Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios

Okładka książki Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios autora Joan Wester Anderson, 9788327715159
Okładka książki Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios
Joan Wester Anderson Wydawnictwo: WAM religia
306 str. 5 godz. 6 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
When Angels Walk. True Stories of Heavenly Visitors
Data wydania:
2017-12-05
Data 1. wyd. pol.:
2017-12-05
Liczba stron:
306
Czas czytania
5 godz. 6 min.
Język:
polski
ISBN:
9788327715159
Tłumacz:
Aleksandra Czyżewska-Felczak
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios

Średnia ocen
8,0 / 10
2 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios

avatar
51
49

Na półkach:

Jestem rozczarowana. Opinie tutaj są dobre i w sumie to mnie zachęciło, ale opowieści przedstawione w tej książce bywają absurdalne. Można wierzyć w anioły lub nie, ale uwierzyć w to, że magiczna siła przeniosła dziecko z ulicy spod samochodu na chodnik to już naprawde trzeba być szalonym. Jedyną opowieścią, która mogłaby dla mnie być jakimś dowodem na istnienie aniołów jest uzdrowienie chłopca, który został ukąszony. Cała reszta to dla mnie niesprawdzone opowieści ciotki zza oceanu. Moja babcia też twierdzi, że widziała anioła jak była panienką i tutaj -tak jak w tej ksiazce - albo wierzysz komuś na słowo, albo nie.

Jestem rozczarowana. Opinie tutaj są dobre i w sumie to mnie zachęciło, ale opowieści przedstawione w tej książce bywają absurdalne. Można wierzyć w anioły lub nie, ale uwierzyć w to, że magiczna siła przeniosła dziecko z ulicy spod samochodu na chodnik to już naprawde trzeba być szalonym. Jedyną opowieścią, która mogłaby dla mnie być jakimś dowodem na istnienie aniołów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
234
53

Na półkach:

Ciepła i pełna nadziei książka, a raczej książeczka będąca zbiorem historii spotkań z aniołami. Autorka zebrała je i opisała, po tym, jak jej rodzinie przytrafiło się coś niezwykłego. Każda z historii jest inna na swój sposób, jedne są wręcz niesamowite, inne wydają się bardziej zwyczajnie. A mimo to książka ta napełnia czytelnika otuchą, przynosi refleksje i przypomina, że nasze życie samo w sobie jest cudem. Może warto zastanowić się i rozejrzeć czy i my w swoim życiu nie doświadczamy czasem niebiańskiej pomocy?

Ciepła i pełna nadziei książka, a raczej książeczka będąca zbiorem historii spotkań z aniołami. Autorka zebrała je i opisała, po tym, jak jej rodzinie przytrafiło się coś niezwykłego. Każda z historii jest inna na swój sposób, jedne są wręcz niesamowite, inne wydają się bardziej zwyczajnie. A mimo to książka ta napełnia czytelnika otuchą, przynosi refleksje i przypomina, że...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
195
73

Na półkach: ,

Można wierzyć w istnienie aniołów bądź nie. Jedno jest pewne - po przeczytaniu tej książki spojrzycie inaczej na wiele spraw i wydarzeń w Waszym życiu. Może nie ma czegoś takiego jak przypadek i jesteśmy otoczeni ochroną świetlistych skrzydlatych postaci? Ja mocno w to wierzę.

