Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia

Okładka książki Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia autora John Garth, 9788381168564
Okładka książki Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia
John Garth Wydawnictwo: Zysk i S-ka biografia, autobiografia, pamiętnik
450 str. 7 godz. 30 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Tolkien and the Great War: The Threshold of Middle-earth
Data wydania:
2020-03-03
Data 1. wyd. pol.:
2020-03-03
Liczba stron:
450
Czas czytania
7 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381168564
Tłumacz:
Agnieszka Sylwanowicz
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia



książek na półce przeczytane 8809 napisanych opinii 7044

Oceny książki Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia

Średnia ocen
7,9 / 10
68 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia

avatar
126
82

Na półkach:

Bardzo, bardzo dobra. Wiele wyjaśnia, wiele pokazuje. Polecam wszystkim fanom autora, można się naprawdę dużo z niej dowiedzieć.

Bardzo, bardzo dobra. Wiele wyjaśnia, wiele pokazuje. Polecam wszystkim fanom autora, można się naprawdę dużo z niej dowiedzieć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
501
491

Na półkach:

Bardzo fajnie napisana biografia. Polecam każdemu fanowi Tolkiena i nie tylko.

Bardzo fajnie napisana biografia. Polecam każdemu fanowi Tolkiena i nie tylko.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
813
429

Na półkach: ,

Z biblioteki przyniosłam cudowną książkę o młodości J.R.R.T. Ogrom pracy w nią włożony jest po prostu powalający! Żeby odtworzyć wojenne losy Tolkiena autor nie tylko prześledził dostępne listy czy notatki J.R.R.T, lecz także szukał ludzi służących w tym samym miejscu i czasie by prześledzić ich akta przebiegu służby wojskowej i wspomnienia, opisy miejsc postoju i przebiegu walk (a raczej masowych, wielotygodniowych rzezi, bo pierwsza wojna pod tym względem była niezwykle krwawa). Mrówcza praca, naprawdę, ale zaowocowała tak niezwykle drobiazgową opowieścią, że odnosi się wrażenie wręcz wejścia do głowy Tolkiena.
Książka nie jest łatwą lekturą, poza elementami biograficznymi zawiera także wczesne poejze autora i ich omówienia, co czytało mi się troszkę trudniej, za to bardzo zajmująca okazała się kwestia narodzin języków elfów i goblinów, podwaliny całego świata stworzonego przez J.R.R.T. Strasznie się cieszę, że udało mi się przeczytać tę książę i myślę, że każdy fan Tolkiena powinien po nią sięgnąć, niczego lepszego na pewno nie znajdziecie 💛

Z biblioteki przyniosłam cudowną książkę o młodości J.R.R.T. Ogrom pracy w nią włożony jest po prostu powalający! Żeby odtworzyć wojenne losy Tolkiena autor nie tylko prześledził dostępne listy czy notatki J.R.R.T, lecz także szukał ludzi służących w tym samym miejscu i czasie by prześledzić ich akta przebiegu służby wojskowej i wspomnienia, opisy miejsc postoju i przebiegu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

