To dziecko jest moje

Okładka książki To dziecko jest moje autora Oyinkan Braithwaite, 9788381399098
Okładka książki To dziecko jest moje
Oyinkan Braithwaite Wydawnictwo: Świat Książki literatura piękna
95 str. 1 godz. 35 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
e-book
Tytuł oryginału:
The Baby is Mine
Data wydania:
2021-12-21
Data 1. wyd. pol.:
2021-12-21
Data 1. wydania:
2021-05-27
Liczba stron:
95
Czas czytania
1 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381399098
Tłumacz:
Maciejka Mazan
Średnia ocen

5,2 5,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup To dziecko jest moje w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki To dziecko jest moje

Średnia ocen
5,2 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce To dziecko jest moje

avatar
464
89

Na półkach:

Zachęcona opisem i poprzednią powieścią autorki z zaciekawieniem sięgnęłam po "To dziecko jest moje". Muszę przyznać, że na początku się wciągnęłam, ale z czasem historia mi się zwyczajnie znudziła, a mój zapał opadł.
Pomysł na fabułę zdecydowanie przypadł mi do gustu, wykonanie - niekoniecznie. Szczególnie zawiodło mnie zakończenie. Nie nazwałabym też tej książki thrillerem czy kryminałem.

Zachęcona opisem i poprzednią powieścią autorki z zaciekawieniem sięgnęłam po "To dziecko jest moje". Muszę przyznać, że na początku się wciągnęłam, ale z czasem historia mi się zwyczajnie znudziła, a mój zapał opadł.
Pomysł na fabułę zdecydowanie przypadł mi do gustu, wykonanie - niekoniecznie. Szczególnie zawiodło mnie zakończenie. Nie nazwałabym też tej książki...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
388
214

Na półkach: , , , , , , , , , , ,

Moim zdaniem, najlepsze w tej historii jest ostatnie zdanie - bardzo zabawne. Opowiadanie pokazuje trochę jak wygląda społeczeństwo w Nigerii, sporo jest też o relacjach damsko-męskich. Na początku ta opowieść była dosyć wciągająca i dobrze się ją czytało, ale zakończenie niezbyt mnie przekonało. Poza tym, raczej nie nazwałabym tej historii thrillerem i żadna z postaci nie przykuła zbytnio mojej uwagi. Sądzę jednak, że mogłaby być lepsza, gdyby była bardziej rozbudowana, bo pomysł był bardzo dobry.

Moim zdaniem, najlepsze w tej historii jest ostatnie zdanie - bardzo zabawne. Opowiadanie pokazuje trochę jak wygląda społeczeństwo w Nigerii, sporo jest też o relacjach damsko-męskich. Na początku ta opowieść była dosyć wciągająca i dobrze się ją czytało, ale zakończenie niezbyt mnie przekonało. Poza tym, raczej nie nazwałabym tej historii thrillerem i żadna z postaci nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
219
203

Na półkach:

Krótkie opowiadanie, które czyta się z zaciekawieniem. Zakończenie jest mało zaskakujące i niezbyt spektakularne, ale w sumie całość jest ok. Szkoda, że taka krótka książeczka, można było jeszcze to pociągnąć ku lepszemu zakończeniu.

Krótkie opowiadanie, które czyta się z zaciekawieniem. Zakończenie jest mało zaskakujące i niezbyt spektakularne, ale w sumie całość jest ok. Szkoda, że taka krótka książeczka, można było jeszcze to pociągnąć ku lepszemu zakończeniu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

