Wszystkie kwiaty Alice Hart

Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Wszystkie kwiaty Alice Hart autorstwa Holly Ringland
Holly Ringland Wydawnictwo: Marginesy Ekranizacje: Wszystkie kwiaty Alice Hart (2023) literatura piękna
416 str. 6 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Lost Flowers of Alice Hart
Data wydania:
2018-06-06
Data 1. wyd. pol.:
2018-06-06
Data 1. wydania:
2019-02-18
Liczba stron:
416
Czas czytania
6 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367859455
Tłumacz:
Ewa Penksyk-Kluczkowska
Ekranizacje:
Wszystkie kwiaty Alice Hart (2023)
Zniewalająca powieść, o tym, jak nas prześladują przemilczane historie – i o historiach, które sobie opowiadamy, aby przetrwać.

W rodzinnej tragedii dziewięcioletnia Alice Hart traci rodzinę, psa, dom, przestaje mówić. Trafia na położoną na odludziu farmę, gdzie jej babcia, o której istnieniu do tej pory nie miała pojęcia, uprawia australijskie kwiaty, przyjmuje pod swój dach kobiety szukające nowego początku i sama zmaga się z demonami przeszłości.

Dziewczynka uczy się mowy kwiatów, języka, który pomoże jej nazwać to, czego nie umiała dotąd ubrać słowami. Czyta książki, które są jej wielką miłością i powoli dochodzi do siebie. Dorasta, cierpliwie czekając, aż babcia opowie jej tragiczną historię rodziny. Zdradzona, ucieka na czarodziejską pustynię środkowej Australii, by rozpocząć samodzielne życie i znaleźć ukojenie. Niestety, zakochuje się w Dylanie, mężczyźnie wyjątkowo niebezpiecznym. Żeby uwolnić się z tego związku, musi zawrócić – poznać rodzinne tajemnice i odzyskać swoją przeszłość.

Wszystkie kwiaty Alice Hart to debiutancka powieść Holly Ringland, którą zachwycili się wydawcy na całym świecie – książka ukaże się w osiemnastu krajach.

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wszystkie kwiaty Alice Hart w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Wszystkie kwiaty Alice Hart i



2776
250
91

Opinia społeczności książki Wszystkie kwiaty Alice Harti



Książki 2203 Opinie 1006

Oceny książki Wszystkie kwiaty Alice Hart

Średnia ocen
7,3 / 10
1047 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Wszystkie kwiaty Alice Hart

avatar
105
19

Na półkach:

Jakoś mnie nie zachwyciła. Dużo przeskoków czasowych. Wątki nie są bardzo rozbudowane. Ok, ale raczej bez rewelacji.

Jakoś mnie nie zachwyciła. Dużo przeskoków czasowych. Wątki nie są bardzo rozbudowane. Ok, ale raczej bez rewelacji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
123
95

Na półkach: ,

Świetna książka opowiadająca historię 9-letniej Alice, która żyje w Australii nad oceanem z ukochaną mamą i ojcem, którego i kocha i się go boi. Na szczęście ma jeszcze również ukochanego psiego przyjaciela.
Później w wyniku tragedii, Alice trafia do środkowej Australii, gdzie mieszka z babcią i kobietami, z których każda niesie swoją własną trudną historię Tam wszystkie kobiety uprawiają kwiaty i Alice stopniowo poznaje tajniki tej sztuki.
Całość przeplatana jest pięknem kwiatów, przyrody i niestety przemocą domową, która cały czas się przewija,

Świetna książka opowiadająca historię 9-letniej Alice, która żyje w Australii nad oceanem z ukochaną mamą i ojcem, którego i kocha i się go boi. Na szczęście ma jeszcze również ukochanego psiego przyjaciela.
Później w wyniku tragedii, Alice trafia do środkowej Australii, gdzie mieszka z babcią i kobietami, z których każda niesie swoją własną trudną historię Tam wszystkie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
951
780

Na półkach: ,

Piękna, wzruszająca i zachwycająca opowieść. Porwała mnie szalenie, nie dała o sobie zapomnieć, bardzo pięknie napisana, gdzieś tam między słowami czasem niedopowiedziana. Poruszyła mnie opowieść o Alice, która po ciężkim dzieciństwie próbuje odnaleźć siebie i która w swoim dorosłym życiu trafia na równie trudne momenty…
Zabierałam się do tej książki z nieufnością, a potem czytałam i czytałam i kończyłam w nocy z wypiekami na twarzy i łzami na policzkach.

