Kroniki ukrytej prawdy

Okładka książki Kroniki ukrytej prawdy autora Pere Calders, 9788365125941
Okładka książki Kroniki ukrytej prawdy
Pere Calders Wydawnictwo: Biuro Literackie Seria: Klasyka z Europy literatura piękna
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Klasyka z Europy
Tytuł oryginału:
Cròniques de la veritat oculta
Data wydania:
2019-07-15
Data 1. wyd. pol.:
2019-07-15
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365125941
Tłumacz:
Anna Sawicka
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kroniki ukrytej prawdy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kroniki ukrytej prawdy

Średnia ocen
7,6 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kroniki ukrytej prawdy

Sortuj:
avatar
1591
1466

Na półkach:

Delikatny elegancki styl, gawędziarska baśniowość życia, poczucie absurdu , nieoznaczoności a zarazem siły przeznaczenia i losu. Niektóre opowiadania zachwyciły mnie celnością metafory,inne klimatem i wyobraźnią, niektóre rozczarowały zakończeniem, wiele było po prostu zgrabnymi dykteryjkami- jak to bywa w kompilacji wielu utworów. Ale zawsze była to bardzo dobra literatura

Delikatny elegancki styl, gawędziarska baśniowość życia, poczucie absurdu , nieoznaczoności a zarazem siły przeznaczenia i losu. Niektóre opowiadania zachwyciły mnie celnością metafory,inne klimatem i wyobraźnią, niektóre rozczarowały zakończeniem, wiele było po prostu zgrabnymi dykteryjkami- jak to bywa w kompilacji wielu utworów. Ale zawsze była to bardzo dobra...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
225
178

Na półkach: ,

W opowiadaniach Pere’a Caldersa historie są proste. Przynoszą obserwowalną przez okno rzeczywistość, rodem z miejskiej dżungli. Prostota, nie wyklucza ich dramatyzmu, a zostaje jeszcze zarażona czymś absurdalnym albo niewyobrażalnym. Wraca człowiek na lunch do domu, ale gubi klucz, dzwoni w nadziei, że otworzy stara służąca Irene, a tymczasem otwiera mężczyzna z bokobrodami. Piętro trzecie, pierwsze drzwi na klatce, przestają nagle być naszym domem. Albo właściciel pięknej posiadłości i jeszcze bardziej okazałego ogrodu znajduje czyjąś lewą rękę, zamiast wezwać policję daje ogłoszenie, że ktoś zgubił coś bez czego nie może żyć; ktoś oddaje tygrysicy dom, żeby urodziła młode; ktoś rodzi się ze znamieniem w kształcie krzyża na podniebieniu; ktoś płynie statkiem i osiada na mieliźnie; zabójca Depie Carel ma tymczasowy wyrzut sumienia. To takie kadry jakby wprost z fotografii Henri Bressona. Decydujący moment.

W opowiadaniach Caldersa człowiek [przeważnie mężczyzna] zderza się z zagadką, znajduje się w miejscu, do które przywiodło go zupełnie zwykłe codzienne zachowanie. Kobiety są na dalszych planach, jakieś histeryczki, melancholiczki, ogarnięte obsesjami, żony, obiekty morderstw. Życie człowieka balansuje wśród sprzeczności: pragnie tego, czego mieć nie może. Ale czy powinien pędzić za niemożliwym czy rezygnować z marzeń? „Co tak naprawdę mogłoby utwierdzić mnie w przekonaniu, że wybór jakiego dokonam, będzie właściwy?” pyta w opowiadaniu „Spadająca gwiazda” rzucając wyzwanie losowi oraz spokojowi. Historia z „Żelaznego klucza” to z kolei motyw wiecznej zagadki, zakazanej wiedzy. Pewien ponury człowiek, lekko zachłyśnięty potrzebą bycia podziwianym, wymyśla sekret i zamyka go w kredensie. Tajemnica staje się na tyle atrakcyjna, że przywabia żonę, ale niekoniecznie uczucie. Małżonka pragnie rozwikłać szaradę i dorabia do autentycznego klucza dwa inne. Dokąd doprowadza ciekawość?
Tekst podaje nam narrator, człowiek-orkiestra, o pokerowej twarzy, który nie tkwi w symbiozie z autorem [gdyby ktoś chciał robić wycieczki komparatystyczne z Borgesem]. Podaje językiem niesamowitym, choć nie wykrzywia go, nie sięga po barokowe esy-floresy, nie kupczy zegumami, nie tapla się metatekście. Tam gdzie pofolguje sobie z figurami retorycznymi i środkami stylistycznymi, tam karci wprost ascetycznym stylem, albo zaskakuje parentezą czy omówieniem. Manipulacje słowem, mają wydobyć jego pojemność, jego wieloznaczność, naciągnąć semantyczne limity. Ogromna czułość w warstwie językowej, ale i pułapka, bo nad wszystkim góruje ironia, delikatny humor, maskujący zwyczajność.
