rozwińzwiń

Punisher. Marvel Knights Tom 1

Okładka książki Punisher. Marvel Knights Tom 1 autora Dougie Braithwaite, Steve Dillon, Garth Ennis, 9788328152052
Okładka książki Punisher. Marvel Knights Tom 1
Garth EnnisSteve Dillon Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Punisher. Marvel Knights (tom 1) Seria: Marvel Classic komiksy
456 str. 7 godz. 36 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Punisher. Marvel Knights (tom 1)
Seria:
Marvel Classic
Tytuł oryginału:
Punisher (2000) #1-12, Punisher (2001) #1-5, Punisher Kills The Marvel Universe
Data wydania:
2021-09-29
Data 1. wyd. pol.:
2021-09-29
Liczba stron:
456
Czas czytania
7 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328152052
Tłumacz:
Marek Starosta
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Punisher. Marvel Knights Tom 1 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Punisher. Marvel Knights Tom 1

Średnia ocen
7,9 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Punisher. Marvel Knights Tom 1

avatar
262
93

Na półkach:

Stary dobry Punisher. Teraz już nie ma takich ''superbochaterów''. Niestety, marvel stał się zbytnio cukierkowy żeby wskrzesić taką postać. Patrząc jak wykastrowali ''Blade-a'' w najnowszym filmie Deadpool & Wolverine to może i lepiej. Co do komiksu bardzo szybko i przyjemnie się czyta. Historia w swojej prostocie potrafi naprawdę wciągnąć.

Stary dobry Punisher. Teraz już nie ma takich ''superbochaterów''. Niestety, marvel stał się zbytnio cukierkowy żeby wskrzesić taką postać. Patrząc jak wykastrowali ''Blade-a'' w najnowszym filmie Deadpool & Wolverine to może i lepiej. Co do komiksu bardzo szybko i przyjemnie się czyta. Historia w swojej prostocie potrafi naprawdę wciągnąć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
276
167

Na półkach:

Wspaniała, świetna, najlepsza wersja Punishera...

Takie opinie można przeczytać na temat tego wydania i wydawało się że słusznie skoro Egmont postanowił wydać Marvel Knight jako wydanie zbiorcze w twardej oprawie.
Jak jest jednak na prawdę?

Cóż. To mocne rozczarowanie.

Pierwsze co rzuca się w oczy to rysunek. Jest on tylko poprawny. Nie zachwyca niczym ale też nie razi za bardzo w oczy. Nie przypominam sobie żeby choć jedna plansza tego komiksu zachwyciła mój wzrok choć na chwilę.

Jesli chodzi o treść, to tutaj można powiedzieć, że jest jeszcze słabiej.
Czytałem sporo Punisherów od Tm-Semic i spodziewałem się tutaj czegoś naprawdę dobrego. Rzeczywistość brutalnie te oczekiwania zweryfikowała.
Główna, 12-to częściowa historia o rozbiciu rodziny mafijnej jest po prostu mocno przecietna. Jeśli ktoś liczył na fajną, dobrą historię w stulu Martina Scorsese to poczuje się rozczarowany. Fabuła jest prostaczka, a calość uzupełniają średniej jakości wątki poboczne. I nawet pojawienie się Spider-man czy Daredevilla niewiele to zmienia.

W Marvel Knights zachwycać ma nas gadający korpus mateczki Gnucci, wydający wszystkim polecania i wyskakujący ostatecznie z okna aby ugryźć Punishera... w nogę!. I to nie jest wcale żart!. Tak jest na prawdę!
Dostajemy też głównego bosa, osiłka o pseudonimie "Rusek", który jest tak samo silny jak i głupi. Pokonać go nie można w żaden sposób, ale Frank rzuca mu w twarz ciepłą pizzą i Rusek pokonany...
Rusek w ogóle jest głównym punktem tego komiksu, bo dostajemy jeszcze jedną historię o nim. O tym jak odcięta głowa Ruska zostaje przymocowana do ciała robota z wielkimi... cyckami. Specjalnie używam takiego określenia, bo to ma być niby w zamyśle śmieszne i innowacyjne. Takie to ambitne treści prezentuje ten komiks.

Komiks ten jest wydaniem dla dorosłych, ale nie nabierzcie się na to.
To jest typowy komiks dla młodzieży. No, chyba że bawiliście się dobrze przy filmach takich jak Kac Vegas i lubicie obejrzeć sobie kolejny odcinek serii Szybkich i Wściekłych, to może wam się ten komiks spodoba. Jeśli ktoś oczekuje jednak czegoś bardziej ambitnego i sensownego, to lepiej sobie to wydanie darować.
Jeśli to byłby pierwszy mój komiks Punishera jaki czytałem, to więcej bym już po Punishera nie sięgnął.

Na koniec tomu otrzymujemy jeszcze jedną, bonusową opowieść o tym jak Frank Castle zabija pistoletem wszystkich superbohaterow na świecie. Wysyła nawet (nie wiadomo jak) bombę atomową na Księżyc żeby zniszczyć (prawie) wszystkich X-men i ich wrogów Traktować tę historię należy z przymrużeniem oka, bo sens tej opowieści jest zupełnie inny, ale historia ta dobrze oddaje to, czym jest ten komiks.
Za rysunki w bonusowej opowieści odpowiada Doug Braitwaite. Jego Rysunki są już chyba lepsze od Steve Dillona, mimo tego że twarze twarze bohaterów temu artyście niezbyt wychodzą Jednak jest on chyba bardziej wyrazisty niż Steve Dillon.

