rozwińzwiń

Alvar Mayor - Legendarne miasta

Okładka książki Alvar Mayor - Legendarne miasta autorstwa Enrique Breccia, Carlos Trillo
Okładka książki Alvar Mayor - Legendarne miasta autorstwa Enrique Breccia, Carlos Trillo
Carlos TrilloEnrique Breccia Wydawnictwo: Mandioca Cykl: Alvar Mayor (tom 1) komiksy
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Alvar Mayor (tom 1)
Tytuł oryginału:
Alvar Mayor
Data wydania:
2022-03-28
Data 1. wyd. pol.:
2022-03-28
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396023483
Tłumacz:
Jakub Jankowski
Znakomity Carlos Trillo napisał a mistrz Enrique Breccia narysował przygody Alvara Mayora, Metysa, który w czasach konkwistadorów sam dbał o sprawiedliwość i przyzwoitość na odkrywanym przez Europejczyków kontynencie. Zaginione miasta, ukryte skarby, zapomniani bogowie, zaczarowane damy, groźne potwory, zdeprawowani złoczyńcy, niemożliwe miłości, dumni tubylcy - wszyscy paradują przed czytelnikiem w środowisku sennej zadumy i baśniowej opowieści. Lekkość i swada Trillo bodaj właśnie w tym komiksie rozbły w pełnej krasie. A warto nadmienić, że mistrz słowa wreszcie został przetłumaczony z oryginalnego języka! W co aż trudno uwierzyć, zważywszy na liczbę wydanych już u nas komiksów jego autorstwa. Za to Enrique Breccia w życiowej formie. Jego praca z cieniem robi niesamowite wrażenie. To komiks biało-czarny a nie czarno biały, bo wydaje się, że białe linie w wielu planszach jedynie kreślą mrok opowieści i przeżyć bohaterów. Prawdziwy majstersztyk tego wyśmienitego artysty!
Średnia ocen
7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Alvar Mayor - Legendarne miasta w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Alvar Mayor - Legendarne miasta

Średnia ocen
7,5 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Alvar Mayor - Legendarne miasta

avatar
784
108

Na półkach: , , , ,

Alvar Mayor porusza się raz po terytorium realizmu magicznego, by innym razem ginąć w świecie onirycznym, zasnutym gęstą mgłą. Podczas gdy to pierwsze trzyma mnie w napięciu, oniryzmu jest tu delikatnie za dużo jak na mój smak. Mam wrażenie, że czytając pierwszy tom poznałem wszystkie, a wrażenie to jest pogłębione faktem, że każda historyjka ma 11 stron (Alvar ukazywał się na łamach magazynu komiksowego, gdzie te odcinki były prezentowane). Jakkolwiek jest to dobrze narysowany komiks i są lepsze i gorsze historie, nie jestem przekonany, że sięgnę po kolejne tomy. Żałuję, że nie są to dłuższe opowiadania. Zapoznać się jednak można. Porównałbym Alvara do Corto zmieszanego z Toppim.

Alvar Mayor porusza się raz po terytorium realizmu magicznego, by innym razem ginąć w świecie onirycznym, zasnutym gęstą mgłą. Podczas gdy to pierwsze trzyma mnie w napięciu, oniryzmu jest tu delikatnie za dużo jak na mój smak. Mam wrażenie, że czytając pierwszy tom poznałem wszystkie, a wrażenie to jest pogłębione faktem, że każda historyjka ma 11 stron (Alvar ukazywał się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Trzeba być nim żeby zrozumieć jego opowieść… Fantastycznie rysowany, a historie, jak historie, dopasowane do pierwotnego tematu. Zostawiają dużo miejsca dla wyobraźni. Co z nich wyciągniesz to twoje. Jeżeli zrozumiesz - wygrałeś, jeżeli nie to po przynajmniej i tak dostaniesz ucztę dla oczu. Bo nie trafiłeś tu przypadkiem.

Trzeba być nim żeby zrozumieć jego opowieść… Fantastycznie rysowany, a historie, jak historie, dopasowane do pierwotnego tematu. Zostawiają dużo miejsca dla wyobraźni. Co z nich wyciągniesz to twoje. Jeżeli zrozumiesz - wygrałeś, jeżeli nie to po przynajmniej i tak dostaniesz ucztę dla oczu. Bo nie trafiłeś tu przypadkiem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1182
738

Na półkach:

