rozwińzwiń

Ćma

Okładka książki Ćma autora Katja Kettu, 9788380316638
Okładka książki Ćma
Katja Kettu Wydawnictwo: Świat Książki literatura piękna
400 str. 6 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Yöperhonem
Data wydania:
2017-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-01
Liczba stron:
400
Czas czytania
6 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380316638
Tłumacz:
Bożena Kojro
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ćma w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ćma

Średnia ocen
6,4 / 10
57 ocen
Twoja ocena
0 / 10
avatar
681
404

Na półkach:

No, po zupełnie nieudanej Akuszerce, autorka się trochę zrehabilitowała. To już się dało czytać.
Jest rok 1937. Piętnastoletnia Finka Irga Malinen romansuje z radzieckim agitatorem, a kiedy po jego wyjeździe okazuje się, że jest w ciąży, postanawia ruszyć za nim przez zieloną granicę do Związku Radzieckiego. Zamiast w ramiona ukochanego, trafia jednak do gułagu w Workucie. Tam zaprzyjaźnia się z inną więźniarką. Po uwolnieniu jedna z kobiet dociera do wsi w Republice Maryjskiej, gdzie dzieją się dziwne rzeczy, których przyczyny tkwią w obozowej przeszłości.

No, po zupełnie nieudanej Akuszerce, autorka się trochę zrehabilitowała. To już się dało czytać.
Jest rok 1937. Piętnastoletnia Finka Irga Malinen romansuje z radzieckim agitatorem, a kiedy po jego wyjeździe okazuje się, że jest w ciąży, postanawia ruszyć za nim przez zieloną granicę do Związku Radzieckiego. Zamiast w ramiona ukochanego, trafia jednak do gułagu w Workucie....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1307
931

Na półkach: , ,

"Ćma" Kettu to jedna z najbardziej specyficznych powieści, jakie miałam okazję czytać ostatnimi czasy. Pozostawiła we mnie sporo sprzecznych emocji - na tyle sprzecznych, że nie umiem nawet jasno stwierdzić, czy lektura mi się podobała czy nie. Na pewno czytało mi się ją dość szybko i były tu bardzo wciągające momenty. Ale były też dłużyzny i fragmenty, które mogę określić jedynie słowem "dziwne" ;).
Akcja "Ćmy" toczy się dwutorowo. Najpierw cofamy się do lat trzydziestych, gdy nastoletnia i ciężarna Irga ucieka z rodzinnej Finlandii za wschodnią granicę, do ukochanego Rosjanina. Zamiast romantycznej miłości czeka ją jednak proces i długoletni wyrok w łagrze, gdzie rozpoczyna walkę o przetrwanie. Równocześnie poznajemy historię Verny, wnuczki Irgi, która w czasach już nam współczesnych wyrusza do Rosji, do republiki Mari El, by poznać przyczyny śmierci ojca, a przy okazji dowiedzieć się czegoś o swojej babci. Powiązania między bohaterami szybko stają się jasne, Kettu nie buduje tutaj szczególnego napięcia i tajemnic, choć parę ciekawych zwrotów akcji się trafiło. Do tego trochę ludowych motywów i wierzeń, opisy życia w łagrze (autorka podeszła do nich dość łagodnie - wiemy, że bohaterom przytrafiają się straszne rzeczy, ale zazwyczaj musimy się tego domyślać, co dokładnie się wydarzyło) oraz wyjątkowo dziwne i specyficzne opisy zbliżeń erotycznych. Co kto lubi ;).
Pomysł na "Ćmę" był ciekawy, fabuła nie zawsze mnie do siebie przekonywała, ale generalnie czytało się całkiem dobrze. Językowo i stylistycznie wydawało mi się na początku dziwnie, ale szybko się przyzwyczaiłam. Nie żałuję lektury, choć drugi raz już po nią nie sięgnę - i nie umiem powiedzieć, czy Wam polecam czy też nie... Znów: co kto lubi ;).

"Ćma" Kettu to jedna z najbardziej specyficznych powieści, jakie miałam okazję czytać ostatnimi czasy. Pozostawiła we mnie sporo sprzecznych emocji - na tyle sprzecznych, że nie umiem nawet jasno stwierdzić, czy lektura mi się podobała czy nie. Na pewno czytało mi się ją dość szybko i były tu bardzo wciągające momenty. Ale były też dłużyzny i fragmenty, które mogę określić...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
113
79

Na półkach:

W stronę światła

Dla takich książek, dla takich powieści, jak „Ćma” Katji Kettu jestem semi-nałogowym czytelnikiem. Dla takich dzieł przemierzam szlaki czytelniczego świata, aby od wielkiego dzwonu wśród wielu powieści złych, bardzo wielu powieści przeciętnych, ale też i tych dobrych, czy nawet bardzo dobrych wyławiać perły takiego rodzaju. Bardzo rzadko zdarza mi się wejść w relacje z książką tak mocno i tak emocjonalnie, jak to miało miejsce w przypadku właśnie „Ćmy”. Prawie sześć lat po przeczytaniu „Akuszerki” tej samej autorki, którą kupiłem w pakiecie z „Ćmą” postanowiłem nadrobić tę część domowej biblioteki.

