Festiwal Szaleństwa

Okładka książki Festiwal Szaleństwa autora Wojciech Lis,
Okładka książki Festiwal Szaleństwa
Wojciech Lis Wydawnictwo: Kagra muzyka
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
muzyka
Format:
papier
Data wydania:
2021-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2021-01-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Festiwal Szaleństwa w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Festiwal Szaleństwa

Średnia ocen
6,7 / 10
19 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Festiwal Szaleństwa

avatar
131
16

Na półkach:

Kurczę, miałem wrażenie strasznego chaosu w trakcie czytania. Ale tam nie ma to znaczenia. Jest KLIMAT tamtych czasów!

Kurczę, miałem wrażenie strasznego chaosu w trakcie czytania. Ale tam nie ma to znaczenia. Jest KLIMAT tamtych czasów!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1274
1053

Na półkach: , ,

„Dawnych wspomnień czar”
Kolejna „książka wywiad” dotycząca muzyki metalowej, a w tym wypadku koncertów. Dziennikarze zbierają odpowiedzi na pytania o wspomnienia z czasów pierwszych gigów w naszym kraju. W środku cała plejada gwiazd ówczesnej sceny i nie tylko. Z jednej strony mamy masę ciekawych opowieści z różnych źródeł. Jest to materiał o niesamowitej wartości archiwalnej. Z drugiej strony czytamy odpowiedzi na te same pytania. To wada publikacji. Z biegiem stron, zaczyna ona zwyczajnie nużyć. Ileż można pić to samo z lekka odgazowane piwo?
Tekstowi towarzyszą zdjęcia i wycinki z zinów. Jest to też duży plus…
Dla kogo „Festiwal szaleństwa” ?
Przede wszystkim dla „starych dziadów” którzy chcą sobie przypomnieć niektóre fakty. Przeżyć jeszcze raz, cofnąć czas choć na chwilę.
Młodzi mogą zobaczyć jak to dawniej bywało i dlaczego Metal kiedyś - „to nie rurki z kremem”.
Raczej po trochu i przy muzyce. Na raz grozi snem...

„Dawnych wspomnień czar”
Kolejna „książka wywiad” dotycząca muzyki metalowej, a w tym wypadku koncertów. Dziennikarze zbierają odpowiedzi na pytania o wspomnienia z czasów pierwszych gigów w naszym kraju. W środku cała plejada gwiazd ówczesnej sceny i nie tylko. Z jednej strony mamy masę ciekawych opowieści z różnych źródeł. Jest to materiał o niesamowitej wartości...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1234
914

Na półkach: , , ,

Kapsuła czasu. Kalejdoskop wydarzeń i wspomnień, które ukształtowały całe pokolenie fanów muzyki w Polsce. Znani i mniej znani rozpamiętują wielkie (i małe) koncerty oraz festiwale począwszy od zdobywania biletów i przygotowania, poprzez trudną i wyboistą podróż na koncert, a skończywszy na czysto muzycznych kontemplacjach. Właśnie ta około koncertowa otoczka jest najbardziej żywa w spisanych wspomnieniach.

Wszystko w formie wywiadów - ta forma ma swoje zalety i oczywiście wady. W mojej ocenie jest zasadna, bo uwypukla autentyczność opisywanych przeżyć (zatartych niekiedy przez upływający czas).

To kolejna pasjonująca książka tego autora, której wartość faktologiczna i sentymentalna będzie rosła z każdym rokiem.

Kapsuła czasu. Kalejdoskop wydarzeń i wspomnień, które ukształtowały całe pokolenie fanów muzyki w Polsce. Znani i mniej znani rozpamiętują wielkie (i małe) koncerty oraz festiwale począwszy od zdobywania biletów i przygotowania, poprzez trudną i wyboistą podróż na koncert, a skończywszy na czysto muzycznych kontemplacjach. Właśnie ta około koncertowa otoczka jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