Piękna, wzruszająca i zachwycająca opowieść. Porwała mnie szalenie, nie dała o sobie zapomnieć, bardzo pięknie napisana, gdzieś tam między słowami czasem niedopowiedziana. Poruszyła mnie opowieść o Alice, która po ciężkim dzieciństwie próbuje odnaleźć siebie i która w swoim dorosłym życiu trafia na równie trudne momenty…
Zabierałam się do tej książki z nieufnością, a potem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2890 użytkowników ma tytuł Wszystkie kwiaty Alice Hart na półkach głównych
  • 1 635
  • 1 235
  • 20
398 użytkowników ma tytuł Wszystkie kwiaty Alice Hart na półkach dodatkowych
  • 197
  • 52
  • 48
  • 40
  • 23
  • 21
  • 17

Inne książki autora

Holly Ringland
Holly Ringland
Wychowywała się w tropikalnym ogrodzie, jako dziecko przez dwa lata podróżowała z rodziną kamperem po parkach narodowych Ameryki Północnej, a później przez cztery lata pracowała z rdzenną ludnością w środkowej części Australii. W 2009 roku zamieszkała w Anglii, gdzie ukończyła kurs kreatywnego pisania na uniwersytecie w Manchesterze. Jej eseje i krótkie opowiadania ukazywały się wielu antologiach i czasopismach literackich. Obecnie mieszka i w Wielkiej Brytanii, i w Australii. Kiedy w dzieciństwie pytano ją, co będzie robić, gdy dorośnie, zawsze odpowiadała, że pisać.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Wszystkie kwiaty Alice Hart przeczytali również

