Nowohucka telenowela

Okładka książki Nowohucka telenowela autora Renata Radłowska,
Okładka książki Nowohucka telenowela
Renata Radłowska Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reportaż
Data wydania:
2019-05-01
Data 1. wyd. pol.:
2019-05-01
Język:
polski
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nowohucka telenowela w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Nowohucka telenowela



książek na półce przeczytane 4942 napisanych opinii 1559

Oceny książki Nowohucka telenowela

Średnia ocen
6,9 / 10
62 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nowohucka telenowela

avatar
600
120

Na półkach: ,

Bardzo przyjemnie czytało mi się ten zbiór ludzkich historii o Nowej Hucie, z różnych perspektyw możemy poznać ludzi, którzy ją budowali, zasiedlali ale też opuszczali wsie, na których powstała. Polecam jako luźną lekturkę na letnie dni :)

Bardzo przyjemnie czytało mi się ten zbiór ludzkich historii o Nowej Hucie, z różnych perspektyw możemy poznać ludzi, którzy ją budowali, zasiedlali ale też opuszczali wsie, na których powstała. Polecam jako luźną lekturkę na letnie dni :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1572
1559

Na półkach: , ,

 

Niektóre dobre, inne świetnie, są też słabiutkie, generalnie zbiór reportaży jest całkiem fajny. Łączy je Nowa Huta (choć pewnie można by znaleźć jeszcze inne powiązania). Powinny ją przeczytać osoby o wrażliwej duszy bo opowiada dzieje życie osób, które z tym miejscem się jakoś zetknęły, ale życie miały trudne albo bardzo trudne. Na pewno nie jest to książka, która by pokazywała historią tego miejsca, pomysłu na przestrzeń i jego realizację, także poszukiwacze lokalnej historii niech książkę omijają, bo nie wnosi chyba żadnej wiedzy w tej przestrzeni. Natomiast pokazuje marzenia, plany, wyobrażenia tych, którzy Nową Hutę budowali, albo w niej żyli, albo jakoś się z nią zetknęli. Marzenia, które w dużej części tylko takimi pozostały, bo życie często brutalnie się z nimi rozprawiło. Polecam szczególnie opowieść o starszej już kobiecie, która zdecydowała się oddać swoje mieszkanie w ramach odwróconej hipoteki, reakcja jej dzieci bezcenna i jednocześnie pewnie bliska wielu rodzinom.

 

Niektóre dobre, inne świetnie, są też słabiutkie, generalnie zbiór reportaży jest całkiem fajny. Łączy je Nowa Huta (choć pewnie można by znaleźć jeszcze inne powiązania). Powinny ją przeczytać osoby o wrażliwej duszy bo opowiada dzieje życie osób, które z tym miejscem się jakoś zetknęły, ale życie miały trudne albo bardzo trudne. Na pewno nie jest to książka, która by...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
256
57

Na półkach:

Bardzo dobrze napisana, momentami poetycko, każda historia ujęta nieco innym językiem, w zależności od bohatera. Historie ludzi w jakiś sposób połączonymi z Nową Hutą, dosyć smutna i nostalgiczna. Bardziej o ludziach niż o miejscu, więc jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś bardziej pod kątem historii to nie ta książka

Bardzo dobrze napisana, momentami poetycko, każda historia ujęta nieco innym językiem, w zależności od bohatera. Historie ludzi w jakiś sposób połączonymi z Nową Hutą, dosyć smutna i nostalgiczna. Bardziej o ludziach niż o miejscu, więc jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś bardziej pod kątem historii to nie ta książka

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1082 użytkowników ma tytuł Nowohucka telenowela na półkach głównych
  • 609
  • 465
  • 8
139 użytkowników ma tytuł Nowohucka telenowela na półkach dodatkowych
  • 72
  • 20
  • 19
  • 7
  • 7
  • 7
  • 7