249 użytkowników ma tytuł Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia na półkach głównych
  • 162
  • 82
  • 5
69 użytkowników ma tytuł Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia na półkach dodatkowych
  • 40
  • 7
  • 6
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Okładka książki Tolkien: Maker of Middle-earth Verlyn Flieger, John Garth, Wayne G. Hammond, Carl F. Hostetter, Catherine Mcilwaine, Christina Scull, Thomas Alan Shippey
Ocena 9,0
Tolkien: Maker of Middle-earth Verlyn Flieger, John Garth, Wayne G. Hammond, Carl F. Hostetter, Catherine Mcilwaine, Christina Scull, Thomas Alan Shippey
John Garth
John Garth
John Garth jest brytyjskim autorem, znanym zwłaszcza z pism o JRR Tolkienie, w tym jego biografii Tolkien and the Great War oraz książki o miejscach, które zainspirowały Śródziemie, The Worlds of JRR Tolkien.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Teologia Tolkiena Stanisław Adamiak
Teologia Tolkiena
Stanisław Adamiak
Byłam tam. Trzy tysiące lat temu, gdy odcinki podcastu "Teologia Tolkiena" wychodziły regularnie na YouTube. Słuchałam i byłam zachwycona. Ksiądz i do tego fan Tolkiena jak ja. Nie dość, że się nie boi tej szatańskiej fantastyki, to jeszcze z prawdziwą pasją opowiada o Śródziemiu, które jest przesycone Duchem Świętym. Do tego widać jak na dłoni, że autor ma ogromną wiedzę o świecie Tolkiena czerpaną nie tylko z Władcy Pierścieni i Hobbita, ale też przede wszystkim Silmarillionu i innych mniejszych dzieł tj. Dzieci Hurina, Upadek Gondolinu czy Beren i Luthien, jak również biografii Tolkiena i jego listów do czytelników. W związku z powyższym rozważania i teorie wysnuwanie przez księdza są podparte sporą wiedzą, mają sens i nie są wydumane na siłę (tak jak te w "Znaleźć Boga w Hobbicie" na przykład). Te rozważania rzuciły mi nowe światło na pewne rzeczy i uświadomiły inne, które podskórnie przeczuwałam, ale jeszcze nie umiałam nazwać. Jakiś czas później wyszła książka z zapisem tego podcastu i gdy zobaczyłam okładkę, stwierdziłam, że muszę ją mieć. I faktycznie - warstwa graficzna tej książki jest po prostu świetna. Grafiki są przecudne 😍 W serduszku na zawsze grafika z Balrogiem i współczesną kopalnianą wieżą szybową ❤️ Teraz nadszedł czas, żeby odbyć jeszcze raz te rekolekcje, więc sięgnęłam tym razem po wersję książkową. Naturalnie nie było już efektu nowości, ale cieszę się, że sobie je teraz przypomnialam. Czytałam sobie jeden i ten sam rozdział przez kilka dni z rzędu, na spokojnie przyswajałam jego treść i nad nią rozmyślałam, a potem przechodziłam do następnego. Myślę, że to lepszy sposób, niż łyknąć wszystko na raz. Moje ulubione rozdziały to Grzech, Pokusa, Miłosierdzie, Stworzenie, Męstwo, Subkreacja i Śmierć. Polecam bardzo mocno, warto mieć na półce, ale warto też przesłuchać sobie odcinków na YT. Nie wiem czy to głos księdza, czy muzyka, czy efekt nowości, ale dla mnie mają one niesamowity klimat i z tego względu górują nad książką.
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na81 miesiąc temu
Upadek Gondolinu J.R.R. Tolkien
Upadek Gondolinu
J.R.R. Tolkien Christopher Tolkien Alan Lee
„Upadek Gondolinu” to książka wyjątkowa, bo zamyka pewną epokę – nie tylko w historii Śródziemia, ale i w pracy Christophera Tolkiena nad spuścizną ojca. Jeśli „Silmarillion” był fundamentem, to „Upadek Gondolinu” jest wnikliwym spojrzeniem na to, jak ten fundament powstawał przez dziesięciolecia. Dlaczego ta pozycja zasługuje na mocne 9/10? Ewolucja legendy: To nie jest jedna, spójna powieść, ale fascynująca podróż przez różne wersje tej samej historii. Widzimy, jak J.R.R. Tolkien zmieniał zdanie, jak rozwijał język i jak z naiwnej (choć pięknej) opowieści z 1917 roku wyłonił się epicki, niemal tragiczny obraz upadku Ukrytego Królestwa. Wizualny i opisowy majstersztyk: Opis samego Gondolinu, siedmiu bram i