Nasze dusze nocą Kent Haruf
Nasze dusze nocą
Kent Haruf
O tym, co ludzie powiedzą. Addie i Louis od wielu lat są sąsiadami, ale nigdy nie utrzymywali z sobą bliskich stosunków. Oboje od dawna są owdowiali i pewnego dnia postanawiają zacząć spędzać ze sobą noce w zupełnie nieerotyczny sposób, aby czuć się mnie samotnie, co dosyć szybko staje się obiektem zainteresowania okolicznych plotkarzy. Nie jest to wybitna książka, ale miała potencjał być czymś całkiem przyjemnym. Autor pisze stylem bardzo oszczędnym, który często przypomina coś w rodzaju pobieżnego streszczenia i nie do końca potrafi budować nastrój. Poza tym nie udaje mu się uniknąć wpadnięcia w taką typowo romansową koleinę, jakby nie mieściło mu się w głowie, że relacja dwojga ludzi przeciwnej płci może być pozbawiona pierwiastka fizyczności. Całość jest też zdecydowanie za krótka i przydałoby się jej większe rozbudowanie. Jednak tym, co mnie najbardziej rozczarowało jest zakończenie. Mam poczucie, że autor mnie tutaj podle oszukał. Przez całą książkę zdawał się snuć taką budującą, ciepłą, ale przy tym ani trochę nieprzesłodzoną opowieść o ludziach, którym po latach samotności udało się odnaleźć w życiu jakiś nowy smak i zbudować coś wartościowego na przekór opiniom otoczenia, tylko po to, żeby wszystko pogrzebać przy końcówce, jak wredny dzieciak, który czerpie radość ze złośliwego deptania cudzych babek z piasku. Nie rozumiem, dlaczego postanowił w taki sposób skończyć tę historię (zwłaszcza, że wszystko urywa się jakoś tak nagle i trudno tu mówić o jakiejkolwiek konkluzji - nie mamy tu do czynienia z otwartym zakończeniem, ale raczej z jego brakiem) i jestem o to zła. Nie wiem, doprawdy nie wiem, kto wmówił ludziom, że happy end jest banalnym zakończeniem, którego trzeba unikać jak zarazy i dlatego za wszelką cenę trzeba wszystkich w książce unieszczęśliwić na siłę, bo inaczej nie ma głębi, ale był skończonym idiotą.
niedź - awatar niedź
ocenił na69 miesięcy temu
W samym środku zimy Isabel Allende
W samym środku zimy
Isabel Allende
W samym środku zimy” to utwór, który z jednej strony czaruje charakterystycznym dla autorki ciepłem, z drugiej zaś sprawia wrażenie literackiego eksperymentu, w którym zbyt wiele gatunków próbuje współistnieć na ograniczonej przestrzeni. Akcja osadzona w samym sercu mroźnego Brooklynu, sparaliżowanego przez potężną śnieżycę, staje się tłem dla spotkania trojga ludzi z zupełnie innych światów. Choć punkt wyjścia obiecuje gęsty thriller, Allende ostatecznie skręca w stronę melodramatu i prozy zaangażowanej społecznie, co skłania mnie do wystawienia oceny 6/10. Historia zaczyna się od błahego stłuczki, która uruchamia lawinę zdarzeń. Richard, dojrzały i wycofany z życia profesor, uderza w samochód Evelyn, młodej imigrantki z Gwatemali pracującej nielegalnie. Gdy okazuje się, że w bagażniku auta dziewczyny znajdują się zwłoki, Richard prosi o pomoc swoją lokatorkę, Chilijkę Lucię. To nietypowe trio wyrusza w podróż, by pozbyć się ciała, a jednocześnie – co typowe dla Allende – by opowiedzieć sobie nawzajem historie swojego życia. Śnieżny paraliż Nowego Jorku staje się tu klatką, która wymusza intymność i konfrontację z własnymi demonami. Trauma jako wspólny mianownik Najmocniejszym punktem książki są retrospekcje. Autorka z ogromną empatią opisuje tragiczne losy Evelyn, uciekającej przed przemocą gangów w Ameryce Środkowej, oraz bolesną przeszłość Lucii, naznaczoną dyktaturą w Chile. Allende przypomina nam, że każdy człowiek niesie w sobie „niepokonane lato”, o którym pisał Albert Camus (cytowany w tytule). Niestety, w tej warstwie narracyjnej tkwi też słabość powieści – wątki historyczne i polityczne wydają się momentami ważniejsze od samej intrygi kryminalnej, która zostaje rozwiązana w sposób mało przekonujący i uproszczony. „W samym środku zimy” to książka o wielkim sercu, która jednak cierpi na brak narracyjnej dyscypliny. Allende próbuje poruszyć zbyt wiele tematów naraz: od kryzysu migracyjnego, przez starość i samotność, aż po klasyczny romans. W efekcie thriller traci napięcie, a obyczajowa głębia zostaje spłycona przez sensacyjne zwroty akcji. To wciąż sprawnie napisana proza, która potrafi wzruszyć i zmusić do refleksji nad losem wykluczonych, ale brakuje jej magii i spójności znanej z najsłynniejszych dzieł autorki. Dla fanów Allende będzie to miłe spotkanie z jej stylem, dla pozostałych – jedynie poprawna lektura na jeden mroźny wieczór.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na628 dni temu
Strażnik rzeczy zagubionych Ruth Hogan
Strażnik rzeczy zagubionych
Ruth Hogan
