NAMIBIA. Przez pustynię i busz

Okładka książki NAMIBIA. Przez pustynię i busz autora Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus, 9788395159817
Okładka książki NAMIBIA. Przez pustynię i busz
Krzysztof KobusAnna Olej-Kobus Wydawnictwo: TravelPhoto.pl literatura podróżnicza
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Data wydania:
2018-10-25
Data 1. wyd. pol.:
2018-10-25
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788395159817
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup NAMIBIA. Przez pustynię i busz w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki NAMIBIA. Przez pustynię i busz

Średnia ocen
7,6 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce NAMIBIA. Przez pustynię i busz

avatar
19
1

Na półkach:

aż chce się tam pojechać

aż chce się tam pojechać

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1736
779

Na półkach: ,

Nigdy dotychczas nie myślałam o Namibii. Nie nęciła mnie podróż do Afryki. A tu nagle książka o Namibii wylądowała w moim domu. Anna Kobus jest zafascynowana Afryka, w szczególności Namibią, to się czuje. Autorka opisuje ten kraj swoimi ścieżkami i okrasza te szlaki dodatkowo wiedzą historyczną, antropologiczną czy 'zwkłymi' ciekawostkami, anegdotkami. Całość zilustrowana jest pięknymi zdjęciami. Jednak do Namibii się w najbliższym czasie nie wybieram :)

Nigdy dotychczas nie myślałam o Namibii. Nie nęciła mnie podróż do Afryki. A tu nagle książka o Namibii wylądowała w moim domu. Anna Kobus jest zafascynowana Afryka, w szczególności Namibią, to się czuje. Autorka opisuje ten kraj swoimi ścieżkami i okrasza te szlaki dodatkowo wiedzą historyczną, antropologiczną czy 'zwkłymi' ciekawostkami, anegdotkami. Całość zilustrowana...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
76
9

Na półkach:

Instrukcja zwiedzania Namibii

Instrukcja zwiedzania Namibii

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

80 użytkowników ma tytuł NAMIBIA. Przez pustynię i busz na półkach głównych
  • 49
  • 29
  • 2
14 użytkowników ma tytuł NAMIBIA. Przez pustynię i busz na półkach dodatkowych
  • 6
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Botswana. Przez deltę Okawango i piaski Kalahari Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Ocena 9,3
Botswana. Przez deltę Okawango i piaski Kalahari Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Okładka książki USA. Droga 66 i Dziki Zachód Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Ocena 7,0
USA. Droga 66 i Dziki Zachód Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Okładka książki Polska pełna przygód Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Ocena 8,6
Polska pełna przygód Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Okładka książki Podróżuj z dzieckiem! Poradnik praktyczny Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Ocena 6,4
Podróżuj z dzieckiem! Poradnik praktyczny Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Okładka książki Turcja. Mali Podróżnicy w Wielkim Świecie Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus
Ocena 6,5
Turcja. Mali Podróżnicy w Wielkim Świecie Krzysztof Kobus, Anna Olej-Kobus

