Geoff Johns to jeden z moich ulubionych scenarzystów komiksowych, który potrafi napisać wciągające, emocjonujące i inteligentne historie rozrywkowe, a do tego nigdy nie zszedł poniżej pewnego poziomu, ponieważ nawet jego najsłabsze tytuły można określić mianem całkiem dobrych. Tworzone przez tego autora komiksy superbohaterskie charakteryzują się ciekawymi fabułami pełnymi interesujących pomysłów, dobrze napisanymi dialogami, trafnym humorem, dogłębnym zrozumieniem charakteru i osobowości danego bohatera/danej bohaterki, a także idealnym wyważeniem proporcji pomiędzy akcją a spokojniejszymi momentami nastawionymi na rozwijanie relacji między postaciami. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że twórczość Johnsa to nie jest ten sam poziom, co większość komiksów stworzonych przez Alana Moore'a i prawdopodobnie nigdy nie uda mu się napisać przełomowej historii na miarę dokonań Maga z Northampton.
Porównanie tych dwóch scenarzystów: jednego bardzo dobrego a drugiego wybitnego, który zasłużenie posiada status żywej legendy jest zasadne o tyle, że Geoff Johns dwa razy próbował skonfrontować się z dorobkiem Alana Moore'a i przy okazji udowodnić wszystkim zainteresowanym, że jest zdolny do stworzenia dzieła dorównującego tym, za które odpowiedzialny był jego starszy kolega po fachu. W obu przypadkach przyjął podobną taktykę napisania kontynuacji do utworów, za które odpowiadał pierwszy Mag, wśród scenarzystów komiksowych (lub pierwszy scenarzysta komiksowy pośród Magów). I tak w "Zegarze Zagłady" mamy możliwość powrotu do świata "Strażników", natomiast "Trzech Jokerów" wykorzystuje wątki, których początki sięgają "Zabójczego Żartu".
Z koncepcją, że największy wróg Człowieka Nietoperza nie jest jednym złoczyńcą, ale trzema po raz pierwszy można się było spotkać w "Wojnie Darkseida", czyli wątku fabularnym, który finalizował staż Geoffa Johnsa przy pisaniu scenariuszy do Ligii Sprawiedliwości w okresie znanym jako "New 52" (po polsku "Nowe DC Comics") i dotyczył konfrontacji pomiędzy największymi ziemskimi superbohaterami i superbohaterkami oraz wspierającymi ich bóstwami z Nowej Genezy, a władcą Apokolips.
Wówczas to Batman tymczasowo stał się Bogiem Wiedzy dzięki temu, że udało mu się zasiąść na Tronie Mobiusa, czyli niesamowicie zaawansowanym wszystkowiedzącym urządzeniu, zdolnym udzielić informacji na każdy zadany temat. Na pytanie Mrocznego Rycerza dotyczące prawdziwej tożsamości Błazeńskiego Księcia Zbrodni otrzymał zaskakującą odpowiedź, że nie ma jednego Jokera, ponieważ jest ich trzech.
Aż chciałoby się zakrzyknąć "Omne Trinum Perfectum!!!" (Batman szepnął wtedy "Niemożliwe!", ale pewnie pomyślał coś w stylu "O k*rw@, ja p*****lę!!!") i od razu przekonać się czy ten zaskakujący pomysł ma satysfakcjonujące uzasadnienie, ale z rozwiązaniem zagadki trzeba było poczekać kilka lat, aż w końcu Geoff Johns ukończył scenariusz do niniejszej pozycji.
Co ciekawe, w omawianym komiksie scenarzysta ani razu nie odwołał się do wydarzeń, które zainicjowały główny wątek tej historii tak, że całą opowieść można przeczytać i nie zdawać sobie sprawy, że wszystko zaczęło się od sytuacji, kiedy to Człowiek Nietoperz posadził swoją batdupę na fotelu znającym odpowiedź na każde pytanie.
