NOrWAY. Półdzienniki z emigracji

Okładka książki NOrWAY. Półdzienniki z emigracji autora Piotr Mikołajczak, 9788381351188
Okładka książki NOrWAY. Półdzienniki z emigracji
Piotr Mikołajczak Wydawnictwo: Otwarte reportaż
344 str. 5 godz. 44 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
NOrWAY. Półdzienniki z emigracji
Data wydania:
2021-10-16
Data 1. wyd. pol.:
2021-10-16
Liczba stron:
344
Czas czytania
5 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381351188
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup NOrWAY. Półdzienniki z emigracji w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

NOrWAY. Półdzienniki z emigracji



książek na półce przeczytane 2467 napisanych opinii 2360

Oceny książki NOrWAY. Półdzienniki z emigracji

Średnia ocen
6,9 / 10
258 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce NOrWAY. Półdzienniki z emigracji

avatar
6
6

Na półkach: ,

Od pierwszych wersów Mikołajczyk jawi nam się jako bezwstydny grafoman o ciężko aroganckim zabarwieniu. Niestrawne.
Doceniam natomiast fakt, ze zmobilizował mnie do założenia konta w tym serwisie.

Od pierwszych wersów Mikołajczyk jawi nam się jako bezwstydny grafoman o ciężko aroganckim zabarwieniu. Niestrawne.
Doceniam natomiast fakt, ze zmobilizował mnie do założenia konta w tym serwisie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
36
5

Na półkach:

„Każdego dnia widziałem coraz czarniejsze słońce” – w skrócie tak wyglądała trzyletnia emigracja w Norwegii Piotra Mikołajczaka, współautora najlepszych (pewnie nie tylko moim zdaniem) polskich reportaży o Islandii.

„NOrWAY” to historia bardzo osobista i prawdziwa, choć chciałabym myśleć, że była tylko jednym z wielu niepokojących snów autora. To Norwegia bez instagramowego filtra – „mroczny Eden” z Polakami w roli głównej, aż za bardzo wpisującymi się w gorzki stereotyp. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że kraj, który widziałam na własne oczy w pełnych barwach, w opisywanym przez Piotra okresie był czarno-biały niczym nasze wyobrażenia o czasach wojennych. Pewnie dalej taki jest, dla emigrantów przekonanych o tym, że zdołają schować się w nim przed bolesną przeszłością. Tymczasem Norwegia niczego nie obiecuje – wymaga zrozumienia i nagradza według sobie tylko znanych reguł.

Podziwiam Piotra za odwagę w odsłanianiu tego, co pewnie najchętniej zakopałby w głębokiej nieświadomości. Za ironiczny język, którym sama nieraz broniłam się przed bezradnością, więc jest mi cholernie bliski. A przede wszystkim za to, że przetrwał – bo było warto i się dało, wbrew wszelkim znakom na niebie i ziemi. Biorę to sobie jako życiową dewizę.

„Każdego dnia widziałem coraz czarniejsze słońce” – w skrócie tak wyglądała trzyletnia emigracja w Norwegii Piotra Mikołajczaka, współautora najlepszych (pewnie nie tylko moim zdaniem) polskich reportaży o Islandii.

„NOrWAY” to historia bardzo osobista i prawdziwa, choć chciałabym myśleć, że była tylko jednym z wielu niepokojących snów autora. To Norwegia bez...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
94
52

Na półkach:

Mieszkałam kilka lat za granicą, co prawda w innym kraju, lecz chętnie zabrałam się za lekturę, aby powspominać wszystkie te 'niespodzianki', które spotykają każdego emigranta. Czy warto? Jeśli nie masz po co sięgnąć. Żadnych szokujących historii, wszystko i nic.