Magia tej powieści jest dosłownie i w przenośni ukryta w drobiazgach. I chociaż do tych dwóch kwestii wrócę nieco później, to od razu zdradzę Wam, że po pierwsze to jest taka historia, którą odbiera się nie tylko głową, ale równie mocno sercem, a po drugie to jest debiut autorki - Ruth Hogan – i udało jej się osiągnąć coś niezwykłego, czyli lekką, ale bardzo głęboką opowieść, która dosłownie błyszczy subtelną magią codzienności. Główny bohater - Anthony Peardew – przez prawie całe swoje dorosłe życie przygarniał przedmioty, które znalazł na ulicy, od przepięknej filiżanki, przez oderwane guziki, pojedyncze rękawiczki, kolorowe spinki do włosów czy… pudełko po herbatnikach, w którym są ludzkie prochy (przynajmniej tak mu się wydaje). I nie, Anthony nie jest przypadkiem chorobowym, nie jest zbieraczem, który nie ma gdzie spać, bo cały dom jest zapchany „śmieciami”. On stara się zadośćuczynić błędowi, jaki sam popełnił, gubiąc coś dla niego cennego. I chyba trochę ma nadzieję, że jeśli on będzie próbował zwracać zagubione rzeczy, to jego zguba też znajdzie drogę z powrotem. Dom Anthony’ego, przepiękna willa Padwa, jest zadbany, bo o to dba Laura, która dla pana domu jest nie tylko gospodynią, ale też sekretarką czy asystentką, a okaże się szybko, że również spadkobierczynią. Bo wbrew pozorom bohaterem tej powieści nie jest „Strażnik”, jest nim kobieta, która dziedziczy po Anthonym wszystko, również polecenie, żeby zrobiła co może, by te znalezione rzeczy miały szansę wrócić do swoich poprzednich właścicieli. I to właśnie Laura jest sercem tej opowieści. Ruth Hogan maluje skomplikowany portret kobiety, która po toksycznym związku i bolesnym rozwodzie próbuje odnaleźć siebie, odzyskać poczucie własnej wartości i sprawczość. To, co mnie zauroczyło w tej powieści, to decyzja autorki, żeby wprowadzić do tekstu elementy realizmu magicznego. Po pierwsze te znalezione przedmioty wręcz pulsują własną energią, a Anthony pisywał o nich opowiadania, które nadawały im „osobowość”. Do tego mamy Sunshine, czyli młodą kobietę z zespołem Downa, która umie „czytać energię” tych rzeczy, po prostu ich dotykając, jakby słyszała te opowieści i czuła emocje. A jeśli tego byłoby mało, to sam dom nadal wibruje energią Therese, czyli narzeczonej Anthony’ego, która zmarła nagle, a której straty Anthony nie potrafi przeboleć. Duch Therese ciągle wpływa na to, co się w domu dzieje. I nie, nie mamy do czynienia z opowieściami o duchach i nawiedzonych domach. Hogan wszystkie te elementy wprowadza tak subtelnie i naturalnie, że nie ma się wrażenia, że całość staje się nierealna. To właśnie tutaj głowa mówi, że to wymyślone, a serce, że przecież słyszy się taki historie, że to się może zdarzyć. I teraz wracamy do tego wspominanego uroku. Książka w zasadzie od początku do końca dotyka tematu straty, żałoby, zmarnowanych szans i smutku, a mimo to ma wielki, nieodparty urok i chyba nawet ważniejsze, że daje nadzieję. I chociaż może się wydawać, że nie da się połączyć humoru i melancholii, to Hogan się to udaje i to w debiucie. Duża tutaj zasługa postaci drugoplanowych, między innymi wspomnianej Sunshine, jej rodziców, czy bohaterów równoległej historii o Eunice i Bomberze. Chyba warto wiedzieć, że historia powstawania „Strażnika rzeczy zagubionych” jest równie melancholijna i poruszająca jak sama powieść. Ruth Hogan pracowała w lokalnej administracji, ale uległa wypadkowi. Zmusiło ją to do rezygnacji z pełnego etatu, ale w zamian dało szanse na zajęcie się pisaniem nieco aktywniej. Jednak to rok 2012 okazał się „annus horribilis”, cytując Królową Elżbietę – Ruth usłyszała diagnozę raka i zaczęła własną, niełatwą podróż ku wyzdrowieniu. „Strażnik” powstawał między innymi w czasie bezsennych nocy, kiedy skutki chemioterapii nie dawały szans na odpoczynek. Ta powieść nie tylko ratuje czytelników, ona uratowała autorkę i jej też dała nadzieję, że może być lepiej. W ramach ciekawostki – warto wiedzieć, że postać Anthony’ego została zainspirowana dawnym sąsiadem autorki. Mężczyzna był samotnikiem, który nie potrafił się otrząsnąć ze smutku po stracie narzeczonej i zbieractwo było dla niego sposobem na ucieczkę od traumy. Wybór imienia bohatera pewnie nie dziwi wielu czytających – święty Antoni, od rzeczy zagubionych. A że święty Antonii pochodził z Padwy, to stąd nazwa willi. I nawet nazwisko Peardew nie jest przypadkiem – nawiązuje do francuskiego „perdu”, czyli zgubiony. Wróćmy do fabuły i tego, że ta opowieść miała ratować zasoby nadziei nie tylko czytających, ale i samej autorki. To typowy przykład, że trudne doświadczenia można przekuć w coś dobrego, pięknego – przykład literatury określanej jako „up lit” – „uplifting literature”, czyli literatura podnosząca na duchu, gdzie mamy bolesny temat opowieści, ale cała treść niesie wielkie pokłady optymizmu, nadziei i wiary w ludzką dobroć. JEŚLI MACIE OCHOTĘ POCZYTAĆ WIĘCEJ O "UP LIT" LUB PRZEJRZEĆ INNE RECENZJE, TO ZAJRZYJCIE NA www.intensywni.pl
