę, ale musiał coś napisać z uwagi na zobowiązania... albo, co bardziej prawdopodobne, Disney narzuca smycz na autorów książek aby nie dotykali żadnego kluczowego wątku fabuł filmowych ani nie wprowadzali innych ważnych wydarzeń w świecie SW (bo na to monopol mają twórcy filmów i seriali).
Postacie kultowe występujące w książce- Luke i Lando - mało interesujący, ich kwestie nudne, Lando to wręcz pokazany jako półgłówek (mimo doświadczenia w hazardzie, polityce czy półswiatku). Użytkownicy Ciemnej Strony - jak się pojawili, tak zniknęli, bez historii i bez emocji większych. Jakaś stacja górnicza, jakieś ZSW - komu potrzebne te wątki, nie było w tym nic intrygującego czytelnika. Główny antagonista - niby wielki łowca Jedi, a zarazem pijak o mało dyskretnych działaniach. Klejnotem w koronie jest jednak syn Imperatora i ojciec Rey - Autor dostał do zbudowania jedną ciekawą postać... a i to zawalił dokumentnie. Bohater tragiczny- niestety, dosłownie i w przenośni.
Disney, naprawdę, albo rekrutujcie poważnych pisarzy do sensownych pomysłów na książki, albo poprzestańcie na historiach ekranowych - bo szkoda i Waszych budżetów, i czasu nas Czytelników.
Książka, która w zamyśle miała opowiedzieć o wielu rzeczach, po pierwszych słabych rozdziałach wydawać się zaczęło że może chociaż opowiedzieć o czymś... a finalnie okazało się, że jest ona o NICZYM.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to500 str tudzież 19h audiobooka - i wszystko to "jak krew w piach", chciałoby się rzec za klasykiem.
Czy dowiedzieliśmy się czegoś więcej o kluczowych elementach wprowadzonych...
Pasjonująca niczym instrukcja obsługi pralki ;-)
Może trochę przesadziłem, ale nie mogę powiedzieć, żeby jakkolwiek mnie wciągnęła.
Pasjonująca niczym instrukcja obsługi pralki ;-)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoże trochę przesadziłem, ale nie mogę powiedzieć, żeby jakkolwiek mnie wciągnęła.
Niezła książka w uniwersum ale za długa. Nie działo się aż tak wiele, żeby całość ciągła się prawie 600 stron. Trochę ślepych tropów, przypadków sporo ale nieźle wyjaśnia wątek Ochiego z 9 epizodu. Od razu można obejrzeć film, przez co sporo zyskuje.
Niezła książka w uniwersum ale za długa. Nie działo się aż tak wiele, żeby całość ciągła się prawie 600 stron. Trochę ślepych tropów, przypadków sporo ale nieźle wyjaśnia wątek Ochiego z 9 epizodu. Od razu można obejrzeć film, przez co sporo zyskuje.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTreści w Uniwersum Star Wars, które pomogły by temu Światu nieco skupić pewne zagadnienia do konkretnej formy, także rozszerzyć całość m.in. Sagi Skywalkerów o solidny materiał wpływając w ten sposób na jakość tego czym są Gwiezdne Wojny i dla kogo się je przeznacza, cóż, mamy multum. Sporo dzieje się w tym temacie w zakresie Nowej Trylogii filmowej, którą zapoczątkował J. J. Abrams w 2015 roku Epizodem VII Sagi, „Przebudzeniem Mocy”. Najbardziej aż prosi się o to, aby dopowiedzieć wiele istotnych wątków z obszaru wydarzeń, które w Trylogii Epizodów VII – IX rozegrały się pomiędzy pomiędzy Ep. VI, czyli ,,Powrotem Jedi” a Epizodem VIII: ,,Ostatnim Jedi”. W tym celu powstały takie pozycje jak „Cień Sithów” Adama Christophera, niby jedna to powieść, ale wagi zawartych tu informacji nie da się w pełni ocenić – nie da się odmówić tej powieści wielu, wielu zalet, które związane są dopisaniem tego, co rozegrało się w Galaktyce pomiędzy wspomnianymi: powyżej tytułami.