ostatecznej bitwy zapiera dech w piersiach. Nawet w niedokończonych fragmentach czuć rozmach, którego próżno szukać u współczesnych autorów fantasy. To tutaj Balrogi i smoki stają się realnym, namacalnym zagrożeniem. Redakcja Christophera Tolkiena: To, co dla laika mogłoby być chaosem notatek, Christopher zamienił w klarowny wykład o narodzinach mitu. Jego komentarze są bezcenne – pozwalają zrozumieć kontekst i poczuć ogrom pracy włożonej w budowanie legendarium. Ilustracje Alana Lee: Nie można o nich zapomnieć. Jego prace dodają książce niesamowitego klimatu i pozwalają jeszcze lepiej poczuć melancholię i majestat opisywanych wydarzeń. Ważna uwaga: Podobnie jak w przypadku „Dzieci Húrina” czy „Beren i Lúthien”, nie jest to lektura dla kogoś, kto szuka lekkiej przygodówki w stylu „Hobbita”. To pozycja dla literackich smakoszy i tych, którzy chcą poznać „genezę” Śródziemia od podszewki. Podsumowanie: „Upadek Gondolinu” to poruszające pożegnanie. Czytanie o losach Tuora i Idril, przy jednoczesnej świadomości, że to ostatnia książka wydana za życia Christophera, nadaje lekturze dodatkowego, niemal metafizycznego ciężaru. 9/10 – za monumentalność, za detale i za przypomnienie, że u Tolkiena nawet klęska ma w sobie niesłychany blask.
Eternal - awatar Eternal
ocenił na97 dni temu
Beren i Lúthien J.R.R. Tolkien
Beren i Lúthien
J.R.R. Tolkien Christopher Tolkien
Beren i Luthien — książka, która posiada nie tylko jedną wersję tej historii, ale także inne inaczej ukazujące dane wydarzenia. Jeśli chodzi o legendę, w której występują koty uważam, że jest dobra dla dzieci. Wymyślona historia, w której nie ma zbytnio brutalności. Jest jak baśń, opowiadanka na dobranoc. To nie znaczy, że jej nie lubię. Przeciwnie! Jednak jest jak na ten świat przedstawiony dosyć „delikatna”. Zdecydowanie moją ulubioną wersją jest ta z nietoperzem i wilkiem, która była również w Silmarilionie. Jest mroczna, piękna, okrutna i pełna miłości zarazem. Chciałabym zobaczyć ekranizacje właśnie tą z nietoperzem i wilkiem, ale chyba tylko od Petera Jaksona. Mam nadzieję, że kiedyś się doczekam! Wracając do książki: Christopher pokazał wiele prac, jak i notatek, zmian, jakie towarzyszyły jego ojcu podczas pisania tej historii. Na przestrzeni czasu było wiele zmian. Znajdziemy także komentarze jego syna, by lepiej zrozumieć niektóre z tych rzeczy. Oprócz tego mamy też oryginalne zapisy w języku angielskim, co przyznam się szczerze, że choć przeczytałam, to uważam, że nie należy on do najprostszych, ponieważ pisana jest w starodawnym angielskim. Z tyłu książki umieszczony jest także słownik oraz spis imion, nazwy własne itp. Wszystko po to, aby nie tylko podkreślić obszerność tego legendarium, ale także pomóc nam to w jakiś sposób zapamiętać. Tolkien posiadał niesamowitą głowę, jeśli chodzi o stworzenie tak obszernego świata, języków, nazw, rysunków itp. Dodatkowo w książce możemy znaleźć ilustracje stworzone przez Alana Lee. Polecam!
AngelikaSumera - awatar AngelikaSumera
oceniła na102 miesiące temu
Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni Colin Duriez
Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni
Colin Duriez
Ciekawa pozycja dla literaturoznawców, polonistów, filozofów i teologów oraz osób zainteresowanych wymienionymi dziedzinami kultury. Colin Diurez kreśli obraz przyjaźni Tolkiena i Lewisa, skupiając się na związkach filozofii z mitem i twórczością pisarską. Wydaje mi się, że język biografii jest nieco hermetyczny, nie do końca wiadomo czy to utwór popularnonaukowy czy dla specjalistów. Niewiele wiedziałam o życiu obu panów, dzięki pracy pana Durieza poszerzyłam swój zakres wiadomości. Dowiedziałam się jaki był wpływ obu pisarzy na siebie i twórczość, jaką religię i filozofię wyznawali, gdzie szukać źródeł Opowieści z Narnii i Władcy Pierścienia. Skąd się wzięła fascynacja lingwistyczna Tolkiena. Jakimi