Można wierzyć w istnienie aniołów bądź nie. Jedno jest pewne - po przeczytaniu tej książki spojrzycie inaczej na wiele spraw i wydarzeń w Waszym życiu. Może nie ma czegoś takiego jak przypadek i jesteśmy otoczeni ochroną świetlistych skrzydlatych postaci? Ja mocno w to wierzę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

154 użytkowników ma tytuł Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios na półkach głównych
  • 101
  • 49
  • 4
41 użytkowników ma tytuł Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios na półkach dodatkowych
  • 27
  • 6
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Przeglądarka. Felietony poufałe Anna Janko
Przeglądarka. Felietony poufałe
Anna Janko
Z twórczością Pani Anny Janko miałam zapoznać się po raz pierwszy dzięki zaprezentowanej przez nią autorskiej książce wydanej w formie zbioru felietonów pt.'' Przeglądarka. Felietony poufałe'', w której to zwróciła moją szczególną uwagę tym, że potrafi ona ocenić szczerze sytuacje obserwowane przez nią w świecie wirtualnym. Każdy z przeczytanych przeze mnie felietonów ukazuje bolesną prawdę na temat życia, emocje z nim związane w trudnych sytuacjach, refleksje i uwagi połączone z jej osobistymi odczuciami, jak widzą problem sytuacyjny różni użytkownicy korzystający z portalów społecznościowych, ale są oni nie do końca pełni i świadomi wypisywanych przez siebie wypowiedzi. Uważam, że napisane przez autorkę tematy przedstawionych tekstów felietonów nie były dla niej łatwe do napisania, gdyż musiała sama odkrywać wiele tajemnic twarzy ludzkiej natury lub czy też osobowości, by móc mocno się w niej zagłębić, aby Czytelnik mógł z łatwością odczytać jej przekaz wynikający z całości zinterpretowanych z nich treści. Mogłabym podać przykład jednego z felietonów, który zrobił na mnie ogromne wrażenie pod względem podjętego w nim tematu: ''Dzikie ciało, piękny umysł'', wywołało we mnie głębokie wzruszenie i myślę, że wiele osób po jego przeczytaniu dowie się, z jakimi problemami chorobowymi występującymi u dzieci autystycznych muszą przechodzić rodzice im wiernie towarzyszący. Książkę tę czytało mi wyjątkowo dobrze ze względu na dobrze zobrazowaną w niej rzeczywistość i podawane przez autorkę przykłady z życia wzięte oraz te, które są znane nam z wirtualnej obserwacji. Wydawnictwu Zwierciadło dziękuje za podarowanie mi do zrecenzowania egzemplarza książki pt. autorstwa Pani Anny Janko pt. '' Przeglądarka. Felietony poufałe''. Polecam przeczytać tę książkę.
Anna - awatar Anna
oceniła na96 lat temu
Kaczor po pekińsku Jacek Pałasiński
Kaczor po pekińsku
Jacek Pałasiński
Autor mimo że za Horacym uważa iż "Niebo, nie duszę zmieniają ci, co po morzach pływają" rusza w podróż po "azjatyckich tygrysach", krajach, które ostatnio rozwijają się gospodarczo w bardzo dużym tempie. Opisuje to w kilku relacjach: -W szponach dobrobytu (o Singapurze) -Piętno (o Wietnamie) -Świat bez nas (o Chinach) -Pobojowisko (o Indiach) OPIS "POBOJOWISKA" (O INDIACH) Motto: "Jednemu Allah daje pożywienie, innemu apetyt" (Mahomet) Autor pisze o skoku w rozwoju Indii, o Bangalore, które staje się jednym z światowych centrów informatycznych, opisuje swoje wrażenia z Delhi, piekła Mumbaju (jak pisze),czy Goa. J.P. rozbija mit pomnika miłości Tadź Mahal wspominając o Szachdżahanie jako erotomanie, wspomina jego relacje z synem, który go uwięził, z Aurangzebem. W książce przedstawiono trochę informacji na temat hinduizmu, podziału życia na 4 fazy i odpowiadające im cele życia (artha, kama,dharma i