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Indie. Kraj, w którym od wieków wszystko płynie własnym rytmem. Jarosław Kret
Indie. Kraj, w którym od wieków wszystko płynie własnym rytmem.
Jarosław Kret
Jarosław Kret jest mi oczywiście znany jako pogodynek. Słyszałam też o jego pasji podróżniczej. Pierwszy raz spotykam się z jego słowem pisanym. I pięknymi zdjęciami. Czuć w tej książce fascynację autora Indiami. Wypowiada się o tym kraju z szacunkiem i zamiłowaniem do kultury, muzyki, ludzi i miejsc. Cały czas go odkrywa. Nie unika też tematów trudnych. Wiedziałam, że to wielki kraj, pełen kontrastów i tajemnic. Jednak książka uświadomiła mi jego ogrom i różnorodność. Indie – to kraj nadal daleki i egzotyczny, choć obecnie można łatwiej się tam dostać (w dobie covida niekoniecznie - ale to inny temat). Autor opisuje wiele aspektów: geograficzne, klimatyczne, kulturowe, obyczajowe, religijne, społeczne, historyczne. Uderza ogromna przepaść w pozycjach społecznych. Średnia klasa właściwie każdą czynność związaną z funkcjonowaniem gospodarstwa domowego wykonuje za pośrednictwem służby. Książkę czyta się dobrze, choć styl autora jest nieco sztywny. Brakowało mi tu gawędziarskiej swobody i humoru Cejrowskiego czy polotu Michniewicza. Największe wrażenie zrobiły na mnie rozdziały o dzisiejszych eunuchach i nadal trudnej codzienności kobiet. O barierach, jakie się przed nimi piętrzą. Od dnia narodzin traktowane jako gorsze, o wiele trudniej osiągnąć im pozycję w pracy, na uczelni, w polityce. Bez mężczyzny u boku właściwie nadal są nikim. Znamy stereotypy o Indiach, że to kraj tłoczny, brudny, głośny, chaotyczny, wyrazisty jak jego kuchnia z wszechobecnym curry. Indie to kobiety w kolorowych strojach, faceci w turbanach i z brodą, no i oczywiście święte krowy. Autor stara się odczarować Indie, próbuje spojrzeć na nie oczami miejscowych i oswaja je. To największa zaleta książki. I przepiękne fotografie. Polecam.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na74 lata temu
50-tka dookoła świata Katarzyna Kozłowska
50-tka dookoła świata
Katarzyna Kozłowska
Po przeczytaniu „Solo dookoła świata” Katarzyny Kozłowskiej zdecydowałem się niezwłocznie sięgnąć po jej pierwszą książkę, opisującą wyprawę w różne rejony naszej planety. Tym bardziej że mam do tego tytułu ogromny sentyment związany z pracą w bibliotece. Kilka lat temu, gdy tworzyłem nową bibliotekę na warszawskim Bemowie, „50-tka dookoła świata” była pierwszą książką wpisaną do jej inwentarza. Katarzyna Kozłowska nie jest „zawodową” podróżniczką. Gdy jej życie toczyło się wokół obowiązków zawodowych i rodzinnych, postanowiła coś zmienić, wyjść z rutyny i wkroczyć w nieznane, pasjonujące doświadczenie. A co może być bardziej nieznane i ekscytujące niż podróż? Ruszyła w świat, nie przejmując się metryką. Ma na koncie kilka wydanych książek, jest związana z Trójmiastem, tam pracuje jako terapeutka i life coach, wykłada na uniwersytecie oraz doradza innym, jak odważyć się na zmianę w swoim życiu. Okładka tej pasjonującej podróżniczej lektury przedstawia autorkę, dla której wyprawa w nieznane nie jest niczym przerażającym. Widać ją zapatrzoną w Komodo, wyspę w Indonezji, należącą do archipelagu Małych Wysp Sundajskich. Gdy spoglądamy na to zdjęcie, od razu chce się uciec do ciepłych krajów i podziwiać to, co budzi chęć zatrzymania chwili na zawsze. Ba! Pojawia się nawet marzenie, by kupić bilet tylko i wyłącznie w jedną stronę. Jakie kraje odwiedziła pani Katarzyna? Jakie zabytki zobaczyła? Jakie przygody spotkały ją na trasie? Tego wszystkiego oczywiście nie mogę zdradzić. Poznawanie świata oczami Polki daje nam jednak poczucie, że może kiedyś, w bliższej lub dalszej przyszłości, sami zdecydujemy się na podróż życia. Wśród odwiedzonych przez nią państw znalazły się: Indonezja, Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone i Meksyk. To wystarczający powód, by sięgnąć po tę książkę, nie tylko dla miłośników podróży, lecz także dla tych, którzy pragną zmienić coś w swoim życiu i ruszyć w nieznane. Czyta się ją świetnie. To opowieść nie tylko o miejscach, ale przede wszystkim o kulturze, religii i codzienności, także tej związanej z lokalną kuchnią oraz o dzikiej przyrodzie, z którą autorka obcowała na każdym kroku. Dodam jeszcze, że miłośnicy audiobooków będą zachwyceni interpretacją Anny Moskal. Dlaczego o tym wspominam? Część książki „przeczytałem” właśnie w ten sposób, w drodze do pracy, podczas kilkunasto- czy kilkudziesięciominutowych spacerów. To nowe, ale bardzo dobre doświadczenie. Polecam serdecznie.