Inne książki autora

Okładka książki Odwaga jest kobietą Joanna Cieśla, Joanna Czeczott, Iza Klementowska, Iza Michalewicz, Joanna Podgórska, Renata Radłowska, Kamila Sypniewska, Marta Szarejko, Sylwia Szwed, Anna Wiatr, Ewa Winnicka, Joanna Wojciechowska, Ewa Wołkanowska
Ocena 7,0
Odwaga jest kobietą Joanna Cieśla, Joanna Czeczott, Iza Klementowska, Iza Michalewicz, Joanna Podgórska, Renata Radłowska, Kamila Sypniewska, Marta Szarejko, Sylwia Szwed, Anna Wiatr, Ewa Winnicka, Joanna Wojciechowska, Ewa Wołkanowska
Renata Radłowska
Renata Radłowska
Rocznik 1973. Od 1996 roku dziennikarka „Gazety Wyborczej”. Urodziła się w Nowym Targu, dorastała na krakowskim Kazimierzu, tym przedturystycznym - brudnym, zaniedbanym, pierwszym w najwstydliwszych statystykach. Od dziesięciu lat nowohucianka, mieszka w najstarszej części Nowej Huty (już zabytkowej) i pisze o niej. Przede wszystkim o mieszkańcach - ich radościach i smutkach, problemach, pomysłach, kompleksach, ekscentryczności.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi Ziemowit Szczerek
Ojczyzna dobrej jakości. Reportaże z Białorusi
Ziemowit Szczerek Jędrzej Morawiecki Agnieszka Wójcińska Kaja Puto Rafał Grzenia Aneta Prymaka-Oniszk Julia Jurgens Katarzyna Brejwo Eva Lene Lorzer Katarzyna Moskalewicz Aliona Szabunia
Ojczyzna dobrej jakości brzmi jak slogan z propagandowego plakatu. Jednak tytuł ten dobrze oddaje atmosferę uchwyconą przez jedenaście reportaży o współczesnej Białorusi. Autorzy pokazują kraj, w którym rządzi prosta zasada: “nie wychylaj się, a będziesz mieć spokój.” Na kartach książki widzimy młodzież skazaną na absurdalnie wysokie wyroki za działalność w bliżej nieokreślonej grupie przestępczej. Inni młodzi ludzie automatycznie wpisywani są do organizacji prorządowych przez swoich nauczycieli. Władza nie potrzebuje brutalnych pokazowych metod. Wystarczy cień Wielkiego Brata i powszechne przekonanie, że są niewidoczne granice, których się nie przekracza. Kolejną grupę bohaterów stanowią emigranci z Afryki, Ameryki Południowej czy z Europy zachodniej, którzy chwalą sobie spokój, bezpieczeństwo, czystość na ulicach. Są wreszcie potomkowie przesiedleńców z Białostocczyzny, którzy do dziś ukrywają swoje pochodzenie. W tle przewija się obraz stalinowskich czystek, rusyfikacji dawnej i obecnej, Kuropaty… Wszystkie wydarzenia i postacie spaja jedno doświadczenie: normalność można wytresować. Pełne półki i minimum dostatku, przewidywalność i bezpieczeństwo dają poczucie zadowolenia obywatelom. Reszta - język ojczysty, prawda historyczna, poszanowanie prawa jest bez znaczenia. Trudno nie mieć skojarzeń z Orwellowskim światem. Jednak zamiast brutalnej opresji jest coś subtelniejszego: kariera i rozwój możliwe są tylko pod warunkiem idealnego dostosowania się do reguł. One nie są podane wprost, ich trzeba się domyśleć, rozpoznać między wierszami, trochę jak bohaterowie jednego z reportaży - dziennikarze niezależnego pisma, którzy swoją sytuację porównują do sytuacji dziecka siedzącego przed zamkniętymi drzwiami i zastanawiającego się czy rodzice: wpuszczą je, będą na nie źli, pochwalą. Sami do tego muszą dojść. To również książka, w której podobnie jak w “Mojej podróży po Rosji” Słonimskiego wiele można odkryć pod tym, co mówią bohaterowie. To książka, która uczy patrzeć na świat i odkrywać co jest opresją a co iluzją wolności.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na76 miesięcy temu