W pierwszej kolejności powieść urzeka nas historią, swoją osią fabularną, która rozpoczyna się w 1937 roku, a kończy w 2015. Młoda, piętnastoletnia Finka zakochuje się, a w konsekwencji zachodzi w ciąże z Rosjaninem, a będąc ściganą „przez swoich” za mezaliansu konsekwencję ucieka za nim do Rosji na nartach. Jednak zamiast do ukochanego trafia do łagru w Workucie i wydarzenia z tego miejsca rozpięte na przestrzeni kilkunastu lat, mieszane z współczesnością, stanowią oś fabularną powieści. We współczesnym wymiarze, młoda kobieta poszukuje prawdy o swoim zaginionym ojcu rozmawiając ze starszą kobietą, która nie chce wracać i pamiętać wydarzeń z przeszłości.

Powieść jest zbudowana charakterystycznie dla Autorki, ma swój własny, dość poetycji styl opowiadania, w książce jest bardzo dużo niedopowiedzeń, wiele spraw jest teoretycznie nieoczywistych, myślę, że to jest uczta dla inteligencji czytelnika, któremu mniej słów pokazuje więcej niż można zakładać. Nie wiem czy to upływ lat od lektury ostatniej powieści tej Autorki, ale „Ćma” jest zauważalnie lepiej napisane od nieco ostrzejszej językowo „Akuszerki”. Opisy, choćby erotyki, są bogatsze, bardziej wygładzone i szczerze mówiąc naprawdę dobre literacko.

I choć rzeczywistość łagru jest tutaj tłem do wydarzeń w powieści, zdecydowanie nie jest to literatura obozowa, i jako taka nie powinna być traktowana. Książka nie ma na celu przedstawić trudów i znojów osadzonych w obozie, okrucieństw czy nieludzkich warunków i zasad. Owszem, jest to wszystko dość dokładnie opisane, ale jest to jest zaledwie narracyjne tło do wydarzeń, scena dla rozważań bohaterów. Kwestia obozowa nie jest celem czy sensem powieści. Miejscami można odnieść wrażenie, że jest to Król Szczórów w wersji fińskiej.

Autorka bardziej skupia się tutaj na kwestiach kulturowych, w wymiarze takiego niemalże duchowego mistycyzmu, który w wielu momentach okala umysły bohaterów, przez co dodaje powieści niesamowitej magii, jakby workucki łagier był snem, jakaś inną niechcianą i odpychającą, ale nadal tylko wyśnioną częścią rzeczywistości. W ksiażce jest bardzo wiele nawiązań do kultury Maryjczyków, ich języka, który też często jest używany przez bohaterów dla opisania wierzeń czy zjawisk. Czytelnik bierze udział w obrzędach ich kapłana, główna bohaterka często też odwołuje się do mitologii tych wierzeń.

Jeśli już rozmawiamy o bahaterach, ich kreacje są wyraziste, mocne, ale też nie przerysowane. Inga czy jej zaprzyjaźniona „siostra” wspólnie radzą sobie w workuckim łagrze, by kilkadziesiąt lat później jedna z nich musiała wrócić do bolesnej rzeczywistości. Narracyjnie to wszystko poprowadzone jest tak, że rozwiązania zagadek czy spowiedź za czyny sprzed lat uderzają nas jak młot tym bardziej, im spokojniej są wypowiadane. Emocje powieści, poszczególnych bohaterów na przestrzeni lat, czy bliżej lat 30 czy 50, aż po współczesność, dają obraz niesamowitej podróży odbytej przez główną bohaterkę, nie pozostając obojętnym wobec innych uczestników tej historii. Aż po ciężar korony na Kremlu!

Ćma Katji Kettu to nie jest łatwa powieść, pełna jest nieszczęść czy dość szczególnie podawanego dramatu, ale napisana jest tak, że oderwać się od niej nie można i mimo, że miejscami nie jest przyjemnie to czytamy dalej, jak ta Ćma, co zawsze leci.

W stronę światła.

08/01/2026 r.

W stronę światła

Dla takich książek, dla takich powieści, jak „Ćma” Katji Kettu jestem semi-nałogowym czytelnikiem. Dla takich dzieł przemierzam szlaki czytelniczego świata, aby od wielkiego dzwonu wśród wielu powieści złych, bardzo wielu powieści przeciętnych, ale też i tych dobrych, czy nawet bardzo dobrych wyławiać perły takiego rodzaju. Bardzo rzadko zdarza mi się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