Kategoria „realizmu magicznego” potrafi sprzedać wiele książek. Autor, którego porównuje się do Márqueza, natychmiast kusi, ale często okazuje się nietoperzem bez echolokacji. Tym razem nie jest to literacka konfekcja.

https://ksiazkisaniebezpieczne.blogspot.com/2019/09/kroniki-ukrytej-prawdy-katalonski.html

W opowiadaniach Pere’a Caldersa historie są proste. Przynoszą obserwowalną przez okno rzeczywistość, rodem z miejskiej dżungli. Prostota, nie wyklucza ich dramatyzmu, a zostaje jeszcze zarażona czymś absurdalnym albo niewyobrażalnym. Wraca człowiek na lunch do domu, ale gubi klucz, dzwoni w nadziei, że otworzy stara służąca Irene, a tymczasem otwiera mężczyzna z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Kroniki ukrytej prawdy na półkach głównych
  • 60
  • 23
  • 1
23 użytkowników ma tytuł Kroniki ukrytej prawdy na półkach dodatkowych
  • 15
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Cuentos de caballeros extraordinarios Juan José Arreola, Pere Calders, Pablo De Santis, Salvador Elizondo, Guillermo Martinez, Quim Monzó
Ocena 4,0
Cuentos de caballeros extraordinarios Juan José Arreola, Pere Calders, Pablo De Santis, Salvador Elizondo, Guillermo Martinez, Quim Monzó
Pere Calders
Pere Calders
Kataloński pisarz i rysownik. Stał się jednym z najpopularniejszych pisarzy XX wieku. Wyróżnił się zwłaszcza jako autor opowiadań.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Utopek Leszek Libera
Utopek
Leszek Libera
Olśniewające zjawisko językowe, które jednak nie każdemu przypadnie do gustu, nie tylko z powodów czysto estetycznych. „To, co brzydkie, jest piękniejsze niż to co piękne, dlatego że piękno przeważnie jest oszustwem, a brzydota prawdą, ja natomiast zawsze opowiadałem się za prawdą” – deklaruje narrator i doprawdy trudno mu nie przyznać racji. Rzecz jest niemal tak dobra, jak porównywalne z nią arcydzieła gatunku „Blaszany bębenek” czy „Cholonek" - równie mocno jak one ośmiesza upraszczające wszystko nacjonalistyczne klisze . I tak jak one - przeznaczona tylko dla koneserów innej perspektywy losu na mieszanych terenach, o oczywistej odrębności. Wyznawców zasady „my im tak, jak oni nam!” uprasza się zatem o rezygnację z lektury – dla własnego dobra, choć (jak u Gogola) „dostaje się wszystkim”. Plebejsko skatologiczny humor też może odstraszać – choć nie mnie. Ten swoisty śląski „realizm magiczny” obejmuje m.in. gadającą beczkę po kiszonej kapuście („śniło mi się, że beczce zabrakło piątej klepki”) , do której chowa się nieletni narrator przed odmalowaną mocno czarnym kolorem matką i wiele innych spraw możliwych i niemożliwych do pomyślenia czy wymyślenia. Świat wydaje się tu bardzo wrogi rodzajowi ludzkiemu, ale jeszcze bardziej nieprzyjazna jawi się sama historia, mocno zagęszczona, dlatego Utopek opowiada swoją, do bólu autentyczną, a zarazem i fantastyczną. Wszechobecna jest tu przemoc, także seksualna, wszelka „mowa nienawiści”, znęcanie się nad słabszymi wraz z pokorną usłużnością wobec silniejszych. A teraz, po 1945 r., „ubermenszami” są "Poloki", a „untermenszami” – nie zgadliście: wcale nie Niemcy, którzy zapisują się do ORMO i służą nowej władzy - tylko Cyganie (takiego dawnego określenia używa bardzo niepoprawny politycznie narrator) i w ogóle osoby wykluczone społecznie tak, jak nasz bohater. W posłowiu mowa m.in. o tym, jak bardzo „Utopek” jest zakorzeniony w literaturze, na czele z arcydziełem „Gargantua i Pantagruel”, mało komu znanym, a m.in. ukazującym miliardy lat świetlnych, dzielących nie tylko w czasie i przestrzeni literaturę francuską od polskiej. Sprawdźcie, kiedy Rabelais to napisał, a też się smętnie zadumacie…. Jako miłośnika różnorodności we wszystkim co ludzkie, a zarazem przeciwne jakiemukolwiek ujednoliceniu, cieszy mnie zwłaszcza, że tu Śląsk mówi swoim głosem - ani czysto polskim ani czysto niemieckim, tylko własnym, czyli właśnie prawdziwym. A przypominam, że z ostatniego spisu narodowego wynika, iż ślązacy – o pardon: Ślązacy - są dziś największą (800 tys. osób) autochtoniczną mniejszością, czy to narodową, etniczną czy tylko kulturową w Polsce. Tego