
ArtykułyNowa powieść Wojciecha Chmielarza - przeczytaj fragment!
LubimyCzytać1
ArtykułyAlfabet pisarza: Adam Przechrzta
LubimyCzytać4
Artykuły„Kosmiczna kuźnia. Bastion Boga”: co kryje niebo?
LubimyCzytać4
ArtykułyWielka sztuka, zakazane miłości i biblioteka pośród ruin. Nowości pod patronatem Lubimyczytać.
LubimyCzytać2
Tumult i widma

- Kategoria:
- biografia, autobiografia, pamiętnik
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 1988-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1988-01-01
- Liczba stron:
- 350
- Czas czytania
- 5 godz. 50 min.
- Język:
- polski
Ta książka nie posiada jeszcze opisu.
Kup Tumult i widma w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Oceny książki Tumult i widma
Poznaj innych czytelników
153 użytkowników ma tytuł Tumult i widma na półkach głównych- Chcę przeczytać 118
- Przeczytane 33
- Teraz czytam 2
- Posiadam 18
- Chcę w prezencie 4
- Literatura polska 3
- Literatura polska 2
- Ulubione 2
- Papierowe 2
- W mojej biblioteczce 1
Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Tumult i widma
Dopiero za drugim, nieraz trzecim czytaniu docieramy do warstw ukrytych przed czytelnikiem pośpiesznym. Tych warstw broni jej gładkość, potoczystość, przemilczenia. A także mgiełka różowa, przesłaniająca jej istotę.
Dopiero za drugim, nieraz trzecim czytaniu docieramy do warstw ukrytych przed czytelnikiem pośpiesznym. Tych warstw broni jej gładkość, poto...
Rozwiń ZwińSztuka zmienia świat w dziwny kryształ, który w człowieku wskrzesza coś, co zdawałoby się w nim zamarło, nie ucieczkę w jałowy estetyzm, ale w dotknięcie innego wymiaru przeżyć.
Sztuka zmienia świat w dziwny kryształ, który w człowieku wskrzesza coś, co zdawałoby się w nim zamarło, nie ucieczkę w jałowy estetyzm, ale...
Rozwiń ZwińWnikanie właśnie w istotę sprzecznych odruchów, a nie zamazywanie ich, może pomóc we wzajemnym zrozumieniu.
Wnikanie właśnie w istotę sprzecznych odruchów, a nie zamazywanie ich, może pomóc we wzajemnym zrozumieniu.














































OPINIE i DYSKUSJE o książce Tumult i widma
Malarstwo Czapskiego zachwyciło mnie od pierwszego wejrzenia kilka lat temu; później poznałam jego historię w czasie wojny i w latach kolejnych. Gdy dowiedziałam się o tym zbiorze esejów i szkiców, wiedziałam, że muszę się z nimi zapoznać.
Bardzo ciekawa pozycja, dla mnie najbardziej interesujące były wrażenia z podróży oraz opisy mentalności Polaków w USA, ich stosunek do tego kraju, do Polski, kultury, życia.
Ach i jak się cieszę, że przeczytałam "Szkice piórkiem" Bobkowskiego przed tą pozycją, miło było przeczytać rozdział, gdzie Czapski komentuje Bobkowskiego.
Mniej interesowały mnie rozdziały a autorach, których nie znałam (podobnie jak pewne polityczne tematy),gdyż nie miałam na ten temat wcześniejszej wiedzy.
Świetny dokument tamtych czasów.
Malarstwo Czapskiego zachwyciło mnie od pierwszego wejrzenia kilka lat temu; później poznałam jego historię w czasie wojny i w latach kolejnych. Gdy dowiedziałam się o tym zbiorze esejów i szkiców, wiedziałam, że muszę się z nimi zapoznać.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawa pozycja, dla mnie najbardziej interesujące były wrażenia z podróży oraz opisy mentalności Polaków w USA, ich stosunek do...
Lektura dorobku Józefa Czapskiego, w tym wypadku szkiców z lat 1948-1979 to w moim przypadku ponowne zetknięcie się ze światem, który nieodwracalnie odszedł wraz z kilkoma równie istotnymi ludźmi czasów, w których żyli. Stąd uczucie sentymentu w trakcie czytania, jak i po skończeniu lektury.