byli ludźmi, co było dla nich ważne. Dowiedziałam się, z kim mieszkali, z kim pracowali, jaka była atmosfera intelektualna na Oksfordzie i Cambridge w pierwszej połowie XX wieku. Poznałam pogląd Tolkiena, według którego kult maszyn to współczesna magia. Głosił też ideę subkreacji - dzieła łączącego świat fizyczny, duchowy i moralny. Dla Tolkiena każda kreacja świata wtórnego, w powieściach i filmach, była próbą przedstawienia świata takim jakim stworzył go Bóg. Tolkien marzył też, aby przywrócić baśń ludziom dorosłym. Ubolewał nad tym, że w czasach przedhistorycznych mężczyźni słuchali sag i eposów, nie wstydząc się tego zachwytu mitycznymi, legendarnymi światami. Uważam za wspaniałe, że Tolkien zrealizował swoje marzenie - jego utwory o elfach, wróżkach i gadających drzewach - czytają dorośli. W powieściach Tolkiena zawarta jest cała filozofia pisarza na temat powstania świata. Fascynujące, choć nie jestem zainteresowana szczegółami. Odbieram twory Tolkiena tylko na poziomie literackim. Gdybym chciała poszerzać swoje wiadomości, z pewnością sięgnęłabym po bibliografię i źródła cytatów zamieszczone na końcu książki Colina Durieza. Uważam, że dla laika, zainteresowanego biografiami pisarzy, to warta polecenia lektura.
Olga - awatar Olga
oceniła na77 lat temu
Listy J.R.R. Tolkien
Listy
J.R.R. Tolkien
Listy to zwykle najintymniejsza i najbardziej szczera z autobiografii, dlatego też otwieram takie zbiory korespondencji z pewnym zawstydzeniem, gdyż wiem, iż wchodzę w sferę bardzo osobistą, na której upowszechnienie sam nadawca nie miał najczęściej wpływu. Już nie dowiemy się, czy byłby z tego zadowolony, czy też raczej rozgniewany, więc poruszamy się w tej prywatnej przestrzeni na paluszkach, z wyczuciem i poszanowaniem. Korespondencję J.R.R,Tolkiena opracował jego oficjalny biograf, Humphrey Carpenter, we współpracy z najmłodszym synem pisarza, Christopherem. Obecne wydanie zostało poszerzone o wcześniej niepublikowane listy oraz o pełne wersje tych pierwotnie skróconych. To i tak zaledwie wybór, a leży przede mną imponująca księga, ponad ośmiusetstronicowa, niezwykle starannie wydana, z mnóstwem szczegółowych przypisów, które treść listów dodatkowo nam rozjaśnią. Wybrano korespondencję oscylującą wokół napisanych przez Tolkiena utworów, dając nam tym samym fascynującą możliwość śledzenia ich losów od pomysłu po efekt końcowy i w końcu późniejszą recepcję. Te najbardziej prywatne, nie związane z pracą twórczą czy refleksjami ogólnospołecznymi Tolkiena, pozostawiono rodzinie. Odsłania więc przed nami Tolkien swój pisarski warsztat, twórcze dylematy, pomysły, te zarzucone na jakimś etapie i te wcielone w życie, tłumaczy fantastyczne światy wykreowane z wyobraźni i postępowanie bohaterów, których trudno zapomnieć. Pisze więc: „troszkę ulepszyłem mój nonsensowny język wróżków. Często ciągnie mnie do pracy nad nim, lecz nie pozwalam sobie na to, bo chociaż bardzo lubię tę robotę, rzeczywiście chyba to wariackie hobby”. Z pewnością w 1914 roku nie spodziewał się nawet, jaką popularnością będą kiedyś cieszyły się te opowieści, które żartobliwie nazywa „banialukami”. W tym i w pozostałych listach uderza nas natomiast tolkienowska skromność, uprzejmość i kultura, do których często dołącza delikatne poczucie humoru. Jego doskonała relacja z dziećmi, czułe i pełne empatii listy, w których dużo czasu poświęca codziennym sprawom, żywo obchodzącym synów, mieszkających w internacie w latach szkolnej nauki, później zaś walczących na frontach II wojny światowej, dają świadectwo troskliwego i bliskiego ojcostwa. Dziecko nigdy nie jest traktowane z góry czy zbywane, czy ma lat osiem czy dwadzieścia osiem, jeśli zaś chodzi o literacką twórczość fantasy Tolkiena, dzieci zajmują wysoką pozycję jako pierwsi recenzenci rękopisów. Pisał też specjalnie dla nich listy-bajki, które złożyły się w wydany