Małe listy

Okładka książki Małe listy
Sławomir Mrożek Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie publicystyka literacka, eseje
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2000-10-30
Data 1. wyd. pol.:
1981-01-01
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
83-88459-15-5
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Małe listy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Małe listy

Średnia ocen
7,7 / 10
104 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2110
2110

Na półkach:

Nie zaczynam ( na razie ) od znanych utworów S. Mrożka.
To raczej dla osób, które jeszcze nie znają autora.
Są takie ?
Polska pod koniec lat 90-tych.
Zbiór felietonów, pisanych w stylu autora z ironią i satyrycznym podejściem do różnych tematów.
Niektóre zmuszają do refleksji.
Jak to bywa w zbiorach, reprezentują różny poziom, ale jeśli chodzi o autora nie ma to znaczenia, bo :
" Lepsze jest wrogiem gorszego "
Polecam.

Nie zaczynam ( na razie ) od znanych utworów S. Mrożka.
To raczej dla osób, które jeszcze nie znają autora.
Są takie ?
Polska pod koniec lat 90-tych.
Zbiór felietonów, pisanych w stylu autora z ironią i satyrycznym podejściem do różnych tematów.
Niektóre zmuszają do refleksji.
Jak to bywa w zbiorach, reprezentują różny poziom, ale jeśli chodzi o autora nie ma to znaczenia,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

347 użytkowników ma tytuł Małe listy na półkach głównych
  • 181
  • 160
  • 6
76 użytkowników ma tytuł Małe listy na półkach dodatkowych
  • 55
  • 6
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Małe listy