Gwiezdne Wojny, jakby tak dobrze się przyjrzeć ostatnim latom działalności tej franczyzy, od 2020 roku ,,nie są w tej formie, jakiej oczekiwali by fani!”, ale są w formie jakiej oczekują akcjonariusze Disney i Lucasfilm Ltd. Fakt, można by rzec, że nie jest tak jak dawniej, że ,,starwarsy” nie potrafią już czynić takich cudów jak dawniej: podnieść krzesło na którym się siedzi, i to wysoko, czyli tak jak to robił Chuck Norris, z tym że ten na dodatek potrafi ściągnąć (rzekomo) cały internet na dyskietkę. Cóż, dobre, wręcz wyśmienite czasy dla mark galaktycznych wojaży z perspektywy powodzenia u fanów, czyli mniej więcej tak jak to było w latach 2014-2020 już minęły. I to nie jest tak, że ,,nigdy nie będzie tak jak dawniej, tylko strach, płacz, ból czterech liter i wieczna zgryzota". W sercu organizacji i ,,hierarchii” władzy w Disney i Lucasfilm Ltd, możliwe że jest tak, że występują tam jakieś spore, bliżej nieokreślone ,,zgrzyty”, które mechanizm płynnego funkcjonowania i rozwoju ukochanych przez nas Gwiezdnych Wojen zatruwają i zalewają ohydną, szybko postępującą rdzą. I cholibka do kwadratu, nikt tak naprawdę nie wie, czym są i jak długo będą tu obecne takowe zgrzyty, zgryzoty i wszelaka zgnilizna tego rodzaju; nikt z nas geeków chyba nie zdaje sobie sprawy, co się takiego złego tam dzieje. Można się więc zapytać, i to tak na serio!, czy entuzjaści gwiezdno-wojennych przygód tak naprawdę nie powinni mieć coraz większego udziału w rozwoju całego ogromnego projektu Świata Star Wars (filmy, seriale, książki i cała, cała reszta contentu Uniwersum!),ale do logicznego stopnia, czyli nie przejmowania nad losem i program działalności marki całkowitej kontroli? Zdaje się, że ,,Cień Sithów” jest pierwszą książką starwarsową w Nowym Kanonie od lat, która wykazuje jakieś znaczące oznaki posłuchania twórców: pisarzy, scenarzystów i temu podobnych artystów kreujących całą masę istotnego dla Rozszerzonego Świata Uniwersum ,,zalewu treści", tego co widzieli by fani we Wszechświecie tego, co może dać nam Galaktyka: jakie treści, relacje, wątki wytworzyć.
Geniuszem wszelakiej wiedzy praktycznej i magicznej nie trzeba być, aby z punktu widzenia randomowego geeka ,,starwarsów” wiedzieć, że Saga Skywalkerów w ukochanym Uniwersum Star Wars, z którego chyba niepotrzebnie odszedł George Lucas... się zakończyła. Na papierze faktycznie zarówno w ,,Legendach” oraz w Nowym Kanonie los rodu Skywalkerów został dopięty na przysłowiowy ostatni guzik. Jednak w realu nie do końca tak jest - ,,nie do końca” bo należy tu mieć na myśli obecnie rozwijany Kanon. Epizod IX, ,,Skywalker. Odrodzenie” nie określił ostatecznie i definitywnie, że skoro postacią Rey, która odkryła iż jest Skywalkerem, miało by się ukończyć kreowane od 1977 roku historie tak zacnej dla popkultury familii! Tak istotnej dla popkultury w ogóle, że bodaj żaden geek, szef Disney’a, ktokolwiek z wielkich możnych i ,,Illuminati korpo-rozrywki” nie pozwoli, aby ród Skywalkerów wygasł. Matecznik Disneya oraz Lucasfillm Ltd. dysponują – choć z tym ich zamętem produkcyjnym i kreatorskim sami nie wiedzą jakimi możliwościami dysponują – sporymi zasobami twórczymi: mają do dyspozycji całe grono artystów: od scenarzystów komiksów aż po pisarzy powieści i kreatorów scenariuszy do filmów i seriali, tylko po to żeby tak tworzyć Gwiezdne Wojny, aby historia Skywalker Family mogła się ciągnąć i ciągnąć… i ciągnąć w Kanonie w nieskończoność. Nigdy, ale to przenigdy na samym Luku i Rey w kwestii filmów czy małego ekranu ta rodzina nie powinna się zakończyć, ,,wygasnąć". Nawet jeśli początkowo Skywalkerowie mieliby trwać w Kanonie, to niech zaczynają to od skromnych rzeczy, od takich pozycji jak książka ,,Cień Sithów” właśnie. W końcu małe kroki dają nie raz, nie dwa, po prostu bardzo często, wielkie wyniki.
