Szczerze o życiu bez dzieci

Okładka książki Szczerze o życiu bez dzieci autora Edyta Broda, 9788381034524
Okładka książki Szczerze o życiu bez dzieci
Edyta Broda Wydawnictwo: Pascal nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2019-05-15
Data 1. wyd. pol.:
2019-05-15
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381034524
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szczerze o życiu bez dzieci w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Szczerze o życiu bez dzieci



książek na półce przeczytane 1669 napisanych opinii 1604

Oceny książki Szczerze o życiu bez dzieci

Średnia ocen
7,5 / 10
149 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Szczerze o życiu bez dzieci

avatar
639
345

Na półkach:

Książka ukazująca życie z perspektywy osób bezdzietnych. Przewodnik, który pozwala zrozumieć ich motywację co do wyboru takiego życia. People are different and that’’s ok.
Żyjmy po prostu i dajmy żyć innym mimo, że nie musimy się z ich światopoglądem zgadzać.

Książka ukazująca życie z perspektywy osób bezdzietnych. Przewodnik, który pozwala zrozumieć ich motywację co do wyboru takiego życia. People are different and that’’s ok.
Żyjmy po prostu i dajmy żyć innym mimo, że nie musimy się z ich światopoglądem zgadzać.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
145
6

Na półkach:

Blog Bezdzietnik znam już od dawna, czytałam i oglądałam wywiady z jego autorką, musiałam w końcu sięgnąć też po jej książkę, którą przeczytałam już jakiś czas temu. Na początku trochę rozczarował mnie fakt, że większa część "Szczerze o życiu bez dzieci" to osobista podróż Edyty Brody po bezdzietności z wyboru i częściowo też feminizmie. Zdecydowanie wolałabym jakieś konkretne analizy z danymi statystycznymi, ale to co otrzymałam też nie było złe. Książka generalnie składa się trzech części. Dwóch serii krótkich felietonów przedzielonych wywiadami z bezdzietnikami. To co rzuciło mi się w oczy przy krótkich formach, to przynajmniej w pewnej części, powielenie treści i ogólnie tematów, które były na blogu. Wiele zagadnień zostało tam bardziej rozwiniętych a przez 4 lata poruszono nowe, ale może taki był zamysł, że felietony miały być skondensowaną formą tego, co już zostało omówione. Czyta się to całkiem dobrze. Ciekawą częścią były dla mnie przeprowadzone rozmowy. Całkiem nieźle pokazują jak różnorodną grupą są bezdzietni, jak różne są ich powody, przeżycia i problemy. Jest tam m.in : wywiad ze starszą już panią, która przeczy stereotypowi samotnej bezdzietnej starości, wywiad z kobietą wysłaną przez rodzinę na terapię, bo nie chciała mieć dziecka(!),rozmowa z mężczyzną "wrobionym" w dziecko. Ciekawie wyróżniała się dla mnie historia kobiety, której bezdzietność była nie z wyboru, ale świetnie odnalazła się ona w nowej dla siebie sytuacji. Treść książki dopełniają piękne i bardzo wymowne ilustracje. Nie lubię kiedy obrazki są tylko ozdobnikami, tutaj naprawdę zostały zamieszczone w jakimś celu.

Myślę, że ta książka jest naprawdę niezła, ale nadal czuję niedosyt, bo mogłaby być jednak o wiele dokładniejsza, obszerniejsza. W kwestii bezdzietności jest jeszcze dużo do opowiedzenia i uświadomienia, nawet w przyjętej przez autorkę formie i zwłaszcza teraz, kiedy mam wrażenie, że postawy wobec bezdzietnych się radykalizują. Na uwagę zasługują np. kwestie finansowe, różnice w sposobie postrzegania bezdzietności przez samych zainteresowanych. Mikrodrama na instagramie w odpowiedzi na pojawienie się w mediach słowa określającego bezdzietników dopisała kolejny akapit do kwestii językowych. Uświadomiła mi jak nadal po macoszemu traktuje się takie osoby. Wyszło na to, że nie tylko dzietni objaśniają nam nasz świat, ale i internetowi specjaliści od języka wiedzą lepiej jak powinniśmy chcieć się określać i jakich określeń nam trzeba. Z tego co wiem, to trwają prace na nową książką o osobach bez dzieci na rynku pracy. Może znajdzie się też czas na jakiś rozdział albo i dłuższą formę -bezdzietna część języka? ;)