Wędrowny Zakład Fotograficzny Agnieszka Pajączkowska
Wędrowny Zakład Fotograficzny
Agnieszka Pajączkowska
Co to właściwie jest? Ni warszawski pies, ni podlaska wydra... Wolę nie patrzeć na tę książkę jak na reportaż, bo w tej kategorii wypada tak sobie. Broni się jako pamiętnik z podróży, który dobrze się czyta, i którego wartością dodaną są opowiedziane przez napotkanych ludzi historie ze światów odległych w czasie, a często i przestrzeni. Ze światów, których już nie ma albo powoli, ale nieuchronnie wymierająch, jak wsie przy granicy, w których umierają nie tylko starzy ludzie, ale i stare domy. Ba! - nawet cmentarze umierają... Ale są i wątki bardziej współczesne. Autorka odnotowuje nawet niekiedy, że i na przygraniczne wsie dociera czasem XXI wiek... Część poświęconą Wschodowi uważam generalnie za ciekawszą. Zachód jest tu trochę jakby na przyczepkę. Szkoda, że fotografii jest niewiele i nie pozwalają one zidentyfikować ani osób, ani miejsc. Taka anonimowość może i jest wygodna dla autorki i wydawcy (przy symbolicznych kadrach typu zbliżenie na spracowane dłonie zgoda na publikację wizerunku, nazwiska czy nazwy wsi nie jest potrzebna),ale moim zdaniem książka traci przez to na wartości dokumentalnej. Pomysł na podróż z fotografią był ciekawy, acz Autorka chyba tej książki nie planowała, stawiając na osobiste doświadczanie świata Człowieka Pogranicza. Mimo pewnych mankamentów uważam, że warto przeczytać. Gdyby nie brak podsumowania / syntezy czy jakiejś zauważalnej pracy badawczo-analitycznej, ocena by była wyższa. I gdyby nie to, że właśnie kończę czytać po raz drugi książkę "Wieczny początek. Warmia i Mazury", z której też poznaję losy ludzi, którymi targała historia, ale jednak to już wyższa liga, niż prosta strategia "opiszę, co mi się przydarzyło, i co usłyszałam od ludzi".
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na66 dni temu
Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe Barbara Seidler
Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe
Barbara Seidler
Klasyka reportażu sądowego, który niestety na moich oczach umarł śmiercią - chciałem napisać - naturalną, ale raczej nie przypadkiem gazety same zrezygnowały z tego gatunku. To także te czasy, kiedy głośne w danym środowisku czy też powszechnie, procesy przyciągały dziesiątki czy nawet widzów wysiadujących na rozprawach. Tego też już nie ma - telenowele ciekawsze… Tym samym ta książka jawi mi się jako dokument historii. Dziś już nie ma dziennikarstwa sądowego w takim mistrzowskim wydaniu. Jeśli nawet coś bywa w mediach, to zazwyczaj nieosadzone w żadnym kontekście szybkie relacje, krótkie wypowiedzi oskarżonego, ciach, adwokata, ciach, prokuratora, a najlepiej pokrzywdzonych - koniecznie jak najbardziej emocjonalne. I sam wyrok, jak najbardziej skrótowo. Koniec. A przecież przez lata, co sam świetnie pamiętam, obszerne relacje z ważnych procesów wypełniały całe łamy najważniejszych gazet i czasopism. Dziennikarze sądowi reprezentowali niebotyczny poziom wobec dzisiejszych "media workerów". A jedną z najlepszych była, a przecież jest, 96-letnia Barbara Seidler. Odpowiada mi jej styl narracji. Z reguły jest ona relacyjna, zewnętrzna wobec opisywanych zdarzeń. Czasem Autorka pozwala sobie na własne komentarze, czy nawet odczucia. Ale nawet wtedy jest obiektywna. W tym zbiorku zwraca uwagę nie tylko wybitny profesjonalizm Autorki. Inną