Chile południowe. Tysiąc niespokojnych wysp
(2019)
„[…] bezkresne, mityczne południe, określane po hiszpański słowem sur*, to przyroda i właśnie (a może przede wszystkim) fascynująca opowieść. Opowieść o odchodzeniu lub umieraniu jednych światów oraz przetrwaniu i pozostawaniu innych.
Poniższy zbiór reportaży poświęconych chilijskiemu południu jest próbą uchwycenia i przybliżenia polskiemu czytelnikowi owej opowieści. Podróżując w mojej książce po kolejnych znaczących obszarach tego terytorium, staram się przyglądać dawnym bądź współczesnym losom ich mieszkańców i zwykle omijam zakątki popularne wśród turystów. Postanowiłam skupić się na tym, co wydało mi się dla (mikro)historii oraz samego Chile najważniejsze: na ludzkich dramatach, mniejszych lub większych katastrofach, prywatnych rewolucjach, społecznych niepokojach, powracających problemach. Niektóre z nich mają lokalną specyfikę, inne wydają się typowe nie tylko dla południowych regionów, lecz również dla całego kraju w ogóle. Wiele z nich odsłania to, co wydaje się w największym stopniu charakteryzować dzisiejsze Chile, zawieszone pomiędzy subtelnym, poetyckim pięknem i burzliwą, często bardzo ponurą przeszłością.
Zdaje sobie sprawę, że w tym długim i wąskim państwie, wrzuconym na kres Ameryki Południowej, wiele jest jeszcze do odkrycia i opisania. Moje teksty stanowią tylko zalążek możliwych odkryć oraz prywatną propozycję odczytania duchowej i kulturowej mapy tego kraju” (str. 6-7).
„Mówiąc o Araukanii, mówimy oczywiście tylko o jednym z wielu sures, czyli jednym z wielu rodzajów południa. Każde południe jest inne i ma swoją specyfikę. Araukania czy okolice rzeki Bío Bío są przecież zupełnie różne od północnej Patagonii; z kolei północna, deszczowa i zielona Patagonia to coś zupełnie innego niż jej wrogi, południowy, antarktyczny kraniec. Chiloé jest osobnym mikroświatem samo w sobie. Lodowiec i fiordy kompletnie różnią się od zielonych, oswojonych przez człowieka pól i łąk. Trudno więc znaleźć to jedno, jedyne południe – jego ziemia wszędzie pachnie i wygląda inaczej” (str. 153).
Wraz z autorką** przemieszczamy się w dół mapy, z każdym rozdziałem niżej: od Concepción – capital del sur (stolicy południa) – przez Araukanię, wyspę Chiloé i sąsiednie archipelagi, a potem dalej, Carretera Austral i bezdrożami Patagonii, aż do Cieśniny Magellana, Ziemi Ognistej i Puerto Williams – miasteczka na krańcu świata (a im dalej od stolicy, tym prowincje większe, dziksze i bardziej wyludnione)***.
Wedle klasyfikacji samej autorki, tekst ma charakter reportersko-eseistyczny****. Jest książkowym debiutem, owocem głębokiego zainteresowania Chile, jego historią, przyrodą i kulturą.
O ukochanym południu, pisze językiem przystępnym i przyjaznym, empatycznie i z wyczuciem; przekazuje podstawowe informacje, a miejscami również nieoczywiste niuanse. Z konieczności, z uwagi na dość duży obszar, obejmujący kilka stref klimatycznych, nigdzie nie zatrzymujemy się na dłużej.
W kilku miejscach autorka się pogubiła, robiąc drobne błędy narracyjne, które najwyraźniej umknęły redakcji; razem z wpadkami mniejszego kalibru i pewnymi nieścisłościami oraz błędami rzeczowymi – szpecą ogólnie dopracowany, udany tekst. Warto przeczytać, o sur, sures i sureños, szczególnie jeśli Chile kojarzy się nam głównie z Pinochetem, wojną o Pacyfik czy pustynią Atakama, a poza tym wiemy o nim niewiele (6.5-7/10).
__________________________
* Chile południowe – wedle ram książki jego dolna połowa, ciągnie się od ok. 35° szerokości geograficznej południowej do krańców kontynentu, chilijskiej Patagonii. Gdyby odwrócić mapę południowego Chile i nałożyć na kontur Europy, przylądek Horn byłby na szerokości geograficznej Edynburga, a Concepción Gibraltaru (lub Syrakuz i Kopenhagi, albo Kłajpedy i krańców Peloponezu). Od Concepción, lotem wrony wzdłuż wybrzeża aż do przylądku Horn, jest przeszło 2200 km, to jak z Warszawy do Algieru albo Erewania.
(Wedle poniższego podziału, zona sur ma swój początek na południe od rzeki Bío Bío: https://en.wikipedia.org/wiki/Zona_Sur; https://en.wikipedia.org/wiki/Zona_Austral).
