Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
II wojnę światową przetrwało w Polsce ledwie kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Wszyscy przeżyli niewyobrażalny koszmar, a ich drogi ku ocaleniu były różne. Uldze wyzwolenia towarzyszyła silna potrzeba rozliczeń i wymierzenia sprawiedliwości. Zaraz po zakończeniu wojny rozpoczął działalność Sąd Społeczny przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce. Odbywały się przed nim procesy oskarżonych o kolaborację i działanie na szkodę narodu żydowskiego. Był to sąd niezwykły – nie mógł skazać na więzienie ani grzywnę, mógł potępić, wydalić ze społeczności żydowskiej. Wyroki nie dotyczyły przestępstw, lecz spraw zasadniczych, dobra i zła, granicy walki o przetrwanie. Dlatego dla niektórych były druzgoczące.
Jakub Szymczak odtwarza procesy Szapsela Rotholca, słynnego boksera i policjanta w getcie w Warszawie, Wiery Gran, uwielbianej śpiewaczki, która występowała w getcie, oraz Michała Weicherta, działacza powołanej za przyzwoleniem okupantów Żydowskiej Samopomocy Społecznej, i innych. Interesują go nie tylko fakty, lecz przede wszystkim ludzkie postawy wobec Zagłady. Bo wszyscy jego bohaterowie, bez względu na to, jak zostali osądzeni przed współczesnych, swoje najtrudniejsze decyzje podejmowali w sytuacji ekstremalnej.
Kup Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Sędziowie moralności. Działalność Żydowskiego Sądu Społecznego
„Państwowy wymiar sprawiedliwości nie wystarczał, by rozstrzygnąć, czy ktoś w czasie wojny zachował się godnie, czy też splamił honor narodu żydowskiego. Żydowski Sąd Społeczny odpowiadał na istotne potrzeby – wymierzania sprawiedliwości i oczyszczania atmosfery w społeczności bez pomocy z zewnątrz”.
Druga wojna światowa była bez wątpienia piekłem na ziemi. Jądrem zaś tego piekła była Polska. Polska, na której terenie Niemcy urządzili swoje obozy śmierci. Polska, która stała się tym samym miejscem ludobójstwa dokonanego na milionach europejskich Żydów. W II Rzeczpospolitej żyła bardzo duża mniejszość żydowska. Po straszliwej niemieckiej okupacji Żydów w Polsce zostało zaledwie kilkadziesiąt tysięcy. Zniknęły z powierzchni ziemi – dosłownie – całe żydowskie osiedla i miasteczka. Ocalali wracali do całkiem innej rzeczywistości. Rzeczywistości niełatwej i niewolnej od wzajemnych animozji i oskarżeń.
Właśnie temu zagadnieniu został poświęcony niezwykle interesujący reportaż Jakuba Szymczaka pod tytułem „Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym”. Ukazał się on nakładem Wydawnictwa Czarne, słynącego ze świetnych reportaży. Recenzowany tytuł bez wątpienia można do takich zaliczyć. Młody dziennikarz podejmuje bowiem temat – w moim odczuciu – słabo obecny w świadomości społecznej. Wszyscy Polacy wiedzą, że było Auschwitz, były inne obozy śmierci. Wszyscy również słyszeli o gettach dla Żydów. Jednak niewiele osób zastanawia się, jak wyglądało życie Żydów po wojnie, życie tych, którzy ocaleli. Cudem uniknęli niemieckiej maszyny śmierci. Jednak powojenna rzeczywistość stawiała nowe wyzwania.
W łonie społeczności żydowskiej szybko zrodziła się idea rozliczenia z postaw zajmowanych podczas okupacji. Żydzi nie chcieli spuszczać na tamten okres zasłony milczenia. Przeciwnie, chcieli sprawiedliwości i rozliczenia z przeszłością. W tym celu powołali specjalny sąd – Sąd Społeczny przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce. Chociaż dziwny to był sąd, niepaństwowy i niemogący wymierzyć kary więzienia. Był to sąd, który w swoim orzekaniu nie kierował się kodeksem cywilnym czy karnym, lecz kodeksem moralnym. Właśnie z tego powodu wzbudzał on tak wielkie emocje w społeczności żydowskiej. Jego wyroki były żywo komentowane na całym świecie. W praktyce decydowały o czyimś być albo nie być w narodzie żydowskim.