Intensywni - awatar Intensywni
ocenił na925 dni temu
Ostatnia z rodu Stanfieldów Marc Levy
Ostatnia z rodu Stanfieldów
Marc Levy
Marc Levy to jeden z najchętniej czytanych francuskich autorów. Sprzedane zostało ponad 40 milionów jego książek. W tej opowieści skupił się na tym, co mogą zrobić z człowiekiem tajemnice rodzinne oraz jaki mają wpływ. Chęć dowiedzenia się, jak było naprawdę, jest silniejsza niż wszystko inne. Historia dziennikarki wciąga już od pierwszej strony! Książka „Ostatnia z rodu Stanfieldów” to bardzo interesująca opowieść o Ealnor-Rigby. 35-letnia dziennikarka z Londynu, pracująca dla National Geographic, zeszłej wiosny pochowała matkę. Pewnego dnia, po powrocie z Kostaryki, znajduje w skrzynce tajemniczy anonimowy list. Kto mógł go wysłać i po co? Anonim napisał w nim, że jej matka, znana przez nią jako pełna energii i kochająca swoją rodzinę kobieta, nie jest taka, jak jej się wydaje. Będąc w ciąży z nią i jej bratem bliźniakiem, uczestniczyła w morderstwie. Czy jest możliwe, że ta kobieta mogła się tego dopuścić? Może ktoś zażartował sobie z niej? Tylko kto? Nic nie wskazywało, że był to żart... Czy kryminalna przeszłość matki wpłynie na główną bohaterkę? Praktycznie taki sam list otrzymuje George Harrison, stolarz, który zamieszkuje Cantons-de-l’Est w Quebecu. Również są oskarżenia dotyczące jego matki. Ta dwójka nigdy o sobie nie słyszała, nie mają pojęcia, kim jest druga osoba. Co mają ze sobą wspólnego te dwie kobiety? Dlaczego twórca anonimów wyznacza im spotkanie w tym samym miejscu, a dokładnie - w porcie w Baltimore? Czemu jest to taką tajemnicą, że mają zakaz mówienia o tym komukolwiek? Jakie zamiary ma anonim? Jest to książka godna przeczytania. Polecam każdej osobie, która potrafi zrozumieć, że życie nie jest idealne i tajemnice są odwiecznym problemem w naszym życiu. S.P.J. Szkolny Klub Recenzenta
Szkolny_Klub_ Recenzenta - awatar Szkolny_Klub_ Recenzenta
oceniła na72 lata temu
Błękit Maja Lunde
Błękit
Maja Lunde
Kolejna powieść Lunde która kreuje wizję przyszłości której wszyscy z pewnością się boimy. Po przeczytaniu historii pszczół miałam bardzo wysokie oczekiwania do tej części cyklu klimatycznego i niestety przez to że nastawiłam się że będzie to kolejny majstersztyk, troszkę się zawiodłam. To nie to że historie postaci i ich losów są nieciekawe, bo są. Jednak w przeciwieństwie do historii pszczół, tutaj mamy tylko dwie opowieści. Jedną dziejącą się w przeszłości i teraźniejszości jednocześnie, opowiadana przez kobietę, która w dojrzałym wieku wspomina swoją młodość oraz drugą którą dzieje się w przyszłości, a narratorem jest Francuz który ucieka przed suszą wraz ze swoją małą córeczką. O ile przerażająca wizja przyszłego świata bez wody przejęła mnie dogłębnie i czytałam ja z zapartym tchem, o tyle historia Signe nie była dla mnie aż tak ciekawa. Wydaje mi się że w jej narracji czegoś zabrakło, szczególnie we fragmentach kiedy była już dojrzałą kobietą i samotnie pokonywała morza, żeby zmierzyć się ze swoją przeszłością. Nie rozumiem też do końca sensu zakończenia jej historii. Wydaje mi się że ten finał trochę podcina skrzydła wszytkim osobom zaangażowanym w walkę ze zmianami klimatycznymi. Kobieta w pewien sposób poddaje się i akceptuje otaczającą ją rzeczywistość co nie do końca mi się podoba. Powiązanie historii obu bohaterów było ciekawym zabiegiem, aczkolwiek ponownie, moim zdaniem nie było to konieczne. Czy książka jest ciekawa i da się ją przeczytać? Oczywiście. Czy jest tak wybitna jak historia pszczół? Mnie nie przekonała całkowicie, myślę że temat wody mógłby być poruszony w dużo ciekawszy sposób, szczególnie jeśli chodzi o współczesne czasy, nie mniej, warta przeczytania.
zaczytana_marchewka - awatar zaczytana_marchewka
oceniła na62 miesiące temu
Błoto Hillary Jordan
Błoto
Hillary Jordan
O tym, że trzeba znać swoje miejsce. Henry wraz z żoną, małymi córkami, wrednym ojcem i uroczym, lecz psychicznie niestabilnym bratem, wprowadza się na podupadającą plantację bawełny. Trochę się bałam, że to będzie kolejna książka o rodzinie na odludziu terroryzowanej przez przemocowego ojca (opis coś podobnego sugeruje, a trochę takich czytałam w ostatnim czasie i mi się już znudziło),ale na szczęście okazało się, że to jednak coś trochę innego, całkiem świeżego (choć temat to przecież żadne wielkie novum) i bardzo, bardzo dobrego. Książka podejmuje wiele tematów. Są tu opisane trudy życia na farmie bez podstawowych wygód, docieranie się w małżeństwie i kwestionowanie ustalonej hierarchii, połamani psychicznie weterani wojenni, małżeńska niewierność (wątek tak wręcz obraźliwie banalny i wyświechtany, że najchętniej bym go z książki całkiem