Inkowie, Majowie, El Dorado, Machu Picchu – każda z tych nazw niesie za sobą obietnicę tajemnicy i przygody. Wychowany na mitach odległych krain, dobrze kojarzący wyprawy Herzoga ku bożemu gniewowi i peruwiańskiej dżungli, zawsze chętnie zagłębiam się w treści opowiadające o tym, jak to było kiedyś w Ameryce Południowej. Między innymi dlatego sięgnąłem po „Alvara Mayora”, choć jeśli mam być szczery, warstwa graficzna była tak intrygująca już na pierwszy rzut oka, że pewnie gdyby komiks opowiadał o odłowach bobrów, to też bym go przeczytał.
Jeśli miałbym zekranizować dwa pierwsze tomy opowieści o „Alvarze Mayorze”, w roli głównej obsadziłbym Clinta Eastwooda, ale tego z trylogii dolarowej. Miał on w sobie niezaprzeczalną zaciętość i cynizm, które cechują też bohatera komiksu napisanego przez Carlos Trillo i rozrysowanego rękoma Enrique Breccia. „Alvar Mayor” nie jest bynajmniej westernem w klasycznym jego rozumieniu. Protagonista nie ma za zadania jedynie strzec porządku w miasteczku, które zmaga się z terrorem bandytów. Nie chodzi także o realizację celu prywatnego, na przykład w postaci zemsty. W przypadku historii wydanych przez Mandiokę działanie głównego bohatera ma dwuznaczny charakter moralny i można w nim odnaleźć elementy bliższe obsesji, gatunku noir czy realizmu magicznego.
Alvar Mayor w swoich podróżach po ziemiach coraz chętniej zaludnianych przez konkwistadorów, musi mierzyć się z żądnymi pieniędzy, władzy i krwi złoczyńcami. Poszukują oni zaginionych miast i ukrytych skarbów, które mają uczynić ich życie szczęśliwym i dostatnim. Można byłoby te fragmentaryczne opowieści sprowadzić do banalnego schematu – oto nasz stróż prawa chwyta za broń i rozprawia się ze złymi. Tak jednak się nie dzieje. Alvar Mayor za każdym razem próbuje doprowadzić do sytuacji, w której to sam przyjezdny doprowadza do swojej zguby. A to trafi na dawnego wroga, a to znowu zabije go tubylec. Bohater stoi zazwyczaj z boku obserwując wyniszczającą walkę z „niezdrowym” zaciekawieniem i oddając się uciechom z kobietami lub rozmowom z Tihuo.
Chociaż Carlos Trillo w pierwszym tomie postawił na proste i powtarzające się rozwiązania, nie zabrakło mu przy tym wyobraźni i talentu do budowania postaci. W albumie pojawiają się potwory, zapomniani bogowie czy baśniowe damy, które z każdą kolejną historią przesuwają nas z rzeczywistości w mitologię. W drugim tomie tej awanturniczo-przygodowej relacji już pełną gębą wchodzimy w rejony nieco wyższe literacko. Zaczną pojawiać się legendy, odwołania do innych dzieł sztuki, interpretacje losów postaci – tych realnych oraz fikcyjnych.
Poszukiwanie złota, żądza władzy, nikczemność, zemsta – wszystkie te elementy, mimo upływających lat i postępu technologicznego, nadal są obecne w naszej rzeczywistości. Lektura „Alvar Mayora” jest zatem w jakimś sensie uniwersalna. Zachowania bohaterów, ich ambicje, słabości i szaleństwo, w nieco odmienionej wersji, widuję na co dzień. Być może dlatego ten komiks okazał się zadziwiająco bliski moim myślom. I choć nie znalazłem w nim żadnej błyskotliwej idei, odpowiedzi na filozoficzne pytania czy recepty na liczne wyzwania, lektura nie była czasem straconym. To z jednej strony wehikuł czasu, który pozwala na nowo zainteresować się niemodnym w ostatnich latach tematem. Z drugiej także może i banalna, ale jednak warto odświeżenia przestroga. Wreszcie gdzieś pośrodku tych obu motywów jest to, co najlepsze – przednia rozrywka.
„Alvar Mayor” pierwotnie ukazywał się w odcinkach w magazynie Skorpio i czuć tu w pewnych miejscach brak konsekwencji, rozwinięcia tematu, skupienia się na otoczeniu. Ja przymykam jednak na to oczy, bo nie spodziewałem się po tych albumach arcydzieła, ale po prostu przedniej i niegłupiej zabawy. I właśnie ją otrzymałem. Jeśli podobnie jak ja lubicie czasami przeżyć przygodę, to będzie dobry wybór. Szczególnie, że czarno-białe ilustracje przygotowane przez Enrique Breccia, naprawdę działają na wyobraźnię.

Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2024/02/recenzja-alvar-mayor-tom-1-legendarne.html

Inkowie, Majowie, El Dorado, Machu Picchu – każda z tych nazw niesie za sobą obietnicę tajemnicy i przygody. Wychowany na mitach odległych krain, dobrze kojarzący wyprawy Herzoga ku bożemu gniewowi i peruwiańskiej dżungli, zawsze chętnie zagłębiam się w treści opowiadające o tym, jak to było kiedyś w Ameryce Południowej. Między innymi dlatego sięgnąłem po „Alvara Mayora”,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

49 użytkowników ma tytuł Alvar Mayor - Legendarne miasta na półkach głównych
  • 30
  • 19
24 użytkowników ma tytuł Alvar Mayor - Legendarne miasta na półkach dodatkowych
  • 10
  • 6
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Alvar Mayor - Legendarne miasta