117 użytkowników ma tytuł Ćma na półkach głównych
  • 66
  • 48
  • 3
35 użytkowników ma tytuł Ćma na półkach dodatkowych
  • 22
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Katja Kettu
Katja Kettu
Katja Kettu jest współczesną fińską pisarką i producentką. Za swoją debiutancką powieść, pt. „Surujenkerääjä” z 2005 roku była nominowana do nagrody literackiej Helsingin-Sanomat. Przełom w jej karierze nastąpił wraz z publikacją powieści „Akuszerka”. Opowiada ona historię miłości położnej z Finlandii do Niemieckiego oficera podczas II wojny światowej. Kettu w naturalistyczny sposób opisuje w niej ile ludzie są w stanie wycierpieć dla miłości. Inspiracją dla książki były perypetie dziadków autorki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nie wiedzą, co czynią Jussi Valtonen
Nie wiedzą, co czynią
Jussi Valtonen
Początek nie reprezentuje niczego szczególnego. Przyznam, że bardziej rozczarowuje niż wciąga. Sugeruje, iż książka jest typową obyczajową historią o relacjach małżeńskich w nowoczesnym świecie par kulturowo mieszanych. Jakie mogą istnieć problemy, gdy jedno z małżonków jest Amerykaninem, a drugie przedstawicielem europejskich ludów nordyckich? Dla mnie to jak zderzenie z górą lodową. Rozumiem katusze Joego, dla którego fińskie hermetyczne społeczeństwo jest przeciwieństwem amerykańskiego stylu, opartego na otwarciu na innych, pracy zespołowej w imię osiągania lepszych wyników, gdzie ludzie wymieniają pozdrowienia na ulicy nawet jeśli się nie znają, a przede wszystkim często się odwiedzają w domach. Do tego kwestia spełnienia zawodowego, odnoszenia sukcesów, które dla bohatera tak wiele znaczą, a w Finlandii nie są miarą człowieka. Frustracja mężczyzny, typ obieżyświata, który poczuje się dobrze wszędzie wystarczy, że coś się dzieje, jest nieco spóźniona. I mimo odpowiedzialności, jaka na nim ciąży to myśl, że tak może być już zawsze, że utknął w niespełniającej jego wymogi rzeczywistości jest tak klaustrofobiczna, że musi od tego uciec. (...) Valtonen skupia się na bolączkach dzisiejszego świata, na tym co odbiera nam indywidualność, radość, spokój. Poczynając od technologii panoszącej się już w każdym aspekcie naszego życia, coraz większej presji na odnoszenie sukcesów, manipulacji medialnej, spychaniu etyki na margines, by osiągnąć wyższe cele, a kończąc na rosnącej agresji, nietolerancji i pozostawianiu młodych samym sobie, rozpadzie rodziny. Świat się zmienił. Chyba najbardziej ewoluował przez ostatnie trzydzieści lat, ale niestety, obrał kierunek na rozłam między bliskością, lojalnością i wspieraniem się, przy współudziale wykoślawianych wartości przodków. Te i inne problemy, które trawią społeczeństwa są tu szeroko ukazane, momentami prezentuje się nawet ich drobiazgową analizę przez co książka zyskuje na objętości, ale też sugestywnie przemawia do czytelnika. (...) Całość: https://nakanapie.pl/recenzje/zyjemy-samotnie-posrod-zludzen-nie-wiedza-co-czynia
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na74 lata temu
O matko! Alejandro Palomas
O matko!
Alejandro Palomas
Niejedna polska rodzina mogłaby zobaczyć swoje odbicie w obrazie opisanym w powieści hiszpańskiego pisarza, tłumacza i dziennikarza Alejandro Palomasa. Na portret składają się tutaj portrety kolejnych członków rodziny, a każdy z nich ma dwa oblicza- to, co przeznaczone jest dla świata i to, co kryje się głęboko wewnątrz każdej postaci. Bohaterowie skrywają swoje problemy nawet przed samymi sobą. Całość ma charakter sztuki teatralnej, choć jest zbudowana jak zwyczajna powieść. Uczestniczymy bowiem w przyjęciu noworocznym, na którym spotyka się cała rodzina Amalii. Oprócz niej są jeszcze jej dwie córki i syn oraz wuj i partnerka jednej z córek. Są rozmowy, żarty, sprzeczki, ale wyczuwamy, że każdy bohater ma w tym dniu do zakomunikowania coś ważnego. Co ciekawe wszyscy naznaczeni są jakąś stratą- śmiercią ukochanej, rozstaniem z chłopakiem, rozwodem, utratą dziecka- i żaden z bohaterów nie mówi o swoim problemie. Są to tematy tabu, a ich unikanie powoduje, że relacje między nimi spowija jakaś aura sztuczności, udawania kogoś, kimś się nie jest. Istotne jest jednak jedno puste krzesło pozostawione przy stole. Dla kogo? Myślałam o tym przez prawie całą lekturę, aż poznałam odpowiedź na samym końcu. „O matko!” to bardzo intymna książka. Autor wnika w relacje rodzinne bardzo głęboko i pokazuje, na czym polega siła rodziny. Poszczególni członkowie klanu Amalii są irytujący, ma się wrażenie, że wcale nie mają ochoty spędzać ze sobą czasu, a jednocześnie czuje się, że to ludzie potrzebujący siebie nawzajem, spragnieni matczynego ciepła, wsparcia rodzeństwa