Pewne wątki tak bliskie pisarzowi są szczególnie warte rozpoznania i dłuższego namysłu. O religii jako elemencie filozofii każdego z pisarzy, o których pisze. O silnych więzach narodowościowych wśród emigranckiej braci. O różnych rodzajach walki o swój ojczysty kraj. O tym, jak wraz z odejściem człowieka świat zmienia się, czasem tak bardzo, że prawie do skończenia się.
Nierozerwalne powiązanie u Czapskiego twórczości zarówno pisarskiej, jak i malarskiej, każdej działalności kulturalnej miało wymiar również polityczny. Nie uciekał od wątków politycznych, wręcz był mocno osadzony w tej tematyce. Przemawia przez swoje doświadczenia wojenne, przez odniesienia do cenionej przez siebie literatury rosyjskiej, francuskiej i polskiej, tworzonej przez największych. I pokazuje w ten sposób swoje zamiłowanie do rzeczy w życiu wydawałoby się najważniejszych, do losu człowieka, do bycia dobrym, do bycia w porządku.
Był uważnym obserwatorem życia oraz siebie samego. Czego skutkiem była właściwość głębokiej introspekcji w siebie, w swoje myśli i emocje. I o nim można by powiedzieć, jak o wielu z jego pokolenia, że był jednym z tych noszących w sobie ranę wojennych wydarzeń. Wciąż świeżą, niepoddającą się czasowi, pomimo której stać go było na bezstronne refleksje związane z wojną. Bardzo cieszył się życiem. Czapski za swoimi mistrzami i bliskimi kolegami głęboko zakotwicza się w swoim wewnętrznym życiu i z niego wyprowadza to, co pisze i to, co maluje.
Mam wrażenie, że jednorazowa lektura twórczości Józefa Czapskiego z pewnością nie odsłania jego przesłania w całości i nie daje nam poczucia poznania pisarza. Dlatego warto wracać chociażby do fragmentów, często zaznaczanych podczas czytania (trudno tego nie robić). Elementem dobrze podsumowującym zebrany materiał jest „Posłowie” Adama Zagajewskiego.
Lekturze może towarzyszyć powracająca melancholia, lecz jest to melancholia łagodna i niegroźna. W żaden sposób niezwiązana ze smutkiem, czy biernością. Tutaj aktywność intelektualna stale pozostaje na wysokich obrotach. ;-)
Lektura dorobku Józefa Czapskiego, w tym wypadku szkiców z lat 1948-1979 to w moim przypadku ponowne zetknięcie się ze światem, który nieodwracalnie odszedł wraz z kilkoma równie istotnymi ludźmi czasów, w których żyli. Stąd uczucie sentymentu w trakcie czytania, jak i po skończeniu lektury.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPewne wątki tak bliskie pisarzowi są szczególnie warte rozpoznania i dłuższego...
"Tumult i widma" to zbiór esejów, wspomnień i reportaży z okresu od lat 40-tych do końca 70-ych Józefa Czapskiego, które ukazywały się w Kulturze. Autor opisuje swoje spotkania ze znanymi pisarzami tego okresu, zdaje relacje ze swojego pobytu w Ameryce, wspomina znajomych pisarzy, ocenia ich utwory, a także wraca pamięcią do lat młodości, jak i lat wojny.
Książka warta uwagi. Polecam !
"Tumult i widma" to zbiór esejów, wspomnień i reportaży z okresu od lat 40-tych do końca 70-ych Józefa Czapskiego, które ukazywały się w Kulturze. Autor opisuje swoje spotkania ze znanymi pisarzami tego okresu, zdaje relacje ze swojego pobytu w Ameryce, wspomina znajomych pisarzy, ocenia ich utwory, a także wraca pamięcią do lat młodości, jak i lat wojny.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka warta...