Inne książki autora

Okładka książki Alvar Mayor tom 3: Rzeczywistość snów Enrique Breccia, Carlos Trillo
Ocena 7,3
Alvar Mayor tom 3: Rzeczywistość snów Enrique Breccia, Carlos Trillo
Okładka książki Alvar Mayor - Skąd się biorą mity Enrique Breccia, Carlos Trillo
Ocena 7,1
Alvar Mayor - Skąd się biorą mity Enrique Breccia, Carlos Trillo
Okładka książki Spaghetti Bros - 3 Domingo Roberto Mandrafina, Carlos Trillo
Ocena 7,3
Spaghetti Bros - 3 Domingo Roberto Mandrafina, Carlos Trillo
Okładka książki Spaghetti Bros - 2 Domingo Roberto Mandrafina, Carlos Trillo
Ocena 7,5
Spaghetti Bros - 2 Domingo Roberto Mandrafina, Carlos Trillo
Okładka książki Spaghetti Bros - 1 Domingo Roberto Mandrafina, Carlos Trillo
Ocena 7,2
Spaghetti Bros - 1 Domingo Roberto Mandrafina, Carlos Trillo
Okładka książki Cicca Dum-Dum tom 2 Jordi Bernet, Carlos Trillo
Ocena 6,0
Cicca Dum-Dum tom 2 Jordi Bernet, Carlos Trillo
Carlos Trillo
Carlos Trillo
Argentyński scenarzysta komiksowy. Rozpoczął swoją płodną karierę scenarzysty już w wieku 20 lat, tworząc opowiadanie dla magazynu "Patoruzu". Najbardziej znanym jego dziełem jest seria komiksowa "Cybersix", którą stworzył z Carlosem Meglią. Współpracował również z Alberto Breccią i Alejandro Doliną. Wybrane dzieła: "Chicanos 1. Pobre, fea y detective" (z Eduardo Risso, 2005, polskie wydanie: "Chicanos, t.1: Biedna, brzydka i do tego detektyw", Sutoris, 2007),"Chicanos 2. Asesinatos y muy mala suerte" (z Eduardo Risso, 2005, polskie wydanie: "Chicanos, t.2: Morderstwa i wielki pech", Sutoris, 2007). Żona: Ema Wolf (do 08.05.2011, jego śmierć),2 dzieci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mroczne Miasta - Pochyłe dziecko François Schuiten
Mroczne Miasta - Pochyłe dziecko
François Schuiten Benoît Peeters
Ależ te „Mroczne miasta” są dziwne w cholerę. Po pierwszym komiksie z tej serii z jakim miałem do czynienia - „Wieży” - nie wiedziałem czego się spodziewać. Była super, nie zrozumiecie mnie źle. Ale bałem się historii trudnej, enigmatycznej, niezrozumiałej. „Pochyłe dziecko” trochę było wszystkimi tymi rzeczami. Ale przede wszystkim było totalnie magiczną lektura. Zaczyna się dokładnie od tego, co obiecuje w tytule. Jak uroczo dosłowne i absurdalne by to nie było. Poznajemy nietypową dość dziewczynę, która szybko staje się jeszcze bardziej nietypowa. Po dziwnym zjawisku meteorologicznym i zgaśnięciu wszystkich świateł, dziewczyna staje się pochyła. Tak po prostu. Jakby inna siła grawitacji na nią działała. Absurdalne? Jasne. Ale zaraz potem komiks wsysa w historię przepełnioną rządzą przygody, w dodatku w monumentalnym, ale też bardzo namacalnym świecie. Bywa kompletnie dziwacznie. Niektóre rozdziały zbudowane są ze zdjęć zamiast rysunków, narracja bywa poszatkowana, czasem to bardziej eksperyment myślowy, a czasem intymna historia o byciu niedopasowanym. Czasem meta, czasem retro, czasem science fiction. A gdzieś wśród tego dokopałem się do rozważań o sztuce, albo bardziej o twórcach. Czy artyści widzą wszystko inaczej? Odczuwają inaczej? Podświadomie przeinterpretowują rzeczywistość na sztukę? Kilka wątków splata się tu w piękny warkoczyk, a ja czytałem z ciągłym zachwytem i uśmiechem na twarzy. Naprawdę. Nie mogłem przestać się cieszyć i mieć niesamowitej frajdy - z tej wyobraźni, z wprowadzenia tego pomysłu w życie, z realizacji. Po „Wieży” byłem uprzejmie zaintrygowany, natomiast obecnie jestem głęboko zafascynowany i planuję przekrojowe nadrabianie serii. Wyborne. Zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na81 rok temu
Toppi. Kolekcja. Tom 3: Ameryka Południowa Sergio Toppi
Toppi. Kolekcja. Tom 3: Ameryka Południowa
Sergio Toppi
Kolekcjoner i Bestiariusz zmotywowały mnie do nadrobienia zaległości w Kolekcji, sięgnąłem więc po Amerykę Południową. Porównania z Zaczarowanym światem i Ameryką Północną narzucają się same, nie będę więc uciekał przed tym co nieuniknione. Paradoksalnie w Ameryce Południowej znalazłem to, czego szukałem w Ameryce Północnej. Wyruszając w pierwszą amerykańską podróż miałem nadzieję przeżyć mistyczną przygodę, wraz z władcami wielkich równin doświadczyć obecności duchów ziemi, wody i powietrza. Jednak dopiero w Ameryce Południowej złapałem puls pierwotnych żywiołów tego oszałamiającego kontynentu. Ameryka Południowa jest mroczna. Mroczna niczym nieprzebyte amazońskie puszcze tonące w lepkich ciemnościach. W Ameryce Południowej gęsta, ciepła krew spływa z monumentalnych ołtarzy okrutnych bogów. W Ameryce Południowej złote miasta kuszą widmem nieprzebranych bogactw. Ameryka Południowa jest okrutna, tajemnicza i śmiertelnie niebezpieczna. Album otwiera nostalgiczny Tzoacotlan 1521. Otwiera i z brutalnym wręcz fatalizmem udowadnia że wszelkie próby zmiany losu skazane są na zagładę, a jedynym słusznym rozwiązaniem jest poddać się nieuchronnemu przeznaczeniu. San Isidro Maxtlacingo 