32 użytkowników ma tytuł Festiwal Szaleństwa na półkach głównych
  • 19
  • 13
19 użytkowników ma tytuł Festiwal Szaleństwa na półkach dodatkowych
  • 7
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Oblicza śmierci. Niewiarygodna historia death metalu i grindcore Albert Mudrian
Oblicza śmierci. Niewiarygodna historia death metalu i grindcore
Albert Mudrian
Biblia fana Death Metalu, prawdziwe Pismo Nieświęte ultrasa tej wspaniałej muzyki! "Oblicza śmierci" Alberta Mudriana, z fenomenalna okładką Dana Seagrave, są dla mnie tym samym w świecie Death Metalu, czym jest "Ewolucja kultu" i jej kontynuacja, obie autorstwa Dayala Pattersona, w czarnym świecie Black Metalu - czyli wspaniałą, niezapomnianą podróżą w młodzieńcze lata! W lata stopniowego odkrywania muzyki deathmetalowej, i coraz bardziej postępującej fascynacji nią - fascynacji która trwa po dziś dzień, i nie zanosi się żeby miała się kiedyś zakończyć. Łezka się kręci w oku kiedy czyta się o powstawaniu, pierwszych próbach, nagraniach demo, czy późniejszych sesjach nagraniowych pełnowymiarowych albumów i koncertach takich bogów sceny DM jak Morbid Angel, Cannibal Corpse, Immolation (ich akurat w tej książce za dużo nie ma...) czy Deicide. Ważną częścią opowieści autora jest zespół Death, który jak dla mnie - fani zespołu, będę teraz bluźnił! - nagrał tylko trzy dobre płyty, numer 1, 2 i 3. Sorry, ale reszta jest dla mnie za bardzo progresywna, a w tym nurcie nie siedzę. Ale bez niezapomnianego Chucka Schuldinera chyba nie byłoby Death Metalu, nieprawdaż...? Oczywiście swoje miejsce ma też Europa, tu spotykamy naszego Vadera czy choćby szwedzkie Entombed i Dismember, a także holenderskie Pestilence czy Asphyx.... Dużo jest też o scenie grindcore'owej, a zwłaszcza ikonie takiego grania, czyli Napalm Death, ale to też nie moje klimaty. Owszem, od czasu do czasu posłucham Brytyjczyków, ale wpada mi to jednym uchem i wypada drugim. I na sam koniec pozwolę sobie nawiązać do fantastycznych słów Kamila Staniszka z przedmowy "Obliczy śmierci" - kiedy usłyszał pierwszy raz Deicide, to popatrzył na otchłań, a ta spojrzała na niego, a on jej jeszcze na to pozwolił. Ja miałem tak samo kiedy po raz pierwszy usłyszałem kawałek bogów z Morbid Angel, a był to "Chapel of Ghouls" - wtedy to właśnie popatrzyłem w otchłań, a ona odwzajemniła spojrzenie. A kiedy usłyszałem już pełnominutowy debiut Morbidów czyli fenomenalne "Altars of Madness", to zaprosiłem otchłań do siebie. Przepadłem w niej z kretesem.....
Heisenberg - awatar Heisenberg
ocenił na101 rok temu
Ryk bestii. Dekady metalu Ian Christe
Ryk bestii. Dekady metalu
Ian Christe
W swoim życiu nigdy nie przynależałem całym sobą do konkretnej subkultury, chociaż uczciwie przyznaję, że najbliżej mi do takiego wątłego nerda. Natomiast jeżeli chodzi o muzykę Heavy Metalową i jej podgatunki, to bardzo ją lubię, słucham często, chodzę na koncerty, a moje dłonie wykonują bezwiednie „Mano Cornuta” co najmniej tyle razy dziennie, ile taka statystyczna pobożna babcia czyni znak krzyża. Pomimo tego i mojej naprawdę mocnej sympatii do „Metalowców i Metalownic” sam uważam się za „Metalucha” jedynie w 1/8 lub 1/7. Moją główną miłością są przede wszystkim książki, komiksy i gry komputerowe, a muzyka jest w hierarchii ważności niżej od tych dóbr kultury. Z tego też powodu moja wiedza dotycząca zespołów metalowych i ich twórczości, nawet tych najbardziej lubianych, nie jest rozległa i zdecydowanie jest to taki poziom podstawowy tego, co wypada