Inne książki autora

Sławomir Mrożek
Sławomir Mrożek
Urodził się w Borzęcinie, jako syn kierownika poczty Antoniego Mrożka (1903–1987) i Zofii z domu Kędzior (1906–1949), córki przedsiębiorcy branży mleczarskiej. Pisarz był jednym z trojga dzieci małżeństwa Mrożków. Miał brata Jerzego (1928–1932) i siostrę Litosławę (1935–1995. Zadebiutował w 1950 jako rysownik, od 1953 publikował cykle rysunków w Przekroju. Pisał także krótkie humorystyczne artykuły pełne gier słownych i groteskowych sytuacji. Wydane w tym samym roku zbiory opowiadań: Opowiadania z Trzmielowej Góry oraz Półpancerze praktyczne stanowiły jego literacki debiut. W 1953 podpisał tzw. Apel Krakowski, wyrażający poparcie dla stalinowskich władz PRL po aresztowaniu pod sfabrykowanymi zarzutami duchownych katolickich, skazanych w sfingowanym procesie księży kurii krakowskiej i skazaniu na karę śmierci Edwarda Chachlicę, Michała Kowalika i księdza Józefa Lelitę. W 1963 roku wyjechał z żoną na wycieczkę do Włoch, gdzie postanowili nie wracać już do Polski. Po 5 latach wyemigrował do Francji, w 1978 roku otrzymując francuskie obywatelstwo. W 1968 na łamach prasy francuskiej opublikował list protestujący przeciwko interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, a w grudniu 1981 zaprotestował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. Od 1989 do 1996 mieszkał w Meksyku, a następnie na kilka lat powrócił do Polski. W 2002 przeszedł udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Skutkiem tego utracił możliwość posługiwania się językiem zarówno w mowie, jak i w piśmie. Dzięki terapii, która trwała około trzech lat, odzyskał zdolność pisania i mówienia. Efektem walki z chorobą jest jego autobiografia. W 2008 z powodów zdrowotnych powrócił do Francji, by osiąść w Nicei. Jego pierwszą sztuką teatralną był dramat Policja, wydany w 1958, utrzymana w klimacie absurdu, z którego stanie się znany, opowieść o policjantach w świecie, gdzie zanikła wszelka opozycja polityczna. Przez lata 50. i 60. stał się ważną postacią polskiej literatury, a absurdalność jego sztuk i opowiadań pozwalała mu oprzeć się cenzurze. Tango z 1964 przyniosło mu światową sławę i było wielokrotnie wystawiane na całym świecie. Był jednym z wiodących europejskich satyryków drugiej połowy XX wieku, wykazujący bezsensowność wielu współczesnych wydarzeń. Jego prace, dzięki kombinacji humoru, ciętego języka i groteski wykroczyły poza granice politycznych oraz ekonomicznych systemów, ujawniając ich podobieństwa i inne, śmieszniejsze, aspekty. Wiele z jego sztuk, w tym "Policja", "Męczeństwo Piotra Oheya", "Tango" czy "Striptiz" zostały przetłumaczone na wiele języków, w tym angielski, niemiecki czy francuski i wystawiane wielokrotnie na deskach światowych teatrów. Sławomir Mrożek zmarł nad ranem 15 sierpnia 2013 w szpitalu w Nicei. ego prochy spoczęły w Panteonie Narodowym w Krakowie. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 17 września 2013 w kościele Świętych Piotra i Pawła w Krakowie. Mszy świętej przewodniczył metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zdarzenia na brygu Banbury Witold Gombrowicz
Zdarzenia na brygu Banbury
Witold Gombrowicz
Dowiedziałem się o istnieniu tej książki, przebywając w hodowli pstrąga, gdy z jednej z półek ściągnąłem lekturę o historii śledzia. Zamieszczono w niej fragment ze ,,Zdarzeń...", który zaintrygował mnie nie mniej niż ta śledziowa ekspozytura na hodowli ryby słodkowodnej. Mimo, że oba opowiadania rozpoczynają się od podobnej sceny, a więc pasażera wspominającego wyruszenie na pokładzie statku w przestwór oceanu, to jednak dalszy bieg rzeczy czyni je zupełnie odmiennymi, przede wszystkim ze względu na zakres przestrzeni, w jakiej się odgrywają. ,,Przygody" są bowiem opowiadaniem o wyraźnie awanturniczym charakterze, z tak charakterystycznym dla twórczości Gombrowicza ukazaniem, jak bohaterowie wkładają ogromne nakłady sił w czynności absurdalne o skutkach tyleż bezsensownych co błahych. Bohater, z racji rzeczonej podróży występuje jednak w rozmaitych lokacjach geograficznych. ,,Zdarzenia na brygu Banbury" są pod względem miejsca bardziej statyczne, co jednak zmusza bohatera do interakcji z grupą, która hołduje odmiennej formie. Bardzo sugestywnie ukazuje autor konflikt pomiędzy instynktem a kulturą. Po przeczytaniu tego dzieła, warto zapoznać się z bystrymi obserwacjami, zawartymi przez K. A. Grimstada w artykule pt. ,,Co zdarzyło się na brygu Banbury? Gombrowicz, erotyka i prowokacja kultury". Czytając, momentami po prostu wybuchałem śmiechem, jednocześnie trwając w ciekawości toku wydarzeń. Polecam, szczególnie jednak fanom twórczości Gombrowicza.