Co do pewnych zarzutów wobec "Szczerze o życiu bez dzieci", to dziwi mnie, gdzie niby w niej ta agresja i stronniczość. Jeśli ta książka według jednej z oceniających nie jest za budowaniem pokojowego dialogu i nie pokazuje odcieni szarości, to co miałoby realizować te założenie? Przepraszanie za nasz wybór? Nie sposób nie odnieść się też do zarzutów o robienie złego piaru bezdzietnym. Trochę się zgadzam z tą teorią, bo zamieszczone historie mogą być bezlitośnie wykorzystane w dyskusjach do dyskredytowania nas, ale zadałabym też pytanie ilu ludzi z tych samych powodów, czyli traumy, choroby, lęki, egoizm decyduje się na dzieci i kto na tym cierpi?

Blog Bezdzietnik znam już od dawna, czytałam i oglądałam wywiady z jego autorką, musiałam w końcu sięgnąć też po jej książkę, którą przeczytałam już jakiś czas temu. Na początku trochę rozczarował mnie fakt, że większa część "Szczerze o życiu bez dzieci" to osobista podróż Edyty Brody po bezdzietności z wyboru i częściowo też feminizmie. Zdecydowanie wolałabym jakieś...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
743
178

Na półkach: , , , ,

Chyba każdy z nas to przerobił. Pytania o to, kiedy uszczęśliwimy świat dzieckiem. Wnukiem. Siostrzeńcem. Albo bratanicą.

Kiedy przejdziemy na tą ,,właściwą dorosłą stronę mocy” i zasilimy grono ludzi od-po-wie-dzial-nych. Czyli takich, którzy mają dzieci. A jeśli nie chcemy? To się nam zmieni. To jesteśmy egoistycznymi gówniarami. Albo: w czasie wojny kobiety miały gorzej i rodziły, a Ty nie możesz? Ewentualnie: będziesz żałować. Czy: kto Ci poda szklankę wody na starość?

Chyba każda z nas choć raz w życiu usłyszała, że jeśli nie będzie chciała mieć dziecka, to facet ją zostawi dla takiej, która dzieci będzie chciała rodzić. Albo, że kobieta bez dziecka to nie jest ,,prawdziwa kobieta”.

Albo, że to już ,,najwyższy czas, bo zegar tyka”.

I jak urodzi to na pewno poczuje instynkt macierzyński. Na pewno. Serio. Uwierzcie nam.

Jedyne bąbelki w domu to te w szampanie

Edyta Broda, autorka bloga bezdzietnik.pl temat nieposiadania dzieci traktuje z prawdziwą wrażliwością i delikatnością. Nie bierze udziału w wojnie dzietno-bezdzietnych, ale konsekwentnie i spokojnie pokazuje swój punkt widzenia.

Pokazuje, przede wszystkim, że nie jest to pogląd jednostkowy. Że ludzi, którzy decydują się na nieposiadanie dzieci jest więcej, niż nam się wydaje.

Więcej pod adresem: https://tekstomancja.wordpress.com/2023/03/22/szczerze-o-zyciu-bez-dzieci-edyty-brody/

Chyba każdy z nas to przerobił. Pytania o to, kiedy uszczęśliwimy świat dzieckiem. Wnukiem. Siostrzeńcem. Albo bratanicą.