Na koniec wypadałoby jeszcze opowiedzieć o pozytywach tego wydania.
Najciekawiej wypada ukazanie w komiksie policyjnej grupy pościgowej, mającej schwytać Punishera. Nie jest to nic wybitnego, ale na tle przeciętnej historii się wyróżnia. Całkiem nieźle jest też wplątana w treść postać Daredevilla.
Jakieś pozytywne słowo można powiedzieć też o wątku pobocznym dotyczącym naśladowców Punishera. Mimo że wątek ten też pozostawia wiele do życzenia i kończy się niespecjalnie, to mamy chociaż możliwość zapoznania się z motywacją naśladowców, co jest już zobrazowanie w miarę trafnie.
Najciekawiej wydawała się przebiegać relacja Franka że swoją sąsiadką, ale wątek ten nie został należycie wykorzystany. Można to by było trochę lepiej napisać.

Największe plusy należą się jednak za umieszczenie w tym wydaniu wszystkich dwunastu okładek Tima Bradstreeta. Wielka szkoda że rysownik ten odpowiada TYLKO za okładki w tym wydaniu. Może gdyby odpowiadał za całość komiksu, to ocena byłaby trochę wyższa.

Wspaniała, świetna, najlepsza wersja Punishera...

Takie opinie można przeczytać na temat tego wydania i wydawało się że słusznie skoro Egmont postanowił wydać Marvel Knight jako wydanie zbiorcze w twardej oprawie.
Jak jest jednak na prawdę?

Cóż. To mocne rozczarowanie.

Pierwsze co rzuca się w oczy to rysunek. Jest on tylko poprawny. Nie zachwyca niczym ale też nie razi...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
653
238

Na półkach:

Moja ulubiona wersja Punishera (w tym samym stylu utrzymany jest późniejszy "run" J. Aarona). Kompletne szaleństwo, przemoc, kamp i czarny humor. Taka konwencja idealnie pasuje do tego bohatera i podoba mi się bardziej niż późniejsze Punisher MAX, paradoksalnie również napisane przez Ennisa. Jasne, że nie jest to jakaś ambitna lektura, tylko niezobowiązująca rozrywka, ale wolę to niż podane na serio przygody seryjnego mordercy-socjopaty. Jest tu wiele elementów wspólnych z pokręconymi przygodami "Kaznodziei", co dla mnie jest wielkim plusem - autorzy kompletnie puszczają wodzę fantazji. Warto przeczytać.

Moja ulubiona wersja Punishera (w tym samym stylu utrzymany jest późniejszy "run" J. Aarona). Kompletne szaleństwo, przemoc, kamp i czarny humor. Taka konwencja idealnie pasuje do tego bohatera i podoba mi się bardziej niż późniejsze Punisher MAX, paradoksalnie również napisane przez Ennisa. Jasne, że nie jest to jakaś ambitna lektura, tylko niezobowiązująca rozrywka, ale...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

109 użytkowników ma tytuł Punisher. Marvel Knights Tom 1 na półkach głównych
  • 80
  • 29
62 użytkowników ma tytuł Punisher. Marvel Knights Tom 1 na półkach dodatkowych
  • 26
  • 20
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Punisher. Marvel Knights Tom 1