Przed Sądem Społecznym odbywały się procesy o kolaborację i działanie na szkodę narodu żydowskiego. Były to sprawy bardzo trudne, delikatne i niejednoznaczne. Każda z nich budziła żywe zainteresowanie. W każdej z nich decydowano o tym, czy oskarżony w przeszłości zachowywał się jak należy.
Jakub Szymczak wykonał naprawdę solidną pracę, pisząc swoją książkę. W efekcie czytelnik otrzymał bardzo interesujący reportaż. Reportaż traktujący nie tylko o konkretnych procesach, lecz także o postawie Żydów podczas Zagłady. Co było kolaboracją z Niemcami, a co usprawiedliwioną działalnością w okupacyjnej rzeczywistości? Czy da się to jednoznacznie ocenić? W jaki sposób do tych zagadnień podchodzili sami Żydzi?
Na konkretnych przykładach autor książki pokazuje, jak trudne to były sprawy. Wyroki, które w nich zapadły, zaważyły na całym przyszłym życiu oskarżonych. Skazani mieli już nigdy nie uwolnić się od piętna zdrajcy i tego, kto wysługiwał się Niemcom.
Największe wrażenie zrobiła na mnie sprawa Michała Weicherta, przed wojną cenionego reżysera teatralnego. Podczas okupacji działał w żydowskiej samopomocy. Organizacja ta była oczywiście pod kontrolą Niemców. Weichert bronił się, że robił wszystko, co mógł, aby pomagać Żydom. Czy jednak przekonał do swojej wersji sędziów? Czy oczyścił się z zarzutu kolaboracji?
„Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym” to pasjonujący reportaż o działalności niezwykłego sądu przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce. Sprawy, które się przed nim toczyły, odbijały się echem na całym świecie. Szczerze polecam lekturę książki, bez wątpienia poszerzy ona nasze horyzonty.
Wojciech Sobański
Opinia społeczności książki Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Cyt.: „Musimy mieć odwagę się przyznać, że nasz naród nie składa się wyłącznie z niewinnych ofiar”. Fragment artykułu, wykorzystanego przez Jakuba Szymczaka, który ukazał się na łamach „Dos Naje Lebn”, dziennika wydawanego przez CKŻP 18 października 1946 roku. Jakub Szymczak, młody dziennikarz związany z OKO.press postanowił zmierzyć się z tematem trudnym, złożonym i niejednoznacznym. „Ja łebków nie dawałem. Procesy przed żydowskim Sądem Społecznym” to próba przypomnienia niezwykle interesującego i chyba trochę zapomnianego faktu w najnowszej historii, jakim było powołanie w październiku 1946 roku do życia przez Centralny Komitet Żydów Polskich Sądu Społecznego. Stanąć przed nim mieli Żydzi oskarżeni o zdradę narodu i kolaborację w czasie okupacji niemieckiej. Co ciekawe, Sąd Społeczny nie posiadał żadnych uprawnień procesowych, działał obok Sądów Specjalnych, powołanych przez PKWN na podstawie tzw. Dekretu sierpniowego, który precyzował kategorie przestępstw i wysokość kar dla hitlerowskich zbrodniarzy oraz zdrajców narodu polskiego. Najbardziej dotkliwą karą wymierzoną przez Sąd Społeczny miało być wykluczenie ze społeczności żydowskiej. Jakub Szymczak w swojej książce koncentruje się na kilku najbardziej głośnych sprawach prowadzonych przez Sąd. Michał Weichert, przedwojenny reżyser teatralny, w trakcie wojny kierował pomocą kierowaną z zagranicy do społeczności żydowskiej. Szapsel Rotholc, przedwojenny bokser, w trakcie okupacji policjant w Getcie Warszawskim. Wiera Gran, znakomita