wykreśliła, to w zasadzie jedyna rzecz, którą uznałabym za minus). Najważniejszy wydaje się jednak rasizm i segregacja rasowa. Przy czym książka nie eksponuje tego wątku jakoś szczególnie, ale po prostu opisuje świat, w którym kwestie rasy i tego, co komu wolno, a czego nie, są tak oczywiste i mocno ukonstytuowane, że nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, żeby to kwestionować czy choćby dłużej się nad tym zastanawiać. Podobało mi się to, że nawet ci najbardziej otwarci bohaterowie pozostają jednak ludźmi swoich czasów, wychowywanymi w myśl konkretnych poglądów i wciąż pewne rzeczy pozostają dla nich nie do zaakceptowania - to ładnie pokazuje jak trudne zadanie miały wszelkie ruchy dążące do równouprawnienia.
niedź - awatar niedź
ocenił na78 miesięcy temu
Manhattan Beach Jennifer Egan
Manhattan Beach
Jennifer Egan
„Morze jest jedynym miejscem, gdzie przeszłość nie ma znaczenia, bo każda fala zmywa ślady poprzedniej, a mimo to woda pamięta każdy lęk, który w niej zanurzono”. Choć to zdanie mogłoby wyjść spod pióra samej Jennifer Egan, to właśnie duch takiej refleksji unosi się nad jej wybitną powieścią „Manhattan Beach”. Moja ocena tej pozycji to wysokie 8/10 – to literacki majstersztyk, który z precyzją historycznego zegarmistrza i rozmachem klasycznej sagi kreśli portret Nowego Jorku lat 40. XX wieku. Egan, nagrodzona wcześniej Pulitzerem, tym razem porzuca postmodernistyczne eksperymenty na rzecz gęstej, niemal dickensowskiej narracji. Główną bohaterką jest Anna Kerrigan, młoda kobieta, która w czasie II wojny światowej przełamuje męskie monopole, zostając pierwszą kobietą-nurkiem w stoczni marynarki wojennej na Brooklynie. Jej praca pod wodą – w ciężkim, klaustrofobicznym skafandrze – jest genialną metaforą nurkowania w głąb rodzinnych tajemnic. Anna desperacko próbuje zrozumieć zniknięcie swojego ojca, Eddiego, który lata wcześniej rozpłynął się w powietrzu, zostawiając rodzinę w zawieszeniu między nadzieją a żałobą. Największą siłą „Manhattan Beach” jest jej niesamowity realizm detalu. Egan z niezwykłą plastycznością odtwarza świat doków, mrocznych klubów nocnych rządzonych przez syndykaty i brudnych nabrzeży, gdzie zapach soli miesza się z wonią taniej whisky i korupcji. Autorka nie tylko opisuje historię, ona ją ożywia; czytelnik czuje chłód oceanu i ciężar metalowego hełmu Anny. Równie fascynujące są postacie drugoplanowe, jak Dexter Styles, magnat świata przestępczego, którego losy splatają się z rodziną Kerriganów w sposób tragiczny i nieuchronny. Egan po mistrzowsku pokazuje, jak wielka wojna i małe, prywatne bitwy o godność kształtują losy jednostek. Mamy tutaj prozę najwyższych lotów, która łączy w sobie cechy thrillera, powieści noir i dramatu psychologicznego. Egan pisze stylem eleganckim, gęstym, a jednocześnie niezwykle przystępnym. Jedynym powodem, dla którego nie wystawiam pełnej noty, jest momentami zbyt powolne tempo w środkowej części książki, gdzie dbałość o tło historyczne nieco przyćmiewa dynamikę intrygi. Podsumowując, „Manhattan Beach” to hołd dla kobiecej siły i bolesna lekcja o tym, że każda tajemnica ma swoją cenę wyporności. Jennifer Egan stworzyła powieść totalną – taką, która pachnie morzem, dymem papierosowym i tęsknotą. To literacka uczta dla tych, którzy kochają historie o ludziach rzuconych na głęboką wodę, zmuszonych do nauki pływania w rzece pełnej rekinów i duchów przeszłości. Zasłużona ósemka za styl, klimat i odwagę w kreowaniu bohaterki, która nie boi się zejść na samo dno, by odnaleźć prawdę.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na86 dni temu
Immortaliści Chloe Benjamin
Immortaliści
Chloe Benjamin
„Immortaliści” autorstwa Chloe Benjamin to powieść, która stawia jedno z najtrudniejszych pytań, jakie może zadać sobie człowiek: czy wiedza o dacie własnej śmierci jest przekleństwem, czy wyzwoleniem? Moja ocena to mocne 7/10 – to ambitna, wielopokoleniowa saga, która choć momentami ociera się o melodramat, pozostaje niezwykle inteligentną refleksją nad przeznaczeniem, magią i siłą więzów rodzinnych. Punkt wyjścia jest intrygujący i niemal baśniowy. Czwórka rodzeństwa Goldów – Simon, Klara, Daniel i Varya – udaje się w 1969 roku do tajemniczej wróżbitki na nowojorskim Lower East Side. Kobieta przepowiada każdemu z nich dokładny dzień śmierci. Od tego momentu życie bohaterów zostaje nieodwołalnie naznaczone tą wiedzą. Czy ich losy potoczą się tak, jak zapisano w gwiazdach, czy może sama przepowiednia stanie się samospełniającą się klątwą? Benjamin dzieli książkę na cztery części, z których każda skupia się na innym dziecku, pozwalając nam obserwować, jak strach przed końcem kształtuje ich wybory życiowe. Największą zaletą powieści jest jej różnorodność tematyczna. Autorka