Sięgnęłam przede wszystkim dlatego, że wiedziałam, że Czapski dużo pisze o literaturze. Zaczęłam od środka i po pierwszych esejach czułam rozczarowanie. Potem ono minęło całkowicie, ale wracam do tego odczucia, gdyż to pierwsza rzecz, którą chcę napisać: właściwie rozmijam się z Czapskim w guście literackim i wynika to z bardzo ważnej rzeczy, bo z światopoglądu:
Wszystkie te eseje są w jakimś stopniu szukaniem Boga, a ja muszę pokonać wewnętrzny opór, żeby napisać Bóg z dużej litery (nie zastąpić go Absolutem na przykład). Przy moich całkowicie i śmiertelnie materialistycznych (unikam nawet słowa ateizm - bo ono określa stosunek człowieka do wszechświata przez negację czegoś w co się nie wierzy: trywializując, nie zbieram znaczków, a dziwnie by było gdyby ktoś mnie opisywał jako afilatelistkę) poglądach na istnienie, część lektur Czapskiego po prostu by mnie znużyła. (Na przykład Simone Weil, u której pod powierzchnią eschatologicznych zmagań, ja zawsze widzę chorobę. Nie dla mnie Bernanos, Maine de Brian, czy Rozanow.)
Można to oczywiście rozwinąć, może dokładniej byłoby napisać, że Czapski szuka nie tyle Boga, co zbawienia i usprawiedliwienia. Sensu życia w czymś większym od człowieka, odgórnego porządku moralnego, w nas się odbijającego. Trudno się dziwić takiej postawie, być może inna nie jest możliwa, z takim ładunkiem przeżyć jak u autora, gdy chce się, jak Czapski, idąc do przodu, zachować całkowitą świadomość przeszłości i pamięć. Bardzo osobisty jest przez to stosunek Czapskiego do historii, niezmącona (a bardzo rzadko Czapski jest niezmącony, nie boi się wątpliwości) pewność, że jest ona kluczowa dla nas i tego kim jesteśmy. Tu znowu rozmijam się zupełnie, bo dużo bliższy jest mi Brodski, który pisze, że uprawianie (widzenie) historii bez świadomości, że jest ona żywiołem kompletnie irracjonalnym (Muzą!),ogołoconym z obiektywnego nie tylko sensu, ale i kierunku, że takie uprawianie historii to tylko mniej lub bardziej natchniony solipsyzm.
Kolejna, subiektywna, solipsystyczna (!) myśl, która mnie prześladowała przez kilka rozdziałów (z pierwszej połowy książki - bo wróciłam do czytania po kolei - dotyczących spraw związanych z armią Andersa i powojennych lat) : jakże nie do zniesienia męski świat opisuje tu Czapski - tyle wydarzeń, tyle decyzji, świat na krawędzi ale żadnej kobiety na jego wierzchołkach - to dla mnie najbardziej przerażająca cecha tamtego czasu, bardziej przerażająca niż totalitaryzmy (choć to stopniowanie jest niewłaściwe, ale nie wiem jak go uniknąć i nadal dobrze wyrazić mój punkt widzenia). W każdym razie, ja rozumiałam oburzenie młodej Amerykanki na salutowanie, choć nie wiem czy jej powody pokrywałyby się z moimi, bo z pewnością Czapski ani ich dobrze nie wyłuszczył ani nie rozumiał.
I choć ta moja myśl jest w pewnym sensie całkowicie oderwana od książki - Czapski jawi mi się przecież jako osoba niezwykle otwarta i pozbawiona uprzedzeń - to wynika jednak z cechy tego pisarstwa, fenomenalnego (Czapski unika takich wielkich słów) wyczucia szczegółu, z wrażliwości i daru obserwacji. Jest ona też moim argumentem przeciw patrzeniu na historię jako chronologiczny, obiektywny ciąg wydarzeń. Bo przecież ja ważę czasy zupełnie inaczej niż Czapski (a na słowo naród patrzę jako na pochodną widzenia historii).
Tyle części polemicznej.
Zaczęłam więc czytać licząc na przewodnik literacki, ale zachwyciła mnie zdolność do patrzenia na ludzi z wiarą, dostrzegania w nich dobra i piękna. Często u Czapskiego widać wręcz czułość w opisywaniu innych. Rewelacyjny jest esej "It is our custom" poświęcony młodemu medykowi o polskich korzeniach, Arthurowi z Chicago. Tekst o "drobnostkach", kilku spotkaniach przy piwie, poezji i języku, trochę o rodzinie, a ja popłakałam się na nim dwukrotnie.