twardego faktu nie zakrzyczy nikt, choćby co dzień bredził o ”ukrytej opcji niemieckiej”…. I jeszcze jedno: po lekturze myśli się także o tym, by „odzyskać” niemieckiego poetę z 19. wieku z tamtych stron Josepha von Eichendorffa, który od dziecka mówił także i polsku… Ale dwujęzyczność czy wiekulturowosc jest solą w oku każdego zapiekłego nacjonalisty z dowolnego narodu. Parę cytatów, tych bardziej cenzuralnych: …Kiedy się obudziłem, nie było wojny ani u nas, ani gdzie indziej. Niemcy były kaputt... …Obcy ludzie ciągnęli zewsząd, sprawiając że miasto stawało się obce... …Ludzie dłubali w ziemi, która pragnęła gnoju. Wlewali potem w jej rozoraną paszczę wszelkiego rodzaju gówno (…) A potem z tej masy gówna wychodziły najrozmaitsze rzeczy, które jedzono, żeby znowu mogło powstać mnóstwo gówna. Szczególnie cenione: gówno krów koni świń Mniej cenione: gówno psów kotów kóz Bezwartościowe: gówno ludzkie…. …Połowa ludzi uciekła albo została wygnana, wierna historii, powoli myśląca już o miastach partnerskich, łykająca aspirynę. Inni zostali, aby stać się Polakami, bo byli wierni ziemi i gównu. Żeby potem składać wnioski, żeby ich wypędzili. Wnioski przeważnie odrzucano, bezprawie czyhało…. - Ty faszysto - wrzasnął Anton Pijafka, który mógłby dodać do swojego imienia tylko „i”, żeby stać się absolutnym Polakiem. - Polskie świnie! – ryknął rozeźlony Benno Deutscher. - Niemiecka świnia – odparował Anton Pijafka. A potem wszyscy pospołu się pobili. Z powodu tej bójki wezwano polską milicję. Przyjechali, przyznali rację Antonowi…. …Historia utknęła w sieciach swej głupoty. Odra śmierdziała, jakby wszyscy czarci cierpieli na sraczkę, odór Odry i moje zatrucie prawi przerosły moje siły… (zaiste proroczy to obraz!!!) …Mężczyźni rozmawiali o nowej wojnie, cieszyli się na myśl o niej, ja też się cieszyłem, ale żadna nowa wojna nie chciała wybuchnąć, nic się nie działo... …A potem był jakiś fuehrer, który po polsku krzyczał w radio rzęził bełkotał podniecony i ogłupiały, że Odra jest rzeką pokoju (…) ten człowiek straszliwie krzyczał a miał na nazwisko Gomułka i kazał się nazywać ministrem Śląska… …Gołąb został wybrany przez ludzi na ptaka pokoju, chociaż jest leniwy, złośliwy i lubi srać… …Wśliznąłem się do dziupli, przepędziwszy wpierw starego puchacza – niech takie bydlę też doświadczy, co znaczy „wypędzenie” – pomachał skrzydłami zahuczał odfrunął ogłupiały, a potem roztrzaskał się o inny prastary dąb, bo dobrze widział tylko w nocy… ...Zamek, zaniedbany jak cała historia, dawno opuszczony przez słowiańskich Piastów, jako że ci początkowo wspaniali książęta z biegiem czasu zmarnieli i nędznie powymierali albo zubożeli i stali się Niemcami, co było jeszcze gorsze (…) Dla motłochu zamek stał się sralnią… …Słuchali Głosu Ameryki w języku polskim i dowiedzieli się, że sytuacja polityczna w kraju się zaostrzyła. Potem dowiedzieli się, że Armia Krajowa walczy w podziemiu (…),że ukraińska organizacja UPA pustoszy miasta i wsie w Bieszczadach (...) miałem nadzieję, że przynajmniej ludzie z AK i bohaterowie z UPA zrobią kiedyś krótki wypad na Śląsk… ...Śpiewali też Heimatlieder, czyli piosenki patriotyczne, z których połowa była niemiecka, a druga połowa polska, czego zresztą wcale nie zauważali…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na93 lata temu
Drobiazg. Miłość w czasach genetyki Markéta Baňková
Drobiazg. Miłość w czasach genetyki
Markéta Baňková
„Drobiazg. Miłość w czasach genetyki” to powieść, która zaskakuje już samym pomysłem. Główny bohater patrzy na świat przez pryzmat biologii i genetyki – nie tylko analizuje ludzi, ich zachowania i emocje w kontekście DNA ale także zdaje się widzieć w biologicznych mechanizmach sens całej rzeczywistości. Taki punkt widzenia jest intrygujący i miejscami nawet niepokojący bo odbiera światu trochę tajemnicy a uczuciom – spontaniczności. Autorka zgrabnie łączy naukowy sposób myślenia z refleksją nad naturą człowieka. Zastanawia się na ile jesteśmy „zaprogramowani” przez geny a na ile naprawdę wolni w swoich wyborach. W tym sensie książka ma w sobie coś filozoficznego – zmusza do myślenia