55 użytkowników ma tytuł To dziecko jest moje na półkach głównych
  • 32
  • 21
  • 2
14 użytkowników ma tytuł To dziecko jest moje na półkach dodatkowych
  • 5
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Oyinkan Braithwaite
Oyinkan Braithwaite
Oyinkan Braithwaite jest absolwenteką prawa i kreatywnego pisania na Kingston University. Po ukończeniu studiów znalazła pracę jako asystentka redaktora w wydawnictwie Kachifo. Od tego czasu pracuje jako redaktorka i pisarka. W 2014 roku znalazła się na liście 10 najlepszych mówców w Eko Poetry Slam. Dwa lata później została nominowana do nagrody Commonwealth Short Story Prize. Jest autorką powieści "My Sister, the Serial Killer".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Suka Pilar Quintana
Suka
Pilar Quintana
Pilar Quintana w swojej gęstej, oszczędnej w słowach powieści „Suka” zabiera nas do Kolumbii, jakiej nie znajdziemy w folderach turystycznych. To miejsce duszne, wilgotne, smagane ulewami i zdominowane przez nieokiełznaną naturę pacyficznego wybrzeża. Przyznając tej książce ocenę 7/10, doceniam jej brutalną szczerość i emocjonalny ciężar, choć jednocześnie dostrzegam pewien niedosyt wynikający z jej skrajnego minimalizmu. Macierzyństwo jako niespełniona obietnica Główną bohaterką jest Damaris, kobieta w dojrzałym wieku, która żyje w cieniu wielkiej pustki – niemożności zajścia w ciążę. Jej życie u boku Rogelia jest naznaczone monotonią i cichym żalem. Gdy Damaris adoptuje szczeniaka, przelewa na niego wszystkie stłumione instynkty macierzyńskie. To tutaj Quintana stawia najważniejsze pytania: czy miłość oparta na desperackiej potrzebie zapełnienia braku może być zdrowa? I gdzie przebiega granica między troską a obsesyjną chęcią posiadania kogoś na własność? Najmocniejszym punktem powieści jest jej klimat. Dżungla i ocean nie są tu tylko tłem, ale pełnoprawnymi bohaterami. Natura u Quintany jest wroga, brudna i niebezpieczna – zupełnie jak uczucia, które zaczynają kiełkować w Damaris, gdy pies (tytułowa suka) zaczyna przejawiać niezależność. Autorka genialnie portretuje narastającą frustrację bohaterki. Relacja z psem staje się brutalną metaforą niewdzięczności, buntu i rozczarowania, które często towarzyszą relacjom międzyludzkim, a o których rzadko mówi się tak wprost. Quintana pisze stylem surowym, niemal ascetycznym. Nie ma tu miejsca na kwieciste opisy czy sentymentalizm. To proza, która tnie jak brzytwa. Z jednej strony pozwala to czytelnikowi poczuć fizyczny ból i duszność świata przedstawionego, z drugiej jednak – przy tak krótkiej formie – pozostawia pewne wątki i motywacje postaci w sferze niedopowiedzeń, które nie zawsze działają na korzyść dynamiki tekstu. Ocena siedem odzwierciedla uznanie dla odwagi autorki w ukazywaniu „mrocznej strony” kobiecości i instynktów. To książka, która wywołuje dyskomfort i zostaje w głowie na długo po lekturze. Zabrakło mi jednak nieco głębszego nakreślenia relacji Damaris z mężem, co mogłoby jeszcze mocniej uwypuklić jej tragiczne osamotnienie. „Suka” to krótka, ale potężna lekcja o tym, że natura – zarówno ta wokół nas, jak i ta ludzka – jest nieprzewidywalna i często okrutna. To lektura dla czytelników o mocnych nerwach, którzy cenią prozę bezkompromisową, surową i boleśnie prawdziwą. To portret kobiety złamanej przez oczekiwania społeczne i własne ciało, wykonany z chirurgiczną precyzją.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na723 dni temu
Ostatni strażnik z Ellis Island Gaëlle Josse
Ostatni strażnik z Ellis Island
Gaëlle Josse
Rok 1954, tytułowa wyspa Ellis, wentyl amerykańskiej polityki imigracyjnej. Na styku starej, naznaczonej wojnami Europy, a zwiastującej dostatnie życie Ameryki, toczy się walka milionów przybyszów z bezwzględnym systemem osiedleńczym. W sercu opisanego cyklonu znajduje się John Mitchell, wieloletni pracownik tamtejszego centrum imigracyjnego, który wobec rychłego zamknięcia państwowej instytucji, postanawia przybliżyć czytelnikom historię swojego dotychczasowego zatrudnienia. Stylizowaną na pamiętnik opowieść o pracy w cieniu wielkiego kryzysu, czarnego czwartku i wzmożonej polityki izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych Ameryki przysłaniają ludzkie dramaty. Służba państwowa jest niczym innym jak postępującą żałością, zwątpieniem w poczucie sprawiedliwości oraz solidarności ze słabszymi. Praca w ośrodku imigracyjnym urasta do rangi osobistej walki narratora z jego wewnętrznymi demonami i odwiecznie tłamszonym lękiem przed ewentualnym odwetem ze strony