Oczywiście wynotowałam sobie całkiem sporo lektur "koniecznie do przeczytania", ale chyba najsilniej narastało we mnie przekonanie (tu akurat Czapski harmonijnie wzmocnił głos Brodskiego),że muszę wrócić do poezji polskiej. Zachwyt językiem (zresztą nie tylko polskim) jest w tych esejach stałym punktem odniesienia. Czuję zresztą, że powinnam sobie wziąć do serca ten zarzut Czapskiego, który on sformułował w stosunku do języka polityki i propagandy amerykańskiej w latach pięćdziesiątych: "ubóstwo i emfatyczność słownictwa, gdzie między zwykłą oceną a skrajnym superlatywem nie ma prawie przęseł pośrednich." Dziś wszyscy istniejemy w takiej właśnie rzeczywistości językowej, ale to przecież niedostateczne usprawiedliwienie.
Utkwiły mi w głowie migawki, napisałabym codzienności, tyle że ta codzienność Czapskiego, to wojna obronna 1939 roku (opowieść o krakowskim, żydowskim krawcu Salomonie, żołnierzu z przypadku i przymusu),obozy jenieckie (wspomnienie i reakcja Czapskiego na notatki, które robił w łagrze Pawliszczew - Bor, nieświadomy tragedii i dotknięcia śmierci, która w swym dzikim tańcu właśnie go ominęła),emigracja (opowieść o okrucieństwie braku wyobraźni, czyli o wyobcowaniu księdza Algierczyka w świeckiej Ile de France). Te wszystkie epizody z nawiasów, i można by je długo mnożyć, przenika głębokie współczucie dla ludzkiej samotności i potrzeba zrozumienia innych - ze względu na tę ostatnią nie da się Czapskiego nazwać egzystencjalistą (bo ta etykieta chwilami mnie kusiła).
Z wielkich nazwisk literatury pojawia się u Czapskiego często Dostojewski i Tołstoj, noblista Mauriac (bardzo dobry esej "Śmierć Mauriaca" z tym "Ne dites pas cela"),Sołżenicyn, Malraux. Przewagę ma oczywiście literatura polska (tuż za nią plasuje się rosyjska) -zachwyt romantyzmem, dużo o Stanisławie Brzozowskim, wiele odniesień do twórców Czapskiemu współczesnych i znanych osobiście, także do pamiętników polityków (lub politykierów). Najcenniejszy w tym pisaniu jest pierwiastek osobisty, przez co, gdy pozbyłam się już odgórnych założeń, bardzo dobrze czytało mi się również o twórcach i dziełach, które na co dzień by mnie nie zainteresowały.
O malarstwie pisze Czapski podobnie jak o poezji, z gorącym uczuciem. Sam malarz, siebie ocenia surowo, za to pełen jest atencji dla wielu ze swoich kolegów (czas pooglądać kapistów). Nie ma tych uwag o malarstwie zbyt wiele - choć jest plastyczność i potrzeba opisu. Następną książką Czapskiego, po którą sięgnę, będzie "Patrząc".
"Tumult i widma" są obrazem czasów już historycznych i oczywiście lekturą obowiązkową dla wszystkich zainteresowanych historią pierwszej połowy XX wieku (pięćdziesięciokilkuletni Czapski, poświęca kilka tekstów młodzieży - czyli pokoleniu moich Dziadków). Ale aktualność poruszanych w nich problemów choć nie wieczna (Polska i Rosja nie istniały zawsze, podobno),trochę właśnie taka się wydaje. Jak to mówią "wszystko się zmieniło, nic się nie zmieniło". I tak daj Boże (znaczy Absolucie) następnych tysiąc lat. Albo może lepiej nie. Trudno zdecydować.
Sięgnęłam przede wszystkim dlatego, że wiedziałam, że Czapski dużo pisze o literaturze. Zaczęłam od środka i po pierwszych esejach czułam rozczarowanie. Potem ono minęło całkowicie, ale wracam do tego odczucia, gdyż to pierwsza rzecz, którą chcę napisać: właściwie rozmijam się z Czapskim w guście literackim i wynika to z bardzo ważnej rzeczy, bo z światopoglądu:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWszystkie...