Mieszkałam kilka lat za granicą, co prawda w innym kraju, lecz chętnie zabrałam się za lekturę, aby powspominać wszystkie te 'niespodzianki', które spotykają każdego emigranta. Czy warto? Jeśli nie masz po co sięgnąć. Żadnych szokujących historii, wszystko i nic.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

599 użytkowników ma tytuł NOrWAY. Półdzienniki z emigracji na półkach głównych
  • 295
  • 295
  • 9
78 użytkowników ma tytuł NOrWAY. Półdzienniki z emigracji na półkach dodatkowych
  • 32
  • 13
  • 10
  • 8
  • 6
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Okładka książki Siggi. Wyspy białego słońca. Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak
Ocena 7,3
Siggi. Wyspy białego słońca. Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak
Okładka książki Baldur. Wyspy białego słońca. Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak
Ocena 7,0
Baldur. Wyspy białego słońca. Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak
Okładka książki Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak
Ocena 7,2
Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak
Okładka książki Zostanie tylko wiatr. Fiordy zachodniej Islandii Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak
Ocena 7,2
Zostanie tylko wiatr. Fiordy zachodniej Islandii Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak
Piotr Mikołajczak
Piotr Mikołajczak
Absolwent polonistyki UAM w Kaliszu, współzałożyciel strony Icestory.pl, podróżnik, przewodnik po Islandii. Współautor dwóch reportaży o wyspie: Szepty kamieni, Historie z opuszczonej Islandii (2017, Wydawnictwo Otwarte) oraz Zostanie tylko wiatr. Fiordy Zachodniej Islandii (2019, Wydawnictwo Czarne). Jego trzecia książka, NOrWAY. Półdzienniki z emigracji (2021, Wydawnictwo Otwarte) opowiada o trzyletnim pobycie w Norwegii. W 2015 roku przeprowadził się na Islandię. Mieszka w Keflavíku.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nie śpię. Osobisty reportaż z życia bez snu Anders Bortne
Nie śpię. Osobisty reportaż z życia bez snu
Anders Bortne
Książka Andersa Bortne „Nie śpię. Osobisty reportaż z życia bez snu” to jedna z tych lektur, które wywołują u czytelnika fizyczny dyskomfort, a jednocześnie nie pozwalają się odłożyć. To pozycja obowiązkowa dla każdego, kto choć raz bezskutecznie liczył barany o trzeciej nad ranem, ale przede wszystkim dla tych, którzy sen traktują jako oczywistość. Norweski pisarz i muzyk dokumentuje w niej szesnaście lat walki z chroniczną bezsennością, tworząc reportaż bolesny, surowy i niezwykle szczery. Bortne nie pisze z pozycji eksperta, lecz z perspektywy człowieka uwięzionego w „szarej strefie” między jawą a snem. Jego bezsenność nie jest jedynie niedogodnością; to destrukcyjna siła, która powoli kruszy jego relacje rodzinne, karierę zawodową i zdrowie psychiczne. Autor z niezwykłą precyzją opisuje stan „zombi”, w którym funkcjonuje – świat widziany przez grubą szybę, brak koncentracji, nagłe napady lęku i poczucie całkowitego wyobcowania. To portret człowieka, który desperacko szuka wyjścia z pułapki, próbując wszystkiego: od medytacji i ziołowych naparów, przez silne leki psychotropowe, aż po alternatywne terapie. Jedną z największych zalet książki jest połączenie osobistego dramatu z rzetelną wiedzą popularnonaukową. Bortne analizuje historię badań nad snem, rozmawia z lekarzami i naukowcami, próbując zrozumieć, dlaczego jego mózg odmówił posłuszeństwa. Demaskuje przy tym współczesną kulturę wydajności, która