każdego, komu odmówił szansy na nowe, lepsze życie. John Mitchell balansuje na granicy różnych rzeczywistości, spogląda na świat przez pryzmat skomplikowanego procesu imigracyjnego, który skrywa więcej wad niż zalet. Bohater doświadcza wszelkich konsekwencji niedociągnięć amerykańskiego ustawodawstwa osiedleńczego, co objawia się nieustanną analizą słuszności powziętych przez niego decyzji. Jego portret nakreślono za pomocą ludzi pochodzących z różnych państw, z czego szczególną rolę przypisano włoskiemu rodzeństwu o niezwykle przygnębiającej przeszłości. Jakkolwiek narrator wzbudza w odbiorcy współczucie, tak nie sposób ukryć niechęci wobec bezdusznej machiny imigracyjnego systemu Stanów Zjednoczonych Ameryki, której Gaëlle Josse nie stara się usprawiedliwić. „Ostatni strażnik z Ellis Island” to historia w służbie społeczności międzynarodowej, ukazująca dramat jednostki obciążonej niewyobrażalną odpowiedzialnością za cudze życie oraz skutkami wieloletniej presji ze strony surowego ustawodawstwa osiedleńczego, pomijającego w swych postulatach ludzką dobroć, jaką od zawsze skrywało serce Johna Mitchella.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na73 lata temu
Pół roku na Saturnie Małgorzata Sidz
Pół roku na Saturnie
Małgorzata Sidz
"Pół roku na Saturnie" autorstwa Małgorzaty Sidz to powieść, która wciąga do niezwykle prawdziwego i autentycznego świata. Przeczytałam ją z ciekawością i bez dużych oczekiwań. Kupiłam ją przypadkiem w krakowskim kiosku na dworcu, czując potrzebę poczytania czegoś w trakcie długiej podróży pociągiem. "Pół roku na Saturnie" to literatura piękna polska, mimo że nie aspiruję do miana wysokiej literatury, porusza wnikliwie tematy Korei Południowej, granic ludzkiej ciekawości czy sensu życia. Akcja toczy się w Seulu, gdzie 26-letnia Polka, wyjechała z ojczyzny do Korei Południowej. Przez pół roku próbuje odnaleźć siebie w innym kraju, wśród innych ludzi, w innych standardach. Bezimienna główna bohaterka przedstawia ciekawą interpretację świata, który będzie postrzegany jako gra, symulacja sterowana przez innych. Bohaterka przedstawia wiedzę i opinie na różnorakie tematy, co poszerza wiedzę czytelnika na różnych płaszczyznach. Powieść jest utrzymana w lekkiej i przystępnej formie do czytania, jest pełna naturalnych obserwacji i ciekawostek. Bezimienna postać pomimo braku nazwy jest bardzo barwną i pełną niespodzianek personą, poczułam iż jest ona moim odzwierciedleniem. Choć dzieli nas dekada różnicy w wieku, była zagubiona w tym świecie, miała mnóstwo pytań dotyczących samej siebie i świata. Poruszył mnie jeden z wątków o śmierci, gdy starszy pan przedłuża pożegnanie ze swoją martwą małżonką, zatraca się w tym i zapomina o swoich potrzebach co okazuje się dla niego zgubne. Ten krótki wątek w książce poruszył we mnie wiele emocji. Byłam zdruzgotana jednocześnie natchniona jak wielką miłością można darzyć kogoś kogo już z nami nie ma. Ta jedna sytuacja w książce była niewinną zabawą głównej bohaterki, a sprawiła iż łzy same napłynęły mi do oczu podczas podróży pociągiem. "Pół roku na Saturnie" to idealna lektura na podróż - lekka, pełna humoru i wiedzy. Idealna dla miłośników krótszych powieści, niosących głębię i duszę.
Zgniochq - awatar Zgniochq
ocenił na78 miesięcy temu
Tu nie ma nic Krystian Janik
Tu nie ma nic
Krystian Janik
https://wypozyczone.blogspot.com/2024/04/na-kacu.html Dawno, dawno temu, jakoś tak tuż po maturze, przeczytałam „Łuk triumfalny” Remarque’a. Po tej lekturze zostało we mnie pewne dziwne zafascynowanie calvadosem, który w książce namiętnie popijają bohaterowie, którego nazwa w dodatku brzmi według mnie niezwykle światowo i wyrafinowanie, którego też nigdy w ustach nie miałam, nie mogłam się więc rozczarować zderzeniem moich wyobrażeń z rzeczywistością. Po prostu „Łuk triumfalny” przez te wszystkie lata równa się dla mnie calvados. Niestety, to skojarzenie powieści (wielkiej niewątpliwie) z gatunkiem alkoholu nie powtórzy się w przypadku książki „Tu nie ma nic” Krystiana Janika. Bo po pierwsze - nie ma jak porównywać Janika z Remarquem, nie ta klasa, choć powieść Janika nie jest zła. Po drugie - gdybym jednak miała porównywać to musiałabym zamiast calvadosem zacząć się fascynować żołądkową gorzką… Powieść Janika spodobała mi się od pierwszej strony i czytało się ją w miarę płynnie (oprócz kilku słabszych momentów, o których za chwilę). Wydawało mi się, że oto mam przed oczyma wgląd w życie ludzi z wioski pod Tarnowem, których najłatwiej byłoby mi określić mianem „prostych” - takich, którzy nie spędzają całych dni nad zastanawianiem się kim jesteśmy i dokąd zmierzamy, ale którzy żyją chwilą a ucieczki od rzeczywistości szukają w prostych rozrywkach - tu akurat w meczach piłki nożnej, grillowaniu i piciu alkoholi, z wyraźnym wskazaniem na wspomnianą już żołądkową gorzką. Z założenia to koncept ciekawy i wcale nie aż tak mocno wyeksploatowany literacko. Mogło więc być świetnie… Czas akcji: 2018 rok, mundial w Rosji. Główni bohaterowie: Jadzia, ponad pięćdziesięcioletnia żona i matka, która po swojemu zmaga się z życiem - pijącym mężem Wieśkiem, który od czasu do czasu lubi jej przywalić i dorosłymi już prawie dziećmi - Wiolą, Dorotką i Dominikiem (synem, który dzielnie kroczy śladami ojca i też czasem rękę na mamusię podniesie). Jadzia nie rozkminia za bardzo filozoficznych pytań o sens istnienia. Jadzia skupia się na tym, żeby nie zdenerwować Wieśka, żeby na czas podać zakąski do wódki, żeby pokierować dziećmi tak, żeby wyszły na ludzi (uwaga, mamusia należy do tych mamuś, które uważają, że studia wyższe są absolutną stratą czasu i nic dobrego nie przynoszą, dlatego naukowe ambicje Dorotki traktuje z dużą niechęcią i stara się wybić dziewczynie z głowy polonistykę na ujocie). Przy czym jest osobą która nie widzi, że żyje w jakimś absolutnie niedopuszczalnym systemie, w którym szczytem kobiecych ambicji jest posiadanie męża, a mąż ten ma wszelkie prawa do zalewania się w trupa i lania kogo popadnie. Tak po prostu jest według Jadzi urządzony świat. I tyle. I wszyscy, którzy z politowaniem patrzą na jej sińce i podbite oczy, zwłaszcza zaś sąsiadki albo panie ekspedientki w spożywczym, są paskudnymi plotkarami i wścibskimi, zawistnymi babami, które na pewno skrycie zazdroszczą jej Wieśka. Bo przecież Wiesiek, jak i zresztą cała rodzina Gorzałków, to porządny człowiek, który ma własną firmę budowlaną i citroena c4, a że go czasem poniesie, to już niczyja sprawa tylko jej, Jadzi. Więc niech się zainteresują swoimi chłopami! Cudna to bohaterka. Zgrzytnęło mi w niej po raz pierwszy, gdy zaczęła wyjaśniać, jak to się zna na piłce nożnej. No sorry, że tak po angielsku się wypowiem. Ale ta znajomość piłki zupełnie mi do niej nie pasowała. Jeszcze bym zrozumiała, że kobieta wie, co to jest spalony. To akurat da się jakoś wytłumaczyć. Ale że pamięta kto z kim grał i wygrał w rozgrywkach grupowych Euro2012? Naprawdę? Wtedy po raz pierwszy przemknęło mi przez myśl, że Krystian Janik w swojej powieści chce się pochwalić własną znajomością historii rozgrywek futbolowych. A że nie bardzo ma pomysł, kto by mógł jakoś w swoich wypowiedziach nawiązywać do występów naszej kadry narodowej - to wziął pierwszego z brzegu bohatera, tak się złożyło, że naszą Jadzię, i bach! kazał jej wypowiadać teksty, o których przeciętna kobieta lat pięćdziesiąt parę z podtarnowskiej wsi nie ma raczej pojęcia. Mógłby to już raczej robić Jacek, nasz drugi wiodący bohater (wiodący dlatego, że on również staje się - obok Jadwigi - narratorem powieści). Jacek jest bowiem licealistą, który w zasadzie nawet jeśli nie szczerze, to ze względów związanych z problemami akceptacji w grupie rówieśniczej mógłby się orientować w terminarzu i wynikach rozgrywek. A on nie właśnie (może dlatego, że już Jadzia wzięła na siebie ten ciężar - ona przecież pojawiła się w powieści jako pierwsza). Jacek za to wnikliwemu czytelnikowi da wgląd w to, kto jest kim na polskiej scenie muzyki rozrywkowej, ze szczególnym uwzględnieniem metalu: Nergala z Behemothem i innych, których jednak nie zapamiętałam… Czy muszę dodawać, że te przywoływane tytuły utworów i nazwy zespołów nic do akcji nie wnoszą? Chyba nie… No dobrze, ale czy jest tu w ogóle jakaś akcja? Znowu - wydawało mi się, że tak. Jacek jest kolegą Tomka. Tomek zakochuje się w Dorotce Gorzałkównie i zakłada, że najszybciej do serca dziewczyny dotrze, zyskując akceptację tatusia Wieśka. A akceptację Wieśka, jak już pewnie się zorientowaliście, zyskać można głównie pijąc z nim alkohol. Żołądkową gorzką na przykład, albo co tam jest pod ręką. Tomek więc pije z teściem in spe, czym zamiast akceptacji Dorotki załatwia sobie dozgonną wręcz niechęć Jadzi. Już, już przed oczami rysuje nam się tragedia antyczna… I zostaje jakoś zgubiona na wybojach fabularnych, w których co najmniej dwa razy już prawie nam się wydaje, że jesteśmy świadkami nieoczekiwanego zgonu (może więc będzie wątek kryminalny?),jeden z bohaterów zaczyna widzieć ducha kolegi od picia (czyżby proza psychologiczna z rozbudowanym studium