** Magdalena Bartczak przebywa w Chile od 2015.
*** Z naszej perspektywy, mieszkańców półkuli północnej, im dalej na południe tym cieplej. W Chile jest odwrotnie. W kontraście do pustynnej północy, południe jest bardzo zielone, a jednocześnie pochmurne i deszczowe.
**** https://pocztowkizpoludnia.com/mojaksiazk/ (strona prywatna Magdaleny Bartczak).
•
Reportaż „[…] o chilijskim południu – jego tysiącach niespokojnych wysp, surowym powietrzu, wieńczących wybrzeża latarniach morskich i kamiennej twardości tutejszej ziemi” (str. 189). W tym fragmencie, autorka odnosi się do wysp w sensie geograficznym, niezliczonych szczytów podmorskich wzniesień u wybrzeży Patagonii, ale jak sugeruje na str. 153, tytuł dotyczy także dziesiątek odizolowanych, odciętych regionów – pseudowysp – z których każdy jest osobną, odmienną enklawą, z własną przyrodą, klimatem i ludzkimi losami.
•
„[…] obraz samych siebie, jaki stworzyliśmy, wciąż jest kompletnie inny od tego, jacy jesteśmy naprawdę” (str. 107). Wiele narodów ma z tym problem. Są więźniami własnej narracji, i nie inaczej jest nad Wisłą.
•
BONUS AUDIO-VIDEO:
Brzmienie Świata z lotu Drozda: #38 - O trzęsieniach ziemi i nowym otwarciu w Chile (występuje: Magdalena Bartczak) [2021]
(Dzięki tej audycji – odsłuchanej już lata temu – dowiedziałem się o książce).
https://www.youtube.com/watch?v=d3SXQhSvwDs
On route 7 into the heart of Patagonia | DW Documentary [2019]
(Reportaż zawiera te same elementy – miejsca i historie – przedstawiane w książce).
https://www.youtube.com/watch?v=wMPf231zDdw
•
UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. I z 2019):
Str. 28 – 150 rocznica „odzyskania niepodległości” przez Chile w 1960? „W 1810 roku wybuchło powstanie antyhiszpańskie. W 1818 roku Chile stała się niezależną republiką” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Chile). 1810 jest datą symboliczną. Jednak w przeciwieństwie do Polski Chile nie musiało niczego „odzyskiwać”, ono musiało swoją niepodległość dopiero u z y s k a ć, wcześniej jej nie miało: okolice Santiago, centrum dzisiejszego Chile, były częścią hiszpańskich kolonii, a konkretnie Wicekrólestwa Peru. Str. 126 to samo – „odzyskaniem” (uzyskaniem).
Str. 74 – klasycyzmu (de facto neoklasycyzmu); str. 109 – przypominającymi (symbolizującymi?).
Str. 115 – „Dziś, w prawie osiemnastomilionowym Chile, żyje mniej więcej półtora miliona osób o mapuczańskich korzeniach, w tym około sześciuset tysięcy »czystej krwi« Mapuczy. Według oficjalnych szacunków jest to więc 4,5 procent chilijskiej populacji i mniej więcej 88 procent chilijskiej ludności indígenas” – 1,5 mln nie stanowi 4,5% z 18 mln (!); 18 000 000 x 0,045 = 810 000 (do 1,5 mln trochę brakuje!) [4.5% z 18 000 000 populacji to 810 000]. Około 9-10% populacji Chile identyfikuje się jako Mapucze (1,7-1,8 mln) [Dane z 2017 r. i szacunki z 2024 r.]. Natomiast według badań genetycznych, krew Mapuczy ma płynąć nawet u 25% chilijskiego społeczeństwa.
Str. 142 – zimowa równonoc w czerwcu? (to półkula południowa, i kiedy na północy jest zima, na południu mamy lato, ale może lepiej napisać o czerwcowej równonocy, bo równonoc jest tylko jesienna i wiosenna [?]); str. 158 – „Chiloé jest więc w istocie miejscem wydartym oceanowi […]” – jest to pogórze Andów oblane wodami Pacyfiku po zakończeniu epoki lodowcowej lub jeszcze wcześniej, nic tu nie trzeba było morzu wydzierać (to zdanie brzmi tak, jakby to był jakiś polder); str. 180 – autorka wymienia „kaszaloty, walenie, płetwale błękitne i humbaki” – tak się składa, że kaszaloty, płetwale i humbaki to właśnie walenie, autorka ma zapewne na myśli konkretny gatunek – walenia południowego (Eubalaena australis); str. 197 – „gdy okolica zostaje całkowicie wyeksploatowana i nie ma już czego niszczyć – hodowla [łososi] po prostu przenosi się w inne miejsce” – rzeczone hodowle to rodzaj ogromnych, zatopionych klatek, które zanieczyszczają okolicę (resztki karmy, antybiotyki, odchody) ale jej nie eksploatują, wykorzystują jedynie zajmowany obszar, tym samym zabierając przestrzeń lokalnym gatunkom.