moksza). Autor pisze też o pojęciu karmy i ahimsy. Czytałam tę książkę w Szczawnicy. Wokół mnie biel śniegu, który (jak pisze Dostojewski) przykrywa wszystek brud świata, a tu upał, pył, pot i smród. Nieraz czytałam o Indiach atakujących ostrymi zapachami nasze nosy, ale Pałasiński czuje ten smród i brud szczególnie dotkliwie. I oddaje to w swoim reportażu powtarzając za Gandhim: "Trzeba dbać o siebie, bo upał, wilgoć i kurz chcą nas pożreć". W jego reportażu uderzyło mnie też odbrązawianie mitu. J.P. łączy tu podziw dla piękna Taj Mahal, hymn pochwalny miłości do kobiety po stracie której ktoś osiwiał i przez 20 lat obciążał budżet kraju budując dla jej rozłożonego już ciała grobowiec. Jednocześnie jednak zażywając rozkoszy z innymi kobietami. Z radością też czytałam jako indofanka o przyszłości Indii, którym przepowiada się w najbliższym czasie miejsce trzeciego mocarstwa w świecie, o prących do przodu młodych (50% z ponad miliarda ludzi ma mniej niż 20 lat),spragnionych wykształcenia, szalejących w informatyce. Przyjemność mi sprawiały częste cytaty (też lubię cytować mądrzejszych od siebie) , np. z Platona to prowokacyjnego: "Dobrzy to ci, którzy zadowalają się marzeniem o tym, co źli naprawdę robią", to bliskiego mi duchem "Lepiej być krzywdzonym niż krzywdzić". Dziwiły pomyłki typu - niedotykalni nazywani przez Gandhiego dziećmi słońca (wg mnie haridżanie to dzieci Boga); dziś się używa częściej słowa dalici (tj. uciśnieni). Zastanowiło zadane przez autora pytanie: czy my, Zachód możemy swoją butą "białych" zrazić Indie i resztę Azji podobnie, jak udało nam się doprowadzić do wojny cywilizacji między Zachodem a światem arabskim? Oczywiście, ta książka to relacja z podróży po kilku azjatyckich krajach. Te sobie doczytajcie, bo ja zdążyłam się zanurzyć tylko w rozdziale o Indiach. Kopiuję tu moją opinię z blogu Zahry valley-of-dance i z mojej strony nietylkoindie.pl
Tamanna - awatar Tamanna
oceniła na612 lat temu
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii Jan Hartman
Głupie pytania. Krótki kurs filozofii
Jan Hartman
Dla mnie, która niestrudzenie „drąży” istotę świata, a nawet daleko poza nim, zadając mnóstwo pytań, ten tytuł podziałał na mnie, jak płachta na byka. Miałam ogromną ochotę zripostować go złośliwie – nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. I pierwsze, co zrobiłam, to szybciutko zajrzałam do wstępu, mając nadzieję, że autor i filozof, a więc człowiek myślący, wytłumaczy się z tego prowokującego, jak dla mnie, tytułu. I co się okazało? Dokładnie dlatego taki tytuł, ponieważ jest filozofem, który ma cudowny dar mnożenia, dzieląc. Podobnie było z „głupimi pytaniami”, jak asekuracyjnie ujął je w cudzysłowie, będące takimi dla tych, którzy je już przeanalizowali i znaleźli odpowiedzi, stając się fundamentem wiedzy podstawowej do rozmyślań i poszukiwań na wyższym poziomie. Już profesjonalnym. Jednak są i tacy, dla których one nie są głupie. Są ważne i istotne, bo jeszcze pozostające bez odpowiedzi. Autor należący do tych pierwszych zechciał podzielić się swoją wiedzą z tymi drugimi. A dokładniej napisał tak – „Głupie pytania” raczej nie padają już w filozofii, bo od dawna wiemy dokładnie, na jakie odpowiedzi one pozwalają i jak je przekształcić w pytania bardziej trafne (acz mało efektowne). Nie znaczy to jednak, że nie warto do „głupich pytań” powracać. Przecież wciąż wielu ludzi stawia je sobie tak, jak w dawnych wiekach. A w kolejnym rozdziale dodaje – Pytanie, jak papier, wszystko zniesie. Można bezkarnie