Pamiętajcie, że byłem przeciw. Reportaże sądowe
Klasyka reportażu sądowego, który niestety na moich oczach umarł śmiercią - chciałem napisać - naturalną, ale raczej nie przypadkiem gazety same zrezygnowały z tego gatunku.
To także te czasy, kiedy głośne w danym środowisku czy też powszechnie, procesy przyciągały dziesiątki czy nawet widzów wysiadujących na rozprawach. Tego też już nie ma - telenowele ciekawsze…
Tym samym ta książka jawi mi się jako dokument historii. Dziś już nie ma dziennikarstwa sądowego w takim mistrzowskim wydaniu. Jeśli nawet coś bywa w mediach, to zazwyczaj nieosadzone w żadnym kontekście szybkie relacje, krótkie wypowiedzi oskarżonego, ciach, adwokata, ciach, prokuratora, a najlepiej pokrzywdzonych - koniecznie jak najbardziej emocjonalne. I sam wyrok, jak najbardziej skrótowo. Koniec.
A przecież przez lata, co sam świetnie pamiętam, obszerne relacje z ważnych procesów wypełniały całe łamy najważniejszych gazet i czasopism. Dziennikarze sądowi reprezentowali niebotyczny poziom wobec dzisiejszych "media workerów". A jedną z najlepszych była, a przecież jest, 96-letnia Barbara Seidler.
Odpowiada mi jej styl narracji. Z reguły jest ona relacyjna, zewnętrzna wobec opisywanych zdarzeń. Czasem Autorka pozwala sobie na własne komentarze, czy nawet odczucia. Ale nawet wtedy jest obiektywna.
W tym zbiorku zwraca uwagę nie tylko wybitny profesjonalizm Autorki. Inną jej cechą jest niebywała empatia - jakkolwiek to by brzmiało - nie tylko wobec ofiar, jak np. w przypadku zakatowanego chłopczyka - ale także, a może i głównie: dla podsądnych, którzy w pewnym sensie też są “ofiarami”, choćby samych siebie, a często: najbliższych, otoczenia społecznego, własnych nałogów i charakterów.
Dobrym przykładem jest właśnie sprawa z lat 80. śmierci 6-letniego pasierba z rąk kobiety, która, jak kilkanaście lat temu ujawnił Mariusz Szczygieł, po odbyciu 10 lat więzienia (wyrok opiewał na 15),była ekspertką MEN.
Ta sprawa poraża ładunkiem zła, jakie może władać człowiekiem - bynajmniej nie z marginesu. Cytaty tylko te łagodniejsze:
“– Czy tym pasem oskarżona biła Daniela?
– Różne pasy wpadały mi w rękę.
– A ranę zabliźnioną na głowie od czego miał?
– Rozbiłam mu talerz na głowie, bo źle go umył. Tylko podstawił pod kran i chciał odstawić”.
“Danielowi krzyczeć i płakać nie było wolno, bo wówczas razy liczono od nowa, za najmniejszy krzyk bicie zaczynało się od początku”.
“– Czasem bił Daniela Janek, mały wolał być bity przez ojca, bo Janek trzymał się regulaminu. Ja biłam najpierw lżej, potem coraz mocniej, traciłam panowanie. Czasem biliśmy razem. Tak, czasem robiliśmy to razem”.
“– Renata biła tylko Daniela; psa, którego mieliśmy na Żoliborzu, nie biła. Ona go mocno biła, zawsze kazała mu się rozebrać, położyć. Bo, Wysoki Sądzie, przecież nie można bić inaczej. Trzeba, aby się dziecko rozebrało i położyło”.
A mimo wszystko, Autorka nie podkręca naszych emocji, bo wie, że opisane fakty, bez komentarza, same w sobie wystarczą. To znaczy: wystarczały, wtedy… Dziś media mają raczej odwrotną “misję”....
Ale od tamtej sprawy jest - kto wie, czy nawet nie mocniejsza - i inna: skazania na karę śmierci w tzw. aferze mięsnej w latach 60. (przez osławionego stalinowskiego sędziego Romana Kryże, który ma swój cmentarzyk z lat 50. ludzi potem “zrehabilitowanych”). Empatia bowiem milion razy trudniejsza wobec skazanych w aferze mięsnej, bo rzeczywiście przywłaszczali sobie ówczesne (!) miliony.