znać. Dlatego też uważam, że „Ryk Bestii. Dekady Metalu” Iana Christe jest idealną pozycją dla osób takich jak ja. Tych, którzy bardzo lubią i cenią muzykę metalową, ale nie są Hardkorowymi Metalheadsami. W tej czarnej cegle (z polskim suplementem ta pozycja ma trochę ponad 700 stron) mamy świetnie uporządkowaną historię muzyki metalowej od jej początku, czyli debiutu Black Sabbath w 1970 roku aż do pandemicznego roku 2020, kiedy muzyce metalowej stuknęło półwiecze istnienia. Warto przy tym docenić, że autor po kilkunastu latach uzupełnił swoje dzieło i przedstawił swoje uwagi na temat tego co spotkało metal w XXI wieku. W czasie lektury czułem, że Ian Christe zna się bardzo dobrze na temacie i według mnie udało mu się poświęcić przynajmniej kilka zdań o najważniejszych zespołach metalowych z każdego podgatunku. Narracja przy tym jest bardzo dobra: napisana ciekawie i z humorem. Zdecydowanie nie jest to sucha i nudna kronika, która mechanicznie wylicza najważniejsze fakty. Na początku książki mamy też bardzo fajne kalendarium, a w kolejnych rozdziałach dotyczących rozwoju metalu i jego dyferencjacji autor przygotowuje dla nas krótkie, ale ciekawie napisane charakterystyki konkretnych podgatunków i listę najważniejszych płyt, które do nich przynależą. Jak widać jest to też pozycja idealna dla poszerzania swoich horyzontów metalowo-muzycznych. Bardzo często podczas lektury autor tak opisywał pewne zespoły, że miałem ochotę od razu ich przesłuchać. Należy również pochwalić polskie wydanie, ponieważ In Rock przygotował dla nas bardzo cenny i obszerny suplement, w którym Piotr Wiwczarek, Łukasz Orbitowski, Jarosław Szubrycht i wielu innych polskich miłośników ciężkiego grania opisują swoją historię miłości do muzyki metalowej oraz tworzą ranking trzydziestu ulubionych albumów. Podsumowując „Ryk Bestii. Dekady Metalu” Iana Christe to znakomita pozycja dla takich bardziej „niedzielnych” fanów muzyki metalowej. Bardzo dużo cennych informacji przekazywanych w przystępnej formie zdecydowanie pomogła mi usystematyzować moją wiedzę i zachęcić do przesłuchania twórczości tych zespołów, o których nie słyszałem lub słyszałem, ale do tej pory jakoś nie było mi z nimi po drodze. Natomiast zdaję sobie sprawę, że dla takich osób, które żyją i żywią się muzyką metalową, oddychają nią, a prawdopodobnie się też do niej pieprzą to ta książka może być rozczarowaniem, ponieważ nie dowiedzą się z niej niczego nowego. Być może poczują nawet frustrację, że autor nie opisał chociaż zdawkowo ich ukochanego zespołu, który jest tak undergroundowy, że o jego istnieniu wie tylko kilka osób na (odwrócony) krzyż. Ja od siebie daję mocne 8/10, natomiast dla takich prawdziwych Metalowców, których zawartość metalu we krwi przekracza wszelkie dopuszczalne normy oceniłbym tę pozycję może na 6,66/10.
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na82 miesiące temu
Tom Waits. Życie na poboczu Barney Hoskyns
Tom Waits. Życie na poboczu
Barney Hoskyns