gloryfikuje brak snu jako dowód ciężkiej pracy, nie dostrzegając, że niedobór nocnego wypoczynku to epidemia niszcząca nowoczesne społeczeństwa. Autor zaleca m.in ekspozycję na światło słoneczne, restrykcje godzin snu, nienadrabianie snu przez weekendy i drzemki, omawia farmakologię i nawet terapię poznawczo-behawioralną nakierowaną na sen. Chyba nie cierpię na zaburzenia, skoro drzemki mnie regenerują i nie zakłócają jednocześnie dobowego wzorca snu. Styl autora jest oszczędny, niemal chłodny, co paradoksalnie potęguje ładunek emocjonalny tekstu. Nie ma tu taniego dramatyzmu, jest za to szczera spowiedź kogoś, kto czuje się gorszy, bo nie potrafi wykonać najbardziej naturalnej czynności pod słońcem. „Nie śpię” to nie tylko reportaż o insomnii; to poruszająca opowieść o bezsilności, o granicach ludzkiej wytrzymałości i o tym, jak kruchą podstawą naszego życia jest biologiczny rytm dobowy. Lektura zostawia czytelnika z głęboką wdzięcznością za każdą przespaną noc i nowym spojrzeniem na higienę własnego życia. To mocna, ważna książka, która rzuca światło na mrok, w jakim żyją miliony niewidzialnych „ludzi nocy”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na63 miesiące temu
Wspomnienia. Sinéad O’Connor Sinéad O'Connor
Wspomnienia. Sinéad O’Connor
Sinéad O'Connor
Kristo - krótko. Trudna lektura niełatwej autobiografii trudnej piosenkarki irlandzkiej skłania do oczywistej refleksji, że książka jest jak życie Sinead w swej formie - wpierw trochę dziecinna, potem olśniewająca, po kolejne załamania i kryzysy. Pisząc ją piosenkarka nie wiedziała jeszcze, że to nie koniec nieszczęść, że śmierć matki, choroba psychiczna i zabieg usunięcia narządów kobiecych to jeszcze nie najstraszniejsze wydarzenia. Śmierci syna już nie przeżyła, ale widać w autobiografii szwy na życiorysie, rozpacz i powracająca nadzieję - pisana była przez wiele lat, z dziurami pośrodku. Rozchwiana osobowość Sinead była po części zawiniona przez nią samą - nieustabilizowane życie osobiste, ciągłe romanse (Sinead miała chyba olbrzymie potrzeby do czasu operacji),walka z poczuciem winy i kompleksami, nieopanowany gniew - do tego dochodziło notoryczne palenie trawki. Sama przyznaje, że była w szczycie kariery na ciągłym haju i że wielu rzeczy nie pamięta. Wspomnienia bywają chaotyczne, niektóre się powtarzają a niektóre zaprzeczają sobie. Sinead nie wspomina o żadnych romansach z kobietami, swoje dzieci idealizuje, z czasem idealizuje też matkę, jakby zapomniała, co niej z początku pisała. Do tego dochodzi kompulsywna religijność, która prowadzi od głębokiej wiary, przez podarcie zdjęcia papieża (wydarzenie z dużymi konsekwencjami dal kariery),bycia jakąś kapłanką i na koniec neoficko naiwne przejście na islam. To najsłabsza część autobiografii - końcowe 2 krótkie, islamskie rozdziały, świadczące chyba o pewnym zdziecinnieniu autorki pod wpływem używek. Sinead próbowała wszystkiego po tym, jak definitywnie stwierdziła, że alkohol jej nie służy. Wymienia to prostolinijnie a czytelnik może mieć smutną refleksję - ludzie, nie bierzcie prochów!
Kristo - awatar Kristo
ocenił na611 miesięcy temu
Spinalonga. Wyspa trędowatych Małgorzata Gołota
Spinalonga. Wyspa trędowatych
Małgorzata Gołota