1850 to jedno z dwóch najlepszych opowiadań w zbiorze. Przypomina trochę Black and Tans z Zaczarowanego Świata, ale w wersji rozszerzonej. Starzy bogowie, mimo że zepchnięci w otchłań zapomnienia, nie odeszli całkowicie, wciąż czuwają, karząc arogancję i butę europejskich uzurpatorów. Chapungo przynosi chwilę wytchnienia od poważnych tematów. Szalony Chapungo wraz ze swoim starszym bratem wyrusza w podróż by odnaleźć wrak samolotu. Z każdym przebytym kilometrem szaleństwo chłopaka pogłębia się, eksplodując w tragicznym finale. Czy Chapungo faktycznie jest obłąkanym szaleńcem? Może tylko próbuje spełnić swoje marzenia? Może jest ostatnim normalnym na tym szalonym świecie? Na to pytanie czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Po królewsku wieńczy Toppi podróż w głąb Ameryki Południowej. W Legendzie Potosi z epickim rozmachem snuje historię Srebrnej góry przyrzeczonej pewnemu człowiekowi przez tajemniczego nieznajomego. Tak jak Aioranguaq z Zaczarowanego Świata, tak i Legenda Potosi stanowi świetny materiał na film przygodowy z ezoteryczną tajemnicą w tle. Skarb Ciboli to klasyczna już wyprawa po złoto. Cibola - złote miasto, Cibola w której złotem brukują ulice, w której błyszczy ono w ścianach domów. Złoto Ameryki Południowej silniej pobudza wyobraźnię, niż to które skrywa Ameryka Północna. Trzech śmiałków omamionych legendą złotego miasta, wyrusza w straceńczą wyprawę. I to już koniec tej fascynującej podróży. Zaledwie pięć historii, bardziej jednak treściwych niż niektóre błahe opowiastki z sąsiedniego kontynentu. Z drugiej zaś strony brakuje Ameryce Południowej tak błyskotliwych utworów, jak fenomenalny "Blues", doskonałe "Póki żyć będziesz", czy niemal równie dobre "Odpowiedzcie mi na pytanie" z Ameryki Północnej. Na Amerykę Południową składa się pięć opowiadań, Północna liczy ich jedenaście. Dłuższe zazwyczaj uważam za lepsze, lubię gdy fabuła i bohaterowie mają czas i przestrzeń. Klimat Ameryki Południowej jest ciężki i zawiesisty, a opowiadania są bardziej jednorodne. Ameryka Północna to wyrywkowy przekrój burzliwej historii kontynentu, są biali osadnicy, traperzy, Indianie i czarnoskórzy. Ameryka Południowa to także barwne ilustracje. Legenda Potosi i Skarb Ciboli są kolorowe, dzięki czemu nabierają fenomenalnej jakości. Dziewięćdziesiąt trzy strony w kolorze, W Ameryce Północnej tylko jedenaście, w dodatku opowiadanie Katana jest jednym z najsłabszych w zbiorze. Ex aequo Ameryki na jednym stopniu podium. Mają mocne i słabe strony, w końcu to dwa zupełnie różne kontynenty. Amerykę Północną oceniłem na 8/10. Taką samą notę wystawiam Ameryce Południowej. Zaczarowany Świat poza zasięgiem, może Kolekcjoner podoła wyzwaniu?
Horyzont_Snu - awatar Horyzont_Snu
ocenił na82 lata temu
Republika Czaszki Vincent Brugeas
Republika Czaszki
Vincent Brugeas Ronan Toulhoat
"Republika czaszki" to świetny komiks o piratach. Szalone tempo akcji, zapierające dech w piersiach walki na morzu, pytania i tajemnice, na których rozwikłanie czekamy do końca. Mamy ciekawe, wyraziste postaci, z którymi sympatyzujemy i wspaniałe rysunki żaglowców.  Jest to historia dziejąca się wśród historycznych wydarzeń pierwszej połowy XVIII w., jak rozkwit handlu niewolnikami, międzynarodowa rywalizacja o dominację na morzach, czy śmierć Czarnobrodego. Opowiada o załodze pirackiego okrętu, który na pełnym morzu odnajduje dryfujący statek handlowy. Okazuje się że na jego pokładzie znajdują się zbuntowani niewolnicy porwani z Afryki i transportowani do Nowego Świata. Na czele tego "hebanowego ładunku" stoi wspaniała, dumna czarna królowa.  Jest to opowieść o codziennym życiu piratów na morzu, ich barwnych obyczajach. Ukazuje tę ciemną, chciwą i brutalną stronę piratów i tę ukazująca ich solidarność, nienawiść dla wszelkiego poddaństwa oraz skłonność do zabawy i życia na krawędzi. Jest to też historia o próbie stworzenia republiki rzadzącej się demokratycznymi prawami i gwarancjami wolności dla każdego, gdy na Karaibach zniszczono ich pierwszą republikę w Nassau. W tamtym czasie to były rewolucyjne idee. Piraci byli ścigani przez ówczesne imperia nie tylko z powodu łupienia statków handlowych i zakłócania szlaków transportowych. Byli niszczeni również z powodu wywrotowej natury pirackich rządów. Mogły one rozpalić umysły poddanych, zagrozić wladzy i bogactwu królów, arystokracji oraz bogatych kupców i plantatorów. Ciekawy jest tu wątek królowej, która musi nauczyc się pirackiego życia. Jej funkcja stoi w sprzeczności z demokracją piracką i budzi obawy. Tu przecież nie ma miejsca na absolutnych władców i poddanych. Ta część historii nie jest sztampową opowieścią o kobietach w niewoli pirackiej rozpowszechnianych w popkulturze. Tu postać kobieca jest obdarzona charyzmą i głębią. Co ciekawe ma swoje odzwierciedlenie historyczne. Przed lekturą komiksu warto poznać choć odrobinę historie piratów z Karaibów. Przewodnikiem mógłby być film dokumentalny "Zaginione królestwo piratów" dostępny  na Netflixie. Na końcu komiksu jest zawarty bardzo ciekawy esej poświęcony piractwu i postaci prawdziwej afrykańskiej królowej którą inspirowali się twórcy. Co do warstwy ilustracyjnej, mamy tu piękne kolorowe rysunki i świetne sceny batalistyczne. Duży format albumu pozwala na zanurzenie się w tej historii. Brawo dla wydawnictwa Lost in Time. Komiks ma ponad 200 stron, ale chciałoby się dłużej poobcować z tą załogą. Został mi mały niedosyt. To tylko zachęca do czytania kolejnych pirackich historii, których trochę zostało wydanych na naszym rynku.