Inne książki autora

Okładka książki Punisher Max, tom 11 Jacen Burrows, Garth Ennis
Ocena 8,0
Punisher Max, tom 11 Jacen Burrows, Garth Ennis
Okładka książki Fury Max - Tom 2 Garth Ennis, Goran Parlov
Ocena 7,4
Fury Max - Tom 2 Garth Ennis, Goran Parlov
Okładka książki Darkness tom 1 Joe Benitez, Keu Cha, Garth Ennis, Brian Haberlin, Scott Lobdell, Whilce Portacio, Marc Silvestri, Michael Turner
Ocena 7,1
Darkness tom 1 Joe Benitez, Keu Cha, Garth Ennis, Brian Haberlin, Scott Lobdell, Whilce Portacio, Marc Silvestri, Michael Turner
Okładka książki Darkness tom 2 Joe Benitez, Keu Cha, Garth Ennis, Brian Haberlin, Scott Lobdell, Whilce Portacio, Marc Silvestri, Michael Turner
Ocena 7,1
Darkness tom 2 Joe Benitez, Keu Cha, Garth Ennis, Brian Haberlin, Scott Lobdell, Whilce Portacio, Marc Silvestri, Michael Turner
Okładka książki Fury Max - Tom 1 Garth Ennis, Darick Robertson
Ocena 7,1
Fury Max - Tom 1 Garth Ennis, Darick Robertson
Okładka książki Rogue Trooper. Blighty Valley Garth Ennis, Patrick Goddard
Ocena 5,3
Rogue Trooper. Blighty Valley Garth Ennis, Patrick Goddard
Okładka książki Marvel Zombies: Czerń, biel i krew Allen Ashley, Garth Ennis, Alex Segura, Gail Simone, Rachael Stott, praca zbiorowa
Ocena 7,1
Marvel Zombies: Czerń, biel i krew Allen Ashley, Garth Ennis, Alex Segura, Gail Simone, Rachael Stott, praca zbiorowa
Garth Ennis
Garth Ennis
Garth Ennis (ur. 16 stycznia 1970) - irlandzki twórca komiksów, najlepiej znany ze swych prac dla wydawnictwa DC / Vertigo gdzie tworzył serię Kaznodzieja. Uznanie przyniosła mu też praca nad serią Punisher, oraz takimi komiksami jak Hellblazer, autorski Hitman, Judge Dredd, The Authority i wiele innych. Jego prace odznaczają się czarnym humorem, przerysowaną przemocą, sprzeciwem wobec zorganizowanej religii, obrazoburczością i eksploracją wątków o zabarwieniu homoseksualnym.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Spider-Man. Historia Życia Mark Bagley
Spider-Man. Historia Życia
Mark Bagley Chip Zdarsky
„Spider-Man: Historia życia” to jeden z najbardziej oryginalnych komiksów o Pająku, jakie powstały. Punkt wyjścia jest prosty, a jednocześnie genialny: co jeśli Spider-Man starzałby się normalnie, dekada po dekadzie, od lat 60. aż po współczesność? Bez resetów, bez wiecznej młodości, bez cofania czasu. Fabuła prowadzi Petera Parkera przez kolejne etapy życia. Zaczynamy w latach 60, od klasycznych początków Spider-Mana, a potem każda kolejna historia rozgrywa się w następnej dekadzie. Peter dorasta, zakłada rodzinę, mierzy się z polityką, wojną, technologią i coraz cięższym brzemieniem odpowiedzialności. Jego decyzje mają konsekwencje, a czas działa dokładnie tak jak w prawdziwym życiu, nie pyta o zgodę. To, co robi ten komiks wyjątkowym, to skupienie się na człowieku, a nie ikonie. Spider-Man nie jest tu wiecznie tym samym bohaterem. Zmienia się jego charakter, podejście do heroizmu, relacje z bliskimi i samym światem. Pojawiają się znani wrogowie i kluczowe wydarzenia z historii Marvela, ale pokazane w zupełnie nowym, dojrzalszym kontekście. Powiem wprost: to jest naprawdę bardzo fajny komiks. Aż się nie spodziewałem, że wciągnie mnie tak bardzo. Jest mądry, emocjonalny, momentami gorzki, ale cholernie satysfakcjonujący. To Spider-Man dla czytelników, którzy dorośli razem z nim. Ocena: 9/10 Świetny pomysł, świetne wykonanie i historia, która zostaje w głowie długo po przeczytaniu. Jeśli znasz Spider-Mana, musisz to przeczytać. Jeśli nie znasz, to i tak dobry start.
GeekPiotr - awatar GeekPiotr
ocenił na92 miesiące temu
Batman: Knightfall. Prolog Dennis O'Neil
Batman: Knightfall. Prolog
Dennis O'Neil Joe Quesada Chuck Dixon Tom Grindberg Graham Nolan Jim Aparo Doug Moench
Pierwszy tom legendarnego „Knightfall" przenosi nas w czasy, które dla wielu fanów Batmana jawią się jako prawdziwie złote. Dla mnie były to ponadto chwile, w których kształtował się mój popkulturowy gust, a saga o upadku Nietoperza silnie oddziaływała na chłonny umysł kilkunastolatka. Wtedy taka fabuła była prawdziwym szokiem, ale czy możliwe jest, by miała taką samą siłę rażenia również po latach? Wydanie przez Egmont kompletnej (w końcu!) opowieści o tych wydarzeniach jest dobrym momentem, by to sprawdzić. Podczas swojej kariery jako pogromca zbrodni w Gotham City Batman mierzył się z wieloma groźnymi przeciwnikami. Nic jednak nie przygotowało go na starcie z kimś, kto zna wszystkie jego słabości i doskonale wie, jak je wykorzystać. „Knightfall” to komiks kultowy, który w końcu ukazuje się