i akceptacji swoich życiowych wyborów. Najbardziej wzruszyła mnie historia młodszej siostry Fernanda Emmy, która odwiedza matkę z życiową partnerką Olgą. Wspomnienie jej poprzedniego, tragicznie zakończonego związku jest bardzo poruszające i rzuca światło na przyczyny dziwnego zachowania dziewczyny. Równie pokiereszowana przez życie jest z pozoru silna i opanowana Silvia. Powody, dla których zachowuje się jak zaprogramowany robot są równie smutne jak w wypadku jej siostry. Z kolei ich matka Amalia wydaje się być nieco szurniętą starszą panią, oderwaną od świata i życia, naiwną do bólu, a momentami nawet nieco głupiutką. W istocie okaże się być prawdziwą matką, która wie, jak dać wsparcie swoim zagubionym w rzeczywistości dzieciom, a w dodatku bezdyskusyjnie akceptującą ich styl życia i preferencje seksualne. Wychodzi z niej prawdziwie kobieca mądrość i ogromna empatia. Alejandro Palomas zaserwował nam tutaj sporo humoru, którego nie sposób nie docenić. Tyrady Amalii, która myli podobnie brzmiące słowa (genetyczny czy genitalny- co za różnica?!),jej rozmowy z Silvią brzmiące jakby każda mówiła w innym języku, czy przechwałki wujka- playboya są naprawdę zabawne. Trochę przypominała mi ta powieść filmy w rodzaju „Cicha noc” czy „Chrzciny”, w których zastosowany został podobny schemat: rodzina spotykająca się z okazji jakiegoś święta i powoli ujawniające się tajemnice o kolejnych jej członkach. Myślę, że o każdej rodzinie dało by się coś podobnego napisać. A Alejandro Palomas zrobił to z dużym wyczuciem i wdziękiem. Dlatego polecam tę książkę wielbicielom powieści z wnikliwą psychologią postaci.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na72 lata temu
Czarci pomiot Margaret Atwood
Czarci pomiot
Margaret Atwood
O tym, że teatr to życie. Główny bohater Felix jest reżyserem teatralnym, specjalizującym się w kontrowersyjnych interpretacjach sztuk szekspirowskich. Właśnie przygotowuje się do wystawienia "Burzy", które ma być jego opus magnum i pomóc mu z uporać się z wielką osobistą tragedią, gdy dowiaduje się, że wskutek intryg swego współpracownika zostaje zwolniony z pracy. Wówczas zaszywa się w małej chatce na odludziu, coraz bardziej izolując się od świata i nurzając w fantazjach o zemście, aż w końcu natrafia na ogłoszenie o naborze chętnego do prowadzenia zajęć teatralnych w miejscowym więzieniu, zgłasza się i zostaje przyjęty do tej pracy. Jego podopiecznymi są przestępcy nieco "lżejszego kalibru" - oszuści, złodziejaszkowie i dilerzy narkotykowi, a podczas zajęć wystawiany jest jedynie Szekspir. Felix stosuje ciekawe metody nauczania, np. więźniowie, żeby dobrze wczuć się w rolę mogą w trakcie przygotowań używać jedynie tych przekleństw, które pojawiają się w sztuce, co nieraz daje bardzo komediowy efekt. W sumie trochę szkoda, że książka tak szybko przeskakuje nad budowaniem autorytetu Feliksa, z wszelkimi potencjalnymi trudnościami rozprawiając się w ciągu jednego niedługiego akapitu, przy tym więźniowie okazują się zaskakująco bezproblemowi i przypominają bardziej zbuntowanych licealistów rodem z "Młodych gniewnych" niż potencjalnie groźnych przestępców (w ogóle więźniowie są największym mankamentem tej książki - są trochę za słabo zróżnicowani, pozbawieni indywidualnych, charakterystycznych rysów, a przez to stanowią raczej coś w rodzaju bohatera zbiorowego niż pełnoprawne samodzielne postaci); a potem cały program okazuje się niebywałym sukcesem (właściwie można sądzić, że niemal całe życie więzienne kręci się wokół tej zabawy w teatr). Przełomowym ma się okazać wystawienie "Burzy", które przed laty nie doszło do skutku, a które otworzy też przed Feliksem możliwość do dokonania wytęsknionej i niesamowicie pomysłowej zemsty, która jednak nigdy nie jest na pierwszym planie, rozgrywa się raczej w tle opowieści, niejako przy okazji. Dużo miejsca zajmują za to przygotowania do przedstawienia, omówienie treści sztuki, poszczególnych postaci i roli, jaką pełnią oraz ich motywów działania, wiele możliwych interpretacji (niesamowite, ile rzeczy można wyciągnąć z jednego tekstu i na ile sposobów go odbierać). Książka może być też odczytywana jako głos w sprawie różnych metod resocjalizacji i tego czy więzienie powinno być wyłącznie miejscem kary, możliwie jak najsurowszej, w którym wszelkie rozrywki i edukacja to tylko zbędny przywilej i luksus, bo przestępcy i tak są już jako ludzie spisani na straty. Nieco uwagi poświęcono też przeżywaniu żałoby i temu, czy oraz kiedy następuje ten moment, w którym należy przestać żyć przeszłością i pójść naprzód.
niedź - awatar niedź
ocenił na87 miesięcy temu
Czy miałaś kiedyś rodzinę? Bill Clegg