I pisze Autorka:
“W zdrętwiałą ciszę sali padają słowa prokuratorskiego wnioskowania: – dla Wawrzeckiego, Witowskiego i Fabisiaka żąda kary śmierci, dla Gradowskiego, i Skowrońskiego – dożywotniego więzienia, dla Woźnicy, Balczarka i Zawadzkiego - 15 lat, dla Walendziuka -14 lat, dla Stokłosińskiego – 13 lat. Potem starałam się nie widzieć i nie słyszeć już nic”.
“– Panowie sędziowie, jeśli po wszystkim co zostało tu powiedziane, z ust waszych padło by słowo +śmierć+– tu [adwokat] wyciągnął przed siebie rękę, rozcapierzył palce i trwając w tym geście obrony i sprzeciwu, schrypniętym głosem wykrzyczał: – to pamiętajcie, że byłem przeciw! przeciw! przeciw!”.
“Na ławie oskarżonych siedzieli dziś, z głowami wciśniętymi w ramiona, Wawrzecki i Witowski, siedział kredowobiały, z pustymi oczami, kamienny Fabisiak. Ludzkie strzępy i kamień z oszalałym, tłukącym sercem. Wewnątrz tych strzępów, wewnątrz tego kamienia – coś o niewymiernej, nieprzeliczalnej wartości: życie ludzkie. Złamani, skończeni ludzie. W obliczu grożących im kar – najsurowszych – nie mogli zebrać myśli, nie potrafili się opanować. Strzępy”.
“Jestem gorącą przeciwniczką kary śmierci. Szczególnie drastyczne wydaje mi się kojarzenie tej kary z przestępstwem złodziejstwa”.
“Nie wydaje mi się, aby potrzeba nam było szubienic jako gwarancji ładu i przestrzegania norm prawnych”.
“Jakie mamy wreszcie prawo skazywać na śmierć jednych, aby nastraszyć lub poprawić drugich? I czy szalę ludzkiego życia mogą przechylić najcięższe nawet miliony”.
“Potępienie społeczne przestępców w rodzaju mięsnych aferzystów jest ogromne.(...) Tylko czy to potępienie nie wykracza poza bariery humanizmu?”.
“Spróbujmy zadać sobie pytanie: czy wyrok śmierci powstrzyma innych, następnych? Bo jeśli tak, to afera mięsna powinna być ostatnią aferą gospodarczą, która trafia na salę sądową”.
“Z rozmów z innymi ludźmi:
– To potworne. To chyba niemożliwe, żeby ich powiesili.
– Dobrze im tak, najpierw kradli, a teraz płaczą.
– Trzeba wieszać, bo jak sobie dać radę z tym złodziejstwem?
– Za pieniądze - kara śmierci?
– Dokąd będziemy pozwalać się okradać?
– Pani, to kozły ofiarne. Ileż to ludzi kradnie...
– W cywilizowanym państwie za przestępstwa przeciw własności?”.
I jeszcze coś, co wydaje się wręcz niewiarygodne: adwokat zwraca się do dziennikarki z czymś takim! “Mecenas Bieńkowski pytał, jak mu radzę, czy ma iść na egzekucję swojego klienta, bo właśnie dostał zawiadomienie, że Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski i +to+ odbędzie się jutro. Nie umiem sobie przypomnieć, co mu odpowiedziałam”.
“Przyszedł klawisz i powiedział +Wawrzecki, zbieraj się+. Wawrzecki wstał z pryczy, to było wielkie, silne chłopisko, wyciągnął do mnie rękę i wychrypiał "Daj się sztachnąć+. On nie palił. Ale wiedziałem że jest w potrzebie. Odwróciłem się na chwilę, żeby znaleźć paczkę, a gdy znów spojrzałem na Wawrzeckiego, miał siwe włosy. (...) W sekundę osiwiał”.
Albo sprawa zabicia młodego chłopaka w dawnym “E. Wedel, ZPC im. 22 lipca” przez starszego mistrza, który w nim się zadurzył.
“Gdy wyprowadzano go z sali rozpraw, tłum rzucił się na niego. Szarpali go i lżyli, ciągnęli za włosy i nawet dwóch milicjantów nie mogło dać sobie rady z rozwydrzonym tłumem, który nie chciał spokojnie poczekać na wyrok. Homoseksualizm jest dla niego większą zbrodnią niż zamordowanie człowieka”.