jej cechą jest niebywała empatia - jakkolwiek to by brzmiało - nie tylko wobec ofiar, jak np. w przypadku zakatowanego chłopczyka - ale także, a może i głównie: dla podsądnych, którzy w pewnym sensie też są “ofiarami”, choćby samych siebie, a często: najbliższych, otoczenia społecznego, własnych nałogów i charakterów. Dobrym przykładem jest właśnie sprawa z lat 80. śmierci 6-letniego pasierba z rąk kobiety, która, jak kilkanaście lat temu ujawnił Mariusz Szczygieł, po odbyciu 10 lat więzienia (wyrok opiewał na 15),była ekspertką MEN. Ta sprawa poraża ładunkiem zła, jakie może władać człowiekiem - bynajmniej nie z marginesu. Cytaty tylko te łagodniejsze: “– Czy tym pasem oskarżona biła Daniela? – Różne pasy wpadały mi w rękę. – A ranę zabliźnioną na głowie od czego miał? – Rozbiłam mu talerz na głowie, bo źle go umył. Tylko podstawił pod kran i chciał odstawić”. “Danielowi krzyczeć i płakać nie było wolno, bo wówczas razy liczono od nowa, za najmniejszy krzyk bicie zaczynało się od początku”. “– Czasem bił Daniela Janek, mały wolał być bity przez ojca, bo Janek trzymał się regulaminu. Ja biłam najpierw lżej, potem coraz mocniej, traciłam panowanie. Czasem biliśmy razem. Tak, czasem robiliśmy to razem”. “– Renata biła tylko Daniela; psa, którego mieliśmy na Żoliborzu, nie biła. Ona go mocno biła, zawsze kazała mu się rozebrać, położyć. Bo, Wysoki Sądzie, przecież nie można bić inaczej. Trzeba, aby się dziecko rozebrało i położyło”. A mimo wszystko, Autorka nie podkręca naszych emocji, bo wie, że opisane fakty, bez komentarza, same w sobie wystarczą. To znaczy: wystarczały, wtedy… Dziś media mają raczej odwrotną “misję”.... Ale od tamtej sprawy jest - kto wie, czy nawet nie mocniejsza - i inna: skazania na karę śmierci w tzw. aferze mięsnej w latach 60. (przez osławionego stalinowskiego sędziego Romana Kryże, który ma swój cmentarzyk z lat 50. ludzi potem “zrehabilitowanych”). Empatia bowiem milion razy trudniejsza wobec skazanych w aferze mięsnej, bo rzeczywiście przywłaszczali sobie ówczesne (!) miliony. I pisze Autorka: “W zdrętwiałą ciszę sali padają słowa prokuratorskiego wnioskowania: – dla Wawrzeckiego, Witowskiego i Fabisiaka żąda kary śmierci, dla Gradowskiego, i Skowrońskiego – dożywotniego więzienia, dla Woźnicy, Balczarka i Zawadzkiego - 15 lat, dla Walendziuka -14 lat, dla Stokłosińskiego – 13 lat. Potem starałam się nie widzieć i nie słyszeć już nic”. “– Panowie sędziowie, jeśli po wszystkim co zostało tu powiedziane, z ust waszych padło by słowo +śmierć+– tu [adwokat] wyciągnął przed siebie rękę, rozcapierzył palce i trwając w tym geście obrony i sprzeciwu, schrypniętym głosem wykrzyczał: – to pamiętajcie, że byłem przeciw! przeciw! przeciw!”. “Na ławie oskarżonych siedzieli dziś, z głowami wciśniętymi w ramiona, Wawrzecki i Witowski, siedział kredowobiały, z pustymi oczami, kamienny Fabisiak. Ludzkie strzępy i kamień z oszalałym, tłukącym sercem. Wewnątrz tych strzępów, wewnątrz tego kamienia – coś o niewymiernej, nieprzeliczalnej wartości: życie ludzkie. Złamani, skończeni ludzie. W obliczu grożących im kar – najsurowszych – nie mogli zebrać myśli, nie potrafili się opanować. Strzępy”. “Jestem gorącą przeciwniczką kary śmierci. Szczególnie drastyczne wydaje mi się kojarzenie tej kary z przestępstwem złodziejstwa”. “Nie wydaje mi się, aby potrzeba nam było szubienic jako gwarancji ładu i przestrzegania norm prawnych”. “Jakie mamy wreszcie prawo skazywać na śmierć jednych, aby nastraszyć lub poprawić drugich? I czy szalę ludzkiego życia mogą przechylić najcięższe nawet miliony”. “Potępienie społeczne przestępców w rodzaju mięsnych aferzystów jest ogromne.