Czy miałaś kiedyś rodzinę?
Bill Clegg
Rodzina to źródło szczęścia czy nieustannych nieporozumień i bólu? Bill Clegg przygląda się rodzinie właśnie, powołując do życia różnorodne przykłady. Historie opowiadane przez kolejnych narratorów dotyczą przyczyn i skutków pewnego pożaru, który wybuchł w domu June. W pożarze zginęło czworo ludzi, a ci, którzy przeżyli, sprawiają wrażenie zamrożonych. Cierpią w ciszy, rozważają przeszłość, szukają przyczyn dawnych konfliktów. Minione sprzeczki, złe słowa bolą, niewłaściwe wybory nie dadzą się już naprawić: "Nigdy nie zwracamy uwagi na to , co trzeba [...] póki nie jest za późno". O swoim życiu opowiadają nie tylko członkowie rodzin nieżyjących, ale tez inni - sąsiedzi, znajomi i przypadkowi ludzie, którzy zetknęli się z matką nieżyjącej panny młodej. Plotkarze w miasteczku wiedzą swoje, ale prawda powoli wyłania się z okruchów wspomnień. O tym też jest ta powieść, że często się mylimy myśląc o ludziach różne rzeczy. To książka o sile i bezpieczeństwie miłości, o dobrych i złych wyborach między rozmaitymi potrzebami, o chaosie i przypadkowości wydarzeń, o brutalności świata, o trudach dorastania w skomplikowanym świecie, o nieumiejętności rozpoznawania własnych uczuć we właściwym czasie, o skomplikowanych relacjach między rodzicami i dziećmi, między kochankami czy w małżeństwie. Do głosu dochodzą też uprzedzenia rasowe, naiwność i podejrzliwość, nieufność i strach przed plotkami, ale też prawość i uczciwość, życzliwość, odwaga, współczucie. Bohaterowie zastanawiają się nad pytaniami, dlaczego niektóre decyzje tak trudno podjąć, choć z perspektywy czasu wydają się być oczywiste, dlaczego dopiero trauma pozwala na dostrzeżenie najważniejszych rzeczy w życiu?
Anna - awatar Anna
oceniła na710 miesięcy temu
Akuszerka Katja Kettu
Akuszerka
Katja Kettu
Po przemyśleniu uznałem, że muszę wystawić tej książce pozytywną oceną, mimo iż potrafi być odpychająca i odechciewa się jej czytać. Autorka kreśli naturalistyczny (aż do bólu) obraz stosunków między ludźmi w strasznym miejscu i czasie - końcówki II Wojny Światowej, gdy Niemcy z sojusznika stają się wrogiem Finlandii. Narracja jest prowadzona z różnych perspektyw - bohaterów i punktów w czasie. Przez to lektura, zwłaszcza na początku, jest trochę trudna, a wątki mogą wydawać się z sobą niepowiązane, ale w miarę rozwijania się historii sporo się rozjaśnia. Bohaterów tej książki nie da się lubić, ale można zrozumieć. Główna bohaterka jest bardzo prostą osobą, która dla swojego szczęścia gotowa jest poświęcić albo skrzywdzić słabszych. Do szczęścia potrzebuje miłości ze strony żołnierza SS wiernego swojej formacji. Miłość ta to głównie żądza i chuć, o czym autorka nie ustaje czytelnikowi przypominać. Stąd więc - tak się domyślam - mnóstwo wulgarności i obscenicznych skojarzeń (głównie w myślach głównej bohaterki),przez które czasem miałem ochotę odłożyć książkę z zażenowania. Myślę jednak, że język taki pasuje do scenerii i czasu akcji - skoro autorka opisuje jeden z najgorszych dla mieszkańców Laponii okres historii i przedstawia sceny okrutne i odrażające, to język bohaterów wpisuje się w tę formę. Dlatego zdecydowanie odradzam osobom lubiącym estetyczną polszczyznę.
FvT25 - awatar FvT25
ocenił na73 miesiące temu
Ludzie na drzewach Hanya Yanagihara
Ludzie na drzewach
Hanya Yanagihara
Nie jestem pewien czy książkę można nazwać fikcją gdyż w dużej mierze opisuje historię noblisty Daniela Gajduska, a różnice dotyczą detali (tematyka badawcza czy fakt czy naukowca skazali czy nie). Jeśli chodzi natomiast o destrukcję fikcyjnej wyspy to opis przypomina to co stało się na Nauru. Jeśli chodzi o głównego bohatera to jest to postać jednoznacznie negatywna. Gotowy zrobić wszystko żeby zrealizować swoje zamierzenia (w pewnym momencie rozmowa o tym czy przywiązani do drzewa ludzie uwolnią się czy umrą z głodu wywołuje mniej emocji niż dla kogoś wrażliwego to że wyjechał z domu i nie podlał kwiatków i mogą uschnąć) . Wywodzi się z kultury zachodniej, więc wiązanie aktywności pedofilskiej z kulturą wysp Pacyfiku to wybieg bo schlebiało to jego wcześniejszym skłonnościom. Dodatkowo cała ta dobroć, ratowanie sierot, łożenie na ich utrzymanie (bo dzieci tych nie wychowywał) pryska jak bańka w momencie gdy główny bohater tłucze adoptowanego syna i wygłasza w obecności jego i innych dzieci monolog który można streścić w zdaniu: "byłbyś g#$ gdyby nie ja a śmiesz robić mi problemy". A przypomnijmy że dzieciak choć zachowywał się uciążliwie to nie jest to coś nadzwyczajnego w przypadku nastolatków. Literacko książka jest nierówna są bardzo ciekawe fragmenty. Autor potrafi przyciągnąć uwagę i skupienie Czytelnika po czym... następuje zupełnie nie wnoszący nic do akcji rozwlekły opis przyrody, relacji wśród naukowców czy z bratem.