z dużą sprawnością przeskakuje między różnymi światami: od tętniącej życiem sceny gejowskiej w San Francisco lat 80., przez blask i iluzję magii scenicznej w Las Vegas, aż po sterylne laboratoria naukowe badające długowieczność. Każde z rodzeństwa reaguje na przepowiednię inaczej – Simon rzuca się w wir życia bez hamulców, Klara szuka ucieczki w sztuce i ezoteryce, Daniel wybiera drogę stabilizacji i kontroli, a Varya oddaje się nauce, próbując oszukać biologię. To studium ludzkich charakterów jest fascynujące i zmusza czytelnika do zastanowienia się nad własną postawą wobec nieuchronności końca. Nota 7/10 wynika z faktu, że nie wszystkie części tej opowieści są równe. Historia Simona i Klary pulsuje emocjami i autentycznością, podczas gdy wątki Daniela i Varyi bywają nieco bardziej przewidywalne i momentami zbyt mocno nasycone dydaktyzmem. Benjamin czasami zbyt dosłownie traktuje motyw przepowiedni, co sprawia, że narracja traci na lekkości. Niemniej jednak, warsztat literacki autorki jest godny podziwu – potrafi ona pisać o sprawach ostatecznych z dużą empatią i bez zbędnego patosu. „Immortaliści” to książka, która zostaje w pamięci. To piękna, choć smutna opowieść o tym, że to nie długość życia, ale jego intensywność i jakość relacji z innymi definiują nasze człowieczeństwo. Chloe Benjamin stworzyła literacki eksperyment, który udowadnia, że niezależnie od tego, czy wierzymy w przeznaczenie, czy w przypadek, to miłość i strata są jedynymi stałymi w naszym krótkim bytowaniu na ziemi. Wyjątkowa lektura dla tych, którzy nie boją się konfrontacji z własną śmiertelnością.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na77 dni temu
Spadek Vigdis Hjorth
Spadek
Vigdis Hjorth
Odcięta gałąź „Napis nad moim losem na ziemi: „Spętana dzieciństwem”. Ponad pięćdziesiąt lat, a nadal poddana strachowi przed rodzicielskim autorytetem, którego boją się dzieci” [1]. Bergljot - bohaterka powieści „Spadek”, norweskiej autorki Vigdis Hjorth, ma ponad 50 lat. Jest pisarką - zajmuje się krytyką teatralną. Ma już za sobą - a przynajmniej tak można by uznać - dzieciństwo, młodość, małżeństwo, macierzyństwo. Jej dość zamożni rodzice zestarzeli się, więc postanowili zapisać majątek czwórce swoich dzieci: starszym – synowi Bardowi, córce Bergljot i ich młodszym siostrom Astrid i Asie. Wbrew składanym wcześniej zapewnieniom podzielenia majątku na równe części, testatorzy postąpili inaczej, co z kolei, jak to zazwyczaj bywa w takich wypadkach, wywołało rodzinny spór. Historia jakich wiele - niesmaczna, jak każdy konflikt krewnych o pieniądze. Testament powstał, mimo towarzyszących całemu procesowi sprzeciwów, a los zrządził, że spadkobiercy nie musieli długo czekać na jego oficjalne otwarcie. Z powodu tragicznego w konsekwencjach upadku ze schodów, umarł 85-letni ojciec bohaterki i jej rodzeństwa, pozostawiając po sobie wspomniany wyżej spadek, żonę, dzieci, wnuki i coś, co w tych okolicznościach po raz kolejny dało o sobie znać - ukrywaną, a raczej nieprzyjmowaną do wiadomości, przemilczaną przez lata historię z przeszłości - tajemnicę. Tajemnica, to może nie jest w tym wypadku odpowiednie określenie – używam go jednak, z uwagi na chęć ukrycia szczegółów. To krótki zarys fabuły powieści, która zaraz po ukazaniu się w 2016 r. w Norwegii (polska premiera w Wydawnictwie Literackim miała miejsce w 2018 r.),wywołała wiele kontrowersji i przyczyniła się do publicznej debaty na temat przedstawionych w niej wydarzeń oraz występujących, jak podejrzewano, wątków autobiograficznych. Czy są jeszcze jakieś rodzinne sprawy i problemy, których literatura nie poruszyła, a które mogłyby zostać przedstawione w sposób nowatorski? Okazuje się, że tak. Pierwszoosobowa narracja Bergljot, zarówno ta prowadzona w czasie teraźniejszym, jak retrospektywna, jej forma imitująca autentyczne przemyślenia z ich naturalnym chaosem, powtórzeniami, zwrotami, odwoływaniem się do snów, pozwala czytelnikowi nie tylko poznać kulisy całej sprawy, ale nieomal dotknąć i osobiście doświadczyć trudnych emocji bohaterki - osoby, która w imię uwolnienia się z rodzinnych, a opresyjnych dla siebie układów, zdecydowała się na zerwanie kontaktów z rodzicami i rodzeństwem. Bergljot jest inteligentna, odniosła zawodowy sukces i bardzo lubi swoją pracę. Ma dobry, ciepły kontakt z dorosłymi dziećmi, partnera i przyjaciół wspierających ją, znajduje się, jak to ładnie określa andragogika, u progu późnej dorosłości, przeszła terapię, a mimo to nadal pozostaje pod presją wydarzeń z dzieciństwa. Wciąż nie może uwolnić się od roli bezbronnego dziecka autorytarnych rodziców i na nowo przeżywa swój dramat niewysłuchanej ofiary, odrzuconej córki i siostry. Zerwanie kontaktów nie zapewniło jej, o czym mamy się