popadania w obłęd?),Dorota nie porzuca marzeń o wyrwaniu się z domu i wydaje się, że jest w stanie przekonać również Tomka do wyjazdu w wielki świat (love story?). Ale nie, proszę państwa. Każdy z tych wątków, zawiązanych bardzo zgrabnie, zostaje urwany, a jeśli nawet jest jakoś zakończony, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na szybko i jakoś bez głębszego przemyślenia. Co więc dostajemy? Nic. I teraz być może popełnię nadinterpretację, ale chyba to właśnie mieliśmy dostać. W końcu zapowiedział nam to już tytuł „Tu nie ma nic”. Może więc moje lekkie rozczarowanie powieścią Janika, która naprawdę miała potencjał na bardzo dobrą literaturę na wysokim poziomie, było przez autora zamierzone. Może chciał on właśnie opisać świat prowincjonalnych miejscowości i prowincjonalnych ludzi z wąskimi horyzontami, w którym urywają się wątki a historie, nawet jeśli zapowiadają się świetnie, nie znajdują swojego zakończenia. Może tak właśnie wygląda życie tysięcy Wieśków i Jadwig, Jacków, Tomków i niestety również Dorotek… To świat, w którym nie ma wspaniałego Paryża, gorącej miłości Ravika i Joanny i calvadosu. To Odchylice, z których nie da się uciec, a jeśli nawet, to niedaleko - do Tarnowa, do pracy w Azotach. Tutaj zamiast miłości jest lanie a zamiast calvadosu wszelkiego rodzaju alkohole po których się wymiotuje (choć w powieści jest to nazwane dosadniej oczywiście). Cóż, w „Tu nie ma nic” zobaczyłam potencjał, który jednak się nie spełnił. Przez Jadzię znającą się na piłce, przez Jacka, który opowiada o konkretnych ulicach w Tarnowie, jakbym co najmniej pytała go o drogę w obcym mieście, przez moje zastanawianie się, skąd ci licealiści mają pieniądze na kupowanie alkoholi (rodzice im dają?),dlaczego Jacek wie, ile lat ma ekspedientka w sklepie (przecież nie ma tego wypisanego na czole) i dlaczego na miłość boską nikt z tych młodych ludzi po zachlewaniu się w trupa nie ma na drugi dzień kaca? To ostatnie chyba najbardziej mnie frapuje. Może dlatego, że ja mam jakiegoś lekkiego czytelniczego kaca po lekturze powieści Janika. Jak czytałam - było dobrze, po przeczytaniu pozostał niedosyt, ból głowy, suchość w ustach, pragnienie innej literatury… Kac po prostu. Jeśli więc chcecie sami sprawdzić, jakie wrażenia na was wywrze „Tu nie ma nic”, to pamiętajcie, że pijecie… yyy… to znaczy czytacie na własną odpowiedzialność! Mg
Margot - awatar Margot
ocenił na61 rok temu
Kot w Tokio Nick Bradley
Kot w Tokio
Nick Bradley
Obraz tętniącego życiem, korporacyjną wrzawą, w wiecznym niedoczasie i nieustannym biegu miasta Tokio. I ludzie tu żyjący "(...) uświadomiła sobie miliony milionów istnień wokół siebie. Wszystkie koleje losu, wszystkie dramaty. Wszystkie rodziny uwięzione we własnych kręgach (...) Miasto nigdy się nie zatrzymywało, beztrosko pędziło naprzód". W codziennym pędzie poznajemy tatuażystę, taksówkarza, pisarza, bezdomnego i zielonooką dziewczynę. Historię tych i wielu innych osób łączą się i rozdzielają przez dyskretne powiązania i nieoczekiwane zdarzenia. Pozostawiony maszynopis, wspólny obiad, wypadek, przygotowania do Olimpiady stają się przyczyną do zmian losu. Raz subtelnych, raz drastycznych. Ludzie stają się jak chińskie znaki "znaki zmieniają znaczenie, gdy umieszczane są obok innych, więc to ważne by skoncentrować się na powiązaniach pomiędzy nimi. Żaden znak tak naprawdę nie istnieje sam, bez relacji z innymi, a w dodatku zawsze mamy jakąś historię zarówno dla najbardziej skomplikowanych, jak i najprostszych znaków". Autor połączył więc bohaterów by stworzyć ciekawy obraz ich osobowości w mieście gdzie należy dostosowywać się do wyznaczonych schematów i obyczajów. Czy przestrzeganie zasad i kulturowych reguł jest utratą wolności? A kot? Bo kot jest obecny, ale nie zawsze widoczny. Gdy pojawia się wędrując ulicami Tokio zawsze coś musi się wydarzyć. "Kot siedział nieruchomo i patrzył wprost na mnie. Było coś takiego w jego świecących oczach. Coś chaotycznego. W jego tęczówkach odbijało się całe miasto. Wydawało się, że kot widzi nas poruszających się gdzieś w środku i jako że obraz miasta odbijał się od jego gałek ocznych , kot odrzucał tym samym ideę ludzkiej postaci lub nadzoru. Kot nie miał żadnego pana i tego mu zazdrościłem". Książka dla tych którzy cenią poplątane historie ludzkie i japońską kulturę. Czyta się ją lekko i z uwagą by nie przegapić tych elementów które łączą losy postaci. Historia przekazywana jest w formie opowieści gdzie częściowo jedna wynika z drugiej. Czasem mamy historię jako opowiadanie, jedna z części przedstawia jest jako komiks, a i mamy przekaz nałogowego komputerowca relacjonującego wszystko na forach internetowych.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na66 miesięcy temu