w Polsce w kompletnej formie. Tytuł albumu mówi jasno, czego możemy się po nim spodziewać. To faktycznie jest „Prolog”, który buduje tło pod sądne dni Zamaskowanego Krzyżowca. Album zawiera kilka historii, które poznaliśmy już dzięki bardzo ważnemu dla popularyzacji amerykańskiego komiksu w Polsce wydawnictwu TM-Semic. Te najbardziej rozpoznawalne opowieści to bez wątpienia „Venom” i „Miecz Azraela”. Czytane prawie trzydzieści lat temu robiły spore wrażenie. Teraz, w 2025 roku, trącą nieco myszką, ale nie tak, jak się tego obawiałem. Są dobrze poprowadzone, zachowały też wystarczająco dużo uroku i emocjonalnego ciężaru, by uznać je za klasyczne. Czym różni się obecne wydanie od tego, które trzy dekady temu czytaliśmy co miesiąc w zeszytach? Tym razem mamy okazję zapoznać się z kompletną historią, a nie z jej wycinkiem. Z jednej strony na pewno jest to doskonała wiadomość, ale trzeba przyznać, że takie rozwiązanie ma też pewne wady. W wydaniu zeszytowym otrzymaliśmy świetnie zbalansowaną esencję – zeszyty o największym ciężarze emocjonalnym. W wydaniu kompletnym wszystko jest zdecydowanie bardziej rozciągnięte. Dla mniej cierpliwych czytelników taki stan rzeczy może być wyzwaniem. Myślę jednak, że fani Nietoperza będą jednomyślni – to dokładnie taka forma, o jakiej marzyli od lat. Tempo rozwoju tej historii nie jest szczególnie szybkie, jednak w moim odczuciu nie jest to absolutnie żaden problem. Katharsis Batmana – Bane – wprowadzany jest powoli. Co więcej, na kartach tego tomu mamy okazję poznać jego przeszłość i dowiedzieć się, jakie wydarzenia wykuły w nim tę niesamowitą twardość, która go cechuje. To doskonale buduje postać tego niezwykle ważnego i charakterystycznego villaina. Jego plan, zakładający powolne zmiękczanie Mrocznego Rycerza, doprowadzenie go na skraj wytrzymałości, dopiero kiełkuje, ale scenarzyści udanie zarysowują jego kolejne etapy. Jego zwieńczenie nastąpi w kolejnych tomach, ale już tutaj jego skala robi wrażenie. Ilustracje są elementem, który ewidentnie zestarzał się najmocniej. Dziś już się tak nie rysuje, co jednak nie oznacza, że mamy do czynienia z graficznymi abominacjami. Chodzi mi po prostu o to, że rzecz jest rysowana dość monotonnie. Brakuje tu jakiegoś błysku – wszystko jest tworzone jakby od jednego szablonu. Jedynym wyjątkiem jest mroczna (także pod kątem graficznym) opowieść o uprowadzeniu syna Jamesa Gordona. To jednak ledwie dwuzeszytówka, która nie podnosi całości, jeśli oceniamy ją pod kątem plastycznym. Trzydzieści lat temu nie zwracałem na styl graficzny aż takiej uwagi, dziś jednak element ten miejscami dość mocno mi podczas lektury zgrzytał. Czy tyle czasu po premierze „Knightfall” nadal robi wrażenie? Oczywiście, że tak! Przeze mnie przemawia jednak wieloletni fan Nietoperza, obiektywnie rzecz biorąc (na tyle, na ile potrafię),owszem – mamy do czynienia z komiksem z poprzedniej epoki, jednak ewidentnie trzyma on poziom i proponuje czytelnikowi opowieść o naprawdę dużym kalibrze. Te wydarzenia naznaczyły Batmana i tkwią w nim do dziś – choćby dlatego warto się z nimi zapoznać. I choć prawdziwa jazda zacznie się w kolejnych tomach, to „Prolog” stanowi całkiem udane otwarcie tej monumentalnej opowieści. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/batman-knightfall-tom-1-prolog-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na87 miesięcy temu
Hellblazer. Jamie Delano 1 Jamie Delano
Hellblazer. Jamie Delano 1
Jamie Delano John Ridgway Alfredo Alcala Rick Veitch
Seria Hellblazer chodziła za mną już od wielu lat. Pojawiała się na obrzeżach moich komiksowych zainteresowań i wydawała się wręcz idealna dla mnie. Wiecznie wkurzony angol w trenczu, z nieodłączną fajką w gębie, ciętym językiem i zamiłowaniem do trunków wszelakich. A do tego, mag i odwieczny wróg Piekła i jego mieszkańców. Czego chcieć więcej? W Polsce Hellblazer wydawany był kilkukrotnie, ostatnio świetnie robi to Egmont, który jednak wydawał go niekoniecznie zgodnie z chronologią historii i publikacji. Te napisane przez Delano zostały wydane jako tom siódmy, chociaż wydawnictwa poszczególnych scenarzystów są oznaczane oddzielnie (czyli: Ennisa od 1, Delano od 1 itd.). Jamie Delano rozpoczyna opowieść o Johnie Constantine jako osobnej serii komiksowej. Warto przypomnieć, że mag został wymyślony przez *fanfary* Alana Moore’a na potrzeby komiksu Swamp Thing. Szybko jednak zyskał przychylność czytelników, postanowiono mu więc dać szansę i stworzono osobną serię. Historie Delano są pełne mroku, ciężkie