Zawiązanie akcji recenzowanego komiksu następuje w momencie, kiedy w tym samym czasie, ale w różnych miejscach Joker popełnia trzy dobrze udokumentowane przestępstwa, które natychmiast stają się szeroko komentowane we wszelkiego rodzaju mediach. Mroczny Rycerz próbuje ustalić naturę tego dziwnego zjawiska. Czy mamy do czynienia z sobowtórami? Klonami? Jokerami z alternatywnych rzeczywistości, a może faktycznie od samego początku mierzył się z wyjątkowo paskudnymi trojaczkami? W śledztwie Człowiek Nietoperz wspomagany jest przez Batgirl i Red Hooda, czyli tych członków Batrodziny, którzy zostali najbardziej skrzywdzeni przez Błazeńskiego Księcia Zbrodni i z tego powodu mierzą się z mniej i bardziej przepracowanymi traumami. Próba odnalezienia i powstrzymania trzech Jokerów prowadzi naszych bohaterów i bohaterkę do odkrycia niejasnego powiązania jakie nemezis Batmana posiada z Joe Chillem, czyli mordercą rodziców Bruce'a Wayne'a.
Z omawianym tytułem wiązałem obawy, że tym razem Geoff Johns przeliczył się, kiedy mierzył siły na zamiary i jego ambitny projekt okaże się spektakularnym niepowodzeniem. Z tego też powodu zwlekałem z przeczytaniem "Trzech Jokerów". Dopiero powtórna lektura "Zabójczego Żartu", który jest jednym z moich ulubionych komiksów o Batmanie i zarazem najlepszym, w jakim występuje Joker zmotywowała mnie do tego, żeby w końcu zapoznać się z niniejszą pozycją.
Może było to spowodowane tym, że nastawiłem się mentalnie na kompletną porażkę i oczekiwania względem tego utworu miałem raczej niewielkie. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy brnąłem przez meandry fabuły, ponieważ po lekturze całości jestem autentycznie zachwycony tym tytułem. Uważam, że jest to jeden z najlepszych komiksów superbohaterskich, jaki powstał w przeciągu kilku ostatnich lat i koncentruje się na Batmanie, jego rodzinie oraz arcywrogu.
Geoff Johns w "Trzech Jokerach" według mnie wykorzystał cały swój potencjał twórczy i stworzył historię, która intryguje i w moim przypadku przeczytałem całą opowieść za jednym posiedzeniem. Nie jest to dzieło tak przełomowe i redefiniujące gatunek superbohaterskich historii obrazkowych jak "Zabójczy Żart", ale tym razem do tego wysokiego poziomu niewiele mu brakuje.
Johns nie naśladuje ślepo stylu Moore'a, ale wyraźnie widać gdzie czerpał inspiracje, a gdzie posiłkował się własnym wypracowanym warsztatem. Omawiany tytuł nie jest tak przepełniony symboliką jak u Maga z Northampton, ale imponuje tym, że scenarzysta panuje nad wszystkimi zainicjowanymi w komiksie wątkami, które mają satysfakcjonujące zakończenie w finale. Każda istotniejsza postać, która pojawiła się w tym komiksie pełni konkretną funkcję i bardzo dobrze wywiązuje się z powierzonej roli, oprócz wyjątkowo zmarnowanej szansy większego wykorzystania Komisarza Gordona, który przecież też mocno ucierpiał z powodu Jokera w przeszłości i to nie raz, ale w tym komiksie niestety jest jedynie postacią drugoplanową, co jest jedną z niewielu wad tego tytułu. Natomiast pochwalić należy prowadzenie bohaterów i bohaterek pod względem psychologicznym, ponieważ tutaj scenarzysta wzorcowo wywiązuje się z powierzonego mu zadania i ani razu nie czułem, żeby jakaś postać zachowywała się nienaturalnie. Motywacje, które kierują postaciami są dobrze ugruntowane w ich charakterach i przeżyciach, a w trakcie rozwoju akcji posiadane przez nich przekonania są spójne z dokonaniami, dzięki czemu mamy do czynienia z konsekwentnym portretowaniem postaci. Niektórym może się nie spodobać sposób ukazania Batmana, który trochę różni się od tego jak jest przedstawiany w innych tytułach, ale mnie ta jego wersja jak najbardziej odpowiada, ponieważ podkreśla, że dla Mrocznego Rycerza codzienna i conocna walka z przestępczością w Gotham jest ważniejsza nawet od postępowania zgodnie z wymiarem sprawiedliwości.