Duneptan496 - awatar Duneptan496
ocenił na 9 7 miesięcy temu
Szumy, zlepy, ciągi Miron Białoszewski
Szumy, zlepy, ciągi
Miron Białoszewski
Ten, kto chwali zagraniczną awangardę literacką, a nie czyta Białoszewskiego, ten trąba. Autor ten włada słowem doskonale, bawi się nim frywolnie, zupełnie bez skrupułów czy strachu przed krytykami. Szumy, zlepy, ciągi jest tego świetnym przykładem i dla osób zainteresowanych tym, jak można pisać, może być świetna inspiracją. O ile dobrze pamiętam, to Białoszewski jest czytany w szkole, w ramach lektur. Ale tylko jego wiersze, które zresztą wtedy pokochałam. Nawiasem mówiąc, książka z wyborem jego poezji była pierwszą, jaką kupiłam za własne pieniądze. Natomiast piąty tom serii z dziełami wybranymi Mirona Białoszewskiego, to proza i jest dokładnie tym, na co wskazuje tytuł. Są to krótkie, albo bardzo krótkie teksty z codzienności autora. Czasami wspomnienia z podróży do Paryża, czy powojennej Warszawy. Czasami opisywał sny, spotkania towarzyskie, spacery, historie innych ludzi. Ogólnie miszmasz przeróżny w formie. Dosłownie szumy, zlepy, ciągi. 🕸️ Migawki z życia Lekkie są te tekściki, zupełnie nie obciążające, migawki z życia literata. To jest ich wielka zaleta. Nawet jeśli są o “zwykłej” codzienności, to nie w zwykły sposób. Wczesna wiosna w lutym, zgubione w wychodku klucze, współlokator na stancji, ogólnie życie w ciasnych pokojach, spacery po Warszawie, zlecenia zarobkowe, wszystko i chciałoby się powiedzieć “nic”, ale Białoszewski to jest jednak coś. Forma jego pisarstwa kształtuje treść. Autor używa bardzo krótkich zdań, często nawet są to pojedyncze wyrazy, czasem powtarzane. Do tego te zdania wydają się trochę wyrwane z kontekstu, nie są precyzyjne tylko bardzo kontekstowe. Jednocześnie wszystko jest zrozumiałe, proste, oczywiste. Na tym polega geniusz Białoszewskiego, że pisząc o przyziemności, wznosi się ponad nią. Zaklina czytelnika, oczarowuje. Czasami mami i zwodzi. Ach ten Miron! Białoszewski to jeden z najoryginalniej piszących autorów, jakich poznałam. Nie sili się na “piękną” rozbudowaną w zdania wielokrotnie złożone polszczyznę. Jest sobą, pisze po swojemu i należy to doceniać. I czytać! Czytać, żeby nie poszedł w zapomnienie.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 8 1 rok temu
Dramaty t. I Stanisław Ignacy Witkiewicz
Dramaty t. I
Stanisław Ignacy Witkiewicz
Nie mógłbym dzisiaj stwierdzić, że odczuwam niedosyt dziwności. Postawienie tezy o moich logicznie uporządkowanych wrażeniach, wydałoby się nieuzasadnione i bardzo karkołomne. Bo jak znaleźć logikę w sztucznych jaźniach wytworzonych przez Stanisława Ignacego Witkiewicza? W jaki sposób podejść do karykatur uczuć w zdeformowanym świecie jego dramatów? Po co interesować się perwersyjnie uprawianą sztuką, pełną "fazdrygulstwa i gnypalstwa"? Otóż po to, aby bawić się zanarchizowanymi myślami, z wręcz koronkowo wykończoną projekcją innego wymiaru istnienia. Żeby domacać się ciemnych punktów na naszych własnych i niezbadanych duszach. Aby szukać dojrzałości w próbach dalekowzrocznego postrzegania tego, co nas otacza. Wreszcie być może dlatego, żeby samemu odkrywać i analizować metafizyczny i psychiczny ekshibicjonizm pisarza, któremu towarzyszył twórczy obłęd. Ujęła mnie dialektyka, dzięki której jestem nieco dalej od tego aby zwariować, a o wiele bliżej od zrozumienia istnienia. Udał mu się ten humbug. Dobrze mu wyszło ordynarne odkrywanie prawd, które na koniec stają się banalnie proste. Z rozreklamowanych odczuć zrobił myślowe eksperymenty