Adam - awatar Adam
ocenił na98 miesięcy temu
Conan z Cymerii - Tom 1 Jean David Morvan
Conan z Cymerii - Tom 1
Jean David Morvan Mathieu Gabella Anthony Jean Pierre Alary Vincent Brugeas Ronan Toulhoat
Po pierwszym epizodzie w zbiorczym wydaniu komiksu Conan z Cymerii trudno było się nie zrazić. ALE drugi epizod jest dobry, a trzeci bardzo dobry. Ogólnie więc jestem zadowolona. Ten tom to świetna rozrywka i do tego mega fajnie wydana. Postać Conana znam od dawna. Jeszcze w szkole średniej zaczytywałam się w opowiadaniach Howarda. Uwielbiałam prostotę, odwagę i bezkompromisowość tego bohatera. To takie typowe przygodówki, sporo się dzieje. Cymeryjczyk trafia w różne światy, także pełne demonów i magii, a więc jest wszystko to, co lubię. ⚔️ Dobrze napisane przygody Howard umie w opisywanie relacji damsko-męskich bez zbytniego patosu. Belit, z pierwszego epizodu w tym komiksie, a szóstego opowiadania, jest silną kobieta, która wie, czego chce i wie czego potrzebuje. Z Conanem łączy ją pożądanie, a nie romantyczne uniesienia. Bandytka choć pragnie bogactwa, to nie w zupełnym zaślepieniu. I to właśnie mi najbardziej przeszkadzało w pierwszym epizodzie obrazującym opowiadanie pt. Królowa Czarnego Wybrzeża. Scenariusz napisał Jean-David Morvan i jego interpretacja tej postaci jest specyficzna, sprzeczna z tym, co napisałam wyżej. Belit, silna i niezależna kobieta przedstawiona jest płytko i stereotypowo. Lekceważy niebezpieczeństwa, oraz na sam widok Conana miękną jej nogi i poddaje się mu bezwzględnie. Jest też zresztą kilka innych nadinterpretacji. (Nie mówiąc już, że rysunki Pierra Alaryego także mi się nie podobały, uważam, że są niechlujne). Aż sięgnęłam jeszcze raz po opowiadanie, żeby przypomnieć sobie, czy u Howarda też taka jest. Nie jest. Po przeczytaniu absolutnie nie zgadzam się z wizją autorów tego komiksu. Wkurzyła mnie. Ale cóż… Na szczęście nie poddałam się i dobrze, bo okazało się, że drugi epizod na podstawie opowiadania Czarny Kolos zrobili inni ludzie. ⚔️ Czarny Kolos i Za Czarną rzeką Vincent Brugeas i Ronan Toulhoat zdecydowali się sięgnąć po opowiadanie Czarny Kolos. Rysunki są zupełnie inne, ale i Conan i jego towarzysze są inni. Tu bohaterka jest księżniczką Shevatas – świata wzorowanego na starożytnym Egipcie. Jest kobieca, ale nie żałosna, jak w epizodzie poprzednim. Ale nieważne, bo tu Conan jest krwawy, taki jaki powinien być. Latają odcięte kończyny i wyprute flaki. Rysunki mi się podobały. To ciekawa przygoda. Trzecia zaś historia, Za Czarną rzeką, to coś zupełnie innego. Nie ma tu słabych, ani silnych kobiet, w ogóle właściwie ich nie ma. Conan jest osadzony w świecie przypominającym XV albo XVI wiek, w Ameryce niedługo po “odkryciu”. Klimat jest bardzo amerykański, chociaż Howard jako wrogów wykorzystuje plemiona Piktów, które historycznie zamieszkiwały Brytanię. ⚔️ Coś więcej niż komiks Żeby wyjaśnić konteksty wszystkich historii, wydawcy zdecydowali się dodać także krótkie artykuły z omówieniem. Te teksty nadają głębszego znaczenia nie tylko samym epizodom, ale także okolicznościom, w którym Howard je wydawał. W latach trzydziestych XX wieku fantastyczne historie w tym stylu dopiero zyskiwały popularność. Stąd też wiem, że celem Howarda w Za Czarną rzeką było właśnie oddanie czasów i sytuacji społecznej pierwszych Europejczyków osaczonych przez dzikie plemiona Indian. Autor dodał do tego jeszcze czarownika władającego potężną magią przywołującą demony. Ten epizod jest jeszcze bardziej krwawy i jeszcze lepiej narysowany. Mathieu Gabella i Anthony Jean zrobili dobrą robotę. W całości Conan z Cymerii jest świetny. Ciekawa postać wojownika – barbarzyńcy oraz dodatkowe materiały w postaci pogłębiających tekstów oraz galerii innych rysowników zapewniły mi parę godzin świetnej rozrywki.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na82 lata temu
Go West, Young Man Francois Boucq
Go West, Young Man
Francois Boucq Éric Hérenguel Christian Rossi Ralph Meyer Patrick Prugne Oger Tiburce Steve Cuzor Michel Blanc-Dumont Michel Rouge Rouge Corentin Rouge Dominique Bertail Ronan Toulhoat Benjamin Blasco-Martinez Hervé Richez Paul Gastine Félix Meynet Hugues Labiano TaDuc Tom Cuzor Serial Color Jerome Maffre Jack Manini