o tym, czym właściwie jest miłość, jeśli da się ją rozłożyć na czynniki biologiczne. Czy uczucia to tylko reakcje chemiczne czy jednak coś więcej? Narracja jest prowadzona w sposób klarowny i inteligentny, choć momentami może wydawać się chłodna, właśnie przez tę „genetyczną” perspektywę. Bankova dobrze oddaje napięcie między emocjami a nauką, między potrzebą bliskości a determinacją biologii. To ciekawe spojrzenie, które nie każdemu przypadnie do gustu ale na pewno wyróżnia książkę spośród typowych historii o miłości. Nie mogę powiedzieć, że „Drobiazg” całkowicie mnie zachwycił ale na pewno zainteresował. To powieść, która zostawia w głowie kilka ważnych pytań i nie daje prostych odpowiedzi. Ciekawa, oryginalna i trochę inna niż wszystko co czytałem ostatnio – może nie wywołała we mnie silnych emocji ale z pewnością zapadła w pamięć.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na75 miesięcy temu
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów. Opowiadania wybrane
Dezső Kosztolányi
Dom kłamczuchów Dezso Kosztolanyi To było tak, że jeden ktoś polecił pewną książkę, a drugi ktoś zaczął zachwalać jej autora i inną jego powieść. Oczy mi zablyszczały i rzuciłam się w wir poszukiwań obu uznając skadinąd słusznie, że rzecz jest warta zachodu. Żeby nie robić reklamy napiszę tylko, że śledztwo z poszukiwaniem przeprowadziłam na stronie e- biblioteki, bo odwykłam od papieru, a i lenistwo okazuje się z wiekiem coraz silniejsze na tle innych innych wad. No i znalazłam, ale tylko jedną z polecanych i teraz, po lekturze muszę to napisać: Dziękuję!! Żeby ująć sprawę po swojemu czyli inaczej, napiszę w ten sposób. Wyobraźcie się elegancki kredens. Na wygiętych nóżkach, połyskujący lakierem, z kunsztownymi rzeźbieniami, bogaty w intarsje, inkrustacje. Małe cudeńko, do którego podchodzi się nieśmiale, żeby broń Boże nie uszkodzić, nie zepsuć, nie zniszczyć. Można i chce się w niego wpatrywać i wgapiać, bo choć to mebel, to wyjątkowy i niepowtarzalny. Żaden z niego ikeowski regał, żadna masówka, co zeszła z taśmy. Mnóstwo teraz tych kiepskich ..mebli, czyli powtarzalnych w treści książek, które zapiszą się w pamięci na czas do zamknięciami okładki. Ten moj wyobrażony kredens ma mnóstwo szuflad, szufladek i szufladeczek, a każda przyozdobiona piękna rączką, zmyślnym uchwytem. Aż korci, żeby do każdej szuflady zajrzeć, zagrzebać siew jej wnętrzu, zanurzyć w niej rękę, wskoczyć do środka I chwilę pobawić się w chowanego. Chodzi tylko o to, by mieć czas, gdy nikt nie będzie przeszkadzać, wołać, przypominać o czymś mało istotnym, bo chce się czytać i nie przerywać. Wskakuje się fo pierwszej szufladki, rozgości, zje tę duchową strawę, a potem chwila zadumy- rodzaj deseru i hops do innej skrytki! Tam czeka znowu pochłonięcie albo wchłanianie jak wody w suchą gabkę, jak w wysuszoną upalem ziemię. I znowu refleksja, zastanowienie się i tak po wielokroć, bo szuflad jest tyle, że można skakać wiele razy i nic nie stoi na przeszkodzie, by powtórzyć przygodę i wrócić do tej samej opowieści. Zaręczam, że powroty nie będą nudne, bo to niemożliwe. W szufladach są pudełeczka, pudełka, błyskotki, a każdego chce się dotknąć, pooglądać i potrzymać w ręku. Są tam też małe i duże lusterka, by się poprzeglądać, bo zawartość każdej szufladki to my i coś o nas. Myślę sobie, że autor musiał lubić patrzeć, słuchać i obserwować, by potem przetworzyć w kolejnym etapie tego procesu i ubrać w zdania. Tak mogło być, bo powstały małe skarby, mini klejnoty i wcale nie przesadzam i nie wpadam nadmierny zachwyt. Celowo nie piszę o treści, bo to opowiadania. Są obserwacją, refleksją i wnioskiem z podsumowaniem. Jest o człowieku i tym, jaki jest albo jaki się zdaje być. Bo może być dobry i zły, z zaletami i z mnóstwem przywar. Jeśli ktoś czepliwy zarzuci mi reklamę staroci, co pogryziona jest przez korniki, nadgryziona zębem czasu, nieprzystająca do naszych czasów, to od razu napiszę, że to błędne myślenie. Zmienia się pokój, jego wystrój, ale lokator czyli człowiek jest nadal ten sam. Taka jest ta książka, ta moja uhm..komoda pełna szuflad i skarbów.