pytać o wszystko, byle jeszcze w pytaniu utrzymała się jakaś resztka sensu. Tyle że współczesny człowiek ma mniej czasu na stawianie ich sobie, a tym bardziej na samodzielne, często żmudne, poszukiwanie rozwiązań. Dla niego jest właśnie ta książka. Dopiero po tak uspakajającym mnie wstępie, określającym jej charakter, jako powrót do „przedprofesjonalnych” korzeni filozofii, zajrzałam z ogromną ciekawością do spisu treści, zastanawiając się nad „kanonem głupich pytań Hartmana” (a może i reszty filozofów?) oraz ludzi poszukujących na nie odpowiedzi. Było ich osiem. Każde poprzedzone fotografią obrazu nawiązującego tematycznie do zagadnienia. Na pierwszym miejscu „pytanie pytań”, które mnie nie zaskoczyło, bo odpowiedź na nie determinowała wybór akceptowanej odpowiedzi budującej bazę określonego światopoglądu i mającej wpływ na powstawanie kolejnych zapytań. I tutaj autor podzielił czytelników na trzy grupy – Kto po prostu wierzy głęboko, ten o istnienie Boga nie pyta. Kto wierzy, lecz chce swą wiarę oświecić wiedzą, ten tak naprawdę nie o istnienie Boga zapytuje (bo tego jest pewien),lecz jedynie o to, czy rozum zdolny jest istnienie Boga udowodnić. Kto zaś nie dowierza, tego żaden dowód intelektualny nie uspokoi. Należąc do grupy drugiej, byłam w komfortowej sytuacji, bo posiadając określony światopogląd, a więc i odpowiedzi na wiele pytań, w tym na prezentowany „kanon”, mogłam już nie szukać, nie pracować mozolnie nad tworzeniem podstaw lub ich uzupełnianiem czy modelowaniem od nowa, czując się, jak aktywny uczestnik trudnych warsztatów, ale przyglądać się jak obserwator, ogółowi wiedzy filozoficznej na zadane pytania. A tę autor przytaczał obficie, szczodrze dzieląc się nią, powołując się na najważniejsze nurty filozoficzne i ich przedstawicieli, szkoły i ich twórców oraz spadkobierców na przestrzeni wieków. Od starożytności po wiek obecny. Nie pozostawiając jej jednak bez własnego komentarza i przemyconego, osobistego oglądu zagadnienia, bo jak sam przyznał w Zakończeniu – W końcu przedstawiłem w niej nie tylko rozmaite istotne zagadnienia filozoficzne, tak jak się one z grubsza prezentują na tle tego wszystkiego, co się udało myślącej ludzkości wymyślić (a cudów tu nie ma i być nie może, bo jesteśmy tylko ludźmi),lecz również pewne filozoficzne stanowisko – własne stanowisko. Kolejność stawianych pytań nie była przypadkowa. Ich porządek narzuciła logika ich wynikania. Fundamentalne pytanie o Boga determinowało zapytania o wartości w życiu – miłość, dobro, prawdę, wolność oraz o narzędzia etyczne do ich przejawiania lub nie, które ja nazywam wolną wolą i sumieniem. Dopiero z tak uświadomionej wiedzy albo wspólnie ustalonej prawdy, można było przejść do dwóch ostatnich pytań, z których jedno stało się bardzo znane z zadania go premierowi Donaldowi Tuskowi – jak żyć? Abstrahując od tematu – proponuję Premierowi zaopatrzyć się w ten tytuł i rozdawać go każdemu o to go pytającemu. W końcu jest premierem, a nie filozofem. Nie wiem, co na to autor, który przecież w opozycji do PO stoi, angażując się w Twój Ruch Janusza Palikota. Wygląda na to, że niechcący napisał poradnik wspierający konkurencję polityczną. A wracając do tematu – dwoma ostatnimi rozdziałami autor mnie zaskoczył! Byłam przygotowana na pozostawienie mnie w zawieszeniu, na dokonanie własnego wyboru na podstawie osobistych poglądów. Nic z tego! Te dwa ostatnie rozdziały były najsilniej przeniknięte poglądami autora, bo o ile we wcześniejszych budował wszechstronny obraz stanu wiedzy