Historia Spinalongi to jedna z najbardziej przejmujących kart współczesnej Grecji, naznaczona niewyobrażalnym cierpieniem, społecznym wykluczeniem i bezgraniczną samotnością. Ta niewielka wyspa u wybrzeży Krety przez ponad pół wieku pełniła funkcję ostatniego przystanku dla osób dotkniętych trądem – chorobą, która w tamtym czasie niosła ze sobą nie tylko fizyczny rozpad ciała, ale przede wszystkim cywilną śmierć. Tragedia osadzonych tam trędowatych polegała na brutalnym wyrwaniu z rodzinnych domów i skazaniu na egzystencję w miejscu, które świat wolałby wymazać z mapy. Zawartość tomu „Spinalonga. Wyspa trędowatych” autorstwa Małgorzaty Gołoty to drobiazgowa, bolesna rekonstrukcja tych losów, oparta na świadectwach ostatnich żyjących świadków oraz dokumentach, które przez dekady pokrywał kurz zapomnienia. Moja ocena tej publikacji to solidne 7/10. Autorka wykonała ogromną pracę reporterską, by oddać godność ludziom, których jedyną winą była choroba. Największym atutem książki jest sposób, w jaki Gołota kreśli losy bohaterów, umiejętnie wplatając je w autentyczne realia historyczne Grecji XX wieku. Autorka nie skupia się wyłącznie na medycznym aspekcie trądu, ale przede wszystkim na socjologicznym fenomenie tworzenia się nowej społeczności w warunkach ekstremalnych. Na Spinalondze, wbrew pozorom, toczyło się życie: powstawały związki, rodziły się dzieci, funkcjonowały kawiarnie i kino. Wyczuwalna w tekście kunsztowna więź z przeszłością pozwala czytelnikowi zrozumieć, że wyspa była nie tylko więzieniem, ale i paradoksalnym azylem przed nienawiścią „zdrowego” społeczeństwa. Choć sama historia opowiedziana w reportażu jest faktem, autorka operuje dużą dozą empatii i wrażliwości, co nadaje całości wyjątkowej głębi. Gołota z dużą precyzją odtwarza atmosferę strachu i nadziei, jaka towarzyszyła odkryciu leków na trąd. Opisuje dramatyczne momenty, gdy mieszkańcy wyspy musieli na nowo uczyć się wolności, choć ich ciała na zawsze pozostały naznaczone bliznami. To studium tego, jak trudno jest wrócić do świata, który przez lata uznawał cię za nieistniejącego.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na727 dni temu
Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium Robert Samborski
Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium
Robert Samborski
Na początku zaznaczę, że opisywana sceneria: diecezja legnicka czy świdnicka, leżące na przeciwległym końcu Polski, są mi kompletnie nieznane, podobnie jak opisywane osoby, nie mam więc możliwości konfrontacji doświadczeń Autora z doświadczeniami znajomych byłych kleryków czy wiernych, z którymi wspomniani kapłani też mają kontakt, ani tym bardziej z własnymi. Okładka pozwala się domyślić, czego możemy się spodziewać: sensacyjny, antyreligijny tytuł, "Wydawnictwo Krytyki Politycznej", "PATRONAT / MATRONAT"[SIC!]: Fundacja Wolność od Religii, Polska Laicka. Na wstępie otrzymujemy przedmowę autorstwa Adama Nowaka (kim on jest - nie podano),napisaną językiem rodem ze stalinowskich materiałów antyklerykalnych. Na szczęście potem jest już znacznie strawniej. Najlepiej się tę książkę czyta gdy autor po prostu relacjonuje swoje doświadczenia w seminarium duchownym wraz z jego specyficznymi zwyczajami, wadami wykładowców, dziwactwami i prozą życia w środowisku mocno koszarowym. Część uwag dotyczących braku przygotowania do pracy na parafii z wiernymi czy do towarzyszenia im w trudnych chwilach jest bardzo trafnych. Dobrze, że opisuje dalekie od ideału postawy, przytaczając konkretne sytuacje, konkretne zachowania przełożonych czy wykładowców (czasem również samych kleryków - vide smutny przykład ich śladowego zaangażowania w tak potrzebny pensjonariuszom wolontariat w Domu Pomocy Społecznej mimo początkowych szumnych deklaracji). Wydaje