Kiedy przejdziemy na tą ,,właściwą dorosłą stronę mocy” i zasilimy grono ludzi od-po-wie-dzial-nych. Czyli takich, którzy mają dzieci. A jeśli nie chcemy? To się nam zmieni. To jesteśmy egoistycznymi gówniarami. Albo: w czasie wojny kobiety miały gorzej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

390 użytkowników ma tytuł Szczerze o życiu bez dzieci na półkach głównych
  • 217
  • 171
  • 2
52 użytkowników ma tytuł Szczerze o życiu bez dzieci na półkach dodatkowych
  • 27
  • 10
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

W co wierzą Polacy? Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch... Tomasz Kwaśniewski
W co wierzą Polacy? Śledztwo w sprawie wróżek, jasnowidzów, szeptuch...
Tomasz Kwaśniewski
Nie jest to dokładnie ta sama tematyka co "Ja nie leczę, ja uzdrawiam" ( https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4875709/ja-nie-lecze-ja-uzdrawiam-prawdziwa-twarz-polskich-bioenergoterapeutow ),ale jakośtam zbliżona i porównując, to powiem tak: jeśli chodzi o zakres tematu to ta podobała mi się bardziej, ale jeśli chodzi o postawę autora, to wygrywa tamta. Tutaj jednak trochę heheszki i ogólnie nie do końca poważne podejście do tematu np. na wyprawę w "poszukiwaniu ducha" autor zaprasza przyjaciela (który, nawiasem mówiąc, poważniej do tego podchodzi niż on) ale czy to ma być poważne? Po co to towarzystwo w takim momencie? Żeby bardziej się rozpraszać? Wolałbym żeby było tak jak w "Ja nie leczę, ja uzdrawiam": profesjonalnie i bezstronnie. Jednak na plus trzeba zaliczyć, że tutaj w zakres tego w co wierzą Polacy autor wciągnął też religię - to jest dobre w zestawieniu z wróżbami itp., bo częstokroć przez ludzi wierzących da się wyczuć takie: "jakieś wróżki, głupoty, bzdury" ale przemiana opłatka w ciało, to przecież prawda najczystsza, która się dokonuje co niedzielę ;) Ogólnie książkę przesłuchałem z bardzo dużym zainteresowaniem, jest wciągająca i łatwo skupić się na treści. Wszyscy bohaterowie zrobili na mnie raczej pozytywne i takie sympatyczne wrażenie. Nie wiem, pewnie są w tych branżach też oszuści, ale myślę że większość szczerze wierzy w to co robi. Jest wiele o intuicji, odczuciach... dla sceptyka to mogą być bzdury ale tak sobie myślę... a co w tym złego? Co złego w tym, że ktoś podejmie jakąś decyzję po rozłożeniu kart, posłuchaniu intuicji czy choćby rzucie monetą? Większość (i mówiąc większość mam na myśli tak 99%) decyzji w naszym życiu i tak nie jest taka ważna :D i mam na myśli również decyzje dotyczące miejsca zamieszkania, wyboru partnera życiowego czy podjęcia pracy. Wiem, to może brzmi kontrowersyjnie ale mówię to w sensie, że to nie są rzeczy nieodwracalne czy jedynie słuszne. Ważna to może być decyzja na temat aborcji, przejścia jakiejś operacji itp., bo to mogą być decyzje nieodwracalne ale co to za różnica czy ktoś zamieszka w Krakowie czy Warszawie? (albo czy w Anglii czy we Francji?). Zwiąże się z Piotrem albo Jankiem czy będzie pracował w firmie A albo B? Z Krakowa do Warszawy zawsze można się przeprowadzić (albo z Francji do Polski czy skądkolwiek niemal dokądkolwiek),pracę zmienić, a szczęśliwym można być zarówno z Piotrem jak i Jankiem, a przynajmniej zdrowy rozsądek i tak nie przewidzi tego lepiej od intuicji czy kart ;) Dlaczego by więc "słuchanie intuicji" miałoby być gorszym drogowskazem niż cokolwiek innego? (i mówię to ja, zupełnie bez intuicji ;) ). Ciekawa była też wypowiedź