“W fabryce Wedla, w Karczewie i w Halinowie te rzeczy uważa się widać za większe zło niż chwytanie za młotek i zadawanie ciosów bez opamiętania. (...) Bo sędzia, tak jak i ja, wie doskonale, że żądali jego śmierci nie dlatego, że zamordował człowieka, a dlatego, że był inny, że faworyzował młodych chłopców, nie zachowywał się tak jak oni wszyscy”.
“Publiczność, która tu przyszła - z Pragi, Skarszewa i z Halinowa – już wydała wyrok. Ale do tej sali nie przeniknie żadna opinia. Tu sąd sprawiedliwie, w majestacie prawa dochodzić będzie prawdy materialnej (..). Tu się nie zakłada nawet tego, że jest winny, i dlatego później, w czasie pytań świadków, sędzia upomni młodego człowieka:
– Dlaczego świadek mówi, że oskarżony zamordował, czy świadek to widział?”
Kolejny wybitny tekst to "Mrok" - o tzw. "sprawie Orzechowskiej". Chodzi o słynne zabójstwo matki z lat 70. w Warszawie przez nastolatkę. Po wszystkim ją pokroiła w kawałki, które umieściła w torbach przechowalni bagażu na Dworcu Centralnym - sam pamiętam, jak mówiła o tym "cala Warszawa", jak i ogłoszenie w prasie z fotografiami tych walizek. Matka, niestety była potworem, która od dawna psychicznie "zabijała" córkę. Dlatego otrzymała ona najniższy możliwy wyrok - 8 lat...
Albo “piekielne” mieszkanie, gdzie żyją trzy rodziny ze wspólną ubikacją i zlewem oraz przechodnim, zamieszkanym pokojem. “Wspólna gehenna” dodaje Autorka. “Zaciekłość, zacietrzewienie, wszystkie złe ludzkie instynkty i moce bielmem położyły się tym ludziom na oczy”. Wytaczają oni sobie wzajemnie sprawy sądowe o wszystko. Właśnie trwa 27. proces między pięcioma osobami…..
Niesamowita historia próby ucieczki z szpitala więzienia na Rakowieckiej grupy kryminalistów, którzy wielokrotnie dokonywali samookaleczeń.
“Przeciął sobie wyostrzonym żelaznym guzikiem powłoki brzuszne, poplątał kiszki i tylko dlatego że współpacjent prosił: +Nie wieszaj flaków na
klamce, bo mi się robi niedobrze+, udało się Miroszewskiego uratować po operacji trwającej ponad 10 godzin”.
Inny przypadek samookaleczenia– wbicia gwoździa w serce. “Gwóźdź przewędrował przez tętnicę aż do tętnicy piszczelowej, gdzie spowodował zatkanie tętnicy, niedokrwienie goleni lewej, zakażenie tkanek. Otwierają w tym miejscu ognisko ropne, napotkano gwóźdź i usunięto go. Nie udało się jednak opanować zakażenia ogólnego, posocznicy i ropowicy i mimo intensywnego leczenia pacjent zmarł”.
Inne cytaty:
“Przyjaźnił się z utalentowanym młodym prozaikiem. Tamten też pił. Nie znalazł dla siebie miejsca w dalekim świecie. Był na wskroś Polski. Tylko tu, nad Wisłą, mógł przeżywać ósme dni tygodnia. Znaleziono go w brudnym hotelu hotelowym pokoju, w dalekim, obcym mieście”.
“Nie miał woli. Toczył się. Przez życie, przez czas obojętny, który mijał obok niego. Dlaczego? Dlaczego się poddawał?”.
“Tylko jeden podsądny sprawia wrażenie absolutnie obojętnego, nie reaguje na to, o czym mówi się na tej sali, a zapytany przez sędziego, co mu jest, odpowiada: – Bo to jest przykre.
– Co jest przykre?
– No ten proces”.
“Doktor Kaczanowski musi tłumaczyć wysokiemu sądowi, że dokonywane przez psychopatów akty samoagresji świadczą, że jest to jedyna forma protestu w stosunku do sytuacji, z którą nie mogą się uporać. Zdają sobie sprawę, że igrają ze swoim zdrowiem i życiem, a jednak uszkadzają się w sposób okrutny. Mogą łykać metalowe pręty i zgięte pałąki od wiader, bo zniesiony mają odruch bólu.(...) Już dzisiaj nie mogę dłużej siedzieć na tej sali. Muszę wyjść na ulicę, wmieszać się w tłum”.
