Po krótkim romansie z komunizmem i akcesji do tzw. "pryszczatych" Konwicki dosyć szybko otrzeźwiał. Jego książki niemiłosiernie kawałkowała cenzura, nie pomogło nawet pisanie powieści fantastycznych adresowanych rzekomo do dzieci ("Zwierzoczłekoupiór").
W roku 1977 Konwicki zaczął pisać w drugim obiegu. Powstały wtedy m.in: „Wschody i zachody księżyca".
Ten drugi po „Kalendarzu i klepsydrze” zbeletryzowany pamiętnik zaczął pisać w styczniu 1981 roku. Książka, w związku z wydarzeniami w kraju, jest intymnym zapisem, jego wolnościowych nadziei, sceptycyzmu i wahań od euforii po zmęczenie, od nadziei po przeczucie klęski, obawy i frustrację.
Ten niezwykle śmiały pamiętnik, pełen jest ironicznych komentarzy pod adresem Związku Radzieckiego i ówczesnych władz PRL-u oraz rodaków. „Wschody i zachody księżyca” przez znawców literatury uważane są za jedną z najlepszych książek w dorobku pisarza. O tej książce, ukrytej w drugim obiegu przed oczami cenzury, mówiło się, że jest jawnym atakiem na ZSRR. Szokowała odwagą w formułowaniu krytycznych uwag pod adresem lidera bloku państw socjalistycznych, a nade wszystko stwierdzeniem, że za zamach na życie Jana Pawła II odpowiedzialne jest KGB.
W czasie trwania karnawału "Solidarności" w notatkach Konwickiego pojawia się ostrożny optymizm i ulga:
🔰„Idee socjalizmu, doktryny komunizmu skompromitowały się na naszych oczach. Mamy wreszcie spokój”.
Zapiski zawarte we „Wschodach i zachodach księżyca” dokumentują też reakcję i komentarze pisarza na temat atmosfery panującej w ówczesnej Europie i w Polsce po wprowadzeniu stanu wojennego:
🔰"Słowa nic nie znaczą, zdania nic nie znaczą, przejmujące, dramatyczne sceny nic nie znaczą. Białe strony oszpecone czarnymi robaczkami liter. Życie nic nie znaczy. Śmierć nic nie znaczy. Wstyd pisać w taki czas (stan wojenny – dop. „Aha!”). Trzeba kończyć, ale brakuje puenty."
🔰„Stan wojenny. Pośrodku sytej, nażartej, trochę znarkotyzowanej, rozwydrzonej niebywałym dobrobytem Europy, stan wojenny. Martwe telefony, nieczynne urzędy, rozwiązane związki, stowarzyszenia, instytucje, zamknięte lotniska, odwołana komunikacja dalekobieżna autobusów, zabronione wyjazdy do pobliskich wsi i miasteczek, niemożliwość poruszania się po swoich ulicach. Wszędzie wojsko. Zmarznięte, mrukliwe i biedne jak sto nieszczęść. (...) Władza schwyciła naród za gardło. A naród ścisnął władzy krtań. Obie strony są jednakowo silne albo jednakowo słabe. Nikt nie zwycięży. Jedni drugich pociągną na dno. Matko Boska. Który to raz?”
Jest jeszcze niepokój i upadek nadziei oraz krytyczne opinie na temat rodaków. Trafne, ironiczne i po mistrzowsku napisane tak, jak tylko Konwicki potrafił to zrobić:
🔰"Nas uratuje cud. Kolejny realny cud. Polska żyje cudami. Inne kraje potrzebują dla swej egzystencji dobrych granic, rozumnych sojuszów, zdyscyplinowanych społeczeństw, a nam wystarczy przyzwoity cud. Raz na pół wieku solidny cud na pograniczu niecudu. Jeszcze nie wiem, co to będzie. Niesłychany zbieg okoliczności, zdumiewający układ planet albo nagły powiew wichru z głębi kosmosu. Ten cud nakarmi nas boską ektoplazmą na następne pięćdziesiąt lat. A potem zobaczymy".
Pisarz bywa zgryźliwy i bezlitosny. Czasem kpi i ironizuje z przypadłości Polaków nie gorzej od Gombrowicza, ale czy nie ma racji? Oceńcie sami czytając poniższe stwierdzenia i mając na uwadze np. trwające przez ostatnie dekady, żenujące zachowania naszych decydentów, którzy z niespożytą energią uprawiają politykę tak, jakby to była zabawa niedorostków w piaskownicy.
A co, jeśli do tego infantylnego obsypywania się kulami z piasku, dołączą na serio prawdziwe łachudry ze swoimi skrajnymi -izmami? A co, jeśli to właśnie już teraz się dzieje?:
🔰"Polacy są ślicznym, pełnym wdzięku, inteligentnym narodem, ale narodem infantylnym, podrostkowatym, zatrzymanym w rozwoju w stadium dziecięctwa. Wspaniali Polacy, tak dumni ze swojego polactwa, są dziecinni. Dlatego cierpią na silny kompleks ojca. Polacy marzą o normalnym, dorosłym, odpowiedzialnym mężczyźnie, który by wziął na siebie całą odpowiedzialność za ich dziecinne losy. Polacy tęsknią do ojca, rosłego draba z wąsami, o szorstkich, ale zdecydowanych ruchach. Polacy kochają tatusiów z pasem rzemiennym w ręku, tatusiów gniewnych, ale sprawiedliwych, którzy są szanowani przez wszystkich sąsiadów. (...) Dlatego Polacy nie potrafią żyć bez ojców narodu. Dlatego każda menda w tym kraju drapuje się co rano w wytarte szaty ojca narodu, czyli ojca i rodziciela niedorosłych Polaków. Ale może, w gruncie rzeczy, każdy naród cierpi na podobny kompleks. Nie na kompleks Edypa, lecz na kompleks Stasia, Zbysia czy Wojtka."