BibliotekarzOchota - awatar BibliotekarzOchota
oceniła na101 miesiąc temu
Boliwia. Narzeczona, więzienie i cudze wesele Paweł Wilk
Boliwia. Narzeczona, więzienie i cudze wesele
Paweł Wilk
Wydawać by się mogło, że rzeczywistość tego kraju jest nam już znana, a jednak okazuje się, że kierując się w głąb kultury lokalnej społeczności można wiele napisać. Opowieści zebrane z doświadczenia autora i przeżytej przygody wprowadzają Czytelnika w prawdziwe realia niecodziennych sytuacji. Choć zabrakło podpisów do zdjęć co sprawia Czytelnikowi nieczęsto wielką zagadkę to język literacki jest iście artystyczny. Bardzo miłe spotkanie z prawdziwą polską literaturą to już rzadkość. Wilk powziął sobie ciekawy cel, do którego dążył z pełną determinacją i cierpliwością zakończenia misji. Projekt, teoretycznie wybrany przypadkowo zupełnie inaczej, nowocześnie i zgodnie z obecnymi trendami pokazuje lokalną kulturę i codzienne życie Boliwijczyków. Odsłania obrazy na co dzień niezauważalne, uwalnia interesujący obraz rzeczywistości. Język prosty, jasny, wyraźny o wysokim poziomie solidnego bogatego, pięknego słownictwa. Nie bez powodu Biblioteka Poznaj Świat pod okiem Wojciecha Cejrowskiego dobiera starannie lektury stawiając na jakość, a nie na ilość. Dobór tematyki, wybrane przeżycia zamiast nudnej opowieści o podróży, gdzie większość ma budować własne ego autora w dążeniu do bycia celebrytą. Pewna doza świetnie dobranego komentarza czy żartu sprawia radość czytania. Dobra opowieść ujęta w kwintesencję wyczarowanego skrótu, ubrana w krótkie proste zdania o wielkiej mocy przekazu. Może być przykładem dla tych, którzy piszą lub chcą pisać. Czapki z głów! Iście wysoce oratorski poziom! Miód, przyjemność i uczta dla Czytelnika. Agata Kosmalska, Dookoła Świata
Aga - awatar Aga
oceniła na72 lata temu
Nie mieszkam w igloo Adam Jarniewski
Nie mieszkam w igloo
Adam Jarniewski
Adama Jarniewskiego obserwuję od lat na instagramie, gdzie wrzuca piękne zdjęcia z Grenlandii. Od dłuższego czasu też chodziła za mną jego książka o tej wyspie, aż w końcu zabrałam się za lekturę. Nie zaprzeczę, z pewnymi obawami, bo już niejednokrotnie "przejechałam się" na książkach blogerów, napisanych tak, jakby był to kolejny - tym razem nieco dłuższy - wpis na blogu. Nieco podobnie było z "Nie mieszkam w igloo", jednak Jarniewski uporządkował swoją książkę w miarę składną całość - będącą jego historią wyprowadzki na Grenlandię i życia tam. Owszem, wiele rozdziałów nie jest ze sobą powiązanych ani ułożonych chronologicznie, inne idealnie pasują do blogowych ciekawostek, ale całość czytało się całkiem przyjemnie :). Autor mieszka na Grenlandii już od kilkunastu lat, "Nie mieszkam w igloo" to książka powstała po dziesięciu latach spędzonych na wyspie. Jarniewski przeprowadził się na Grenlandię do swojej ciężarnej dziewczyny i dzięki jej pomocy mógł dość szybko i w miarę bezboleśnie poznać ten - tak inny od polskiego - świat. Długie zimy, polowania, mieszanka języków, lokalne tradycje... Sporo tu fajnych ciekawostek, a do tego - co uwielbiałam już na instagramie, więc musiało spodobać mi się też w książce - wiele pięknych zdjęć ukazujących surowe piękno grenlandzkich krajobrazów. "Nie mieszkam w igloo" to przyjemna i ciekawa lektura, przybliżająca czytelnikowi życie codzienne na jednej z najbardziej interesujących wysp na świecie ;).
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na62 lata temu
Po kręgosłupie Europy. Rowerem z Paryża do Santiago de Compostela Dariusz Lipiński
Po kręgosłupie Europy. Rowerem z Paryża do Santiago de Compostela
Dariusz Lipiński
"Przygotowując się do naszej wyprawy, przeczytałem gdzieś, że święty Jakub lubi płatać psoty pielgrzymom zmierzającym do jego grobu w Santiago de Compostela." Kilka lat temu oglądałam film o pielgrzymkach do Santiago de Compostela, które znane są niemal wszystkim chrześcijanom, a gdy trafiłam przypadkiem na tę książkę w bibliotece postanowiłam ją przeczytać. Sugerując się tytułem można sądzić, że będzie to tylko przewodnik i relacja z trasy rowerowej z Paryża do Santiago de Compostela. I chociaż oczywiście jest tu przedstawiona cała pokonana trasa, lecz przedstawiona w bardzo ciekawy sposób. Dariuszowi Lipińskiemu po sześćdziesiątce wpadł do głowy taki właśnie pomysł rowerowej jakby wycieczki. Postanowił namówić na tę wyprawę swojego syna i po wielu przygotowaniach pomysł stał się faktem. Taka wyprawa rowerowa nie jest prostym