Zakończenie komiksu to jedna z jego największych zalet i byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak Johnsowi udało się się stworzyć tak bardzo angażujący, emocjonalny i satysfakcjonujący finał, a jednocześnie dodać od siebie kilka naprawdę interesujących pomysłów, które być może zostaną rozwinięte w przyszłych projektach.
Aczkolwiek dla wielu osób wyjaśnienie zjawiska trzech Jokerów może się wydać rozczarowujące, zwłaszcza, że ich obecność nie zdominowała komiksu (co w zależności od osobistych preferencji może być zarówno wadą jak i zaletą),ale ja jestem niezmiernie usatysfakcjonowany tym, jak z tego problemu, który jakby nie patrzeć sam stworzył, wybrnął scenarzysta. Według mnie wątku więcej niż jednego Błazeńskiego Księcia Zbrodni nie dałoby się lepiej przedstawić i rozwiązać. No może Alan Moore byłby w stanie, gdyby nie jego resentyment względem Wydawnictwa DC.
Kolejna z zalet omawianej pozycji, czyli pewne różnice w zachowaniu wszystkich trzech Jokerów, przez co każdy z nich jest definiowany innym terminem: przestępca, komik i klaun, to jednocześnie błyskotliwy metakomentarz dotyczący tego jak komiksowe postacie na przestrzeni wielu lat musiały mieć modyfikowane charaktery, żeby nadążyć za zmianami i trendami zachodzącymi w społeczeństwie.
Również scenarzysta "Zabójczego Żartu" wykorzystał tę technikę, żeby zwrócić uwagę na niekończący się cykl walki pomiędzy superbohaterem, a jego największymi przeciwnikami, który powtarza się tak długo, jak długo trwa zainteresowanie czytelników i czytelniczek, przez co każda ostateczna potyczka staje się tylko jednym z wielu ogniw w nieskończonym łańcuchu.
Jeżeli chodzi o warstwę graficzną to muszę przyznać, że styl rysunków powinien się spodobać nawet tym osobom, które będą rozczarowane fabułą tego utworu. Jason Fabok to obecnie jeden z najlepszych rysowników tworzących dla Wydawnictwa DC i w recenzowanej pozycji wspiął się na wyżyny swojego talentu. Grafiki przez niego stworzone są fenomenalne i znacząco wzbogacają całą opowieść o wyjątkową atmosferę. Według mnie ten artysta dorównuje talentem niezapomnianemu Brianowi Bollandowi, przy czym wypracował własny, bardzo realistyczny styl rysunku. Recenzowany tytuł to z pewnością jeden z najpiękniejszych komiksów, jakie narysowano.
Podsumowując tę dosyć długą recenzję "Batman: Trzech Jokerów" zarówno pod względem scenariusza i rysunków jest pozycją wybitną, która mnie przyniosła ogrom czytelniczego zadowolenia. Geoff Johns zmierzył się ze spuścizną Alana Moore'a i chociaż trochę mu zabrakło, żeby dorównać Magowi z Northampton, to tym razem był już całkiem blisko zamierzonego celu i wrócił stamtąd z tarczą. Dla mnie to najlepszy komiks superbohaterski od wielu lat, a także drugi w kolejności, jeżeli chodzi o najbardziej udane wykorzystanie postaci Jokera (a raczej Jokerów). Na pierwszym miejscu oczywiście uplasował się "Zabójczy Żart" i prawdopodobnie to się już nigdy nie zmieni.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Punisher. Marvel Knights Tom 1
Stary dobry Punisher. Teraz już nie ma takich ''superbochaterów''. Niestety, marvel stał się zbytnio cukierkowy żeby wskrzesić taką postać. Patrząc jak wykastrowali ''Blade-a'' w najnowszym filmie Deadpool & Wolverine to może i lepiej. Co do komiksu bardzo szybko i przyjemnie się czyta. Historia w swojej prostocie potrafi naprawdę wciągnąć.