Trudno chyba o hasło podsumowujące dwudziestowieczną Europę lepiej niż tytuł tego zbioru. I trudno o postać, która, przeżywszy ten wiek od jego początku niemal do końca, starałaby się dać jego obraz tak głęboko uczciwy. Patriota bez uprzedzeń, pacyfista, który chwycił za oręż. Malarz, który nie został wielkim malarzem, bo za bardzo kochał ojczyznę i literaturę. Józef Czapski. Człowiek prawdziwy.
Władysław Bartoszewski mówił o tym, że warto być przyzwoitym; z kart „Tumultu i widm” przeziera coś więcej niż przyzwoitość. To niezłomna wola staranności, wypowiadania jedynie sądów dobrze ugruntowanych i nie mniej dobrze przemyślanych, by nikogo nie skrzywdzić, ale też nikogo, w Boyowskim rozumieniu, nie brązowić.
Biografia Czapskiego daje mu jednak prawo do oceniania innych; dziś tymczasem nikt już na to prawo nie zważa i ludzie mierni orzekają kategorycznie o nierzadko lepszych od siebie, powodując się niskim koniunkturalizmem. Ich ofiarą padłby niezawodnie i sam Czapski, bo bez wątpienia okazałby się niewygodny. Dlatego właśnie celowo zdezawuowano w Polsce instytucję autorytetów, obsadzając w ich rolach nędzne namiastki. Prawdziwe autorytety charakteryzują się bowiem wysoce niepożądaną niezależnością myśli miast serwilizmem.
I gdy pomyślę dla kontrastu, kogo czytają dziś młodzi i jakie czerpią z tej lektury wzorce, na usta cisną mi się tłumnie bardzo nieeleganckie wyrazy.
Eseje Czapskiego mogłyby posłużyć za znakomite studium tego, jak powinna wyglądać polemika od strony etycznej. Pan Józef analizuje bowiem najpierw dogłębnie własne dotychczasowe stanowisko i zazwyczaj znajduje w nim jakieś błędy czy niedoskonałości. Stara się też znaleźć dla wykrytych ewidentnych błędów oponenta jakieś okoliczności łagodzące, odwołujące się zazwyczaj do jego dobrych intencji (nie w sposób przewrotny). Podobne standardy trzeba by dziś zwać kosmicznymi bądź legendarnymi, jako że nie spotykamy ich zastosowanych w rzeczywistości. Więcej, aż przykro pomyśleć, co powiedziałby Czapski, gdyby mógł ujrzeć, co uczynili jego rodacy z niepodległością, o którą tak zażarcie walczył i której właściwie nie zdołał zakosztować.
Poruszana w zbiorze tematyka jest bardzo różnorodna: od malarstwa, poprzez literaturę, politykę, po socjologię. Obcowanie z takimi erudytami jak Czapski czy Stempowski (którego bardzo tutaj Czapski zachwala) zawsze budzi u mnie obok zachwytu wstyd, że sporą część życia poświęciłem jednak napojom wyskokowym, hazardowi i kobietom podejrzanego autoramentu.
Już na początku rzuca się w oczy rzadko spotykane plastyczne widzenie świata przez autora, zamiłowanie do opisów bardzo obrazowych i szczególna wrażliwość na kolory oraz ich odcienie. Gdyby malarze częściej miewali tak dobre pióro jak Czapski, moglibyśmy dostać w prezencie bardzo ciekawą literaturę.
Mnie jednak w „Tumulcie i widmach” najbardziej interesuje właśnie literatura, której poświęcił autor ponad połowę tekstów. W jej odbiorze był zainteresowany nie tylko samym dziełem, ale i jego twórcą, tropiąc związki między nimi. Ze szczególnym zacięciem portretuje tych pisarzy, bliskich najwyraźniej sobie i swoim doświadczeniom, u których występuje wewnętrzne rozdarcie – między wiarą a rozumem, między rozumem a zmysłami, między życiem a sztuką.
Czytanie to dla niego akt głęboko indywidualny, podróż w głąb siebie i próba podróży w głąb autora. Pochwała indywidualizmu nie ogranicza się zresztą do odbioru dzieła literackiego, zaleca go Czapski i w postawie etycznej, i w poszukiwaniach eschatologicznych. Szuka w sztuce – a zatem i w literaturze – przeżycia metafizycznego, nagłego dreszczu, dotyku Absolutu.