zadaniem zwłaszcza, gdy w planie mieli robić około 100 km dziennie a w dodatku w upale i w górach. Nie każdy dałby radę podołać takiemu wyzwaniu. "Jadę pierwszy, Tomek za mną. Droga jest monotonna: górka, dołek, górka, dołek, po horyzont, a za ostatnią górką znów dołek, górka, dołek, górka..." Książka napisana bardzo ciekawie, wciąga czytelnika na trasę przejazdów i oglądając załączone piękne fotografie, można jakby wirtualnie odbywać tę podróż razem z nimi. Autor umieścił w nie bardzo dużo własnych przemyśleń, wspomnień, żartów oraz ciekawostek o tych miejscach Europy, przez które przejeżdżali rowerami. Przez siedemnaście dni przemierzamy trasę z Paryża do Hiszpanii i możemy dzięki autorowi poznać niezwykłe miejsca, o których bardzo rzadko się mówi. Nie są bowiem tak znane powszechnie jak tradycyjne miasta turystyczne. Pan Dariusz Lipiński bardzo dobrze przygotował się na tę wyprawę, gdyż poznał historię tych miejsc, które mijamy razem z nim w tej publikacji. Chciałoby się aż zobaczyć to na własne oczy i przeżyć taką wyprawę..., mozna powiedzieć, że autor chce nas skusić na taką lub podobną podróż. "Camino znaczy droga, szlak. Camino de Santiago to Droga do Santiago. Aby ją przebyć - dotyczy to zresztą każdej drogi - i dotrzeć do celu, nie można z niej zbaczać ani marnować czasu pod groźbą niedotarcia na miejsce przeznaczenia." Książkę czyta się bardzo szybko, nie zanudza, a barwne fotografie z pięknych miejsc umilają nam czas. W sumie, to można powiedzieć, że warto poznać inne oblicze Europy, to mniej znane...
Myszka - awatar Myszka
oceniła na84 lata temu
Chile południowe. Tysiąc niespokojnych wysp Magdalena Bartczak
Chile południowe. Tysiąc niespokojnych wysp
Magdalena Bartczak
(2019) „[…] bezkresne, mityczne południe, określane po hiszpański słowem sur*, to przyroda i właśnie (a może przede wszystkim) fascynująca opowieść. Opowieść o odchodzeniu lub umieraniu jednych światów oraz przetrwaniu i pozostawaniu innych. Poniższy zbiór reportaży poświęconych chilijskiemu południu jest próbą uchwycenia i przybliżenia polskiemu czytelnikowi owej opowieści. Podróżując w mojej książce po kolejnych znaczących obszarach tego terytorium, staram się przyglądać dawnym bądź współczesnym losom ich mieszkańców i zwykle omijam zakątki popularne wśród turystów. Postanowiłam skupić się na tym, co wydało mi się dla (mikro)historii oraz samego Chile najważniejsze: na ludzkich dramatach, mniejszych lub większych katastrofach, prywatnych rewolucjach, społecznych niepokojach, powracających problemach. Niektóre z nich mają lokalną specyfikę, inne wydają się typowe nie tylko dla południowych regionów, lecz również dla całego kraju w ogóle. Wiele z nich odsłania to, co wydaje się w największym stopniu charakteryzować dzisiejsze Chile, zawieszone pomiędzy subtelnym, poetyckim pięknem i burzliwą, często bardzo ponurą przeszłością. Zdaje sobie sprawę, że w tym długim i wąskim państwie, wrzuconym na kres Ameryki Południowej, wiele jest jeszcze do odkrycia i opisania. Moje teksty stanowią tylko zalążek możliwych odkryć oraz prywatną propozycję odczytania duchowej i kulturowej mapy tego kraju” (str. 6-7). „Mówiąc o Araukanii, mówimy oczywiście tylko o jednym z wielu sures, czyli jednym z wielu rodzajów południa. Każde południe jest inne i ma swoją specyfikę. Araukania czy okolice rzeki Bío Bío są przecież zupełnie różne od północnej Patagonii; z kolei północna, deszczowa i zielona Patagonia to coś zupełnie innego niż jej wrogi, południowy, antarktyczny kraniec. Chiloé jest osobnym mikroświatem samo w sobie. Lodowiec i fiordy kompletnie różnią się od zielonych, oswojonych przez człowieka pól i łąk. Trudno więc znaleźć to jedno, jedyne południe – jego ziemia wszędzie pachnie i wygląda inaczej” (str. 153). Wraz z autorką** przemieszczamy się w dół mapy, z każdym rozdziałem niżej: od Concepción – capital del sur (stolicy południa) – przez Araukanię, wyspę Chiloé i sąsiednie archipelagi, a potem dalej, Carretera Austral i bezdrożami Patagonii, aż do Cieśniny Magellana, Ziemi Ognistej i Puerto Williams – miasteczka na krańcu świata (a im dalej od stolicy, tym prowincje większe, dziksze i bardziej wyludnione)***. Wedle klasyfikacji samej autorki, tekst ma charakter reportersko-eseistyczny****. Jest książkowym debiutem, owocem głębokiego zainteresowania Chile, jego historią, przyrodą i kulturą. O ukochanym południu, pisze językiem przystępnym i przyjaznym, empatycznie i z wyczuciem; przekazuje podstawowe informacje, a miejscami również