natomiast rysunki i psychodeliczne kolory, trochę jak z sennego koszmaru. Dużym minusem w tej pozycji jest pomieszanie kadrów – czasem podczas czytania dopiero zdajemy sobie sprawę, że dana akcja dzieje się na rozkładówce, a nie jak w klasycznej opowieści komiksowej – na stronie. Same historie są w stylu horrorów z lat 80. z lekkim mrugnięciem oka do klasyki kina grozy lat 30, 40 i 50. Do tego, jak to zwykle w komiksie brytyjskim z tamtego okresu bywa (a przynajmniej w tych, które czytałem),znajdziemy sporo odniesień do aktualnej sytuacji politycznej, krytykę rządów Margaret Thatcher, zaprezentowany został chaos społeczny i ekologiczny, który zdominował dyskurs publiczny w latach 80 XX. wieku Wyspy. Ogólnie nie jest to pozycja najłatwiejsza, nie wiem czy poleciłbym od niej rozpoczęcie przygody z historiami Constanine’a. Ja jestem akurat zwolennikiem czytania od prapoczątków pewnych historii, natomiast zdaję sobie sprawę, że niektórym format tych opowieści,  a zwłaszcza warstwa graficzna może nie przypaść do gustu, a wręcz nawet odstręczyć. Czy dla mnie był to problem? Nie. Czy będę kontynuował przygodę z Constantinem? Oczywiście.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na71 miesiąc temu
Batman: Trzech Jokerów Geoff Johns
Batman: Trzech Jokerów
Geoff Johns Jason Fabok
Geoff Johns to jeden z moich ulubionych scenarzystów komiksowych, który potrafi napisać wciągające, emocjonujące i inteligentne historie rozrywkowe, a do tego nigdy nie zszedł poniżej pewnego poziomu, ponieważ nawet jego najsłabsze tytuły można określić mianem całkiem dobrych. Tworzone przez tego autora komiksy superbohaterskie charakteryzują się ciekawymi fabułami pełnymi interesujących pomysłów, dobrze napisanymi dialogami, trafnym humorem, dogłębnym zrozumieniem charakteru i osobowości danego bohatera/danej bohaterki, a także idealnym wyważeniem proporcji pomiędzy akcją a spokojniejszymi momentami nastawionymi na rozwijanie relacji między postaciami. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że twórczość Johnsa to nie jest ten sam poziom, co większość komiksów stworzonych przez Alana Moore'a i prawdopodobnie nigdy nie uda mu się napisać przełomowej historii na miarę dokonań Maga z Northampton. Porównanie tych dwóch scenarzystów: jednego bardzo dobrego a drugiego wybitnego, który zasłużenie posiada status żywej legendy jest zasadne o tyle, że Geoff Johns dwa razy próbował skonfrontować się z dorobkiem Alana Moore'a i przy okazji udowodnić wszystkim zainteresowanym, że jest zdolny do stworzenia dzieła dorównującego tym, za które odpowiedzialny był jego starszy kolega po fachu. W obu przypadkach przyjął podobną taktykę napisania kontynuacji do utworów, za które odpowiadał pierwszy Mag, wśród scenarzystów komiksowych (lub pierwszy scenarzysta komiksowy pośród Magów). I tak w "Zegarze Zagłady" mamy możliwość powrotu do świata "Strażników", natomiast "Trzech Jokerów" wykorzystuje wątki, których początki sięgają "Zabójczego Żartu". Z koncepcją, że największy wróg Człowieka Nietoperza nie jest jednym złoczyńcą, ale trzema po raz pierwszy można się było spotkać w "Wojnie Darkseida", czyli wątku fabularnym, który finalizował staż Geoffa Johnsa przy pisaniu scenariuszy do Ligii Sprawiedliwości w okresie znanym jako "New 52" (po polsku "Nowe DC Comics") i dotyczył konfrontacji pomiędzy największymi ziemskimi superbohaterami i superbohaterkami oraz wspierającymi ich bóstwami z Nowej Genezy, a władcą Apokolips. Wówczas to Batman tymczasowo stał się Bogiem Wiedzy dzięki temu, że udało mu się zasiąść na Tronie Mobiusa, czyli niesamowicie zaawansowanym wszystkowiedzącym urządzeniu, zdolnym udzielić informacji na każdy zadany temat. Na pytanie Mrocznego Rycerza dotyczące prawdziwej tożsamości Błazeńskiego Księcia Zbrodni otrzymał zaskakującą odpowiedź, że nie ma jednego Jokera, ponieważ jest ich trzech. Aż chciałoby się zakrzyknąć "Omne Trinum Perfectum!!!" (Batman szepnął wtedy "Niemożliwe!", ale pewnie pomyślał coś w stylu "O k*rw@, ja p*****lę!!!") i od razu przekonać się czy ten zaskakujący pomysł ma satysfakcjonujące uzasadnienie, ale z rozwiązaniem zagadki trzeba było poczekać kilka lat, aż w końcu Geoff Johns ukończył scenariusz do niniejszej pozycji. Co ciekawe, w omawianym komiksie scenarzysta ani razu nie odwołał się do wydarzeń, które zainicjowały główny wątek tej historii tak, że całą opowieść można przeczytać i nie zdawać sobie sprawy, że wszystko zaczęło się od sytuacji, kiedy to Człowiek Nietoperz posadził swoją batdupę na fotelu