xymenka - awatar xymenka
oceniła na107 miesięcy temu
Opowiadania wszystkie Clarice Lispector
Opowiadania wszystkie
Clarice Lispector
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Clarice Lispector to obecnie zdecydowanie najgorętsze nazwisko literatury brazylijskiej – w ciągu ostatniego roku wydano u nas dwie jej najważniejsze powieści („Pasja według G.H.” i debiutanckie „W pobliżu dzikiego serca”, a w ostatniej dekadzie jej opowiadania pojawiały się w bardzo licznych zbiorach (w tym w 3 tomach serii „Mistrzowie opowieści”),ukoronowaniem tego wszystkiego zaś była ta publikacja – zbierająca wszystkie 85 napisanych na przestrzeni 40 (!) lat opowiadań. Tymczasem jeszcze w 2015 roku polski czytelnik miał dostęp do co najwyżej kilku rozrzuconych w różnych antologiach opowiadań i jednej minipowieści („Godzina gwiazdy” - ale dostać ją to nie lada wyzwanie...). Zdumiewa to tym bardziej, że właściwie od swojego debiutu w 1943 z miejsca stała się czołową brazylijską pisarką, a po śmierci zyskała status wręcz kultowej autorki, której sława do dziś tylko rośnie. Tym bardziej zatem cieszy, że tyle jej ostatnio wszędzie. Ogromną siłą „Opowiadań wszystkich” - dzieła wydanego z rozmachem (duży format, gruba okładka, przedmowa, aneks, nota bibliograficzna – wszystko to cieszy wymagającego czytelnika!) - jest wysoki i równy poziom zebranych opowiadań (właściwie nie ma tu słabszych tekstów!),w dodatku nie ma się wrażenia, że powstały tak dawno temu, jakby w ogóle się nie zestarzały!Moim ulubionym opowiadaniem jest znane już z wspominanych w projekcie „Opowiadań brazylijskich” tyleż zabawne co cyniczne „Wszystkiego najlepszego”, świetna jest też „Najmniejsza kobieta świata”, na kapitalnym pomyśle narracyjnym opiera się „Piąta historia”, a absurdalnym konceptem zachwyca „Kura” ('drobiowe' motywy pojawiają się zresztą w kilku innych tekstach). Najciekawsza jest jednak dla mnie „Brasilia”, która z kolei co ciekawe była wymieniana w kilku recenzjach jako tekst podobający się najmniej. Może dlatego, że nie jest to klasyczne opowiadanie, tylko brawurowy esej o stolicy kraju, ale napisany w sposób absolutnie bezczelny i nieprzewidywalny, a przy tym fantastycznie oddający fenomen tego miasta (a tego brakowało mi w całej literaturze brazylijskiej i o Brazylii).
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na811 miesięcy temu
Zbój Robert Walser
Zbój
Robert Walser
Ten Zbój tak rymowany w moim stylu, że nieskromnie zaczynam tu myśleć/marzyć o reinkarnacji i potem w esej Sebalda patrzę i on pisze, że na etapie ołówka, mikrogramów i Zbója, Walser posiadł posunięty do skrajności przymus rymowania. Czyli jednak ja, haha. Lećmy już jednak tym balonem w porannej mgiełce zalanej białawo rozedrganym światłem. Cóż można o nim szybko powiedzieć, a to że miał usposobienie miękkie jak maślane kluseczki i za pomocą swych niewinnych oczu i usilnego transferu myśli uśmiercił spokój duszy niejednej dziewczyny. Świetnie powiedziane, prawda? Niejeden jest rad gdy mu się zdaje, że ma lotny i bystry umysł zaprawdę. Drzewa uśmiechnęły się na tę szczerą wypowiedź. Przemawia będąc lekarzem i pacjentem i wiedzie nas po krawędziach szczytów, a widok stamtąd jest zdumiewający. Dodajmy tutaj w wolnej chwili, że nie każdy tak sobie szybko radzi z życiem wewnętrznym jak i zewnętrznym. Ludzie to nie bułeczki pieczone w pięć minut i sprzedawane w celu konsumpcji. Co za głębie się tu wypiętrzają? Lećmy dalej. Zbój obstalowany był nadzwyczaj nieszykownie, no