“Przyznaję, że polubiłam już tych podsądnych psychopatów. Nie kłamią przed sądem, nie wykręcają się głupio, odpowiadają chętnie na pytania, Potem wszystko potwierdza się w zadaniach świadków(a na sąsiedniej sali, do której raz po raz muszę wracać, młot młody człowiek, student, któremu akt oskarżenia zarzuca czy ohydny, nie przyznaje się do winy. Zwyczajnie kłamie. Zimny i obojętny na wszystko, co nie dotyczy jego przyszłej życiowej kariery. Powinnam zachować maksimum obiektywizmu. To jest mój obowiązek. Obowiązek reportera sali sądowej. Ale przecież nie mogę. Wiem że nie potrafię. Z jakąż ulgą wracam do tych recydywistów, samouszkodzeniowców!”
“Samouszkodzeniowcy, którzy połykają pałąki od kubłów, gdy im +szok+, nie są w stanie połknąć cieniutkiej rurki do sondowania żołądka”.
PS I coś jeszcze, co się zmieniło, akurat na korzyść prawa i sprawiedliwości. Dziś podawanie nazwisk podsądnych bez ich zgody skończyłoby się wyrokami w procesach cywilnych. A już za ujawnienie szczegółów z opinii sądowo-lekarskiej o tym, kto z nich na jaką chorobę ciała i duszy cierpi - jak i u Seidler - zasądzano by niemałe pieniądze…
OPINIE i DYSKUSJE o książce Nowohucka telenowela
Bardzo przyjemnie czytało mi się ten zbiór ludzkich historii o Nowej Hucie, z różnych perspektyw możemy poznać ludzi, którzy ją budowali, zasiedlali ale też opuszczali wsie, na których powstała. Polecam jako luźną lekturkę na letnie dni :)
Bardzo przyjemnie czytało mi się ten zbiór ludzkich historii o Nowej Hucie, z różnych perspektyw możemy poznać ludzi, którzy ją budowali, zasiedlali ale też opuszczali wsie, na których powstała. Polecam jako luźną lekturkę na letnie dni :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiektóre dobre, inne świetnie, są też słabiutkie, generalnie zbiór reportaży jest całkiem fajny. Łączy je Nowa Huta (choć pewnie można by znaleźć jeszcze inne powiązania). Powinny ją przeczytać osoby o wrażliwej duszy bo opowiada dzieje życie osób, które z tym miejscem się jakoś zetknęły, ale życie miały trudne albo bardzo trudne. Na pewno nie jest to książka, która by pokazywała historią tego miejsca, pomysłu na przestrzeń i jego realizację, także poszukiwacze lokalnej historii niech książkę omijają, bo nie wnosi chyba żadnej wiedzy w tej przestrzeni. Natomiast pokazuje marzenia, plany, wyobrażenia tych, którzy Nową Hutę budowali, albo w niej żyli, albo jakoś się z nią zetknęli. Marzenia, które w dużej części tylko takimi pozostały, bo życie często brutalnie się z nimi rozprawiło. Polecam szczególnie opowieść o starszej już kobiecie, która zdecydowała się oddać swoje mieszkanie w ramach odwróconej hipoteki, reakcja jej dzieci bezcenna i jednocześnie pewnie bliska wielu rodzinom.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiektóre dobre, inne świetnie, są też słabiutkie, generalnie zbiór reportaży jest całkiem fajny. Łączy je Nowa Huta (choć pewnie można by znaleźć jeszcze inne powiązania). Powinny ją przeczytać osoby o wrażliwej duszy bo opowiada dzieje życie osób, które z tym miejscem się jakoś zetknęły, ale życie miały trudne albo bardzo trudne. Na pewno nie jest to książka, która by...
Bardzo dobrze napisana, momentami poetycko, każda historia ujęta nieco innym językiem, w zależności od bohatera. Historie ludzi w jakiś sposób połączonymi z Nową Hutą, dosyć smutna i nostalgiczna. Bardziej o ludziach niż o miejscu, więc jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś bardziej pod kątem historii to nie ta książka
Bardzo dobrze napisana, momentami poetycko, każda historia ujęta nieco innym językiem, w zależności od bohatera. Historie ludzi w jakiś sposób połączonymi z Nową Hutą, dosyć smutna i nostalgiczna. Bardziej o ludziach niż o miejscu, więc jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś bardziej pod kątem historii to nie ta książka
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo lubię takie krótkie reportaże, a te na dodatek spinała klamra Nowej Huty, unikalnego miejsca, z którym związani są ich bohaterowie.