Stary dobry Punisher. Teraz już nie ma takich ''superbochaterów''. Niestety, marvel stał się zbytnio cukierkowy żeby wskrzesić taką postać. Patrząc jak wykastrowali ''Blade-a'' w najnowszym filmie Deadpool & Wolverine to może i lepiej. Co do komiksu bardzo szybko i przyjemnie się czyta. Historia w swojej prostocie potrafi naprawdę wciągnąć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspaniała, świetna, najlepsza wersja Punishera...
Takie opinie można przeczytać na temat tego wydania i wydawało się że słusznie skoro Egmont postanowił wydać Marvel Knight jako wydanie zbiorcze w twardej oprawie.
Jak jest jednak na prawdę?
Cóż. To mocne rozczarowanie.
Pierwsze co rzuca się w oczy to rysunek. Jest on tylko poprawny. Nie zachwyca niczym ale też nie razi za bardzo w oczy. Nie przypominam sobie żeby choć jedna plansza tego komiksu zachwyciła mój wzrok choć na chwilę.
Jesli chodzi o treść, to tutaj można powiedzieć, że jest jeszcze słabiej.
Czytałem sporo Punisherów od Tm-Semic i spodziewałem się tutaj czegoś naprawdę dobrego. Rzeczywistość brutalnie te oczekiwania zweryfikowała.
Główna, 12-to częściowa historia o rozbiciu rodziny mafijnej jest po prostu mocno przecietna. Jeśli ktoś liczył na fajną, dobrą historię w stulu Martina Scorsese to poczuje się rozczarowany. Fabuła jest prostaczka, a calość uzupełniają średniej jakości wątki poboczne. I nawet pojawienie się Spider-man czy Daredevilla niewiele to zmienia.
W Marvel Knights zachwycać ma nas gadający korpus mateczki Gnucci, wydający wszystkim polecania i wyskakujący ostatecznie z okna aby ugryźć Punishera... w nogę!. I to nie jest wcale żart!. Tak jest na prawdę!
Dostajemy też głównego bosa, osiłka o pseudonimie "Rusek", który jest tak samo silny jak i głupi. Pokonać go nie można w żaden sposób, ale Frank rzuca mu w twarz ciepłą pizzą i Rusek pokonany...
Rusek w ogóle jest głównym punktem tego komiksu, bo dostajemy jeszcze jedną historię o nim. O tym jak odcięta głowa Ruska zostaje przymocowana do ciała robota z wielkimi... cyckami. Specjalnie używam takiego określenia, bo to ma być niby w zamyśle śmieszne i innowacyjne. Takie to ambitne treści prezentuje ten komiks.
Komiks ten jest wydaniem dla dorosłych, ale nie nabierzcie się na to.
To jest typowy komiks dla młodzieży. No, chyba że bawiliście się dobrze przy filmach takich jak Kac Vegas i lubicie obejrzeć sobie kolejny odcinek serii Szybkich i Wściekłych, to może wam się ten komiks spodoba. Jeśli ktoś oczekuje jednak czegoś bardziej ambitnego i sensownego, to lepiej sobie to wydanie darować.
Jeśli to byłby pierwszy mój komiks Punishera jaki czytałem, to więcej bym już po Punishera nie sięgnął.
Na koniec tomu otrzymujemy jeszcze jedną, bonusową opowieść o tym jak Frank Castle zabija pistoletem wszystkich superbohaterow na świecie. Wysyła nawet (nie wiadomo jak) bombę atomową na Księżyc żeby zniszczyć (prawie) wszystkich X-men i ich wrogów Traktować tę historię należy z przymrużeniem oka, bo sens tej opowieści jest zupełnie inny, ale historia ta dobrze oddaje to, czym jest ten komiks.
Za rysunki w bonusowej opowieści odpowiada Doug Braitwaite. Jego Rysunki są już chyba lepsze od Steve Dillona, mimo tego że twarze twarze bohaterów temu artyście niezbyt wychodzą Jednak jest on chyba bardziej wyrazisty niż Steve Dillon.
Na koniec wypadałoby jeszcze opowiedzieć o pozytywach tego wydania.