Powieść Christophera można określić z bardzo praktycznej strony, tym bardziej z perspektywy pisarzy pracujących dla marki Disney/Lucasfilm Ltd., jako sprostowanie odnośnie niedopowiedzeń Uniwersum, które ,,niby nie kreuje” właściwego contentu, a także jako sprostanie oczekiwaniom fanów i zrealizowanie w sercu Uniwersum ważnej książki, która przynajmniej na jakiś czas pomoże zaspokoić zapotrzebowania fanów na nowo-kanoniczny ciąg informacji. Początkowo przed wchłonięciem swej osoby do lektury Świata Gwiezdnych Wojen (tak, dla tej marki czasami warto się poświęcać),można było się obawiać tego, co konkretnie i w jakim stylu powieść przedstawi nam w okresie około 30 lat między Epizodem VI a VII. Tytuł ten, co istotne, czego za bardzo nie trzeba się domyślać, pełni rolę pomostu – łącznik Nowej i Starej Trylogii, ot pewnych epok w dziejach postrzegania marki jak i jej ewolucji w ogóle. Przez te dziesiątki lat w Galaktyce, w Nowym Kanonie!, można było przedstawić multum wątków, postaci, dać na tacy sporą ilość informacji do zaadaptowania do, że aż głowa mała! Fakt, po Bitwie o Yavin mogło by się tyle wydarzyć, że Imperator, diada w Mocy, Snoke i Najwyższy Porządek mogły by nie być tym, co ostatecznie znamy najbardziej z Sagi, że coś jeszcze się w okresie omawianych 33 lat kryje. Moje obawy wygasały aż do ostateczności, gdy moje zadowolenie z tego, co książka wnosi jako swego rodzaju Spin-Off między Epizodami VI a VII, rosły od pierwszych nastu stron aż prawie że do finału jej treści. I w ,,Cieniu Sithów” coś się jeszcze dużego wydarzyło, na tyle aby niewygodni, buńczuczni i marudzący fani Klasycznych Star Wars byli zadowoleni: ,,tak, jednak Nowy Kanon bardzo sprytnie przechodzi z naszej Starej Trylogii do Nowej, wraz z zachowaniem trzonu ducha tej franczyzy!”. Nie inaczej, autor spisał się naprawdę nieźle – to jest ta ,,iskra”, ta nadzieja, która gdzieś tam w kwestii pozytywnej przyszłości Gwiezdnych Wojen się tli. Christopher zrobił to na prawie 600 stronach. I czego chcieć więcej? No chyba nic... ale... no właśnie, bo mamy tu pewien myk, który nie daje mi - i zapewne wielu z Was - geekowskiego spokoju.
,,Cień Sithów” to kuriozum – ma w sobie prawie że elementy świetnie i bardzo poprawnie rozwijane, ale zdarzają się też delikatne minusy, które nieco naprzykrzają chwile spędzone z tą lekturą. Owszem, ,,czytnąłem” tą książkę, spędziłem z nią sporo czasu, w miarę powoli delektując się z każdą ze stron, wyciągając z przedstawianego materiału istotne dla mnie wnioski. I mogę więc trochę wobec tego ,,kuriozum” pokrzyczeć, ot fanowsko pobiadolić: ,,I wiecie co?!”, ano właśnie, zabrakło mi jak i w niektórych szczególnie środkowych rozdziałach było trochę z kolei tego za dużo… wątku związanego z Ochim z Bestoona, jakby na czas 17 lat po Epizodzie VI Star Wars, w czasie akcji powieści było tego w sposób ,,chaotycznie poukładany”, czyli ani tak, a ni tak, czyli... nijak. Mogę narzekać na tego dość ważnego dla zrozumienia całego finału ,,Sagi Skywalkerów”, Ep. no. IX, ,,ktosia”, ale… to Ochi fabularnie wiąże tu praktycznie większość wątków i mini-opowieści. Inaczej mogę to porównać następująco: ,,myślisz Cień Sithów” kojarzysz od razu ,,Skywalker Odrodzenie” i Bestoończyka. Pośrednio postać ta wymusza zatrzymanie niektórych wątków i wstawienie kolejnych, na zasadzie opowieści równoległych.
