Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie

- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Seria:
- Poza serią
- Tytuł oryginału:
- Saisonarbeit
- Data wydania:
- 2020-07-08
- Data 1. wyd. pol.:
- 2020-07-08
- Liczba stron:
- 176
- Czas czytania
- 2 godz. 56 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788381910507
- Tłumacz:
- Elżbieta Kalinowska
Heike Geißler, niemiecka pisarka i tłumaczka, nie mogąc utrzymać się z freelancerskich zleceń, w 2010 roku zatrudniła się jako sezonowa pracowniczka w hali wysyłkowej Amazona w Lipsku. Jednak już po kilku dniach okazało się, że jej nowe stanowisko pracy to źródło nie tylko frustracji, ale i inspiracji literackich.
Geißler pisze więc do samej siebie sprzed kilku lat, kiedy godziny odmierzał jej przemysłowy zegar, a dni – koniec umowy na czas określony. Opisuje konflikty między pracownikami i przełożonymi, przybliża wyśrubowane wymagania dotyczące czasu pracy, ukazuje hipokryzję leżącą u podstaw korporacyjnych zasad współpracy.
Praca sezonowa to odważna powieść reporterska o rynku pracy. Jej bohaterom bliżej jednak do depresji niż do wzniecenia kolejnej rewolucji robotniczej.
Kup Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie w ulubionej księgarniPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie
Być najbogatszą kobietą w mieście
Praca w magazynie wymaga przede wszystkim sprawnych rąk. Pracodawca nie płaci za myślenie, a za wykonywanie obowiązków. Jednak autorka już na początku zaznacza, że jest wrażliwa. Jej wrażliwość — w kontekście pracy fizycznej — jest ciężarem i rodzi frustracje. Heike Geißler roztrząsa każdy szczegół pracy w Amazonie, analizuje najdrobniejszy obowiązek. Tak, jakby w prostej pracy szukała czegoś więcej. Zupełnie niepotrzebnie.
Każde kolejne napisane przez nią słowo coraz silniej nasiąka pogardą. Jak herbata, która robi się mocniejsza im, dłużej torebka znajduje się w gorącej wodzie, tak samo Heike Geißler z każdym kolejnym przepracowanym dniem staje się coraz gnuśniejsza. Autorka sprawia wrażenie wyniosłej. Kreuje się na kogoś, kto stoi ponad pracę fizyczną. Co chwilę powtarza, że jej nie potrzebuje, że to tylko chwilowe podreperowanie budżetu domowego. W końcu to pisarka i tłumaczka, która ma swoje ideały i marzenia, a pieniądze to przyziemna sprawa.
Co ciekawe — przypadkiem zapytana na ulicy przez dziennikarza, jaki rekord świata chciałaby ustanowić — początkowo odpowiada, że żadnego. Jednak później stwierdza: „Być najbogatszą kobietą w mieście. Albo przynajmniej w dzielnicy”. Nie padają tu słowa o napisaniu interesującego artykułu, przetłumaczeniu wybitnego dzieła czy wydaniu fantastycznej książki. Gdzie ideały, o których ciągle wspomina? Być najbogatszą kobietą w mieście — o tym marzy pisarka. Po tych słowach przestałam liczyć, że „Praca sezonowa” zaskoczy mnie czymś pozytywnym.
Książkę źle się czyta. Opowieść jest bardzo chaotyczna. Trochę o pracy w Amazonie, trochę o problemach finansowych, o zdrowiu. O wszystkim i o niczym. Przeważają opisy emocji, jakie przeżywa Geißler. Jej niemożność dostosowania się do rzeczywistości kłuje w oczy. Wydaje się nieporadna, niezdarna i mało samodzielna. Dojazd tramwajem do pracy urasta do wielkiej i trudnej podróży. Skanowanie produktów jest mało rozwijające. Błędy, które robi przy liczeniu to wina sprzętu. A każdy komentarz ze strony innego pracownika traktuje jako obrazę i ujmę. Same negatywne myśli.
Jednocześnie autorka zastanawia się nad potencjałem pracowników - „być może z tą masą ludzi nie da się już nic zrobić?”. Zakłada, że wszyscy cierpią, pracując w Amazonie. Jej wrażliwa dusza nie dostrzega drobnego faktu — tego, że niektóre osoby dobrze czują się, wykonując proste czynności i praca fizyczna im odpowiada. Geißler uważa ich za nudnych ludzi, którzy w sytuacji, gdy mieliby możliwość zrezygnowania, nie wiedzieliby co robić z własnym życiem. „Nagle mieliby czas i nie wiedzieliby, co z nim zrobić. Żadnych pomysłów nadających się do codziennego użytku”.. Bije od niej ogromna ignorancja i wyższość.