jednej z wróżek: "– Są pewne dźwięki, które słyszą psy, nietoperze, a my nie, tak? Ale to przecież nie znaczy, że pies jest pierdolnięty, tylko po prostu łapie inne częstotliwości. I tak samo są obrazy, które widzę ja, a kto inny nie. Na razie nie umiemy się do tego dobrać, zbadać, jak to jest, ale jestem przekonana, że będziemy potrafili." (pdf.str.41) Jeszcze inne kwestie, które chcę skomentować po cytatach: "– Czyli kiedy jasnowidz nam mówi: „W czwartek trzynastego spadnie ci na głowę jakiś ciężki przedmiot”? [doktor Michał Parzuchowski:] – On nigdy tak nie powie. – No dobra: „Pod koniec września coś zdarzy się niedobrego twoim dzieciom”. – O, właśnie! „Coś zdarzy się niedobrego”. I teraz to ty musisz poszukać, co to takiego może być. Zaczynasz więc kombinować, poddając jasnowidzowi kolejne propozycje. Co w praktyce może wyglądać tak, że mówisz: „Ano tak, bo wtedy moje dziecko ma egzamin”. I wtedy on: „No właśnie, niech ono się do niego dobrze przygotuje”. Podstawową kwestią, którą wykorzystują jasnowidze, jest podpowiedź od klienta." (pdf.str.323) - no bardzo fajnie tylko tak rzadko wygląda wizyta u wróżki czy jasnowidza, chyba że to rzeczywiście jakiś oszust :P takie wypowiedzi to właśnie nie wróżki stawiają w złym świetle ;) Tak samo jak ten "horoskop" Forera - no jak się pisze ogólniki, to nic dziwnego, że większość ludzi się z tym zgodzi ;) (chociaż ja bym się nie zgodził z niczym, co zawiera fragment w stylu: "Czasem bywasz osobą (…) przystępną i towarzyską (…)" :D ). Dla przeciwwagi fragment z wypowiedzi Wojciecha Eichelbergera z dalszej części książki: "Ktoś mnie dawno temu zapytał, co sądzę o astrologii. Ja na to, że nic, bo zupełnie się na tym nie znam. Zaproponowano mi wtedy udział w eksperymencie z udziałem Roberta Waltera, jednego z najwybitniejszych polskich astrologów. (…) Miałem wybrać trzech pacjentów, z którymi pracowałem przynajmniej przez dwa lata w ramach terapii indywidualnej, i nikomu nie zdradzić, kogo wybrałem. Potem opracować o tych ludziach trzy odrębne dokumenty: krótki życiorys, patogeneza, objawy, prognozy, przebieg dotychczasowej terapii. Zapakować w nieopisane koperty, zakleić, trzymać przy sobie i nikomu nie pokazywać. Dostarczyć oponentowi tylko daty, dokładne godziny i miejsca urodzenia oraz płeć wybranych. Po miesiącu spotkaliśmy się w towarzystwie kilkunastu osób zainteresowanych tym wydarzeniem, Położyłem na stole sędziowskim swoje trzy koperty. Pan Walter położył swoje. Sędzia je otworzył, ułożył parami i odczytał. Okazało się, że w dwóch wypadkach na trzy mistrz astrologii miał do powiedzenia na temat tych osób więcej niż ja, i to bardziej trafnie. A trzeci przypadek uznany został za remis. (…) z pewnością był to fakt, przed którym musiałem pokornie schylić swoją racjonalną, materialistyczną głowę. Co, prawdę mówiąc, nie było zbyt wielkim wysiłkiem, bo jakimś cudem w oprogramowaniu mojego mózgu zainstalowała się nakładka poznawczej pokory, przekory, ciekawości i świadomości własnych ograniczeń." (pdf.str.393-394) - no i respekt, tak, to był najlepszy wywiad w tej książce! (czytana/słuchana: 13-15.01.2025) 5-/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na71 rok temu
Kocie mojo, czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota Jackson Galaxy
Kocie mojo, czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota
Jackson Galaxy Mikel Maria Delgado