się, że wielu z opisywanych duchownych nie powinno nawet ukończyć seminarium, a co dopiero brać udział w przygotowaniu kleryków do kapłaństwa. Te relacje odbieram jako rzetelne i obiektywne - osoby decyzyjne powinny z takich doniesień wyciągnąć wnioski, a winnych na ciepłych posadkach powinny spotkać zasłużone konsekwencje. Reakcją na niektóre rewelacje może być tylko klasyczny facepalm: "Już w trakcie rekolekcji[przed święceniami diakonatu] stwierdziliśmy, że oto za niecały tydzień będziemy diakonami, a... nie mamy bladego pojęcia o tym, co diakon robi podczas mszy!" - no litości, nawet co bardziej ogarnięci ministranci takie rzeczy wiedzą. Część uwag negatywnych Autora uważam za zwyczajne czepianie się - jakby nie wiedział, dokąd trafił. Za dużo dla niego tomizmu - panie Robercie, to teologia katolicka, nie świeckie studia na kierunku "filozofia"! Że o innych religiach tylko krytycznie i apologetycznie - Autorze, to seminarium katolickie a nie studia religioznawcze! Ze typowo naukowe tematy potraktowane po macoszemu - przecież nie po to idzie się do seminarium! Samborski krytykuje nawet nazwę przedmiotu "Wprowadzenie do Pisma Świętego", "argumentując", że jakoś na akademii medycznej nie ma "Wprowadzenia do anatomii" a na chemii "Wprowadzenia do pierwiastków". A przecież wielu obszernych dziedzin nie da się przerobić na jednym kursie, stąd obecność nazw przedmiotów typu "Podstawy....", "Wprowadzenie do..." czy "Encyklopedia...." na wielu kierunkach studiów - to przedmioty, w ramach których studenci z założenia mają poznać tylko podstawy. Razi mnie to, że Autor jest bardzo mocno przekonany, że intelektualnie góruje nad innymi. Ba, on został ateistą, bo uważał na wykładach, a inni "ani nie potrafią, ani nie chce im się tego wszystkiego rozumieć". Nie wykluczam, że na jego roku mogły trafić się jednostki niezbyt lotne, ale odnieść można wrażenie, że wszyscy wierzący są głupi, tylko Robert Samborski jaśnie oświecony. No i dla niego liczy się tylko fizyka, biologia i chemia. Że całkiem wielu wiernych czy nawet duchownych dokonywało ważnych odkryć właśnie w tych dziedzinach jakoś Autor zapomina, przypisując chrześcijanom w ogólności, a katolikom szczególne intelektualne braki. Najgorzej dzieje się, gdy autor porzuca rolę osoby relacjonującej i zaczyna teoretyzować i filozofować. Bez tego książka byłaby znacznie lepsza. Pod koniec pojawia się więcej nacechowanych bardzo negatywnymi emocjami wynurzeń Autora, który ujawnia: jest homoseksualistą, homoseksualizm jest naturalny, a Kościół zbrodniczy bo go nie akceptuje. Choć historia wyrzucenia już diakona a prawie prezbitera Roberta z seminarium przedstawiona jest rzeczowo i bez niepotrzebnego emocjonowania się (w sumie mógł się spodziewać...),ostatni rozdział to znów wielkie negatywne emocje. W sumie to stanowisko dość częste u osób, które odeszły od dotychczas praktykowanej wiary czy to na rzecz innego wyznania, czy to ateizmu. Jestem świeżo po lekturze książki Tulii Topy, która odeszła od Świadków Jehowy i teraz tym bardziej doceniam podejście Autorki, która potrafiła pokazać negatywne strony swojej dawnej wspólnoty wyznaniowej i uzasadnić swoją decyzję bez popadania w niezdrowe emocje czy epatowania obraźliwymi epitetami. Podsumowując tę przydługawą opinię: książka jest bardzo ciekawa, ale ma słabsze fragmenty - te zbyt nacechowane emocjonalnie, no i patrzymy na Kościół oczami apostaty, co dla jednych będzie wadą, a dla innych zaletą.