Gdy mijały niektóre rozdziały, jeden za drugim, aż mnie krew zalewała - było genialnie i dziwnie - bo wolałem czekać na Ochiego i tego, co dalej z jego postacią szeroko w inne historie i rozgałęzienia wyniknie etc. Innym razem potrafił się on – jak wspominałem – dłużyć, a tym samym strasznie nudzić. Dobrze, że pomiędzy jego dużą historią i rozkazem, który musiał wypełnić z ramienia Palpatine’a… pojawiały się wstawki takie jak medytujący Luke na Tythonie, czy Luke wyjaśniający to, co oznacza potęga informacji zawartych w tellurium, czy z kolei wytłumaczenie innego stanu/zrozumienia Mocy, z deserkiem w postaci podania informacji iż Flota Ex-Palpiego, ta z Exegolu, była budowana już za czasów zmierzchu potęgi Imperium, jak i niekiedy nieco wcześniej. Nie da się nie chcieć przeczytać tej książki chociażby jeszcze raz - potężny wór danych, z chaotycznymi historiami w tle.
Treści w Uniwersum Star Wars, które pomogły by temu Światu nieco skupić pewne zagadnienia do konkretnej formy, także rozszerzyć całość m.in. Sagi Skywalkerów o solidny materiał wpływając w ten sposób na jakość tego czym są Gwiezdne Wojny i dla kogo się je przeznacza, cóż, mamy multum. Sporo dzieje się w tym temacie w zakresie Nowej Trylogii filmowej, którą zapoczątkował J....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka Adama Christophera, która ma na celu zapełnić lukę zostawioną przez 9 epizod "Star Wars", a dokładniej tego: kiedy Luke wraz z Landem szukali Ochiego z Bestoona oraz tajemniczego tellurium, a w tle przewija się ucieczka Rey oraz jej rodziców. Gdybym miał wskazać największą wadę tej książki to bez wahania powiedziałbym, że wiadomo, jak skończą się wątki: Landa, Rey, Ochiego, bo znamy je z filmu. Mimo to autorowi udało się stworzyć ciekawą historię i zachować charaktery postaci znane z oryginalnej trylogii oraz wykreować równie ciekawą antagonistkę, która jest w jakiś sposób połączona z pradawnym władcą i Sithem.
Książka Adama Christophera, która ma na celu zapełnić lukę zostawioną przez 9 epizod "Star Wars", a dokładniej tego: kiedy Luke wraz z Landem szukali Ochiego z Bestoona oraz tajemniczego tellurium, a w tle przewija się ucieczka Rey oraz jej rodziców. Gdybym miał wskazać największą wadę tej książki to bez wahania powiedziałbym, że wiadomo, jak skończą się wątki: Landa, Rey,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFinał mnie nieco rozczarował, ale sama książka dla fana uniwersum GW jest ciekawym doznaniem. Autor oddał hołd całemu uniwersum, stworzył historię która wybitna nie jest, ale wciąga. Są momenty, że nic się nie dzieje, lecz też jest sporo akcji. Jeśli ktoś ma słabość do mieczy świetlnych to tutaj jest czego szukać. No i w audio dobrze się tego słucha.
Finał mnie nieco rozczarował, ale sama książka dla fana uniwersum GW jest ciekawym doznaniem. Autor oddał hołd całemu uniwersum, stworzył historię która wybitna nie jest, ale wciąga. Są momenty, że nic się nie dzieje, lecz też jest sporo akcji. Jeśli ktoś ma słabość do mieczy świetlnych to tutaj jest czego szukać. No i w audio dobrze się tego słucha.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie mogę powiedzieć że się zawiodłem ponieważ nie oczekiwałem od książki dużo, nie chodzi mi też o to że nie lubię czasów Sequeli ale po prostu książka nie trafiła do mojego gustu.