filozoficznej, z którego mogłam przebierać, wybierać, uznawać, odrzucać czy nie akceptować, o tyle tutaj delikatnie narzucał pogląd, jak człowiek powinien żyć i urządzać świat wokół siebie. I to jest zabieg świadomy, a nawet umyślny, bo jak napisał – Chociaż więc książkę tę napisałem jako zawodowy filozof, mający w pracy inne zmartwienia niż „nieśmiertelność duszy”, napisałem ją nie tylko dla myślącej publiczności, lecz również dla samego siebie. I w tym zacytowanym zdaniu kryją się dwa kruczki, ostatecznie określające typ odbiorcy publikacji. Pierwszym jest „zawodowy filozof”. To, co dla zawodowego filozofa może być przystępnie i przyjemne podane, dla przeciętnego człowieka już nie. Z jednej strony starał się, by była ona możliwie łatwa w odbiorze, ograniczając erudycję i język naukowy do minimum. A i to minimum, czyli pojęcia niepowszechne lub w ogóle niewystępujące w mowie potocznej, objaśniał chętnie i za każdym razem (nie trzeba było sięgać po słownik),by tekst był jak najbardziej przejrzysty, chcąc spełnić deklarację złożoną we wstępie – …obiecuję, że ta książka będzie nadawała się do czytania. A z drugiej strony machał do mnie drugi z kolei kruczek ukryty w cytowanym wcześniej zdaniu pod wyrażeniem – „dla ludzi myślących”. A precyzując – dla średniozaawansowanych . Te dwa ostatnie wyrazy dodałabym obowiązkowo do podtytułu widniejącego na okładce, czyli dla tych, którzy oprócz tego, że myślą, przeczytali w swoim życiu jeden podręcznik z historii filozofii, poznając jej podstawowe pojęcia jak byt, atrybut czy absolut i przynajmniej otarli się o „rozbieranie” zdań zgodnie z zasadami, jakimi rządzi się nauka logiki, by podołać takim, jak te w książce – Głuchy „niepomny” byt, irrealnie bytujący bez świadectwa żywego przedstawienia w subiektywnym horyzoncie doświadczenia pojedynczego ja, stanowi, mówiąc po heglowsku, „określona nieokreśloność”, czyli niewyczerpane źródło nawarstwiających się i różnicujących treści myślenia. Jednak autor nie zostawiał czytelnika samego z takimi zdaniami. Chętnie podpowiadał, upraszczając – Inaczej mówiąc, skończone już życie wciąż przejawia się we wspólnym Świecie, za pośrednictwem niekończących się interpretacji jego śladów. Czyli w ostatecznej interpretacji mojej, przekładając to na język powszechnie zrozumiały, myśl zawarta w pierwszym, enigmatycznym zdaniu brzmi – żyjemy tak długo, jak długo żyje pamięć o nas. Poprzeczka postawiona wysoko, ale dla tych średniozaawansowanych, do pokonania, a satysfakcja intelektualna bezcenna i gwarantowana. I w tym sensie autor obietnicy dotrzymał z naddatkiem! To dlatego każdy rozdział czytałam z przerwą, dozując je sobie według klucza – jeden na jeden dzień. I nie wieczorem. Wybierałam specjalny czas po południu na specjalne rozważania. Traktowałam tę czynność jak gimnastykę umysłu albo jak „przerwę w życiu”, bo według autora życie przecież nie jest myśleniem. Myślenie jest raczej przerwą w życiu niż jego integralną częścią. Nie było łatwo! Niektóre zdania lub fragmenty tekstu czytałam wielokrotnie, wiedząc, że muszę je zrozumieć, by pójść dalej. Poznawałam stan wiedzy w pigułce, doszukując się lub rozpoznając w nim kręgosłup mojego światopoglądu i jego miejsce w całości filozofii. Było fascynująco intelektualnie! To nie romanse czy powieści erotyczne topią mój mózg w endorfinach, ale właśnie takie książki. Dla mnie najlepsze afrodyzjaki dla umysłu! naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na75 lat temu
Odwiedziny z zaświatów Raymond A. Moody
Odwiedziny z zaświatów