nieoczywiste niuanse. Z konieczności, z uwagi na dość duży obszar, obejmujący kilka stref klimatycznych, nigdzie nie zatrzymujemy się na dłużej. W kilku miejscach autorka się pogubiła, robiąc drobne błędy narracyjne, które najwyraźniej umknęły redakcji; razem z wpadkami mniejszego kalibru i pewnymi nieścisłościami oraz błędami rzeczowymi – szpecą ogólnie dopracowany, udany tekst. Warto przeczytać, o sur, sures i sureños, szczególnie jeśli Chile kojarzy się nam głównie z Pinochetem, wojną o Pacyfik czy pustynią Atakama, a poza tym wiemy o nim niewiele (6.5-7/10). __________________________ * Chile południowe – wedle ram książki jego dolna połowa, ciągnie się od ok. 35° szerokości geograficznej południowej do krańców kontynentu, chilijskiej Patagonii. Gdyby odwrócić mapę południowego Chile i nałożyć na kontur Europy, przylądek Horn byłby na szerokości geograficznej Edynburga, a Concepción Gibraltaru (lub Syrakuz i Kopenhagi, albo Kłajpedy i krańców Peloponezu). Od Concepción, lotem wrony wzdłuż wybrzeża aż do przylądku Horn, jest przeszło 2200 km, to jak z Warszawy do Algieru albo Erewania. (Wedle poniższego podziału, zona sur ma swój początek na południe od rzeki Bío Bío: https://en.wikipedia.org/wiki/Zona_Sur; https://en.wikipedia.org/wiki/Zona_Austral). ** Magdalena Bartczak przebywa w Chile od 2015. *** Z naszej perspektywy, mieszkańców półkuli północnej, im dalej na południe tym cieplej. W Chile jest odwrotnie. W kontraście do pustynnej północy, południe jest bardzo zielone, a jednocześnie pochmurne i deszczowe. **** https://pocztowkizpoludnia.com/mojaksiazk/ (strona prywatna Magdaleny Bartczak). • Reportaż „[…] o chilijskim południu – jego tysiącach niespokojnych wysp, surowym powietrzu, wieńczących wybrzeża latarniach morskich i kamiennej twardości tutejszej ziemi” (str. 189). W tym fragmencie, autorka odnosi się do wysp w sensie geograficznym, niezliczonych szczytów podmorskich wzniesień u wybrzeży Patagonii, ale jak sugeruje na str. 153, tytuł dotyczy także dziesiątek odizolowanych, odciętych regionów – pseudowysp – z których każdy jest osobną, odmienną enklawą, z własną przyrodą, klimatem i ludzkimi losami. • „[…] obraz samych siebie, jaki stworzyliśmy, wciąż jest kompletnie inny od tego, jacy jesteśmy naprawdę” (str. 107). Wiele narodów ma z tym problem. Są więźniami własnej narracji, i nie inaczej jest nad Wisłą. • BONUS AUDIO-VIDEO: Brzmienie Świata z lotu Drozda: #38 - O trzęsieniach ziemi i nowym otwarciu w Chile (występuje: Magdalena Bartczak) [2021] (Dzięki tej audycji – odsłuchanej już lata temu – dowiedziałem się o książce). https://www.youtube.com/watch?v=d3SXQhSvwDs On route 7 into the heart of Patagonia | DW Documentary [2019] (Reportaż zawiera te same elementy – miejsca i historie – przedstawiane w książce). https://www.youtube.com/watch?v=wMPf231zDdw • UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. I z 2019): Str. 28 – 150 rocznica „odzyskania niepodległości” przez Chile w 1960? „W 1810 roku wybuchło powstanie antyhiszpańskie. W 1818 roku Chile stała się niezależną republiką” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Chile). 1810 jest datą symboliczną. Jednak w przeciwieństwie do Polski Chile nie musiało niczego „odzyskiwać”, ono musiało swoją niepodległość dopiero u z y s k a ć, wcześniej jej nie miało: okolice Santiago, centrum dzisiejszego Chile, były częścią hiszpańskich kolonii, a konkretnie Wicekrólestwa Peru. Str. 126 to samo – „odzyskaniem” (uzyskaniem). Str. 74 – klasycyzmu (de facto neoklasycyzmu); str. 109 – przypominającymi (symbolizującymi?). Str. 115 – „Dziś, w prawie osiemnastomilionowym Chile, żyje mniej więcej półtora miliona osób o mapuczańskich korzeniach, w tym około sześciuset tysięcy »czystej krwi« Mapuczy. Według oficjalnych szacunków jest to więc 4,5 procent chilijskiej populacji i mniej więcej 88 procent chilijskiej ludności indígenas” – 1,5 mln nie stanowi 4,5% z 18 mln (!); 18 000 000 x 0,045 = 810 000 (do 1,5 mln trochę brakuje!) [4.5% z 18 000 000 populacji to 810 000]. Około 9-10% populacji Chile identyfikuje się jako Mapucze (1,7-1,8 mln) [Dane z 2017 r. i szacunki z 2024 r.]