przedwojenna śpiewaczka, oskarżona o współpracę z Gestapo. To trzy postacie, wokół których autor buduje swoją opowieść. Autor nie koncentruje się jedynie na działalności Sądu Społecznego. Wprowadzając liczne dygresje, zbacza z tematu, wprowadzając nie związane z nim wątki. Rozumiem zamysł – miał on niejako ukazać tło wydarzeń i historię postaci, obraz wojennej i powojennej rzeczywistości, ale zdecydowanie nie ułatwia to lektury a wprowadza niepotrzebny chaos. Zaraz po zakończeniu wojny w społeczności żydowskiej istniała ogromna chęć rozliczenia postaw zajmowanych w czasie wojny przez współbraci. W zrujnowanym przez wojnę kraju, rządzonym przez nieakceptowanych komunistów, zajmowanie się bliską przeszłością było bardzo trudne i często bolesne. Sąd Społeczny zakończył swoją działalność w roku 1950. Łącznie rozpatrzył 78 spraw, z tego 29 zakończyło się wyrokiem, pozostałe zostały umorzone lub zawieszone. Jest to dość przygnębiająca lektura. Czy można oceniać działania podejmowane w obliczu śmiertelnego zagrożenia? Kto mógłby takiej oceny dokonywać? I czy można podejmowane decyzje tłumaczyć chęcią ratowania własnego życia? Autor nie ocenia, nie feruje wyroków. Pozostawia czytelnika z mnóstwem pytań i nierozstrzygniętych dylematów.
Oceny książki Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Poznaj innych czytelników
361 użytkowników ma tytuł Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym na półkach głównych- Chcę przeczytać 213
- Przeczytane 141
- Teraz czytam 7
- Posiadam 17
- 2022 13
- Reportaż 9
- E-book 3
- Historia 3
- Chcę w prezencie 3
- 2023 3
Tagi i tematy do książki Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Bądź pierwszy
Dodaj cytat z książki Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Dodaj cytat










































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym
Wstrząsający reportaż o rozliczeniach postaw ludzi wobec Zagłady. W tych strasznych czasach nie było podziału na czarne i białe. Lektura dająca do myślenia.
Wstrząsający reportaż o rozliczeniach postaw ludzi wobec Zagłady. W tych strasznych czasach nie było podziału na czarne i białe. Lektura dająca do myślenia.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„A nie jest to zwykły sąd. Nie może skazać na więzienie, karę śmierci, grzywnę pieniężną. Może za to potępić. Wydalić ze społeczności żydowskiej. Dać naganę. Dla niektórych to o wiele gorsze niż śmierć”*.
Druga wojna światowa jeszcze trwała, gdy na wyzwolonych terenach, Centralny Komitet Żydów w Polsce powołał Żydowski Sąd Społeczny. Celem jego działania było (ewentualne) piętnowanie tych, którzy w czasie okupacji splamili się współpracą z Niemcami. Sprawy rozpatrywane przez Żydowski Sąd Społeczny, w pewnym sensie sąd honorowy, nie dotyczyły zwykłych przestępstw, którymi zajmowały się sądy zwyczajne, państwowe, ale spraw zasadniczych: dobra i zła, dopuszczalnej granicy walki o przetrwanie. Ten niespotykany nigdzie indziej sąd dysponował własnymi, szczególnymi rodzajami kar:
a) upomnienie,
b) nagana,
c) napiętnowanie,
d) zawieszenie w prawach na okres od jednego roku do trzech lat, oznaczające utratę prawa wybieralności i wybierania do instytucji samorządu żydowskiego,
e) wykluczenie ze społeczności żydowskiej.