po latach drukiem cykl, „Listy do Świętego Mikołaja”. Tolkien doskonale czuje się w stworzonych przez siebie uniwersach, niczym ich opiekun, ojciec, współuczestnik. Jako poważny profesor mówi o pisaniu fantasy jako o błahym hobby, jednak jego serce bije przy tym mocniej: „Największej radości dostarczyła mi wiadomość, że Silmarillion nie został odrzucony z pogardą. Od czasu rozstania się z tymi prywatnymi, ukochanymi bzdurami i bałem się i miałem zupełnie idiotyczne poczucie bolesnej straty; gdyby wydały się one Panu bzdurami, to byłbym chyba zdruzgotany” – pisze do wydawcy. Dba też o ilustracje do swojej prozy, które oczywiście, przynajmniej z początku, sporządza sam, podobnie jak mapy wymyślonych krain, drzewa genealogiczne klanów i bohaterów, języki – wszystko starannie przemyślane i perfekcyjnie opracowane. Niektóre z listów przypominają mini eseje. Tolkien rozwija w nich swoje pomysły, tłumaczy je, analizuje, przymierza. Stanowią one prawdziwy skarb dla licznej rzeszy fanów tolkienowskich historii, w dodatku skarb opatrzony starannymi przypisami, a nawet czymś w rodzaju komentarzy. Są one bardzo istotne jako wprowadzenie do treści poszczególnych listów, będących odpowiedzią albo kontynuacją wcześniejszej korespondencji, przy okazji wnoszą także ciekawe informacje o samym Tolkienie, jego przyjacielskich i zawodowych relacjach. Podczas lektury listów Tolkiena widać jak na dłoni, że epistolografia może być cenną biografią/autobiografią, ważnym przyczynkiem do poznania człowieka prywatnego, w swetrze i kapciach, w trudzie pracy i w zmaganiach z chorobą, szczególnie gdy treść listów jest tak drobiazgowa i osobista. Tolkien nawet tutaj pozostaje erudytą i mistrzem dobrego obyczaju, nie ma mowy o znużeniu, przewracamy kolejne strony z dużym zainteresowaniem, ale i z radością, gdyż bije z nich moc ciepła, jakiegoś prostodusznego, zupełnie podstawowego dobra i serdeczności. Wiemy też, że kiedy porusza on kwestię swojej wiary, modlitwy, wewnętrznego skupienia, to są one równie szczere i żarliwe, jak cała reszta uczuć i przemyśleń, którymi się z nami dzieli. Widzę tutaj pewne podobieństwo do C.S.Lewisa, który opublikował kilka interesujących pozycji w moralno-filozoficznym chrześcijańskim duchu, również okraszonych subtelnym dowcipem. Nic dziwnego, w końcu panowie często się spotykali i dyskutowali przy wielu okazjach. Piękne słowa kieruje Tolkien do najstarszego syna, Michaela, który walczył i został ranny na wojnie, mocno się zakochał i, co nie jest przecież codziennością, uczynił ojca swoim powiernikiem. Ten zaś wykłada mu całą poważną materię związków miłosnych, różnic między emocjonalnością i wrażliwością, jakie istnieją między płciami, w monologu tym jest zaś tyle spokoju, zrozumienia, mądrej miłości, że można by nimi obdzielić cały zastęp młodych ludzi wchodzących dopiero w dorosłe życie. Tolkien jest człowiekiem umiarkowania, co nie przeszkadza mu mieć zdecydowanych poglądów, które jasno formułuje, pisząc na przykład do syna, Christophera: „Kocham bowiem Anglię (nie Wielką Brytanię i na pewno nie Wspólnotę Brytyjską(brr!)”. Myślę więc sobie, jaka szkoda, że zarzuciliśmy zwyczaj pisania listów na rzecz błahych smsów i internetowych komunikatorów, posługując się nimi nie ubieramy już myśli starannie w słowa, ba, nawet poważniejszych refleksji, prawdę mówiąc, nie przywołujemy, a piękne określenia sympatii, bliskości i uczuć zastępujemy bezosobowymi emotkami, symbolami niczego. Zbiór tolkienowskiej korespondencji jest najlepszym przykładem na wielkie bogactwo różnorakich treści i podtekstów, jakie można zawrzeć w liście, tych lżejszych, żartobliwych czy plotkarskich i tych głębokich, opiniotwórczych, krytycznych, sięgających daleko we własne wspomnienia, rozbierających na drobne elementy istotne przeżycia i wzruszenia. Tolkien wspomina nie tylko o swojej twórczości, ale też o czasie