Są artyści, którzy będą ze mną zawsze i których zgłębić historię po prostu się chce. Tom Waits to jeden z nich, choć tak odmienny nawet na tle gabinetu osobliwości jaki tworzą moi ulubieni twórcy. Jest on jednocześnie postacią idealną do zmierzenia się w ramach biografii. Unikający jasnych odpowiedzi o sobie, strzegący nerwowo prywatności, mający konkretną wizję na temat relacji twórca-odbiorca, mylący tropy i wykorzystujący do tego swoją inteligencję oraz ostry jak brzytwa język. Nie bojący postraszyć pozwem i odizolować od swoich obecnych i dawniejszych współpracowników. Człowiek-legenda, a jednocześnie postać niszowa. Muzyk, ale także aktor. Autor z dyskografią płynnie zmieniającą, ale w połowie rozdartą niczym piorun zakończeniem współpracy z Asylum oraz wydanie mojego ulubionego „Swordfishtrombones”. Barneyowi Hoskynsowi można niemal współczuć karkołomnego wyzwania, ale ostatecznie tym bardziej pozazdrościć, że podołał swojej misji. To biografia nieautoryzowana, a w zasadzie kompletna. W samo sedno, w punkt. Podoba mi się w niej kilka elementów, ale przede wszystkim - struktura. Narracja jest chronologiczna i czytelna, a całość podzielona na dwa segmenty, które odzwierciedlają odmienne okresy twórczości muzycznej Waitsa. Czytelnik nieznający zbyt dobrze tego twórcy może w zasadzie przebrnąć przez całą dyskografię odsłuchiwaną równolegle do lektury. Ja tak czyniłem i choć druga połowa książki jest trochę mniej obfita w treść (z przyczyn też po części nie do końca zależnych od Hoskynsa),więc książkę skończyłem, słuchając „Alice” i mając jeszcze kilka albumów przed sobą do odświeżenia. Czytanie „Życia na poboczu” w takie formie jest jednak muzyczno-książkową ucztą. Lektura odsłania wiele faktów i podkreśla dobitnie ewolucję muzyki Waitsa oraz zamysły na jego poszczególne płyty. Autor ma ogromną miłość do tej muzyki i to da się odczytać momentalnie, bo potrafi ująć sedno omawianych utworów dosłownie w kilku zdaniach. Jestem pod wrażeniem jego rozległej wiedzy w tym temacie. Fakty faktami, ale szczerą miłość do Waitsa autor posiada. Podoba mi się też, że jest on fair z czytelnikiem. Podważa on otwarcie prymitywizm i eksperymentalne zjadanie ogona Toma w najpóźniejszym okresie, nie zostawia suchej nitki na albumie „Real Gone” czy kultowych w wielu kręgach „Brawlers, Bawlers & Bastards”. Posiada on również głęboko zakorzeniony sentyment do twóczości pod szyldem Asylum, co sam też podzielam, a co bywa odrobinę pod prąd i niepoprawne. Perspektywa jakby pode mnie, no niemal idealna. Cenne są też ogólne dygresje do tego na ile muzyk jest personą przez siebie wykreowaną i jak kreacja oraz jej twórca mogą się ze sobą przeplatać. Tom Waits to dobry pretekst do takiej dyskusji, dosyć zawiły, ale jednak, z którego można wyciągnąć bardzo konkretne, choć niekoniecznie zawsze identyczne wnioski. Hoskyns tę dyskusję zaś prowadzi niemal wzorcowo – z dystansem i w punkt. Równie udanie kreśli te wątki w życiu Waitsa, które raczej są mniej znane lub przynajmniej pełne mitów. Życie rodzinne i relacja z ojcem, jakie nurty muzyczne i jacy twócy literaccy konkretnie na Toma oddziaływali, relacja z Kathleen Brennan (oraz kilkoma innymi kobietami),jego poglądy na aktorstwo, parę sugestii co do preferencji politycznych, Asylum, współpraca w trasie z Frankiem Zappą, ogrom informacji na temat rzadkich instrumentów, alkoholizm, ta marudna natura Waitsa. Jest tego ogrom i razem składa się na ciekawą historię człowieka i jego równie ciekawej dyskografii. Polskie wydanie jest fenomenalne – przetłumaczone lepiej niż solidnie i ze zrozumieniem tematu oraz jedynym na świecie autoryzowanym dopiskiem od tłumacza co do tego co dzialo się po 2008 roku, czyli trasie „Glitter and Doom”. Na sam koniec wymowne odpowiedzi e-mail do Hoskynsa z nagłą odmową współpracy (w kontekście tematyki książki wyjątkowo zabawne) oraz autorska topka utworów, która tytułami mówi o guście twórcy tej biografii więcej niż tysiąc słów. Jako fan Waita patrzę na te tytuły, wiem wszystko o Hoskynsie i tylko cicho mogę przytaknąć, że podzielam jego postrzeganie Toma.