Msz - awatar Msz
ocenił na61 miesiąc temu
Pragnienie Richard Flanagan
Pragnienie
Richard Flanagan
Czego pragną bohaterowie powieści Richarda Flanagana „Pragnienie”? To pytanie zdominowało moje spotkanie z tą książką. A nie było to spotkanie łatwe, bo autor stworzył powieść składającą się z luźno dopasowanych fragmentów, z których czytelnik musi ułożyć właściwą historię. Akcja osadzona jest w kolonii karnej w Ziemi van Diemena, czyli w Tasmanii, gdzie trwa kolonizacja i Anglicy zaprowadzają własne porządki. Bohaterami jest małżeństwo Franklinów. Lady Franklin postanawia przygarnąć małą Aborygenkę Mathinnę i udowodnić, że odpowiednie wychowanie i kontakt ze światem białego człowieka wyruguje z małej dzikuski barbarzyńskie instynkty i uczyni z niej „białą” kobietę. Krótko mówiąc ma to być dowód na wyższość cywilizacji nad naturą. Jednakże po jakimś czasie małżonkowie muszą opuścić wyspę i pozostawiają obiekt swojego eksperymentu na niepewny los. Drugi wątek dotyczy znanego pisarza Charlesa Dickensa, który na prośbę Lady Franklin tworzy i wystawia z wielkim sukcesem sztukę, której celem jest ochrona dobrego imienia Johna Franklina. Ten bowiem udał się na wyprawę badawczą na Arktykę i zaginął, a wyprawa poszukiwawcza odkryła, że podobno dopuścił się kanibalizmu. Zachował się więc jak dzikus, burząc mit o wyjątkowości cywilizowanego człowieka. Richard Flanagan stawia w tej powieści pytanie, czy rozum pomaga przejść przez życie i poradzić sobie z namiętnościami. Wszyscy bohaterowie muszą się tu zmagać ze swoimi pragnieniami, a ich zaspokojenie kłóci się z racjami rozumu. Lady Franklin marzy o dziecku, bo nie dane jej było zaspokojenie instynktu macierzyńskiego; Dickens przeżywa zakazane uczucie do dużo młodszej kobiety, jego żona marzy o miłości męża, a sir John Franklin odkrywa w sobie słabość do adoptowanego dziecka. Zaspokojenie tych pragnień jest niebezpieczne, bo może zrujnować dotychczasowy świat bohaterów. Należałoby je więc stłumić i żyć w poczuciu frustracji i niespełnienia. Według mnie jest to też książka o pysze cywilizowanego człowieka. Wydaje mu się, że z racji koloru skóry jest lepszy i że zmuszając rdzennych mieszkańców Tasmanii do przyjęcia europejskich wzorców czyni mu przysługę i robi wielką łaskę. Tymczasem okazuje się, że to nie kolor skóry czyni z nas ludzi cywilizowanych, a barbarzyńskie zachowania ujawniają się w każdym w zależności od okoliczności. A tym, co pozwala zapanować nad dzikością kryjącą się w każdym człowieku jest miłość do drugiego człowieka. „Pragnienie” jest mądrą książką, ale jej lektura nie była dla mnie łatwa. Zanim złapałam odpowiedni rytm tej opowieści minęło prawie 100 stron, za to dalej poszło już jak z płatka. Może jeszcze kiedyś sięgnę po inne powieści Richarda Flanagana. Na razie mi wystarczy.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na73 lata temu
Świat w płomieniach Siri Hustvedt
Świat w płomieniach
Siri Hustvedt
Harriet Burden, po mężu Lord, jest artystką, która na własnej skórze odczuła, jak trudno być artystką w męskim świecie sztuki, na dodatek będąc żoną znanego i cenionego marszanda. Kiedy ktoś pyta znajomych jej męża, czy kojarzą Harriet, to niewielu mówi o jej sztuce, za to wielu o tym, jakie niesamowite przyjęcia wydawała… Bez komentarza. Kiedy mąż umiera, Harriet przechodzi przez okres głębokiej depresji, a później postanawia zrobić coś bardzo nieortodoksyjnego, swoisty eksperyment. Znajduje trzech mężczyzn artystów i „przywdziewa ich maski”, żeby pokazać trzy swoje prace - wielkie, dziwne instalacje. Każdy z nich godzi się na wypożyczenie swojej twarzy i nazwiska. I przy dwóch pierwszych mistyfikacjach wszystko idzie dobrze, gorzej przy trzeciej, bo artysta o pseudonimie Rune okazuje się przebiegłym facetem, który przywłaszczy sobie prace Harriet, a o niej powie, że przecież ona może mówić, co chce, oskarżać go bezpodstawnie, bo ma problemy psychiczne po śmierci męża (kobieta wariatka, kobieta histeryczka, kobieta ze zbyt silnymi emocjami – jak ja „uwielbiam” ten stereotyp). A „Poniżej” to jego dzieło, to jego kreacja, to jego pomysł. A potem na dodatek Rune umiera w dość niespodziewanych i może nieco podejrzanych okolicznościach. Możecie sobie wyobrazić, co się dzieje, kiedy Harriet próbuje głośno powiedzieć, że to ona jest autorką tych prac. Niektórzy wierzą, ale wielu nie. Przecież kobieta nie mogła stworzyć czegoś takiego. Przecież jeśli mężczyzna podpisał to swoim nazwiskiem, to kończy to dyskusję – on jest autorem. Ona może go inspirowała, może