Bez wątpienia Geißler odbiera świat zerojedynkowo. Nie jest w stanie wyjść poza swoje ramy i ograniczenia. A może w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że można żyć inaczej? W jej głowie pojawia się myśl o zebraniu historii pracowników. Namówiłaby kolegów i koleżanki do założenia grupy pisarskiej. Każdy spisałby swoje przeżycia i „To byłby jedyny prawdziwy pożytek z tej firmy”. Nie przychodzi jej do głowy, że nie każdy ma ochotę dzielić się swoimi przeżyciami. Niektórzy nie widzą w tym sensu, w końcu Amazon to tylko praca. Przychodzą tu, żeby zarobić pieniądze, a nie bawić się w kółko pisarskie.
Będąc na chorobowym zwolnieniu Geißler cały czas myśli o tym kiedy wróci do pracy. Odlicza dni marząc, by nigdy ta chwila nigdy nie nadeszła. Ciągle powtarza, że jest narzędziem w rękach firmy. Nic nowego. Każdy pracownik sprawia, że Amazon się rozwija. Jeśli zrezygnuje na to samo miejsce pojawi się kilkadziesiąt nowych chętnych. Jak w każdej korporacji.
Również pracowałam w Amazonie, więc byłam ciekawa tej lektury. Niestety jestem rozczarowana. Nie przypominam sobie terroru jaki opisuje Geißler. Pracę w magazynie traktowałam jako ciekawe doświadczenie i nie wiązałam z tym swojej przyszłości, ale obowiązki wykonywałam zgodnie z wymaganiami. Do magazynu pracowników przywoził autokar. Przerwy co 3 godziny. Obiad za 1zł (do wyboru opcja wegetariańska i mięsna). 4 dni pracy po 12 godzin. 3 dni wolnego. Są ludzie, którzy doskonale odnajdują się w takim trybie i znajdują czas na rozwijanie pasji, spędzanie czasu z rodziną. Autorka jednak twierdzi, że rodzina „to ciągły zagłuszacz w życiu pracownika”.
Zgadzam się z jednym - Geißler pisze, że brakuje jej widoku na dni. To prawda. Pamiętam nocne zmiany. Wraca się nad ranem, kiedy jest ciemno i wszyscy jeszcze śpią. Wychodzi do pracy po południu, kiedy ludzie już wracają do swoich domów. Ma się wrażenie, że wszystko stoi na głowie. I tylko ogromna ilość przesyłek jakie codziennie opuszczają Amazon uświadamia, że świat nadal jest pełen ludzi.
Polityka firmy zakłada, że wszyscy mówią sobie po imieniu. Autorkę to zniesmacza. Amerykański styl życia. Faktycznie tak było. Wszyscy mówili sobie po imieniu. To mocno skracało dystans. Jednocześnie pamiętam, że do starszych osób i tak zwracałam się per pan/pani dodając imię. Z szacunku. Nikt nie robił z tego problemu. Geißler najwidoczniej bardzo to przeszkadza i uważa za brak poszanowania, bo w książce prowadzi osobliwą narrację. Zwraca się do siebie „pani” jakby tym samym chciała nadać sobie wyższy ton, dodać poważania, które zostało zabrane przez każdego pracownika, który zwrócił się do niej „Heike”.
„Praca sezonowa” to nie „odważna powieść reporterska o rynku pracy” jak można przeczytać z tyłu książki. Nie przybliża realiów pracy w Amazonie. Nie pochyla się nad problemami pracowników i koncernu. Nie przedstawia procesu wysyłki od zamówienia do dostarczenia klientowi. To 172 strony pełne słów sfrustrowanej kobiety, która nie może (nie chce?) poradzić sobie ze swoją codziennością.