(...) Tylko czy to potępienie nie wykracza poza bariery humanizmu?”. “Spróbujmy zadać sobie pytanie: czy wyrok śmierci powstrzyma innych, następnych? Bo jeśli tak, to afera mięsna powinna być ostatnią aferą gospodarczą, która trafia na salę sądową”. “Z rozmów z innymi ludźmi: – To potworne. To chyba niemożliwe, żeby ich powiesili. – Dobrze im tak, najpierw kradli, a teraz płaczą. – Trzeba wieszać, bo jak sobie dać radę z tym złodziejstwem? – Za pieniądze - kara śmierci? – Dokąd będziemy pozwalać się okradać? – Pani, to kozły ofiarne. Ileż to ludzi kradnie... – W cywilizowanym państwie za przestępstwa przeciw własności?”. I jeszcze coś, co wydaje się wręcz niewiarygodne: adwokat zwraca się do dziennikarki z czymś takim! “Mecenas Bieńkowski pytał, jak mu radzę, czy ma iść na egzekucję swojego klienta, bo właśnie dostał zawiadomienie, że Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski i +to+ odbędzie się jutro. Nie umiem sobie przypomnieć, co mu odpowiedziałam”. “Przyszedł klawisz i powiedział +Wawrzecki, zbieraj się+. Wawrzecki wstał z pryczy, to było wielkie, silne chłopisko, wyciągnął do mnie rękę i wychrypiał "Daj się sztachnąć+. On nie palił. Ale wiedziałem że jest w potrzebie. Odwróciłem się na chwilę, żeby znaleźć paczkę, a gdy znów spojrzałem na Wawrzeckiego, miał siwe włosy. (...) W sekundę osiwiał”. Albo sprawa zabicia młodego chłopaka w dawnym “E. Wedel, ZPC im. 22 lipca” przez starszego mistrza, który w nim się zadurzył. “Gdy wyprowadzano go z sali rozpraw, tłum rzucił się na niego. Szarpali go i lżyli, ciągnęli za włosy i nawet dwóch milicjantów nie mogło dać sobie rady z rozwydrzonym tłumem, który nie chciał spokojnie poczekać na wyrok. Homoseksualizm jest dla niego większą zbrodnią niż zamordowanie człowieka”. “W fabryce Wedla, w Karczewie i w Halinowie te rzeczy uważa się widać za większe zło niż chwytanie za młotek i zadawanie ciosów bez opamiętania. (...) Bo sędzia, tak jak i ja, wie doskonale, że żądali jego śmierci nie dlatego, że zamordował człowieka, a dlatego, że był inny, że faworyzował młodych chłopców, nie zachowywał się tak jak oni wszyscy”. “Publiczność, która tu przyszła - z Pragi, Skarszewa i z Halinowa – już wydała wyrok. Ale do tej sali nie przeniknie żadna opinia. Tu sąd sprawiedliwie, w majestacie prawa dochodzić będzie prawdy materialnej (..). Tu się nie zakłada nawet tego, że jest winny, i dlatego później, w czasie pytań świadków, sędzia upomni młodego człowieka: – Dlaczego świadek mówi, że oskarżony zamordował, czy świadek to widział?” Kolejny wybitny tekst to "Mrok" - o tzw. "sprawie Orzechowskiej". Chodzi o słynne zabójstwo matki z lat 70. w Warszawie przez nastolatkę. Po wszystkim ją pokroiła w kawałki, które umieściła w torbach przechowalni bagażu na Dworcu Centralnym - sam pamiętam, jak mówiła o tym "cala Warszawa", jak i ogłoszenie w prasie z fotografiami tych walizek. Matka, niestety była potworem, która od dawna psychicznie "zabijała" córkę. Dlatego otrzymała ona najniższy możliwy wyrok - 8 lat... Albo “piekielne” mieszkanie, gdzie żyją trzy rodziny ze wspólną ubikacją i zlewem oraz przechodnim, zamieszkanym pokojem. “Wspólna gehenna” dodaje