znającym odpowiedź na każde pytanie. Zawiązanie akcji recenzowanego komiksu następuje w momencie, kiedy w tym samym czasie, ale w różnych miejscach Joker popełnia trzy dobrze udokumentowane przestępstwa, które natychmiast stają się szeroko komentowane we wszelkiego rodzaju mediach. Mroczny Rycerz próbuje ustalić naturę tego dziwnego zjawiska. Czy mamy do czynienia z sobowtórami? Klonami? Jokerami z alternatywnych rzeczywistości, a może faktycznie od samego początku mierzył się z wyjątkowo paskudnymi trojaczkami? W śledztwie Człowiek Nietoperz wspomagany jest przez Batgirl i Red Hooda, czyli tych członków Batrodziny, którzy zostali najbardziej skrzywdzeni przez Błazeńskiego Księcia Zbrodni i z tego powodu mierzą się z mniej i bardziej przepracowanymi traumami. Próba odnalezienia i powstrzymania trzech Jokerów prowadzi naszych bohaterów i bohaterkę do odkrycia niejasnego powiązania jakie nemezis Batmana posiada z Joe Chillem, czyli mordercą rodziców Bruce'a Wayne'a. Z omawianym tytułem wiązałem obawy, że tym razem Geoff Johns przeliczył się, kiedy mierzył siły na zamiary i jego ambitny projekt okaże się spektakularnym niepowodzeniem. Z tego też powodu zwlekałem z przeczytaniem "Trzech Jokerów". Dopiero powtórna lektura "Zabójczego Żartu", który jest jednym z moich ulubionych komiksów o Batmanie i zarazem najlepszym, w jakim występuje Joker zmotywowała mnie do tego, żeby w końcu zapoznać się z niniejszą pozycją. Może było to spowodowane tym, że nastawiłem się mentalnie na kompletną porażkę i oczekiwania względem tego utworu miałem raczej niewielkie. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy brnąłem przez meandry fabuły, ponieważ po lekturze całości jestem autentycznie zachwycony tym tytułem. Uważam, że jest to jeden z najlepszych komiksów superbohaterskich, jaki powstał w przeciągu kilku ostatnich lat i koncentruje się na Batmanie, jego rodzinie oraz arcywrogu. Geoff Johns w "Trzech Jokerach" według mnie wykorzystał cały swój potencjał twórczy i stworzył historię, która intryguje i w moim przypadku przeczytałem całą opowieść za jednym posiedzeniem. Nie jest to dzieło tak przełomowe i redefiniujące gatunek superbohaterskich historii obrazkowych jak "Zabójczy Żart", ale tym razem do tego wysokiego poziomu niewiele mu brakuje. Johns nie naśladuje ślepo stylu Moore'a, ale wyraźnie widać gdzie czerpał inspiracje, a gdzie posiłkował się własnym wypracowanym warsztatem. Omawiany tytuł nie jest tak przepełniony symboliką jak u Maga z Northampton, ale imponuje tym, że scenarzysta panuje nad wszystkimi zainicjowanymi w komiksie wątkami, które mają satysfakcjonujące zakończenie w finale. Każda istotniejsza postać, która pojawiła się w tym komiksie pełni konkretną funkcję i bardzo dobrze wywiązuje się z powierzonej roli, oprócz wyjątkowo zmarnowanej szansy większego wykorzystania Komisarza Gordona, który przecież też mocno ucierpiał z powodu Jokera w przeszłości i to nie raz, ale w tym komiksie niestety jest jedynie postacią drugoplanową, co jest jedną z niewielu wad tego tytułu. Natomiast pochwalić należy prowadzenie bohaterów i bohaterek pod względem psychologicznym, ponieważ tutaj scenarzysta wzorcowo wywiązuje się z powierzonego mu zadania i ani razu nie czułem, żeby jakaś postać zachowywała się nienaturalnie. Motywacje, które kierują postaciami są dobrze ugruntowane w ich charakterach i przeżyciach, a w trakcie rozwoju akcji posiadane przez nich przekonania są spójne z dokonaniami, dzięki czemu mamy do czynienia z konsekwentnym portretowaniem postaci. Niektórym może się nie spodobać sposób ukazania Batmana, który trochę różni się od tego jak jest przedstawiany w innych tytułach, ale mnie ta jego wersja jak najbardziej odpowiada, ponieważ podkreśla, że dla Mrocznego Rycerza codzienna i conocna walka z przestępczością w Gotham jest ważniejsza nawet od postępowania zgodnie z wymiarem sprawiedliwości. Zakończenie komiksu to jedna z jego największych zalet i byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak Johnsowi udało się się stworzyć tak bardzo angażujący, emocjonalny i satysfakcjonujący finał, a jednocześnie dodać od siebie kilka naprawdę interesujących pomysłów, które być może zostaną rozwinięte w przyszłych projektach. Aczkolwiek dla wielu osób wyjaśnienie zjawiska trzech Jokerów może się wydać rozczarowujące, zwłaszcza, że ich obecność nie zdominowała komiksu (co w zależności od osobistych preferencji może być zarówno wadą jak i zaletą),ale ja jestem niezmiernie usatysfakcjonowany tym, jak z tego problemu, który