raz czy dwa pojawiła się w pracowni… Może… Powieść określana jest jako błyskotliwa i prowokacyjna. Zgadzam się. Została nominowana do Bookera w 2014, co świadczy o tym, że coś w niej jest. Też się zgadzam, rzeczywiście jest to dowód talentu autorki i jej literackiej wyobraźni, ale jednocześnie trzeba powiedzieć to jasno i głośno - ten literacki kunszt i wyobraźnia nie przełożyły się w tej powieści na linearne, „klasyczne” prowadzenie fabuły. Hustvedt skonstruowała opowieść, która jest jak szalona, fragmentaryczna układanka, jak utwór muzyczny, w którym kilka linii melodycznych pojawia się zaskakujących momentach, łączy ze sobą, zagłusza jedna drugą, przez chwilę brzmi synchronicznie, a potem rozjeżdża się absolutnie. Dlaczego tak jest? Bo „Świat w płomieniach” zapewne przypominałby projekty swojej powieściowej bohaterki – skomplikowane, zaskakujące, momentami zachwycające, momentami obrzydliwe, miniaturowe w jednym miejscu, przerysowane, karykaturalne lub monstrualne w drugim. I tak jak osoby oglądające dzieła Harriet Burden muszą się pochylić, spojrzeć uważnie, zauważyć detale i szczegóły, w których autorka przemyca całe mnóstwo informacji, które łatwo przegapić, jeśli nie jest się bardzo skupionym, to czytelnicy stają się takimi samymi uważnymi detektywami. Hustvedt nie napisała tradycyjnej powieści. Ona dała nam zbiór tekstów. Znajdziecie tu obszerne fragmenty dzienników Harriet, która ta pisała z pasją i bez ograniczeń ani ilościowych, ani tematycznych. Będą artykuły, listy, zapisy wywiadów i rozmów. Będą punkty widzenia całego mnóstwa osób, które z Harriet miały kontakt oraz takich, które wcale nie musiały go mieć, bo przecież można mieć wyrobione zdanie na każdy temat nawet bez znajomości opowieści obu stron jednego zdarzania czy historii, prawda panowie krytycy i panowie eksperci od sztuki? Ale ku mojemu zaskoczeniu taka forma powieści nie odebrała jej ani grama emocjonalności. Śledzenie historii Burden wywołuje cały wachlarz odczuć, pośmiejecie się, zapłaczecie, poczujecie obrzydzenie i zachwyt. Jednak nie będę nawet ukrywać, że to nie jest książka dla każdego. Jest takie piękne słowo - „erudycyjna” i ono tu pasuje jak ulał, bo autorka miesza gatunki, pisze o całej gamie tematów, odwołuje się swobodnie do nauki, literatury i sztuki, co skutkuje tym, że na jednej stronie mamy króciutki esej o filozofii, na kolejnej rozważania o neuronauce, a wszystko „posypane” cytatami z kilku książek. Tu nie ma miejsca na niezaangażowane czytanie. Na dodatek nawet uważny czytelnik będzie stawiany w sytuacji, kiedy jedno zdanie będzie zawierać trzy słowa, których się nie rozumie. I tak, znacie mnie, ja nie lecę i nie sprawdzam od razu wszystkiego, nie robię notatek i nie przyklejam karteczek. Uznaję, że na tym się nie znam, za to zna się pisarka i jej powieściowa bohaterka, doceniam, podziwiam i szanuję, ale nie rozdzieram szat, że nie wiem. Przy okazji niskie pokłony dla tłumacza tej powieści, Jerzego Kozłowskiego, bo ja mogę się po jakimś terminie naukowym lub fragmencie cytatu „prześlizgnąć” wzrokiem i umysłem, on nie miał takiej możliwości.
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na81 miesiąc temu
Cud Emma Donoghue
Cud
Emma Donoghue
Przerażając opo„Cud” (oryg. The Wonder) Emmy Donoghue to fascynująca i niepokojąca powieść, która łączy w sobie elementy dramatu historycznego, thrillera psychologicznego i refleksji nad wiarą, nauką oraz ludzką naturą. Książka opowiada historię Lib Wright, angielskiej pielęgniarki przeszkolonej przez Florence Nightingale, która w 1862 roku przybywa do małej irlandzkiej wioski, by zbadać przypadek 11-letniej Anny O’Donnell. Dziewczynka rzekomo od miesięcy nie je, a mimo to żyje, co miejscowi uznają za cud. Lib, sceptyczna i racjonalna, ma za zadanie obserwować Annę i ustalić, czy mamy do czynienia z oszustwem, czy czymś niewytłumaczalnym. Donoghue mistrzowsko buduje napięcie, stopniowo odsłaniając warstwy tej historii. Narracja prowadzona z perspektywy Lib jest pełna wewnętrznych konfliktów – jej naukowe podejście zderza się z zabobonami, religijną gorliwością i tajemnicami rodziny Anny. Autorka świetnie oddaje atmosferę XIX-wiecznej Irlandii, wciąż naznaczonej traumą Wielkiego Głodu, gdzie wiara i przetrwanie splatają się w trudny do rozplątania sposób. Postacie są głęboko ludzkie i wielowymiarowe. Lib to silna, niezależna kobieta, która zmaga się z własnymi uprzedzeniami i przeszłością, a Anna – choć pozornie krucha – skrywa w sobie niezwykłą siłę i zagadkę. Dialogi są oszczędne, ale celne, a styl pisania Donoghue – precyzyjny i sugestywny – pozwala czytelnikowi niemal poczuć wilgoć irlandzkich wrzosowisk i klaustrofobię małej chaty. To, co wyróżnia „Cud”, to sposób, w jaki książka zmusza do zadawania pytań: o granice wiary, rolę nauki w wyjaśnianiu tajemnic, a także o to, jak daleko człowiek jest w stanie posunąć się w imię przekonań. Zakończenie, choć dla niektórych może wydać się zbyt optymistyczne, zamyka historię w sposób satysfakcjonujący i spójny z jej przesłaniem. Polecam „Cud” tym, którzy lubią nieoczywiste historie, gdzie prawda nie jest podana na tacy, a emocje kipią pod powierzchnią. To książka, która zostaje w głowie na długo po przewróceniu ostatniej strony. wieść o ofierze fanatyzmu religijnego.