. Natomiast według badań genetycznych, krew Mapuczy ma płynąć nawet u 25% chilijskiego społeczeństwa. Str. 142 – zimowa równonoc w czerwcu? (to półkula południowa, i kiedy na północy jest zima, na południu mamy lato, ale może lepiej napisać o czerwcowej równonocy, bo równonoc jest tylko jesienna i wiosenna [?]); str. 158 – „Chiloé jest więc w istocie miejscem wydartym oceanowi […]” – jest to pogórze Andów oblane wodami Pacyfiku po zakończeniu epoki lodowcowej lub jeszcze wcześniej, nic tu nie trzeba było morzu wydzierać (to zdanie brzmi tak, jakby to był jakiś polder); str. 180 – autorka wymienia „kaszaloty, walenie, płetwale błękitne i humbaki” – tak się składa, że kaszaloty, płetwale i humbaki to właśnie walenie, autorka ma zapewne na myśli konkretny gatunek – walenia południowego (Eubalaena australis); str. 197 – „gdy okolica zostaje całkowicie wyeksploatowana i nie ma już czego niszczyć – hodowla [łososi] po prostu przenosi się w inne miejsce” – rzeczone hodowle to rodzaj ogromnych, zatopionych klatek, które zanieczyszczają okolicę (resztki karmy, antybiotyki, odchody) ale jej nie eksploatują, wykorzystują jedynie zajmowany obszar, tym samym zabierając przestrzeń lokalnym gatunkom. Wklejka II – „Dalekie południe było kiedyś określane jako Terra Australis Incognita (Nieznany Południowy Ląd) – koniec świata, pełen surowych i mrocznych krajobrazów” – namiastką tego antycypowanego, rozległego kontynentu okazała się Antarktyda. Cieśnina Wszystkich Świętych, nazwana później na cześć Magellana, musiała być w jego oczach przesmykiem między Ameryką Południową a domniemaną Terra Australis (https://pl.wikipedia.org/wiki/Terra_Australis#/media/Plik:Mercator_World_Map.jpg),jej przybrzeżnym archipelagiem lub półwyspem (!). Gdyby w 1520 Magellan wiedział o bezmiarze wód tuż za Tierra del Fuego – z czasem ochrzczonym Cieśniną Drake’a – zapewne nie pchałby w labirynt wysp Patagonii. („[Cieśnina] Nazwana na cześć Francisa Drake’a który, choć opłynął Amerykę Południową przez Cieśninę Magellana w 1578, został następnie zepchnięty przez sztorm na południe na wody cieśniny. Drake prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, że tworzy ona przejście dookoła kontynentu. Pierwszego udokumentowanego przepłynięcia dokonał statek Eendracht kapitana Willema Corneliszoona Schoutena w 1616”, https://pl.wikipedia.org/wiki/Cie%C5%9Bnina_Drake%E2%80%99a). Str. 313 – „To miejsce było kiedyś znane światu jako Terra Australis Incognita – kraniec świata […]. Postrzegano je jako »antyziemię« […]” – nie jest to obraz pełny. Po wyprawie Magellana, sytuacja południowych krańców Patagonii była zbliżona do wczesnego postrzegania wysp Nowej Zelandii (odkrytej dla Europy w 1642),która mogła być zarówno archipelagiem jak i rozległym półwyspem Terra Australis. (Dopiero Cook, podczas swoich poszukiwań legendarnego kontynentu, dowiódł jej faktycznego statusu, w latach 1769-1770, a jednocześnie doszedł do przekonania, że Terra Australis w umiarkowanych szerokościach południowych to mrzonka). Czytałem w ’23 dwie biografie Magellana: Zweiga z 1938 i Bergreena z 2003. Żaden z autorów nie mówi czytelnikowi jak Magellan faktycznie postrzegał cieśninę swojego imienia, i że nie miał pojęcia o możliwości opłynięcia kontynentu od strony przylądka Horn (!). Zweig idzie jeszcze dalej, informując czytelnika, że Magellan postawił sobie za cel opłynięcie kuli ziemskiej (!). (Wyprawa miała charakter merkantylny, gdyby nie handel przyprawami, nikt w Europie nie zawracałby sobie głowy ciepłymi krajami i biciem rekordów. Marynarze wrócili do domu przez Ocean Indyjski, bo nikt, a zwłaszcza sam kapitan generalny, nie spodziewał się takiego bezmiaru wód Pacyfiku). Str. 324 – „[…] w całym Chile żyje nie więcej niż czternaście tysięcy mieszkańców pochodzenia semickiego. Znacznie liczniejsza […] jest za to mniejszość palestyńska, oceniana na ponad pół miliona”. Palestyńczycy to również Semici (wywodzą się od lokalnych, zislamizowanych Żydów i sąsiednich nacji, ludności arabskiej która osiadła tu w VII wieku, oraz imigracji XIX-wiecznej z Egiptu, Algierii i innych państw muzułmańskich). Str. 346 – „[…] wynik finału [Mistrzostw Świata ’78], w którym Argentyna mierzy się z Belgią i wygrywa 3:1” – w finalne Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 1978 gospodarze pokonali Holandię, nie Belgię. BŁĘDY NARRACYJNE I JĘZYKOWE: str. 69 – pojawia się Mario Cornego, pracownik kostnicy, dowiadujemy się o jego tragedii i zrealizowanej zemście, ale bez szczegółów, na kolejnej stronie historia jeszcze się rozwija, ale w połowie zostaje porzucona (po co autorka zaczęła tę opowieść, skoro nic z niej nie wynika, i nie jest nawet doprowadzona do końca?); str. 79 – jakiego marszu, skąd nagle marsz?; str. 243 – ich (je – konie); str. 256 – „Marynarze początkowo wzięli to miejsce [estuarium La Platy] za cieśninę która prowadzi