Wiwchan - awatar Wiwchan
ocenił na81 rok temu
Kazik. Biała Księga Wiesław Weiss
Kazik. Biała Księga
Wiesław Weiss
„Kazik. Biała Księga” to obszerna kolekcja nieznanych faktów, anegdot oraz opowieści z życia i solowej kariery muzycznej Kazika, ikonicznego lidera zespołu Kult. Książka, autorstwa Wiesława Weissa, cenionego redaktora naczelnego magazynu "Teraz Rock" oraz autora licznych publikacji na temat muzyki, odkrywa tajemnice i inspiracje stojące za prawie dwiema setkami piosenek wydanych przez Kazika na płytach. Weiss odsłania nie tylko kulisy powstawania tych utworów, ale także zapewnia czytelnikowi spojrzenie zza kulis na życie artysty oraz jego drogę przez świat muzyki rockowej. Książka ta stanowi nieocenione źródło wiedzy dla fanów Kultu i solowej twórczości Kazika oraz wszystkich miłośników polskiego rocka, przenosząc ich w fascynującą podróż po niezwykłym życiu i twórczości jednego z najbardziej wpływowych muzyków w historii polskiej sceny muzycznej. Weiss wykonał tutaj benedyktyńską pracę, zbierając razem wszystkie solowe albumy Kazika i wszystkie z nich piosenki (do 2017 roku). Przy każdym albumie jest obszerny wstęp zawierający opis powstania, inspiracje, zakulisowe historie i anegdoty. Do tego każden jeden utwór ma opisany proces powstawania, wyjaśnienia tekstu, muzyczne wpływy i masę innych ciekawostek. Autor zebrał tu morze wypowiedzi Kazika, jego znajomych, współpracowników i innych muzyków. Już nawet nie wspominam o krótkich rozdziałach pomiędzy albumami, W których Kazik opisuje swoje ulubione zespoły, płyty, czy np. smaki z dzieciństwa. To swoista biblia dla jego fanów, ba!, książkę można nawet czytać jak biblię xD. Nie trzeba po kolei, wystarczy otworzyć w losowym momencie i cieszyć się treścią. Nie jest to biografia, autor skupił największą uwagę na muzycznych dokonaniach, chociaż przewijają się takie wątki A i samo wydanie jest świetnie. Duże, na super papierze, z masą zdjęć i ilustracji. Do tego dołączona jest płyta z ośmioma niepublikowanymi wcześniej numerami. Osobiście jestem zachwycony.
BourbonKid - awatar BourbonKid
ocenił na101 rok temu
Heavy Duty - Dni i noce z Judas Priest Mark Eglinton
Heavy Duty - Dni i noce z Judas Priest
Mark Eglinton Kenneth Downing
"grzeczna ale ciekawa" Autor książki nie jest pisarzem, ale dobrym gitarzystą. To poniekąd usprawiedliwia, nie do końca udany warsztat literacki zaprezentowany w publikacji. Mimo pewnych wad lektura była wciągająca. Pierwszym poważnym zgrzytem jest "grzeczność i dyplomacja". Autor stara się nie urazić nikogo o kim pisze. Nawet najgorszego wroga, po uprzednim wymienieniu jego wad, stara się usprawiedliwić. Rzadko kiedy do końca "zły" pozostaje "złym". Z czasem staje się człowiekiem z "błędami młodości". To może razić i czynić pewne osądy mocno niewiarygodne. Nie można starać się przedstawić pewnych konfliktów obiektywnie i nie "poszarzyć" żadnej ze stron. Drugą rzeczą, która mnie denerwowała, to nie równy podział szpalt na poszczególne płyty. Niektóre albumy zostały omówione bardzo szczegółowo inne "po łebkach". Tyle wad i nie dyskryminują one książki. Czyta się dobrze i oferuje ona wiele ciekawostek o zespole, o których nie miałem pojęcia. Wydanie w miękkiej klejonej oprawie na dobrym papierze. Dla mnie liczy się przede wszystkim muzyka, nie ważne co chłopcy robią w piaskownicy po pracy. Dlatego może do przedstawionych w książce spraw podchodzę bez emocji. Mimo, że sama lektura jest mocno nimi przesiąknięta. Jeżeli ktoś lubi ciekawe historie może śmiało sięgnąć po tą publikację. Polecam.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na78 miesięcy temu