Raymond A. Moody
Jak świat daleki i szeroki wiele można wymieniać pozycji w literaturze podejmujących temat zjawisk paranormalnych i nadprzyrodzonych. Znacząca ich część orbituje po torze dalekim od obiektywizmu i rzetelności w prezentowanym temacie, przez co - zamiast przyciągać – zraża czytelnika, odczuwającego zimną rękę kuglarza wyciągającą portfel z kieszeni na ulicznym festynie. Trudno ocenić, jak wiele jest jeszcze podobnych książek, jednak niewątpliwie „Odwiedziny z zaświatów” dają sporą nadzieję, że gdzieś wciąż istnieje ta właściwa strona badań Drugiego Świata. Książka jest zbiorem zapisków z wielu lat badań prowadzonych przez pewnego naukowca zafascynowanego psychologią, który postanowił przetrzeć jej niezbadane dotąd szlaki, w poszukiwaniu lekarstwa dla ludzi o chorej duszy i zbłąkanym umyśle. Czy jednak na pewno niezbadane? Już z pierwszych rozdziałów, gdzie autor przytacza kolejne doniesienia, dowiadujemy się, że technika wpatrywania się w zwierciadło (której poświęcone zostały książka i badania) znana była od tysiącleci, a jej dokładna geneza jest praktycznie niemożliwa do określenia. Mitologia grecka, starożytna poezja, klasyczna literatura… Wszędzie tam znaleźć można odniesienia do wykorzystania techniki zwierciadeł, jako wrót przywoływania zjaw zmarłych osób. Badacz przyjął postawę klasyczną i w odpowiedni sposób właściwą naukowcowi, podejmującemu badania, których wyniki większość z nas może z ręką na sercu określić jako przedstawione rzetelnie. Nie znajdziemy tu backstory tajemniczych miejsc czy wydarzeń, poprzez które narodziły się upiory nękające bezbronnych ludzi. Wnioski układane są pod wyniki, a nie odwrotnie – jak to ma miejsce w wielu podobnych „projektach”. Doktor przedstawił konkretne efekty i - z elementarną dokładnością - drogę, która do nich doprowadziła. Na szczególną uwagę zasługują tu również przytoczone relacje pacjentów, którzy uczestniczyli w przeprowadzanych badaniach i dobrowolnie zgłosili się do udziału w eksperymencie. Byli wśród nich zwykli, szarzy ludzie, jakich możemy spotkać za każdymi drzwiami, a także wysoko wykształceni badacze, psycholodzy i lekarze, a nawet sami studenci prowadzonych przez doktora zajęć. U wszystkich efekt był praktycznie identyczny, a żaden z uczestników nie wspomniał o choćby cieniu wątpliwości co do autentyczności doświadczonych wizji, mówiąc otwarcie o tym, czego byli świadkami, a ostatecznie - co sami odczuli. Doktor dokumentował to skrupulatnie, aby w książce móc wprost cytować pełne relacje badanych ludzi. Nie chciałbym zawierać tu zbyt wielu szczegółów z samych „Odwiedzin”, gdyż stałoby się to w dużej mierze przepisywaniem obserwacji i komentowaniem wniosków. Autor wstrzymał się od tego drugiego, więc i ja na tym poprzestanę. Myślę, że właśnie to może przesądzić o właściwym odbiorze badań doktora. Stawia on pytania i prezentuje efekty pracy, wysnuwając jedynie schematy dalszych możliwości i ich zastosowania dla swych odkryć, powstrzymując się przed teoretyzowaniem ich dokładnego podłoża – bez względu na to, z którego świata pochodzi. https://skoliotyk.pl/recenzje/56-odwiedziny-z-za%C5%9Bwiat%C3%B3w-raymond-a-moody.html
Velocireader - awatar Velocireader
ocenił na74 lata temu
Pies Miha Mazzini
Pies
Miha Mazzini