miłości narzeczeńskiej i potem małżeńskiej, o swoim podejściu do religii chrześcijańskiej i rozumieniu duchowości, o pojmowaniu istoty patriotyzmu, przyjaźni, zahacza o literaturę, o historię… Radzi Chrisowi: „Ależ „dywaguj”! Listy nie muszą traktować wyłącznie o wydarzeniach zewnętrznych (choć wszelkie szczegóły są mile widziane).To, co myślisz, jest równie ważne: Boże Narodzenie, brzęczenie pszczół i cała reszta”. Sam także stosuje się do tych rad, stąd w jego listach taka masa różności, feeria tematów, nawet zimowy krajobraz za oknem zasługuje na uwagę i kilka, całkiem poetyckich słów. Bezwzględnie omawiane tutaj listy winny stać się priorytetem dla tych, którzy nie odkładają „Władcy Pierścieni”, „Silmarilliona” i pozostałych opowieści z tego zaczarowanego uniwersum na daleka półkę, lecz traktują jako lekturę zawsze pod ręką, bieżącą, niezbędną do podczytywania choćby tylko ulubionych fragmentów. Tolkien w listach do wydawców (na przykład do Miltona Waldmana z wydawnictwa Collins – końcówka 1951 roku) zamieszcza obszerne wykłady dotyczące pisanych właśnie rozdziałów i ich wzajemnych implikacji, czy też zależności pomiędzy rozmaitymi utworami ze świata Śródziemia. Gdyby je zebrać i wydać w jednym tomie powstałaby imponująca monografia, co jeszcze cenniejsze – monografia odautorska. Podobnie poważnie traktuje Tolkien listy od czytelników, w których roi się od pytań. W odpowiedzi wysyła wielostronicowe, pisane piękną prozą elaboraty, będące wnikliwą analizą konkretnych zagadnień. „Choć niniejsza notka jest niepełna, może się Panu wydawać zbyt długa; i mimo że Pan o nią prosił, nie prosił Pan aż o tyle. Nie wiem jednak, jak mógłbym odpowiedzieć na Pańskie pytania krócej, tak by zadośćuczynić komplementowi, jakim mnie Pan zaszczycił, interesując się hobbitami na tyle, by wykryć lukę w podanych informacjach”. Tolkien swoją korespondencją, jej szlachetnym duchem, zrównoważeniem i lekkością, poszanowaniem odbiorcy oraz osobistymi cechami charakteru, do reszty mnie podbił. Można uznać jego listy, biorąc pod uwagę ich ciepły klimat i ogólnoludzkie rozważania, które nic nie straciły na swojej aktualności, za formę psychoterapii, wprowadzającej nas w nastrój medytacyjny, uspokajającej rozbiegane myśli i nadwyrężone, spięte emocje. Jeśli dodamy do tego ciekawą treść i możność pogłębienia znajomości wykreowanego przezeń świata, to nie pomylę się, gdy powiem, że są one lekturą nie tylko dla fanów tolkienowskich historii, ale w ogóle dla ludzi łaknących ukojenia i pretekstu do refleksji. Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na923 dni temu
Noc sów. Opowieści z lasu Jacek Karczewski
Noc sów. Opowieści z lasu
Jacek Karczewski
Jacek Karczewski w swojej książce „Noc sów. Opowieści z lasu” dokonuje czegoś znacznie wykraczającego poza ramy klasycznego atlasu ornitologicznego. To pasjonujący, literacki reportaż z pogranicza biologii, mitologii i osobistego wyznania miłości do natury. Karczewski, znany popularyzator przyrody, zabiera nas w podróż do świata, który większość z nas przesypia, a który tętni życiem, dramatem i niezwykłą inteligencją. To lektura, która zasługuje na mocne 8/10, ponieważ potrafi zmienić zwykły spacer po lesie w metafizyczne przeżycie. Biologia ubrana w emocje Autor nie zasypuje czytelnika suchymi faktami. Zamiast tego, buduje narrację wokół konkretnych spotkań i gatunków – od majestatycznego puchacza, przez tajemniczą płomykówkę, aż po maleńką sóweczkę. Karczewski posiada niezwykły dar personifikacji, który nie popada w infantylność; on po prostu pozwala nam dostrzec w sowach ich unikalne charaktery. Opisuje ich niesamowity słuch, bezszelestny lot i wzrok, który przebija mrok, ale robi to językiem pełnym podziwu i literackiego polotu. Dowiadujemy się o skomplikowanych rytuałach godowych i trudach wychowywania piskląt, co sprawia, że te nocne ptaki stają nam się