Tadeusz Konwicki opisywał w utworach swój czas. Mówił ze zgryźliwą ironią, że jego książki są kłótliwe. Miał rację, bo zawsze były polemiką ze współczesnością, a on sam nigdy nie wdzięczył się do czytelników. Przed fałszem chroniły go dystans, wisielczy humor i autoironia. Był nie tylko kronikarzem przeszłości, ale i PRL-u, potrafił uchwycić oraz wnikliwie opisać to, co nas dręczyło, dręczy i będzie jeszcze dręczyć w przyszłości.
🔰"Polacy są najbardziej doświadczonymi niewolnikami w Europie. Dwieście lat już muszą sobie radzić z różnego rodzaju najazdami, rozbiorami, okupacjami. Być może organizm narodowy doszedł już do granicy krytycznej i nie potrafi więcej znosić przeciążeń niewolniczych. Pewne zwierzęta nie chcą żyć w ogrodach zoologicznych. Są nie do uchowania w niewoli.
A może naszym przeznaczeniem jest zagłada komunizmu? Może z naszych rąk, z rąk krnąbrnych weteranów niewolnictwa, musi zginąć ta straszliwa odmiana totalitaryzmu."
🔰"Po raz pierwszy w tym stuleciu przestaliśmy irytować swoją obecnością, swoim istnieniem wycwanione mocarstwa zachodnie. Po raz pierwszy okazało się, że nasze życie jest początkiem ich życia, że nasz los jest osnową ich losu.
Trochę się zapędziłem. Tak dobrze będzie może kiedyś w przyszłości. Ale przynajmniej przestali mędzić, że nas nie rozumieją. Przestali machać na nas ręką. Przestali wzruszać ze zniecierpliwieniem ramionami. Przestali zmieniać temat. Przestali podkochiwać się w Rosjanach. No, tu znowu przesadziłem. Może nie przestali się podkochiwać, ale przynajmniej uważają, żeby nie zajść w ciążę."
OPINIE i DYSKUSJE o książce Dziura w niebie
Tę książkę dostałem od Ukochanej. Napisana piękną, kresową polszczyzną, faktycznie przywodzi na myśl Dolinę Issy.
Tę książkę dostałem od Ukochanej. Napisana piękną, kresową polszczyzną, faktycznie przywodzi na myśl Dolinę Issy.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrochę beztroska, bardziej metafizyczna wizja żegnania się młodego i ambitnego protagonisty ("Jemu zawsze było mało, nie znał swojej miary i swojego miejsca") i jego towarzyszy z dziecięcymi marzeniami, fantazjami i innymi bieżącymi ważnościami, w zderzeniu z realnością świata przedstawionego, zastałymi podziałami, rolami społecznymi, czy egoizmem poszczególnych jednostek.
Za tło służy panorama wiejska późnego lata gdzieś na Wileńszczyźnie, w bliżej nieokreślonym przedziale czasowym. Piękna, klasyczna polszczyzna Konwickiego dostosowana do realiów opowiadanej historii, dialogi naturalne, postaci żywe, choć nieco zbyt teatralnie zmanierowane, nie przeszkadzało to jednak specjalnie. W pewnych detalach "Dziura w niebie" wykazuje podobieństwo do "Chłopięcych lat", mniej tu jednak nostalgii, dominuje raczej fatalizm, pogodzenie się z nieuchronnym losem, utratą dzieciństwa i beztroski.
Czytało się świetnie, azaliż można było z tej historii wycisnąć trochę więcej. Po książkę sięgnąłem losowo, nie wiedząc z czym będę miał do czynienia, przypadkowo zatem idealnie trafiłem z tematyką lektury na upalne dni przesilenia letniego.
Trochę beztroska, bardziej metafizyczna wizja żegnania się młodego i ambitnego protagonisty ("Jemu zawsze było mało, nie znał swojej miary i swojego miejsca") i jego towarzyszy z dziecięcymi marzeniami, fantazjami i innymi bieżącymi ważnościami, w zderzeniu z realnością świata przedstawionego, zastałymi podziałami, rolami społecznymi, czy egoizmem poszczególnych jednostek....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli komuś spodobała się "Dolina Issy" Miłosza, to grzechem byłoby nie przeczytać "Dziury w niebie" Konwickiego. Książka w podobnym klimacie.
Jeśli komuś spodobała się "Dolina Issy" Miłosza, to grzechem byłoby nie przeczytać "Dziury w niebie" Konwickiego. Książka w podobnym klimacie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to