Album „Go West Young Man” jest antologią czternastu historii osadzonych na dzikim zachodzie ze scenariuszem Tiburce’a Ogera i udziałem różnych rysowników. Opowieści te łączy zegarek wędrujący przez kolejnych właścicieli. Akcja tych historii osadzona jest chronologicznie w różnych epokach. Tom otwiera i zamyka prosta historia ramowa „Golden Watch” autorstwa Paula Gastina osadzona w Meksyku w 1938 r. Tutaj młody farmer, który musi sprzedać farmę rozważa też pozbycie się zegarka. Już niemal od samego początku wiadomo jak się skończy ta opowieść, ale i tak stanowi satysfakcjonujące podsumowanie całości. Pierwsza właściwa opowieść to „Dwa słowa” autorstwa Patricka Prugne’a. Akcja rozgrywa się w Pensylwanii w 1763 r. Opowiada o żołnierzach brytyjskich walczących z plemionami wielkich jezior. W pamięć zapada przede wszystkim przewrotne zakończenie przedstawiające jeden z smutniejszych etapów w historii. Pastelowe rysunki bardzo dobrze pasują do leśnej głuszy. Następnie „Malheur River” autorstwa Oliviera Taduca osadzone w 1825 r. przedstawia losy trapera, który pojmuje za żonę dziewczynę z plemienia Mandanów. Tutaj w odróżnieniu od poprzedniej historii pojawia się pewien optymizm, chociaż początkowo można się spodziewać wielkiego okrucieństwa. Bardzo pokrzepiające. Mniej optymistyczny jest „Conestoga” autorstwa Benjamina Blasco-Martineza osadzona w 1842 r. Tutaj pokazany jest niewesoły los osób czarnoskórych na Dzikim Zachodzie, którzy nawet w nowej okolicy nie mogą cieszyć się wolnością. Trochę rozczarował mnie finał, z którego moim zdaniem niewiele wynikało. „Pyramid Lake War” autorstwa Ralpha Meyera rozgrywa się w 1860 r. i skupia się na kurierze Pony Expressu. Jest to smutna historia o pogoni za marzeniami i końcu pewnej epoki, ponieważ niedługo konnych kurierów zastąpi telegraf. Podobało mi się, że główny bohater jest tu bardzo niejednoznaczny moralnie. Historia osadzona w USA nie mogła pominąć wojny secesyjnej więc „Nie umieraj” autorstwa Felixa Meyneta rozgrywa się w 1963 r. i głównym bohaterem jest żołnierz konfederacji. Pokazana tu zostaje mniej honorowa strona wojny – żołnierze atakują odpoczywających przeciwników, a najważniejszy dla nich jest łup wojenny. Zastanawiające były dla mnie „Siostry Austin” autorstwa Dominique Bertail osadzone w 1875 r i opowiadające o porwaniu tytułowych sióstr przez Czejenów. Początkowo wydaje się, że jest to prosta historia o odbiciu porwanych, ale pod koniec zostaje ujawniona pewna tajemnica, którą nie jestem pewien jak interpretować. Na uwagę zasługuje kolorystyka tej opowieści – wszystko jest przedstawione w sepii. W zbiorze zostaje też poruszony też temat legend Dzikiego Zachodu. W „Znałem Dzikiego Billa” osadzonym w 1879 r. autorstwa Huguesa Labiano podstarzały szeryf wspomina Dzikiego Billa. Niestety Dziki Bill stanowi tutaj tylko pretekst do wymierzenia sprawiedliwości. Równie dobrze mogłoby tu go nie być i fabuła potoczyłaby się tak samo. Podobnie rozczarowujący jest „Niedźwiedź” osadzony w 1881 r. z rysunkami Francoisa Boucqa. Opowiada o spotkaniu ze złodziejem bydła. Niestety sama historia mogłaby się równie dobrze ograniczyć do jednej strony. Trochę lepiej zapowiadał się „The Girls and The Doc” osadzony w 1881 r. autorstwa Erica Herenguela opowiadający o lekarzy leczącym prostytutki. Niestety zamiast skupić się na wątku samej profesji, wolano ograniczyć to do typowej przepychanki, ale doceniam finałowy paradoks. Zaskakująco krótki okazuje się „List” - ma zaledwie dwie strony i szczątkową fabułę. Nie ma nawet podanego roku akcji. Doceniam jednak szczegółowe rysunki Miechela Blanca-Dumonta i Steve’a Cuzora. Trochę bardziej rozbudowana jest „Mówiąca góra” z rysunkami Christiana Rossiego, której akcja rozgrywa się w 1885 r. i opowiada o żołnierzu schwytanym przez Apaczów. Historia jest bardzo prosta i zupełnie mnie nie wciągnęła. Bardzo obiecująca była „Cattle Kate” autorstwa Michel Rouge’a osadzona w 1894 r. Jest to geneza złodziejki bydła. Niestety opowieść kończy się, kiedy robi się najciekawiej. Szczególnie szkoda, że nie rozwinięto bardziej wątku jej syna. Ostatnia historia to „Viva Villa”, która przenosi akcję do 1916 r. i za rysunki odpowiada tu Ronan Toulhoat. Poruszany jest tu temat Rewolucji Meksykańskiej, która nie oszczędza nawet bardzo młodych osób. Bardzo wstrząsająca opowieść. Pomimo tego, że za wszystkie opowieści odpowiada jeden scenarzysta ich poziom jest różny. Na pewno na długo zapamiętam „Dwa słowa”, „Malheur River” i „Pyramide Lake War”. Niestety scenarzysta nie do końca sobie radzi z krótką formą i ogólnie oceniam tę antologię stosunkowo wysoko głównie dzięki rysunkom.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na73 miesiące temu
Mały astronauta Jean-Paul Eid
Mały astronauta
Jean-Paul Eid