Autor przedstawia w swojej publikacji głównie i obszernie sprawę Michała Weicherta, działacza Żydowskiej Samopomocy Społecznej (problem w tym, że tę organizację powołali do życia Niemcy),sprawę Wiery Gran (śpiewaczka, występująca w getcie),sprawę Szapsela Rotholca, znanego przed wojną boksera i żydowskiego policjanta, tzw. odemana, w getcie, oraz krócej wiele, wiele innych.
Na każde żądanie Niemców odemani byli zobowiązani dostarczyć na Umschlagplatz (niem. punkt przeładunkowy, tu: miejsce zgromadzenia Żydów wysyłanych z getta do obozu) określoną liczbę osób – liczono je zwykle „od łebka”, bo nie było ważne, czy są młodzi, czy starzy, kobiety, czy mężczyźni, dorośli, czy dzieci – i tak odjeżdżali zwykle do pieców krematoryjnych w jakimś bozie koncentracyjnym; liczyła się liczba sztuk. Podczas procesów przed Żydowskim Sądem Społecznym wszyscy lub prawie wszyscy odemani twierdzili, że tego rozkazu Niemców nie wypełniali, łebków na Umschlagplatz nie doprowadzali. Wydaje się to w oczywisty sposób niemożliwe, transporty przecież odjeżdżały, ale to nie jest i nie może być dowodem w sprawie konkretnej osoby. A świadkowie? Większość dawno straciła życie.
Zasygnalizuję jeszcze jeden problem w ocenie i sądzeniu spraw z czasów okupacji i gett.
„Nie udało mu się uciec, gdy likwidowano getto. Jego kryjówkę wykryto, natychmiast trafił do Auschwitz. Był sprytny, wciąż młody i sprawny. Znalazł sobie pracę. W jednej z fabryk w obozie był odpowiedzialny za nadzór nad suwnicą. Sam opowiadał później o tym, jak jeden z więźniów doprowadził do awarii i groziła mu śmierć. Chaskiel najpierw uprosił niemieckiego żołnierza, by nie zabijał tego więźnia, bo przyda się on do pracy, a następnie demonstracyjnie go skatował. Ale ocalił mu życie. Sam również dzięki pracy przeżył do końca istnienia obozu w Auschwitz”*.
Czy Chaskiel bił więźnia? – Owszem, tak.
Czy Chaskiel uratował więźniowi życie? – Owszem, tak.
A jeżeli umowy z Niemcem nie słyszał lub nie rozumiał żaden świadek ani zainteresowany więzień (bo może stał za daleko, może nie znał niemieckiego),to kto w tych warunkach zdecyduje, czy Chaskiel był bohaterem, czy kanalią i szują? Czyja wersja będzie się liczyć bardziej?
Tego typu dylematów opisanych jest w książce Szymczaka wiele. Żydowski Sąd Społeczny przy pierwszych swoich sprawach był niezwykle surowy, nawet jeśli sąd państwowy uwolnił oskarżonego od winy i kary. Szybko jednak jego członkowie stracili rezon i pewność siebie w szafowaniu wyrokami, bo wiele postaw i zachowań Żydów nie było ani proste, ani jednoznaczne. Czasy i warunki też odbiegały zdecydowanie od jakiejkolwiek normalności.
Publikacja nie jest może porywająca, ale dostarcza solidnej wiedzy o czasach, okolicznościach, postawach, wyborach Żydów wobec innych Żydów podczas wojny i okupacji.
---
Jakub Szymczak, „Ja łebków nie dawałem”, wyd. Czarne, rok 2022.
„A nie jest to zwykły sąd. Nie może skazać na więzienie, karę śmierci, grzywnę pieniężną. Może za to potępić. Wydalić ze społeczności żydowskiej. Dać naganę. Dla niektórych to o wiele gorsze niż śmierć”*.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga wojna światowa jeszcze trwała, gdy na wyzwolonych terenach, Centralny Komitet Żydów w Polsce powołał Żydowski Sąd Społeczny. Celem jego działania było (ewentualne)...