Widowland C.J. Carey
Widowland
C.J. Carey
Od czasu lektury „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood i „Roku 1984” Georga Orwella, dawno żadna książka mnie tak nie zaniepokoiła jak „Widowland” C. J. Carey. Z resztą patrząc na aktualną sytuację geopolityczną, staje się ona tym bardziej niepokojąca i warta uwagi. Nie bez powodu przytoczyłam powyższe tytuły, gdyż w dużej mierze łączą one swe wizje w spójną całość w „Widowland”. Jeśli już choćby ta zapowiedź nie skłania Was do sięgnięcia po tę powieść postaram się znaleźć i dalsze powody, które pobudzą Waszą ciekawość. Niech jednym z nich będzie chociażby okładkowa zapowiedź zawartości: „Aby kontrolować przeszłość, zmienili historię, aby kontrolować przyszłość, zmienili literaturę”. Jeśli już ta zapowiedź nie wzbudza trwogi, to niech będzie nią również sam zarys fabuły, który odwraca historię do góry nogami. Jest rok 1953. Cały Londyn szykuje się do ceremonii koronacji. Jeśli jednak ktoś przypuszcza, że będziemy świadkami tego jak na królewskim tronie z berłem w ręku i inkrustowaną koroną zasiądzie młodziutka Elżbieta II grubo się pomyli, bowiem w świecie C. J. Carey tron ten przypadnie Edwardowi VIII i jego żonie królowej Wallis (aktorki i amerykańskiej rozwódki). To oni, po tym jak Jerzy VI i jego rodzina zostali brutalnie pobawieni życia, przejmą insygnia koronacyjne. Bynajmniej jednak nie Zjednoczone Królestwo Brytyjskie przyjdzie im objąć w panowanie. Na mocy Wielkiego Sojuszy między Wielką Brytania a Niemcami utworzony został wspólny byt państwowy, którym de facto kieruje protektor w osobie Alfreda Rosenberga, zwanego Naczelnym Wodzem. Choć tytularnie władza należy do korony, w praktyce całość decyzji i bieżące rządy leżą w ręku protektora. Gdyby tego jeszcze było mało to w Nowym Ładzie, zapanował również nowy porządek, w którym na zupełnie nowych zasadach, narzuconych przez protektora, ukształtowano rolę i status kobiet. Trudno tu mówić o równości płci, gdyż Rosenberg wprowadził system kastowy. Kobiety podzielono na kilka grup, w zależności od wieku, pochodzenia, statusu fizycznego, czy cech fizycznych. Są zatem kobiety należące do elitarnej klasy – Geli, o najwyższym statusie społecznym, nazwane tak na cześć ukochanej siostrzenicy Naczelnego Wodza i ich pozycja jest najbardziej uprzywilejowana. Dalej są Klary (na cześć matki),których rola sprowadza się do wykorzystywania ich płodności, zatem to one odpowiedzialne są za rodzenie przynajmniej kilkorga dzieci. Dalej są Leni (od imienia najważniejszej reżyserki filmowej reżimu – Leni Riefenstahl),które służyć mają Wielkiemu Sojuszowi jako klasa pracująca, co sprawia, że kastę tą zasilają kobiety pracujące zawodowo na rzecz Sojuszu (np. urzędniczki czy aktorki). Z kolei te kobiety, których praca sprowadza się do opieki np. nauczycielki czy pielęgniarki przynależą do Pauli (od imienia siostry Wodza). Odrębny status mają kobiety pracujące fizycznie np. w sklepach czy fabrykach. Te nazywane są Magdami, podczas gdy te, które pracują jako kucharki czy służące nazwano Gretl. Najniżej w hierarchii są jednak Fridy tzw. kobiety cmentarne, do których Wódz zaliczył wdowy oraz stare panny powyżej pięćdziesiątego roku życia, które nie miały dzieci i których wiek reprodukcyjny dawno już minął, a które nie służyły również żadnemu mężczyźnie, zamieszkujące Krainę Wdów (tytułowy Widowlad). Posługa ta niezależnie od klasy stanowi bowiem jedną z kluczowych ról narzucanych kobietom. To właśnie misję infiltracji Krainy Wdów powierzono młodej, należącej do elit Sojuszu, pracownicy Ministerstwa Kultury – Rose Ransom, która porzucić ma swe dotychczasowe obowiązki sprowadzające się do dostosowywania klasyków literatury dla potrzeb kanonów panujących w nowo obowiązujących realiach. Rose wniknąć ma zatem w środowisko wdów i sprawdzić na własne oczy, czy w istocie mieszkanki slumsów szykują się do powstania, a nadto czy to one odpowiedzialne są na wywrotowe hasła kreślone na murach, nawołujące za pośrednictwem cytatów z literatury, do buntu. Czasu nie ma dużo, bowiem ceremonia koronacji zbiec ma się w czasie z wizytą w stolicy Wielkiego Wodza. Czy Rose uda się zatem wykonać misję? Czy sprosta powierzonemu jej zadaniu? Czy wytrwa w nowo wykreowanych ideałach, a może sama przejdzie na stronę wroga? C.J. Carey w swojej