"Mały astronauta" to pierwszy komiks wydawnictwa Lost In Time, który kupiłem już jakiś czas temu. Czemu? Bowiem moi bliscy przyjaciele mają adoptowaną córkę z dziecięcym porażeniem mózgowym, a właśnie o tym jest historia, którą Jean-Paul Eid przedstawił nam na kartach swego komiksu. Z jednej strony wiedziałem czego się spodziewać, bowiem wiele razy przebywałem w towarzystwie takich osób, z drugiej córka przyjaciół jest o wiele bardziej sprawna, choć w ogromnej mierze osiągnęła to dzięki ich wręcz morderczej determinacji i tytanicznej pracy, która trwa nieprzerwanie od wielu lat. Naprawdę wielu. Bohater tej opowieści obrazuje nam jednak mniej radosną wersję, gdzie dziecko nie mówi, nie chodzi, a jedynie się uśmiecha. Centralną postacią jest Tom, zaś jego historię w formie wspomnień, poznajemy dzięki jego dorosłej siostrze, która odwiedziła ich stary dom, obecnie wystawiony przez inną rodzinę na sprzedaż. Wędrując z pomieszczenia do pomieszczenia powoli powraca do czasów narodzin brata oraz kolejnych lat, kiedy to wykryto u niego chorobę i z nią walczono. Przedstawia na swój własny sposób jakie piekło przechodzili jej rodzice, jak życie całej rodziny diametralnie się zmieniło i ile trudności czekało ich na nowej wyboistej drodze. Tak, to jest groza, ale nawet w niej da się odnaleźć radość. Wiem, co mówię bo wielokrotnie widziałem to u moich przyjaciół i ich córki. Przyznam się też otwarcie, że sam nie wiem czy dałbym radę. Wiecie, nie mogę mieć dzieci, wraz z żoną przegraliśmy walkę o nie, ale nie jestem pewien czy gdybym został postawiony w tej sytuacji co moi przyjaciele lub postacie zobrazowane w komiksie to podołałbym tym wyzwaniom. Nie mam zamiaru kłamać i udawać, że byłoby inaczej. Na pewno podjąłbym walkę, ale czy w niej wytrwał? Nie jestem pewien. Dlaczego? Bo to naprawdę mordercza i nieraz niekończąca się bitwa. Wieczna wojna, która nie wiesz jak długo potrwa, bo nie u każdego jest happy end. Być może część z was, którzy czytają to co napisałem, zacznie na mnie wieszać psy, wyzywać od tchórzy i tak dalej, ale widziałem przez lata jak to wygląda, a byłem jedynie obserwatorem. I to takim, który nigdy nie mógł mieć i nigdy nie będzie mógł posiadać własnych dzieci. Zatem mogę uchodzić w oczach innych za wygodnego i w pełni to rozumiem. Nie zmienia to jednak faktu, że takie dzieci mają szansę na szczęśliwe życie, a część z nich, co widzę po córce przyjaciół, może nawet być w ogromnym stopniu samodzielna. Jednak jak wspomniałem - to wymaga wręcz morderczej walki, a nie każdy jest na nią gotów. "Mały astronauta" również i ten aspekt przedstawia. Owszem, rodzice Toma walczą, ale nawet oni mieli chwile słabości czy poznali tych, którzy zaczęli się poddawać. Mieli szczęście, bo nie zostali sami, stale otrzymywali wsparcie, a to dodawało im sił. Niestety nie zawsze tak jest i często rodzice dzieci niepełnosprawnych pozostają sami w tej walce, a leczenie i rehabilitacja słono kosztują. O tym też mówi ten komiks. Dla mnie ta opowieść to arcydzieło, choć trudne i bolesne, ale dzięki temu prawdziwe. Pięknie zilustrowane, ale przede wszystkim wspaniale opowiedziane, przedstawiające nierówną walkę o jak największą sprawność własnego dziecka, które przecież kiedyś dorośnie. A przynajmniej każdy rodzic ma taką nadzieję. Komiks też bardzo dobrze obrazuje, że dla dzieci wiele barier po prostu nie istnieje. One są ciekawskie, chcą się bawić i poznawać świat. Pragną doświadczać, a to czy ktoś jest na wózku czy chodzi samodzielnie najczęściej nie ma znaczenia. Dopiero kiedy doroślejemy zaczynamy zapominać o tej niewinności, dlatego warto ją w sobie pielęgnować, bo potrafi nas uchronić przed złem, które sami często tworzymy. "Mały astronauta" to komiks potrzebny. Powinien go przeczytać każdy niezależnie od tego czy ma dzieci, czy ich nie posiada. To opowieść o nauce rozmawiania z innymi, walce o każdy dzień i choć jeden uśmiech. O wygrywaniu małych bitew, które dodają nam sił, gdy zaczyna ich brakować. Choć zdaję sobie sprawę, że nie każdemu uda się przetrwać wojnę, to ostatecznie pozostają wspomnienia, które potrafią nas zabrać w podróż po cichym kosmosie. MOJA OCENA - 10!/10
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na101 rok temu
Mroczne Miasta - Niewidzialna Granica François Schuiten
Mroczne Miasta - Niewidzialna Granica
François Schuiten Benoît Peeters