za Ocean Spokojny. Okazało się jednak, że to tylko zatoka […]” 1) albo „za Atlantyk”, albo „na Ocean Spokojny” + 2) to nie zatoka, to ujście Parany i Urugwaju, ogromne estuarium (największe na świecie); str. 275 – „przynoszenie ofiar” (tj. trupów) brzmi dziwnie („dostarczanie ciał” pasuje bardziej, przynajmniej w tym kontekście),a może chodzi o „przynoszenie trofeów” (wcześnie była mowa o ucinaniu Indianom uszu)? +„Mc Lennon” x2 (McLennon?); str. 343 – omawiany jest incydent z 1967, potem zdarzeniu które rozegrało się dekadę później (1977?),następnie autorka informuje, że aby lepiej zrozumieć problem „należy cofnąć się jeszcze bardziej w przeszłość”… i pada rok 1973 (?) – nie mamy tutaj konsekwentnego zagłębiania się w odległą przeszłość, może wystarczyłoby napisać, że „trzeba cofnąć się do roku 1973”?; str. 351 – w namiotach koczują (tu: koczują w namiotach, odwrotnie); str. 360 – „Z najbardziej południowego miasteczka świata jest znacznie bliżej na Antarktydę niż do Santiago” – w kontekście wcześniejszych odległości, podawanych przy okazji odwiedzania innych miasteczek chilijskiej Patagonii, jest to dla czytelnika oczywiste, a fakt, że jest to stolica Antarktyki Chilijskiej, nie pozostawia co do tego wątpliwości (zdanie do skasowania; co ciekawe, mając na uwadze szerokość orograficzną Puerto Williams, to tak, jakby stolicą europejskiej Arktyki było Wilno); str. 379 – Ameryki Północnej (nie Południowej?) – Indianka sobie kpi… czy też jest to błąd?; str. 384 – „[…] w 2003 roku Ursula zmarła, dwa lata później odeszła Emelinda, a Babcia Cristina pozostała z nimi sama” – z „nimi” tj. wspomnianym wcześniej siedmiorgiem ostatnich Indian, jednak od tamtego miejsca do tego zdania minęło kilka linijek, i czytelnik może się zastanawiać czy nie powinno być „bez nich”.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na74 miesiące temu
Ogień i monsun. Indochiny z bliska Elżbieta Wnuk-Lisowska
Ogień i monsun. Indochiny z bliska
Elżbieta Wnuk-Lisowska Andrzej Lisowski
Państwa Lisowskch kojarzę z ciekawej ksiażki podróżniczej "Południki szczęcia". Tutaj powracają do kilku krajów, które kiedyś tworzyły Indochiny. Opowieśc okraszona pięknymi kolorowymi zdjęcia, które momentalnie wzbudzają zazdrość. Tak bardzo chciałabym to piękno zobaczyć w realu. Zaczynają od Monkey republic, choć podóżują w monsunowe miesiące. Spiekota ale i ulewne deszcze. Kamobodża i Sihanouville. Jak wszędzie, obserwują boom mieszkaniowy, rosnące ceny ziemi i nieruchomości. wiele dawnych oaz spokoju, miejsc pielgrzymek hippisów stało sie modnymi kurortami, gdzie ceny wrosły znacząco. krewetki prosto z patelni na plaży- nei da się oprzeć pokusie. Niestety dochodza ich wieści o totalnym pożarze mieskzania i smierci kilku kotów. PhnmPenh to także dalszy niefart- okradziono ich z pieniędzy i dokumentów. Elżbieta wspomina pierwszą wyprawę sprzed kilkunastu lat i bajeczne krajobrazy jawy. Siem reap -nalezy wstać skoro swit, by mieć Angkor Wat dla soebei. Należy zbaczać z utartych szlaków, by odnależć perełki w rodzaju Preah Khan). Piękne ornamenty. Wat Photharm - centrumnajlepszego mazsażu świata. Po Bangkoku najlepiej płynąc wodnym trawajem. Ożywcza sałatka z zielonej papai. Stare miasto, wielki pałac królewski. Ajutthai z słynna główą Buddy w konarach drzewa. W poszukiwaniu duchowości udajemy się z podóznikami podziwiać stupy, grebiemy w talizmanach, podziwiamy oczyszczające rytuały ognia. Popularny kot przynoszący szczęscie rodem z jJaponii, Maneki-neko to częsta ozdoba domó. Ośrodek osieroconych słoni,Luang Prabang ze złotą światyniąHoPha Bang, Wat Xieng Thong. Rejs po wodach Mekongu do Wietnamu. a tamSajgon , wodny teatr lalek, liczne spiralne kadzidła, smakowanie PHO, opera w Hanoi. Piękne rzeźby w świątyni Literatury. Stare Hoi An,które przed wyburzeniem ocalił szanowany Polak Kazimierz Kwiatkowski, ratował wazne zabytki kultury i sztuki. Kapiący od złota Złoty Trójkąt- niesamowita wizualna uczta.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na75 lat temu
Indonezja. Po drugiej stronie raju Anna Jaklewicz
Indonezja. Po drugiej stronie raju
Anna Jaklewicz