książce stworzyła dystopię, która stanowi odważny głos we współczesnej literaturze. Podejmuje bowiem tematy nośne, nie obawiając się zabrać głos w kwestii walki kobiet o przysługujące im prawa. Mimo podobieństw, które narzucają się tu do wspomnianych już „Opowieści podręcznej” wartością dodaną u Carey jest zwrócenie uwagi na problemy społeczne, które sprawiają, że nie można przejść obojętnie obok jakiejkolwiek ludzkiej segregacji czy dyskryminacji. Nie brak tu również odniesień do autentycznych wydarzeń historycznych, jak i postaci znanych z kart historii. Oczywiście u C. J. Carey ta historia odwrócona jest do góry nogami, jednak poczynając od Edwarda VIII i jego małżonki, przez Alfreda Rosenberga – jednego z czołowych zbrodniarzy nazistowskich, przez przywoływanego niejednokrotnie Josefa Gebelsa i członków jego rodziny, po legendarną piewczyni nazistowskiej ideologii utrwalanej na taśmie filmowej – Leni Riefenstahl. Chociaż więc fabuła jest fikcją literacką, to potencjalny scenariusz w jakim mogła potoczyć się historia jest nad wyraz realny. Nie może ujść również uwadze szereg nawiązań do klasyków literatury, które na karatch „Widowland” pojawiają się. Przyznam szczerze, że tworzone na potrzeby Wielkiego Sojuszu wersje „Wichrowych wzgórz”, „Dumy i uprzedzenia”, czy „Przeminęło z wiatrem” odwracają do góry nogami znane nam treści kultowych powieści. Czego jednak nie robi się dla potrzeb rządzącego reżimu. I tu również indoktrynacja opisywana przez Autorkę oparta została na odesłaniu do krzewienia nowej wiary poprzez dostosowane do jej potrzeb treści, dziś ten sam efekt można osiągnąć przez odpowiednie modelowanie doniesień prasowych czy telewizyjnych, opartych na pożądanej propagandzie. Wreszcie „Widowland” stanowi perełkę literatury pięknej. Polecam tę pasjonującą lekturę. Świat widziany oczami C.J. Carey momentami przeraża, pokazując, że historia lubi się powtarzać, a momentami boleśnie odzwierciedla zakusy do ukształtowania nowego porządku świata pojawiające się nawet współcześnie. Uprzedmiotowienie kobiet, tworzenie państwa opresyjnego, postawy konformistyczne, którym przeciwstawiona jest wola walki najniższych warstw. Chęć ich przerwania za wszelką cenę i skutki obłędu jednostki u władzy. Brzmi momentami aż nadto współcześnie. Warto sięgnąć po tę książkę. Z pewnością na długo zapadnie ona w pamięć.
Pink Mag - awatar Pink Mag
ocenił na84 lata temu
Bóg tak chciał Arek Gieszczyk
Bóg tak chciał
Arek Gieszczyk
Motywy literackie, po które sięga Arek Gieszczyk w swojej powieści Bóg tak chciał, stanowią fundament klasycznej, polskiej prozy osadzonej w realiach małych społeczności i głębokiej prowincji. Odnajdziemy tu archetypowe zmagania z przeznaczeniem, skomplikowane relacje rodzinne obciążone wielopokoleniową traumą oraz wszechobecny motyw religijności, która częściej służy jako fasada lub narzędzie opresji niż źródło prawdziwego pocieszenia. Autor stara się wpisać w nurt realizmu brudnego, gdzie wiara miesza się z zabobonem, a codzienna egzystencja jest nieustanną walką o zachowanie godności w świecie, który zdaje się o bohaterach zapomnieć. Niestety, mimo solidnej bazy tematycznej, książka posiada wyraźne minusy, które rzutują na ostateczną ocenę 6/10. Największym mankamentem jest nierówne tempo narracji. Gieszczyk miewa skłonność do nadmiernego rozbudowywania opisów stanów wewnętrznych postaci, co momentami prowadzi do fabularnego przestoju i nużenia czytelnika. Ponadto, niektóre zwroty akcji wydają się zbyt mocno oparte na tytularnym „Bóg tak chciał” – co w kontekście literackim bywa interpretowane jako pójście na łatwiznę (tzw. deus ex machina),zamiast precyzyjnego wypracowania ciągu przyczynowo-skutkowego. Brak pogłębionej psychologii u postaci drugoplanowych sprawia, że chwilami stają się one jedynie tłem dla głównego bohatera, tracąc swój potencjał. Mimo tych potknięć, powieść posiada warstwę, którą warto docenić. Gieszczyk posługuje się językiem mięsistym i niezwykle obrazowym. Jego opisy wiejskiego krajobrazu, dusznych izb i zapachu starego drewna są tak sugestywne, że niemal fizycznie odczuwalne. Wysoka ocena w tym aspekcie należy się za brak pruderii i zero litości dla czytelnika w ukazywaniu brutalności życia. Autor nie boi się drastycznych scen ani wulgaryzmów, o ile służą one oddaniu prawdy o opisywanym świecie. To proza, która nie lukruje rzeczywistości – jest cierpka, brudna i bolesna, co paradoksalnie stanowi jej największą siłę. Bóg tak chciał to książka, która zostawia czytelnika z poczuciem dyskomfortu. Choć konstrukcyjnie bywa niedoskonała, a nadmiar fatalizmu może przytłaczać, to autentyczność emocjonalna i odwaga w dotykaniu tematów tabu sprawiają, że Arek Gieszczyk jawi się jako autor z dużym potencjałem. To solidny średniak z ambicjami na coś więcej, który spodoba się fanom literatury bezkompromisowej, szukającej prawdy w rynsztoku i na kościelnym progu. Choć styl wymaga jeszcze oszlifowania, a fabuła większej dyscypliny, jest to głos słyszalny i charakterystyczny na mapie współczesnej polskiej prozy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Kudłata Sun-mi Hwang