Persefona - awatar Persefona
oceniła na61 rok temu
Serce umiera ostatnie Margaret Atwood
Serce umiera ostatnie
Margaret Atwood
Fabuła książki wydawała się interesująca. Bezrobocie, bezdomność , walka o przetrwanie, to wszystko początkowo trzymała miłość. Tajemniczy eksperyment dla wybranych sprawił ,że główni bohaterzy szybko zostali przeprogramowani wedle zarządu. Czy z nami tutaj nie ma podobnie? Niby wszystko ok, w porównaniu z mieszkaniem w samochodzie , młode małżeństwo otrzymuje pracę, lokum, godne warunki. Muszą tylko co miesiąc zamieniać się w więźniów. Każdy wykonuje dziwaczne profesje , niby zwyczajne,a jednak człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja. Znajdziemy tutaj wiele profesji , które gdzieś tam na świecie prężnie działają. Handel krwią dziecka, przerabianie ludzi w pasze na kurczaki, eutanazja niepotrzebnych jednostek. Zdrowych ludzi usadowili w więzieniu ,a bandytów i złoczyńców pozostawili na wolności. I jedni i drudzy mają w tym interes. Książka nie ma może zbyt nachalnej , emocjonującej fabuły. Dla mnie brzmi ona jak " Nic się nie stało". A stało się wiele, tylko jakoś nikt się tym nie przejął,ani autorka,ani bohaterowie. Pokazano jak psychopaci kreują swoje żądze i zawsze potrzebują do tego innych. Czy małżonkowie zostaną sobie wierni? Czy zabicie bliskiej osoby poruszy serce " wykonawcy zadania?" Czy istnieje coś takiego jak wolność? W jaki sposób możemy być programowani? Nie jest to do końca mało prawdopodobny scenariusz dla współczesnego świata i ludzi. Pokazano tutaj schematy , które myślę, że w całkiem niedalekiej przyszłości będą jak wyjście po bułki na śniadanie - np. eutanazja. Nie wnikam w styl pisarki , bo podoba mi się prosty język , emocje jednak są przedstawione jak u robota,a i o nich też będzie,więc może był to zamierzony cel. Na pewno myliło mi się , która wersja bohaterów jest prawdziwa,a która to tylko roboty. I chyba o to chodziło. Całkiem dobra pozycja do rozkminy.
Elizabeth - awatar Elizabeth
ocenił na72 dni temu
Nocne czuwanie Sarah Moss
Nocne czuwanie
Sarah Moss
Być może Anna naprawdę myślała, że po przeprowadzce na szkocką wyspę będzie miała warunki, by skupić się na pisaniu swojej książki. Być może liczyła na to, że Giles nie będzie zostawiał jej z dziećmi na całe dnie, za pewnik biorąc, że ona się wszystkim zajmie. Być może on powinien widzieć więcej niż maskonury, których zmniejszającą się populację liczy, a może to ona przestała już próbować wymagać od niego większego wsparcia. Teraz Anna czuje tylko, że wszystko wymyka jej się z rąk, że nie wie już czego ma się złapać, aby nie upaść. Łapie się więc w pewnym sensie tajemniczej historii sprzed lat, którą przywołują znalezione w ogrodzie kości małego dziecka. Dostrzegam w "Nocnym czuwaniu" siłę wynikającą ze zderzenia wyobrażeń o byciu rodzicem z rzeczywistością i ukazania jej w bardzo niepolukrowany, czasami wręcz budzący sprzeciw, sposób. Czy jednak prawdziwy? Tego ocenić nie potrafię, ale to był element, który potrafił mną na moment wstrząsnąć, wyzwolić różne emocje. Pewnie nie tak silne, jakie mógłby wzbudzić w kimś, kto ma podobne doświadczenia co bohaterka, ale jednak. Jednocześnie całość sprawiła, że miałam trochę wrażenie przedzierania się przez kolejne rozdziały, przy co jakiś czas rozbudzanej nadziei, że teraz już rzeczywiście poczuję się w kolejnych wydarzeniach naprawdę zaczytana. I były takie momenty, były chwile, kiedy przez kilkadziesiąt kolejnych stron byłam przy bohaterach i obserwowałam ich z zaintrygowaniem. A później znowu balonik pękał i przychodziło znużenie tą powieścią. Dostrzegam jej wartość, ale nie mogę napisać, żeby trafiła mi do serca w jakiś szczególny sposób. Tym razem więc przeczucie, że to coś dla mnie, trochę mnie zawiodło. Pełna opinia na K-czyta.pl: https://www.k-czyta.pl/2024/03/sarah-moss-nocne-czuwanie.html
K-czyta - awatar K-czyta
oceniła na62 lata temu

Cytaty z książki Ćma

Więcej
Katja Kettu Ćma Zobacz więcej
Katja Kettu Ćma Zobacz więcej
Katja Kettu Ćma Zobacz więcej
Więcej