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na62 miesiące temu
Nad życie. Czego uczą nas umierający Maria Mazurek
Nad życie. Czego uczą nas umierający
Maria Mazurek Wojciech Harpula
Szczerze mówiąc nie zauważyłem by ta książka odpowiadała na pytanie czego uczą nas umierający. Albo czego człowiek żałuje na łożu śmierci itp. - gdzieś tam jest jakieś otarcie o te zagadnienia, ale mało. Ale w sumie pewnie trudno byłoby też inaczej zatytułować taką książkę... Mam też trochę niedosyt - książka mogłaby być obszerniejsza, dłuższa, można by jeszcze wielu innych gości zaprosić. Ale to tyle z minusów, poza tym książka jest bardzo dobra! Przy niektórych historiach to jakby cały świat wokół przestał istnieć - tak się wciągnąłem! Fakt, że może niektóre pytania czy stwierdzenia autorów były nieco nie na miejscu (np. "Żałosne"),ale ja je odebrałem jako prowokację do rozmowy (słabo odbitą przez rozmówców, przyznaję),a nie faktyczną ocenę osób, o których mowa. Właściwie wszyscy rozmówcy zrobili na mnie duże wrażenie, nawet duchowni, choć ten drugi nieco mniej pozytywne niż pierwszy. W przypadku tego drugiego to znów pomyślałem sobie że taka trochę naiwna ta jego wiara... ktoś widział postacie przed samą śmiercią i o, tyle wystarczy, to już potwierdzenie życia wiecznego ;) Albo on przeżył śmierć kliniczną i już jest pewien. A przecież to mogą być halucynacje umierającego mózgu (ku czemu się naukowcy chyba na chwilę obecną skłaniają),dlatego takie doświadczenia z pogranicza smierci absolutnie mnie nie przekonują (jedynie te mające miejsce w momencie kiedy mózg jest faktycznie nieaktywny). W każdym razie podsumowując: książka mogłaby być jeszcze lepsza, ale i tak już bardzo mi się podobała! "Nie spotkałam nikogo, kto na ostatniej prostej życia czerpałby pociechę z tego, że ma miliony na koncie i tytuł prezesa na wizytówce." (pdf.str. 27) "- Samobójstwo jest chyba szczególnie trudną sytuacją dla rodziny, bo pojawia się poczucie winy? - Czasem bardzo silne: rodzina obwinia się, że mogła coś więcej zrobić, zauważyć. Jednak może być tak, że to nie poczucie winy jest dla rodziny najtrudniejsze, bo w nim jest przynajmniej wrażenie kontroli. - To co bywa najtrudniejsze? - Bezradność. Myśl, że i tak nic nie mogli zrobić. Czasem w tej bezsilności pojawia się również dużo złości: na tę osobę, że mogła inaczej, ale też złość na system – że nikt nie pomógł, nie zauważył, że leczenie było źle dobrane. Śmierć samobójcza czy nawet jej próba, macie rację, jest dla rodziny zawsze szczególnie trudna. Mechanizmy obronne, ze względu na ilość i siłę emocji, mogą być w tym wypadku jeszcze silniejsze." (pdf.str. 247) - już kiedyś, przy okazji innej książki wspominałem, że to jest dla mnie niezrozumiałe. Może dlatego, że ja wiem, że samobójstwo jest najczęściej oznaką choroby (depresji),więc nie, nie mogli nic zrobić. Jestem więc przekonany, że ja z samobójstwem kogoś bliskiego pogodziłbym się o wiele łatwiej niż z jakimkolwiek innym rodzajem śmierci, bo bym to sobie tak tłumaczył, że ta osoba przynajmniej chciała umrzeć (może dlatego "chciała" że nie była zdrowa, ale jednak przynajmniej w swoich odczuciach chciała),a to chyba lepiej umrzeć kiedy się tego chce niż np. zostać zamordowanym kiedy się tego nie chce, co nie? A tu mi trochę wygląda jakby ci bliscy myśleli bardziej o sobie ("Może mogłem coś zrobić?!") niż o tym zmarłym (umarł bo "chciał" vs. umarł chociaż nie chciał). "- Czego boi się ktoś, komu umiera bliski? Tego, że sobie nie poradzi bez niego? Straty? - Myślę, że