"There is no such thing as disciplining your cat" "Kocie mojo, czyli jak być opiekunem szczęśliwego kota" - to szczegółowa instrukcja budowania świadomej relacji między człowiekiem a zwierzęciem, oparta na prostym, ale kluczowym założeniu: kot nie jest złośliwy - on jest po prostu... kotem, działającym zgodnie ze swoją naturą. Najmocniejszą stroną książki dla mnie okazał się sposób, w jaki autor tłumaczy zachowania kotów przez pryzmat ich wrodzonych instynktów. Koncepcja „pierwotnego kota” żyjącego w każdym domowym mruczku pozwala spojrzeć na codzienne problemy (drapanie mebli, nocne gonitwy, unikanie kuwet) nie jako przejawy złośliwości, a jako sygnały wynikające z biologii i potrzeb gatunku. A z tego wynika, że odpowiedzialność za jakość relacji nie leży po stronie zwierzęcia, lecz człowieka, który decyduje się wprowadzić je do swojego świata. Galaxy konsekwentnie pokazuje, że większość konfliktów to efekt niezrozumienia kociej natury, a nie „trudnego charakteru” pupila. Autor opiera się na wieloletniej pracy ze zwierzętami, także tymi po przejściach, dzięki czemu proponowane rozwiązania są konkretne i możliwe do wdrożenia. Czytelnik dostaje nie tylko wyjaśnienie dlaczego kot zachowuje się w określony sposób, ale też jak reagować, by poprawić i jego dobrostan i własny komfort życia. "As I said, I always prefer, for the sake of Cat Mojo, for cats to feel like they are making the decisions" Trudno nie uznać tej pozycji za podstawę dla każdego obecnego lub przyszłego opiekuna kota - szczególnie dla osób, które widzą w zwierzęciu dodatek do mieszkania, a nie żywą, wymagającą istotę. Galaxy skutecznie obala mit kota jako stworzenia „samowystarczalnego”, pokazując, że jego niezależność nie wyklucza potrzeby uwagi, struktury i środowiska dostosowanego do jego natury. Jednocześnie książka potrafi momentami przytłoczyć. Skala zaleceń dotyczących przestrzeni, liczby zasobów czy organizacji kociego środowiska może wywołać w czytelniku poczucie, że bez idealnych warunków nie jest się wystarczająco dobrym opiekunem. W efekcie zamiast motywacji pojawia się chwilami presja jakby szczęście kota wymagało infrastruktury na miarę specjalistycznego centrum behawioralnego. To jedyny zgrzyt w publikacji, która poza tym jest napisana z autentyczną pasją i realną troską o dobro zwierząt.
Suok - awatar Suok
ocenił na92 miesiące temu
50 twarzy Tindera Joanna Jędrusik
50 twarzy Tindera
Joanna Jędrusik
📝 Książka łącząca elementy poradnika i osobistego zapisu doświadczeń autorki związanych z korzystaniem z aplikacji randkowej Tinder. Joanna Jędrusik opisuje różne typy relacji, zachowań i postaw spotykanych w świecie randek online, analizując je z kobiecej perspektywy. Spojrzenie zarówno praktyczne, jak i refleksyjne – o poszukiwaniu bliskości, rozczarowaniach i mechanizmach rządzących współczesnym randkowaniem. 💭 Moja opinia: Ta pozycja to trochę jak siedzenie przy winie z kimś, kto opowiada swoje randkowe historie – raz zabawne, raz absurdalne, czasem wręcz niewiarygodne, ale jednak… wciągające. Z jednej strony dostajemy obserwacje, schematy, pewne „typy” zachowań, które każdy kojarzy, nawet jeśli nie chce się do tego przyznać. Z drugiej – bardzo osobisty filtr autorki, przez który to wszystko przechodzi. I tu mam lekki zgrzyt. Momentami czułam, że ta narracja idzie w stronę ocen, z którymi zwyczajnie mi nie po drodze. Brakowało mi większej otwartości na inne perspektywy. Książka jest stronnicza – i to trzeba wziąć na klatę przed czytaniem. Ale jednocześnie… nie mogłam jej odłożyć. Mimo tego oporu, ciekawość wygrywała. Chciałam zobaczyć, co będzie dalej, jakie historie jeszcze się pojawią, w jakim miejscu się zakończy. Finalnie – książka do skonfrontowania się z cudzym spojrzeniem na randkowy świat. ⭐ 7/10