„Boimy się tylko tego, co jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, a wierzymy tylko w to, co potrafimy zrozumieć”. Kto by pomyślał, że tak głęboka myśl może zrodzić się w tak brzydkim mężczyźnie. Przecież żył w społeczeństwie, którego oczekiwania w stosunku do pojedynczych osobników sprowadzały się do jednego – „głupi mają być brzydcy mężczyźni i piękne kobiety”. Główny bohater był brzydki. Bardzo brzydki. No dobrze, nie będę delikatna – ohydny i odrażający. Jego widok zawsze przyciągał ciekawski wzrok, by po chwili zamienić się w wyraz obrzydzenia. Ewidentnie zakłócał poczucie estetyki patrzącego. Każde spojrzenie na niego „wyrażało zdziwienie, jak może istnieć coś tak potwornie szkaradnego i dlaczego t o stoi przed nim, psując mu widok”. W jego pracy brzydota była jednak atutem. Należał do świty Maestra. Miejscowego mafiosa świata przestępczego. Człowiekiem niezastąpionym w wymuszaniu długów i haraczy. Wystarczyło, że stanął pod drzwiami lokalu dłużnika i chwilę popatrzył, by natychmiast otrzymać żądaną kwotę. To pozwalało mu na prowadzenie niezależnego, ustabilizowanego życia z dala od ludzi, w którym rutyna była tym, co cenił sobie najbardziej. Aż do nietypowego zlecenia. Maestro powierzył jego pieczy młodą kobietę Hanę. Bardzo ważnego świadka będącego alibi dla szefa. Miał opiekować się nią i pilnować do rozprawy sądowej. Tylko tydzień i aż tydzień! Relacjonowany przez głównego bohatera, dzień po dniu i godzina po godzinie, przypominający formą narracji dziennik, stał się historią przemiany bezwzględnego, brutalnego, cynicznego, pełnego nienawiści do ludzi autsajdera w człowieka, który odkrył w sobie pozytywne uczucia. Wśród nich największe – miłość do swojego pracodawcy. Kochał go tak, jak pies swojego właściciela. Tej dramatycznej, a momentami komicznej, przemianie towarzyszył koktajl emocji przeżywanych i opisywanych przez głównego bohatera, który bardzo mało mówił i tylko, kiedy musiał, ale za to bardzo dużo myślał. Jego wewnętrzne monologi, komentarze, wnioski, wspomnienia z przeszłości stanowiły swoistą mieszankę filozofii, sarkazmu, ironii, moralizatorstwa i czarnego humoru przez łzy, by ostatecznie pozostawić mnie z myślami pełnymi goryczy. Dotyczącymi współczesnego społeczeństwa. Tak naprawdę ta opowieść o losach jednego człowieka wyrzuconego przez ostracyzm na margines społeczny była pretekstem do zawarcia w niej krytyki ludzkiego systemu wartości hołdującemu urodzie, konsumpcjonizmowi, globalizacji i wychowującemu jeden pożądany model obywatela – niezauważalnego. „Człowieka, który nie będzie się głośno śmiał, płakał, skakał, nie będzie hiperaktywny, tylko będzie siedział na jednym, odgórnie przydzielonym miejscu i robił swoje. Niewzruszony lub – jak zwykło się to określać – kulturalny i dobrze ułożony. Niczym nie wolno mu się wyróżniać”, za to żyć długo i płytko. Miał być wierny jak pies. Tylko takim przeciętniakom, miernym, biernym, ale wiernym, społeczeństwo daje szansę wolności wyboru. Problem w tym, że tacy ludzie nie potrafią z niej korzystać, bo gdyby potrafili, nie byliby przeciętni. Wielu tkwi w tej społecznej pułapce tak, jak tytułowy pies i jak pies traktowanych. Cokolwiek by nie zrobili dla swojego pana. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na76 lat temu
Domek Adrianna Szymańska-Zacheja
Domek
Adrianna Szymańska-Zacheja