bliskie niczym sąsiedzi zza miedzy. Sowa jako symbol i ofiara Książka nie ucieka od trudnych tematów. Karczewski analizuje nasz kulturowy lęk przed sowami, który przez wieki prowadził do ich prześladowań. Od zwiastunów śmierci po symbole mądrości – autor śledzi te tropy, by ostatecznie skonfrontować je z brutalną rzeczywistością współczesnych zagrożeń: zanikaniem siedlisk, zatruciami i zmianami klimatu. To właśnie ten aktywistyczny nerw sprawia, że „Noc sów” jest pozycją ważną. To nie tylko książka do podziwiania, ale wezwanie do uważności i ochrony tego, co wciąż mamy na wyciągnięcie ręki, a co tak łatwo możemy stracić. Dlaczego 8/10? Ocena osiem odzwierciedla mistrzostwo w popularyzowaniu nauki, choć niektórzy czytelnicy mogą poczuć lekki przesyt dygresyjnym stylem autora. Karczewski potrafi odpłynąć w stronę osobistych wspomnień, co dla jednych będzie atutem budującym klimat, dla innych zaś lekkim rozproszeniem głównego tematu. Niemniej jednak, rzadko zdarza się autor, który o piórach i szponach potrafi pisać z taką samą czułością, z jaką poeci piszą o miłości. „Noc sów” to literacki noktowizor. Jacek Karczewski udowadnia, że przyroda nie potrzebuje ulepszeń, by być fascynująca – potrzebuje jedynie kogoś, kto potrafi o niej opowiedzieć z pasją. To książka dla każdego, kto czuje, że w miejskim zgiełku stracił kontakt z rytmem ziemi. Po jej przeczytaniu już nigdy nie spojrzycie na ciemny las w ten sam sposób; będziecie nasłuchiwać, wypatrywać i – co najważniejsze – rozumieć. Osiem punktów za to, że po lekturze każdy z nas chce zostać choć trochę bardziej „sowolubny”
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Przeżyj rok w średniowieczu Tillmann Bendikowski
Przeżyj rok w średniowieczu
Tillmann Bendikowski
Książka Tillmanna Bendikowskiego, „Przeżyj rok w średniowieczu”, to fascynująca podróż w czasie, która skutecznie obala mity o „wiekach ciemnych”, zastępując je obrazem świata pełnego barw, zapachów i skomplikowanych rytuałów. Moja ocena to solidne 7/10 – to doskonała pozycja popularnonaukowa, choć momentami jej dygresyjność może wystawić cierpliwość czytelnika na próbę. Bendikowski przyjmuje genialną w swojej prostocie konwencję: prowadzi nas przez rok 950, dzieląc opowieść na pory roku i miesiące. Nie skupia się jednak na wielkiej polityce czy datach bitew, ale na codzienności: co jedli ówcześni ludzie, jak spali, jak radzili sobie z mrozem i w co wierzyli. Najważniejsze rady i spostrzeżenia płynące z lektury to: Pokora wobec natury: Średniowiecze uczy nas, że człowiek był całkowicie zależny od cyklu pór roku. Brak plonów oznaczał śmierć, a zachód słońca kończył aktywność zawodową. To lekcja uważności, której współczesny, przebodźcowany człowiek bardzo potrzebuje. Rola wspólnoty: Autor podkreśla, że w średniowieczu jednostka nie istniała poza grupą. Rodzina, wieś czy zakon były gwarantem przetrwania. Samotność była synonimem wykluczenia i niebezpieczeństwa. Higiena i medycyna: Bendikowski prostuje błąd dotyczący powszechnego brudu – ludzie dbali o czystość na miarę swoich możliwości, a ich wiedza o ziołach i naturalnych metodach leczenia była imponująca, choć podszyta magią. Duszna atmosfera średniowiecznej chaty Zacznijmy od dusznej atmosfery, którą Bendikowski kreśli po mistrzowsku. Opisy zimowych wieczorów w kurnych chatach, gdzie dym gryzie w oczy, a zapach zwierząt miesza się z wonią niemytych ciał i gnijącej słomy, są niezwykle sugestywne. Ta duszność to nie tylko brak tlenu, to także duszność egzystencjalna – lęk przed demonami czyhającymi w ciemnościach i nieuchronnością sądu ostatecznego. Czytelnik niemal fizycznie czuje ciężar tamtej rzeczywistości. Mimo ogromnej wiedzy autora, książka ma swoje minusy. Największym grzechem Bendikowskiego jest pewna powtarzalność – niektóre tezy dotyczące religijności czy rolnictwa wracają w każdym rozdziale, co sprawia, że narracja traci tempo. Ponadto, autor skupia się niemal wyłącznie na obszarach dzisiejszych Niemiec, co dla polskiego czytelnika szukającego analogii do czasów Mieszka I może być lekkim ograniczeniem. To książka, która „odczarowuje” średniowiecze, pokazując je jako czas wielkiej zaradności i głębokiej duchowości. Bendikowski udowadnia, że nasi przodkowie nie byli prymitywni – byli po prostu doskonale zaadaptowani do świata, który dla nas byłby nie do zniesienia. Idealna lektura dla każdego, kto chce poczuć ciężar średniowiecznego płaszcza na własnych ramionach.