Książka opisuje działalność specjalnego Sądu przy Komitecie Żydów w Polsce, rozpatrującego ich postawę podczas wojny - nie był sąd karny (tym zajmowały się sądy państwowe) a swoistego rodzaju sąd cywilny wewnątrz grupy społecznej.
Szczególnie polecam książkę dla rozdziałów poświęconych sprawie Michała Weicherta. W zasadzie do jego historii tylko mogłaby ograniczyć się książka. Powinien je przeczytać każdy, żeby zrozumieć, że bez sensu jest ocenianie na podstawie indywidualnych wypowiedzi bądź opinii, bez szerszego kontekstu, czyjejś postawy bądź działalności podczas wojny. Ciekawy jest rozdział dot. Wiery Gran - moim zdaniem w jej przypadku oskarżenia o kolaborację w dużym stopniu oparte były na tym, że była atrakcyjną kobietą (jakkolwiek by to nie brzmiało).
Książka opisuje działalność specjalnego Sądu przy Komitecie Żydów w Polsce, rozpatrującego ich postawę podczas wojny - nie był sąd karny (tym zajmowały się sądy państwowe) a swoistego rodzaju sąd cywilny wewnątrz grupy społecznej.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczególnie polecam książkę dla rozdziałów poświęconych sprawie Michała Weicherta. W zasadzie do jego historii tylko mogłaby ograniczyć się...
Autor snuje w swoim reportażu opowieść o mało znanym epizodzie z powojennej historii Polski, jakim było działanie Żydowskiego Sądu Społecznego. Przy okazji pochyla się nad kilkoma postaciami, których zachowanie w czasie wojny zostało negatywnie ocenione przez część społeczności żydowskiej. To nie jest łatwa książka: od opisów okrucieństwa życia w gettach i oczekiwania na rampie na Umschlagplatzu autor przechodzi do zeznań świadków obrony i oskarżenia, a później przeskakuje do złamanych przez wojnę życiorysów.
Żydowski Sąd Społeczny być może nie powstałby, gdyby nie trzy bulwersujące społeczność żydowską sprawy. Pierwsza dotyczyła warszawskiej śpiewaczki Wiery Gran, którą oskarżono o zbyt bliskie kontakty z gestapo.
Druga sprawa, o której z obrzydzeniem mówili ocaleni z zagłady, dotyczyła Szapsela Rotholca, przedwojennego pięściarza, który w czasie wojny został w warszawskim getcie policjantem. Przed sądem zarzekał się, że "łebków nie dawał", a więc nie przyprowadzał Żydów na Umschlagplatz, skąd następnie wywożeni byli do Treblinki. Nie przyprowadzał? Mało prawdopodobne, bo wyłapywanie Żydów było jednym z dowodów przydatności do służby i między bajki można włożyć zapewnienia Rotholca – i wszystkich pozostałych funkcjonariuszy porządkowych, którzy przetrwali wojnę - że nie skalali się takimi działaniami.
Najbardziej zbulwersowała mnie sprawa Michała Weicherta. Został on przewodniczącym Żydowskiej Samopomocy Społecznej i aby wykonywać obowiązki, przeniósł się z Warszawy do Krakowa. Dzięki jego staraniom organizacja otrzymywała dary od zagranicznych organizacji żydowskich i rozprowadzała je po gettach i obozach pracy. Weichert wizytował je osobiście. Widział, w jak straszne warunki tam panują i to tylko wzmacniało w nim potrzebę niesienia pomocy. Po wojnie zeznawali na jego korzyść Żydzi, którzy wspominali, że nie przeżyliby, gdyby nie zupa, chleb czy leki zorganizowane przez Weicherta.
Rzecz w tym, że Żydowska Samopomoc Społeczna (i jej następczyni, Jüdische Unterstützungsstelle – JUS) były organizacjami działającymi za zgodą hitlerowców, więc Weichert na co dzień musiał współpracować z urzędnikami nazistowskimi. Takie kontakty były nieakceptowane przez część Żydów, warszawscy działacze żydowskich organizacji Edelman i Cukierberg potępiali jakiekolwiek układanie się z okupantem. Działalność Weicherta według dzisiejszych standardów byłaby uznana za bohaterskie poświęcenie. Jak oceniono jego poświęcenie w tamtych czasach?