Ta granica jest prawdziwie niewidzialna... tak jak niedostrzegalne mogą być paralele i alegorie, które wplatają w swoje dzieła Peeters i Schuiten. Ich albumy można czytać na różnych płaszczyznach, do jednych będą szeptać, kiedy dla innych będzie to tylko szelest kartek. W moich oczach seria zaczyna się układać w wyraźny i powtarzalny wzór, motywy układają się w czytelny deseń. To niesamowite jak potrafią operować fabułą i obrazem. W większości przypadków każdy dostrzeże piękno rysunków... pełnych plansz, wspaniałej architektury, steampunkowej technologii czy delikatnego erotyzmu. Ale fabuła... nie jest już taka oczywista. Wymyka się. Wstęga Mobiusa też wydaje się banalna... banalny jest tesserakt. Czyżby? Fabuła nie zaspokaja, nie daje odpowiedzi ani happy endu. Budzi pytania a nawet zawodzi. Ale ma swoją głębię, uwierzcie mi. Trzeba szukać relacji z grafiką, przy czym to nie ludzie są tutaj bohaterami. W tym albumie zakończenie sprawiło, że poczułem zawód dotkliwie. Nie dlatego, że jest słabe... dlatego, że jest wbrew oczekiwaniom. Dlatego, że jest zbyt podobne do życia. Czytając machinalnie szukałem podobieństw: wojna w Jugosławii, 1984, Waterworld... Najlepsze są komiksy w których warstwa graficzna zachwyca, a w połączeniu z fabułą staje się wielkim zderzaczem hadronów myśli. Szuka się symboliki, nawiązań, możliwych paralel i alegorii. W takich wyprawach lepiej nigdy nie iść samotnie.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na102 lata temu
Sztandar Czarnej Gwiazdy Yves Sente
Sztandar Czarnej Gwiazdy
Yves Sente Steve Cuzor
Nie wiem kiedy ostatnio tak się męczyłem z recenzją komiksu. W zasadzie wszystko się tu zgadza. Serio! To solidna pozycja, z pomysłem na siebie, dobrym rytmem, angażująca. Mamy tu komiks wojenny wymieszany z dramatem na tle rasowym - super. Mamy mega ciekawy punkt wyjścia: otóż gdy w XVII wieku powstaje pierwszy sztandar Stanów Zjednoczonych, w sekrecie pod jedną z białych gwiazd zostaje wszyta gwiazda czarna, jako symbol społeczności czarnoskórych jako równoprawnego budulca państwa amerykańskiego. Narracja idzie dwutorowo, obok historii z XVII wieku i wojny o niepodległość Stanów mamy też drugą wojnę światową, gdy informacja o sekrecie sztandaru wychodzi na światło dzienne i powołany zostaje specjalny oddział czarnoskórych, który ma zlokalizować i zdobyć wspomniany sztandar, co doprowadziłoby do przepisania podręczników historii. Historia trzyma w napięciu, sprawia wrażenie kompletności, nawet jeśli w pełni nie satysfakcjonuje. Jest bardzo poprawnie narysowana, szczegółowo, gdy trzeba - dynamicznie. Bardzo „namacalny” to komiks, spójnie i konkretnie napisany. Czy jestem zachwycony? No, nie. Ale to nie wina komiksu. Wydany również przez Mandiokę komiks „Ziemia, niebo, kruki” pokazał mi jak wygląda „mój” komiks wojenny: nieoczywisty, stonowany, ciut poetycki. W „Sztandarze” wszystko jest bardziej wprost, bardziej jednoznaczne, sensacyjne i dosadne. Stanowczo może się to podobać. Jest tu dużo akcji, jest szczerze angażująca intryga, jest w końcu ważny i boleśnie pokazany problem będący głównym emocjonalnym elementem napędowym tej historii. Zdecydowanie warto się zmierzyć. Chyba że jesteście mną. Wtedy tylko trochę warto. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na66 miesięcy temu
Ogień David Rubin
Ogień
David Rubin
Ogień. Potężna, dumna siła. Czasem daje życie, czasem śmierć, a czasem odpalonego szluga. A czasem bywa tytułem komiksu o zniszczeniu, zarówno na bardzo dużą skalę, jak i na względnie malutką. Komiksu o decyzjach, tragediach, dumie. I innych rzeczach. Mamy tu komiks katastroficzny, dość monumentalny i efektowny. Do Ziemi zbliża się asteroida, a Genialny Architekt może zaprojektować kolonię na księżycu i w ten sposób wszystkich uratować. No dobra, nie wszystkich, tylko tych najbogatszych, ale wciąż - ludzkość. Zderza się jednak z moralnymi wątpliwościami, w dodatku jego życie prywatne się sypie i nasz bohater kompletnie się gubi, co jest mało sprzyjające w tej sytuacji. Liczyłem że będzie to mieszanka niepokojącej, potężnej historii katastroficznej z intymnym obyczajem. I tak trochę jest, niestety w towarzystwie ciężkostrawnych ilości patosu i podana w dość… naiwny sposób? Graficznie z początku miałem poczucie pewnej komputerowości, z czasem jednak autor zbudował tu naprawdę udane poczucie ostateczności, zaszczucia i zagłady, co się chwali i jest zdecydowanie najmocniejszym elementem tego komiksu. Od początku komiks płonie. Deklaruje stawkę i nie pozwala o niej zapomnieć, mimo że meandruje wśród wielu innych motywów. Jednak ta warstwa obyczajowa, rozterki, narkotyki, seks, filozoficzne dysputy, miałem tu poczucie że komiks po prostu próbuje za mocno być czymś więcej. Zdarzają się tu momenty bardzo udane i urokliwe, ale uwierzyć się w to nie da za grosz. Całość wywarła na mnie wrażenie pewnego rodzaju… przeprosin? Za bycie niewystarczającym. Człowiekiem, mężem, ojcem. Za wybujałe ego i własną niewystarczalność. I gdyby było bardziej osobiście a mniej „edgy”, to naprawdę mogłoby się udać. Ale nie, nie zamknęło mi się to w satysfakcjonującą całość niestety. Nie zajarałem się. Spalony potencjał. Ciut się sparzyłem. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na66 miesięcy temu

Cytaty z książki Alvar Mayor - Legendarne miasta

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Alvar Mayor - Legendarne miasta