przekonać, spokoju, którego tak bardzo szukała, a śmierć ojca niczego nie rozwiązała, a przeciwnie, wymogła na niej zmierzenie się po raz kolejny - nie otrzymujemy odpowiedzi, czy ostateczny - z problemem jej życia, który tak naprawdę był problemem całej rodziny. Wszyscy jej członkowie są w jakiś sposób uwikłani w sytuację, która już w przeszłości wymagała i dalej zmusza ich do zajęcia stanowiska w sprawie – do określenia się. Konsekwencje przyjęcia wobec bohaterki zdecydowanej i jednoznacznej postawy dotkną z pewnością każdą z występujących postaci – i to jest sednem. Z tego wszyscy uczestnicy dramatu, jak się wydaje, zdają sobie sprawę. Bergljot, której perspektywę widzenia problemu czytelnik poznaje najlepiej, doskonale rozumie motywy postępowania uczestników rodzinnego sporu, w ponadprzeciętny sposób umie ocenić rolę jaką odegrała w jej życiu postawa ojca i matki, a jednak nie potrafi unieść konsekwencji swojego wyboru – wyboru drogi odcięcia się od rodziców. Tak głęboko tkwi w niej społecznie nakazana konieczność okazywania im szacunku, szczególnie kiedy stają się starzy i niedołężni, że poczucie krzywdy wciąż walczy w niej, z poczuciem obowiązku. Postać neurotycznej, nieszczęśliwej, uciekającej czasami w alkohol Bergljot, pokazuje jak bardzo zakorzenione są w naszej psychice zarówno potrzeba bezwarunkowej rodzicielskiej miłości i szczera chęć wypełnienia roli opiekuna starych rodziców, ale równie silnie naturalna potrzeba szacunku dla siebie, poszukiwania zadośćuczynienia, akceptacji, zrozumienia i uznania przez otoczenie, a przynajmniej wysłuchania „naszej” prawdy. Czy można wyrzec się tych wartości w imię spokoju swoich krewnych, w imię utrzymywania powierzchownych kontaktów rodzinnych i zewnętrznych pozorów tak zwanej "normalności"? Czy może tak właśnie trzeba – bo minęły lata, są jeszcze dzieci i wnuki, spragnione kontaktów z dziadkami? Czy wreszcie w rodzinie wszystko da się zapomnieć, odciąć, unieważnić? I w jakich okolicznościach? Co zrobić z takim odkryciem: że hipokryzja i strach, chęć osłonięcia się przed osądem społecznym może, jak się okazuje, być głównym motywem działania rodziców? Tych rodziców, o których chcielibyśmy przecież zawsze myśleć, że nas kochają i chcą wyłącznie naszego dobra. Czytelnik sam musi zdecydować, jak odnaleźć się w tym poszarpanym przez emocje świecie Bergljot i jej rodziny, w którym prawie wszyscy czują się nieszczęśliwi - ofiara i sprawca, współwinni i niewinni, i ci którzy w imię kompromisów nie potrafili opowiedzieć się po właściwej stronie. To niepokojąca i poruszająca proza, ale pomimo bolesnej prawdy w niej zawartej trudno było mi się od niej oderwać, Utkwiła mi w pamięci szczególnie jedna scena: bohaterka od kilku dni leży w szpitalnym pokoju razem ze starszą kobietą, której nikt nie odwiedza. Za szpitalnymi oknami rozciąga się szeroka panorama nieba. Pewnego wieczoru, kiedy jeszcze nie śpią, na ciemniejącym po burzy horyzoncie ukazuje się im dobrze widoczna, spektakularna tęcza. Obie są tak samo zachwycone i podekscytowane tym zjawiskiem, a Bergljot zauważa, że może rodzina nie jest jednak najważniejsza i żadna wizyta krewnych nie dałaby samotnej starszej pani takich emocjonujących, dobrych przeżyć. To kontrowersyjna, ale jakże w niektórych przypadkach prawdziwa, refleksja. Smutna – ważna lektura. Tak jak pastelowa grafika na okładce książki, która przedstawia delikatnie zarysowane kontury domu i drzewo na pierwszym planie. Z początku niczego nie zauważamy: dom, drzewo, krajobraz, dopiero po chwili, a może nawet dopiero podczas lektury, kiedy sięgamy po książkę po raz kolejny i uważniej przyglądamy się rysunkowi, widzimy, że drzewo nie ma liści, a jedna z jego najgrubszych gałęzi jest odcięta. Recenzja ukazała się wcześniej na innym portalu czytelniczym. [1] Vigdis Hjorth, „Spadek”, przeł. Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, Wydawnictwo Literackie, 2018 r., s. 58.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Wszystkie kwiaty Alice Hart

Więcej

Życie toczy się do przodu, a rozumiemy je, tylko patrząc wstecz. Jeśli chcesz zobaczyć obraz, nie możesz stanowić jego elementu.

Życie toczy się do przodu, a rozumiemy je, tylko patrząc wstecz. Jeśli chcesz zobaczyć obraz, nie możesz stanowić jego elementu.

Holly Ringland Wszystkie kwiaty Alice Hart Zobacz więcej

Biblioteka musi być cichym ogrodem książek, gdzie historie rosną jak kwiaty.

Biblioteka musi być cichym ogrodem książek, gdzie historie rosną jak kwiaty.

Holly Ringland Wszystkie kwiaty Alice Hart Zobacz więcej

Każdy musi mieć jakieś swoje miejsce i kogoś, z kim czuje się związany.

Każdy musi mieć jakieś swoje miejsce i kogoś, z kim czuje się związany.

Holly Ringland Wszystkie kwiaty Alice Hart Zobacz więcej
Więcej