np. spodnie połatane własnoręcznie, czym zwracał uwagę, a to było miłe, dawało poczucie, że się kręci na tej karuzeli zwanej życiem i jak dobrze robi nam cień drzew. Czego natomiast nie lubił wcale, to te laski, parasolki, gestykulanci, wymachiwanie rękami niczym wiatraki, o Don Kiszot miałby w naszym mieście wiele do roboty. A i denerwujące sytuacje jak publiczne ziewanie. Raz gdy pewien pan nobliwy ziewnął tak w twarz zbójowi nieoczekiwanie, ten wrzucił mu do buzi niedopałek. Zemsta zbója co się zowie. Niektórym zda się pewnie, że przemawiam oschle. Któż z nas nie posiada wad, a kto ma ich w nadmiarze tego trzeba kochać bardziej. Było w nim mnóstwo miłości i nikomu nie życzył nigdy źle, a swoim losem najmniej się przejmuje - ta troska jest taka ładna, że mnie uszczęśliwia - przy tym miał może swawolne wnętrze. Czasem uważał się za dziewczynę, lubił nosić fartuszek i bawiły go prace domowe. I robiono mu na mieście wymówki, że nie zajmuje się już wybornym, pożądanym rozbojem. Szybował w przestwór mrozu i gwiazd sam jak palec. Zdanko, zdanie, ty też mi wyglądasz fantastycznie. Czas lądować, gdyż blask księżyca kładzie się przed nami na białym trakcie a i plecy mi się krzywią przez to konwulsyjne opiewanie. Wszystko tu trwa przez okamgnienie, ileż postaci; gdy się pojawiają są przedziwnie obecne, ale gdy chcemy im się wyraźniej przypatrzeć już jakby znikły. Musicie drodzy przekonać się sami. I na koniec o winie. Od wina człowiek staje się znawcą stanów duszy. Jeśli jesteś przyjacielem wina, to jesteś też przyjacielem kobiet - tym razem to o mnie - i wszystkie pieśni o winie jakie skomponowano, należy uznać za słuszne.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na103 miesiące temu
Trzy opowieści César Aira
Trzy opowieści
César Aira
„Trzy opowieści” są jak lody truskawkowe – przepyszne, szybko topnieją, można się nimi (śmiertelnie) zatruć. Kogo więc Aira podaje nam w wafelku? Sześcioletnią dziewczynkę (a właściwie na zmianę dziewczynkę i chłopca),która zostaje ofiarą masowych otruć arszenikiem i świadkiem morderstwa dokonanego przez jej/jego ojca. Pisarza-rozwodnika, który w wyniku bezsenności halucynuje i ogląda dużo telewizji. Wreszcie grupę queerowych nastolatek zabawiających się w komando miłości rodem z filmów Tarantino. W centralnym punkcie Aira zdaje się stawiać pojęcie realności. Jego bohaterowie w wyniku trudnych wydarzeń doświadczają wewnętrznych pęknięć, transgresji do rzeczywistości jakby rzeczywistszych. Barykadują się oni we własnych wewnętrznych światach, porządkując je według groteskowej, lecz precyzyjnej logiki. Udosłowniają metafory – wystarczy wspomnieć, że żona pisarza, uznana przez niego za potwora, cofa go do czasów przed rewolucją francuską, bo podobno wtedy nastał kres wszystkich potworów. Co to znaczy? Nie do końca wiadomo, ale groza tego przeniesienia łatwo się udziela. Zwłaszcza że bohaterowie opowieści podlegają wszechosaczającej konieczności przemocy. Dla mnie opowieści Airy są radiem – cały czas nadają szumy przetykane treściami. Niechlujny, potoczny język wykwita niekiedy głębokim pięknem, ale przede wszystkim nigdy się nie zatrzymuje. Wszystko wiąże się ze wszystkim, stawiając czynny opór związkom przyczynowo-skutkowym. W zamian za to tworzy związki i języki deliryczne i osobliwe – tajemny język kwiatów, czy język porządkowany według samym samogłosek. Czytając, nie można stracić czujności i cały czas regulować odbiornik. I tak, ten wysiłek bardzo się opłaca.