Te reportaże to w równej mierze historia miejsca i historia przemijania.
Bardzo lubię takie krótkie reportaże, a te na dodatek spinała klamra Nowej Huty, unikalnego miejsca, z którym związani są ich bohaterowie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTe reportaże to w równej mierze historia miejsca i historia przemijania.
Cienkie dosłownie i w przenośni.
Zbiór opowiadań pięknych ale mało wnoszących do tematu rozwoju Nowej Huty – bardziej są to prywatne historie osób typu twój sąsiad albo sprzedawca w warzywniaku co kiedyś w życiu dokonali wyboru albo wydarzyła im się średnio interesująca przygoda. No średnio jest sens o tym pisać a szczególnie taką dziwną prozą pełną wtórnych zabiegów, z poetyckim zacięciem. Przerost formy nad treścią.
Nie polecam.
Cienkie dosłownie i w przenośni.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór opowiadań pięknych ale mało wnoszących do tematu rozwoju Nowej Huty – bardziej są to prywatne historie osób typu twój sąsiad albo sprzedawca w warzywniaku co kiedyś w życiu dokonali wyboru albo wydarzyła im się średnio interesująca przygoda. No średnio jest sens o tym pisać a szczególnie taką dziwną prozą pełną wtórnych zabiegów, z...
Potrzebna książka o starości i samotności. Kilka ciekawych historii. Niestety, przerost formy nad treścią. Tekst miał chyba brzmieć niepowtarzalnie i "literacko", a irytuje. Trudno się książkę czyta, choć krótka i niezbyt treściwa.
Potrzebna książka o starości i samotności. Kilka ciekawych historii. Niestety, przerost formy nad treścią. Tekst miał chyba brzmieć niepowtarzalnie i "literacko", a irytuje. Trudno się książkę czyta, choć krótka i niezbyt treściwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tomam problem, bo książka wciąga, leci się przez nią, opowiastki wzruszają itd. ale język, zbyt infantylny i wystylizowany (chociaż niby bardzo prosty). i nie wiem, czy bardziej mi się to podoba i daję 8, czy bardziej mnie to męczy i daję 6.
ale sam pomysł oddania głosu starszym ludziom, których za bardzo nikt już nie słucha, bardzo dobry.
mam problem, bo książka wciąga, leci się przez nią, opowiastki wzruszają itd. ale język, zbyt infantylny i wystylizowany (chociaż niby bardzo prosty). i nie wiem, czy bardziej mi się to podoba i daję 8, czy bardziej mnie to męczy i daję 6.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toale sam pomysł oddania głosu starszym ludziom, których za bardzo nikt już nie słucha, bardzo dobry.
Mamy tutaj ciekawy zbiór historii ludzi budujących Nową Hutę. Można powiedzieć, że część historii opowiedzianą przez tych, którzy swoimi rękoma budowali osiedla oraz zabudowania przemysłowe. Sporej części z nich już niestety nie ma. Wszyscy bohaterowie opowiadający swoje historie najczęściej upiększają, ale też sporo zapominają – mają oni w wielkszoci ponad 70 lat. W samym tytule słow „telenowela” pasuje wprost idealnie. Większość tych historii mówi o miłości natomiast później już o zazdrości, oszustwie i o tym jak ludzie ci byli oszukiwani przez system w którym żyli. Jedna z historii mówi o tym jak jeden jegomość budował piękne domy ale w żadnym z nich nie mógł zamieszkać – co odebrał jako swoją życiową porażkę, albo historia zakupu samochodu najpierw marki syrenka a potem już fiata, który prawie zniszczył małżeństwo. Jednym z ciekawych spostrzeżeń autorki jest podanie miejscowości jakie zostały wchłonięte przez powstającą Nową Hutę, a także o tym jak jej mieszkańcy tracili swoją odrębność na rzecz włączenia do nowobudowanego, komunistycznego miasta robotniczego. Bohaterowie opowieści wspominają jak to byli przodownikami pracy, jak to oddawali wszystkie swoje siły na budowanie Nowej Polski – a co dostali w zamian. Zniszczony organizm oraz niewielką emeryturę. Większość osiedli Nowej Huty zamieszkują teraz ludzie starzy, gdyż młodzi najczęściej nie chcą w niej mieszkać i wybierają ucieczkę i to często za granicę.