Joanna Kaczmarek
Opinia społeczności książki Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie
O złych warunkach pracy w Amazonie napisano już całkiem sporo. Jeśli więc chcecie dowiedzieć się czegoś o realiach panujących w magazynach Jeffa Bezosa… KONIECZNIE PRZECZYTAJCIE COŚ INNEGO!!! Wbrew chwytliwemu tytułowi, „reportaż” Heike Geissler nie mówi o Amazonie właściwie nic. Jest natomiast opisem chorych stanów emocjonalnych autorki, dodatkowo podanym w niestrawnej formie listu do samej siebie i pełnym grafomańskiego bełkotu. Na przykład: „Idzie pani w korowodzie pracowników przez śnieg, przez parking, korowód dzieli się przy drzwiach obrotowych, tu jego potencjał się kończy, możliwość zmienia się w życzenie, bardziej realne, wybiegające w przód: żeby już był fajrant, weekend, urlop, emerytura. Wąż pracowników traci zęby. W jakim stanie był wąż, zanim mu je wyrwano? W jakim stanie były zęby węża, zanim je wyrwano? Jakie to były zęby? Jaki to był wąż? I co właściwie powinno się stać?” To jednak nie koniec atrakcji! Po pierwsze, autorka usiłuje opisywać pracę w Amazonie, choć nie spędziła w nim nawet tytułowego miesiąca. Znaczną część swojego kontraktu przebywała bowiem na… zwolnieniu lekarskim. Po drugie, sama przyznaje, że trafiła do magazynowej hali ze względu na kłopoty finansowe spowodowane brakiem kontroli nad wydawaniem pieniędzy. Cóż… Po trzecie wreszcie (i chyba najważniejsze),Heike Geissler nie kryje swojego pogardliwego stosunku do pracy w ogóle. Tu już nie chodzi nawet o Amazona. Autorka jest święcie przekonana, że świat powinien być tak urządzony, aby nikt pracować nie musiał. Jak to zrobić? Tego niestety nie zdradza, ale obawiam się, że przy takim podejściu może nie zrobić kariery również w innych branżach. No chyba, że sukces zapewnią jej kolejne grafomańskie dzieła o clikbaitowych tytułach…
Oceny książki Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie
Poznaj innych czytelników
287 użytkowników ma tytuł Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie na półkach głównych- Przeczytane 174
- Chcę przeczytać 110
- Teraz czytam 3
- Posiadam 20
- 2020 11
- 2020 10
- Legimi 8
- Reportaż 6
- 2021 4
- Czarne 3
Tagi i tematy do książki Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie
Czytelnicy Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie przeczytali również
Cytaty z książki Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie
Nie umie się pani obchodzić z pieniędzmi i często myśli o tym, co napisała Gertrude Stein: „Każdy musi teraz naprawdę zdecydować. Czy pienią...
RozwińZ przyjemnością ogląda pani to zakurzone muzeum towarów. Wokół rzeczy na regałach panuje cisza, bo nie ma nikogo, kto by po nie sięgnął i wy...
Rozwiń









































Opinie i dyskusje o książce Praca sezonowa. Miesiąc w Amazonie
Przyznaję, że nie tego się spodziewałam. Myślałam, że to będą wspomnienia, może nawet reportaż. A dostałam w pakiecie również dużo przemyśleń natury filozoficzno-literackiej oraz sporo egzystencjalizmu i eksperyment z formą. Jakby autorka próbowała znaleźć pocieszenie dla podłej kondycji ludzkiej w dziełach wielkich umysłów i odsuwając się poprzez dziwną narrację od osoby, która faktycznie tę historie przeżyła.
Przyznaję, że nie tego się spodziewałam. Myślałam, że to będą wspomnienia, może nawet reportaż. A dostałam w pakiecie również dużo przemyśleń natury filozoficzno-literackiej oraz sporo egzystencjalizmu i eksperyment z formą. Jakby autorka próbowała znaleźć pocieszenie dla podłej kondycji ludzkiej w dziełach wielkich umysłów i odsuwając się poprzez dziwną narrację od osoby,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKoszmarek. Nie da się tego czytac.
To jest jakiś swobodny strumień świadomości autorki, która jest stworzona do wyższych celów, ale nie potrafi płacic rachunków na czas, i wogóle sobie nie radzi z finansami, i się decyduje na pracę fizyczną,, którą się brzydzi jako intelektualistka.
Do tego napisane to jest w dziwnej formie odwrotnej.
Koszmarek. Nie da się tego czytac.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jest jakiś swobodny strumień świadomości autorki, która jest stworzona do wyższych celów, ale nie potrafi płacic rachunków na czas, i wogóle sobie nie radzi z finansami, i się decyduje na pracę fizyczną,, którą się brzydzi jako intelektualistka.
Do tego napisane to jest w dziwnej formie odwrotnej.
Czyta się fatalnie, a z reportażem to nie ma nic wspólnego. Szkoda czasu.