Wklejka II – „Dalekie południe było kiedyś określane jako Terra Australis Incognita (Nieznany Południowy Ląd) – koniec świata, pełen surowych i mrocznych krajobrazów” – namiastką tego antycypowanego, rozległego kontynentu okazała się Antarktyda. Cieśnina Wszystkich Świętych, nazwana później na cześć Magellana, musiała być w jego oczach przesmykiem między Ameryką Południową a domniemaną Terra Australis (https://pl.wikipedia.org/wiki/Terra_Australis#/media/Plik:Mercator_World_Map.jpg),jej przybrzeżnym archipelagiem lub półwyspem (!). Gdyby w 1520 Magellan wiedział o bezmiarze wód tuż za Tierra del Fuego – z czasem ochrzczonym Cieśniną Drake’a – zapewne nie pchałby w labirynt wysp Patagonii. („[Cieśnina] Nazwana na cześć Francisa Drake’a który, choć opłynął Amerykę Południową przez Cieśninę Magellana w 1578, został następnie zepchnięty przez sztorm na południe na wody cieśniny. Drake prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, że tworzy ona przejście dookoła kontynentu. Pierwszego udokumentowanego przepłynięcia dokonał statek Eendracht kapitana Willema Corneliszoona Schoutena w 1616”, https://pl.wikipedia.org/wiki/Cie%C5%9Bnina_Drake%E2%80%99a).
Str. 313 – „To miejsce było kiedyś znane światu jako Terra Australis Incognita – kraniec świata […]. Postrzegano je jako »antyziemię« […]” – nie jest to obraz pełny. Po wyprawie Magellana, sytuacja południowych krańców Patagonii była zbliżona do wczesnego postrzegania wysp Nowej Zelandii (odkrytej dla Europy w 1642),która mogła być zarówno archipelagiem jak i rozległym półwyspem Terra Australis. (Dopiero Cook, podczas swoich poszukiwań legendarnego kontynentu, dowiódł jej faktycznego statusu, w latach 1769-1770, a jednocześnie doszedł do przekonania, że Terra Australis w umiarkowanych szerokościach południowych to mrzonka).
Czytałem w ’23 dwie biografie Magellana: Zweiga z 1938 i Bergreena z 2003. Żaden z autorów nie mówi czytelnikowi jak Magellan faktycznie postrzegał cieśninę swojego imienia, i że nie miał pojęcia o możliwości opłynięcia kontynentu od strony przylądka Horn (!). Zweig idzie jeszcze dalej, informując czytelnika, że Magellan postawił sobie za cel opłynięcie kuli ziemskiej (!). (Wyprawa miała charakter merkantylny, gdyby nie handel przyprawami, nikt w Europie nie zawracałby sobie głowy ciepłymi krajami i biciem rekordów. Marynarze wrócili do domu przez Ocean Indyjski, bo nikt, a zwłaszcza sam kapitan generalny, nie spodziewał się takiego bezmiaru wód Pacyfiku).
Str. 324 – „[…] w całym Chile żyje nie więcej niż czternaście tysięcy mieszkańców pochodzenia semickiego. Znacznie liczniejsza […] jest za to mniejszość palestyńska, oceniana na ponad pół miliona”. Palestyńczycy to również Semici (wywodzą się od lokalnych, zislamizowanych Żydów i sąsiednich nacji, ludności arabskiej która osiadła tu w VII wieku, oraz imigracji XIX-wiecznej z Egiptu, Algierii i innych państw muzułmańskich).
Str. 346 – „[…] wynik finału [Mistrzostw Świata ’78], w którym Argentyna mierzy się z Belgią i wygrywa 3:1” – w finalne Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej 1978 gospodarze pokonali Holandię, nie Belgię.