Reportaż ciekawy. Dzięki właśnie takim książkom historie mieszkańców Nowej Huty nie będą zapomniane. Co ciekaw jak dla mnie przebija się tutaj też różnice w kolejnych pokoleniach. Między pokoleniem ludzi przedwojennych a powojennych. Dążenie ludzi po wojnie do posiadania czegoś własnego jakiegoś własnego kąta. Książka również zwraca uwagę na życie w czasach komunizmu. Naprawdę wartościowa lektura.
Mamy tutaj ciekawy zbiór historii ludzi budujących Nową Hutę. Można powiedzieć, że część historii opowiedzianą przez tych, którzy swoimi rękoma budowali osiedla oraz zabudowania przemysłowe. Sporej części z nich już niestety nie ma. Wszyscy bohaterowie opowiadający swoje historie najczęściej upiększają, ale też sporo zapominają – mają oni w wielkszoci ponad 70 lat. W samym...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawy reportaż, który jest zbiorem ludzkich historii i opowiadań. Liczyłam na więcej informacji i historycznych dygresji z okresu budowania Nowej Huty i z czasów, gdy zaczęli zasiedlać ją pierwsi mieszkańcy, ale mimo to nie rozczarowałam się.
"Nowohucka telenowela" to opowieść o ludziach, którzy kiedyś budowali najmłodszą dzielnicę Krakowa, zamieszkiwali ją, w której toczyło się ich normalne życie. Kruche są ich wspomnienia i piękne jest to, że historię NH czyta się między wierszami. Trzeba się trochę otworzyć, żeby dostrzec w tych krótkich felietonach historię dzielnicy - kto ją budował, skąd ci ludzie przybyli, jakie mieli oczekiwania i marzenia, kto tam mieszkał, jakie było codzienne życie jej mieszkańców, itp., itd.
Kto szuka tu suchych historycznych faktów i ciekawostek ten może się rozczarować, bo ich tu nie znajdzie.
Ciekawy reportaż, który jest zbiorem ludzkich historii i opowiadań. Liczyłam na więcej informacji i historycznych dygresji z okresu budowania Nowej Huty i z czasów, gdy zaczęli zasiedlać ją pierwsi mieszkańcy, ale mimo to nie rozczarowałam się.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Nowohucka telenowela" to opowieść o ludziach, którzy kiedyś budowali najmłodszą dzielnicę Krakowa, zamieszkiwali ją, w której...
Usiadłem do lektury z dużymi oczekiwaniami, większość swojego życia mieszkam w "młodszej siostrze" Krakowa. Po przeczytaniu mogę jednoznacznie stwierdzić, że książka mnie nie zawiodła.
Nie jest to jednak reportaż o powstawaniu potężnej inwestycji z wielką polityką w tle. Nie jest to też synteza informacji na temat fenomenu Nowej Huty.
"Nowohucka telenowela" to przede wszystkim opowieść o emocjach jej mieszkańców. Są to ludzie w bardzo podeszłym wieku, którzy w tym momencie odchodzą z tego świata. Czytałem II wydanie, uzupełnione o notatki na temat losów bohaterów poszczególnych rozdziałów. Większość z nich umarła kilka lat po rozmowie z autorką. Pokazuje to, że Renata Radłowska dotknęła tematu niemal w ostatnim momencie.
Każdy rozdział to wspomnienia i historie kogoś kto Nową Hutę budował i zasiedlał. Z tego powodu jest sporo niedopowiedzeń i czasem nawet chaosu. Nie przeszkadzało mi to jednak, bo czułem jakbym rozmawiał z moim nieżyjącym od kilku lat Wujkiem, również pionierem-junakiem. Za to uczucie szczerze dziękuję autorce.
Usiadłem do lektury z dużymi oczekiwaniami, większość swojego życia mieszkam w "młodszej siostrze" Krakowa. Po przeczytaniu mogę jednoznacznie stwierdzić, że książka mnie nie zawiodła.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest to jednak reportaż o powstawaniu potężnej inwestycji z wielką polityką w tle. Nie jest to też synteza informacji na temat fenomenu Nowej Huty.
"Nowohucka telenowela" to przede...