W erze kryzysu wartości, którego dowodzą nie tylko jęki oderwanych od życia intelektualistów, ale grzmot dział, krzyki mordowanych i huk walących się miast, kluczową kategorią stają się dla niego w literaturze nie wydumane fabuły czy problemy, tylko autentyczne wartości, te zaś najbardziej bezpośredni wyraz znajdują w dziennikach. I spora część esejów Czapskiego poświęcona jest właśnie dziennikom.
Podczas lektury „Tumultu i widm” nie tylko można wynotować sporo nazwisk; stanowi on wyśmienitą okazję, by niemal bezpośrednio zetknąć się z niektórymi wielkimi twórcami XX wieku, gdyż zetknął się z nimi sam Czapski i dał rzetelne, bardzo przy tym ludzkie charakterystyki. Na laurki, obok Stempowskiego, zasłużyli chociażby Sołżenicyn czy Rozanow. Osobne pochwały, choć już zapośredniczone, otrzymał Norwid.
Różnica między Czapskim a Stempowskim ujawnia się w tym, iż ten pierwszy okazuje się niespodziewanie bardziej żarliwy, współodczuwa z opisywanymi postaciami, próbuje zgłębić ich wewnętrzne sprzeczności. Co więcej, rozpatruje je z innego stanowiska światopoglądowego, przyznając prymat tej myśli, której porządkującą kategorią jest Bóg. Przez to chwilami jego styl jest mniej przejrzysty od stylu Stempowskiego.
I tyle budzi we mnie sympatii autor tych zapisków, choć tak różnią się nasze osoby i preferencje! Jeśli jednak wybory literackie Czapskiego można wytłumaczyć tragicznymi czasami, w jakich przyszło mu żyć i, może przede wszystkim, szlachetnością jego osoby, tak analogicznie moje wybory można złożyć na karb czasów nieco jednak mniej burzliwych oraz zdecydowanie niższej szlachetności osoby.
I mimo że od zakończenia mojego spotkania z autorem „Tumultu i widm” minęły już dwa tygodnie, nadal nie mogę się otrząsnąć z wrażenie obcowania z człowiekiem wyjątkowym.
Trudno chyba o hasło podsumowujące dwudziestowieczną Europę lepiej niż tytuł tego zbioru. I trudno o postać, która, przeżywszy ten wiek od jego początku niemal do końca, starałaby się dać jego obraz tak głęboko uczciwy. Patriota bez uprzedzeń, pacyfista, który chwycił za oręż. Malarz, który nie został wielkim malarzem, bo za bardzo kochał ojczyznę i literaturę. Józef...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażdy zbiór esejów Czapskiego to niekończący się szereg bram, z których wszystkie chciałoby się zwiedzić. Każde nazwisko, każdy tytuł przedstawiony jest z takim ładunkiem emocjonalnym, że samemu chce się z nim zapoznać, doświadczyć tego, czego doświadczył Czapski. Albo porównać własne doświadczenie. Zbiór czytało się nieco inaczej niż "Patrząc" - przede wszystkim tamtejsze eseje były poświęcone głównie sztuce plastycznej i malarzom, "Tumult i widma" skupione są z kolei na literaturze, ale także doświadczeniach życiowych autora (Paryż tuż po wojnie, Ameryka lat 40. i 50.). Bardzo subiektywna, ale robiąca na mnie spore wrażenie, była także kwestia czasu wydania opracowania czytałam. Tutaj natrafiłam na wydanie stosunkowo nowe, podczas gdy "Patrząc", które trafiło w moje ręce wydano jeszcze za życia Czapskiego. W jakiś sposób pozwoliło mi to znacznie bardziej wczuć się w autora.
Każdy zbiór esejów Czapskiego to niekończący się szereg bram, z których wszystkie chciałoby się zwiedzić. Każde nazwisko, każdy tytuł przedstawiony jest z takim ładunkiem emocjonalnym, że samemu chce się z nim zapoznać, doświadczyć tego, czego doświadczył Czapski. Albo porównać własne doświadczenie. Zbiór czytało się nieco inaczej niż "Patrząc" - przede wszystkim tamtejsze...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGenialna pozycja, by rozpocząć przygodę, którą niewątpliwie jest obcowanie z myślami i słowami Józefa Czapskiego!!!
Genialna pozycja, by rozpocząć przygodę, którą niewątpliwie jest obcowanie z myślami i słowami Józefa Czapskiego!!!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to