Autorka. “Zaciekłość, zacietrzewienie, wszystkie złe ludzkie instynkty i moce bielmem położyły się tym ludziom na oczy”. Wytaczają oni sobie wzajemnie sprawy sądowe o wszystko. Właśnie trwa 27. proces między pięcioma osobami….. Niesamowita historia próby ucieczki z szpitala więzienia na Rakowieckiej grupy kryminalistów, którzy wielokrotnie dokonywali samookaleczeń. “Przeciął sobie wyostrzonym żelaznym guzikiem powłoki brzuszne, poplątał kiszki i tylko dlatego że współpacjent prosił: +Nie wieszaj flaków na klamce, bo mi się robi niedobrze+, udało się Miroszewskiego uratować po operacji trwającej ponad 10 godzin”. Inny przypadek samookaleczenia– wbicia gwoździa w serce. “Gwóźdź przewędrował przez tętnicę aż do tętnicy piszczelowej, gdzie spowodował zatkanie tętnicy, niedokrwienie goleni lewej, zakażenie tkanek. Otwierają w tym miejscu ognisko ropne, napotkano gwóźdź i usunięto go. Nie udało się jednak opanować zakażenia ogólnego, posocznicy i ropowicy i mimo intensywnego leczenia pacjent zmarł”. Inne cytaty: “Przyjaźnił się z utalentowanym młodym prozaikiem. Tamten też pił. Nie znalazł dla siebie miejsca w dalekim świecie. Był na wskroś Polski. Tylko tu, nad Wisłą, mógł przeżywać ósme dni tygodnia. Znaleziono go w brudnym hotelu hotelowym pokoju, w dalekim, obcym mieście”. “Nie miał woli. Toczył się. Przez życie, przez czas obojętny, który mijał obok niego. Dlaczego? Dlaczego się poddawał?”. “Tylko jeden podsądny sprawia wrażenie absolutnie obojętnego, nie reaguje na to, o czym mówi się na tej sali, a zapytany przez sędziego, co mu jest, odpowiada: – Bo to jest przykre. – Co jest przykre? – No ten proces”. “Doktor Kaczanowski musi tłumaczyć wysokiemu sądowi, że dokonywane przez psychopatów akty samoagresji świadczą, że jest to jedyna forma protestu w stosunku do sytuacji, z którą nie mogą się uporać. Zdają sobie sprawę, że igrają ze swoim zdrowiem i życiem, a jednak uszkadzają się w sposób okrutny. Mogą łykać metalowe pręty i zgięte pałąki od wiader, bo zniesiony mają odruch bólu.(...) Już dzisiaj nie mogę dłużej siedzieć na tej sali. Muszę wyjść na ulicę, wmieszać się w tłum”. “Przyznaję, że polubiłam już tych podsądnych psychopatów. Nie kłamią przed sądem, nie wykręcają się głupio, odpowiadają chętnie na pytania, Potem wszystko potwierdza się w zadaniach świadków(a na sąsiedniej sali, do której raz po raz muszę wracać, młot młody człowiek, student, któremu akt oskarżenia zarzuca czy ohydny, nie przyznaje się do winy. Zwyczajnie kłamie. Zimny i obojętny na wszystko, co nie dotyczy jego przyszłej życiowej kariery. Powinnam zachować maksimum obiektywizmu. To jest mój obowiązek. Obowiązek reportera sali sądowej. Ale przecież nie mogę. Wiem że nie potrafię. Z jakąż ulgą wracam do tych recydywistów, samouszkodzeniowców!” “Samouszkodzeniowcy, którzy połykają pałąki od kubłów, gdy im +szok+, nie są w stanie połknąć cieniutkiej rurki do sondowania żołądka”. PS I coś jeszcze, co się zmieniło, akurat na korzyść prawa i sprawiedliwości. Dziś podawanie nazwisk podsądnych bez ich zgody skończyłoby się wyrokami w procesach cywilnych. A już za ujawnienie szczegółów z opinii sądowo-lekarskiej o tym, kto z nich na jaką chorobę ciała i duszy cierpi - jak i u Seidler - zasądzano by niemałe pieniądze…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na89 dni temu

Cytaty z książki Nowohucka telenowela

Więcej
Renata Radłowska Nowohucka telenowela Zobacz więcej
Więcej