jakby nie patrzeć sam stworzył, wybrnął scenarzysta. Według mnie wątku więcej niż jednego Błazeńskiego Księcia Zbrodni nie dałoby się lepiej przedstawić i rozwiązać. No może Alan Moore byłby w stanie, gdyby nie jego resentyment względem Wydawnictwa DC. Kolejna z zalet omawianej pozycji, czyli pewne różnice w zachowaniu wszystkich trzech Jokerów, przez co każdy z nich jest definiowany innym terminem: przestępca, komik i klaun, to jednocześnie błyskotliwy metakomentarz dotyczący tego jak komiksowe postacie na przestrzeni wielu lat musiały mieć modyfikowane charaktery, żeby nadążyć za zmianami i trendami zachodzącymi w społeczeństwie. Również scenarzysta "Zabójczego Żartu" wykorzystał tę technikę, żeby zwrócić uwagę na niekończący się cykl walki pomiędzy superbohaterem, a jego największymi przeciwnikami, który powtarza się tak długo, jak długo trwa zainteresowanie czytelników i czytelniczek, przez co każda ostateczna potyczka staje się tylko jednym z wielu ogniw w nieskończonym łańcuchu. Jeżeli chodzi o warstwę graficzną to muszę przyznać, że styl rysunków powinien się spodobać nawet tym osobom, które będą rozczarowane fabułą tego utworu. Jason Fabok to obecnie jeden z najlepszych rysowników tworzących dla Wydawnictwa DC i w recenzowanej pozycji wspiął się na wyżyny swojego talentu. Grafiki przez niego stworzone są fenomenalne i znacząco wzbogacają całą opowieść o wyjątkową atmosferę. Według mnie ten artysta dorównuje talentem niezapomnianemu Brianowi Bollandowi, przy czym wypracował własny, bardzo realistyczny styl rysunku. Recenzowany tytuł to z pewnością jeden z najpiękniejszych komiksów, jakie narysowano. Podsumowując tę dosyć długą recenzję "Batman: Trzech Jokerów" zarówno pod względem scenariusza i rysunków jest pozycją wybitną, która mnie przyniosła ogrom czytelniczego zadowolenia. Geoff Johns zmierzył się ze spuścizną Alana Moore'a i chociaż trochę mu zabrakło, żeby dorównać Magowi z Northampton, to tym razem był już całkiem blisko zamierzonego celu i wrócił stamtąd z tarczą. Dla mnie to najlepszy komiks superbohaterski od wielu lat, a także drugi w kolejności, jeżeli chodzi o najbardziej udane wykorzystanie postaci Jokera (a raczej Jokerów). Na pierwszym miejscu oczywiście uplasował się "Zabójczy Żart" i prawdopodobnie to się już nigdy nie zmieni.
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na101 miesiąc temu
Batman: Knightfall. Krucjata Mrocznego Rycerza Alan Grant
Batman: Knightfall. Krucjata Mrocznego Rycerza
Alan Grant Chuck Dixon Graham Nolan Jo Duffy Barry Kitson Vince Giarrano Tom Grummett Doug Moench
Azrael dzięki "Sword of Azrael" był w przeszłości jednym z moim ulubionych bohaterów, dlatego zapoznanie się z przygodami Jean-Paula w kostiumie Batmana było dla mnie koniecznością. Przyznam się od razu że tomu drugiego Knightfall nie czytałem, a przygodę z Batmanem zakończyłem na pojedynku Bane z Brucem Waynem (Tm-Semic),który jakiegoś specjalnego wrażenia na mnie nie zrobił. Jak wypadł ciąg dalszy tej starej historii? Opasły tom 3 Knightquest podzieliłbył na dwie części. Cześć pierwsza, mniej więcej do połowy tomu, zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Opowieść z Komornikiem jest przyjemna, a kreska Vince Giarrano przypadła mi do gustu. Równie dobrze wypadają zeszyty "Robina" z rysunkami Tomma Grummetta. Największym zaskoczeniem była dla mnie jednak Catwomen. Nie spodziewałem się niczego specjalnego, a wyszło ciekawie i sensownie. Relacja Seliny i jej badanie się z nowym Nietoperzem wypadło bardzo ciekawie i przekonująco. Druga część tego tomu podąża już głównie w kierunku uchwycenia mordercy zwanego jako Abattoir, a fabuła zahacza także o kilka innych postaci i wątków, czego kulminacją jest coraz większe zatracanie się Jean-Paula w chaosie. Jako przerywnik dostajemy narysowaną w stylu lat 50-tych historię o Gordonie i Pingwinie. Krótką i niewiele wnoszącą. Druga część tomu trzeciego jest nieco słabsza niż początek tego tomu, chociaż ma swoje momenty, co czyni ja wartą uwagi. Od strony graficznej też jest już trochę słabiej, ale wciąż jest to bardzo przyzwoity poziom. Czy warto sięgnąć po ten komiks ? Uważam że tak. Nie jest to dzieło wybitne, ale w moim mniemaniu jest to całkiem dobry kawał komiksu. To, że w tym tomie nie ma Bane jest dla mnie plusem, bo sam Bane jako antagonista nie był dla mnie zbyt ciekawy. Przygosy Jean Paula są zdecydowanie ciekawiej napisane. Całość czytało mi się przyjemnie i chętnie sięgnę po ciąg dalszy tej sagi. Jak na komiks, który został wydany 30 lat temu, uważam że jest naprawdę dobry, zarówno pod względem fabuły jak i rysunku. Całość ocenilbym na 6,5, ale to byłaby ocena nie uwzględniająca tego, że od debiutu Knightquest minęło już 30 lat.