przede wszystkim straty. Nasz świat ma pewną liczbę ważnych składowych i bliska osoba jest jednym z nich. Mówi się, że przeżywamy żałobę po bliskim, ale naprawdę to jest żałoba również po sobie – wraz z odejściem bliskiej osoby tracimy świat, który znaliśmy, lubiliśmy, w którym czuliśmy się bezpiecznie. To nasza strata. I nie chodzi o to, że sobie bez tej osoby nie poradzimy. Większość ludzi wie, że jakoś sobie poradzi. Ale jednocześnie wcale nie chce radzić sobie bez niej. To naturalne, bo odchodzi ktoś, kogo kochamy." (pdf.str. 251-252) (przeczytana/przesłuchana: 16.02.2026) 5/5 [8/10]
lex - awatar lex
ocenił na81 miesiąc temu
Książka o przyjaźni Maciej Marcisz
Książka o przyjaźni
Maciej Marcisz
Maciej Marcisz nadał swojej drugiej powieści bezpretensjonalny tytuł „Książka o przyjaźni”, ale ja mam wątpliwość, czy to rzeczywiście rzecz o przyjaźni prawdziwej, czy raczej o jakimś o niej wyobrażeniu. O ludziach, którzy lubują się samą myślą o tym, że są w relacji przyjacielskiej, ale tak naprawdę służy im ona tylko do kreowania takiego obrazu samych siebie, jaki chcieliby uzyskać, by wydawać się wyjątkowymi. Drugi człowiek, którego tak chętnie nazywają przyjacielem potrzebny jest, by przeglądać się w jego oczach i mieć poczucie, że stają się wymarzoną wersją siebie. Ta książka podobała mi się właśnie dlatego, że autor ujął temat przyjaźni w sposób nieoczywisty, a nawet niejako ją zdeprecjonował. Oto trójka bohaterów odnajduje siebie w trudnym dla nich momencie- kiedy zaczynają naukę w szkole średniej. Michała i Dorotę łączy swoisty snobizm czytelniczy, a Kasia dołącza do ich relacji niejako na przyczepkę. Wspólnie przeżywają pierwsze doświadczenia życiowe, szukają swojej tożsamości, spędzają ze sobą sporo czasu. Miałam jednak wrażenie, że ich związek podszyty jest rywalizacją o to, które jest bardziej interesujące, a jednocześnie dużo w im udawania i nieujawniania prawdy o sobie. Sam fakt, że moment rozpoczęcia dorosłego życia osłabia tę przyjaźń, a nawet pojawia się w nim chęć odizolowania się od dawnych znajomych stawia szczerość tej relacji pod znakiem zapytania. Marcisz stawia tu pytanie, które ja postawiłam sobie już dawno. Czy przyjaźń z lat szkolnych ma okres przydatności do spożycia, czy może się przeterminować? I czy da się reanimować marniejące uczucia? Kiedy drogi życiowe bohaterów zaczynają się rozjeżdżać, kiedy w ich życiu pojawiają się nowi ludzie, a marzenia z lat młodości więdną, bo nie udało się ich spełnić- może wtedy należy wkroczyć na inną ścieżkę i pozwolić wygasnąć relacjom z przeszłości? Przełomowym momentem w historii przyjaźni trojga bohaterów staje się krępująca sytuacja ujawnienia na grupowym czacie tajemnicy dotyczącej jednej z osób obecnych na spotkaniu po latach. Los ich i tak już nadwątlonej przyjaźni wisi na włosku, ale paradoksalnie będzie to punkt zwrotny w życiu całej trójki. Każde z nich będzie musiało wreszcie spojrzeć na siebie z dystansem i pogodzić się z myślą, że prawdziwe życie niewiele ma wspólnego z fantazjami i wyobrażeniami snutymi w wieku lat kilkunastu. To początek ich dorosłości, a co z przyjaźnią? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba przeczytać „Książkę o przyjaźni” do samego końca.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na74 dni temu

Cytaty z książki NOrWAY. Półdzienniki z emigracji

Więcej
Piotr Mikołajczak NOrWAY. Półdzienniki z emigracji Zobacz więcej
Piotr Mikołajczak NOrWAY. Półdzienniki z emigracji Zobacz więcej
Więcej