Akcja książki dzieje się wiele lat przed „Przebudzeniem mocy”, i opowiada o historii (i losie ) rodziców Rey oraz o tym jak trafiła na Jakku i co się z tym wiązało.
Tytułu nawet bym nie dotknął gdyby nie fakt że występuje w nim Lando Calrissian oraz Luke Skywalker, po prostu to nie są moje klimaty.
Jedynym plusem książki jest poznanie kilku nowych postaci czyli Komat, Darth Noctyss i (niestety) Ochiego którego znamy z Komiksów, moim zdaniem Ochi to jest najgorzej napisana postać z nowego kanonu ponieważ jego historia (w książce) została tak spartaczona że ciężko mi się czytało rozdziały z nim związane i były one nudne.
Podsumowując, książkę polecam tym co ciekawią się tematem sequeli ponieważ wyjaśnia to dużo tematów poruszonych w 8 i 9 części, dla tych co nie przepadają za tym okresem to radzę sobie odpuścić.
Nie mogę powiedzieć że się zawiodłem ponieważ nie oczekiwałem od książki dużo, nie chodzi mi też o to że nie lubię czasów Sequeli ale po prostu książka nie trafiła do mojego gustu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja książki dzieje się wiele lat przed „Przebudzeniem mocy”, i opowiada o historii (i losie ) rodziców Rey oraz o tym jak trafiła na Jakku i co się z tym wiązało.
Tytułu nawet bym nie...
Star Wars: Cień Sithów to książka ciekawa, interesująca, mocno spoilerowa do Skywalkera. Odrodzenie ale też bardzo nierówna. Przygody Luke i Lando są fajne i bardzo interesujące, przygody rodziców Rey są trudne i niejasne a na koniec przygoda Ochiego jest całkowicie słaba. Fabularnie są dziury które ciężko zasypać ale zarazem książka jednak daje jakieś pokłady pod 3 filmu Star Wars o Rey i wyjaśnia niektóre rzeczy. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/
Star Wars: Cień Sithów to książka ciekawa, interesująca, mocno spoilerowa do Skywalkera. Odrodzenie ale też bardzo nierówna. Przygody Luke i Lando są fajne i bardzo interesujące, przygody rodziców Rey są trudne i niejasne a na koniec przygoda Ochiego jest całkowicie słaba. Fabularnie są dziury które ciężko zasypać ale zarazem książka jednak daje jakieś pokłady pod 3 filmu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZgrabny prequel "Przebudzenia mocy". Nie warto się niestety z nim zapoznawać przed obejrzeniem "Skywalkera. Odrodzenie" - za dużo spoilerów, które mogą zepsuć odbiór ostatniej trylogii spod znaku Gwiezdnych Wojen. Jako uzupełnienie tej historii sprawdza się jednak znakomicie. Przyjemnie towarzyszyć Lukowi i Lando w pościgu za złowrogim Ochi, a przy okazji poznać początek historii Rey. Mieszanka napięcia, akcji i momentów bardziej emocjonalnych jest odpowiednia. Fabuła może jest trochę bardziej kameralna niż w filmach, ale dzięki temu mamy okazję bliżej zapoznać się ww. bohaterami, ich motywacjami oraz relacjami między nimi. Książką rozkręca się dosyć szybko, a od połowy jej tempo nie zwalnia wcale. Ogólnie - dobra zabawa i rzecz warta polecenia dla fanów SW.
Zgrabny prequel "Przebudzenia mocy". Nie warto się niestety z nim zapoznawać przed obejrzeniem "Skywalkera. Odrodzenie" - za dużo spoilerów, które mogą zepsuć odbiór ostatniej trylogii spod znaku Gwiezdnych Wojen. Jako uzupełnienie tej historii sprawdza się jednak znakomicie. Przyjemnie towarzyszyć Lukowi i Lando w pościgu za złowrogim Ochi, a przy okazji poznać początek...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to