„Od wieków mi się wydaje, że tylko cierpiąc, można poczuć szczęście”. Mała, niezwykła miejscowość Ryki i jej mieszkańcy. Ci mieszkańcy są bardzo specyficzni. Dzielą się na Dużych i Małych. Duzi są potężnie zbudowani, mają imponujące postury, są obdarzeni nadprzyrodzonymi, wyjątkowymi mocami i są nieśmiertelni. Mali zaś są po prostu mali. Dziwne, niespotykane istoty. Ada główna bohaterka powieści jest wręcz monstrualnych rozmiarów. Ma dar, nieziemską moc, potrafi uzdrawiać ludzi. Wystarczy, że zerknie na człowieka i dokładnie wie co w nim siedzi, z jaką chorobą się zmaga. Pracuje w szpitalu, uzdrawia ludzi. Dla Ady jej dar i jej nieśmiertelność jest jednocześnie przekleństwem i błogosławieństwem… Tajemnice z zamierzchłej przeszłości niespodziewanie dają o sobie znać, już wkrótce mogą sprowadzić nieszczęście na całą rodzinę. Fabuła dotyka dziwnego, niepokojącego, zaskakującego świata i ludzi. Główna bohaterka wzbudziła moją sympatię, liczy sobie kilkaset lat, sama dokładnie nie wie ile, dawno temu straciła już rachubę. Jest pełną energii, wewnętrznych sił i specyficznego humoru nieśmiertelną kobietą. Dla której jej długowieczność zaczyna być ciężarem. Domek to miejsce które nieustannie tętni życiem, ludzie przychodzą i odchodzą. Czas nieubłaganie płynie naprzód. Życie i jego codzienność, na świat przychodzi nowe pokolenie, umiera starsze. Dwa zupełnie różne światy, przenikające i uzupełniające się nawzajem. Ten realny, prawdziwy i ten baśniowy, wymyślony. Nieśmiertelność ukazana jako coś dające radość, wolność, a z drugiej smutek i ból. Przemijanie, ulotność i kruchość życia. Relacje międzyludzkie, zaskakujące, zabawne przygody. Miłość, zdrada, radości, smutek i cierpienie. Wewnętrzne rozterki, niepokój, zwykli i niezwykli ludzie. Refleksyjna, wywołująca szczery uśmiech powieść obyczajowa z elementami fantastyki. Baśniowy świat ukazujący nieśmiertelność. Świat w który wchodziłam z niewielką rezerwą, a który przykuł moją uwagę, wzbudzał emocje i coraz większą ciekawość. Polecam, oderwanie od codzienności gwarantowane :) http://tatiaszaaleksiej.pl/?p=4025
Tatiasza ijejksiążki - awatar Tatiasza ijejksiążki
ocenił na75 lat temu
Gdyby... Piotr Wojciechowski
Gdyby...
Piotr Wojciechowski
W czasie deszczu dzieci się nudzą. To ogólnie znana rzecz. Tak obwieszczają słowa pewnej piosenki i od tego problemu ta książeczka się rozpoczyna. Dziś za moim oknem też głównie widziałem deszczowe chmury i przyszła mi na myśl ta książeczka z dzieciństwa. Cóż zrobić w czasie nudnych słotnych godzin? Może uruchomić wyobraźnie i zagrać w "Gdyby"? Wyobraźnia to lek na różne smutki, to droga do niesamowitych przygód. O sile wyobraźni ta książka głównie opowiada. Jak zbudowana jest książka? Na jednej stronie znajduje się tekst. Na drugiej dopasowany do tekstu całostronicowy rysunek. Ilustracje są autorstwa Krystyny Wojciechowskiej. Proste, lecz świetnie dopasowane, znakomicie współgrające z tekstem i kolorowe. Tekst znakomity w każdym calu. Ciekawie skonstruowany: fragmenty pisane prozą i rymowane przeplatają się wzajemnie. Wspaniale się go czyta. Nawet gdy nudno i pada można zadać sobie pytanie, takie jak w książce: "A gdyby deszcz, co tak leje przestał padać dopiero w niedzielę?". Puśćmy wodze fantazji z tą książeczką i postarajmy się niebanalnie odpowiedzieć na takie pytanie. Kolejne pytania zaczynające się od słowa gdyby, mogą doprowadzić do stworzenia ciekawej historii. Tak dzieje się w książce. Jedna z piosenek dla dzieci mówi, że fantazja jest od tego, aby bawić się na całego. Zabawa w "Gdyby" opiera się na nieskrępowanej wyobraźni i można z powodzeniem z dziećmi w nią zagrać. Można spędzić wspaniale czas, jak bohaterowie tej wybitnej książeczki. Książka dla dzieci, która zasługuje na wielką ilość pochwał i na uznanie.
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na98 lat temu

Cytaty z książki Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Anielskie drogi. Prawdziwe historie o gościach z Niebios