Klaudia Śmigielska-Skutecka - awatar Klaudia Śmigielska-Skutecka
oceniła na77 dni temu
Historie dziwnych samotności Marta Mazuś
Historie dziwnych samotności
Marta Mazuś
Bardzo osobliwa książka, w zasadzie opowiadająca o trudnym życiu, którego również i my sami moglibyśmy doświadczać – my, ktoś z naszej rodziny, albo sąsiedzi. Historie, które łączy jedno: doświadczenie głębokiej samotności. Bo nawet jeśli człowiek żyje w relacji, ma rodzinę, to nie oznacza, że jest szczęśliwy. Szczęście płynie bowiem nie z zewnątrz, ale z naszego środka, i jeżeli sami o nie nie zadbamy i nie zawalczymy, może się okazać, że żyjemy życiem innych albo tylko dla innych, a o sobie samych zapominamy. Niektórym z tym dobrze, inni przekonują się o tym po wielu latach życia w złudnych zależnościach. Książka napisana została w niezwykle poetycki sposób – podczas lektury miałem wrażenie, że rzecz dzieje się jakby w świecie wyśnionym, a nie w twardej rzeczywistości, której każdy z nas mniej lub bardziej doświadcza. Jak większość czytelników tej książki, mnie również poruszyła historia Krystyny i Darka, matki i syna, których głęboka więź połączyła na skutek wielkiej tragedii, której dopuścił się syn. Nie chciałbym być na miejscu ani jednej, ani drugiej osoby – nie wiem, jak bym się zachował, czy potrafiłbym wznieść się na poziom heroiczności rodzica. A może tylko rodzic w ten sposób znalazł sobie formę, która miała nadać jego życiu sens? Nie wiem, bo nie jestem w stanie wniknąć w ich wnętrza. Wiem za to, że muszę przyglądać się swoim motywacjom, swoim pragnieniom i także dbać o relacje z najbliższymi, które powinna budować mądra miłość.
Arek - awatar Arek
ocenił na61 miesiąc temu
Na marne Marta Sapała
Na marne
Marta Sapała
Należę do pokolenia, którego matki i babki wychowały się w biedzie, dlatego i ja wyniosłam z domu umiejętności pozwalające zagospodarować każdą cząstkę żywności. W moim domu niewiele się wyrzuca, a zakupy robi się z listą w ręku i tylko takie,jakie w danym momencie są potrzebne. Nie magazynuję żywności, rzadko zdarza mi się przegapić termin przydatności do spożycia. Dlatego ze zdumieniem przyglądam się zawartości kontenerów na śmieci na moim osiedlu po świętach, czy długich weekendach. Wyrzucone tacki z mięsem, gotowe dania, wędliny i pojemniki z sałatką jarzynową walają się wszędzie i potwierdzają tezę postawioną przez Martę Sapałę w reportażu „Na marne”- Polacy wyrzucają bardzo dużo żywności, przyczyniając się tym samym do marnotrawstwa i ekologicznej katastrofy. W dobie nadprodukcji i nadkonsumpcji temat tego reportażu jest niezwykle ważny. Autorka przygląda się zagadnieniu bardzo wnikliwie i z różnych stron. Rozmawia z freeganami, osobami bezdomnymi korzystającymi ze społecznych stołówek, organizatorami lodówek społecznych, gospodyniami wiejskimi, a także osobami, które przeżyły wojnę i wiedzą, czym jest prawdziwy głód. Poprzez te rozmowy tworzy zbiorowy portret społeczeństwa, które z jednej strony upojone możliwością dostępu do licznych dóbr zatraciło się w tym nadmiarze i beztrosko konsumuje i marnuje jedzenie, a z drugiej nauczone latami niedostatku potrafi wykorzystać