BŁĘDY NARRACYJNE I JĘZYKOWE: str. 69 – pojawia się Mario Cornego, pracownik kostnicy, dowiadujemy się o jego tragedii i zrealizowanej zemście, ale bez szczegółów, na kolejnej stronie historia jeszcze się rozwija, ale w połowie zostaje porzucona (po co autorka zaczęła tę opowieść, skoro nic z niej nie wynika, i nie jest nawet doprowadzona do końca?); str. 79 – jakiego marszu, skąd nagle marsz?; str. 243 – ich (je – konie); str. 256 – „Marynarze początkowo wzięli to miejsce [estuarium La Platy] za cieśninę która prowadzi za Ocean Spokojny. Okazało się jednak, że to tylko zatoka […]” 1) albo „za Atlantyk”, albo „na Ocean Spokojny” + 2) to nie zatoka, to ujście Parany i Urugwaju, ogromne estuarium (największe na świecie); str. 275 – „przynoszenie ofiar” (tj. trupów) brzmi dziwnie („dostarczanie ciał” pasuje bardziej, przynajmniej w tym kontekście),a może chodzi o „przynoszenie trofeów” (wcześnie była mowa o ucinaniu Indianom uszu)? +„Mc Lennon” x2 (McLennon?); str. 343 – omawiany jest incydent z 1967, potem zdarzeniu które rozegrało się dekadę później (1977?),następnie autorka informuje, że aby lepiej zrozumieć problem „należy cofnąć się jeszcze bardziej w przeszłość”… i pada rok 1973 (?) – nie mamy tutaj konsekwentnego zagłębiania się w odległą przeszłość, może wystarczyłoby napisać, że „trzeba cofnąć się do roku 1973”?; str. 351 – w namiotach koczują (tu: koczują w namiotach, odwrotnie); str. 360 – „Z najbardziej południowego miasteczka świata jest znacznie bliżej na Antarktydę niż do Santiago” – w kontekście wcześniejszych odległości, podawanych przy okazji odwiedzania innych miasteczek chilijskiej Patagonii, jest to dla czytelnika oczywiste, a fakt, że jest to stolica Antarktyki Chilijskiej, nie pozostawia co do tego wątpliwości (zdanie do skasowania; co ciekawe, mając na uwadze szerokość orograficzną Puerto Williams, to tak, jakby stolicą europejskiej Arktyki było Wilno); str. 379 – Ameryki Północnej (nie Południowej?) – Indianka sobie kpi… czy też jest to błąd?; str. 384 – „[…] w 2003 roku Ursula zmarła, dwa lata później odeszła Emelinda, a Babcia Cristina pozostała z nimi sama” – z „nimi” tj. wspomnianym wcześniej siedmiorgiem ostatnich Indian, jednak od tamtego miejsca do tego zdania minęło kilka linijek, i czytelnik może się zastanawiać czy nie powinno być „bez nich”.
OPINIE i DYSKUSJE o książce NAMIBIA. Przez pustynię i busz
aż chce się tam pojechać
aż chce się tam pojechać
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNigdy dotychczas nie myślałam o Namibii. Nie nęciła mnie podróż do Afryki. A tu nagle książka o Namibii wylądowała w moim domu. Anna Kobus jest zafascynowana Afryka, w szczególności Namibią, to się czuje. Autorka opisuje ten kraj swoimi ścieżkami i okrasza te szlaki dodatkowo wiedzą historyczną, antropologiczną czy 'zwkłymi' ciekawostkami, anegdotkami. Całość zilustrowana jest pięknymi zdjęciami. Jednak do Namibii się w najbliższym czasie nie wybieram :)
Nigdy dotychczas nie myślałam o Namibii. Nie nęciła mnie podróż do Afryki. A tu nagle książka o Namibii wylądowała w moim domu. Anna Kobus jest zafascynowana Afryka, w szczególności Namibią, to się czuje. Autorka opisuje ten kraj swoimi ścieżkami i okrasza te szlaki dodatkowo wiedzą historyczną, antropologiczną czy 'zwkłymi' ciekawostkami, anegdotkami. Całość zilustrowana...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toInstrukcja zwiedzania Namibii
Instrukcja zwiedzania Namibii
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje kolejne spotkanie na gruncie afrykańskim ze znakomitymi podróżnikami Anną i Krzysztofem. I kolejna niezapomniana przygoda w Namibii, w kraju wciąż mało znanym. Tu przyroda wciąż rządzi się swoimi prawami a ludzie to maleńkie trybiki. I dobrze, bo dzięki temu możemy podziwiać Park Narodowy Etosza, Wybrzeże Szkieletowe czy kolonię uchatek Cape Cross.
A wszystko połączone z przepięknymi, nieszablonowymi zdjęciami, których nie spotkacie w żadnym folderze reklamowym. To fotografie prawdziwe i zachwycające.
Bardzo ciekawie prowadzona jest opowieść o tym kraju, świadczy o tym znajomość kraju, obyczajów, ludzi i o wielkim szacunku dla Namibijczyków.
Moje kolejne spotkanie na gruncie afrykańskim ze znakomitymi podróżnikami Anną i Krzysztofem. I kolejna niezapomniana przygoda w Namibii, w kraju wciąż mało znanym. Tu przyroda wciąż rządzi się swoimi prawami a ludzie to maleńkie trybiki. I dobrze, bo dzięki temu możemy podziwiać Park Narodowy Etosza, Wybrzeże Szkieletowe czy kolonię uchatek Cape Cross.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA wszystko połączone...