Faith No More. Królowie życia (i inne nadużycia) Maciej Krzywiński
Faith No More. Królowie życia (i inne nadużycia)
Maciej Krzywiński
http://florareadsbooks.blogspot.com/2019/06/recenzja-faith-no-more-krolowie-zycia-i.html "Mistrzowie ekscentryzmu" "Faith No More to zespół, który od początku zdawał się wyróżniać swoją niekonwencjonalnością i umiejętnością łączenia pozornych sprzeczności. W tym całym szaleństwie była jednak metoda, dzięki czemu projekt z czasem znacznie zyskał na popularności i gdzieniegdzie stał się nawet postrzegany jako kultowy. Maciej Krzywiński, publicysta znany z takich pism jak Metal Hammer i Musick Magazine, postarał się przedstawić polskiemu czytelnikowi dzieje oraz muzyczne inklinacje grupy. Jako miłośniczka wielu jej utworów, byłam bardzo ciekawa, w jaki sposób zdobyła takie uznanie i co dokładniej na nie wpłynęło. Nastawiałam się na intrygujący przewodnik po jej historii i twórczości, mając nadzieję, że mnie nie zawiedzie. Co otrzymałam? Biografia grupy Faith No More skupia się głównie na historycznych faktach dotyczących jej muzycznej działalności, dyskografii, zawiera dużo fragmentów wypowiedzi muzyków. Autor sprawnie, lekko, z humorem i dość szczegółowo przedstawił też losy artystów w kontekście ich współpracy oraz powiązań towarzyskich z muzykami innych formacji, opierając się na materiale z wywiadów z czasopism i nie tylko. Nie szczędził również licznych ciekawostek i anegdot dotyczących dziwactw każdego z nich, niejednokrotnie zaskakując i rozbawiając odbiorcę, zwracając uwagę na kontrasty pomiędzy ich cechami i osobowościami. Przedstawił inspiracje, jakie stały za niektórymi utworami oraz ich tytułami, a także odniósł się w swoich komentarzach do wielu znanych postaci ze świata nauki i nie tylko - na kartach książki wspomniani zostali choćby m.in.: Isaac Newton, Arystoteles, czy Galileusz. Opisał również wydarzenia z koncertów Faith No More, w tym tych mających miejsce w Polsce. Książka Krzywińskiego jest napisana bardzo charakterystycznym, bezpośrednim językiem, który raczej nie przypadłby do gustu językowym purystom. Niewiele w niej sensacji, za to pełno omówień zdarzeń dotyczących stricte działalności artystycznej muzyków. Wywód Krzywińskiego niejednokrotnie przedstawia szerszy kontekst postrzegania ich muzyki, co jest jego niewątpliwą zaletą, ale miejscami bardzo mocno odchodzi od tematu, zmierzając nawet w stronę abstrakcji i rozbudowanych rozważań o naturze filozoficznej. Odbiorca może mieć czasami wrażenie, że bywają one podobnie ekscentryczne, co omawiany zespół i styl bycia samych artystów. Biografię Faith No More z pewnością mogę polecić zwłaszcza fanom zespołu, ale także miłośnikom charakterystycznego pióra Krzywińskiego i szeroko pojętej muzyki metalowej. Choć miejscami miałam wrażenie, że komentarze autora trochę zbyt mocno zbaczają z tematu, niejednokrotnie mnie one zaskoczyły i rozbawiły. Duży plus publikacji stanowi zamieszczona na końcu dyskografia oraz wkładki z kolorowymi zdjęciami." Moja ocena: 8/10, 4+ Recenzja na moim blogu: http://florareadsbooks.blogspot.com/2019/06/recenzja-faith-no-more-krolowie-zycia-i.html
Flora2811 - awatar Flora2811
ocenił na86 lat temu

Cytaty z książki Festiwal Szaleństwa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Festiwal Szaleństwa