i przerobił je finalnie na zupełną blagę. To wszystko jest w błyskotliwym stylu Witkiewicza. Na tym polega wielkość jego twórczości. Na metafizycznych stylizacjach codziennych ludzkich problemów. Lubię dokopywać się do esencji nonszalanckich tekstów tego "zakopiańskiego zagwazdrańca". Odczuwam rozkosz z usprawiedliwiania przez niego obrzydliwego bytu, jaki jest naszym obowiązkiem na ziemskim padole. Jednocześnie bardzo sobie cenię umiejętność Witkacego w doszukiwaniu się sensu w ogólnej kompozycji jaką jest życie. Czy to stanowi fragment jego swobodnej "Czystej formy", tego nie wiem. W każdym razie mam ogromny szacunek do tak abstrakcyjnych konstrukcji myślowych. Podczas lektury dramatów Witkiewicza, czułem się czasami jak psychicznie gwałcony przez jego degrengoladę. Jednak to, co może się wydać moralnym upadkiem, jest próbą uwypuklenia przestróg dla ludzkości poprzez czysty nonsens. Tonięcie w wątpliwościach bywa dobrą okazją do lepszego poznania naszych ludzkich ziemskich powłok. Tak się chociażby dzieje w krótkim intermezzo, jakim jest nawiązanie do wyspiańskich elementów w "Szewcach". Ten chocholi łącznik pomiędzy odmiennymi światami dwóch pisarzy, stanowi spotęgowane do ostatnich granic ostrzeżenie przed spuszczonymi z łańcucha pożądaniem i żalem. To wstawka osiągająca wieszcze wymiary, którą sam autor mógłby nazwać szkorbutem społeczeństwa. Stanisław Ignacy Witkiewicz posiadał niezmiernie otwarty umysł na wszelkie formy myślenia. Bardzo mu tego zazdroszczę i zamierzam się wiele nauczyć, mierząc się z jego literaturą. Dyskusje o roli sztuki, przeświecające przez odkrywane przeze mnie dzieła, przeplatały się z głębinami istnienia, których geometria stanowi nieporównywalny z czymś innym majstersztyk. Nasz widzialny świat jest niczym przy ogromie witkiewiczowskich gmachów, wzniesionych przy okazji odkrywania lekarstwa na choroby ludzkości. W mojej głowie na zawsze pozostanie ten metafizyczny geniusz, którego przykłady odczułem podczas ostatnich kilku dni.
czytający - awatar czytający
ocenił na 7 8 lat temu
Sanatorium pod klepsydrą. Wydanie ilustrowane Bruno Schulz
Sanatorium pod klepsydrą. Wydanie ilustrowane
Bruno Schulz
Lubię wkraczać w świat Bruno Schulza. Tam nic nie jest dosłowne, a finezja słów tańczy na stronach jego dzieł niczym niekończąca się metafora. Obcowanie z tajemniczym przesłaniem jego tekstów jest czasem trochę mroczne, ale też i kojące. „Sanatorium…” podobnie jak „Sklepy cynamonowe” mają tego samego narratora, jednak Józef nie jest już dzieckiem, a dorosłym młodzieńcem poszukującym prawdy o życiu człowieka, przemijaniu i śmierci. W opowiadaniach tych nie znajdziecie konkretnej fabuły, ale sieć powiązanych za sobą wątków, które są dla głównego bohatera powrotem do wspomnieć z dzieciństwa, kiedy najważniejszą dla niego postacią był ojciec. Odwiedza go w Sanatorium pod klepsydrą, gdzie czas płynie inaczej, a śmierć się cofa. Wszystko jednak odbywa się poza rzeczywistym czasem, w którym wydarzenia tak jak ich bohaterowie ulegają ciągłym przemianom, a wszechobecny oniryzm powoduje, że wszelkie granice zacierają się tworząc obraz z pogranicza snu. Schulz za pomocą symboli zastanawia się nad upływem czasu i śmiercią. Wraca myślami do swojego rodzinnego miasteczka Drohobycz, które jawi się jako chaos świata, w centrum którego znajduje się jego dom. Tam zachodzą wszystkie ważne zjawiska, które kształtują bohatera. Mamy płynne przejścia miedzy zdarzeniami, które układają się w jedną układankę dającą odpowiedzi na pytania, których poszukuje. Codzienność urasta do rangi mitu, gdzie zwykłe czynności naznaczone są fantastyką i wytłumaczeniem szerszych zjawisk i procesów. Jak to mówią, w każdym szaleństwie jest metoda. Tak i tutaj Bruno Schulz nadał swej wizji kształt i znaczenie, by pewne prawdy oswoić i zrozumieć sens istnienia tworząc przy tym naprawdę dobrą literaturę.
annaczyta - awatar annaczyta
oceniła na 10 2 miesiące temu

Cytaty z książki Małe listy

Więcej
Sławomir Mrożek Małe listy Zobacz więcej
Sławomir Mrożek Małe listy Zobacz więcej
Sławomir Mrożek Małe listy Zobacz więcej
Więcej