mika_el - awatar mika_el
ocenił na72 lata temu
Animal Man. Omnibus Grant Morrison
Animal Man. Omnibus
Grant Morrison Brian Bolland Tom Grummett Chas Truog Doug Hazlewood
Co za cudowne, kompletne szaleństwo. Już wstęp bardzo mi się spodobał. Morrison to chyba spoko gość. Skromny, dowcipny, pełen dystansu do siebie gawędziarz. A sam komiks zaczyna się ciekawie, choć niepozornie - ot, zapomniany ciut Buddy postanawia wrócić do zawodu i stać się prawdziwym superbohaterem. Moce ma dość niedorzeczne: otóż umie przejmować umiejętności od zwierząt, które są w pobliżu. Sam zdaje sobie sprawę z tego, jak głupio to brzmi, ale cóż ma zrobić. Jasne, z początku wydaje się to pretekstem do rozmyślań o prawach zwierząt i o konsumpcji tychże. Ale jeśli spodziewacie się, że to po prostu eko-komiks, to jesteście w sygnifikantnym błędzie. Po pierwsze, jest tu od groma obyczaju i realizmu. Świetne wątki rodzinne i przyziemne traktowanie “zawodu” superbohaterskiego. Obserwujemy choćby jak żona Buddy’ego przyzwyczaja się do wizyt nadludzi: “jak widziałaś jednego, to jakbyś widziała wszystkich”. Ale po drugie, to jest totalnie meta-komiks. Z początku jest to niepozorne, na końcu natomiast mamy do czynienia z kompletnym meta-szaleństwem, bardzo rozrywkowym i udanym. Jest to z pozoru epizodyczna, ale ostatecznie cholernie spójna i przemyślana historia o bohaterach zapomnianych. O postaciach porzuconych. O strojach zbyt kiczowatych na dzisiejsze czasy. I jezu, jak to działa. W skrócie: trochę meta, trochę eko, trochę sympatyczny obyczaj skręcający momentami w dramat. Czasem kompletne szaleństwo. I sporo Moore’a. Jeśli powyższe jeszcze Was nie przekonało: jest tu też małpa, pisząca na maszynie do pisania kolejne dzieła Szekspira. Warto jak cholera. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na86 miesięcy temu
Batman: Imposter Andrea Sorrentino
Batman: Imposter
Andrea Sorrentino Mattson Tomlin
Bruce stracił rodziców, ale zawsze mógł liczyć na Alfreda, a jako Batman miał po swojej stronie Gordona. Batman Imposter z linii DC Black Label oferuje odmienną historię Człowieka-Nietoperza. Na pierwszy rzut oka to niepozorne zmiany, a jednak nadaje jakże mroczny, pesymistyczny wydźwięk całej historii. Wyobraźmy sobie wspaniałomyślnego i pomocnego Alfreda, który ma dość rozkapryszonego i wiecznie wściekłego panicza! Jest zdesperowany do tego stopnia, że oczekuje od psychiatry przepisania leków Bruce’owi! W ostatecznym rozrachunku rezygnuje z pracy, bo w końcu nie jest niańką, tylko lokajem! Gdy czytałem ten komiks i widziałem samotnego Bruce’a w wielkiej pustej rezydencji, to wręcz ściskało mnie za serce. Batman zawsze był samotnikiem, głównie polegał na sobie, ale w tej odsłonie jest jeszcze bardziej osamotniony, w zasadzie opuszczony przez wszystkich. Do tego stopnia, że na samym początku widać, że nawet za bardzo nie zależy mu na życiu. Na dodatek wcale tak sprawnie sobie nie radzi z przestępcami. Ledwo co historia się zaczyna, a już w ramach jego interwencji kasjer obrywa kulkę, ginie kierowca, a on sam otrzymuje kilka strzałów w pierś, tak że prawie się wykrwawia. I w takim stanie trafia pod drzwi pani doktor Leslie. [...] Batman Imposter to jedna z niewielu komiksowych pozycji, o których mógłbym naprawdę bardzo wiele napisać. Nie wspomniałem co prawda o pani detektyw Blair Wong, która jest ważną postacią dla fabuły, a na dodatek wiele ją łączy z Bruce’em. Mało tego postacie epizodyczne są wręcz wybitne! Choćby niepozorny Otis Flannegan wypadł bardzo poruszającą. Podczas czytania tego komiksu kilka razy się wzruszyłem, a i nie raz serce mnie zabolało, ale co się dziwić, gdy Alfred wykrzykuje takie rzeczy. Wielokrotnie miałem poczucie, że Gotham w tym komiksie jest jeszcze mroczniejsze i bardziej przygnębiające, że nie ma tu nadziei. Wiele obiecywałem sobie po tym komiksie, a ostatecznie i tak zaskoczył mnie pod każdym względem! Nie wyobrażam sobie, aby w pierwszej dziesiątce mojej topki najlepszych komiksów wszech czasów nie znalazło się miejsce dla Batmana Impostera! Cała recenzja: https://ostatniatawerna.pl/w-cieniu-gotham-recenzja-komiksu-batman-imposter/
OstatniaTawerna - awatar OstatniaTawerna
oceniła na93 miesiące temu

Cytaty z książki Punisher. Marvel Knights Tom 1

Więcej
Garth Ennis Punisher. Marvel Knights Tom 1 Zobacz więcej
Więcej