Histeria Oka - awatar Histeria Oka
oceniła na81 rok temu
Niesamowite przygody Kavaliera i Claya Michael Chabon
Niesamowite przygody Kavaliera i Claya
Michael Chabon
"Związek żydowskich policjantów" pozostawił mnie w zachwycie, to jedna z najwybitniejszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałem. Pod każdym względem. Chabon z miejsca wszedł do panteonu, zbudowałem ołtarzyk i stałem się wyznawcą. Jednak internety twierdzą, że to nie "Związek..." jest jego największym osiągnięciem, a właśnie "Niesamowite przygody Kavaliera i Claya". Siadałem do lektury pełen wiary i bez złych przeczuć. Skończyło się rozczarowaniem, nie że jakimś wielkim, po prostu zawiedzionymi nadziejami. Chabon znów stał się człowiekiem. Pod względem warsztatu, we wszelkich aspektach, to oczywiście pióro wybitne. Styl i narracja gładkie, giętkie, dialogi naturalne, konstrukcja bohaterów bez zarzutu. Tyle, że fabuła i główne tematy nie zgrały się z moim degustibusem. Jednym z najistotniejszych wymiarów powieści jest kulturoznawcza rekonstrukcja zjawiska powstania i rozwoju komiksu superbohaterskiego. Niewiele jest rzeczy, które nudzą mnie bardziej niż superbohaterowie w komiksie czy gdzie indziej. Na szybko przychodzi mi do głowy jedno, magicy, iluzjoniści i inne tego typu cudaki. Właśnie. Drugim filarem konstrukcyjnym powieści jest światek iluzjonistyczny, główny bohater para się tym "hobby". I niestety przez dwie trzecie lektury zajmujemy się najbardziej nudną kombinacją tych dwóch motywów (w sumie później też, ale pojawia się tam coś jeszcze). Gorszy od nich jest tylko cyrk, który, a jakże, też mignie, szczęśliwie w niewielkiej dawce. Oczywiście w powieści jest mnóstwo innych okoliczności, zjawisk i wydarzeń, ale to po tych torach jedzie ten pociąg. W efekcie otrzymałem powieść doskonale napisaną, ze świetnymi bohaterami, z niewybitną acz całkiem przyzwoitą fabułą, ale opowiadającą o rzeczach, które mnie nudzą, jeśli nie odpychają. Rozumiem skąd Pulitzery i inne achy i ochy, bo oprócz historii komiksu są tam jeszcze Żydzi w kontekście II w.ś. i nie tylko, wątek homoseksualny, a także pewna panorama społeczeństwa amerykańskiego. I wszystko to poukładane jak należy, z rękami, nogami i czym tam trzeba. To dobra powieść, której powszechna ocena jest jednak, moim zdaniem, trochę zawyżona z powodów pozaliterackich. Siląc się na obiektywizm 8/10, całkowicie subiektywnie 6/10. Tak czy siak, do "Związku..." nie ma startu.
Fidel-F2 - awatar Fidel-F2
ocenił na829 dni temu
Gorzki świat Josef Škvorecký
Gorzki świat
Josef Škvorecký
17/130/2026 To jest zbiór opowiadań nostalgicznych, smutnych, a czasem zabawnych. Ale tylko czasem. Pierwsza grupa utworów, "Siedmioramienny świecznik", to opowiadania o znajomych Żydach, którzy nie przeżyli wojny. Prawie wszyscy. Napisane są według podobnego schematu, to znaczy najpierw jest o ich życiu i relacjach z narratorem, a potem o tym, z którego obozu nie wrócili. Potem "Pieśni zapomnianych lat": opowieści z czasów, jak hartowała się stal, można by rzec. Czyli jak to pozbywano się niepożądanego elementu społecznego. Tutaj z kolei duża część opowiadań zaczyna się od stwierdzenia, że kogoś zamknęli. A trzeci zestaw, "Eine kleine Jazzmusik" (dla mnie najmniej interesujący) to opowieści o młodości narratora, tonącej w muzyce jazzowej i bluesowej. Muzyce ludowej czarnych obywateli Ameryki, chciałam powiedzieć. Bo jazz i blues się władzy nie podobał. Za to ludowa muzyka uciśnionych - jak najbardziej. Piszę "narratora", ale bardzo być może, że te opowiadania są inspirowane wydarzeniami z życia autora. Na przykład jeden z narratorów urodził się w tym samym roku, co autor. Część opowiadań dzieje się w Pradze (niedawno tam byłam, więc wszystkie wzmianki lokalizacyjne porównywałam z mapą),część w miejscowości K., nad rzeczką Ledhuje. Myślałam, że może to miasteczko to Kolin albo Kladno, ale obejrzałam rzeczkę na mapie i nic na K nad nią nie znalazłam. Jedna uwaga do redakcji: nie było po polsku żadnego "strzelca na Flaku". Flak to skrót od "Flugabwehrkanonen" czyli działek przeciwlotniczych. Jeśli ktoś z Was oglądał stare odcinki "Telefonu 110" i zerknął do życiorysu jednego z głównych aktorów, Juergena Frohriepa, to dowiedział się, że w wieku lat 16-17 był on na froncie pomocnikiem strzelającego z takiego działka. Bo pod koniec wojny Niemcy wysyłali nastolatków na front do pomocy... I co to są "diagonalne oczy"? Za to wyrażenie "gargantuiczne głodówki" skradło me serce! Ciekawa jestem, jakie pograniczne autor na myśli za każdym razem, jak używał tego słowa w znaczeniu końca świata, wygwizdowa i za...pia. Dowolne? Czy może na wschodzie z ZSRR? A może na północy z Polską? Bo chyba nie chodzi o granicę z Bawarią? Za to udało mi się zlokalizować Dom Towarowy Biały Łabędź (znam tę nazwę ze starego czechosłowackiego serialu, a działa on do dziś). "Też mi tłumaczył, że Żydzi mają tylko Stary Testament, ja zaś w jego obecności byłem nagle przepełniony pobożnością, więc mu odpowiadałem, że my, katolicy, mamy jeszcze Nowy Testament. Pan nauczyciel przytakiwał, że o tym wie, ale oni nie uznają Jezusa za Odkupiciela, na to ja, że my uznajemy, i panowała miedzy nami piękna harmonia, a ja się cieszyłem, że na świecie jest tyle rzeczy ciekawych i różnorodnych."