Ta książka uwiera. Jest niepokojąca i niewygodna. Wbrew manipulacjom i instrumentalnemu wykorzystywaniu historii w czasach stalinowskich przywołuje świadków tamtego czasu i daje im głos. Pozwala, by przypomnieli, jak brutalna i niejednoznaczna jest historia. Jak wiele w niej odcieni szarości. I jak bezcenny jest głos osób, które przypominają o grozie i szaleństwie wojny. To także książka-ostrzeżenie przed pochopnymi osądami, które mogą zniszczyć innych ludzi.
Autor snuje w swoim reportażu opowieść o mało znanym epizodzie z powojennej historii Polski, jakim było działanie Żydowskiego Sądu Społecznego. Przy okazji pochyla się nad kilkoma postaciami, których zachowanie w czasie wojny zostało negatywnie ocenione przez część społeczności żydowskiej. To nie jest łatwa książka: od opisów okrucieństwa życia w gettach i oczekiwania na...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę nierówna, ale jedno na pewno: z dokładnością archiwisty Autor tropi i docieka, nie wiem tylko, czy puenta dobrze to wszystko zamyka. Więcej pytań, niż odpowiedzi.
Trochę nierówna, ale jedno na pewno: z dokładnością archiwisty Autor tropi i docieka, nie wiem tylko, czy puenta dobrze to wszystko zamyka. Więcej pytań, niż odpowiedzi.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻydzi bardzo miłują prawo, skąd niedziwota tego sądu....
Żydzi bardzo miłują prawo, skąd niedziwota tego sądu....
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo rzadko opiniuję tutaj przeczytaną książkę, bo kolekcjonuję oznaczenia i oceniam dla własnego archiwum. Jednak poruszyło mnie kilka spraw w tej książce:
1) książka jest bardzo nierówna, czasem czyta się ją wartko i "przyswajalnie", a czasem bardzo opornie - musiałam kilka razy wracać do początku akapitu albo cofać się, żeby nie zgubić wątku, ponieważ książka jest upakowana faktami, przy czym uważam, że część z nich dla jasności wywodu mogłaby być pominięta, cyt.:
"Po wyjściu z więzienia w styczniu 1946 r. Weichart zamieszkał z rodziną w Krakowie przy ulicy świętej Gertrudy tuż przy Plantach. Dopiero w 1950 roku ulica zmieni patrona na Ludwika Waryńskiego. Na razie wszyscy mieszkają razem z córką Ruth. Ta opuści dom dopiero w styczniu 1947 roku, gdy poślubi Józefa Hofstatera, który prowadził firmę farmaceutyczną Vita. Tam też znajdzie na chwile zatrudnienie sam Weichert". A potem wracamy sobie ponownie do innego wątku.
8 linijek w książce. Trzy różne daty zresztą niechronologiczne. Informacja o zmienia nazwy ulicy jest kolejną informacją przez którą trzeba się przedrzeć, nie ma znaczenia dla ciągu innych informacji, wybija i nie jest w żaden sposób komentowana - więc tak jakby nie ma większego znaczenia, a walor znaczeniowy ma tylko dla czytelnika, który w ogóle potrafi zinterpretować kwestię zmian nazw ulic w tym czasie. Ponadto kilka imion i kto gdzie pracował - a to na koniec dnia dla samej historii Michała Weicherta nie ma większego znaczenia, bo żaden z tych wątków nie jest w żaden sposób kontynuowany ani komentowany. Ot sprawdzian, ile informacji da się upakować na 8 linijkach.
Inny cytat:
"Gdyby 11 sierpnia 1945 roku Michał Weichert mógł wyjść z więzienia, miałby tylko nieco ponad pół godziny spacerem do centrum zdarzeń. W Krakowie w tym czasie mieszka najpewniej kilka tysięcy Żydów."