Najciekawiej wypada ukazanie w komiksie policyjnej grupy pościgowej, mającej schwytać Punishera. Nie jest to nic wybitnego, ale na tle przeciętnej historii się wyróżnia. Całkiem nieźle jest też wplątana w treść postać Daredevilla.
Jakieś pozytywne słowo można powiedzieć też o wątku pobocznym dotyczącym naśladowców Punishera. Mimo że wątek ten też pozostawia wiele do życzenia i kończy się niespecjalnie, to mamy chociaż możliwość zapoznania się z motywacją naśladowców, co jest już zobrazowanie w miarę trafnie.
Najciekawiej wydawała się przebiegać relacja Franka że swoją sąsiadką, ale wątek ten nie został należycie wykorzystany. Można to by było trochę lepiej napisać.
Największe plusy należą się jednak za umieszczenie w tym wydaniu wszystkich dwunastu okładek Tima Bradstreeta. Wielka szkoda że rysownik ten odpowiada TYLKO za okładki w tym wydaniu. Może gdyby odpowiadał za całość komiksu, to ocena byłaby trochę wyższa.
Wspaniała, świetna, najlepsza wersja Punishera...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTakie opinie można przeczytać na temat tego wydania i wydawało się że słusznie skoro Egmont postanowił wydać Marvel Knight jako wydanie zbiorcze w twardej oprawie.
Jak jest jednak na prawdę?
Cóż. To mocne rozczarowanie.
Pierwsze co rzuca się w oczy to rysunek. Jest on tylko poprawny. Nie zachwyca niczym ale też nie razi...
Moja ulubiona wersja Punishera (w tym samym stylu utrzymany jest późniejszy "run" J. Aarona). Kompletne szaleństwo, przemoc, kamp i czarny humor. Taka konwencja idealnie pasuje do tego bohatera i podoba mi się bardziej niż późniejsze Punisher MAX, paradoksalnie również napisane przez Ennisa. Jasne, że nie jest to jakaś ambitna lektura, tylko niezobowiązująca rozrywka, ale wolę to niż podane na serio przygody seryjnego mordercy-socjopaty. Jest tu wiele elementów wspólnych z pokręconymi przygodami "Kaznodziei", co dla mnie jest wielkim plusem - autorzy kompletnie puszczają wodzę fantazji. Warto przeczytać.
Moja ulubiona wersja Punishera (w tym samym stylu utrzymany jest późniejszy "run" J. Aarona). Kompletne szaleństwo, przemoc, kamp i czarny humor. Taka konwencja idealnie pasuje do tego bohatera i podoba mi się bardziej niż późniejsze Punisher MAX, paradoksalnie również napisane przez Ennisa. Jasne, że nie jest to jakaś ambitna lektura, tylko niezobowiązująca rozrywka, ale...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTą historią Frank Castle, tytułowy Punisher, wkroczył w 21 wiek. Za sprawą Ennisa i Dilliona. Dzięki nim powstała mieszanka poważnej, kryminalnej, sensacyjnej fabuły i dawki karykatury w ilustracji, która nie psuje jednak klimatu. Wręcz przeciwnie. To trochę brutalna historia o człowieku wymierzającemu karę przestępcom, ale nie MAX, do którego scenarzysta przyzwyczaił nas później. Osadzenie Punishera w swiecie superbohaterskim (bo Marven Knights) było wyzwaniem dla autora, któremu podołał. Dodatkowo polecam dystans do ostatniej historyjki tomu. Nowy wiek, nowy Punisher.
Tą historią Frank Castle, tytułowy Punisher, wkroczył w 21 wiek. Za sprawą Ennisa i Dilliona. Dzięki nim powstała mieszanka poważnej, kryminalnej, sensacyjnej fabuły i dawki karykatury w ilustracji, która nie psuje jednak klimatu. Wręcz przeciwnie. To trochę brutalna historia o człowieku wymierzającemu karę przestępcom, ale nie MAX, do którego scenarzysta przyzwyczaił nas...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozrywka bez głębszych przemyśleń. I już wiem, że Rusek odpowiada za Smoleńsk 😜
Rozrywka bez głębszych przemyśleń. I już wiem, że Rusek odpowiada za Smoleńsk 😜
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo pewnego momentu bawiłem się świetnie. W dalszej części komiksu odczułem lekkie zmęczenie. Ennis delikatnie przeszarżował. Mocno przeszkadzały mi rysunki Dillona, które bardzo przypominały mi jego wcześniejsze prace z Kaznodziei. Mateczki Gnucci orkopnie przypominała mi babcię Jessiego Custera. Miłym dodatkiem była historia „Punisher Kills the Marvel Universe”. Komiks polecam. Bawiłem się dobrze, ale do doskonałości jest mu daleko.