AgaGaga - awatar AgaGaga
oceniła na81 miesiąc temu
Głosuj na pana Robinsona i lepszy świat! Donald Antrim
Głosuj na pana Robinsona i lepszy świat!
Donald Antrim
Na początku wygląda, jak dystopia. Małe miasteczko zapomniane od Boga i ludzi po jakiejś katastrofie... Zamknięta szkoła, lęk każący z sielskich domków robić bastiony z zasadzkami na wroga, bitwa dwóch rodzin... Poznajemy głównego bohatera (zarazem narratora) - nauczyciela czy dyrektora szkoły owładniętego pasją poznawania i popularyzowania różnych metod tortur oraz uzyskiwania "prawdy" od podejrzanych. Pod jego wpływem społeczność w okrutny sposób eliminuje jedynego człowieka, który nie ulega pasji nauczyciela. Jest tu parę fantastycznych zdarzeń. Cudna jest scena rozminowywania parku miejskiego przy pomocy ...tomów encyklopedii i słowników z miejscowej biblioteki, a jeszcze cudniejsza dyskusja jak rzucać, by tom nie rozpostarł skrzydeł kartek i nie pofrunął w innym, niż rzucony kierunku. Ta książka to także gryząca satyra na metody nauczania w amerykańskich szkołach. Te programy, przedmioty wymyślane, by dziecko świat dobrze nauczyło się rozumieć! I te sposoby rozwiązywania problemów małych społeczności... Z czasem, oczywiście wiele, a może wszystko się wyjaśnia. Szczególnie, po tym, gdy dowiadujemy się, że w każdym człowieku jest jakieś ukryte zwierzę. Sa takie teorie. I co? Otóż żona bohatera jest latimerią, wymarłą rybą o krągłych kształtach, inni mieszkańcy też są mieszkańcami pobliskiej rafy. A tylko nauczyciel i zarazem narrator wyszedł z wody. Jak się ta powieść kończy? A, to trzeba przeczytać. Przyjemność jest ogromna. W USA książka jest niezwykle popularna, jak pisze wydawca na okładce. W ogóle wydawca mi się spodobał, bo tak zaznacza na skrzydełku linię programową: "Mocna i śmiała literatura z całego świata. Wydajemy, co nam się podoba". Pewnie skorzystam z listy.
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na85 lat temu
Pamięci pamięci Maria Stiepanowa
Pamięci pamięci
Maria Stiepanowa
„Pamięci pamięci” Marii Stiepanowej. Powiem, że mam kłopot z oceną książki. Zachęcony świetnymi opiniami na LC, a także recenzjami zamieszczonymi w prasie (m.in. Magazyn Książki),przeżyłem pewnego rodzaju rozczarowanie. Być może powodem był fakt, iż za wiele sobie obiecywałem po opiniach typu: „zachwycająca lektura”, „jedna z najważniejszych rosyjskich książek ostatniej dekady” – to polecajka na okładce wydawcy. Ja jednak trochę się męczyłem. Fakt, książka wymaga odpowiedniego przygotowania i raczej nie będzie się zaliczała do lektur miłych łatwych i przyjemnych. Nie mniej można zachwycić się erudycją autorki. Książka poświęcona jest pamięci, jak sugeruje to zresztą tytuł. Wewnątrz znajdujemy historię rodziny rosyjskich Żydów, związanych z władzami Rosji przedrewolucyjnej, rewolucyjnej i popierestrojkowej. Zadziwiające jest archiwum rodzinne, które jest głównym materiałem źródłowym do rozważań o pamięci. Zresztą rodzina – jak pisze autorka – reprezentowała zwyczajne zawody inżynierów, bibliotekarzy, lekarzy i księgowych. Dla wszystkich, którzy choć pobieżnie znają historię Rosji, wydawać może się dziwne przetrwanie albumów ze zdjęciami i wielu listów. W sumie książkę można podsumować cytatem „(…) to jedna z tych książek, w której autor podróżuje po świecie w poszukiwaniu własnych korzeni, teraz dużo się takich pisze. Tak, powiedziałem, i będzie jeszcze jedna”. Lektura zajęła mi prawie dwa tygodnie i z przeszło 600 stron warte odnotowania było tylko kilka myśli. No nie wszystkie książki są dla każdego, „Pamięci pamięci” z pewnością nie trafiła do mnie.
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na63 lata temu

Cytaty z książki Kroniki ukrytej prawdy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kroniki ukrytej prawdy