każdą odrobinę żywności i przetworzyć ją w jadalne danie. Marta sapała nie poprzestaje jednak tylko na rozmowach. Próbuje też dotknąć problemu własnymi rękoma. Dlatego dołącza do grupy ludzi szukających jedzenia na śmietnikach i sprawdza, co można z niego przygotować, uczestniczy w kursie gotowania bez resztek, angażuje się jako wolontariuszka i obsługuje społeczne lodówki. Swoje spostrzeżenia popiera argumentami naukowymi, oddając głos specjalistom- naukowcom, ekonomistom, prawnikom. Mimo ciekawego tematu miałam wrażenie, że reportaż jest nieco nierówny. Autorce zdarzają się tu dłużyzny, niepotrzebne dywagacje, czasami zbyt drobiazgowo podchodzi do niektórych problemów. Na przykład historia mężczyzny, który niemyślnie podpalił budynek Biedronki,szukając jedzenia w kontenerze z usuniętą ze sklepu żywnością, nie wnosi nic do tematu, a jest nadmiernie rozwleczona. Podobnie jest w rozdziale, którego bohaterem jest sławny swego czasu piekarz z Legnicy, który trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości za rozdawanie niesprzedanego chleba. Sama historia jest bardzo ciekawa, ale dlaczego autorka opowiada ją od roku 1936, kiedy niemiecki piekarz Alfred Türpitz zakłada w Liegnitz piekarnię, którą 50 lat później odkupi od miasta Waldemar Gronowski? Zainteresowały mnie rozdziały poświęcone badaniom nad rozmiarami marnotrawstwa żywności w Polsce, w których dokładnie przedstawiono, co ląduje w śmietniku, dlaczego i jaki typ gospodarstwa domowego generuje najwięcej odpadów. Sama zaczęłam się zastanawiać, jak wypadłabym w takich badaniach. „Na marne” to potrzebna książka, bo naświetla ważny cywilizacyjny problem i uświadamia, na czym polega odpowiedzialna konsumpcja.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na64 miesiące temu
Balet, który niszczy Monika Sławecka
Balet, który niszczy
Monika Sławecka
Monika Sławecka, scenarzystka i autorka książek, absolwentka filmoznawstwa na Uniwersytecie Łódzkim. Świat mafii, alkoholizm, hejt, porwania - to tematy, które poruszała ze swoimi rozmówcami w poprzednich książkach. „Balet, który niszczy” to kolejna, która powstała na podstawie zeznania byłych uczennic i uczniów polskich szkół baletowych. Pierwsza w Polsce państwowa szkoła baletowa powstała w 1950 roku w Gdańsku, dziś jest ich 5. O przyjęciu do szkoły decyduje egzamin, którego pozytywny wynik daje młodziutkim kandydatom poczucie wkraczania do elit i magicznego świata. Dzieci rozpoczynają naukę w IV klasie szkoły podstawowej i kończą ostatnią klasą liceum. Dziewięć lat wytężonej, ciężkiej pracy, o której zdecydowali się opowiedzieć Monice Sławeckiej. Są wśród nich tancerki, którym udało się ukończyć szkołę i osiągnąć sukces, ale są też takie, które nie wytrzymując panującej atmosfery i rygoru decydują się pożegnać ze szkołą. O tym, co kryje się za murami tych pięknych gmachów opowiadają między innymi Natalia Wojciechowska, baletnica z dużą ilością sukcesów na koncie, Natalia Lesz i Iza Miko. Jest tu też przerażająca historia Szymona Szpaka, niezwykle uzdolnionego tancerza, którego niestety, nigdy nie zobaczymy już na scenie. Wszyscy rozmówcy potwierdzają zgodnie - nauczyciele w szkołach baletowych nie pomagają w rozwijaniu dziecięcych pasji, nie są ich mentorami, nie wspierają w pokonywaniu trudności i lęków, nie budują wiary we własne możliwości. Opowiadają za to o zastraszaniu i psychicznym terrorze. O życiu w permanentnym stresie. Krzykliwych i