Czyta się fatalnie, a z reportażem to nie ma nic wspólnego. Szkoda czasu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo czytania na gryza, i w sumie dobrze. Książka jest taka sobie i poważnie bym jej nie traktował.
Pani Hejke musi zniżyć się do pracy w pakowni firmy zaczynającej się na A a kończącej na mazon. Na pierwszy plan wybija się główny konflikt inteligenta z kompleksem wyższości wśród fizoli przypartego do muru finansowego. Nie jest to ani reportaż, ani diss na kapitalizm, ani przydługawy felieton o pracy tymczasowej, ani badanie nad preferencjami kupujacych, ani księżniczkowanie niezaradnej kobitki. Wychodzi z tego potworek ze wszystkimi elementami podszyty ironią, ale tylko trochę żeby nie było za bardzo zajmująco ani broń boże zabawnie.
Konstrukcyjnie mamy podział na dni ale też nie bardzo bo potem autorce się nie chciało (zarówno pisać jak i pracować),mamy też narrację samej do siebie z przeszłości - ciekawy ale przekombinowany zabieg bo przeszkadza w łapaniu sensu np dialogów w pakowni, długie cytaty czy listowanie tytułów to też jedna z metod przełamania formy co pomaga wydłużyć książkę - samej pracy w kołhozie jest dość mało, no trzeba było rozwodnić temat na te ponad 170 stron.
Mimo niepochlebnej opinii cieszę się że to przeczytałem, było to odświeżające doświadczenie.
Do czytania na gryza, i w sumie dobrze. Książka jest taka sobie i poważnie bym jej nie traktował.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPani Hejke musi zniżyć się do pracy w pakowni firmy zaczynającej się na A a kończącej na mazon. Na pierwszy plan wybija się główny konflikt inteligenta z kompleksem wyższości wśród fizoli przypartego do muru finansowego. Nie jest to ani reportaż, ani diss na kapitalizm, ani...
ciężko się czytało i jakoś nie wiem, nawet jakiś emocji po mnie nie zostawiła.
ciężko się czytało i jakoś nie wiem, nawet jakiś emocji po mnie nie zostawiła.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę rozumiem, że dziwaczny styl narracji jest wymuszony przez potencjalny pozew ze strony Amazona i trochę nawet autorkę podziwiam, że wymyśliła taki zabieg, żeby nie zbankrutować przy takim pozwie, ale czyta się to źle. Czytelnicy, którzy spodziewali się historiami z hali sypiącymi się jak z rękawa będą zawiedzieni, bo jest tego bardzo mało. Więcej jest usprawiedliwiania samej siebie przez bohaterkę, że będąc "z inteligencji" zniża się do pracy fizycznej. Dość rozczarowujące.
Trochę rozumiem, że dziwaczny styl narracji jest wymuszony przez potencjalny pozew ze strony Amazona i trochę nawet autorkę podziwiam, że wymyśliła taki zabieg, żeby nie zbankrutować przy takim pozwie, ale czyta się to źle. Czytelnicy, którzy spodziewali się historiami z hali sypiącymi się jak z rękawa będą zawiedzieni, bo jest tego bardzo mało. Więcej jest...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążkę kupiłam na wyprzedaży, za okrągłe 2PLN. I nawet tych 2 złotych było szkoda, bo można by za nie kupić pudełko zapałek i ten grafomański, bezsensowny wyrzyg po prostu spalić. Przynajmniej chwila ciepła i światła by z tego była.
A bardziej merytorycznie: pomijając wątpliwej jakości czy wartości poznawczej treść, największą barierą dla mnie była tu narracja prowadzona w drugiej osobie (tylko ugrzecznionej, gdzie zamiast "ty" mamy "pani"). Jest to zabieg niesamowicie wręcz irytujący, bo nie tylko brzmi sztucznie i niezgrabnie, ale sprawia, że jako czytelniczka, automatycznie się buntuję, bo niby jakim prawem autorka mówi mi co ja mam czuć czy myśleć podczas lektury.
Na przykład:
"Kładzie pani płytę na palecie i myśli: Narażam się na śmieszność. Narażam się na śmieszność i przyjmuję śmieszność. Sama pani siebie nie rozumie."
Zgroza. Nie polecam.
Książkę kupiłam na wyprzedaży, za okrągłe 2PLN. I nawet tych 2 złotych było szkoda, bo można by za nie kupić pudełko zapałek i ten grafomański, bezsensowny wyrzyg po prostu spalić. Przynajmniej chwila ciepła i światła by z tego była.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA bardziej merytorycznie: pomijając wątpliwej jakości czy wartości poznawczej treść, największą barierą dla mnie była tu narracja prowadzona...