Zamiast po prostu, że "około 2 km od więzienia, w którym wówczas przebywał Michał Weichert rozegrało się..." Nie widzę większego sensu w reportażu tworzyć jakichś łamańców o tym, co kto mógłby zobaczyć, gdyby w tym czasie nie był w więzieniu i stał pół godziny drogi od miejsca, w którym przebywał w więzieniu :)
Oba cytaty pochodzą z rozdziału "Weichert: Między procesami" - według mnie najsłabszego reportersko rozdziału, po którym uznałam, że naskrobię kilka zdań mojej oceny o tej książce.
To tylko przykład, ale jeśli 300 stron książki w istotnej mierze składa się z takich zbitek faktograficznych, to w połączeniu z dziesiątkami dat dziennych, imion i nazwisk żydowskich, które współcześnie brzmią bardzo obco, robi się dzieło zagmatwane i mniej reporterskie, a bardziej kronikarskie.
2) jak na reportaż, a jest to dział reporterski Wydawnictwa Czarne, za dużo jest fikcji i wyobrażeń autora na temat tego, jak ktoś się właśnie czuł. Jeśli reportażysta nie wie, jak ktoś się czuł i pisze, że "najpewniej tak i tak", to reportaż z próby obiektywnego pokazania faktów zmienia się mimowolnie w przedstawienie czytelnikowi jednak swojego zbioru ocen - bo jeśli założymy, że ktoś czuł się "lekko" wychodząc z więzienia, to zrobimy na to inną nakładkę ocenną, niż jeśli wyjdzie z więzienia i czuje się "przygnębiony". Więc kolejny minus.
3) 5 gwiazdek "za podjęcie ważnego tematu" i jedna gwiazdka za pracę włożoną w jego opracowanie z czterema gwiazdkami odebranymi za fantazjowanie o tym, co kto myślał i gdzie mógł być, gdyby nie był tam gdzie był, styl i chaotyczność.
Oczekiwałam zdecydowanie więcej od Wydawnictwa Czarne.
Bardzo rzadko opiniuję tutaj przeczytaną książkę, bo kolekcjonuję oznaczenia i oceniam dla własnego archiwum. Jednak poruszyło mnie kilka spraw w tej książce:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to1) książka jest bardzo nierówna, czasem czyta się ją wartko i "przyswajalnie", a czasem bardzo opornie - musiałam kilka razy wracać do początku akapitu albo cofać się, żeby nie zgubić wątku, ponieważ książka jest...
Kuba potrafi w wyważony, ale też lekki sposób połączyć trudne fakty historyczne z nutą humoru i satyry. Zajął się tematem trudnym, niezbyt popularnym, ale dzięki dobremu sprowadzeniu kontekstów, można lepiej zrozumieć tę historię. Polecam!
Kuba potrafi w wyważony, ale też lekki sposób połączyć trudne fakty historyczne z nutą humoru i satyry. Zajął się tematem trudnym, niezbyt popularnym, ale dzięki dobremu sprowadzeniu kontekstów, można lepiej zrozumieć tę historię. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO Holokauście zaskakująco inaczej. Historie Żydów, którzy mieli pomagać w zagładzie (!) i relacja z prób ich powojennego rozliczenia. Wstrząsające, zajmująco opowiedziane, znakomite.
O Holokauście zaskakująco inaczej. Historie Żydów, którzy mieli pomagać w zagładzie (!) i relacja z prób ich powojennego rozliczenia. Wstrząsające, zajmująco opowiedziane, znakomite.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDNF bo nie trafiłam na dobry czas z tą pozycją, jednak dotarłam do połowy i to dobry reportaż, widać dużo pracy włożone w odnajdywanie materiałów do jego powstania.
DNF bo nie trafiłam na dobry czas z tą pozycją, jednak dotarłam do połowy i to dobry reportaż, widać dużo pracy włożone w odnajdywanie materiałów do jego powstania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to