obcesowych nauczycielach. O publicznym upadlaniu i karach fizycznych. O promowaniu skrajnie chudych ciał, czego skutkiem jest bulimia czy anoreksja. O zakazie picia wody pomimo intensywnego wysiłku, gdyż ta „wypycha brzuch”. Depresja, samookaleczanie się i podejmowanie prób samobójczych nie należą do rzadkości. Zdarzają się przypadki wykorzystywania seksualnego i maltretowania psychicznego. W szkołachq tępi się indywidualność. Nauczyciele strachem i agresją budują swój autorytet, a uległe im dzieci duszą w sobie bunt na złe traktowanie, przemoc czy wulgarny ton. Każdy dzień rozpoczyna się bólem brzucha i niepewnością, co się wydarzy. To hermetyczne środowisko i niekontrolowany przez nikogo system sprawiają, że niewiele osób ma świadomość terroru, jakiemu poddawane są w szkole dzieci. Co więcej - wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy, co przeżywają zamykające się coraz bardziej w sobie ich pociechy. Poinformowany przez uczennicę o sposobach nauczania w szkole Rzecznik Praw Dziecka odpowiada, że szkoły artystyczne rządzą się swoimi prawami i w związku z tym nie jest w stanie nic zrobić. Większość uczniów nie dotrwa do końca. Wielu po opuszczeniu szkoły przechodzi długi proces terapeutyczny, który ma na celu pomóc im między innymi w pozbyciu się toksycznych myśli o sobie. Często jest to szpital psychiatryczny. Dorośli ludzie jeszcze wiele lat po opuszczeniu szkoły odczuwają traumę, co przekłada się między innymi na problemy w relacjach z innymi. Utracone poczucie własnej wartości nie zawsze udaje się odbudować. Książka dobitnie pokazuje, że system edukacji w szkołach baletowych wymaga zreformowania i nadzoru. Nacisk na przedmioty zawodowe powoduje, że nauka przedmiotów ogólnokształcących jest tam na wyjątkowo niskim poziomie. Brakuje lekarza, psychologa i dietetyka. „Choć wielu jest dobrych pedagogów, to jeden zły potrafi zepsuć całą pracę tych dobrych” - to słowa psychologa a zarazem ojca uczennicy poznańskiej szkoły baletowej, która nie wytrzymuje psychicznego terroru i po 3 latach odchodzi. Czy uda się wreszcie przerwać ten krąg zła, kryjący się za murami szkoły? Dlaczego tylu dorosłych, wiedząc o problemie nie może zrobić nic? Natalia Wojciechowska, uczennica Warszawskiej Szkoły Baletowej i inicjatorka akcji „Stop przemocy w szkołach baletowych” to chyba jedyna tancerka, która odważyła się publicznie opowiedzieć to, co dzieje się z uczniami za zamkniętymi drzwiami. Dzięki niej problem został nagłośniony, pomogła również w powstaniu niniejszej książki. Desperacja, z jaką uczniowie walczą w tych szkołach o realizację swoich marzeń budzi podziw, choć nie każdy wytrwa tam do końca. U tych, którzy nie wytrzymują i rezygnują, często miłość do baletu przeradza się w nienawiść. Zdumienie budzi fakt, że pomimo coraz większej wiedzy na temat przemocy istniejącej w szkołach baletowych nic się nie zmienia w nich do dnia dzisiejszego. Dorośli, biorący na siebie odpowiedzialność za młode pokolenie, zamiast rozwijać w dzieciach wrażliwość, empatię i pasję taneczną tłamszą je, niszcząc nie tylko ich miłość do tańca, ale również osobowość. Wstrząsająca lektura.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na75 miesięcy temu

Cytaty z książki Szczerze o życiu bez dzieci

Więcej
Edyta Broda Szczerze o życiu bez dzieci Zobacz więcej
Edyta Broda Szczerze o życiu bez dzieci Zobacz więcej
Edyta Broda Szczerze o życiu bez dzieci Zobacz więcej
Więcej