Kiedy w 1994 roku zdałem maturę, tysiącom ludzi z mojego miasta obudzone właśnie siły wolnego rynku powiedziały, że stali się zbędni. Zakłady pracy, kombinaty - wszystko, co dotąd nie tylko dawało im chleb, ale także jakoś porządkowało życie, zamierało i gasło. W włókienniczej Łodzi nie było specjalnych programów osłonowych. Jeżeli ktoś miał jakieś oczekiwania wobec państwa, które wcześniej przygotowało go i wyszkoliło do roboty w fabryce, potem w niej zatrudniało, a teraz nagle wypluło za bramę, gdzie rozciągał się jałowy tzw. rynek pracy, słyszał, że jest homo sovieticus. Człowiekiem niechętnym własnej wolności, którą by przehandlował za stałą, marną pensję i bylejakość późnej PRL. A powinien przecież być kowalem własnego losu, co brzmi naprawdę dumnie. Z tym, że żeby na twarde tworzywo losu móc się w ogóle zamachnąć młotem, trzeba wziąć porządny oddech. No i z tym bywało różnie, bo miało się np. porządny ubytek tkanki płucnej. Z powodu dziesiątek lat pracy w kombinacie włókien chemicznych. O żadnych odszkodowaniach nie było oczywiście mowy. Zostawało zatem nie kształtowanie przyszłości wedle własnej woli. Raczej jej opukiwanie, łatanie, sztukowanie i ciągły lęk, że porwie się w rękach. I tak się często działo.
Wkraczałem wtedy w dorosłość w mieście 20% bezrobocia. I oczywiście szukałem pracy. Sezonowej, na wakacje. Przez pośrednika trafiłem ostatecznie na budowę, na której wytrwałem miesiąc. Dokładnie tyle, ile trwało doświadczenie Heike Geissler w magazynie Amazona. Przetrwałem to myśląc o dniu, w którym przestanę meldować się o 7:00 w śmierdzącej pakamerze. O momencie wypłaty, która zniknęła w dwa dni (papierosy na zapas, spodnie, używany płaszcz i bilety na PKS do Borek koło Tomaszowa Mazowieckiego?)
Wszystko to wróciło do mnie zaskakująco intensywnie podczas lektury "Pracy sezonowej. Miesiąc w Amazonie". Przede wszystkim zmęczenie, które wyłączało mnie z życia. Po powrocie z budowy nie miałem sił na czytanie, spotykanie się z kimkolwiek, granie na gitarze. Na nic. Ja, 18. latek, mogłem właściwie tylko leżeć i regenerować się przed kolejnym dniem kopania dołów, noszenia dech, przybijania papy i wożenia piachu w przeładowanych taczkach. To zmęczenie autorka opisuje moim zdaniem znakomicie.
Ta książka nie jest reportażem, który ma odsłonić kulisy pracy w magazynie giganta e-commerce. W każdym razie nie tylko i nie przede wszystkim o tym. Dla mnie to opowieść o tym, jak system, w którym żyjemy wmawia nam, że nasza wartość zależy od tego, ile zarabiamy. Jak wycenia naszą pracę, nasze pasje i umiejętności. Jak czujemy się zdegradowani i poniżeni, kiedy nie ma kto nam zapłacić za to, co umiemy, kochamy i chcemy robić. Co nam wtedy zostaje. W jednym momencie Geissler pakuje do skrzynki wysyłkowej książki swojego znajomego "dowiadując się, co ludzie będą czytać i co uznali za dobry prezent świąteczny". Czuje się, jakby była pokojówką, a on gościem. Znajomy należy do świata, gdzie praca, którą lubi daje mu możliwość wyżywienia siebie i rodziny. Nasza bohaterka z przyczyn czysto ekonomicznych znalazła się jakby po drugiej stronie ogrodzenia.
Ale książka nie jest anty-systemowym manifestem. Jest osobistym zapisem upokorzeń, prób przystosowania i zbudowania poczucia przynależności. Prób nieudanych. Zakończonych odejściem z pracy przed terminem wygaśnięcia umowy. Kilkukrotnie w "Pracy sezonowej" pojawia się też wątek zbliżającej się nieuchronnie automatyzacji, która sprawi, że wszystkie te procesy i zadania obędą się bez ludzi. Kto wtedy napisze dla nas książkę zza drzwi z tabliczkę "Tylko dla personelu"? Ale czy w ogóle będzie tam jakiś personel?