Kudłata
Sun-mi Hwang
Bardzo smutna i brutalna historia w której autorka oddaje głos zwierzętom. Ta książka podzieliła mnie na pół. Tytułowa Kudłata rodzi się na podwórzu "Dziadka Krzykacza" i "Babci". Dziadek Krzykacz zarabia na życie sprzedawaniem wyremontowanych rowerów oraz...psów. Psiaki to mieszańce, wiodą ciężkie, wiejskie życie. Tutaj rządzi selekcja naturalna... oraz Dziadek Krzykacz. Kudłata od początku czuje, że jest inna. Z wyglądu i z charakteru. Odrzucana przez matkę, wyszydzana przez rodzeństwo nie poddaje się i wyrasta na mądrą, waleczną sukę. Z właścicielem czuje szczególną więź, ale trudno do końca określić na czym jest ona oparta. W moim odczuciu jest to relacja typu love and hate. To, co uważam w tej książce za wspaniałe to pokazanie, że zwierzęta, tak samo jak i ludzie, mają uczucia. Przeżywają radość narodzin, lęk o swoich bliskich, żałobę i wiele innych emocji. Jednocześnie uważam, że grupa wiekowa, dla której jest ona przeznaczona, nie jest adekwatna. Przynajmniej nie do czytania samodzielnego, bez komentarza osoby dorosłej. Zgadzam się z opiniami, że książka normalizuje przemoc wobec zwierząt. Wiązanie na łańcuchu przedstawione w niej jest jako zaledwie dyskomfort, pewne ograniczenie, ale nie jako cierpienie czy przemoc właśnie. Handel psami, które trafiają w nieznane ręce, zaniedbywanie ich oraz bicie są opisywane w niej bardzo naturalistycznie a to dla zbyt młodego czytelnika może być zanadto obciążające emocjonalnie lub właśnie przyczyniać się do budowania niewłaściwych wzorców. Mam jeszcze jedną refleksję, która wykracza poza strony tej książki... Żyjemy w świecie, w którym szeroko rozumiana przemoc jest na tyle znormalizowana, żeby pojawiać się w sposób bardzo obrazowy zarówno w bajkach jak i w literaturze dziecięcej, tymczasem Kudłata urodziła szczenięta ponieważ "spotkała psa".
Tańcząca_z_życiem - awatar Tańcząca_z_życiem
ocenił na63 miesiące temu
Zostaw świat za sobą Rumaan Alam
Zostaw świat za sobą
Rumaan Alam
W przedstawieniu religijnym jest ich czterech, pod czterema pieczęciami Baranka. Fantaści uwielbiają spektakularność, ci z zacięciem „science” jeszcze do tego nadzwyczaj precyzyjnie odmierzają czas – co do sekundy – w kolejnych odsłonach nieuchronnej klęski. A co jeśli Apokalipsa nadejdzie cicho, będzie się skradać podstępnie, by uderzyć dziwnym, przejmującym odgłosem? Bez natychmiastowych efektów? Gdy swoją twarz odsłoni serią maleńkich wydarzeń, prawie niewidocznych? Zakłóceń rzeczywistości, które – choć z coraz większym trudem - dadzą się racjonalizować aż po kres egzystencji? Zwykle napisane opowieści dają się wyświetlić w głowie jak film. Ta opowieść jest raczej klasycznym dramatem z trzema jednościami (przerwy na sen są nieistotne) i przywodzi na myśl raczej scenę. Tu prawie wszystko dzieje się w głowach bohaterów i w zmiennym wykresie relacji między nimi. Co więcej, zamiast filmowego „dziania się” mamy stopklatki z sugestywnymi obrazami. Jelenie, flamingi, szczęśliwa rodzina nad basenem i w kuchni, pęknięte szkło, umierający człowiek w windzie, nocna narada, gdy atmosfera gęstnieje, a znaki bez możliwych do uzyskania wyjaśnień stają się kanwą snucia domysłów. Dziwne odautorskie sugestie dotyczące przyszłości, niewyjaśniona w sumie, albo wyjaśniona symbolicznie przyczyna Dnia Sądu, wszystko mgliste i niedookreślone. To tło podbija grę postaci i wiwisekcję kolejnych składników tak zwanego człowieczeństwa. Nie wiem. Mam trochę zamętu. Z jednej strony książka jest wciągająca, podróż przez psychikę, emocje, role i rytuały społeczne wnikliwa, plastyczność obrazów przejmująca. Z drugiej – nie do końca jest w niej ogień, jest zimna i jakby skalkulowana. I zostawia taki metaliczny posmak. Ale na pewno to jest dobra literatura.
ElEsz - awatar ElEsz
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki To dziecko jest moje

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki To dziecko jest moje