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Królestwa wiary Brian Catlos
Królestwa wiary
Brian Catlos
Po lekturze „Inkwizycji hiszpańskiej” H. Kamena sięgnąłem wreszcie po „Królestwa wiary” Briana A. Catlosa. Książka ta przed swoją polską premierą nietrafnie reklamowana była przez wydawcę jako opowieść o podboju i rekonkwiście, która nie zakończyła się w 1492 r., lecz trwała do XVII w. Oczywiście Catlos niczego takiego nie pisze i trudno mi rozstrzygnąć, czy ze strony Rebis była to zwykła niewiedza odnośnie do treści publikowanej książki, czy też celowe granie na podżeganie konfliktu. Tymczasem to w ogóle nie jest książka o rekonkwiście. Jak deklaruje sam Autor, jest to na nowo opowiedziana historia Al-Andalus, muzułmańskiej Hiszpanii; kraju, który od swego zarania tworzony był przez ludzi trzech religii, w ciągu kilku wieków żyjących obok siebie w pokoju. Kraju, którego historia zakończyła się w 1492 r., którego pozostałości istniały do roku 1614, kiedy to ostatni muzułmanie, „dyskryminowani i przymusowo nawracani na chrześcijaństwo”, zostali wygnani, a którego ślady istnieją do dziś (wiedzieliście, że nie licząc nazw miejscowych około 10% słownictwa języka hiszpańskiego wywodzi się z arabskiego? No to już wiecie). Kraju, w którym konflikty wcale nie najczęściej powodowane były różnicami wyznaniowymi. Jak podkreśla sam Catlos, „dużo częściej wybuchały [one – PT] wewnątrz tych wspólnot niż między nimi”. Catlos zapewnia, iż spisuje „nową historię” muzułmańskiej Hiszpanii: „postanowiłem stworzyć od podstaw świeżą fabułę i starałem się na tyle, na ile pozwalała mi na to ekonomika publikacji, zajrzeć za kulisy i zbadać dynamikę wydarzeń, które są często przysłonięte przez inne, ale odgrywają ważną rolę w tworzeniu historii: dziejów kobiet, niewolników, renegatów i funkcjonariuszy”. Tej obiecanej perspektywy w książce jednak brakuje: to opowieść snuta z punktu widzenia męskiej elity – politycznej, wojskowej i intelektualnej, w której kobiety czy niewolnicy pojawiają się rzadko i jedynie marginalnie, innych zaś grup wykluczonych nie ma w ogóle. Henry Kamen dyskredytuje wyobrażenie przedstawione przez M.R. Menocal w jej „Ozdobie świata” (polskie wydanie: Kraków 2006) jako zbyt romantyczne i oderwane od rzeczywistości. Czy Catlos również maluje taki odrealniony, irenistyczny obraz? Nie, przede wszystkim dlatego, iż jego książka napisana została z perspektywy władz i społeczności muzułmańskiej i nie uwzględnia w takim samym stopniu całej mozaiki społecznej Półwyspu. Ta była o wiele bardziej skomplikowana. Catlos pisze z jednej strony o początkowym zacieraniu granic międzywyznaniowych w życiu prywatnym (rodziny mieszane),z drugiej zaś o religijnych konfliktach i aktach przemocy. W późniejszym średniowieczu (od początku XIII w.) społeczności różnych wyznań stawały się w coraz większym stopniu zamknięte na siebie, nie mieszały się, izolowały się coraz bardziej, a wzajemna wrogość narastała. I tak właśnie współcześnie tę kwestię postrzegamy. Jest to jednak tylko część prawdy. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, sięgnijcie po tę książkę.
komestor - awatar komestor
ocenił na89 miesięcy temu

Cytaty z książki Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Tolkien i pierwsza wojna światowa. U progu Śródziemia