Do pewnego momentu bawiłem się świetnie. W dalszej części komiksu odczułem lekkie zmęczenie. Ennis delikatnie przeszarżował. Mocno przeszkadzały mi rysunki Dillona, które bardzo przypominały mi jego wcześniejsze prace z Kaznodziei. Mateczki Gnucci orkopnie przypominała mi babcię Jessiego Custera. Miłym dodatkiem była historia „Punisher Kills the Marvel Universe”. Komiks...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFran Castle ponownie rusza z jednoosobową krucjatą przeciwko najgorszym bandziorom i jak zwykle w historiach z jego głównym udziałem na brak przemocy nie można narzekać, a krew leje się strumieniami. Ten zbiór kultowych historii o Punisherze stoi na wysokim poziomie i bardzo wciąga. Tytułowy bohater mierzy się z trzema antagonistami, przy czym jeden z nich kompletnie nie przypadł mi do gustu przez jego późniejszą absurdalną kreację, ale bez spoilerów. Warto zauważyć, że sporo wątków zostało wykorzystanych w niezbyt udanym filmie z 2004 roku. Na dokładkę w zbiorze znajduje się historia "Punisher zabija uniwersum Marvela".
Fran Castle ponownie rusza z jednoosobową krucjatą przeciwko najgorszym bandziorom i jak zwykle w historiach z jego głównym udziałem na brak przemocy nie można narzekać, a krew leje się strumieniami. Ten zbiór kultowych historii o Punisherze stoi na wysokim poziomie i bardzo wciąga. Tytułowy bohater mierzy się z trzema antagonistami, przy czym jeden z nich kompletnie nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWITAJ Z POWROTEM W DOMU, FRANK
„Punisher” zawsze wyróżniał się na tle innych serii komiksowych wydawanych w Polsce. Bardziej dojrzały, brutalny, mocny, zadowalał starszych czytelników komiksów. Był jednak okres, kiedy jego przygody się nie ukazywały, a ten komiks był wielkim powrotem tego bohatera nie tylko na nowojorskie ulice, ale i polskie sklepowe półki. A że jednocześnie jest to jedna z najlepszych opowieści o Mścicielu, każdy powinien ją poznać. Tym bardziej, że teraz powróciła w zbiorczej edycji, uzupełnionej o niewydane nigdy wcześniej w naszym kraju, a naprawdę świetne komiksy.
Frank Castle powraca do Nowego Jorku. Przeżył już wiele, łącznie z trafieniem do Nieba i propozycją Aniołów by pracował dla nich, jako egzekutor. Teraz wraca do normalnego życia i od razu zabiera się za porządki. Na pierwszy cel swej samotnej walki obiera rodzinę mafijną Gnuccich. Trupy ścielą się gęsto, mafiozi starają się dorwać go za wszelką cenę, para policjantów usiłuje na tej wojnie coś ugrać, a do tego pojawiają się zainspirowani Punisherem naśladowcy. Gdy krew zaczyna płynąć, ulicami, wszystko może się zdarzyć. Wszystko, co najgorsze!
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2021/10/punisher-marvel-knights-1-garth-ennis.html
WITAJ Z POWROTEM W DOMU, FRANK
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Punisher” zawsze wyróżniał się na tle innych serii komiksowych wydawanych w Polsce. Bardziej dojrzały, brutalny, mocny, zadowalał starszych czytelników komiksów. Był jednak okres, kiedy jego przygody się nie ukazywały, a ten komiks był wielkim powrotem tego bohatera nie tylko na nowojorskie ulice, ale i polskie sklepowe półki. A że...