Autorka osoba tajemnicza, sprawiająca wrażenie nieśmiałej, bogatej w doświadczenia. Anna Jaklewicz to w jednym zdaniu skromna, zasadnicza młoda dama, która wie czego szuka i co chce osiągnąć. Na pytanie, dlaczego nie ma jeszcze publikacji o Sudanie, odpowiedziała: Szybciej napisałabym książkę "W grobie", niż o Sudanie, będąc tam jako archeolog. Anna Jaklewicz nie pisze o krajobrazach. W swoich książkach zawiera doświadczenia na podstawie prawdziwych wydarzeń, które przeżyła, zobaczyła i z pewnością przeżyła. Każdą publikację opatruje wiarygodnym źródłem. Jej najnowsza pozycja to świetna literatura faktu na oparta na twardej podwalinie naukowej - Indonezja - po drugiej stronie raju jest drugą książką autorki. Zostałam na dziewięć miesięcy, w samym sercu kraju: na Sulawesi i owianych legendami Wyspach Korzennych. (str. 5) Ania spędziła 9 miesięcy w regionie Moluki wysp indonezyjskich, przebywając z rdzennymi mieszkańcami zgromadziła ogromną wiedzę, która pozwoliła jej na stworzenie pozycji bogatej literatury. Indonezja, jak pisze autorka, to jeden z najbardziej zróżnicowanych krajów świata. Położona na siedemnastu tysiącach wysp jest wielokulturowym zlepkiem zamieszkałym przez trzysta grup etnicznych. Zrozumienie tego kraju to wyzwanie. Przy niej Polska to kulturowy monolit. (str. 47) Czym jest piata płeć? Bissu nie mogą zawierać małżeństw. Muszą być czyści, czyli wolni od relacji seksualnych. Są szamanami - bo do szamana w Indonezji chodzą niemal wszyscy, bez względu na wyznanie, przynależność etniczną, wiek czy płeć. Szaman łączy funkcję lekarza, spowiednika, przewodnika duchowego, uzdrowiciela i doradcy. (str.25) Książka jest niezwykle ciekawa wciągająca czytelnika w życie wymieszanych społeczności wysp indonezyjskich. Poznajemy prawdziwość wierzeń i tradycji poszczególnych plemion. Jak żyli kiedyś i jak żyją dzisiaj. Autorka znalazła się w miejscach niezwykle szczególnych. Wydawać by się mogło - tak bardzo odizolowanych od świata, że aż trudno dać wiarę prawdzie. Jaklewicz jednak podejmuje sie opisania obrzędów i tradycji, w których uczestniczyła, przyglądała się im i została w nie wprowadzona przez lokalną społeczność. Życie morskich Cyganów czy tez trzeciej płci, na bazie spędzonego z nimi czasu, życia pośród nich, dodając naukowe podstawy tego egzystencjonalizmu. Dokładnym, dobrze zredagowanym opowieściom towarzyszą zdjęcia. Wiele ciekawostek, a raczej faktów różnych od dotychczasowej wiedzy o Indonezji znajdujemy w opisach, np dotyczących choroby morskiej, co wydawałoby się nie dosięgać ludzi zamieszkałych wyspy. Paradoksalnie choroba morska doskwiera większości Indonezyjczyków. Mimo, że żyją na wyspach, źle znoszą morskie podróże, a stosunkowo niewielu umie pływać. (str. 133). Z książki dowiadujemy się historycznej prawdy, której nie uczono nas w szkołach, a o oprawcach nigdy nie mówiono źle. Plemiona wysp Banda, których tereny zajęli Holendrzy stawili czoła najeźdźcom. W odwecie i zemście Holendrzy: jako pierwszych zgładzili domniemanych inicjatorów spisku. Odcięli im głowy, a ciała poćwiartowali. W sumie zgładzono 44 mężczyzn. Potem, ku przestrodze, ich głowy i poćwiartowane zwłoki zatknięto na pale i wystawiono na publiczny widok. Również na sąsiednich wyspach holenderskie oddziały podpalały wsie i mordowały mieszkańców. Ocalałych brano jako jeńców i sprzedawano jako niewolników. Ci co ocaleli umierali z głodu, wycieńczenia, chorób. (str. 144) W tamtym czasie populacja Wysp Banda z 15 tysięcy zmniejszyła się do ok. tysiąca. Zginęli zamordowani w bestialski sposób. Autorka również opisuje pracę misjonarzy, tradycje pogrzebowe, najważniejsze dla rodziny, o biedzie i bogactwie, o kolonizacji i wolności. Ogromna wiedza przekazana z lekkim opisem jest jedną z najlepszych książek o tamtej stronie świata. Opowieść o historii Wysp Korzennych, ich kolonizacji, gałce muszkatołowej i goździkach, morskich Cyganach, plemionach, Wana, Torajach, ludziach - rybach i ludziach lasu pozostawia pamięć i wyzwala prośbę - Aniu, napisz coś więcej... Książka należy do tych, które trudno odłożyć na półkę, jeszcze trudniej zapomnieć, że gdzieś daleko od Europy toczy się życie jak z fantazji. Nie zawsze szczęśliwe i bogate, ale jakże odmienne, a ludzie potrafią przywoływać uśmiech i radość. Spędzenie kilku miesięcy na wyspach regionu Moluki to trudno wyzwanie, wmieszanie się w lokalną społeczność - jeszcze trudniejsze, a zjednanie sobie dusz, tak odległych mentalnie i zaprzyjaźnić się z nimi to odniesiony wielki sukces autorki. Świetny język pisarski i wprowadzony jasny opis rzeczywistości wciąga czytelnika, a jednocześnie pozwala na zrozumienie pewnych inności z drugiego końca świata. Agata Kosmalska, Dookoła Świata
Aga - awatar Aga
oceniła na102 lata temu

Cytaty z książki NAMIBIA. Przez pustynię i busz

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki NAMIBIA. Przez pustynię i busz