Autorka używa w książce trzeciej osoby. Jakby cała ta sytuacja nie przytrafiała się jej, a innej kobiecie. Na ten czas niemal znika jej / ich dotychczasowe życie. To zabieg, o którym wspomina np. Mariusz Szczygieł. Jeżeli jakieś doświadczenia są szczególnie trudne, bohater może mówić o nich tak, jakby relacjonował je z perspektywy kogoś innego. Nie "poszedłem wtedy do regału z książkami" tylko "poszedł pan wtedy do regału z książkami".
Nie jestem pewien, czy miesiąc sezonowej pracy sam w sobie jest tak trudnym wyzwaniem. Z drugiej strony, chodzi nie tyle o te kilka tygodni wyczerpującej i dehumanizującej orki. Chodzi właśnie o strach, że już nigdy nie znajdziemy ścieżki do własnego świata. Do aspiracji i marzeń o spełnieniu i realizacji. Do poczucia sensu. To dlatego tak komicznie brzmią pojawiające się w "Pracy sezonowej" slogany z motywujących książek biznesowych. Najzabawniejsza z nich wydawała mi się ta, przekonująca czytelników, że praca, którą wykonują to właśnie praca marzeń. Można sobie bez końca wyobrażać jak brzmi śmiech, który wzbudzają takie brednie pośrodku hali, w której człowiek marznie i poci się na przemian, pakując, sortując, tnąc i wyczekując przerwy.
W "Pracy sezonowej" zdarzają się zdania, które dość trudno zrozumieć, co może być wynikiem przekładu. W mojej ocenie to zaskakująco dobra książka. Mam nadzieję, że przyniosła autorce to, czego szukała i że dzięki niej udało jej się zamienić czas, wysiłek, ale też wrażliwość, erudycję na pieniądze. Zapracowała na to.
Kiedy w 1994 roku zdałem maturę, tysiącom ludzi z mojego miasta obudzone właśnie siły wolnego rynku powiedziały, że stali się zbędni. Zakłady pracy, kombinaty - wszystko, co dotąd nie tylko dawało im chleb, ale także jakoś porządkowało życie, zamierało i gasło. W włókienniczej Łodzi nie było specjalnych programów osłonowych. Jeżeli ktoś miał jakieś oczekiwania wobec...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW samo sedno: "To nie jest reportaż. To raz. Jest to pretensjonalna i tragicznie napisana powieść. I nie jest to powieść o Amazonie. To jest powieść o zderzeniu kawiarnianego bytowania berlińskiej bohemy zderzonego z realną pracą jaką wykonuje 70% mieszkańców Europy wschodniej w tych wspaniałych centrach logistycznych i montowniach volkswagenów, na które nas nie stać. Panna przepracowała na hali miesiąc (z czego połowę przesiedziała na zwolnieniu) i trauma na życie. Welcome to the real life Heike." - Zyrg
W samo sedno: "To nie jest reportaż. To raz. Jest to pretensjonalna i tragicznie napisana powieść. I nie jest to powieść o Amazonie. To jest powieść o zderzeniu kawiarnianego bytowania berlińskiej bohemy zderzonego z realną pracą jaką wykonuje 70% mieszkańców Europy wschodniej w tych wspaniałych centrach logistycznych i montowniach volkswagenów, na które nas nie stać. Panna...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż sam tytuł obnaża wartość książki: "miesiąc w Amazonie" to za mało, by ukazać "kulisy" pracy u giganta. Książka jest nie tyle dokumentem relacji panujących w lipskich magazynach, co zapisem złego nastawienia - do tymczasowej, dorywczej pracy, do pracy fizycznej, do ludzi - tych, z którymi pracuje się w hali, i tych, których spotyka się po pracy, mając wrażenie że w życiu poszło im lepiej.
Mam nadzieję, że (chaotycznie i niespójnie) spisane odczucia i przemyślenia nie są poglądami i przekonaniami autorki, bo trudno z takimi o poczucie szczęścia.
Już sam tytuł obnaża wartość książki: "miesiąc w Amazonie" to za mało, by ukazać "kulisy" pracy u giganta. Książka jest nie tyle dokumentem relacji panujących w lipskich magazynach, co zapisem złego nastawienia - do tymczasowej, dorywczej pracy, do pracy fizycznej, do ludzi - tych, z którymi pracuje się w hali, i tych, których spotyka się po pracy, mając wrażenie że w życiu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to